Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Category

Bytom

Szkic historyczny przedstawiający drewnianą urnę wyborczą i rozsypane wokół czarne i białe fasolki, symbolizujące pierwsze demokratyczne wybory w Bytomiu w 1809 roku.

Czarne fasolki w ratuszu. Jak rodził się bytomski samorząd?

Historia Bytomia · 1800–1815

Czarne fasolki w ratuszu. Jak rodził się bytomski samorząd?

Wyobraźcie sobie miasto, w którym wpływy do kasy nie starczają nawet na pensje urzędników, mury miejskie grożą zawaleniem, a nocami miejscy dygnitarze osobiście ścigają po zaułkach włóczęgów i obcych przybyszów. Brzmi jak scena z historycznej komedii? Tymczasem tak wyglądał Bytom na początku XIX wieku. Z tego finansowego i administracyjnego chaosu narodził się pierwszy samorząd w Bytomiu — a jedną z głównych ról odegrała w tej historii osobliwa procedura głosowania za pomocą czarnych i białych fasolek.

Bytom / Beuthen reforma miejska 1808 wybory 1809 Stary Ratusz ród Mokrskich

Bytom około 1800 roku: małe miasto i wielkie problemy

Na początku XIX wieku Bytom nie był jeszcze przemysłowym miastem, które znamy z późniejszych fotografii, pocztówek i prasowych opisów. Był niewielkim, mocno podupadłym ośrodkiem, otoczonym dwoma przedmieściami, z pamięcią dawnego znaczenia, ale z bardzo ograniczonymi możliwościami finansowymi.

Szkic kolorowy przedstawiający ponurą, niewybrukowaną ulicę dawnego miasteczka.
Tak mogła wyglądać jedna z nieoświetlonych, błotnistych bytomskich ulic około 1800 roku.

Całe miasto wraz z przedmieściami liczyło na początku stulecia, w latach 1800–1807, około 1850 mieszkańców. Do 1820 roku liczba ta wzrosła nieznacznie, osiągając równe 2000 osób, co dobrze pokazuje bardzo powolny rozwój Bytomia tuż przed nadejściem epoki industrialnej. Pełne prawa obywatelskie, czyli Bürgerrecht, posiadało zaledwie około 400 osób. To właśnie ta grupa miała realny udział w życiu publicznym. Reszta mieszkańców pozostawała w niższym statusie tzw. Schutzverwandte — osób znajdujących się pod ochroną miasta, ale bez pełni praw publicznych.

Miasto na granicy wypłacalności

Zadłużenie Bytomia wynosiło około 2000 talarów. Roczne wpływy do kasy miejskiej sięgały 1935 talarów, podczas gdy same pensje urzędników pochłaniały 2303 talary. Innymi słowy: urząd kosztował więcej, niż miasto było w stanie zebrać w zwykłych dochodach.

Stan przestrzeni miejskiej dobrze oddawał tę zapaść. Dawne mury miejskie, zbudowane z kamienia wapiennego, były w bardzo złym stanie i miejscami groziły zawaleniem. Około 1807 roku rozebrano bramy: Tarnogórską (Tarnowitzer Tor) i Gliwicką (Gleiwitzer Tor), a w 1816 roku ostatecznie zniwelowano dawne wały ochronne.

Miasto było też ciemne, ciasne i technicznie zapóźnione. W latach 1800–1810 brakowało oświetlenia ulicznego. Wybrukowana była tylko połowa Rynku oraz dwie główne ulice: Krakowska (Krakauer Straße) i Tarnogórska (Tarnowitzer Straße). Do dyspozycji mieszkańców pozostawało zaledwie pięć studni.

  • mury miejskie — w złym stanie, stopniowo rozbierane;
  • brak oświetlenia — ulice po zmroku pogrążone były w ciemności;
  • skromna infrastruktura — bruk obejmował tylko część Rynku i dwie główne ulice;
  • niedobór wody — w całym mieście działało jedynie pięć studni.

Po wielkim pożarze z 1804 roku władze próbowały ograniczyć zagrożenie ogniowe. Charakterystyczne drewniane podcienia przy rynkowych kamienicach nakazano zamurować albo usunąć, a cegły z rozebranych fragmentów murów miejskich wykorzystano później do wymiany drewnianych kominów na murowane. To był powolny, praktyczny remont miasta, które wchodziło w XIX wiek raczej z trudem niż z rozmachem.

Stary porządek: Radlinski, Beck i nocne kontrole

Zanim stery rządów przejął opisywany duet, jeszcze w 1799 roku funkcję burmistrza Bytomia pełnił v. Fragstein. Niedługo później nad podupadłym miastem zaczął czuwać nowy, choć wciąż trzymający się starych nawyków, układ władzy. Jego najważniejszą postacią stał się Radlinski, występujący pod osobliwym i bardzo wymownym tytułem Consul dirigens. Obok niego działał Beck, burmistrz policji (Polizeibürgermeister).

Ich sposób pilnowania porządku nie przypominał nowoczesnej administracji miejskiej. Władze organizowały tzw. General-Landes-Visitation — tajne nocne kontrole, podczas których osobiście wyłapywano włóczęgów oraz obcych chłopów przebywających w mieście bez pozwolenia.

Szkic dwóch XIX-wiecznych urzędników z latarniami patrolujących ciemną uliczkę.
Tajne nocne kontrole – Consul dirigens Radlinski i burmistrz policji Beck osobiście patrolujący bytomskie zaułki.
Nie całkiem państwo policyjne, ale…

Nie trzeba dopisywać tej scenie przesadnej grozy. Wystarczy wyobrazić sobie niewielkie, słabo oświetlone miasto, dwóch urzędników odpowiedzialnych za porządek i nocne obchody wymierzone w ludzi uznawanych za „obcych”. To dobrze pokazuje, jak daleko dawny model zarządzania odbiegał od późniejszego samorządu.

Ten stary układ nie mógł jednak trwać bez końca. Bytom był zadłużony, zaniedbany i zarządzany metodami, które coraz słabiej pasowały do nowej epoki. W ratuszu zbliżał się moment, w którym dotychczasowi urzędnicy mieli zostać rozliczeni nie przez hrabiego ani kamerę urzędniczą, lecz przez miejscowych obywateli.

Reforma Steinowska: jak powstawał samorząd w Bytomiu?

Podstawą tej zmiany była pruska ordynacja miejska z 19 listopada 1808 roku, znana jako Steinsche Städteordnung. To ona otworzyła drogę do wyborów z 1809 roku i powołania nowej rady miejskiej.

Wybory w Bytomiu odbyły się 24 lutego 1809 roku. Zarządził je jeszcze sam Radlinski. Miasto podzielono na cztery okręgi wyborcze (Wahlbezirke), a mieszkańcy posiadający prawa obywatelskie wybrali 24 radnych miejskich (Stadtverordnete).

Skład nowej rady

Wśród 24 radnych znalazło się aż 20 rzemieślników, w tym sukiennicy i tkacze. Obok nich wybrano dwóch kupców, jednego urzędnika — poborcę akcyzy — oraz jednego aptekarza.

Zatwierdzenie wyborów

8 marca 1809 roku wrocławskie Kolegium Wojny i Domen (Breslauer Kriegs- und Domänenkammer) zatwierdziło wyniki wyborów.

Ten skład jest bardzo wymowny. Nowy samorząd w Bytomiu nie wyrósł z arystokratycznych salonów, lecz ze świata warsztatów, cechów, sukna, płótna, handlu i miejskich podatków. Szczególnie ważni byli tu sukiennicy — rzemieślnicy, których dawny cech przez stulecia pilnował jakości wyrobów, zasad pracy i zawodowego prestiżu. Więcej o tym środowisku pisałem w artykule „Bytomskie sukno, piwne kary i 35 mistrzów w lochach. Historia cechu sukienników”.

Czarne i białe fasolki w Starym Ratuszu

Najbardziej obrazowa scena tej historii rozegrała się 9 marca 1809 roku, podczas pierwszego posiedzenia nowej rady. Odbyło się ono w pokoju Starego Ratusza (Altes Rathaus) — budynku o szesnastowiecznej metryce, znanym także z głębokich ratuszowych piwnic.

Zastosowano procedurę zwaną balotażem (Ballotage). Każdy z 24 radnych otrzymywał do ręki dwa ziarna fasoli (Bohnen). Biała fasolka wrzucona do kasety oznaczała poparcie kandydata, czarna — sprzeciw.

Głosowanie na fasolki - tak rodził się samorząd w Bytomiu w 1809 roku. Dłoń wrzuca białą fasolkę do drewnianej urny.
W 1809 roku o losach bytomskiego magistratu decydowały czarne i białe fasolki wrzucane do wyborczej kasety w podziemiach Starego Ratusza.
Jak działał balotaż?

W głosowaniu tajnym radny nie wypowiadał nazwiska ani nie podnosił ręki. Wrzucał do kasety jedno z dwóch ziaren: białe oznaczało poparcie, czarne — sprzeciw. Dzięki temu wynik był jasny, ale pojedynczy głos pozostawał ukryty.

Dla Radlinskiego wynik okazał się druzgocący. Dawny Consul dirigens otrzymał same czarne fasolki i został odsunięty od władzy. W źródłowym języku określano to obrazowo jako abgesägt — „odpiłowany”.

Nowym burmistrzem został Anton Jonas, poborca akcyzy, który podczas posiedzenia pełnił funkcję protokolanta. Otrzymał komplet 24 białych fasolek. To trudno odczytać inaczej niż jako demonstracyjne poparcie dla zmiany.

Kupiec Franz Moswick został skarbnikiem i pierwszym radcą. Otrzymał 14 białych fasolek. Do grona niepłatnych radców (unbesoldete Ratsmänner) weszli także aptekarz Schulz, sukiennik Walter, krawiec Balthasar i piekarz Woehl.

Ciekawostka – źródła

W dawnych opracowaniach można natrafić na błędną datę tych wydarzeń. Kronikarz Franz Stodolka podał datę uroczystego zaprzysiężenia magistratu jako „5 czerwca 1805 r.”, choć chodziło o rok 1809. To drobiazg, ale ważny — tłumaczy, skąd mogą brać się późniejsze rozbieżności w literaturze.

Po stresującym balotażu nowo wybrana elita miejska zeszła prosto do ratuszowej Piwnicy Miejskiej (Stadtkeller). Jak otwarcie przyznają dawne źródła, nową erę, w której ukształtował się samorząd w Bytomiu, należało po prostu „oblać trunkiem”, a nowi dygnitarze musieli się w swoim gronie zapoznać. W ten sposób zorganizowano tam wysoce nieoficjalne „posiedzenie”, a wielka zmiana ustrojowa w mieście nie zakończyła się sztywnym uściskiem dłoni, lecz swobodnym, zakrapianym alkoholem świętowaniem.

Szkic kolorowy grupy rzemieślników i urzędników siedzących przy stole w zabytkowej, ceglanej piwnicy.
O ile na górze decydowały fasolki, w podziemiach królował już trunek – nieoficjalne posiedzenie nowej elity w Piwnicy Miejskiej (Stadtkeller).

Mokrscy: od upokorzenia do miejskiej elity

Nowa władza nie od razu okazała się stabilna. Pierwszy przewodniczący rady, kupiec Franz Moswick, nie poradził sobie z obowiązkami i już w lipcu 1809 roku został odsunięty. Zastąpił go krawiec Frankowitz, lecz i on szybko okazał się niewystarczający dla tego urzędu.

Szkic historycznego, szesnastowiecznego budynku ratusza z wieżą.
Stary Ratusz w Bytomiu (Altes Rathaus) – to w jego murach decydowały się polityczne losy Mokrskich i całego miasta.

W tej sytuacji rada powierzyła ster Ludwigowi Mokrskiemu, sukiennikowi. Jego wybór miał zostać oficjalnie uprawomocniony na posiedzeniu 17 lipca 1809 roku. I właśnie w tym miejscu lokalna historia robi się szczególnie ciekawa.

W 1722 roku przedstawiciele zamożnego rzemiosła — Wenzel, Kaspar i Johann Mokrscy, wówczas związani z rzeźnictwem — weszli w konflikt z hrabią Henckel von Donnersmarck. Kara była upokarzająca: buntowników wtrącono do cuchnącej jamy pod izbą lokajską.

Nie warto jednak opowiadać tej historii wyłącznie jako anegdoty o brutalnej karze. Ważniejsze jest to, że nazwisko Mokrskich nie zniknęło z miejskiej elity. Przeciwnie — przez kolejne dekady rodzina nadal pojawiała się w strukturach miejskich. W 1720 roku burmistrzem był Johann Mokrsky, a w 1755 roku w miejskich zapisach występował Balzer Mokrski.

Do 1809 roku Mokrscy byli już silnie związani z branżą tekstylną: sukiennictwem i tkactwem. Do 24-osobowej rady weszło aż czterech przedstawicieli tej rodziny: Ludwig, Joseph, Johann i Paul. Stanowili niemal jedną szóstą całego składu rady.

Rodzinny rewanż historii

W tej opowieści nie chodzi o prostą zemstę, ale o długie trwanie miejskich rodzin. Ród, który kilkadziesiąt lat wcześniej doświadczył brutalnego upokorzenia ze strony pańskiej władzy, w 1809 roku znalazł się w samym centrum, tworząc od podstaw samorząd w Bytomiu.

Dalsze losy bohaterów

Historia nie kończy się w marcu 1809 roku. Jak to często bywa, ludzie odsunięci od władzy potrafili jeszcze wrócić, a zwycięzcy nie zawsze utrzymywali zdobyte stanowiska na długo. Dlatego warto spojrzeć na dalsze losy kilku postaci, które spinały przełom między dawnym porządkiem a nowym samorządem.

Radlinski

Zdetronizowany w 1809 roku i odesłany w stan spoczynku, niespodziewanie powrócił później na urząd burmistrza. Pełnił go w latach 1815–1818. Zmarł nagle na stanowisku — według przekazu doznał udaru siedząc przy stole.

Beck

Dawny burmistrz policji ustąpił w 1809 roku, przeszedł w stan spoczynku i nie wrócił już do życia publicznego. W odróżnieniu od Radlinskiego nie odzyskał dawnej pozycji.

Anton Jonas

Wielki zwycięzca fasolkowego głosowania nie utrzymał władzy na stałe. Wrócił do pracy w finansach, a w 1818 roku wygrał zawody strzeleckie i został Królem Kurkowym.

Wollny

Postać ważna dla uporządkowania osi czasu. W 1799 roku sprawował funkcje poczmistrza (Postwärter) i skarbnika (Kämmerer). W 1814 roku objął urząd burmistrza, wypełniając tym samym lukę we władzach pomiędzy kadencją Antona Jonasa a powrotem Radlinskiego w latach 1815–1818.

Ludwig Mokrski

Jego pojawienie się na czele rady pokazuje awans miejskiego rzemiosła i siłę rodzin, które przez pokolenia potrafiły utrzymywać znaczenie w lokalnej wspólnocie.

Dlaczego warto o tym pamiętać?

Dziś po Starym Ratuszu i jego piwnicach nie ma już śladu, a wybory wyglądają zupełnie inaczej. Warto jednak pamiętać, że początki nowoczesnego układu, jakim był samorząd w Bytomiu, nie rodziły się w spokojnym, uporządkowanym mieście. Wykuwały się w półmroku słabo oświetlonych ulic, pośród rozpadających się murów, nocnych łapanek i urzędniczych napięć, które pewnego marcowego dnia rozstrzygnęły białe i czarne fasolki.

Miejsce dawnego układu Radlinskiego i Becka zaczęła zajmować rada, w której najważniejszy głos mieli miejscowi rzemieślnicy, kupcy i ludzie związani z codziennym życiem miasta.

Czarne fasolki wrzucone przeciwko Radlinskiemu są więc czymś więcej niż anegdotą. To symbol chwili, w której małe, zadłużone i zaniedbane miasto zaczęło uczyć się nowego sposobu rządzenia. Jeszcze niedoskonałego, jeszcze pełnego konfliktów, ale już innego niż dawniej.

A Mokrscy? Ich obecność przypomina, że historia Bytomia to nie tylko decyzje magistratu, hrabiowskie rozkazy i pruskie reformy. To także rodziny rzemieślnicze, nazwiska powracające w aktach przez pokolenia, lokalne ambicje, dawne upokorzenia, awanse i pamięć o sprawach, które naprawdę poruszały mieszkańców.

Bibliografia i źródła

Poniższe zestawienie obejmuje najważniejsze źródła wykorzystane przy opracowaniu artykułu: opis wyborów z 1809 roku, stan miasta na początku XIX wieku, skład nowej rady miejskiej, losy Radlinskiego, wcześniejsze wzmianki o rodzie Mokrskich oraz dodatkowe ustalenia chronologiczne dotyczące władz Bytomia.

  • P. L., Mit zwei Bohnen wurde 1809 der Magistrat in Beuthen OS. gewählt, [w:] Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, nr 10, październik 1971, s. 18–19.
    Główne źródło opisujące wybory „na fasolki”, upadek Radlinskiego i stan infrastruktury Bytomia na początku XIX wieku. Był to przedruk artykułu pierwotnie opublikowanego w bytomskiej prasie w lutym 1940 roku. Wcześniejsza wersja tego samego tekstu ukazała się także w Heimatblatt, nr 4, kwiecień 1963, pod tytułem Die Magistratswahl im Jahre 1809 in Beuthen OS.
  • Stodolka F., Kronika Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen, [w:] Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise, nr 1, styczeń 1954 oraz nr 6, czerwiec 1954.
    Źródło wykorzystane do weryfikacji powrotu Radlinskiego, demografii miasta, składu nowej rady miejskiej z uwzględnieniem rodu Mokrskich oraz błędu zecerskiego dotyczącego daty.
  • Gramer F., Die Bürgermeister der Stadt Beuthen/Oberschlesien, przedruk z kroniki Bytomia z 1864 roku, s. 221, oprac. Franz Strzala, [w:] Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, nr 5, maj 1972.
    Źródło pomocnicze do potwierdzenia funkcji pełnionych w radzie przez przedstawicieli rodu Mokrskich w XVIII wieku, w tym burmistrza Johanna Mokrskiego.
  • Materiały z czasopisma Volk und Heimat, m.in. z 1924 roku, zawierające opublikowane fragmenty starych rejestrów miejskich, rzucające nowe światło na chronologię władz Bytomia.
  • Lasik G., Gewerbe – Handwerk und Handel in Beuthen OS.
    Opracowanie wykorzystane przy identyfikacji rzemieślników uczestniczących w zarządzie miasta oraz przy odtworzeniu imiennej listy radnych wybranych 24 lutego 1809 roku, ze szczególnym uwzględnieniem dominacji sukienników.
0
0

Read more

Stylizowana srebrna moneta z górnikiem jako ilustracja halerza bytomskiego

Mennictwo bytomskie, część 2. Jak Bytom wybił własną tożsamość w srebrze

Mennictwo bytomskie · część 2

Halerz z górnikiem. Jak Bytom wybił własną tożsamość w srebrze

Od książęcych denarów przechodzimy do miasta: halerzy, pieczęci ławniczej, wspólnej mennicy Bytomia i Gliwic, sporów o dawne prawa oraz monet odnalezionych po wiekach w skarbach.

Bytom / Beuthen XV wiek halerze miejskie górnik na monecie Gliwice

W pierwszej części tej historii najważniejsze były srebro, kopacze srebra i książęta bytomscy. Śledziliśmy początki mennictwa, tajemnicze denary Piastów i to, jak uderzeniem stempla w kruszec manifestowano władzę nad regionem.

Teraz schodzimy z dworu książęcego prosto na miejski bruk. W późnym średniowieczu Bytom miał już nie tylko górnicze zaplecze. Miał także własną monetę miejską. Na niewielkim, niepozornym krążku zwanym halerzem pojawił się znak, którego nie da się pomylić z niczym innym: sylwetka górnika przy pracy.

Nie był to przypadek. W kilkunastu milimetrach srebra zamknięto potężną opowieść o mieście, które potrafiło przenieść swoje największe atuty — złoża, rzemiosło i niezależność — prosto do sakiewek ówczesnych mieszkańców.

Od książąt do miasta

O ile denary przypisywane bytomskim książętom były politycznym manifestem w mikroskali, o tyle halerze miejskie prowadzą nas w zupełnie inną rzeczywistość. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj sam gród. Ze źródeł oraz zachowanych numizmatów jasno wynika, że w późnym średniowieczu Bytom dysponował własną emisją.

Co ciekawe, mennica obsługiwała również sąsiednie Gliwice, jednak monety bito przede wszystkim pod szyldem bytomskim. To właśnie dlatego w numizmatyce do dziś funkcjonuje pojęcie „halerzy bytomskich”, a nie gliwickich. Wspólna mennica nie osłabiała bynajmniej roli Bytomia — wręcz przeciwnie, czyniła z niego główny punkt ciężkości na lokalnej mapie obrotu pieniądzem.

Moneta bliższa człowiekowi

Halerz nie służył wielkim transakcjom handlowym. Był drobnym, codziennym pieniądzem targu i rzemiosła. Czymś, co regularnie przechodziło z rąk do rąk. I właśnie dlatego był nośnikiem idealnym dla miejskiej tożsamości.

Halerz bytomski — mała moneta, mocny znak

Wyobraźmy to sobie: zaledwie 13 milimetrów średnicy. Na tak małej powierzchni łatwo zgubić detal. Jednak najwyraźniejszy typ bytomskiego halerza niósł przekaz prosty i mocny. Na awersie dumnie prezentował się orzeł śląski, a na rewersie — człowiek rąbiący skałę kilofem.

Zamiast wizerunku władcy, tarczy herbowej czy wyidealizowanego świętego, miasto zdecydowało się wybić zawód. Zwykłą, ludzką pracę. Wizerunek górnika, choć dzisiaj na Śląsku wydaje się czymś zupełnie naturalnym, w średniowiecznej ikonografii monetarnej był niesamowicie wymownym dowodem dumy z lokalnych zasobów.

Poglądowa ilustracja halerza bytomskiego z wizerunkiem górnika przy pracy i orłem śląskim
Ilustracja halerzy bytomskich z górnikiem. Krążek miał zaledwie około 13 mm średnicy, ale jego symbolika niosła potężny przekaz o zasobach miasta.

Pieczęć ławnicza, czyli starszy brat halerza

Górnik z kilofem nie pojawił się na monecie przypadkowo. Ten plastyczny motyw to bezpośrednie nawiązanie do starszej tradycji miasta — a konkretnie do dawnych pieczęci (badanych przez naukę zwaną sfragistyką). Znamy go z pieczęci ławniczej Bytomia, zwanej Sigillum scabinorum in Bithom, której używano już w okolicach połowy XIV wieku.

Obydwa nośniki operowały tym samym słownikiem wizualnym: łączyły orła śląskiego z górnikiem. Różnica polegała na ich funkcji. Pieczęć uwierzytelniała akty prawne, a moneta cyrkulowała w kieszeniach rzemieślników.

Detal kontra skala

Halerz nie był jednak fotograficzną kopią pieczęci. Mincerz dysponował zaledwie kilkunastoma milimetrami miejsca, a twardy stempel wymagał innej techniki rytu. Dlatego moneta nie powielała każdego detalu, lecz genialnie nawiązywała do najważniejszego, utrwalonego już znaku miasta.

Poglądowe zestawienie halerza bytomskiego z pieczęcią ławniczą miasta Bytomia
Motyw górnika na halerzu to płynne nawiązanie do starszej tradycji miejskiej z Sigillum scabinorum in Bithom. Zestawienie obu artefaktów ma charakter poglądowy.

MONETA DE BITHOM — Bytom wygrawerowany w srebrze

Średniowieczna moneta to często łamigłówka z brakującymi literami. Miejsca na małym krążku było jak na lekarstwo, a stemple po tysiącach uderzeń potrafiły być po prostu niedbałe. Mimo to bytomskie halerze wyraźnie krzyczały, skąd pochodzą.

Najważniejsza łacińska formuła, z jaką możemy się spotkać, to MONETA DE BITHOM. W innych wariantach mincerze ratowali się skrótami lub ozdobnymi inicjałami.

Miasto rozpisane na warianty

MONETA DE BITHOM
pełna, elegancka formuła deklarująca z dumą: „moneta z Bytomia”.
BITHUM
często spotykany średniowieczny zapis fonetyczny.
BITU
drastyczny skrót uwarunkowany ciasnotą stempla.
Gotycka litera B
minimalistyczny znak skrótowy, często ozdobnie wpisywany w popularny motyw trójliścia.
Warianty zapisu nazwy Bytomia na średniowiecznych halerzach: MONETA DE BITHOM, BITHUM oraz BITU
Elastyczność mincerzy. Różne formy zapisu Bytomia na monetach wynikały wprost z praktyki warsztatów i walki o każdy milimetr cennego srebra.

Bytom i Gliwice — dwa miasta, jedna potrzeba

Oba zaprzyjaźnione w interesach miasta potrzebowały drobnego bilonu do smarowania lokalnej gospodarki. Uruchomienie dwóch odrębnych, w pełni niezależnych rzemieślniczo mennic było po prostu nieopłacalne. Wspólny warsztat rozwiązujący ten problem był czystym pragmatyzmem.

Z punktu widzenia bytomskiej ambicji miało to jednak kluczowe znaczenie: skoro na monetach obiegowych w obu miastach bito nazwę i insygnia Bytomia, to właśnie on narzucał narrację. Stawał się swoistym bankiem centralnym dla okolicznych rynków i targu.

Zaginiony przywilej i ślady w dokumentach

Tu zaczynają się prawdziwe schody dla historyków. Do dzisiaj nie odnaleziono prostego aktu prawnego, w którym władca nadawałby Bytomiowi przywilej bicia własnej monety. Gdyby taki dokument leżał bezpiecznie w archiwum, sprawa byłaby znacznie prostsza.

Zamiast tego badacze muszą opierać się na rozproszonych śladach. Franz Gramer, wielki XIX-wieczny kronikarz Bytomia, nie znał jeszcze średniowiecznych halerzy z górnikiem. Wspominał jedynie o niepewnych, późniejszych monetach z lat 1612 i 1624, o których słyszał, że znajdują się w prywatnych rękach. Nie stanowiły one jednak dla ówczesnych żadnego mocnego dowodu na istnienie miejskiej mennicy.

Dla średniowiecznego pieniądza znacznie cenniejsze są inne, z pozoru błahe wzmianki. W 1482 roku zapisano darowiznę kościelną w wysokości 10 marek, którą wyrażono wprost w „bytomskiej monecie”. To niezwykle ważny szczegół — dowodzi, że bytomski halerz funkcjonował w tamtym czasie jako pełnoprawny punkt odniesienia w lokalnej księgowości i gospodarce.

Drugim twardym dowodem jest miejska petycja z 1584 roku. Magistrat wspomina w niej, że jeszcze ponad sto lat wcześniej w Bytomiu działała mennica, która obsługiwała również sąsiednie Gliwice. To pokazuje, jak mocno w mieście zakorzeniła się pamięć o dawnym uprawnieniu.

  • Rok 1482 Zapis majątkowej darowizny wyrażonej oficjalnie w „bytomskiej monecie”.
  • Rok 1584 Petycja magistratu wspominająca dawną mennicę Bytomia, która zaopatrywała w bilon także Gliwice.
  • Lata 1612 i 1624 Niepewne, nowożytne monety wspominane przez kronikarza Franza Gramera jako obiekty kolekcjonerskie.

Mennica ostatecznie musiała zamilknąć pod koniec XV wieku. Wraz z postępującą centralizacją prawa menniczego, od początku XVI stulecia halerze bytomskie definitywnie znikają z wykazów oficjalnych środków płatniczych krążących po Śląsku.

Spór o Münzgeld, czyli cień dawnego prawa

Pamięć o miejskiej mennicy przetrwała nie tylko w opowieściach, ale też w twardych realiach finansowych. W XVIII wieku dawne prawo stało się bowiem powodem poważnego sporu podatkowego.

W 1722 roku magistrat bytomski złożył obszerną skargę znaną jako Gravamina. Osią konfliktu był Münzgeld, czyli roczny podatek menniczy. Ówczesny pan stanowy, hrabia Karol Józef Henckel von Donnersmarck, konsekwentnie egzekwował od mieszczan kwotę 19 talarów i 10 srebrnych groszy. Z perspektywy miasta sytuacja była absurdalna: magistrat domagał się zwolnienia z opłaty za przywilej korzystania z mennicy, która nie działała od stuleci.

W 1744 roku Bytom podjął jeszcze jedną próbę odwrócenia sytuacji, starając się o oficjalne przywrócenie prawa do bicia drobnych półkrajcarówek. Próba ta nie przyniosła jednak skutku, a miejski pieniądz pozostał już wyłącznie echem przeszłości.

Ten wątek doskonale pokazuje, że średniowieczne przywileje potrafiły żyć własnym życiem. Czasem obciążały portfele mieszczan jeszcze długo po tym, jak ostatnie wybite przez nich monety pokryły się ziemią i patyną.

Notgeld — wojenny powrót do własnego pieniądza

Zrobimy na chwilę skok w czasie. Podczas I wojny światowej na terenie całych Niemiec — i w Bytomiu również — powrócił koncept własnego pieniądza miejskiego. Tym razem jednak powodem nie była rzemieślnicza duma, a desperacja i pustki w kasach.

Pieniądz zastępczy, czyli słynny Notgeld, miał ratować obrót gospodarczy z powodu drastycznego braku bilonu państwowego. Choć lokalny patriotyzm często gościł na banknotach i żetonach awaryjnych, był to epizod wymuszony kryzysem, a nie romantyczna kontynuacja średniowiecznego prawa menniczego.

Przykłady Notgeldu, czyli niemieckiego pieniądza zastępczego z okresu kryzysu po I wojnie światowej
Pieniądz zastępczy Notgeld ratował codzienny handel. Emisje bytomskie należały do tego samego wspaniałego trendu weksylologiczno-numizmatycznego, choć nie miały nic wspólnego z dawnym przywilejem bicia halerzy.

Skarby z ziemi, czyli dlaczego te monety są tak rzadkie?

Przez lata bytomski halerz uchodził niemal za białego kruka śląskiej numizmatyki. Dopiero na początku XX wieku na jaw wyszły fascynujące odkrycia.

W 1902 roku w Wiczkowicach pług wyorał wielki garniec pełen monet. Skarb liczył ok. 4000 sztuk. Znalazło się w nim… dokładnie 5 halerzy bytomskich. Rok później, w ogromnym znalezisku w Starym Śleszowie (ok. 1000 sztuk kruszcu), wyłowiono kolejne 5 bytomskich egzemplarzy. Później, w głuszy lasów rudzkich pod Jankowicami, z dwóch skrytych garnków udało się wyłuskać zaledwie jednego naszego halerza.

Kropla w morzu srebra

Tysiące odnalezionych monet i zaledwie kilka sztuk z bytomskim górnikiem — te liczby mówią same za siebie. Właśnie ta skrajna rzadkość występowania w ziemnych skarbach sprawia, że halerze są dziś tak cennym i poszukiwanym znaleziskiem dla historyków.

Mapa poglądowa miejsc odnalezienia skarbów monet: Wiczkowice, Stary Śleszów, Jankowice
Ziemia bardzo niechętnie oddawała te tajemnice. W odkrywanych skarbach ze Śląska halerze bytomskie zawsze stanowiły zaledwie znikomy ułamek.

Zacięta licytacja w Halle i muzealny triumf

Prawdziwym świętem dla historii miasta był rok 1926. W renomowanym domu aukcyjnym w Halle nad Soławą pod młotek trafiła spektakularna kolekcja wrocławskiego zbieracza, Gustava Striebolla.

Dla włodarzy bytomskiego muzeum była to jedyna okazja, aby przywrócić pamięć w formie fizycznej. Po zażartej licytacji, na której prężyli muskuły także emisariusze z muzeów w Berlinie i Gliwicach, Bytom zdołał wygrać i odzyskać sześć arcyrzadkich numizmatów, w tym książęce denary oraz halerze z górnikiem.

Ilustracja nawiązująca do katalogu aukcyjnego i zakupu 6 rzadkich bytomskich monet z kolekcji Gustava Striebolla w Halle w 1926 roku
Zjawisko łączenia numizmatyki z lokalnym patriotyzmem. Dzięki aukcji z 1926 roku materialne ślady miejskiego pieniądza stały się chlubą bytomskiego muzeum.

Lekcja ostrożności, czyli jedna litera zmienia wszystko

Badanie starych monet wymaga cierpliwości, a jeden źle odczytany detal potrafi zmienić całą interpretację. Doskonałym tego przykładem jest praca Borysa Paszkiewicza, który w 1994 roku zweryfikował dawne ustalenia Ferdynanda Friedensburga. Chodziło o monetę Fbg 817/508, którą przez lata łączono z Bytomiem z powodu litery „B” i niewyraźnej legendy odczytywanej jako „BOTI”.

Ponowna analiza kształtu liter i charakterystycznego układu orła przyniosła jednak inne wnioski. Według badacza krążek wcale nie pochodził z bytomskiej mennicy, lecz należał do wczesnocieszyńskich emisji z czasów Bolesława I. To świetny dowód na to, że w numizmatyce nawet najmniejszy szczegół wymaga ciągłej, krytycznej weryfikacji.

Zakończenie: górnik, który przetrwał wieki

Historia bytomskiego pieniądza zaczęła się od książęcych ambicji, ale jej najciekawszy rozdział napisało samo miasto. O ile piastowskie denary były echem wielkiej polityki, o tyle halerze stanowią pomnik rzemieślników, kupców i lokalnej gospodarki.

Zamiast wzniosłych idei, miasto postanowiło utrwalić na srebrze człowieka rąbiącego skałę kilofem. Zrozumiało bowiem doskonale, gdzie naprawdę bije tętno jego potęgi. I choć po dawnej mennicy do dziś hula w archiwach wiatr historii, a o dawnym przywileju przypominały głównie spory o Münzgeld, ten mały, 13-milimetrowy krążek broni się sam.

To prawdopodobnie najmniejsza, ale najsilniejsza opowieść o tożsamości dawnego Bytomia, jaką kiedykolwiek stworzono.

Bibliografia i źródła
  • Ferdinand Friedensburg, Schlesiens Münzgeschichte im Mittelalter, t. 2, 1888.
  • Borys Paszkiewicz, Średniowieczne monety Księstwa Cieszyńskiego, „Pamiętnik Cieszyński”, t. 9, 1994.
  • Franz Gramer, Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien, 1862–1863.
  • Dokument z 1482 r. (darowizna na rzecz ołtarza św. Zygmunta z zapisem o „bytomskiej monecie”).
  • Petycja miejska Bytomia do margrabiego Jerzego Fryderyka z 1584 r.
  • Skarga magistratu bytomskiego (Gravamina) z 1722 r. w sprawie podatku Münzgeld.
  • Katalog aukcyjny firmy A. Riechmann & Co. (kolekcja Gustava Striebolla), Halle, 1926.
  • Dokumentacja znalezisk numizmatycznych ze skarbów śląskich (Wiczkowice 1902, Stary Śleszów 1903, okolice Jankowic/lasy rudzkie).
0
0

Read more

Stylizowana srebrna moneta na tle dawnego Bytomia jako ilustracja początków mennictwa bytomskiego

Mennictwo bytomskie, część 1. Od srebra do książęcej monety

Mennictwo bytomskie · część 1

Zaginiona mennica Bytomia. Srebro, Piastowie i tajemnicze denary książąt

Zanim na halerzach pojawił się bytomski górnik, były srebrne złoża, średniowieczne ambicje książąt i małe monety, które mówią czasem więcej niż kroniki.

Bytom / Beuthen XII–XIV wiek Piastowie bytomscy denary książęce

Franz Gramer, wielki XIX-wieczny kronikarz Bytomia, nie znał jeszcze pełnej historii bytomskiego pieniądza. W jego czasach średniowieczne monety miasta i książąt wciąż były dla lokalnej historiografii właściwie ukrytą warstwą przeszłości. Dopiero późniejsze badania numizmatyczne, porównania pieczęci, opisy skarbów i korekty dawnych atrybucji udowodniły, że Bytom nie był tylko miejscem wydobycia kruszcu. Był także miejscem, w którym kruszec zmieniał się w znak władzy.

Ta pierwsza część prowadzi do początków: od ostrożnie traktowanych celtyckich śladów i bulli gnieźnieńskiej z 1136 roku, przez opowieść o Szarleju, aż po denary Kazimierza bytomskiego i Siemowita. To historia kruszcowego fundamentu, bez którego słynny halerz nigdy nie miałby takiej siły.

Tajemnica, której nie znał Gramer

Historia bytomskiego mennictwa przez długi czas pozostawała w cieniu kopalń, przywilejów miejskich i wznoszonych kościołów. Nawet wspomniany już Franz Gramer, opierając się w XIX wieku na dostępnych mu źródłach, musiał zadowolić się zaledwie pogłoskami. Dopiero późniejsi numizmatycy uporządkowali ten materiał, dowodząc, że małe srebrne monety stanowią równie istotne świadectwo dawnej polityki i gospodarki.

Co wiemy na pewno?

Bytom był związany z wydobyciem kruszcu już na długo przed własnymi emisjami monetarnymi. W średniowieczu pojawiają się zarówno źródła pisane dotyczące kopaczy srebra, jak i późniejsze monety przypisywane władcom z bytomskiej linii Piastów.

Ręka trzymająca stylizowaną srebrną monetę na tle dawnego Bytomia
Stylizowana ilustracja symbolizująca odkrywanie historii bytomskiego mennictwa. Moneta i panorama miasta mają charakter poglądowy.

Srebrny fundament dawnego Bytomia

Rejon bytomsko-tarnogórski należał do najważniejszych obszarów związanych z eksploatacją srebronośnej galeny. To ona przez stulecia budowała gospodarczy ciężar tej części Górnego Śląska i stanowiła naturalny impuls do późniejszego powstania lokalnej mennicy.

Srebro nie było tylko bogactwem ukrytym w ziemi. Dla dawnego Bytomia oznaczało pracę górników, handel, dochody i władzę nad złożami. A tam, gdzie pojawiał się cenny kruszec, szybko rodziło się też pytanie o prawo: kto może go wydobywać, kto na nim zarabia i kto ostatecznie bije z niego monetę?

Najważniejszy kontekst

Wszelkie późniejsze emisje — od książęcych denarów po miejskie halerze — zawdzięczają swoje istnienie właśnie obfitym, lokalnym złożom srebra.

Tęczowe miseczki, czyli złoto starsze niż Bytom

Na długo przed średniowiecznym Bytomiem w Europie Środkowej krążyły złote monety celtyckie. W niemieckiej tradycji nazywano je Regenbogenschüsselchen, czyli „tęczowymi miseczkami”. Były małe, wypukłe i pozbawione napisów, dlatego dla późniejszych znalazców musiały wyglądać jak przedmioty z innego świata.

Ludowa wyobraźnia szybko dopisała do nich własne wyjaśnienie. Wierzono, że takie złote krążki można znaleźć tam, gdzie tęcza dotyka ziemi. Po burzach i ulewach ziemia rzeczywiście odsłaniała czasem ukryte wcześniej drobne znaleziska, więc legenda miała w sobie coś z obserwacji przyrody.

W starszej literaturze numizmatycznej pojawiła się nawet informacja o złotej monecie celtyckiej mającej pochodzić z Bytomia. Odnotował ją Ferdynand Friedensburg. Później jednak dr Friedrich Husnagel podszedł do tej lokalizacji sceptycznie, wskazując, że Bytom leżał zbyt daleko od głównych, potwierdzonych obszarów występowania takich monet.

Legenda czy pewne znalezisko?

Celtycka moneta „z Bytomia” pozostaje więc raczej ciekawą wzmianką ze starszej literatury niż mocnym dowodem na pradawne mennictwo w mieście. Warto o niej wspomnieć, ale nie należy budować na niej całej opowieści.

Dla historii Bytomia ważniejsze są późniejsze, średniowieczne świadectwa: zapisy o kopaczach srebra, książęce emisje monet i miejskie halerze. Ilustrują one już nie legendę o złocie spod tęczy, lecz realny związek Bytomia z kruszcem, górnictwem i pieniądzem.

Bulla z 1136 roku i kopacze srebra

Pierwszy mocny punkt zaczepienia prowadzi do XII wieku. W bulli gnieźnieńskiej z 1136 roku, wystawionej przez papieża Innocentego II, pojawia się zapis Zversov ante Bitom, czyli miejsce położone „przed Bytomiem” albo w jego pobliżu. Obok tej nazwy pojawia się jeszcze ważniejsze określenie: argenti fossores — kopacze srebra.

To krótka wzmianka, ale dla historii miasta niezwykle cenna. Świadczy o tym, że okolica Bytomia była już w XII wieku jednoznacznie kojarzona z ludźmi pracującymi przy srebrze. Nie mamy tu jeszcze mennicy ani monet, ale dysponujemy twardym zapleczem gospodarczym.

Zversov ante Bitom

Miejsce opisane w dokumencie jako położone przed Bytomiem lub w jego pobliżu.

Argenti fossores

Dosłownie: kopacze srebra. Jedno z najstarszych świadectw górniczego znaczenia okolic Bytomia.

Właśnie od tego zaczyna się właściwa opowieść: od kruszcu, specjalistów od jego wydobycia i osady, która z czasem wyewoluowała w jeden z czołowych punktów na mapie górnośląskiego pogranicza.

Poglądowa ilustracja dawnego Bytomia i kopaczy srebra określanych w źródłach jako argenti fossores
Poglądowa ilustracja nawiązująca do wzmianki o argenti fossores, czyli kopaczach srebra, w okolicach dawnego Bytomia.

Szarlej, czyli legenda po utraconym kruszcu

Historia kruszcu ma także swoją drugą stronę: wyobraźnię. Gdy bogactwo ziemi znikało albo stawało się trudniejsze do wydobycia, ludzie szukali wyjaśnień nie tylko w geologii, lecz także w opowieściach. Tak pojawia się Szarlej — duch ziemny, skarbnik, postać związana z bytomskim podaniem o zaginieniu kruszcu.

Walenty Roździeński w poemacie z 1612 roku przywołał opowieść o tym, że górnicy żyli w szczęściu, dopóki współpracowali z podziemnym duchem. Gdy odrzucili jego towarzystwo, bogactwo miało zostać utracone. To oczywiście legenda, ale nie jest ona przypadkową bajką. Takie podania często przechowują pamięć o realnym doświadczeniu: o wyczerpywaniu płytkich złóż, o ryzyku pracy i o poczuciu, że ziemia potrafi zarówno dawać, jak i odbierać.

Podanie o Szarleju nie uściśla oczywiście, gdzie dokładnie leżały złoża ani jak wyglądał proces technologiczny. Dowodzi jednak czegoś innego: pamięć o srebrze była w okolicy Bytomia zakorzeniona na tyle silnie, że przetrwała pokolenia w folklorze.

Kazimierz bytomski i początki mennictwa książęcego

W 1289 roku Bytom stał się osobnym księstwem. Władzę objął Kazimierz, książę bytomski, syn Władysława opolskiego. Od tego momentu Bytom nie był już tylko ważnym ośrodkiem w większym organizmie politycznym, ale centrum własnego władztwa.

Z tym okresem badacze wiążą początki książęcego mennictwa skupionego wokół miasta. Nie wszystkie dawne emisje da się dziś przypisać bez wątpliwości do konkretnego władcy, dlatego numizmatycy zalecają ostrożność. Sam fakt jest jednak bezsprzeczny: własna moneta była jednym z najważniejszych atrybutów suwerenności.

Istota emisji

W średniowieczu bicie monety wymagało surowca, zaplecza gospodarczego i prawa do emisji. Dlatego numizmaty łączone z bytomskimi książętami są namacalnym dowodem politycznej rangi tego ośrodka.

Stylizowane średniowieczne srebrne monety związane z wczesnym mennictwem książęcym Bytomia
Stylizowana ilustracja inspirowana wczesnym mennictwem książęcym związanym z Bytomiem i księstwem bytomsko-kozielskim. Nie jest to rekonstrukcja konkretnego egzemplarza.

Siemowit i tytuł „księcia Śląska”

Po Kazimierzu na kartach bytomskiego mennictwa pojawia się Siemowit, przedstawiciel tej samej linii Piastów. Przypisywane mu denary rozpoznawano między innymi po literze „S”. Jeszcze ciekawszy jest jednak tytuł używany na awersach i rewersach: dux Silesiae, czyli książę Śląska.

To określenie brzmiało o wiele dumniej niż dux Bythomiensis (książę bytomski). Nie oznaczało jednak zjednoczenia całego regionu pod jego berłem. Wygrawerowany w srebrze tytuł miał za zadanie podnieść prestiż władcy na tle innych śląskich konkurentów.

Dzięki temu denar Siemowita przekazuje coś więcej niż suchą informację o emitencie. Obrazuje, jak książęta wykorzystywali obiegowy pieniądz w celach propagandowych — nawet wtedy, gdy terytorium pod ich zarządem było relatywnie niewielkie.

Bytom, Beuthen, Bithom — skąd te różne nazwy?

W dawnych źródłach Bytom nie zawsze występuje pod jedną, powszechną dziś formą. Inaczej zapisywano ją po łacinie, inaczej po niemiecku, a jeszcze inaczej na monetach, gdzie miejsca na uderzenie stempla było bardzo mało. Dlatego w artykule naturalnie przenikają się różne warianty.

Bytom
współczesna polska nazwa miasta.
Beuthen
niemiecka forma nazwy, częsta w starszych opracowaniach.
Bitom
forma znana z łacińskiego zapisu ante Bitom, czyli „przed Bytomiem” albo „w pobliżu Bytomia”.
Bithom / Bithum / BITU
średniowieczne warianty i skróty nazwy spotykane w inskrypcjach oraz przekazach numizmatycznych.

Nie są to więc odrębne osady, lecz lingwistyczne odbicie tego samego terytorium, zależne od epoki, urzędowego języka i rodzaju dokumentu.

W następnej części: fenomen bytomskiego halerza

W pierwszej części w centrum uwagi znalazły się srebro i początki mennictwa książęcego. W XV wieku ciężar opowieści przesunie się jednak w stronę samego grodu. Na bytomskich halerzach pojawi się znak szczególny: górnik przy pracy. To właśnie on najsilniej zespoi pieniądz z lokalną tożsamością. Część druga będzie poświęcona halerzom, pieczęci ławniczej, wspólnej mennicy z Gliwicami, sporom o przywileje oraz skarbom odnalezionym po wiekach w ziemi.

Dlaczego te małe monety tyle ważą?

Historię miast najczęściej piszą spektakularne bitwy, lokacje, wielkie katedry i rody arystokratyczne. Mennictwo ilustruje ją z zupełnie innej strony. Drobny, srebrny krążek potrafi nakreślić obraz uwarunkowań geologicznych, zdradzić ambicje księcia i udowodnić niezależność gospodarczą rzemieślników.

W przypadku Bytomia ten ciąg przyczynowo-skutkowy rozpoczął się od ciężkiej pracy rąk przy galenie. Następnie ukształtował się w postaci znaków władzy nadawanych przez Piastów. Dlatego nawet zaśniedziały denar wyciągnięty z ziemi jest dla historyka bezcennym nośnikiem danych.

Te monety są małe. Ale dla historii Bytomia ważą bardzo dużo.

Bibliografia i źródła
  • Ferdinand Friedensburg, Schlesiens Münzgeschichte im Mittelalter, t. 2, 1888 — starsze opracowanie numizmatyczne, ważne dla atrybucji monet śląskich i bytomskich.
  • Friedrich Husnagel, opracowanie z 1939 r. dotyczące bytomskiego mennictwa i weryfikacji wcześniejszych ustaleń.
  • Franz Gramer, Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien, 1862–1863 — kronika miasta, ważna także przez swoje luki i ograniczenia dotyczące mennictwa.
  • Walenty Roździeński, Officina ferraria, 1612 — źródło dla podania o Szarleju i lokalnej wyobraźni górniczej.
  • Bulla gnieźnieńska papieża Innocentego II z 1136 r. — zapis Zversov ante Bitom oraz wzmianka o argenti fossores.
  • Joseph Gottschalk, teksty dotyczące źródeł do dziejów górnośląskich Piastów, w tym problemu braku średniowiecznych kronik opisujących szczegółowo tę linię.
  • Borys Paszkiewicz, artykuł z 1994 r. w „Pamiętniku Cieszyńskim” — ważny dla późniejszej korekty dawnych atrybucji numizmatycznych; szerzej wykorzystany w części drugiej.
  • Materiały robocze autora: kompendium „Mennictwo bytomskie” oraz notatki do artykułu o zaginionej mennicy Bytomia.
0
0

Read more

Ilustracja historyczna przedstawiająca Źródełko Miłości (Liebesquelle) w Bytomiu oraz sąsiedztwo zabudowy przemysłowej w XIX wieku.

Historia Źródełka Miłości, które przegrało z rewolucją przemysłową

Bytom 1846–1900: Miasto, które utraciło swoje źródła

Zabiła je kolej. Katastrofa hydrologiczna XIX-wiecznego Bytomia i zagłada Źródełka Miłości

Sielska dolina ze źródełkiem u stóp wzgórza jako nastrojowa ilustracja dawnego krajobrazu Bytomia
Sielski krajobraz źródeł i doliny przed nadejściem przemysłowej katastrofy.

Połowa XIX wieku. Bytom (Beuthen O.-S.) liczy niespełna 5000 mieszkańców. To wciąż małe, górniczo-rolnicze miasto. Prowincja, cisza, błoto.

U wjazdu, przy wąskich, nieutwardzonych ulicach, stoi folwark mleczny. W cieniu rosnącej przed nim lipy odpoczywają wędrowni czeladnicy.

W ciasnych warsztatach pracują powroźnik, garncarz i folusznik. Rynek żyje handlem, z dala od wielkomiejskiego tempa. Wokół miasta rozciągają się łąki i mokradła. Jedno z przedmieść nosi adekwatną nazwę: Błotnica (Blotnitza).

Z perspektywy czasu ten detal brzmi jak ponury żart. Miasto zbudowane na podmokłym gruncie wkrótce zacznie dramatycznie tracić wodę.

W dolinie u stóp Wzgórza św. Małgorzaty, pośród rzekomych starożytnych „grobów Hunów” (Hunnengräber), bije Źródełko Miłości — Liebesquelle, lokalnie zwane Klozkiem. Daje około 10 stóp sześciennych krystalicznej wody. Dla miasta położonego na dolomitowych skałach to nie urokliwy detal, lecz infrastruktura przetrwania.

Woda jako warunek życia miasta

Źródełko Miłości nie było tylko romantycznym miejscem. Dla miasta położonego na dolomitowych skałach było częścią realnego systemu wodnego — dawało wodę, zasilało dolinę i podtrzymywało lokalny krajobraz.

Obok płynie potok zasilający rzekę Iserbach (Bytomkę). Zimą staje się naturalnym lodowiskiem, latem nawadnia dolinę i ogrody. Woda jest blisko i wydaje się dobrem trwałym.

Szybko przestanie nim być.

W ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat ten ekosystem zostanie rozcięty, osuszony i zasypany. Rzeki zmienią się w kanały ściekowe. Źródła zamilkną. Las przykryją hałdy. Bytom, który dotąd walczył z wszechobecnym błotem, stanie przed widmem pragnienia i epidemii.

Żelazny marsz kapitału i Kolej Konna (Roßbahn)

Kolej konna z wagonikami węglowymi przecinająca zniszczony krajobraz dawnej doliny
Kolej konna jako symbol przecięcia dawnego krajobrazu i uderzenia przemysłu w lokalny układ wodny.

Cezurą jest rok 1854. Rządy w Bytomiu obejmuje burmistrz Manderle. Równocześnie do miasta wkracza wielki kapitał z inwestycją mającą przyspieszyć logistykę: Koleją Konną Pringsheima (Pringsheim’sche Roßbahn).

Z dzisiejszej perspektywy brzmi to niewinnie. W praktyce był to wyrok na lokalną przyrodę. Linia, z której wyewoluuje Górnośląska Kolej Wąskotorowa, wymagała przecięcia podmiejskich łąk, wykopów i wysokich nasypów. Trasa brutalnie rozerwała dawne trakty spacerowe, m.in. te w stronę Szombierek.

Problem nie dotyczył tylko estetyki krajobrazu. Inżynieria lądowa naruszyła płytkie warstwy wodonośne doliny. Delikatny układ hydrologiczny pod miastem został bezpowrotnie przecięty.

Moment przełomu

Rok 1854 jest w tym artykule cezurą katastrofy. Kolej konna, kopalniane odwodnienia i nasypy nie tylko zmieniły krajobraz — one przecięły delikatny układ hydrologiczny pod miastem.

Równolegle wokół Bytomia zaciskał się żelazny pierścień kopalń: „Therese”, „Apfel”, „Heinitz”, „Karsten-Centrum”. Jak pokazuje historia tutejszej geologii i przemysłowej eksploatacji ziemi bytomskiej, przemysł nie tylko wydobywał surowce, ale także konsekwentnie odprowadzał wodę z górotworu. Potężne systemy odwadniające kopalń obniżały poziom wód gruntowych. Warunek konieczny dla górnictwa okazał się zabójczy dla miasta.

Skutek nadszedł błyskawicznie. W ciągu kilku miesięcy od startu budowy kolei konnej lej źródlany Klozka (Liebesquelle) całkowicie wysechł. Podobny los spotkał Źródło Jacka (Jazekquelle) na Rozbarku oraz Źródło Werpisko (Werpisko-Quelle).

Ważne sprostowanie lokalizacyjne

Współczesne użycie nazwy „Źródełko Miłości” w Parku Miejskim im. F. Kachla ma charakter symboliczny i nie oznacza odtworzenia historycznego Liebesquelle. Dawne Źródełko Miłości, które wyschło w 1854 roku wskutek budowy kolei konnej i działalności kopalń, znajdowało się w innym miejscu — u stóp Wzgórza św. Małgorzaty. Tę lokalizację potwierdzają przekazy kronikarskie Franza Gramera oraz dziewiętnastowieczne plany urbanistyczne.

O ile Źródełko Miłości zniknęło pod wpływem drenażu wywołanego przez kolej i kopalnie, o tyle niecka po dawnym Źródle Werpisko została wykorzystana przemysłowo. Dyrekcje kopalń utworzyły tam wielkie stawy osadowe i płuczki mułowe (Schlammteiche) służące do płukania galmanu. W obu przypadkach natura — czy to przez osuszenie, czy przez zalanie osadami — musiała ustąpić miejsca bezwzględnej logice przemysłowej.

Brak wód powierzchniowych uśmiercił wkrótce okoliczne młyny wodne. Zamknęły się zakłady zależne od rzeki Iserbach, w tym Młyn Pielki oraz inne historyczne obiekty. Przemysł nie tylko przebudował Bytom. Zabrał mu pierwotny napęd, wodę i topografię.

Aleja Westchnień w mieście kurzu i tyfusu

Zmęczeni górnicy wracający przez zadymione i zapylone miasto przemysłowe
Miasto pyłu, dymu i zmęczonych ludzi — nastrojowa ilustracja przemysłowego Bytomia po utracie dawnego krajobrazu wodnego.

O skali załamania ekosystemu świadczą listy do „Schlesische Zeitung” z 1857 roku. To nie poetyckie żale, ale twardy raport z miejsca zdarzenia. Wystarczyły zaledwie trzy lata funkcjonowania kolei.

Głos z epoki

Listy do „Schlesische Zeitung” z 1857 roku warto potraktować jako szczególnie mocny punkt artykułu: to nie późniejsza legenda, ale świadectwo ludzi żyjących wśród pyłu, błota, dymu i narastającego kryzysu wodnego.

Wiosna przestała być porą spacerów. Ciężki transport wozami i wagonikami (Vecturanz) wzbijał takie ilości pyłu, że po ulicach nie dało się poruszać bez ochronnego płaszcza (Staubmantel) i maski oddechowej (Respirator). Pył osiadał na twarzach i oknach. Wdzierał się do mieszkań, dusił ulice.

W tym dymie żył i pracował bytomski nauczyciel i kronikarz Franz Gramer. Jego kronika z 1863 roku nie była pisana z dystansu, lecz wyrastała z codziennego doświadczenia miasta, które na jego oczach traciło wodę, zieleń i dawne powietrze.

Ocalały fragment zieleni mieszkańcy ochrzcili ponurym mianem Alei Westchnień (Seufzer-Allee). Zmuszała do żalu za utraconym pięknem. Dawne życie towarzyskie uciekło z plenerów do dusznych sal, takich jak te w hotelu Heilborn. Miasto chowało się przed własnym powietrzem.

Ale pył był jedynie wstępem. Prawdziwe uderzenie przyszło od strony wody.

Odcięty od naturalnych ujęć Bytom musiał sięgnąć po rozwiązanie desperackie. W 1874 roku miasto zaczęło pompować wodę prosto z wyrobisk kopalni „Karsten-Centrum”, z głębokości ponad 100 metrów.

Pod ziemią woda pitna mieszała się jednak z górniczymi zanieczyszczeniami i fekaliami. Prymitywne żwirowe filtry nie wytrzymały. W lipcu 1897 roku miasto sparaliżowała masowa epidemia tyfusu (Typhusepidemie). Diagnoza była bezlitosna: źródłem zakażenia był wodociąg kopalniany.

Sieć natychmiast zamknięto, a rurociągi drastycznie przepłukano roztworem kwasu siarkowego.

To najbardziej wymowny obraz tamtych czasów: miasto, pozbawione własnych źródeł, ratuje wodociągi agresywną chemią.

Ostateczną zagładę sanitarną oddaliło dopiero awaryjne podłączenie do ujęcia kopalni „Rosalie” i budowa potężnej wieży ciśnień (1000 m³) przy Szosie Siemianowickiej. To nie był pomnik postępu. To była architektura przetrwania – inżynieryjna odpowiedź na kryzys wywołany przez inną inżynierię.

Polipowe ramiona przemysłu i płaczące nimfy

Mroczna dolina z wyschniętym korytem i bladymi postaciami jako nastrojowa ilustracja legendy o źródlanych nimfach
Legenda o płaczących nimfach jako pamięć po utraconym źródle i krajobrazie.

Los Źródełka Miłości podzielił Lasek Goj, południowa zielona enklawa miasta.

Teren przecięła Kolej Prawego Brzegu Odry. Przez las poprowadzono ciężki nasyp z trzema tunelami. Skrajne przejęły brudny nurt Iserbachu, środkowym chodzili piesi. W 1921 roku zamknie go drut kolczasty nowej granicy państwowej.

Las dusił się pod rosnącymi hałdami. Zielone wzgórza przysypano czarnoszarymi zwałami. Zamiast śpiewu ptaków słychać było huk zrzucanych z góry, żarzących się odpadów kopalnianych (lohende Glut). To nie była powolna degradacja – to było systematyczne grzebanie natury.

Mimo fizycznej likwidacji, nazwa Liebesquelle przetrwała w dokumentach. Jeszcze w 1866 roku plac pod nowe liceum (budowane z funduszy Schaffgotschów i Donnersmarcków) urzędowo opisywano jako płaskowyż obok Źródełka Miłości. Wody dawno tam nie było, ale punkt orientacyjny trwał.

Z czasem fakty wyparła legenda. Opowiadano, że do wyschniętego leja po zmroku schodzą źródlane nimfy (Quellnymphen). Wędrowcy, słysząc ich ciężkie westchnienia, w panice uciekali w mrok.

Nie była to jednak wyłącznie romantyczna baśń. W tej opowieści widać żal po miejscu, które naprawdę zniknęło z krajobrazu Bytomia. Wodę zastąpił pył, dolinę — przemysłowe płuczki, a las — żużlowa hałda.

Źródełko Miłości nie wyschło naturalnie. Zostało zabite przez nasypy, kopalniane pompy i chłodną logikę przemysłu, która traktowała naturę wyłącznie jako przeszkodę terenową.

Odtąd Bytom musiał uczyć się przetrwania w przestrzeni, którą najpierw brutalnie osuszono, a następnie reanimowano skażoną wodą z wyrobisk.

Bibliografia i źródła archiwalne

Prasa periodyczna i wydawnictwa ziomkowskie (Heimatblätter)

  • „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, Rocznik XII, nr 8, sierpień 1959.
  • „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, Rocznik XIV, nr 4, kwiecień 1961.
  • „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, Rocznik XVII, nr 9, wrzesień 1964.
  • „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, Rocznik XVIII, nr 6, czerwiec 1965.
  • „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, Rocznik XXII, nr 1, styczeń 1969.
  • „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, Rocznik XLI, nr 4, kwiecień 1988.

Historyczna prasa codzienna

  • „Schlesische Zeitung”, Rocznik 116, nr 139, z 21 marca 1857 roku.
  • „Schlesische Zeitung”, Rocznik 125, nr 120, z 10 marca 1866 roku.

Oficjalne raporty inżynieryjne i naukowe

  • „I. Anlagen-Band zum Hauptbericht des Arbeitsausschusses für die Wasserversorgung des oberschlesischen Industriebezirks”.
  • „Zeitschrift des Oberschlesischen Berg- und Hüttenmännischen Vereins”, Jg. 49, nr 10, październik 1910.

Kroniki i opracowania ogólne

  • Franz Gramer, „Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien” (1863).
  • Franz Stodolka, „Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien”.
0
0

Read more

Mroczna grafika tytułowa z napisem Tajemnica wieży Mariackiej, Kapsuła czasu z 1856 roku i zagadka najstarszego zwornika, na tle gotyckiej fary w Bytomiu.

Tajemnica zwornika i kapsuła czasu z wieży Mariackiej w Bytomiu

Bytom · Kościół Mariacki · 1856

Tajemnica zwornika i kapsuła czasu z wieży Mariackiej w Bytomiu

Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Bytomiu kryje w swoich murach więcej pytań niż odpowiedzi. Jedne źródła wskazują rok 1231, inne 1241, jeszcze inne przesuwają początki świątyni na lata 1265–1270. Do tego dochodzi zagadkowy zwornik z datami 1231 i 1257 oraz niezwykłe dokumenty odnalezione w starej gałce wieżowej podczas przebudowy w 1856 roku.

temat: Marienkirche / kościół Mariacki oś czasu: XIII wiek – 1856 wątki: zwornik, wieża, kapsuła czasu
Koncepcyjna ilustracja dawnego Bytomia z wieżą kościelną w tle, utrzymana w mrocznym XIX-wiecznym klimacie
Ilustracja koncepcyjna: mroczny, XIX-wieczny Bytom i zarys wieży kościelnej w tle.
Wyjaśnienie pojęcia

Co to jest zwornik?

Infografika wyjaśniająca działanie zwornika w architekturze

Zwornik, po niemiecku Schlussstein, to kamień zamykający łuk albo sklepienie. W praktyce jest to element umieszczany w najwyższym, kluczowym punkcie konstrukcji.

  • zamyka konstrukcję łuku lub sklepienia,
  • wiąże pozostałe kamienie, czyli kliny sklepienne,
  • przenosi ciężar na filary, ściany lub inne podpory,
  • często bywał dekorowany herbem, datą, znakiem lub rzeźbą.

W kościele Mariackim szczególne znaczenie ma zwornik sklepienia nad organami, na którym według przekazów znajdował się kamień z datami 1231 i 1257.

Wyjaśnienie pojęcia

Czym jest kapsuła czasu?

Infografika przedstawiająca przekrój gałki wieżowej jako kapsuły czasu

Kapsuła czasu to szczelnie zamknięty pojemnik z dokumentami lub przedmiotami, pozostawiony świadomie dla przyszłych pokoleń. W architekturze umieszczano ją często w wieżach, gałkach wieżowych, fundamentach albo pod krzyżem.

  • zawierała zwykle dokument fundacyjny lub opis wydarzeń,
  • mogła przechowywać monety, gazety, listy, cenniki lub nazwiska budowniczych,
  • miała pokazać potomnym, jak wyglądał świat w chwili budowy lub remontu,
  • pełniła funkcję małego, ukrytego archiwum epoki.

W Bytomiu taką rolę pełniła gałka wieżowa kościoła Mariackiego. Po jej zdjęciu w 1856 roku odnaleziono dokumenty z 1755 i 1821 roku, a później umieszczono w niej nowy przekaz dla przyszłości.

Dawny kościół przed wielką przebudową

Na starej rycinie podpisanej „Stadtkirche St. Maria Beuthen/OS. vor 1850!” widzimy bytomską farę jeszcze przed neogotycką przebudową wieży. To nie jest dzisiejszy, strzelisty obraz kościoła Mariackiego. Na ilustracji widać dawną, masywną bryłę świątyni z prostszą wieżą i charakterystycznym dachem.

Podpis pod ryciną zwraca uwagę właśnie na lewą stronę budowli: „Links der alte Glockenturm, dessen Turmknopf 1856 erneuert wurde”, czyli: po lewej stara dzwonnica, której gałka wieżowa została odnowiona w 1856 roku.

I właśnie od tej gałki zaczyna się jedna z najciekawszych historii bytomskiego kościoła Mariackiego.

Stara rycina przedstawiająca kościół Mariacki w Bytomiu przed 1850 rokiem z dawną dzwonnicą po lewej stronie
Kościół Mariacki w Bytomiu przed 1850 rokiem. Po lewej widoczna dawna dzwonnica, której gałkę wieżową odnowiono w 1856 roku. Źródło: dawna rycina prasowa / reprodukcja archiwalna.

3 kwietnia 1856 roku: demontaż starej gałki z wieży

3 kwietnia 1856 roku, w związku z rozpoczęciem wielkiej przebudowy wieży, z dzwonnicy kościoła Wniebowzięcia NMP zdjęto starą, pękatą gałkę wieżową. Nie był to zwykły element architektoniczny. W takich gałkach często umieszczano dokumenty przeznaczone dla przyszłych pokoleń — swoiste kapsuły czasu.

Tak było również w Bytomiu.

Po otwarciu starej gałki odnaleziono dwa dokumenty. Pierwszy był starszy i spisany po polsku. Potwierdzał, że gałkę założono 13 października 1755 roku. Drugi dokument był niemiecki i dotyczył naprawy wieży przeprowadzonej w lipcu 1821 roku.

Dlaczego to istotne?

Ten szczegół pokazuje dawny Bytom nie jako miasto jednojęzyczne i jednowymiarowe, ale jako miejsce pogranicza — polsko-niemieckie, śląskie, katolickie, mieszczańskie i ludowe zarazem.

Ilustracja koncepcyjna przedstawiająca dłonie wyjmujące pożółkłe dokumenty z pośniedziałej gałki wieżowej
Ilustracja koncepcyjna: dokumenty ukryte w gałce wieżowej.

Polski dokument w wieży Mariackiej

Najbardziej poruszający jest właśnie dokument polski z 1755 roku. Został zamknięty wysoko nad miastem, w gałce wieżowej kościoła, który przez stulecia był jednym z najważniejszych punktów orientacyjnych Bytomia.

To nie jest drobiazg. Dla historii miasta taki dokument ma duże znaczenie, ponieważ potwierdza obecność języka polskiego w oficjalnym, kościelnym i miejskim obiegu pamięci. Nie był to język domysłów ani późniejszych opowieści, lecz język konkretnego zapisu ukrytego w wieży.

Drugi dokument, niemiecki, informował o naprawie starej gałki w 1821 roku. W późniejszych przekazach pojawia się przy tej okazji drobna, ale pouczająca rozbieżność: jedne źródła podają 17 lipca, inne 27 lipca 1821 roku. Dla czytelnika może to wyglądać jak szczegół bez znaczenia, ale dla badacza lokalnej historii jest to typowa pułapka przedruków, streszczeń i późniejszych opracowań.

Nowa kapsuła czasu księdza Szafranka

Przebudowa wieży w 1856 roku nie zakończyła się tylko zdjęciem starej gałki. Jesienią tego samego roku, w październiku, w nowej gałce umieszczono kolejny dokument: „Historische Nachrichten der Kreisstadt Beuthen…”, czyli historyczne wiadomości o mieście powiatowym Bytomiu.

Dokument powstał w czasie, gdy proboszczem bytomskiej fary był ks. Józef Szafranek. To jedna z najważniejszych postaci XIX-wiecznego Bytomia: duchowny, społecznik, obrońca języka polskiego i człowiek bardzo mocno związany z lokalną wspólnotą. Rok 1856 był dla niego szczególny także dlatego, że obchodził wówczas jubileusz 25-lecia święceń kapłańskich.

Nowa kapsuła czasu była więc czymś więcej niż technicznym dodatkiem do odnowionej wieży. Była świadomym przekazem dla przyszłości. Ludzie połowy XIX wieku zostawili w niej obraz swojego miasta: z jego mieszkańcami, chorobami, językami, cenami, problemami i nadziejami.

Mała oś czasu wieżowej kapsuły

  1. 13 października 1755 Założenie gałki wieżowej, poświadczone dokumentem w języku polskim.
  2. lipiec 1821 Naprawa starej gałki, udokumentowana pismem niemieckim.
  3. 3 kwietnia 1856 Zdjęcie starej gałki z dzwonnicy w związku z przebudową wieży.
  4. październik 1856 Umieszczenie nowego dokumentu w gałce odrestaurowanej dzwonnicy.

Bytom zapisany dla potomnych

Dokument z 1856 roku zawierał bardzo konkretny portret Bytomia. Pod koniec 1855 roku miasto liczyło 8343 mieszkańców. Wśród nich było 6440 katolików, 793 ewangelików i 1110 wyznawców judaizmu.

8343 mieszkańców Bytomia pod koniec 1855 roku
6440 katolików odnotowanych w mieście
1110 mieszkańców wyznania mojżeszowego

To ważna liczba, bo pokazuje Bytom jako miasto wielowyznaniowe. Kościół Mariacki był najważniejszą katolicką świątynią miasta, ale wokół niego funkcjonowała szersza, złożona społeczność, kształtowana przez wieki na styku różnych królestw i kultur.

Jeszcze ciekawsza jest informacja językowa. W dokumencie zapisano, że w Bytomiu używano języka niemieckiego i polskiego, przy czym język polski dominował wśród prostego ludu. To zdanie ma ogromną wartość, ponieważ pochodzi z połowy XIX wieku i oddaje społeczną strukturę miasta bez późniejszych politycznych uproszczeń.

„letztere bei dem gemeinen Manne vorherrschend”
Dokument z gałki wieżowej z 1856 r. o języku polskim jako dominującym wśród prostego ludu.
Bytom był wtedy miastem, w którym niemiecki funkcjonował silnie w administracji, piśmie i życiu mieszczańskim, ale polski pozostawał żywym językiem codzienności znacznej części mieszkańców.
Wniosek z dokumentu umieszczonego w gałce wieżowej w 1856 roku.

Miasto choroby, biedy i przemian

Kapsuła czasu nie była jednak laurką. Dokument z 1856 roku zachował również mroczniejszy obraz miasta.

Bytomianie pamiętali fale cholery azjatyckiej z lat 1831, 1832 i 1837, które dziesiątkowały mieszkańców i rodziły mroczne legendy o bytomskich upiorach. Szczególnie bolesna była epidemia z sierpnia 1855 roku, tuż przed zakończeniem przebudowy kościoła. Według zapisu zachorowało wtedy 81 osób, z czego 48 zmarło.

To dramatyczna proporcja. Za suchymi liczbami kryją się konkretne rodziny, domy i ulice. Gdy w 1856 roku umieszczano dokument w nowej gałce wieżowej, pamięć o tej epidemii była jeszcze świeża.

W grudniu 1855 roku miasto dotknął także pomór bydła, zawleczony z Królestwa Polskiego. Dla dzisiejszego czytelnika może brzmieć to jak ciekawostka, ale w XIX wieku bydło było częścią gospodarczych podstaw życia. Choroba zwierząt oznaczała realne straty, lęk i zagrożenie dla zaopatrzenia.

Do tego dochodziły problemy infrastrukturalne. Ulice oświetlano olejem, ponieważ gaz węglowy uznano za zbyt kosztowny. Stary wodociąg miechowicki wysechł wskutek działalności kopalni galmanu „Theresia”, co zmusiło miasto do szukania nowego ujęcia wody.

W tej kapsule czasu widać więc Bytom w momencie przejściowym: jeszcze stary, przedindustrialny, zmagający się z chorobami i brakiem nowoczesnej infrastruktury, ale już wciągany w świat górnictwa, przemysłu i szybkich przemian.

Ceny pszenicy, żyta, mięsa i słomy

Jednym z najciekawszych elementów dokumentu z 1856 roku był cennik podstawowych produktów. Do aktu dołączono informacje o cenach pszenicy, żyta, wołowiny, a nawet słomy.

To pozornie zwyczajny dodatek, ale właśnie takie szczegóły są dla historyka bezcenne. Dzięki nim można zobaczyć, jak mieszkańcy połowy XIX wieku chcieli opisać swój świat przyszłym pokoleniom. Nie wystarczyło im napisać, kto był proboszczem i ilu ludzi mieszkało w mieście. Chcieli zostawić także obraz codzienności: ile kosztowało zboże, mięso, pasza i rzeczy potrzebne do życia.

Stylizowana karta księgi historycznej z danymi demograficznymi Bytomia oraz cenami rynkowymi z dokumentu z 1856 roku sporządzonego za czasów ks. Józefa Szafranka
Wykaz cen i statystyki z 1856 roku. Wizualizacja danych odnalezionych w dokumencie ks. Szafranka. Zestawienie obrazuje strukturę wyznaniową mieszkańców oraz skutki epidemii cholery z sierpnia 1855 r.
Małe archiwum miejskie

Kapsuła czasu z wieży Mariackiej była więc nie tylko dokumentem kościelnym. Była małym archiwum miejskim — zapisem tego, jak Bytom chciał zostać zapamiętany.

Spór o początki: 1231, 1241 czy 1265–1270?

Historia wieży i kapsuły czasu prowadzi nas do jeszcze starszej zagadki — początków samego kościoła Mariackiego.

W różnych opracowaniach pojawiają się odmienne daty. Jedna tradycja wskazuje rok 1241 i wiąże wzniesienie starszej bryły kościoła z inicjatywą arcybiskupa Władysława z Ostrzyhomia, znanego w źródłach jako Wladislaus von Gran. Inne opracowania podają rok 1231 jako datę fundacji. Jeszcze inny przekaz, przywoływany w prasie z okresu międzywojennego, mówi o fundacji przez arcybiskupa Władysława z Salzburga w latach 1265–1270.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak chaos. Ale właśnie w takich rozbieżnościach często kryje się najciekawsza część lokalnej historii.

W przypadku bytomskiej fary szczególną rolę odgrywał zwornik sklepienia nad organami. Według przekazów znajdował się tam kamień z wyrytymi datami 1231 i 1257. To fizyczny ślad, który mógł wpływać na późniejsze datowanie początków kościoła.

Mroczna wizualizacja architektoniczna przedstawiająca średniowieczny zwornik z wyrytą datą 1231, oświetlony snopem światła.
Zwornik z datą 1231 nad organami. Ilustracja koncepcyjna kamiennego zwornika, który przez lata był punktem odniesienia i zarzewiem sporu o najstarsze datowanie bytomskiej fary.
Ostrożnie z interpretacją

Zwornik nie musi „dowodzić”, że kościół powstał dokładnie w 1231 roku. Raczej tłumaczy, skąd brała się tradycja datowania początków świątyni na ten rok. Nie rozwiązuje całkowicie sporu, ale pokazuje, że rozbieżności nie były przypadkowe.

Miały swoje źródło w materiale architektonicznym, dawnych napisach, lokalnej pamięci i późniejszych interpretacjach kronikarzy.

Kościół romański w lombardzkim typie?

Najstarsza faza kościoła Mariackiego była według późniejszych badań wiązana z architekturą romańską. W opracowaniach z XX wieku pojawia się określenie typu „lombardzkiego” oraz informacja o charakterystycznej zachodniej fasadzie z wieżą.

To bardzo ważne, bo pozwala spojrzeć na bytomską farę nie tylko jako na późniejszą świątynię gotycką czy neogotycko przekształconą, ale jako na obiekt o bardzo głębokiej, średniowiecznej metryce, pamiętający najbardziej burzliwe czasy miasta, w tym głośną zbrodnię i utopienie bytomskiego proboszcza w 1363 roku.

Dzisiejszy wygląd kościoła jest wynikiem wielu przekształceń. Rycina sprzed 1850 roku pokazuje jeszcze inną sylwetkę niż ta, do której przywykliśmy obecnie. A pod kolejnymi warstwami przebudów kryje się jeszcze starsza historia: częściowo zapisana w kamieniu, częściowo w dokumentach, a częściowo w sporach kronikarzy.

Archiwalne zdjęcie kościoła Mariackiego w Bytomiu z widoczną neogotycką wieżą i otoczeniem świątyni
Kościół Mariacki w Bytomiu po przebudowie wieży. Archiwalne zdjęcie pokazuje świątynię już z neogotycką, strzelistą wieżą, odmienną od starszego wyglądu znanego z ryciny sprzed 1850 roku.

Kościół jako archiwum miasta

Historia gałki wieżowej, zwornika i kapsuły czasu pokazuje, że kościół Mariacki w Bytomiu nie jest tylko zabytkiem architektury. Jest archiwum miasta.

W jego murach i wieży spotykają się różne warstwy pamięci: średniowieczna fundacja, sporne daty, dawni proboszczowie, język polski i niemiecki, epidemie, ceny żywności, problemy z wodą, przemysłowe szkody i religijna codzienność mieszkańców.

To właśnie dlatego jedna stara rycina i kilka dokumentów z wieży potrafią otworzyć tak szeroką opowieść. Nie chodzi tylko o to, kiedy dokładnie powstał kościół. Chodzi o to, jak kolejne pokolenia bytomian próbowały zapisać siebie dla przyszłości.

W 1755 roku ktoś zamknął w gałce wieżowej polski dokument. W 1821 roku dopisano niemiecką informację o naprawie. W 1856 roku, za czasów ks. Józefa Szafranka, umieszczono nowy przekaz dla potomnych. A dziś, patrząc na starą rycinę dawnej fary, możemy czytać tę historię od nowa.

Kościół Mariacki w Bytomiu nie tylko góruje nad miastem. On przechowuje jego pamięć.

Uwagi źródłowe

Artykuł opracowano na podstawie zestawienia źródeł i notatek dotyczących kościoła Wniebowzięcia NMP w Bytomiu, w tym informacji o dawnej gałce wieżowej, dokumentach z 1755 i 1821 roku, kapsule czasu z 1856 roku, przekazach o zworniku oraz rozbieżnościach w datowaniu początków świątyni.

Grafiki koncepcyjne pełnią funkcję ilustracyjną i nie są historycznymi fotografiami.

↑ Wróć na początek artykułu

Bibliografia i źródła
  • F. Gramer, Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien, 1863. Jedno z najważniejszych drukowanych opracowań dziejów Bytomia. Szczególnie istotne dla kontekstu XIX-wiecznego miasta, dziejów kościoła Mariackiego oraz przekazów związanych z dokumentami umieszczanymi w gałce wieżowej. Warto pamiętać, że do kroniki dołączono liczne dokumenty, w tym materiały ważne dla historii bytomskiej fary.
  • Franz Stodolka, kronika dziejów Bytomia. Źródło pomocne przy rekonstrukcji średniowiecznego kontekstu miasta, zwłaszcza wątków związanych z XIII i XIV wiekiem, dawną parafią oraz konfliktami między miastem, duchowieństwem i władzą książęcą. W artykule kronika stanowi przede wszystkim tło dla najstarszych sporów o początki bytomskiej fary.
  • Dokument z gałki wieżowej kościoła Mariackiego, październik 1856 r., Historische Nachrichten der Kreisstadt Beuthen… Kluczowy przekaz dotyczący przebudowy wieży za czasów ks. Józefa Szafranka. Zawiera informacje o stanie miasta w połowie XIX wieku: liczbie mieszkańców, strukturze wyznaniowej, języku polskim i niemieckim, epidemiach, problemach infrastrukturalnych oraz realiach gospodarczych.
  • Dokument polski z 13 października 1755 r. odnaleziony w starej gałce wieżowej. Świadectwo założenia dawnej gałki wieżowej. Szczególnie ważne jako ślad obecności języka polskiego w oficjalnym, kościelnym i lokalnym obiegu pamięci dawnego Bytomia.
  • Dokument niemiecki z lipca 1821 r. dotyczący naprawy starej gałki wieżowej. Przekaz istotny dla historii kolejnych napraw wieży. W późniejszych opracowaniach pojawia się rozbieżność dzienna: 17 lub 27 lipca 1821 r., co pokazuje typową pułapkę pracy z przedrukami i wtórnymi relacjami.
  • Oberschlesien im Bild, 1925, nr 45. Przekaz prasowy z okresu międzywojennego, przywołujący alternatywną tradycję fundacji kościoła w latach 1265–1270 oraz wzmiankę o zworniku sklepienia nad organami z datami 1231 i 1257. Źródło cenne, ale wymagające ostrożnej interpretacji, ponieważ miesza tradycję lokalną, przekaz architektoniczny i późniejsze opracowania.
  • Jahrbücher für Geschichte Osteuropas, 1940, Jg. 5, H. 3/4. Opracowanie przywoływane w kontekście najstarszej fazy architektonicznej kościoła Mariackiego. Wskazuje na romański charakter pierwotnej budowli oraz typ lombardzki z zachodnią fasadą-wieżą.
  • Das Dekanat Beuthen O/S. In seinem Schlesischen Teil. Opracowanie pomocnicze dotyczące historii dekanatu, parafii Wniebowzięcia NMP, jej zasięgu, duchowieństwa oraz miejsca kościoła Mariackiego w strukturze kościelnej dawnego Bytomia.
  • Materiały prasowe i archiwalne: Oberschlesischer Wanderer, Beuthener Kreisblatt, zasoby SBC i DIGISHELF. Źródła pomocnicze do dalszej kwerendy dotyczącej przebudowy wieży w 1856 roku, haseł takich jak Marienkirche Umbau, Thurmbau Szafranek oraz Kreuzaufsetzung 1856.
0
0

Read more

Mroczna grafika przedstawiająca zabytkową kolumnę z figurą Matki Boskiej w strugach deszczu na tle starych drzew. Widoczny napis: Szombierska Panienka. Historia figury Matki Boskiej, Johanna Jandy i zaginionego oryginału.

Szombierska Panienka. Historia figury Matki Boskiej, Johanna Jandy i zaginionego oryginału

Historia Szombierek

Szombierska Panienka Historia figury Matki Boskiej, Johanna Jandy i zaginionego oryginału

Mijamy ją często, przechodząc obok kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Szombierkach. Piękna, smukła figura Matki Boskiej na wysokiej kolumnie wydaje się stać tu od zawsze. Z archiwaliów wyłania się jednak znacznie bardziej złożona historia: losy zaginionego oryginału, przestrzelona terakota, praca wybitnego artysty i mozolne korygowanie mitów, które przez dekady narastały wokół tego miejsca.

Dzisiejsza rzeźba w Szombierkach jest bezpośrednią kontynuacją dawnego założenia, choć w zmienionej formie. Aby poznać jej prawdziwe losy, trzeba cofnąć się do połowy XIX wieku i sięgnąć do niemieckich źródeł prasowych, wspomnień oraz późniejszych relacji, które pozwalają oddzielić fakty od powielanych nieścisłości.

Fundacja z tęsknoty za młodością

Inicjatorką powstania figury była hrabina Johanna Schaffgotsch, słynna spadkobierczyni fortuny Karola Goduli. Z wdzięczności za lata młodości spędzone w Szombierkach zleciła wykonanie pomnika. Bezpośrednią okazją do wzniesienia monumentu w 1864 roku stała się przeprowadzka rodziny do nowego pałacu we Wrocławiu (zlokalizowanego na rogu Schweidnitzer Stadtgraben i Neue Taschenstraße). Za rzeźbę jej mąż, hrabia Hans Ulrich Schaffgotsch, zapłacił okrągłą sumę około 300 talarów.

Czasopismo Schlesische Provinzialblätter. Neue Folge z 1864 roku podaje, że hrabia kazał ustawić figurę przy drodze szombierskiej, w pobliżu dworca Morgenroth, czyli dzisiejszego Chebzia, na „dobrze wybranym miejscu”. Z późniejszych relacji wynika, że był to wysadzany drzewami trakt prowadzący w kierunku ówczesnej granicy państwowej z Królestwem Polskim pozostającym pod panowaniem rosyjskim.

Co ciekawe, sztuczny pagórek pod figurę usypano już trzy lata wcześniej, w 1861 roku. Wykorzystano do tego ziemię z przebudowy i poszerzania pobliskiej Godullahütter Straße. Prace drogowe sfinansowano z prywatnych środków Gräflich Schaffgotsch’schen Werke, ponieważ do czasu wytyczenia nowych granic ulica ta pełniła kluczową rolę jako główna trasa dojazdowa do zakładów w Orzegowie i Chebziu (Morgenroth).

Lokalizacja: figura nie stała pierwotnie przy obecnym kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Szombierkach. Jej dzisiejsza lokalizacja jest skutkiem powojennego przeniesienia i wykonania repliki po zniszczeniu oryginalnej, terakotowej rzeźby.

Geniusz z pastwiska: Johann Janda

Zamówienie trafiło do Berlina, do pracowni rzeźbiarza o niezwykłym życiorysie. Johann Janda urodził się w 1827 roku w Klein-Darkowitz, dziś na terenie Czech, jako syn ubogiego stolarza. Zanim został doceniony przez ówczesne elity, swój kunszt ćwiczył, wycinając figurki w drewnie podczas wypasu krów.

Talent młodego Jandy dostrzegł lokalny burmistrz. To otworzyło mu drogę do dalszej edukacji: najpierw we Wrocławiu, a później w Dreźnie. Kariera artysty nabrała tempa w trudnym okresie Wiosny Ludów. W obliczu rewolucyjnych niepokojów jego protektor, baron von Stücker, zmuszony był wyemigrować do Szwajcarii. Zanim to jednak nastąpiło, pomógł Jandzie trafić do Berlina, pod skrzydła słynnego Christiana Daniela Raucha.

Janda odbył także podróż do Włoch w latach 1867–1868 i z powodzeniem tworzył w różnych materiałach: drewnie, metalu, kości słoniowej oraz terakocie. To właśnie z uformowanej i wypalanej gliny przygotował w 1862 roku szombierską figurę Matki Boskiej o ponadnaturalnej wielkości. Monument posadowiono na solidnej konstrukcji: na trzech granitowych płytach wylano metrowy betonowy cokół, który z kolei dźwigał trzymetrową kolumnę z piaskowca.

Szokująca kolorystyka i ochrona z gliny

Pierwotny wygląd dzieła bardzo różnił się od tego, jak zapamiętano je po latach. Figura Matki Boskiej była początkowo wielobarwna (polichromowana), a jej korona lśniła od pozłoty. Z kolei sama podstawa pomnika była szara. Znana z późniejszych lat jednolita, brązowa powłoka była w rzeczywistości warstwą lakieru ochronnego, który nałożono dopiero po czasie, aby zabezpieczyć podatną na uszkodzenia terakotę przed zgubnym wpływem śląskiej pogody.

Deszcz, litania i dwa języki

Uroczyste odsłonięcie i poświęcenie dzieła nastąpiło 14 września 1864 roku. Z miejscowej kaplicy w Szombierkach, położonej przy dawnej drodze, wyruszyła procesja. Pogoda fatalnie nie dopisała. Mimo potężnej ulewy w długim pochodzie wziął udział sam hrabia wraz z małżonką, rzeszą wiernych, urzędników hrabiowskich oraz dzieci szkolnych. Dla tych ostatnich hrabia przygotował wyjątkową niespodziankę – ufundował z tej okazji dodatkową kwotę 50 talarów przeznaczoną bezpośrednio na szkolne potrzeby najmłodszych.

Na miejscu doszło do pięknego, symbolicznego momentu, który odnotowały późniejsze relacje. Ceremonii przewodził słynny bytomski proboszcz, ks. Józef Szafranek (w niemieckich kronikach zapisywany jako Pfarrer Schaffranek). To właśnie on najpierw wygłosił przemówienie w języku polskim do zgromadzonego ludu, a następnie zwrócił się po niemiecku do hrabiego. Ten szczegół dobrze pokazuje językową i społeczną rzeczywistość ówczesnego Górnego Śląska: miejscowy lud, niemieckojęzyczna administracja i arystokratyczni fundatorzy funkcjonowali w jednej, ale wielowarstwowej przestrzeni.

Demontaż oryginału: kule i pszczoły

Oryginalna, terakotowa figura przetrwała w swoim pierwotnym miejscu ponad sto lat. Decyzję o jej przeniesieniu podjęto z powodów prozaicznych. W czerwcu 1968 roku uznano, że obiekt utrudnia rosnący ruch drogowy.

To właśnie podczas operacji przenoszenia doszło do zniszczenia ponadstuletniej rzeźby Jandy. Jak relacjonował Franz Strzala na łamach rocznika Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt w 1970 roku, zdemontowana terakota rozpadła się na kawałki. Wtedy odsłoniło się niezwykłe wnętrze figury: rzeźba była pusta w środku, a przestrzeń tę zaanektował ogromny rój pszczół.

Na powłoce figury odnaleziono również przestrzeliny po kuli karabinowej. Według relacji mogły być one pamiątką po burzliwych wydarzeniach z okresu powstań śląskich albo po kampanii wrześniowej 1939 roku. Pewne jest jedno: terakotowy oryginał nosił na sobie ślady historii znacznie bardziej dramatycznej, niż mogłoby się wydawać z perspektywy spokojnej przydrożnej figury.

Nowe życie pod kościołem

Kawałków terakoty nie dało się już uratować. Zlecono więc wykonanie repliki, a zadania tego podjął się słynny zakład z Piekar Śląskich. Jesienią 1969 roku nową, tym razem malowaną figurę Matki Boskiej, ustawiono na wschód od szombierskiego kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Ciekawostka: Piekarski warsztat Schaeferów

Za wykonanie nowej rzeźby odpowiadał renomowany Zakład Sztuki Kościelnej Kazimierza Schaefera (w niemieckich archiwaliach zapisywany skrótowo jako K. Schaefer). To ważny detal historyczny, ponieważ w późniejszych latach nazwisko to bywało w prasie zniekształcane (np. jako „Schaffer”). Rodzina Schaeferów prowadziła w Piekarach Śląskich niezwykle zasłużoną pracownię rzeźbiarską, z której wyszło mnóstwo wspaniałych dzieł zdobiących śląskie świątynie.

Ocalał natomiast oryginalny, masywny cokół dawnego założenia. Do dziś można odczytać na nim wyrytą w kamieniu łacińską inskrypcję:

ST MARIA REGINA COELI ORA PRO NOBIS Święta Maryjo, Królowo Nieba, módl się za nami.
Widok ogólny na figurę Matki Boskiej wraz z pełną kolumną, cokołem i otoczeniem przed kościołem w Szombierkach Średni kadr na figurę Matki Boskiej w otoczeniu zieleni na tle ceglanej fasady kościoła Zbliżenie na detal figury Matki Boskiej i kapitel zabytkowej kolumny w Szombierkach

Stan obecny: polichromowana replika na oryginalnym cokole przy szombierskim kościele.

Fakty i mity wokół szombierskiej figury

Badanie historii lokalnej często wymaga cierpliwego weryfikowania informacji podawanych w późniejszej prasie. Dobrym przykładem jest artykuł z lokalnego tygodnika z 1999 roku, który na skutek nieścisłości dał początek kilku powielanym później twierdzeniom. Co dokładnie można skorygować na podstawie starszych źródeł?

Mit o dacie zniszczenia

Czasem można spotkać informację, że rzeźba uległa zniszczeniu już w 1868 roku. To niemal na pewno pomyłka drukarska lub tzw. czeski błąd. Oryginał zdemontowano i zniszczono podczas przenosin w 1968 roku.

Mit o lokalizacji

Niekiedy podaje się, że figura miała dawniej stać na dachu szopy przy ul. Godulskiej w Rudzie Śląskiej. To najprawdopodobniej efekt błędnego odczytania niemieckiej nazwy Godullahütter Landstraße, czyli szosy prowadzącej w kierunku huty Godula. Rzeźba od początku stała na wysokiej kolumnie przy drodze w pobliżu dworca Morgenroth.

Przechodząc następnym razem obok szombierskiego kościoła, warto spojrzeć w górę. Znajduje się tam nie tylko symbol religijny, ale namacalny ślad skomplikowanej historii przemysłowego Śląska: pamięć o Schaffgotschach, los zaginionego dzieła Johanna Jandy, echo dawnych granic, wojennych przestrzelin i niezwykłych pszczół ukrytych kiedyś w pustym wnętrzu terakotowej figury.

Źródła i materiały archiwalne
  1. Schlesische Provinzialblätter. Neue Folge, t. 3, 1864, s. 737–738.
  2. Der Schwarze Adler, Jg. 3, Nr. 1, styczeń 1921, rubryka: Gedenktage im Januar.
  3. Oberschlesien im Bild, nr 31, 27 lipca 1928, artykuł: Johann Janda, ein Bildhauer unserer Heimat.
  4. Franz Strzala, Die Marienstatue in Schomberg, w: Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, nr 11, listopad 1970, s. 30–31.
  5. Schomberger Bilderbogen: Marienstatue in Schomberg, w: Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, nr 9, wrzesień 1981, s. 33.
  6. Ernst Kotzbik, Die Mariensäule in Schomberg, w: Schaffgotsch Werks-Zeitung, 1935, Jg. 3, nr 4.
  7. Dokumentacja fotograficzna z lat 1920–1930 oraz zbiory współczesne.
0
0

Read more

Grafika wyróżniająca artykuł Bytom przed Donnersmarckami o Hohenzollernach, kopalniach i sporze o Dąbrówkę

Państwo Bytomskie 1526–1623. Od Hohenzollernów do Donnersmarcków

Katalog archiwalny / historia lokalna / genealogia

Bytom przed Donnersmarckami. Hohenzollernowie, kopalnie i wielki spór o Dąbrówkę

Katalog archiwalny państwa bytomskiego (Herrschaft Beuthen) w latach 1526–1623: od Jerzego Pobożnego do przejęcia zastawu przez ród Henckel von Donnersmarck.

Zakres: 1526–1623 Miejsca: Bytom, Tarnowskie Góry, Dąbrówka Wielka, Bogumin, Karniów Tematy: historia, górnictwo, genealogia, źródła miejskie

Zanim Bytom kojarzono przede wszystkim z Donnersmarckami, miasto i całe państwo bytomskie były areną gry prowadzonej przez Hohenzollernów, Habsburgów, książąt śląskich i samych mieszczan. W XVI wieku decydowały tu nie tylko polityczne układy, lecz także górnictwo, podatki, prawa do kopalń i kontrola nad nowymi ośrodkami wydobywczymi. Jednym z najciekawszych epizodów tej historii był zakup Dąbrówki Wielkiej przez Bytom oraz konflikt z margrabią Jerzym Pobożnym.

W skrócie

  • W 1526 roku Jerzy Pobożny przejął państwa Bytom i Bogumin jako zastaw od Jana II Dobrego, a król Ludwik II jedynie tę transakcję potwierdził.
  • Jerzy rozwinął górnictwo, ale faworyzował Tarnowskie Góry, co osłabiło pozycję samego Bytomia.
  • W 1538 roku Bytom kupił Dąbrówkę Wielką od cystersów z Mogiły pod Krakowem.
  • Margrabia obraził się na Bytomian za ominięcie jego władzy i dopiero 26 stycznia 1542 roku zatwierdził przekazanie wsi.
  • Po wojnie trzydziestoletniej Hohenzollernowie utracili śląskie dobra.
  • W 1623 roku państwo bytomskie przekazano Lazarusowi I Henckel von Donnersmarck jako zabezpieczenie cesarskich długów; dziedziczne prawo zostało uregulowane dopiero później.
Mapa Śląska Silesiae Typus z atlasu Orteliusa z widocznym Bytomiem i Tarnowskimi Górami
Mapa Śląska Silesiae Typus, oparta na tradycji kartograficznej Martina Helwiga z 1561 roku i znana z wydań atlasu Abrahama Orteliusa. W rejonie Górnego Śląska widoczne są m.in. Bytom, Tarnowskie Góry, Gliwice, Opole i Racibórz.
Źródło: Biblioteka Narodowa / Polona, domena publiczna.

1. Czym było państwo bytomskie?

W źródłach nowożytnych pojęcie Herrschaft Beuthen oznaczało nie tylko samo miasto Bytom, ale szerszy kompleks praw i dóbr obejmujących wsie, dochody, sądownictwo, obciążenia fiskalne oraz — co szczególnie ważne — obszary związane z eksploatacją surowców. Dlatego dzieje państwa bytomskiego w XVI i na początku XVII wieku to zarazem historia miejskiej samorządności, władzy dynastycznej i gospodarki górniczej.

Uwaga redakcyjna: w artykule konsekwentnie stosujemy zapis: Mogiła, nie „Mogilno”. Chodzi o klasztor cystersów w Mogile pod Krakowem (dziś obszar Krakowa-Nowej Huty).

2. Jak Hohenzollernowie weszli do gry

Kluczową postacią początku tej historii był margrabia Jerzy z Brandenburgii-Ansbach, znany jako Jerzy Pobożny (Georg der Fromme). Jego rosnące znaczenie na Śląsku wiązało się zarówno z polityką dynastyczną, jak i z bardzo praktycznym interesem w górnictwie oraz dochodach płynących z ziem śląskich.

Trzeba tu jednak zachować precyzję: Jerzy nie otrzymał Bytomia w prostym akcie „nadania” od króla. W 1526 roku przejął państwa Bytom i Bogumin jako zastaw od księcia opolskiego Jana II Dobrego, a król Czech i Węgier Ludwik II Jagiellończyk potwierdził tę transakcję 16 stycznia 1526 roku.

Ta różnica nie jest drobiazgiem. Pokazuje bowiem, że Jerzy wchodził do gry nie jako bierny odbiorca królewskiej łaski, lecz jako aktywny uczestnik śląskiej polityki finansowo-prawnej.

Jerzy Pobożny i rozwój górnictwa na Górnym Śląsku
Jerzy Pobożny jako inicjator nowego etapu rozwoju górnictwa i administracji w państwie bytomskim.

3. Jerzy Pobożny i górniczy zwrot Bytomia

Jerzy Pobożny wniósł do państwa bytomskiego doświadczenia wyniesione z Frankonii, gdzie górnictwo należało do najważniejszych gałęzi gospodarki. Już 30 kwietnia 1526 roku ogłoszono w Bytomiu pierwszą górnośląską wolność górniczą (Bergfreiheit), a w kolejnych latach margrabia sprowadzał fachowców i inżynierów oraz porządkował administrację skarbową i gruntową.

Z punktu widzenia samego Bytomia skutki były jednak ambiwalentne. Rozwój wydobycia sprzyjał bowiem przede wszystkim nowemu ośrodkowi — Tarnowskim Górom (Tarnowitz), które szybko przejęły rolę głównego centrum górniczego. Dla mieszczan bytomskich oznaczało to realne straty gospodarcze i osłabienie pozycji miasta.

Najważniejsze działania Jerzego Pobożnego

  • 1526 — potwierdzenie przejęcia zastawu Bytomia i Bogumina.
  • 30 kwietnia 1526 — ogłoszenie wolności górniczej.
  • 1526–1528 — rozwój organizacji wydobycia i napływ fachowców.
  • 1532 — sporządzenie urbarza regulującego obciążenia i dochody.

4. Zakup Dąbrówki Wielkiej i konflikt z margrabią

W odpowiedzi na rosnącą dominację Tarnowskich Gór Bytom szukał własnej przeciwwagi gospodarczej. Taką szansę dostrzegł w Dąbrówce Wielkiej (Groß-Dombrowka), gdzie rozwijało się górnictwo.

8 czerwca 1538 roku burmistrz Jan Kneflik (Johann Knefflik) kupił w imieniu miasta Dąbrówkę Wielką wraz z lasami od cystersów z Mogiły za 800 florenów. Transakcja obejmowała też trzy jatki mięsne i wolny plac w Bytomiu.

Problem polegał na tym, że Bytomianie — obawiając się sprzeciwu margrabiego — poprosili o zatwierdzenie transakcji bezpośrednio króla Ferdynanda I, z pominięciem Jerzego Pobożnego. Margrabia potraktował to jako zamach na swój autorytet. Nałożył na miasto karę, a swój gniew wyraził również w korespondencji politycznej.

Ostatecznie przekazanie i potwierdzenie odstąpienia Dąbrówki Wielkiej radzie oraz gminie Bytomia nastąpiło 26 stycznia 1542 roku. To jedna z tych dat, które warto zapamiętać, bo dobrze pokazują napięcie między interesem miasta a interesem margrabiego.

„Najciekawsze w tej historii jest to, że walka o jedną wieś była w istocie walką o gospodarczą przyszłość Bytomia.”
Scena zakupu Dąbrówki Wielkiej przez radę miejską Bytomia
Zakup Dąbrówki Wielkiej przez Bytom można potraktować jako próbę odzyskania gospodarczej równowagi wobec Tarnowskich Gór.

5. Kolejni margrabiowie i spór o regalia górnicze

Po śmierci Jerzego Pobożnego sytuacja Bytomia nie stała się prostsza. Miasto doświadczało pożarów, kryzysów gospodarczych i sporów o zakres praw władzy nad kopalniami. Szczególnie ważny był przeciągający się konflikt o tzw. Bergregal, czyli regalia górnicze.

Habsburgowie próbowali dowodzić, że akt z 1526 roku nie obejmował praw do eksploatacji złóż, a więc Hohenzollernowie nie mieli pełnego tytułu do korzyści płynących z górnictwa. Spór ten ciągnął się przez dekady i pokazuje, że bytomskie kopalnie były nie tylko lokalnym zasobem, ale też przedmiotem gry prawnej w skali całego Śląska.

6. Upadek Hohenzollernów na Śląsku

Ostateczny cios przyniosła wojna trzydziestoletnia. Jan Jerzy Hohenzollern stanął po stronie protestantów i „Króla Zimowego”, Fryderyka V. Po klęsce pod Białą Górą w 1620 roku cesarz uderzył w swoich przeciwników z całą surowością.

W efekcie Jan Jerzy został objęty banicją cesarską (Reichsacht), a jego śląskie dobra — w tym Bytom — uległy konfiskacie. Tym samym epizod Hohenzollernów w dziejach państwa bytomskiego dobiegł końca.

Symboliczna scena końca rządów Hohenzollernów na Śląsku
Wojna trzydziestoletnia zamknęła śląski rozdział Hohenzollernów.

7. Wejście Donnersmarcków

Po upadku Hohenzollernów państwo bytomskie weszło w orbitę wpływów rodu Henckel von Donnersmarck. Nie był to jednak prosty akt „nowego dziedziczenia” już w 1623 roku.

Cesarz przekazał wówczas Lazarusowi I Henckel von Donnersmarck państwa Bytom i Bogumin jako zabezpieczenie ogromnych długów. Lazarus I był jednym z najważniejszych finansistów związanych z dworem cesarskim, a skala zadłużenia była ogromna.

Prawo dziedziczne do tych ziem nie zostało jednak od razu przypisane jemu. Dopiero później Lazarus II, za zgodą cesarza, odkupił dziedziczne prawo własności od spadkobierców hrabiego von Harrach za 50 000 reńskich guldenów. To właśnie ten moment zamknął definitywnie przejściowy charakter wcześniejszego przekazania zastawu.

8. Najważniejsze daty

16 I 1526
Ludwik II potwierdza przejęcie zastawu Bytomia i Bogumina przez Jerzego Pobożnego.
30 IV 1526
Ogłoszenie pierwszej górnośląskiej wolności górniczej.
8 VI 1538
Bytom kupuje Dąbrówkę Wielką od cystersów z Mogiły.
4 I 1539
Gniewny list margrabiego Jerzego po ominięciu jego zwierzchności przez Bytomian.
26 I 1542
Potwierdzenie odstąpienia i przekazania Dąbrówki Wielkiej miastu.
1620–1621
Po Białej Górze Jan Jerzy traci śląskie dobra.
18 III 1623
Przekazanie Bytomia i Bogumina Lazarusowi I jako zabezpieczenia cesarskich długów.
Symboliczne przejście od Hohenzollernów do Donnersmarcków
Symboliczna scena finansowego przejęcia państwa bytomskiego przez Lazarusa Henckel von Donnersmarcka w 1623 roku

9. Aneks genealogiczno-katalogowy

Poniższe zestawienia mają charakter pomocniczy i katalogowy. To materiał szczególnie cenny dla badaczy dziejów lokalnych, historii społecznej Bytomia oraz genealogii rodzin miejskich.

Urbarz z 1532 roku — przykładowe wydatki miejskie
Funkcja / celWysokość uposażenia / koszt
Pisarz miejski3 marki, 4 grosze
Strażnik bramy3 marki, 12 groszy
Sługa miejski3 marki, 3 grosze
Policjant3 marki, 3 grosze
Pasterz3 marki, 22 grosze
Nakręcanie zegara wieżowego3 marki, 1 grosz
Pomocnik szkolny3 marki, 1 grosz, 14 halerzy
Kat i oprawca3 marki, 8 groszy
Danina dla księcia20 florenów
Urbarz z 1532 roku — przykładowe stawki celne
Rodzaj towaru / usługiStawka
Sól, żelazo, miedź, ołów (za konia w zaprzęgu)3 grosze
Zboże, słód (za wóz)2 grosze
Beczka miodu, śledzi, oleju, ryb solonych2 grosze
Trójlitr wina12 groszy
Beczka piwa świdnickiego3 grosze
Worek chmielu6 groszy
Sztuka sukna4 grosze
Bydło rogate (za sztukę)1 grosz
Wprowadzenie się Żyda z dobytkiem24 grosze lub według oszacowania
Rejestr nazwisk z 1532 roku — wybrane osoby
  • Lorenz Perko
  • Johann Tschenska
  • Stenzel Goldschmied
  • Martin Beck
  • Kunz Schmied
  • Peter Putner
  • Hans Mennich
  • Nickel Leinweber
  • Jakob Rademacher
  • Urban Rademacher
  • Hans Hirsch
  • Simon Stolka
  • Erhard Eißler
  • Anton Knefflik
  • Mathes Wolny
  • Jan Käschitz
  • Jan Schimansky
  • Jan Oparka
  • Stenzel Sadosky
  • Paul Puchner
  • Thomas Schuster
  • Jakob Perk
  • Martin Glaser
  • Johann Wolschofski
  • Johann Guzler
  • Markwarts
  • Gregor Stan
  • Jakob Pornikars
  • Mar. Wroneka
  • Walter Zahn
  • Nikol Kalus
  • Wittko Kürschner

Uwaga: pisownia nazwisk została zachowana w formie zbliżonej do źródła i może występować w różnych wariantach.

Poglądowa panorama dawnego Bytomia i okolic jako ilustracja państwa bytomskiego w epoce Hohenzollernów
Poglądowa panorama dawnego Bytomia i jego zaplecza. Ilustracja ma charakter nastrojowy i pokazuje miasto jako centrum życia administracyjnego, gospodarczego i lokalnego w epoce Hohenzollernów.

10. Bibliografia / źródła

  • P. Kytzia, artykuł dotyczący dziejów Bytomia i państwa bytomskiego, w: Oberschlesien. Zeitschrift zur Pflege der Kenntnis und Vertretung der Interessen Oberschlesiens, 1. Jahrgang, Mai 1902, Heft 2.
  • Franz Stodolka, Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien.
  • Franz Gramer, Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien, Beuthen 1863.
  • Oskar Klaußmann, Oberschlesien vor 55 Jahren und wie ich es wiederfand — fragmenty cytowane przez Franza Stodolkę.
  • W. Pissarski, Der Selbstschutzkampf um Beuthen 1921/22 — pozycja wymieniana w aparacie źródłowym Stodolki.
  • Materiały archiwalne przywoływane w opracowaniach: urbarze państwa bytomskiego, akta miejskie Bytomia, dokumenty dotyczące skarg mieszczan oraz przekazania praw do Dąbrówki Wielkiej.
0
0

Read more

Ilustracja dawnej szkoły w XVI-wiecznym Bytomiu z nauczycielem, uczniami, łacińskimi sentencjami i tablicą „Duo verba die”.

Szkolne rygory, łacina i dwa słówka dziennie. Jak wyglądała nauka w XVI-wiecznym Bytomiu?

Historia edukacji · Bytom · XVI wiek

Szkolne rygory, łacina i dwa słówka dziennie. Jak wyglądała nauka w XVI-wiecznym Bytomiu?

Cztery zniszczone karty dawnej ordynacji szkolnej wystarczyły, by zajrzeć do świata, w którym dzieci uczyły się katechizmu, liter, łacińskich słówek i posłuszeństwa. To opowieść o dawnej szkole w Bytomiu, reformacyjnych ambicjach, surowej dyscyplinie i podręcznikach, które przez stulecia kształtowały europejską edukację.

Źródło główne: Karl Siegel, 1902 Temat: ordynacja szkolna margrabiego Jerzego Fryderyka Miejsca: Bytom, Tarnowskie Góry, Księstwo Karniowskie
Zniszczone karty dawnej ordynacji szkolnej leżące w archiwum jako symbol źródeł do historii edukacji w Bytomiu.
Cztery uszkodzone karty dawnej ordynacji szkolnej stały się punktem wyjścia do opowieści o XVI-wiecznej szkole.

1Wstęp: cztery karty z dawnego archiwum

W bytomskim Archiwum Miejskim, pośród wielu zakurzonych akt, przez stulecia spoczywały cztery mocno nadgryzione zębem czasu i zniszczone przez wilgoć karty folio. Stanowią one jedyne zachowane fragmenty XVI-wiecznej ordynacji szkolnej, wydanej przez margrabiego Jerzego Fryderyka Brandenburskiego, zmarłego w 1603 roku, dla Księstwa Karniowskiego (Jägerndorf) oraz podległych mu ziem, w tym miasta Beuthen — Bytomia i Tarnowitz — Tarnowskich Gór.

Dzięki skrupulatnej analizie, jakiej w 1902 roku na łamach czasopisma „Oberschlesien” dokonał badacz Karl Siegel, możemy dziś otworzyć drzwi do dawnych sal lekcyjnych i z bliska przyjrzeć się edukacyjnej machinie z przełomu XVI i XVII wieku.

Warto jednak pamiętać, że szkolnictwo funkcjonowało tu już wcześniej. Jak notuje w swojej kronice Franz Stodolka, powołując się na miejski urbarz, czyli księgę podatkową z 1532 roku, miasto opłacało pomocnika szkolnego, po niemiecku Schulgeselle. Na jego utrzymanie przeznaczano z kasy miejskiej 3 marki, 1 grosz i 14 halerzy rocznie. Ordynacja margrabiego miała ten wczesny system wziąć w karby.

Oryginalny nagłówek artykułu Karla Siegela z 1902 roku o ordynacji szkolnej margrabiego Jerzego Fryderyka.
Publikacja Karla Siegela w czasopiśmie „Oberschlesien” z 1902 roku.
Dlaczego to źródło jest tak ciekawe?

Nie mamy tu pełnego obrazu całej szkoły. Mamy fragmenty — zniszczone, niepełne, urwane. Ale właśnie w tych fragmentach zachowały się konkretne szczegóły: godziny nauki, obowiązki uczniów, tytuły nauczycieli, podział klas i nazwy podręczników.

2W obronie przed barbarzyństwem

XVI-wieczny protestancki kaznodzieja wygłaszający naukę na bytomskim rynku w czasach reformacji.
Rozwój reformacji w XVI-wiecznym Bytomiu – kaznodzieja na rynku miejskim.

Aby zrozumieć cel powstania tego dokumentu, musimy spojrzeć na tło epoki. Był to czas silnego rozwoju protestantyzmu na Górnym Śląsku. Już w 1531 roku wzniesiono kościół ewangelicki w Tarnowitz, czyli Tarnowskich Górach. Z kolei w zachowanych testamentach z okresów głodu i zarazy, od 1552 roku, niezwykle często wymieniano Biblie jako najcenniejsze pamiątki rodowe.

Ostatecznie, jak podaje słynna kronika F. Gramera, a co precyzuje F. Stodolka — na mocy oficjalnego pisma kancelarii margrabiego z Jägerndorf, czyli Karniowa, z 11 marca 1569 roku — zatrudniono w Bytomiu pierwszego protestanckiego kaznodzieję przy kościele Mariackim.

Ordynacja szkolna wpisywała się w ten sam nurt przemian. We wstępie dokumentu władca wprost zaznaczał, że w owych „złych czasach” zanika znajomość sztuk wyzwolonych i języków, a brak edukacji grozi utratą Słowa Bożego, szerzeniem się kacerstwa i zwykłym „barbarzyństwem”.

Bez bogobojnych i uczonych mężów — argumentowano — nie przetrwają ani urzędy kościelne, ani świeckie państwo, ani nawet porządek w domowych gospodarstwach.

Szkoła nie była tu tylko miejscem nauki czytania. Miała być zaporą przeciw chaosowi: religijnemu, społecznemu i obyczajowemu.

Margrabia wypowiedział też wojnę oświatowej samowoli. Nakazano wprowadzenie jednolitego porządku lekcji, ostro krytykując sytuacje, w których „każdy nowy mistrz szkolny wprowadza własne zasady według własnej głowy”. Edukacja miała stanowić płynny proces, bez ciągłego zapominania i powtarzania tego, co uczniowie już przyswoili.

3Wojskowa dyscyplina w ławkach: dekurioni i nomenklatorzy

Uczeń pełniący funkcję dekuriona pilnujący porządku podczas lekcji w XVI-wiecznej szkole.
Rygor w XVI-wiecznej szkole – uczniowie nadzorowani przez dekuriona.

Uczniowie byli dzieleni na cztery klasy, nazywane także zastępami, pod okiem nauczycieli określanych mianem Praeceptorów. Co jednak najciekawsze, system utrzymania dyscypliny w klasach przypominał nieco struktury znane ze starożytnych obozów wojskowych.

Każdą klasę dzielono na mniejsze sekcje, tzw. dekurie. Na ich czele stali wyróżniający się, starsi uczniowie.

Decurio

Odpowiadał za bezpośredni nadzór i odpytywanie przypisanej mu grupy chłopców. Był więc uczniem, ale jednocześnie pełnił rolę pomocnika w utrzymywaniu porządku.

Nomenclator

Pełnił rolę strażnika obyczajów, moralności i odpowiedniego zachowania swoich kolegów, określanego w źródle jako mores und Sitten.

Ten szczegół jest wyjątkowo ciekawy. Pokazuje bowiem, że szkoła była nie tylko instytucją przekazywania wiedzy, ale także miejscem ćwiczenia posłuszeństwa, hierarchii i kontroli społecznej. Starszy lub lepszy uczeń nie tylko sam się uczył — on miał już pilnować innych.

4Klasa pierwsza: pamięciówka i dwa łacińskie słówka

Uczniowie w XVI-wiecznej szkole uczący się liter i pisania na drewnianych tabliczkach.
Nauka pisania w XVI-wiecznym Bytomiu – zamiast zeszytów używano tabliczek i prostych przyborów pisarskich.

Nauczyciel prowadzący najniższą klasę nosił tytuł Katechety. Plan zajęć był niezwykle rygorystyczny. Nauka odbywała się cztery razy w tygodniu — w poniedziałki, wtorki, czwartki i piątki — w dwóch blokach: od 7:00 do 10:00 rano oraz od 12:00 do 15:00.

Rytm dnia

W praktyce oznaczało to sześć godzin nauki dziennie, z przerwą w środku dnia. Do tego dochodziły obowiązki religijne, obecność w kościele i zadania pamięciowe.

Czego uczono najmłodszych?

  • Poranki: pierwsza godzina polegała na mozolnym, pamięciowym opanowywaniu niemieckiego katechizmu. Nauczyciel recytował, a uczniowie powtarzali.
  • Kolejne godziny: przeznaczano na rozpoznawanie liter, składanie ich w słowa, a ostatecznie na naukę płynnego czytania.
  • Popołudnia: ćwiczono pisanie na tablicy, a następnie odpytywano i utrwalano materiał.

Dzieci nie mogły liczyć na zupełny odpoczynek w dni wolne od szkoły. Nauczyciel musiał egzekwować obowiązkową obecność w kościele we wszystkie niedziele i święta oraz na sobotnich nieszporach. Co więcej, po każdym niedzielnym nabożeństwie uczniowie byli odpytywani z tego, co zapamiętali z kazania.

Dodatkowo, na koniec każdego dnia powszedniego, przypisywano im do domu zadanie: zapisać i opanować na pamięć dwa łacińskie słówka.

Najbardziej obrazowy szczegół

Te dwa łacińskie słówka dziennie są drobiazgiem, ale właśnie taki drobiazg pozwala najlepiej wyobrazić sobie dawną szkołę: nie wielkie reformy na papierze, lecz codzienny obowiązek małego ucznia, który po lekcjach nadal musiał ćwiczyć pamięć.

5Klasa druga: starożytne mądrości i podręcznik „Donat”

Starsi uczniowie studiujący łaciński podręcznik gramatyki Donat w dawnej szkole.
Nauka łaciny: praca z podręcznikiem „Donat” w klasie drugiej.

Do wyższej klasy, prowadzonej przez nauczyciela z tytułem Bakalarza (bacalaureus), trafiali chłopcy, którzy opanowali płynne czytanie, znośnie pisali i mieli w głowie cały niemiecki katechizm. Tu edukacja wchodziła na zupełnie inny poziom, a głównym narzędziem stawała się łacina.

Wymiar godzin był identyczny, ale materiał znacznie bardziej wymagający. Katechizmu uczono już wyłącznie po łacinie. Rozpoczynano też tłumaczenie, czyli „wykładanie”, łacińskiej Ewangelii oraz intensywną naukę gramatyki.

W zachowanych kartach padają konkretne tytuły ówczesnych podręczników.

Donat

Dzieło Aeliusa Donatusa, rzymskiego gramatyka z połowy IV wieku n.e. Jego mniejsza gramatyka, czyli ars minor, przetrwała całe średniowiecze, stanowiąc w XVI-wiecznym Bytomiu fundament edukacji językowej.

Disticha Catonis

„Dwuwiersze Katona” były używane podczas popołudniowych lekcji do tłumaczeń. Był to popularny w Europie zbiór krótkich, łacińskich reguł mądrości i sentencji moralnych.

Co ciekawe, imię Katona w tytule miało dodawać dziełu powagi i wskazywać na rygorystyczną, moralizatorską treść, a nie na historycznego autora. Oprócz dwuwierszy i gramatyki chłopcy zmagali się z klasycznymi bajkami Ezopa, a po powrocie do domów czekały na nich ćwiczenia z analizy części mowy, czyli accidentia partium orationis.

Na opisie ambitnych zadań domowych dla klasy drugiej ocalałe fragmenty dokumentu urywają się bezpowrotnie. Te cztery zniszczone karty to jednak wspaniałe okno, przez które możemy zajrzeć w przeszłość edukacji w naszym regionie — pełnej dyscypliny, zapachu drewnianych tabliczek, mozolnej nauki łaciny i wielkich reformacyjnych ambicji.

Bibliografia i źródła

Źródła główne

  • Siegel K., Eine Schulordnung des Markgrafen Georg Friedrich, „Oberschlesien. Zeitschrift zur Pflege der Kenntnis und Vertretung der Interessen Oberschlesiens”, 1. Jahrgang, Heft 3, czerwiec 1902, s. 173–174.
  • Siegel K., Eine Schulordnung des Markgrafen Georg Friedrich (przedruk), „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 8, sierpień 1970, s. 43.
  • Stodolka F., Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien — fragmenty kroniki dotyczące szkolnictwa i dziejów reformacji w Bytomiu.

Źródła historyczne cytowane w opracowaniu

  • Codex diplomaticus Silesiae, tom XX, s. 259.
  • Gramer F., Chronik der Stadt Beuthen, s. 83–89.
  • Schneeberger Chronik, s. 184.
  • Annaberger Chronik, tom I, s. 204.
0
0

Read more

Grafika tytułowa artykułu. Kolaż w stylu retro przedstawiający starą mapę Bytomia z lupą, mikrofon lektorski oraz szkice historycznych miejsc: dworca, kopalni, synagogi i pływalni Stadthallenbad. Widnieje na niej tytuł: Bytom Arno Lubosa: Zmysłowa rekonstrukcja Beuthen O.S.

Bytom oczami Arno Lubosa. Dzieciństwo w cieniu hałdy i swastyki – WIRTUALNY SPACER!

flaczek.com · Bytom literacki i industrialny

Bytom oczami Arno Lubosa

Dzieciństwo w cieniu hałdy i swastyki

Przedwojenne miasto nie jest tu tylko zbiorem dat, ulic i archiwalnych nazw. To zapamiętane zapachy, szkolne wybryki, światła kopalń, stadionowe emocje, płonąca synagoga i narastający terror, który wdarł się w codzienność nastolatka.

W tej odsłonie: opowieść historyczno-literacka łączy wspomnienia Lubosa z wirtualnym spacerem po Bytomiu 1930-1945 i nagraniami lektora.

1. Wstęp

Miasto zapisane w pamięci

Historia Bytomia to zazwyczaj twarde daty, archiwalne dokumenty i oficjalne kroniki. Ale miasto to przede wszystkim ludzie, zapachy ulic, szkolne anegdoty i emocje, które zostają w pamięci na całe życie.

Dziś spojrzymy na przedwojenny i wojenny Bytom, czyli lata 30. i 40. XX wieku, przez pryzmat unikalnych wspomnień naocznego świadka.

2. Świadek i syn kopalni

Arno Lubos – chłopak z miasta kopalń

Arno Lubos, urodzony w Bytomiu w 1928 roku, był postacią nietuzinkową. Jako niemiecki historyk literatury, pisarz i pedagog, po II wojnie światowej wykonał tytaniczną pracę na rzecz zrozumienia skomplikowanego dziedzictwa naszego regionu.

W swojej wielkiej, trzytomowej syntezie Geschichte der Literatur Schlesiens stanowczo upomniał się o polską i czeską literaturę na Śląsku, twierdząc, że bez nich obraz tego regionu byłby ubogi i fałszywy.

Zanim jednak stał się szanowanym badaczem i budowniczym kulturowych mostów, był po prostu chłopcem dorastającym w cieniu wielkich kopalń i narastającego nazistowskiego terroru. Pochodził z rodziny urzędnika kopalnianego, co tłumaczy jego tak głębokie i zmysłowe rozumienie górnośląskiego przemysłu.

Biograficzny punkt zwrotny Brutalne wplątanie w wielką historię nastąpiło szybko – już w 1944 roku, jako szesnastolatek, Lubos został wcielony do służby jako pomocnik Luftwaffe. Jego esej „Beuthener Impressionen” z 1970 roku to niezwykła, bardzo osobista topografia miasta.

Wirtualny spacer

Mapa, lektor i ślady dawnego Bytomia

Kliknij grafikę, aby uruchomić interaktywną mapę

Spacer prowadzi przez miejsca związane ze wspomnieniami Arno Lubosa: od dworca i głównych ulic miasta, przez szkołę, teatr, synagogę, kopalnie i Park Miejski, aż po symboliczne punkty pamięci.

To późniejsza, bardziej mroczna odsłona tej samej idei, którą rozwijał wcześniejszy wirtualny spacer po dawnym Bytomiu z lat 1900-1914.

  • Audioprzewodnik: każdy przystanek ma własne nagranie lektora.
  • Tryb spaceru: można przechodzić przez historię krok po kroku albo eksplorować mapę samodzielnie.
  • Najlepszy efekt: czytaj artykuł i uruchamiaj mapę w miejscach, które opisuje tekst.
Uruchom mapę Otwórz w nowej karcie

3. Wielki świat i podziemne mroki

Dworzec, granice i Gambrinus-Keller

Połączenia komunikacyjne determinowały życie mieszkańców. Pamiętajmy, że po podziale Śląska Bytom był z trzech stron otoczony granicą państwową. W mieście kursowały dwie linie tramwajowe, a stacja kolejowa mogła pochwalić się imponującą przeszkloną halą, naśladującą dworzec w Stuttgarcie.

Stąd odchodziły pociągi do Berlina i Wrocławia, podczas gdy we wschodniej części stacji stał pociąg polski.

Zaraz przy tym oknie na wielki świat funkcjonowało jednak bytomskie „drugie dno”. Bezpośrednio za budynkiem poczty schodziło się do podziemnego Gambrinus-Keller. Dla wielu było to popularne, wręcz rodzinne miejsce, gdzie za 10 fenigów uruchamiało się automaty ze srebrnymi kulkami, popijając lemoniadę.

Fasada budynku Café Reste-Berger w Bytomiu z wejściem do podziemnego lokalu Gambrinus-Keller.
Wejście do Gambrinus-Keller pod Café Reste-Berger. Wspomnienia Lubosa pokazują to miejsce jako popularny punkt rodzinnych wizyt, ale źródła prasowe dopisują do niego znacznie ciemniejszą legendę.
Mroczna legenda lokalu Archiwalne kroniki policyjne i akta przedwojennego sądu ławniczego odsłaniają ciemniejszą stronę tego miejsca: dzierżawca lokalu był oskarżony o dodawanie do koniaku środków odurzających, by wynosić nieprzytomnych, okradzionych gości tylnymi drzwiami.

4. Salon i propaganda na bulwarze

Bahnhofstraße między elegancją a totalitaryzmem

Wychodząc z podziemi i kierując się główną osią miasta – ulicą Dworcową, dawną Bahnhofstraße – można było poczuć prawdziwie europejski oddech. Niezaprzeczalnym symbolem luksusu był tu elegancki Hotel Kaiserhof.

To tam Bytom prężył muskuły, a wystawne życie bogatych kupców i przemysłowców brutalnie kontrastowało z usmolonymi twarzami górników wracających z szychty.

Jednak nawet w tych wielkomiejskich salonach szybko zagościł totalitaryzm lat 1933-1945. Na głównym bulwarze wyrósł „Brunatny Dom”, czyli siedziba NSDAP. Propaganda wdzierała się wszędzie: wystawy sklepów z zabawkami zaroiły się od miniaturowych czołgów, a na deptaku postawiono tekturową makietę bomby lotniczej, mającą przypominać o nadchodzącej wojnie.

Nocny widok dawnej Bahnhofstraße w Bytomiu, dzisiejszej ulicy Dworcowej, z oświetlonymi witrynami sklepów.
Dawna Bahnhofstraße, dzisiejsza ulica Dworcowa, nocą. Reprezentacyjna oś przedwojennego Bytomia — miejsce handlu, wielkomiejskich świateł i codziennego ruchu miasta.

5. Kultura, edukacja i pechowe pomniki

Szkoła, teatr i legenda „Starego Fryca”

Edukacja w przedwojennym Mieście Szkół miała swoje blaski i cienie. Lubos uczęszczał do Gimnazjum Humanistycznego, leżącego niedaleko Teatru Miejskiego, wspominając surowego dyrektora i klasowego błazna.

Młodzież potrafiła zorganizować bunt w postaci marszu „gęsiego”, czyli z jedną nogą na krawężniku, drugą w rynsztoku, albo zakłócić koncert orkiestry Luftwaffe wybuchem petardy w szkolnej auli.

Wolny czas toczył się wokół Teatru Miejskiego, czyli Oberschlesische Landestheater, schowanego nie na wielkim placu, lecz kameralnie, za rozłożystymi kasztanowcami. Lubos nazywał go najlepszym teatrem na Górnym Śląsku, chwaląc brak snobizmu i otwartość na eksperymenty.

Swoje wspomnienia kończył przywołaniem pomnika „Starego Fryca”, czyli Fryderyka Wielkiego, który stał na pięknym trawniku przed Oberrealschule, dzisiejszym IV LO. Monumentalna rzeźba kryła w sobie lokalną, tragiczną legendę: koniowi króla brakowało ostróg. Szeptano, że rzeźbiarz, zorientowawszy się w swoim niedopatrzeniu, odebrał sobie życie.

Dawna Oberrealschule przy Kaiserplatz w Bytomiu z widocznym pomnikiem Fryderyka Wielkiego.
Oberrealschule, późniejsze IV LO, i pomnik Fryderyka Wielkiego. To właśnie ten widok Lubos przywołuje w symbolicznej końcówce swoich bytomskich wspomnień.
Źródło: fotopolska.eu / archiwalna pocztówka.

6. Ślady utraconego dziedzictwa

Płonąca synagoga i aryzacja miasta

Ten młodzieńczy świat brutalnie zderzył się z totalitaryzmem. Wspomnienia Lubosa z czasów pożogi lat 1933-1945 dostarczają wstrząsającego obrazu Nocy Kryształowej z listopada 1938 roku.

Jak wspominał, podczas dobrowolnej lekcji religii uczniowie widzieli przez otwarte okna płonącą bytomską synagogę. Nauczyciel wykrzyczał w stronę klasy całą swoją odrazę do tego aktu. Uczniowie w milczeniu zamknęli okna – gest tyleż symboliczny, co pokazujący bezradność wobec terroru.

Chwilę później na głównych ulicach rozpoczęła się „aryzacja”. Znikały tradycyjne szyldy żydowskich kupców. Dom Konfekcyjny Bielschowsky stał się Wiedersumem, a matka Lubosa przestała kupować materiały u Cohna przy Gleiwitzer Straße.

7. Kontrasty bytomskiej codzienności

Hałdy, światła, stadion i miejska nowoczesność

Do miasta prowadziły właściwie tylko dwie drogi, z czego jedna wiodła przez Szombierki w kierunku dawnego Zabrza, czyli Hindenburga. Patrząc na dawny Bytom, łatwo ulec fascynacji potęgą lokalnego górnictwa i takich zakładów jak kopalnia Heinitz.

Lubos redefiniuje pojęcie romantyzmu – dla niego nie były to zabytkowe ruiny, ale industrialny krajobraz. Z nostalgią wspominał „romantyczny” Bytom nocą: rozświetlone potężne wieże wyciągowe kopalń Hohenzollerngrube w Szombierkach i Heinitzgrube w Rozbarku, głębokie zapadliska oraz żółte hałdy ciągnące się w stronę Tarnowskich Gór. Opowiadał też o 42 elektrycznych żarówkach rozwieszonych w formie girland nad głównymi ulicami w okresie świątecznym.

Bytom nocą: kopalniany romantyzm i świąteczne iluminacje. Krótki klip tworzy pauzę między wspomnieniem o światłach miasta a mrocznym obrazem biedy na hałdach.

Ten „romantyzm” miał jednak dramatycznie mroczne oblicze. Lubos brutalnie zderza nocne iluminacje z ekstremalną biedą dnia codziennego. Na czarnych hałdach kopalni Bytom, w cieniu sunących nieustannie wagoników urobku, bezrobotni i dzieci przesiewali węglowy pył.

Zaginiony zawód biedoty polegał na pakowaniu ocalonych bryłek węgla do worków i mozolnym transporcie do domów. Cetnar sprzedawano za 90 fenigów.

„Nie było tu miejsca na romantyzm, gdy spojrzało się na sprawę z tej strony”.

Prawdziwą religią miasta była jednak piłka nożna. Autor opisuje mecze na stadionie legendy – klubu Beuthen 09 przy kopalni Heinitz w Rozbarku. Wspomina historyczne, potężne zwycięstwo Ślązaków nad Berlinem 9:0, które oglądał jako czternastolatek w otoczeniu berlińczyków śmiejących się z „Antka i Franzka” – aż do czwartej bramki.

Po takich emocjach wracało się spacerem przez Park Miejski, czyli Stadtwald, mijając korty tenisowe, staw łabędzi i wypożyczalnię łódek. Przy napojach dyskutowano o losach meczu, a w pobliżu można było karmić trzymane w zwierzyńcu foki i niedźwiedzie.

Tam, wśród drzew, wznosił się kolejny luksus kontrastujący z hałdami – Miejski Zakład Kąpielowy, czyli Stadthallenbad. Z wielkim, przejrzystym basenem, kawiarnią obłożoną palmami, kafelkami i gabinetami masażu stanowił wysepkę higieny i nowoczesności w sercu węgla.

8. Podsumowanie

Pamięć bez ostróg

Być może wybrakowany pomnik „Starego Fryca” to najlepsza metafora dawnego Bytomia: miasta o wielkiej, kulturalno-przemysłowej chwale, któremu historia brutalnie odcięła korzenie.

Została nam po nim wiedza archiwalna i takie cenne, pełne autentycznego życia impresje, które pozwalają niemal usłyszeć gwar przedwojennej Bahnhofstraße.

Bibliografia projektu rozwiń źródła, opracowania i wybrane dzieła Arno Lubosa

Źródła bezpośrednie

Materiały wykorzystane przy analizie topograficznej, narracji artykułu oraz budowie interaktywnej mapy.

  1. Lubos Arno, „Beuthener Impressionen (Fortsetzung und Schluß)”, „Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt”, Jg. 1970, nr 8, s. 21–22.
  2. „Wissenschaftler und Schriftsteller Dr. Arno Lubos aus Beuthen/Oberschlesien” [notatka biograficzna], „Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt”, Jg. 1984, nr 5, s. 30.
  3. „Gäste betäubt und beraubt” [doniesienie prasowe o procesie karnym Konrada Krausego przed sądem ławniczym w Bytomiu], archiwalny wycinek prasowy z epoki, b.d.
  4. Die Bauperioden der Stadt Beuthen O.-S. während 100 Jahren, skala 1:2500, oprac. Stadtvermessungsamt Beuthen, grudzień 1925, druk: Lengfeld & Mentey, Gleiwitz-Beuthen O.S. [historyczny plan rozwoju miasta wykorzystany w systemie mapowym].

Opracowania i kontekst naukowy

  1. Szewczyk Grażyna Barbara, „Arno Lubos i jego wizja literatury śląskiej” [analiza krytycznoliteracka i kontekst naukowy śląskiego dialogu].

Wybrane dzieła Arno Lubosa

Publikacje podane jako kontekst biograficzny i literacki, pokazujący szerszy dorobek autora.

  1. Lubos Arno, Geschichte der Literatur Schlesiens, Bd. 1, 1960; Bd. 2, 1967; Bd. 3, 1974, München: Bergstadtverlag Wilh. Gottl. Korn.
  2. Lubos Arno, Die schlesische Dichtung im 20. Jahrhundert, München: Bergstadtverlag Wilh. Gottl. Korn, 1961.
  3. Lubos Arno, Erinnerungen an Schlesien, Frankfurt am Main: Das Viergespann, 1967.
  4. Lubos Arno, Schwiebus [powieść], München: Ullstein, 1980.
0
0

Read more

Grafika wyróżniająca przedstawiająca dawną ulicę Bytomia z 1899 roku, dorożki i fabryczne kominy w tle.

Zaginione zawody, raki na eksport i ubezpieczenia krów. Czego nie wiesz o Bytomiu z 1899 roku?

Zaginione zawody, raki na eksport i ubezpieczenia krów. Czego nie wiesz o Bytomiu z 1899 roku?

Gdy myślimy o rozwoju Bytomia u progu XX wieku, przed oczami stają nam monumentalne kamienice, rosnące kominy hut i wielkie fortuny przemysłowców. Prawdziwe życie miasta toczyło się jednak na poziomie bruku, w setkach warsztatów, suterenach i na zapleczach sklepów.

Warto uświadomić sobie dynamikę ówczesnego organizmu miejskiego. W 1893 roku Bytom (wraz z silnie uprzemysłowioną dzielnicą Schwarzwald i stacjonującym garnizonem) liczył dokładnie 33 159 mieszkańców. Zaledwie trzy lata wcześniej miasto zrzuciło z siebie prowincjonalny gorset, stając się w 1890 roku samodzielnym powiatem grodzkim (Stadtkreis). Ten status pociągnął za sobą rewolucję.

Zanurzając się w oryginalne bytomskie księgi adresowe z 1893 i 1899 roku, możemy odbyć fascynującą podróż w czasie. To właśnie tam, między długimi listami nazwisk i adresów, kryją się największe dziwactwa, zapomniane profesje i biznesy, o których dzisiejsi mieszkańcy nie mają pojęcia. Zapomnijmy na chwilę o wielkiej polityce. Zejdźmy na ulice Bytomia sprzed ponad 120 lat, co możecie też przeżyć, wybierając się na nasz wirtualny spacer po dawnym Bytomiu z lat 1900-1914.

Bytomskie raki na europejskich stołach

Jeśli wydaje się Wam, że pod koniec XIX wieku Bytom eksportował wyłącznie węgiel, cynk i stal, jesteście w ogromnym błędzie. Księgi adresowe ujawniają działalność absolutnie unikalną – funkcjonowało tu profesjonalne przedsiębiorstwo zajmujące się… eksportem raków (Krebs-Exportgeschäft).

Statystyki z 1893 roku wymieniają je jako jedyne takie w mieście. Kto za tym stał? Księga z 1899 roku rozwiązuje tę zagadkę: przy Bahnhofstraße 17(dzisiejsza ulica Dworcowa), gdzie znajdował się Hotel Kaiserhof, Reinhold Glauer prowadził zarejestrowane przedsiębiorstwo zajmujące się wysyłką raków — Krebs-Exportgeschäft. Śląskie raki musiały cieszyć się ogromnym powodzeniem, skoro firma utrzymała się na rynku przez lata wielkiego boomu przemysłowego, wysyłając swój towar do europejskich restauracji.

Eksport raków, Bytom okolice dworca, 1899 rok
Okolice Bahnhofstraße pod koniec XIX wieku – to stąd wysyłano słynne bytomskie raki.

Kawa, wosk i globalny kapitał

Ówczesny rynek był niesamowicie chłonny na luksus. Z jednej strony miasto przyciągało potężnych graczy – przy Bahnhofstraße 5 swoje biura otworzyła frankfurcka spółka elektryczna Lahmeyer u. Co., a niedaleko ulokował się hamburski oddział produkującej maszyny do szycia The Singer Manufacturing Company. Z drugiej strony, w mikroskali zaczęły pojawiać się biznesy zwiastujące nadejście nowoczesnej, codziennej konsumpcji.

To tu Alois Kuhna otworzył „Pierwszą bytomską palarnię kawy” (Erste Beuthener Kaffee-Rösterei). Równie innowacyjny był Philipp Kochmann, który przy Gartenstraße 18 (dzisiejsza ulica Powstańców Warszawskich) prowadził „Największą śląską fabrykę aparatów naftowych i… nalewaków do piwa” (Bierdruck-Apparaten Fabrik). Miasto, w którym piwo lało się strumieniami (o czym doskonale świadczy imponująca kariera dorożkarza Ignatza Hakuby), potrzebowało technologii do jego serwowania. Funkcjonowało tu również „Pierwsze Górnośląskie Towarzystwo Piwa Syfonowego” Maxa Silberberga.

Na liście najdziwniejszych branż tamtych lat wysoko plasuje się firma przy Hohenzollernstraße 21 (obecnie ulica Jagiellońska). Guiseppo Michelotti i jego wspólnicy prowadzili tam oficjalny zakład odlewania figur gipsowych i… woskowych (Gips- u. Wachsfigurengießer). Z kolei przy Schießhausstraße 4 (dzisiejsza ulica Podgórna) Louis Reimann własnoręcznie konstruował akordeony i harmonie (Harmonikabauer).

Armia praczek, szczurołapy i koński rzeźnik

Podczas gdy potężne spółki planowały elektryfikację, codzienne życie opierało się na ciężkiej pracy fizycznej. W 1893 roku w mieście pracowało m.in. 15 bednarzy, 105 szwaczek, 9 kucharek i 81 zrejestrowanych praczek. Sześć lat później księgi adresowe drukowały już całe kolumny z nazwiskami tych ostatnich. Kobiety takie jak Pauline Biskup z Kirchstraße czy Flora Dworatzek z Piekarerstraße pracowały w oparach ługu w piwnicach i na poddaszach bytomskich kamienic, obsługując klasę średnią, która nie prała już sama swoich ubrań.

Praczki przy pracy, dawny Bytom, XIX wiek
Ciężka, codzienna praca bytomskich praczek w oparach ługu stanowiła zaplecze wielkomiejskiego blichtru.

Rozrastająca się, gęsta zabudowa rodziła specyficzne problemy. Dlatego w oficjalnym spisie rzemieślników z 1899 roku znajdziemy aż trzech zawodowych „szczurołapów” i tępicieli szkodników (Kammerjäger). Byli to Johann Grittner (Dyngosstr. 18), August Haucke (Gr. Blottnstr. 38) oraz Herm. Klose (Dyngosstr. 9).

Innym zapomnianym zawodem był koński rzeźnik (Roßschlächter). Zakład tego typu, zaopatrujący w tanie mięso biedniejszą część robotników, prowadził przy Feldstraße 2 Karl Böhm. Z kolei Karl Letzel przy Gleiwitzerstraße 21(dzisiejsza ulica Gliwicka) zarabiał na życie, prowadząc „Panoramę” – obwoźny teatr optyczny, będący dla ówczesnych bytomian jedną z form wizualnej rozrywki, poprzedzającej epokę kina.

Ubezpieczenie od gradobicia i… krowy

Bytom z końca XIX wieku to miasto opanowane przez gorączkę ubezpieczeń. Ówczesny rynek finansowy był niezwykle rozwinięty i rozdrobniony. Zamiast wykupować jedną polisę, bytomscy mieszczanie mieli do dyspozycji dziesiątki agentów reprezentujących towarzystwa ubezpieczeniowe z całych Niemiec. Sama infrastruktura państwowa również budziła respekt – w mieście działała filia Banku Rzeszy oraz potężny Sąd Krajowy (Landgericht) przy Tarnowitzer Straße 24.

Można było ubezpieczyć się dosłownie od wszystkiego. Działało tu aż sześć towarzystw zajmujących się ubezpieczaniem szyb wystawowych (für Spiegelglas) oraz siedem firm ubezpieczających od gradobicia (gegen Hagelschaden). Najciekawsze były jednak polisy inwentarskie (Vieh-Versicherungen). W mieście, gdzie wciąż działało sporo rolników, agenci tacy jak Eduard Niederlinski z sukcesem sprzedawali bytomianom polisy na życie ich krów i koni.

Ubezpieczenia krów i inwentarza żywego w Bytomiu
Ubezpieczenia inwentarza (Vieh-Versicherungen) cieszyły się dużą popularnością wśród podmiejskich hodowców.

Bilet na telefon, hotele i tajemnica „Boulevardu”

W 1893 roku w całym mieście i pobliskim Rozbarku było zaledwie 17 skrzynek pocztowych. Jeśli mieszkaniec chciał zadzwonić z publicznego aparatu, musiał wykupić kwit (Fernsprechschein). Za 5 minut lokalnej rozmowy płaciło się 25 fenigów, a za połączenie z innym miastem przemysłowego Śląska – stawkę zaporową 50 fenigów.

Fizyczny transport przechodził jednak niewyobrażalną metamorfozę. Jeszcze w połowie dekady królowali licencjonowani tragarze miejscy. W sierpniu i wrześniu 1893 roku zaczęto rozkopywać miasto pod budowę tramwajów parowych (więcej dat z tego okresu znajdziecie w naszej historycznej osi czasu Bytomia). Efekt? W 1899 roku przy Feldstraße e w Rozbarku tętniła już życiem potężna zajezdnia (Depot der Oberschl. Dampfstraßenbahn).

Wraz z rozwojem technologii rosła strefa luksusu. To w tym okresie ukształtowała się słynna bytomska baza hotelowa. Goście zatrzymywali się w Hotel Sanssouci przy Bahnhofstraße 15, jednak absolutną perłą był legendarny hotel Deutsches Haus. Księgi adresowe ucinają dawne spekulacje i ostatecznie potwierdzają, że ten elegancki obiekt zarządzany przez rodzinę Goldsteinów zajmował dumną pozycję w samej pierzei dawnego bytomskiego Rynku (Ring 13).

Dopełnieniem miejskiego tygla była przestrzeń spotkań. Osią dawnego życia towarzyskiego stał się trójkątny plac u wylotu ulicy Gliwickiej, nazywany „Boulevardem”. Skąd ta francuska elegancja? Kroniki podają, że nazwa przylgnęła do tego miejsca na pamiątkę przetrzymywanych tam po wielkich zmianach lat 70. XIX wieku i wojnie francusko-pruskiej jeńców wojennych. Obok kawiarni i hoteli silnie rozwijało się również życie zrzeszone – jednym z najważniejszych ośrodków intelektualnych stało się założone w 1869 roku Katolickie Kasyno.

Tramwaj parowy na Boulevardzie w Bytomiu, 1893
Początki rewolucji transportowej – tramwaj parowy przecinający bytomski Boulevard.

Bibliografia i źródła katalogowe

Źródła archiwalne i opracowania:

  • Lasik G., Beuthen OS. im 19. Jahrhundert, „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 3, marzec 1970.
    (Kluczowe źródło statystyczne i demograficzne oparte na niedostępnej dziś w formie cyfrowej księdze adresowej miasta Bytomia z 1893 roku).
  • Mejer G. von (red.), Adreß-Buch der Stadt Beuthen O.-S. einschließlich des Verwaltungsbezirks Schwarzwald und der Gemeinde Roßberg 1899 1900, druk Th. Kirsch, Bytom 1899.
    (Obszerna baza danych adresowych, wykaz firm, cechów, rzemiosła oraz urzędów).
  • Stodolka F., Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien.
    (Opracowanie historyczne wykorzystane do usystematyzowania tła społecznego i urbanistycznego).
0
0

Read more