Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Category

Szombierki

Schaffgotsch 1934 – akcja zakupu 5500 świątecznych gęsi dla pracowników

Operacja „Świąteczna Gęś”. Jak dyrektor-lotnik uratował święta w zakładach Schaffgotschów

Górny Śląsk · 1934 · historie z przymrużeniem oka

Operacja „Świąteczna Gęś”. 5500 ptaków, Orient Express i podwójny koniak

Jak zakłady Schaffgotschów ruszyły na polowanie po bożonarodzeniowy prezent dla swoich pracowników — i dlaczego zwykły pomysł szybko zamienił się w logistyczną komedię?

Jesień 1934 roku. W dyrekcji zakładów Schaffgotscha rodzi się pomysł: na Boże Narodzenie trzeba zdobyć 5500 żywych gęsi.

Pięć tysięcy pięćset.
Żywych.

Na papierze wszystko wyglądało znakomicie. Potem o szczegółach dowiedział się inspektor Mende z Bobrka.
Humorystyczna czarno-biała ilustracja przedstawiająca mężczyznę niosącego żywą świąteczną gęś na Górnym Śląsku w 1934 roku
Ilustracja: świąteczna gęś w realiach Górnego Śląska lat 30.

Lotnik, który miał słabość do ptaków

Autorem tego odważnego pomysłu był dr Hans Verres, jeden z ludzi kierujących potężnymi zakładami Schaffgotschów.

Zakładowa gazeta wyjaśniała jego inicjatywę w sposób, którego po ponad dziewięćdziesięciu latach właściwie nie trzeba poprawiać. Verres, jak napisano, był lotnikiem i dlatego najwyraźniej „miał słabość do ptaków”.

Żart był dla ówczesnych czytelników całkowicie zrozumiały. Verres rzeczywiście należał do ważnych postaci górnośląskiego środowiska lotniczego. W 1934 roku kierował Fliegeruntergruppe Oberschlesien, a regionalna prasa chwaliła organizację lotnictwa pod jego kierownictwem. Jako jej widoczny sukces wskazywano trzecie miejsce w ogólnoniemieckim Deutschlandflug.

Na urodziny gliwiccy lotnicy wręczyli mu nawet odlane w miejscowej państwowej hucie popiersie Hindenburga.

Krótko mówiąc: kiedy lotnik Verres wpadł na pomysł zakupu kilku tysięcy gęsi, autor „Schaffgotsch Werks-Zeitung” dostał żart niemal podany na tacy.

Pomysł zatwierdził generalny dyrektor dr Berve. Więc do dzieła!

Karykatura dyrektora zakładów Schaffgotscha prezentującego plan zdobycia 5500 żywych gęsi w 1934 roku
Ilustracja: plan był prosty — 5500 gęsi. Szczegóły miały pojawić się później.

Mende bierze ołówek i tu robi się niewesoło

Do ekspedycji przydzielono specjalistów. Był inspektor majątku Mende, był szef zakupów dr Schwenzer, był kierowca Fonfara. Ruszyli samochodem przez Rosenberg (Olesno), Kreuzburg (Kluczbork), Oppeln (Opole) i Deschowitz (Zdzieszowice).

Zadanie było proste: znaleźć 5500 gęsi.

Mende jednak popełnił pierwszy błąd.

Zaczął liczyć.

Według wyliczeń Mendego 5500 gęsi potrzebowałoby każdego dnia około 55 cetnarów owsa i 165 cetnarów marchwi.

Czyli po dzisiejszemu: 2,75 tony owsa + 8,25 tony marchwi = około 11 ton paszy dziennie.

Przez dwadzieścia dni dawało to około 220 ton jedzenia dla gęsi.

W tym momencie świąteczny prezent zaczął przypominać mobilizację średniej wielkości armii.

Mende zaczął więc przekonywać kierowcę Fonfarę, że może należałoby jednak zawrócić. Szef zakupów próbował uspokajać sytuację. Przecież wielki majątek ziemski powinien sobie z taką drobnostką poradzić. Trochę owsa tutaj, trochę marchwi tam…

Tyle że Mende przypomniał sobie kolejny szczegół:

on tych 5500 gęsi nie miał nawet gdzie trzymać.

„To może coś dobudujemy?”

Towarzyszący komisji człowiek z Landwirtschaftliche Warenzentrale Oppeln, czyli opolskiej centrali handlu artykułami rolnymi, zaproponował rozwiązanie godne sprawnego administratora:

Trzeba coś dobudować.

Mende był zachwycony mniej więcej tak, jak można się spodziewać po człowieku, którego właśnie poinformowano, że dla świątecznych gęsi powinien rozbudować gospodarstwo.

Jego majątek dopiero po dłuższym czasie zaczął przynosić niewielki zysk, a tu nagle trzeba ponieść dodatkowe koszty, bo ktoś na górze uznał, że 5500 żywych gęsi będzie znakomitym pomysłem na święta.

Oszczędność! Rozsądek! Żelazna pracowitość! …i kilka tysięcy gęsi.

Nadjeżdża Orient Express

Mende wyobraził sobie swoje pola w Bobrku.

A na nich: 5500 swobodnie spacerujących gęsi.

I wtedy obok przejeżdża pociąg.

Nie byle jaki.

Orient Express.

Mende widział to już oczami wyobraźni: przejeżdża pociąg, gęsi dostają zbiorowej paniki i całe 5500 sztuk zrywa się do lotu. Świąteczny prezent właśnie opuszcza Bobrek…

Wyobraźmy sobie tę scenę. Bobrek, rok 1934. Na dole kopalnie i kominy. Na torach Orient Express. A nad wszystkim gigantyczna chmura uciekających gęsi!

Humorystyczna wizja inspektora Mende: tysiące gęsi uciekają nad Bobrkiem spłoszone przez Orient Express
Ilustracja: najgorszy sen inspektora Mende — Orient Express uruchamia wielką gęsią migrację nad Bobrkiem.

Doktor Schwenzer przepisuje lekarstwo

Inspektor Mende był już, jak wynika z tekstu, całkowicie załamany. I tutaj na wysokości zadania stanął szef zakupów, dr Schwenzer.

Postawił kolegę na nogi przy pomocy …koniaku i to podwójnego!

Metoda musiała wyglądać obiecująco, bo chwilę później Schwenzer uznał, że profilaktycznie sam zastosuje to samo lekarstwo.

Komisja mogła kontynuować podróż.

Gęsi jednak nadal nie było.

Gdzie się podziały wszystkie gęsi?

Jeździli od wsi do wsi i od miasta do miasta, ale wszędzie było podobnie: gęsi brak.

W końcu odkryto przyczynę katastrofy.

Miesiąc wcześniej przez okolicę przeszli handlarze z rejonu Trebbina w Brandenburgii. Skupowali drób przeznaczony później dla smakoszy w Lipsku, Dreźnie i Berlinie.

Według zakładowego reportażu zdążyli wykupić około 100 000 gęsi.

Na szczęście rolnicy mieli „cichą rezerwę”

Sytuacja wydawała się beznadziejna do chwili, gdy miejscowi gospodarze usłyszeli bardzo ważną wiadomość.

Nowa Schaffgotsch-Gänseaufkäufer-Kommission — czyli Komisja Skupu Gęsi Schaffgotscha — była gotowa płacić lepiej niż poprzedni handlarze.

I wtedy stał się cud!

Gęsi zaczęły się odnajdywać.

Okazało się, że tu i ówdzie gospodarze mają jeszcze pewną „stille Reserve” — „cichą rezerwę”.

Oczywiście nie chodziło o pieniądze. Absolutnie nie. Jak ironizował autor, rolnicy chcieli przecież tylko umożliwić „biednym górnikom” zjedzenie świątecznej pieczeni.

To, że Schaffgotsch płacił lepiej, było zapewne wyłącznie szczęśliwym zbiegiem okoliczności.

20 000! Mamy ich za dużo!

Nagle sytuacja odwróciła się o 180 stopni.

Jeden gospodarz obiecał tyle. Drugi jeszcze więcej. Trzeci znalazł kolejną „cichą rezerwę”.

Komisja zapisywała deklaracje, ale zachowywała rozsądną zasadę:

„Erst Ware, und dann das Geld!”
Najpierw towar, potem pieniądze!

Wreszcie w Zdzieszowicach podliczono wszystkie deklaracje.

Potrzeba: 5500 gęsi
Obiecane dostawy: 20 000 gęsi

I wtedy Mende, który jeszcze przed chwilą martwił się, że gęsi nie będzie, zaczął martwić się, że będzie ich za dużo.

„Dwadzieścia tysięcy gęsi! Co my zrobimy z tyloma gęsiami?!”

Człowiek naprawdę nie miał łatwego życia.

Na szczęście Schwenzer zachował zimną krew. Przewidział mniej więcej: spokojnie, dobrze będzie, jeśli z tych dwudziestu tysięcy rzeczywiście przyjedzie pięć.

I jak się okazało, miał rację.

20 000 na papierze. 2000 w rzeczywistości

Komisja wróciła do domu.

Minął dzień. Drugi. Trzeci. Czwarty. Piąty.

Z obiecanych 20 000 realnie pozostało około 2000 gęsi.

Mende odetchnął.

Nie trzeba było kupować gigantycznych ilości paszy. Nie trzeba było rozbudowywać majątku. I przede wszystkim przez pola Bobrka nie przemaszeruje na raz armia dwudziestu tysięcy ptaków.

Był tylko jeden drobiazg:

do wymaganych 5500 nadal sporo brakowało.

A może kupić martwe?

Mende podsunął więc pomysł człowieka praktycznego.

Po co właściwie gęś ma być żywa?

Można przecież kupić gęsi już ubite. W końcu rezultat na świątecznym stole będzie mniej więcej ten sam.

Propozycja nie przeszła.

Szef zakupów nie chciał słyszeć, żeby pracownik Schaffgotscha dostał jakąś podejrzaną „krepierte Gans” — padłą gęś niewiadomego pochodzenia, o której nie wiadomo, kiedy i w jakich okolicznościach zakończyła swój żywot.

Gęś miała dotrzeć do pracownika żywa.
Kropka.

Rusza druga ofensywa

Tym razem poszukiwania rozszerzono.

„Zwiadowcy” ruszyli między innymi do Bytomia, Raciborza, Głubczyc i Niemodlina.

Instrukcja była właściwie prosta:

Wszystko, co przypomina gęś, brać.

Wtedy z pomocą przyszła Landwirtschaftliche Warenzentrale w Opolu.

Ciężarówkę przerobiono na wielką ruchomą klatkę. I rozpoczął się rajd: od wsi do wsi, od miasta do miasta.

Tam, gdzie pojawiała się gęś, pojawiała się komisja. Tam, gdzie pojawiała się komisja, pojawiała się gotówka. A gdzie pojawiała się gotówka, tam — zadziwiającym zbiegiem okoliczności — coraz częściej pojawiały się także gęsi.

Zakładowy autor podsumował to bez złudzeń: opór właścicieli ptaków najskuteczniej przełamywała „klingende Münze” — brzęcząca moneta.

Humorystyczna ilustracja ciężarówki przerobionej na klatkę do przewozu gęsi podczas akcji Schaffgotschów w 1934 roku
Ilustracja: ruchoma klatka, gotówka i druga ofensywa Komisji Zakupu Gęsi.

A co z Szombierkami?

Cała historia dotyczyła załóg wielkiego koncernu Schaffgotschów, do którego należała przecież kopalnia Hohenzollern w Szombierkach.

I właśnie tutaj dobrze widać, że 5500 gęsi to nie liczba wyssana z palca.

Schaffgotschowie organizowali dla swoich pracowników zakładowe uroczystości naprawdę z rozmachem. W zachowanym przedwojennym opisie jednej z Barbórek na Hohenzollerngrube czytamy o ponad 3000 pracowników. Cechownia nie wystarczała. Do świętowania wykorzystywano również łaźnię, hale maszynowe i inne pomieszczenia.

Maszyny przykrywano świerkowymi gałęziami. Stawiano długie rzędy stołów. Na nich pojawiały się piwo, kiełbasa, bułki i coś do palenia.

Na jeden dzień zawieszano nawet zwykły regulamin zakładowy i ogłaszano specjalne barbórkowe zasady. Przez sale przechodzili dyrektor generalny Berve oraz dr Verres, witając się z załogą.

Przy takim rozmachu pomysł: „A na Boże Narodzenie kupimy 5500 gęsi” mógł początkowo naprawdę nie brzmieć szczególnie groźnie.

(Do chwili, gdy ktoś policzył paszę).

Było zabawnie, ale czasy niekoniecznie były wesołe

Za humorystyczną opowieścią kryło się oczywiście bardziej przyziemne tło.

W tym samym 1934 roku dr Verres pojawił się na kopalni Hohenzollern w Szombierkach podczas wizyty Baldura von Schiracha. W czasie spotkania mówił między innymi o sytuacji płacowej na Górnym Śląsku i wyrażał nadzieję na jej poprawę.

Nie wiemy, czy właśnie dlatego kilka miesięcy później pojawił się pomysł świątecznych gęsi.

Ale można powiedzieć jedno: żywa gęś przed Bożym Narodzeniem była prezentem znacznie bardziej konkretnym niż kolejna nadzieja na rychłą poprawę płac.

„A jeśli moja gęś będzie za chuda?”

Reportaż nie zdradza nam niestety najważniejszego rezultatu całej operacji. Nie wiemy, czy ostatecznie udało się zgromadzić pełne 5500 sztuk?.

Wiemy natomiast, że zakładowa komisja nadal wierzyła w sukces i miała nadzieję, że każdy pracownik Schaffgotscha otrzyma swoją Weihnachtsgans (świąteczną gęś).

Pozostał jednak jeszcze jeden problem.

Co będzie, jeśli któryś górnik otrzyma gęś zbyt chudą?

Co, jeśli przyjdzie z reklamacją?

Co, jeśli postanowi osobiście odnaleźć ludzi odpowiedzialnych za zakup?

Dr Schwenzer i inspektor Mende najwyraźniej również o tym pomyśleli. Dlatego na okres świąteczny przezornie wystąpili o:

14 dni urlopu wypoczynkowego.

I — jak napisała sama komisja — żywili cichą nadzieję, że „ze względu na niebezpieczeństwo sytuacji” urlop zostanie im przyznany.

Po 5500 gęsiach, setkach kilometrów, 4400 cetnarach potencjalnej paszy, wizji Orient Expressu, dwudziestu tysiącach obietnic, dwóch tysiącach realnych ptaków i przynajmniej jednym podwójnym koniaku…

trudno im się dziwić.

Kandydaci do garnka

Oryginalny reportaż nosił tytuł „Auf der Jagd nach Weihnachtsgänsen”„Na polowaniu na bożonarodzeniowe gęsi”.

Jedno ze zdjęć podpisano: „In Erwartung der Kumpels”„W oczekiwaniu na górników”.

Ale najlepszy podpis redakcja zostawiła na koniec. Grupę ludzi z ptakami opisano:

„Abmarsch der Kochtopfaspiranten”
„Wymarsz kandydatów do garnka”.

Minęło ponad dziewięćdziesiąt lat. Nie wiemy, ile z owych 5500 gęsi rzeczywiście trafiło przed świętami do domów pracowników Schaffgotschów.

Ale jedno udało się na pewno. Komisja Zakupu Gęsi Bożonarodzeniowych zapewniła nam jedną z najbardziej absurdalnych i zabawnych historii z przemysłowego Górnego Śląska.

A inspektor Mende?
Mamy tylko nadzieję, że dostał urlop.
I że przez te czternaście dni nikt przy nim nie wspominał o gęsiach.

Źródła i materiały wykorzystane przy opracowaniu
  • Schaffgotsch Werks-Zeitung, 1934, Jg. 2, nr 26: „Auf der Jagd nach Weihnachtsgänsen” — podstawowe źródło całej historii.
  • Oberschlesische Volksstimme, 1934, Jg. 60, nr 284 — wizyta na Hohenzollerngrube i wypowiedź dra Verresa dotycząca stosunków płacowych na Górnym Śląsku.
  • Der Oberschlesische Wanderer, 1934, Jg. 107, nr 183 — działalność dra Verresa w górnośląskim środowisku lotniczym i wzmianka o Deutschlandflug.
  • Oberschlesische Volksstimme, 1934, nr 216, 253 i 311 — materiały dotyczące działalności lotniczej dra Verresa.
  • Ostdeutsche Morgenpost, 1934, nr 214 i 229 — działalność środowiska lotniczego oraz związki z górnośląskim przemysłem.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, listopad 1963 — retrospekcyjny opis jednej z przedwojennych Barbórek na Hohenzollerngrube w Szombierkach.
  • Unser Oberschlesien, 1958 i 1968 — późniejsze materiały biograficzne dotyczące dra Hansa Verresa.
0
0

Read more

Schomberg 1927 – ilustracja codziennego życia w przedwojennych Szombierkach

Szombierki 1927. Od kopalnianej szychty po wieczór u Schyski

Dziś Szombierki są jedną z dzielnic Bytomia. Ich dawne centrum bardzo się zmieniło, część ulic nosi inne nazwy, wiele budynków zniknęło, a po licznych sklepach, gospodach i warsztatach nie pozostał już żaden ślad.

Spróbujmy jednak zrobić coś innego niż zwykle…

Nie będziemy opowiadać historii Szombierek od średniowiecza do współczesności ani przepisywać kolejnych nazwisk z księgi adresowej.

Jest rok 1927.

Wyjdźmy na ulicę i spróbujmy przeżyć jeden zwyczajny dzień w ówczesnych Szombierkach. Zobaczmy, gdzie kupilibyśmy chleb, mleko i mięso, do kogo poszlibyśmy z bolącym zębem, gdzie bawiły się dzieci, czym poruszano się po ulicach i gdzie wieczorem spotykali się mieszkańcy.

Nie będzie to historia jednego człowieka. To rekonstrukcja złożona z dziesiątek drobnych informacji zachowanych w księgach adresowych, dokumentach oraz wspomnieniach dawnych mieszkańców.

Rok 1927 będzie jej punktem odniesienia. Część szczegółów dotyczących cen, obyczajów czy codziennych zajęć znamy jednak z późniejszych wspomnień opisujących Szombierki lat 20. i początku lat 30. Nie będziemy więc udawać, że wszystko wydarzyło się dokładnie tego samego dnia.

Chcemy zobaczyć coś znacznie prostszego: jak wyglądało codzienne życie przedwojennych Szombierek.

Spis treści
Szombierki i okolice w 1927 roku z zaznaczoną granicą niemiecko-polską
Szombierki i okolice w listopadzie 1927 roku. Współczesne opracowanie graficzne na podstawie urzędowego planu Bytomia ze Stadtvermessungsamt Beuthen O/S. Widoczna granica niemiecko-polska.

1. Szombierki są już zupełnie innym miejscem

Jeszcze sto lat wcześniej były niewielką wsią, ale w 1927 roku żyją już przede wszystkim w rytmie przemysłu.

Dwa lata wcześniej, 1 października 1925 roku, do gminy włączono obszar dworski wraz z kopalnią Hohenzollern. Po połączeniu gminy i dominium liczba mieszkańców przekraczała osiem tysięcy.

Na ulicach nadal spotkamy furmanki i wozy konne. Rymarz wciąż ma pełne ręce roboty, piekarze rozwożą pieczywo, a węgiel trafia do domów również na końskich wozach.

Jednocześnie mieszkańcy korzystają już z tramwajów, telefonów i elektryczności. Działają przedsiębiorstwa budowlane wykorzystujące żelazobeton, a na ulicach pojawiają się pierwsze samochody.

Stary i nowy świat funkcjonują obok siebie.

Beuthenerstraße w przedwojennych Szombierkach, pałac Karola Goduli i elektrownia w tle
Beuthenerstraße, dzisiejsza ul. Zabrzańska. Po prawej stronie widoczny jest pałac Karola Goduli, dalej zabudowa Szombierek, a na horyzoncie charakterystyczna bryła elektrowni.

2. Rano. Kopalnia wyznacza rytm dnia

Nie sposób zacząć opowieści o Szombierkach bez Hohenzollerngrube. To właśnie kopalnia nadawała rytm codziennemu życiu miejscowości: wyznaczała godziny pracy, porządek dnia i źródło utrzymania dla setek rodzin.

Kopalnia była największym zakładem pracy w Szombierkach. Według późniejszych wspomnień Siegfrieda Kowollika miało w niej pracować nawet 97 procent dorosłych miejscowych mężczyzn. Liczbę tę należy traktować jako relację dawnego mieszkańca, ale dobrze pokazuje ona skalę uzależnienia całej gminy od górnictwa.

Górnicy pracujący pod ziemią w kopalni Hohenzollerngrube w Szombierkach
Górnicy pod ziemią w kopalni Hohenzollerngrube. To właśnie taka praca wyznaczała rytm dnia w przedwojennych Szombierkach i decydowała o bycie wielu miejscowych rodzin.

W źródłach z 1927 roku pojawiają się nazwiska ludzi stojących na czele zakładu: dyrektora Hübnera oraz Janika i Fromlowitza. Niedaleko działa również elektrownia, której dyrektorem był Hilger, a kierownikiem inżynier Kober. Wielkie zakłady przemysłowe tworzyły więc w Szombierkach gęstą sieć powiązań, od której zależała codzienność mieszkańców.

Kopalnia dawała zatrudnienie ogromnej części miejscowych mężczyzn i zapewniała górniczym rodzinom deputat węglowy. Zarobione w wielkich zakładach pieniądze wracały później do miejscowych sklepów, piekarni, warsztatów i gospod, napędzając życie całej osady.

Węgiel był obecny również po zakończeniu szychty. Górnicy otrzymywali go jako deputat, a pozostali mieszkańcy mogli kupić opał i zamówić jego dowóz. Według wspomnień Antona Rzyli węgiel rozwożono wozem konnym: fura obejmująca 20 cetnarów miała kosztować osiem marek, a za sam transport pobierano kolejne dwie.

Dla zainteresowanych dziejami samego zakładu warto dodać, że historia Hohenzollerngrube zasługuje na osobne omówienie. Szerszy materiał o kopalni znajduje się w osobnym artykule: KWK Szombierki / Hohenzollerngrube – historia kopalni.

3. Rano trzeba kupić chleb

Przenieśmy się na Beuthenerstraße, dzisiejszą ulicę Zabrzańską.

Księga z 1927 roku pozwala niemal zaglądać do kolejnych lokali.

Pod numerem 5 działa sklep mięsny Gebauera, pod 12 sklep kolonialny Straubego. August Piechatzek pod numerem 13 wykonuje prace malarskie, dekoracyjne i szyldy, a Josef Gorski pod numerem 16 sprzedaje produkty mleczne.

Pod numerem 37 znajduje się natomiast piekarnia Josefa Bursiga.

Ten adres ma dla mnie również znaczenie rodzinne. Josef Pius Bursig był mężem Elisabeth z domu Flatzek — siostry mojego pradziadka Wincentego Flaczka. Piekarz z Beuthenerstraße 37 był więc jego szwagrem.

Piekarnia Josefa Bursiga przy Beuthenerstraße 37 w Szombierkach
Beuthenerstraße 37 — piekarnia Josefa Bursiga. Obok widoczny jest sąsiedni lokal oznaczony jako „Gasthaus”. Późniejsze źródła lokalizują pod numerem 38 Gasthaus Grisko, późniejszy „Deutsches Haus”. Rysunek przedstawia więc oba sąsiadujące lokale.

Bursig nie był jedynym piekarzem.

Przy Orzegowerstraße działał Anton Juraschek, przy Verbindungsstraße Franz Oblong, a przy Wilhelmstraße Karl Matzkowski. W późniejszych latach piekarnię po zmarłym Juraschku przejął również Theo Flatzek.

Nazwisko Oblonga możemy dziś odczytać bez żadnych wątpliwości dzięki zachowanej fotografii. Nad wejściem do zakładu widnieje duży szyld:

„Brot-Weiss-Fein-Bäckerei Franz Oblong”.

Piekarnia Franza Oblonga w Szombierkach z szyldem Brot-Weiss-Fein-Bäckerei Franz Oblong
Piekarnia Franza Oblonga w Szombierkach. Nad wejściem widoczny szyld „Brot-Weiss-Fein-Bäckerei Franz Oblong”.

Późniejsze wspomnienia zachowały nawet cenę zwykłej bułki. Semmel miała kosztować 5 fenigów.

Wnętrze piekarni Franza Oblonga w Szombierkach podczas wypieku pieczywa
Wnętrze piekarni Franza Oblonga w Szombierkach. Pierwszy z prawej stoi właściciel zakładu, Franz Oblong. Przy piecu trwa wypiek — z pieca wyjmowany jest kołocz z posypką.

4. Piekarz Matzkowski i jego kucyk Max

Z piekarnią Karla Matzkowskiego wiąże się jeden z tych drobnych szczegółów, których próżno szukać w urzędowej księdze adresowej.

Matzkowski miał osobiście rozwozić pieczywo po Szombierkach specjalnym wozem konnym. Wóz ciągnął niewielki kucyk o imieniu Max, a dowóz chleba kosztował 10 fenigów.

Nietrudno więc wyobrazić sobie poranną Wilhelmstraße: wóz Matzkowskiego z pieczywem, furmanki i grupy górników idących do pracy albo wracających z szychty.

Jednocześnie na ulicach zaczynają pojawiać się samochody.

Przy Wilhelmstraße 19 działał wcześniej sklep kolonialny Marii Walter. Zachowała się fotografia lokalu z lat około 1915–1925, z dużym szyldem „M. Walter”. Przy wejściu stoi córka właścicielki, Gertruda Ochmann z domu Walter.

W późniejszych wspomnieniach dom ten funkcjonował jako dom „Walterki”. Pani Walter miała używać jednego z pierwszych w Szombierkach samochodów — lub pojazdu trójkołowego — między innymi do zaopatrywania swojego sklepu.

Sklep kolonialny Marii Walter przy Wilhelmstraße 19 w Szombierkach
Sklep kolonialny Marii Walter przy Wilhelmstraße 19, ok. 1915–1925. Przy wejściu stoi córka właścicielki, Gertruda Ochmann z domu Walter.

Koński zaprzęg i automobil spotykały się więc na tych samych ulicach. Szombierki końca lat 20. znajdowały się dokładnie pomiędzy tymi dwoma światami.

5. Dzieci ruszają do szkoły

W 1927 roku Szombierki mają dwie duże szkoły powszechne — dla chłopców i dziewcząt. Szkołą chłopięcą kieruje Paul Franzke, żeńską Zmieschkol. W źródłach pojawiają się również Pietsch i Schweter. Działa ponadto szkoła zawodowa dla przyszłych górników oraz zajęcia dokształcające w handlu i rzemiośle.

Najstarsza Graue Schule — Szara Szkoła — pamiętała jeszcze XIX wiek. Nazwę zawdzięczała szaremu tynkowi. Na początku lat 20. posiadała cztery sale lekcyjne, z których jedna służyła także do zajęć praktycznych.

Graue Schule, dawna szkoła chłopięca w Szombierkach
Graue Schule – dawna szkoła chłopięca w Szombierkach. Budynek dawnej Volksschule zachował się do dziś przy ul. Zabrzańskiej 85 w Bytomiu.

Z 1927 roku zachowała się również fotografia jednej z klas chłopięcej szkoły ludowej wraz z konrektorem Pietschem. Dzięki podpisom znamy nazwiska wielu uczniów: Buchta, Schubert, Purgoll, Matuschowitz, Skowronek, Gabrysch, Kraiczyk, Heiduk, Kalka, Pfeiffer, Gawlik, Pollok, Duda i wielu innych.

Dziś patrzymy na nich jak na uczniów odległej epoki.

Wtedy po prostu szli rano do szkoły.

Uczniowie chłopięcej szkoły powszechnej Knabenvolksschule w Szombierkach
Uczniowie chłopięcej szkoły powszechnej w Szombierkach. Wnętrze jednej z klas dawnej Knabenvolksschule.

6. Wilhelmstraße — handel i codzienne sprawy

Przed południem zajrzyjmy na Wilhelmstraße, późniejszą ulicę Witosa.

Księga adresowa z 1927 roku pokazuje ją jako jedną z najbardziej handlowych ulic Szombierek.

Pod numerem 4 sklep prowadzi Viktor Kempa. Pod 5 działa rzeźnik Wittkowski. Pod 7 Franz Rzyla zajmuje się handlem pojazdami.

Pod numerem 8 znajduje się restauracja Karla Schyski — do niej wrócimy jeszcze wieczorem.

Dalej znajdziemy piekarnię Matzkowskiego, lokal Kluzika, przedsiębiorstwo Paula Kowolika, sklepy Heera i Ledwiga, sprzedaż książek, rzeźników, fryzjera oraz kolejne działalności rodziny Rzyla.

U Ledwigów można kupić „na zeszyt”

Przy Wilhelmstraße 20 stała duża kamienica Blasiusa Ledwiga. Według wspomnień mieszkało w niej 12 rodzin.

Sklep spożywczy prowadziła Marie Ledwig, której pomagały córki Else, Magdalena i Marie.

Górnicy robili tam zakupy również auf Pump — na kredyt, mówiąc po prostu: na zeszyt — czekając na najbliższą wypłatę.

Był to handel oparty w dużej mierze na osobistej znajomości i zaufaniu. Należność można było uregulować później.

W tej samej kamienicy mieszkali m.in. szewc Johann Morawietz z rodziną, pracownik sądu Max Bernard, agent ubezpieczeniowy Wlodarczyk i kelner Kompalla.

Kosz prania i 15 fenigów

Historia codzienności nie składa się wyłącznie z życia kopalni i ratusza. Tworzą ją również najbardziej przyziemne obowiązki: pranie, noszenie ciężkich koszy, suszenie bielizny czy maglowanie.

Na podwórzu Ledwigów mieszkańcy mogli korzystać z ręcznego magla. Wymaglowanie pełnego kosza miało kosztować 15 fenigów. Drugi magiel znajdował się obok sklepu mlecznego Griski.

Dzisiaj taki szczegół może wydawać się błahy. Wówczas był częścią zwykłego tygodnia wielu szombierskich rodzin.

7. Co dziś na obiad?

Mięso można było kupić m.in. u Gebauera przy Beuthenerstraße oraz u kilku rzeźników przy Wilhelmstraße. Warzywa sprzedawał Drescher. Produkty mleczne oferował Gorski.

Wóz konny rozwożący mleko na Wilhelmstraße w Szombierkach
Dostawa mleka na Wilhelmstraße, dzisiejszej ul. Witosa. Wóz konny miejscowego zaopatrzenia mlecznego pokazuje, jak jeszcze na początku lat 30. towary rozwożono po Szombierkach bezpośrednio ulicami.

Późniejsze wspomnienia dokładniej opisują sklep Marii Drescher. Prowadziła go we własnym mieszkaniu. Oprócz warzyw można było kupić tam mleko, słodycze oraz ryby — śledzie, szproty i piklingi.

Mleko u Griski miało kosztować 21 fenigów za litr, natomiast pęto popularnej „Oppelner”, czyli kiełbasy opolskiej, zapamiętano w cenie 60 fenigów.

Nie każdą rodzinę było jednak stać na regularne zakupy u rzeźnika.

W miejscowej pamięci zachował się Georg Gebauer, który miał pomagać biednym rodzinom wielodzietnym, rozdając bezpłatnie zupę wędliniarską, nieraz z dodatkiem krupnioków i żymloków.

Dla biedniejszej wielodzietnej rodziny była to bardzo konkretna pomoc — możliwość nakarmienia wszystkich domowników do syta.

8. Lekarz, rymarz, samochód — zmieniające się Szombierki

Jeżeli boli nas ząb, nie musimy jechać do Bytomia.

Przy Beuthenerstraße 19 praktykę dentystyczną prowadzi M. Janik. Doktor August Scholz przyjmuje pod numerem 48.

W Szombierkach pracują również położne, działa Theresien-Apotheke, kasa chorych, opieka nad niemowlętami i pomoc dla osób chorych.

Szombierki nie były już wsią, której mieszkańcy z każdą poważniejszą sprawą musieli jechać do Bytomia.

Kilka ulic dalej wciąż pracuje rymarz Baron — rzemieślnik potrzebny wszędzie tam, gdzie podstawą transportu pozostają konie i wozy.

Tymczasem przy Feldstraße 14 Richard Pauly prowadzi przedsiębiorstwo zajmujące się budownictwem naziemnym, podziemnym oraz konstrukcjami żelazobetonowymi.

Jeszcze trzeba naprawiać końską uprząż, a obok buduje się już z żelazobetonu.

9. Tramwajem w stronę granicy

Na ulicach słychać również tramwaje.

Przez Szombierki kursowała linia nr 5, jadąca w kierunku Bobrka, Biskupic i dalej Zabrza.

Jeszcze ciekawszą trasę miała linia nr 8, biegnąca Godullahütter Straße w stronę polskiej Goduli. Tramwaj mijał cmentarz, Vereinshaus, Sommerschacht oraz budynek celny — Zollhaus.

Po drodze pasażerowie przejeżdżali obok dobrze znanej mieszkańcom figury nazywanej „Panienką”. Ufundowała ją w 1864 roku hrabina Joanna Schaffgotsch jako osobiste wotum wdzięczności.

Dalej tramwaj dojeżdżał niemal pod samą granicę państwową. Tutaj kończył się niemiecki odcinek trasy. Przy przejściu znajdowały się posterunki i urzędy celne obu państw, a po polskiej stronie dalszą komunikację zapewniała kolejka wąskotorowa.

Przejście graniczne Schomberg-Godullahütte z tramwajem i polskim urzędem celnym
Przejście graniczne Schomberg–Godullahütte w latach 1922–1939. Po lewej widoczny polski urząd celny; od strony niemieckich Szombierek do granicy prowadziła Godullahütter Straße, dzisiejsza ul. Frycza-Modrzewskiego.

Główne przejście w stronę Goduli miało funkcjonować w godzinach od 6.00 do 19.00, natomiast przejście przy ulicy Orzegowskiej zlikwidowano w 1925 roku.

Dawne drogi rodzinne, handlowe i zawodowe zostały po podziale Górnego Śląska przecięte granicą państwową. Po jednej stronie pozostały niemieckie Szombierki i Bytom, po drugiej znalazły się m.in. Godula, Orzegów, Chebzie, Lipiny czy Chropaczów.

I właśnie tutaj historia Szombierek łączy się bezpośrednio z historią mojej rodziny.

Mój pradziadek Wincenty Flaczek urodził się w Szombierkach, ale później związał swoje życie z polską częścią Górnego Śląska. W roku 1927 był funkcjonariuszem polskiej Straży Celnej, następnie pracował w Urzędzie Celnym w Chebziu, a od 1932 do sierpnia 1939 roku jako starszy dozorca celny w Urzędzie Celnym Godula.

Niemiecki Zollhaus na przejściu granicznym Schomberg–Godullahütte
Niemiecki Zollhaus na przejściu granicznym Schomberg–Godullahütte. To właśnie w rejonie tej granicy toczyła się codzienna służba celna, z którą związany był również Wincenty Flaczek.

Dla Wincentego granica nie była więc tylko przeszkodą na drodze do rodzinnej miejscowości — była także częścią jego codziennej służby.

Stała się jego zawodem.

Późniejsze wspomnienia mieszkańców mówią także o przemytnikach działających w rejonie Sommerschachtu. To również należało do życia pogranicza, choć zdecydowanie mniej oficjalnego.

10. Po lekcjach: boiska, stawy i „hinter den Bergen”

Po szkole dzieci i młodzież miały własne miejsca.

Teren pomiędzy Godullahütter Straße i Orzegower Straße nazywano „hinter den Bergen”. Według wspomnień był popularnym miejscem zabaw miejscowej młodzieży. W okolicy znajdowały się również boiska, ogród szkolny oraz liczne stawy i niewielkie zbiorniki wodne.

Właśnie w 1927 roku powstała DJK Hertha Schomberg. Z czasem rozwijała drużyny piłkarskie seniorów i młodzieży, tenis stołowy, szachy, kolarstwo, teatr oraz własny Spielmannszug.

Sport w Szombierkach nie zaczynał się więc od późniejszych sukcesów Szombierek Bytom. Znacznie wcześniej istniał już cały świat lokalnych klubów, boisk i stowarzyszeń.

A jeśli dziecko miało kilka fenigów w kieszeni, późniejsze wspomnienia prowadzą nas jeszcze do Kluzika, u którego można było kupić lody i napoje.

Fryzjer, książki i ostatnie sprawunki

Zanim nadejdzie wieczór, można jeszcze odwiedzić fryzjera. Przy Beuthenerstraße działa Josef Welzel, a przy Wilhelmstraße 29 swój zakład prowadzi Josef Haiduk.

Zakład fryzjerski Josefa Haiduka przy Wilhelmstraße 29 w Szombierkach
Zakład fryzjerski Josefa Haiduka przy Wilhelmstraße 29 — dzisiejszej ul. Witosa 13. Przy wejściu widoczny jest praktykant fryzjerski Max Purgol.

Przy Wilhelmstraße 21 można było kupić książki, a późniejsze wspomnienia mówią także o sklepie papierniczym Czai, dobrze znanym szkolnej młodzieży.

Powoli jednak kończy się dzień pracy.

11. Wieczorem idziemy do Schyski

Wracamy na Wilhelmstraße.

Pod numerem 8 działa restauracja Karla Schyski. Księga adresowa z 1927 roku potwierdza jej istnienie, a wspomnienia dawnych mieszkańców pokazują, że był to jeden z ważniejszych punktów miejscowego życia towarzyskiego.

Gasthaus Karla Schyski przy Wilhelmstraße 8 w Szombierkach
Gasthaus Karla Schyski przy Wilhelmstraße 8 — na rogu dzisiejszych ulic Witosa i Skromnej. To właśnie tutaj skupiała się część wieczornego życia towarzyskiego dawnych Szombierek.

Na pierwszym piętrze znajdowała się sala taneczna. Urządzano tam zabawy, między innymi z okazji Barbórki i 1 Maja. Spotykali się również miejscowi szachiści.

Schyska nie był oczywiście jedynym gospodarzem w miejscowości. Przy Beuthenerstraße Julius Cygan prowadził kawiarnię, działała restauracja Griski i lokal Kluzika.

Ale dzisiaj zostajemy właśnie tutaj.

Po szychcie przychodziła pora na piwo, kieliszek czegoś mocniejszego i spotkanie ze znajomymi. Wspomnienia dawnych mieszkańców zachowały nawet nazwę popularnego, niedrogiego trunku podawanego w szombierskich gospodach — Kutscherkorn.

I tym razem nie musimy sobie tej sceny wyobrażać.

Zachowała się fotografia wykonana w gospodzie Schyski już w 1928 lub 1929 roku — zaledwie rok czy dwa po naszym spacerze. Przy jednym stole siedzą ludzie, których nazwiska pojawiają się również wcześniej w historii szombierskiego handlu: mistrzowie rzeźniccy Mroß i Georg Gebauer, Peter Rzyla i inni mieszkańcy. Z tyłu stoi sam gospodarz Karl Schyska.

Stammtisch w gospodzie Karla Schyski przy Wilhelmstraße 8 w Szombierkach w latach 1928 lub 1929
Stammtisch w gospodzie Karla Schyski przy Wilhelmstraße 8, 1928/29. Wśród sfotografowanych znajdują się m.in. mistrzowie rzeźniccy Mroß i Georg Gebauer oraz Peter Rzyla; z tyłu stoi gospodarz Karl Schyska.

Oryginalny opis fotografii wspomina dawnym szombierskim górnikom:

„manchmal recht ‚beschwipste‘ Stunden”

czyli: „czasem całkiem podchmielone godziny”.

Trudno o lepsze zakończenie naszego dnia.

Przy piwie, rozmowach po szychcie, może przy partii szachów, a jeśli akurat odbywała się zabawa — także przy muzyce i tańcach.

Za oknem trwa jeszcze ruch na Wilhelmstraße. Kilka ulic dalej piekarze przygotowują się już do kolejnego poranka.

Jutro wszystko zacznie się od nowa.

12. Jeden zwyczajny dzień

Oczywiście nie wydarzył się dokładnie taki dzień.

Nie wiemy, czy tego samego ranka wóz Matzkowskiego przejechał obok konkretnej grupy dzieci idących do szkoły ani czy wieczorem u Schyski rozegrano partię szachów.

Ale miejsca, ludzie i opisywane działalności są prawdziwe.

Księga adresowa z 1927 roku pozwala ustalić, gdzie działali piekarze, rzeźnicy, sklepikarze, restauratorzy, lekarze, położne czy rzemieślnicy.

Wspomnienia dawnych mieszkańców dodają to, czego w urzędowym spisie nigdy byśmy nie znaleźli: pięciofenigową bułkę, kucyka Maxa, zakupy „na zeszyt”, piętnastofenigowy magiel, lody dla dzieci, samochód „Walterki” czy pomoc rzeźnika dla biednych rodzin.

Dzięki takim drobiazgom dawne Szombierki przestają być tylko zbiorem dat, nazwisk i czarno-białych fotografii.

Były miejscem, w którym ludzie rano szli na szychtę, dzieci do szkoły, ktoś kupował chleb u Bursiga, ktoś zanosił pranie do magla, ktoś jechał tramwajem w stronę granicy, a wieczorem spotykał znajomych u Schyski.

Był to mały, ale niezwykle gęsty świat, w którym ogromna część codziennego życia mieściła się na kilku ulicach.

I chyba właśnie dlatego, niemal sto lat później, wciąż tak ciekawie spaceruje się po dawnych Szombierkach — nawet jeśli dzisiaj prowadzą nas już głównie stare mapy, fotografie, księgi adresowe i wspomnienia mieszkańców.

Bibliografia i źródła

Źródła podstawowe:

  • Beuthen in Oberschlesien, plan opracowany przez Stadtvermessungsamt Beuthen O/S., listopad 1927, skala 1:8000.
  • Księga adresowa Bytomia i okolic z 1927 roku — wykazy mieszkańców, przedsiębiorstw, urzędów i usług dla Schomberg.
  • Siegfried Kowollik, Erinnerungen an Schomberg — wspomnienia publikowane w „Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt”; źródło informacji o codziennym życiu, cenach, sklepach, transporcie, gospodach i lokalnych zwyczajach. Materiał ten stanowi istotną część obecnej bazy wiedzy o Szombierkach.
  • Materiały fotograficzne i podpisy z cyklu „Schomberger Bilderbogen” oraz fotografie dawnych mieszkańców publikowane w „Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt”.
  • Rodzinne materiały genealogiczne Flatzek / Flaczek / Bursig, w tym karta Josefa Piusa Bursiga i zachowane fotografie rodzinne.
  • Szombierki_Baza_Wiedzy — opracowanie zbiorcze dla flaczek.com przygotowane na podstawie ksiąg adresowych, prasy, materiałów ziomkowskich i pozostałych źródeł dotyczących przedwojennych Szombierek.
0
0

Read more

Szkic historyczny przedstawiający dawną wieś Szombierki. Na pierwszym planie leży otwarta księga katastru z 1749 roku, za nią widać skromną chłopską chałupę i krowę pasącą się na łące. W tle góruje murowany, bogaty dwór (dominium).

Zanim nastał węgiel. Chłopskie Szombierki i kataster z 1749 roku

Historia Szombierek · świat przed przemysłem

Zanim nastał węgiel. Chłopskie Szombierki

Dwór, 20 gospodarzy i kataster z 1749 roku — podróż do czasów, gdy potęgę można było policzyć w szeflach ziarna, furach siana i krowach.

Wyobraź sobie Szombierki bez wieży szybu Krystyna, bez dymu nad przemysłowym krajobrazem i bez ceglanych domów wyrastających wokół kopalni.

Jest połowa XVIII wieku. W dwunastu chłopskich gospodarstwach wymienionych w miejscowym katastrze stoi łącznie szesnaście krów. Kilkaset metrów dalej, za bramą dominium należącego do Georga von Markloffsky’ego, jest ich dwadzieścia pięć.

Bogactwo liczy się w wysianym ziarnie, furach siana, bydle i ziemi. Sołtys ma karczmę i stawy rybne, chłop kupujący grunt nadal może być zobowiązany do pracy na rzecz dworu, a granica między szlachecką wsią a pobliskim Bytomiem potrafi kończyć się sporem o wozy i konie.

To jeszcze nie jest świat węgla. Ziemia nie kryła największego skarbu pod powierzchnią. Sama była skarbem.

Rycerz z Miśni i ślad, który urywa się w Pradze

Przez dziesięciolecia w lokalnych opracowaniach powtarzano bardzo atrakcyjną historię o początkach Szombierek.

Nazwa miejscowości miała pochodzić od rycerskiego rodu von Schönberg z Miśni. Z tym rodem łączono Fridericusa de Schonenburch, wymienionego w dokumencie księcia Kazimierza bytomskiego wystawionym w Pradze 10 stycznia 1289 roku.

Opowieść właściwie pisała się sama. Rycerz otrzymuje ziemię, sprowadza ze swojej miśnieńskiej ojczyzny osadników, a nowa wieś przyjmuje nazwę od jego rodu.

Tyle że średniowieczne dokumenty są mniej romantyczne.

Fridericus rzeczywiście występuje w akcie z 1289 roku — ale wyłącznie jako jeden z licznych świadków. Dokument nie mówi ani słowa o Schombergu, nie nazywa go właścicielem tutejszych ziem i nie wspomina o żadnym nadaniu czy zakładaniu wsi.

Artystyczna wizualizacja wystawienia dokumentu w Pradze w 1289 roku z rycerzem jako jednym ze świadków aktu
Wizualizacja poglądowa. Wśród świadków dokumentu księcia Kazimierza bytomskiego wystawionego w Pradze w 1289 roku wymieniono Fridericusa de Schonenburch. Nie znamy jego wyglądu ani nie mamy dowodu, że był właścicielem lub założycielem Szombierek.

Co więcej, forma Schonenburch nie prowadzi automatycznie do miśnieńskich Schönbergów. W tym samym okresie działał również odrębny ród von Schönburg, obecny w czesko-morawskim środowisku politycznym i zapisywany w dokumentach bardzo podobnymi formami nazwiska.

Stara teoria nie musi więc być całkowicie niemożliwa. Ale dziś nie możemy już opowiadać jej jako pewnego faktu.

Początek XIV wieku. Wieś wychodzi z mroku

Historia źródłowa Szombierek zaczyna się prawdopodobnie wcześniej, niż przez długi czas przyjmowano w lokalnych opracowaniach.

Historyk Jan Kopiec, powołując się na badania językoznawcy Henryka Borka, wskazuje wzmiankę już z 1315 roku. Szombierki miały pojawić się wówczas przy okazji nadania połowy młyna Janowi, prepozytowi kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu.

Kolejne ślady pojawiają się w 1321 roku, gdy źródła zapisują osobę określoną jako Jan Zchamboris, oraz w 1346 roku, kiedy występuje forma de Sambor.

Szczególnie jednoznaczny jest jednak dokument z 26 stycznia 1369 roku. Pojawia się w nim nazwa Schonenberg, a wraz z nią konkretna informacja o samej miejscowości: Szombierki zostały objęte dynastycznym podziałem ziemi bytomskiej pomiędzy linie cieszyńską i oleśnicką.

Tutaj nie mamy już człowieka o podobnie brzmiącym nazwisku ani późniejszej rekonstrukcji.

Mamy wieś i konkretny fakt z jej historii.

Nadal nie wiemy, kiedy dokładnie Szombierki zostały założone. Nie znamy ich dokumentu lokacyjnego ani nazwiska człowieka, który pierwszy wytyczył miejscowe gospodarstwa.

Dźwięk dwudziestu groszy

W opracowaniu dotyczącym najstarszych dziejów Szombierek, przypisywanym rektorowi i regionaliście Paulowi Franzkemu, pojawia się niezwykle ciekawy zapis z 22 kwietnia 1660 roku.

Według Franzkego w bytomskiej księdze miejskiej odnotowano wówczas składkę okolicznych miejscowości na naprawę ważnego mostu. Każdy chłopski posiadacz miał wpłacić jeden czeski grosz.

1 czeski grosz od posiadacza
20 groszy wpłaciły Szombierki
20? posiadaczy według wniosku Franzkego

Franzke wyciągnął z tego prosty wniosek: opłatą objętych było dwudziestu miejscowych posiadaczy.

Jeszcze ciekawsze jest to, że — również według jego relacji — pasował do tego urbarz z 1672 roku, który obok sołtysa wymieniał dziewiętnastu innych posiadaczy.

Sołtys nie był jednak tylko jednym z dwudziestu. Miał większe gospodarstwo, a oprócz niego karczmę i dwa stawy rybne.

Artystyczna wizualizacja dawnego Schombergu z gospodarstwem sołtysa, karczmą i stawami rybnymi
Wizualizacja poglądowa. Według materiału przywołującego urbarz z 1672 roku szombierski sołtys dysponował większym gospodarstwem, karczmą i dwoma stawami rybnymi. Układ oraz wygląd zabudowy na ilustracji są umowne.

Franzke poszedł w swojej rekonstrukcji dalej. Uznał, że układ dwudziestu gospodarstw mógł sięgać aż czasów założenia wsi i właśnie stąd wyprowadził późniejszą historię o zasadźcy i dziewiętnastu osadnikach z Miśni.

Panowie z Szombierek kontra bytomscy mieszczanie

Nowożytny Schomberg był wsią szlachecką i dobrem rycerskim.

To bardzo ważne, bo pobliski Bytom był zupełnie innym organizmem: miastem z własnymi władzami, mieszczanami, prawami i interesami.

Kilka kilometrów odległości nie oznaczało wspólnej jurysdykcji.

I czasami iskrzyło.

Franz Gramer wspomina o konfliktach, podczas których panowie szombierscy odbierali bytomskim mieszczanom wozy i konie, gdy ci jechali przez ich teren po drewno do lasu.

Artystyczna wizualizacja sporu na drodze między przedstawicielami dóbr szombierskich a bytomskimi mieszczanami
Wizualizacja poglądowa. Franz Gramer wspomina o odbieraniu bytomskim mieszczanom wozów i koni podczas przejazdu przez ziemie Szombierek. Wygląd postaci, wozu i krajobrazu ma charakter ilustracyjny.

Nie musimy dziś rozstrzygać, która strona uważała swoje działanie za prawnie uzasadnione.

Sam fakt pokazuje coś ważniejszego: granica między Bytomiem a Szombierkami nie była tylko linią na mapie. Była granicą własności, uprawnień i władzy.

Franz Stodolka, powołując się na akta księgi gruntowej państwa stanowego Bytom z 1700 roku, wymienia:

Friedrich von Koschitzki auf Schomberg.

Pan na Szombierkach przestaje być anonimowy.

Ale jeszcze ciekawsze jest to, co wydarzy się pół wieku później. Wtedy dokumenty pokażą już nie tylko właściciela majątku.

Pokażą ludzi chodzących za pługiem.

Pruski urzędnik zagląda do obory

Po przejęciu większej części Śląska przez Prusy nowa administracja zaczęła systematycznie liczyć majątek, od którego można było pobierać podatki.

Kataster dla powiatu bytomskiego ukończono 13 sierpnia 1749 roku.

Paul Franzke dotarł do tego materiału i w 1925 roku opublikował w czasopiśmie „Aus dem Beuthener Lande” zestawienie dotyczące Szombierek.

Dzięki niemu możemy zrobić coś niezwykłego.

Możemy niemal zajrzeć XVIII-wiecznym Szombierczanom do stodół i obór.

Artystyczna wizualizacja sporządzania katastru w Szombierkach w 1749 roku i rejestrowania bydła gospodarza
Wizualizacja poglądowa. Kataster z 1749 roku rejestrował m.in. wielkość zasiewów, ilość siana oraz liczbę krów należących do gospodarstw Schombergu. Wygląd urzędnika, gospodarstwa i mieszkańców jest umowny.

Urzędnika nie interesowało, czy gospodarz był lubiany przez sąsiadów ani jak wyglądał jego dom. Chciał wiedzieć, ile ziemia może wyprodukować.

Grunty orne opisywano według ilości ziarna potrzebnego do zasiewu. Łąki — według ilości zbieranego z nich siana.

A obok zapisywano bydło.

I nagle zza kolumn cyfr wychodzą konkretni ludzie.

Ludzie zapisani w katastrze

Półrolnicy — mocniejsi gospodarze

Czterech Halbbauerów miało gospodarstwa o niemal identycznych parametrach: po 9 szefli wysiewu zimowego i 9 letniego, po 2 fury siana oraz po 2 krowy.

  • Matthes Polpantzek
  • Casper Pawlitta
  • Michel Klokotsch
  • Laurentz Bontzek

Jedna krowa i kilka szefli ziemi

Większość z ośmiu Gärtnerów, czyli zagrodników, miała po 3 szefle wysiewu zimowego i 3 letniego, około 2/3 fury siana oraz 1 krowę.

  • Andreas Baboroffsky
  • Michel Mierswa
  • Friedrich Krauß
  • Matthes Dzilinsky
  • Blasek Mierswa
  • Valentin Gayda
  • Johann Galea
  • Sophia Kubisca

Dwadzieścia pięć krów za bramą dominium

Dopiero po zestawieniu chłopskich gospodarstw z majątkiem dworskim widać prawdziwą skalę miejscowych różnic.

16 krów w dwunastu wymienionych gospodarstwach chłopskich
kontra
25 krów należących do dominium

Czterech półrolników miało łącznie 8 krów. Ośmiu zagrodników — kolejnych 8.

Za bramą dworu stało ich więcej niż u wszystkich tych gospodarzy razem.

Jeszcze większą dysproporcję widać w zasiewach. Podczas gdy typowy zagrodnik miał zapisane po 3 szefle wysiewu zimowego i letniego, dominium osiągało 115 szefli i 8 Metzen w każdej z tych dwóch kategorii.

Do tego dochodziło 12 fur siana.

Właścicielem majątku był wówczas Georg von Markloffsky.

I trzeba pamiętać, że Gutsherrschaft Schomberg nie oznaczała jedynie dworu stojącego przy szombierskiej drodze. Do tego kompleksu dóbr należały w 1749 roku także Orzegów i Bobrek.

Później majątek znalazł się w rękach braci Leopolda i Karla von Hochberg, a następnie przeszedł do Freiherra von Gruttschreibera. Franzke podawał cenę zakupu: 34 000 talarów rzeszy.

Zmieniały się nazwiska właścicieli.

Chłopski rytm życia zmieniał się znacznie wolniej.

Karpie i nauczyciel, którego nie potrafimy znaleźć

Kataster przechował również szczegóły, które dla współczesnego czytelnika brzmią niemal egzotycznie.

Roczną kontrybucję gminy wyliczono na 418 talarów, 2 srebrne grosze i 5 halerzy.

Jednocześnie mieszkańcom przysługiwał coroczny przydział ryb: ¾ kopy „Karpfen-Samm” oraz 1½ kopy „Strich-Karpfen”.

Paul Franzke sam zauważył sprzeczność i próbował ją wyjaśnić. Nie mógł jednak dotrzeć do tomu nr 198 katastru, który mógł zawierać dodatkowe informacje.

Czy chodziło o wcześniejszą funkcję nauczycielską? O związane z nią świadczenie lub grunt? O zapis, którego znaczenie zmieniło się z czasem?

Nie mamy odpowiedzi.

I chyba właśnie dlatego ten pojedynczy Schulmeister jest tak ciekawy.

Kupiłeś ziemię. Ale czy byłeś wolny?

Na początku XIX wieku stary system zaczynał się rozszczelniać.

W 1807 roku z dominium Schomberg sprzedawano kolejne grunty.

Jedną z parcel leżących przy dawnym Młynie Pielki Pilkermühle — nazywano Zydowiną . Kupił ją młynarz Koschmieder.

Inne działki nabyli m.in. orzegowski sołtys Krzionska oraz chałupnik Michael Janiczek.

Brzmi już niemal nowocześnie. Jest ziemia. Jest kupujący. Jest umowa.

Tylko że zakup gruntu nie oznaczał jeszcze zerwania wszystkich więzów z dawnym porządkiem.

Unterthänigkeit Zależność poddańcza wobec dominium nadal pozostawała elementem stosunku prawnego.
Laudomium Przy zmianie posiadacza przewidziano opłatę w wysokości 10 procent.
Robot Dawna powinność robocizny na rzecz dworu. Michael Janiczek miał podczas żniw przez dwa dni zapewnić zdolną do pracy osobę.
Artystyczna wizualizacja obowiązkowej pracy przy żniwach na rzecz dominium Schomberg na początku XIX wieku
Wizualizacja poglądowa. Umowa z 1807 roku nakładała na Michaela Janiczka obowiązek dwóch dni robocizny na rzecz dominium w czasie żniw, wykonywanej przez zdolną do pracy osobę. W źródle powinność tę określono dawnym terminem Robot.
Można było kupić ziemię. Ale kawałek twojego czasu nadal należał do dworu.

To właśnie początek XIX wieku jest jednym z najciekawszych momentów tej historii.

Są opłaty. Jest jeszcze Robotobowiązkowa robocizna na rzecz dworu. Stary porządek wciąż działa.

Ale ziemia coraz wyraźniej staje się także towarem. Jest dzielona, sprzedawana i przechodzi w ręce nowych właścicieli.

Stary system nie kończy się jedną ustawą i jednego poranka. Po prostu coraz bardziej pęka.

Lata 20. XIX wieku. Na scenę wchodzi Godula

Według materiałów dotyczących badań Paula Franzkego, w 1826 roku Karol Godula nabył dobra Szombierki–Orzegów na przymusowej licytacji.

To doskonała granica naszej opowieści.

Nie dlatego, że następnego ranka zniknęły pola, a gospodarze zamienili kosy na górnicze kilofy.

Rolnicze Szombierki istniały jeszcze długo.

Ale samo nazwisko Goduli zapowiada już zmianę sposobu myślenia o tej ziemi.

Przez stulecia jej wartość można było mierzyć tym, ile ziarna przyjmie pole, ile fur siana da łąka i ile bydła zdoła wyżywić gospodarstwo.

W XIX wieku coraz większego znaczenia nabierało coś innego: to, co znajdowało się pod ziemią.

Jak wyglądało dalsze przejście od dawnej wsi do przemysłowych Szombierek, opisuję szerzej w artykule „Szombierki, jakich już nie ma. Dawna wieś, kopalnia i koniec starego świata” .

Z czasem nad polami wyrosną szyby. Pojawi się kopalnia Hohenzollern . Wiejski krajobraz zacznie znikać pod drogami, torami, domami robotniczymi i przemysłową zabudową.

Byli Polpantzek, Pawlitta, Klokotsch i Mierswowie.

Była Sophia Kubisca ze swoim niewielkim gospodarstwem.

Był sołtys z karczmą i stawami.

Było szesnaście chłopskich krów.

I dwadzieścia pięć dworskich.

Zanim rytm Szombierek zaczęła wyznaczać kopalniana szychta, wyznaczały go siew, sianokosy i żniwa. A potęgę można było policzyć w krowach.

Źródła i literatura
  1. Paul Franzke, Einige Daten aus Schombergs Vergangenheit, „Aus dem Beuthener Lande”, Jg. 2, nr 3, Beuthen O/S., 21 stycznia 1925 r.; przedruk w „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, wrzesień 1976.
  2. Schomberg. IV. Gründung des Dorfes; der Name, „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, styczeń 1977; autorstwo przypisane w publikacji prawdopodobnie rektorowi Paulowi Franzkemu; materiał ze zbiorów Franza Strzali, nadesłany przez Siegfrieda Kowollika.
  3. Franz Gramer, Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien, Beuthen 1863.
  4. Franz Stodolka, Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien.
  5. Lehns- und Besitzurkunden Schlesiens und seiner einzelnen Fürstenthümer im Mittelalter, t. II — dokument księcia Kazimierza bytomskiego z 10 stycznia 1289 r.
  6. Streifzüge durch Oberschlesien — materiał dotyczący badań Paula Franzkego oraz przejęcia dóbr Szombierki przez Karola Godulę w 1825 r.
1
0

Read more

Ratusz w Szombierkach przed 1945 rokiem – Ratusz w cieniu kopalni

Ratusz w cieniu kopalni

Cykl: Gmina, urząd, władza

Ratusz w cieniu kopalni

Jak zarządzano Szombierkami przed 1945 rokiem — samodzielna gmina między mieszkańcami, koncernem Schaffgotschów, narodowym socjalizmem i wojną

Schomberg / Szombierki administracja gminna kopalnia i samorząd 1919–1945

W szombierskim ratuszu nie wydobywano węgla, lecz niemal każda ważniejsza decyzja urzędu zaczynała się pod ziemią. Kopalniane wyrobiska przesądzały, gdzie można budować. Koncern Schaffgotschów posiadał zakłady, mieszkania i tereny, bez których trudno było rozwiązać nawet zwyczajny problem komunalny.

Przed 1945 rokiem Szombierki nie były jeszcze dzielnicą Bytomia. Stanowiły dużą gminę przemysłową z własnym ratuszem, władzami i rozbudowanym personelem. Urząd prowadził kasę, podatki, urząd stanu cywilnego, pomoc społeczną, zakłady komunalne i techniczną obsługę miejscowości.

Nie jest to więc tylko opowieść o kolejnych niemieckich urzędnikach. To historia miejsca, jego instytucji i problemów, które nie zniknęły wraz ze zmianą państwowości w 1945 roku.

Historyczny widok ratusza i przemysłowych Szombierek
Ratusz był centrum administracji samodzielnej gminy funkcjonującej w bezpośrednim sąsiedztwie kopalń i zakładów Schaffgotschów.

Zanim Szombierki stały się dzielnicą

Dzisiejsze spojrzenie na Szombierki łatwo podporządkować historii Bytomia. Przez większą część pierwszej połowy XX wieku miejscowość funkcjonowała jednak jako osobna gmina, posiadająca własne władze, budżet i administrację.

Szerszą opowieść o dawnej wsi, jej mieszkańcach i przemianie w ośrodek przemysłowy przedstawia artykuł „Szombierki, jakich już nie ma. Dawna wieś, kopalnia i koniec starego świata” .

Do 1945 roku gmina znajdowała się w granicach Niemiec. Językiem urzędowym był niemiecki, a stanowiska nosiły nazwy takie jak Gemeindevorsteher, Gemeindeschulze czy Bürgermeister. Urząd zarządzał jednak konkretną górnośląską społecznością o złożonej tożsamości językowej, regionalnej i narodowej.

W księgach rejestrowano narodziny, małżeństwa i zgony mieszkańców. Z kasy gminnej finansowano szkoły, ulice, oświetlenie i pomoc społeczną. W ratuszu rozpatrywano podatki, pozwolenia i skargi, niezależnie od tego, jakim językiem mieszkańcy posługiwali się w swoich domach.

Szombierki były przy tym miejscowością przemysłową w stopniu trudnym dzisiaj do odtworzenia. Kopalnia nie była jednym z wielu zakładów. Wpływała na rozwój przestrzenny, zabudowę, zatrudnienie i codzienne życie większości rodzin.

Rozwiń skróconą chronologię władz gminy
do 1918

Anton Schigulski — naczelnik gminy.

1918 – 29 stycznia 1919

Zarząd przejściowy; nazwisk dotąd nie ustalono.

1919–1929/1930

Gerhard Enger — naczelnik urzędu i gminy.

1930 – około 1933/1934

Dr Hans Kuhna — burmistrz.

1934

Morczinek — potwierdzony jako zwierzchnik gminy.

marzec 1937

Walter Hauptmann — potwierdzony jako burmistrz.

15 października 1937 – 14 listopada 1939

Paul Gloger — naczelnik urzędu i burmistrz.

21 listopada 1939 – połowa września 1941

Joseph Lison — burmistrz lub zwierzchnik gminy.

jesień 1941 – 19 lutego 1942

Osoba kierująca gminą pozostaje nieustalona.

20 lutego 1942 – 15 stycznia 1945

Reinhold Mandrella — burmistrz; Josef Bursig jako zastępca.

Samorząd pod ziemią

Gerhard Enger objął kierowanie urzędem i gminą 29 stycznia 1919 roku. Szombierki wychodziły wówczas z wojny, rewolucji i rozpadu dawnego porządku cesarskiego. Wkrótce miały nadejść powstania śląskie, plebiscyt, kryzys gospodarczy i inflacja.

Jedno z powojennych źródeł wskazuje, że Enger kierował wcześniej urzędem stanu cywilnego w Mikulczycach. Nie podano jednak, kiedy i jak długo pełnił tę funkcję.

Ważniejsze od szczegółów jego życiorysu jest to, czym zajmowała się gmina. Remontowano sale szkolne, instalowano centralne ogrzewanie w szkole dla chłopców, porządkowano szkolny dziedziniec, modernizowano oświetlenie w stronę Bytomia i prowadzono prace związane z oczyszczaniem ścieków.

Nie były to przedsięwzięcia nadające się na monumentalny pomnik. Właśnie z takich decyzji składało się jednak zarządzanie miejscowością gwałtownie rosnącą wokół kopalni.

Historię zakładu, który ukształtował przestrzeń, zatrudnienie i społeczną strukturę miejscowości, opisuje osobny artykuł: „Hohenzollerngrube / KWK Szombierki — Żelazny gigant, który wchłonął Szombierki” .

W 1929 roku Enger został jednogłośnie ponownie wybrany na zwierzchnika gminy. Wybór wymagał jeszcze zatwierdzenia przez władzę nadzorczą, co przypomina, że lokalny samorząd nie był całkowicie niezależny od powiatu i państwa.

Na fotografii Ochotniczej Straży Pożarnej Enger występuje obok sekretarza gminnego Dulla, elektryka gminnego Glenza oraz innych przedstawicieli miejscowej społeczności. Starsze zdjęcie tej samej organizacji przedstawia Antona Schigulskiego, zmarłego w 1918 roku naczelnika gminy.

W 1930 roku urząd objął dr Hans Kuhna, prawnik związany wcześniej z zarządem kopalń Schaffgotschów. Jego doświadczenie dobrze pasowało do miejscowych realiów. Większe inwestycje wymagały bowiem nie tylko pieniędzy, lecz także uzgodnień z właścicielem terenów, zabudowy i podziemnych wyrobisk.

Zależność od koncernu jeszcze wyraźniej ujawniła się w czasie urzędowania Paula Glogera. Szkody górnicze ograniczały możliwości budowlane, a gmina mogła planować rozwój tylko w granicach wyznaczanych przez działalność kopalni.

Dobrym przykładem była sprawa 25 rodzin mieszkających w zrujnowanych barakach. Urząd nie posiadał środków ani lokali pozwalających samodzielnie rozwiązać problem. Według relacji Gloger prowadził negocjacje z dyrekcją Schaffgotschów, w wyniku których rodziny miały otrzymać mieszkania w sąsiedniej miejscowości.

Samorząd mógł reprezentować mieszkańców i prowadzić negocjacje, lecz nie posiadał pełnej kontroli nad zabudową, mieszkaniami i przestrzenią gminy.

Właśnie na tym polegało życie ratusza w cieniu kopalni.

Gdy partia weszła do urzędu

Lata trzydzieste przyniosły zmianę głębszą niż zwykła wymiana jednego zwierzchnika na drugiego. Po przejęciu władzy przez narodowych socjalistów lokalny samorząd był stopniowo podporządkowywany państwu i NSDAP.

Z zachowanych powojennych relacji wynika, że Hans Kuhna nie należał do partii, a jego konflikt z powiązanym z NSDAP kasjerem kościelnym posłużył jako pretekst do usunięcia go ze stanowiska. Dokumentu odwołania dotąd nie odnaleziono, wiadomo jednak, że przed 1934 rokiem nie kierował już Szombierkami.

W 1934 roku na czele gminy znajdował się Morczinek, określony w prasie jako Gemeindeschulze i członek NSDAP. Nadal zajmował się zwykłymi sprawami administracyjnymi: podatkami, obciążeniami powiatowymi, składem przedstawicielstwa gminnego czy zasadami działalności lokali.

Jednocześnie prowadził działalność w Bund Deutscher Osten, organizacji narodowo-politycznej i propagandowej. Funkcja urzędowa oraz aktywność ideologiczna zaczynały tworzyć jeden mechanizm.

W marcu 1937 roku urząd burmistrza Szombierek sprawował Walter Hauptmann. Jego późniejsza kariera wiodła przez aparat NSDAP, działalność propagandową i stanowisko kierownika partyjnego w Bytomiu. Szombierski urząd okazał się jednym z etapów politycznego awansu.

Ogłoszenie rodzinne Waltera Hauptmanna wymieniające go jako burmistrza Szombierek w 1937 roku
Ogłoszenie o narodzinach Dietlind Ingwalde Hauptmann, opublikowane w „Der Oberschlesische Wanderer”, rocznik 109, nr 79 z 1937 roku. Walter Hauptmann został w nim wymieniony jako burmistrz Szombierek.

Ratusz nie przestał przez to zajmować się szkołami, podatkami, pomocą społeczną i infrastrukturą. Zmieniło się jednak otoczenie, w którym podejmowano decyzje. Administracja została włączona w system dyktatury, a urzędnik mógł być jednocześnie kierownikiem lokalnej instytucji i działaczem aparatu politycznego.

Paul Gloger, kierujący Szombierkami od października 1937 roku, również należał do NSDAP. Zachowane relacje pokazują go przede wszystkim przy sprawach finansowych, inwestycyjnych i mieszkaniowych, ale jego urząd funkcjonował już w ramach państwa narodowosocjalistycznego.

Wojna wchodzi do ratusza

We wrześniu 1939 roku obok zwykłych spraw komunalnych pojawiły się skutki wojny: zagrożenie ostrzałem, ruchy wojska, niepokój mieszkańców i konieczność utrzymania porządku.

Gloger wspominał nocny wyjazd z komendantem policji w rejon zagrożenia oraz uspokajanie mieszkańców przygotowujących się do opuszczenia miejscowości. Po kilku tygodniach został przeniesiony do Mikulczyc.

Od 21 listopada 1939 roku Szombierkami kierował Joseph Lison, określony w powojennym źródle jako wojenny kierownik organizacyjny Związku Studentów. Pozostał na stanowisku do połowy września 1941 roku.

Po jego odejściu pojawia się kilkumiesięczna luka. Nie wiadomo, kto formalnie prowadził gminę do lutego 1942 roku. Większą rolę mógł odgrywać Josef Pius Bursig, ale w dotychczas odnalezionych dokumentach nie został nazwany pełniącym obowiązki burmistrza.

Bursig prowadził piekarnię w Szombierkach. W 1926 roku został radnym, trzy lata później ławnikiem gminnym, a w 1942 roku występował już jako zastępca burmistrza. Nie był prawnikiem koncernu ani funkcjonariuszem skierowanym z zewnątrz. Przez kilkanaście lat przechodził kolejne szczeble miejscowego samorządu.

20 lutego 1942 roku wręczył akt nominacyjny Reinholdowi Mandrelli. Nowy burmistrz kierował gminą do 15 stycznia 1945 roku.

O jego konkretnych decyzjach wiadomo niewiele. Urząd nadal jednak prowadził rejestry, ściągał podatki, obsługiwał mieszkańców, zarządzał pomocą społeczną i infrastrukturą. Wojna nie zniosła codziennej administracji. Zwiększyła natomiast liczbę regulacji i poleceń przekazywanych z góry.

Dobrym przykładem ciągłości jest Günter Sandler. W styczniu 1940 roku rozpoczął w szombierskim urzędzie szkolenie na przyszłego urzędnika administracyjnego. Zakończył je w lipcu 1942 roku, gdy gminą kierował już Mandrella.

W ciągu tego okresu zmieniali się zwierzchnicy, a wojna obejmowała kolejne kraje. Kandydat na urzędnika nadal uczył się prowadzenia dokumentacji i wykonywania procedur.

W dotychczas zgromadzonych materiałach nie odnaleziono dokumentu pokazującego uporządkowane przekazanie urzędu w styczniu 1945 roku. Znana relacja opisuje raczej rozpad administracji w warunkach zbliżającego się frontu.

Ciąg dalszy historii Szombierki 1945: Tragedia mieszkańców i koniec pewnej epoki Wejście Armii Czerwonej, ofiary cywilne, spalenie pałacu, deportacje górników, los kobiet i administracyjny epizod „Chruszczowa”.

Ludzie za okienkami

Historia administracji łatwo zamienia się w spis burmistrzów. Tymczasem urząd nie działał dzięki jednej osobie siedzącej w reprezentacyjnym gabinecie.

Najlepszym dowodem jest fotografia personelu administracji gminnej Szombierek, wykonana prawdopodobnie w latach 1937–1939. Przed obiektywem ustawiono blisko trzydzieści osób reprezentujących cały mechanizm codziennego działania gminy.

Personel administracji gminnej Szombierek z burmistrzem Paulem Glogerem
Personel administracji gminnej Szombierek z Paulem Glogerem, prawdopodobnie w latach 1937–1939. Zdjęcie opublikowano w październiku 1977 roku.
Finanse Kasa gminna, podatki, egzekucja administracyjna i kontrola rachunkowa.
Sprawy mieszkańców Urząd stanu cywilnego, urząd główny, registratura i centrala telefoniczna.
Pomoc społeczna Urząd socjalny, opiekunki społeczne oraz wsparcie rodzin robotniczych.
Gospodarka komunalna Zakłady komunalne, urząd gospodarczy i obsługa lokalnych usług.
Infrastruktura Elektryczność, sieć rurowa, budynki szkolne i urządzenia techniczne.
Kierownictwo Zwierzchnik podejmował decyzje, ale zawodowi pracownicy utrzymywali procedury.

Josef Müller zajmował wysokie stanowisko inspektora administracji gminnej. Powojenny nekrolog przedstawiał go jako urzędnika dobrze znanego mieszkańcom i zasłużonego dla gminy, choć nie wymieniał konkretnych osiągnięć.

Helene Nowak z domu Heiduk pracowała w administracji i posiadała rozległą wiedzę o szombierskiej pracy socjalnej. Jest bardzo prawdopodobne, że była Heleną Heiduck widoczną na fotografii personelu.

Josef Glenz pracował jako mistrz elektryk. Najprawdopodobniej jest tą samą osobą, którą na wcześniejszej fotografii straży podpisano jako elektryka gminnego. Byłby więc przykładem ciągłości personelu technicznego pomimo zmian kierownictwa.

Część pracowników administracji angażowała się także w miejscowe organizacje. Na fotografiach straży obok zwierzchników gminy pojawiają się sekretarz Dull i elektryk Glenz. Administracja wspierała również lokalne stowarzyszenia, między innymi Turn- und Spielverein Schomberg 06.

Rozwiń wykaz personelu ze zdjęcia

Funkcje podano zgodnie z podpisem opublikowanym w październiku 1977 roku. Datowanie zdjęcia na lata 1937–1939 wynika z obecności Paula Glogera.

  • Günter SchyskaKasa gminna.
  • Rudolf GriskoUrząd gospodarczy.
  • Walter SwobodaFunkcja niepodana.
  • Johannes „Hans” BulkaUrząd stanu cywilnego.
  • Paul GlogerBurmistrz.
  • Konrad KochanowskiUrząd główny.
  • Rudolf MeierUrząd socjalny.
  • Josef GlenzMistrz elektryk.
  • Fräulein BoenischUrząd gospodarczy.
  • Fräulein StrauchFunkcja niepodana.
  • Helene ImmischSekretariat burmistrza.
  • Osoba niezidentyfikowanaDrugi rząd.
  • Liesel ImmischUrząd socjalny.
  • Martha SchneiderRegistratura i centrala telefoniczna.
  • Klara KnappeOpiekunka społeczna.
  • Helene HeiduckPrawdopodobnie późniejsza Helene Nowak.
  • Josef RollikMistrz sieci rurowej.
  • Agnes TeichmannZakłady komunalne.
  • August GratzaPodatki.
  • Georg DrabantUrząd socjalny.
  • Reinhold BregullaFunkcja niepodana.
  • Karl MüllerUrząd gospodarczy.
  • Anton WoschGospodarz budynków szkolnych.
  • August MrutzekUrzędnik egzekucyjny.
  • Osoba niezidentyfikowanaTrzeci rząd.
  • Eberhard DornKontrola rachunkowa.
  • TobisKasa gminna; imię nieustalone.

Co pozostało po 1945 roku

W styczniu 1945 roku zakończyła się historia niemieckiej administracji Szombierek. Nie zakończyła się jednak historia miejscowości ani jej codziennych potrzeb.

Polska administracja obejmowała miejscowość posiadającą ratusz, szkoły, drogi, sieci komunalne i zabudowę ukształtowaną przez wcześniejsze dziesięciolecia. Musiała też zmierzyć się z tymi samymi materialnymi problemami: szkodami górniczymi, potrzebami mieszkaniowymi i obsługą dużej społeczności przemysłowej.

Nie oznaczało to prostej ciągłości kadrowej ani prawnej. Zmieniły się państwo, język urzędowy i system polityczny. Ciągłość dotyczyła przede wszystkim miejsca: nadal trzeba było prowadzić urząd stanu cywilnego, utrzymywać szkoły, naprawiać ulice, zapewniać światło i wodę oraz pomagać rodzinom.

Dlatego dzieje ratusza sprzed 1945 roku nie są tylko historią urzędników, których już tu nie ma. Wyjaśniają, jak funkcjonowały Szombierki, zanim stały się częścią powojennego Bytomia.

Zmieniały się systemy, nazwiska i urzędowe pieczęcie. Kasa nadal musiała się zgadzać. Dzieci trzeba było rejestrować, rodziny wspierać, szkoły utrzymywać, a uszkodzone przez górnictwo budynki naprawiać. Właśnie w tej codzienności kryje się prawdziwa historia szombierskiego ratusza.

Bibliografia i materiały źródłowe

Prasa i źródła z epoki

  • „Katolik”, 1929, rocznik 62, nr 113.
  • „Katolik Codzienny”, 1926, rocznik 29, nr 10; 1929, rocznik 32, nr 218.
  • „Der Oberschlesische Wanderer”, 1934, rocznik 107, nr 253.
  • „Der Oberschlesische Wanderer”, 1935, rocznik 108, nr 250.
  • „Der Oberschlesische Wanderer”, 1937, rocznik 109, nr 79.
  • „Amtsblatt der Regierung zu Oppeln für 1932”, tom 117, nr 30 i 49.
  • „Kattowitzer Zeitung”, 1940, rocznik 72, nr 62 i 212.
  • „Gau-Anordnungsblatt” der Gauleitung Oberschlesien, 12 grudnia 1941 r.

Wydawnictwa ziomkowskie i wspomnienia

  • „Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt”, maj 1967, nr 5, Adolf Derschat, „Bürgermeister Carl Czichy aus Klausberg”.
  • „Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt”, luty 1978, nr 2, „Der Schomberger Bürgermeister Gerhard Enger”.
  • Siegfried Kowollik, „Der Schomberger Bürgermeister Dr. Hans Kuhna”, „Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt”, czerwiec 1979, nr 6.
  • Leonhardt Maniura, „Schomberg und der Zweite Weltkrieg”, „Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt”, czerwiec 1989, nr 6.
  • „Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt”, czerwiec 1991, nr 6 — fotografie Ochotniczej Straży Pożarnej w Szombierkach.
  • „Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt”, październik 1977, nr 10 — fotografia personelu administracji gminnej.
  • „Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt”, wrzesień 1979, nr 9 — nekrolog Heleny Nowak z domu Heiduk.
  • „Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt”, luty 1981, nr 2 — nekrolog Josefa Müllera.
  • „Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt”, czerwiec 1978, nr 6 — „Zum Gedenken an Günter Sandler, Schomberg”.

Opracowania i materiały pomocnicze

  • „Pod rządami gauleiterów: elity i instancje władzy w rejencji katowickiej w latach 1939–1945”.
  • „Górny Śląsk podczas II wojny światowej: między utopią niemieckiej wspólnoty narodowej a rzeczywistością okupacji na terenach wcielonych do Trzeciej Rzeszy”.
  • Drzewo genealogiczne i wiedza rodzinna Bursig / Flaczek.
0
0

Read more

Portret inżyniera Carla-Heinza Stephana w sepii z nałożonymi szkicami technicznymi oraz infrastrukturą śląskiej kopalni węgla kamiennego w tle.

Carl-Heinz Stephan – śląski inżynier nowoczesnego górnictwa

Carl-Heinz Stephan (1904–1989) – śląski inżynier nowoczesnego górnictwa
Biografia przemysłowa

Carl-Heinz Stephan

Śląski inżynier, który połączył kopalnię, technikę i odpowiedzialność społeczną
Portret dr. inż. Carla-Heinza Stephana
Dr inż. Carl-Heinz Stephan (1904–1989) – pochodzący z Szombierek inżynier górnictwa, dyrektor kopalń i późniejszy prezes Rheinstahl Bergbau AG.

Carl-Heinz Stephan urodził się 27 listopada 1904 roku w Bytomiu-Szombierkach, w cieniu szybów i kominów jednego z najważniejszych okręgów przemysłowych Górnego Śląska. Dorastał w świecie, w którym kopalnia nie była jedynie miejscem pracy. Wyznaczała rytm całych dzielnic, organizowała życie rodzin, tworzyła osiedla i wpływała na codzienność tysięcy ludzi. To właśnie z tego krajobrazu wyniósł przekonanie, że technika górnicza nie może być rozpatrywana w oderwaniu od człowieka.

Jego biografia łączy dwie tradycje śląskiej nowoczesności. Pierwszą reprezentował ojciec, dr jur. Bernhard Stephan – prawnik, parlamentarzysta i pionier polityki socjalnej w dobrach Schaffgotschów. Drugą stworzył sam Carl-Heinz: konstruktor, dyrektor i menedżer przemysłowy, który dążył do koncentracji wydobycia, pełnej mechanizacji transportu oraz budowy kopalń działających jako jeden spójny organizm techniczny.

Jego droga prowadziła od szkoły w Szombierkach przez Bytom, Wrocław i Clausthal do kopalń w Bobrku i dolinie Kłodnicy, a po wojnie – do Bottrop i zarządów wielkich przedsiębiorstw Zagłębia Ruhry. Stephan należał do pokolenia, które utraciło rodzinny Śląsk, ale nie przestało uważać go za najważniejszy punkt własnej tożsamości.

Kopalnia Hohenzollern Grube w Bytomiu-Szombierkach
Kopalnia Hohenzollern Grube w Szombierkach – przemysłowy krajobraz miejscowości, w której w 1904 roku urodził się Carl-Heinz Stephan.

Ojciec, który uczył odpowiedzialności

Bernhard Stephan był prawnikiem, posłem Reichstagu i jednym z liderów górnośląskich katolików. Od 1900 roku pełnił funkcję generała-pełnomocnika dóbr hrabiny Johanny Schaffgotsch. Rozwój przemysłu rozumiał szerzej niż tylko jako wzrost wydobycia i zysków. Wprowadzał rozwiązania, które miały poprawić warunki życia robotników i ich rodzin: budowę osiedli, zapomogi mieszkaniowe, dodatki na dzieci oraz systemy premiowe.

Do historii przeszła także jego walka z alkoholizmem, której elementem był darmowy wyszynk mleka. Bernhard Stephan próbował w ten sposób stworzyć wokół kopalni bardziej odpowiedzialny system opieki socjalnej. Zmarł 8 sierpnia 1914 roku. Carl-Heinz miał wówczas niespełna dziesięć lat, ale dziedzictwo ojca pozostało żywe w rodzinnej pamięci.

W późniejszej działalności syna – szczególnie w jego zaangażowaniu w budownictwo mieszkaniowe dla przesiedleńców i ludzi związanych z górnictwem – można dostrzec tę samą myśl: przedsiębiorstwo odpowiada nie tylko za produkcję, lecz również za otoczenie społeczne, które dzięki niemu istnieje.

Od szkoły w Szombierkach do dyplomu inżyniera

Carl-Heinz rozpoczął edukację w szkole podstawowej w Szombierkach. Do gimnazjum uczęszczał w Bytomiu i Wrocławiu. Następnie studiował w Akademii Górniczej w Clausthal oraz na Politechnice we Wrocławiu. W 1928 roku zdał główny egzamin dyplomowy, potwierdzając przygotowanie do pracy w wymagającym świecie górnictwa głębinowego.

Kolejnym etapem była praktyka państwowa. Jako referendarz górniczy zdobywał doświadczenie w urzędach górniczych we Wrocławiu i Dortmundzie. W 1932 roku zdał egzamin państwowy i uzyskał tytuł asesora górniczego. Łączył zatem wiedzę politechniczną z doświadczeniem administracyjnym i znajomością przepisów regulujących działalność kopalń.

Już jako młody inżynier dał się poznać jako wynalazca. W 1929 roku zgłosił patent na podatną obudowę górniczą, opublikowany później pod numerem DE530813C. Rozwiązanie miało lepiej reagować na naciski górotworu i pokazywało sposób myślenia, który towarzyszył Stephanowi przez całą karierę: urządzenie nie powinno działać wbrew warunkom kopalni, lecz być do nich precyzyjnie dostosowane.

W 1940 roku obronił w Berlinie rozprawę doktorską zatytułowaną Der Kammerbau mit breitem Blick, ein Beitrag zur Frage der Konzentration beim Abbau der mächtigen Flöze Oberschlesiens. Promotorem pracy był profesor Niemczyk. Tematem doktoratu była koncentracja wydobycia przy eksploatacji potężnych górnośląskich pokładów – problem, z którym Stephan mierzył się już wcześniej w praktyce kopalnianej.

Bobrek – kopalnia jako laboratorium przyszłości

W 1932 roku Stephan rozpoczął pracę w zakładach hrabiny Johanny Schaffgotsch. Związał się z kopalnią „Gräfin-Johanna” w Bobrku, początkowo jako dyrektor pomocniczy, a od 1935 roku jako pełnoprawny dyrektor kopalni. Zamieszkał z rodziną na terenie zakładu, pod adresem Bobrek-Karf OS., Johannaschacht.

Jego żoną była Gertrud z domu Bohnekamp. Małżeństwo miało dwóch synów: Hansa-Georga oraz Michaela, urodzonego 13 marca 1937 roku w prywatnej klinice dr. Schuberta w Bytomiu. Życie rodzinne Stephanów toczyło się więc w bezpośrednim sąsiedztwie szybów, maszyn i kolejowych torów kopalnianych.

Stephan traktował kopalnię jak układ naczyń połączonych. Urabianie, obudowa, transport, energia i wyciąg szybowy nie mogły być modernizowane osobno. Każde usprawnienie miało sens dopiero wtedy, gdy zwiększało sprawność całego systemu. W takim podejściu należy widzieć zarówno jego patent, jak i zainteresowanie przenośnikami taśmowymi oraz koncentracją wydobycia.

Techniczna zmiana: od rynien do ciągłego transportu

W referacie z 14 lutego 1935 roku Stephan porównał przenośniki taśmowe z rynnami wstrząsowymi. Wyniki przemawiały na korzyść taśmociągów: umożliwiały nawet podwojenie wydobycia i zużywały znacznie mniej energii. Próbna instalacja na pokładzie „Marieflöz 1. Sohle Ostfeld” miała 70 metrów długości i taśmę szerokości 650 milimetrów. W ciągu 18 miesięcy przetransportowała 275 000 ton urobku bez poważnych awarii.

250–300 tonna szychtę wynosiła praktyczna granica wydajności rynien wstrząsowych.
275 000 tonprzetransportowała próbna instalacja taśmowa w ciągu 18 miesięcy.
26 kWpotrzebował taśmociąg o długości 300 metrów.
70 kWzużywał porównywalny układ rynien wstrząsowych.

Wyższy koszt początkowy taśmociągu rekompensowały wydajność, niezawodność i mniejsze zużycie energii. Dla Stephana transport nie był dodatkiem do wydobycia. Stawał się jego kręgosłupem.

Szyb Berve i kompleks Johanna–Berve

W kwietniu 1938 roku uruchomiono zaprojektowany przez Stephana szyb Berve w Bobrku. Zastosowanie wyciągów skipowych oraz szerokiej mechanizacji uczyniło z niego symbol nowego etapu w rozwoju kopalni. Nie chodziło już o pojedynczą nowoczesną maszynę, lecz o podporządkowanie technologii jednemu celowi: ciągłemu i skoncentrowanemu przepływowi urobku.

W 1941 roku Stephan objął zarządzanie scalonym kompleksem kopalni Johanna. Główny nacisk położono na integrację szybów Johanna i Berve, ale w skład zarządzanej przez niego struktury wchodziła również kopalnia Lithandra (Lithandragrube) w Nowym Bytomiu (Friedenshütte). Jednostka Johanna–Berve osiągnęła wydobycie sięgające 15 000 ton węgla dziennie – wynik pokazujący gigantyczną skalę koncentracji produkcji.

W kompleksie wdrażano również rozwiązania określane mianem „Panzerjohanna”. Ich znaczenie wpisywało się w szerszy program mechanizacji zakładów Schaffgotschów. Stephan budował system, w którym urabianie, transport poziomy i wyciąg pionowy miały pracować w jednym rytmie, bez wąskich gardeł ograniczających wydajność całej kopalni.

Szyb Berve kopalni Gräfin Johanna w Bobrku
Szyb Berve kompleksu kopalni Gräfin Johanna w Bobrku, uruchomiony w 1938 roku pod kierownictwem Carla-Heinza Stephana.

Szyby Godula i Artur – modernizacje i nowe wyzwania

Kolejnym wielkim przedsięwzięciem była gruntowna modernizacja szybu Godula (Godullaschacht), należącego do kopalni Gotthard (późniejszej KWK Karol w Orzegowie). Po dwóch latach prac, 1 października 1941 roku, Stephan uruchomił w pełni zmodernizowany zakład szybowy, wyposażając go w wysoce wydajny system wyciągów skipowych. Jego projekt stanowił rozwinięcie doświadczeń zdobytych przy mechanizacji kopalni w Bobrku.

Stephan zarządzał również rozbudową i udostępnianiem głębokich pokładów w rejonie Bykowiny i Kochłowic, gdzie prowadzono prace przy zgłębianiu i modernizacji szybów wydobywczo-wentylacyjnych, takich jak szyb Wirek oraz szyb Hrabia Artur (Graf-Arthur-Schacht). Ze względu na skomplikowany podział własnościowy (na styku pól eksploatacyjnych Schaffgotschów, Ballestremów i Donnersmarcków), inwestycje te wymagały ogromnej precyzji. Wszystkie te przedsięwzięcia tworzyły jeden program: zwiększyć skalę wydobycia, skrócić drogę urobku i oprzeć pracę zakładu na rozwiązaniach mechanicznych zdolnych do nieprzerwanej pracy.

Dyrektor na Barbórce: „Aqua pieronnata” i Wellwurscht

Techniczny rygor nie oznaczał dystansu wobec załogi. Podczas obchodów Barbórki w Bobrku-Karbiu Stephan maszerował pieszo razem z górnikami z kościoła na teren kopalni. Nie obserwował święta z samochodu ani z dyrektorskiej trybuny – uczestniczył w nim jako członek kopalnianej wspólnoty.

Źródła zachowały także bardziej swojski obraz dyrektora, który lubił napić się z górnikami żartobliwie nazywanej „Aqua pieronnata” i zjeść śląską Wellwurscht, czyli bułczankę. Ta anegdota nie zastępuje historii jego dokonań, ale dobrze pokazuje, dlaczego miał cieszyć się szacunkiem załogi. Potrafił przemawiać językiem obliczeń, nie tracąc kontaktu z obyczajem kopalni.

Aresztowanie i trudny początek po wojnie

Koniec wojny przerwał śląski etap jego kariery. We wrześniu 1945 roku Stephan został aresztowany przez Rosjan w środkowych Niemczech. Zwolniono go po ośmiu tygodniach. Był to jeden z tych momentów, w których dotychczasowa pozycja zawodowa i dorobek przestawały mieć znaczenie wobec powojennego chaosu.

W 1947 roku przeniósł się do Bottrop i związał z Rheinische Stahlwerke. W nowym miejscu nie zaczynał jednak od zera. Przywiózł ze sobą doświadczenie budowy zmechanizowanych kopalń, zarządzania wielkimi kompleksami wydobywczymi i organizowania pracy w warunkach ogromnej presji produkcyjnej.

Rheinstahl i przemysł Zagłębia Ruhry

W Rheinische Stahlwerke, a następnie w Rheinstahl Bergbau AG, Stephan wszedł do grona najważniejszych menedżerów górnictwa Zagłębia Ruhry. Od 1967 do 1970 roku pełnił funkcję prezesa zarządu spółki. Odpowiadał za przedsiębiorstwo obejmujące kopalnie, koksownie i zaplecze energetyczne – układ o skali znacznie większej niż śląski kompleks Johanna–Berve, lecz oparty na podobnej zasadzie integracji.

Wśród kluczowych inwestycji znalazła się centralna koksownia w Bottrop. W 1961 roku uruchomiono elektrownię Rheinstahl w Marl o mocy 150 MW. Rok później, w 1962 roku, wykonano podziemne połączenie nowego szybu wentylacyjnego Prosper IV w Kirchhellen z kopalnią Prosper III. Były to przedsięwzięcia wymagające myślenia nie o pojedynczym zakładzie, lecz o całej sieci wydobycia, energii i przetwarzania węgla.

Kopalnia Prosper III przy Rheinstahlstraße w Bottrop
Dawna kopalnia Prosper III przy Rheinstahlstraße w Bottrop. W 1962 roku połączono ją pod ziemią z nowym szybem wentylacyjnym Prosper IV w Kirchhellen.Fot. Heinrich Jung; źródło: WAZ, za albumem Stoffelsa.

Dom dla przybyszów ze Śląska

Powojenna działalność Stephana miała również wymiar społeczny. W 1947 roku został wybrany do rady doradczej do spraw wypędzonych w Bottrop. Od 1950 roku pełnił funkcję wiceprzewodniczącego stowarzyszenia regionalnego, reprezentującego środowisko przybyszów ze wschodu, w tym Górnoślązaków.

W latach 1957–1958 założył spółdzielnię mieszkaniową przeznaczoną specjalnie dla uchodźców i przesiedleńców napływających z Górnego Śląska. W tym przedsięwzięciu szczególnie wyraźnie powróciło dziedzictwo Bernharda Stephana. Ojciec organizował osiedla i pomoc dla rodzin robotniczych w dobrach Schaffgotschów; syn, już w innej epoce i innym kraju, pomagał stworzyć dom ludziom, którzy utracili rodzinne miejscowości.

Bottrop stało się dla Stephana drugim domem, ale nie zastąpiło pamięci o Śląsku. Jego zaangażowanie w środowiska przesiedleńcze oraz późniejsze upamiętnienie przez miasto pokazują, że zdołał połączyć obie przestrzenie: miejsce pochodzenia i miejsce powojennej pracy.

Odznaczenia i pamięć miasta

W 1959 roku Stephan został przyjęty do Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie, w którym osiągnął rangę Wielkiego Oficera. W 1965 roku otrzymał Krzyż Zasługi I Klasy Republiki Federalnej Niemiec. Uhonorowano go również Honorowym Pierścieniem Miasta Bottrop.

Jego nazwisko otrzymała ulica w Bottrop, poprowadzona na terenie dawnej kopalni Prosper III. Carl-Heinz-Stephan-Straße nie jest więc przypadkowym patronatem. Znajduje się w przestrzeni przemysłowej, z którą był związany jako menedżer i współtwórca powojennej modernizacji miasta.

Najważniejsze etapy kariery i dokonania

  • 1928 – główny egzamin dyplomowy po studiach w Clausthal i na Politechnice we Wrocławiu.
  • 1929/1931 – patent DE530813C na podatną obudowę górniczą.
  • 1932 – asesor górniczy po zdaniu państwowego egzaminu.
  • 1934 – zastępca dyrektora kopalni „Gräfin-Johanna”
  • 1935 – dyrektor kopalni „Gräfin-Johanna” w Bobrku.
  • 1938 – uruchomienie szybu Berve z systemem wyciągów skipowych i szeroką mechanizacją.
  • 1940 – doktorat w Berlinie pod kierunkiem profesora Niemczyka.
  • 1941 – kierownictwo kompleksu Johanna–Berve, osiągającego produkcję 15 000 ton węgla dziennie.
  • 1 października 1941 – modernizacja szybu Godula (kopalnia Gotthard/Karol) i uruchomienie wyciągów skipowych.
  • Inwestycje w rejonie Bykowiny i Kochłowic, w tym udostępnianie pokładów przez szyby Wirek i Hrabia Artur (Graf-Arthur).
  • 1957–1958 – spółdzielnia mieszkaniowa dla przybywających do Bottrop przesiedleńców z Górnego Śląska.
  • 1961 – elektrownia Rheinstahl w Marl o mocy 150 MW.
  • 1962 – połączenie Prosper IV z Prosper III podziemnym wyrobiskiem.
  • 1967–1970 – prezes Rheinstahl Bergbau AG.
  • Wyróżnienia: Wielki Oficer Zakonu Grobu Bożego, Krzyż Zasługi I Klasy RFN oraz Honorowy Pierścień Miasta Bottrop.
  • Upamiętnienie: Carl-Heinz-Stephan-Straße w Bottrop.

„W Twoich rękach mój czas”

Carl-Heinz Stephan zmarł 8 sierpnia 1989 roku w Bottrop – dokładnie siedemdziesiąt pięć lat po śmierci swojego ojca. Żona Gertrud umieściła na jego klepsydrze słowa Psalmu 31: „W Twoich rękach mój czas”. Pochowano go na cmentarzu Parkfriedhof w Bottrop.

Pożegnano go 24 listopada 1989 roku przy dźwiękach dzwonka szybowego ze starych Tarnowskich Gór. Ten gest zamknął biografię człowieka, który znaczną część życia spędził w zachodnioniemieckim górnictwie, lecz do końca pozostał związany z miejscem, gdzie nauczył się rozumieć kopalnię.

Pozostawił po sobie szyby, kopalnie, instalacje energetyczne i rozwiązania techniczne. Jego dziedzictwo nie mieści się jednak wyłącznie w historii maszyn. Stephan rozumiał przemysł jako system, w którym technika, organizacja i warunki życia ludzi są wzajemnie zależne. Bernhard Stephan próbował uczynić górnictwo bardziej odpowiedzialnym społecznie. Carl-Heinz uczynił je bardziej zmechanizowanym, skoncentrowanym i wydajnym – nie zapominając przy tym, że pod ziemią i wokół kopalni zawsze żyli ludzie.

Opracowanie biograficzne dla flaczek.com © 2026.
Wszelkie prawa do tekstu i formatowania zastrzeżone.
0
0

Read more

Mroczna grafika przedstawiająca zabytkową kolumnę z figurą Matki Boskiej w strugach deszczu na tle starych drzew. Widoczny napis: Szombierska Panienka. Historia figury Matki Boskiej, Johanna Jandy i zaginionego oryginału.

Szombierska Panienka. Historia figury Matki Boskiej, Johanna Jandy i zaginionego oryginału

Historia Szombierek

Szombierska Panienka Historia figury Matki Boskiej, Johanna Jandy i zaginionego oryginału

Mijamy ją często, przechodząc obok kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Szombierkach. Piękna, smukła figura Matki Boskiej na wysokiej kolumnie wydaje się stać tu od zawsze. Z archiwaliów wyłania się jednak znacznie bardziej złożona historia: losy zaginionego oryginału, przestrzelona terakota, praca wybitnego artysty i mozolne korygowanie mitów, które przez dekady narastały wokół tego miejsca.

Dzisiejsza rzeźba w Szombierkach jest bezpośrednią kontynuacją dawnego założenia, choć w zmienionej formie. Aby poznać jej prawdziwe losy, trzeba cofnąć się do połowy XIX wieku i sięgnąć do niemieckich źródeł prasowych, wspomnień oraz późniejszych relacji, które pozwalają oddzielić fakty od powielanych nieścisłości.

Fundacja z tęsknoty za młodością

Inicjatorką powstania figury była hrabina Johanna Schaffgotsch, słynna spadkobierczyni fortuny Karola Goduli. Z wdzięczności za lata młodości spędzone w Szombierkach zleciła wykonanie pomnika. Bezpośrednią okazją do wzniesienia monumentu w 1864 roku stała się przeprowadzka rodziny do nowego pałacu we Wrocławiu (zlokalizowanego na rogu Schweidnitzer Stadtgraben i Neue Taschenstraße). Za rzeźbę jej mąż, hrabia Hans Ulrich Schaffgotsch, zapłacił okrągłą sumę około 300 talarów.

Czasopismo Schlesische Provinzialblätter. Neue Folge z 1864 roku podaje, że hrabia kazał ustawić figurę przy drodze szombierskiej, w pobliżu dworca Morgenroth, czyli dzisiejszego Chebzia, na „dobrze wybranym miejscu”. Z późniejszych relacji wynika, że był to wysadzany drzewami trakt prowadzący w kierunku ówczesnej granicy państwowej z Królestwem Polskim pozostającym pod panowaniem rosyjskim.

Co ciekawe, sztuczny pagórek pod figurę usypano już trzy lata wcześniej, w 1861 roku. Wykorzystano do tego ziemię z przebudowy i poszerzania pobliskiej Godullahütter Straße. Prace drogowe sfinansowano z prywatnych środków Gräflich Schaffgotsch’schen Werke, ponieważ do czasu wytyczenia nowych granic ulica ta pełniła kluczową rolę jako główna trasa dojazdowa do zakładów w Orzegowie i Chebziu (Morgenroth).

Lokalizacja: figura nie stała pierwotnie przy obecnym kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Szombierkach. Jej dzisiejsza lokalizacja jest skutkiem powojennego przeniesienia i wykonania repliki po zniszczeniu oryginalnej, terakotowej rzeźby.

Geniusz z pastwiska: Johann Janda

Zamówienie trafiło do Berlina, do pracowni rzeźbiarza o niezwykłym życiorysie. Johann Janda urodził się w 1827 roku w Klein-Darkowitz, dziś na terenie Czech, jako syn ubogiego stolarza. Zanim został doceniony przez ówczesne elity, swój kunszt ćwiczył, wycinając figurki w drewnie podczas wypasu krów.

Talent młodego Jandy dostrzegł lokalny burmistrz. To otworzyło mu drogę do dalszej edukacji: najpierw we Wrocławiu, a później w Dreźnie. Kariera artysty nabrała tempa w trudnym okresie Wiosny Ludów. W obliczu rewolucyjnych niepokojów jego protektor, baron von Stücker, zmuszony był wyemigrować do Szwajcarii. Zanim to jednak nastąpiło, pomógł Jandzie trafić do Berlina, pod skrzydła słynnego Christiana Daniela Raucha.

Janda odbył także podróż do Włoch w latach 1867–1868 i z powodzeniem tworzył w różnych materiałach: drewnie, metalu, kości słoniowej oraz terakocie. To właśnie z uformowanej i wypalanej gliny przygotował w 1862 roku szombierską figurę Matki Boskiej o ponadnaturalnej wielkości. Monument posadowiono na solidnej konstrukcji: na trzech granitowych płytach wylano metrowy betonowy cokół, który z kolei dźwigał trzymetrową kolumnę z piaskowca.

Szokująca kolorystyka i ochrona z gliny

Pierwotny wygląd dzieła bardzo różnił się od tego, jak zapamiętano je po latach. Figura Matki Boskiej była początkowo wielobarwna (polichromowana), a jej korona lśniła od pozłoty. Z kolei sama podstawa pomnika była szara. Znana z późniejszych lat jednolita, brązowa powłoka była w rzeczywistości warstwą lakieru ochronnego, który nałożono dopiero po czasie, aby zabezpieczyć podatną na uszkodzenia terakotę przed zgubnym wpływem śląskiej pogody.

Deszcz, litania i dwa języki

Uroczyste odsłonięcie i poświęcenie dzieła nastąpiło 14 września 1864 roku. Z miejscowej kaplicy w Szombierkach, położonej przy dawnej drodze, wyruszyła procesja. Pogoda fatalnie nie dopisała. Mimo potężnej ulewy w długim pochodzie wziął udział sam hrabia wraz z małżonką, rzeszą wiernych, urzędników hrabiowskich oraz dzieci szkolnych. Dla tych ostatnich hrabia przygotował wyjątkową niespodziankę – ufundował z tej okazji dodatkową kwotę 50 talarów przeznaczoną bezpośrednio na szkolne potrzeby najmłodszych.

Na miejscu doszło do pięknego, symbolicznego momentu, który odnotowały późniejsze relacje. Ceremonii przewodził słynny bytomski proboszcz, ks. Józef Szafranek (w niemieckich kronikach zapisywany jako Pfarrer Schaffranek). To właśnie on najpierw wygłosił przemówienie w języku polskim do zgromadzonego ludu, a następnie zwrócił się po niemiecku do hrabiego. Ten szczegół dobrze pokazuje językową i społeczną rzeczywistość ówczesnego Górnego Śląska: miejscowy lud, niemieckojęzyczna administracja i arystokratyczni fundatorzy funkcjonowali w jednej, ale wielowarstwowej przestrzeni.

Demontaż oryginału: kule i pszczoły

Oryginalna, terakotowa figura przetrwała w swoim pierwotnym miejscu ponad sto lat. Decyzję o jej przeniesieniu podjęto z powodów prozaicznych. W czerwcu 1968 roku uznano, że obiekt utrudnia rosnący ruch drogowy.

To właśnie podczas operacji przenoszenia doszło do zniszczenia ponadstuletniej rzeźby Jandy. Jak relacjonował Franz Strzala na łamach rocznika Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt w 1970 roku, zdemontowana terakota rozpadła się na kawałki. Wtedy odsłoniło się niezwykłe wnętrze figury: rzeźba była pusta w środku, a przestrzeń tę zaanektował ogromny rój pszczół.

Na powłoce figury odnaleziono również przestrzeliny po kuli karabinowej. Według relacji mogły być one pamiątką po burzliwych wydarzeniach z okresu powstań śląskich albo po kampanii wrześniowej 1939 roku. Pewne jest jedno: terakotowy oryginał nosił na sobie ślady historii znacznie bardziej dramatycznej, niż mogłoby się wydawać z perspektywy spokojnej przydrożnej figury.

Nowe życie pod kościołem

Kawałków terakoty nie dało się już uratować. Zlecono więc wykonanie repliki, a zadania tego podjął się słynny zakład z Piekar Śląskich. Jesienią 1969 roku nową, tym razem malowaną figurę Matki Boskiej, ustawiono na wschód od szombierskiego kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Ciekawostka: Piekarski warsztat Schaeferów

Za wykonanie nowej rzeźby odpowiadał renomowany Zakład Sztuki Kościelnej Kazimierza Schaefera (w niemieckich archiwaliach zapisywany skrótowo jako K. Schaefer). To ważny detal historyczny, ponieważ w późniejszych latach nazwisko to bywało w prasie zniekształcane (np. jako „Schaffer”). Rodzina Schaeferów prowadziła w Piekarach Śląskich niezwykle zasłużoną pracownię rzeźbiarską, z której wyszło mnóstwo wspaniałych dzieł zdobiących śląskie świątynie.

Ocalał natomiast oryginalny, masywny cokół dawnego założenia. Do dziś można odczytać na nim wyrytą w kamieniu łacińską inskrypcję:

ST MARIA REGINA COELI ORA PRO NOBIS Święta Maryjo, Królowo Nieba, módl się za nami.
Widok ogólny na figurę Matki Boskiej wraz z pełną kolumną, cokołem i otoczeniem przed kościołem w Szombierkach Średni kadr na figurę Matki Boskiej w otoczeniu zieleni na tle ceglanej fasady kościoła Zbliżenie na detal figury Matki Boskiej i kapitel zabytkowej kolumny w Szombierkach

Stan obecny: polichromowana replika na oryginalnym cokole przy szombierskim kościele.

Fakty i mity wokół szombierskiej figury

Badanie historii lokalnej często wymaga cierpliwego weryfikowania informacji podawanych w późniejszej prasie. Dobrym przykładem jest artykuł z lokalnego tygodnika z 1999 roku, który na skutek nieścisłości dał początek kilku powielanym później twierdzeniom. Co dokładnie można skorygować na podstawie starszych źródeł?

Mit o dacie zniszczenia

Czasem można spotkać informację, że rzeźba uległa zniszczeniu już w 1868 roku. To niemal na pewno pomyłka drukarska lub tzw. czeski błąd. Oryginał zdemontowano i zniszczono podczas przenosin w 1968 roku.

Mit o lokalizacji

Niekiedy podaje się, że figura miała dawniej stać na dachu szopy przy ul. Godulskiej w Rudzie Śląskiej. To najprawdopodobniej efekt błędnego odczytania niemieckiej nazwy Godullahütter Landstraße, czyli szosy prowadzącej w kierunku huty Godula. Rzeźba od początku stała na wysokiej kolumnie przy drodze w pobliżu dworca Morgenroth.

Przechodząc następnym razem obok szombierskiego kościoła, warto spojrzeć w górę. Znajduje się tam nie tylko symbol religijny, ale namacalny ślad skomplikowanej historii przemysłowego Śląska: pamięć o Schaffgotschach, los zaginionego dzieła Johanna Jandy, echo dawnych granic, wojennych przestrzelin i niezwykłych pszczół ukrytych kiedyś w pustym wnętrzu terakotowej figury.

Źródła i materiały archiwalne
  1. Schlesische Provinzialblätter. Neue Folge, t. 3, 1864, s. 737–738.
  2. Der Schwarze Adler, Jg. 3, Nr. 1, styczeń 1921, rubryka: Gedenktage im Januar.
  3. Oberschlesien im Bild, nr 31, 27 lipca 1928, artykuł: Johann Janda, ein Bildhauer unserer Heimat.
  4. Franz Strzala, Die Marienstatue in Schomberg, w: Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, nr 11, listopad 1970, s. 30–31.
  5. Schomberger Bilderbogen: Marienstatue in Schomberg, w: Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, nr 9, wrzesień 1981, s. 33.
  6. Ernst Kotzbik, Die Mariensäule in Schomberg, w: Schaffgotsch Werks-Zeitung, 1935, Jg. 3, nr 4.
  7. Dokumentacja fotograficzna z lat 1920–1930 oraz zbiory współczesne.
0
0

Read more

Zderzenie rolniczych Szombierek z rosnącą kopalnią Hohenzollern. Drewniane wozy i chłopi na pierwszym planie, a w tle dymiące kominy we mgle.

Szombierki, jakich już nie ma. Dawna wieś, kopalnia i koniec starego świata

Historia Szombierek

Szombierki, jakich już nie ma. Dawna wieś, kopalnia i koniec starego świata

Opowieść o dawnym Schombergu: gospodarzach, stawach, Szarej Szkole, kopalni Hohenzollern, Walku Rzyli i katastrofie 1945 roku.

Zanim niecka bytomska zapadła się pod ciężarem własnego bogactwa, a nad południowym skrajem Bytomia zaczęły górować szyby, kominy i przemysłowe zabudowania kopalni Hohenzollern, późniejszej KWK Szombierki, istniał tu świat zupełnie inny: rolniczy, powolny, zanurzony w rytmie pór roku, polnych dróg, stawów, ogrodów i rodzinnych gospodarstw.

Według lokalnej tradycji, utrwalonej między innymi we wspomnieniach Karla Grzeschika, dawna nazwa miejscowości wiązała się z położeniem osady na łagodnym, pięknie usytuowanym wzniesieniu — stąd Schönberg, czyli „piękna góra”. W dawnych dokumentach i zapisach pojawiały się różne formy tej nazwy: Schoeneberg, Schoenberg, Schomberg, Schambirk czy Schambirik. Sami dawni mieszkańcy mieli z czułością mówić o sobie jako o „Schoneberskich” albo „Schonebergerach”.

Dziś, patrząc na Szombierki przez pryzmat kopalni, elektrociepłowni, familoków i powojennych przemian, łatwo zapomnieć, że przez stulecia była to przede wszystkim wieś gospodarzy. Aby zrozumieć dawny Schomberg, trzeba odsunąć na bok obraz industrialnej dzielnicy i wrócić do czasów, gdy najważniejszym punktem odniesienia nie była kopalniana szychta, lecz ziemia, woda, droga, kościół, szkoła i rodzinne gospodarstwo.

Korzenie dawnej osady: od XVII-wiecznych metryk do katastru z 1843 roku

Historia szombierskich rodów to zapis długiego trwania, które przetrwało epidemie, wojny, zmiany państwowe i całkowitą przemianę krajobrazu. Najwcześniejsze zachowane ślady demograficzne, uchwycone w księgach metrykalnych parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Bytomiu z lat 1676–1708, pokazują żywą, rozwijającą się wspólnotę rolniczą.

Na kartach tych dawnych ksiąg pojawiają się ojcowie rodzin, którzy należeli do najstarszej uchwytnej warstwy mieszkańców Szombierek: Wawrzyniec Banas, Stanisław Duda, Maciej Mierzwa, Jan Wloka, a także przedstawiciel lokalnej szlachty Jan Jerzy Mitrowski. Obecność wielopokoleniowych rodzin, takich jak Mierzwowie, dowodzi, że chłopska tkanka osady była silna i głęboko zakorzeniona w tej ziemi.

Oś czasu – Kluczowe daty starego Schomberga
1676–1708
Najstarsze zachowane metryki parafii Wniebowzięcia NMP w Bytomiu z nazwiskami mieszkańców Szombierek.
1843
Powstanie mapy i wykazu gruntów Schomberger Rustical Feldmark, przywoływanych przez Karla Pietscha.
1869
Początek prac przy budowie szybów kopalni Hohenzollern – koniec epoki czysto rolniczej.

Ponad sto lat po najstarszych zapiskach, podobną ciągłość widać w materiałach związanych z dawną mapą i wykazem gruntów Schomberger Rustical Feldmark z 1843 roku. Przekazane nam przez Karla Pietscha archiwalia wymieniają czternastu gospodarzy posiadających grunty w dawnym Schombergu:

Gospodarze Szombierek (1843 r.)

Norbert Cygan, Wojtek Matura, Walek Skorka, Joseph Matuschik, Joseph Donath, Peter Malcherczyk, Wojtek Klokosch, Johann Malcherczyk, Franz Fitzek, Gregor Przibila, Johann Prizibila, Peter Lukoschczyk, Johann Lukoschczyk oraz Valek Skorka.

Ich posiadłości znajdowały się po obu stronach dawnej szosy, późniejszej Beuthener Straße, a także w kierunku południowo-zachodnim, ku granicom z Orzegowem i Bobrkiem, aż po okolice Czarnej Drogi — Schwarzer Weg. Był to jeszcze świat jednej głównej drogi, bocznych dojazdów do gospodarstw i pól wchodzących w obręb dawnego dominium.

Z czasem, wraz z przesunięciami własnościowymi, małżeństwami i osiedlaniem się nowych rodzin, w szombierskim krajobrazie pojawiały się kolejne nazwiska: Rzyla, Mikolajczyk, Mierzwa, Mokrzki, Kowollik oraz Flatzek (zapisywany także jako Flaczek). Nie byli oni oderwanymi epizodami, lecz częścią procesu, w którym dawna wiejska wspólnota powoli rozszerzała się i zmieniała. Był to ostatni moment, kiedy gospodarze mogli z okien swoich domów oglądać horyzont niezakłócony wieżami szybowymi.

Geografia zaginionego świata: stawy, wąwozy i dawne szlaki

Przestrzeń, w której żyli dawni gospodarze, radykalnie różniła się od dzisiejszej siatki ulic. Zanim potrzeby kopalni Hohenzollern wymusiły budowę nowych połączeń komunikacyjnych, a później — w 1912 roku — wytyczono nową drogę orzegowską, dawny Schomberg był miejscem polnych traktów, podmokłych obniżeń i lokalnych nazw terenowych, które tworzyły osobną mapę pamięci mieszkańców.

Centralnym punktem dawnej wspólnoty był Wiesny Dół, czyli Dorfanger — wiejski plac, pastwisko i wspólna przestrzeń mieszkańców. W późniejszym czasie wzdłuż tego dawnego układu powstała ulica Dorfangerstraße (dzisiejsza ul. ks. bp. Adriana Włodarskiego). Z kolei schodząc drogą w kierunku Orzegowa, trafiało się do Głębokiego Dołu. W pobliżu zlokalizowanego tam dawnego domu celnego (Zollhaus), lokalne legendy umiejscawiały siedlisko śląskiego Utopca, co tylko potwierdza, jak mocno tutejszy wodny krajobraz pobudzał ludową wyobraźnię.

Na północno-wschodnich obrzeżach, przy dawnym Młynie Pielki, leżało pole zwane Zydowiną, a dalej, tuż przy granicy z Bobrkiem – Graniecznik. Były to nazwy przechowujące cenną wiedzę o dawnym użytkowaniu ziemi i lokalnych granicach.

Szczególnie ważnym elementem tego przedprzemysłowego krajobrazu była Cegielnia Galonska. Gdy po pierwszej wojnie światowej zakończyła działalność, jej głębokie wyrobiska zaczęły wypełniać się wodą. Tak powstał malowniczy system stawów, znanych jako Galonska-Teiche. Jeszcze na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku w Szombierkach istniały mniejsze i większe zbiorniki: Schuster-Teich, Skowronek-Teich czy Pauly-Teich.

Dzieci bawiące się w wysokich trzcinach nad mętnym stawem po dawnej cegielni Galonska w Szombierkach. W tle zarysy budynków.
Glinianki po dawnej cegielni Galonska, znane jako Galonska-Teiche, były ulubionym, choć bywało, że i niebezpiecznym miejscem zabaw szombierskich dzieci (wizualizacja).

Z biegiem czasu glinianki ustępowały miejsca postępowi. Zostały zasypane i zrekultywowane, a na ich terenie wybudowano lodowisko, ogrody szkolne, boiska oraz plac targowy. Jednak w pamięci najstarszych mieszkańców, Szombierki na zawsze pozostały krainą dzikich stawów, trzcin i beztroskich, dziecięcych wypraw nad wodę.

Szara Szkoła, nauczyciel z wędką i psoty na stawach

Serce dawnej osady biło także w murach Katolickiej Szkoły Ludowej. Ze względu na swój surowy, popielaty tynk, budynek zyskał przydomek „Szarej Szkoły” (Graue Schule). W latach dwudziestych XX wieku był to już bardzo stary, około stuletni gmach, liczący zaledwie cztery sale lekcyjne. Jedno z małych pomieszczeń na poddaszu długo służyło za skromne mieszkanie dla nauczycieli.

Z uwagi na rosnącą populację osady, w jednej klasie nierzadko tłoczyło się ponad pięćdziesięcioro dzieci. Kroniki i pamiętniki wspominają wyrazistą kadrę: matematyka Henschla, przyrodnika Chwastka oraz wychowawcę Winklera, który przeszedł do lokalnej legendy jako postać wyjątkowo barwna.

Winkler był wędkarzem wręcz fanatycznym. Wydzierżawił część dawnych stawów po cegielni (przez co zaczęto je nazywać Winkler’sche Teiche) oraz dwa stawy w lesie Goj. Każdy wolny czas spędzał nad taflą wody, a dzieci uwielbiały mu w tym asystować. Ponieważ jego mały syn na widok każdego połowu krzyczał radośnie: „Ottl, ein Fisch!”, owo zawołanie błyskawicznie stało się szkolnym przezwiskiem srogiego pedagoga.

Surowy nauczyciel w starodawnym stroju z wędką w dłoni stoi nad brzegiem stawu. W tle widoczny szary budynek dawnej szkoły.
Surowy nauczyciel Winkler, zwany przez uczniów „Ottl, ein Fisch”, gotowy do wyciągnięcia swoich podopiecznych z opresji na stawie (wizualizacja).

Karl Grzeschik we wspomnieniach z pietyzmem przywołuje pewną letnią anegdotę. Podczas szkolnej wyprawy nad jeden ze stawów, Winkler wspaniałomyślnie pozwolił dzieciom na kąpiel, wyznaczając jednak surowy limit: nie wolno było odpływać dalej niż dwa, trzy metry od brzegu. Kiedy jednak wychowawca całkowicie pochłonął się holowaniem dorodnej ryby, chłopcy dostrzegli szansę na mały bunt.

Wypatrzyli gruby, trzymetrowy pień drzewa i postanowili użyć go jak tratwy, spychając na głębszą wodę. Pech chciał, że na pniu znalazł się uczeń, który kompletnie nie potrafił pływać. Gdy „tratwa” odbiła od brzegu, chłopiec wpadł w panikę, krzycząc i niebezpiecznie miotając się w wodzie. Winkler, z twarzą purpurową ze strachu i złości, w jednej chwili musiał porzucić wędkę i w pełnym, eleganckim stroju nauczycielskim wskoczyć wpław do stawu. Choć zdołał uratować mokrego psotnika, solidna bura, która po tym nastąpiła, zakończyła szkolne wycieczki nad stawy na bardzo długi czas.

W cieniu kopalni Hohenzollern i zmierzch dawnych tradycji

Ten sielski, przesiąknięty zapachem gliny i trzcinowisk rolniczy świat, zaczął bezpowrotnie pękać wraz z nastaniem ery wielkiego węgla. Jak można przeczytać w historii KWK Szombierki (Hohenzollerngrube), wbicie pierwszej łopaty pod nowe szyby w 1869 roku na zawsze zmieniło krajobraz tej ziemi. Ziemia, która przez pokolenia żywiła chłopów, stała się bezlitosną przestrzenią przemysłową.

Gwałtowny rozwój kopalni, zarządzanej przez wpływową administrację Schaffgotschów, wymagał dróg, nowej infrastruktury i przede wszystkim tysięcy rąk do pracy. Do Szombierek masowo napływali robotnicy z różnych zakątków. Aby ich pomieścić, budowano specjalne kolonie mieszkalne. Powstawały tam domy przeznaczone dla kilku rodzin, projektowane wzdłuż wytyczanych arterii: Wilhelmstraße, Feldstraße, Godullahütterstraße czy Rathausstraße.

Ponieważ nowi pracownicy w dużej mierze wywodzili się jeszcze ze środowisk chłopskich, administracja świadomie łagodziła im szok urbanizacyjny. Przy budynkach takich jak słynne „Kleine Häusel” przewidziano przydomowe ogródki oraz przybudówki gospodarcze dla drobnego inwentarza. Górnik po morderczej dniówce mógł nadal uprawiać pole i dbać o zwierzęta, utrzymując swoisty, hybrydowy rytm życia.

Kopalnia Hohenzollern: Żelazny gigant

Industrializacja nie pukała do drzwi Szombierek – ona wyważyła je z impetem. Powstanie kopalni Hohenzollern (późniejszej KWK Szombierki) na zawsze zmieniło krajobraz osady. To wtedy rolnicze Schomberg zaczęło znikać pod warstwą węglowego pyłu.

Archiwalna fotografia przedstawiająca potężne szyby, dymiące kominy i przemysłową zabudowę dawnej kopalni Hohenzollern w Szombierkach.
Kopalnia Hohenzollern – żelazny gigant, który na zawsze zmienił krajobraz i strukturę demograficzną Szombierek. Fotografia archiwalna.

Kiedy spojrzymy do Księgi adresowej z lat 1910/1911, widać już wyraźnie ten moment przejściowy. Obok nielicznych wciąż gospodarzy i tradycyjnych rzemieślników, takich jak rzeźnicy czy szewcy, dziesiątki stron wypełniają nazwiska sztygarów, maszynistów wyciągowych, urzędników i zwykłych rębaczy pracujących dla koncernu.

Mimo industrialnego gorsetu, Szombierki ambitnie walczyły o przestrzeń do rekreacji. W 1933 roku dawną Bażantarnię (Fasanerie) z rozmachem przekształcono w Volkspark — piękny park wypoczynkowy pełen zieleni, ławek do gry w skata i zacienionych alejek. Równie prężnie rozwijało się życie towarzyskie. Zmęczeni robotnicy chętnie spotykali się przy kuflu piwa (więcej o tym w artykule o historii piwnych tradycji Bytomia), a w letnie popołudnia słuchali górniczej orkiestry w ogrodach Gräflich Schaffgotsch’sche Gasthaus. Wyjątkową renomą cieszyła się także restauracja Juliusa Cygana, która w cieniu kominów oferowała swoim gościom absolutnie luksusową rozrywkę — romantyczne rejsy gondolami po prywatnym stawie.

Walek Rzyla — ostatni Szombierczanin w chłopskim stroju

Na skrzyżowaniu tych dwóch światów, węglowego i rolniczego, trwał uparcie stary porządek. Choć dawny stan chłopski kurczył się w zastraszającym tempie, do lat 40. XX wieku przetrwały jeszcze gospodarstwa Mikolajczyków, Kowollików czy rodziny Rzyla. To właśnie reprezentant tej ostatniej familii stał się chodzącym symbolem minionej epoki.

Valentin „Walek” Rzyla był ostatnim Szombierczaninem, który z nieukrywaną dumą, na co dzień nosił dawny śląski strój chłopski (Bauerntracht). Walek kochał ten wizerunek – posiadał w szafie aż pięć kompletnych, odświętnych garniturów. Wyjątkową czcią otaczał swoje tradycyjne, zamszowe spodnie z jeleniej skóry (Hirschlederhose). Nikomu nie pozwalał się do nich zbliżyć: prał je wyłącznie własnoręcznie i sam osobiście barwił luksusowym szafranem.

Vinzent Rzyla i jego zięć Knura ubrani w odświętne, tradycyjne śląskie stroje chłopskie. Mężczyźni mają na sobie jasne koszule, zamszowe spodnie, wysokie buty i ciemne kapelusze.
Bauerntracht z Szombierek. W takim stroju dumnie kroczył ulicami Walek Rzyla, manifestując przywiązanie do gasnącej tradycji.

Obdarzony znakomitą pamięcią i krzepą, Rzyla był duszą towarzystwa. Doskonale znał stare obyczaje, uwielbiał tańczyć i nigdy nie odmawiał dobrego trunku. W październiku 1938 roku, razem z żoną Marią z domu Mokrzki, hucznie obchodzili złote gody. Był to prawdopodobnie jeden z ostatnich radosnych akordów starego Schomberga.

Odejście nestorów rodu Rzyla
29 X 1938
Złote gody Walentego „Walka” Rzyli i Marii z domu Mokrzki (rodziców sześciorga dzieci).
16 II 1944
Śmierć Walentego Rzyli (82 lata). Został pochowany w swoim najlepszym, ubarwionym szafranem stroju.
9 III 1944
Śmierć Marii Rzyli (72 lata). Zmarła niespełna miesiąc po swoim mężu.

Walenty zmarł zimą 1944 roku i zgodnie z ostatnią wolą spoczął w ziemi w swoim najlepszym ubiorze. Wraz ze śmiercią jego i jego żony zamknął się pewien rozdział historii – i z perspektywy czasu dobrze się stało, że Walek Rzyla nie dożył tego, co na tę uświęconą tradycją ziemię miało spaść rok później.

Katastrofa 1945 roku i administracyjny epizod „Chruszczowa”

Rok 1945 dla mieszkańców Szombierek nie oznaczał politycznego wyzwolenia, ale gwałtowny i okrutny koniec ich dotychczasowego świata. Jak szczegółowo rekonstruuje to opracowanie poświęcone tragedii 1945 roku, wejście Armii Czerwonej przyniosło falę strachu, gwałtów, wywózek i bezpowrotnych zniszczeń.

Z końcem stycznia na mroźnych ulicach padły pierwsze ofiary cywilne, w tym młody Valentin Paracz, zastrzelony tuż przy zabudowaniach plebanii w drodze do domu. 2 lutego 1945 roku spłonął doszczętnie wspaniały, neogotycki Pałac Schaffgotschów (wzniesiony dla spadkobierców Karola Goduli) – tracąc w płomieniach nie tylko zabytkowe mury, ale i olbrzymią część dziedzictwa materialnego dzielnicy.

Zniszczona wieś pokryta śniegiem i gruzami. W tle płonie potężny neogotycki pałac. Czerwona łuna ognia i czarny dym dominują nad zimowym krajobrazem.
Rok 1945. Data, która złamała kręgosłup dawnej, wielopokoleniowej wspólnocie Szombierek (wizualizacja).

Wkrótce z placu kopalni Hohenzollern wyruszyły bydlęce wagony wywożące śląskich górników (jak Georg Matlok czy Hans Likar) do morderczej pracy w łagrach Związku Radzieckiego. Wiele kobiet zostało przymusowo zapędzonych do demontażu fabryk w obozie Blechhammer. Osada, która przez lata tak harmonijnie łączyła wieś i przemysł, nagle opustoszała i spłynęła łzami.

Dopełnieniem tej tragedii była urzędowa farsa, jaką miejscowość przeszła po wojnie. W ferworze przymusowej repolonizacji i odcinania wszelkich więzi z poniemiecką przeszłością, nowy aparat władzy zmienił nie tylko wszystkie tabliczki z nazwami ulic, ale na kilka lat ochrzcił dumny Schomberg całkowicie sztuczną nazwą „Chruszczów”. Był to gorzki i bolesny paradoks dla nielicznych, ocalałych z wojennej zawieruchy mieszkańców.

Zakończenie: Bytomska Atlantyda

Dziś dawny Schomberg przypomina zatopioną Atlantydę. Pod grubą warstwą asfaltu, blokowisk, żelbetowych szybów i powojennych uproszczeń, ukrywa się świat Banasów, Mierzwów, Flaczków, Rzylów i dziesiątek innych rodzin. Świat chłopskich zagród, tajemniczych, mrocznych stawów po cegielniach, surowej Szarej Szkoły i dumnych gospodarzy barwiących swoje spodnie szafranem.

Wbrew pozorom ten stary świat nie zniknął całkowicie w pyle historii i kopalnianych zawałach. Jego echa wciąż rezonują w pożółkłych księgach metrykalnych, strzępkach ludowych legend i takich wspomnieniach, jakie pozostawił po sobie Karl Grzeschik. Dopóki mamy odwagę rekonstruować tę opowieść — nie z perspektywy węgla i kominów, ale z perspektywy ludzi, którzy tu żyli, śmiali się i płakali — dopóty duch Szombierek, jakich już nie ma, wciąż pozostaje żywy.

Źródła i opracowania

  1. Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, September 1980, nr 9.
  2. Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, Juni 1983, nr 6.
  3. Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, Juli/August 1983, nr 7/8.
  4. Materiały i opracowania opublikowane na blogu flaczek.com, w tym m.in:
  5. KWK Szombierki (Hohenzollerngrube) – Historia Żelaznego Giganta.
  6. Dawne nazwy terenowe Szombierek wg Paula Franzkego z 1925.
  7. Szombierki (Schomberg) w księdze adresowej 1910/1911: ulice, zawody i nazwiska.
  8. Szomberki 1945: Tragedia mieszkańców i koniec pewnej epoki.
  9. Tajemnice ksiąg metrykalnych: Odkryj nazwiska mieszkańców Szombierek (1676–1708).
3
0

Read more

Mroczna grafika z napisami tytułowymi, ukazująca potężną kopalnię węgla kamiennego Hohenzollerngrube w Bytomiu, górującą nad dawną, rolniczą osadą Szombierki.

Hohenzollerngrube / KWK Szombierki – Żelazny gigant, który wchłonął Szombierki

Hohenzollerngrube / KWK Szombierki

Żelazny gigant, który wchłonął Szombierki

Historia kopalni, która z rolniczej osady stworzyła przemysłowy krajobraz Bytomia — i zostawiła po sobie stalową wieżę szybu Krystyna.

Wstęp: Żelazny gigant, który wchłonął Szombierki

Zanim niecka bytomska zapadła się pod ciężarem własnego bogactwa, południowy skraj tego obszaru – dawny Gemarkung Schomberg – był senną, rolniczą osadą. Z każdym rokiem Bytomska Atlantyda pochłania jednak kolejne ślady przeszłości. Wsie ustępowały miejsca kominom, a pola uprawne zamieniały się w tętniące życiem, spowite dymem i pyłem zaplecza wielkiego przemysłu. Gdy w połowie XIX wieku odkryto tu potężne pokłady „czarnego złota”, los Szombierek został przypieczętowany.

Hohenzollerngrube w Szombierkach z wieżą szybową i wagonami kolejowymi na pierwszym planie
Hohenzollerngrube w Szombierkach. Monumentalne ujęcie zakładu z wieżą oznaczoną nazwą kopalni oraz wagonami na pierwszym planie. Fotografia od razu wprowadza w industrialny świat dawnej kopalni.

Dziś, patrząc na ulicę Zabrzańską 16, trudno wyobrazić sobie dawny, sielski krajobraz. Został po nim tylko milczący świadek historii – potężna, stalowa wieża szybu Krystyna. Ten dwuwieżowy kolos z 1929 roku góruje nad pustkowiem niczym rdzewiejący nagrobek kopalni, która kiedyś dawała życie i odbierała zdrowie tysiącom ludzi. Uratowana przed palnikami złomiarzy i wpisana do rejestru zabytków w 2004 roku, przypomina o żelaznym gigancie pierwotnie zwanym Hohenzollerngrube.

Dziewczęta, ręczne kołowroty i komenda „Stuckaj na byku!”

Drewniane wieże szybów Kaiser-Wilhelm i Hohenzollern w 1870 r.
Hohenzollerngrube w 1870 roku. Z lewej strony szyb Kaiser-Wilhelm, z prawej Hohenzollern. Surowa, drewniana infrastruktura zaledwie kilka miesięcy po wbiciu pierwszej łopaty.

Wszystko zaczęło się 14 lutego 1855 roku, gdy nadano pole górnicze Hohenzollern. Ostatecznie kopalnia wyłoniła się w 1870 roku z połączenia pól Hohenzollern, Comtesse, Elinor oraz Kleine. Zderzenie wielkich ambicji Joanny Schaffgotsch z prymitywną rzeczywistością tamtych lat było brutalne. 15 listopada 1869 roku, gdy wbito pierwszą łopatę pod główne szyby, brakowało jakiejkolwiek nowoczesnej technologii.

Hohenzollerngrube w Schomberg, panorama kopalni z 1912 roku z torami kolejowymi i zabudową zakładu
Hohenzollerngrube w 1912 roku. Historyczny podpis pod fotografią wspomina pierwsze wbicie łopaty pod szyby Kaiser-Wilhelm i Hohenzollern, dokonane 15 listopada 1869 roku przez ówczesnego inspektora górniczego Köhlera.

Praca opierała się niemal wyłącznie na sile ludzkich mięśni i ręcznych kołowrotach obsługiwanych przez dziewczęta. W tamtym surowym świecie każda maszyna miała swoją duszę i imię; jeden z najcięższych kołowrotów nazywano potocznie „Bykiem”. Gdy pracujący w głębi rębacz potrzebował transportu lub materiałów, wołał do góry charakterystyczne: „Stuckaj na byku!”. Ten okrzyk roboczy (od niem. stucken – pchać, napierać) stał się symbolem znoju – nakazywał dziewczętom rytmiczne i siłowe napieranie na korby urządzenia. Mimo tych niemal średniowiecznych metod, już w lipcu 1873 roku oddano do użytku szyby Hohenzollern (późniejsza Ewa) oraz Kaiser Wilhelm (Krystyna). Pionierski rok wydobywczy zamknął się wynikiem 4 627 ton, a wśród 180 pionierów pracowało wówczas sześć kobiet, dzielących trud z mężczyznami w pyle rodzącego się przemysłu.

Skok w nowoczesność: Złoty wiek Schaffgotschów

Prawdziwa rewolucja przyszła wraz z objęciem zarządu przez Gräflich Schaffgotsch’sche Werke GmbH. Kopalnia, napędzana wizją kolejnych dyrektorów generalnych koncernu – od radcy sprawiedliwości dr. Stephana na przełomie wieków, po dr. Bervego w latach 30. – weszła w swój złoty wiek. To właśnie tutaj w 1882 roku, na poziomie 180 metrów, uruchomiono pierwszą w pruskim górnictwie elektryczną lokomotywę dołową.

Pracownicy i dozór kopalni Hohenzollerngrube w ubraniach roboczych na schodach zakładu
Załoga i dozór kopalni. Pracownicy w jasnych ubraniach roboczych przy wejściu na teren zakładu. Fotografia pokazuje codzienny, techniczny wymiar pracy w nowoczesnej kopalni.
Dyrekcja i dozór kopalni Hohenzollerngrube, w tym Bergwerksdirektor Dr. Jansen
Kadra kierownicza Hohenzollerngrube. Reprezentacyjna fotografia dyrekcji i dozoru, z podpisem wskazującym m.in. Bergwerksdirektora dr. Jansena.

Fundamenty pod potęgę zakładu budowali tacy weterani jak maszynista Georg Stanienda. Choć w szczytowym dla kopalni 1929 roku był już zapewne jedynie legendarnym wspomnieniem (pracę rozpoczął w listopadzie 1870 r., kończąc 55-letnią służbę około 1925 r.), to właśnie oddanie takich ludzi pozwoliło Szombierkom stać się technologicznym liderem. W 1933 roku na wieży Kaiser-Wilhelm zamontowano elektryczną maszynę wyciągową o mocy 3264 KM – wówczas największą w Europie. Wydobycie skoczyło do niebotycznych 2,5 miliona ton rocznie, a pod ziemią i na powierzchni pracowała armia 5 500 ludzi.

Krew na węglu: katastrofy i mroczne karty

Śląski węgiel zawsze żądał ofiar. 22 listopada 1909 roku, podczas zalewania podziemnego pożaru, pękła tama. W rwącej fali błota i wody zginęli trzej członkowie dozoru, których nazwiska do dziś powinny budzić dreszcz: zarządca górniczy Chowanietz, inżynier maszynowy Bontzek oraz sztygar wentylacyjny Baron. Zaledwie rok później pod ziemię zapadł się drewniany szyb Georg (Georgschacht), pełniący dotąd kluczową funkcję szybu drzewnego.

Mroczne ujęcie zabudowań kopalni Szombierki z wieżą Krystyna widzianą zza ceglanego muru
Cień kopalni. Ujęcie zza ceglanego muru, z sylwetką przemysłowych zabudowań w tle, dobrze współgra z opowieścią o katastrofach, wojnie, deportacjach i powojennym zniewoleniu.
Odznaka pamiątkowa za zasługi dla ratownictwa górniczego
Odznaka ratownictwa górniczego. Symboliczny dodatek do opowieści o zagrożeniach pracy pod ziemią i ofiarach górniczego żywiołu.

Wielka polityka również nie oszczędzała zakładu. We wrześniu 1939 roku polski ostrzał artyleryjski dotkliwie uszkodził wieżę wyciągową i sortownię. Jednak najmroczniejszy rozdział zapisała historia w 1945 roku. Po zajęciu Szombierek przez oddziały sowieckie 28 stycznia, rozpoczęła się tragedia deportacji. Setki pracowników, w tym Franz Strzala, zostało wywiezionych do łagrów w Stalino lub na mordercze stepy Kazachstanu (Bedpak-dała). Ci, którzy zostali, trafiali często do obozu pracy przymusowej MBP, który do końca lat 40. składał się z pięciu baraków, stając się symbolem powojennego zniewolenia.

Zakończenie: Znikająca kopalnia i ocalałe podziemia

Potężny apetyt na węgiel ostatecznie zwrócił się przeciwko samemu miastu. Eksploatacja tzw. filara ochronnego pod centrum Bytomia i Wzgórzem Małgorzaty doprowadziła do osiadania terenu o cały metr, bezpowrotnie niszcząc strukturę miasta. 1 marca 1996 roku wydobyto ostatni wagonik węgla, kończąc ponad stuletnią epokę.

Do 2001 roku rozebrano większość zabudowań, zostawiając jedynie stalowy szkielet szybu Krystyna jako pamiątkę dawnej wielkości. Jednak Szombierki wciąż oddychają pod ziemią. Dawny szyb Hohenzollern, przemianowany na Ewę, pozostaje czynny w strukturach Centralnego Zakładu Odwadniania Kopalń. Dzień i noc potężne pompy usuwają wodę z podziemi, pilnując, by Bytomska Atlantyda nie została ostatecznie pochłonięta przez zalewającą ją otchłań. Żelazny gigant umarł, ale jego serce wciąż musi bić, by miasto nad nim mogło trwać.

Widok z lotu ptaka na Hohenzollerngrube w Schomberg Beuthen OS w 1920 roku
Hohenzollerngrube z lotu ptaka, 1920 rok. Rozległy kompleks kopalni pokazany z góry. W kontekście późniejszej likwidacji i rozbiórki zabudowań fotografia działa jak wizualne podsumowanie utraconej przemysłowej Atlantydy Szombierek.
Słownik nazwisk i stanowisk Genealogiczna ściąga dla osób szukających przodków związanych z Hohenzollerngrube / KWK Szombierki. Domyślnie zwinięta — rozwiń i wpisz nazwisko, funkcję albo niemiecką nazwę stanowiska.
36 / 36 pozycji

Joanna Schaffgotsch

właścicielka majątku / zaplecze własnościowe

Postać związana z początkami przemysłowego rozwoju Hohenzollerngrube i majątkiem Schaffgotschów.

dr h.c. Heinrich Werner

generalny dyrektor

W bazie wskazany jako osoba odpowiedzialna za rozwój kopalni do końca wojny.

dr Stephan

radca sprawiedliwości / dyrekcja generalna koncernu

W artykule występuje jako jedna z postaci zarządczych związanych z okresem rozwoju koncernu Schaffgotschów.

dr Berve

dyrekcja generalna koncernu

W artykule wymieniony jako postać z kadry zarządczej lat 30.

Janik

dyrektor kopalni

W bazie odnotowany wśród dyrektorów kopalni około 1900 roku.

Kuhna

dyrektor kopalni

W bazie odnotowany wśród dyrektorów kopalni około 1900 roku.

Hübner

dyrektor kopalni

W bazie wskazany jako dyrektor kopalni w 1929 roku.

dr Jansen

Bergwerksdirektor / dyrektor kopalni

W bazie wskazany jako dyrektor z lat 30.; występuje również w podpisie fotografii kadry kierowniczej.

Sucker

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Laske

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Helmin

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Dahms

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Chowanietz

zarządca górniczy / członek dozoru

W artykule wskazany jako jedna z ofiar katastrofy z 22 listopada 1909 roku.

Meyer

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Kempe

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Kalka

mistrz maszynowy

Nazwisko wymienione w bazie wśród mistrzów maszynowych.

Berger

mistrz maszynowy

Nazwisko wymienione w bazie wśród mistrzów maszynowych. W pieśni z okazji otwarcia kopalni w 1873 roku wspomniano, że walczył z żywiołem wody.

Thometzek

mistrz maszynowy

Postać upamiętniona w okolicznościowej pieśni z 8 lipca 1873 roku, śpiewanej podczas uroczystego otwarcia kopalni.

Kinne

mistrz maszynowy

Postać wspomniana w górniczej pieśni z 8 lipca 1873 roku z okazji oddania zakładu do użytku.

Bontzek

inżynier maszynowy / mistrz maszynowy

W bazie występuje przy kadrze maszynowej; w artykule wskazany jako ofiara katastrofy z 1909 roku.

Baron

sztygar wentylacyjny

W artykule wskazany jako jedna z ofiar katastrofy z 22 listopada 1909 roku.

Georg Stanienda

maszynista

Weteran kopalni, w bazie opisany jako maszynista z 55-letnim stażem bez przerwy.

Walther Thurm

sztygar państwowy / związkowiec

Pracownik zasłużony i weteran wymieniony w bazie wiedzy.

Paul Istel

pracownik zasłużony / weteran

Nazwisko wymienione w bazie w grupie pracowników zasłużonych i weteranów.

Franz Strzala

kolekcjoner i archiwista

W bazie opisany jako kolekcjoner i archiwista pracujący na kopalni; w artykule występuje także w kontekście deportacji 1945 roku.

Köhler

inspektor górniczy

W podpisie fotografii z 1912 roku wskazany jako osoba, która 15 listopada 1869 roku dokonała pierwszego wbicia łopaty pod główne szyby.

Weiß

Berginspektor

Nazwisko z podpisu fotografii kadry kierowniczej Hohenzollerngrube.

Kaletta

kadra / osoba z fotografii

Nazwisko z podpisu fotografii kadry kierowniczej; funkcja wymaga dalszego doprecyzowania źródłowego.

Fabisch

Abteilungssteiger

Nazwisko z podpisu fotografii; opisany jako Abt. Steiger, czyli sztygar oddziałowy.

Koch

Erster Bergrat

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako pierwszy radca górniczy.

Wotzka

Maurer / murarz

Nazwisko z podpisu fotografii; zapisane jako Maurer Wotzka.

Linnemann

Oberbergrat

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako wyższy radca górniczy.

Skutta

Wettersteiger

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako sztygar wentylacyjny.

Czoik

kadra / osoba z fotografii

Nazwisko z podpisu fotografii kadry kierowniczej; funkcja wymaga dalszego doprecyzowania źródłowego.

Nowara

Steigerstellvertreter

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako zastępca sztygara.

Fiedler

Bergrat

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako radca górniczy.

Brak wyników dla wpisanej frazy. Spróbuj samego nazwiska, funkcji albo niemieckiej nazwy stanowiska.

Bibliografia

  1. Jaros, Jerzy, Słownik historyczny kopalń węgla na ziemiach polskich, Śląski Instytut Naukowy, Katowice 1984.
  2. Pliesch, Reinhold, Aus der Vergangenheit der Hohenzollerngrube in Schomberg, „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 8, 1969.
  3. Stanienda, Georg, wspomnienia maszynisty Hohenzollerngrube, spisane w 1934 r., opublikowane w: „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, 1969.
  4. Macha, Simon, Beitrag zur Ortskunde von Beuthen OS., „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 6, 1969.
  5. Schaffgotsch Werks-Zeitung, 1935, Jg. 3, nr 15.
  6. Materiały kadrowe i biograficzne dotyczące Dyrekcji Generalnej Koncernu Schaffgotschów oraz zakładów Gräflich Schaffgotsch’sche Werke GmbH, w tym informacje o kadrze zarządczej Hohenzollerngrube.
  7. Materiały prasowe i wspomnieniowe dotyczące katastrofy z 22 listopada 1909 r. w kopalni Hohenzollerngrube, w tym relacje identyfikujące członków dozoru: Chowanietza, Bontzka i Barona.
  8. Wydawnictwa ziomkowskie z RFN, w tym relacje świadków, biogramy i artykuły W. Thurma, H. Kolonko oraz F. Strzali, publikowane w latach 1954–1991.
  9. Relacje powojenne i materiały wspomnieniowe dotyczące deportacji pracowników kopalni w 1945 r. do obozów w Stalino oraz na stepy Kazachstanu, w tym obszar Bedpak-dała.
  10. Prasa przedwojenna: Ostdeutsche Morgenpost — rocznik 1927, Bodensee-Rundschau — rocznik 1939, Volkswille — rocznik 1927.
  11. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Wykaz kopalń węgla kamiennego przewidzianych do likwidacji w 1998 r., „Dziennik Ustaw” 63, poz. 409, 1998.
  12. Śląski Wojewódzki Konserwator Zabytków, Rejestr zabytków w Bytomiu, wpis dotyczący wieży wyciągowej szybu Krystyna z pozostałościami wyposażenia, nr rej. A/135/04, 30 grudnia 2004 r.
  13. Centralny Zakład Odwadniania Kopalń / Spółka Restrukturyzacji Kopalń S.A., materiały dotyczące pompowni Szombierki i odwadniania dawnych wyrobisk KWK Szombierki.
  14. Flaczek.com, cyfrowe zbiory artykułów historycznych, w tym materiały dotyczące Szombierek, Wzgórza Małgorzaty, Młyna Pielki oraz systemu rzecznego Bytomki i Iserbach.
  15. Kopalnia Węgla Kamiennego Szombierki, Wikipedia, wolna encyklopedia, stan wykorzystany pomocniczo przy weryfikacji chronologii zakładu.

↑ Wróć do góry

2
0

Read more

Szkic historycznej kaplicy z wieżą, otoczonej murem i drzewami, nad którą widnieje stylizowany napis "HISTORIA KAPLICY w Szombierkach (v2)".

Prawdziwa historia kaplicy w Szombierkach. Od wyrzuconej wódki po relikwie i dary Hrabiny Schaffgotsch

Historia Szombierek · Kaplica · Ród Flaczków

Prawdziwa historia kaplicy w Szombierkach. Od wyrzuconej wódki po relikwie i dary Hrabiny Schaffgotsch

Udokumentowana opowieść o epidemii cholery, fundacji kaplicy, Bytomskiej Madonnie i sołtysie Szymonie Flaczku.

Aktualizacja · maj 2026

Artykuł został gruntownie zaktualizowany i rozbudowany w oparciu o nowo odkryte materiały prasowe z lat 1925–1987. Dzięki tym źródłom udało się zweryfikować dotychczasowe legendy, poznać dokładne koszty budowy kaplicy i odkryć nieznane fakty z życia sołtysa Szymona Flaczka.

Kaplica pod wezwaniem Matki Bożej i św. Józefa w Szombierkach skrywa o wiele więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Przez dziesięciolecia narosło wokół niej wiele mitów, a rodzinne przekazy często mieszały się z zapiskami kronikarzy. Opierając się na drobiazgowej analizie dawnej prasy, aktów notarialnych z 1859 roku oraz wspomnień z epoki, odtwarzamy dziś pełną, udokumentowaną historię tego niezwykłego miejsca. To opowieść o heroicznej walce z zarazą, wielkich pieniądzach, zaginionych relikwiach i moim prapradziadku – sołtysie Szymonie Flaczku.

Czarno-białe, archiwalne zdjęcie Szymona Flaczka, sołtysa Szombierek, trzymającego w dłoni laskę sołtysią.
Szymon Flaczek (1826–1914), wieloletni sołtys Szombierek (Dorfschulze) i fundator kaplicy. W dłoni z dumą dzierży atrybut swojej władzy i uprawnień sądowniczych – laskę sołtysią (Schulzenstock). Źródło: Schaffgotsch Werks-Zeitung, 1936 r.

Wstęp: Prawdziwa historia kaplicy w Szombierkach – oddzielamy mity od faktów

Najważniejsza oś artykułu

Historia kaplicy łączy rodzinne przekazy, dawne kroniki, akty notarialne i prasę historyczną. W tekście szczególnie ważne są: epidemia cholery, ślubowanie fundatora, koszty budowy, Bytomska Madonna i relikwie św. Januarego.

Sołtys, sędzia i poborca – kim był Szymon Flaczek?

Aby zrozumieć tę historię, musimy cofnąć się do połowy XIX wieku i poznać bliżej fundatora kaplicy. Rodzina Flaczków (Flatzek) należała do jednych z najstarszych rodów w Szombierkach – kroniki wspominają o nich jako o dawnych chłopach pańszczyźnianych (Robotbauern) pracujących na rzecz lokalnych dóbr rycerskich.

Postać kluczowa dla historii kaplicy

Szymon Flaczek to fundator kaplicy, sołtys Szombierek, lokalny sędzia i mój prapradziadek. W źródłach niemieckich nazwisko pojawia się również w formie Flatzek.

Szymon Flaczek (urodzony 28 października 1826 r., zmarły 13 grudnia 1914 r.) nie był jednak zwykłym rolnikiem. Pełnił w Szombierkach niezwykle ważną funkcję sołtysa (Dorfschulze / Schultheiß). Jak wynika z artykułu w "Schaffgotsch Werks-Zeitung" z 1936 roku, urząd ten dawał mu ogromną władzę. Szymon nie tylko odpowiadał za ściąganie podatków i danin, ale sprawował również tzw. niższe sądownictwo (niedere Gerichtsbarkeit).

Wraz z dwoma ławnikami (Schöppen) rozstrzygał lokalne spory, sądził drobne kradzieże, zniewagi czy lekkie uszkodzenia ciała. Z racji pełnionego urzędu przysługiwał mu „trzeci fenig” – zatrzymywał dla siebie jedną trzecią zysków z opłat i kar sądowych. To czyniło go osobą niezwykle wpływową i majętną. O jego statusie świadczy zachowane z epoki zdjęcie, na którym sędziwy Szymon z dumą dzierży w dłoni laskę sołtysią (Schulzenstock) – fizyczny symbol swojej władzy. U jego boku stała żona, Katarzyna (ur. 30 kwietnia 1829 r., zm. 28 kwietnia 1916 r.).

Historyczne zdjęcie wnętrza neogotyckiej kaplicy w Szombierkach. Przed bogato zdobionym ołtarzem stoją dwaj mężczyźni i dwie kobiety w eleganckich strojach z epoki.
Wnętrze kaplicy w 1936 roku (jeszcze przed renowacją obrazu Bytomskiej Madonny). Przed ołtarzem stoją opiekunowie świątyni, synowie Szymona Flaczka – Stanisław i Antoni (po lewej) wraz ze swoimi żonami. Źródło: Schaffgotsch Werks-Zeitung, 1936 r.
↑ Wróć do spisu treści

Zaraza w 1854 roku i wyrzucona butelka wódki

Katalizatorem budowy kaplicy stały się dramatyczne wydarzenia z jesieni 1854 roku. Na Górnym Śląsku, w tym w Szombierkach, wybuchła potężna epidemia cholery, która pochłonęła życie aż jednej trzeciej mieszkańców wsi.

Legenda, ślubowanie i źródła

W tej części rodzinny przekaz spotyka się z relacjami prasowymi i kronikarskimi. Najmocniejszym symbolem tej historii pozostaje wyrzucona butelka wódki oraz ślubowanie budowy kaplicy dziękczynnej.

W tamtym czasie powszechnie wierzono, że jedynym skutecznym lekarstwem chroniącym przed zarazą jest obfite spożywanie wysokoprocentowego alkoholu. Kiedy choroba dopadła młodego Szymona Flaczka, stanął on przed ogromnym dylematem. Jak wspominał po latach jego syn, Stanisław, przerażony posłaniec gminny przyniósł sołtysowi z karczmy butelkę wódki, by ratować mu życie.

Szymon miał jednak wcześniej złożyć osobiste śluby wstrzemięźliwości. Rozdarty między naturalną chęcią przetrwania a danym słowem, podniósł się z trudem z łoża boleści, chwycił pełną butelkę i wyrzucił ją przez okno z okrzykiem:

Nie wódka, lecz Matka Boska mi pomoże!

Spojrzał na obraz Maryi wiszący w nogach łóżka i ślubował, że jeśli wyzdrowieje, do końca życia nie tknie alkoholu i ufunduje kaplicę dziękczynną. Następnego ranka, gdy przyszedł lekarz, sołtys był już zdrowy.

Warto zaznaczyć, że kronika miejscowego rektora Paula Franzkego podaje nieco rozszerzoną wersję tych wydarzeń. Według niej, bezskuteczność "wódczanej kuracji" podczas codziennych zgonów uświadomiła prawdę dwóm lokalnym gospodarzom: Szymonowi Flaczkowi i Augustowi Cyganowi, i to oni wspólnie błagali Boga o ratunek, ślubując budowę świątyni.

↑ Wróć do spisu treści

Problemy z karczmą i akt notarialny z językiem polskim w tle

Choć ocaleni pragnęli jak najszybciej spełnić obietnicę, na drodze stanęły lata kryzysu gospodarczego (1855–1858). W tym czasie ojciec Szymona, Kazimierz Flaczek, wraz z synem chodzili od domu do domu, zbierając datki na budowę.

Początkowo kaplica miała stanąć na posesji należącej do Flaczka (w miejscu, gdzie do 1945 r. działała piekarnia mistrza Bursiga). Zdecydowanie sprzeciwił się temu ówczesny proboszcz kościoła Mariackiego w Bytomiu, ks. Józef Szafranek. Argumentował, że naprzeciwko tej parceli znajduje się wiejska karczma (w 1925 r. stał w tym miejscu ratusz), a sąsiedztwo szynku i Domu Bożego to profanacja.

Dokument z 12 sierpnia 1859 r.

Akt notarialny przekazania gruntu pod budowę kaplicy jest jednym z najważniejszych punktów całej historii. Zawiera nie tylko dane o działce i wartości gruntu, ale także bezcenną wzmiankę językową.

Z pomocą przyszedł wspomniany August Cygan. 12 sierpnia 1859 r. w Bytomiu spisano akt notarialny (zarejestrowany w księgach gruntowych pod nr 16 Szombierki). Cygan przekazał darmowo 45 prętów (Ruthen) ziemi przy drodze na Bobrek, obok przydrożnego krzyża. Wartość gruntu oszacowano na 20 talarów. Dokument ten jest niezwykle cenny z jeszcze jednego powodu: urzędnik zanotował w nim, że August Cygan "mówi tylko po polsku", ale zrzeka się prowadzenia protokołu w tym języku, co zapisano fonetycznie w umowie słowami: „nie rządam prowadzenia polskiego protokola”.

↑ Wróć do spisu treści

Tysiące talarów i „Śląski Kopciuszek”

Budowa kaplicy (mogącej pomieścić około 200 osób) była ogromnym przedsięwzięciem finansowym. Zgromadzone przez Flaczków środki własne oraz datki wynosiły 4000 talarów. Kwota ta pozwoliła jedynie na wzniesienie bocznych murów i dachu neogotyckiej budowli.

Pieniędzy zabrakło na wieżę i dzwon. Sytuację uratowała słynna hrabina Joanna von Schaffgotsch (z domu Gryzik), dziedziczka fortuny Karola Goduli. Jak donosiła prasa z 1925 roku, hrabina przekazała z własnej kieszeni brakujące 700 talarów. Ks. Szafranek dołożył kolejne 50 talarów. Początkowo duchowny i prawny opiekun Joanny (radca Scheffler) liczyli, że hrabina sfinansuje cały obiekt, jednak sąd opiekuńczy zablokował tak dużą darowiznę, słusznie przewidując, że rosnąca wieś będzie wkrótce potrzebowała prawdziwego, wielkiego kościoła (który faktycznie powstał w latach 1901-1903).

Widok z boku na murowaną, otynkowaną na biało kaplicę z ostrołukowymi oknami, otoczoną drzewami i metalowym płotem.
Mury boczne i dach kaplicy pochłonęły pierwotnie 4000 talarów. Charakterystyczną wieżyczkę (z której w 1916 r. zarekwirowano dzwony) udało się ukończyć dzięki donacji hrabiny Joanny von Schaffgotsch.

Kamień węgielny pod budowę wmurowano uroczyście 25 października 1859 r., a oficjalnej konsekracji kaplicy dokonał 25 października 1863 r. ks. Bernard Purkop.

↑ Wróć do spisu treści

Bytomska Madonna – prawda o cudownym obrazie

Z ołtarzem głównym kaplicy wiąże się intrygująca legenda. Ponoć ks. Szafranek zezwolił budowniczym na zabranie cennego obrazu Bytomskiej Madonny z bytomskiej fary. Kiedy Szymon Flaczek i August Cygan weszli na drabinę i sprawnie zdjęli we dwójkę ogromny wizerunek, proboszcz miał oniemieć, twierdząc, że wcześniej czterech mężczyzn nie mogło go unieść, co skwitował słowami:

Wygląda to tak, jakby Matka Boska tylko czekała, by trafić do Szombierek
Legenda kontra twarde źródła

Ta opowieść jest piękna, ale źródła historyczne wskazują, że obraz przeniesiono do Szombierek później, przy okazji renowacji bytomskiej fary.

Twarde źródła historyczne korygują jednak tę piękną anegdotę. Według zapisków historyka sztuki, dr. Luchsa, zawartych w „Kronice Miasta Bytomia” z 1863 roku, obraz ten w roku konsekracji kaplicy wciąż wisiał wysoko na chórze w bytomskim kościele Mariackim. Prawda jest taka, że wizerunek ten został przeniesiony do Szombierek nieco później przez samego ks. Szafranka (przy okazji renowacji fary), który chciał w ten sposób podnieść rangę kaplicy i stworzyć z niej lokalny ośrodek pielgrzymkowy. Decyzja ta była na tyle brzemienna w skutkach, że mimo późniejszych starań kolejnych proboszczów bytomskich, obrazu nigdy nie udało się odzyskać (w latach 30. XX w. wykonano dla Bytomia jego okrągłą kopię).

↑ Wróć do spisu treści

Relikwie św. Januarego i konserwatorskie odkrycie z 1937 roku

W 1937 r. poddano obraz renowacji przez lokalnego malarza o nazwisku Mrzygłód. Kiedy usunięto pękającą warstwę farby (w tym domalowane później postacie św. Katarzyny i św. Agnieszki), okazało się, że pod spodem kryje się wspaniała Madonna z Dzieciątkiem pochodząca z około 1480 roku, nosząca wyraźne cechy stylu italo-bizantyjskiego.

Odkrycie konserwatorskie

Renowacja z 1937 roku ujawniła starszą warstwę obrazu i pozwoliła rozpoznać w nim Madonnę z Dzieciątkiem datowaną na około 1480 rok.

Mało kto również wie, że w ołtarzu głównym kaplicy zdeponowano cenne relikwie – historyczne źródła z 1936 i 1972 r. zgodnie potwierdzają obecność dwóch relikwii św. Januarego.

↑ Wróć do spisu treści

Ostatnie lata, korniki i wojenna rekwizycja

Szymon Flaczek pozostał wierny swojemu ślubowaniu do końca życia. W pamięci starszych mieszkańców zapisał się jako sędziwy, pogodny staruszek, który niezależnie od pogody – w deszczu, burzy czy śniegu – codziennie o godzinie 5:00, 12:00 i 17:00 dzwonił w kaplicy na Anioł Pański.

Niestety, dwa dzwony, które wzywały Szombierczan do modlitwy, nie przetrwały zawieruchy dziejowej. Jak wspominał nauczyciel Albert Bartelt, w 1916 roku, podczas I wojny światowej, zostały one zarekwirowane i przetopione na cele zbrojeniowe.

Współczesne zdjęcie białej, zabytkowej kaplicy w Bytomiu-Szombierkach, ujęcie od frontu z widoczną wieżą, drewnianymi drzwiami i wysokim krzyżem.
Kaplica ufundowana jako wotum po epidemii cholery z 1854 roku przetrwała do naszych czasów, będąc jednym z najstarszych świadków historii Szombierek.

Sama kaplica przez dziesięciolecia służyła rodzinie i mieszkańcom. W 1936 roku redaktorzy "Schaffgotsch Werks-Zeitung" odwiedzili to miejsce, oprowadzani przez synów Szymona: Stanisława i Antoniego. Na strychu znaleźli wówczas stare, ręcznie rzeźbione chorągwie i krzyże, a w zakrystii odkryli mocno nadgryzione przez korniki drewniane figury św. Piotra z kluczem i św. Pawła z mieczem.

Szymon Flaczek zmarł w sędziwym wieku 88 lat, pozostawiając po sobie pomnik, który do dziś stoi przy zachodnim wjeździe do Szombierek – niemy świadek zarazy, chłopskiego uporu i wielkiej historii Górnego Śląska.

↑ Wróć do spisu treści

BIBLIOGRAFIA (Źródła wykorzystane w opracowaniu)

Prasa historyczna i regionalna:

  • "Aus dem Beuthener Lande", rocznik 1925, Jg. 2, Nr. 14.
    Artykuł: E. Mierzowski, "Die Schomberger Kapelle". (Źródło legendy o wyrzuconej wódce, darowiźnie 700 talarów od hrabiny Schaffgotsch oraz anegdoty o przeniesieniu obrazu).
  • "Schaffgotsch Werks-Zeitung", rocznik 1936, Jg. 4, Nr. 22.
    Artykuł: "Unser einstiger Dorfschulze Flatzek, der Betreuer und Glöckner der Schomberger Kapelle". (Źródło informacji o uprawnieniach sądowniczych sołtysa, wizycie redaktorów w kaplicy w 1936 r. oraz unikalne zdjęcie Szymona Flaczka z laską sołtysią).
  • "Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt", rocznik 1960, März (nr 3).
    Artykuł: Franz Stodolka, "Die Beuthener Madonna". (Kluczowe źródło prostujące datę przeniesienia obrazu do Szombierek, oparte na kronice Gramera i badaniach dr. Luchsa).
  • "Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt", rocznik 1960, September (nr 9).
    Artykuł: Albert Bartelt, "Zur Heimatkunde von Schomberg". (Źródło wzmianek o najstarszych rodach pańszczyźnianych w Szombierkach oraz rekwizycji dzwonów kaplicznych w 1916 r.).
  • "Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt", rocznik 1972, Oktober (nr 10).
    Artykuł: Franz Strzala, "Die Schomberger Kapelle". (Potwierdzenie relacji "wódczanej" z ust Stanisława Flaczka, a także dokumentacja renowacji obrazu przez malarza Mrzygłoda w 1937 r. i relikwii św. Januarego).
  • "Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt", rocznik 1980, Oktober (nr 10).
    Artykuł: Franz Strzala, "Erinnerungen eines Schombergers" (przedruk z lat 1935-37). (Cytaty z kroniki rektora Franzkego o zarazie i topografii dawnych Szombierek).
  • "Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt", rocznik 1987, Juni (nr 6), September (nr 9) i Oktober (nr 10).
    Artykuł w trzech częściach: Karl Grzeschik, "Schombergs letzter Nachfahr seines Stammes". (Źródło precyzyjnych cytatów z aktu notarialnego z 12 sierpnia 1859 r., dat wmurowania kamienia węgielnego oraz genealogii rodzin Cyganów i Flaczków).

Dokumenty, kroniki i opracowania cytowane w powyższej prasie (źródła pierwotne):

  • Akt notarialny przekazania gruntu pod budowę kaplicy, sporządzony w Bytomiu 12 sierpnia 1859 r. (zarejestrowany w księgach gruntowych pod nr 16 Szombierki / Schomberg).
  • Dokument wmurowany w kamień węgielny kaplicy, datowany na 25 października 1859 r. (zawierający m.in. wzmiankę o mszy błagalnej z 26 lipca 1854 r.).
  • Paul Franzke (rektor szkoły w Szombierkach), kronika miejscowa / broszura "25 Jahre Herz-Jesu-Kirche Schomberg O-S".
  • Franz Gramer, "Chronik der Stadt Beuthen O/S", 1863 r. (Analiza historyka sztuki dr. Luchsa potwierdzająca obecność obrazu w Bytomiu w 1863 r.).
  • Dr Paul Reinelt, "St. Trinitas Beuthen O/S feiert das goldene Jubiläum", 1936 r.
  • "Geschichte Schlesiens", tom I, pod redakcją Hermanna Aubina, wyd. Priebatsch, Breslau 1938 r. (Analiza ikonograficzna i datowanie Bytomskiej Madonny na II połowę XV wieku).
  • List ks. radcy Hrabowsky’ego z 13 grudnia 1952 r. (dotyczący losów Bytomskiej Madonny i wykonania jej kopii w latach 30. XX wieku).
4
0

Read more

Grafika okładkowa stylizowana na starą, pożółkłą mapę topograficzną z wkomponowaną ozdobną ramką. Na środku widnieje tytuł: Zaginiona mapa Szombierek. Dawne nazwy terenowe, pola, wąwozy i lokalne legendy zapisane przez Paula Franzkego w 1925 roku.

Zaginiona mapa Szombierek

Dawne nazwy terenowe, pola, wąwozy i lokalne legendy zapisane przez Paula Franzkego w 1925 roku

Dawne nazwy terenowe są jak małe archiwum pamięci. Czasem przechowują informację o dawnym właścicielu gruntu, czasem o wyglądzie miejsca, czasem o granicy, pastwisku, stawie, drodze, wyrobisku, a czasem o miejscowej legendzie. W Szombierkach wiele takich nazw zniknęło wraz z dawnym krajobrazem wsi, pól i podmokłych dolin.

Na przełomie XIX i XX wieku dawna wieś rolnicza została gwałtownie wciągnięta w świat wielkiego przemysłu. Kopalnie, huty, elektrownia, kolonie robotnicze, kolej i nowe drogi zaczęły zajmować dawne pola, łąki i pastwiska. Zmieniała się także ludność. Do Szombierek napływali nowi mieszkańcy, a stare rody, których śladów szukamy m.in. w zachowanych księgach adresowych, stopniowo traciły swoje dawne punkty odniesienia.

Właśnie w takim momencie, w 1925 roku, Paul Franzke opublikował tekst „Flurnamen in Schomberg”, czyli „Nazwy terenowe w Szombierkach”. Artykuł ukazał się w czasopiśmie „Aus dem Beuthener Lande”, a po latach został przedrukowany w „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”. Dzięki temu możemy dziś odczytać nazwy, które jeszcze sto lat temu funkcjonowały w pamięci starszych mieszkańców albo w dawnych dokumentach.

Oryginalny wycinek z gazety Aus dem Beuthener Lande z 1925 roku z nagłówkiem Flurnamen in Schomberg
Fragment oryginalnego artykułu Paula Franzkego z 1925 roku – podstawa naszych poszukiwań i toponimicznego śledztwa. Kliknij, aby powiększyć.

Franzke i znikająca mapa Szombierek

Paul Franzke nie był przypadkowym autorem. Był nauczycielem, rektorem szkoły ludowej i regionalistą. Od 1 kwietnia 1924 roku pracował jako rektor katolickiej Szkoły Ludowej I w Szombierkach. Już wkrótce zaczął publikować teksty o historii miejscowości, dawnych dokumentach, stosunkach własnościowych i nazwach terenowych.

Grono pedagogiczne w Szombierkach w 1926 roku z rektorem Paulem Franzkem w pierwszym rzędzie
Grono pedagogiczne w Szombierkach w 1926 roku. W pierwszym rzędzie wymieniony jest rektor Paul Franzke, autor artykułu „Flurnamen in Schomberg” z 1925 roku. Opracowanie z polskim tłumaczeniem podpisu na podstawie publikacji w „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, wrzesień 1987, nr 9.

Franzke przybył do Szombierek dopiero w 1924 roku, więc nie był „swoim” w sensie rodzinnym. Być może właśnie dlatego tak mocno zauważył, że stare nazwy znikają. Jako nauczyciel i regionalista potrafił połączyć pamięć mieszkańców, dawne dokumenty i własne zainteresowanie historią lokalną. Jego krótki artykuł nie jest więc tylko zbiorem ciekawostek. To zapis momentu, w którym dawna mapa Szombierek właśnie przestawała być czytelna.

Jak czytać dawne nazwy?

Tekst Franzkego był niemieckojęzyczny, ale wiele zapisanych przez niego nazw ma wyraźnie polski albo śląski charakter. Autor notował je tak, jak potrafił oddać je w niemieckim tekście. Dlatego pojawiają się formy bez polskich znaków, np. Wiesny Dol, gleboki dol, jezik czy Flakki.

Jak zapisuję nazwy w artykule? Przy pierwszym wystąpieniu zachowuję formę źródłową, a dalej stosuję czytelną polską formę tam, gdzie nie zmienia to sensu: Wiesny Dół, Głęboki Dół, Język, Flaki. Ostrożniej traktuję nazwy takie jak Traci Rypka i Zydowina, ponieważ ich źródłowy zapis sam w sobie jest ważną informacją.

Najciekawsze nazwy terenowe Szombierek

Franzke zapisał kilkanaście dawnych nazw. Jedne prowadzą do pól i pastwisk, inne do stawów, wąwozów, granicy, miejsc po zmarłych zwierzętach, a nawet do śląskiego Utopca. Poniżej najważniejsze z nich — w wersji opowieściowej. Pełniejszy katalog z formami źródłowymi, objaśnieniami i stanem wiedzy znajduje się niżej w rozwijanym bloku.

Zydowina — pole przy Młynie Pielki

Jedną z nazw, które już w czasach Franzkego były w Szombierkach zapomniane, była Zydowina. Autor objaśnił ją po niemiecku jako Judenland. Chodziło o pole położone przy Pilkermühle, czyli dawnym Młynie Pielki. W 1807 roku pole to zostało sprzedane młynarzowi Koschmiederowi.

Najciekawsze jest to, że sam Franzke nie potrafił wyjaśnić pochodzenia nazwy. W innym tekście dopisał przy niej pytanie: „woher der Name?”, czyli „skąd ta nazwa?”. To ważne ostrzeżenie. Nie należy jej zbyt łatwo interpretować. Wiemy, że była związana z rejonem Młyna Pielki, ale dokładna parcela i pochodzenie nazwy nadal wymagają osobnej kwerendy.

Wiesny Dół — dawne gminne pastwisko

Wiesny Dół, zapisany przez Franzkego jako Wiesny Dol, autor objaśnił niemieckim słowem Dorfanger. Oznacza ono wiejskie nawiesie, wspólny teren gminny, często używany jako pastwisko. Starsi mieszkańcy mieli jeszcze pamiętać, że był to wilgotny teren i dawna Gemeindehütung, czyli gminne pastwisko.

Śladem tej nazwy była dawna Dorfangerstraße, którą można utożsamić z dzisiejszą ulicą ks. bp. Adriana Włodarskiego. Dlatego Wiesny Dół nie oznaczał „wiosennego dołu”, lecz raczej miejsce związane z dawną wsią, nawsiem i wspólnotowym użytkowaniem terenu.

Fragment oficjalnego planu miasta Beuthen z listopada 1927 roku pokazujący centrum Szombierek
Fragment oficjalnego planu miasta z 1927 roku. Pomaga on zrekonstruować dawny układ urbanistyczny centrum Szombierek z okresu, w którym publikował Franzke. Kliknij, aby powiększyć.

Głęboki Dół i Utoplec — mokre pogranicze przy drodze do Orzegowa

Głęboki Dół, źródłowo gleboki dol, oznaczał obniżenie terenu przy dawnej szosie orzegowskiej. Franzke pisał, że idąc w stronę Orzegowa, przechodziło się przez najniższe miejsce przy domu granicznym. Mapy z końca lat 20. XX wieku bardzo dobrze pasują do tego opisu: widać tam rejon drogi ku Orzegowowi, obniżenia terenu, cieki wodne i oznaczony Zollamt.

Z tym samym rejonem wiąże się Utoplec, czyli lokalna forma Utopca. Według podania wodnik miał mieszkać w sadzawce przy Zollhausie. Franzke dodawał, że przed wybudowaniem domu celnego stał tam Totenhaus, czyli dom zmarłych, wzniesiony podczas epidemii cholery w 1831 roku. W jednym miejscu spotykają się więc mokradła, legenda o wodniku, pamięć epidemii i późniejsza infrastruktura graniczna.

Trzeba przy tym zachować ostrożność: Zollhaus z tekstu Franzkego należy wiązać z drogą szombiersko-orzegowską i rejonem dawnego Zollamtu, a nie automatycznie z bardziej znanym bytomskim domem celnym przy dzisiejszej ulicy Łagiewnickiej 33.

Traci Rypka — łąka po zaginionym stawie

W pobliżu elektrowni leżała łąka zwana Traci Rypka. Franzke objaśniał tę nazwę jako Fischschwund, czyli zanik albo utratę ryb. Według lokalnej pamięci w tym miejscu miał kiedyś istnieć staw rybny.

Forma Traci Rypka jest intrygująca. Odruchowo można by ją poprawić na „Traci Rybka”, ale źródło potwierdza zapis Rypka. Dlatego warto go zostawić. Sama nazwa przechowuje pamięć o krajobrazie wodnym, który zniknął, zanim zniknęła opowieść o nim.

Kopanina — dawny folwark za polską granicą

Kopanina leżała już za polską granicą, patrząc z perspektywy niemieckich Szombierek po 1922 roku. Franzke zapisał, że tam „kopano” — jedni łączyli nazwę z odwiertami, inni ze starym wydobyciem odkrywkowym.

Dziś można tę informację doprecyzować. Bernard Szczech opisał Kopaninę jako dawny folwark na zachód od Orzegowa, oznaczony już na mapie Wielanda-Homanna z 1736 roku. To oznacza, że nazwa jest starsza niż nowoczesny przemysł XX wieku. Prawdopodobnie wiąże się szerzej z kopaniem, wyrobiskiem, naruszonym gruntem albo dawną działalnością wydobywczą.

Czorno Droga — czarna droga ku elektrowni

Czorno Droga oznaczała czarną drogę prowadzącą przez pola w stronę elektrowni. Franzke pisał, że obok polsko-śląskiej nazwy używano także niemieckiego określenia schwarzer Weg.

Autor nie znał pewnego wyjaśnienia nazwy, ale przytoczył miejscową tradycję o dawnym wydarzeniu wojennym i „czarnych jeźdźcach”. Dodał ostrożne pytanie: „Vielleicht 1806/07?”, czyli „Może 1806/07?”. To prawdopodobnie echo wojen napoleońskich, ale nie dowód na konkretną bitwę. Mamy raczej lokalną opowieść, która próbowała wyjaśnić starą nazwę.

Uwaga historyczna: W części dotyczącej Fasanerie Franzke zapisał nazwę Germander-Schacht. Porównanie z mapą topograficzną z 1929 roku i późniejszymi planami kopalnianymi pozwala poprawić ten zapis na Gemander-Schacht, nazwany od Antona Gemandera. To późniejszy Szyb „Janina” KWK Szombierki.
Szkic sytuacyjny kopalniany Szybu Gemander-Schacht z zaznaczonymi budynkami i drogą na Bobrek
Szkic sytuacyjny Szybu Gemander, późniejszego Szybu Janina. To od tego obiektu Franzke wyprowadzał dawną Bażanciarnię. Kliknij, aby powiększyć.

Fasanerie — Bażanciarnia, wąwozy i późniejszy Fazaniec

Jedną z najważniejszych nazw jest Fasanerie, czyli Bażanciarnia. Franzke opisał ją jako długą dolinę albo wąwóz ciągnący się od Szybu Gemander ku Głębokiemu Dołowi. Nie chodziło więc tylko o park w dzisiejszym sensie, ale o konkretny fragment dawnego krajobrazu: system dolin, jarów i obniżeń terenu.

Mapa topograficzna z 1929 roku pokazująca system wąwozów, Sportplatz, Gemander Scht. i Zollamt między Szombierkami a Orzegowem
Fragment mapy topograficznej z 1929 r. Widać tu system wąwozów dawnej Bażanciarni, Sportplatz oraz Zollamt przy drodze do Orzegowa. Kliknij, aby powiększyć.

Dzisiejszy Park Fazaniec wyrasta właśnie z tej tradycji. Trzeba jednak oddzielić dwa pojęcia: dawna Fasanerie u Franzkego to historyczny teren dolin i wąwozów, a współczesny Fazaniec to późniejsze założenie rekreacyjne. Oba obszary są ze sobą związane, ale ich dawne i współczesne granice nie muszą być identyczne.

W obrębie Fasanerie Franzke wymienił też mniejsze nazwy: Pastwa, gdzie dzieci górników z Bobrka wypasały kozy, oraz Język, czyli wąski fragment albo odnoga wąwozu. Te drobne nazwy świetnie pokazują, jak mieszkańcy opisywali przestrzeń według funkcji, kształtu i codziennego użytkowania.

Flaki — dawne grzebowisko zwierząt

Jedną z najbardziej dosadnych nazw są Flaki, źródłowo Flakki. Franzke objaśnił je jako Eingeweide, czyli wnętrzności. Chodziło o miejsce na Schindangerze, gdzie grzebano padłe bydło i inne zwierzęta.

To mniej przyjemna, ale bardzo ważna część dawnego krajobrazu. Każda wieś potrzebowała miejsca, gdzie usuwano padlinę i wykonywano czynności trzymane z dala od domów, kościoła i głównych dróg. Według Franzkego Flaki leżały przy dużym placu zabaw. Na mapie z 1929 roku w rejonie dawnej Fasanerie widoczny jest Sportplatz, który może odpowiadać temu punktowi orientacyjnemu.

Utoplec, czyli Utopiec przy Zollhausie

Z mokrym i granicznym krajobrazem Głębokiego Dołu wiąże się Utoplec, czyli lokalna forma Utopca. Franzke objaśnił tę nazwę niemieckim słowem Wassermann, a więc wodnik. Według miejscowego podania szombierski utopiec miał mieszkać w sadzawce znajdującej się w ogrodzie Zollhausu.

To jeden z najbardziej klimatycznych fragmentów całego tekstu. W jednym miejscu spotykają się mokradła, sadzawka, dom celny, ludowe wierzenia i pamięć epidemii cholery. Franzke dodawał, że przed wybudowaniem Zollhausu stał tam Totenhaus, czyli dom zmarłych, wzniesiony podczas epidemii cholery w 1831 roku. Późniejsza opowieść miała przenieść wodnika z pierwotnego stawu w Głębokim Dole do sadzawki przy domu celnym.

Dzięki temu Utoplec nie jest tylko nazwą pola. To mała lokalna legenda wpisana w konkretną topografię: mokry dół, staw, granicę, urząd celny i pamięć dawnej epidemii.

Zollhaus, Grenzhaus, Zollamt i pogranicze po 1922 roku

W tekście Franzkego pojawiają się określenia Grenzhaus i Zollhaus. Pierwsze oznacza dom graniczny, drugie dom celny. Na mapie z 1929 roku w odpowiadającym temu rejonie widoczny jest natomiast podpis Zollamt, czyli urząd celny. Wszystkie te określenia należą do tego samego krajobrazu granicznego, choć bez dodatkowych dokumentów nie trzeba rozstrzygać, czy zawsze oznaczały dokładnie ten sam budynek.

Najważniejsze jest położenie. Chodzi o rejon drogi prowadzącej ze Szombierek w stronę Orzegowa, w obniżeniu terenu i w sąsiedztwie cieków wodnych. To tam należy lokalizować Głęboki Dół, Utopleca oraz dom graniczno-celny z tekstu Franzkego.

Po podziale Górnego Śląska w 1922 roku ten starszy krajobraz pól, wąwozów i podmokłych obniżeń został przecięty nową granicą polsko-niemiecką. Dlatego w jednym miejscu spotkały się dawne nazwy terenowe, ludowa opowieść o wodniku, pamięć cholery z 1831 roku oraz infrastruktura pogranicza.

Ważne doprecyzowanie: Zollhaus z tekstu Franzkego należy wiązać z drogą szombiersko-orzegowską i rejonem dawnego Zollamtu widocznego na mapie z 1929 roku, a nie automatycznie z bardziej znanym bytomskim domem celnym przy dzisiejszej ulicy Łagiewnickiej 33.

Co dopowiadają mapy z 1927 i 1929 roku?

Mapy z lat 1927 i 1929 nie rozwiązują wszystkich zagadek, ale pomagają uporządkować tekst Franzkego w przestrzeni. Najważniejsze są trzy obszary:

  • centrum dawnej wsi — rejon Wiesnego Dołu, dawnej Dorfangerstraße i starego układu Szombierek;
  • Bażanciarnia / Fazaniec — system wąwozów między Bobrkiem, Szombierkami i Orzegowem, z punktem orientacyjnym przy Szybie Gemander;
  • pogranicze szombiersko-orzegowskie — rejon Głębokiego Dołu, dawnego Zollamtu, Utopleca i drogi do Orzegowa.

Mapy potwierdzają też poprawny odczyt nazwy Gemander Scht., pokazują Sportplatz przy systemie wąwozów oraz Zollamt położony w obniżeniu terenu. Dzięki temu tekst Franzkego można czytać nie tylko jako listę nazw, ale jako próbę odtworzenia dawnej mapy pamięci Szombierek.

Dlaczego te nazwy są ważne?

Nazwy zapisane przez Franzkego pokazują Szombierki sprzed pełnego przemysłowego przeobrażenia. Widać w nich dawną wieś, pola, gminne pastwiska, granice z Bobrkiem, drogę do Orzegowa, stawy, wąwozy, Bażanciarnię, miejsca wypasu kóz, grzebowisko zwierząt, dom celny i śląskiego Utopca.

To nie jest tylko lista topograficzna. To mapa pamięci dawnej społeczności. Zydowina prowadzi nas do Młyna Pielki, Wiesny Dół do wspólnego pastwiska, Traci Rypka do zaginionego stawu, Kopanina do dawnego folwarku, Czorno Droga do wojennego podania, a Utoplec do świata mokradeł, granicy i ludowych wierzeń.

Franzke pisał w momencie przejściowym. W 1925 roku wiele nazw było już zapomnianych, ale część żyła jeszcze w pamięci starszych mieszkańców. Industrializacja niszczyła nie tylko krajobraz pól, ale także język, którym ten krajobraz opisywano. Dlatego jego krótki artykuł ma dziś tak dużą wartość.

Dawne nazwy terenowe Szombierek są jak okruchy nieistniejącej już mapy. Nie wszystkie potrafimy dziś dokładnie zlokalizować. Niektóre wymagają dalszej kwerendy. Ale wszystkie razem tworzą niezwykły obraz miejscowości, która w ciągu kilkudziesięciu lat przeszła drogę od krajobrazu dawnej wsi rolniczej, przez wielki ośrodek przemysłowy, aż po powojenną tragedię swoich rdzennych mieszkańców w 1945 roku.

Paul Franzke zdążył zapisać część tej pamięci. Dziś możemy ją ponownie odczytać, porównać z mapami i spróbować nanieść na współczesną przestrzeń Bytomia.

Katalog nazw terenowych Szombierek według Franzkego

Poniżej znajduje się pełniejsze zestawienie nazw z formami źródłowymi, objaśnieniami i najważniejszymi ustaleniami lokalizacyjnymi.

Zydowina
Forma źródłowa: Zydowina.
Objaśnienie niemieckie: Judenland.
Charakter miejsca: pole.
Lokalizacja: przy Pilkermühle, czyli Młynie Pielki.
Doprecyzowanie: w 1807 roku pole zostało sprzedane młynarzowi Koschmiederowi.
Stan wiedzy: nazwa potwierdzona w dwóch tekstach Franzkego z 1925 roku. Pochodzenie nazwy było niejasne już dla samego autora. Dokładna parcela wymaga kwerendy w dokumentach gruntowych.

Graniecznik
Forma źródłowa: graniecznik.
Objaśnienie niemieckie: Grenzstück.
Charakter miejsca: część gruntów przy granicy.
Lokalizacja: szombierskie grunty przylegające do pól bobreckich.
Stan wiedzy: nazwa dobrze wyjaśniona znaczeniowo, ale bez wskazania konkretnej parceli.

Wiesny Dół
Forma źródłowa: Wiesny Dol.
Forma polska w artykule: Wiesny Dół.
Objaśnienie niemieckie: Dorfanger.
Charakter miejsca: dawne nawiesie, gminne pastwisko, wilgotny teren.
Lokalizacja: od rejonu domu związkowego ku klasztorowi; śladem była Dorfangerstraße, dzisiejsza ul. ks. bp. Adriana Włodarskiego.
Stan wiedzy: jedna z lepiej zlokalizowanych nazw.

Głęboki Dół
Forma źródłowa: gleboki dol.
Forma polska w artykule: Głęboki Dół.
Objaśnienie niemieckie: tiefes Loch / tiefes Tal.
Charakter miejsca: obniżenie terenu.
Lokalizacja: przy dawnej szosie orzegowskiej, z najniższym punktem przy Grenzhausie / Zollhausie. Mapa topograficzna z 1929 roku pokazuje w tym rejonie Zollamt, położony w obniżeniu terenu przy cieku wodnym.
Stan wiedzy: lokalizacja mocno wsparta mapami z 1927 i 1929 roku.

Traci Rypka
Forma źródłowa: Traci Rypka.
Objaśnienie niemieckie: Fischschwund.
Charakter miejsca: łąka przy elektrowni.
Znaczenie: nazwa związana z pamięcią o dawnym, zaginionym stawie rybnym.
Stan wiedzy: kierunek lokalizacji jasny, dokładna parcela nieustalona. Formy nie należy bez komentarza poprawiać na „Traci Rybka”.

Kopanina
Forma źródłowa: Kopanina.
Objaśnienie u Franzkego: Ort, miejsce za polską granicą, gdzie kopano.
Charakter miejsca: dawny folwark / obszar osadniczo-topograficzny.
Lokalizacja: na zachód od Orzegowa, po polskiej stronie granicy z perspektywy Szombierek po 1922 roku.
Doprecyzowanie: według Bernarda Szczecha Kopanina była oznaczona już na mapie Wielanda-Homanna z 1736 roku. Na mapie z 1929 roku widoczna jest także nazwa Vorkopanina.
Stan wiedzy: nazwa dobrze potwierdzona historycznie, dokładny zasięg dawnego folwarku wymaga dalszych badań.

Czorno Droga
Forma źródłowa według czytelnego przedruku: Czorno Droga.
Objaśnienie niemieckie: schwarzer Weg.
Charakter miejsca: droga przez pola prowadząca ku elektrowni.
Tradycja: możliwy związek z dawnym wydarzeniem wojennym i „czarnymi jeźdźcami”, być może z lat 1806–1807.
Stan wiedzy: nazwa i kierunek drogi jasne, dokładny przebieg nieustalony.

Fasanerie / Bażanciarnia / Fazaniec
Forma źródłowa: Fasanerie.
Forma lokalna w artykule: Bażanciarnia, późniejszy Fazaniec.
Charakter miejsca: długi wąwóz albo dolina od Szybu Gemander ku Głębokiemu Dołowi.
Doprecyzowanie: mapa z 1929 roku pokazuje zarówno Gemander Scht., jak i system wąwozów odpowiadający opisowi Franzkego.
Stan wiedzy: nazwa silnie związana z dzisiejszym Fazańcem, ale zakres dawnej Fasanerie i współczesnego parku nie musi być identyczny.

Pastwa
Forma źródłowa: pastwa.
Objaśnienie niemieckie: Hütung.
Charakter miejsca: część Fasanerie używana do wypasu kóz.
Lokalizacja: w pobliżu Szybu Gemander, przy części Bażanciarni używanej przez dzieci górników z Bobrka.
Stan wiedzy: ogólna lokalizacja doprecyzowana dzięki poprawnemu odczytaniu Szybu Gemander.

Język
Forma źródłowa: jezik.
Forma polska w artykule: Język.
Objaśnienie niemieckie: Zunge.
Charakter miejsca: wąski fragment Fasanerie.
Stan wiedzy: znaczenie jasne, dokładna lokalizacja w obrębie wąwozu nieustalona.

Flaki
Forma źródłowa: Flakki.
Forma polska w artykule: Flaki.
Objaśnienie niemieckie: Eingeweide.
Charakter miejsca: dawny Schindanger, czyli grzebowisko padłego bydła i innych zwierząt.
Lokalizacja: przy dużym placu zabaw. Mapa z 1929 roku pokazuje w rejonie dawnej Fasanerie oznaczony Sportplatz, który może odpowiadać „dużemu placowi zabaw” z tekstu Franzkego.
Stan wiedzy: funkcja miejsca jasna; lokalizacja przy Sportplatzu bardzo prawdopodobna, ale sama nazwa Flakki nie została wpisana na mapie.

Utoplec / Utopiec
Forma źródłowa: Utoplec.
Forma znaczeniowa: Utopiec.
Objaśnienie niemieckie: Wassermann.
Charakter miejsca: pola przy Zollhausie, związane z podaniem o wodniku.
Lokalizacja: rejon dawnego domu celnego / urzędu celnego przy drodze orzegowskiej i Głębokiego Dołu. Mapa z 1929 roku pokazuje w tym miejscu Zollamt, położony w obniżeniu terenu przy cieku wodnym.
Dodatkowy kontekst: sadzawka przy Zollhausie, wcześniejszy Totenhaus z czasów epidemii cholery 1831 roku.
Stan wiedzy: bardzo cenny przykład połączenia topografii, wierzeń ludowych, pamięci epidemicznej i infrastruktury pogranicza.

Źródła i literatura
  • Paul Franzke, „Flurnamen in Schomberg”, „Aus dem Beuthener Lande”, 1925, rocznik 2, nr 5.
  • Przedruk: „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, maj 1979, nr 5.
  • Paul Franzke, „Einige Daten aus Schombergs Vergangenheit”, „Aus dem Beuthener Lande”, 1925, rocznik 2, nr 3, s. 12, Bytom G.Śl., 21 stycznia 1925.
  • Przedruk: „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, wrzesień 1976, nr 9.
  • Stefan Pioskowik, „Streifzüge durch Oberschlesien”, Katowice 2017.
  • Bernard Szczech, „Księdza Józefa Szafranka «Recept» pijakom i pijaczkom”, Katowice 2004.
  • Oficjalny plan miasta Beuthen in Oberschlesien im November 1927, skala 1:8000, oprac. Stadtvermessungsamt (zasoby Geoportalu Bytom).
  • Mapa topograficzna okolic Szombierek, Bobrka i Orzegowa, datowana na 1929 r. (zasoby Geoportalu Bytom).
  • Dr Karl Franzke, „In memoriam Rektor Paul Franzke”, „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, listopad 1975, nr 11.
  • Materiały własne flaczek.com dotyczące Młyna Pielki / Pilkermühle, dawnych i obecnych nazw ulic Szombierek oraz powojennych planów kopalnianych Szybu Janina.
2
0

Read more