Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Iskra z Wysp. Jak angielski mistrz William Wilkinson rozpalił potęgę śląskiego przemysłu

Grafika wyróżniająca artykuł o Williamie Wilkinsonie i początkach przemysłowego Śląska, z historycznym portretem i tytułem „Iskra z Wysp”.

FLACZEK.COMHistoria Górnego Śląska

William Wilkinson  •  1788 / 1789

Iskra z Wysp.

Jak angielski mistrz William Wilkinson rozpalił potęgę śląskiego przemysłu

Anglia  •  Francja  •  Śląsk

PORTRETWilliam Wilkinson (1744–1808) na historycznej rycinie. Portret z profilu, w peruce i XVIII-wiecznym stroju.
William Wilkinson (1744–1808). Gilles-Louis Chretien według Edme’a Quenedeya. Data wykonania nieznana. Zbiory: National Galleries of Scotland, nr inw. EP IV 281.1. Zobacz oryginał w zbiorach muzeum .

W mroźnym styczniu 1789 roku na piaszczystych drogach Tarnowskich Gór pojawił się przybysz z zewnątrz – Anglik, którego nazwisko już wtedy otwierało drzwi najważniejszych hutniczych gabinetów Europy. Miał za sobą lata twardej praktyki w brytyjskich i francuskich zakładach, a przed sobą zadanie o wiele trudniejsze niż snucie opowieści o zagranicznych innowacjach. Miał sprawić, by awangardowe metody rewolucji przemysłowej zadziałały tu, na pruskich rubieżach. W krótkiej, ówczesnej prasowej wzmiance o jego przyjeździe pominięto jednak jeden, z pozoru błahy szczegół, który przez kolejne stulecia miał przyprawiać historyków o ból głowy. Pominięto jego imię.[1, 2, 3]

Rozdział I

Pomyłka warta stulecia: Gdzie się podziało imię mistrza?

„Wreszcie w styczniu 1789 roku, z inicjatywy Królewskiego Departamentu Górnictwa i Hutnictwa, przybył także do Tarnowskich Gór angielski właściciel huty, nazwiskiem Wilkinson” – tak sucho i zwięźle odnotowano to wydarzenie na łamach „Schlesische Provinzialblätter”. Ówczesny kronikarz błyskawicznie przeszedł do sedna, opisując fachowe zajęcia przybysza: selekcję węgla, przygotowanie paliwa i skomplikowane próby wytopu. Dla współczesnych mu obserwatorów samo nazwisko „Wilkinson” było wystarczającą marką.[1]

Dla badaczy czytających te zapiski setki lat później – już niekoniecznie. Wilkinsonów było bowiem dwóch, obaj niezwykle zdolni i obaj głęboko zakorzenieni w hutnictwie, kontynuując dzieło swojego ojca, Isaaca Wilkinsona. Starszy, John, był postacią tak potężną w świecie wczesnego przemysłu, że gdy w historycznych relacjach pojawiały się angielskie huty, precyzyjne cylindry maszyn parowych i samo nazwisko „Wilkinson”, autorzy machinalnie i niesłusznie przypisywali śląskie zasługi właśnie jemu. Dopiero Ernst Koenigsfeld, pisząc niemal dwieście lat po wizycie tajemniczego Anglika, stanowczo przestrzegł przed tym biograficznym chaosem.[2]

Opierając się na korespondencji braci zdeponowanej w archiwach w Birmingham, Koenigsfeld bezspornie ustalił tożsamość śląskiego gościa. Był nim William – młodszy z braci. Warto o tym pamiętać: choć prasowa notatka z epoki dowodzi samego faktu przyjazdu, to imię mistrza zwrócili historii dopiero nowożytni badacze.[1, 2]

William przyszedł na świat w 1744 roku. W chwili, gdy jego powóz wjeżdżał do Tarnowskich Gór, był mężczyzną około czterdziestopięcioletnim. Nie był to młody, poszukujący własnej drogi awanturnik, lecz dojrzały, zaprawiony w bojach rzemieślnik i inżynier. Nowoczesne metody produkcji, o których na kontynencie dopiero szeptano z podziwem, dla niego stanowiły chleb powszedni.[2, 3] Nie trzeba było kłaniać się legendzie jego brata, by dostrzec wagę tej postaci. Wystarczy prześledzić jego drogę przez Europę.

Rozdział II

Zanim nastał Śląsk: Ognista lekcja we francuskim Le Creusot

Zanim William stanął na śląskiej ziemi, hartował swoje umiejętności nad Sekwaną. Brał czynny udział w ambitnych przedsięwzięciach hutniczych we Francji – w Indret oraz w słynnym Le Creusot, gdzie współpracował ramię w ramię z Ignacem de Wendelem. Ich celem było przeszczepienie brytyjskich cudów techniki na kontynentalny grunt. Nie była to jednak prosta praca oparta na sukcesach – biografia Wilkinsona opracowana przez Europejski Szlak Dziedzictwa Przemysłowego (ERIH) wyraźnie pokazuje, że francuski epizod pełen był technicznych i finansowych wybojów.[4]

Z zakładami w Le Creusot nazwisko Williama zrosło się nierozerwalnie. Nawet ponad wiek później, w 1900 roku podczas paryskiego posiedzenia Iron and Steel Institute, branżowy magazyn „Stahl und Eisen” przypominał, że to właśnie on wzniósł tam potężny wielki piec już w 1782 roku. Jego sława opierała się na udowadnianiu, że nowatorskie metody da się przenosić między narodami. Śląsk nie był więc jego pierwszą zagraniczną misją – był kolejnym, starannie zaplanowanym ruchem na europejskiej szachownicy.[5]

Wybudowanie pieca, pomyślny rozruch i utrzymanie opłacalności całego zakładu to w świecie przemysłu trzy zupełnie różne galaktyki. Francuskie doświadczenia Wilkinsona udowodniły, że samo sprowadzenie zagranicznego fachowca to zaledwie połowa sukcesu. Nowoczesna technologia musiała zgrać się z odpowiedniej jakości paliwem, żelazną organizacją pracy i, co najważniejsze, ludźmi zdolnymi tę wiedzę przyswoić. W tym tkwiła prawdziwa siła Anglika – wiedział doskonale, jak wyboista potrafi być droga od innowacyjnego pomysłu do ryczącego, pełnego roztopionego żelaza pieca.

Rozdział III

Wizjoner i praktyk: Dlaczego hrabia von Reden potrzebował Anglika?

Friedrich Wilhelm von Reden, wizjoner i architekt państwowego górnictwa na Śląsku, gorączkowo szukał kogoś o dokładnie takich kompetencjach. Jak portretuje go Koenigsfeld, hrabia był człowiekiem niebywale ambitnym, lecz twardo stąpającym po ziemi. Wiedział, że potężnych hut i nowoczesnych kopalń nie buduje się za pomocą królewskich dekretów i urzędniczych pieczęci. Potrzebował dostępu do rozwiązań przetestowanych w wiodących ośrodkach przemysłowych i ludzi, którzy potrafili rzucić wyzwanie żywiołom ognia i żelaza.[2]

Według historycznych ustaleń, zaproszenie od hrabiego trafiło do Wilkinsona jesienią 1788 roku. Anglik miał pozostać na pruskiej prowincji przez kilka zimowych miesięcy – od listopada do lutego lub marca kolejnego roku. Styczniowa wzmianka w prasie o jego przyjeździe do Tarnowskich Gór idealnie wpisuje się w ten harmonogram.[1, 2]

Co istotne, Reden biegle posługiwał się językiem angielskim. Ten z pozoru drobny fakt – na co słusznie zwraca uwagę Koenigsfeld – otworzył drzwi do płynnego porozumienia i szczerej współpracy. Obaj mężowie wspólnie przemierzali śląskie bezdroża, a Wilkinson bacznym okiem oceniał potencjał lokalnego węgla w okolicach Wałbrzycha. Zanim opowieść dotrze do spektakularnych odlewów, wielkich maszyn i dymiących kominów, musiała zacząć się w błocie, pyle i mroku – od paliwa.[2]

Podział ról był klarowny i pragmatyczny: Reden dawał zaplecze administracyjne, władzę i finansowanie, Wilkinson wnosił surowe, hutnicze doświadczenie. To znacznie mniej romantyczna wizja niż mit samotnego geniusza-cudzoziemca z magiczną różdżką, ale to właśnie ta symbioza wizjonera z praktykiem wprawiła w ruch koła zębate historii.

Rozdział IV

Brudna robota na start: Zanim popłynie metal, musi zapłonąć koks

Notatka z 1789 roku zdziera z tej opowieści mitologiczny naskórek i prowadzi nas prosto w sam środek industrialnego brudu i potu. Administracja zadbała o to, by nic nie odrywało Wilkinsona od jego głównego zadania – poszukiwania idealnego węgla. Przy lokalnej kopalni rud ołowiu i srebra natychmiast usypano mielerze – specjalne kopce do termicznej obróbki paliwa. Dawny kronikarz opisał ten rzemieślniczy proces jako „odsiarczanie” (koksowanie) węgla. Kiedy paliwo było gotowe, przeniesiono się do królewskiej huty „Fryderyk”, gdzie Anglik poprowadził próbny wytop rudy ołowiu z użyciem nowo powstałego koksu.[1]

Warto podkreślić ten detal: eksperymenty odbywały się w hucie, a nie w mrokach podziemnej kopalni „Fryderyk”. Co więcej, pionierskie próby na Śląsku wcale nie dotyczyły żelaza, lecz rudy ołowiu.[1]

DOKUMENT Z EPOKIFragment Schlesische Provinzialblätter z 1789 roku informujący o przybyciu Wilkinsona do Tarnowskich Gór i próbach hutniczych.
Nazwisko jest. Imienia brak. Fragment Schlesische Provinzialblätter z 1789 roku, s. 535, reprodukowany przez Ernsta Koenigsfelda. Reprodukcja: Heimatblatt, 1984, nr 9, s. 29. Wycinek bez zmiany liter i treści. Karta źródła.

W tych kilku lakonicznych zdaniach z epoki kryje się genialny w swojej prostocie program operacyjny. Krok pierwszy: znaleźć odpowiedni surowiec. Krok drugi: przygotować z niego wydajne paliwo. Krok trzeci: poddać je morderczej próbie ogniowej w piecu. Zamiast wzniosłych poematów o angielskiej technologii, otrzymujemy surowy instruktaż pracy u podstaw.

Jest tu jednak coś jeszcze. W historycznym przekazie wyraźnie zaznaczono, że przy wszystkich poczynaniach Wilkinsona stale obecny był dzierżawca miejscowej huty żelaza. Anglik nie był samotnym magiem eksperymentującym za zamkniętymi drzwiami. Był nauczycielem, którego każdy ruch śledziły chłonne oczy śląskich hutników.[1] Wizyta ta miała głęboki sens edukacyjny – sprowadzona z Wysp wiedza nie mogła wyjechać razem z gościem.

Koenigsfeld nie miał wątpliwości, że rezultaty tych prób były fenomenalne. To one dały potężny impuls do rozwoju huty „Fryderyk” i zachęciły Redena do otwarcia skarbca na kolejne, zakrojone na szeroką skalę inwestycje.[2]

Rozdział V

Wielka szachownica: Od jednego pieca do przemysłowego krwiobiegu

Nawet najbardziej imponujący wytop testowy nie odpowiadał jednak na fundamentalne pytanie: skąd brać dziesiątki tysięcy ton paliwa do produkcji na masową skalę?

Tu do gry weszła chłodna kalkulacja. Odległość między wałbrzyskimi złożami węgla (używanymi w eksperymentach) a kluczowymi zakładami w Ozimku czy Tarnowskich Górach była gigantyczna. Koszty kołowego transportu potrafiły zabić opłacalność najlepszej technologii. Wilkinson uświadomił Redenowi, że kluczem do potęgi będzie znalezienie odpowiednich złóż węgla znacznie bliżej serca planowanego okręgu przemysłowego.[2]

Historycy łączą te strategiczne zalecenia z intensywnymi poszukiwaniami w okolicach dzisiejszego Zabrza i Chorzowa, które wkrótce zaowocowały powstaniem potężnych kopalń. Co więcej, Wilkinson miał zarazić hrabiego ideą nowoczesnego transportu wodnego, co idealnie splata się z późniejszą budową Kanału Kłodnickiego.[2]

Z tego opisu wyłania się fascynująca zmiana skali. Dwaj panowie nie dyskutowali już tylko o temperaturze w jednym piecu. Grali na wielkiej, terytorialnej szachownicy, planując sieć powiązań między kopalniami, hutami i szlakami transportowymi. Techniczny sukces wytopu był tylko iskrą – to logistyka i transport miały rozpalić z niej wielki ogień.

Rozdział VI

Kuźnia talentów w Ozimku: Mistrz z Anglii uczy śląskich hutników

Kolejnym kluczowym przystankiem na trasie Anglika był Ozimek i słynna huta Małapanew. To tutaj historia wędrownego eksperta krzyżuje się z historią zakładu, który posiadał już własną dumę, tradycje i wybitnych specjalistów. Józef Tomasz Juros w swoich badaniach stanowczo podkreśla nieocenioną rolę tego ośrodka, przypominając sylwetki takich tuzów śląskiego hutnictwa jak Abt, Wedding czy Voss.[7]

Relacje historyków są zgodne – to w Malapane Wilkinson prowadził zaawansowane próby z rudami żelaza, a Juros idzie o krok dalej, przypisując jego obecności pierwsze udane eksperymenty z produkcją stali na tych ziemiach. Ponownie nie widzimy tu arystokraty-turysty, lecz człowieka w usmarowanym sadzą roboczym fartuchu, współtworzącego nową technologię.[2, 7]

Równie fascynujący jest wątek produkcji cylindrów do maszyn parowych. Przejście od odlewania prostych garnków żeliwnych do tworzenia skomplikowanych, superprecyzyjnych cylindrów było dla ówczesnego przemysłu odpowiednikiem dzisiejszych lotów w kosmos. Koenigsfeld bez wahania łączy ten technologiczny skok w Ozimku właśnie z cennymi radami Williama Wilkinsona.[6]

Sprowadzenie gotowej, angielskiej maszyny w skrzyniach, a nauczenie miejscowych rzemieślników odlewania jej najtrudniejszych części, to dwie zupełnie różne rzeczy. Wilkinson nie przywiózł gotowego przemysłu w walizce – on podniósł warsztat ludzi, z którymi pracował. Śląsk nie był technologiczną pustynią, na której Anglik zasiał pierwsze ziarno. Był raczej potężnym, gotowym na rewolucję środowiskiem, któremu brakowało jedynie odpowiedniego katalizatora.[6, 7]

Rozdział VII

Dziedzictwo Wilkinsona: Wyjechał człowiek, zostały dymiące kominy

Kilkumiesięczny, zimowy pobyt nie mógł wystarczyć na domknięcie wszystkich monumentalnych projektów. W lutym lub na początku marca 1789 roku William Wilkinson opuścił Śląsk, wracając do swoich spraw. Historycy przypisują mu jednak pozostawienie bezcennego testamentu: szkiców i planów potężnych, wielkich pieców koksowych dla Gliwic i projektowanej Królewskiej Huty, które jeszcze w tym samym roku przedstawiono pruskiemu monarsze.[2, 6]

Trzeba jednak pamiętać o kluczowym rozróżnieniu: szkic inżynieryjny to nie to samo, co huczący żywym ogniem zakład. Pomiędzy zatwierdzeniem planu a pierwszą kroplą surówki stały lata żmudnych przygotowań, problemów finansowych, budowy i rozruchu.

Ten późniejszy, heroiczny etap należał już do młodego Szkota, Johna Baildona, oraz niemieckiego inżyniera Weddinga. To oni, wspólnym, katorżniczym wysiłkiem doprowadzili do uruchomienia słynnego pieca w Gliwicach dopiero jesienią 1796 roku – siedem długich lat po tym, jak Wilkinson zniknął za horyzontem.[6] Fakt, że zrealizowali jego zamysł, w niczym nie umniejsza ich zasług. Rewolucja wymagała zarówno wizjonerów rysujących plany, jak i tytanów pracy potrafiących wcielić je w życie.

PROJEKT I REALIZACJAProjekt Królewskiej Huty przypisany Johnowi Baildonowi i Weddingowi, reprodukowany w Heimatblatt z 1985 roku.
Projekt opisany w publikacji jako Erster Entwurf zur Königshütte: John Baildon wspólnie z Weddingiem. Nie jest to podpisany projekt Wilkinsona z 1789 roku. Ernst Koenigsfeld, Heimatblatt, maj 1985, s. 30. Zachowano oryginalny podpis ryciny.

Podobnie rzecz ma się ze słynnym mostem żeliwnym. Koenigsfeld był przekonany, że bez wczesnych rad Wilkinsona to przedsięwzięcie by nie ruszyło, ale oddzielał samą ideę od fizycznej realizacji, którą dowodził już Baildon. To doskonały przykład tego, jak granica między inspirującym doradztwem a wzięciem odpowiedzialności za budowę zaciera się w nurcie historii.[6]

William Wilkinson zmarł w 1808 roku. Jego krótki, śląski epizod był zaledwie mgnieniem w porównaniu z całokształtem życia Baildona czy Redena, którzy związali się z tą ziemią na zawsze. Ale w historii przemysłu czas mierzy się siłą wpływu, a nie liczbą miesięcy w kalendarzu.[2, 3]

Najlepszym podsumowaniem tej niesamowitej historii nie jest wcale monumentalny pomnik czy opasła księga. Jest nim ta jedna, krótka notatka w gazecie z 1789 roku, donosząca, że w Tarnowskich Górach ktoś przyjechał, wybrał węgiel, przygotował koks i przeprowadził pomyślną próbę na oczach chłonnych nowej wiedzy ludzi.[1]

W tym jednym lakonicznym zapisie widać, w jaki sposób wiedza potrafi przekraczać granice krajów i epok. Nie za pomocą wielkich dekretów, ale dzięki rzemieślnikom z wizją, którzy po prostu stają przy piecu i pokazują innym, od czego zacząć.

Anonimowy kronikarz sprzed wieków uznał, że wystarczy zapisać samo nazwisko. Dzisiaj, oddając mu sprawiedliwość, dopowiadamy wreszcie to imię na nowo: William.

Przypisy i źródłaDossier archiwalne  •  8 pozycji
  1. [1]
    „Schlesische Provinzialblätter”, t. 9, styczeń–czerwiec 1789, s. 535; fragment odczytany z reprodukcji w artykule Ernsta Koenigsfelda wymienionym w przypisie [2], s. 29. Cytat w tekście w tłumaczeniu własnym. Świadkiem pracy jest wskazany w notatce dzierżawca huty żelaza. ↑ Do tekstu
  2. [2]
    Ernst Koenigsfeld, „William Wilkinson, ein Mitarbeiter des Grafen Reden”, „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, 1984, nr 9, s. 28–30 (przedruk ze „Schlesien”, I/1984). Podstawa informacji o śląskiej podróży, kooperacji z Redenem, poszukiwaniach węgla i logistyce. https://digishelf.de/objekt/010077960_1984/285/LOG_0011/ ↑ Do tekstu
  3. [3]
    National Galleries of Scotland, karta „William Wilkinson, 1744–1808. Ironmaster in England and France”, nr inw. EP IV 281.1. Źródło lat życia. Karta odczytana 12.10.2026. https://www.nationalgalleries.org/art-and-artists/41196 ↑ Do tekstu
  4. [4]
    European Route of Industrial Heritage (ERIH), „William Wilkinson (1744–1808)”. Podstawa informacji o działalności we Francji i powiązaniu z I. de Wendelem. https://www.erih.net/how-it-started/stories-about-people-biographies/biography/wilkinson/ ↑ Do tekstu
  5. [5]
    „Stahl und Eisen”, Jg. 20, Nr. 19, 1 października 1900, s. 1016 (Berichte über Versammlungen aus Fachvereinen). Potwierdzenie wczesnych, francuskich dokonań inżyniera i wzniesienia pieca w Le Creusot (1782). ↑ Do tekstu
  6. [6]
    Ernst Koenigsfeld, „John Baildon und die Anfänge von Bergbau und Industrie in Oberschlesien”, „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, 1985, nr 4 i nr 5. Plany wielkich pieców, produkcja precyzyjnych cylindrów w Ozimku oraz kooperacja J. Baildona i J.F. Weddinga w realizacji pomysłów Wilkinsona. ↑ Do tekstu
  7. [7]
    Józef Tomasz Juros, „Ozimek na konferencji w Muzeum Górnośląskim”, „Wiadomości Ozimskie”, 2025, nr 3 (363). Opracowanie akcentujące ogromną, wieloletnią rolę Huty Małapanew jako poligonu doświadczalnego dla brytyjskich inżynierów oraz pierwsze próby z produkcją stali. ↑ Do tekstu
  8. [8]
    (frz), „Sławni w Tarnowskich Górach”, „Trybuna Górnicza”, 2004, nr 8. Informacja precyzująca dotarcie inżyniera do miasta 7 stycznia 1789 r.
0
0

There are no comments yet

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *