Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Category

Bytom

Zderzenie rolniczych Szombierek z rosnącą kopalnią Hohenzollern. Drewniane wozy i chłopi na pierwszym planie, a w tle dymiące kominy we mgle.

Szombierki, jakich już nie ma. Dawna wieś, kopalnia i koniec starego świata

Historia Szombierek

Szombierki, jakich już nie ma. Dawna wieś, kopalnia i koniec starego świata

Opowieść o dawnym Schombergu: gospodarzach, stawach, Szarej Szkole, kopalni Hohenzollern, Walku Rzyli i katastrofie 1945 roku.

Zanim niecka bytomska zapadła się pod ciężarem własnego bogactwa, a nad południowym skrajem Bytomia zaczęły górować szyby, kominy i przemysłowe zabudowania kopalni Hohenzollern, późniejszej KWK Szombierki, istniał tu świat zupełnie inny: rolniczy, powolny, zanurzony w rytmie pór roku, polnych dróg, stawów, ogrodów i rodzinnych gospodarstw.

Według lokalnej tradycji, utrwalonej między innymi we wspomnieniach Karla Grzeschika, dawna nazwa miejscowości wiązała się z położeniem osady na łagodnym, pięknie usytuowanym wzniesieniu — stąd Schönberg, czyli „piękna góra”. W dawnych dokumentach i zapisach pojawiały się różne formy tej nazwy: Schoeneberg, Schoenberg, Schomberg, Schambirk czy Schambirik. Sami dawni mieszkańcy mieli z czułością mówić o sobie jako o „Schoneberskich” albo „Schonebergerach”.

Dziś, patrząc na Szombierki przez pryzmat kopalni, elektrociepłowni, familoków i powojennych przemian, łatwo zapomnieć, że przez stulecia była to przede wszystkim wieś gospodarzy. Aby zrozumieć dawny Schomberg, trzeba odsunąć na bok obraz industrialnej dzielnicy i wrócić do czasów, gdy najważniejszym punktem odniesienia nie była kopalniana szychta, lecz ziemia, woda, droga, kościół, szkoła i rodzinne gospodarstwo.

Korzenie dawnej osady: od XVII-wiecznych metryk do katastru z 1843 roku

Historia szombierskich rodów to zapis długiego trwania, które przetrwało epidemie, wojny, zmiany państwowe i całkowitą przemianę krajobrazu. Najwcześniejsze zachowane ślady demograficzne, uchwycone w księgach metrykalnych parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Bytomiu z lat 1676–1708, pokazują żywą, rozwijającą się wspólnotę rolniczą.

Na kartach tych dawnych ksiąg pojawiają się ojcowie rodzin, którzy należeli do najstarszej uchwytnej warstwy mieszkańców Szombierek: Wawrzyniec Banas, Stanisław Duda, Maciej Mierzwa, Jan Wloka, a także przedstawiciel lokalnej szlachty Jan Jerzy Mitrowski. Obecność wielopokoleniowych rodzin, takich jak Mierzwowie, dowodzi, że chłopska tkanka osady była silna i głęboko zakorzeniona w tej ziemi.

Oś czasu – Kluczowe daty starego Schomberga
1676–1708
Najstarsze zachowane metryki parafii Wniebowzięcia NMP w Bytomiu z nazwiskami mieszkańców Szombierek.
1843
Powstanie mapy i wykazu gruntów Schomberger Rustical Feldmark, przywoływanych przez Karla Pietscha.
1869
Początek prac przy budowie szybów kopalni Hohenzollern – koniec epoki czysto rolniczej.

Ponad sto lat po najstarszych zapiskach, podobną ciągłość widać w materiałach związanych z dawną mapą i wykazem gruntów Schomberger Rustical Feldmark z 1843 roku. Przekazane nam przez Karla Pietscha archiwalia wymieniają czternastu gospodarzy posiadających grunty w dawnym Schombergu:

Gospodarze Szombierek (1843 r.)

Norbert Cygan, Wojtek Matura, Walek Skorka, Joseph Matuschik, Joseph Donath, Peter Malcherczyk, Wojtek Klokosch, Johann Malcherczyk, Franz Fitzek, Gregor Przibila, Johann Prizibila, Peter Lukoschczyk, Johann Lukoschczyk oraz Valek Skorka.

Ich posiadłości znajdowały się po obu stronach dawnej szosy, późniejszej Beuthener Straße, a także w kierunku południowo-zachodnim, ku granicom z Orzegowem i Bobrkiem, aż po okolice Czarnej Drogi — Schwarzer Weg. Był to jeszcze świat jednej głównej drogi, bocznych dojazdów do gospodarstw i pól wchodzących w obręb dawnego dominium.

Z czasem, wraz z przesunięciami własnościowymi, małżeństwami i osiedlaniem się nowych rodzin, w szombierskim krajobrazie pojawiały się kolejne nazwiska: Rzyla, Mikolajczyk, Mierzwa, Mokrzki, Kowollik oraz Flatzek (zapisywany także jako Flaczek). Nie byli oni oderwanymi epizodami, lecz częścią procesu, w którym dawna wiejska wspólnota powoli rozszerzała się i zmieniała. Był to ostatni moment, kiedy gospodarze mogli z okien swoich domów oglądać horyzont niezakłócony wieżami szybowymi.

Geografia zaginionego świata: stawy, wąwozy i dawne szlaki

Przestrzeń, w której żyli dawni gospodarze, radykalnie różniła się od dzisiejszej siatki ulic. Zanim potrzeby kopalni Hohenzollern wymusiły budowę nowych połączeń komunikacyjnych, a później — w 1912 roku — wytyczono nową drogę orzegowską, dawny Schomberg był miejscem polnych traktów, podmokłych obniżeń i lokalnych nazw terenowych, które tworzyły osobną mapę pamięci mieszkańców.

Centralnym punktem dawnej wspólnoty był Wiesny Dół, czyli Dorfanger — wiejski plac, pastwisko i wspólna przestrzeń mieszkańców. W późniejszym czasie wzdłuż tego dawnego układu powstała ulica Dorfangerstraße (dzisiejsza ul. ks. bp. Adriana Włodarskiego). Z kolei schodząc drogą w kierunku Orzegowa, trafiało się do Głębokiego Dołu. W pobliżu zlokalizowanego tam dawnego domu celnego (Zollhaus), lokalne legendy umiejscawiały siedlisko śląskiego Utopca, co tylko potwierdza, jak mocno tutejszy wodny krajobraz pobudzał ludową wyobraźnię.

Na północno-wschodnich obrzeżach, przy dawnym Młynie Pielki, leżało pole zwane Zydowiną, a dalej, tuż przy granicy z Bobrkiem – Graniecznik. Były to nazwy przechowujące cenną wiedzę o dawnym użytkowaniu ziemi i lokalnych granicach.

Szczególnie ważnym elementem tego przedprzemysłowego krajobrazu była Cegielnia Galonska. Gdy po pierwszej wojnie światowej zakończyła działalność, jej głębokie wyrobiska zaczęły wypełniać się wodą. Tak powstał malowniczy system stawów, znanych jako Galonska-Teiche. Jeszcze na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku w Szombierkach istniały mniejsze i większe zbiorniki: Schuster-Teich, Skowronek-Teich czy Pauly-Teich.

Dzieci bawiące się w wysokich trzcinach nad mętnym stawem po dawnej cegielni Galonska w Szombierkach. W tle zarysy budynków.
Glinianki po dawnej cegielni Galonska, znane jako Galonska-Teiche, były ulubionym, choć bywało, że i niebezpiecznym miejscem zabaw szombierskich dzieci (wizualizacja).

Z biegiem czasu glinianki ustępowały miejsca postępowi. Zostały zasypane i zrekultywowane, a na ich terenie wybudowano lodowisko, ogrody szkolne, boiska oraz plac targowy. Jednak w pamięci najstarszych mieszkańców, Szombierki na zawsze pozostały krainą dzikich stawów, trzcin i beztroskich, dziecięcych wypraw nad wodę.

Szara Szkoła, nauczyciel z wędką i psoty na stawach

Serce dawnej osady biło także w murach Katolickiej Szkoły Ludowej. Ze względu na swój surowy, popielaty tynk, budynek zyskał przydomek „Szarej Szkoły” (Graue Schule). W latach dwudziestych XX wieku był to już bardzo stary, około stuletni gmach, liczący zaledwie cztery sale lekcyjne. Jedno z małych pomieszczeń na poddaszu długo służyło za skromne mieszkanie dla nauczycieli.

Z uwagi na rosnącą populację osady, w jednej klasie nierzadko tłoczyło się ponad pięćdziesięcioro dzieci. Kroniki i pamiętniki wspominają wyrazistą kadrę: matematyka Henschla, przyrodnika Chwastka oraz wychowawcę Winklera, który przeszedł do lokalnej legendy jako postać wyjątkowo barwna.

Winkler był wędkarzem wręcz fanatycznym. Wydzierżawił część dawnych stawów po cegielni (przez co zaczęto je nazywać Winkler’sche Teiche) oraz dwa stawy w lesie Goj. Każdy wolny czas spędzał nad taflą wody, a dzieci uwielbiały mu w tym asystować. Ponieważ jego mały syn na widok każdego połowu krzyczał radośnie: „Ottl, ein Fisch!”, owo zawołanie błyskawicznie stało się szkolnym przezwiskiem srogiego pedagoga.

Surowy nauczyciel w starodawnym stroju z wędką w dłoni stoi nad brzegiem stawu. W tle widoczny szary budynek dawnej szkoły.
Surowy nauczyciel Winkler, zwany przez uczniów „Ottl, ein Fisch”, gotowy do wyciągnięcia swoich podopiecznych z opresji na stawie (wizualizacja).

Karl Grzeschik we wspomnieniach z pietyzmem przywołuje pewną letnią anegdotę. Podczas szkolnej wyprawy nad jeden ze stawów, Winkler wspaniałomyślnie pozwolił dzieciom na kąpiel, wyznaczając jednak surowy limit: nie wolno było odpływać dalej niż dwa, trzy metry od brzegu. Kiedy jednak wychowawca całkowicie pochłonął się holowaniem dorodnej ryby, chłopcy dostrzegli szansę na mały bunt.

Wypatrzyli gruby, trzymetrowy pień drzewa i postanowili użyć go jak tratwy, spychając na głębszą wodę. Pech chciał, że na pniu znalazł się uczeń, który kompletnie nie potrafił pływać. Gdy „tratwa” odbiła od brzegu, chłopiec wpadł w panikę, krzycząc i niebezpiecznie miotając się w wodzie. Winkler, z twarzą purpurową ze strachu i złości, w jednej chwili musiał porzucić wędkę i w pełnym, eleganckim stroju nauczycielskim wskoczyć wpław do stawu. Choć zdołał uratować mokrego psotnika, solidna bura, która po tym nastąpiła, zakończyła szkolne wycieczki nad stawy na bardzo długi czas.

W cieniu kopalni Hohenzollern i zmierzch dawnych tradycji

Ten sielski, przesiąknięty zapachem gliny i trzcinowisk rolniczy świat, zaczął bezpowrotnie pękać wraz z nastaniem ery wielkiego węgla. Jak można przeczytać w historii KWK Szombierki (Hohenzollerngrube), wbicie pierwszej łopaty pod nowe szyby w 1869 roku na zawsze zmieniło krajobraz tej ziemi. Ziemia, która przez pokolenia żywiła chłopów, stała się bezlitosną przestrzenią przemysłową.

Gwałtowny rozwój kopalni, zarządzanej przez wpływową administrację Schaffgotschów, wymagał dróg, nowej infrastruktury i przede wszystkim tysięcy rąk do pracy. Do Szombierek masowo napływali robotnicy z różnych zakątków. Aby ich pomieścić, budowano specjalne kolonie mieszkalne. Powstawały tam domy przeznaczone dla kilku rodzin, projektowane wzdłuż wytyczanych arterii: Wilhelmstraße, Feldstraße, Godullahütterstraße czy Rathausstraße.

Ponieważ nowi pracownicy w dużej mierze wywodzili się jeszcze ze środowisk chłopskich, administracja świadomie łagodziła im szok urbanizacyjny. Przy budynkach takich jak słynne „Kleine Häusel” przewidziano przydomowe ogródki oraz przybudówki gospodarcze dla drobnego inwentarza. Górnik po morderczej dniówce mógł nadal uprawiać pole i dbać o zwierzęta, utrzymując swoisty, hybrydowy rytm życia.

Kopalnia Hohenzollern: Żelazny gigant

Industrializacja nie pukała do drzwi Szombierek – ona wyważyła je z impetem. Powstanie kopalni Hohenzollern (późniejszej KWK Szombierki) na zawsze zmieniło krajobraz osady. To wtedy rolnicze Schomberg zaczęło znikać pod warstwą węglowego pyłu.

Archiwalna fotografia przedstawiająca potężne szyby, dymiące kominy i przemysłową zabudowę dawnej kopalni Hohenzollern w Szombierkach.
Kopalnia Hohenzollern – żelazny gigant, który na zawsze zmienił krajobraz i strukturę demograficzną Szombierek. Fotografia archiwalna.

Kiedy spojrzymy do Księgi adresowej z lat 1910/1911, widać już wyraźnie ten moment przejściowy. Obok nielicznych wciąż gospodarzy i tradycyjnych rzemieślników, takich jak rzeźnicy czy szewcy, dziesiątki stron wypełniają nazwiska sztygarów, maszynistów wyciągowych, urzędników i zwykłych rębaczy pracujących dla koncernu.

Mimo industrialnego gorsetu, Szombierki ambitnie walczyły o przestrzeń do rekreacji. W 1933 roku dawną Bażantarnię (Fasanerie) z rozmachem przekształcono w Volkspark — piękny park wypoczynkowy pełen zieleni, ławek do gry w skata i zacienionych alejek. Równie prężnie rozwijało się życie towarzyskie. Zmęczeni robotnicy chętnie spotykali się przy kuflu piwa (więcej o tym w artykule o historii piwnych tradycji Bytomia), a w letnie popołudnia słuchali górniczej orkiestry w ogrodach Gräflich Schaffgotsch’sche Gasthaus. Wyjątkową renomą cieszyła się także restauracja Juliusa Cygana, która w cieniu kominów oferowała swoim gościom absolutnie luksusową rozrywkę — romantyczne rejsy gondolami po prywatnym stawie.

Walek Rzyla — ostatni Szombierczanin w chłopskim stroju

Na skrzyżowaniu tych dwóch światów, węglowego i rolniczego, trwał uparcie stary porządek. Choć dawny stan chłopski kurczył się w zastraszającym tempie, do lat 40. XX wieku przetrwały jeszcze gospodarstwa Mikolajczyków, Kowollików czy rodziny Rzyla. To właśnie reprezentant tej ostatniej familii stał się chodzącym symbolem minionej epoki.

Valentin „Walek” Rzyla był ostatnim Szombierczaninem, który z nieukrywaną dumą, na co dzień nosił dawny śląski strój chłopski (Bauerntracht). Walek kochał ten wizerunek – posiadał w szafie aż pięć kompletnych, odświętnych garniturów. Wyjątkową czcią otaczał swoje tradycyjne, zamszowe spodnie z jeleniej skóry (Hirschlederhose). Nikomu nie pozwalał się do nich zbliżyć: prał je wyłącznie własnoręcznie i sam osobiście barwił luksusowym szafranem.

Vinzent Rzyla i jego zięć Knura ubrani w odświętne, tradycyjne śląskie stroje chłopskie. Mężczyźni mają na sobie jasne koszule, zamszowe spodnie, wysokie buty i ciemne kapelusze.
Bauerntracht z Szombierek. W takim stroju dumnie kroczył ulicami Walek Rzyla, manifestując przywiązanie do gasnącej tradycji.

Obdarzony znakomitą pamięcią i krzepą, Rzyla był duszą towarzystwa. Doskonale znał stare obyczaje, uwielbiał tańczyć i nigdy nie odmawiał dobrego trunku. W październiku 1938 roku, razem z żoną Marią z domu Mokrzki, hucznie obchodzili złote gody. Był to prawdopodobnie jeden z ostatnich radosnych akordów starego Schomberga.

Odejście nestorów rodu Rzyla
29 X 1938
Złote gody Walentego „Walka” Rzyli i Marii z domu Mokrzki (rodziców sześciorga dzieci).
16 II 1944
Śmierć Walentego Rzyli (82 lata). Został pochowany w swoim najlepszym, ubarwionym szafranem stroju.
9 III 1944
Śmierć Marii Rzyli (72 lata). Zmarła niespełna miesiąc po swoim mężu.

Walenty zmarł zimą 1944 roku i zgodnie z ostatnią wolą spoczął w ziemi w swoim najlepszym ubiorze. Wraz ze śmiercią jego i jego żony zamknął się pewien rozdział historii – i z perspektywy czasu dobrze się stało, że Walek Rzyla nie dożył tego, co na tę uświęconą tradycją ziemię miało spaść rok później.

Katastrofa 1945 roku i administracyjny epizod „Chruszczowa”

Rok 1945 dla mieszkańców Szombierek nie oznaczał politycznego wyzwolenia, ale gwałtowny i okrutny koniec ich dotychczasowego świata. Jak szczegółowo rekonstruuje to opracowanie poświęcone tragedii 1945 roku, wejście Armii Czerwonej przyniosło falę strachu, gwałtów, wywózek i bezpowrotnych zniszczeń.

Z końcem stycznia na mroźnych ulicach padły pierwsze ofiary cywilne, w tym młody Valentin Paracz, zastrzelony tuż przy zabudowaniach plebanii w drodze do domu. 2 lutego 1945 roku spłonął doszczętnie wspaniały, neogotycki Pałac Schaffgotschów (wzniesiony dla spadkobierców Karola Goduli) – tracąc w płomieniach nie tylko zabytkowe mury, ale i olbrzymią część dziedzictwa materialnego dzielnicy.

Zniszczona wieś pokryta śniegiem i gruzami. W tle płonie potężny neogotycki pałac. Czerwona łuna ognia i czarny dym dominują nad zimowym krajobrazem.
Rok 1945. Data, która złamała kręgosłup dawnej, wielopokoleniowej wspólnocie Szombierek (wizualizacja).

Wkrótce z placu kopalni Hohenzollern wyruszyły bydlęce wagony wywożące śląskich górników (jak Georg Matlok czy Hans Likar) do morderczej pracy w łagrach Związku Radzieckiego. Wiele kobiet zostało przymusowo zapędzonych do demontażu fabryk w obozie Blechhammer. Osada, która przez lata tak harmonijnie łączyła wieś i przemysł, nagle opustoszała i spłynęła łzami.

Dopełnieniem tej tragedii była urzędowa farsa, jaką miejscowość przeszła po wojnie. W ferworze przymusowej repolonizacji i odcinania wszelkich więzi z poniemiecką przeszłością, nowy aparat władzy zmienił nie tylko wszystkie tabliczki z nazwami ulic, ale na kilka lat ochrzcił dumny Schomberg całkowicie sztuczną nazwą „Chruszczów”. Był to gorzki i bolesny paradoks dla nielicznych, ocalałych z wojennej zawieruchy mieszkańców.

Zakończenie: Bytomska Atlantyda

Dziś dawny Schomberg przypomina zatopioną Atlantydę. Pod grubą warstwą asfaltu, blokowisk, żelbetowych szybów i powojennych uproszczeń, ukrywa się świat Banasów, Mierzwów, Flaczków, Rzylów i dziesiątek innych rodzin. Świat chłopskich zagród, tajemniczych, mrocznych stawów po cegielniach, surowej Szarej Szkoły i dumnych gospodarzy barwiących swoje spodnie szafranem.

Wbrew pozorom ten stary świat nie zniknął całkowicie w pyle historii i kopalnianych zawałach. Jego echa wciąż rezonują w pożółkłych księgach metrykalnych, strzępkach ludowych legend i takich wspomnieniach, jakie pozostawił po sobie Karl Grzeschik. Dopóki mamy odwagę rekonstruować tę opowieść — nie z perspektywy węgla i kominów, ale z perspektywy ludzi, którzy tu żyli, śmiali się i płakali — dopóty duch Szombierek, jakich już nie ma, wciąż pozostaje żywy.

Źródła i opracowania

  1. Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, September 1980, nr 9.
  2. Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, Juni 1983, nr 6.
  3. Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, Juli/August 1983, nr 7/8.
  4. Materiały i opracowania opublikowane na blogu flaczek.com, w tym m.in:
  5. KWK Szombierki (Hohenzollerngrube) – Historia Żelaznego Giganta.
  6. Dawne nazwy terenowe Szombierek wg Paula Franzkego z 1925.
  7. Szombierki (Schomberg) w księdze adresowej 1910/1911: ulice, zawody i nazwiska.
  8. Szomberki 1945: Tragedia mieszkańców i koniec pewnej epoki.
  9. Tajemnice ksiąg metrykalnych: Odkryj nazwiska mieszkańców Szombierek (1676–1708).
3
0

Read more

Mroczna grafika z napisami tytułowymi, ukazująca potężną kopalnię węgla kamiennego Hohenzollerngrube w Bytomiu, górującą nad dawną, rolniczą osadą Szombierki.

Hohenzollerngrube / KWK Szombierki – Żelazny gigant, który wchłonął Szombierki

Hohenzollerngrube / KWK Szombierki

Żelazny gigant, który wchłonął Szombierki

Historia kopalni, która z rolniczej osady stworzyła przemysłowy krajobraz Bytomia — i zostawiła po sobie stalową wieżę szybu Krystyna.

Wstęp: Żelazny gigant, który wchłonął Szombierki

Zanim niecka bytomska zapadła się pod ciężarem własnego bogactwa, południowy skraj tego obszaru – dawny Gemarkung Schomberg – był senną, rolniczą osadą. Z każdym rokiem Bytomska Atlantyda pochłania jednak kolejne ślady przeszłości. Wsie ustępowały miejsca kominom, a pola uprawne zamieniały się w tętniące życiem, spowite dymem i pyłem zaplecza wielkiego przemysłu. Gdy w połowie XIX wieku odkryto tu potężne pokłady „czarnego złota”, los Szombierek został przypieczętowany.

Hohenzollerngrube w Szombierkach z wieżą szybową i wagonami kolejowymi na pierwszym planie
Hohenzollerngrube w Szombierkach. Monumentalne ujęcie zakładu z wieżą oznaczoną nazwą kopalni oraz wagonami na pierwszym planie. Fotografia od razu wprowadza w industrialny świat dawnej kopalni.

Dziś, patrząc na ulicę Zabrzańską 16, trudno wyobrazić sobie dawny, sielski krajobraz. Został po nim tylko milczący świadek historii – potężna, stalowa wieża szybu Krystyna. Ten dwuwieżowy kolos z 1929 roku góruje nad pustkowiem niczym rdzewiejący nagrobek kopalni, która kiedyś dawała życie i odbierała zdrowie tysiącom ludzi. Uratowana przed palnikami złomiarzy i wpisana do rejestru zabytków w 2004 roku, przypomina o żelaznym gigancie pierwotnie zwanym Hohenzollerngrube.

Dziewczęta, ręczne kołowroty i komenda „Stuckaj na byku!”

Drewniane wieże szybów Kaiser-Wilhelm i Hohenzollern w 1870 r.
Hohenzollerngrube w 1870 roku. Z lewej strony szyb Kaiser-Wilhelm, z prawej Hohenzollern. Surowa, drewniana infrastruktura zaledwie kilka miesięcy po wbiciu pierwszej łopaty.

Wszystko zaczęło się 14 lutego 1855 roku, gdy nadano pole górnicze Hohenzollern. Ostatecznie kopalnia wyłoniła się w 1870 roku z połączenia pól Hohenzollern, Comtesse, Elinor oraz Kleine. Zderzenie wielkich ambicji Joanny Schaffgotsch z prymitywną rzeczywistością tamtych lat było brutalne. 15 listopada 1869 roku, gdy wbito pierwszą łopatę pod główne szyby, brakowało jakiejkolwiek nowoczesnej technologii.

Hohenzollerngrube w Schomberg, panorama kopalni z 1912 roku z torami kolejowymi i zabudową zakładu
Hohenzollerngrube w 1912 roku. Historyczny podpis pod fotografią wspomina pierwsze wbicie łopaty pod szyby Kaiser-Wilhelm i Hohenzollern, dokonane 15 listopada 1869 roku przez ówczesnego inspektora górniczego Köhlera.

Praca opierała się niemal wyłącznie na sile ludzkich mięśni i ręcznych kołowrotach obsługiwanych przez dziewczęta. W tamtym surowym świecie każda maszyna miała swoją duszę i imię; jeden z najcięższych kołowrotów nazywano potocznie „Bykiem”. Gdy pracujący w głębi rębacz potrzebował transportu lub materiałów, wołał do góry charakterystyczne: „Stuckaj na byku!”. Ten okrzyk roboczy (od niem. stucken – pchać, napierać) stał się symbolem znoju – nakazywał dziewczętom rytmiczne i siłowe napieranie na korby urządzenia. Mimo tych niemal średniowiecznych metod, już w lipcu 1873 roku oddano do użytku szyby Hohenzollern (późniejsza Ewa) oraz Kaiser Wilhelm (Krystyna). Pionierski rok wydobywczy zamknął się wynikiem 4 627 ton, a wśród 180 pionierów pracowało wówczas sześć kobiet, dzielących trud z mężczyznami w pyle rodzącego się przemysłu.

Skok w nowoczesność: Złoty wiek Schaffgotschów

Prawdziwa rewolucja przyszła wraz z objęciem zarządu przez Gräflich Schaffgotsch’sche Werke GmbH. Kopalnia, napędzana wizją kolejnych dyrektorów generalnych koncernu – od radcy sprawiedliwości dr. Stephana na przełomie wieków, po dr. Bervego w latach 30. – weszła w swój złoty wiek. To właśnie tutaj w 1882 roku, na poziomie 180 metrów, uruchomiono pierwszą w pruskim górnictwie elektryczną lokomotywę dołową.

Pracownicy i dozór kopalni Hohenzollerngrube w ubraniach roboczych na schodach zakładu
Załoga i dozór kopalni. Pracownicy w jasnych ubraniach roboczych przy wejściu na teren zakładu. Fotografia pokazuje codzienny, techniczny wymiar pracy w nowoczesnej kopalni.
Dyrekcja i dozór kopalni Hohenzollerngrube, w tym Bergwerksdirektor Dr. Jansen
Kadra kierownicza Hohenzollerngrube. Reprezentacyjna fotografia dyrekcji i dozoru, z podpisem wskazującym m.in. Bergwerksdirektora dr. Jansena.

Fundamenty pod potęgę zakładu budowali tacy weterani jak maszynista Georg Stanienda. Choć w szczytowym dla kopalni 1929 roku był już zapewne jedynie legendarnym wspomnieniem (pracę rozpoczął w listopadzie 1870 r., kończąc 55-letnią służbę około 1925 r.), to właśnie oddanie takich ludzi pozwoliło Szombierkom stać się technologicznym liderem. W 1933 roku na wieży Kaiser-Wilhelm zamontowano elektryczną maszynę wyciągową o mocy 3264 KM – wówczas największą w Europie. Wydobycie skoczyło do niebotycznych 2,5 miliona ton rocznie, a pod ziemią i na powierzchni pracowała armia 5 500 ludzi.

Krew na węglu: katastrofy i mroczne karty

Śląski węgiel zawsze żądał ofiar. 22 listopada 1909 roku, podczas zalewania podziemnego pożaru, pękła tama. W rwącej fali błota i wody zginęli trzej członkowie dozoru, których nazwiska do dziś powinny budzić dreszcz: zarządca górniczy Chowanietz, inżynier maszynowy Bontzek oraz sztygar wentylacyjny Baron. Zaledwie rok później pod ziemię zapadł się drewniany szyb Georg (Georgschacht), pełniący dotąd kluczową funkcję szybu drzewnego.

Mroczne ujęcie zabudowań kopalni Szombierki z wieżą Krystyna widzianą zza ceglanego muru
Cień kopalni. Ujęcie zza ceglanego muru, z sylwetką przemysłowych zabudowań w tle, dobrze współgra z opowieścią o katastrofach, wojnie, deportacjach i powojennym zniewoleniu.
Odznaka pamiątkowa za zasługi dla ratownictwa górniczego
Odznaka ratownictwa górniczego. Symboliczny dodatek do opowieści o zagrożeniach pracy pod ziemią i ofiarach górniczego żywiołu.

Wielka polityka również nie oszczędzała zakładu. We wrześniu 1939 roku polski ostrzał artyleryjski dotkliwie uszkodził wieżę wyciągową i sortownię. Jednak najmroczniejszy rozdział zapisała historia w 1945 roku. Po zajęciu Szombierek przez oddziały sowieckie 28 stycznia, rozpoczęła się tragedia deportacji. Setki pracowników, w tym Franz Strzala, zostało wywiezionych do łagrów w Stalino lub na mordercze stepy Kazachstanu (Bedpak-dała). Ci, którzy zostali, trafiali często do obozu pracy przymusowej MBP, który do końca lat 40. składał się z pięciu baraków, stając się symbolem powojennego zniewolenia.

Zakończenie: Znikająca kopalnia i ocalałe podziemia

Potężny apetyt na węgiel ostatecznie zwrócił się przeciwko samemu miastu. Eksploatacja tzw. filara ochronnego pod centrum Bytomia i Wzgórzem Małgorzaty doprowadziła do osiadania terenu o cały metr, bezpowrotnie niszcząc strukturę miasta. 1 marca 1996 roku wydobyto ostatni wagonik węgla, kończąc ponad stuletnią epokę.

Do 2001 roku rozebrano większość zabudowań, zostawiając jedynie stalowy szkielet szybu Krystyna jako pamiątkę dawnej wielkości. Jednak Szombierki wciąż oddychają pod ziemią. Dawny szyb Hohenzollern, przemianowany na Ewę, pozostaje czynny w strukturach Centralnego Zakładu Odwadniania Kopalń. Dzień i noc potężne pompy usuwają wodę z podziemi, pilnując, by Bytomska Atlantyda nie została ostatecznie pochłonięta przez zalewającą ją otchłań. Żelazny gigant umarł, ale jego serce wciąż musi bić, by miasto nad nim mogło trwać.

Widok z lotu ptaka na Hohenzollerngrube w Schomberg Beuthen OS w 1920 roku
Hohenzollerngrube z lotu ptaka, 1920 rok. Rozległy kompleks kopalni pokazany z góry. W kontekście późniejszej likwidacji i rozbiórki zabudowań fotografia działa jak wizualne podsumowanie utraconej przemysłowej Atlantydy Szombierek.
Słownik nazwisk i stanowisk Genealogiczna ściąga dla osób szukających przodków związanych z Hohenzollerngrube / KWK Szombierki. Domyślnie zwinięta — rozwiń i wpisz nazwisko, funkcję albo niemiecką nazwę stanowiska.
36 / 36 pozycji

Joanna Schaffgotsch

właścicielka majątku / zaplecze własnościowe

Postać związana z początkami przemysłowego rozwoju Hohenzollerngrube i majątkiem Schaffgotschów.

dr h.c. Heinrich Werner

generalny dyrektor

W bazie wskazany jako osoba odpowiedzialna za rozwój kopalni do końca wojny.

dr Stephan

radca sprawiedliwości / dyrekcja generalna koncernu

W artykule występuje jako jedna z postaci zarządczych związanych z okresem rozwoju koncernu Schaffgotschów.

dr Berve

dyrekcja generalna koncernu

W artykule wymieniony jako postać z kadry zarządczej lat 30.

Janik

dyrektor kopalni

W bazie odnotowany wśród dyrektorów kopalni około 1900 roku.

Kuhna

dyrektor kopalni

W bazie odnotowany wśród dyrektorów kopalni około 1900 roku.

Hübner

dyrektor kopalni

W bazie wskazany jako dyrektor kopalni w 1929 roku.

dr Jansen

Bergwerksdirektor / dyrektor kopalni

W bazie wskazany jako dyrektor z lat 30.; występuje również w podpisie fotografii kadry kierowniczej.

Sucker

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Laske

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Helmin

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Dahms

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Chowanietz

zarządca górniczy / członek dozoru

W artykule wskazany jako jedna z ofiar katastrofy z 22 listopada 1909 roku.

Meyer

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Kempe

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Kalka

mistrz maszynowy

Nazwisko wymienione w bazie wśród mistrzów maszynowych.

Berger

mistrz maszynowy

Nazwisko wymienione w bazie wśród mistrzów maszynowych. W pieśni z okazji otwarcia kopalni w 1873 roku wspomniano, że walczył z żywiołem wody.

Thometzek

mistrz maszynowy

Postać upamiętniona w okolicznościowej pieśni z 8 lipca 1873 roku, śpiewanej podczas uroczystego otwarcia kopalni.

Kinne

mistrz maszynowy

Postać wspomniana w górniczej pieśni z 8 lipca 1873 roku z okazji oddania zakładu do użytku.

Bontzek

inżynier maszynowy / mistrz maszynowy

W bazie występuje przy kadrze maszynowej; w artykule wskazany jako ofiara katastrofy z 1909 roku.

Baron

sztygar wentylacyjny

W artykule wskazany jako jedna z ofiar katastrofy z 22 listopada 1909 roku.

Georg Stanienda

maszynista

Weteran kopalni, w bazie opisany jako maszynista z 55-letnim stażem bez przerwy.

Walther Thurm

sztygar państwowy / związkowiec

Pracownik zasłużony i weteran wymieniony w bazie wiedzy.

Paul Istel

pracownik zasłużony / weteran

Nazwisko wymienione w bazie w grupie pracowników zasłużonych i weteranów.

Franz Strzala

kolekcjoner i archiwista

W bazie opisany jako kolekcjoner i archiwista pracujący na kopalni; w artykule występuje także w kontekście deportacji 1945 roku.

Köhler

inspektor górniczy

W podpisie fotografii z 1912 roku wskazany jako osoba, która 15 listopada 1869 roku dokonała pierwszego wbicia łopaty pod główne szyby.

Weiß

Berginspektor

Nazwisko z podpisu fotografii kadry kierowniczej Hohenzollerngrube.

Kaletta

kadra / osoba z fotografii

Nazwisko z podpisu fotografii kadry kierowniczej; funkcja wymaga dalszego doprecyzowania źródłowego.

Fabisch

Abteilungssteiger

Nazwisko z podpisu fotografii; opisany jako Abt. Steiger, czyli sztygar oddziałowy.

Koch

Erster Bergrat

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako pierwszy radca górniczy.

Wotzka

Maurer / murarz

Nazwisko z podpisu fotografii; zapisane jako Maurer Wotzka.

Linnemann

Oberbergrat

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako wyższy radca górniczy.

Skutta

Wettersteiger

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako sztygar wentylacyjny.

Czoik

kadra / osoba z fotografii

Nazwisko z podpisu fotografii kadry kierowniczej; funkcja wymaga dalszego doprecyzowania źródłowego.

Nowara

Steigerstellvertreter

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako zastępca sztygara.

Fiedler

Bergrat

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako radca górniczy.

Brak wyników dla wpisanej frazy. Spróbuj samego nazwiska, funkcji albo niemieckiej nazwy stanowiska.

Bibliografia

  1. Jaros, Jerzy, Słownik historyczny kopalń węgla na ziemiach polskich, Śląski Instytut Naukowy, Katowice 1984.
  2. Pliesch, Reinhold, Aus der Vergangenheit der Hohenzollerngrube in Schomberg, „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 8, 1969.
  3. Stanienda, Georg, wspomnienia maszynisty Hohenzollerngrube, spisane w 1934 r., opublikowane w: „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, 1969.
  4. Macha, Simon, Beitrag zur Ortskunde von Beuthen OS., „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 6, 1969.
  5. Schaffgotsch Werks-Zeitung, 1935, Jg. 3, nr 15.
  6. Materiały kadrowe i biograficzne dotyczące Dyrekcji Generalnej Koncernu Schaffgotschów oraz zakładów Gräflich Schaffgotsch’sche Werke GmbH, w tym informacje o kadrze zarządczej Hohenzollerngrube.
  7. Materiały prasowe i wspomnieniowe dotyczące katastrofy z 22 listopada 1909 r. w kopalni Hohenzollerngrube, w tym relacje identyfikujące członków dozoru: Chowanietza, Bontzka i Barona.
  8. Wydawnictwa ziomkowskie z RFN, w tym relacje świadków, biogramy i artykuły W. Thurma, H. Kolonko oraz F. Strzali, publikowane w latach 1954–1991.
  9. Relacje powojenne i materiały wspomnieniowe dotyczące deportacji pracowników kopalni w 1945 r. do obozów w Stalino oraz na stepy Kazachstanu, w tym obszar Bedpak-dała.
  10. Prasa przedwojenna: Ostdeutsche Morgenpost — rocznik 1927, Bodensee-Rundschau — rocznik 1939, Volkswille — rocznik 1927.
  11. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Wykaz kopalń węgla kamiennego przewidzianych do likwidacji w 1998 r., „Dziennik Ustaw” 63, poz. 409, 1998.
  12. Śląski Wojewódzki Konserwator Zabytków, Rejestr zabytków w Bytomiu, wpis dotyczący wieży wyciągowej szybu Krystyna z pozostałościami wyposażenia, nr rej. A/135/04, 30 grudnia 2004 r.
  13. Centralny Zakład Odwadniania Kopalń / Spółka Restrukturyzacji Kopalń S.A., materiały dotyczące pompowni Szombierki i odwadniania dawnych wyrobisk KWK Szombierki.
  14. Flaczek.com, cyfrowe zbiory artykułów historycznych, w tym materiały dotyczące Szombierek, Wzgórza Małgorzaty, Młyna Pielki oraz systemu rzecznego Bytomki i Iserbach.
  15. Kopalnia Węgla Kamiennego Szombierki, Wikipedia, wolna encyklopedia, stan wykorzystany pomocniczo przy weryfikacji chronologii zakładu.

↑ Wróć do góry

2
0

Read more

Stylizowana rycina przedstawiająca elitę Bractwa Strzeleckiego w Bytomiu (Schützengilde zu Beuthen O.S.) w historycznych mundurach. W centrum znajduje się statuetka srebrnego kura na tle dawnego Domu Strzeleckiego na Górecku.

Bractwo Strzeleckie w Bytomiu / Schützengilde zu Beuthen O.S. Elita, srebrny kur i ostatnie lato starego świata

Bractwo Strzeleckie w Bytomiu / Schützengilde zu Beuthen O.S. Elita, srebrny kur i ostatnie lato starego świata

Privilegierte Schützengilde in Beuthen O.S. — dzieje bytomskich strzelców od średniowiecznych tradycji obrony miasta po czerwiec 1939 roku.

Wstęp: srebrny kur, którego już nie ma

Bytom miał wiele elit: urzędniczą, kupiecką, przemysłową, rzemieślniczą i kościelną. Przez długie stulecia istniała jednak jeszcze jedna wspólnota, w której te światy spotykały się przy tarczach, sztandarach, muzyce i ceremoniale: Bractwo Strzeleckie w Bytomiu, czyli historyczna Schützengilde zu Beuthen O.S.. Określenie „bractwo kurkowe” pozostaje tu użyteczne dla polskiego czytelnika, ale nazwą bliższą źródłom dla dawnej organizacji bytomskiej jest właśnie Bractwo Strzeleckie.

Nie była to tylko grupa ludzi z bronią. Bractwo było miejskim rytuałem prestiżu. Rzeźnicy, piekarze, kupcy, fabrykanci, lekarze, urzędnicy i wojskowi w stanie spoczynku występowali tu jako królowie, rycerze, marszałkowie, mistrzowie strzeleccy, członkowie zarządu i zwycięzcy zawodów. Dla genealoga to materiał szczególny: nazwisko pojawia się często razem z zawodem, funkcją, rokiem i miejscem w miejskiej hierarchii.

Dostojnicy Bractwa Strzeleckiego w Bytomiu w strojach organizacyjnych z odznakami i wieńcami
Dostojnicy Kgl. Priv. Schützengilde Beuthen, czyli Królewskiego Uprzywilejowanego Bractwa Strzeleckiego w Bytomiu. Fotografia prasowa po cyfrowym oczyszczeniu; podpis źródłowy zachowany w obrazie.

Nad tą historią unosi się zagadka zaginionego srebrnego kura. Według tradycji był to najcenniejszy klejnot gildii — srebrny ptak, symbol królewskiego zwycięstwa. W nocy z 3 na 4 marca 1839 roku z sali posiedzeń bytomskiego magistratu skradziono pamiątki Bractwa: insygnia, odznaki i srebrne zawieszki. Ten epizod jest jednym z najbardziej filmowych momentów w dziejach bytomskich strzelców, a zarazem kluczem do krytycznego spojrzenia na legendę o kurze z 1452 roku.

Historia Bractwa zaczyna się więc od dwóch rzeczy naraz: od bardzo starej tradycji miejskiej i od braku pewnego aktu założycielskiego. Mamy tropy średniowieczne, przekazy kronikarskie, odnowienie strzelań królewskich w 1728 roku i dramatyczną kradzież z 1839 roku. Nie mamy jednak jednego dokumentu, który pozwalałby powiedzieć: „tu, tego dnia, narodziło się Bractwo Strzeleckie w Bytomiu”. Dlatego ta opowieść jest nie tylko gawędą, lecz także śledztwem.

Śledztwo historyczne: od średniowiecznych poszlak do kradzieży z ratusza

Miasto bez aktu założycielskiego

Najstarsza historia Bractwa zaczyna się od braku. Nie zachował się dokument powołujący bytomską gildię strzelecką. Według późniejszych opracowań akta mogły przepaść w wielkich pożarach miasta z lat 1515 i 1582. Dlatego początki Bractwa trzeba rekonstruować z poszlak, tradycji i późniejszych wzmianek.

Pierwszy trop prowadzi do 1369 roku, kiedy w dokumencie pojawiają się mieszczanie Mathäus Messer i Schelm Arprost. Nazwisko Arprost bywa wiązane z niemieckim Armbrust, czyli kuszą. To ciekawy ślad językowy i społeczny, ale nie dowód istnienia zorganizowanej gildii. Bezpieczniej mówić o środowisku miejskim związanym z obronnością niż o pewnej, gotowej instytucji.

W literaturze pojawiają się też tropy późniejsze: przekaz o towarzystwie łuczniczym istniejącym być może przed 1495 rokiem, data 1508 znana z tradycji kronikarskiej oraz ustalenia Franza Samola, który uznawał początek XVI wieku za najbardziej prawdopodobny horyzont pierwszej korporacji strzeleckiej. Ostrożność jest tu konieczna: w najstarszym okresie mówimy raczej o warstwach tradycji niż o jednej pewnej dacie założenia.

Od 1728 roku do zaginionych insygniów

Przełom nastąpił w maju 1728 roku. Według Franza Samola dokument odnowienia strzelań królewskich nosił datę 1 maja 1728 roku, natomiast Franz Gramer wiązał z początkiem maja ogłoszenie Carla Josefa Henckel von Donnersmarcka pierwszym monarchą brackim. Pierwsze odnowione strzelanie królewskie odbyło się w dniach 17–19 maja 1728 roku, a w przekazie Samola jako zwycięzca i oficjalnie dekorowany król pojawia się chirurg Wilhelm Bresler.

Najważniejszym przechodnim trofeum królewskim było insygnium ufundowane przez protektora: srebrny łańcuch z zawieszką ważącą 28 łutów, ozdobioną herbem Henckel von Donnersmarcków. Dopiero obok niego funkcjonowały inne trofea i zwyczaje, w tym później przywrócony tytuł Króla Ptasiego oraz osobliwy bytomski zwyczaj Króla Serowego.

Nie było to założenie nowego klubu w nowoczesnym sensie, lecz świadome odnowienie dawnej tradycji strzelań królewskich. Od tej chwili bytomscy strzelcy coraz wyraźniej funkcjonowali jako instytucja miejskiej reprezentacji: z własnymi tytułami, insygniami, rytmem świąt, pamięcią o dawnym porządku i protektoratem arystokratycznym.

Najbardziej dramatyczny epizod wydarzył się w nocy z 3 na 4 marca 1839 roku. Z magistratu zniknęły przechowywane tam klejnoty Bractwa: insygnia królewskie, odznaki i srebrne zawieszki fundowane przez dawnych zwycięzców. Strata była nie tylko materialna. Skradziono symbole ciągłości i prestiżu.

Właśnie wykaz skradzionych przedmiotów pozwala oddzielić fakt od legendy. Opowieść o srebrnym kurze z 1452 roku nie znajduje w nim potwierdzenia. Ustalenia Krzysztofa Gwoździa i Marka Wojcika wskazują natomiast na zawieszkę z 1752 roku. To nie odbiera historii uroku, ale przenosi średniowieczną datę z poziomu faktu na poziom późniejszej tradycji.

Barwy, lojalność i porządek

W połowie XIX wieku Bractwo wyraźnie wpisało się w porządek lojalności wobec monarchii pruskiej. W czasie Wiosny Ludów z inicjatywy organizacji powołano w Bytomiu Straż Obywatelską, a sztandar bracki został w 1855 roku udekorowany przez Fryderyka Wilhelma IV wstęgą z orderem rodowym Hohenzollernów. To wyróżnienie potwierdzało wysoką pozycję organizacji i pozwalało jej używać nazwy Königlich privilegierte Schützengilde, czyli Królewskie Uprzywilejowane Bractwo Strzeleckie.

Dom Strzelecki na Górecku: od ogrodu do BECEK-u

Od fosy do Górecka

Historia Bractwa to także historia miejsc. Najstarsze strzelnice wiązały się z obrzeżami dawnego miasta, rejonem murów, fosy i przestrzeniami, które dziś trudno rozpoznać pod współczesną zabudową. Po likwidacji starszej strzelnicy przy murach miejskich nowy obiekt urządzono po północnej stronie miasta, w dawnej fosie. Strzelnicę oddano do użytku 10 września 1809 roku; jej tor miał około 200 metrów i przebiegał w rejonie dzisiejszych ulic Podgórnej oraz Stanisława Webera.

Po ciężarach wojen napoleońskich Bractwo zubożało i 9 lipca 1817 roku sprzedało strzelnicę Jakobowi Sorauerowi, zachowując jednak możliwość odbywania tam ćwiczeń strzeleckich. Dopiero druga połowa XIX wieku przyniosła nowy, trwały etap. W 1861 roku protektor Bractwa, Hugo Henckel von Donnersmarck, odstąpił strzelcom teren na Górecku, dawnym Guretzku. Budowę rozpoczęto wiosną, kamień węgielny wmurowano 6 kwietnia, a uroczyste otwarcie nowej siedziby odbyło się 20 lipca 1861 roku.

Od tej chwili Górecko stało się nie tylko strzelnicą, lecz także ogrodem, miejscem zebrań, koncertów, zabaw i miejskich uroczystości. To właśnie ta lokalizacja prowadzi nas do dzisiejszego Bytomskiego Centrum Kultury.

1877–1878: Paul Jackisch i reprezentacyjny Dom Strzelecki

Pierwszy budynek na Górecku szybko okazał się za mały. W latach 70. XIX wieku przeprowadzono dużą przebudowę według planów Paula Jackischa, jednego z ważnych architektów związanych z Bytomiem i Górnym Śląskiem. Rozbudowany obiekt miał już ambicje prawdziwego domu towarzyskiego: z dużą salą, sceną, garderobami, jadalnią, salą bilardową, mieszkaniami dla obsługi oraz osiemnastometrową wieżą z belwederem.

Uroczyste otwarcie nastąpiło w styczniu 1878 roku. Od tego momentu kompleks na Górecku stał się jednym z ważnych punktów życia społecznego Bytomia. Organizowano tu nie tylko wydarzenia brackie, ale również bale, koncerty, spotkania i uroczystości miejskie.

1888: pożar sceny

W 1888 roku kompleks częściowo spłonął. Ogień strawił między innymi scenę. Zachowane akta Królewskiej Policji Budowlanej pokazują, że odbudowa ruszyła bardzo szybko: dokumenty z lipca i sierpnia 1888 roku potwierdzają prace przy scenie oraz garderobach.

To ważny szczegół, bo pokazuje, że Dom Strzelecki nie był tylko zapleczem zawodów. Scena, sale i ogród były potrzebne miejskiemu życiu kulturalnemu i towarzyskiemu. Ten epizod warto widzieć także w szerszym kontekście historii straży pożarnej na Śląsku i w Bytomiu, ponieważ pożary budynków publicznych należały do tych zdarzeń, które szczególnie mocno wpływały na organizację bezpieczeństwa, przepisy budowlane i codzienne funkcjonowanie miasta.

1907–1912: konkurs, Walter i nowy gmach

Na początku XX wieku stary Dom Strzelecki nie odpowiadał już ambicjom Bractwa ani roli, jaką Bytom odgrywał w Górnośląskim Związku Strzeleckim. W 1907 roku podjęto decyzję o budowie nowej siedziby. W 1910 roku rozpisano konkurs architektoniczny na projekt Domu Strzeleckiego i hali strzeleckiej. To ważna korekta: rok 1910 oznacza konkurs, nie inaugurację gmachu.

Konkurs wygrał Hilmar Möller z Hamburga, ale jego projekt nie został zrealizowany w pierwotnej formie. Ostateczne prace powierzono bytomskiemu architektowi Eugenowi Walterowi, który przygotował projekt ukończony w maju 1911 roku. Stary budynek rozebrano w 1911 roku, a nowa siedziba została ukończona w 1912 roku. Uroczysta inauguracja odbyła się 18 sierpnia 1912 roku.

Goście przy poświęceniu nowego Domu Strzeleckiego w Bytomiu
Goście podczas uroczystości poświęcenia nowego budynku Bractwa. W centrum widoczny duchowny dokonujący kościelnego poświęcenia obiektu. Zdjęcie pokazuje, że Dom Strzelecki był miejscem reprezentacyjnym, łączącym środowisko brackie, władze miejskie i lokalne elity.

Nowy Dom Strzelecki miał wielką salę dla około tysiąca osób, mniejszą salę, restaurację, tarasy, zaplecze oraz halę strzelecką. Główna oś strzelecka liczyła 175 metrów, a dodatkowo wyznaczono krótsze dystanse: 65 metrów do strzelań myśliwskich i 35 metrów do pistoletów. Był to więc jednocześnie dom zebrań, sala balowa, przestrzeń koncertowa i nowoczesny obiekt sportowy.

Dostojnicy Bractwa Strzeleckiego w Bytomiu oraz nowy budynek, do którego przylegała strzelnica
Dostojnicy bytomskiego Bractwa oraz nowy budynek, do którego przylegał Schießstand, czyli część strzelecka kompleksu. Ilustracja dobrze pokazuje związek ceremoniału, architektury i infrastruktury strzeleckiej.

BECEK jako spadkobierca

Dzisiejszy BECEK stoi w miejscu, które od drugiej połowy XIX wieku było związane z koncertami, sceną, zgromadzeniami i miejską celebracją. Pod współczesną warstwą wydarzeń kulturalnych leży starszy porządek: park strzelecki, sala balowa, strzelnica, tarcze, królewskie proklamacje i potrzeba wspólnego uczestnictwa w życiu miasta. To dlatego dzieje Bractwa są tak mocno związane z historią architektury: budynki nie były tłem, ale współtworzyły rytuał.

Bytomska elita: genealogiczne serce Bractwa

Dla genealogów najcenniejsze jest to, że nazwiska brackie nie wiszą w próżni. Przy wielu pojawia się zawód, funkcja, tytuł, data, a czasem seria sukcesów rozciągnięta na całe dekady. Bractwo było miejską sceną społeczną, na której można obserwować awans, prestiż, rodzinne branże i trwałość pozycji.

Nadburmistrz Geisler przechodzi przed frontem strzelców Bractwa Strzeleckiego w Bytomiu
Nadburmistrz dr Geisler przechodzi przed frontem strzelców. Fotografia dobrze pokazuje publiczny, miejski charakter Bractwa: salut, szyk, obecność władz i rytuał reprezentacyjny.

Zachowana fotografia członków sprzed około 1880 roku pokazuje starszą warstwę tego środowiska. Widzimy tam między innymi Thomasa Blasiusa Garusa, rentiera; Paula Sosnę, mistrza piekarskiego; Franza Przybilkę, weterynarza powiatowego; Josepha Hahna, kupca i radnego; Ludwiga Bojaka, inspektora szpitala; oraz Augusta Goretzkiego, komornika aktuarialnego. Już ten zestaw pokazuje, że Bractwo łączyło rzemiosło, administrację, samorząd, opiekę publiczną i mieszczański kapitał.

Rzemieślnicy, kupcy i zaplecze Bractwa

Wśród nazwisk Bractwa Strzeleckiego szczególnie dobrze widać miejską elitę praktyczną: właścicieli warsztatów, kupców, restauratorów, urzędników, wojskowych i ludzi zaplecza. Tytuły strzeleckie nie były tylko odznaczeniami — często mówiły także o pozycji rodzin, zakładów i całych środowisk zawodowych.

Rzeźnicy

  • Max Hentschel — mistrz rzeźnicki, jedna z najważniejszych postaci brackich. Król Ptasi w latach 1903, 1926 i 1927; I Rycerz Ptasi w 1923 roku, II Rycerz w 1933 roku.
  • Max Bulla — mistrz rzeźnicki, Król Tarczowy w 1939 roku.
  • Lomnitz — Król Ptasi z 1923 roku.
  • Paul Goretzki — rzeźnik odnotowany w 1931 roku.

Piekarze

  • Emanuel Marcinek — starszy mistrz piekarski, Król Strzelecki w 1927 roku, I Rycerz Ptasi w 1929 roku, później II Rycerz Strzelecki.
  • Mucha, prawdopodobnie Johann — mistrz piekarski, Król Tarczowy w 1930 oraz 1938 roku.
  • Paul Sosna — mistrz piekarski widoczny już w starszej warstwie ikonograficznej, na fotografii sprzed około 1880 roku.

Kupcy

  • Koch — nazwisko wymagające ostrożności, ponieważ w źródłach występuje kilka osób: zmarły przed marcem 1922 roku prezes, Carl Koch, Król Strzelecki z 1923 roku i wiceprezes w 1933 roku, oraz Max Koch, wyróżniony w Preisschießen w 1933 roku i rewident kasowy w 1935 roku.
  • Neumann — wiceprezes w 1922 roku i Król Strzelecki w 1926 roku.
  • Johannes Syrzisko — Król Tarczowy w 1927 i 1929 roku, następnie Król Strzelecki w 1934 roku.
  • Paul Ullmann — Król Strzelecki w 1929 i 1939 roku.
  • Georg Hahn — II Rycerz w 1931 roku i I Rycerz w 1939 roku.

Fabrykanci i urzędnicy

  • Uthemann — dyrektor, I Rycerz Strzelecki w 1926 roku.
  • Wilhelm Stuka — właściciel fabryki, członek zarządu od 1922 roku, II Rycerz Ptasi w 1923 i 1929 roku, Książę Koronny / I Rycerz Strzelecki w 1927 roku, wiceprezes w 1935 roku.

Wojskowi

  • Klimke — major w stanie spoczynku, prezes od 1922 roku do końca lat 30.
  • Deetz — major w stanie spoczynku, prowadził strzelania.
  • Steinitz — major a.D., potwierdzony jako 1. Mistrz Strzelecki w 1936 i 1939 roku.

Ludzie zaplecza

  • Franz Smuda — restaurator, prowadził lokal spotkań sekcji brackich około 1931 roku.
  • Richard Jendrusch — mistrz kowalski, zawodnik w 1927 roku, II Mistrz Strzelecki w 1932 oraz 1936 roku.
  • Hampel — mistrz kowalski, II Rycerz w 1939 roku.
  • Wloczyk — ustrzelił jabłko orła.
  • Thiel — mistrz stolarski, ustrzelił koronę orła.

Przykład genealogiczny: Peter Flatzek

Wśród dobrodziejów Bractwa pojawia się także Peter Flatzek, właściciel cegielni. W 1905 roku przekazał na potrzeby altany z kolumnadą kamień budowlany i cegły, a ponadto zapisał Bractwu 600 marek. Kilka lat później jego nazwisko funkcjonowało już w kalendarzu zawodów jako legat Flatzka.

Strzelanie związane z tym legatem odnotowano między innymi w 1910 roku, gdy nagrody zdobyli Paul Gowik i Hans Polotzek, oraz w 1913 roku, gdy zwyciężyli Julius Michalik i Paul Horn.

Uwaga genealogiczna: nekrolog rodzinny dopowiada, że Flatzek był później dyrektorem administracyjnym Beuthener Ortskrankenkasse i radnym miejskim Partii Centrum. W tym miejscu informacja służy jedynie jako przykład, jak dane brackie można łączyć z innymi źródłami rodzinnymi.

Obyczaje i kurioza: precle, ser, orły i weterani

Rok bracki

Rok bytomskich strzelców miał własny rytm: walne zgromadzenia, wybory zarządu, wspomnienia zmarłych, audyty kasy, zimowe bale, noworoczne strzelania, Zielone Świątki, pochody, królewskie proklamacje i wieczorne zabawy.

W styczniu odbywało się Brezelschießen, czyli noworoczne strzelanie o precle. Nagrodami było 16 wielkich precli, jeden precel tarczowy oraz wielki piernik dla pechowca. W 1927 roku zwyciężył Wollny z wynikiem 54 punktów, Kukofka zajął drugie miejsce, Spenner trzecie, Koschuch zdobył głównego precla za punkt centralny, a Michatz otrzymał wielki piernik.

Najważniejsze święto przypadało przy Zielonych Świątkach. Pfingstkönigsschießen obejmowało przemarsz, orkiestrę, strzelanie do tarczy i ptaka, proklamację królów oraz Bal Królewski. W jednej uroczystości łączyły się sport, honor, towarzyskość i miejska reprezentacja.

Drewniany orzeł i Król Serowy

Schützenkönig, czyli Król Strzelecki, był wyłaniany w precyzyjnym strzelaniu do tarczy. Vogelkönig, czyli Król Ptasi albo Kurkowy, zwyciężał w strzelaniu do drewnianego ptaka, najczęściej określanego w źródłach jako orzeł. Osobno premiowano zestrzelenie korony, jabłka, berła oraz skrzydeł. Dzięki temu w gazetach mogło pojawić się kilka nazwisk z jednej konkurencji.

Nadburmistrz Adolf Knakrick wita nowego króla strzeleckiego w Bytomiu
Nadburmistrz dr Adolf Knakrick wita nowego króla strzeleckiego. Ten gest dobrze pokazuje, że tytuł Schützenkönig miał znaczenie nie tylko sportowe, lecz także społeczne i reprezentacyjne.

Jednym z najosobliwszych zwyczajów był Król Serowy, czyli Käsekönig. Regulamin z 1728 roku przewidywał, że opłaty startowe dzielono na trzynaście części. Dwanaście przeznaczano dla najlepszych strzelców, a trzynasta fundowała trofeum dla zawodnika z trzynastego miejsca: „pozłacany polski ser” — vergoldeter pohlischer Käse. To znakomity przykład miejskiego humoru wpisanego w poważny ceremoniał.

Liersch i weterani 22. pułku

Pięknym epizodem personalnym jest historia Lierscha, emerytowanego sekretarza pocztowego. W 1926 roku był Rycerzem Ptasim, a w końcu lat 30. zdobył tytuł Króla Ptasiego w wieku 70 lat. Ten szczegół pokazuje wielopokoleniowy charakter Bractwa: liczyły się nie tylko młodość i siła, ale także doświadczenie, cierpliwość i spokój.

Osobną warstwą była sekcja dawnych żołnierzy 1. Górnośląskiego Pułku Piechoty im. Keitha nr 22. Weterani mieli własną kategorię królewską. Wśród związanych z nią nazwisk pojawiają się między innymi Barth, Löbinger, Pospich, Roter / Rother, Stoschek, Ullmann i Wodarz. To dla genealogów ważna wskazówka: nazwisko w tabeli strzeleckiej może prowadzić dalej, do akt wojskowych, list weteranów, nekrologów i organizacji kombatanckich.

Ostatni akord: czerwiec 1939 roku

W latach 30. Bractwo funkcjonowało już w świecie innym niż ten z 1728, 1861 czy 1912 roku. Dawny mieszczański ceremoniał trwał nadal, ale został wpisany w porządek państwowego sportu strzeleckiego III Rzeszy. Trzeba więc zachować podwójną perspektywę: nie udawać, że lata 30. były niewinną kontynuacją dawnego obyczaju, ale też widzieć, że dla wielu członków Bractwo pozostawało przestrzenią rodzinnej pamięci, zawodów, znajomości i lokalnego prestiżu.

Bytomscy Jungschützen: Herbert Langner, Engelbert Babczynski, Georg Zygan i Walter Mendrowsky
Bytomscy Jungschützen: Herbert Langner jako król, Engelbert Babczynski jako I Rycerz, Georg Zygan jako II Rycerz oraz Walter Mendrowsky jako Król Ptasi. Fotografia pokazuje młodzieżowy wymiar Bractwa w latach 30. XX wieku.

Czerwiec 1939 roku był ostatnim udokumentowanym wielkim świętem strzeleckim przed wybuchem II wojny światowej. W tabeli królewskiej pojawiają się nazwiska, które brzmią jak ostatni zapis dawnego Bytomia: Paul Ullmann jako Król Strzelecki, Max Bulla, mistrz rzeźnicki, jako Król Tarczowy, Georg Hahn jako I Rycerz i Hampel, mistrz kowalski, jako II Rycerz. W tym samym roku występują także Sklorz i Hübner jako marszałkowie / rycerze tarczowi.

Paul Ullmann nie był przypadkowym zwycięzcą ostatniego sezonu. Był Królem Strzeleckim już w 1929 roku, I Rycerzem w 1934 roku i ponownie Królem Strzeleckim w 1939 roku. Jego nazwisko tworzy symboliczną klamrę między końcem lat 20. a ostatnim latem przed katastrofą.

Za kilka miesięcy wybuchnie wojna. Stary świat górnośląskich bractw, bali, gazetowych notatek, lokalnych hierarchii i wielopokoleniowych rytuałów zostanie przecięty przez historię. Dlatego dzieje Bractwa Strzeleckiego w Bytomiu nie są tylko historią sportu. Są historią miasta widzianego przez ludzi: przez rzeźników, piekarzy, kupców, kowali, urzędników, wojskowych, restauratorów, architektów i rodziny, których nazwiska zachowały się w prasie, protokołach, planach budowlanych, fotografiach i opowieściach.

Na końcu zostaje obraz niemal symboliczny: srebrny kur, którego już nie ma; Dom Strzelecki, który zmieniał funkcje i znaczenia; oraz długa lista nazwisk, z których każde może być początkiem osobnej rodzinnej historii. Właśnie dlatego bytomscy strzelcy zasługują na pamięć — nie jako ciekawostka z marginesu dziejów, ale jako jedna z tych instytucji, przez które dawne miasto mówi do nas najpełniejszym głosem.

Indeks nazwisk: Bractwo Strzeleckie w Bytomiu / Schützengilde zu Beuthen O.S., 1369–1939

Pokaż indeks nazwisk i wyszukiwarkę

Indeks ma charakter pomocniczy i SEO. Hasła skrócono do formuły: nazwisko — zawód; funkcja; lata / kontekst.

Brak wyników dla wpisanej frazy.
  • Bloch, Max, dr — radca sanitarny; pośmiertny fundusz / legat bracki; 1930.
  • Bloch, Friedrich — syn dr. Maxa Blocha; dyrektor kopalni w Zabrzu; wykonawca woli / przekazanie 300 marek na rzecz Bractwa; 1930.
  • Bresler, August — mistrz krawiecki; król Bractwa; fundator srebrnej puszki; XVIII wiek.
  • Bresler, Wilhelm — chirurg; pierwszy zwycięzca po odnowieniu strzelań królewskich; 1728.
  • Büchs, Rochus — wytwórca kiełbas i wędlin; król ptasi; 1902.
  • Burtzik, Alfred — kupiec; zdobywca odznaki w strzelaniu fundowanym przez Reinholda Trojana; 1922.
  • Cohn, Josef — zmarły darczyńca; rodzina przekazała Bractwu 500 marek; 1930.
  • Czapla — dobrodziej Bractwa; wymieniony wśród darczyńców do 1906 roku.
  • Dintner, Johannes — mistrz krawiecki; Król Strzelecki; 1933.
  • Duda, Anton — kupiec; zwycięzca turniejowy / zdobywca odznaki; 1903, 1905.
  • Epbinder, Georg — prokurent; marszałek / rycerz; zwycięzca turnieju odpustowego; 1905.
  • Flatzek, Peter — właściciel cegielni; dobrodziej Bractwa Strzeleckiego; darczyńca materiałów na altanę z kolumnadą; zapis 600 marek; patron legatu Flatzka; według nekrologu także dyrektor administracyjny Beuthener Ortskrankenkasse i radny miejski; 1905, 1910, 1913, 1919.
  • Frankowitz, August — mistrz malarski; zdobywca odznaki w turnieju z okazji urodzin Wilhelma II; 1911.
  • Friedlaender, Moritz — dobrodziej Bractwa; darczyńca przy urządzaniu Parku Strzeleckiego; XIX wiek.
  • Gasch, Franz — nadsztygar; Król Związkowy Górnośląskiego Związku Strzeleckiego; 1878.
  • Gawenda, Gerhard — księgarz / strzelec; Król Ptasi; zwycięzca Legatu Testamentowego; lata 20.–30.
  • Geiger, Erich — mistrz malarski; marszałek / rycerz; dostojnik sekcji młodzieżowej; 1928–1936.
  • Geiger, Willi — mistrz malarski; Król Strzelecki; zwycięzca nagrody Wilhelma Krügera; 1924, 1925.
  • Gemander, Anton — zarządca dóbr Johanny von Schaffgotsch; darczyńca; wystrzelał tytuł królewski dla Fryderyka Wilhelma IV; 1857, 1861.
  • Generlich, Robert — kupiec; Król Ptasi; 1888.
  • Giller, Julius — kuśnierz; marszałek / rycerz; jubilat Bractwa; 1894, 1905.
  • Giller, Wilhelm — kuśnierz; darczyńca Bractwa; 1912.
  • Gohla, Johann — wytwórca kiełbas i wędlin; marszałek / rycerz; zwycięzca turniejowy; 1909–1910.
  • Gruschka, Amand — główny ogrodnik z Osiedla Borsiga; zwycięzca turniejowy; 1905.
  • Grziwok, Emanuel — drogerzysta; Król Strzelecki; zwycięzca Legatu Testamentowego; 1925, 1932.
  • Hakuba, Ignaz — radca miejski; pierwszy zwierzchnik / wiceprezes Bractwa; Król Ptasi; fundator złotego łańcucha funkcyjnego; darczyńca i patron legatu Hakuby; 1905–1911.
  • Hanke, Julius — mistrz tokarski; zdobywca odznaki w turnieju z okazji urodzin Wilhelma II; 1908.
  • Henckel-Gaschin von Donnersmarck, Edgar — protektor Bractwa; darczyńca 200 marek rocznie; patron turniejów i medali; 1909–1929.
  • Hoffmann, Bruno — sekretarz organizacji; przewodniczył proklamacji po wyborze Paula von Hindenburga na króla honorowego; 1928.
  • Horn, Paul — sekretarz magistratu; zwycięzca strzelania o legat Flatzka; marszałek / rycerz; 1910, 1913.
  • Iwan, Oskar — registrator; Król Strzelecki; marszałek / rycerz; 1902, 1906.
  • Jagusch, Heinrich — zegarmistrz z Mikołowa; I Rycerz Górnośląskiego Związku Strzeleckiego; 1896.
  • Jaworski, Ernst — kupiec; Król Strzelecki; 1894.
  • Joscht, Leopold / Josef — kupiec z Tarnowskich Gór; zdobywca odznaki okolicznościowej; 1900.
  • Jusczyk, Walter — zwycięzca Legatu Testamentowego; 1925.
  • Kabus, Albert — mistrz piekarski; Król Ptasi; lata 20.–30.
  • Kaller, Josef — kupiec; marszałek / rycerz; jubilat Bractwa; 1888, 1889, 1905.
  • Kammler, Josef, dr — lekarz; pośmiertne świadczenie przeznaczone na legaty; 1920.
  • Kannewischer, Wilhelm — producent kiełbas i wędlin; zdobywca odznaki okolicznościowej; 1900.
  • Karas, Franz — mistrz piekarski; zwycięzca turnieju odpustowego; 1905.
  • Kirchner, Hans — inżynier; marszałek / rycerz; dostojnik Bractwa; lata 20.–30.
  • Kirchner, Otto — zwycięzca Legatu Testamentowego; 1925.
  • Kirsch, Arthur — mistrz blacharski z Miechowic; Król Ptasi; 1922, 1925.
  • Klytta, Julius — kupiec / przedstawiciel handlowy; Król Strzelecki; lata 30.
  • Knakrick, Adolf, dr — inspektor Bractwa; przyjmował Edgara Henckel-Gaschin von Donnersmarcka w Domu Strzeleckim; 1929.
  • König, Otto — powiatowy budowniczy; Król Strzelecki; 1925.
  • Kolonko, Max — zegarmistrz z Tarnowskich Gór; marszałek / rycerz; zdobywca nagród; 1903, 1905, 1907.
  • Koschwitz, Carl — geodeta / mierniczy; zwycięzca turnieju z okazji urodzin Wilhelma II; autor planu sytuacyjnego terenów Bractwa; 1911.
  • Kozlik, Rudolf — elektryk; nagrodzony w turnieju królewskim / Tarcza Królewska; 1936.
  • Krause, Karl — restaurator; Król Strzelecki; 1935.
  • Krüger, Wilhelm — zegarmistrz; Król Strzelecki; fundator nagrody; 1925–1926.
  • Lampka, Theophil — właściciel cegielni parowej; komendant Bractwa; darczyńca terenu i legatu; Król Strzelecki; strzelał w imieniu Wilhelma II; 1902–1912.
  • Langer, Paul — sprzedawca wyrobów tytoniowych; zdobywca odznaki w turnieju z okazji urodzin Wilhelma II; 1911.
  • Leschek, Gerhard — właściciel hotelu; nagrodzony w turnieju królewskim / Tarcza Rycerska; 1936.
  • Lison, Robert — członek zarządu; dekorował zwycięzcę turnieju z okazji jubileuszu Edgara Henckel-Gaschin von Donnersmarcka; 1929.
  • Mende, Hugo — kupiec; upamiętniony corocznym strzelaniem w dniu urodzin; darowizna krewnych 350 marek; 1912.
  • Michalik, Julius — starszy mistrz cechu szewskiego i rentier; Król Strzelecki; wystrzelał tytuł honorowy dla Paula von Hindenburga; darczyńca 1000 marek; zwycięzca legatów; 1912–1936.
  • Mika, Theofil — mistrz piekarski; Król Ptasi; dostojnik Bractwa; lata 20.–30.
  • Milka, Josef — rentier; lewy marszałek / II Rycerz; 1907.
  • Mlynka — zwycięzca turnieju z okazji jubileuszu Edgara Henckel-Gaschin von Donnersmarcka; 1929.
  • Nikolai, Oskar — inżynier; marszałek / rycerz; 1904.
  • Nitsche, Emil — mistrz stolarski; zwycięzca turnieju okolicznościowego; 1897.
  • Oblonczek, Hans — budowniczy miejski; marszałek / rycerz; 1927.
  • Paikert, Johannes — handlarz wina; Król Strzelecki / Król Ptasi; 1906, 1909.
  • Pätzold, Albert — restaurator; marszałek / rycerz; lata 20.
  • Pfeiler, Arthur — mistrz piekarski; Król Strzelecki; 1922.
  • Polotzek, Hans — budowniczy miejski; zwycięzca legatu Flatzka; marszałek / rycerz; lata 20.–30.
  • Polotzek, Johann — miejski mistrz budowlany; Król Ptasi; 1924.
  • Przykling, Hugo — radca miejski; pierwszy zwierzchnik / wiceprezes Bractwa; członek honorowy; darczyńca pośmiertny; patron legatu Przyklinga; 1896–1907.
  • Rieger, Josef — mistrz ślusarski; zwycięzca turnieju z okazji urodzin Wilhelma II; 1889.
  • Scharla, Konstantin — producent wody mineralnej z Królewskiej Huty; marszałek / rycerz; 1903.
  • Schlesinger, Julius — mistrz murarski; wykonawca prac przy nowym Domu Strzeleckim; Król Ptasi; darczyńca / patron funduszu; 1907, 1911–1913, 1930.
  • Schmid, August / Schmidt, August — restaurator z Chropaczowa; marszałek / rycerz; nagrodzony w turnieju z okazji urodzin Wilhelma II; 1902–1903.
  • Schölling, Friedrich — radca miejski; darczyńca 320 marek na rzecz Bractwa; 1909.
  • Segnitz, Konrad — mistrz murarski; Król Strzelecki; darczyńca 336 marek; patron legatu; 1888, 1909–1912.
  • Seidemann, Hermann — mistrz brukarski; Król Ptasi; 1925.
  • Sollich, Alfons — wytwórca mydła; zdobywca odznaki; 1905, 1908.
  • Sotzik, Franz — mistrz murarski; pośmiertne świadczenie przeznaczone na legaty; 1920.
  • Stanossek, Karl — mistrz stolarski; zdobywca odznaki; wykonawca prac stolarskich przy nowym Domu Strzeleckim; 1905, 1911.
  • Stütza, Albert — miejski radca budowlany; widoczny w kontekście pochodu i turnieju królewskiego; 1929.
  • Tatzel, Hubert — handlarz sukna; marszałek / rycerz; 1928.
  • Thoma, Oskar — właściciel mleczarni; zdobywca złotej odznaki okolicznościowej; 1913.
  • Tokarz, Stefan — mistrz ślusarski; marszałek / rycerz; zdobywca odznaki; 1905, 1907.
  • Trojan, Reinhold — przedsiębiorca; fundator odznaki w strzelaniu brackim; 1922.
  • Warkotsch, Raimund — restaurator z Rozbarku; Król Ptasi; 1910.
  • Wehowsky, Johannes — dobrodziej Bractwa; darczyńca wymieniony w grupie ofiarodawców do 1906 roku.
  • Weigt, Julius — restaurator; zwycięzca turniejowy; Król Związkowy; darczyńca 300 marek; 1889, 1896, 1912.
  • Wicher, Julius — zwycięzca Legatu Testamentowego; 1925.
  • Wodak, Emil — inżynier wiertnictwa; prezes Górnośląskiego Związku Strzeleckiego; wykonawca / darczyńca; marszałek / rycerz; 1900–1913.
  • Wygasch, Johann — mistrz murarski / projektant estrady muzycznej; marszałek / rycerz; 1894, 1900.
  • Zawadzki, Constantin — przewodniczący rady miejskiej; widoczny w kontekście pochodu i turnieju królewskiego; 1929.
  • Zerkowski — dobrodziej Bractwa; wymieniony wśród darczyńców do 1906 roku.

Uwaga genealogiczna: powtarzające się nazwiska, takie jak Koch, Hahn, Goretzki, Przybilla / Przybilka, Bulla, Ullmann, Roter / Rother czy Hentschel, nie powinny być automatycznie łączone w jedną linię rodzinną. Przy dalszej kwerendzie należy sprawdzać imię, zawód, adres, datę, funkcję w Bractwie oraz wpisy w księgach adresowych, metrykach, nekrologach i prasie lokalnej.

Bibliografia

Pokaż bibliografię i źródła

Archiwalia i materiały rękopiśmienne

  1. Akta Policji Budowlanej — Bau-Polizei, Schützenhaus / plany sceny i garderób z 1888 roku, Archiwum Miejskie w Bytomiu, ul. Prusa.
  2. Samol, Franz, Chronik der Schützengilde zu Beuthen O.S. nach ihrer Wiedererrichtung am 1. Mai 1728…, rękopis, lata 1925–1934, zbiory Rafała Pietrzyka.
  3. Baza Wiedzy 1.0 — Bractwo Strzeleckie w Bytomiu / Schützengilde zu Beuthen O.S., roboczy korpus kwerendy.
  4. Baza Wiedzy 2.0 — Bractwo Strzeleckie w Bytomiu / Schützengilde zu Beuthen O.S.; uzupełnienia genealogiczne, prasowe i architektoniczne, roboczy korpus uzupełniający.

Monografie, kroniki i opracowania

  1. Gramer, Franz, Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien, Beuthen O.S. 1863.
  2. Gwóźdź, Krzysztof; Wojcik, Marek, Antecedencje i historia budynku Bytomskiego Centrum Kultury. Kompleks Bractwa Strzeleckiego, Bytom 2023.
  3. Kasperkowitz, Karl, Beuthen O.S., seria Monographien deutscher Städte, t. XV, Berlin-Friedenau 1925.
  4. Stodolka, Franz, Niemiecki los miasta Bytomia na Górnym Śląsku, robocze tłumaczenie / opracowanie.
  5. Stütz; Salzbrunn, Budownictwo miejskie Niemiec. Bytom, Dari-Verlag, Berlin-Halensee 1929.
  6. Pissarski, W., Walka samoobrony o Bytom 1921/22, wydanie własne.
  7. Sprawozdanie z kontroli gospodarności i organizacji administracji miejskiej w Bytomiu, oprac. Prezydent Najwyższej Izby Obrachunkowej Rzeszy, 1935.

Prasa lokalna i regionalna

  1. Der Oberschlesische Wanderer, w szczególności: 1903 nr 148; 1910 nr 82; 1938; 1939.
  2. Oberschlesien im Bild, roczniki i numery: 1926 nr 27; 1927 nr 26; 1929 nr 24.
  3. Ostdeutsche Morgenpost, w szczególności: 1922 nr 85; 1923 nr 140; 1926 nr 178; 1927 nr 1; 1929 nr 170; 1931–1936.
  4. Oberschlesische Zeitung, rocznik 1930.
  5. Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt, roczniki i numery: 1963 nr 5; 1964 nr 5; 1969 nr 5.

Krótka uwaga źródłowa

Najważniejszym źródłem kontrolnym dla historii kompleksu Domu Strzeleckiego, Górecka, konkursu z 1910 roku, projektu Eugena Waltera, hali strzeleckiej, regulaminów oraz mitu srebrnego kura z 1452 roku jest opracowanie Krzysztofa Gwoździa i Marka Wojcika, konsekwentnie prowadzące narrację wokół Bractwa Strzeleckiego w Bytomiu i jego kompleksu. Dla lat 1903–1939 podstawą genealogiczną pozostają robocze bazy wiedzy oparte na kwerendzie prasowej. Przy nazwiskach powtarzalnych zastosowano zasadę ostrożności: tożsamość osoby należy każdorazowo potwierdzać przez imię, zawód, adres, datę i funkcję.

0
0

Read more

Historyczna wizualizacja drewnianego młyna wodnego nad rzeką Iserbach (dzisiejsza Bytomka). W tle panorama przedindustrialnego Bytomia z wieżami kościołów.

Młyny dawnego Bytomia. Jak Iserbach, dzisiejsza Bytomka, napędzał miasto przed epoką kopalń

Bytom miał swoją wodną gospodarkę na długo przed tym, zanim stał się miastem kopalń, hut i kominów. Rzeka Iserbach — dzisiejsza Bytomka — nie była tylko ciekiem przecinającym doliny wokół miasta. Była źródłem energii, przedmiotem sporów, narzędziem władzy i podstawą codziennego chleba. To ona poruszała koła młynów, zasilała stawy, wyznaczała granice własności i decydowała o losie piekarzy, młynarzy oraz całych rodzin. Ten artykuł zbiera rozproszone ślady dawnych bytomskich młynów: od Klugiusa i Młyna Pielki, przez Goj i Szombierki, aż po rozbarski wiatrak i fałszywą legendę młyna w Zgorzelcu.

Sielski, historyczny krajobraz przedstawiający drewniany młyn wodny nad czystą rzeką Iserbach, przed nadejściem rewolucji przemysłowej na Śląsku.
Zanim Bytom stał się miastem kopalń i kominów, rwący nurt rzeki Iserbach (Bytomki) i praca młynów wodnych napędzały lokalną gospodarkę. (Wizualizacja)
Spis treści Rozwiń nawigację po artykule
  1. Rzeka, która pracowała
  2. Mapa młynów dawnego Bytomia
  3. Kto kontrolował wodę, kontrolował chleb
  4. Hrabia przeciw piekarzom i młynarzom
  5. Klugius, Kluka i zagadka dawnej Klukowickiej
  6. Kiedy kopalnie wypiły Iserbach
  7. Młyn Pielki: od koła wodnego do przytułku
  8. Ostatnie koła: Emanuel Brylka i silnik gazowy
  9. Okronglik, Podmlyn i płonący młyn Wollnego
  10. Wiatr zamiast wody: Rozbark i mit Zgorzelca
  11. Bytom, który stracił swoją wodną pamięć

Rzeka, która pracowała

Kiedy mówimy o dawnym Bytomiu, łatwo ulec obrazowi miasta górniczego: szybów, hut, hałd i dymiących kominów. To jednak obraz stosunkowo późny. Zanim przemysł bezpowrotnie przeorał krajobraz Górnego Śląska, gospodarka miasta była uzależniona od czegoś znacznie starszego i bardziej podstawowego — od wody.

Pełną rekonstrukcję pięciu dopływów Iserbachu omawialiśmy już przy okazji artykułu o Bytomskiej Atlantydzie i zaginionym Lasku Goj. Tam rzeka występuje przede wszystkim jako utracony krajobraz: doliny, źródła, stawy, promenady i zielone przestrzenie, które zniknęły pod miastem przemysłowym. Tutaj interesuje nas coś innego — nie sama mapa wody, ale jej praca.

Dawny Iserbach zasilał stawy, poruszał koła młyńskie, wspierał miejskie fosy i utrzymywał całe ciągi gospodarcze. Tam, gdzie dziś widzimy ulice, place, zabudowę i przemysłowe ślady XIX wieku, wcześniej istniała sieć wilgotnych obniżeń, cieków i spiętrzeń. Woda nie była dodatkiem do miasta. Była jego siłą napędową.

Dlatego opowieść o dawnych młynach Bytomia nie jest tylko historią kilku zapomnianych budynków. To opowieść o tym, kto miał prawo korzystać z nurtu, kto płacił daniny, kto mielił zboże, kto kontrolował chleb i kto ostatecznie przegrał z kopalnianymi pompami oraz przemysłową zmianą świata.

Mapa młynów dawnego Bytomia

Źródła i przedwojenne opracowania regionalne pozwalają uchwycić dawny Bytom jako przestrzeń młynów. Warto jednak pamiętać, że ta młynarska historia wyrastała z bardzo starego układu miejskiego. Już średniowieczne źródła i późniejsze opracowania pokazują miasto jako ważny punkt handlowy, otoczony polami, przedmieściami, obiektami kościelnymi i gospodarczymi. W takim właśnie krajobrazie — na styku miasta, wody, pól i instytucji kościelnych — mogły funkcjonować najstarsze młyny.

Część z nich stała bezpośrednio przy nurcie Iserbachu, część na jego dopływach, część w sąsiednich wsiach i osadach związanych gospodarczo z miastem. Inne — jak rozbarski wiatrak — powstały tam, gdzie brakowało odpowiedniego spadku wody i trzeba było zdać się na siłę wiatru.

Rejestr obiektów

Młyny i urządzenia wiatrowe dawnego Bytomia

Zestawienie najważniejszych obiektów związanych z dawną gospodarką wodną, przemiałem zboża i wykorzystaniem energii wiatru.

01

Młyn Klugiusa

Lokalizacja
przed Bramą Krakowską
Funkcja
młyn miejski / prywatny
Los
sprzedany i przekształcony w browar, słodownię oraz karczmę
02

Pilkermühle / Młyn Pielki

Lokalizacja
okolice Wzgórza św. Małgorzaty
Funkcja
młyn wodny, folwark, później osobna jednostka osadnicza
Los
utrata funkcji młynarskiej; później m.in. przytułek i teren inwestycji miejskich
03

Gojmühle / Młyn na Goju

Lokalizacja
dolina Iserbachu w rejonie Goju
Funkcja
młyn wodny, później zakład z napędem gazowym
Los
zamknięty w 1915 roku
04

Orzegower Mühle / Podmlyn

Lokalizacja
pogranicze Szombierek i Orzegowa
Funkcja
młyn wodny
Los
zanik tradycyjnej funkcji młynarskiej przed I wojną światową lub w jej czasie
05

Schomberger Mühle Wollnego

Lokalizacja
Szombierki
Funkcja
młyn powstały na bazie dawnego tartaku wodnego
Los
spłonął 6 grudnia 1893 roku i nie został odbudowany
06

Wiatrak rozbarski (wiatrak kozłowy)

Lokalizacja
dawna Groß-Dombrowkastraße 48 (historyczny trakt do Dąbrówki Wielkiej, dzisiejsza ulica Brzezińska).
Funkcja
drewniany wiatrak typu koźlak
Los
po zakończeniu pracy rozebrany i przeniesiony do Ligoty Woźnickiej

Ta tabela nie wyczerpuje wszystkich śladów młynarskich, ale pokazuje skalę zjawiska. Bytom i jego najbliższe okolice nie były wyłącznie miastem murów, kościołów i targów. Były także krajobrazem kół wodnych, stawów, grobli, rowów, spiętrzeń i sporów o przemiał.

Kto kontrolował wodę, kontrolował chleb

Młyn w dawnym mieście był czymś więcej niż zakładem usługowym. Był punktem strategicznym. Od jego pracy zależeli piekarze, mieszczanie, chłopi z okolicznych wsi, właściciele gruntów, probostwa i panowie stanowi. Zboże trzeba było zmielić, mąkę dostarczyć, chleb upiec, a z całego procesu pobrać czynsze, opłaty i daniny.

Woda była więc majątkiem. Kto miał dostęp do nurtu i prawo spiętrzania wody, ten miał wpływ na codzienne życie miasta. Młynarz nie był jedynie rzemieślnikiem obsługującym żarna. Był człowiekiem stojącym na styku gospodarki, prawa i władzy. Od jego zakładu zależał rytm produkcji chleba, ale sam młynarz zależał od właścicieli ziemskich, miasta, kościoła i kaprysów rzeki.

Najlepiej widać to na przykładzie Młyna Pielki, któremu poświęciliśmy już osobny artykuł: Młyn Pielki w Bytomiu — Pilkermühle. Tam młyn pojawia się nie tylko jako budynek nad wodą, ale jako całe gospodarstwo, obciążone powinnościami i wpisane w złożoną strukturę własnościową. W tym sensie każdy dawny młyn był małym węzłem ekonomicznym.

Nieprzypadkowo konflikty o młyny bywały tak ostre. W praktyce spór o wodę był sporem o chleb, a kontrola przemiału oznaczała również kontrolę nad pieniędzmi. Dlatego nawet pozornie lokalna kłótnia o staw czy groblę mogła przesądzić o tym, czy zakład będzie pracował, czy stanie bezużyteczny.

Hrabia przeciw piekarzom i młynarzom

Jednym z najbardziej wymownych epizodów w historii bytomskiego młynarstwa był konflikt z końca XVII wieku. Latem 1685 roku hrabia Leo Ferdynand wydał edykt, który uderzał bezpośrednio w miejskich piekarzy i młynarzy. Nakazał, aby zboże z terytorium Bytomia wożono do zmielenia wyłącznie do hrabiowskiego młyna Kunamühle w Brzezowicach.

Nie był to jednak drobny przepis porządkowy, lecz próba narzucenia monopolu. W samym Bytomiu działały wówczas zakłady, które mogły obsługiwać lokalnych piekarzy, w tym młyn należący do miasta oraz młyn związany z rodziną Klugiusów. Przymus kierowania zboża do młyna hrabiowskiego oznaczał więc uderzenie w dotychczasowy miejski obieg gospodarczy.

Pan stanowy nie tylko chciał przejąć kontrolę nad przemiałem. Według przekazów posunął się dalej: doprowadził do osuszenia stawów zasilających bytomskie młyny. Jeden z dawnych zbiorników został przekształcony w łąkę, inny w ogród. Dla młynarzy była to katastrofa. Młyn bez wody stawał się pustą skorupą, budynkiem bez serca.

Nieczynne drewniane koło młyńskie stojące w wyschniętym, spękanym korycie rzeki.
Odcięcie wody i osuszenie stawów młyńskich przez hrabiego Henckel von Donnersmarcka było wyrokiem dla bytomskich młynarzy, w tym słynnego Johanna Klugiusa. (Wizualizacja)

Ten konflikt dobrze pasuje do szerszego obrazu relacji między miastem a panami stanowymi, który omawialiśmy już w tekście o tyranii Donnersmarcków w dawnym Bytomiu. Tam chodziło o samowolę, obciążenia, spory sądowe i ograniczanie miejskich praw. Tutaj widzimy ten sam mechanizm w bardzo konkretnym miejscu: przy młynie, przy stawie, przy worku zboża.

Klugius, Kluka i zagadka dawnej Klukowickiej

Szczególnie dramatyczny wymiar miały losy młyna Klugiusów. Zakład znajdował się reprezentacyjnie przed Bramą Krakowską, a więc przy jednym z najważniejszych punktów dawnego miasta. Przez lata był częścią bytomskiej gospodarki, ale w warunkach presji ze strony panów stanowych i narastających długów jego właściciele znaleźli się w coraz trudniejszym położeniu.

W 1721 roku Jan Klugius, obciążony długami i pozbawiony realnych możliwości dalszego prowadzenia zakładu, sprzedał swój młyn nowemu panu stanowemu, hrabiemu Karlowi Josephowi. Bytomianie mogli oczekiwać, że młyn zostanie przywrócony do pracy, skoro był potrzebny miastu i piekarzom. Stało się jednak inaczej.

Wnętrza dawnego młyna przebudowano. Zamiast żaren i urządzeń młyńskich pojawiły się browar, słodownia i karczma gorzałczana. W ten sposób budynek, który wcześniej był symbolem miejskiego przemiału i pracy wody, został podporządkowany innej logice gospodarczej. Koło młyńskie zamilkło, a dawna funkcja przepadła.

Dawny młyn Klugiusa w Bytomiu przekształcony w browar, słodownię i karczmę gorzałczaną.
Po sprzedaży młyna Klugiusa dawny zakład młyński nie wrócił już do swojej pierwotnej funkcji. W jego wnętrzach urządzono browar, słodownię i karczmę gorzałczaną. (Wizualizacja)

Po Klugiusach została przede wszystkim pamięć zapisana w kronikach: nazwisko młynarza, historia sprzedaży zakładu i opowieść o miejskim rzemiośle wypieranym przez interesy panów stanowych. Nie należy jednak łączyć tego automatycznie z nazwą Klukowickiej. Historyczna Klukowicka / Klukowitzerstr., czyli dawna nazwa dzisiejszej ulicy Korfantego na Rozbarku, wiązana jest z nazwiskiem Kluka — właściciela stawu i młyna w rejonie dzisiejszych ulic Matejki i Szkolnej.

Kiedy kopalnie wypiły Iserbach

To, czego nie zniszczyły konflikty własnościowe i monopole, ostatecznie zabiła rewolucja przemysłowa. Początek XIX wieku przyniósł w okolicach Bytomia gwałtowny rozwój górnictwa. Głębokie szyby, pompy, maszyny parowe i eksploatacja złóż zmieniły stosunki wodne w sposób, którego dawni młynarze nie mogli powstrzymać.

Woda, która wcześniej wypływała ze źródeł i zasilała młyny, zaczęła znikać. Kopalniane pompy obniżały poziom wód podziemnych, a do dawnych cieków trafiały zanieczyszczenia związane z przemysłem i górnictwem kruszcowym. Iserbach, niegdyś rzeka pracy, stawał się coraz bardziej rowem odprowadzającym skutki industrializacji.

Stary młyn wodny na tle dymiących kominów fabrycznych i szybów kopalnianych z czasów rewolucji przemysłowej.
W XIX wieku kopalniane pompy parowe zaczęły osuszać podziemia. Z krystalicznych źródeł zniknęła woda, a dawne młyny przegrały starcie z rewolucją węglową. (Wizualizacja)

Okronglik, Podmlyn i płonący młyn Wollnego

Szersze tło tej przemiany opisaliśmy w artykule o Friedrichu Antonie von Heinitzu i narodzinach przemysłowego Śląska. Maszyna parowa była dla górnictwa wybawieniem, bo pozwalała odwadniać kopalnie. Dla dawnych młynów oznaczała jednak początek końca. Technika, która ratowała podziemne wyrobiska, odbierała wodę starym kołom młyńskim.

Właśnie tutaj spotykają się dwie historie Bytomia: stara, wodna i nowa, przemysłowa. Pierwsza opierała się na naturalnym nurcie, stawach i lokalnej produkcji. Druga potrzebowała coraz głębszych szybów, coraz silniejszych pomp i coraz większej ingerencji w podziemne zasoby wody. W tym starciu młyny nie miały szans.

Młyn Pielki: od koła wodnego do przytułku

Jednym z najbardziej symbolicznych przykładów tej przemiany był Młyn Pielki, czyli Pilkermühle. Jego dzieje są tak obszerne, że wymagają osobnej lektury — dlatego szczegółowo opisaliśmy je w artykule o Pilkermühle. W skrócie: był to jeden z tych obiektów, w których historia młyna przerodziła się w historię całego miejsca.

Gdy nurt Iserbachu słabł, a dawne warunki wodne przestały wystarczać do normalnej pracy, młyn tracił swoje pierwotne znaczenie. Jego solidne mury nie zniknęły jednak od razu. W późniejszym okresie dawny zakład mączny został wykorzystany w zupełnie inny sposób — jako miejski przytułek dla bezdomnych.

Ten finał ma w sobie gorzką symbolikę. Budynek, który przez pokolenia służył produkcji mąki i chleba, stał się miejscem schronienia dla ludzi wypchniętych poza margines przemysłowego miasta. W czasach świetności przytułku dach nad głową znajdowało w nim jednocześnie aż 82 osoby wyrzucone poza margines rozwijającego się przemysłowego miasta: 50 dorosłych mężczyzn, 18 kobiet oraz 14 bezdomnych młodocianych. Dawny młyn nie pracował już dla gospodarki wodnej, lecz został wchłonięty przez społeczne skutki nowoczesności.

Ostatnie koła: Emanuel Brylka i silnik gazowy

Nie wszystkie młyny poddały się od razu. Szczególnie ciekawy jest przykład młyna w rejonie Goju, związanego w przekazach z nazwami Gojmühle i Schaudermühle. Sam Goj, jako utracony zielony krajobraz Bytomia, pojawiał się już w artykule o Bytomskiej Atlantydzie. Tutaj najważniejszy jest jednak nie las, promenada czy nostalgia, lecz techniczna próba ratowania młynarskiej funkcji.

Ostatnim młynarzem w tym miejscu miał być Emanuel Brylka. Kiedy Iserbach nie dawał już wystarczającej siły do napędzania urządzeń, Brylka nie zamknął zakładu natychmiast. Podjął próbę przystosowania dawnego młyna do nowych czasów. Zamiast koła wodnego pojawił się silnik gazowy.

To niezwykle wymowny moment. W zabytkowych murach dawnego młyna wodnego zaczęła pracować maszyna należąca już do innej epoki. Przez ostatnie lata istnienia zakładu to nie nurt rzeki, lecz spalanie gazu poruszało mechanizmy i żarna. Młyn trwał, ale jego wodna dusza była już martwa.

Ostatecznie rachunek ekonomiczny okazał się bezlitosny. Utrzymywanie zakładu przestało się opłacać, a młyn zakończył działalność w 1915 roku. Data ta może być traktowana symbolicznie: u progu nowoczesnego, wojennego XX wieku kończyła się jedna z najstarszych warstw gospodarczej historii Bytomia.

Okronglik, Podmlyn i płonący młyn Wollnego

Dawna rzeka nie była wyłącznie użyteczna. Bywała także groźna. W rejonie Łąki Małgorzaty, w pobliżu miejsc znanych z wcześniejszych opowieści o Stawie Małgorzaty i zbrodni z 1363 roku, przekazy ludowe lokowały zdradliwe miejsce nazywane „Okronglikiem”. Woda miała tam wirować i wciągać nieostrożnych kąpiących się ludzi.

Nie trzeba tej opowieści traktować jak precyzyjnego raportu hydrologicznego, by dostrzec jej znaczenie. Pokazuje ona, że Iserbach zapisał się w pamięci mieszkańców nie tylko jako rzeka pracy, ale także jako żywioł. Mógł karmić, poruszać młyny i utrzymywać stawy, ale mógł też budzić lęk.

Dalej, na zachód, w stronę Szombierek i Orzegowa, istniał kolejny fragment młynarskiego krajobrazu. Przy granicy tych miejscowości wspominano Orzegower Mühle oraz drewniany dom z podwójnym dachem, określany lokalnie jako „Podmlyn”. Ostatnimi rodzinami związanymi tam z tradycyjnym rzemiosłem miały być rodziny Krziwon i Krzikawski.

Jeszcze dramatyczniejszy los spotkał młyn Wollnego w Szombierkach. Był to Schomberger Mühle — zakład powstały na bazie dawnego tartaku wodnego. 6 grudnia 1893 roku, w Mikołajki, budynek stanął w ogniu. Pożar strawił go doszczętnie, a młyna nie odbudowano.

Drewniany młyn wodny objęty potężnymi płomieniami podczas zimowej nocy.
Drewniane konstrukcje i wszechobecny pył mączny stanowiły śmiertelne zagrożenie. 6 grudnia 1893 roku płomienie doszczętnie strawiły potężny młyn Wollnego w Szombierkach. (Wizualizacja)

Pożary były jednym z największych zagrożeń dla dawnych młynów. Drewniana konstrukcja, pył mączny, suche belki i intensywna praca mechanizmów tworzyły niebezpieczne połączenie. W przypadku młyna Wollnego ogień zamknął historię miejsca ostatecznie. Ostatnim śladem dawnej aktywności w okolicy miała pozostać leśniczówka, kojarzona później z szombierskim leśniczym Peschkem.

Wiatr zamiast wody: Rozbark i mit Zgorzelca

Według zweryfikowanych źródeł (m.in. opartych na badaniach Luise Wecker) w swoim drugim etapie funkcjonowania rozbarski wiatrak kozłowy stał przy dawnej Groß-Dombrowkastraße 48, czyli przy dzisiejszej ulicy Brzezińskiej (historycznym trakcie w kierunku Dąbrówki Wielkiej). Topograficznie obszar ten odpowiada parceli u zbiegu dzisiejszych ulic Brzezińskiej i Tuwima. Jego ostatnim rozbarskim właścicielem był Alexander Sollorz. W 1898 roku, w związku z postępującą zabudową miejską, obiekt został rozebrany, a następnie przetransportowany do Ligoty Woźnickiej.

Duży drewniany wiatrak typu koźlak stojący na trawiastym wzgórzu przy polnej drodze.
Tam, gdzie brakowało silnego nurtu rzeki, stawiano na wiatr. Słynny rozbarski wiatrak kozłowy, którego ostatnim właścicielem na Rozbarku był Alexander Sollorz, stał przy dzisiejszej ulicy Brzezińskiej, w rejonie skrzyżowania z ulicą Tuwima. (Wizualizacja)

Najciekawsze jest jednak to, że wiatrak nie został po prostu zniszczony. Drewnianą konstrukcję rozebrano, przewieziono i złożono ponownie w Ligocie Woźnickiej. W epoce, w której tak wiele dawnych obiektów znikało bez śladu, ten los wydaje się niemal szczęśliwy: wiatrak utracił Rozbark, ale nie utracił istnienia.

Opowieść o młynach trzeba jednak zakończyć rozróżnieniem, które porządkuje jedną z lokalnych legend. W kolonii Zgorzelec, położonej na pograniczu Szombierek i Łagiewnik, często doszukiwano się dawnego młyna wiatrowego. Według Franza Strzały była to jednak pomyłka. Istniała tam konstrukcja poruszana siłą wiatru, ale nie służyła do mielenia zboża.

Był to mechanizm pompowy — silnik wiatrowy przeznaczony do tłoczenia wody pitnej z niżej położonych ujęć w stronę zabudowań osady. Z daleka mógł przypominać wiatrak, a ruch jego elementów łatwo było skojarzyć z młynem. Funkcja była jednak zupełnie inna. Nie mielono tam ziarna, lecz pompowano wodę.

Bytom, który stracił swoją wodną pamięć

Historia dawnych bytomskich młynów jest historią miasta sprzed wielkiego przemysłowego przełomu. Pokazuje Bytom nie jako krainę szybów i hut, ale jako organizm zależny od rzeki, stawów, grobli i młynarskiej pracy. W tym świecie woda była energią, granicą, podatkiem i przedmiotem konfliktu.

Potem przyszła para. Kopalnie potrzebowały odwodnienia, przemysł potrzebował przestrzeni, a miasto potrzebowało nowych ulic, kanalizacji i infrastruktury. Doliny zasypywano, cieki regulowano, źródła słabły, a dawne koła wodne zatrzymywały się jedno po drugim.

Z dawnej wodnej gospodarki Bytomia zostały dziś jedynie rozproszone ślady. Klugiusa przypomina nazwa ulicy, Pilkermühle przetrwał w źródłach i pamięci miejsca, a Goj zachował się jako opowieść o utraconej zieleni oraz młynie, który próbował przeżyć dzięki silnikowi gazowemu. Z kolei po młynie Wollnego została przede wszystkim data pożaru, po rozbarskim wiatraku — historia ocalenia przez przeniesienie, a po Zgorzelcu — sprostowanie uporczywej legendy.

Tak kończy się opowieść o Bytomiu, w którym zanim zadymiły kominy, szumiała woda. Iserbach nie był tylko rzeką. Był maszyną dawnego miasta. Kiedy zniknął, zniknął również cały świat młynarzy, stawów, grobli i kół wodnych — świat, który przemysł najpierw wykorzystał, a potem bezpowrotnie przykrył.

Bibliografia i źródła

Powyższy artykuł powstał jako tekst scalający wcześniejsze ustalenia publikowane na flaczek.com oraz informacje pochodzące z dawnych kronik i opracowań regionalnych dotyczących Bytomia, Rozbarku, Szombierek, Orzegowa, Goju i Zgorzelca.

  • Simon Macha: Beitrag zur Ortskunde von Beuthen OS., ok. 1923, publikacja w „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 4, kwiecień 1969. Źródło informacji o topografii dawnego Bytomia, Młynie Pielki, Gojmühle i przemianach funkcji dawnych młynów.
  • Franz Strzała: notatki i wspomnienia historyczne publikowane w „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 7, lipiec 1967. Źródło informacji o rozbarskim wiatraku, młynach w Szombierkach i Orzegowie, Okrongliku oraz mechanizmie wiatrowym w Zgorzelcu.
  • Franz Stodolka: Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien / Niemiecki los miasta Bytomia na Górnym Śląsku. Źródło do rekonstrukcji hydrografii Iserbachu, sporów o młyny, funkcji Młyna Pielki oraz konfliktów między miastem a panami stanowymi.
  • Franz Gramer: Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien, 1863. Starsza baza kronikarska wykorzystywana przez późniejszych autorów opisujących dzieje miasta, jego instytucji, sporów własnościowych i przemian gospodarczych.
  • Jan Drabina: tekst w tomie 750-lecie przybycia Braci Mniejszych do Bytomia, red. Antoni Barciak, Witosław J. Sztyk OFM, Katowice-Panewniki 2010. Źródło do kontekstu średniowiecznego Bytomia, rynku, bogactwa miasta, klasztoru franciszkanów, szpitala bożogrobców oraz wczesnego układu przestrzennego miasta.
0
0

Read more

Szkic historycznej kaplicy z wieżą, otoczonej murem i drzewami, nad którą widnieje stylizowany napis "HISTORIA KAPLICY w Szombierkach (v2)".

Prawdziwa historia kaplicy w Szombierkach. Od wyrzuconej wódki po relikwie i dary Hrabiny Schaffgotsch

Historia Szombierek · Kaplica · Ród Flaczków

Prawdziwa historia kaplicy w Szombierkach. Od wyrzuconej wódki po relikwie i dary Hrabiny Schaffgotsch

Udokumentowana opowieść o epidemii cholery, fundacji kaplicy, Bytomskiej Madonnie i sołtysie Szymonie Flaczku.

Aktualizacja · maj 2026

Artykuł został gruntownie zaktualizowany i rozbudowany w oparciu o nowo odkryte materiały prasowe z lat 1925–1987. Dzięki tym źródłom udało się zweryfikować dotychczasowe legendy, poznać dokładne koszty budowy kaplicy i odkryć nieznane fakty z życia sołtysa Szymona Flaczka.

Kaplica pod wezwaniem Matki Bożej i św. Józefa w Szombierkach skrywa o wiele więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Przez dziesięciolecia narosło wokół niej wiele mitów, a rodzinne przekazy często mieszały się z zapiskami kronikarzy. Opierając się na drobiazgowej analizie dawnej prasy, aktów notarialnych z 1859 roku oraz wspomnień z epoki, odtwarzamy dziś pełną, udokumentowaną historię tego niezwykłego miejsca. To opowieść o heroicznej walce z zarazą, wielkich pieniądzach, zaginionych relikwiach i moim prapradziadku – sołtysie Szymonie Flaczku.

Czarno-białe, archiwalne zdjęcie Szymona Flaczka, sołtysa Szombierek, trzymającego w dłoni laskę sołtysią.
Szymon Flaczek (1826–1914), wieloletni sołtys Szombierek (Dorfschulze) i fundator kaplicy. W dłoni z dumą dzierży atrybut swojej władzy i uprawnień sądowniczych – laskę sołtysią (Schulzenstock). Źródło: Schaffgotsch Werks-Zeitung, 1936 r.

Wstęp: Prawdziwa historia kaplicy w Szombierkach – oddzielamy mity od faktów

Najważniejsza oś artykułu

Historia kaplicy łączy rodzinne przekazy, dawne kroniki, akty notarialne i prasę historyczną. W tekście szczególnie ważne są: epidemia cholery, ślubowanie fundatora, koszty budowy, Bytomska Madonna i relikwie św. Januarego.

Sołtys, sędzia i poborca – kim był Szymon Flaczek?

Aby zrozumieć tę historię, musimy cofnąć się do połowy XIX wieku i poznać bliżej fundatora kaplicy. Rodzina Flaczków (Flatzek) należała do jednych z najstarszych rodów w Szombierkach – kroniki wspominają o nich jako o dawnych chłopach pańszczyźnianych (Robotbauern) pracujących na rzecz lokalnych dóbr rycerskich.

Postać kluczowa dla historii kaplicy

Szymon Flaczek to fundator kaplicy, sołtys Szombierek, lokalny sędzia i mój prapradziadek. W źródłach niemieckich nazwisko pojawia się również w formie Flatzek.

Szymon Flaczek (urodzony 28 października 1826 r., zmarły 13 grudnia 1914 r.) nie był jednak zwykłym rolnikiem. Pełnił w Szombierkach niezwykle ważną funkcję sołtysa (Dorfschulze / Schultheiß). Jak wynika z artykułu w "Schaffgotsch Werks-Zeitung" z 1936 roku, urząd ten dawał mu ogromną władzę. Szymon nie tylko odpowiadał za ściąganie podatków i danin, ale sprawował również tzw. niższe sądownictwo (niedere Gerichtsbarkeit).

Wraz z dwoma ławnikami (Schöppen) rozstrzygał lokalne spory, sądził drobne kradzieże, zniewagi czy lekkie uszkodzenia ciała. Z racji pełnionego urzędu przysługiwał mu „trzeci fenig” – zatrzymywał dla siebie jedną trzecią zysków z opłat i kar sądowych. To czyniło go osobą niezwykle wpływową i majętną. O jego statusie świadczy zachowane z epoki zdjęcie, na którym sędziwy Szymon z dumą dzierży w dłoni laskę sołtysią (Schulzenstock) – fizyczny symbol swojej władzy. U jego boku stała żona, Katarzyna (ur. 30 kwietnia 1829 r., zm. 28 kwietnia 1916 r.).

Historyczne zdjęcie wnętrza neogotyckiej kaplicy w Szombierkach. Przed bogato zdobionym ołtarzem stoją dwaj mężczyźni i dwie kobiety w eleganckich strojach z epoki.
Wnętrze kaplicy w 1936 roku (jeszcze przed renowacją obrazu Bytomskiej Madonny). Przed ołtarzem stoją opiekunowie świątyni, synowie Szymona Flaczka – Stanisław i Antoni (po lewej) wraz ze swoimi żonami. Źródło: Schaffgotsch Werks-Zeitung, 1936 r.
↑ Wróć do spisu treści

Zaraza w 1854 roku i wyrzucona butelka wódki

Katalizatorem budowy kaplicy stały się dramatyczne wydarzenia z jesieni 1854 roku. Na Górnym Śląsku, w tym w Szombierkach, wybuchła potężna epidemia cholery, która pochłonęła życie aż jednej trzeciej mieszkańców wsi.

Legenda, ślubowanie i źródła

W tej części rodzinny przekaz spotyka się z relacjami prasowymi i kronikarskimi. Najmocniejszym symbolem tej historii pozostaje wyrzucona butelka wódki oraz ślubowanie budowy kaplicy dziękczynnej.

W tamtym czasie powszechnie wierzono, że jedynym skutecznym lekarstwem chroniącym przed zarazą jest obfite spożywanie wysokoprocentowego alkoholu. Kiedy choroba dopadła młodego Szymona Flaczka, stanął on przed ogromnym dylematem. Jak wspominał po latach jego syn, Stanisław, przerażony posłaniec gminny przyniósł sołtysowi z karczmy butelkę wódki, by ratować mu życie.

Szymon miał jednak wcześniej złożyć osobiste śluby wstrzemięźliwości. Rozdarty między naturalną chęcią przetrwania a danym słowem, podniósł się z trudem z łoża boleści, chwycił pełną butelkę i wyrzucił ją przez okno z okrzykiem:

Nie wódka, lecz Matka Boska mi pomoże!

Spojrzał na obraz Maryi wiszący w nogach łóżka i ślubował, że jeśli wyzdrowieje, do końca życia nie tknie alkoholu i ufunduje kaplicę dziękczynną. Następnego ranka, gdy przyszedł lekarz, sołtys był już zdrowy.

Warto zaznaczyć, że kronika miejscowego rektora Paula Franzkego podaje nieco rozszerzoną wersję tych wydarzeń. Według niej, bezskuteczność "wódczanej kuracji" podczas codziennych zgonów uświadomiła prawdę dwóm lokalnym gospodarzom: Szymonowi Flaczkowi i Augustowi Cyganowi, i to oni wspólnie błagali Boga o ratunek, ślubując budowę świątyni.

↑ Wróć do spisu treści

Problemy z karczmą i akt notarialny z językiem polskim w tle

Choć ocaleni pragnęli jak najszybciej spełnić obietnicę, na drodze stanęły lata kryzysu gospodarczego (1855–1858). W tym czasie ojciec Szymona, Kazimierz Flaczek, wraz z synem chodzili od domu do domu, zbierając datki na budowę.

Początkowo kaplica miała stanąć na posesji należącej do Flaczka (w miejscu, gdzie do 1945 r. działała piekarnia mistrza Bursiga). Zdecydowanie sprzeciwił się temu ówczesny proboszcz kościoła Mariackiego w Bytomiu, ks. Józef Szafranek. Argumentował, że naprzeciwko tej parceli znajduje się wiejska karczma (w 1925 r. stał w tym miejscu ratusz), a sąsiedztwo szynku i Domu Bożego to profanacja.

Dokument z 12 sierpnia 1859 r.

Akt notarialny przekazania gruntu pod budowę kaplicy jest jednym z najważniejszych punktów całej historii. Zawiera nie tylko dane o działce i wartości gruntu, ale także bezcenną wzmiankę językową.

Z pomocą przyszedł wspomniany August Cygan. 12 sierpnia 1859 r. w Bytomiu spisano akt notarialny (zarejestrowany w księgach gruntowych pod nr 16 Szombierki). Cygan przekazał darmowo 45 prętów (Ruthen) ziemi przy drodze na Bobrek, obok przydrożnego krzyża. Wartość gruntu oszacowano na 20 talarów. Dokument ten jest niezwykle cenny z jeszcze jednego powodu: urzędnik zanotował w nim, że August Cygan "mówi tylko po polsku", ale zrzeka się prowadzenia protokołu w tym języku, co zapisano fonetycznie w umowie słowami: „nie rządam prowadzenia polskiego protokola”.

↑ Wróć do spisu treści

Tysiące talarów i „Śląski Kopciuszek”

Budowa kaplicy (mogącej pomieścić około 200 osób) była ogromnym przedsięwzięciem finansowym. Zgromadzone przez Flaczków środki własne oraz datki wynosiły 4000 talarów. Kwota ta pozwoliła jedynie na wzniesienie bocznych murów i dachu neogotyckiej budowli.

Pieniędzy zabrakło na wieżę i dzwon. Sytuację uratowała słynna hrabina Joanna von Schaffgotsch (z domu Gryzik), dziedziczka fortuny Karola Goduli. Jak donosiła prasa z 1925 roku, hrabina przekazała z własnej kieszeni brakujące 700 talarów. Ks. Szafranek dołożył kolejne 50 talarów. Początkowo duchowny i prawny opiekun Joanny (radca Scheffler) liczyli, że hrabina sfinansuje cały obiekt, jednak sąd opiekuńczy zablokował tak dużą darowiznę, słusznie przewidując, że rosnąca wieś będzie wkrótce potrzebowała prawdziwego, wielkiego kościoła (który faktycznie powstał w latach 1901-1903).

Widok z boku na murowaną, otynkowaną na biało kaplicę z ostrołukowymi oknami, otoczoną drzewami i metalowym płotem.
Mury boczne i dach kaplicy pochłonęły pierwotnie 4000 talarów. Charakterystyczną wieżyczkę (z której w 1916 r. zarekwirowano dzwony) udało się ukończyć dzięki donacji hrabiny Joanny von Schaffgotsch.

Kamień węgielny pod budowę wmurowano uroczyście 25 października 1859 r., a oficjalnej konsekracji kaplicy dokonał 25 października 1863 r. ks. Bernard Purkop.

↑ Wróć do spisu treści

Bytomska Madonna – prawda o cudownym obrazie

Z ołtarzem głównym kaplicy wiąże się intrygująca legenda. Ponoć ks. Szafranek zezwolił budowniczym na zabranie cennego obrazu Bytomskiej Madonny z bytomskiej fary. Kiedy Szymon Flaczek i August Cygan weszli na drabinę i sprawnie zdjęli we dwójkę ogromny wizerunek, proboszcz miał oniemieć, twierdząc, że wcześniej czterech mężczyzn nie mogło go unieść, co skwitował słowami:

Wygląda to tak, jakby Matka Boska tylko czekała, by trafić do Szombierek
Legenda kontra twarde źródła

Ta opowieść jest piękna, ale źródła historyczne wskazują, że obraz przeniesiono do Szombierek później, przy okazji renowacji bytomskiej fary.

Twarde źródła historyczne korygują jednak tę piękną anegdotę. Według zapisków historyka sztuki, dr. Luchsa, zawartych w „Kronice Miasta Bytomia” z 1863 roku, obraz ten w roku konsekracji kaplicy wciąż wisiał wysoko na chórze w bytomskim kościele Mariackim. Prawda jest taka, że wizerunek ten został przeniesiony do Szombierek nieco później przez samego ks. Szafranka (przy okazji renowacji fary), który chciał w ten sposób podnieść rangę kaplicy i stworzyć z niej lokalny ośrodek pielgrzymkowy. Decyzja ta była na tyle brzemienna w skutkach, że mimo późniejszych starań kolejnych proboszczów bytomskich, obrazu nigdy nie udało się odzyskać (w latach 30. XX w. wykonano dla Bytomia jego okrągłą kopię).

↑ Wróć do spisu treści

Relikwie św. Januarego i konserwatorskie odkrycie z 1937 roku

W 1937 r. poddano obraz renowacji przez lokalnego malarza o nazwisku Mrzygłód. Kiedy usunięto pękającą warstwę farby (w tym domalowane później postacie św. Katarzyny i św. Agnieszki), okazało się, że pod spodem kryje się wspaniała Madonna z Dzieciątkiem pochodząca z około 1480 roku, nosząca wyraźne cechy stylu italo-bizantyjskiego.

Odkrycie konserwatorskie

Renowacja z 1937 roku ujawniła starszą warstwę obrazu i pozwoliła rozpoznać w nim Madonnę z Dzieciątkiem datowaną na około 1480 rok.

Mało kto również wie, że w ołtarzu głównym kaplicy zdeponowano cenne relikwie – historyczne źródła z 1936 i 1972 r. zgodnie potwierdzają obecność dwóch relikwii św. Januarego.

↑ Wróć do spisu treści

Ostatnie lata, korniki i wojenna rekwizycja

Szymon Flaczek pozostał wierny swojemu ślubowaniu do końca życia. W pamięci starszych mieszkańców zapisał się jako sędziwy, pogodny staruszek, który niezależnie od pogody – w deszczu, burzy czy śniegu – codziennie o godzinie 5:00, 12:00 i 17:00 dzwonił w kaplicy na Anioł Pański.

Niestety, dwa dzwony, które wzywały Szombierczan do modlitwy, nie przetrwały zawieruchy dziejowej. Jak wspominał nauczyciel Albert Bartelt, w 1916 roku, podczas I wojny światowej, zostały one zarekwirowane i przetopione na cele zbrojeniowe.

Współczesne zdjęcie białej, zabytkowej kaplicy w Bytomiu-Szombierkach, ujęcie od frontu z widoczną wieżą, drewnianymi drzwiami i wysokim krzyżem.
Kaplica ufundowana jako wotum po epidemii cholery z 1854 roku przetrwała do naszych czasów, będąc jednym z najstarszych świadków historii Szombierek.

Sama kaplica przez dziesięciolecia służyła rodzinie i mieszkańcom. W 1936 roku redaktorzy "Schaffgotsch Werks-Zeitung" odwiedzili to miejsce, oprowadzani przez synów Szymona: Stanisława i Antoniego. Na strychu znaleźli wówczas stare, ręcznie rzeźbione chorągwie i krzyże, a w zakrystii odkryli mocno nadgryzione przez korniki drewniane figury św. Piotra z kluczem i św. Pawła z mieczem.

Szymon Flaczek zmarł w sędziwym wieku 88 lat, pozostawiając po sobie pomnik, który do dziś stoi przy zachodnim wjeździe do Szombierek – niemy świadek zarazy, chłopskiego uporu i wielkiej historii Górnego Śląska.

↑ Wróć do spisu treści

BIBLIOGRAFIA (Źródła wykorzystane w opracowaniu)

Prasa historyczna i regionalna:

  • "Aus dem Beuthener Lande", rocznik 1925, Jg. 2, Nr. 14.
    Artykuł: E. Mierzowski, "Die Schomberger Kapelle". (Źródło legendy o wyrzuconej wódce, darowiźnie 700 talarów od hrabiny Schaffgotsch oraz anegdoty o przeniesieniu obrazu).
  • "Schaffgotsch Werks-Zeitung", rocznik 1936, Jg. 4, Nr. 22.
    Artykuł: "Unser einstiger Dorfschulze Flatzek, der Betreuer und Glöckner der Schomberger Kapelle". (Źródło informacji o uprawnieniach sądowniczych sołtysa, wizycie redaktorów w kaplicy w 1936 r. oraz unikalne zdjęcie Szymona Flaczka z laską sołtysią).
  • "Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt", rocznik 1960, März (nr 3).
    Artykuł: Franz Stodolka, "Die Beuthener Madonna". (Kluczowe źródło prostujące datę przeniesienia obrazu do Szombierek, oparte na kronice Gramera i badaniach dr. Luchsa).
  • "Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt", rocznik 1960, September (nr 9).
    Artykuł: Albert Bartelt, "Zur Heimatkunde von Schomberg". (Źródło wzmianek o najstarszych rodach pańszczyźnianych w Szombierkach oraz rekwizycji dzwonów kaplicznych w 1916 r.).
  • "Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt", rocznik 1972, Oktober (nr 10).
    Artykuł: Franz Strzala, "Die Schomberger Kapelle". (Potwierdzenie relacji "wódczanej" z ust Stanisława Flaczka, a także dokumentacja renowacji obrazu przez malarza Mrzygłoda w 1937 r. i relikwii św. Januarego).
  • "Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt", rocznik 1980, Oktober (nr 10).
    Artykuł: Franz Strzala, "Erinnerungen eines Schombergers" (przedruk z lat 1935-37). (Cytaty z kroniki rektora Franzkego o zarazie i topografii dawnych Szombierek).
  • "Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt", rocznik 1987, Juni (nr 6), September (nr 9) i Oktober (nr 10).
    Artykuł w trzech częściach: Karl Grzeschik, "Schombergs letzter Nachfahr seines Stammes". (Źródło precyzyjnych cytatów z aktu notarialnego z 12 sierpnia 1859 r., dat wmurowania kamienia węgielnego oraz genealogii rodzin Cyganów i Flaczków).

Dokumenty, kroniki i opracowania cytowane w powyższej prasie (źródła pierwotne):

  • Akt notarialny przekazania gruntu pod budowę kaplicy, sporządzony w Bytomiu 12 sierpnia 1859 r. (zarejestrowany w księgach gruntowych pod nr 16 Szombierki / Schomberg).
  • Dokument wmurowany w kamień węgielny kaplicy, datowany na 25 października 1859 r. (zawierający m.in. wzmiankę o mszy błagalnej z 26 lipca 1854 r.).
  • Paul Franzke (rektor szkoły w Szombierkach), kronika miejscowa / broszura "25 Jahre Herz-Jesu-Kirche Schomberg O-S".
  • Franz Gramer, "Chronik der Stadt Beuthen O/S", 1863 r. (Analiza historyka sztuki dr. Luchsa potwierdzająca obecność obrazu w Bytomiu w 1863 r.).
  • Dr Paul Reinelt, "St. Trinitas Beuthen O/S feiert das goldene Jubiläum", 1936 r.
  • "Geschichte Schlesiens", tom I, pod redakcją Hermanna Aubina, wyd. Priebatsch, Breslau 1938 r. (Analiza ikonograficzna i datowanie Bytomskiej Madonny na II połowę XV wieku).
  • List ks. radcy Hrabowsky’ego z 13 grudnia 1952 r. (dotyczący losów Bytomskiej Madonny i wykonania jej kopii w latach 30. XX wieku).
4
0

Read more

Grafika okładkowa stylizowana na starą, pożółkłą mapę topograficzną z wkomponowaną ozdobną ramką. Na środku widnieje tytuł: Zaginiona mapa Szombierek. Dawne nazwy terenowe, pola, wąwozy i lokalne legendy zapisane przez Paula Franzkego w 1925 roku.

Zaginiona mapa Szombierek

Dawne nazwy terenowe, pola, wąwozy i lokalne legendy zapisane przez Paula Franzkego w 1925 roku

Dawne nazwy terenowe są jak małe archiwum pamięci. Czasem przechowują informację o dawnym właścicielu gruntu, czasem o wyglądzie miejsca, czasem o granicy, pastwisku, stawie, drodze, wyrobisku, a czasem o miejscowej legendzie. W Szombierkach wiele takich nazw zniknęło wraz z dawnym krajobrazem wsi, pól i podmokłych dolin.

Na przełomie XIX i XX wieku dawna wieś rolnicza została gwałtownie wciągnięta w świat wielkiego przemysłu. Kopalnie, huty, elektrownia, kolonie robotnicze, kolej i nowe drogi zaczęły zajmować dawne pola, łąki i pastwiska. Zmieniała się także ludność. Do Szombierek napływali nowi mieszkańcy, a stare rody, których śladów szukamy m.in. w zachowanych księgach adresowych, stopniowo traciły swoje dawne punkty odniesienia.

Właśnie w takim momencie, w 1925 roku, Paul Franzke opublikował tekst „Flurnamen in Schomberg”, czyli „Nazwy terenowe w Szombierkach”. Artykuł ukazał się w czasopiśmie „Aus dem Beuthener Lande”, a po latach został przedrukowany w „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”. Dzięki temu możemy dziś odczytać nazwy, które jeszcze sto lat temu funkcjonowały w pamięci starszych mieszkańców albo w dawnych dokumentach.

Oryginalny wycinek z gazety Aus dem Beuthener Lande z 1925 roku z nagłówkiem Flurnamen in Schomberg
Fragment oryginalnego artykułu Paula Franzkego z 1925 roku – podstawa naszych poszukiwań i toponimicznego śledztwa. Kliknij, aby powiększyć.

Franzke i znikająca mapa Szombierek

Paul Franzke nie był przypadkowym autorem. Był nauczycielem, rektorem szkoły ludowej i regionalistą. Od 1 kwietnia 1924 roku pracował jako rektor katolickiej Szkoły Ludowej I w Szombierkach. Już wkrótce zaczął publikować teksty o historii miejscowości, dawnych dokumentach, stosunkach własnościowych i nazwach terenowych.

Grono pedagogiczne w Szombierkach w 1926 roku z rektorem Paulem Franzkem w pierwszym rzędzie
Grono pedagogiczne w Szombierkach w 1926 roku. W pierwszym rzędzie wymieniony jest rektor Paul Franzke, autor artykułu „Flurnamen in Schomberg” z 1925 roku. Opracowanie z polskim tłumaczeniem podpisu na podstawie publikacji w „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, wrzesień 1987, nr 9.

Franzke przybył do Szombierek dopiero w 1924 roku, więc nie był „swoim” w sensie rodzinnym. Być może właśnie dlatego tak mocno zauważył, że stare nazwy znikają. Jako nauczyciel i regionalista potrafił połączyć pamięć mieszkańców, dawne dokumenty i własne zainteresowanie historią lokalną. Jego krótki artykuł nie jest więc tylko zbiorem ciekawostek. To zapis momentu, w którym dawna mapa Szombierek właśnie przestawała być czytelna.

Jak czytać dawne nazwy?

Tekst Franzkego był niemieckojęzyczny, ale wiele zapisanych przez niego nazw ma wyraźnie polski albo śląski charakter. Autor notował je tak, jak potrafił oddać je w niemieckim tekście. Dlatego pojawiają się formy bez polskich znaków, np. Wiesny Dol, gleboki dol, jezik czy Flakki.

Jak zapisuję nazwy w artykule? Przy pierwszym wystąpieniu zachowuję formę źródłową, a dalej stosuję czytelną polską formę tam, gdzie nie zmienia to sensu: Wiesny Dół, Głęboki Dół, Język, Flaki. Ostrożniej traktuję nazwy takie jak Traci Rypka i Zydowina, ponieważ ich źródłowy zapis sam w sobie jest ważną informacją.

Najciekawsze nazwy terenowe Szombierek

Franzke zapisał kilkanaście dawnych nazw. Jedne prowadzą do pól i pastwisk, inne do stawów, wąwozów, granicy, miejsc po zmarłych zwierzętach, a nawet do śląskiego Utopca. Poniżej najważniejsze z nich — w wersji opowieściowej. Pełniejszy katalog z formami źródłowymi, objaśnieniami i stanem wiedzy znajduje się niżej w rozwijanym bloku.

Zydowina — pole przy Młynie Pielki

Jedną z nazw, które już w czasach Franzkego były w Szombierkach zapomniane, była Zydowina. Autor objaśnił ją po niemiecku jako Judenland. Chodziło o pole położone przy Pilkermühle, czyli dawnym Młynie Pielki. W 1807 roku pole to zostało sprzedane młynarzowi Koschmiederowi.

Najciekawsze jest to, że sam Franzke nie potrafił wyjaśnić pochodzenia nazwy. W innym tekście dopisał przy niej pytanie: „woher der Name?”, czyli „skąd ta nazwa?”. To ważne ostrzeżenie. Nie należy jej zbyt łatwo interpretować. Wiemy, że była związana z rejonem Młyna Pielki, ale dokładna parcela i pochodzenie nazwy nadal wymagają osobnej kwerendy.

Wiesny Dół — dawne gminne pastwisko

Wiesny Dół, zapisany przez Franzkego jako Wiesny Dol, autor objaśnił niemieckim słowem Dorfanger. Oznacza ono wiejskie nawiesie, wspólny teren gminny, często używany jako pastwisko. Starsi mieszkańcy mieli jeszcze pamiętać, że był to wilgotny teren i dawna Gemeindehütung, czyli gminne pastwisko.

Śladem tej nazwy była dawna Dorfangerstraße, którą można utożsamić z dzisiejszą ulicą ks. bp. Adriana Włodarskiego. Dlatego Wiesny Dół nie oznaczał „wiosennego dołu”, lecz raczej miejsce związane z dawną wsią, nawsiem i wspólnotowym użytkowaniem terenu.

Fragment oficjalnego planu miasta Beuthen z listopada 1927 roku pokazujący centrum Szombierek
Fragment oficjalnego planu miasta z 1927 roku. Pomaga on zrekonstruować dawny układ urbanistyczny centrum Szombierek z okresu, w którym publikował Franzke. Kliknij, aby powiększyć.

Głęboki Dół i Utoplec — mokre pogranicze przy drodze do Orzegowa

Głęboki Dół, źródłowo gleboki dol, oznaczał obniżenie terenu przy dawnej szosie orzegowskiej. Franzke pisał, że idąc w stronę Orzegowa, przechodziło się przez najniższe miejsce przy domu granicznym. Mapy z końca lat 20. XX wieku bardzo dobrze pasują do tego opisu: widać tam rejon drogi ku Orzegowowi, obniżenia terenu, cieki wodne i oznaczony Zollamt.

Z tym samym rejonem wiąże się Utoplec, czyli lokalna forma Utopca. Według podania wodnik miał mieszkać w sadzawce przy Zollhausie. Franzke dodawał, że przed wybudowaniem domu celnego stał tam Totenhaus, czyli dom zmarłych, wzniesiony podczas epidemii cholery w 1831 roku. W jednym miejscu spotykają się więc mokradła, legenda o wodniku, pamięć epidemii i późniejsza infrastruktura graniczna.

Trzeba przy tym zachować ostrożność: Zollhaus z tekstu Franzkego należy wiązać z drogą szombiersko-orzegowską i rejonem dawnego Zollamtu, a nie automatycznie z bardziej znanym bytomskim domem celnym przy dzisiejszej ulicy Łagiewnickiej 33.

Traci Rypka — łąka po zaginionym stawie

W pobliżu elektrowni leżała łąka zwana Traci Rypka. Franzke objaśniał tę nazwę jako Fischschwund, czyli zanik albo utratę ryb. Według lokalnej pamięci w tym miejscu miał kiedyś istnieć staw rybny.

Forma Traci Rypka jest intrygująca. Odruchowo można by ją poprawić na „Traci Rybka”, ale źródło potwierdza zapis Rypka. Dlatego warto go zostawić. Sama nazwa przechowuje pamięć o krajobrazie wodnym, który zniknął, zanim zniknęła opowieść o nim.

Kopanina — dawny folwark za polską granicą

Kopanina leżała już za polską granicą, patrząc z perspektywy niemieckich Szombierek po 1922 roku. Franzke zapisał, że tam „kopano” — jedni łączyli nazwę z odwiertami, inni ze starym wydobyciem odkrywkowym.

Dziś można tę informację doprecyzować. Bernard Szczech opisał Kopaninę jako dawny folwark na zachód od Orzegowa, oznaczony już na mapie Wielanda-Homanna z 1736 roku. To oznacza, że nazwa jest starsza niż nowoczesny przemysł XX wieku. Prawdopodobnie wiąże się szerzej z kopaniem, wyrobiskiem, naruszonym gruntem albo dawną działalnością wydobywczą.

Czorno Droga — czarna droga ku elektrowni

Czorno Droga oznaczała czarną drogę prowadzącą przez pola w stronę elektrowni. Franzke pisał, że obok polsko-śląskiej nazwy używano także niemieckiego określenia schwarzer Weg.

Autor nie znał pewnego wyjaśnienia nazwy, ale przytoczył miejscową tradycję o dawnym wydarzeniu wojennym i „czarnych jeźdźcach”. Dodał ostrożne pytanie: „Vielleicht 1806/07?”, czyli „Może 1806/07?”. To prawdopodobnie echo wojen napoleońskich, ale nie dowód na konkretną bitwę. Mamy raczej lokalną opowieść, która próbowała wyjaśnić starą nazwę.

Uwaga historyczna: W części dotyczącej Fasanerie Franzke zapisał nazwę Germander-Schacht. Porównanie z mapą topograficzną z 1929 roku i późniejszymi planami kopalnianymi pozwala poprawić ten zapis na Gemander-Schacht, nazwany od Antona Gemandera. To późniejszy Szyb „Janina” KWK Szombierki.
Szkic sytuacyjny kopalniany Szybu Gemander-Schacht z zaznaczonymi budynkami i drogą na Bobrek
Szkic sytuacyjny Szybu Gemander, późniejszego Szybu Janina. To od tego obiektu Franzke wyprowadzał dawną Bażanciarnię. Kliknij, aby powiększyć.

Fasanerie — Bażanciarnia, wąwozy i późniejszy Fazaniec

Jedną z najważniejszych nazw jest Fasanerie, czyli Bażanciarnia. Franzke opisał ją jako długą dolinę albo wąwóz ciągnący się od Szybu Gemander ku Głębokiemu Dołowi. Nie chodziło więc tylko o park w dzisiejszym sensie, ale o konkretny fragment dawnego krajobrazu: system dolin, jarów i obniżeń terenu.

Mapa topograficzna z 1929 roku pokazująca system wąwozów, Sportplatz, Gemander Scht. i Zollamt między Szombierkami a Orzegowem
Fragment mapy topograficznej z 1929 r. Widać tu system wąwozów dawnej Bażanciarni, Sportplatz oraz Zollamt przy drodze do Orzegowa. Kliknij, aby powiększyć.

Dzisiejszy Park Fazaniec wyrasta właśnie z tej tradycji. Trzeba jednak oddzielić dwa pojęcia: dawna Fasanerie u Franzkego to historyczny teren dolin i wąwozów, a współczesny Fazaniec to późniejsze założenie rekreacyjne. Oba obszary są ze sobą związane, ale ich dawne i współczesne granice nie muszą być identyczne.

W obrębie Fasanerie Franzke wymienił też mniejsze nazwy: Pastwa, gdzie dzieci górników z Bobrka wypasały kozy, oraz Język, czyli wąski fragment albo odnoga wąwozu. Te drobne nazwy świetnie pokazują, jak mieszkańcy opisywali przestrzeń według funkcji, kształtu i codziennego użytkowania.

Flaki — dawne grzebowisko zwierząt

Jedną z najbardziej dosadnych nazw są Flaki, źródłowo Flakki. Franzke objaśnił je jako Eingeweide, czyli wnętrzności. Chodziło o miejsce na Schindangerze, gdzie grzebano padłe bydło i inne zwierzęta.

To mniej przyjemna, ale bardzo ważna część dawnego krajobrazu. Każda wieś potrzebowała miejsca, gdzie usuwano padlinę i wykonywano czynności trzymane z dala od domów, kościoła i głównych dróg. Według Franzkego Flaki leżały przy dużym placu zabaw. Na mapie z 1929 roku w rejonie dawnej Fasanerie widoczny jest Sportplatz, który może odpowiadać temu punktowi orientacyjnemu.

Utoplec, czyli Utopiec przy Zollhausie

Z mokrym i granicznym krajobrazem Głębokiego Dołu wiąże się Utoplec, czyli lokalna forma Utopca. Franzke objaśnił tę nazwę niemieckim słowem Wassermann, a więc wodnik. Według miejscowego podania szombierski utopiec miał mieszkać w sadzawce znajdującej się w ogrodzie Zollhausu.

To jeden z najbardziej klimatycznych fragmentów całego tekstu. W jednym miejscu spotykają się mokradła, sadzawka, dom celny, ludowe wierzenia i pamięć epidemii cholery. Franzke dodawał, że przed wybudowaniem Zollhausu stał tam Totenhaus, czyli dom zmarłych, wzniesiony podczas epidemii cholery w 1831 roku. Późniejsza opowieść miała przenieść wodnika z pierwotnego stawu w Głębokim Dole do sadzawki przy domu celnym.

Dzięki temu Utoplec nie jest tylko nazwą pola. To mała lokalna legenda wpisana w konkretną topografię: mokry dół, staw, granicę, urząd celny i pamięć dawnej epidemii.

Zollhaus, Grenzhaus, Zollamt i pogranicze po 1922 roku

W tekście Franzkego pojawiają się określenia Grenzhaus i Zollhaus. Pierwsze oznacza dom graniczny, drugie dom celny. Na mapie z 1929 roku w odpowiadającym temu rejonie widoczny jest natomiast podpis Zollamt, czyli urząd celny. Wszystkie te określenia należą do tego samego krajobrazu granicznego, choć bez dodatkowych dokumentów nie trzeba rozstrzygać, czy zawsze oznaczały dokładnie ten sam budynek.

Najważniejsze jest położenie. Chodzi o rejon drogi prowadzącej ze Szombierek w stronę Orzegowa, w obniżeniu terenu i w sąsiedztwie cieków wodnych. To tam należy lokalizować Głęboki Dół, Utopleca oraz dom graniczno-celny z tekstu Franzkego.

Po podziale Górnego Śląska w 1922 roku ten starszy krajobraz pól, wąwozów i podmokłych obniżeń został przecięty nową granicą polsko-niemiecką. Dlatego w jednym miejscu spotkały się dawne nazwy terenowe, ludowa opowieść o wodniku, pamięć cholery z 1831 roku oraz infrastruktura pogranicza.

Ważne doprecyzowanie: Zollhaus z tekstu Franzkego należy wiązać z drogą szombiersko-orzegowską i rejonem dawnego Zollamtu widocznego na mapie z 1929 roku, a nie automatycznie z bardziej znanym bytomskim domem celnym przy dzisiejszej ulicy Łagiewnickiej 33.

Co dopowiadają mapy z 1927 i 1929 roku?

Mapy z lat 1927 i 1929 nie rozwiązują wszystkich zagadek, ale pomagają uporządkować tekst Franzkego w przestrzeni. Najważniejsze są trzy obszary:

  • centrum dawnej wsi — rejon Wiesnego Dołu, dawnej Dorfangerstraße i starego układu Szombierek;
  • Bażanciarnia / Fazaniec — system wąwozów między Bobrkiem, Szombierkami i Orzegowem, z punktem orientacyjnym przy Szybie Gemander;
  • pogranicze szombiersko-orzegowskie — rejon Głębokiego Dołu, dawnego Zollamtu, Utopleca i drogi do Orzegowa.

Mapy potwierdzają też poprawny odczyt nazwy Gemander Scht., pokazują Sportplatz przy systemie wąwozów oraz Zollamt położony w obniżeniu terenu. Dzięki temu tekst Franzkego można czytać nie tylko jako listę nazw, ale jako próbę odtworzenia dawnej mapy pamięci Szombierek.

Dlaczego te nazwy są ważne?

Nazwy zapisane przez Franzkego pokazują Szombierki sprzed pełnego przemysłowego przeobrażenia. Widać w nich dawną wieś, pola, gminne pastwiska, granice z Bobrkiem, drogę do Orzegowa, stawy, wąwozy, Bażanciarnię, miejsca wypasu kóz, grzebowisko zwierząt, dom celny i śląskiego Utopca.

To nie jest tylko lista topograficzna. To mapa pamięci dawnej społeczności. Zydowina prowadzi nas do Młyna Pielki, Wiesny Dół do wspólnego pastwiska, Traci Rypka do zaginionego stawu, Kopanina do dawnego folwarku, Czorno Droga do wojennego podania, a Utoplec do świata mokradeł, granicy i ludowych wierzeń.

Franzke pisał w momencie przejściowym. W 1925 roku wiele nazw było już zapomnianych, ale część żyła jeszcze w pamięci starszych mieszkańców. Industrializacja niszczyła nie tylko krajobraz pól, ale także język, którym ten krajobraz opisywano. Dlatego jego krótki artykuł ma dziś tak dużą wartość.

Dawne nazwy terenowe Szombierek są jak okruchy nieistniejącej już mapy. Nie wszystkie potrafimy dziś dokładnie zlokalizować. Niektóre wymagają dalszej kwerendy. Ale wszystkie razem tworzą niezwykły obraz miejscowości, która w ciągu kilkudziesięciu lat przeszła drogę od krajobrazu dawnej wsi rolniczej, przez wielki ośrodek przemysłowy, aż po powojenną tragedię swoich rdzennych mieszkańców w 1945 roku.

Paul Franzke zdążył zapisać część tej pamięci. Dziś możemy ją ponownie odczytać, porównać z mapami i spróbować nanieść na współczesną przestrzeń Bytomia.

Katalog nazw terenowych Szombierek według Franzkego

Poniżej znajduje się pełniejsze zestawienie nazw z formami źródłowymi, objaśnieniami i najważniejszymi ustaleniami lokalizacyjnymi.

Zydowina
Forma źródłowa: Zydowina.
Objaśnienie niemieckie: Judenland.
Charakter miejsca: pole.
Lokalizacja: przy Pilkermühle, czyli Młynie Pielki.
Doprecyzowanie: w 1807 roku pole zostało sprzedane młynarzowi Koschmiederowi.
Stan wiedzy: nazwa potwierdzona w dwóch tekstach Franzkego z 1925 roku. Pochodzenie nazwy było niejasne już dla samego autora. Dokładna parcela wymaga kwerendy w dokumentach gruntowych.

Graniecznik
Forma źródłowa: graniecznik.
Objaśnienie niemieckie: Grenzstück.
Charakter miejsca: część gruntów przy granicy.
Lokalizacja: szombierskie grunty przylegające do pól bobreckich.
Stan wiedzy: nazwa dobrze wyjaśniona znaczeniowo, ale bez wskazania konkretnej parceli.

Wiesny Dół
Forma źródłowa: Wiesny Dol.
Forma polska w artykule: Wiesny Dół.
Objaśnienie niemieckie: Dorfanger.
Charakter miejsca: dawne nawiesie, gminne pastwisko, wilgotny teren.
Lokalizacja: od rejonu domu związkowego ku klasztorowi; śladem była Dorfangerstraße, dzisiejsza ul. ks. bp. Adriana Włodarskiego.
Stan wiedzy: jedna z lepiej zlokalizowanych nazw.

Głęboki Dół
Forma źródłowa: gleboki dol.
Forma polska w artykule: Głęboki Dół.
Objaśnienie niemieckie: tiefes Loch / tiefes Tal.
Charakter miejsca: obniżenie terenu.
Lokalizacja: przy dawnej szosie orzegowskiej, z najniższym punktem przy Grenzhausie / Zollhausie. Mapa topograficzna z 1929 roku pokazuje w tym rejonie Zollamt, położony w obniżeniu terenu przy cieku wodnym.
Stan wiedzy: lokalizacja mocno wsparta mapami z 1927 i 1929 roku.

Traci Rypka
Forma źródłowa: Traci Rypka.
Objaśnienie niemieckie: Fischschwund.
Charakter miejsca: łąka przy elektrowni.
Znaczenie: nazwa związana z pamięcią o dawnym, zaginionym stawie rybnym.
Stan wiedzy: kierunek lokalizacji jasny, dokładna parcela nieustalona. Formy nie należy bez komentarza poprawiać na „Traci Rybka”.

Kopanina
Forma źródłowa: Kopanina.
Objaśnienie u Franzkego: Ort, miejsce za polską granicą, gdzie kopano.
Charakter miejsca: dawny folwark / obszar osadniczo-topograficzny.
Lokalizacja: na zachód od Orzegowa, po polskiej stronie granicy z perspektywy Szombierek po 1922 roku.
Doprecyzowanie: według Bernarda Szczecha Kopanina była oznaczona już na mapie Wielanda-Homanna z 1736 roku. Na mapie z 1929 roku widoczna jest także nazwa Vorkopanina.
Stan wiedzy: nazwa dobrze potwierdzona historycznie, dokładny zasięg dawnego folwarku wymaga dalszych badań.

Czorno Droga
Forma źródłowa według czytelnego przedruku: Czorno Droga.
Objaśnienie niemieckie: schwarzer Weg.
Charakter miejsca: droga przez pola prowadząca ku elektrowni.
Tradycja: możliwy związek z dawnym wydarzeniem wojennym i „czarnymi jeźdźcami”, być może z lat 1806–1807.
Stan wiedzy: nazwa i kierunek drogi jasne, dokładny przebieg nieustalony.

Fasanerie / Bażanciarnia / Fazaniec
Forma źródłowa: Fasanerie.
Forma lokalna w artykule: Bażanciarnia, późniejszy Fazaniec.
Charakter miejsca: długi wąwóz albo dolina od Szybu Gemander ku Głębokiemu Dołowi.
Doprecyzowanie: mapa z 1929 roku pokazuje zarówno Gemander Scht., jak i system wąwozów odpowiadający opisowi Franzkego.
Stan wiedzy: nazwa silnie związana z dzisiejszym Fazańcem, ale zakres dawnej Fasanerie i współczesnego parku nie musi być identyczny.

Pastwa
Forma źródłowa: pastwa.
Objaśnienie niemieckie: Hütung.
Charakter miejsca: część Fasanerie używana do wypasu kóz.
Lokalizacja: w pobliżu Szybu Gemander, przy części Bażanciarni używanej przez dzieci górników z Bobrka.
Stan wiedzy: ogólna lokalizacja doprecyzowana dzięki poprawnemu odczytaniu Szybu Gemander.

Język
Forma źródłowa: jezik.
Forma polska w artykule: Język.
Objaśnienie niemieckie: Zunge.
Charakter miejsca: wąski fragment Fasanerie.
Stan wiedzy: znaczenie jasne, dokładna lokalizacja w obrębie wąwozu nieustalona.

Flaki
Forma źródłowa: Flakki.
Forma polska w artykule: Flaki.
Objaśnienie niemieckie: Eingeweide.
Charakter miejsca: dawny Schindanger, czyli grzebowisko padłego bydła i innych zwierząt.
Lokalizacja: przy dużym placu zabaw. Mapa z 1929 roku pokazuje w rejonie dawnej Fasanerie oznaczony Sportplatz, który może odpowiadać „dużemu placowi zabaw” z tekstu Franzkego.
Stan wiedzy: funkcja miejsca jasna; lokalizacja przy Sportplatzu bardzo prawdopodobna, ale sama nazwa Flakki nie została wpisana na mapie.

Utoplec / Utopiec
Forma źródłowa: Utoplec.
Forma znaczeniowa: Utopiec.
Objaśnienie niemieckie: Wassermann.
Charakter miejsca: pola przy Zollhausie, związane z podaniem o wodniku.
Lokalizacja: rejon dawnego domu celnego / urzędu celnego przy drodze orzegowskiej i Głębokiego Dołu. Mapa z 1929 roku pokazuje w tym miejscu Zollamt, położony w obniżeniu terenu przy cieku wodnym.
Dodatkowy kontekst: sadzawka przy Zollhausie, wcześniejszy Totenhaus z czasów epidemii cholery 1831 roku.
Stan wiedzy: bardzo cenny przykład połączenia topografii, wierzeń ludowych, pamięci epidemicznej i infrastruktury pogranicza.

Źródła i literatura
  • Paul Franzke, „Flurnamen in Schomberg”, „Aus dem Beuthener Lande”, 1925, rocznik 2, nr 5.
  • Przedruk: „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, maj 1979, nr 5.
  • Paul Franzke, „Einige Daten aus Schombergs Vergangenheit”, „Aus dem Beuthener Lande”, 1925, rocznik 2, nr 3, s. 12, Bytom G.Śl., 21 stycznia 1925.
  • Przedruk: „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, wrzesień 1976, nr 9.
  • Stefan Pioskowik, „Streifzüge durch Oberschlesien”, Katowice 2017.
  • Bernard Szczech, „Księdza Józefa Szafranka «Recept» pijakom i pijaczkom”, Katowice 2004.
  • Oficjalny plan miasta Beuthen in Oberschlesien im November 1927, skala 1:8000, oprac. Stadtvermessungsamt (zasoby Geoportalu Bytom).
  • Mapa topograficzna okolic Szombierek, Bobrka i Orzegowa, datowana na 1929 r. (zasoby Geoportalu Bytom).
  • Dr Karl Franzke, „In memoriam Rektor Paul Franzke”, „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, listopad 1975, nr 11.
  • Materiały własne flaczek.com dotyczące Młyna Pielki / Pilkermühle, dawnych i obecnych nazw ulic Szombierek oraz powojennych planów kopalnianych Szybu Janina.
2
0

Read more

Stylizowana wizualizacja ośmiobocznej kapliczki w Szombierkach pośród brzóz

Ośmioboczna kapliczka w Szombierkach. Historia, legendy i zagadka jej zniknięcia

Ośmioboczna kapliczka słupowa w Szombierkach pośród brzóz — wizualizacja historyczna
Wizualizacja historyczna ośmiobocznej kapliczki słupowej (Bildstock) w Szombierkach, opracowana na podstawie czterech oryginalnych fotografii archiwalnych. (Opracowanie własne na podstawie fotopolska.eu).

Mijając dziś ruchliwą trasę z centrum Bytomia do Szombierek (niem. Schomberg), rzadko zastanawiamy się nad tym, co znajdowało się tu przed wiekami. A przecież jeszcze stosunkowo niedawno, w pobliżu tej drogi, na niewielkiej kępie brzóz, stał zagadkowy obiekt. Na początku XX wieku lokalni miłośnicy historii toczyli na łamach prasy zacięte spory o tę, na pozór zwykłą, kapliczkę słupową. Kryła ona w sobie opowieści o zabójczej epidemii, ludowej magii i legendarnym rosyjskim generale. Przetrwała obie wojny światowe, by ostatecznie zniknąć z krajobrazu w 1966 roku, kiedy to obsunęła się do wyrobiska gliny miejscowej cegielni.

Uwaga źródłowa

Przekazy o genezie tej kapliczki są późne i częściowo legendarne. Dlatego poniżej oddzielam to, co wynika ze źródeł i późniejszych relacji, od tego, co należy do lokalnego podania.

Ośmioboczna strażniczka drogi na kępie brzóz

Jak wynika z relacji opublikowanych w 1924 roku na łamach dodatku historycznego „Aus dem Beuthener Lande” oraz z późniejszych opracowań Józefa Larischa, obiekt znajdował się po lewej stronie szosy prowadzącej z Bytomia (Beuthen) do Szombierek (niedaleko skrzyżowania z dzisiejszą ulicą Kamienną). Była to solidna, murowana i szaro tynkowana kapliczka słupowa (Bildstock) w kształcie wieży, wzniesiona na planie ośmiokąta. Według opisów miała około 1,6 metra szerokości i około 3,5 metra wysokości, a całość wieńczył mały, spiczasty daszek.

Około pół metra poniżej daszku znajdowało się osiem niewielkich wnęk. Pierwotnie w każdej z nich umieszczono obraz o treści religijnej, namalowany na blasze. Jednak już na początku XX wieku upływ czasu oszczędził tylko część przedstawień: Marię z Dzieciątkiem, św. Józefa oraz Chrystusa trzymającego baranka. Reszta była zatarta niemal do zera, a z jednej wnęki blacha miała zniknąć całkowicie. Skąd wzięła się ta budowla na szombierskim polu? Na to pytanie przez lata nie było jednej odpowiedzi.

Teoria I: Ofiary „gorączkowej choroby” z 1737 roku

Jesienny krajobraz symbolizujący epidemię z 1737 roku — wizualizacja ilustracyjna
Wizualizacja: W 1737 roku okolicę spustoszyła „gorączkowa choroba”. Podanie głosi, że chorzy w malignie wybiegali na pola, gdzie po śmierci grzebano ich w miejscach, w których padli.

Jedna z interpretacji, wywodzona z dawnej kroniki Franza Gramera i późniejszego piśmiennictwa regionalnego, wiązała kapliczkę z epidemią z 1737 roku. W samym źródle pojawia się określenie hitziges Fieber, czyli „gorączkowa choroba”; dopiero późniejsze opracowania próbowały utożsamiać ją z tyfusem. Według przekazu w ciągu czterech miesięcy zmarło około 300 osób.

Lokalne podanie, przytaczane przez dawnych kronikarzy, malowało bardzo sugestywny obraz tamtych dni. Opowiadano, że chorzy, trawieni wysoką gorączką i majaczeniem, wyskakiwali z łóżek, wybiegali z domów i biegli przed siebie — według opowieści nawet na odległość ósmej części mili. Gdy padali martwi z wycieńczenia na polach lub przy drogach, miano grzebać ich dokładnie tam, gdzie wydali ostatnie tchnienie. Bliscy ofiar mieli później fundować w takich miejscach kapliczki albo inne znaki pamięci.

Sam Gramer odnosił się do tej historii ostrożnie, bo forma szombierskiego słupa mogła sugerować starsze pochodzenie niż XVIII wiek. Zagadki nie pomogły rozwiązać ani ówczesne władze gminne, ani administracja dóbr — przynajmniej według relacji z początku XX wieku nie wskazano wtedy dokumentów, które rozstrzygałyby genezę obiektu.

Teoria II: Piorun, siedmioro dzieci i śląska magia

Burza nad kępą drzew w Szombierkach — wizualizacja legendy o uderzeniu pioruna
Wizualizacja: Stare śląskie podanie głosiło, że w kępę drzew, pod którą ukryły się dzieci, uderzył piorun. Ofiary próbowano ratować, zakopując je w ziemi, by ta „wyciągnęła” niszczącą siłę.

Zupełnie inną historię zachowała miejscowa tradycja, zanotowana później przez Józefa Larischa. Według tego podania, już po trzeciej wojnie śląskiej, a więc po 1763 roku, okolicę nawiedziła wyjątkowo gwałtowna burza. Drogą z Czarnego Lasu i Szombierek miała wtedy iść grupa dzieci zmierzająca do kościoła mariackiego w Bytomiu na naukę religii. Szukając schronienia, wbiegły one na pobliski pagórek pod kępę drzew.

Silne uderzenie pioruna miało zabić siedmioro z nich. To już wyraźnie sfera ludowego podania, ale właśnie dlatego ten przekaz jest tak fascynujący. Dorośli próbowali podobno ratować ofiary, zakopując je w ziemi, aby ta „wyciągnęła piorun”, czyli odebrała z ciała niszczącą siłę elektryczną. Gdy ten dawny zabieg nie przyniósł skutku, dzieci miano pochować na wzgórku, a nad ich mogiłą wznieść kapliczkę.

Legenda tłumaczyła również dobór obrazów w ośmiu wnękach. W siedmiu miały znaleźć się wizerunki świętych patronów odpowiadających imionom zmarłych dzieci: Marii, Małgorzaty, Tekli, Antoniego, Ignacego, Józefa i Piotra. Ósmą płycinę miał zajmować Dobry Pasterz.

Teoria III: Rzekomy rosyjski generał i dzwon z datą 1700

Stary dzwon z datą 1700 na tle folwarku — wizualizacja ilustracyjna
Wizualizacja: Według relacji z 1924 r. z rozebranej budowli sakralnej ocalał dzwon z datą 1700. Miał on trafić na szombierski folwark jako dzwonek roboczy.

W 1924 roku na łamach „Aus dem Beuthener Lande” pojawiła się jeszcze jedna, zdecydowanie najbardziej fantazyjna wersja. Josef Henne twierdził, że mały, ośmioboczny Bildstock nie był samodzielną kapliczką, lecz ocalałą pozostałością większej, XVII-wiecznej budowli sakralnej. Według tej opowieści pochowano tam rosyjskiego generała nazwiskiem Schombierski, który rzekomo poległ na tych polach podczas walk z Tatarami. Od jego nazwiska miała się wziąć nazwa osady.

To klasyczny przykład etymologii ludowej. Nazwa Szombierek jest poświadczona znacznie wcześniej, a najczęściej łączy się ją z dawną formą Schoenenberg/Schönberg, więc legenda o generale nie wyjaśnia genezy miejscowości.

Mimo to relacja Hennego zawiera intrygujący detal materialny. Autor twierdził, że z rozebranej budowli ocalał dzwon przeniesiony na pobliski dwór (Dominium Schomberg). Miał on nosić dużą datę 1700 i słowa „Jesus Maria”. Jeśli ta relacja jest wierna, później używano go już nie sakralnie, lecz jako zwykłego dzwonka roboczego do zwoływania ludzi do pracy na folwarku.

Teoria IV: Żołnierze Napoleona, utopiony zaprzęg i ukryte talary

Niezwykle cennym świadectwem tego, jak ewoluowała i mutowała lokalna pamięć w okresie międzywojennym, jest wycinek z niemieckojęzycznej prasy zatytułowany „Ein hundertjähriger Bildstock zwischen Schomberg und der Hohenzollerngrube”. Został on zredagowany przez maszynistę o nazwisku Strzała (Masch.-Wärter Strzala), pracownika kopalni Hohenzollerngrube (Szombierki). Jego celem było uwrażliwienie górników, by w drodze na szychtę nie mijali tak owianego legendami miejsca obojętnie.

Autor ówczesnej publikacji przytacza warianty podań, które pokazują swobodne podejście mieszkańców do kształtowania lokalnej historii:

  • Mogiła żołnierzy z 1813 roku: Autor powołuje się na Kronikę Gramera, ale całkowicie modyfikuje jej sens. Gramer pisał o ofiarach epidemii z 1737 roku, tymczasem w artykule Strzały dowiadujemy się, że do Bytomia po bitwie nad Kaczawą dotarło około 300 rannych Francuzów, Rosjan i Prusaków, którzy zmarli na tyfus, a kapliczka miała stać na ich rzekomej masowej mogile zasypanej wapnem.
  • Skarb rodziny Cyganów: Aby uwiarygodnić ten napoleoński wątek historyczny, wycinek przywołuje wydarzenie z 1924 roku, kiedy to podczas prac szybowych na terenie posesji należącej do rodziny Cygan w Szombierkach wykopano garniec ze srebrnymi talarami z 1812 roku, ukrytymi przed wojskami francuskimi.
  • Utopiony zaprzęg: Pojawia się tam zupełnie nowy motyw — według jednego z podań w miejscu kapliczki znajdował się kiedyś staw (Tümpel), w którym utonął cały zaprzęg konny wraz z ludźmi („ein Gespann mit Mann und Maus umgekommen ist”).
  • Zniekształcone warianty innych mitów: Autor odnotowuje, że obiekt mógł być znakiem dziękczynnym po XIX-wiecznej epidemii cholery. Przywołuje też legendę o dzieciach uderzonych przez piorun, z tą różnicą, że w jego opowieści nie zmierzały one na naukę religii, ale po prostu pasły w tym miejscu gęsi (beim Gänsehüten).

Ten historyczny, prasowy aneks stanowi doskonały przykład na to, jak twarde fakty płynnie przenikały się z ludową wyobraźnią, tworząc niesamowite i zupełnie oderwane od źródeł mityczne opowieści krążące wśród lokalnej społeczności.

Kapliczka z podań a prawdziwa kaplica św. Józefa

Zgłębiając zagmatwaną przeszłość szombierskich zabytków, warto zachować czujność. Tajemnicza, przydrożna kapliczka słupowa bywa niekiedy mylona z innym, kluczowym dla tej miejscowości obiektem — murowaną kaplicą pw. św. Józefa i NMP, w której przez lata przechowywano słynną „Madonnę Bytomską”. Jeśli interesują Was historyczne i udokumentowane losy tego drugiego, znacznie większego obiektu — którego fundatorem i wieloletnim dzwonnikiem był zresztą mój prapradziadek, sołtys Simon Flatzek — zapraszam do lektury osobnych artykułów:

Źródła i bibliografia

  • Gramer Franz, Chronik der Stadt Beuthen in Ober-Schlesien, Beuthen 1863, s. 194–195.
  • Graba Joseph, Oberschlesische Heimat, rocznik VI, 1910, s. 22–23 (wzmianki oparte na kronice Gramera).
  • Henne Josef, Die Kapelle an der Schomberger Chaussee, w: „Aus dem Beuthener Lande”, nr 19, Bytom, 21 maja 1924 r.
  • Larisch Józef, Szombierki. Zarys rozwoju dzielnicy, Bytom 1989, s. 153–155.
  • Strzala, Ein hundertjähriger Bildstock zwischen Schomberg und der Hohenzollerngrube, w: „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 7/8 (Juli/August), 1975, s. 52.
1
0

Read more

Tytułowa grafika artykułu "Krwawy Bytom w XVII wieku" stylizowana na starą rycinę. Przedstawia zamek w Bytomiu na wzgórzu, płonące miasto oraz starcie konnych wojsk i muszkieterów z piechotą. Na dole napis: Przyczynek do historii kultury miasta Bytomia w XVII wieku Autor: Alfons Perlik.

Krwawy Bytom w XVII wieku. Morderstwa, wyrwane brody i licencje dla żebraków

Ziemia bytomska w XVII wieku zdecydowanie nie była oazą spokoju. Przemarsze obcych wojsk, zuchwałe napady zbrojnych watah, awanturująca się szlachta, wlokące się za armiami plagi żebraków i codzienne widmo śmierci – tak wyglądała rzeczywistość w cieniu wojny trzydziestoletniej i dekad po jej zakończeniu. Dzięki odnalezionemu tekstowi Alfonsa Perlika z 1927 roku, opublikowanemu na łamach Aus dem Beuthener Lande (rocznik 4, nr 5 i 7), możemy dziś zajrzeć do dawnych bytomskich kronik, akt sądowych i korespondencji panów stanowych. Co w nich znajdziemy? Prawdziwy, krwawy i bezpardonowy Dziki Zachód w samym sercu Górnego Śląska.

Granica strachu i gospodarcze tąpnięcie

Historyczna ilustracja ruin domu i zbliżającej się jazdy wojskowej, styl szkicu ołówkiem. Zrujnowane folwarki na przygranicznych terenach Górnego Śląska (Wizualizacja).

Aby zrozumieć realia, w jakich żyli ówcześni bytomianie, musimy spojrzeć na mapę i ówczesną gospodarkę. Ziemia bytomska była terytorium przygranicznym, bezpośrednio stykającym się z państwem polskim. Perlik w swoim tekście z 1927 roku mocno uderza w tony narodowościowe, pisząc o „odniemczającym wpływie” i celowej polityce wykupywania majątków przez Polaków. Z perspektywy współczesnej historii musimy jednak nałożoną przez Perlika dwudziestowieczną, plebiscytową optykę odłożyć na bok.

Prawda była o wiele bardziej prozaiczna i brutalna – chodziło o pieniądze i przetrwanie. Koniec XVI i początek XVII wieku to czas potężnej inflacji i kryzysu gospodarczego w Rzeszy. Tymczasem za polską granicą panował relatywny spokój (przynajmniej początkowo). Dla zamożnej polskiej szlachty, której majątki nie ucierpiały jeszcze w wielkich pożogach wojennych, potężny kryzys na Śląsku stanowił doskonałą okazję inwestycyjną. Ziemia była tania, a zrujnowane folwarki czekały na kapitał. W ten sposób od początku XVII wieku wsie folwarczne wokół Bytomia masowo przechodziły w ręce polskiej szlachty. Zbiegło się to w czasie ze skrajnym osłabieniem władzy centralnej, co doprowadziło do całkowitego rozkładu porządku publicznego. Morderstwa, rozboje i niszczenie mienia stały się codziennością.

Kalendarium najazdów: „Kozacy”, woły i wybijane okna

Ilustracja historyczna przedstawiająca kolumnę bydła pędzoną przez wojsko. Utrata stada roboczych wołów mogła oznaczać dla mieszczanina całkowite bankructwo (Wizualizacja).

W śląskich archiwaliach z tamtego okresu nieustannie przewija się pojęcie „zagrożenia kozackiego” (Kosakengefahr). Należy tu jednak zachować ostrożność – ówcześni kronikarze niemieckojęzyczni słowem tym często określali po prostu wschodnią jazdę nieregularną, w tym słynących z brutalności polskich lisowczyków, a niekoniecznie etnicznych Kozaków zaporoskich. Kroniki notują niezwykle precyzyjne daty i nazwiska poszkodowanych:

  • Wielkanoc 1611 roku: Zbrojne watahy uderzyły na Tarnowskie Góry (Tarnowitz) i sąsiednie wsie, dokonując masowych grabieży.
  • 14 marca 1616 roku: Bytomski mieszczanin, Christoph Pietasz, złożył formalną skargę. Zeznał, że polski szlachcic, Stenzel Dombinski, uprowadził mu aż 20 wołów – co w tamtym czasie stanowiło majątek o kolosalnej wartości, mogący zrujnować całe gospodarstwo.
  • Maj 1617 roku: Przerażająca relacja z Miechowic (Miechowitz). Ówczesna właścicielka części wsi raportowała, że przez osadę przejechało czterech zbrojnych zza polskiej granicy (określonych w dokumencie jako „Polacken”). Napastnicy nie mieli litości: raniąc kowala i karczmarza, powybijali ludziom okna, a w akcie największego zuchwalstwa otworzyli ogień z broni palnej do dwóch synów samej dziedziczki. Miasto Bytom słało w tym czasie błagalne skargi do Urzędu Zwierzchniego (Oberamt), bezradnie próbując opanować panoszenie się obcej szlachty.

Mobilizacja: Co dwudziesty do broni!

Ilustracja spotkania wojskowego na placu miejskim w stylu szkicu historycznego. Zarządzenia hrabiego Henckla zmuszały mieszczan do zbrojenia się na własny koszt (Wizualizacja).

Widmo nadciągających wojsk wymuszało na panach stanowych Bytomia – rodzie Henckel von Donnersmarck – radykalne kroki. Z listów z lat 20. XVII wieku wyłania się obraz miasta w stanie permanentnego oblężenia. 29 grudnia 1623 roku hrabia Henckel alarmował mieszczan i kazał im szykować się do obrony, donosząc, że watahy spustoszyły już państwo bogumińskie (Oderberg).

Sytuacja stała się krytyczna wiosną 1625 roku. 12 kwietnia Henckel wysłał kolejne ponaglenie. Dwa tygodnie później, 29 kwietnia, starosta krajowy Śląska, książę Jerzy Rudolf z Brzegu, raportował o znacznych siłach wroga na granicach. W efekcie, 12 maja Henckel zażądał od Bytomia wprowadzenia przymusowego poboru – co dwudziesty mężczyzna miał natychmiast chwycić za broń. Miasto miało też na własny koszt zakupić „kilka kamieni prochu” i bezzwłocznie wysłać nowo sformowane oddziały do obrony granic państwa stanowego.

Twierdza Bytom: Szlabany, warty i niepewny element

Szkic architektoniczny bramy miejskiej z XVII wieku, warty i palisady. Mury i palisady Bytomia w XVII wieku były regularnie wzmacniane w obliczu rajdów ze wschodu (Wizualizacja).

Zagrożenie nie minęło nawet dziesięciolecia po zawarciu pokoju westfalskiego (1648). Listy z października 1672 roku, krążące między hrabią Hencklem a starostą krajowym Johannesem Paczinskim, ukazują Bytom jako miasto-twierdzę w pełnej gotowości bojowej. Hrabia wydał surowe instrukcje dla Bytomia oraz Miasteczka Śląskiego (Georgenberg):

  1. Każdy pełnoprawny obywatel miał obowiązek posiadania broni palnej (rusznicy lub muszkietu) oraz broni białej (szpady).
  2. Obie miejscowości musiały zostać zabezpieczone z każdej strony systemem szlabanów.
  3. Małe miejskie furtki w Bytomiu miały zostać całkowicie zamknięte i zablokowane.
  4. Przy dwóch głównych, otwartych bramach miasta musiano wystawić stałą, całodobową wartę złożoną z 3 do 4 uzbrojonych strażników. W nocy bramy ryglowano.
  5. Mury miejskie, które uległy częściowemu zawaleniu lub podupadły, nakazano natychmiast uzupełnić drewnianymi sztachetami i masywną palisadą.

Za organizację tej obrony w Bytomiu odpowiadał ówczesny wójt i kapitan miasta, Martin Wolnik. 21 października otrzymał on dodatkowy, niezwykle wymowny rozkaz od rady miejskiej: nakazano mu bezzwłocznie odebrać broń wszystkim „osobom niepewnym” przebywającym w mieście.

Wewnętrzny wróg, czyli swoi gorsi od obcych

Szkic wandalizmu najemników cesarskich napadających na drewniany wóz. Stacjonujące na przedmieściach wojska cesarskie często dopuszczały się nadużyć wobec lokalnej ludności (Wizualizacja).

Zabezpieczenia te chroniły miasto przed rajdami z zewnątrz, ale Bytom borykał się z jeszcze jednym, równie niszczycielskim problemem – wojskami własnej strony. Miasto zostało wyznaczone przez armię cesarską jako punkt zborny dla najemników. Regularne regimenty nierzadko zachowywały się gorzej niż bandy rabunkowe.

Już same przemarsze, kwaterunki we wsiach i na przedmieściach oznaczały dla miejscowych chłopów i mieszczan katastrofę. Żołdacy cesarscy na porządku dziennym stosowali wymuszenia, grabieże i tortury, rekwirując żywność i dobytek. Co ciekawe, Perlik zaznacza, że w wielu atakach wojsk cesarskich na obszar miejski uczestniczyły również zaciężne chorągwie polskie służące pod cesarskimi sztandarami.

Zdziczenie obyczajów: Żebracy z plombami i ołowiane pieczęcie

Portret starego żebraka z wyeksponowaną ołowianą plombą na szyi. Tylko posiadacze specjalnej, ołowianej plomby z pieczęcią magistratu mogli legalnie prosić o jałmużnę w Bytomiu (Wizualizacja).

Wojna, głód i epidemie wywołały masowe migracje ludności. Do Bytomia ściągały tłumy uchodźców ze spalonych wsi, a także mroczny margines ówczesnych armii: dezerterzy, zdemobilizowani najemnicy i markietanci. Z czasem dołączył do nich silny strumień wędrowców z terytorium Polski.

Dokument z 16 kwietnia 1625 roku ukazuje irytację hrabiego Henckla widokiem włóczącej się po mieście młodzieży. Jego rozkaz był bezwzględny: młodych włóczęgów należy wyłapać, zagonić do najcięższych robót miejskich lub odesłać na zamek, by tam „przyzwyczaili się do pracy”. Jednocześnie wprowadzono niezwykły system opieki społecznej dla prawdziwie niedołężnych. Starcy, którzy ze względu na wiek i stan zdrowia otrzymali oficjalne zezwolenie na żebractwo, musieli nosić na szyjach specjalne ołowiane plomby z wyciśniętą pieczęcią miejską Bytomia.

Problem powrócił po wojnie. 18 czerwca 1674 roku bytomski Magistrat (Ratsamt) wydał wójtowi surowy zakaz wpuszczania do miasta włóczęgów bez ważnych dokumentów tożsamości wystawionych przez władze. W tym samym miesiącu wydano inną, fascynującą obyczajowo dyrektywę. Miejscowi karczmarze skarżyli się na czeladników i pasterzy (wypasających konie, owce i bydło), którzy „bezcześcili niedziele grą w kręgle i podobnymi zabawami”, a z nudów stanowili zagrożenie dla podróżnych, celowo rzucając pnie drzew na trakty. Kary były dotkliwe – winnych zamykano w areszcie, a warunkiem wyjścia na wolność było uiszczenie wysokiej grzywny: 6 groszy od osoby na rzecz kościoła.

Kryzys moralny dotykał wszystkich szczebli drabiny społecznej. Jak przypomina Perlik (powołując się na starsze ustalenia Immerwahra), był to czas prosperity dla bezwzględnych dorobkiewiczów, takich jak poborca celny Gniastko. Kradzieże stały się tak powszechne, że w grudniu 1662 roku okradziono nawet… synów samego hrabiego Henckla. Podejrzewając, że wśród mieszczan ukrywają się paserzy, rada zwołała wszystkich obywateli na przesłuchania. Zatrzymanego herszta złodziei, niejakiego Taube, wtrącono do lochu, po czym przekazano w ręce miejskiego kata na brutalne śledztwo z użyciem tortur.

Patologia wyższych sfer: Wyrwane brody i księża w rynsztoku

Szkic bójki zamożnego szlachcica z duchownym na bytomskim rynku. Na bytomskim rynku dochodziło do dantejskich scen z udziałem awanturującej się szlachty (Wizualizacja).

Najbardziej wstrząsający – i zarazem barwny – wycinek akt sądowych tamtego okresu to rejestr wybryków lokalnej szlachty i duchowieństwa. Poza bezpiecznymi murami miast, mieszczanie byli całkowicie bezbronni wobec samowoli potężnych rodów. Bytomianie udający się wozami po cenne drewno do Czarnego Lasu (Schwarzwald – dziś dzielnica Rudy Śląskiej) byli regularnie napadani przy przekraczaniu granic sąsiednich wsi. Odbierano im konie, woły, ciężkie wozy, a nawet żelazne łańcuchy. Rozbój na drogach przybrał tak skrajne formy, że w 1655 roku hrabia Henckel musiał formalnie interweniować u starosty krajowego przeciwko kilku szlachcicom parającym się… pospolitym bandyctwem.

Szlachta pozwalała sobie na niewyobrażalne ekscesy również wewnątrz samego Bytomia, czując się bezkarna wobec miejskiej jurysdykcji:

  • W 1617 roku proboszcz z Chorzowa postanowił zorganizować sobie strzelaninę na ulicach miasta, ciężko raniąc przypadkowego człowieka.
  • W tym samym roku niejaki Heinrich von Starzinsky dokonał brutalnego najścia. W biały dzień, podczas trwania jarmarku św. Małgorzaty, wdarł się do domu jednego z bytomskich rajców (radnych miejskich). Na oczach świadków wyrwał urzędnikowi brodę, a jego żonę brutalnie skopał.
  • Równie gorszące sceny rozegrały się na bytomskim Rynku (Ringu). Christoph von Golkowsky, pan na Łagiewnikach (Lagiewnik), wdał się w awanturę z proboszczem z Kamienia (Kamin – dziś dzielnica Piekar Śląskich). Dziedzic pobił duchownego pięściami do krwi, a zmasakrowane ciało księdza bezceremonialnie zrzucił do ulicznego rynsztoka.
  • Finałem tego pasma zbrodni była tragedia z 1660 roku, kiedy to Georg von Rymultowsky z zimną krwią zamordował sługę hrabiego Henckla.

Cyganie na Śląsku: Odszkodowanie za zgubione talary

Szkic taboru romskiego z wozami i sędzią miejskim mediującym spór. Proces o zagubione talary między żołnierzem a taborem romskim to cenny ślad mikrohistorii regionu (Wizualizacja).

Zupełnie unikalnym mikro-wątkiem w tekście Perlika jest wzmianka o pojawieniu się taborów cygańskich, które – jak zauważa autor – swobodnie operowały na terenach objętych chaosem organizacyjnym. Archiwa zachowały fascynujący dokument z 7 lutego 1669 roku. Doszło wówczas do oficjalnej ugody polubownej między bytomskim kapralem, Hansem Bazantem, a społecznością romską, w imieniu której występował Elias Adamowicz.

Sprawa dotyczyła żony kaprala, której zginęła ogromna jak na tamte czasy kwota: 13 reichstalarów bez dwóch srebrnych groszy. Tabor, oskarżony o tę kradzież, stanął przed sądem polubownym. Wyrok nałożył na Romów obowiązek zwrotu przynajmniej 11 talarów, co pozwalało kapralowi odzyskać lwią część majątku, a taborowi uniknąć brutalniejszych konsekwencji karnych ze strony wojska i miasta.

Wskazówki dla genealogów i badaczy historii lokalnej

Powyższe zapiski to nie tylko zbiór krwawych anegdot, ale przede wszystkim bezcenny drogowskaz do dalszych badań. Wymienione nazwiska: Pietasz, Wolnik, Bazant, Gniastko, Taube, Adamowicz, dowodzą, jak zróżnicowana i płynna była struktura społeczna XVII-wiecznego Bytomia. Jeśli szukacie swoich przodków w tym okresie, pamiętajcie, że:

  1. W źródłach z epoki nazwiska bywają zapisywane niestabilnie, dlatego podczas kwerendy warto sprawdzać możliwe warianty pisowni.
  2. Wzmianki o napadach w rejonie Miechowic, Czarnego Lasu i okolic Bytomia pokazują, że materiału do dalszych poszukiwań można szukać zarówno w księgach miejskich, jak i w aktach dominialnych związanych z państwem stanowym.
  3. Postać Eliasa Adamowicza z 1669 roku stanowi ciekawy trop do dalszych badań nad obecnością społeczności romskiej na tym obszarze.

Materiał oparty na: Alfons Perlik, „Zur Kulturgeschichte der Stadt Beuthen im 17. Jahrhundert”, Aus dem Beuthener Lande, 1927, Jg. 4, Nr. 5 i 7.

0
0

Read more

Mroczne, średniowieczne malowidło przedstawiające trzech mężczyzn wrzucających księdza w habicie do Stawu Małgorzaty. W tle mgła, kościół gotycki i tłum z pochodniami. W wodzie widać demony i pływające perły. U dołu napis: Zbrodnia nad Stawem Małgorzaty (1363). Grafika wyróżniająca bloga flaczek.com.

Zbrodnia nad Stawem Małgorzaty (1363). Bytom miastem wyklętym

Zbrodnia nad Stawem Małgorzaty (1363)

W 1363 roku w Bytomiu rozegrały się wydarzenia, które na całą dekadę wykluczyły miasto ze wspólnoty chrześcijańskiej. Spór polityczny i majątkowy między władzami miejskimi a Kościołem przerodził się w krwawy lincz na dwóch duchownych. Co naprawdę wydarzyło się nad Stawem Małgorzaty na Rozbarku i dlaczego mroczna legenda splotła tę historię z postacią świętego, który w rzeczywistości zmarł sto lat wcześniej?

I. Pycha patrycjatu i spór o bytomskie srebro

Zbrodnia z 1363 roku nie wydarzyła się w próżni. W tle narastał wieloletni i ostry spór między świeckim Magistratem a Kościołem o dziesięcinę z wydobycia kruszców. Bytom przeżywał swój prawdziwy „srebrny wiek”, a miarą ogromnej pychy ówczesnej władzy stał się burmistrz Andreas Fabrici. To ten sam patrycjusz, który – jak głoszą słynne podania – kazał odlać dla swojego nowo narodzonego dziecka szczerozłotą lub srebrną kołyskę.

Ostentacyjne bogactwo i kategoryczna niechęć do płacenia należności na rzecz Kościoła doprowadziły do otwartej wojny z duchowieństwem. Magistrat zorganizował nawet na rynku demonstrację siły z udziałem miejskiego kata, by zastraszyć poprzedniego proboszcza, Anselma. Gdy więc w 1363 roku stanowisko duszpasterza objął Piotr von Stoisle, władze Bytomia nie zamierzały już negocjować. Postanowiły pójść na zwarcie i doprowadzić do całkowitej likwidacji prepozytury św. Małgorzaty. Iskra padła na beczkę prochu.

II. Sąd bez prawa i egzekucja

Krwawy Lincz nad Stawem

Wrzesień 1363 roku przyniósł bezprecedensowe złamanie prawa kanonicznego. Radni, za aprobatą wzburzonego tłumu, postawili przed świeckim sądem proboszcza Piotra von Stoisle oraz jego kapelana (wikarego), Mikołaja z Pyskowic. Oskarżono ich o rzekome nadużycia urzędu, a wyrok mógł być tylko jeden: śmierć poprzez utopienie.

Egzekucję wykonano niemal natychmiast – 14 września 1363 r. Związanych duchownych wyprowadzono za mury, nad Staw Małgorzaty (Margarethenteich) w dzisiejszym Rozbarku i wrzucono do wody. Zbrodnia miała niezwykle brutalny przebieg. O ile proboszcz Piotr szybko zatonął, kapelan Mikołaj w śmiertelnej panice zdołał poluzować pęta i wydobyć się na powierzchnię. Jego próba ocalenia życia została jednak drastycznie przerwana. Bytomski syndyk miejski, niejaki Wojtacha, nakazał katu wepchnąć rannego księdza z powrotem do stawu, a w ostateczności dobić go toporem. Skatowany duchowny skonał w męczarniach po trzech dniach.

🔎 Zaginiony Staw Małgorzaty

Na współczesnych mapach Bytomia na próżno szukać Margarethenteich. Staw rozlewał się w naturalnym, bagnistym obniżeniu terenu, u stóp Wzgórza św. Małgorzaty. Obejmował obszar z grubsza między dzisiejszą ulicą Siemianowicką a terenami dawnej Kopalni Rozbark (Teatr Rozbark), ciągnąc się aż w stronę dzisiejszej ulicy Chorzowskiej.

Zbiornik nie przetrwał XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej. Rozwój kopalń spowodował drastyczne obniżenie wód gruntowych – staw wysechł, a teren zasypano. Kiedy dziś jedziesz tramwajem wzdłuż ulicy Chorzowskiej na wysokości kościoła św. Małgorzaty, przecinasz właśnie dno dawnego stawu, w którym utopiono bytomskich księży.

III. Dziesięć lat interdyktu

Miasto Wyklęte ze Wspólnoty

Reakcja Stolicy Apostolskiej na rozlew krwi duchownych była stanowcza i bolesna. Na Bytom spadł surowy interdykt, czyli klątwa papieska. Dla ówczesnej społeczności wykluczenie ze wspólnoty chrześcijańskiej oznaczało cywilizacyjny paraliż:

  • Kościoły zostały rygorystycznie zamknięte, a dzwony zamilkły.
  • Wiernym odmówiono dostępu do mszy i niemal wszystkich sakramentów.
  • Zmarłych bytomian grzebano niczym rzezimieszków – bez kapłana, w niepoświęconej ziemi.

Bytom stał się „miastem wyklętym” na mapie Śląska. Trwało to okrągłą dekadę. Główni winowajcy zapłacili wysoką cenę: ówczesny burmistrz zginął wkrótce w pożarze, a syndyk Wojtacha, udawszy się do Rzymu po łaskę, został skazany na dożywotnie więzienie w lochach.

IV. Perły, krew i tańczące demony

Zbrodnia w oparach XIX-wiecznej baśni

Historyczny fakt mordu nad Stawem Małgorzaty z czasem obrósł niesamowitą, mroczną legendą. XIX-wieczni kronikarze, próbując wyjaśnić późniejszy upadek lokalnego górnictwa, stworzyli wokół tych wydarzeń niezwykle plastyczną opowieść. Według tej literackiej kreacji, dramat w wodach miał wymiar iście mistyczny. Gdy proboszcz poszedł na dno, kapelan Mikołaj miał krzyczeć z wody, że widzi demony tańczące pod taflą wokół ciała jego zwierzchnika. Błagał o litość, obiecując, że jeśli przeżyje, będzie głosił cud o Świętej Dziewicy.

Legenda głosi również, że na brzegu stał wstrząśnięty ojciec Hiacynt z Rozbarku. Przebierając palcami w gorączkowej modlitwie, miał rozerwać swój różaniec, a spadające perły zmieszały się z krwią konającego w błocie kapelana. Wtedy też z ust mnicha padła słynna klątwa rzucona na miasto: złoża kruszców miały zniknąć na zawsze.

I tu docieramy do największej historycznej pułapki! Ów ojciec Hiacynt to nikt inny jak święty Jacek Odrowąż. Sęk w tym, że zmarł on w 1257 roku, czyli ponad wiek przed zbrodnią nad stawem! XIX-wieczni pisarze po prostu zlali w jedno historyczne morderstwo z dużo starszą, rozbarską tradycją o słynnym kaznodziei.

V. Pokuta i Kamienne Pamiątki

Portal Klątwy i Łaski

Dziesięcioletni interdykt nie zamknął sprawy. Bytom stał się miastem naznaczonym stygmatem bratobójczej krwi. W kronikach odnotowano, że nawet w 1479 roku – 116 lat po zbrodni! – proboszcz z sąsiednich Biskupic otrzymał z Rzymu specjalne polecenie, by oficjalnie upomnieć bytomskiego burmistrza i zażądać ostatecznych kroków oczyszczających winy dawnych radnych. Zrujnowane moralnie i ekonomicznie miasto w końcu doczekało się łaski, a prawo patronatu nad bytomskim kościołem przeszło w ręce wrocławskich Wincentynerów.

Trauma z 1363 roku zapisała się w DNA miasta. Jeszcze w XIX wieku mieszkańcy Bytomia interpretowali wszelkie klęski: epidemie, pożary, głód czy upadek górnictwa, jako przedłużającą się boską karę za krew wylaną w rozbarskim stawie.

Pamiątki tamtych wydarzeń przetrwały w architekturze gotyckiego Kościoła Wniebowzięcia NMP (kościoła mariackiego). Nad głównym wejściem do dziś dostrzec można wykute w kamieniu dwa kielichy. Z kolei dawne, boczne wejście do świątyni (od strony dzisiejszej ulicy Kościelnej), odmurowane w połowie XIX w. przez słynnego ks. Józefa Szafranka, zyskało wymowną nazwę upamiętniającą ofiary z 1363 r.: „Portal Klątwy i Łaski” (Portal des Fluches und der Gnade).

Źródła i Bibliografia:

  • Aus dem Beuthener Lande, Jg. 1 (1924), w tym: nr 5 (opis egzekucji), nr 11 (legenda o klątwie i perłach), nr 16 (historyczne sprostowanie mordu i anachronizmu św. Jacka) oraz nr 25 i 41.
  • Gramer F., Kronika miasta Bytomia na Górnym Śląsku, przekł. A. Niemczura, Bytom 2014.
  • Horwat J., Książęta oleśniccy, „Życie Bytomskie” 1994, R. 39, nr 13.
  • Drabina J., Bytom średniowieczny: przekazy źródłowe (1123-1492), Opole 1985.
  • Triest F., Topographisches Handbuch für Oberschlesien, 1865.
0
0

Read more

Rysunkowa rekonstrukcja średniowiecznego zamku w Bytomiu ukazanego z lotu ptaka. Surowa warownia otoczona jest gęstą zabudową starego miasta i murami obronnymi.

Gdzie podział się zamek w Bytomiu? Jak rozwiązano jedną z największych zagadek w historii miasta

Gdzie podział się zamek w Bytomiu? Rozwiązujemy zagadkę, która trwała ponad sto lat

Przez stulecia Bytom chodził właściwie po własnej przeszłości, nie wiedząc już dokładnie, gdzie znajdowała się jedna z najważniejszych budowli średniowiecznego miasta. Zamek książęcy nie zachował się w formie malowniczej ruiny, nie stał się oczywistym punktem na mapie i przez długi czas pozostawał bardziej problemem dla historyków niż realnym miejscem w przestrzeni. Dopiero połączenie dawnych źródeł, topografii miasta i badań archeologicznych pozwoliło z dużą pewnością odtworzyć losy warowni, która przez wieki organizowała polityczne centrum Bytomia.

Artystyczna wizualizacja średniowiecznego zamku bytomskiego w obrębie miasta
Hipotetyczna wizualizacja zamku książęcego w średniowiecznym Bytomiu. Obraz ma charakter poglądowy i pokazuje ideę warowni wkomponowanej w tkankę miejską, a nie jej bezspornie ustalony wygląd.
Najważniejsze ustalenie

Dziś można już z dużą pewnością przyjąć, że zamek książąt bytomskich stał w rejonie obecnego placu Grunwaldzkiego, w północno-wschodnim narożniku dawnego miasta lokacyjnego. Nie oznacza to, że znamy każdy detal jego wyglądu, ale oznacza, że najważniejszy spór o lokalizację został w praktyce rozstrzygnięty.

Bytom ma w swojej historii wiele miejsc, które wciąż można zobaczyć: rynek, kościoły, fragmenty dawnych murów, ślady średniowiecznego układu ulic. Jest jednak także takie miejsce, którego przez stulecia właściwie nie umiano już wskazać. Chodzi o zamek książęcy — jedną z najważniejszych budowli dawnego Bytomia, siedzibę miejscowych Piastów i element systemu obronnego miasta.

Problem polegał na tym, że zamek zniknął niemal bez reszty. Nie zachowały się jego widowiskowe ruiny, nie stał się romantyczną pamiątką jak wiele innych śląskich warowni. Przepadł tak skutecznie, że przez długi czas spierano się nie tylko o jego wygląd, lecz nawet o to, gdzie właściwie stał. Jedni umieszczali go poza zwartym obwodem miasta, inni przy kościele Franciszkanów, jeszcze inni w rejonie dzisiejszego placu Grunwaldzkiego.

Przez dekady w tej historii było więcej domysłów niż pewników. Dopiero połączenie dawnych przekazów, logicznej analizy topografii i twardych ustaleń archeologicznych pozwoliło z dużą pewnością uporządkować losy tej budowli. I właśnie dlatego dzieje bytomskiego zamku są dziś tak fascynujące: to nie tylko historia warowni, ale też opowieść o tym, jak miasto może zgubić własną pamięć — i jak po setkach lat próbuje ją odzyskać.

Zanim pojawił się zamek: czy Bytom miał starszy gród?

Hipotetyczna wizualizacja wcześniejszego grodu, który mógł poprzedzać zamek bytomski
Hipotetyczna wizualizacja starszego założenia obronnego, które mogło poprzedzać murowany zamek książęcy w Bytomiu. Tego typu obraz należy traktować jako ilustrację badawczej hipotezy, a nie pewną rekonstrukcję.

W badaniach nad początkami bytomskiego ośrodka obronnego od dawna powraca pytanie, czy murowany zamek przy obecnym placu Grunwaldzkim nie poprzedzał wcześniejszy gród drewniano-ziemny. To jedna z tych kwestii, które nie zostały rozstrzygnięte w sposób absolutny, ale z pewnością nie należą też do sfery czystej fantazji.

W historiografii od lat powraca teza wiążąca początki takiego założenia z czasami Mieszka Plątonogiego, około 1200 roku. Przywołuje się przy tym zarówno przesłanki źródłowe, jak i argumenty urbanistyczne. Badacze zwracali uwagę, że pewne osobliwości najstarszego układu przestrzennego Bytomia mogą wskazywać na istnienie wcześniejszego obiektu obronnego, który poprzedzał miasto lokacyjne i wpływał na późniejszy rozwój zabudowy.

Najczęściej taki gród lokalizuje się w rejonie dzisiejszego placu Klasztornego albo wzgórza św. Małgorzaty. Nie mamy tu jednak prostego i niepodważalnego „aktu erekcyjnego”. Najuczciwiej więc napisać, że jest to hipoteza dobrze osadzona w badaniach, wzmacniana przez analizę przestrzeni i dawnych przekazów, ale nadal pozostająca rekonstrukcją historyczną.

Podobnie wygląda sprawa jego upadku. W literaturze pojawia się pogląd, że wcześniejszy gród mógł zostać zniszczony podczas najazdu mongolskiego w 1241 roku. Taka interpretacja dobrze wpisuje się w regionalny kontekst dziejów Śląska i tłumaczyłaby późniejsze przejście do nowej, murowanej koncepcji obronnej. Warto jednak podkreślić, że jest to logiczna i silna hipoteza, a nie proste zdanie przepisane z jednego, dosłownego dokumentu.

Narodziny murowanej warowni

Najmocniejszym punktem całej opowieści pozostaje dziś archeologia. Kluczowe znaczenie miało odkrycie dokonane na placu Grunwaldzkim, gdzie z dna fosy wydobyto dębową dranicę datowaną metodą dendrochronologiczną na rok 1246. To nie jest już mglista poszlaka, lecz bardzo ważny dowód potwierdzający XIII-wieczną metrykę założenia obronnego właśnie w tym miejscu.

Trzeba przy tym dobrze rozumieć, co ta data oznacza. Rok 1246 nie jest automatycznie „aktem założycielskim” całego zamku, ale bardzo mocno potwierdza, że elementy związane z jego fosą funkcjonowały już w połowie XIII wieku. W zestawieniu z innymi przesłankami pozwala to mówić o warowni jako budowli zakorzenionej głęboko w średniowieczu, a nie o późnym obiekcie omyłkowo utożsamionym z książęcą siedzibą.

W materiałach historycznych pojawia się również teza, że rozwój murowanej wersji zamku można wiązać z Kazimierzem bytomskim. Tutaj warto zachować precyzję. Samo datowanie odkrytego drewna nie wskazuje jeszcze bezpośrednio osoby fundatora, ale rozsądne jest stwierdzenie, że rozwinięcie założenia w rezydencję odpowiadającą randze stolicy samodzielnego księstwa badacze łączą właśnie z okresem jego panowania.

Bardzo ważne jest również to, że bytomski zamek nie był odosobnioną siedzibą stojącą gdzieś na uboczu. Wszystko wskazuje na to, że był częścią miejskiego systemu obronnego: obiektem nizinnym, usytuowanym w obrębie obwodu obronnego, powiązanym z murami i fosą. To właśnie ten fakt pozwala zrozumieć zarówno jego znaczenie, jak i późniejsze spory o lokalizację.

Wielka pomyłka badaczy: gdzie właściwie szukano zamku?

Dzisiaj teza o placu Grunwaldzkim wydaje się coraz bardziej oczywista, ale przez długi czas wcale taka nie była. W XIX i XX wieku historia bytomskiego zamku obrosła mitami. Jedni wyobrażali go sobie niemal jak wygodny książęcy pałac, inni widzieli w nim raczej surową, mało reprezentacyjną twierdzę. Jeszcze większy problem stanowiło jednak samo położenie budowli.

Przez długi czas mocno oddziaływała teoria sytuująca zamek poza zwartym obwodem miejskim, w okolicach dzisiejszych ulic Krakowskiej i Korfantego. Taka wizja była kusząca: pozwalała wyobrazić sobie władcę trzymającego dystans wobec mieszczaństwa, mieszkającego „obok” miasta, a nie w jego wnętrzu. Problem w tym, że topografia i późniejsze badania coraz słabiej tę teorię podtrzymywały.

Błąd utrzymywał się tak długo, że jeszcze w 1998 roku, kiedy podczas prac przy kamienicach przy ul. Korfantego 22 i 24 odkryto potężny filar i gotycki łuk, pojawiła się nadzieja, że to właśnie tam wreszcie odnaleziono zamek. Jak się jednak okazało, był to fałszywy alarm. Znalezisko okazało się raczej pozostałością innego obiektu — zapewne dawnego folwarku lub browaru — a nie książęcej rezydencji.

Ten epizod bardzo dobrze pokazuje, jak silnie starsze hipotezy potrafią działać na wyobraźnię badaczy i mieszkańców. W pewnym sensie Bytom najpierw stworzył sobie błędną mapę pamięci o zamku, a dopiero potem musiał ją mozolnie poprawiać.

Trop, który leżał na widoku: Rycerska i dawny narożnik miasta

Jednym z najciekawszych momentów całej tej historii jest fakt, że właściwy trop pojawił się w źródłach znacznie wcześniej, niż udało się go potwierdzić archeologicznie. Już w 1919 roku na łamach „Górnoślązaka” anonimowy autor podpisujący się inicjałami „Fr. G.” bardzo trafnie lokował zamek w północno-wschodnim narożniku miasta, w rejonie późniejszej synagogi i obecnego placu Grunwaldzkiego.

Była to intuicja oparta nie na sensacyjnych odkryciach, lecz na uważnej analizie topografii. Znaczenie miała między innymi ul. Rycerska, w dawnych zapisach wiązana także z nazwą Burg Gasse. Sam ślad nazewniczy nie stanowi jeszcze dowodu rozstrzygającego, ale w połączeniu z układem przestrzennym miasta bardzo mocno sugerował, że właśnie tutaj należało szukać dawnej siedziby książęcej.

Jeśli w sąsiedztwie funkcjonowała ulica kojarzona z rycerskim zapleczem, a miejsce odpowiadało logice średniowiecznego układu obronnego, to hipoteza stawała się coraz bardziej przekonująca. Dzisiejsza wiedza pokazuje, że trop ten był nie tylko błyskotliwy, ale po prostu trafny.

Czasem historia nie chowa się głęboko pod ziemią. Czasem leży niemal na widoku — w dawnych nazwach ulic, w układzie placu, w logice miasta, którą wystarczy uważnie odczytać.

Porównaj dawne plany Bytomia z dzisiejszym układem miasta

Poniższa nakładka pozwala zestawić kilka historycznych planów i schematów starego Bytomia ze współczesnym obrazem centrum miasta. To narzędzie nie daje geodezyjnej pewności co do każdego metra, ale bardzo dobrze pokazuje trwałość dawnego obwodu oraz rejon, w którym przez dziesięciolecia lokalizowano zamek.

Uwaga: nakładki mają charakter poglądowy i popularyzatorski. To autorsko wyrównane plany historyczne, służące porównaniu dawnego układu miasta z dzisiejszą przestrzenią.
Współczesne zdjęcie lotnicze centrum Bytomia z orientacyjnym przebiegiem dawnych murów miejskich Plan Bytomia według Christiana Friedricha von Wredego nałożony na współczesny układ miasta

Plan Bytomia według Christiana Friedricha von Wredego (ok. 1747–1753)

Fragment planu z większego dzieła „Krieges-Carte von Schlesien”, sporządzonego na zlecenie Fryderyka II. To jedna z najcenniejszych warstw porównawczych, bo pokazuje dawny obwód miasta, układ zabudowy i relację starego centrum do rejonu późniejszego placu Grunwaldzkiego.

Mroczny epizod z 1939 roku

W dziejach poszukiwań bytomskiego zamku pojawia się również epizod szczególny: moment po spaleniu bytomskiej synagogi. Z późniejszych opracowań wynika, że po 1939 roku pusty teren po zniszczonej bożnicy wzbudzał zainteresowanie badaczy związanych z niemieckim środowiskiem muzealnym, którzy również próbowali odnaleźć tam ślady dawnej przeszłości miasta.

Nie przyniosło to wówczas przełomu, ale sam fakt jest znaczący. Pokazuje, że plac Grunwaldzki nie pojawił się w badaniach nagle dopiero w XXI wieku. Był obecny w podejrzeniach, intuicjach i sporach znacznie wcześniej, nawet jeśli przez długi czas brakowało dowodu, który zakończyłby całą dyskusję.

Przełom roku 2004

Artystyczna wizualizacja wykopalisk w miejscu dawnego zamku bytomskiego
Artystyczna wizualizacja badań archeologicznych w miejscu dawnego zamku bytomskiego. Nie przedstawia dosłownie placu Grunwaldzkiego, lecz ideę odkrywania średniowiecznych reliktów pod współczesnym miastem.

Prawdziwa zmiana nastąpiła dopiero jesienią 2004 roku. To wtedy przeprowadzono na placu Grunwaldzkim wykop badawczy, który w praktyce odwrócił cały dawny spór. Nie trzeba było wielkiej powierzchni, by trafić na to, czego przez dekady szukano po niewłaściwych stronach miasta — na dawną fosę zamkową.

Właśnie w tym momencie archeologia uporządkowała to, co wcześniej podpowiadały topografia i dawne teksty prasowe. Odkrycie nie miało w sobie nic z romantycznej legendy o „cudownym odnalezieniu zamku”. Było efektem spokojnej, metodycznej pracy, która nagle nadała wcześniejszym hipotezom bardzo mocny fundament materialny.

W materiałach źródłowych pojawia się nawet sformułowanie o niemal całkowitej pewności już po badaniach z 2004 roku. W praktyce oznacza to, że odkrycie fosy i związanych z nią reliktów uczyniło lokalizację zamku na placu Grunwaldzkim interpretacją dominującą, a późniejsze badania tylko ją umocniły.

Badania późniejsze i ostateczne potwierdzenie

Kolejne prace archeologiczne, wiązane między innymi z późniejszym etapem badań w drugiej dekadzie XXI wieku, jeszcze wyraźniej potwierdziły wcześniejsze ustalenia. Dzięki temu można już dziś pisać bez większego ryzyka, że zamek książąt bytomskich stał w rejonie obecnego placu Grunwaldzkiego.

Nie znaczy to oczywiście, że znamy każdy detal jego architektury i każdą fazę przebudowy. Oznacza jednak, że najważniejszy spór został rozstrzygnięty. Dla historii miasta to zmiana fundamentalna, bo pozwala inaczej patrzeć na całe średniowieczne centrum Bytomia.

Narożnik, który dziś kojarzy się głównie z późniejszym placem i historią synagogi, okazuje się jednym z najstarszych i najważniejszych punktów politycznej topografii miasta.

Zamek przecięty na pół

Jeżeli jakaś scena z dziejów bytomskiego zamku zasługuje na miejsce szczególne, to bez wątpienia jego podział po wygaśnięciu linii Piastów bytomskich. Po długim sporze sukcesyjnym, zakończonym układem z 1369 roku, miasto i zamek rozdzielono między książąt cieszyńskich i oleśnickich.

Granica miała biec przez miasto w sposób zadziwiająco dosłowny: ulicą Krakowską, przez rynek, aż ku Tarnogórskiej. Najbardziej uderzające jest jednak to, że podział objął także samą książęcą siedzibę. Jedna strona miała otrzymać część wieżowo-bramną, druga budynek mieszkalny, studnię i zabudowę drewnianą.

W praktyce oznaczało to rozcięcie rezydencji, która z natury rzeczy powinna stanowić jedną, spójną całość. W przekazach pojawia się nawet obraz wykucia drugiej bramy i przegrodzenia dziedzińca murem. Brzmi to niemal nieprawdopodobnie, ale właśnie dlatego tak dobrze pokazuje, jak głęboko polityka potrafiła ingerować w materialny kształt miasta.

Bytom nie stracił wtedy zamku od razu, lecz właśnie wtedy zaczął tracić jego dawną logikę. Rezydencja przestała być wyłącznym centrum władzy, a stała się przedmiotem skomplikowanego kompromisu dynastycznego. Można powiedzieć, że był to początek długiego procesu osłabienia warowni.

Zamek żył jeszcze długo

Jednym z najważniejszych zabiegów w tym artykule jest zerwanie z prostym wyobrażeniem, że zamek „skończył się w średniowieczu”. W źródłach wyraźnie widać, że jeszcze w XVI wieku budowla pozostawała obiektem istotnym. Szczególnie ciekawy jest wątek z 1530 roku, gdy w obliczu zagrożenia tureckiego podkreślano znaczenie bytomskiego zamku jako miejsca schronienia.

To ważna wzmianka, bo pokazuje, że warownia nie była wtedy jeszcze jedynie martwym reliktem. Równie interesujące jest jej możliwe przedstawienie na panoramie miasta z lat 1536–1537, wiązanej z podróżą Ottheinricha. Nawet jeśli identyfikacja wszystkich szczegółów panoramy wymaga ostrożności, sam fakt obecności zamku w wyobrażeniach i opisach epoki jest bardzo wymowny.

Wszystko to każe widzieć jego koniec nie jako jednorazową katastrofę, lecz raczej jako stopniowe wygasanie funkcji politycznych, rezydencjonalnych i obronnych.

Jak zamek zniknął?

Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest zarazem najbardziej przyziemny. Zamek nie runął w jednej wielkiej bitwie ani nie przeszedł do legendy w widowiskowej ruinie. Najpewniej był stopniowo rozbierany i wykorzystywany jako źródło budulca. Dla mieszkańców nowożytnego miasta było to działanie praktyczne i zrozumiałe: jeśli dawna warownia traciła znaczenie, jej kamień i cegła mogły posłużyć nowym inwestycjom.

W tym kontekście szczególnie sugestywny jest wątek związany z przejęciem Bytomia przez Hencklów von Donnersmarck w 1623 roku. Najbezpieczniej ująć go tak: skoro dawnej książęcej rezydencji już w praktyce nie było, a nowi panowie miasta nie dysponowali na miejscu własną reprezentacyjną siedzibą, musieli korzystać z przestrzeni miejskich, przede wszystkim z ratusza. To bardzo dobrze pokazuje, jak skutecznie zamek zniknął z pejzażu miasta.

I właśnie w tym tkwi paradoks tej historii. Budowla, która przez wieki organizowała polityczne centrum Bytomia, została usunięta tak dokładnie, że po dwóch lub trzech pokoleniach zaczęła przypominać bardziej problem dla badaczy niż widoczny element miasta.

A może Bytom miał dwa zamki?

Na końcu tej opowieści warto zostawić czytelnikowi jeszcze jeden trop — nie jako tanią sensację, lecz jako uczciwie zaznaczoną zagadkę historiografii. W materiałach źródłowych pojawia się wątek „starego” i „nowego” zamku, obecny w raporcie cesarskiej komisji z 1603 roku. To właśnie ten szczegół sprawił, że część badaczy zaczęła na nowo poważnie traktować hipotezę o wcześniejszym grodzie poprzedzającym murowaną warownię na placu Grunwaldzkim.

Nie oznacza to, że można dziś z pełną pewnością odtworzyć plan obu obiektów czy ich wzajemną chronologię co do roku. Oznacza jednak, że Bytom prawdopodobnie ma bardziej złożoną historię rezydencji i obronności, niż długo sądzono. Najpierw mogło istnieć starsze założenie grodowe, później pojawił się murowany zamek książęcy, a jeszcze później oba te etapy zlały się w pamięci miasta w jedną nieczytelną opowieść.

To właśnie dlatego historia bytomskiego zamku pozostaje tak atrakcyjna. Nie zamyka się w jednej dacie i jednym odkryciu. Jest raczej śledztwem, w którym każdy kolejny dokument, każdy wykop i każda dawna nazwa ulicy odsłaniają coś nowego.


Zakończenie: zamek, którego nie widać

Dzisiaj można już z dużą pewnością powiedzieć, że zamek książąt bytomskich stał tam, gdzie znajduje się obecny plac Grunwaldzki. Wiemy też, że był ważnym elementem średniowiecznego miasta, że przeżył polityczny rozłam, że jeszcze długo pozostawał obecny w jego krajobrazie i że ostatecznie zniknął nie w huku wielkiej katastrofy, lecz raczej w ciszy codziennej rozbiórki.

A jednak w tej historii jest coś więcej niż tylko ustalenie lokalizacji. To opowieść o mieście, które przez stulecia chodziło po własnej przeszłości, nie wiedząc dokładnie, gdzie ona leży. O miejscu, które wydawało się zwykłym placem, a okazało się jednym z kluczowych punktów politycznej topografii średniowiecznego Bytomia. O warowni, która przepadła tak skutecznie, że trzeba ją było wydobywać nie tylko z ziemi, ale też z niepamięci.

Być może właśnie dlatego zamek bytomski działa na wyobraźnię mocniej niż niejeden obiekt, z którego zachowały się mury i wieże. Tamte można po prostu obejrzeć. Ten trzeba najpierw odnaleźć — w źródłach, w planie miasta, w archeologii i w uważnym czytaniu samego Bytomia.

Bibliografia i źródła

Prasa archiwalna i dawna

  • „Górnoślązak”, 1919, R. 18, nr 161 — Z dawnych czasów. Zamek Piastowski w Bytomiu (Fr. G.).
  • „Aus dem Beuthener Lande”, 1924, Jg. 1, nr 7, 10, 11 — cykl Wilhelma Immerwahra.
  • „Nowiny Opolskie”, 1950, R. 34, nr 1 — Piastowski zamek w Bytomiu.
  • „Gość Niedzielny”, 1954, R. 27, nr 33 — Edward Wichura, Miasto dymiących kominów i magnolii.
  • „Gość Niedzielny” (edycja gliwicka), 1999, R. 76, nr 16 — Jacek Siatkowski, Blisko, coraz bliżej.
  • „Życie Bytomskie”, numery z lat 1984–2004 poświęcone problemowi lokalizacji zamku i badaniom archeologicznym.
  • „Goniec Górnośląski”, 1990, R. 34, nr 32 — J. Długosz, Podania i legendy naszych miast. Zagadki pałacowej kaplicy.
  • „Rynek 7”, 2013, nr 7 (120) — Zamek w Bytomiu.

Opracowania naukowe i monografie

  • Jan Drabina, Bytom średniowieczny: przekazy źródłowe (1123–1492), Opole 1985.
  • Jerzy Horwat, Księstwo bytomskie i jego podziały do końca XV wieku, Gliwice 1993.
  • Zdzisław Jedynak, Lokalizacja średniowiecznego zamku bytomskiego w świetle źródeł archiwalnych i badań archeologicznych, [w:] Bytom i jego dziedzictwo, red. G. Bożek, Bytom 2004.
  • Jacek Pierzak, Zamek w Bytomiu w świetle badań archeologicznych, [w:] Badania archeologiczne na Górnym Śląsku i ziemiach pogranicznych w latach 2003–2004, Katowice 2006.
  • Przemysław Noparlik, Ziemia bytomska w późnym średniowieczu. Próba rekonstrukcji terytorialnej i administracyjnej, Chorzów 2021.
  • Piotr Siemko, Zamki na Górnym Śląsku, Katowice 2023.

Zasoby cyfrowe i bazy danych

  • Szlaki i Drogi
  • Zamki i dwory obronne Śląska
  • Bytomski.pl
  • Beuthen.eu
  • Blisko Polski

Artykuł przygotowano w formule popularnonaukowej: tam, gdzie źródła i archeologia pozwalają mówić stanowczo, narracja opiera się na mocnych ustaleniach; tam, gdzie wciąż poruszamy się w obrębie rekonstrukcji, zachowano świadomie ostrożniejszy ton.

1
0

Read more