
Bytom 1846–1900: Miasto, które utraciło swoje źródła
Zabiła je kolej. Katastrofa hydrologiczna XIX-wiecznego Bytomia i zagłada Źródełka Miłości
Połowa XIX wieku. Bytom (Beuthen O.-S.) liczy niespełna 5000 mieszkańców. To wciąż małe, górniczo-rolnicze miasto. Prowincja, cisza, błoto.
U wjazdu, przy wąskich, nieutwardzonych ulicach, stoi folwark mleczny. W cieniu rosnącej przed nim lipy odpoczywają wędrowni czeladnicy.
W ciasnych warsztatach pracują powroźnik, garncarz i folusznik. Rynek żyje handlem, z dala od wielkomiejskiego tempa. Wokół miasta rozciągają się łąki i mokradła. Jedno z przedmieść nosi adekwatną nazwę: Błotnica (Blotnitza).
Z perspektywy czasu ten detal brzmi jak ponury żart. Miasto zbudowane na podmokłym gruncie wkrótce zacznie dramatycznie tracić wodę.
W dolinie u stóp Wzgórza św. Małgorzaty, pośród rzekomych starożytnych „grobów Hunów” (Hunnengräber), bije Źródełko Miłości — Liebesquelle, lokalnie zwane Klozkiem. Daje około 10 stóp sześciennych krystalicznej wody. Dla miasta położonego na dolomitowych skałach to nie urokliwy detal, lecz infrastruktura przetrwania.
Źródełko Miłości nie było tylko romantycznym miejscem. Dla miasta położonego na dolomitowych skałach było częścią realnego systemu wodnego — dawało wodę, zasilało dolinę i podtrzymywało lokalny krajobraz.
Obok płynie potok zasilający rzekę Iserbach (Bytomkę). Zimą staje się naturalnym lodowiskiem, latem nawadnia dolinę i ogrody. Woda jest blisko i wydaje się dobrem trwałym.
Szybko przestanie nim być.
W ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat ten ekosystem zostanie rozcięty, osuszony i zasypany. Rzeki zmienią się w kanały ściekowe. Źródła zamilkną. Las przykryją hałdy. Bytom, który dotąd walczył z wszechobecnym błotem, stanie przed widmem pragnienia i epidemii.
Żelazny marsz kapitału i Kolej Konna (Roßbahn)
Cezurą jest rok 1854. Rządy w Bytomiu obejmuje burmistrz Manderle. Równocześnie do miasta wkracza wielki kapitał z inwestycją mającą przyspieszyć logistykę: Koleją Konną Pringsheima (Pringsheim’sche Roßbahn).
Z dzisiejszej perspektywy brzmi to niewinnie. W praktyce był to wyrok na lokalną przyrodę. Linia, z której wyewoluuje Górnośląska Kolej Wąskotorowa, wymagała przecięcia podmiejskich łąk, wykopów i wysokich nasypów. Trasa brutalnie rozerwała dawne trakty spacerowe, m.in. te w stronę Szombierek.
Problem nie dotyczył tylko estetyki krajobrazu. Inżynieria lądowa naruszyła płytkie warstwy wodonośne doliny. Delikatny układ hydrologiczny pod miastem został bezpowrotnie przecięty.
Rok 1854 jest w tym artykule cezurą katastrofy. Kolej konna, kopalniane odwodnienia i nasypy nie tylko zmieniły krajobraz — one przecięły delikatny układ hydrologiczny pod miastem.
Równolegle wokół Bytomia zaciskał się żelazny pierścień kopalń: „Therese”, „Apfel”, „Heinitz”, „Karsten-Centrum”. Jak pokazuje historia tutejszej geologii i przemysłowej eksploatacji ziemi bytomskiej, przemysł nie tylko wydobywał surowce, ale także konsekwentnie odprowadzał wodę z górotworu. Potężne systemy odwadniające kopalń obniżały poziom wód gruntowych. Warunek konieczny dla górnictwa okazał się zabójczy dla miasta.
Skutek nadszedł błyskawicznie. W ciągu kilku miesięcy od startu budowy kolei konnej lej źródlany Klozka (Liebesquelle) całkowicie wysechł. Podobny los spotkał Źródło Jacka (Jazekquelle) na Rozbarku oraz Źródło Werpisko (Werpisko-Quelle).
Współczesne użycie nazwy „Źródełko Miłości” w Parku Miejskim im. F. Kachla ma charakter symboliczny i nie oznacza odtworzenia historycznego Liebesquelle. Dawne Źródełko Miłości, które wyschło w 1854 roku wskutek budowy kolei konnej i działalności kopalń, znajdowało się w innym miejscu — u stóp Wzgórza św. Małgorzaty. Tę lokalizację potwierdzają przekazy kronikarskie Franza Gramera oraz dziewiętnastowieczne plany urbanistyczne.
O ile Źródełko Miłości zniknęło pod wpływem drenażu wywołanego przez kolej i kopalnie, o tyle niecka po dawnym Źródle Werpisko została wykorzystana przemysłowo. Dyrekcje kopalń utworzyły tam wielkie stawy osadowe i płuczki mułowe (Schlammteiche) służące do płukania galmanu. W obu przypadkach natura — czy to przez osuszenie, czy przez zalanie osadami — musiała ustąpić miejsca bezwzględnej logice przemysłowej.
Brak wód powierzchniowych uśmiercił wkrótce okoliczne młyny wodne. Zamknęły się zakłady zależne od rzeki Iserbach, w tym Młyn Pielki oraz inne historyczne obiekty. Przemysł nie tylko przebudował Bytom. Zabrał mu pierwotny napęd, wodę i topografię.
Aleja Westchnień w mieście kurzu i tyfusu
O skali załamania ekosystemu świadczą listy do „Schlesische Zeitung” z 1857 roku. To nie poetyckie żale, ale twardy raport z miejsca zdarzenia. Wystarczyły zaledwie trzy lata funkcjonowania kolei.
Listy do „Schlesische Zeitung” z 1857 roku warto potraktować jako szczególnie mocny punkt artykułu: to nie późniejsza legenda, ale świadectwo ludzi żyjących wśród pyłu, błota, dymu i narastającego kryzysu wodnego.
Wiosna przestała być porą spacerów. Ciężki transport wozami i wagonikami (Vecturanz) wzbijał takie ilości pyłu, że po ulicach nie dało się poruszać bez ochronnego płaszcza (Staubmantel) i maski oddechowej (Respirator). Pył osiadał na twarzach i oknach. Wdzierał się do mieszkań, dusił ulice.
W tym dymie żył i pracował bytomski nauczyciel i kronikarz Franz Gramer. Jego kronika z 1863 roku nie była pisana z dystansu, lecz wyrastała z codziennego doświadczenia miasta, które na jego oczach traciło wodę, zieleń i dawne powietrze.
Ocalały fragment zieleni mieszkańcy ochrzcili ponurym mianem Alei Westchnień (Seufzer-Allee). Zmuszała do żalu za utraconym pięknem. Dawne życie towarzyskie uciekło z plenerów do dusznych sal, takich jak te w hotelu Heilborn. Miasto chowało się przed własnym powietrzem.
Ale pył był jedynie wstępem. Prawdziwe uderzenie przyszło od strony wody.
Odcięty od naturalnych ujęć Bytom musiał sięgnąć po rozwiązanie desperackie. W 1874 roku miasto zaczęło pompować wodę prosto z wyrobisk kopalni „Karsten-Centrum”, z głębokości ponad 100 metrów.
Pod ziemią woda pitna mieszała się jednak z górniczymi zanieczyszczeniami i fekaliami. Prymitywne żwirowe filtry nie wytrzymały. W lipcu 1897 roku miasto sparaliżowała masowa epidemia tyfusu (Typhusepidemie). Diagnoza była bezlitosna: źródłem zakażenia był wodociąg kopalniany.
Sieć natychmiast zamknięto, a rurociągi drastycznie przepłukano roztworem kwasu siarkowego.
To najbardziej wymowny obraz tamtych czasów: miasto, pozbawione własnych źródeł, ratuje wodociągi agresywną chemią.
Ostateczną zagładę sanitarną oddaliło dopiero awaryjne podłączenie do ujęcia kopalni „Rosalie” i budowa potężnej wieży ciśnień (1000 m³) przy Szosie Siemianowickiej. To nie był pomnik postępu. To była architektura przetrwania – inżynieryjna odpowiedź na kryzys wywołany przez inną inżynierię.
Polipowe ramiona przemysłu i płaczące nimfy
Los Źródełka Miłości podzielił Lasek Goj, południowa zielona enklawa miasta.
Teren przecięła Kolej Prawego Brzegu Odry. Przez las poprowadzono ciężki nasyp z trzema tunelami. Skrajne przejęły brudny nurt Iserbachu, środkowym chodzili piesi. W 1921 roku zamknie go drut kolczasty nowej granicy państwowej.
Las dusił się pod rosnącymi hałdami. Zielone wzgórza przysypano czarnoszarymi zwałami. Zamiast śpiewu ptaków słychać było huk zrzucanych z góry, żarzących się odpadów kopalnianych (lohende Glut). To nie była powolna degradacja – to było systematyczne grzebanie natury.
Mimo fizycznej likwidacji, nazwa Liebesquelle przetrwała w dokumentach. Jeszcze w 1866 roku plac pod nowe liceum (budowane z funduszy Schaffgotschów i Donnersmarcków) urzędowo opisywano jako płaskowyż obok Źródełka Miłości. Wody dawno tam nie było, ale punkt orientacyjny trwał.
Z czasem fakty wyparła legenda. Opowiadano, że do wyschniętego leja po zmroku schodzą źródlane nimfy (Quellnymphen). Wędrowcy, słysząc ich ciężkie westchnienia, w panice uciekali w mrok.
Nie była to jednak wyłącznie romantyczna baśń. W tej opowieści widać żal po miejscu, które naprawdę zniknęło z krajobrazu Bytomia. Wodę zastąpił pył, dolinę — przemysłowe płuczki, a las — żużlowa hałda.
Źródełko Miłości nie wyschło naturalnie. Zostało zabite przez nasypy, kopalniane pompy i chłodną logikę przemysłu, która traktowała naturę wyłącznie jako przeszkodę terenową.
Odtąd Bytom musiał uczyć się przetrwania w przestrzeni, którą najpierw brutalnie osuszono, a następnie reanimowano skażoną wodą z wyrobisk.
Bibliografia i źródła archiwalne
Prasa periodyczna i wydawnictwa ziomkowskie (Heimatblätter)
- „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, Rocznik XII, nr 8, sierpień 1959.
- „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, Rocznik XIV, nr 4, kwiecień 1961.
- „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, Rocznik XVII, nr 9, wrzesień 1964.
- „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, Rocznik XVIII, nr 6, czerwiec 1965.
- „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, Rocznik XXII, nr 1, styczeń 1969.
- „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, Rocznik XLI, nr 4, kwiecień 1988.
Historyczna prasa codzienna
- „Schlesische Zeitung”, Rocznik 116, nr 139, z 21 marca 1857 roku.
- „Schlesische Zeitung”, Rocznik 125, nr 120, z 10 marca 1866 roku.
Oficjalne raporty inżynieryjne i naukowe
- „I. Anlagen-Band zum Hauptbericht des Arbeitsausschusses für die Wasserversorgung des oberschlesischen Industriebezirks”.
- „Zeitschrift des Oberschlesischen Berg- und Hüttenmännischen Vereins”, Jg. 49, nr 10, październik 1910.
Kroniki i opracowania ogólne
- Franz Gramer, „Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien” (1863).
- Franz Stodolka, „Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien”.



