
Zbrodnia nad Stawem Małgorzaty (1363)
W 1363 roku w Bytomiu rozegrały się wydarzenia, które na całą dekadę wykluczyły miasto ze wspólnoty chrześcijańskiej. Spór polityczny i majątkowy między władzami miejskimi a Kościołem przerodził się w krwawy lincz na dwóch duchownych. Co naprawdę wydarzyło się nad Stawem Małgorzaty na Rozbarku i dlaczego mroczna legenda splotła tę historię z postacią świętego, który w rzeczywistości zmarł sto lat wcześniej?
I. Pycha patrycjatu i spór o bytomskie srebro
Zbrodnia z 1363 roku nie wydarzyła się w próżni. W tle narastał wieloletni i ostry spór między świeckim Magistratem a Kościołem o dziesięcinę z wydobycia kruszców. Bytom przeżywał swój prawdziwy „srebrny wiek”, a miarą ogromnej pychy ówczesnej władzy stał się burmistrz Andreas Fabrici. To ten sam patrycjusz, który – jak głoszą słynne podania – kazał odlać dla swojego nowo narodzonego dziecka szczerozłotą lub srebrną kołyskę.
Legendy Bytomia: Srebrne kołyski i upiory.
Ostentacyjne bogactwo i kategoryczna niechęć do płacenia należności na rzecz Kościoła doprowadziły do otwartej wojny z duchowieństwem. Magistrat zorganizował nawet na rynku demonstrację siły z udziałem miejskiego kata, by zastraszyć poprzedniego proboszcza, Anselma. Gdy więc w 1363 roku stanowisko duszpasterza objął Piotr von Stoisle, władze Bytomia nie zamierzały już negocjować. Postanowiły pójść na zwarcie i doprowadzić do całkowitej likwidacji prepozytury św. Małgorzaty. Iskra padła na beczkę prochu.
II. Sąd bez prawa i egzekucja
Wrzesień 1363 roku przyniósł bezprecedensowe złamanie prawa kanonicznego. Radni, za aprobatą wzburzonego tłumu, postawili przed świeckim sądem proboszcza Piotra von Stoisle oraz jego kapelana (wikarego), Mikołaja z Pyskowic. Oskarżono ich o rzekome nadużycia urzędu, a wyrok mógł być tylko jeden: śmierć poprzez utopienie.
Egzekucję wykonano niemal natychmiast – 14 września 1363 r. Związanych duchownych wyprowadzono za mury, nad Staw Małgorzaty (Margarethenteich) w dzisiejszym Rozbarku i wrzucono do wody. Zbrodnia miała niezwykle brutalny przebieg. O ile proboszcz Piotr szybko zatonął, kapelan Mikołaj w śmiertelnej panice zdołał poluzować pęta i wydobyć się na powierzchnię. Jego próba ocalenia życia została jednak drastycznie przerwana. Bytomski syndyk miejski, niejaki Wojtacha, nakazał katu wepchnąć rannego księdza z powrotem do stawu, a w ostateczności dobić go toporem. Skatowany duchowny skonał w męczarniach po trzech dniach.
🔎 Zaginiony Staw Małgorzaty
Na współczesnych mapach Bytomia na próżno szukać Margarethenteich. Staw rozlewał się w naturalnym, bagnistym obniżeniu terenu, u stóp Wzgórza św. Małgorzaty. Obejmował obszar z grubsza między dzisiejszą ulicą Siemianowicką a terenami dawnej Kopalni Rozbark (Teatr Rozbark), ciągnąc się aż w stronę dzisiejszej ulicy Chorzowskiej.
Zbiornik nie przetrwał XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej. Rozwój kopalń spowodował drastyczne obniżenie wód gruntowych – staw wysechł, a teren zasypano. Kiedy dziś jedziesz tramwajem wzdłuż ulicy Chorzowskiej na wysokości kościoła św. Małgorzaty, przecinasz właśnie dno dawnego stawu, w którym utopiono bytomskich księży.
III. Dziesięć lat interdyktu
Reakcja Stolicy Apostolskiej na rozlew krwi duchownych była stanowcza i bolesna. Na Bytom spadł surowy interdykt, czyli klątwa papieska. Dla ówczesnej społeczności wykluczenie ze wspólnoty chrześcijańskiej oznaczało cywilizacyjny paraliż:
- Kościoły zostały rygorystycznie zamknięte, a dzwony zamilkły.
- Wiernym odmówiono dostępu do mszy i niemal wszystkich sakramentów.
- Zmarłych bytomian grzebano niczym rzezimieszków – bez kapłana, w niepoświęconej ziemi.
Bytom stał się „miastem wyklętym” na mapie Śląska. Trwało to okrągłą dekadę. Główni winowajcy zapłacili wysoką cenę: ówczesny burmistrz zginął wkrótce w pożarze, a syndyk Wojtacha, udawszy się do Rzymu po łaskę, został skazany na dożywotnie więzienie w lochach.
IV. Perły, krew i tańczące demony
Historyczny fakt mordu nad Stawem Małgorzaty z czasem obrósł niesamowitą, mroczną legendą. XIX-wieczni kronikarze, próbując wyjaśnić późniejszy upadek lokalnego górnictwa, stworzyli wokół tych wydarzeń niezwykle plastyczną opowieść. Według tej literackiej kreacji, dramat w wodach miał wymiar iście mistyczny. Gdy proboszcz poszedł na dno, kapelan Mikołaj miał krzyczeć z wody, że widzi demony tańczące pod taflą wokół ciała jego zwierzchnika. Błagał o litość, obiecując, że jeśli przeżyje, będzie głosił cud o Świętej Dziewicy.
Legenda głosi również, że na brzegu stał wstrząśnięty ojciec Hiacynt z Rozbarku. Przebierając palcami w gorączkowej modlitwie, miał rozerwać swój różaniec, a spadające perły zmieszały się z krwią konającego w błocie kapelana. Wtedy też z ust mnicha padła słynna klątwa rzucona na miasto: złoża kruszców miały zniknąć na zawsze.
I tu docieramy do największej historycznej pułapki! Ów ojciec Hiacynt to nikt inny jak święty Jacek Odrowąż. Sęk w tym, że zmarł on w 1257 roku, czyli ponad wiek przed zbrodnią nad stawem! XIX-wieczni pisarze po prostu zlali w jedno historyczne morderstwo z dużo starszą, rozbarską tradycją o słynnym kaznodziei.
V. Pokuta i Kamienne Pamiątki
Dziesięcioletni interdykt nie zamknął sprawy. Bytom stał się miastem naznaczonym stygmatem bratobójczej krwi. W kronikach odnotowano, że nawet w 1479 roku – 116 lat po zbrodni! – proboszcz z sąsiednich Biskupic otrzymał z Rzymu specjalne polecenie, by oficjalnie upomnieć bytomskiego burmistrza i zażądać ostatecznych kroków oczyszczających winy dawnych radnych. Zrujnowane moralnie i ekonomicznie miasto w końcu doczekało się łaski, a prawo patronatu nad bytomskim kościołem przeszło w ręce wrocławskich Wincentynerów.
Trauma z 1363 roku zapisała się w DNA miasta. Jeszcze w XIX wieku mieszkańcy Bytomia interpretowali wszelkie klęski: epidemie, pożary, głód czy upadek górnictwa, jako przedłużającą się boską karę za krew wylaną w rozbarskim stawie.
Pamiątki tamtych wydarzeń przetrwały w architekturze gotyckiego Kościoła Wniebowzięcia NMP (kościoła mariackiego). Nad głównym wejściem do dziś dostrzec można wykute w kamieniu dwa kielichy. Z kolei dawne, boczne wejście do świątyni (od strony dzisiejszej ulicy Kościelnej), odmurowane w połowie XIX w. przez słynnego ks. Józefa Szafranka, zyskało wymowną nazwę upamiętniającą ofiary z 1363 r.: „Portal Klątwy i Łaski” (Portal des Fluches und der Gnade).
Źródła i Bibliografia:
- Aus dem Beuthener Lande, Jg. 1 (1924), w tym: nr 5 (opis egzekucji), nr 11 (legenda o klątwie i perłach), nr 16 (historyczne sprostowanie mordu i anachronizmu św. Jacka) oraz nr 25 i 41.
- Gramer F., Kronika miasta Bytomia na Górnym Śląsku, przekł. A. Niemczura, Bytom 2014.
- Horwat J., Książęta oleśniccy, „Życie Bytomskie” 1994, R. 39, nr 13.
- Drabina J., Bytom średniowieczny: przekazy źródłowe (1123-1492), Opole 1985.
- Triest F., Topographisches Handbuch für Oberschlesien, 1865.
#Bytom#GórnyŚląsk#KościółMariacki#Rozbark#Średniowiecze#StawMałgorzaty#ZbrodniaNadStawemMałgorzaty



