2026-05-15
Szombierki, jakich już nie ma. Dawna wieś, kopalnia i koniec starego świata
Szombierki, jakich już nie ma. Dawna wieś, kopalnia i koniec starego świata
Opowieść o dawnym Schombergu: gospodarzach, stawach, Szarej Szkole, kopalni Hohenzollern, Walku Rzyli i katastrofie 1945 roku.
Zanim niecka bytomska zapadła się pod ciężarem własnego bogactwa, a nad południowym skrajem Bytomia zaczęły górować szyby, kominy i przemysłowe zabudowania kopalni Hohenzollern, późniejszej KWK Szombierki, istniał tu świat zupełnie inny: rolniczy, powolny, zanurzony w rytmie pór roku, polnych dróg, stawów, ogrodów i rodzinnych gospodarstw.
Według lokalnej tradycji, utrwalonej między innymi we wspomnieniach Karla Grzeschika, dawna nazwa miejscowości wiązała się z położeniem osady na łagodnym, pięknie usytuowanym wzniesieniu — stąd Schönberg, czyli „piękna góra”. W dawnych dokumentach i zapisach pojawiały się różne formy tej nazwy: Schoeneberg, Schoenberg, Schomberg, Schambirk czy Schambirik. Sami dawni mieszkańcy mieli z czułością mówić o sobie jako o „Schoneberskich” albo „Schonebergerach”.
Dziś, patrząc na Szombierki przez pryzmat kopalni, elektrociepłowni, familoków i powojennych przemian, łatwo zapomnieć, że przez stulecia była to przede wszystkim wieś gospodarzy. Aby zrozumieć dawny Schomberg, trzeba odsunąć na bok obraz industrialnej dzielnicy i wrócić do czasów, gdy najważniejszym punktem odniesienia nie była kopalniana szychta, lecz ziemia, woda, droga, kościół, szkoła i rodzinne gospodarstwo.
Korzenie dawnej osady: od XVII-wiecznych metryk do katastru z 1843 roku
Historia szombierskich rodów to zapis długiego trwania, które przetrwało epidemie, wojny, zmiany państwowe i całkowitą przemianę krajobrazu. Najwcześniejsze zachowane ślady demograficzne, uchwycone w księgach metrykalnych parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Bytomiu z lat 1676–1708, pokazują żywą, rozwijającą się wspólnotę rolniczą.
Na kartach tych dawnych ksiąg pojawiają się ojcowie rodzin, którzy należeli do najstarszej uchwytnej warstwy mieszkańców Szombierek: Wawrzyniec Banas, Stanisław Duda, Maciej Mierzwa, Jan Wloka, a także przedstawiciel lokalnej szlachty Jan Jerzy Mitrowski. Obecność wielopokoleniowych rodzin, takich jak Mierzwowie, dowodzi, że chłopska tkanka osady była silna i głęboko zakorzeniona w tej ziemi.
Ponad sto lat po najstarszych zapiskach, podobną ciągłość widać w materiałach związanych z dawną mapą i wykazem gruntów Schomberger Rustical Feldmark z 1843 roku. Przekazane nam przez Karla Pietscha archiwalia wymieniają czternastu gospodarzy posiadających grunty w dawnym Schombergu:
Norbert Cygan, Wojtek Matura, Walek Skorka, Joseph Matuschik, Joseph Donath, Peter Malcherczyk, Wojtek Klokosch, Johann Malcherczyk, Franz Fitzek, Gregor Przibila, Johann Prizibila, Peter Lukoschczyk, Johann Lukoschczyk oraz Valek Skorka.
Ich posiadłości znajdowały się po obu stronach dawnej szosy, późniejszej Beuthener Straße, a także w kierunku południowo-zachodnim, ku granicom z Orzegowem i Bobrkiem, aż po okolice Czarnej Drogi — Schwarzer Weg. Był to jeszcze świat jednej głównej drogi, bocznych dojazdów do gospodarstw i pól wchodzących w obręb dawnego dominium.
Z czasem, wraz z przesunięciami własnościowymi, małżeństwami i osiedlaniem się nowych rodzin, w szombierskim krajobrazie pojawiały się kolejne nazwiska: Rzyla, Mikolajczyk, Mierzwa, Mokrzki, Kowollik oraz Flatzek (zapisywany także jako Flaczek). Nie byli oni oderwanymi epizodami, lecz częścią procesu, w którym dawna wiejska wspólnota powoli rozszerzała się i zmieniała. Był to ostatni moment, kiedy gospodarze mogli z okien swoich domów oglądać horyzont niezakłócony wieżami szybowymi.
Geografia zaginionego świata: stawy, wąwozy i dawne szlaki
Przestrzeń, w której żyli dawni gospodarze, radykalnie różniła się od dzisiejszej siatki ulic. Zanim potrzeby kopalni Hohenzollern wymusiły budowę nowych połączeń komunikacyjnych, a później — w 1912 roku — wytyczono nową drogę orzegowską, dawny Schomberg był miejscem polnych traktów, podmokłych obniżeń i lokalnych nazw terenowych, które tworzyły osobną mapę pamięci mieszkańców.
Centralnym punktem dawnej wspólnoty był Wiesny Dół, czyli Dorfanger — wiejski plac, pastwisko i wspólna przestrzeń mieszkańców. W późniejszym czasie wzdłuż tego dawnego układu powstała ulica Dorfangerstraße (dzisiejsza ul. ks. bp. Adriana Włodarskiego). Z kolei schodząc drogą w kierunku Orzegowa, trafiało się do Głębokiego Dołu. W pobliżu zlokalizowanego tam dawnego domu celnego (Zollhaus), lokalne legendy umiejscawiały siedlisko śląskiego Utopca, co tylko potwierdza, jak mocno tutejszy wodny krajobraz pobudzał ludową wyobraźnię.
Na północno-wschodnich obrzeżach, przy dawnym Młynie Pielki, leżało pole zwane Zydowiną, a dalej, tuż przy granicy z Bobrkiem – Graniecznik. Były to nazwy przechowujące cenną wiedzę o dawnym użytkowaniu ziemi i lokalnych granicach.
Szczególnie ważnym elementem tego przedprzemysłowego krajobrazu była Cegielnia Galonska. Gdy po pierwszej wojnie światowej zakończyła działalność, jej głębokie wyrobiska zaczęły wypełniać się wodą. Tak powstał malowniczy system stawów, znanych jako Galonska-Teiche. Jeszcze na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku w Szombierkach istniały mniejsze i większe zbiorniki: Schuster-Teich, Skowronek-Teich czy Pauly-Teich.

Z biegiem czasu glinianki ustępowały miejsca postępowi. Zostały zasypane i zrekultywowane, a na ich terenie wybudowano lodowisko, ogrody szkolne, boiska oraz plac targowy. Jednak w pamięci najstarszych mieszkańców, Szombierki na zawsze pozostały krainą dzikich stawów, trzcin i beztroskich, dziecięcych wypraw nad wodę.
Szara Szkoła, nauczyciel z wędką i psoty na stawach
Serce dawnej osady biło także w murach Katolickiej Szkoły Ludowej. Ze względu na swój surowy, popielaty tynk, budynek zyskał przydomek „Szarej Szkoły” (Graue Schule). W latach dwudziestych XX wieku był to już bardzo stary, około stuletni gmach, liczący zaledwie cztery sale lekcyjne. Jedno z małych pomieszczeń na poddaszu długo służyło za skromne mieszkanie dla nauczycieli.
Z uwagi na rosnącą populację osady, w jednej klasie nierzadko tłoczyło się ponad pięćdziesięcioro dzieci. Kroniki i pamiętniki wspominają wyrazistą kadrę: matematyka Henschla, przyrodnika Chwastka oraz wychowawcę Winklera, który przeszedł do lokalnej legendy jako postać wyjątkowo barwna.
Winkler był wędkarzem wręcz fanatycznym. Wydzierżawił część dawnych stawów po cegielni (przez co zaczęto je nazywać Winkler’sche Teiche) oraz dwa stawy w lesie Goj. Każdy wolny czas spędzał nad taflą wody, a dzieci uwielbiały mu w tym asystować. Ponieważ jego mały syn na widok każdego połowu krzyczał radośnie: „Ottl, ein Fisch!”, owo zawołanie błyskawicznie stało się szkolnym przezwiskiem srogiego pedagoga.

Karl Grzeschik we wspomnieniach z pietyzmem przywołuje pewną letnią anegdotę. Podczas szkolnej wyprawy nad jeden ze stawów, Winkler wspaniałomyślnie pozwolił dzieciom na kąpiel, wyznaczając jednak surowy limit: nie wolno było odpływać dalej niż dwa, trzy metry od brzegu. Kiedy jednak wychowawca całkowicie pochłonął się holowaniem dorodnej ryby, chłopcy dostrzegli szansę na mały bunt.
Wypatrzyli gruby, trzymetrowy pień drzewa i postanowili użyć go jak tratwy, spychając na głębszą wodę. Pech chciał, że na pniu znalazł się uczeń, który kompletnie nie potrafił pływać. Gdy „tratwa” odbiła od brzegu, chłopiec wpadł w panikę, krzycząc i niebezpiecznie miotając się w wodzie. Winkler, z twarzą purpurową ze strachu i złości, w jednej chwili musiał porzucić wędkę i w pełnym, eleganckim stroju nauczycielskim wskoczyć wpław do stawu. Choć zdołał uratować mokrego psotnika, solidna bura, która po tym nastąpiła, zakończyła szkolne wycieczki nad stawy na bardzo długi czas.
W cieniu kopalni Hohenzollern i zmierzch dawnych tradycji
Ten sielski, przesiąknięty zapachem gliny i trzcinowisk rolniczy świat, zaczął bezpowrotnie pękać wraz z nastaniem ery wielkiego węgla. Jak można przeczytać w historii KWK Szombierki (Hohenzollerngrube), wbicie pierwszej łopaty pod nowe szyby w 1869 roku na zawsze zmieniło krajobraz tej ziemi. Ziemia, która przez pokolenia żywiła chłopów, stała się bezlitosną przestrzenią przemysłową.
Gwałtowny rozwój kopalni, zarządzanej przez wpływową administrację Schaffgotschów, wymagał dróg, nowej infrastruktury i przede wszystkim tysięcy rąk do pracy. Do Szombierek masowo napływali robotnicy z różnych zakątków. Aby ich pomieścić, budowano specjalne kolonie mieszkalne. Powstawały tam domy przeznaczone dla kilku rodzin, projektowane wzdłuż wytyczanych arterii: Wilhelmstraße, Feldstraße, Godullahütterstraße czy Rathausstraße.
Ponieważ nowi pracownicy w dużej mierze wywodzili się jeszcze ze środowisk chłopskich, administracja świadomie łagodziła im szok urbanizacyjny. Przy budynkach takich jak słynne „Kleine Häusel” przewidziano przydomowe ogródki oraz przybudówki gospodarcze dla drobnego inwentarza. Górnik po morderczej dniówce mógł nadal uprawiać pole i dbać o zwierzęta, utrzymując swoisty, hybrydowy rytm życia.
Kopalnia Hohenzollern: Żelazny gigant
Industrializacja nie pukała do drzwi Szombierek – ona wyważyła je z impetem. Powstanie kopalni Hohenzollern (późniejszej KWK Szombierki) na zawsze zmieniło krajobraz osady. To wtedy rolnicze Schomberg zaczęło znikać pod warstwą węglowego pyłu.

Kiedy spojrzymy do Księgi adresowej z lat 1910/1911, widać już wyraźnie ten moment przejściowy. Obok nielicznych wciąż gospodarzy i tradycyjnych rzemieślników, takich jak rzeźnicy czy szewcy, dziesiątki stron wypełniają nazwiska sztygarów, maszynistów wyciągowych, urzędników i zwykłych rębaczy pracujących dla koncernu.
Mimo industrialnego gorsetu, Szombierki ambitnie walczyły o przestrzeń do rekreacji. W 1933 roku dawną Bażantarnię (Fasanerie) z rozmachem przekształcono w Volkspark — piękny park wypoczynkowy pełen zieleni, ławek do gry w skata i zacienionych alejek. Równie prężnie rozwijało się życie towarzyskie. Zmęczeni robotnicy chętnie spotykali się przy kuflu piwa (więcej o tym w artykule o historii piwnych tradycji Bytomia), a w letnie popołudnia słuchali górniczej orkiestry w ogrodach Gräflich Schaffgotsch’sche Gasthaus. Wyjątkową renomą cieszyła się także restauracja Juliusa Cygana, która w cieniu kominów oferowała swoim gościom absolutnie luksusową rozrywkę — romantyczne rejsy gondolami po prywatnym stawie.
Walek Rzyla — ostatni Szombierczanin w chłopskim stroju
Na skrzyżowaniu tych dwóch światów, węglowego i rolniczego, trwał uparcie stary porządek. Choć dawny stan chłopski kurczył się w zastraszającym tempie, do lat 40. XX wieku przetrwały jeszcze gospodarstwa Mikolajczyków, Kowollików czy rodziny Rzyla. To właśnie reprezentant tej ostatniej familii stał się chodzącym symbolem minionej epoki.
Valentin „Walek” Rzyla był ostatnim Szombierczaninem, który z nieukrywaną dumą, na co dzień nosił dawny śląski strój chłopski (Bauerntracht). Walek kochał ten wizerunek – posiadał w szafie aż pięć kompletnych, odświętnych garniturów. Wyjątkową czcią otaczał swoje tradycyjne, zamszowe spodnie z jeleniej skóry (Hirschlederhose). Nikomu nie pozwalał się do nich zbliżyć: prał je wyłącznie własnoręcznie i sam osobiście barwił luksusowym szafranem.

Obdarzony znakomitą pamięcią i krzepą, Rzyla był duszą towarzystwa. Doskonale znał stare obyczaje, uwielbiał tańczyć i nigdy nie odmawiał dobrego trunku. W październiku 1938 roku, razem z żoną Marią z domu Mokrzki, hucznie obchodzili złote gody. Był to prawdopodobnie jeden z ostatnich radosnych akordów starego Schomberga.
Walenty zmarł zimą 1944 roku i zgodnie z ostatnią wolą spoczął w ziemi w swoim najlepszym ubiorze. Wraz ze śmiercią jego i jego żony zamknął się pewien rozdział historii – i z perspektywy czasu dobrze się stało, że Walek Rzyla nie dożył tego, co na tę uświęconą tradycją ziemię miało spaść rok później.
Katastrofa 1945 roku i administracyjny epizod „Chruszczowa”
Rok 1945 dla mieszkańców Szombierek nie oznaczał politycznego wyzwolenia, ale gwałtowny i okrutny koniec ich dotychczasowego świata. Jak szczegółowo rekonstruuje to opracowanie poświęcone tragedii 1945 roku, wejście Armii Czerwonej przyniosło falę strachu, gwałtów, wywózek i bezpowrotnych zniszczeń.
Z końcem stycznia na mroźnych ulicach padły pierwsze ofiary cywilne, w tym młody Valentin Paracz, zastrzelony tuż przy zabudowaniach plebanii w drodze do domu. 2 lutego 1945 roku spłonął doszczętnie wspaniały, neogotycki Pałac Schaffgotschów (wzniesiony dla spadkobierców Karola Goduli) – tracąc w płomieniach nie tylko zabytkowe mury, ale i olbrzymią część dziedzictwa materialnego dzielnicy.

Wkrótce z placu kopalni Hohenzollern wyruszyły bydlęce wagony wywożące śląskich górników (jak Georg Matlok czy Hans Likar) do morderczej pracy w łagrach Związku Radzieckiego. Wiele kobiet zostało przymusowo zapędzonych do demontażu fabryk w obozie Blechhammer. Osada, która przez lata tak harmonijnie łączyła wieś i przemysł, nagle opustoszała i spłynęła łzami.
Dopełnieniem tej tragedii była urzędowa farsa, jaką miejscowość przeszła po wojnie. W ferworze przymusowej repolonizacji i odcinania wszelkich więzi z poniemiecką przeszłością, nowy aparat władzy zmienił nie tylko wszystkie tabliczki z nazwami ulic, ale na kilka lat ochrzcił dumny Schomberg całkowicie sztuczną nazwą „Chruszczów”. Był to gorzki i bolesny paradoks dla nielicznych, ocalałych z wojennej zawieruchy mieszkańców.
Zakończenie: Bytomska Atlantyda
Dziś dawny Schomberg przypomina zatopioną Atlantydę. Pod grubą warstwą asfaltu, blokowisk, żelbetowych szybów i powojennych uproszczeń, ukrywa się świat Banasów, Mierzwów, Flaczków, Rzylów i dziesiątek innych rodzin. Świat chłopskich zagród, tajemniczych, mrocznych stawów po cegielniach, surowej Szarej Szkoły i dumnych gospodarzy barwiących swoje spodnie szafranem.
Wbrew pozorom ten stary świat nie zniknął całkowicie w pyle historii i kopalnianych zawałach. Jego echa wciąż rezonują w pożółkłych księgach metrykalnych, strzępkach ludowych legend i takich wspomnieniach, jakie pozostawił po sobie Karl Grzeschik. Dopóki mamy odwagę rekonstruować tę opowieść — nie z perspektywy węgla i kominów, ale z perspektywy ludzi, którzy tu żyli, śmiali się i płakali — dopóty duch Szombierek, jakich już nie ma, wciąż pozostaje żywy.
Źródła i opracowania
- Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, September 1980, nr 9.
- Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, Juni 1983, nr 6.
- Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, Juli/August 1983, nr 7/8.
- Materiały i opracowania opublikowane na blogu flaczek.com, w tym m.in:
- KWK Szombierki (Hohenzollerngrube) – Historia Żelaznego Giganta.
- Dawne nazwy terenowe Szombierek wg Paula Franzkego z 1925.
- Szombierki (Schomberg) w księdze adresowej 1910/1911: ulice, zawody i nazwiska.
- Szomberki 1945: Tragedia mieszkańców i koniec pewnej epoki.
- Tajemnice ksiąg metrykalnych: Odkryj nazwiska mieszkańców Szombierek (1676–1708).

































