
NIE MASZ CZASU CZYTAĆ? ODPAL - AUDIOBOOKA! 🎧
Bytomskie „pierścienie wła… sadzy”, czyli 300 lat sagi rodu Flaczek z przymrużeniem oka!
Myślicie, że genealogia to tylko nudne daty i zakurzone księgi? Błąd. Oto krótki przelot przez 300 lat historii mojego rodu. I uprzedzam – to nie jest grzeczna opowieść o ludziach, którzy przez trzy wieki tylko sadzili rzepę i klepali zdrowaśki. To saga o tym, jak twardym trzeba było być, żeby przetrwać na Śląsku!
Rozdział I: Andrzej „Twarda Ręka” Flaczek (rok 1671)
Cofnijmy się do czasów, gdy Rozbark był niewielką wsią, a prawo egzekwowało się szybko i zazwyczaj boleśnie. Jest rok 1671. Nasz przodek, Andrzej Flaczek, to szanowany obywatel. Ale życie na wsi to nie sielanka z „Pana Tadeusza”.
Wójt Bytomia, Andrzej Zaster, ma pełne ręce roboty. Musi spisać protokół oględzin niejakiego Jakuba Dlugwy. Powód? Nasz Andrzej postanowił własnoręcznie skorygować sąsiadowi przegrodę nosową (zastosował tzw. „masaż Kobido” w wersji pierwotnej – z użyciem pięści).
„1671, 20 VI, Bytom: Andrzej (Andris) Zaster, wójt bytomski, Mateusz, Grzegorz i Jan (Jon) Ogon przysięgli, opisują rany odniesione przez Jakuba Dlugwę, który przybył ze skargą w dniu 27 V na Andrzeja (Jędrzeja) Flacka z Rozbarku z powodu pobicia za to, iż jego koń przeszedł miedzę”

O co poszło? O to, co na wsi święte: o miedzę i konia, który poszedł tam, gdzie nie powinien. Wniosek? Z Flaczkami się nie dyskutowało.
Rozdział II: Celebryci z sąsiedztwa
Pomijając te westernowe pojedynki… Flaczkowie wiedzieli, z kim się zadawać. Ich sąsiadami i bliskimi znajomymi byli państwo Gorczyccy – Adam i Anna. Posiadacze folwarku, czyli lokalne „grube ryby”.
Tak, to rodzice TEGO Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego, słynnego kompozytora baroku.

Wyobraźcie to sobie: kiedy Wiedeń czy Kraków zachwycały się muzyką „polskiego Händla”, na Rozbarku moi przodkowie wpadali do jego staruszków na niedzielny obiad (rolada, kluski i modro kapusta były opcjonalne, ale klimat na pewno był światowy). Tak się budowało zasięgi w XVII wieku!
Rozdział III: Nazwisko w leasingu, czyli afera Rybałtów
W XVIII wieku robi się ciekawiej. Nastał czas totalnego chaosu w papierach. Przez 100 lat urzędnicy mieli migrenę, pisząc „Flaczek alias Rybałt”. Dlaczego?
Bo Andrzej Junior ożenił się z Marianną Brzyszczyk. Panna miała posag – fajną działkę na „Adamcowej Górze”. Był jednak haczyk: teść używał nazwiska Rybałt.
„Labor Simone Brzyszczyk, vulgo Rybatt”
(Pracowity Szymon Brzyszczyk, powszechnie zwany Rybałt)
„…in Monte Sintali, vulgo nunc Adamcowa Gora”
(…na Górze Sintali, powszechnie teraz zwanej Adamcowa Góra)

Na Śląsku zasada była prosta: ziemia jest ważniejsza niż ego. Jak przejmujesz grunt, to bierzesz też nazwisko poprzednika, żeby się w papierach zgadzało. I tak przez wiek byliśmy trochę Flaczkami, a trochę Rybałtami. Genealogiczna schizofrenia? Nie, po prostu pruski porządek i śląski pragmatyzm.
Rozdział IV: Bartłomiej – Prezes Zarządu Domowego
Potem na scenę wchodzi on, cały na biało – Bartłomiej Flaczek (połowa XVIII wieku). Prawdziwy wizjoner. Zamiast płacić obcym parobkom, postawił na… produkcję własną. Mając dwunastkę dzieci (czasy bez 500+, przypominam!), stworzył samowystarczalne przedsiębiorstwo, w którym „dział kadr” mieścił się w kołysce.

To za jego rządów Flaczkowie przenieśli się na Żabiniec i zaczęli kumać z miejską elitą. Biedni chłopi? Zapomnijcie. To była farmerska arystokracja. Tak ustawił interesy rodzinne, że jego wnuk Józef miał już własną służbę.
Rozdział V: Kuzyni w Sutannach (Towar eksportowy)
Mieliśmy też mocną reprezentację w kościele. Po pierwsze: kuzyn Bernard Purkop. Proboszcz w Piekarach i budowniczy tamtejszej Kalwarii. Ten to wkurzał Prusaków aż miło, zakładając polskie kółka w samym środku kulturkampfu.

Po drugie: Tomasz Flaczek. Też nasz chłopak, który poleciał aż do Buffalo w USA, żeby tam ogarniać parafię i budować „małą Polskę” za oceanem.

Jak widać – Flaczkowie działali globalnie.
Rozdział VI: Szymon – Sołtys, który oszukał przeznaczenie
Przeskakujemy do XIX wieku. Szymon Flaczek (ur. 1826) stwierdził, że Rozbark jest passe i przeniósł się do Szombierek. Został tam sołtysem i spłodził 12 dzieci (niestety, śmiertelność była wtedy okrutna). Ale największą walkę stoczył w 1854 roku.

Wybucha epidemia cholery. Śmierć kosi równo – umiera 1/3 mieszkańców Szombierek. Szymon i jego najbliżsi cudem wychodzą z tego cało. Co robi człowiek, który wygrał życie na loterii? Buduje pomnik! Szymon ufundował kaplicę wotywną, która stoi w Szombierkach do dziś. To się nazywa wdzięczność z rozmachem.
Rozdział VII: Wincenty – ten, co się kulom nie kłaniał (ale rower stracił)
Na koniec mój pradziadek, Wincenty Flaczek. Człowiek z życiorysem na film akcji: Powstaniec Śląski, który walczył o Górę św. Anny, robił propagandę plebiscytową w hotelu Lomnitz, siedział w niemieckim areszcie za „zdradę stanu”. W II RP dumnie nosił mundur Straży Granicznej.

Wydawałoby się – człowiek ze stali. A jednak życie potrafi być złośliwe. W 1937 roku gazeta Kattowitzer Zeitung doniosła o zuchwałej kradzieży. Z korytarza urzędu celnego na Goduli ktoś ukradł Wincentemu… rower. I to nie byle jakiego grata, ale maszynę wartą 130 ówczesnych złotych!
Złodzieja pewnie nie złapano, ale przynajmniej Wincenty trafił do prasy.
Podsumowanie
Historia Flaczków to kwintesencja śląskiego losu. Twarde życie, czasem zabawne, czasem tragiczne, ale zawsze „na swoim”.
Śląsk




1 Comment
Z tym Rybaltem to teza wydaje się naciągana. Raczej chodzi o wykonywaną funkcję(talent)
Rybałt (z wł. ribaldo) – w staropolszczyźnie określenie artystów sztuki plebejskiej (miejskiej), najczęściej wędrownych śpiewaków, sztukmistrzów, muzykantów i aktorów. Rybałt był jednoosobowym przedstawicielem sztuki żywego planu. Uprawiał wszystkie gatunki muzyczno-literacko-taneczno-cyrkowe. Posługiwał się językiem narodowym. Rybałci uprawiali także, przeważnie anonimową twórczość literacką – komedia rybałtowska i literatura rybałtowska, które zyskiwały popularność szczególnie w XVII wieku.