Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Category

Biografie

Günther Jendryschik i Schamberger Wörterbogen – język dawnych Szombierek

Günther Jendryschik – „Schamberger Wörterbogen”. Dzieciństwo na pograniczu i język przedwojennych Szombierek

Schamberger Wörterbogen · 1987

Wodzonka, Haschok, Maschlonka, Utopletz, Boikes. Na pierwszy rzut oka te słowa z zapisku dawnego mieszkańca Szombierek mogą wyglądać obco. Wystarczy jednak odczytać je zgodnie ze śląskim brzmieniem, by zza niemieckiej pisowni wyłoniły się dobrze znane: wodzionka, hasiok, maślonka, utoplec i bojki. I od razu robi się znajomiej.

Wodzonka→wodzionka Haschok→hasiok Maschlonka→maślonka Utopletz→utoplec Boikes→bojki

Autorem tego osobliwego słowniczka był Günther Jendryschik (1925–1995), rodowity „Szombierkorz”. W listopadzie 1987 roku na łamach „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt” opublikował tekst pod żartobliwym tytułem „Schamberger Wörterbogen” (szombierski słowniczek).

Jendryschik nie próbował tworzyć naukowego słownika. Spisywał język własnego dzieciństwa, zapamiętany po kilkudziesięciu latach. I był to język miejsca rzeczywiście dwujęzycznego. Już w 1975 roku, wspominając razem z Siegfriedem Kowollikiem szkolne lata, pisał o Schombergu jako o „Zweisprachengebiet” – obszarze dwujęzycznym – i zaznaczał, że poza szkołą bardzo dużo mówiło się po polsku.

Język dawnych Szombierek wymykał się sztywnym, podręcznikowym podziałom. Lokalne słownictwo naturalnie mieszało się z niemieckim, a śląski rdzeń bez problemu przyjmował obcą końcówkę. Dobrym przykładem są tutejsze bojki, czyli opowieści i gawędy, które Jendryschik zapisał jako „boikes”.

Spis treści

Podwórko, dom i dzieciństwo

Na podwórku znajdował się hasiok, a czasem także gnojowisko. Jak wspomina Jendryschik, smrodu przy tym nie brakowało. W mieszkaniach podłogi przecierało się szmatą, a do ciasta służyła nudelkula. Wiele domowych czynności wykonywało się na ryczce, która w dziecięcej wyobraźni i miejscowych żartach potrafiła służyć za środek transportu do dalekich podróży – co najwyżej z ryczką pod łóżko, bo większość mieszkańców i tak nigdzie dalej nie wyjeżdżała.

Po domu chodziło się w papuciach lub laćkach, a najmłodsze dzieci biegały w tak krótkich koszulach, że bez trudu można było im zobaczyć pępek. O dyscyplinę dbali rodzice: ojcowie zazwyczaj sięgali po pas, natomiast matki wymierzały sprawiedliwość domowym papuciem. Chłopców, których roznosiła energia, nazywano szusami. Z czasem z takiego małego hopka wyrastał starszy gupielok albo chachar, który razem z innymi chacharami spędzał czas na ulicy. Mała dziewczynka była po prostu dziewką, czasem pieszczotliwie nazywaną kocikiem, zanim dorosła i stawała się dziewą. Jeśli w domu rano rozlegał się płacz niemowlęcia, nazywano je budzikiem.

Szychta i niedzielny strój

Dla ojców rodzin rytm dnia wyznaczała szychta na kopalni. Ojcowie nosili zazwyczaj wąsy, a brodę golili brzytwą. Kiedy szli do pracy zimą, zakładali na głowę baranienkę, a na ramieniu wieszali górniczą torbę. W środku musiała znaleźć się sznita chleba ze szpyrką, a często również plaskówka, czyli płaska butelka. Przerwy w pracy umilał tytoń – starsi palili w fajkach prasówkę, podczas gdy młodsi woleli na szybko zrobić skręta. Elegancja była zarezerwowana na niedzielę. Wtedy ojcowie wyciągali szlips, przypinali do koszuli kraglik, a dziadkowie zakładali odświętne gorsy, pamiętane przez Jendryschika jako Vorhengla, i w takim rynsztunku szli do kościoła. Kobiety w starszym wieku nosiły tradycyjnie zawiązaną chustkę, a młodsze zakładały kiecki i spodnice.

Smaki dawnego Schombergu

Jendryschik w swoim słowniczku przywołuje wiele nazw potraw, które gościły na stołach. Wspomina wodzionkę, ścierkę, smażonkę, karminadle, krupnioki, żymloki, hekerle, placki, maślonkę, kluski, modrą kapustę, królika, makówki, moczkę, pierniki i kakauszale. Wymienia również kupowanie świeżych krupnioków i żymloków u Dingetala w Bytomiu – tak nazwisko zapamiętał autor. Źródła bytomskie rzeczywiście notują w tym czasie nazwisko Dingethal, także w środowisku rzeźniczym.

Dominium i dziecięce wyprawy

Przy opisach jedzenia autor używa w jednym miejscu prostego słowa: bieda. To ona wymuszała oszczędność i zaradność. W piątki dzieci maszerowały do mleczarni w dominium po maślonkę. Na wielkie pola majątku wyprawiano się też po mlecze dla królików. Wymagało to odpowiedniego refleksu i odwagi, bo na horyzoncie zawsze mógł pojawić się konny nadzorca Pitarek. Wtedy najważniejsze było to, by zdążyć uciec do płotu, zanim jeździec zdołał dogonić intruzów.

Jendryschik wspomina, że zimą się kaschelowało. To śląsko-niemiecki czasownik oznaczający ślizganie się po lodzie. Jeśli brakowało sprzętu, dzieci używały klepek ze starej beczki jako nart. Dziś w okolicach Bytomia podobną sytuację opisalibyśmy zapewne słowem klojznąć lub klojzdnąć, choć słowa te niekoniecznie mają wspólną etymologię.

Miejsca i ludzie

Topografia przedwojennych Szombierek opierała się na sieci miejsc i ludzi, do których po prostu się chodziło. Znajomi spotykali się przy figurze Panienki albo obok transformatora przy domu doktora Scholza. Po świeże bułki szło się do Bursiga albo Mazkowskiego. Mięso i kiełbasy kupowano u Kowollika, a na piwo ojcowie chętnie zachodzili do gospody Schyski albo Bialasa. U Pokladnika można było kupić pastylki z salmiaku prosto przez kuchenne okno, a po wyjściu z kościoła kupowano kokosflocken u Kostona. Jendryschik przywołuje też ludzi zapamiętanych z ulicy: grubą Walterkę, starego Kotzybika, małego Kapelonka, nauczyciela Bautka oraz kontrolera mięsa Wenzela.

Bojki przy żeleźnioku

Długie, zimowe wieczory spędzano zazwyczaj przy ciepłym żeleźnioku. Gdy w domach zapalano karbidkę, dorośli zaczynali snuć bojki. W tych miejscowych gawędach pojawiał się utoplec i zmora. W opowieściach powracał także Skarbnik, dobrze znany z górniczego folkloru. Największe wrażenie robiła jednak lokalna bojka o starym Karolu Goduli. Zgodnie z nią, potężny przemysłowiec miał nocami przejeżdżać swoim powozem przez puste ulice Szombierek, a ciągnące go konie miały mieć buchające płomienie zamiast głów.

Rok obyczajów

Rytm roku wyznaczały stałe obyczaje. W okolicach Nowego Roku po domach chodziła kolęda, a w święto Trzech Króli dzieci wędrowały w przebraniach ze śpiewem. Lany Poniedziałek bywał na tyle intensywny, że dziewczyny musiały wyżymać mokre kiecki i spodnice po kilka razy dziennie. Latem, przy okazji ognisk świętojańskich, na boisku sportowym pojawiało się wesołe miasteczko. Działała tam mała dziecięca karuzela, wprawiana w ruch siłą mięśni starszych chłopaków. Zasada była prosta i uczciwa: „dreimal drücken – einmal fahren”, czyli trzy razy pchasz, raz jedziesz. Jesienią puszczano własnoręcznie zrobione latawce i pieczono ziemniaki w ogniskach, a we Wszystkich Świętych znów trzeba było uważać na palce przy zapalaniu cmentarnych świec.

„dreimal drücken – einmal fahren”

Dla górników wielkim dniem była Barbórka, która oznaczała darmowe piwo i kiełbasę. Jendryschik dodaje z humorem, że na ulicach nie brakowało potem pijanych. Na początku grudnia w oknie wystawowym u Zai przy Wilhelmstraße pojawiały się maski Mikołaja. Dzieci stawały wtedy przed szybkim rachunkiem sumienia, wiedząc, że pełna torba prezentów to zdecydowanie lepsza opcja niż wizyta Knechta Ruprechta, albo straszącego dzieci Dzioboka.

Od „Wörterbogen” do „Schomberger Lexikon”

Jendryschik odczytał swój „Schamberger Wörterbogen” podczas jubileuszu 1. Handharmonika-Club 1937 Schomberg w Laubach. Według noty w „Heimatblatcie” tekst wywołał wśród dawnych mieszkańców dużą wesołość i żywiołowy aplauz. Na tym pomysł się nie kończył. Siegfried Kowollik poprosił czytelników o nadsyłanie kolejnych „Schomberger Ausdrücke”. Jeśli materiału zebrałoby się wystarczająco dużo, planował nawet stworzyć „Schomberger Lexikon”.

Do wydania pełnego słownika prawdopodobnie nigdy nie doszło. Zostały jednak te dwie strony Jendryschika – i zaskakująco dużo słów, które po tylu latach nadal brzmią w Bytomiu i Szombierkach całkiem znajomo.

Źródła i bibliografia

Źródło główne

Günther Jendryschik, „Schamberger Wörterbogen”, „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 11, listopad 1987, s. 31–32.

Źródła podstawowe i kontekstowe

  1. Günther Jendryschik, Siegfried Kowollik, „Ein Schomberger Lehrer feiert seinen 80. Geburtstag!”, „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 2, luty 1975, s. 15–16.
  2. Günther Jendryschik, „Zirkus Belli in Schomberg”, „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 5, maj 1978, s. 29–30.
  3. Siegfried Kowollik, „Der Arbeitskreis «Schomberger Heimatgeschichte»”, „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 4, kwiecień 1979, s. 32–33.
  4. Günther Jendryschik, „Das Schrammelorchester in Schomberg”, „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 6, czerwiec 1979.
  5. Siegfried Kowollik, „Schomberger Bilderbogen”, „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 11, listopad 1979, s. 31–33.
  6. „Schomberger Schul- und Harmonikafreunde in Bad Godesberg”, „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 7/8, lipiec–sierpień 1981, s. 30–33.
  7. Siegfried Kowollik, „Glanzvolle Jubiläumsfeier des 1. Handharmonika-Clubs 1937 Schomberg”, „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 11, listopad 1987, s. 26–30.
  8. „Drei Schomberger Harmonikafreunde”, „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 11, listopad 1990.
  9. FamilySearch Family Tree, profil: Guenther Jendryschik (1925–1995), ID M819-Y8S.
0
0

Read more

Sylwetka Paula Glogera na tle industrialnej zabudowy kopalni. Grafika do artykułu o burmistrzu Szombierek w latach 1937-1939.

Paul Gloger — burmistrz Szombierek u progu wojny

Cykl: Gmina, urząd, władza

Paul Gloger — burmistrz Szombierek u progu wojny

Niemiecki urzędnik samorządowy i zarządca przemysłowych Szombierek w latach 1937–1939

1890–1983 Königszelt 1933–1937 Szombierki 1937–1939 Mikulczyce 1939–1945
Paul Gloger, burmistrz Szombierek w latach 1937–1939
Paul Gloger (1890–1983), burmistrz Szombierek. Cyfrowa rekonstrukcja na podstawie fotografii archiwalnej.

Historia Szombierek to nie tylko dzieje kopalń, hut i koncernu Schaffgotschów. To również historia urzędu gminnego, który musiał organizować życie miejscowości niemal całkowicie podporządkowanej wielkiemu przemysłowi. W latach 1937–1939 na jego czele stał Paul Gloger — doświadczony niemiecki urzędnik, wcześniej związany z administracją Königszelt, dzisiejszej Jaworzyny Śląskiej.

Jego kadencja przypadła na ostatnie lata pokoju i pierwsze tygodnie wojny. Zachowane przekazy pokazują go jako sprawnego zarządcę zajętego finansami, sporami komunalnymi, szkodami górniczymi i problemami mieszkaniowymi. Jednocześnie była to kariera rozwijana w realiach narodowosocjalistycznego państwa — kontekstu, którego nie można ani przemilczeć, ani zastąpić prostą oceną.

Pochodzenie i pierwsze doświadczenia

Paul Gloger urodził się 18 sierpnia 1890 roku w Hertwigswalde, dzisiejszych Doboszowicach w powiecie ząbkowickim. Był synem rolnika Paula Glogera i Anny z domu Christoph. Pochodził zatem ze środowiska wiejskiego, ale jego dalsza droga zawodowa bardzo szybko oddaliła go od rodzinnego gospodarstwa.

Ukończył ośmioletnią szkołę ludową jako najlepszy uczeń. Później uczestniczył w kursach rolniczych we Wrocławiu, a z czasem uzupełniał wiedzę z zakresu finansów na tamtejszym uniwersytecie. Z zachowanych danych wyłania się człowiek nastawiony na praktyczne wykorzystanie wykształcenia: rachunkowość, kontrolę, organizację pracy i zarządzanie środkami publicznymi.

Karierę administracyjną rozpoczął w 1908 roku jako wolontariusz w gminie Kohlfurt, dzisiejszym Węglińcu. W latach 1909–1912 pracował jako asystent kontroli rolniczej we Wrocławiu. Był wtedy bardzo młody, ale zdobywał doświadczenie w dziedzinach, które później miały stać się podstawą jego zawodowej pozycji.

Od huzara do urzędnika

W 1912 roku Gloger został powołany do 2. Pułku Huzarów Przybocznych stacjonującego w Gdańsku-Wrzeszczu, znanego jako formacja „Czarnych Huzarów”. Awansował na podoficera. Po wybuchu I wojny światowej nie pełnił jednak wyłącznie służby liniowej. Pracował w biurze płatnika pułku, a w 1915 roku, podczas służby we Francji, otrzymał funkcję polowego płatnika rezerwy.

W 1918 roku wracał z frontu na Ukrainie. Po zakończeniu wojny pracował jeszcze w intendenturze we Wrocławiu, a w 1919 roku został zwolniony z Reichswehry. Wojskowe doświadczenia nie uczyniły z niego zawodowego oficera. Wzmocniły natomiast profil urzędnika obeznanego z finansami, zaopatrzeniem i funkcjonowaniem rozbudowanej organizacji.

W 1922 roku objął stanowisko kierownika handlowego w spółdzielni rolniczej w Münsterberg, dzisiejszych Ziębicach. Włączył się także w działalność samorządową: został radnym, a następnie członkiem magistratu. Od 1929 roku mieszkał w Schweidnitz, czyli Świdnicy, gdzie również wszedł do lokalnej rady.

Königszelt i polityczny kontekst kariery

W 1933 roku Paul Gloger został powołany na naczelnika urzędu i gminy Königszelt, dzisiejszej Jaworzyny Śląskiej. Od października tego samego roku pełnił funkcję burmistrza, formalnie wybranego na dwanaście lat. Oficjalne księgi adresowe rejestrowały go jako urzędującego burmistrza gminy liczącej około 3900 mieszkańców.

Nie był jednak urzędnikiem stojącym poza systemem politycznym swojej epoki. Według opracowań poświęconych przedwojennej Jaworzynie Śląskiej należał do NSDAP od 1930 roku, a w styczniu 1932 roku uczestniczył w trzytygodniowym kursie partyjnym w Monachium. W Königszelt miał również prowadzić prelekcję poświęconą zadaniom gminy w państwie narodowosocjalistycznym.

Istotne zastrzeżenie

Informacje te nie pozwalają przedstawiać Glogera jako całkowicie apolitycznego technokraty. Jego kariera rozwijała się w strukturach III Rzeszy i korzystała z warunków stworzonych przez narodowosocjalistyczny system. Jednocześnie materiały wykorzystane w tym opracowaniu nie dokumentują jego osobistego udziału w represjach ani nie pozwalają przypisywać mu działań, których źródła nie potwierdzają.

Misja w Szombierkach

Paul Gloger objął stanowisko naczelnika urzędu i burmistrza Szombierek 15 października 1937 roku. Według powojennych relacji został sprowadzony z polecenia bytomskiego landrata, Freiherr von Wangenheima, aby uporządkować sytuację po wcześniejszych zarządcach wyłonionych z partyjnego klucza.

Ten obraz pochodzi przede wszystkim z późniejszych wspomnień samego Glogera i środowiska dawnych niemieckich mieszkańców. Należy więc czytać go ostrożnie. Pokazuje jednak, jak po wojnie zapamiętano jego pojawienie się w Szombierkach: jako przyjazd doświadczonego urzędnika mającego opanować problemy finansowe i organizacyjne gminy.

Gmina zależna od przemysłu

W przemówieniu wygłoszonym wiele lat później Gloger oceniał, że około 97 procent mężczyzn w Szombierkach pracowało w górnictwie, a zależność gminy od przedsiębiorstw Schaffgotschów sięgała około 80 procent. Nawet jeżeli potraktujemy te liczby jako wspomnieniowe przybliżenie, dobrze oddają one charakter miejscowości.

7 sporów administracyjnych zakończonych pomyślnie dla gminy
70 000 RM kwota uzyskana od miasta Bytomia na drodze mediacji i sporów
25 rodzin przesiedlonych ze zrujnowanych baraków do nowych mieszkań

Dzięki pozyskanym funduszom zrealizowano inwestycje widoczne w przestrzeni gminy: uporządkowanie lokalnego parku, nową ścieżkę komunikacyjną czy przebudowę wjazdu do miejscowości. Działania te doskonale wpisywały się w wizerunek Glogera – człowieka stawiającego na konkretne, komunalne rozwiązania.

Ludzie urzędu i sprawy komunalne

Administracja nie była dziełem jednej osoby. W powojennych zestawieniach zachowały się nazwiska części urzędników pracujących z Glogerem. Ich obecność przypomina, że za decyzjami burmistrza stał zespół prowadzący codzienną ewidencję i finanse.

Helene Immischsekretariat burmistrza
Hans Bulkaurząd stanu cywilnego
K. Kochanowskikierownik biura głównego
Günter Schyskakasa gminna
Rudolf Griskowydział gospodarczy

Wrzesień 1939 roku

Wybuch wojny postawił nadgraniczne Szombierki w zupełnie nowej sytuacji. Z późniejszych relacji wynika, że miejscowość znalazła się pod ostrzałem polskiej artylerii prowadzonego z kierunku Goduli i rejonu Hubertushütte. Gloger miał kontaktować się z wojskiem, starając się uzyskać ochronę gminy i informacje o rzeczywistym zagrożeniu.

W tej historii najważniejszy nie jest obraz burmistrza „na linii frontu”, lecz próba zdobycia informacji w chwili, gdy plotka i strach zaczynały zastępować działanie urzędu.

Najbardziej znana opowieść dotyczy nocy z 2 na 3 września. Wśród mieszkańców miała narastać panika oraz zamiar ucieczki w stronę Miechowic. Gloger wraz z miejscowym komendantem policji miał udać się w kierunku rowów granicznych, miejscami poruszając się pod ostrzałem, aby rozpoznać sytuację. Po powrocie uspokoił mieszkańców, skutecznie zapobiegając chaotycznej ewakuacji.

Mikulczyce i koniec wojny

15 listopada 1939 roku Gloger zakończył pracę w Szombierkach i objął urząd burmistrza Klausberg (Mikulczyc). Nowa gmina liczyła około 20 000 mieszkańców, co stanowiło wyraźny awans w strukturze urzędniczej. Pozostał tam do stycznia 1945 roku, po czym wyjechał ze Śląska i ostatecznie trafił do amerykańskiego obozu dla internowanych, gdzie przebywał do 1947 roku.

Powojenne losy i pamięć o Szombierkach

Po wojnie Gloger osiadł w heskim Alten-Buseck. Do późnej starości utrzymywał jednak kontakt z dawnymi mieszkańcami Szombierek, uczestnicząc chociażby w zjazdach klasowych (m.in. w 1975 roku w Bonn-Bad Godesberg). Zmarł 26 kwietnia 1983 roku, w wieku 92 lat, zapisując się w pamięci współpracowników jako urzędnik o niebywałej pamięci do detali administracyjnych.

Jak oceniać Paula Glogera?

Paul Gloger nie mieści się wygodnie ani w formule lokalnego dobroczyńcy, ani w uproszczonym portrecie anonimowego funkcjonariusza dyktatury. Był członkiem NSDAP i sprawował urząd dzięki karierze rozwijanej w narodowosocjalistycznym państwie. Tego faktu nie wolno usuwać z biografii.

Jednocześnie zachowane materiały pokazują konkretne decyzje administracyjne: prowadzone spory, pozyskane środki, niewielkie inwestycje, negocjacje mieszkaniowe oraz działania podejmowane w pierwszych dniach wojny. Rzetelny opis zachowuje oba te wymiary – polityczne uwikłanie i codzienny, pragmatyczny warsztat urzędniczy.

Paul Gloger — kalendarium

1890

Narodziny w Hertwigswalde (Doboszowice).

1912–1919

Służba w 2. Pułku Huzarów Przybocznych (m.in. we Francji i na Ukrainie).

1933

Obejmuje urząd burmistrza w Königszelt (Jaworzyna Śląska).

październik 1937

Zostaje powołany na naczelnika urzędu i burmistrza Szombierek.

2/3 września 1939

Podejmuje działania zapobiegające ewakuacji i panice w ostrzeliwanych Szombierkach.

listopad 1939

Awansuje na burmistrza Mikulczyc.

1945–1947

Okres powojennego internowania przez wojska amerykańskie.

1983

Umiera w Alten-Buseck w Hesji.

Bibliografia i źródła

Najważniejsze materiały bazowe wykorzystane przy rekonstrukcji biografii:

Prasa regionalna i ziomkowska

  • Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt — wydania 1975 (nr 9), 1977 (nr 10), 1978 (nr 7/8), 1979 (nr 11), 1983 (nr 6) oraz 1989 (nr 5).
  • Der Oberschlesische Wanderer — wydania z 1938 r. (nr 236) i 1939 r. (nr 46).

Księgi adresowe i rejestry

  • Deutsches Reichs-Adressbuch für Industrie, Gewerbe, Handel (Bd. IV).

Uwaga: Znaczna część informacji pochodzi z powojennych wspomnień środowisk ziomkowskich. W artykule starano się oddzielić weryfikowalne fakty administracyjne od późniejszych, nacechowanych emocjonalnie ocen[cite: 3].

0
0

Read more

Portret inżyniera Carla-Heinza Stephana w sepii z nałożonymi szkicami technicznymi oraz infrastrukturą śląskiej kopalni węgla kamiennego w tle.

Carl-Heinz Stephan – śląski inżynier nowoczesnego górnictwa

Carl-Heinz Stephan (1904–1989) – śląski inżynier nowoczesnego górnictwa
Biografia przemysłowa

Carl-Heinz Stephan

Śląski inżynier, który połączył kopalnię, technikę i odpowiedzialność społeczną
Portret dr. inż. Carla-Heinza Stephana
Dr inż. Carl-Heinz Stephan (1904–1989) – pochodzący z Szombierek inżynier górnictwa, dyrektor kopalń i późniejszy prezes Rheinstahl Bergbau AG.

Carl-Heinz Stephan urodził się 27 listopada 1904 roku w Bytomiu-Szombierkach, w cieniu szybów i kominów jednego z najważniejszych okręgów przemysłowych Górnego Śląska. Dorastał w świecie, w którym kopalnia nie była jedynie miejscem pracy. Wyznaczała rytm całych dzielnic, organizowała życie rodzin, tworzyła osiedla i wpływała na codzienność tysięcy ludzi. To właśnie z tego krajobrazu wyniósł przekonanie, że technika górnicza nie może być rozpatrywana w oderwaniu od człowieka.

Jego biografia łączy dwie tradycje śląskiej nowoczesności. Pierwszą reprezentował ojciec, dr jur. Bernhard Stephan – prawnik, parlamentarzysta i pionier polityki socjalnej w dobrach Schaffgotschów. Drugą stworzył sam Carl-Heinz: konstruktor, dyrektor i menedżer przemysłowy, który dążył do koncentracji wydobycia, pełnej mechanizacji transportu oraz budowy kopalń działających jako jeden spójny organizm techniczny.

Jego droga prowadziła od szkoły w Szombierkach przez Bytom, Wrocław i Clausthal do kopalń w Bobrku i dolinie Kłodnicy, a po wojnie – do Bottrop i zarządów wielkich przedsiębiorstw Zagłębia Ruhry. Stephan należał do pokolenia, które utraciło rodzinny Śląsk, ale nie przestało uważać go za najważniejszy punkt własnej tożsamości.

Kopalnia Hohenzollern Grube w Bytomiu-Szombierkach
Kopalnia Hohenzollern Grube w Szombierkach – przemysłowy krajobraz miejscowości, w której w 1904 roku urodził się Carl-Heinz Stephan.

Ojciec, który uczył odpowiedzialności

Bernhard Stephan był prawnikiem, posłem Reichstagu i jednym z liderów górnośląskich katolików. Od 1900 roku pełnił funkcję generała-pełnomocnika dóbr hrabiny Johanny Schaffgotsch. Rozwój przemysłu rozumiał szerzej niż tylko jako wzrost wydobycia i zysków. Wprowadzał rozwiązania, które miały poprawić warunki życia robotników i ich rodzin: budowę osiedli, zapomogi mieszkaniowe, dodatki na dzieci oraz systemy premiowe.

Do historii przeszła także jego walka z alkoholizmem, której elementem był darmowy wyszynk mleka. Bernhard Stephan próbował w ten sposób stworzyć wokół kopalni bardziej odpowiedzialny system opieki socjalnej. Zmarł 8 sierpnia 1914 roku. Carl-Heinz miał wówczas niespełna dziesięć lat, ale dziedzictwo ojca pozostało żywe w rodzinnej pamięci.

W późniejszej działalności syna – szczególnie w jego zaangażowaniu w budownictwo mieszkaniowe dla przesiedleńców i ludzi związanych z górnictwem – można dostrzec tę samą myśl: przedsiębiorstwo odpowiada nie tylko za produkcję, lecz również za otoczenie społeczne, które dzięki niemu istnieje.

Od szkoły w Szombierkach do dyplomu inżyniera

Carl-Heinz rozpoczął edukację w szkole podstawowej w Szombierkach. Do gimnazjum uczęszczał w Bytomiu i Wrocławiu. Następnie studiował w Akademii Górniczej w Clausthal oraz na Politechnice we Wrocławiu. W 1928 roku zdał główny egzamin dyplomowy, potwierdzając przygotowanie do pracy w wymagającym świecie górnictwa głębinowego.

Kolejnym etapem była praktyka państwowa. Jako referendarz górniczy zdobywał doświadczenie w urzędach górniczych we Wrocławiu i Dortmundzie. W 1932 roku zdał egzamin państwowy i uzyskał tytuł asesora górniczego. Łączył zatem wiedzę politechniczną z doświadczeniem administracyjnym i znajomością przepisów regulujących działalność kopalń.

Już jako młody inżynier dał się poznać jako wynalazca. W 1929 roku zgłosił patent na podatną obudowę górniczą, opublikowany później pod numerem DE530813C. Rozwiązanie miało lepiej reagować na naciski górotworu i pokazywało sposób myślenia, który towarzyszył Stephanowi przez całą karierę: urządzenie nie powinno działać wbrew warunkom kopalni, lecz być do nich precyzyjnie dostosowane.

W 1940 roku obronił w Berlinie rozprawę doktorską zatytułowaną Der Kammerbau mit breitem Blick, ein Beitrag zur Frage der Konzentration beim Abbau der mächtigen Flöze Oberschlesiens. Promotorem pracy był profesor Niemczyk. Tematem doktoratu była koncentracja wydobycia przy eksploatacji potężnych górnośląskich pokładów – problem, z którym Stephan mierzył się już wcześniej w praktyce kopalnianej.

Bobrek – kopalnia jako laboratorium przyszłości

W 1932 roku Stephan rozpoczął pracę w zakładach hrabiny Johanny Schaffgotsch. Związał się z kopalnią „Gräfin-Johanna” w Bobrku, początkowo jako dyrektor pomocniczy, a od 1935 roku jako pełnoprawny dyrektor kopalni. Zamieszkał z rodziną na terenie zakładu, pod adresem Bobrek-Karf OS., Johannaschacht.

Jego żoną była Gertrud z domu Bohnekamp. Małżeństwo miało dwóch synów: Hansa-Georga oraz Michaela, urodzonego 13 marca 1937 roku w prywatnej klinice dr. Schuberta w Bytomiu. Życie rodzinne Stephanów toczyło się więc w bezpośrednim sąsiedztwie szybów, maszyn i kolejowych torów kopalnianych.

Stephan traktował kopalnię jak układ naczyń połączonych. Urabianie, obudowa, transport, energia i wyciąg szybowy nie mogły być modernizowane osobno. Każde usprawnienie miało sens dopiero wtedy, gdy zwiększało sprawność całego systemu. W takim podejściu należy widzieć zarówno jego patent, jak i zainteresowanie przenośnikami taśmowymi oraz koncentracją wydobycia.

Techniczna zmiana: od rynien do ciągłego transportu

W referacie z 14 lutego 1935 roku Stephan porównał przenośniki taśmowe z rynnami wstrząsowymi. Wyniki przemawiały na korzyść taśmociągów: umożliwiały nawet podwojenie wydobycia i zużywały znacznie mniej energii. Próbna instalacja na pokładzie „Marieflöz 1. Sohle Ostfeld” miała 70 metrów długości i taśmę szerokości 650 milimetrów. W ciągu 18 miesięcy przetransportowała 275 000 ton urobku bez poważnych awarii.

250–300 tonna szychtę wynosiła praktyczna granica wydajności rynien wstrząsowych.
275 000 tonprzetransportowała próbna instalacja taśmowa w ciągu 18 miesięcy.
26 kWpotrzebował taśmociąg o długości 300 metrów.
70 kWzużywał porównywalny układ rynien wstrząsowych.

Wyższy koszt początkowy taśmociągu rekompensowały wydajność, niezawodność i mniejsze zużycie energii. Dla Stephana transport nie był dodatkiem do wydobycia. Stawał się jego kręgosłupem.

Szyb Berve i kompleks Johanna–Berve

W kwietniu 1938 roku uruchomiono zaprojektowany przez Stephana szyb Berve w Bobrku. Zastosowanie wyciągów skipowych oraz szerokiej mechanizacji uczyniło z niego symbol nowego etapu w rozwoju kopalni. Nie chodziło już o pojedynczą nowoczesną maszynę, lecz o podporządkowanie technologii jednemu celowi: ciągłemu i skoncentrowanemu przepływowi urobku.

W 1941 roku Stephan objął zarządzanie scalonym kompleksem kopalni Johanna. Główny nacisk położono na integrację szybów Johanna i Berve, ale w skład zarządzanej przez niego struktury wchodziła również kopalnia Lithandra (Lithandragrube) w Nowym Bytomiu (Friedenshütte). Jednostka Johanna–Berve osiągnęła wydobycie sięgające 15 000 ton węgla dziennie – wynik pokazujący gigantyczną skalę koncentracji produkcji.

W kompleksie wdrażano również rozwiązania określane mianem „Panzerjohanna”. Ich znaczenie wpisywało się w szerszy program mechanizacji zakładów Schaffgotschów. Stephan budował system, w którym urabianie, transport poziomy i wyciąg pionowy miały pracować w jednym rytmie, bez wąskich gardeł ograniczających wydajność całej kopalni.

Szyb Berve kopalni Gräfin Johanna w Bobrku
Szyb Berve kompleksu kopalni Gräfin Johanna w Bobrku, uruchomiony w 1938 roku pod kierownictwem Carla-Heinza Stephana.

Szyby Godula i Artur – modernizacje i nowe wyzwania

Kolejnym wielkim przedsięwzięciem była gruntowna modernizacja szybu Godula (Godullaschacht), należącego do kopalni Gotthard (późniejszej KWK Karol w Orzegowie). Po dwóch latach prac, 1 października 1941 roku, Stephan uruchomił w pełni zmodernizowany zakład szybowy, wyposażając go w wysoce wydajny system wyciągów skipowych. Jego projekt stanowił rozwinięcie doświadczeń zdobytych przy mechanizacji kopalni w Bobrku.

Stephan zarządzał również rozbudową i udostępnianiem głębokich pokładów w rejonie Bykowiny i Kochłowic, gdzie prowadzono prace przy zgłębianiu i modernizacji szybów wydobywczo-wentylacyjnych, takich jak szyb Wirek oraz szyb Hrabia Artur (Graf-Arthur-Schacht). Ze względu na skomplikowany podział własnościowy (na styku pól eksploatacyjnych Schaffgotschów, Ballestremów i Donnersmarcków), inwestycje te wymagały ogromnej precyzji. Wszystkie te przedsięwzięcia tworzyły jeden program: zwiększyć skalę wydobycia, skrócić drogę urobku i oprzeć pracę zakładu na rozwiązaniach mechanicznych zdolnych do nieprzerwanej pracy.

Dyrektor na Barbórce: „Aqua pieronnata” i Wellwurscht

Techniczny rygor nie oznaczał dystansu wobec załogi. Podczas obchodów Barbórki w Bobrku-Karbiu Stephan maszerował pieszo razem z górnikami z kościoła na teren kopalni. Nie obserwował święta z samochodu ani z dyrektorskiej trybuny – uczestniczył w nim jako członek kopalnianej wspólnoty.

Źródła zachowały także bardziej swojski obraz dyrektora, który lubił napić się z górnikami żartobliwie nazywanej „Aqua pieronnata” i zjeść śląską Wellwurscht, czyli bułczankę. Ta anegdota nie zastępuje historii jego dokonań, ale dobrze pokazuje, dlaczego miał cieszyć się szacunkiem załogi. Potrafił przemawiać językiem obliczeń, nie tracąc kontaktu z obyczajem kopalni.

Aresztowanie i trudny początek po wojnie

Koniec wojny przerwał śląski etap jego kariery. We wrześniu 1945 roku Stephan został aresztowany przez Rosjan w środkowych Niemczech. Zwolniono go po ośmiu tygodniach. Był to jeden z tych momentów, w których dotychczasowa pozycja zawodowa i dorobek przestawały mieć znaczenie wobec powojennego chaosu.

W 1947 roku przeniósł się do Bottrop i związał z Rheinische Stahlwerke. W nowym miejscu nie zaczynał jednak od zera. Przywiózł ze sobą doświadczenie budowy zmechanizowanych kopalń, zarządzania wielkimi kompleksami wydobywczymi i organizowania pracy w warunkach ogromnej presji produkcyjnej.

Rheinstahl i przemysł Zagłębia Ruhry

W Rheinische Stahlwerke, a następnie w Rheinstahl Bergbau AG, Stephan wszedł do grona najważniejszych menedżerów górnictwa Zagłębia Ruhry. Od 1967 do 1970 roku pełnił funkcję prezesa zarządu spółki. Odpowiadał za przedsiębiorstwo obejmujące kopalnie, koksownie i zaplecze energetyczne – układ o skali znacznie większej niż śląski kompleks Johanna–Berve, lecz oparty na podobnej zasadzie integracji.

Wśród kluczowych inwestycji znalazła się centralna koksownia w Bottrop. W 1961 roku uruchomiono elektrownię Rheinstahl w Marl o mocy 150 MW. Rok później, w 1962 roku, wykonano podziemne połączenie nowego szybu wentylacyjnego Prosper IV w Kirchhellen z kopalnią Prosper III. Były to przedsięwzięcia wymagające myślenia nie o pojedynczym zakładzie, lecz o całej sieci wydobycia, energii i przetwarzania węgla.

Kopalnia Prosper III przy Rheinstahlstraße w Bottrop
Dawna kopalnia Prosper III przy Rheinstahlstraße w Bottrop. W 1962 roku połączono ją pod ziemią z nowym szybem wentylacyjnym Prosper IV w Kirchhellen.Fot. Heinrich Jung; źródło: WAZ, za albumem Stoffelsa.

Dom dla przybyszów ze Śląska

Powojenna działalność Stephana miała również wymiar społeczny. W 1947 roku został wybrany do rady doradczej do spraw wypędzonych w Bottrop. Od 1950 roku pełnił funkcję wiceprzewodniczącego stowarzyszenia regionalnego, reprezentującego środowisko przybyszów ze wschodu, w tym Górnoślązaków.

W latach 1957–1958 założył spółdzielnię mieszkaniową przeznaczoną specjalnie dla uchodźców i przesiedleńców napływających z Górnego Śląska. W tym przedsięwzięciu szczególnie wyraźnie powróciło dziedzictwo Bernharda Stephana. Ojciec organizował osiedla i pomoc dla rodzin robotniczych w dobrach Schaffgotschów; syn, już w innej epoce i innym kraju, pomagał stworzyć dom ludziom, którzy utracili rodzinne miejscowości.

Bottrop stało się dla Stephana drugim domem, ale nie zastąpiło pamięci o Śląsku. Jego zaangażowanie w środowiska przesiedleńcze oraz późniejsze upamiętnienie przez miasto pokazują, że zdołał połączyć obie przestrzenie: miejsce pochodzenia i miejsce powojennej pracy.

Odznaczenia i pamięć miasta

W 1959 roku Stephan został przyjęty do Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie, w którym osiągnął rangę Wielkiego Oficera. W 1965 roku otrzymał Krzyż Zasługi I Klasy Republiki Federalnej Niemiec. Uhonorowano go również Honorowym Pierścieniem Miasta Bottrop.

Jego nazwisko otrzymała ulica w Bottrop, poprowadzona na terenie dawnej kopalni Prosper III. Carl-Heinz-Stephan-Straße nie jest więc przypadkowym patronatem. Znajduje się w przestrzeni przemysłowej, z którą był związany jako menedżer i współtwórca powojennej modernizacji miasta.

Najważniejsze etapy kariery i dokonania

  • 1928 – główny egzamin dyplomowy po studiach w Clausthal i na Politechnice we Wrocławiu.
  • 1929/1931 – patent DE530813C na podatną obudowę górniczą.
  • 1932 – asesor górniczy po zdaniu państwowego egzaminu.
  • 1934 – zastępca dyrektora kopalni „Gräfin-Johanna”
  • 1935 – dyrektor kopalni „Gräfin-Johanna” w Bobrku.
  • 1938 – uruchomienie szybu Berve z systemem wyciągów skipowych i szeroką mechanizacją.
  • 1940 – doktorat w Berlinie pod kierunkiem profesora Niemczyka.
  • 1941 – kierownictwo kompleksu Johanna–Berve, osiągającego produkcję 15 000 ton węgla dziennie.
  • 1 października 1941 – modernizacja szybu Godula (kopalnia Gotthard/Karol) i uruchomienie wyciągów skipowych.
  • Inwestycje w rejonie Bykowiny i Kochłowic, w tym udostępnianie pokładów przez szyby Wirek i Hrabia Artur (Graf-Arthur).
  • 1957–1958 – spółdzielnia mieszkaniowa dla przybywających do Bottrop przesiedleńców z Górnego Śląska.
  • 1961 – elektrownia Rheinstahl w Marl o mocy 150 MW.
  • 1962 – połączenie Prosper IV z Prosper III podziemnym wyrobiskiem.
  • 1967–1970 – prezes Rheinstahl Bergbau AG.
  • Wyróżnienia: Wielki Oficer Zakonu Grobu Bożego, Krzyż Zasługi I Klasy RFN oraz Honorowy Pierścień Miasta Bottrop.
  • Upamiętnienie: Carl-Heinz-Stephan-Straße w Bottrop.

„W Twoich rękach mój czas”

Carl-Heinz Stephan zmarł 8 sierpnia 1989 roku w Bottrop – dokładnie siedemdziesiąt pięć lat po śmierci swojego ojca. Żona Gertrud umieściła na jego klepsydrze słowa Psalmu 31: „W Twoich rękach mój czas”. Pochowano go na cmentarzu Parkfriedhof w Bottrop.

Pożegnano go 24 listopada 1989 roku przy dźwiękach dzwonka szybowego ze starych Tarnowskich Gór. Ten gest zamknął biografię człowieka, który znaczną część życia spędził w zachodnioniemieckim górnictwie, lecz do końca pozostał związany z miejscem, gdzie nauczył się rozumieć kopalnię.

Pozostawił po sobie szyby, kopalnie, instalacje energetyczne i rozwiązania techniczne. Jego dziedzictwo nie mieści się jednak wyłącznie w historii maszyn. Stephan rozumiał przemysł jako system, w którym technika, organizacja i warunki życia ludzi są wzajemnie zależne. Bernhard Stephan próbował uczynić górnictwo bardziej odpowiedzialnym społecznie. Carl-Heinz uczynił je bardziej zmechanizowanym, skoncentrowanym i wydajnym – nie zapominając przy tym, że pod ziemią i wokół kopalni zawsze żyli ludzie.

Opracowanie biograficzne dla flaczek.com © 2026.
Wszelkie prawa do tekstu i formatowania zastrzeżone.
0
0

Read more

Grafika przedstawiająca Adolfa Knakricka jako budowniczego nowoczesnego Bytomia, z widokiem na Parkbad, teatr i mapę Górnośląskiego Trójmiasta.

Adolf Knakrick – Budowniczy Nowoczesnego Bytomia

Bytomskie Biografie 1886–1959 • nadburmistrz Bytomia 1925–1933

Był wizjonerem, który marzył o potężnym górnośląskim Trójmieście. Autorytarny w biurze, niezwykle wrażliwy prywatnie. Nadburmistrz Adolf Knakrick to postać tragiczna i monumentalna zarazem – budowniczy nowoczesnego Bytomia, zniszczony przez nazistowski aparat terroru. Poznajmy prawdziwą historię człowieka, dla którego „zapomnieć o sobie, a innych uszczęśliwiać” było życiowym credo.

Granica po 1922 i kryzys mieszkaniowy Inwestycje: Gewo, transport, edukacja Tagore w Bytomiu i „Mein Beuthen” 1933: kampania nienawiści i upadek

Korzenie, młodość i akademickie szlify

Przez dziesięciolecia wiele powojennych wspomnień i opracowań historycznych błędnie wskazywało, że Adolf Knakrick urodził się w Radkowie (Wünschelburg) na Ziemi Kłodzkiej. Prawda historyczna jest jednak inna – przyszedł na świat 29 sierpnia 1886 roku w Berlinie. W Radkowie spędził jedynie lata swojej młodości i tam też odebrał wczesne wychowanie. Pochodził z rodziny o przemysłowych lub zarządczych tradycjach; jego matka, Christine Knakrick z domu Schilling, była wdową po dyrektorze zakładu (Betriebsdirektor). Zmarła 11 lipca 1928 roku w Bytomiu w wieku 64 lat, a jej pogrzeb odbył się trzy dni później w rodzinnym Radkowie.

Edukację średnią przyszły nadburmistrz zwieńczył zdanym egzaminem dojrzałości (Abiturium) w kłodzkim gimnazjum. Będąc ambitnym młodzieńcem, podjął studia prawnicze, które odbywał na prestiżowych uniwersytetach w Tybindze, Monachium oraz Wrocławiu (Breslau).

Kluczowym momentem dla ukształtowania jego światopoglądu była data 30 kwietnia 1906 roku. Wtedy to Knakrick wstąpił w szeregi tybińskiej katolickiej korporacji studenckiej „Guestfalia”. Organizacja ta należała do potężnego zrzeszenia CV (Cartell-Verband), skupiającego tradycyjne stowarzyszenia akademickie o profilu katolickim. Fakt ten dowodzi jego głębokiego i trwałego zakorzenienia w tych środowiskach na długo przed tym, nim zaangażował się w politykę.

Lata nauki akademickiej i aplikacji referendarskiej nie były spokojne – przerywała je służba wojskowa oraz dodatkowe studia z zakresu nauk handlowych w Wyższej Szkole Handlowej w Berlinie (Handelshochschule Berlin). Ostatecznie zdolny prawnik zdał egzamin na referendarza sądowego i obronił tytuł doktora nauk prawnych (Dr. jur.).

Krew, okopy i uraz głowy – szlak bojowy w I wojnie światowej

Kiedy w 1914 roku wybuchł globalny konflikt, Knakrick nie uniknął powołania. Brał czynny udział w I wojnie światowej od pierwszych dni aż do jej dramatycznego końca. Służył na froncie jako żołnierz pułku artylerii. Jego zdolności dowódcze szybko zostały dostrzeżone – początkowo pełnił funkcję oficera baterii, by z czasem objąć jej dowództwo (Batterieführer).

Wizualizacja frontu I wojny światowej, oficer artylerii z koniem, 1918 rok
Szlak bojowy: Knakrick spędził na froncie całą wojnę, dowodząc baterią artylerii. Ironią losu, to nie kule wroga, a upadek z konia w ostatnim dniu walk omal nie kosztował go życia. (Wizualizacja klimatu epoki)

Za wybitne zasługi na polu walki uhonorowano go prestiżowym odznaczeniem: Krzyżem Żelaznym I Klasy. Ironią losu jest to, że frontowe kule go omijały, a najcięższych obrażeń doznał w dniu zakończenia działań wojennych. Ostatniego dnia wojny spadł z konia, doznając tak rozległego i ciężkiego urazu głowy, że wymagał wielomiesięcznej hospitalizacji. W wojskowym lazarecie spędził blisko rok – od listopada 1918 roku aż do września 1919 roku.

Od „biurowego stołka” do znajomości śląskiego przemysłu

Młody doktor praw pierwotnie nie planował kariery w administracji publicznej. Jego wielką ambicją było zostanie adwokatem specjalizującym się w zawiłościach prawa przemysłowego. W grudniu 1920 roku powrócił do cywilnego życia i zdał w Berlinie egzamin na asesora sądowego.

Rzeczywistość zweryfikowała jego plany. Jak sam po latach szczerze przyznawał, po części dzięki protekcji przyjaciela udało mu się zdobyć posadę w Krajowym Urzędzie Skarbowym Górnego Śląska (Landesfinanzamt Oberschlesien) w Opolu. Pracował tam najpierw jako asesor rejencyjny, a potem radca rejencyjny (Regierungsrat). Mimo awansów, Knakrick nie znosił tej posady, nazywając ją pogardliwie „biurowym stołkiem”.

Sztywna praca urzędnika skarbowego dusiła jego energię. Prawdziwe powołanie i możliwości działania znalazł dopiero wtedy, gdy porzucił opolski urząd.

Przełom w jego karierze nastąpił w styczniu 1923 roku, kiedy to został syndykiem w Izbie Przemysłowo-Handlowej Prowincji Górnośląskiej. Nowe stanowisko uwolniło go zza biurka. Praca ta wiązała się z nieustannymi podróżami po całym regionie. Knakrick prowadził m.in. szkolenia z zakresu prawa podatkowego i gospodarczego dla przedsiębiorców. Dzięki tej aktywności poznał od podszewki problemy górnośląskiego przemysłu ciężkiego i błyskawicznie wyrobił sobie doskonałą renomę w śląskich sferach gospodarczych. Był to kapitał, który wkrótce miał zaowocować najważniejszym awansem w jego życiu.

Miasto na krawędzi: „Krwawiąca granica” i wizja Trójmiasta

Wiosną 1925 roku Zgromadzenie Radnych Miejskich, zdominowane wówczas przez kupców i przedsiębiorców, wybrało Adolfa Knakricka na stanowisko Nadburmistrza Bytomia. Oficjalnie objął on urząd 25 kwietnia 1925 roku. Miał zaledwie 39 lat, a miasto, którym przyszło mu zarządzać, liczyło około 61 000 mieszkańców i znajdowało się w dramatycznym położeniu geopolitycznym.

Zaledwie trzy lata po podziale Górnego Śląska, granica polsko-niemiecka stworzyła na tym obszarze tzw. „krwawiącą granicę”. Bytom został otoczony z trzech stron przez odrodzoną Rzeczpospolitą, stając się swoistym terytorialnym „półwyspem” wcinającym się w polskie ziemie.

Zabytkowa mapa koncepcyjna Górnego Śląska po podziale w 1922 roku
Wizualizacja „krwawiącej granicy” – Bytom odcięty od wschodnich terenów uprzemysłowionych stał się swoistą wyspą otoczoną z trzech stron terytorium Polski.

Nowy przebieg granicy był dla gospodarki miasta katastrofalny. Bytom stracił na rzecz Polski bogatą, silnie uprzemysłowioną dzielnicę Friedenshütte-Schwarzwald (Nowy Bytom – Czarny Las), którą zamieszkiwało około 18 000 osób. Przecięciu uległy nie tylko szlaki komunikacyjne, ale i podziemne pola górnicze na wschodzie, południu oraz północy. Jakby tego było mało, miasto zalała fala uchodźców – tysięcy Niemców zmuszonych do opuszczenia wschodniej części Górnego Śląska. Wywołało to niewyobrażalną wprost nędzę mieszkaniową.

Młody nadburmistrz nie załamał jednak rąk. Knakrick, wspólnie z zaufanymi współpracownikami, zaczął snuć dalekosiężne, monumentalne plany przebudowy śródmieścia. Jego najbardziej przełomowym i śmiałym architektonicznie projektem była idea połączenia Bytomia, Zabrza (Hindenburg) oraz Gliwic (Gleiwitz) w jedno potężne, górnośląskie „trójmiasto”. Choć ta futurystyczna wizja metropolii ostatecznie nie została w pełni zrealizowana, dowodziła nieprawdopodobnego rozmachu urbanistycznego Knakricka.

Złota era inwestycji: Gospodarka, Gewo i nowe granice

Aby zrekompensować dramatyczne straty terytorialne i finansowe, Knakrick przystąpił do ofensywy administracyjnej. 1 stycznia 1927 roku doprowadził do oficjalnego włączenia do terytorium Bytomia sąsiedniej gminy Rozbark (Roßberg). Był to mistrzowski ruch – populacja miasta wzrosła o około 24 000 mieszkańców (osiągając liczbę 86 881), a do miejskiej kasy popłynął potężny strumień nowych podatków.

Knakrick wiedział, że aby uratować Bytom, potrzebuje potężnego wsparcia z zewnątrz. Zainicjował szeroko zakrojoną akcję lobbingową, zlecając wydawanie nowocześnie zaprojektowanych memoriałów naszpikowanych mapami, wykresami i zdjęciami, które trafiały na biurka decydentów w Rzeszy i Prusach. Szczególnym sukcesem propagandowym okazała się zainspirowana przez niego broszura zatytułowana „Beuthen O/S — ein Bollwerk deutscher Wirtschaft und Kultur im Südosten des Reichs”.

Walka z nędzą mieszkaniową

Odpowiedzią na gigantyczny kryzys demograficzny była agresywna polityka budowlana:

Rodziny robotnicze wprowadzające się do domów w Republice Weimarskiej w 1928 roku
Masowa budowa osiedli robotniczych miała być lekarstwem na powojenną nędzę i kryzys uchodźczy po podziale Śląska.
  • Powołano do życia legendarną dziś spółkę mieszkaniową Gewo (Gemeinnützige Wohnungsgesellschaft mbH). Miasto przejęło w niej wszystkie udziały, czyniąc ją głównym realizatorem programów budownictwa socjalnego.
  • Szybko zabudowywano luki w śródmieściu oraz wznoszono całe nowe osiedla na obrzeżach miasta.
  • Władze wybudowały specjalny miejski azyl dla bezdomnych (Obdachlosenasyl).
  • Powstał również innowacyjny azyl rodzinny (Familienasyl), oferujący 180 mieszkań o charakterze domu przejściowego.

Rozmach inwestycyjny obejmował całą infrastrukturę komunikacyjną i przemysłową. To za kadencji Knakricka z kasy miasta dofinansowano budowę reprezentacyjnej, przeszklonej hali na nowym dworcu głównym kolei rzeszy (Reichsbahn). Poszerzono również kluczowy podjazd przy Schomberger Landstraße. W trosce o logistykę, utworzono potężne miejskie place składowe w rejonie dworca Karf o powierzchni około 300 000 mkw., obsługiwane przez bocznice kolei normalnotorowej i wąskotorowej.

Miasto stawiało na nowoczesny transport miejski. W latach 1925–1928 sieć bytomskich tramwajów powiększyła się o 11,3 km, znacząco poprawiając skomunikowanie z zachodnimi przedmieściami. Oddano do użytku trasy: Mechtal – Martinau – Randsdorf (1925 r.), a trzy lata później odgałęzienie do osiedla Helennhof przy Stillersfeld. Tramwaje docierały również do nowej kopalni Deutsch-Bleischarleygrube. W 1926 r. powołano do życia miejski zakład komunikacji samochodowej, wprowadzając na ulice autobusy (Kraftverkehrsbetrieb). Zbudowano dla nich dedykowaną zajezdnię z warsztatem naprawczym, w której garażowano również pojazdy służb miejskich do czyszczenia ulic i wywozu śmieci.

Ruchliwa ulica Bytomia w latach 20., tramwaj z napisem Beuthen O_S, dorożki
Nowoczesny tramwaj „Beuthen O/S” mija konne wozy – za czasów nadburmistrza Knakricka miasto przeszło prawdziwą rewolucję komunikacyjną.

Knakrick dbał również o przemysł, rozwój techniczny i usługi. Aktywnie wspierał budowę nowych szybów kopalnianych (Beuthengrube i Deutsch-Bleischarleygrube). W 1928 roku, wykazując się świetnym zmysłem do współpracy, zawiązał wspólnie z Zabrzem spółkę gazowniczą Verbandsgaswerk Beuthen – Hindenburg O/S GmbH. Przedsiębiorstwo to wydzierżawiło majątek gazowy obu miast, a z czasem do tej wielkiej sieci dołączyły także Gliwice. Ponadto, w latach 1927-1929 zmodernizowano urządzenia maszynowe w miejskiej rzeźni, a w 1931 r. gruntownie odnowiono i rozbudowano targ bydła (Viehhof). Kiedy obiekt ostatecznie otwarto w 1932 r., stał się on rynkiem hurtowym o fundamentalnym znaczeniu dla gospodarki całego Górnego Śląska.

Świątynie nauki i edukacyjny triumf Bytomia

Mimo że za jego kadencji powstały imponujące obiekty sportowe, infrastrukturalne czy kulturalne, to sam dr Adolf Knakrick za swoje absolutnie największe dzieło uważał powołanie do życia Akademii Pedagogicznej. Fakt ten dobitnie dowodzi, jak ogromną wagę nadburmistrz przywiązywał do edukacji i prestiżu naukowego Bytomia. W 1930 r. uruchomiono w Bytomiu Pädagogische Akademie (Akademię Pedagogiczną), którą po reorganizacji w 1933 r. przemianowano na Hochschule für Lehrerbildung. Uczelnię umieszczono w znacznie rozbudowanym na tę okazję dawnym seminarium nauczycielskim przy Gutenbergstraße (obecnie ul. Powstańców Śląskich), a wszelkie koszty tej kosztownej operacji pokryło miasto. W pobliżu, dla wsparcia zaplecza akademickiego, wybudowano również nowy dom dla wykładowców (Dozentenwohnhaus) oraz nowoczesną szkołę ludową (Gutenbergschule), która pełniła rolę szkoły ćwiczeń dla studentów.

Brak uczelni to nie jedyny problem, z którym zmierzył się Knakrick. Po podziale Śląska to właśnie do Bytomia przeniesiono z Katowic Państwową Szkołę Budowlaną (Staatsbauschule). Miasto nie oszczędzało na tej inwestycji – w latach 1928-1929 wzniesiono dla niej monumentalny gmach przy Moltkeplatz (dzisiejszy plac Sobieskiego, słynny bytomski „mechanik”).

Na mapie edukacyjnej miasta pojawiły się także inne imponujące inwestycje: miasto wzniosło piękny, nowy budynek dla państwowego Realgimnazjum przy Ostlandstraße oraz solidny gmach szkoły średniej (Mittelschule) przy Breitestraße. Z kolei w 1927 r. magistrat wsparł utworzenie przez Caritas Górnośląskiej Szkoły Zawodowej dla Zawodów Społecznych (Oberschlesische Fachschule für soziale Berufe). Miasto udostępniło bezpłatnie lokale i wielkodusznie pokrywało koszty ogrzewania, oświetlenia oraz bieżące dopłaty do funkcjonowania placówki.

Kulturalne serce Śląska i wizyta Noblisty

Knakrick miał ambicję uczynienia z Bytomia potęgi kulturalnej. W 1925 r. na jego wniosek założono spółkę „Vereinigte städtische Bühnen Beuthen, Gleiwitz, Hindenburg GmbH” z siedzibą w Bytomiu. Dwa lata później (w 1927 r.) zmieniono jej nazwę na „Oberschlesisches Landestheater GmbH”. Przełomowy okazał się rok 1928, kiedy to pozostali udziałowcy przekazali swoje udziały miastu Bytom, a gmina stała się jedynym właścicielem teatru. Celowo utrzymano formę spółki z o.o., aby uniknąć ewentualnych problemów politycznych z występami na terytorium polskiego Górnego Śląska. Instytucja ta stała się największą i najważniejszą sceną na całym Górnym Śląsku, wystawiając spektakle nie tylko u siebie, ale też w Katowicach czy Królewskiej Hucie. Doskonałą renomę zdobyła również miejska orkiestra, słynąca ze znakomitych koncertów symfonicznych.

Artystyczna wizualizacja gmachu muzeum i biblioteki w Bytomiu
Bytom jako „Bollwerk kultury”. Nowoczesny gmach przy Moltkeplatz mieścił muzeum, kasy oszczędnościowe i rozbudowaną bibliotekę. (Wizualizacja klimatu epoki)

Z nadwyżek wypracowanych przez kasy oszczędnościowe (Sparkassenüberschüssen) miasto wzniosło w latach 1929-1930 reprezentacyjny gmach przy Moltkeplatz. Budynek stał się prawdziwym centrum kulturalno-finansowym: pomieszczono w nim Miejską Kasę Oszczędności (Stadt-Sparkasse), Górnośląskie Muzeum Krajowe (Oberschlesisches Landesmuseum) oraz Bibliotekę Miejską z czytelniami ludowymi i naukowymi (Stadtbücherei). Dzięki osobistym staraniom dr. Knakricka, miasto zakupiło obszerne zbiory przyrodnicze, które stanowiły odrębny, fascynujący dział wystawienniczy w nowym muzeum.

Historyczne spotkanie z Rabindranathem Tagore

1 października 1926 roku to data wyjątkowa – Bytom odwiedził wybitny indyjski poeta, filozof i laureat Literackiej Nagrody Nobla (1913 r.), Rabindranath Tagore. Było to wydarzenie o znaczeniu ponadregionalnym.

Rabindranath Tagore i Nadburmistrz Adolf Knakrick wraz z żoną w Bytomiu, 1926 r.
Elitarne grono: Nadburmistrz dr Adolf Knakrick z małżonką goszczą indyjskiego noblistę, Rabindranatha Tagore (1926 r.).
  • Tagore wygłosił w mieście wykłady objaśniające wiedzę o indyjskiej kulturze, poglądach i sposobie myślenia.
  • Podczas tej wizyty nadburmistrz Knakrick wraz z żoną spotkali się z noblistą osobiście. Historyczna fotografia opublikowana w „Oberschlesien im Bild” uwieczniła długobrodego myśliciela siedzącego w towarzystwie włodarza Bytomia.
  • Indyjski poeta propagował idee „absolutnego porozumienia” oraz pięknej nauki miłości pomiędzy ludźmi. Idee te były niezwykle bliskie sercu Knakricka.

Warto dodać, że Bytom gościł wybitnych twórców światowego formatu – obok Tagore, w lokalnej tradycji i przekazach publicystycznych pojawia się także wątek powojennych wizyt Wisławy Szymborskiej, co czyni miasto ważnym punktem na mapie literackich spotkań.

Zielone płuca Bytomia i sportowa potęga

Dynamiczny rozwój miasta wiązał się z inwestycjami w sport i rekreację. Z inicjatywy nadburmistrza powstał gigantyczny Stadion Bytomski, mogący pomieścić 40 000 widzów, który pierwotnie nosił dumną nazwę Hindenburg-Kampfbahn. Knakrick miał też rozmach w organizacji wydarzeń ponadregionalnych – w 1931 roku, ściśle współpracując z burmistrzami Gliwic i Zabrza, współorganizował historyczną wizytę na Śląsku potężnego sterowca „Graf Zeppelin” (dowodzonego przez dr. Eckenera). Choć maszyna ostatecznie wylądowała na lotnisku w Gliwicach, jej uroczysty przelot nad Bytomiem i wspólna koordynacja tego gigantycznego przedsięwzięcia były powodem do dumy dla całego miasta.

Sterowiec Graf Zeppelin nad Górnym Śląskiem w 1931 roku
Podniebny gigant: Wizyta sterowca „Graf Zeppelin” (LZ 127) na Śląsku w lipcu 1931 r. była wielkim, wspólnym świętem całego regionu, przyciągając setki tysięcy widzów.

Prawdziwym cudem architektury rekreacyjnej był jednak wybudowany w Parku Miejskim, określany często jako jeden z najnowocześniejszych na wschodzie ówczesnych Niemiec, kryty basen (Hallenbad), powszechnie nazywany Parkbad. Ten okrzyknięty „najpiękniejszym” obiekt wyposażony był w wielką halę pływacką, luksusowe tarasy do leżenia, specjalistyczny dział kąpieli wannowych i medycznych, a nawet solanki dla najmłodszych.

Wizualizacja wnętrza Parkbadu w Bytomiu w latach 20. XX wieku
Pływalnia Parkbad, zainicjowana przez Knakricka, była obiektem luksusowym i absolutnie najnowocześniejszym na wschodnich rubieżach Rzeszy. (Wizualizacja klimatu epoki)

Knakrick dbał o tereny zielone z równym zapałem. Na południu miasta powstał Park Goethego. Las Miejski przekształcono w przepiękny park leśny z kilkukilometrową, wybrukowaną, wolną od kurzu aleją topolową. Miasto dokonało też wielkich zakupów gruntów – nabyto od administracji hrabiowskiej Thiele-Wincklerów około 186 hektarów lasu (Mechtaler Forst). Całkowita powierzchnia rekreacyjnego Lasu Miejskiego (Stadtwald) wzrosła do oszałamiających 634 hektarów. Równocześnie wspierano ogrodnictwo; pod koniec urzędowania Knakricka ogrody działkowe (Kleingartenanlagen) zajmowały rekordową powierzchnię 418 554 mkw.

„August” – dwie twarze urzędnika i wzruszające anegdoty

Portret psychologiczny Adolfa Knakricka był pełen sprzeczności. Jako najwyższy rangą urzędnik w mieście potrafił być niezwykle stanowczy, impulsywny, autorytarny, a wręcz apodyktyczny w dążeniu do obranego celu. Jednak prywatnie kryła się pod tą maską zupełnie inna osoba. Był niezwykle wrażliwy i często lękał się o to, czy swoimi szybkimi decyzjami nie wyrządził komuś niesprawiedliwości. Nic więc dziwnego, że w wąskim gronie najbliższych przyjaciół znany był pod ciepłym pseudonimem „August”.

„Zapomnieć o sobie, a innych uszczęśliwiać – to był jego cel życia” (Sich selbst vergessen und andere beglücken war sein Lebenszweck) – dewiza życiowa Knakricka wyryta na jego pamiątkowym obrazku pośmiertnym (Totenzettel).

Jego empatia objawiała się w codziennych, drobnych gestach. Już w pierwszym dniu urzędowania (1925 r.) nowy nadburmistrz zaskoczył mieszkańców: wziął osobisty udział w pogrzebie zmarłego miejskiego zamiatacza ulic. Przy otwartym grobie podszedł do córki zmarłego i przekazał jej znaczną kwotę pieniędzy, aby wesprzeć osieroconą rodzinę.

Inna ze znanych anegdot opowiada o mroźnym i deszczowym październikowym dniu. Knakrick, jadąc samochodem, zauważył szkolną klasę maszerującą na zajęcia gimnastyczne. Jego uwagę przykuł jeden z uczniów, który w to przejmujące zimno szedł zupełnie boso (jego jedyne buty znajdowały się w naprawie u szewca). Włodarz bez wahania zatrzymał auto, zabrał przemarzniętego chłopca do najbliższego sklepu i z własnej kieszeni zapłacił za nowe buty oraz pończochy. Kiedy po latach zaprzyjaźniony nauczyciel przypomniał mu tę chwytającą za serce historię, nadburmistrz twierdził stanowczo, że zupełnie jej nie pamięta.

Adolf Knakrick przymierzający buty biednemu chłopcu w bytomskim sklepie, lata 20. XX wieku
Serce pod maską surowego urzędnika: Nadburmistrz Knakrick kupuje nowe buty przemarzniętemu, bosemu chłopcu w jeden z chłodnych, jesiennych dni. (Wizualizacja anegdoty)

Knakrick potrafił również dziękować za osobiste szczęście. W dowód wdzięczności wobec Boga za narodziny upragnionego syna Helmuta, sfinansował budowę białej kapliczki w Lesie Miejskim w bytomskiej Dąbrowie (Stadtwald Dombrowa). Zbudowana pośród ciemnych świerków, malowniczo kontrastująca budowla, została szybko ochrzczona przez okolicznych mieszkańców mianem „Marii w lesie” (Maria im Walde). Prywatnie zamieszkiwał w samodzielnie zaprojektowanym domu przy Gustav-Freytag-Straße (obecnie ul. Józefa Jainty). Dom sąsiadował z identycznym budynkiem (stanowiły one domy-bliźniaki), który należał do jego najlepszego przyjaciela, ordynatora oddziału wewnętrznego Szpitala Miejskiego, dr. Wilhelma Effinga.

Najbardziej osobistym wyznaniem miłości do Bytomia był jednak napisany przez niego poemat zatytułowany „Mein Beuthen” (Mój Bytom). Knakrick określił w nim swoje miasto jako „twierdzę kultury” (Bollwerk der Kultur). Z nieskrywanym sentymentem wymieniał nazwy kultowych śląskich lokali: u Scheffczyka, Schwiedernocha, Zolkego, Albrechta, Jusczyka, a także wspominał browar Knokego, z którego „już z daleka pachniało zbożówką” (Korn). Cieszył się z potęgi lokalnego klubu piłkarskiego Beuthen 09 oraz z mistrzostwa Niemiec w pływaniu wywalczonego przez bytomiankę Lotte Kotullę. Nade wszystko jednak sławił przedwojenną tolerancję Bytomia, pisząc z dumą, że „poganie, chrześcijanie czy żydzi – wszyscy się tam dobrze dogadywaliśmy”. Niestety, w ostatniej zwrotce poematu musiał ze wstydem przyznać rację historii, ubolewając nad upadkiem tego świata w 1933 roku: „Gwiż, nie jesteśmy wolni od winy, bo źle wybraliśmy w trzydziestym trzecim” (Gewiß, wir sind von Schuld nicht frei, Weil falsch gewählt wir dreißig drei).

Mein Beuthen (Mój Bytom)

Autor: Dr Adolf Knakrick, Nadburmistrz Bytomia w st. spocz.

Oryginał (Język niemiecki)
Mein Beuthen ist im ganzen Land
Als eine reiche Stadt bekannt.
Man sagt, daß einst in Silberwiegen
Die Beuthner Kinder konnten liegen.
Auf Kohle steht es und auf Erz
Und jeder hat ein fröhlich Herz.
Und schön sind alle Mädels dort.
Viel schöner als am andern Ort
Drum rat ich allen Leuten:
Holt’s Mädel Euch aus Beuthen.
Nicht Erz allein und auch nicht Kohle
Beuthen hat auch eine Sole,
Die kommt aus Carsten-Zentrums Grund
Und wer drin badet, wird gesund.
Ein Kurpark der ist auch vorhanden
Viel schöner als in anderen Landen
Und wer Ozon zur Kur begehrt
Im Stadtwald wird er ihm beschert.
Drum sag’ ich allen Leuten:
Kommt nur zur Kur nach Beuthen.
Beuthen ist auch eine Stadt,
Die viele Gastlokale hat.
Bei Scheffczyk und bei Schwiedernoch
Von weitem schon nach Korn es roch.
Bei Zolke, Albrecht, Jusczyk, Knoke
Gabs Sachen von besondrer Note.
An Bieren aller Brauereien
Konnt’ man in Beuthen sich erfreun.
Drum rat ich allen Leuten:
Kommt, trinkt mit mir in Beuthen.
Beuthen war im weiten Land
Als Bollwerk der Kultur bekannt.
Orchester und die Sängerchöre
Die machten der Musik viel Ehre.
Theater zeigte edle Kunst,
Museum stand in hoher Gunst.
Die „Ostmark-Beuthen“ im „K. V.“
Der Akademie gab das Geschau.
Die ragte auf gar hoch im Norden
Und tat für Lehrerbildung sorgen.
Drum rat ich allen Leuten:
Genießt Kultur in Beuthen.
Beuthen, das war auch ein Ort,
Der viel getan für Spiel und Sport.
Das Stadion die Krone gab,
Juwel darin das Hallenbad.
Es blühte jeder Sportverein
Und Weltruhm brachte uns „09“.
Die Deutsche Meisterschaft im Schwimmen
Kotulla’s Lotte tat sie bringen.
Ob Schützen, Turner, Ringerriegen,
Die Beuthner wußten stets zu siegen.
Drum sag ich allen Leuten:
Kommt nur zum Sport nach Beuthen.
In Beuthen, da lag alles drin.
Ein jedes hatte seinen Sinn
Ob Heiden, Christen oder Juden.
Wir alle uns dort gut vertrugen.
Und Gäste aus der ganzen Welt,
Sich haben bei uns eingestellt.
Wer mal bei Knoke hat gesessen,
Der konnte Beuthen nie vergessen.
Drum sag ich allen Leuten:
Vergeßt mir nicht mein Beuthen.
Beuthen wurde eine Stadt,
Aus der man uns vertrieben hat.
Gewiß, wir sind von Schuld nicht frei,
Weil falsch gewählt wir dreißig drei.
Tłumaczenie (Język polski)
Mój Bytom w całym kraju
Znany jest jako miasto bogate.
Mówią, że niegdyś w srebrnych kołyskach
Mogły tu leżeć bytomskie dzieci.
Stoi na węglu i na rudzie
I każdy ma tam radosne serce.
I piękne są tam wszystkie dziewczęta.
O wiele piękniejsze niż w innych stronach
Dlatego radzę wszystkim ludziom:
Bierzcie sobie dziewczynę z Bytomia.
Nie tylko ruda i nie tylko węgiel
Bytom ma także solankę,
Która bije z głębi kopalni Karsten-Zentrum
A kto się w niej kąpie, powraca do zdrowia.
Park zdrojowy również tam istnieje
O wiele piękniejszy niż w innych krajach
A kto do kuracji pragnie ozonu
W Lesie Miejskim zostanie nim obdarzony.
Dlatego mówię wszystkim ludziom:
Przyjeżdżajcie na kurację tylko do Bytomia.
Bytom to także miasto,
Które ma wiele wspaniałych lokali.
U Scheffczyka i u Schwiedernocha
Już z daleka pachniało żytniówką.
U Zolkego, Albrechta, Jusczyka, Knokego
Serwowano rzeczy o szczególnej nucie.
Piwami ze wszystkich możliwych browarów
Można się było w Bytomiu delektować.
Dlatego radzę wszystkim ludziom:
Chodźcie, napijcie się ze mną w Bytomiu.
Bytom w szerokim świecie
Znany był jako bastion kultury.
Orkiestry i chóry śpiewacze
Przynosiły muzyce wielki zaszczyt.
Teatr ukazywał szlachetną sztukę,
Muzeum cieszyło się wielkim uznaniem.
A korporacja „Ostmark-Beuthen” w „K.V.”
Nadawała ton naszej Akademii.
Wznosiła się dumnie na północy miasta
I dbała o wykształcenie nauczycieli.
Dlatego radzę wszystkim ludziom:
Cieszcie się kulturą w Bytomiu.
Bytom to było również miejsce,
Które wiele zrobiło dla gier i sportu.
Stadion był tego koroną,
A prawdziwym klejnotem – kryty basen.
Kwitł u nas każdy klub sportowy
A światową sławę przyniósł nam klub „09”.
Mistrzostwo Niemiec w pływaniu
Zdobyła dla nas Lotte Kotulla.
Czy to strzelcy, gimnastycy, czy zapaśnicy,
Bytomianie zawsze potrafili zwyciężać.
Dlatego mówię wszystkim ludziom:
Przyjeżdżajcie do Bytomia tylko dla sportu.
W Bytomiu było dosłownie wszystko.
Wszystko miało tu swój głęboki sens
Czy to poganie, chrześcijanie, czy Żydzi.
Wszyscy doskonale się tam dogadywaliśmy.
I goście z najdalszych zakątków świata
Z chęcią do naszego miasta zjeżdżali.
Kto choć raz posiedział u Knokego,
Ten nigdy Bytomia zapomnieć nie potrafił.
Dlatego mówię wszystkim ludziom:
Nie zapomnijcie mi mojego Bytomia.
Bytom stał się miastem,
Z którego w końcu nas wygnano.
Z pewnością, nie jesteśmy wolni od winy,
Bo źle wybraliśmy w roku trzydziestym trzecim.

„Sąd Odłamków” i zderzenie z nazistowskim terrorem

Adolf Knakrick był człowiekiem ściśle przestrzegającym zasady bezpartyjności w pracy samorządowej, a jednocześnie gorliwym katolikiem, uznającym służbę wszystkim mieszkańcom – niezależnie od ich przekonań i wyznania – za swój główny cel. Niestety, jego praktyczne działania, takie jak nadanie wyraźnie katolickiego oblicza nowo powstałej w 1930 r. Akademii Pedagogicznej w Bytomiu, stały się „solą w oku” dla rosnącego w siłę ruchu narodowosocjalistycznego. Przewidując nadchodzące zagrożenie, Knakrick zrezygnował ze swojej apolityczności i już w 1928 roku demonstracyjnie zapisał się do katolickiej partii Centrum (Zentrumspartei).

Po przejęciu władzy przez narodowych socjalistów w 1933 roku, kiedy w głosowaniach plebiscytowych reżim uzyskiwał wyniki przekraczające 90%, naziści nie odważyli się zaatakować cenionego nadburmistrza otwarcie. Zamiast tego, jak opisuje m.in. Maciej Droń w „Życiu Bytomskim”, rozpętali brutalną kampanię pomówień…

Rozprawa nazistów z Knakrickiem i jego współpracownikami miała formę brutalnych, propagandowych widowisk. W bytomskim Konzerthausie zorganizowano tzw. „Sąd Odłamków” („Scherbengericht” – nawiązanie do starożytnego ostracyzmu), czyli pokazowe, polityczne procesy oskarżycielskie, których celem było zniszczenie katolickiej elity miasta. Oprócz Knakricka, ofiarami tych samych czystek i bezprawnych aresztowań padli w tym samym czasie inni prominentni miejscy urzędnicy i radni z tego ugrupowania, m.in. dr Kasperkowitz oraz Paul Kudera.

Aresztowanie i upadek wizjonera

  • Na podstawie spreparowanych oskarżeń nadburmistrz został aresztowany w sposób pokazowy i demonstracyjny na ulicy, po czym trafił do aresztu.
  • W wyniku przeprowadzonego urzędowego śledztwa został ostatecznie całkowicie oczyszczony ze wszystkich zarzutów.
  • Mimo dowiedzionej niewinności, w marcu 1933 r. naziści zmusili go do odejścia w stan spoczynku. W kwietniu tego samego roku urząd objął Walther Schmieding.
  • Ostatecznie, szykanowany Knakrick musiał w sierpniu 1934 roku wraz z rodziną na stałe opuścić Bytom. W tym czasie populacja miasta wynosiła 101 313 mieszkańców.

Trudne lata wygnania i amerykańska nominacja

Tragizmem tej postaci było to, że mimo bezinteresownej pracy i bycia jednym z najaktywniejszych przywódców samorządowych przed przełomem narodowosocjalistycznym, padł ofiarą nazistowskiego dążenia do władzy. Po 1933 r. naziści pozbawili go honoru i środków do życia, zmuszając do ciągłych przeprowadzek. Kilkakrotnie zmieniał miejsce pobytu, błąkając się po różnych miejscowościach w poszukiwaniu pracy; udało mu się to ostatecznie dopiero w 1939 roku. W okresie II wojny światowej jemu i jego rodzinie było bardzo trudno, aż w końcu pozwolono mu ponownie pracować jako prawnik i notariusz.

Po utracie ojczyzny w 1945 r., Knakrick zamieszkał najpierw w Cham w bawarskim Górnym Palatynacie. Jako człowiek niesplamiony żadną współpracą z reżimem hitlerowskim, zyskał uznanie aliantów – został mianowany notariuszem i adwokatem przez oficerów amerykańskich. Z czasem, w 1956 roku, przeniósł się do własnego domu w Monachium-Harlaching.

W swojej krótkiej autobiografii z czasów wojny pisał, że przetrwać najgorszy czas pomogło mu „spokojne sumienie, wsparta na nim siła modlitwy oraz starzy i nowi przyjaciele”. O swoich bytomskich latach napisał piękne podsumowanie: „Tylko osiem lat trwała moja działalność w Bytomiu. Był to czas obfity w pracę i troski, ale także w bardzo wiele piękna”.

Ojciec bytomian na uchodźstwie i „wrzątek na śnieg”

Choć naziści zniszczyli jego karierę, Knakrick po 1945 r. nie szukał zemsty. W swoim stosunku do dawnych wrogów kierował się chińskim przysłowiem: „Kto na zło odpowiada dobrocią, ten leje wrzątek na śnieg” (Wer Schlechtigkeit mit Güte erwidert, gießt kochendes Wasser in Schnee).

Do końca życia pozostał wierny mieszkańcom swojego dawnego miasta. Był zawsze chętny do pomocy, wspierając byłych bytomian i dawnych pracowników administracji w skomplikowanych sprawach urzędowych. Miał ogromny udział w ratowaniu dziedzictwa regionu – przyczynił się do założenia placówki opiekuńczej Heimatkreis-Betreuungsstelle oraz współtworzył słynne Archiwum Bytomskie (Beuthener Archiv) w mieście patronackim Recklinghausen. Z kolei w 1958 roku Bytomskie Towarzystwo Historyczne i Muzealne (Beuthener Geschichts- und Museumsverein) uczciło go, dedykując mu specjalny, podwójny zeszyt swoich publikacji (Heft 19/20) wydany w RFN.

Jego postawa została dostrzeżona na najwyższych szczeblach władz państwowych. 28 czerwca 1957 r. w Kancelarii Stanu (Staatskanzlei) otrzymał z rąk Premiera Bawarii (w imieniu Prezydenta Federalnego) Wielki Krzyż Zasługi Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec (Große Verdienstkreuz des Verdienstordens der Bundesrepublik Deutschland).

Premier Bawarii wręcza Adolfowi Knakrickowi Wielki Krzyż Zasługi RFN, 1957 rok
Historyczny moment: 28 czerwca 1957 r. w Kancelarii Stanu dawny nadburmistrz Bytomia odbiera z rąk Premiera Bawarii, dr. Wilhelma Hoegnera, Wielki Krzyż Zasługi RFN.

Ostatnie pożegnanie z garścią bytomskiej ziemi

Ostatni raz spotkał się z dawnymi mieszkańcami we wrześniu 1959 roku. Podczas 5. Zjazdu Bytomian w Recklinghausen wziął udział w jubileuszu 50-lecia klubu Beuthen 09 w lokalu Viktoria 09. Otrzymał wtedy Złotą Igłę Honorową DFB, która była cennym duplikatem odznaczenia utraconego przez niego w dramatycznych okolicznościach podczas wysiedlenia z Bytomia.

Zaledwie kilka dni przed śmiercią pisał listy do przyjaciół, nie skarżąc się na żadne dolegliwości. Dr Adolf Knakrick zmarł nagle nad ranem 20 listopada 1959 r. w wieku 73 lat (choć niektóre nekrologi podają 21 listopada). Co ciekawe, w polskiej literaturze przedmiotu (np. w artykule Macieja Dronia z 2003 r.) pojawiała się błędna data 29 listopada, stojąca w sprzeczności z oryginalnymi niemieckimi źródłami z epoki. Pozostawił żonę oraz syna Helmuta, którzy w tamtym czasie mieszkali w Monachium przy Traminerstraße 7.

Pogrzeb wybitnego nadburmistrza odbył się 24 listopada 1959 r. na Cmentarzu Leśnym (Waldfriedhof) w Monachium i zgromadził tłumy. Ceremonię poprowadził jego zaprzyjaźniony ksiądz (Erzpriester) Porwoll z parafii św. Barbary w Bytomiu. Uroczystość była niezwykle symboliczna – nad jego grobem opuszczono miejską flagę Bytomia, a drewnianą trumnę posypano ziemią bytomską przywiezioną ze starych cmentarzy przy dawnej ul. Gutenbergstraße (obecnie ul. Powstańców Śląskich).

Nagrobek Adolfa Knakricka na Cmentarzu Leśnym w Monachium
„Ten jest w głębi duszy wierny, kto tak kocha ojczyznę jak Ty” – napis z obrazka pamiątkowego oddający hołd nadburmistrzowi.

Wartę honorową pełniły delegacje ziomkostw, korporacji akademickich oraz grupa mieszkańców w tradycyjnych strojach ludowych z bytomskiego Rozbarku. Ksiądz Porwoll podsumował jego życie i służbę niezwykle trafnymi słowami, które do dziś stanowią najlepsze epitafium dla wizjonera, który zbudował nowoczesny Bytom: „Tylko ten jest w głębi duszy wierny, kto tak kocha ojczyznę jak Ty!”.

Bibliografia i źródła

Niniejsze opracowanie powstało na bazie skrupulatnie zgromadzonych i skatalogowanych materiałów z archiwów prasowych, historycznych wydawnictw oraz cyfrowych baz danych:

I. Prasa historyczna i wydawnictwa niemieckojęzyczne (chronologicznie)

  • Ostdeutsche Morgenpost, wydanie nr 192 z czwartku, 12 lipca 1928 r. (nekrolog Christine Knakrick).
  • Unser Oberschlesien, maj 1953 r., nr 5 (artykuł: Vorbildliche Stadtverwaltung).
  • Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise, luty 1956 r., nr 2 (dokumenty dot. Miejskiej Kasy Oszczędności).
  • Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise, sierpień 1956 r., nr 8 (artykuł: Oberbürgermeister Dr. Knakrick wird 70 Jahre alt!).
  • Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise, lipiec 1957 r., nr 7 (informacja o przyznaniu Wielkiego Krzyża Zasługi RFN).
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, styczeń 1959 r., nr 1 (wspomnienia o Stowarzyszeniu Technicznych Urzędników Górniczych).
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, październik 1959 r., nr 10.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, grudzień 1959 r., nr 12.
  • Unser Oberschlesien, grudzień 1959 r., nr 25 (nekrologi, wspomnienie dr. Urbanka, kronika Georga Lasika Im Spiegel der Zeit).
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, styczeń 1960 r., nr 1 (artykuł dr. Effinga: In memoriam amici mei, wiersz Knakricka: Mein Beuthen).
  • Unser Oberschlesien, luty 1960 r., nr 3.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, maj 1960 r., nr 5 (jubileusz Towarzystwa Historycznego, przedmowa dr. Knakricka).
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, listopad 1960 r., nr 11 (artykuł: Einige Erinnerungen an Oberbürgermeister Dr. Knakrick – anegdoty o butach i pogrzebie zamiatacza).
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, grudzień 1975 r., nr 12.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, kwiecień 1976 r., nr 4.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, maj 1976 r., nr 5.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, kwiecień 1977 r., nr 4 (opracowanie kronikarskie inwestycji miejskich).

II. Prasa polskojęzyczna (Maciej Droń i inni)

  • Życie Bytomskie, 2002, R. 46, nr 42 (2370) – Maciej Droń, artykuł dot. burmistrzów Bytomia i planów „Trójmiasta”.
  • Życie Bytomskie, 2003, R. 47, nr 27 (2407) – Maciej Droń, artykuł: Burmistrz na trudne czasy (szczegóły aresztowania w 1933 r.).
  • Życie Bytomskie, 2010, R. 54, nr 51-52 (2791-2792) – Marcin Hałaś, artykuł: Noblista z Indii był w Bytomiu (spotkanie z Tagore).

III. Źródła cyfrowe i bazy danych

  • Wikipedia (PL): hasło Adolf Knakrick (weryfikacja miejsca urodzenia w Berlinie).
  • Fotopolska.eu: zasoby ikonograficzne i artykuł biograficzny dot. Adolfa Knakricka.
  • Kulturstiftung der deutschen Vertriebenen (Kulturstiftung.org): biogram naukowy dr. Adolfa Knakricka.
  • Archiwum Cyfrowe Digishelf.de: dostęp do zdigitalizowanych roczników prasy ziomkowskiej.
1
0

Read more

Infografika podsumowująca życie i twórczość Teodora Kalidego, śląskiego rzeźbiarza. Zawiera ilustracje i historie jego najważniejszych dzieł, takich jak pomnik hrabiego Redena, Chłopiec z łabędziem, Bachantka na panterze i Śpiący Lew z Bytomia.

Teodor Kalide: Śląski geniusz, którego rzeźby gorszyły i prowokowały wojny

Teodor Kalide: Śląski geniusz, którego rzeźby gorszyły i prowokowały wojny

Górny Śląsk XIX wieku to nie tylko dymiące kominy, huty i kopalnie. To również miejsce, gdzie surowe żeliwo zamieniało się w wysoką sztukę. W samym sercu tej industrialnej rewolucji, w Królewskiej Hucie (dzisiejszy Chorzów), urodził się człowiek, który potrafił tchnąć życie w martwy metal.

Theodor Erdmann Kalide – chłopak z Królewskiej Huty, który podbił Berlin, a jeden z jego najsłynniejszych odlewów trafił nawet do ogrodów królowej Wiktorii w Osborne House. Jednak jego droga na szczyt była pełna paradoksów: choć był profesorem Akademii, w stolicy nigdy nie przestał mówić „po naszymu”, a jego rzeźby, zamiast tylko zdobić, często stawały się przyczyną skandali i politycznych manifestacji.

Chłopak z Królewskiej Huty: „Godoł” nawet na salonach

Historia zaczyna się 8 lutego 1801 roku. Wtedy to w kolonii robotniczej Königshütte na świat przychodzi Teodor. Nie był to przypadkowy start – jego ojciec, Gottlieb Kalide, był królewskim inspektorem hutniczym, co niejako zdeterminowało losy syna.

Tablica pamiątkowa w języku polskim i niemieckim na ścianie domu rodzinnego Teodora Kalidego w Chorzowie
Tablica pamiątkowa na domu rodzinnym artysty w Chorzowie.

Młody Teodor dorastał w cieniu wielkich pieców i już jako 16-latek trafił do Królewskiej Odlewni Żelaza w Gliwicach (Königliche Eisengießerei), gdzie pod okiem brata i mistrza Beyerhausa uczył się, jak zamieniać surówkę w dzieła sztuki. Talent zaprowadził go do Berlina, do pracowni ówczesnych gigantów rzeźby – Schadowa i Raucha.

Ale Kalide, mimo że został członkiem Akademii Sztuk Pięknych i zdobył tytuł profesora, mentalnie nigdy nie opuścił Śląska.

SMACZEK Z EPOKI Współcześni mu świadkowie wspominali, że Kalide był postacią niezwykle barwną. Mimo lat spędzonych w Berlinie i obracania się w najwyższych kręgach artystycznych, rzeźbiarz „nigdy nie wyzbył się swojego twardego górnośląskiego dialektu”. Nawet na królewskich bankietach miał używać specyficznej gwary, co budziło konsternację uśpionych etykietą elit.

Jego kariera to pasmo sukcesów przeplatanych kontrowersjami. „Bachantka na panterze” – przedstawiająca nagą, upojoną winem menadę – była tak odważna i naturalistyczna, że w Berlinie wywołała oburzenie obrońców moralności. Marmurowa wersja powstała dzięki wsparciu finansowemu śląskiego magnata Franza von Wincklera, ale zamawiający ostatecznie jej nie przyjął; do berlińskiej Nationalgalerie trafiła dopiero w 1878 roku i została poważnie uszkodzona w czasie II wojny światowej (zachowała się jako torso). Z kolei to „Chłopiec z łabędziem” był dziełem, które w 1851 roku trafiło do królewskich ogrodów Osborne House jako dar pruskiej pary królewskiej dla królowej Wiktorii.

Afera z golizną: Dlaczego „Chłopiec z łabędziem” trafił do piwnicy?

Pierwszym samodzielnym dziełem, które przyniosło Kalidemu sławę, był „Chłopiec z łabędziem” (Knabe mit dem Schwan), stworzony w 1834 roku. Rzeźba była hitem – jej odlewy (w brązie, cynku i żeliwie) zamawiano do ogrodów w Poczdamie, Warszawie, a nawet do Nowego Jorku.

Zrekonstruowana rzeźba fontanna Chłopiec z łabędziem na placu w Chorzowie
Słynny „Chłopiec z łabędziem” – dzieło, które podbiło świat, ale zgorszyło Chorzów.

Jednak w rodzinnym mieście artysty, Królewskiej Hucie (Chorzowie), rzeźba ta wywołała obyczajowe trzęsienie ziemi. Kopia dzieła stanęła pierwotnie na Rynku, pełniąc funkcję fontanny. To, co zachwycało krytyków sztuki w Paryżu czy Londynie, okazało się zbyt wiele dla lokalnych, konserwatywnych elit.

Archiwalna rycina oryginalnej fontanny Chłopiec z łabędziem
Oryginalna koncepcja fontanny, która zniknęła z widoku publicznego.
Miejska anegdota: „Córki pewnego radnego miejskiego poczuły się tak zgorszone widokiem nagiego chłopca, że interweniowały u ojca. W efekcie dzieło sztuki musiało zniknąć w mrokach ratuszowych piwnic”.

Niezależnie od krążących opowieści, wiadomo, że chorzowski egzemplarz stał na rynku do 1912 roku, a następnie przeniesiono go na ówczesny Blücherplatz (obecnie Plac Matejki), gdzie znajduje się do dziś. To zderzenie realizmu Kalidego z lokalną obyczajowością świetnie pokazuje, jak rzeźba potrafiła dzielić odbiorców.

Polityka na cokole: Dramat pomnika Redena (1939–1940)

Jeśli „Chłopiec z łabędziem” wywoływał rumieńce, to pomnik hrabiego Redena wywoływał polityczne burze. Było to opus magnum Kalidego, odsłonięte w 1853 roku na wzgórzu Redenberg.

Artysta wykazał się tu niezwykłą odwagą artystyczną. Zamiast przedstawić hrabiego Fryderyka Wilhelma von Redena (ojca śląskiego przemysłu) w antycznej todze czy heroicznym płaszczu, jak to było w modzie, Kalide postawił na surowy realizm.

Zbliżenie na pomnik Hrabiego Redena w mundurze górniczym z rozwiniętą mapą
Surowy realizm Kalidego: Reden w mundurze górniczym, z rozwiniętą mapą w dłoni, zamiast w antycznej todze.

Reden stał w mundurze górniczym, z rozwiniętą mapą rozłożoną na kolanie. Był „Wodzem Górnictwa” (Feldherr des Bergbaus), a nie mitycznym herosem.

Historia pomnika nabrała dramatyzmu w przededniu II wojny światowej. Dla Polaków w 1939 roku niemiecki pomnik w sercu Chorzowa był symbolem obcej dominacji.

  • Lipiec 1939: 18 lipca 1939 roku pomnik spadł z cokołu i został uszkodzony. Sprawców nie ustalono jednoznacznie (w relacjach pojawia się zarówno wątek polskich działaczy, jak i możliwej prowokacji). Co ciekawe, od korpusu oddzieliła się głowa, która przetrwała.
  • Powrót: Po zajęciu Śląska przez Niemców, uszkodzoną rzeźbę natychmiast przewieziono do Huty Gliwickiej na renowację.
Pomnik Hrabiego Redena na cokole - pełna postać
Monumentalny pomnik Redena, który był zrzucany i stawiany na nowo, w zależności od wiatrów historii.

7 lipca 1940 roku odbyła się wielka uroczystość ponownego odsłonięcia odrestaurowanego pomnika, co naziści wykorzystali propagandowo jako symbol „powrotu niemieckości”. To niesamowite, jak dzieło sztuki stało się zakładnikiem historii – niszczone, naprawiane i stawiane na nowo w zależności od tego, w którą stronę wiał wiatr historii.

Symbolika Lwa: Tułaczka króla zwierząt

Równie burzliwe losy spotkały inne kultowe dzieło Kalidego – „Śpiącego lwa” (Schlafender Löwe). Pierwotnie zaprojektowany dla nagrobka generała Scharnhorsta w Berlinie, lew ten stał się nieoficjalnym symbolem górnośląskich miast.

Archiwalna pocztówka z Bytomia przedstawiająca Śpiącego Lwa na rynku
Tak Śpiący Lew prezentował się na bytomskim Rynku w czasach przedwojennych.

Szczególnie ciekawa jest historia „Lwa Bytomskiego”. Rzeźba ta, będąca symbolem poległych w wojnie francusko-pruskiej, stała dumnie na bytomskim rynku, a potem na placu Akademickim. Jednak po II wojnie światowej lew zniknął.

SMACZEK: ZAGADKA ROZWIĄZANA Okazało się, że w latach 50. XX wieku rzeźba „wyemigrowała” do stolicy. Była ustawiona w Warszawskim ZOO co najmniej od 1954 roku – przy północnym wejściu (północnej bramie).

Dopiero w 2008 roku, po dwóch latach negocjacji i „śledztwie” historyków, lew wrócił na rynek w Bytomiu. Mieszkańcy zbierali podpisy i stare zdjęcia, by udowodnić jego rodowód.

Współczesne zdjęcie odrestaurowanego Śpiącego Lwa w Bytomiu
Współczesny powrót króla – odrestaurowany Śpiący Lew znów na bytomskim Rynku.

Dziś jest nie tylko pamiątką historii, ale – jak pisała prasa – ma szansę stać się „symbolem zakochanych”, miejscem randek i spotkań.

Zbliżenie na precyzyjne detale pyska i grzywy Śpiącego Lwa
Niezwykły kunszt odlewniczy Kalidego widoczny w każdym detalu grzywy.

Również Gliwice mają swojego lwa – a nawet dwa! Jeden „śpiący”, a drugi „czuwający” (Wachender Löwe). Miniatury tych lwów były kiedyś masowo produkowane i sprzedawane jako pamiątki z Gliwic.

Rzeźba Lwa Czuwającego przed Willą Caro w Gliwicach
Gliwice również mają swojego lwa – oto „Lew Czuwający” (Wachender Löwe).

Zakończenie: Gdzie dziś spotkasz Kalidego?

Theodor Kalide zmarł 23 sierpnia 1863 roku w Gliwicach, rozgoryczony i nieco zapomniany przez wielki świat, który wcześniej go oklaskiwał. Spoczął na gliwickim Cmentarzu Hutniczym; jego nagrobek był odnawiany, m.in. w 2005 roku (i ponownie w kolejnych latach).

Honorowy nagrobek Teodora Kalidego i Wilhelma Kalidego na Cmentarzu Hutniczym w Gliwicach
Honorowy nagrobek artysty na Cmentarzu Hutniczym w Gliwicach.

Dziś Kalide to symbol idealnej symbiozy śląskiego przemysłu i wielkiej sztuki. Jego życie udowadnia, że w cieniu wielkich pieców i kominów rodziły się talenty na miarę europejską. Gdzie możemy dziś „dotknąć” jego dziedzictwa?

Gliwice: Willa Caro i skwer przy ul. Dolnych Wałów (Lew Czuwający) oraz Cmentarz Hutniczy.

Chorzów (Królewska Huta): Plac Matejki („Chłopiec z łabędziem”) i zrekonstruowany pomnik Redena (odsłonięty w 2002 r. na Placu Hutników). Na jego domu rodzinnym przywrócono tablicę pamiątkową, którą w czasach PRL-u zamalowano.

Bytom: Rynek („Śpiący Lew”).

Wrocław: Ogród Staromiejski (kolejny „Chłopiec z łabędziem”).

Rzeźby Kalidego przetrwały wojny, zmiany granic i polityczne zawieruchy. I choć czasem lądowały w piwnicach lub w ZOO, zawsze wracały na cokoły – tak twarde i niezniszczalne, jak śląskie żeliwo, z którego je odlano.

📚 Bibliografia (Źródła):

  1. Durecka Anna, Gleiwitzer Wahrzeichen, w: „Wochenblatt.pl”, 2023.
  2. Faruga Arkadiusz, Autor „Chłopca z łabędziem”, w: „Jaskółka Śląska”, 2006, nr 2.
  3. Faruga Arkadiusz, Chłopiec z Chorzowa, w: „Jaskółka Śląska”, 2009, nr 3.
  4. Kalyta Jan, 200 lat odlewnictwa artystycznego w Gliwicach, w: „Gliwicki Magazyn Kulturalny”, 1998, R. 4, nr 9.
  5. Lew wrócił do miasta, w: „Goniec Górnośląski”, 2008, R. 52, nr 41.
  6. Königshütte. Theodor Kalide, w: „Oberschlesische Zeitung”, 1944, Jg. 76, Nr. 38.
  7. Oberschlesien im Bild, 1931, nr 1.
  8. Schöpferisches Schlesien von A bis Z, Band 3.
2
0

Read more

Artystyczna ilustracja przedstawiająca Friedricha Antona von Heinitza w stroju z epoki, trzymającego plany, stojącego na tle dymiących fabryk i pierwszych maszyn parowych na Śląsku.

Friedrich Anton von Heinitz – saski wizjoner, który „wymyślił” przemysłowy Śląsk

Baron w oparach pary

Jak Friedrich Anton von Heinitz „wymyślił” przemysłowy Śląsk

Gdy myślimy o industrialnej potędze Górnego Śląska – o tych wszystkich szybach, hałdach i osiedlach z czerwonej cegły – często widzimy bezimienną siłę historii. Ale ta historia ma twarz. I nie jest to twarz umorusanego węglem górnika, lecz dystyngowanego saskiego arystokraty w peruce, który choć urzędował w Berlinie, swoje inżynierskie serce oddał tej ziemi.

Friedrich Anton von Heinitz to postać, bez której pierwsza maszyna parowa na kontynencie nie syczałaby w Tarnowskich Górach, a krajobraz regionu wyglądałby dziś zupełnie inaczej. To historia o szpiegostwie przemysłowym, wielkiej polityce i człowieku, który modlił się przed każdą decyzją biznesową.

Portret Friedricha Antona von Heinitza w XVIII-wiecznym mundurze i peruce
Friedrich Anton von Heinitz (1725–1802). Saski arystokrata i pruski minister, który zreformował górnictwo i sprowadził maszynę parową.

Saski fundament: Więcej niż urzędnik

Zanim Heinitz stał się ojcem chrzestnym śląskiego przemysłu, był już gwiazdą administracji w Saksonii. Urodził się w 1725 roku w Dröschkau. Był człowiekiem Oświecenia w pełnym tego słowa znaczeniu: studiował w elitarnej szkole Schulpforte (gdzie kolegował się z poetą Klopstockiem), znał języki i podróżował po Europie – od Szwecji po Węgry – chłonąc wiedzę techniczną jak gąbka.

Jego talent organizacyjny był tak duży, że już w 1765 roku współtworzył słynną Akademię Górniczą we Freibergu – najstarszą uczelnię górniczą na świecie. Nic dziwnego, że król Prus, Fryderyk Wielki, „zagiął parol” na takiego fachowca.

Transfer stulecia

Fryderyk II musiał się sporo naprosić, ale w końcu dopiął swego. W 1777 roku Heinitz przeniósł się do Berlina, obejmując tekę ministra i szefa departamentu górnictwa i hutnictwa. Zastał chaos i przestarzałe metody, a miał stworzyć potęgę.

Profilowy portret Friedricha Antona von Heinitza, miedzioryt z epoki z widocznymi tytułami urzędowymi
„Szef Departamentu”. Oficjalna rycina z epoki wymieniająca pełne tytuły Heinitza po objęciu teki ministra w Prusach.

Wiedział jednak, że zza biurka w Berlinie nie da się zarządzać wszystkim. Potrzebował człowieka czynu na miejscu.

„Aliis in serviendo consumor” – W służbie dla innych się spalam.
– Dewiza życiowa Heinitza i jego rodziny

Potrzebował człowieka czynu na miejscu. Jego „prawą ręką” na Śląsku został siostrzeniec – Friedrich Wilhelm von Reden. To była perfekcyjna symbioza: Heinitz zapewniał polityczne wsparcie i fundusze na dworze, a Reden biegał w błocie po budowach, realizując wizje wuja.

Strona tytułowa starej niemieckiej księgi o minerałach z dedykacją dla barona von Heinitza
Nauka kłania się władzy. XVIII-wieczna dedykacja dla Heinitza w dziele naukowym o minerałach – dowód jego wielkiego autorytetu w świecie ówczesnej nauki.

James Bond w kopalni, czyli wyścig o parę

Heinitz i Reden mieli jedną obsesję: Anglię. Wiedzieli, że tamtejsza technologia wyprzedza kontynent o lata świetlne. Ale Anglicy strzegli swoich tajemnic przemysłowych. Tu historia nabiera cech filmu szpiegowskiego.

Heinitz wysyłał inżynierów na Wyspy, by podpatrywali nowinki. Jednym z nich był asesor Karl Friedrich Bückling. Pojechał do Anglii, by „po cichu i z narażeniem” zgłębić tajniki maszyn parowych. Został zdemaskowany jako szpieg gospodarczy i musiał uciekać na kontynent, ale udało mu się zwerbować angielskiego mechanika, Williama Richardsa.

Gdzie tak naprawdę stanęła pierwsza maszyna?

Często słyszymy, że to tarnogórska maszyna była tą pierwszą. Prawda jest bardziej zniuansowana, a Heinitz maczał palce w obu kluczowych projektach:

  • Hettstedt (Burgörner), 1785 r.: Tu stanęła pierwsza zbudowana w Niemczech (przez „szpiega” Bücklinga) maszyna parowa typu Watta.
  • Tarnowskie Góry (Kopalnia Fryderyk), 1788 r.: Trzy lata później, dzięki Heinitzowi, ruszyła tu potężna maszyna systemu Newcomena (z 32-calowym cylindrem). To ona stała się symbolem śląskiej rewolucji, umożliwiając odpompowanie wody i wydobycie bogatych złóż srebra.
Historyczny schemat techniczny maszyny parowej typu Newcomen używanej w kopalniach
„Ogień i para”. XVIII-wieczny schemat maszyny parowej – technologii, którą Heinitz i Reden sprowadzili z Anglii do Tarnowskich Gór.

Ludzka twarz przemysłu

Łatwo ocenić Heinitza jako zimnego technokratę, ale byłoby to niesprawiedliwe. Był pietystą, człowiekiem głęboko wierzącym. W swoich dziennikach zapisywał, że trudne decyzje zawodowe powierzał Bogu.

Ta postawa przekładała się na rewolucyjne jak na tamte czasy podejście do pracowników. Heinitz wspierał rozwój kas brackich (Knappschaft), które zapewniały górnikom opiekę lekarską, renty dla inwalidów i wdów oraz edukację dla dzieci. Aby zapełnić luki kadrowe, organizował tzw. kolonizację fryderycjańską, ściągając fachowców z całej Europy i budując dla nich osiedla, których ślady (jak charakterystyczne domy w dolinie Małej Panwi) widzimy do dziś.

Mentor geniuszy i dziedzictwo

To Heinitz miał „nosa” do ludzi. Dostrzegł talent młodego Alexandra von Humboldta, obiecując mu pracę jeszcze na studiach. Humboldt spędził na Śląsku kilka miesięcy pod skrzydłami Heinitza, badając podziemną florę kopalń, zanim ruszył w swoje słynne podróże.

Friedrich Anton von Heinitz zmarł 15 maja 1802 roku, tuż przed uruchomieniem wielkich pieców w Królewskiej Hucie. Choć systemy polityczne się zmieniały, pamięć o nim przetrwała w nazwach ulic (dawna Heinitzstraße w Zabrzu), kopalń (słynna kopalnia Heinitz, później Rozbark) i w tablicach pamiątkowych, takich jak ta w Rüdersdorfie.

Kamienna tablica pamiątkowa ku czci Friedricha Antona von Heinitza w Rüdersdorfie z symbolami górniczymi
Pamięć, która przetrwała systemy. Tablica pamiątkowa w Rüdersdorfie, ufundowana przez stowarzyszenie górnicze w 1995 roku.

Źródła i Bibliografia:

  • Mager, Johannes: Friedrich Anton von Heynitz (1725-1802). Streiflichter aus seinem Leben und familiären Umfeld, w: Der Anschnitt 55, 2003, H. 1.
  • Koenigsfeld, Ernst: Versuch über Heinitz, w: Schlesien 1989, Jahrgang XXXIV, Heft III.
  • Wendt, Konrad: Sattelflöze – Grundlage des Aufstiegs. Hindenburger Straßennamen berichten vom heimischen Bergbau, w: Der Oberschlesische Wanderer, 1939.
  • Syniawa, Mirosław: Aleksander von Humboldt na Górnym Śląsku, w: Przyroda Górnego Śląska, nr 39/2005.
  • Reclaw, Damian: Heintzmann (Johann) Heinrich, biogram w materiałach archiwalnych.
  • Juros, Józef Tomasz: Osadnictwo fryderycjańskie na Śląsku, w: Wiadomości Ozimskie, 2022.
1
0

Read more

Ilustracja przedstawiająca Antona Gemandera na tle górnośląskiej fabryki i lasu z napisem Opiekun Śląskiego Kopciuszka.

Anton Gemander – Opiekun „śląskiego kopciuszka”

Architekt fortuny Schaffgotschów

Prawdziwa historia Antona Gemandera

W cieniu legendy „Króla Cynku” Karola Godulli często zapomina się o ludziach, bez których jego imperium mogłoby runąć tuż po jego śmierci. Anton Gemander – syn leśniczego, wybitny zarządca, król kurkowy i przemysłowiec – to postać, która spoiła dwa światy: surowy, górnośląski przemysł i arystokratyczne salony.

Od syna leśniczego do powiernika milionera

Anton Gemander urodził się na początku lat 20. XIX wieku w rodzinie o tradycjach leśnych. Jego ojciec, Mathias Gemander, był nadleśniczym w dobrach hrabiego Ballestrema w Pławniowicach. To właśnie tamtejsze lasy stały się miejscem, gdzie skrzyżowały się drogi młodego Antona i Karola Godulli.

Godulla, znając ojca Antona jeszcze z czasów swojej młodości, zwrócił uwagę na syna. Gdy ogrom pracy przy zarządzaniu kopalniami i hutami zaczął przerastać siły starzejącego się i schorowanego milionera, Godulla przyjął Antona na swojego pomocnika. Młody Gemander okazał się strzałem w dziesiątkę. Był nowoczesnym rolnikiem, „wrogiem marnotrawstwa” i doskonałym administratorem, któremu Godulla – znany z nieufności do ludzi – powierzył zarząd nad swoimi dobrami ziemskimi i lasami.

Stał się jego Vertrauensmann – człowiekiem najwyższego zaufania.

Anton Gemander z psem myśliwskim
Anton Gemander – wierny zarządca i zapalony myśliwy.

Strażnicy „Śląskiego Kopciuszka”

Śmierć Karola Godulli w 1848 roku wywołała szok. Majątek szacowany na 6 milionów marek (2 miliony talarów) trafił w ręce małej, przybranej córki – Joanny Gryzik. Aby dziewczynka mogła bezpiecznie dorosnąć i udźwignąć ten ciężar, potrzebowała oddanych opiekunów.

Tymi opiekunami stali się Anton Gemander i Emilia Lucas. Emilia, była gospodyni Godulli, która sprowadziła Joannę do jego domu, poślubiła Antona między 1848 a 1850 rokiem. Emilia była starsza od męża o 18 lat, ale łączyła ich wspólna misja: ochrona dziedzictwa Godulli.

Emilia Lucas, żona Antona Gemandera
Emilia Lucas – dobra dusza domu Godulli i żona Antona.

To w ich domu w Bełku, który Gemander kupił około 1852 roku od spadkobierców Johna Baildona, Joanna Gryzik pobierała nauki i przygotowywała się do wejścia w wielki świat. Kiedy w 1858 roku Joanna brała ślub z hrabią Hansem Ulrichem Schaffgotschem, to właśnie Anton i Emilia pełnili honorową funkcję „rodziców weselnych”.

Pan na Bełku: Rolnik, Przemysłowiec, Snajper

Choć Gemander zarządzał imperium Schaffgotschów aż do czerwca 1885 roku (dojeżdżając z Szombierek), jego prawdziwym domem stał się Bełk. Stworzył tam gospodarstwo wzorcowe (Mustergut), ale nie ograniczał się tylko do roli ziemianina.

W latach 60. XIX wieku Gemander był właścicielem Kuźnicy Miedzi w Bełku (Kupferhammer Belk). Dokumenty handlowe pokazują jego zmysł menedżerski – w 1869 roku zakład produkował 1200 jednostek towaru. Kiedy rok później wybuchła wojna francusko-pruska, a rynek cynku i miedzi się załamał, Gemander musiał walczyć o przetrwanie zakładu, którego produkcja spadła drastycznie do 370 jednostek.

Jako gospodarz był surowy i zasadniczy. W 1864 roku, gdy z jego stawów w Bełku skradziono karpie i szczupaki, opublikował dwujęzyczne ogłoszenie, wyznaczając wysoką nagrodę 20 talarów za wskazanie złodziei.

Miał też inną pasję – strzelectwo. W 1857 roku podczas zawodów w Bytomiu oddał najlepszy strzał, zdobywając tytuł króla kurkowego. Za ten wyczyn otrzymał złoty medal od samego króla Prus, Fryderyka Wilhelma IV.

Potęga rodu i śmierć

Pod koniec XIX wieku Gemanderowie byli jedną z najbardziej wpływowych rodzin w regionie. Podczas gdy Anton trzymał w ręku finanse i gospodarkę (płacąc w 1879 roku aż 777 marek podatku gruntowego), jego brat Carl Gemander sprawował najważniejszy urząd polityczny – przez 27 lat był landratem (starostą) powiatu rybnickiego.

Anton Gemander zmarł w maju 1889 roku. O jego śmierci donosiły nawet gazety giełdowe w Berlinie, co świadczy o jego pozycji. Spoczął w Bełku, w neogotyckiej kaplicy na wzgórzu, którą sam ufundował. Ponieważ małżeństwo z Emilią było bezdzietne, majątek przeszedł na jej bratanka, Alfonsa Lucasa, który kontynuował dzieło wuja, budując w Bełku szpital.

Dziedzictwo w stali i betonie

Pamięć o zarządcy przetrwała nie tylko w kamieniu kaplicy. W latach 1892–1894 w kopalni Hohenzollern w Szombierkach wydrążono nowy szyb wentylacyjny o głębokości 160 metrów. Nazwano go „Szyb Gemander” (Gemander-Schacht), aby uhonorować człowieka, który całe życie poświęcił na pomnażanie śląskiego bogactwa.

Ramka historyka: Niejasności i fakty

Podczas analizy dokumentów archiwalnych dotyczących Antona Gemandera natrafiliśmy na kilka rozbieżności, które wymagają wyjaśnienia:

  • Data i miejsce urodzenia: Współczesne encyklopedie często podają rok 1822 i Pławniowice. Jednak zachowany precyzyjny zapis biograficzny wskazuje na 15 stycznia 1821 r. w Bojkowie (Schönwald) koło Gliwic. Ta data jest bardziej spójna z nekrologami.
  • „Polski” Antoni Gemander: W dokumentach z okresu plebiscytowego (1920-1921) pojawia się postać Antoniego Gemandera, redaktora gazety „Wola Ludu”. Nie jest to ta sama osoba. Nasz bohater zmarł w 1889 roku. Zbieżność nazwisk wskazuje na rozgałęzioną rodzinę.
  • Ile lat miał szyb? Szyb „Gemander” w Szombierkach, choć nazwany na cześć Antona, powstał już po jego śmierci. Drążenie rozpoczęto w 1892 roku, a zakończono w 1894 roku, przebijając się przez 50-metrową warstwę osadów polodowcowych.

Bibliografia i źródła archiwalne:

  • Gramer F., Chronik der Stadt Beuthen in Ober-Schlesien, Beuthen 1863.
  • Guzy S., Die preußischen Landräte des Kreises Rybnik In Oberschlesien (1818–1945), w: Z kart historii powiatu rybnickiego, red. D. Keller, Rybnik 2008.
  • Jahresberichte der Handelskammern und kaufmännischen Korporationen des preußischen Staats, roczniki 1869, 1870.
  • Zeitschrift für das Berg-, Hütten- und Salinenwesen im Preussischen Staate, tom 42 (1894), tom 44 (1896).
  • Prasa: Berliner Börsen-Courier (maj 1889), Rybniker Kreis-Blatt (1873, 1879), Tost-Gleiwitzer Kreisblatt (1864).
  • Materiały i opracowania ze strony www.belk.pl (Stowarzyszenie Na Rzecz Rozwoju Wsi Bełk).
1
0

Read more

Artystyczna grafika przedstawiająca Karola Godulę w witrażu nad dymiącym, XIX-wiecznym krajobrazem przemysłowym Górnego Śląska z napisem Surowy architekt śląskiej potęgi.

Karol Godula (1781–1848): Surowy architekt śląskiej potęgi

Karol Godula (1781–1848)

Surowy architekt śląskiej potęgi
Karol Godula – architekt górnośląskiego przemysłu
Choć nie zachował się żaden portret Goduli namalowany z natury, jego postać przetrwała w pamięci jako surowego „Króla Cynku”.

Karol Godula to postać, której biografia mogłaby posłużyć za scenariusz mrocznego dramatu osadzonego w realiach rodzącego się kapitalizmu. Przez dziesięciolecia ludowa wyobraźnia karmiła się legendami o jego pakcie z diabłem, jednak pod tą fantastyczną otoczką krył się człowiek niezwykle pragmatyczny, wykształcony i do bólu skuteczny. Nie był ani „biednym sierotą”, ani „ulubieńcem losu”. Był pionierem, który za sukces zapłacił całkowitą izolacją społeczną.

Korzenie i edukacja: Koniec mitu o nędzarzu

Wbrew popularnym opowieściom, Karol Godula nie wywodził się z nizin społecznych. Urodził się 8 listopada 1781 roku w Makoszowach w rodzinie o ugruntowanej pozycji. Jego ojciec, Joseph, był nadleśniczym i zamożnym dzierżawcą dóbr rycerskich, który w chwili śmierci pozostawił po sobie pokaźny spadek przekraczający 6000 talarów.

Młody Karol otrzymał staranne wykształcenie, które stało się fundamentem jego późniejszych sukcesów. Uczęszczał do Gimnazjum Cystersów w Rudach Wielkich, a następnie do liceum w Opawie. Został dyplomowanym leśnikiem i rolnikiem, co w tamtej epoce oznaczało wysoką klasę specjalisty od zarządzania zasobami naturalnymi.

Rozległa panorama XIX-wiecznego okręgu przemysłowego
Imperium Goduli obejmowało 40 kopalń węgla i 19 kopalń galmanu, wyznaczając dzisiejsze granice Rudy Śląskiej, Zabrza i Bytomia.

Trauma pod Pławniowicami

Kluczowym momentem, który zdefiniował Godulę jako odludka, był napad kłusowników. Około 1801 roku, podczas pełnienia służby leśnej w lasach pławniowickich, został on brutalnie pobity i okaleczony. Skutki były tragiczne: do końca życia cierpiał na sztywność nogi i ramienia, a jego twarz została trwale oszpecona bliznami.

Niektóre źródła wspominają nawet o wykastrowaniu go przez napastników, co tłumaczyłoby brak własnej rodziny i skrajną niechęć do kobiet. Od tego czasu Godula stał się „menschenscheu” – unikał ludzi, nie pozwalał się portretować i zamykał się w swojej pracy.

Geniusz destylacji i „Zielona Kasa”

Karierę przemysłową Godula budował systematycznie u boku hrabiego Ballestrema. Już w 1808 roku miał kluczowy udział w opanowaniu technologii wytopu cynku z galmanu. W 1815 roku otrzymał od hrabiego 28 kuksów (udziałów) w hucie „Carlshütte” w Rudzie – był to kapitał początkowy, który Godula pomnożył w sposób bezprecedensowy.

Robotnicy pracujący przy rozżarzonych piecach destylacyjnych cynku
W 1825 roku huta cynku „Karlhütte” w Rudzie była uznawana za najnowocześniejszą w Europie.

Już w 1820 roku, mając zaledwie 39 lat, powszechnie nazywano go „Królem Cynku”. Zarządzał majątkiem z precyzją leśnika. Swoje lasy (łącznie 3583 morgi w Szombierkach, Bobrku, Bujakowie i Chudowie) traktował jako najpewniejszy „kapitał żelazny” regionu, wprowadzając tam wzorową administrację.

Życie w paradoksie: Chata i pałac

Choć w latach 1841–1845 wybudował w Szombierkach okazały pałac w stylu włoskim, Godula niemal w nim nie mieszkał. Do końca życia wybierał skromny, drewniany dom zrębowy w Rudzie, zwany „Godula-Schlößchen”. To właśnie z komina tej prostej chaty miał wydobywać się dziwny dym, co okoliczny lud interpretował jako znak pertraktacji z czartem.

Porównanie dwóch budynków: pałacu w Szombierkach i chaty w Rudzie
Godula ufundował pałac w Szombierkach, jednak do końca życia wybierał mieszkanie w prymitywnej izbie obok zamku w Rudzie.

Pracodawca: Bat i opieka lekarska

Obraz Goduli jako pracodawcy jest pełen sprzeczności. Z jednej strony stosował tzw. „Trucksystem”, wypłacając robotnikom zarobki w bonach do własnych sklepów, co maksymalizowało jego zyski. Pamiętano go jako surowego pana, który potrafił wejść z sękatym kijem do karczmy i pobić pijących tam robotników.

Z drugiej strony, wykazywał się nowoczesnym jak na owe czasy podejściem do stabilności załogi. Wprowadził dla swoich robotników bezpłatną opiekę lekarską oraz budował dla nich osiedla mieszkaniowe (pierwsze domy w osadzie Godula powstały w 1857 r. na fundamencie jego planów). Jako jeden z nielicznych nie zamykał zakładów podczas kryzysu Wiosny Ludów w 1848 roku, chroniąc tysiące ludzi przed głodem.

Jako jeden z nielicznych nie zamykał zakładów podczas kryzysu Wiosny Ludów w 1848 roku, chroniąc tysiące ludzi przed głodem. Co więcej, w swoim testamencie dokonał rzeczy niespotykanej – zapisał 50 000 talarów do podziału bezpośrednio między wszystkich swoich robotników.

Drewniana chata zrębowa w ciemnym lesie nocą
Skromny dom zrębowy w Rudzie był miejscem izolacji przemysłowca i stał się podstawą legend o jego kontaktach z siłami nadprzyrodzonymi.

Joanna: Testament, który zszokował Śląsk

Najbardziej zagadkową decyzją Goduli było uczynienie uniwersalną spadkobierczynią Joanny Gryzik. Ta trzyletnia sierota, córka służącej, trafiła do jego domu w 1843/46 roku. Podobno jako jedyna nie bała się szpetoty starego przemysłowca, podarowując mu bukiet polnych kwiatów.

Karol Godula siedzi przy biurku i podpisuje dokumenty w obecności Joanny Gryzik
Scena ustanowienia Joanny Gryzik spadkobierczynią majątku. W chwili śmierci swojego opiekuna Joanna miała zaledwie 6 lat.

Gdy Godula zmarł 6 lipca 1848 roku we Wrocławiu (przyczyną była kamica pęcherza, a nie cholera), świat dowiedział się, że sześcioletnie dziecko stało się właścicielką fortuny wartej blisko 2 miliony talarów. Rodzina Goduli próbowała podważyć testament, a małą Joannę musiano ukrywać w klasztorze ze strachu o jej życie.

Spuścizna spalona i odnaleziona

Godula do końca chronił swoją prywatność. Zgodnie z jego wolą, po śmierci spalono ok. 250 kilogramów jego dokumentów i korespondencji gospodarczej. Przez dekady badacze opierali się na legendach, aż do roku 1955, kiedy to w kopalni Szombierki sensacyjnie odnaleziono część zaginionych akt spadkowych, rzucających nowe światło na jego geniusz.

Otwarta drewniana skrzynia wypełniona złotymi pruskimi talarami
W chwili śmierci Godula pozostawił w depozytach blisko 700 tysięcy talarów w czystym złocie.

Dziś „Nieznany Żołnierz Pracy”, jak go nazywano, spoczywa w krypcie kościoła w Szombierkach, gdzie jego prochy przeniesiono w 1909 roku. Pozostawił po sobie imperium składające się z 40 kopalń węgla, 19 kopalń galmanu i 3 hut, które stały się fundamentem potęgi rodu Schaffgotschów.

Rejestr Majątku (Stan na rok 1848)

KategoriaZasoby
Gotówka w złocie700 000 talarów (depozyty)
GórnictwoUdziały w 40 kopalniach węgla i 19 kopalniach galmanu
Hutnictwo3 huty cynku oraz udziały w „Karlhütte”
ZiemiaDobra Szombierki, Orzegów, Bobrek, Bujaków, Chudów
Lasy3583 morgi (wzorowa administracja leśna)
WARTOŚĆ OGÓLNAok. 2 000 000 talarów

Ciekawostka

Legenda głosi, że gdy król Fryderyk Wilhelm IV zlekceważył powitanie Goduli na dworcu w Chebziu w 1846 r., ten w odwecie wyłożył podłogę w swoim biurze złotymi monetami z wizerunkiem króla i zmuszał urzędników, by po nich deptali.

Bibliografia i Źródła Archiwalne

Artykuł powstał na podstawie analizy dokumentów historycznych, prasy archiwalnej oraz opracowań regionalnych:

  • Barbara i Adam Podgórscy, Kalendarium Godulowe (opracowanie na podstawie kwerendy archiwalnej).
  • Ludwik Łakomy, Kwiaty na hałdach. Górnośląskie legendy górnicze, Katowice 1939 (na podstawie podań Wawrzyńca Hajdy).
  • Archiwalna prasa śląska i niemiecka:
    • Unser Oberschlesien (roczniki m.in.: 1960, 1968, 1980);
    • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt (roczniki m.in.: 1958, 1966, 1981, 1987);
    • Oberschlesien im Bild (1932, 1936).
  • Suzanna Wycisk-Müller, Schöpferisches Schlesien von A bis Z.
  • Jan Stefan Dworak, Karol Godula, pionier przemysłu cynkowego na Górnym Śląsku, Opole 1979.
  • Zasoby internetowe i opracowania regionalne: Antryj.pl, Kopice.org, Wirtualna Ruda.
2
0

Read more

Portret Paula Jackischa, Królewskiego Radcy Budowlanego z Bytomia, na tle zaprojektowanego przez niego Ratusza.

Mistrz bez dyplomu. Jak Paul Jackisch stworzył wielkomiejski Bytom

Mistrz bez dyplomu: Paul Jackisch | flaczek.com

Mistrz bez dyplomu

W historii śląskiej architektury dominują nazwiska absolwentów berlińskich akademii. On był inny. Paul Jackisch – samouk z Opola, który stał się Królewskim Radcą Budowlanym i nadał Bytomiowi wielkomiejski sznyt.

KARTA EWIDENCYJNA: PAUL JACKISCH
Urodzony 17 lipca 1825, Opole (rodzina rzemieślnicza)
Zmarł 27 listopada 1912, Bytom (pochowany na Mater Dolorosa)
Wykształcenie Prawdopodobnie brak dyplomu (Mistrz Cechowy)
Tytuł Królewski Radca Budowlany (Königlicher Baurat) od 1892 r.
Funkcje Mistrz Budowlany, Radny Miejski, Honorowy Obywatel Bytomia
Adres w Bytomiu Ul. Katowicka 4 (dawna Dyngosstraße 39)

W cyklu „Bytomski Panteon” zazwyczaj przywołujemy postaci, które swoje kariery oparły na solidnym uniwersyteckim fundamencie. Paul Adalbert Emil Jackisch łamie ten schemat. Urodzony w rodzinie o silnych tradycjach rzemieślniczych – syn mistrza murarskiego Augusta i bratanek rzeźbiarza Josepha – swoją wiedzę zdobywał na rusztowaniach, a nie w salach wykładowych.

Badacze historii wskazują, że ten wielki budowniczy, który dyktował trendy architektoniczne na Górnym Śląsku, prawdopodobnie nie posiadał wykształcenia akademickiego. W przeciwieństwie do kolegów po fachu kończących prestiżową berlińską Bauakademie, Jackisch nie posługiwał się tytułem architekta. Wszystko wskazuje na to, że przeszedł tradycyjną, rzemieślniczą „drogę cechową”: od ucznia, przez czeladnika, aż po zaszczytny tytuł mistrza budowlanego (Baumeister). Jego kompetencje były tak niepodważalne, że król Prus nadał mu prestiżowy tytuł Königlicher Baurat.

Bytomski Ratusz i Miejska Legenda

Archiwalna fotografia Rynku w Bytomiu przedstawiająca nieistniejący gmach Ratusza zaprojektowany przez Paula Jackischa w stylu neorenesansowym.
Nieistniejący już Ratusz w Bytomiu, wzniesiony w latach 1877–1879 na fundamentach starego magistratu. To najważniejsze świeckie dzieło Jackischa, które zniknęło z krajobrazu miasta po 1945 roku.

Jego najważniejszym świeckim dziełem w Bytomiu był bez wątpienia gmach Ratusza. Budowa, prowadzona w latach 1877–1879, stanowiła wyzwanie inżynieryjne – nowy, okazały obiekt wznoszono bowiem dokładnie na fundamentach starego, wyburzonego magistratu.

Opowieść o kamiennej głowie
Z Ratuszem wiąże się jedna z najtrwalszych bytomskich anegdot. Na wieży, wysoko pod oknem zegarowym, znajdowała się rzeźbiona kamienna głowa. Wspominana w lokalnych przekazach plotka głosi, że przedstawiała ona ówczesnego burmistrza Georga Küpera. Według legendy, Jackisch miał umieścić ją tam, by włodarz musiał „pilnować” porządku w mieście z dość niewygodnej pozycji. Choć historycy nie potwierdzają otwartego konfliktu między panami, historia ta na stałe wpisała się w folklor Bytomia.
ZATWIERDZONO
1875

SPECYFIKACJA TECHNICZNA: INŻYNIERIA SANITARNA

Paul Jackisch nie był tylko artystą od fasad. Dokumenty przetargowe Spółki Brackiej (Knappschafts-Verein) z lat 70. XIX wieku ukazują go jako eksperta od nowoczesnych technologii szpitalnych.

W lazaretach w Królewskiej Hucie (Chorzów) i Zabrzu nadzorował wdrażanie systemów:
> Pulsions-Ventilation: Zaawansowana wentylacja mechaniczna (nawiewna).
> Wasserheizung: Centralne ogrzewanie wodne.
> Izolacja: Budowa pawilonów dla zakaźnie chorych.

Źródło: „Der Berggeist: Zeitung für Berg-, Hüttenwesen u. Industrie”, Jg. 20, Nr. 43, 28.05.1875

Oberschlesischer Kirchenbauer

Przydomek „Górnośląski Budowniczy Kościołów” nie był na wyrost. Jackisch sakralizował krajobraz przemysłowego Śląska. Jego świątynie, często utrzymane w surowym, ceglanym neogotyku, do dziś są dominantami wielu miast aglomeracji.

  • Bytom: Neogotycki kościół św. Trójcy (1883–1886) oraz gmach dzisiejszej Szkoły Muzycznej z zachwycającą aulą (1870).
  • Mysłowice: Projekt Ratusza (1866–1868) oraz (przypisywany mu) projekt wielkiego kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa.
  • Siemianowice Śląskie: Projekt kościoła parafialnego p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego.
  • Ornontowice: Projekt i kosztorys dla kościoła św. Michała Archanioła (1889).
  • Inne realizacje: Świętochłowice (św. Piotra i Pawła), Katowice-Bogucice (św. Szczepana), Mikołów (ewangelicki), Lubomia.

Zagadka Mater Dolorosa: Sprostowanie

Przez lata w wielu publikacjach powielano informację, jakoby Jackisch był projektantem perły bytomskiego neogotyku – kaplicy cmentarnej Mater Dolorosa przy ul. Piekarskiej. Nowsze analizy archiwalne wymagają jednak korekty tej wiedzy.

Faktycznym autorem projektu był wiedeński architekt (z pochodzenia bytomianin) Hugo Heer. Rola Paula Jackischa była jednak kluczowa – jako architekt miejski i zaufany fachowiec, to on kierował skomplikowanymi pracami budowlanymi, doprowadzając inwestycję do finału w 1882 roku. To dzięki jego nadzorowi „wiedeńska wizja” mogła stanąć na śląskiej ziemi.

Ojciec Miasta bez własnego domu

Paul Jackisch był człowiekiem instytucją. Przez ponad trzy dekady zasiadał w Radzie Miejskiej, pełniąc funkcję nieetatowego członka magistratu. W 1890 roku otrzymał honorowy tytuł „Starszego Miasta” (Stadtältester), a na 70. urodziny – najwyższy zaszczyt: tytuł Honorowego Obywatela Bytomia.

Paradoks jego życia polegał na tym, że choć „zbudował” pół regionu, sam nigdy nie wybudował własnego domu. Całe życie mieszkał w czynszowych kamienicach – m.in. przy obecnej ul. Katowickiej 4 (niem. Dyngosstraße 39) oraz w dawnym budynku kina „Bałtyk”.

Zmarł 27 listopada 1912 roku w wieku 87 lat. Data ta, choć w niektórych starszych opracowaniach (m.in. w kronice Simona Machy) błędnie podawana jako 1913, znajduje jednoznaczne potwierdzenie w księgach zgonów parafii Świętej Trójcy (nr wpisu 468/1912). Spoczywa na cmentarzu Mater Dolorosa, w cieniu kaplicy, którą sam wznosił.

📚 Bibliografia i Źródła

Archiwalia i prasa XIX/XX wieku
  • Annalen für Gewerbe und Bauwesen, Bd. 30/31, 1892, Nr. 349/372.
  • Zentralblatt der Bauverwaltung, Jg. 12, 1892.
  • Zentralblatt der Bauverwaltung, Jg. 7, 1887.
  • Der Berggeist: Zeitung für Berg-, Hüttenwesen u. Industrie, Jg. 20, Nr. 43, 28.05.1875.
  • Amtsblatt des Regierungspräsidenten in Oppeln, Bd. 61, 1876.
  • Gruber Franz, Neuere Krankenhäuser (Bericht über die Weltausstellung in Paris 1878), Wien 1879.
  • Chronik der Königlichen Universität zu Breslau für das Jahr vom 1. April 1909 bis zum 31. März 1910, Jg. 24.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, wydania: 01/1959; 08/1962; 09/1970; 10/1954.
  • Oberschlesien im Bild, Nr. 12, 1925; Nr. 4, 1927.
Opracowania i prasa współczesna
  • Nadolski Przemysław, Paul Jackisch – bytomski architekt, „Życie Bytomskie”, 2003, R. 47, nr 16 (2396).
  • Remont kaplicy Mater Dolorosa, „Życie Bytomskie”, 2003, R. 47, nr 34 (2414).
  • Rynek 7, 2014, nr 7 (132); 2015, nr 3 (139).
  • Co Tydzień Mysłowice, 2012, nr 43 (1100).
  • Głos Ornontowic, 2023, nr 11.
  • Siemianowicki Rocznik Muzealny, Nr 10, Siemianowice Śląskie 2011.
  • Historia Mysłowic. Tom I: Do 1922 roku, wyd. 3 rozsz., Mysłowice.
Netografia
  • Portal Slazag.pl: Paul Jackisch – zapomniany śląski architekt.
  • Oficjalna strona Miasta Bytom: Panteon bytomski.

© 2026 flaczek.com | Opracowanie na podstawie kwerendy archiwalnej

0
0

Read more

Józef Trojok (1890-1972) w mundurze powstańczym na tle zabytkowej kamienicy w Chropaczowie. Grafika z napisem Polski Król z Chropaczowa.

„Polski Król” z Chropaczowa. Niezwykłe życie Józefa Trojoka

„Polski Król” z Chropaczowa. Niezwykła odyseja Józefa Trojoka (1890–1972)

Bohaterowie Śląska „Polski Król” z Chropaczowa. Niezwykła odyseja Józefa Trojoka (1890–1972)

Na kopalni „Matylda” niemieccy urzędnicy wołali za nim szyderczo: „Polski Król”. Nie wiedzieli, jak bardzo prorocze okażą się te słowa. Józef Trojok przeszedł drogę od prześladowanego ładowacza węgla, przez dowódcę, który z rozpaczy na polu bitwy chciał odebrać sobie życie, aż po burmistrza otwierającego polskie szkoły na zgliszczach wojny.

Historia Śląska pełna jest życiorysów, które mogłyby posłużyć za scenariusz filmu sensacyjnego. Jednak życie Józefa Trojoka to coś więcej niż film – to soczewka, w której skupia się cała skomplikowana historia regionu XX wieku: od strajków, przez powstania, parlamentaryzm II RP, tragedię II wojny światowej, aż po trudną odbudowę po 1945 roku.

Oto kompletna historia chłopaka z Chropaczowa, który walczył o Polskę do utraty tchu.

Zdegradowany do roli „Króla”

Józef Trojok urodził się 5 lutego 1890 r. w Nowej Wsi Królewskiej (ówczesna Królewska Nowa Wieś; powiat opolski). Wychował się w biednej rodzinie o silnych tradycjach patriotycznych, a los szybko zmusił go do dorosłości. Jego ojciec, Jan – działacz PPS – zmarł na rękach syna wracającego z frontów I wojny światowej. To traumatyczne wydarzenie ukształtowało młodego Józefa na resztę życia.

Jeszcze przed Wielką Wojną Trojok dał się poznać jako niestrudzony społecznik. W 1909 roku, mając zaledwie 19 lat, współzakładał Towarzystwo Śpiewu „Echo” w Chropaczowie, działał aktywnie w lipińskim „Sokole” oraz Zjednoczeniu Zawodowym Polskim. W 1913 roku ożenił się z Jadwigą, zakładając rodzinę, która miała stać się jego największą siłą, ale i „piętą achillesową”, w którą uderzą wrogowie.

Jego aktywność drażniła niemieckich pracodawców. Szykany były codziennością. Zdegradowano go z wykwalifikowanego rębacza na ładowacza, wysyłano do najcięższych robót w najgorszych rejonach kopalni. To właśnie wtedy przylgnął do niego przydomek nadany przez prześladowców: „Polski Król”. Miał to być żart, kpina z jego ambicji. Historia pokazała jednak, kto śmiał się ostatni.

Konspirator z lasu i tragedia rodziny

Gdy nadszedł czas próby, Trojok nie stał z boku. Już w 1919 roku budował w Chropaczowie struktury Polskiej Organizacji Wojskowej (POW). Historycy wymieniają go jako głównego organizatora walki w tej gminie. Działał ramię w ramię z Wiktorem Wiechaczkiem (w ówczesnej prasie zwanym czasem Wilhelmem). Zadanie mieli karkołomne – w powiecie bytomskim na 1460 ochotników przypadało zaledwie 300 karabinów. Trojok musiał wykazać się niezwykłym sprytem, szmuglując broń pod płaszczykiem legalnego „Związku Wojaków”.

Cena za ten patriotyzm była wysoka. Gdy Józef ukrywał się w lasach przed niemieckim Grenzschutzem, oprawcy przyszli do jego domu. Niemcy aresztowali jego żonę, Jadwigę, i dotkliwie pobili ich nieletniego syna, Augustyna. Była to ponura zapowiedź przyszłej tragedii, która miała dopełnić się dwie dekady później.

Piekło 1921 roku: Od Hajduk po Górę św. Anny

W III Powstaniu Śląskim (1921) Trojok wypłynął na szerokie wody jako dowódca. W stopniu sierżanta sztabowego dowodził 3. kompanią I batalionu w słynnym 4. Pułku Piechoty im. „Czwartaków” (późniejszym 10. pułku). Jego szlak bojowy to gotowy materiał na serial wojenny:

Noc z 2 na 3 maja rozpoczęła się od błyskawicznego zajęcia Chropaczowa. Następnie jego oddział zdobył Magistrat w Wielkich Hajdukach (obecnie Chorzów Batory). Budynek ten Niemcy zamienili w prawdziwą twierdzę najeżoną karabinami maszynowymi.

Prawdziwy dramat rozegrał się jednak później, gdy kompania ruszyła na front pod Kędzierzyn i Górę św. Anny. Przez 10 dni walczyli w rejonie Krasowej, Januszkowic i Raszowej, wspierani przez powstańczy pociąg pancerny „Pieron”.

Samobójczy rozkaz

4 czerwca 1921 roku niemiecka nawała ogniowa przełamała front. Oddział Trojoka został zdziesiątkowany. Na jego oczach ginęli jego najlepsi ludzie – m.in. Jan Pyrek, Alojzy Kokot, powstaniec Kańtoch.

Widząc śmierć swoich żołnierzy i rozbicie oddziału, Józef Trojok – twardy górnik i dowódca – załamał się. W akcie rozpaczy przyłożył broń do głowy, usiłując popełnić samobójstwo. Powstrzymali go w ostatniej chwili jego właśni podkomendni. To uratowało mu życie, a Polsce bohatera.

Ten moment słabości nie złamał go ostatecznie. Otrząsnął się, zebrał niedobitków, sformował z nich tzw. „kompanię żorską” i poprowadził do kolejnego ataku, zdobywając Lenartowice.

Poseł, Związkowiec, Mąż Stanu

W wolnej Polsce, o którą tak krwawo walczył, Trojok stał się jedną z ważniejszych postaci śląskiego życia publicznego.

W 1935 roku odniósł wielki sukces, zostając posłem do Sejmu Śląskiego IV kadencji. Pełnił tam odpowiedzialne funkcje: był sekretarzem Komisji Pracy oraz Sprawozdawcą Komisji Budżetowo-Skarbowej, decydując o finansach wojewódzkich przedsiębiorstw. Równolegle rozwijał karierę związkową – w 1937 roku objął stanowisko Prezesa Zarządu Głównego Związku Zawodowego Pracowników Umysłowych.

Szczyt jego przedwojennej kariery przypadł na rok 1938. Został wówczas sędzią Okręgowego Sądu Koleżeńskiego OZN. Mieszkał wtedy w samym sercu Chropaczowa, przy Placu Niepodległości 1. Był to też czas osobistych wzruszeń – w cieniu nadciągającej wojny świętował wraz z żoną Jadwigą Srebrne Gody. To rzadka chwila prywatnego szczęścia przed nadciągającą katastrofą.

Swoją pozycję lidera świata pracy potwierdził tuż przed wybuchem II wojny światowej. 12 lutego 1939 roku w Katowicach (sala Powstańców) przewodniczył wielkiemu kongresowi na ponad 900 delegatów. Atmosfera była podniosła – zebrani uczcili minutą ciszy zmarłego właśnie papieża Piusa XI. Trojok twardo domagał się 10% podwyżki płac i przywrócenia samorządu w ubezpieczalniach, udowadniając, że do ostatnich dni pokoju walczył o byt śląskich rodzin.

„W Chropaczowie wojna wybuchła 16 sierpnia”

Wiosną 1939 roku, gdy Hitler zajął Pragę, Trojok wygłosił w Sejmie Śląskim słynne przemówienie, które przeszło do historii:

„Separatystami nigdy nie byliśmy i nie jesteśmy”

.

Dla niego i jego ludzi wojna nie zaczęła się 1 września. Na bronionym przez niego odcinku walki trwały już od 16 sierpnia. Trojok dowodził w Chropaczowie batalionem samoobrony, współpracując z lokalnym poetą Janem Przybyłą i naczelnikiem Rajmundem Smandzikiem.

Do decydującego starcia doszło w nocy z 29 na 30 sierpnia. Silna banda dywersyjna Freikorpsu Ebbinghaus zaatakowała miasto. Samoobrona dowodzona przez Trojoka dała im twardą odprawę. Według relacji, w kilkugodzinnej walce Polacy zabili 9 napastników, a 60 wzięli do niewoli, odstawiając ich do sztabu wojskowego w Piaśnikach. Trojok bronił Chropaczowa aż do nocy z 2 na 3 września, wycofując się dopiero wraz z regularnym wojskiem.

Cena Krwi: Zagłada synów

Józef Trojok zdołał uciec na wschód, ale jego rodzina zapłaciła za jego działalność straszną cenę. Nazistowska machina zemsty uderzyła w jego dzieci:

  • Augustyn (August) Trojok: Ten sam syn, który był bity jako dziecko w 1919 roku, został zamordowany przez hitlerowców. Zginął za to, że grał na akordeonie i śpiewał „Jeszcze Polska nie zginęła”.
  • Maksymilian Trojok: Trafił do obozu koncentracyjnego.
  • Karol Trojok: Walczył na zachodzie, we Francji, w szeregach słynnej 1. Dywizji Grenadierów.

Powrót i symboliczne zwycięstwo w Kędzierzynie

Trojok wrócił na Śląsk 16 marca 1945 roku. Nie szukał jednak odpoczynku. Już kilka dni później wyruszył jako członek grupy operacyjnej (wraz z Leonem Juraszem i Stanisławem Torbusem), by przejąć władzę administracyjną w powiecie kozielskim z rąk radzieckich komendantur.

Tutaj historia zatoczyła niezwykłe koło. Miejscowość, o którą krwawo walczył w 1921 roku i gdzie z rozpaczy chciał odebrać sobie życie – Kędzierzyn – stała się miejscem jego ostatecznego triumfu.

1 maja 1945 roku, zaledwie kilkanaście dni po przejściu frontu, jako pierwszy powojenny burmistrz Kędzierzyna, Józef Trojok uroczyście przeciął wstęgę w pierwszej polskiej szkole na tych ziemiach. Przemawiając do zgromadzonych na gruzach miasta mieszkańców, apelował o odbudowę polskiej edukacji. Było to symboliczne domknięcie jego życiowej misji.

Epilog: Wierni sobie do końca

Po powrocie z Kędzierzyna Józef Trojok osiadł w rodzinnym Chropaczowie. Wycofał się z wielkiej polityki, pozostając jednak żywą legendą powstańczych walk.

Mieszkańcy Chropaczowa zapamiętali ich z ostatnich lat jako nierozłączną parę spacerującą ulicami miasta: on, sędziwy weteran w mundurze z Orderem Odrodzenia Polski i innymi odznaczeniami, i ona – wierna towarzyszka życia, wspominana jako filar domu w czasach prób.

Józef Trojok zmarł 21 stycznia 1972 roku w Świętochłowicach. Spoczął na cmentarzu w swoim ukochanym Chropaczowie, żegnany jako jeden z ostatnich wielkich dowódców śląskiego zrywu.

Oś życia Józefa Trojoka

1890 (5 II) Urodzony w Nowej Wsi Królewskiej (ówczesna Królewska Nowa Wieś; powiat opolski).
1909 Współzakłada Towarzystwo Śpiewu „Echo” w Chropaczowie; działa w „Sokole” i Zjednoczeniu Zawodowym Polskim.
1913 Ślub z Jadwigą.
1919 Organizuje struktury POW w Chropaczowie; represje wobec rodziny.
1921 III Powstanie Śląskie: dowódca 3. kompanii „Czwartaków”; walki pod Kędzierzynem i Górą św. Anny; tworzy „kompanię żorską”, zdobywa Lenartowice.
1935 Poseł do Sejmu Śląskiego IV kadencji; funkcje w komisjach sejmowych.
1937 Prezes Zarządu Głównego Związku Zawodowego Pracowników Umysłowych.
1938 Sędzia Okręgowego Sądu Koleżeńskiego OZN; „Srebrne Gody” z Jadwigą.
12 II 1939 Przewodniczy kongresowi związkowemu w Katowicach (ponad 900 delegatów).
16 VIII – 3 IX 1939 Dowodzi samoobroną Chropaczowa; walki z dywersją Freikorpsu Ebbinghaus (noc 29/30 VIII); obrona do nocy 2/3 IX.
16 III 1945 Wraca na Śląsk; grupa operacyjna przejmuje administrację w pow. kozielskim.
1 V 1945 Jako pierwszy powojenny burmistrz Kędzierzyna otwiera pierwszą polską szkołę.
Po 1948 Po zakończeniu pracy w Kędzierzynie wraca do Chropaczowa; pozostaje symbolem i autorytetem powstańczym.
1972 (21 I) Śmierć w Świętochłowicach; pochówek w Chropaczowie.
Kliknij, aby zobaczyć bibliografię i źródła
Prasa przedwojenna (1924–1939)
  • Katolik (lata: 1924, 1937, 1938, 1939)
  • Polska Zachodnia (lata: 1928, 1931, 1934, 1938)
  • Katolik Polski (lata: 1931, 1934, 1935)
  • Gazeta Świętochłowicka (1935), Gazeta Powiatowa (1935)
  • Powstaniec Śląski (1935, 1936 – Raport bojowy)
  • Głos Pracownika Umysłowego (1937), Echo Pracownika Śląskiego (1937)
  • Polonia (1938 – Srebrne Gody), Powstaniec (1939 – Przemówienie sejmowe)
Dokumenty urzędowe
  • Ilustrowana monografja Województwa Śląskiego (1921-1936)
  • Album skorowidz Senatu i Sejmu RP oraz Sejmu Śląskiego (1935/40)
  • Sprawozdania Komisji Budżetowo-Skarbowej Sejmu Śląskiego (1937/38)
  • Gazeta Urzędowa Województwa Śląskiego (1938)
Prasa powojenna i Opracowania
  • Gazeta Robotnicza (1945 – Otwarcie szkoły w Kędzierzynie)
  • Goniec Górnośląski (1957, 1969, 1970 – Losy rodziny)
  • Życie Bytomskie (1958, 1959 – Cykl artykułów o walkach powstańczych)
  • Siemianowicki Rocznik Muzealny (2008, nr 7 – analiza wojskowa)
  • Filmowa Encyklopedia Powstań Śląskich II: Józef Trojok
1
0

Read more