
Bytom · 1897–1898 · kryzys sanitarny
Epidemia tyfusu w Bytomiu w latach 1897–1898
Latem 1897 roku Bytom nie musiał szukać źródła epidemii daleko. Choroba płynęła rurami, z których mieszkańcy codziennie czerpali wodę do picia, gotowania i mycia naczyń. Pierwsze urzędowe zgłoszenia pochodzą z końca maja, największa fala przypadła na lato i wczesną jesień, a meldunki związane z epidemią prowadzono jeszcze w styczniu 1898 roku.
Mapa zachorowań wskazywała na wodociąg zasilany z kopalni Karsten-Centrum. Te części sąsiedniego Rozbarku, które korzystały z innych ujęć, pozostały poza głównym ogniskiem. Badania wody potwierdziły bardzo silne zanieczyszczenie, a warunki panujące w kopalnianym systemie pozwalają dziś odtworzyć prawdopodobny — choć nieudowodniony ponad wszelką wątpliwość — mechanizm katastrofy.
Pełniejsze zestawienia obejmują ponad 1400 zarejestrowanych zachorowań. Dr Bloch, który opracował urzędowy materiał bezpośrednio po epidemii, przypuszczał jednak, że po doliczeniu przypadków niezgłoszonych rzeczywista liczba chorych mogła przekroczyć dwa tysiące. Kryzys stał się dramatem setek rodzin i sprawdzianem całej infrastruktury przemysłowego Bytomia.
Zestawienia różnią się zakresem i sposobem liczenia. Pruska statystyka przyczyn zgonów wykazała 88 zmarłych na tyfus w 1897 roku i kolejnych 4 w 1898 roku.
Miasto uzależnione od kopalni
Bytom końca XIX wieku rozwijał się dzięki górnictwu, ale jednocześnie coraz mocniej od niego zależał. Pogłębianie szybów i odwadnianie wyrobisk zmieniały stosunki wodne wokół miasta. Część dawnych studni i naturalnych źródeł traciła wydajność, podczas gdy liczba mieszkańców rosła. Wodę trzeba było sprowadzać z nowych miejsc i w coraz większych ilościach.
Jednym z rozwiązań było wykorzystanie wody wydobywanej z kopalnianych wyrobisk. Pod koniec XIX wieku znaczną część Bytomia zaopatrywał wodociąg związany z kopalnią Karsten-Centrum. Taki system wynikał wprost z przemysłowego charakteru regionu: kopalnie musiały stale usuwać ogromne ilości wody, a rozwijające się miasto potrzebowało jej każdego dnia. To, co dla górnictwa było problemem, mogło więc służyć mieszkańcom.
Opracowanie dr. Blocha z 1898 roku pokazuje jednak, jak słabo zabezpieczony był ten system. Woda płynęła otwartymi rynnami przez dostępne dla ludzi chodniki, a zbiornik przeznaczony dla wody pitnej pozostawał odkryty i wyposażony w drabinę. W wyrobiskach pracowali ludzie i trzymano konie; autor zwracał uwagę również na możliwość zanieczyszczania chodników ludzkimi odchodami. W jednej z badanych próbek naliczono ponad 70 tysięcy drobnoustrojów w jednym centymetrze sześciennym wody.
Ryzyko nie kończyło się na samej kopalni. Po opróżnieniu miejskich przewodów znajdowano w nich osady, kawałki drewna i węgla oraz inne zanieczyszczenia. Źle chronione i niedostatecznie czyszczone zbiorniki dodatkowo pogarszały bezpieczeństwo. Nie potrafimy wskazać pojedynczego miejsca, w którym bakterie dostały się do systemu, możemy już jednak odtworzyć cały łańcuch zaniedbań sprzyjających skażeniu.
Wodociąg był oznaką nowoczesności. Uwalniał mieszkańców od polegania wyłącznie na lokalnych studniach i pozwalał dostarczać wodę do gęsto zabudowanego miasta. Jednocześnie uzależniał tysiące ludzi od jednego źródła. Dopóki było ono bezpieczne, sieć ułatwiała życie. Po skażeniu pozwoliła jednak chorobie dotrzeć w krótkim czasie do wielu domów. Ta zależność przesądziła o przebiegu kryzysu.
Od dwóch przypadków w maju do setek w sierpniu
Epidemia nie zaczęła się nagle w połowie sierpnia. Zestawienie opublikowane przez „Katolika” podawało dwa zachorowania w maju, 43 w czerwcu i 125 w lipcu. Od 1 do 18 sierpnia doszło kolejnych 301 przypadków. Łącznie do 18 sierpnia rejestr obejmował 471 chorych. W urzędowych materiałach wykorzystanych przez Blocha okres meldunkowy rozpoczął się 28 maja 1897 roku, a główna fala epidemii trwała od początku czerwca do połowy października.
Pierwszy szeroko komentowany bilans opublikowano 11 sierpnia. Do tego dnia zgłoszono w Bytomiu około 300 zachorowań. Gazety od razu zastrzegały, że rzeczywista liczba mogła być większa, ponieważ nie wszystkie przypadki trafiały do urzędowych zestawień. Zaledwie jedenaście dni później bilans miał już wzrosnąć do 660 zachorowań i 31 zgonów.
Wśród pierwszych około 300 zgłoszonych chorych było ponad 50 służących. To duża grupa, lecz źródła nie wyjaśniają, dlaczego. Mogły mieć znaczenie warunki mieszkaniowe, miejsce pobierania wody, charakter pracy w gospodarstwach domowych albo po prostu dokładniejsze zgłaszanie zachorowań w tej grupie. Obecność tak wielu służących w zestawieniu pokazuje, jak głęboko epidemia wkroczyła w codzienne życie bytomskich domów.
Choroba najmocniej uderzyła w ludzi młodych. Około 66,5 procent zarejestrowanych pacjentów miało od 11 do 30 lat. Na obszarze korzystającym z zagrożonego wodociągu zachorowało ponad pięć procent ludności. Nie była to więc seria odosobnionych przypadków, lecz masowa epidemia obejmująca znaczną część miasta.
Władze znały już skalę narastającego zagrożenia. Pozostawało ustalić, co łączy adresy chorych.
Mapa rur stała się mapą choroby
Kluczową odpowiedź przyniósł plan wodociągów. Pierwotne i największe ognisko epidemii pokrywało się z obszarem zaopatrywanym z kopalni Karsten-Centrum. Zachorowania pojawiały się także w tej części Rozbarku, do której docierała bytomska woda.
Widać to szczególnie wyraźnie na przykładzie Szosy Szarlejskiej oraz kolonii Neu-Goretzko. Te części Rozbarku korzystały z wodociągu należącego do Scharley-Tiefbau-Societät i pozostały poza głównym ogniskiem. Tuż obok chorowali ludzie otrzymujący wodę z Karsten-Centrum. Bezpieczną wodę zapewniał również państwowy system wiązany ze szybem Adolf. Mapa zachorowań niemal pokrywała się więc z mapą rur.

Równie wymowny był Czarny Las, zaopatrywany wodą z Zawady, który pozostał poza głównym ogniskiem. Naturalnego porównania dostarczało także miejskie więzienie, liczące około 500 osadzonych. Odnotowano tam tylko dwa przypadki zawleczone z miasta, a po przejściu na wodę państwową nie pojawiły się kolejne zachorowania.
Przestrzenne rozmieszczenie przypadków było najmocniejszym dowodem przeciwko wodzie z Karsten-Centrum. Dr Bloch podał, że próbki pobrano 11 września, a badanie zakończono 20 września 1897 roku. W jednej z próbek stwierdzono ponad 70 tysięcy drobnoustrojów w centymetrze sześciennym wody — wynik świadczący o skrajnym zanieczyszczeniu.
5 października „Katolik” przekazał ponadto informację o badaniach przeprowadzonych w pracowni urzędu zdrowotnego przy VI Korpusie Wojskowym. Według gazety w wodzie z Karsten-Centrum znaleziono „zarodki, czyli tak zwane bakcyle tyfusowe”. Zanieczyszczenie miało być nierównomierne: w jednych próbkach nie stwierdzano ich wcale albo znajdowano niewiele, w innych miały występować „całe miliony”. Prasowego sformułowania nie należy utożsamiać z podaną przez Blocha ogólną liczbą drobnoustrojów ani traktować jako pełnego protokołu laboratoryjnego. Oba przekazy potwierdzają jednak, że związek epidemii z wodą nie opierał się wyłącznie na mapie zachorowań.
Od 64 litrów do ulicznego minimum
Mieszkańców oraz właścicieli restauracji ostrzegano, aby do picia, gotowania, płukania ust i mycia naczyń używali wyłącznie wody przegotowanej albo pobranej z państwowego rurociągu. Uliczne pompy zasilała woda z państwowej sieci, uznawana za bezpieczną i wiązana w doniesieniach prasowych z szybem Adolf. Ostatecznie dopływ z Karsten-Centrum odcięto. Była to konieczna decyzja, ale stawiała miasto przed następnym problemem: skąd wziąć bezpieczną wodę dla tysięcy ludzi?
Źródła podają trzy różne wartości, ale nie są one ze sobą sprzeczne. Bloch oceniał normalne dzienne zapotrzebowanie na około 64 litry na osobę. Zanim zamknięto domowe przyłącza, starano się zapewnić mieszkańcom około 30 litrów. Prasa podawała natomiast 15 litrów jako skrajne minimum awaryjne, które miało wystarczyć na picie, przygotowanie posiłków i najbardziej podstawowe czynności domowe.
Państwowa sieć dostarczała początkowo około 300 metrów sześciennych wody na dobę przez 14 ulicznych zdrojów. To było za mało, dlatego planowano uruchomienie kolejnych 10–12 punktów, które nocą miały być zasilane z rurociągu prowadzącego od szybu Adolf.
Zarząd państwowego wodociągu nie chciał wtłaczać bezpiecznej wody bezpośrednio do bytomskiej sieci. Obawiano się, że w razie pęknięcia przewodu skażona woda z miejskich rur mogłaby przedostać się do czystego systemu. Zamiast łączyć oba wodociągi, ustawiono 17 drewnianych zbiorników. Każdy mieścił około 7,5 metra sześciennego i miał cztery krany. Na początku października „Katolik” potwierdzał obecność takich rezerwuarów ze sprawdzoną wodą państwową.
Po odcięciu Karsten-Centrum zdobycie bezpiecznej wody stało się codziennym obowiązkiem. Trzeba było wyjść po nią z wiadrem, dzbankiem albo innym naczyniem, odstać swoje przy pompie i donieść ciężki zapas do domu. Każdy dodatkowy punkt poboru zwiększał ilość wody dostępnej dla mieszkańców, ale wymagał zgody władz górniczych i technicznego przygotowania.
Odcięcie wodociągu szybko wywołało skargi mieszkańców. Przy państwowych pompach tworzyły się kolejki, a pobraną wodę trzeba było niekiedy wnosić na wyższe piętra kamienic. Pojawiły się nawet zapowiedzi zorganizowanego protestu.

Wyższy Urząd Górniczy zgodził się na awaryjne zwiększenie liczby miejsc poboru. Jednocześnie zamknięto miejskie zakłady kąpielowe, w tym otwarte kąpielisko i łaźnie natryskowe. Woda miała w pierwszej kolejności służyć najpilniejszym potrzebom, a nie kąpieli.
Kryzys wpłynął także na szkoły. Pierwsze doniesienia mówiły o przesunięciu do 6 września rozpoczęcia nauki w Królewskim Gimnazjum, miejskiej katolickiej szkole realnej i dwóch prywatnych wyższych szkołach żeńskich. Szkoły elementarne miały wówczas rozpocząć zajęcia zgodnie z planem. Wraz z rozwojem epidemii ograniczenia jednak rozszerzano. „Katolik” z 7 września informował już wprost o zarządzeniu zamknięcia wszystkich szkół miejskich w Bytomiu.
Od prasowych komunikatów do pełniejszego bilansu
Do 22 sierpnia odnotowano 660 zachorowań i 31 zgonów. Oznaczało to, że zmarło około 4,7 procent osób ujętych w ówczesnym rejestrze. Nie był to jednak bilans końcowy. Pod koniec sierpnia „Katolik” podkreślał, że liczba chorych nie maleje, lecz rośnie z każdym dniem. Przyjezdni mieli omijać Bytom, a skutki kryzysu odczuwali miejscowi kupcy i przedsiębiorcy.
Kolejne komunikaty pozwalają prześledzić, jak rósł bilans epidemii w Bytomiu. Do końca sierpnia odnotowano 890 zachorowań i 49 zgonów. W numerze 109, opublikowanym 16 września, „Katolik” podał już 996 zachorowań i 54 zgony — dokładnie o 106 przypadków i 5 zgonów więcej. Numer 112, opublikowany 23 września, informował o 279 zachorowaniach i 13 zgonach od początku miesiąca do chwili sporządzenia zestawienia. Po dodaniu ich do bilansu sierpniowego otrzymujemy 1169 zarejestrowanych zachorowań i 62 zgony. Liczby są poprawne, ale opisują jedynie stan na 23 września, a nie całą epidemię.

W tygodniu od 11 do 17 września gazeta odnotowała łącznie 136 nowych przypadków. Na przełomie września i października tempo epidemii wyraźnie zwolniło. Od 25 września do 1 października podano 62 zachorowania i jeden zgon. W tym okresie odnotowano też pierwszy dzień bez żadnego nowego zgłoszenia.
9 października „Katolik” informował, że od sześciu dni do lazaretu nie przyjęto żadnego chorego na tyfus. Gazeta nie podała nazwy tej placówki. Nie oznacza to, że w całym mieście przez sześć dni nie było żadnego nowego zachorowania, świadczy jednak o wyraźnym osłabieniu epidemii.
Prasowe zestawienia niewiele mówią o codzienności chorych i ich rodzin: izolacji, dezynfekcji mieszkań czy przerwanych obowiązkach. Źródła urzędowe i prasowe znacznie lepiej opisują działania administracji niż doświadczenia samych pacjentów. Ci pojawiają się w nich zwykle dopiero wtedy, gdy trafiają do statystyki lub szpitala albo próbują opuścić miasto.
Narada, która miała uratować miasto
23 sierpnia, dzień po sporządzeniu bilansu 660 zachorowań i 31 zgonów, zebrała się komisja sanitarna. W naradzie uczestniczyli prezydent rejencji opolskiej dr von Bitter, radca medyczny rejencji dr Roth z Opola, przedstawiciele bytomskiego magistratu i miejskiej deputacji sanitarnej oraz landrat powiatu bytomskiego. Sam skład narady świadczył o tym, że epidemii nie traktowano już jako zwykłego problemu lokalnego.
Najpilniejsza była bezpieczna woda, ale dyskutowano również o przyszłości dotychczasowej sieci. Rozważano dwa rozwiązania: wymianę rur albo ich mechaniczne oczyszczenie i wypalenie. O ocenę, czy drugi wariant zapewni bezpieczeństwo, zwrócono się do Instytutu Higieny w Berlinie.
Koszty liczono w setkach tysięcy marek. Samo nowe przyłącze szacowano na około 400 tysięcy. Gdyby konieczna okazała się również wymiana sieci, całość mogła pochłonąć około 700 tysięcy. Jeszcze przed naradą „Katolik” oceniał koszt nowej sieci nawet na milion marek. Były to wstępne kalkulacje prasowe sporządzane podczas kryzysu, a nie ostateczne koszty późniejszych robót.
Gazeta wykorzystała epidemię do publicznego rozliczenia wcześniejszej polityki wodnej miasta. Zarzucała władzom, że nie zapewniły odpowiedniej ilości dobrej wody, nie skorzystały wcześniej z możliwości związanych z kopalnią Rosalie i nie przyłączyły Bytomia do systemu powiatu katowickiego. Było to stanowisko redakcji, a nie bezstronny raport techniczny, dobrze jednak oddające atmosferę sporu wywołanego przez kryzys.
Wybór nie sprowadzał się do prostego pytania, skąd pobrać wodę następnego dnia. Trzeba było zdecydować, czy istniejącą sieć da się jeszcze bezpiecznie wykorzystać, czy też miasto powinno ponieść koszt jej wymiany. Od odpowiedzi zależało tempo przywracania normalnych dostaw, wysokość wydatków i zaufanie do wodociągu, którym dopiero co płynęła skażona woda.
W ówczesnych doniesieniach pojawiła się również wzmianka o nakazie — lub co najmniej pilnym postulacie — rozpoczęcia kanalizacji Bytomia i Rozbarku. Zanieczyszczona woda pitna była tylko częścią problemu. Bez sprawnego odprowadzania ścieków nawet nowe ujęcie nie gwarantowało trwałego bezpieczeństwa. Nie znaczy to, że w sierpniu 1897 roku od razu zbudowano cały system kanalizacyjny. Podjęto jednak decyzje, które wyznaczały kierunek dalszej modernizacji.
Karbol, pieczęcie i kwarantanna
Rosnąca liczba chorych przeciążyła lekarzy kas chorych. „Katolik” informował, że ubezpieczeni musieli szukać pomocy także u innych lekarzy. Prasa zamieszczała równocześnie szczegółowe zalecenia dotyczące izolowania pacjentów i odkażania mieszkań.
Karbol, wrzątek i bielone ściany
Domowe zalecenia publikowane podczas epidemii w 1897 roku
- osobny pokój albo pobyt w szpitalu
- ograniczenie odwiedzin i wietrzenie
- 5-procentowy roztwór karbolowy
- gotowanie bielizny, pościeli i naczyń
- zmywanie podłóg wrzątkiem
- bielenie ścian i wycieranie tapet chlebem
- odkażanie ustępów mlekiem wapiennym
Chorego należało umieścić w osobnym pokoju, a jeśli nie było to możliwe — skierować do szpitala. Zalecano ograniczenie odwiedzin, wietrzenie pomieszczeń, mycie podłóg i sprzętów pięcioprocentowym roztworem karbolowym oraz gotowanie bielizny, pościeli, naczyń i sztućców. Po chorobie podłogi miano zmywać wrzątkiem, ściany bielić, a tapety wycierać chlebem. Ustępy należało codziennie odkażać mlekiem wapiennym.
Instrukcja opublikowana przez gazetę obejmowała tyfus, szkarlatynę i błonicę. Obok zaleceń rozsądnych z dzisiejszego punktu widzenia zawierała też wskazówki oparte na ówczesnych wyobrażeniach o przenoszeniu chorób przez kurz, zwierzęta domowe czy bezpośredni kontakt. Jest więc źródłem do historii codzienności i higieny, a nie współczesną instrukcją medyczną.
Obwieszczeniem z 16 września zarządzono stopniowe zamykanie domowych przyłączy wraz z uruchamianiem nowych pomp i przewodów państwowego wodociągu. 24 września magistrat i bytomski zarząd policyjny wydały kolejne obwieszczenie, podpisane przez ówczesnego nadburmistrza Georga Brüninga. Przypominało ono o nakazie zamknięcia przyłączy, apelowało o podporządkowanie się decyzji i ostrzegało, że za ich samowolne otwarcie grozi kara nawet dwóch lat więzienia. Uzasadniając rygorystyczne kroki, władze wskazywały zarówno zdrowie mieszkańców, jak i gospodarcze interesy miasta.
Tyle mogło grozić za samowolne otwarcie urzędowo zamkniętego przyłącza. Sankcję wiązano z paragrafem 327 ówczesnego prawa karnego.
Część policyjnych ostrzeżeń publikowano po niemiecku i po polsku. Redakcja „Katolika” wyśmiewała jednak jakość polskiego tłumaczenia i deklarowała, że może bezpłatnie pomóc policji w przygotowaniu zrozumiałych komunikatów. Ten drobny spór językowy miał praktyczne znaczenie: podczas epidemii źle napisane obwieszczenie mogło utrudniać dotarcie z zaleceniami do części mieszkańców.
Działania zapobiegawcze objęły również rekrutów pochodzących z Bytomia i powiatu bytomskiego. Generalna Komenda VI Korpusu nakazała badać ich po przybyciu do koszar i pozostawić przez trzy tygodnie w izolacji. Władze wojskowe obawiały się, że mogą przenieść chorobę z objętego epidemią okręgu do garnizonów.
Tyfus wyjeżdża z Bytomia
Odcięcie wodociągu mogło ograniczyć główne źródło zakażeń, lecz choroba wydostała się już poza miasto wraz z jego mieszkańcami. Prasa odnotowywała przypadki zawleczone z Bytomia do Miechowic i Tarnowskich Gór, a także do Bujakowa, Biskupic i Rudy w powiecie zabrskim.
Pełniejsze zestawienie dla powiatu ziemskiego obejmowało 97 zachorowań i 6 zgonów. W samych Świętochłowicach odnotowano 7 przypadków, a w Szombierkach 8. Nie każdy z nich musiał mieć identyczne źródło, ale dane pokazują, że mobilność mieszkańców i codzienne powiązania między gminami utrudniały zamknięcie epidemii w granicach Bytomia.
Do szpitala św. Jadwigi w Królewskiej Hucie trafiły trzy osoby przybyłe z Bytomia. Wśród nich była służąca pracująca w domu landrata doktora Lenza. W Łabędach zachorowała natomiast służąca Franziska Skronczyk. Według prasowej relacji zataiła wcześniejszy pobyt w Bytomiu oraz ucieczkę ze szpitala.
Władze próbowały ograniczyć dalsze rozprzestrzenianie się choroby. Lekarze mieli zgłaszać próby wyjazdu chorych, a w Wójtowej Wsi zakazano niedzielnych zabaw tanecznych z obawy przed zawleczeniem epidemii. Przebieg wodociągu wyjaśniał rozmieszczenie głównego ogniska; poza zasięgiem sieci chorobę przenosili już podróżujący ludzie.
Woda z Rosalie
Odcięcie dopływu z Karsten-Centrum nie mogło być rozwiązaniem na dłuższą metę. Bytom i Rozbark potrzebowały stałego, wydajnego źródła. W sierpniu rozpoczęto starania o doprowadzenie wody z Rosaliegrube, dawnej kopalni „Rozalia” w rejonie dzisiejszej Dąbrówki Wielkiej. Według relacji prasowych miała być sprzedawana po kosztach własnych, wynoszących około 3–4 fenigów za metr sześcienny.
Już 31 sierpnia „Katolik” informował, że miasto zawarło ugodę z kopalnią Rosalie. Dostawy miały rozpocząć się najwcześniej 1 stycznia 1898 roku. Nie dowodzi to, że woda rzeczywiście popłynęła tego dnia, potwierdza jednak, że przed końcem sierpnia rozmowy wyszły poza etap ogólnego zamiaru.
Prasowe doniesienie o sierpniowym porozumieniu znajduje potwierdzenie w urzędowym dokumencie z jesieni. 9 października 1897 roku sejmik powiatu katowickiego wyraził zgodę na dostarczanie z Rosaliegrube wody potrzebnej miastu Bytom oraz powiatowi bytomskiemu. Wydział Powiatowy został upoważniony do zawarcia odpowiedniej umowy. Informację opublikowano cztery dni później w „Kattowitzer Kreisblatt”.
W polskim tłumaczeniu urzędowy zapis brzmi:
„Udzielono zgody na dostarczanie z kopalni Rosalie wody potrzebnej miastu Bytom oraz powiatowi bytomskiemu, a Wydział Powiatowy upoważniono do zawarcia odpowiedniej umowy”.„Kattowitzer Kreisblatt”, 1897, nr 42, s. 198, pkt 5.
Dokument nie zawiera dramatycznych opisów epidemii. Zawiera za to formalną zgodę na wodę, której Bytom pilnie potrzebował.
Chronologia źródeł jest więc następująca: pod koniec sierpnia prasa pisała o ugodzie albo wstępnym porozumieniu, a 9 października właściwy organ powiatu katowickiego udzielił formalnej zgody i upoważnienia do zawarcia umowy. Uchwała nie określała dnia uruchomienia rurociągu ani zakończenia inwestycji. Późniejszej rozbudowy ujęcia Rosalie również nie należy przenosić wstecz do 1897 roku.
Epilog: 1898 rok i Szombierki
Główna fala epidemii wygasła w połowie października 1897 roku, ale urzędowy okres meldunkowy trwał do 11 stycznia 1898 roku. Pruska statystyka przyczyn zgonów wykazała jeszcze cztery zgony na tyfus w 1898 roku. Nie oznacza to przedłużenia letniej fali w niezmienionej skali; pokazuje jednak, że sanitarnego kryzysu nie da się zamknąć wyłącznie w granicach jednego roku kalendarzowego.
Epidemia bytomska nie zakończyła także historii tyfusu w przemysłowej części Górnego Śląska. Późniejsze opracowania, powołujące się na akta gminne, informują o kolejnych zachorowaniach w Szombierkach w latach 1898–1899. Nakazano tam odkażanie ustępów i szamb mlekiem wapiennym oraz cotygodniowe czyszczenie i dezynfekowanie ulicznych rynsztoków.
W 1899 roku działaniami przeciw epidemii kierował Anton Schigulski, naczelnik okręgu urzędowego. Późniejsze opracowania wiązały tę działalność z powierzeniem mu funkcji honorowego naczelnika gminy wiejskiej Szombierki. Nie ma jednak podstaw, aby epidemię szombierską automatycznie wywodzić z wody Karsten-Centrum. Przypadek Szombierek świadczy raczej o tym, że problemy sanitarne całej aglomeracji były głębsze niż awaria jednego ujęcia.
Bytom wchodził właśnie w okres intensywnej przebudowy infrastruktury sanitarnej. Epidemia z 1897 roku była ważnym ostrzeżeniem i wyraźnym impulsem do działania, choć byłoby uproszczeniem przypisywanie jej wprost każdej późniejszej inwestycji. Wodociągi, kanalizacja, oczyszczanie ścieków i rozwój zaplecza higienicznego składały się na długotrwały proces, a nie na jedną decyzję podjętą podczas sierpniowej narady.
Miasto zobaczyło własny układ krwionośny
Dzięki sprawozdaniu dr. Blocha i późniejszemu opracowaniu Marka P. Czaplińskiego nie jesteśmy już skazani wyłącznie na cząstkowe komunikaty prasowe. Wiemy, że zarejestrowano ponad 1400 zachorowań, a rzeczywista liczba chorych mogła przekroczyć dwa tysiące. Nie istnieje jednak jeden bezsporny „ostateczny bilans”, ponieważ miejskie wykazy, miesięczne meldunki i statystyka przyczyn zgonów obejmowały różne okresy oraz kategorie przypadków.
Mechanizmu skażenia również nie da się sprowadzić do jednego dowiedzionego zdarzenia. Zalanie kopalni i wypłukanie podziemnych nieczystości pozostaje bardzo prawdopodobnym scenariuszem, ale znamy go z relacji prasowej przytoczonej przez Blocha. Bezsporne są za to fatalne warunki poboru i prowadzenia wody oraz niemal dokładna zgodność mapy zachorowań z zasięgiem sieci Karsten-Centrum.
Latem 1897 roku Bytom zobaczył własną infrastrukturę niczym układ krwionośny. Te same rury, które umożliwiały codzienne życie dziesiątkom tysięcy mieszkańców, rozprowadzały chorobę. O zasięgu głównego ogniska decydował przede wszystkim przebieg wodociągu, a nie granice gmin.
Nie wystarczały już izolacja chorych i dezynfekcja mieszkań. Trzeba było zamknąć domowe przyłącza, dostarczać wodę w ulicznych zbiornikach, znaleźć nowe źródło, zdecydować o przyszłości starej sieci i pomyśleć o ściekach. Październikowa zgoda na dostawy z Rosalie nie rozwiązała wszystkich problemów sanitarnych regionu, ale była ważnym krokiem w stronę trwałego zaopatrzenia miasta w wodę.
Nie sama idea wodociągu zatruła Bytom. Katastrofę spowodował system, którego zabezpieczenia i nadzór nie nadążały za gwałtownym rozwojem przemysłowego miasta, choć od tego systemu zależało życie jego mieszkańców.
Bibliografia i źródła
Źródła prasowe z 1897 roku
- „Katolik”, 1897, nr 95, 97–99, 102, 105 oraz 109–119.
- „Oberschlesische Volksstimme”, 1897, R. 23, nr 182, 12 sierpnia 1897 r.
- „Schlesische Zeitung”, 1897, R. 156, nr 581, 20 sierpnia 1897 r.
- „Schlesische Schulzeitung”, 1897, R. 26, nr 34, 26 sierpnia 1897 r.
- „Der Oberschlesische Wanderer”, 1897, R. 70, nr 196, 26 sierpnia 1897 r.
- „Schlesische Zeitung”, 1897, R. 156, nr 597, 26 sierpnia 1897 r.
- „Kattowitzer Kreisblatt”, 1897, nr 42, s. 198, komunikat z 13 października 1897 r., pkt 5 — uchwała sejmiku powiatu katowickiego z 9 października 1897 r.
Materiały archiwalne
- Geheimes Staatsarchiv Preußischer Kulturbesitz, I. HA Rep. 76 Kultusministerium, VIII A nr 3016, „Bekämpfung der Typhusepidemie in Beuthen und anderen Orten Oberschlesiens”, t. 1, lipiec 1897 – wrzesień 1900. Wykorzystano opis jednostki archiwalnej; pełna zawartość akt nie była przedmiotem kwerendy.
Opracowania naukowe, techniczne i regionalne
- Bloch, Die Typhusepidemie in Beuthen O.-S. Nach dem amtlichen Material bearbeitet, „Deutsche Vierteljahrsschrift für öffentliche Gesundheitspflege”, t. 30, 1898, s. 241–263.
- Czapliński, Marek P., „Epidemia tyfusu w Bytomiu w latach 1897–1898 i jej zapobieganie. Kwestia dostępu ludności do czystej wody pitnej i użytkowej”, „Studia Śląskie”, t. 69, 2010, s. 241–254.
- Geisenheimer, Paul, Die Wasserversorgung des oberschlesischen Industriebezirks. Zum 12. Allgemeinen Deutschen Bergmannstage Breslau 1913, Kattowitz 1913.
- Strzala, Franz; Kowollik, Siegfried, „Amts- und Gemeindevorsteher Anton Schigulski”, „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, 1977, nr 1.
- Kowollik, Siegfried, „Aus den Akten der Gemeinde Schomberg”, „Gleiwitzer–Beuthener–Tarnowitzer Heimatblatt”, 1980.



