Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Category

Baza Wiedzy

Noc świętojańska na Górnym Śląsku – ogień, woda, zioła i wróżby

Noc świętojańska na Górnym Śląsku. Ogień, woda, zioła i magia najkrótszej nocy

Górny Śląsk · Johannisnacht · obrzędowość ludowa

Noc świętojańska na Górnym Śląsku. Ogień, woda, zioła i magia najkrótszej nocy

Dziś, 24 czerwca, przypada dzień św. Jana Chrzciciela. W dawnym kalendarzu ludowym był to jeden z najważniejszych momentów roku: czas najkrótszych nocy, najdłuższego światła, ognia, wody, ziół, wróżb i obrzędowej magii. Na Górnym Śląsku znano go jako Johannistag, a poprzedzającą go noc jako Johannisnacht — noc świętojańską.

Górny Śląsk noc św. Jana ogień świętojański zioła i wróżby Johannistag / Johannisnacht
Ogień płomień, dym, skoki i ochrona domostw
Woda obmycie, odnowienie, zdrowie i uroda
Zioła rośliny zebrane w pełni letniej mocy
Wróżba wianki, kwiat paproci i pytania o przyszłość
Noc świętojańska na Górnym Śląsku – ogień i woda w ludowej obrzędowości
Ogień i woda należały do najważniejszych symboli nocy świętojańskiej. Ilustracja poglądowa.

Noc graniczna

Był to czas, w którym chrześcijańskie wspomnienie św. Jana Chrzciciela nakładało się na starsze wyobrażenia związane z przesileniem letnim. W ludowej pamięci zachowały się echa dawnych kultów światła, słońca, oczyszczenia i płodności. Najważniejszym znakiem tej nocy był ogień.

Noc świętojańska należała do tych momentów roku, które dawna wyobraźnia ludowa traktowała jako czas szczególny. Była nocą graniczną: między wiosną a pełnią lata, między codziennością a światem ukrytych mocy, między tym, co znane, a tym, co tajemnicze.

W takich chwilach — podobnie jak w Wigilię Bożego Narodzenia, noc zaduszną czy czas przejścia starego roku w nowy — świat miał być bardziej otwarty. Łatwiej działały czary, wróżby i zaklęcia. Rośliny nabierały niezwykłej mocy, woda stawała się uzdrawiająca, ogień oczyszczał, a dym chronił przed chorobą i nieszczęściem.

Próg roku ludowego

Noc św. Jana była więc nie tylko ludową zabawą. Była rytuałem przejścia przez najjaśniejszy punkt roku. Człowiek wchodził w pełnię lata, ale chciał uczynić to bezpiecznie: zabezpieczyć dom, obejście, rodzinę, bydło, pola i przyszły urodzaj.

Święto światła i ognia

W opisach górnośląskich zwyczajów świętojańskich szczególnie często pojawia się Johannisfeuer, czyli ogień świętojański. Ognisko było najważniejszym znakiem tej nocy. Łączyło radość ze światła z pragnieniem oczyszczenia i ochrony.

Wspólnota zgromadzona przy ognisku świętojańskim
Ogień świętojański był nie tylko widowiskiem, ale także rytuałem wspólnoty. Ilustracja poglądowa.

Stosy rozpalano ze starego chrustu, żywicy, smoły, a także ze starych mioteł. Materiał na ognisko zbierano nieraz przez wiele tygodni. Już samo przygotowanie stosu było częścią święta: angażowało młodzież, sąsiadów, całe lokalne wspólnoty.

Symbol słońca

Ogień był znakiem słońca, życia, siły i oczyszczenia. W najkrótszą noc roku płomień miał niejako pomagać światłu, podtrzymywać jego moc i przenosić ją na ludzi, zwierzęta oraz domostwa.

Ogień wspólnotowy

Nie był to ogień domowego paleniska, codzienny i użytkowy. Był to ogień świąteczny, rytualny, wspólnotowy — rozpalany poza domem, w otwartej przestrzeni, tam gdzie mogła zebrać się wieś lub grupa sąsiedzka.

Wokół ognia gromadzono się, śpiewano, bawiono i wykonywano czynności, którym przypisywano moc ochronną.

Płonące miotły i skoki przez ogień

Jednym z najbardziej widowiskowych zwyczajów było kręcenie nad głowami płonącymi, smolnymi miotłami — Pechbesen. Takie miotły podpalano, obracano nimi w powietrzu, a następnie rzucano wysoko. Najwyższy rzut był powodem do dumy.

W tym obrazie jest coś bardzo pierwotnego: ciemna noc, otwarta przestrzeń, zapach smoły i żywicy, kręgi ognia zataczane nad głowami, iskry lecące ku niebu.

Była to zabawa, ale zarazem gest rytualny. Ogień należało poruszyć, wynieść wysoko, rozproszyć jego blask, pozwolić mu działać.

Jeszcze bardziej znany był Feuersprung, czyli skok przez ogień. Skakali głównie młodzi, dla których był to sprawdzian odwagi i zręczności. Ale znaczenie tego gestu nie kończyło się na popisie. Skok przez ogień miał zapewniać zdrowie, szczęście i powodzenie. Przejście nad płomieniem było symbolicznym oczyszczeniem.

Ochrona gospodarstwa

Wierzono również, że ogień świętojański może chronić zwierzęta gospodarskie. W niektórych przekazach pojawia się przekonanie, że kontakt z ogniem lub jego dymem zabezpiecza bydło przed chorobami, czarami, a nawet kulawizną. W społeczności rolniczej była to sprawa ogromnej wagi. Zdrowie zwierząt oznaczało bezpieczeństwo całego gospodarstwa.

Dym, który oczyszczał

Nie tylko sam płomień miał moc. Równie ważny był dym.

Dym z ognisk świętojańskich uznawano za oczyszczający i uzdrawiający. Matki przenosiły przez niego dzieci, by ochronić je przed chorobą. Pasterze przepędzali przez dym zwierzęta, wierząc, że zabezpieczy je to przed złymi wpływami. Dym miał odpędzać to, co niewidzialne: chorobę, urok, czary, demony, nieszczęście.

W dawnych praktykach do ognia wrzucano nawet kości zwierząt. Powstający dym miał oczyszczać powietrze z „oparów chorobowych”. Dla dzisiejszego czytelnika może brzmieć to jak zabobon, ale w świecie dawnej kultury ludowej był to element spójnego systemu myślenia.

Jak rozumiano chorobę?

Choroba nie była postrzegana wyłącznie jako zjawisko fizyczne. Mogła być skutkiem złego powietrza, uroku, czarów albo naruszenia porządku świata. Dlatego ogień i dym działały nie tylko symbolicznie. Były traktowane jako realne narzędzia ochrony.

Zioła świętojańskie

Drugim wielkim kręgiem obrzędowości świętojańskiej była magia roślin.

Wierzono, że zioła zebrane w czasie przesilenia letniego mają szczególną moc. To właśnie wtedy natura znajdowała się w pełni sił. Rośliny były najbardziej żywotne, nasycone światłem i sokami. Człowiek chciał tę moc przejąć, utrwalić i wykorzystać.

Kobiety zbierające zioła świętojańskie na łące
Zioła zebrane w czasie przesilenia letniego uchodziły za szczególnie mocne. Ilustracja poglądowa.
  • domy i okna przystrajano wieńcami z kwiatów oraz ziół;
  • stajnie i obejścia zabezpieczano zielenią przed czarownicami, demonami i chorobami;
  • granica z roślin miała odgradzać dom od tego, co złe i niepożądane;
  • dziurawiec, czyli Johanniskraut, uchodził za ziele szczególnie ochronne i lecznicze.
Roślina w rytmie roku

W świętojańskich zwyczajach ważna była nie tylko praktyczna znajomość roślin, ale również przekonanie, że natura przemawia rytmem roku. Zioło zerwane przypadkowo było tylko rośliną. Zioło zerwane w noc św. Jana stawało się nośnikiem szczególnej mocy.

Kwiat paproci i ukryte skarby

Najbardziej tajemniczym motywem nocy świętojańskiej był kwiat paproci. Według ludowych wierzeń paproć miała zakwitać tylko raz w roku — właśnie w tę noc. Ten, kto odnalazł cudowny kwiat albo zdobył tajemnicze nasienie paproci, zyskiwał nadzwyczajne zdolności.

W przekazach pojawia się motyw niewidzialności oraz zdolności widzenia skarbów ukrytych w ziemi. Człowiek, któremu udało się zdobyć kwiat paproci, mógł przeniknąć zasłonę zwykłego świata. Widział to, czego inni nie widzieli. Uzyskiwał dostęp do bogactwa, tajemnicy i wiedzy.

Ale zdobycie kwiatu paproci nigdy nie było łatwe. W wyobrażeniach ludowych towarzyszyły temu przeszkody, strach i działanie złych sił. Skarb natury nie był przeznaczony dla każdego. Trzeba było odwagi, sprytu, czystości intencji albo szczególnego szczęścia.

Noc pragnień i próby

Motyw kwiatu paproci dobrze pokazuje charakter całej nocy świętojańskiej. Była to noc pragnień: zdrowia, miłości, bogactwa, wiedzy, bezpieczeństwa i szczęścia. Ale była też nocą próby. To, co najcenniejsze, znajdowało się poza zwykłym porządkiem i wymagało przekroczenia granicy.

Woda, uroda i odnowienie

Obok ognia wielkie znaczenie miała woda. W noc świętojańską miała ona nabierać szczególnej mocy uzdrawiającej i odmładzającej.

Dziewczęta na zroszonej łące w poranek po nocy świętojańskiej
Rosa, świt i woda wiązały się z odnowieniem, zdrowiem i urodą. Ilustracja poglądowa.

Kobiety i dziewczęta potajemnie obmywały się w rzekach, by zachować zdrowie, świeżość i urodę. Taki gest był czymś więcej niż zwykłą kąpielą. Był obrzędem odnowienia. Woda miała zmywać chorobę, słabość, zmęczenie i to, co nieczyste.

Ogień i woda w jednym rytuale

Ogień i woda, choć przeciwstawne, w tej nocy działały razem. Ogień oczyszczał przez płomień i dym. Woda oczyszczała przez obmycie. Ogień był jasny, gwałtowny, widoczny z daleka. Woda była cicha, często używana potajemnie, związana szczególnie z kobiecą sferą obrzędu.

Wspólnie tworzyły pełny rytuał przejścia: spalenie tego, co złe, i odnowienie tego, co żywe.

Wianki i wróżby miłosne

Noc świętojańska była także czasem dziewczęcych wróżb. W tradycji górnośląskiej pojawia się zwyczaj rzucania wianków przez ramię na drzewa. Liczba prób potrzebnych, by wianek zawisł na gałęzi, wróżyła liczbę lat oczekiwania na zamążpójście.

Dziewczęta puszczające wianek na wodę podczas nocy świętojańskiej
Wianki były znakiem dziewczęcości, młodości i pytań o przyszłość. Ilustracja poglądowa.

Wianek miał tu znaczenie szczególne. Był znakiem dziewczęcości, młodości i gotowości do wejścia w nowy etap życia. Jego los stawał się znakiem przyszłego losu dziewczyny. Czy szybko wyjdzie za mąż? Czy będzie musiała czekać? Czy szczęście przyjdzie łatwo, czy dopiero po wielu próbach?

Zabawa, która mówiła o poważnych sprawach

Takie wróżby były zabawą, ale nie tylko zabawą. W dawnej społeczności małżeństwo było jednym z najważniejszych przejść życiowych. Dziewczęce obrzędy świętojańskie oswajały niepewność przyszłości. Pozwalały pytać o los w formie lekkiej, śpiewnej, wspólnotowej, ale zakorzenionej w poważnych sprawach życia.

Dziewczęce obchody i kwietne naczynia

Z obrzędowością świętojańską wiązał się również śląski zwyczaj określany jako „A Rosatopp”. Polegał on na obchodzeniu domów przez dziewczęta z ukwieconymi naczyniami. Towarzyszyły temu śpiewy i prośby o dary.

Ten zwyczaj pokazuje inną stronę nocy świętojańskiej. Nie tylko ogień, skoki i dym, ale także kwiaty, śpiew, dziewczęca wspólnota i odwiedzanie domów. Obrzęd wychodził poza jedno miejsce. Przenosił się od progu do progu, obejmując całą wieś lub okolicę.

Kwiaty, śpiew i ekonomia daru

Kwietne naczynie było znakiem lata, płodności i dostatku. Dziewczęta przynosiły do domów symboliczny obraz rozkwitającej natury. W zamian otrzymywały dary. W takim geście spotykały się magia, zabawa i ekonomia daru: życzenie pomyślności wymagało odpowiedzi.

Św. Jan i dawne kulty światła

Chrześcijański dzień św. Jana Chrzciciela nie wymazał starszych znaczeń tej nocy. Raczej je przykrył, uporządkował i wpisał w kalendarz kościelny. Dlatego w tradycji ludowej obok imienia świętego pozostały praktyki, których korzenie sięgają głębiej: ogień, woda, zioła, wróżby, ochrona przed demonami, rytuały płodności i oczyszczenia.

Postać św. Jana znalazła się w pobliżu letniego przesilenia nieprzypadkowo. W kalendarzu symbolicznym jego dzień przypada wtedy, gdy słońce osiąga pełnię mocy, a potem zaczyna powoli ustępować. W ludowej wyobraźni był to moment niezwykły: światło jest największe, ale właśnie od tej chwili noce będą coraz dłuższe.

Radość i niepokój

Dlatego noc świętojańska miała w sobie zarówno radość, jak i niepokój. Świętowano pełnię lata, ale jednocześnie zabezpieczano się przed tym, co mogło nadejść. Palono ognie, zbierano zioła, obmywano się wodą, wróżono, chroniono domy i zwierzęta. Był to rytuał pełni, ale też rytuał ochrony.

Wspólnota wokół ognia

Noc świętojańska była świętem wspólnotowym. Nie odbywała się w zamknięciu domu, lecz w przestrzeni otwartej. Gromadziła młodzież, dzieci, dorosłych, pasterzy, gospodarzy i dziewczęta odprawiające swoje wróżby.

Każdy miał w tym święcie własne miejsce. Młodzi popisywali się odwagą przy ogniu. Dziewczęta wróżyły sobie zamążpójście. Matki chroniły dzieci dymem. Gospodarze troszczyli się o bydło i obejście. Znachorki i osoby znające zioła wiedziały, kiedy i co zebrać. Cała wspólnota uczestniczyła w rytuale, który dotyczył najważniejszych spraw: zdrowia, płodności, miłości, dostatku i bezpieczeństwa.

Właśnie dlatego noc św. Jana była tak trwała. Łączyła wiele potrzeb naraz. Była świętem młodości, ale też gospodarstwa. Była zabawą, ale też ochroną. Była chrześcijańskim dniem świętego, ale zachowywała pamięć bardzo dawnych wyobrażeń o sile słońca, ognia, wody i roślin.

Najkrótsza noc, najdłuższy blask

Dawna noc świętojańska na Górnym Śląsku była czasem, w którym świat wydawał się bardziej żywy niż zwykle. Ogień płonął jaśniej, woda leczyła mocniej, zioła działały skuteczniej, a przyszłość dawała się odczytać z wianka zawieszonego na gałęzi.

Cztery siły nocy

W jej obrzędach spotykały się cztery wielkie siły: ogień, woda, roślina i słowo. Ogień oczyszczał. Woda odnawiała. Zioła chroniły. Pieśń i wróżba pozwalały wypowiedzieć pragnienia.

Rytuał uczestnictwa

Ludzie stawali wobec potęgi natury nie jako obserwatorzy, lecz jako uczestnicy rytuału. Palili ogniska, skakali przez płomień, przechodzili przez dym, zrywali zioła, szukali kwiatu paproci, obmywali się w wodzie i pytali o przyszłość.

Była to noc pełni lata, ale także noc ludzkich lęków i nadziei. W najkrótszą noc roku próbowano dotknąć tego, co ukryte — i zabrać ze sobą choć część letniego światła na dalszą drogę przez rok.

flaczek.com
noc świętojańska Górny Śląsk Johannistag Johannisfeuer zioła świętojańskie folklor śląski
Bibliografia i źródła
  • Perlick A., Der Johannestag im oberschlesischen Brauchtum, Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, Juni 1972 (6) oraz Mai 1933 (5).
  • Peschel Fr., Mittsommerfeuer in Schlesien, Der Oberschlesier, Mai 1933 (5).
  • Hoffmann W., Hausmittel gegen Krankheiten (Plesser Land), Der Oberschlesier, Mai 1932 (5).
  • Heß K., Volksaberglaube im Kreise Pleß, Oberschlesische Volkskunde, 1932 (Heft 7/10).
  • Schodrok C., Heut’ ist Johannisnacht!, Unser Oberschlesien, Juni 1954 (9).
  • Leschnik G., Sprawozdanie z działalności grupy w Hanowerze, Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, Juli/August 1975 (7/8).
  • Perlick A., Die Pflanze im oberschlesischen Volksbrauchtum, Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, Mai 1967 (5) i Mai 1991 (5).
0
0

Read more

Ilustracja architektoniczna w stylu retro przedstawiająca zalaną słońcem krytą pływalnię z palmą oraz napis Solanka Bytomska: Skarb odkryty pod ziemią.

Bytomska Solanka: Skarb Odkryty Pod Ziemią

Historia Bytomia · solanka · Parkbad

Bytomska Solanka: skarb odkryty pod ziemią

Zanim Górny Śląsk zaczął marzyć o luksusowym uzdrowisku, w kopalni działy się rzeczy niepokojące. Górnicy mający stały kontakt z podziemnymi rozlewiskami na głębokości ponad 700 metrów masowo uskarżali się na tajemniczą wysypkę na nogach. Dziś wiemy, że był to pierwszy sygnał zwiastujący istnienie bytomskiej solanki — leczniczego fenomenu, który z czasem zamienił zwykłą pływalnię w prawdziwy miejski mit.

Bytom / Beuthen Karsten-Zentrum solanka lecznicza Parkbad 1934 Park Miejski

Podziemny sygnał: wysypka górników

Historia bytomskiej solanki zaczyna się nie w eleganckim zakładzie kąpielowym, lecz głęboko pod ziemią. W głębokich wyrobiskach kopalnianych, gdzie gromadziły się wody dołowe, górnicy zaczęli skarżyć się na uporczywe dolegliwości skórne nóg. Z pozoru była to wyłącznie uciążliwość zawodowa. W rzeczywistości stanowiła pierwszy trop prowadzący do odkrycia wyjątkowo mocnego źródła mineralnego.

700 m przybliżona głębokość ujęcia w kopalni Karsten-Zentrum
3,6% zawartość sodu wykazana w analizach chemicznych
6,9% zawartość chloru w badanej solance
1934 rok wielkiego otwarcia nowoczesnego Parkbadu

Podziemna woda nie była więc zwykłym problemem technicznym. Była zapowiedzią czegoś, co wkrótce zaczęto opisywać językiem medycyny, miejskich ambicji i uzdrowiskowego prestiżu. Bytom, kojarzony z kopalniami i przemysłem, nagle otrzymał szansę na zupełnie inną opowieść: historię miasta zdrojowego.

Niepozorny początek legendy

To, co dla górników było swędzącą dolegliwością, dla lekarzy i miejskich władz okazało się znakiem ukrytego pod Bytomiem bogactwa. Solanka miała z czasem trafić z kopalnianych chodników do łaźni, basenów i medycznych gabinetów.

Dwoista historia odkrycia

Samo oficjalne znalezienie ujęcia kryje w sobie ciekawą historyczną rozbieżność. Według powojennej prasy nastąpiło to w latach 1901–1902, kiedy inżynier Wilhelm Gebhardt zauważył kopalniane rury zapchane krystalizującą się solą. Ta prozaiczna awaria mogła być w praktyce jednym z najważniejszych odkryć w dziejach bytomskiego lecznictwa.

Starsze kroniki miejskie Bytomia datują jednak przełomowe wydarzenie inaczej — na około 1910 rok. Wskazują przy tym, że ujęcie biło na głębokości około 700 metrów w kopalni Karsten-Zentrum. Niezależnie od dokładnej daty jedno pozostaje pewne: złoża ukryte w morskich osadach trzeciorzędowych okazały się geologicznym fenomenem.

Wersja prasowa

Lata 1901–1902, inżynier Wilhelm Gebhardt, kopalniane rury i sól krystalizująca w instalacji. To narracja bardziej anegdotyczna, ale bardzo sugestywna.

Wersja kronikarska

Około 1910 roku, kopalnia Karsten-Zentrum i ujęcie na głębokości około 700 metrów. Ta wersja mocniej wiąże odkrycie z miejską dokumentacją.

Legenda spod ziemi

W mieście szybko narodziła się także słynna opowieść, jakoby bytomska solanka miała podziemne połączenie z kopalnią w Wieliczce. Stanowiło to doskonałą pożywkę dla powstania lokalnej legendy — i właśnie dlatego ta opowieść tak dobrze przetrwała w pamięci mieszkańców.

Twarde dane: 3,6% sodu i 6,9% chloru

Bytomska solanka nie była zwykłą wodą. Szczegółowa analiza chemiczna przeprowadzona przez Państwowy Instytut Higieny (Staatl. Hygienische Institut) wykazała jej niezwykle silne właściwości. W badaniach stwierdzono obecność sodu na poziomie 3,6% oraz chloru sięgającą aż 6,9%.

Skład źródła

W bytomskiej solance znajdowały się również potas, wapń, magnez, żelazo, siarczany, wodorowęglany oraz wolny dwutlenek węgla. To właśnie ta mieszanka budowała jej reputację jako wody o silnym potencjale leczniczym.

Dokumentacja medyczna dowodziła, że bytomskie źródło pod względem siły leczniczej znacznie przewyższało słynne niemieckie uzdrowiska, takie jak Bad Oeynhausen czy Harzburg. Dla miasta był to argument ogromnej wagi: nie chodziło już wyłącznie o ciekawostkę geologiczną, ale o ogromny prestiż dla miasta.

  • sód — 3,6% według analizy chemicznej;
  • chlor — 6,9%, czyli wyjątkowo silny składnik solanki;
  • minerały uzupełniające — m.in. potas, wapń, magnez i żelazo;
  • gazy i związki — siarczany, wodorowęglany i wolny dwutlenek węgla.

Pierwsze łaźnie i wielkie, przerwane inwestycje

Początkowo cenny płyn doprowadzano rurociągiem, określanym w kronikach po prostu jako wodociąg — Wasserleitung. Biegł on w bezpośrednim sąsiedztwie miasta i prowadził solankę do starego zakładu kąpielowego, czyli alte Badeanstalt. Ten mieścił się w dawnej przepompowni wody przy głównej promenadzie.

Włodarze Bytomia bardzo szybko dostrzegli potencjał źródła. Już w 1913 roku radni zatwierdzili gigantyczny budżet w wysokości 600 000 marek niemieckich na budowę zupełnie nowego zakładu solankowego — Solbad.

Bytom miał stać się czymś więcej niż miastem kopalń. W planach pojawiał się obraz nowoczesnego ośrodka kąpielowego, który mógł połączyć przemysłowy Śląsk z atmosferą eleganckiego uzdrowiska.

Ambitne plany inwestycyjne zostały jednak całkowicie udaremnione przez wybuch I wojny światowej oraz postępującą po niej inflację. Solankowy sen trzeba było odłożyć, choć sama idea nie zniknęła. Przetrwała w miejskich dyskusjach, dokumentach i wyobraźni ludzi, którzy wciąż widzieli w wodzie spod ziemi szansę na wielką zmianę.

Parkbad: ruina zamieniona w cud architektury

Kolorowana pocztówka historyczna przedstawiająca modernistyczne wejście do krytej pływalni Parkbad w Bytomiu z 1934 roku.
Kolorowana pocztówka z lat 30. XX wieku ukazująca fasadę krytej pływalni w bytomskim Parku Miejskim.

Pierwsze dyskusje nad koniecznością wybudowania w Bytomiu krytej pływalni z prawdziwego zdarzenia toczyły się już w latach 1897–1898. Drogę do realizacji marzenia blokowały jednak kolejne problemy finansowe, organizacyjne i polityczne. Kiedy wreszcie ruszyła budowa wielkiego kompleksu, historia znów postawiła miastu przeszkodę.

1897–1898

Pierwsze poważne dyskusje o budowie krytej pływalni w Bytomiu.

1913

Miasto zatwierdza 600 000 marek niemieckich na nowy zakład solankowy, lecz inwestycję przerywa wojna i inflacja.

23 października 1929

Prace przy wielkim kompleksie zostają całkowicie wstrzymane.

1934

Parkbad zostaje ukończony i przygotowany do otwarcia w okolicach świąt Wielkanocnych.

2012

Po wielkim remoncie pływalni zapada decyzja o rezygnacji z reaktywacji niecek solankowych.

Choć ostatecznie ruszyła budowa wielkiego kompleksu, 23 października 1929 roku prace zostały całkowicie wstrzymane. Przez kilka lat niedokończony szkielet inwestycji straszył jako upiorna ruina u samego wejścia do Parku Miejskiego. Do momentu przerwania robót inwestycja pochłonęła 1,3 miliona marek Rzeszy (RM), a aby ją dokończyć, władze miasta musiały wygospodarować kolejne 600 000 marek Rzeszy.

Przypis redakcyjny

RM (Reichsmark) — marka Rzeszy, oficjalna waluta niemiecka obowiązująca w latach 1924–1948. W artykule skrót ten odnosi się do kosztów inwestycji z okresu międzywojennego, a nie do wcześniejszego budżetu zatwierdzonego w 1913 roku.

Udało się. Uporządkowano wielki teren rozciągający się między dawnymi ulicami: Humboldtstraße, czyli dzisiejszą ulicą Kolejową, Hindenburgstraße, czyli dzisiejszą ulicą Wrocławską, oraz Ostlandstraße, odpowiadającą dzisiejszej ulicy Strzelców Bytomskich. Obiekt wreszcie ukończono i przygotowano do wielkiego otwarcia w okolicach świąt Wielkanocnych (Ostern) w 1934 roku.

Nowoczesność na wschodzie Niemiec

Kryty basen w Parku Miejskim, powszechnie nazywany Parkbad, określano jako jeden z najnowocześniejszych obiektów rekreacyjnych na wschodzie ówczesnych Niemiec. Był nie tylko pływalnią, lecz także kompleksem leczniczym, wypoczynkowym i towarzyskim.

Czarno-biała fotografia przedstawiająca główną nieckę basenową wypełnioną solanką wewnątrz krytej pływalni Hallenbad w Bytomiu.
Wnętrze hali pływackiej z imponującą główną niecką o nietypowych, ułamkowych wymiarach 33 1/3 x 12 1/2 metra.

Główna niecka basenowa robiła potężne wrażenie i miała bardzo nietypowe, ułamkowe wymiary: dokładnie 33 1/3 × 12 1/2 metra. Co ciekawe, wyposażono ją również w profesjonalną trampolinę do skoków, czyli Sprungbrett. To właśnie te rozmiary do dziś podtrzymują sporną wśród historyków tezę, że obiekt był przygotowywany jako basen rezerwowy na Igrzyska Olimpijskie w Berlinie w 1936 roku.

Zbliżenie na stalową skocznię basenową i minimalistyczny zegar ścienny w wielkiej hali bytomskiego Parkbadu.
Profesjonalna trampolina do skoków (Sprungbrett) umiejscowiona tuż przy głównej niecce basenowej.

Solankowe luksusy, brodzik i palmy na dachu

Parkbad szybko stał się wizytówką miejskiej nowoczesności. Okrzyknięty „najpiękniejszym” obiekt wyposażono w wielką halę pływacką, tarasy do leżenia, specjalistyczny dział kąpieli wannowych i medycznych, a nawet solanki dla najmłodszych.

Historyczne ujęcie sterylnej, wykafelkowanej strefy sanitarnej ze stanowiskami do mycia stóp przed wejściem na halę bytomskiej pływalni.
Pedantycznie czysta strefa sanitarna wyposażona w ceramiczne stanowiska wymuszające dbałość o higienę przed wejściem do wody.

Dla dzieci

Dla najmłodszych stworzono dedykowany solankowy brodzik — Kinder-Soleplanschbecken. Według dawnych opisów z doskonałymi skutkami leczono tam dziecięcą anemię i krzywicę.

Dla kuracjuszy

Oddział medyczny oferował naturalne kąpiele solankowe, kąpiele parowe i inhalacje. Zabiegi stosowano m.in. przy rwie kulszowej, dnie moczanowej i chorobach serca.

Dla elegancji

Goście mieli do dyspozycji zakład fryzjerski, restaurację oraz słynną kawiarnię Hallenbad-Café, która tętniła życiem i dodawała obiektowi miejskiego szyku.

Dla sterylności

Nowoczesna strefa sanitarna posiadała pojedyncze pokoje z kabinami prysznicowymi — Einzelräume mit Duschzellen. Luksus miał iść w parze z pedantyczną czystością.

Najbardziej widowiskowym elementem kompleksu w ciepłe miesiące był jednak taras na dachu. Wysypano tam tony piasku, tworząc sztuczną plażę, a egzotycznego, iście uzdrowiskowego klimatu dodawały olbrzymie donice z żywymi palmami i bananowcami wystawianymi na zewnątrz.

Zewnętrzny taras bytomskiej pływalni zagospodarowany na sztuczną plażę z leżakami, żywymi palmami i egzotycznymi bananowcami.
Taras wypoczynkowy bytomskiego obiektu, gdzie w sezonie letnim tworzono sztuczną plażę z prawdziwie uzdrowiskową roślinnością.
Śląski kurort nad dachem

Ten obraz jest jednym z najbardziej niezwykłych w całej historii bytomskiej solanki: przemysłowe miasto, Park Miejski, nowoczesny basen, piasek na dachu i egzotyczne rośliny, które miały przenieść gości w klimat prawdziwego uzdrowiska.

Mroczny epizod „białej wody”

Z historią bytomskiego basenu wiąże się także dramatyczny i mroczny epizod. Naturalna solanka, wchodząc w reakcję chemiczną z płynami dezynfekującymi na bazie chloru, potrafiła drastycznie mętnieć. Woda bywała wręcz nieprzejrzysta, dlatego stali bywalcy nazywali ją „białą wodą”.

Ciemna strona legendy

W latach 90. XX wieku na terenie pływalni doszło do tragedii. Utonęła nauczycielka, a z powodu silnego zmętnienia wody jej ciało zostało zauważone na dnie dopiero po pewnym czasie. To wydarzenie na zawsze dopisało do historii Parkbadu przejmujący, bolesny rozdział.

Ten tragiczny wypadek pokazał niebezpieczne oblicze bytomskiej solanki. Woda, która przez lata przynosiła zdrowie i była symbolem miejskich ambicji, w wyniku specyficznej reakcji chemicznej bezpośrednio przyczyniła się do dramatu.

Definitywny koniec solankowej tradycji

Złota era lecznictwa ostatecznie przeminęła, gdy podziemny rurociąg uległ rozszczelnieniu. To przerwało zasilanie bezpośrednio z kopalni i zachwiało podstawą całej solankowej tradycji w Bytomiu. Od tego momentu dawna ciągłość została zerwana, a funkcjonowanie solankowych niecek stało się coraz trudniejsze.

Ostateczny koniec nastąpił po zakończeniu wielkiego remontu gmachu pływalni w 2012 roku. Podjęto wtedy nieodwołalną decyzję o rezygnacji z reaktywacji niecek solankowych. W 2026 roku mija od tamtego momentu dokładnie 14 lat.

Dziś bytomskie tradycje uzdrowiskowe to ostatecznie zamknięty rozdział, udokumentowany jedynie w archiwalnych teczkach i na starych fotografiach. Historia, która na przełomie wieków rozpoczęła się od zwykłej awarii kopalnianych pomp, dała przemysłowemu miastu na kilkadziesiąt lat nowoczesny zakład leczniczy z prawdziwego zdarzenia. I choć po remoncie z 2012 roku solankowe niecki bezpowrotnie wyschły, twarde dane medyczne wciąż przypominają, że Bytom dysponował podziemnym skarbem śmiało dorównującym najlepszym europejskim kurortom.

Bibliografia i źródła

Poniższe zestawienie obejmuje najważniejsze źródła wykorzystane przy opracowaniu artykułu: odkrycie solanki, prasowe relacje o Parkbadzie, nietypowe wymiary niecki, powojenne lecznictwo oraz ostateczny koniec solankowych tradycji po remoncie z 2012 roku.

  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, czerwiec 1972, nr 6, artykuł Wie die Beuthener Heilsole entdeckt wurde. Źródło dokumentujące postać inżyniera Gebhardta, awarię rur, anegdoty o wysypce górników oraz miejską legendę o podziemnym połączeniu z Wieliczką.
  • Beuthener Stadtblatt, 1938, Jg. 13, nr 1 i 5 oraz Kattowitzer Zeitung, 1935, Jg. 67, nr 295. Zbiorcze odniesienie do prasy międzywojennej, która zachwycała się nową pływalnią, sztuczną plażą z palmami i solankowymi brodzikami.
  • Życie Bytomskie, 2024, R. 68, nr 29, artykuł Jeśli lato, to na basen!. Źródło potwierdzające nietypowe wymiary niecki 33,3 × 12,5 m oraz przytaczające sporną hipotezę o rezerwowym obiekcie na Igrzyska Olimpijskie w Berlinie.
  • Życie Bytomskie, 1964, R. 8, nr 20 (389), reportaż Bytom – Zdrój ma solankę równą… Ciechocinkowi. Źródło ważne dla akapitu o powojennej złotej erze, wznowieniu zabiegów w 1946 roku oraz opinii prof. Sabatowskiego.
  • Życie Bytomskie, 2015, R. 59, nr 19 (3019), artykuł Bytomianie tęsknią za solanką. Źródło dokumentujące zrujnowany rurociąg, późniejsze mieszanie sztucznej wody z przywożonej soli oraz ostateczny koniec historii po remoncie z 2012 roku.
0
0

Read more

Mroczna grafika z napisami tytułowymi, ukazująca potężną kopalnię węgla kamiennego Hohenzollerngrube w Bytomiu, górującą nad dawną, rolniczą osadą Szombierki.

Hohenzollerngrube / KWK Szombierki – Żelazny gigant, który wchłonął Szombierki

Hohenzollerngrube / KWK Szombierki

Żelazny gigant, który wchłonął Szombierki

Historia kopalni, która z rolniczej osady stworzyła przemysłowy krajobraz Bytomia — i zostawiła po sobie stalową wieżę szybu Krystyna.

Wstęp: Żelazny gigant, który wchłonął Szombierki

Zanim niecka bytomska zapadła się pod ciężarem własnego bogactwa, południowy skraj tego obszaru – dawny Gemarkung Schomberg – był senną, rolniczą osadą. Z każdym rokiem Bytomska Atlantyda pochłania jednak kolejne ślady przeszłości. Wsie ustępowały miejsca kominom, a pola uprawne zamieniały się w tętniące życiem, spowite dymem i pyłem zaplecza wielkiego przemysłu. Gdy w połowie XIX wieku odkryto tu potężne pokłady „czarnego złota”, los Szombierek został przypieczętowany.

Hohenzollerngrube w Szombierkach z wieżą szybową i wagonami kolejowymi na pierwszym planie
Hohenzollerngrube w Szombierkach. Monumentalne ujęcie zakładu z wieżą oznaczoną nazwą kopalni oraz wagonami na pierwszym planie. Fotografia od razu wprowadza w industrialny świat dawnej kopalni.

Dziś, patrząc na ulicę Zabrzańską 16, trudno wyobrazić sobie dawny, sielski krajobraz. Został po nim tylko milczący świadek historii – potężna, stalowa wieża szybu Krystyna. Ten dwuwieżowy kolos z 1929 roku góruje nad pustkowiem niczym rdzewiejący nagrobek kopalni, która kiedyś dawała życie i odbierała zdrowie tysiącom ludzi. Uratowana przed palnikami złomiarzy i wpisana do rejestru zabytków w 2004 roku, przypomina o żelaznym gigancie pierwotnie zwanym Hohenzollerngrube.

Dziewczęta, ręczne kołowroty i komenda „Stuckaj na byku!”

Drewniane wieże szybów Kaiser-Wilhelm i Hohenzollern w 1870 r.
Hohenzollerngrube w 1870 roku. Z lewej strony szyb Kaiser-Wilhelm, z prawej Hohenzollern. Surowa, drewniana infrastruktura zaledwie kilka miesięcy po wbiciu pierwszej łopaty.

Wszystko zaczęło się 14 lutego 1855 roku, gdy nadano pole górnicze Hohenzollern. Ostatecznie kopalnia wyłoniła się w 1870 roku z połączenia pól Hohenzollern, Comtesse, Elinor oraz Kleine. Zderzenie wielkich ambicji Joanny Schaffgotsch z prymitywną rzeczywistością tamtych lat było brutalne. 15 listopada 1869 roku, gdy wbito pierwszą łopatę pod główne szyby, brakowało jakiejkolwiek nowoczesnej technologii.

Hohenzollerngrube w Schomberg, panorama kopalni z 1912 roku z torami kolejowymi i zabudową zakładu
Hohenzollerngrube w 1912 roku. Historyczny podpis pod fotografią wspomina pierwsze wbicie łopaty pod szyby Kaiser-Wilhelm i Hohenzollern, dokonane 15 listopada 1869 roku przez ówczesnego inspektora górniczego Köhlera.

Praca opierała się niemal wyłącznie na sile ludzkich mięśni i ręcznych kołowrotach obsługiwanych przez dziewczęta. W tamtym surowym świecie każda maszyna miała swoją duszę i imię; jeden z najcięższych kołowrotów nazywano potocznie „Bykiem”. Gdy pracujący w głębi rębacz potrzebował transportu lub materiałów, wołał do góry charakterystyczne: „Stuckaj na byku!”. Ten okrzyk roboczy (od niem. stucken – pchać, napierać) stał się symbolem znoju – nakazywał dziewczętom rytmiczne i siłowe napieranie na korby urządzenia. Mimo tych niemal średniowiecznych metod, już w lipcu 1873 roku oddano do użytku szyby Hohenzollern (późniejsza Ewa) oraz Kaiser Wilhelm (Krystyna). Pionierski rok wydobywczy zamknął się wynikiem 4 627 ton, a wśród 180 pionierów pracowało wówczas sześć kobiet, dzielących trud z mężczyznami w pyle rodzącego się przemysłu.

Skok w nowoczesność: Złoty wiek Schaffgotschów

Prawdziwa rewolucja przyszła wraz z objęciem zarządu przez Gräflich Schaffgotsch’sche Werke GmbH. Kopalnia, napędzana wizją kolejnych dyrektorów generalnych koncernu – od radcy sprawiedliwości dr. Stephana na przełomie wieków, po dr. Bervego w latach 30. – weszła w swój złoty wiek. To właśnie tutaj w 1882 roku, na poziomie 180 metrów, uruchomiono pierwszą w pruskim górnictwie elektryczną lokomotywę dołową.

Pracownicy i dozór kopalni Hohenzollerngrube w ubraniach roboczych na schodach zakładu
Załoga i dozór kopalni. Pracownicy w jasnych ubraniach roboczych przy wejściu na teren zakładu. Fotografia pokazuje codzienny, techniczny wymiar pracy w nowoczesnej kopalni.
Dyrekcja i dozór kopalni Hohenzollerngrube, w tym Bergwerksdirektor Dr. Jansen
Kadra kierownicza Hohenzollerngrube. Reprezentacyjna fotografia dyrekcji i dozoru, z podpisem wskazującym m.in. Bergwerksdirektora dr. Jansena.

Fundamenty pod potęgę zakładu budowali tacy weterani jak maszynista Georg Stanienda. Choć w szczytowym dla kopalni 1929 roku był już zapewne jedynie legendarnym wspomnieniem (pracę rozpoczął w listopadzie 1870 r., kończąc 55-letnią służbę około 1925 r.), to właśnie oddanie takich ludzi pozwoliło Szombierkom stać się technologicznym liderem. W 1933 roku na wieży Kaiser-Wilhelm zamontowano elektryczną maszynę wyciągową o mocy 3264 KM – wówczas największą w Europie. Wydobycie skoczyło do niebotycznych 2,5 miliona ton rocznie, a pod ziemią i na powierzchni pracowała armia 5 500 ludzi.

Krew na węglu: katastrofy i mroczne karty

Śląski węgiel zawsze żądał ofiar. 22 listopada 1909 roku, podczas zalewania podziemnego pożaru, pękła tama. W rwącej fali błota i wody zginęli trzej członkowie dozoru, których nazwiska do dziś powinny budzić dreszcz: zarządca górniczy Chowanietz, inżynier maszynowy Bontzek oraz sztygar wentylacyjny Baron. Zaledwie rok później pod ziemię zapadł się drewniany szyb Georg (Georgschacht), pełniący dotąd kluczową funkcję szybu drzewnego.

Mroczne ujęcie zabudowań kopalni Szombierki z wieżą Krystyna widzianą zza ceglanego muru
Cień kopalni. Ujęcie zza ceglanego muru, z sylwetką przemysłowych zabudowań w tle, dobrze współgra z opowieścią o katastrofach, wojnie, deportacjach i powojennym zniewoleniu.
Odznaka pamiątkowa za zasługi dla ratownictwa górniczego
Odznaka ratownictwa górniczego. Symboliczny dodatek do opowieści o zagrożeniach pracy pod ziemią i ofiarach górniczego żywiołu.

Wielka polityka również nie oszczędzała zakładu. We wrześniu 1939 roku polski ostrzał artyleryjski dotkliwie uszkodził wieżę wyciągową i sortownię. Jednak najmroczniejszy rozdział zapisała historia w 1945 roku. Po zajęciu Szombierek przez oddziały sowieckie 28 stycznia, rozpoczęła się tragedia deportacji. Setki pracowników, w tym Franz Strzala, zostało wywiezionych do łagrów w Stalino lub na mordercze stepy Kazachstanu (Bedpak-dała). Ci, którzy zostali, trafiali często do obozu pracy przymusowej MBP, który do końca lat 40. składał się z pięciu baraków, stając się symbolem powojennego zniewolenia.

Zakończenie: Znikająca kopalnia i ocalałe podziemia

Potężny apetyt na węgiel ostatecznie zwrócił się przeciwko samemu miastu. Eksploatacja tzw. filara ochronnego pod centrum Bytomia i Wzgórzem Małgorzaty doprowadziła do osiadania terenu o cały metr, bezpowrotnie niszcząc strukturę miasta. 1 marca 1996 roku wydobyto ostatni wagonik węgla, kończąc ponad stuletnią epokę.

Do 2001 roku rozebrano większość zabudowań, zostawiając jedynie stalowy szkielet szybu Krystyna jako pamiątkę dawnej wielkości. Jednak Szombierki wciąż oddychają pod ziemią. Dawny szyb Hohenzollern, przemianowany na Ewę, pozostaje czynny w strukturach Centralnego Zakładu Odwadniania Kopalń. Dzień i noc potężne pompy usuwają wodę z podziemi, pilnując, by Bytomska Atlantyda nie została ostatecznie pochłonięta przez zalewającą ją otchłań. Żelazny gigant umarł, ale jego serce wciąż musi bić, by miasto nad nim mogło trwać.

Widok z lotu ptaka na Hohenzollerngrube w Schomberg Beuthen OS w 1920 roku
Hohenzollerngrube z lotu ptaka, 1920 rok. Rozległy kompleks kopalni pokazany z góry. W kontekście późniejszej likwidacji i rozbiórki zabudowań fotografia działa jak wizualne podsumowanie utraconej przemysłowej Atlantydy Szombierek.
Słownik nazwisk i stanowisk Genealogiczna ściąga dla osób szukających przodków związanych z Hohenzollerngrube / KWK Szombierki. Domyślnie zwinięta — rozwiń i wpisz nazwisko, funkcję albo niemiecką nazwę stanowiska.
36 / 36 pozycji

Joanna Schaffgotsch

właścicielka majątku / zaplecze własnościowe

Postać związana z początkami przemysłowego rozwoju Hohenzollerngrube i majątkiem Schaffgotschów.

dr h.c. Heinrich Werner

generalny dyrektor

W bazie wskazany jako osoba odpowiedzialna za rozwój kopalni do końca wojny.

dr Stephan

radca sprawiedliwości / dyrekcja generalna koncernu

W artykule występuje jako jedna z postaci zarządczych związanych z okresem rozwoju koncernu Schaffgotschów.

dr Berve

dyrekcja generalna koncernu

W artykule wymieniony jako postać z kadry zarządczej lat 30.

Janik

dyrektor kopalni

W bazie odnotowany wśród dyrektorów kopalni około 1900 roku.

Kuhna

dyrektor kopalni

W bazie odnotowany wśród dyrektorów kopalni około 1900 roku.

Hübner

dyrektor kopalni

W bazie wskazany jako dyrektor kopalni w 1929 roku.

dr Jansen

Bergwerksdirektor / dyrektor kopalni

W bazie wskazany jako dyrektor z lat 30.; występuje również w podpisie fotografii kadry kierowniczej.

Sucker

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Laske

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Helmin

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Dahms

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Chowanietz

zarządca górniczy / członek dozoru

W artykule wskazany jako jedna z ofiar katastrofy z 22 listopada 1909 roku.

Meyer

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Kempe

wyższy urzędnik / sztygar

Nazwisko wymienione w bazie wśród wyższych urzędników i sztygarów.

Kalka

mistrz maszynowy

Nazwisko wymienione w bazie wśród mistrzów maszynowych.

Berger

mistrz maszynowy

Nazwisko wymienione w bazie wśród mistrzów maszynowych. W pieśni z okazji otwarcia kopalni w 1873 roku wspomniano, że walczył z żywiołem wody.

Thometzek

mistrz maszynowy

Postać upamiętniona w okolicznościowej pieśni z 8 lipca 1873 roku, śpiewanej podczas uroczystego otwarcia kopalni.

Kinne

mistrz maszynowy

Postać wspomniana w górniczej pieśni z 8 lipca 1873 roku z okazji oddania zakładu do użytku.

Bontzek

inżynier maszynowy / mistrz maszynowy

W bazie występuje przy kadrze maszynowej; w artykule wskazany jako ofiara katastrofy z 1909 roku.

Baron

sztygar wentylacyjny

W artykule wskazany jako jedna z ofiar katastrofy z 22 listopada 1909 roku.

Georg Stanienda

maszynista

Weteran kopalni, w bazie opisany jako maszynista z 55-letnim stażem bez przerwy.

Walther Thurm

sztygar państwowy / związkowiec

Pracownik zasłużony i weteran wymieniony w bazie wiedzy.

Paul Istel

pracownik zasłużony / weteran

Nazwisko wymienione w bazie w grupie pracowników zasłużonych i weteranów.

Franz Strzala

kolekcjoner i archiwista

W bazie opisany jako kolekcjoner i archiwista pracujący na kopalni; w artykule występuje także w kontekście deportacji 1945 roku.

Köhler

inspektor górniczy

W podpisie fotografii z 1912 roku wskazany jako osoba, która 15 listopada 1869 roku dokonała pierwszego wbicia łopaty pod główne szyby.

Weiß

Berginspektor

Nazwisko z podpisu fotografii kadry kierowniczej Hohenzollerngrube.

Kaletta

kadra / osoba z fotografii

Nazwisko z podpisu fotografii kadry kierowniczej; funkcja wymaga dalszego doprecyzowania źródłowego.

Fabisch

Abteilungssteiger

Nazwisko z podpisu fotografii; opisany jako Abt. Steiger, czyli sztygar oddziałowy.

Koch

Erster Bergrat

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako pierwszy radca górniczy.

Wotzka

Maurer / murarz

Nazwisko z podpisu fotografii; zapisane jako Maurer Wotzka.

Linnemann

Oberbergrat

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako wyższy radca górniczy.

Skutta

Wettersteiger

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako sztygar wentylacyjny.

Czoik

kadra / osoba z fotografii

Nazwisko z podpisu fotografii kadry kierowniczej; funkcja wymaga dalszego doprecyzowania źródłowego.

Nowara

Steigerstellvertreter

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako zastępca sztygara.

Fiedler

Bergrat

Nazwisko z podpisu fotografii; określony jako radca górniczy.

Brak wyników dla wpisanej frazy. Spróbuj samego nazwiska, funkcji albo niemieckiej nazwy stanowiska.

Bibliografia

  1. Jaros, Jerzy, Słownik historyczny kopalń węgla na ziemiach polskich, Śląski Instytut Naukowy, Katowice 1984.
  2. Pliesch, Reinhold, Aus der Vergangenheit der Hohenzollerngrube in Schomberg, „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 8, 1969.
  3. Stanienda, Georg, wspomnienia maszynisty Hohenzollerngrube, spisane w 1934 r., opublikowane w: „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, 1969.
  4. Macha, Simon, Beitrag zur Ortskunde von Beuthen OS., „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 6, 1969.
  5. Schaffgotsch Werks-Zeitung, 1935, Jg. 3, nr 15.
  6. Materiały kadrowe i biograficzne dotyczące Dyrekcji Generalnej Koncernu Schaffgotschów oraz zakładów Gräflich Schaffgotsch’sche Werke GmbH, w tym informacje o kadrze zarządczej Hohenzollerngrube.
  7. Materiały prasowe i wspomnieniowe dotyczące katastrofy z 22 listopada 1909 r. w kopalni Hohenzollerngrube, w tym relacje identyfikujące członków dozoru: Chowanietza, Bontzka i Barona.
  8. Wydawnictwa ziomkowskie z RFN, w tym relacje świadków, biogramy i artykuły W. Thurma, H. Kolonko oraz F. Strzali, publikowane w latach 1954–1991.
  9. Relacje powojenne i materiały wspomnieniowe dotyczące deportacji pracowników kopalni w 1945 r. do obozów w Stalino oraz na stepy Kazachstanu, w tym obszar Bedpak-dała.
  10. Prasa przedwojenna: Ostdeutsche Morgenpost — rocznik 1927, Bodensee-Rundschau — rocznik 1939, Volkswille — rocznik 1927.
  11. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Wykaz kopalń węgla kamiennego przewidzianych do likwidacji w 1998 r., „Dziennik Ustaw” 63, poz. 409, 1998.
  12. Śląski Wojewódzki Konserwator Zabytków, Rejestr zabytków w Bytomiu, wpis dotyczący wieży wyciągowej szybu Krystyna z pozostałościami wyposażenia, nr rej. A/135/04, 30 grudnia 2004 r.
  13. Centralny Zakład Odwadniania Kopalń / Spółka Restrukturyzacji Kopalń S.A., materiały dotyczące pompowni Szombierki i odwadniania dawnych wyrobisk KWK Szombierki.
  14. Flaczek.com, cyfrowe zbiory artykułów historycznych, w tym materiały dotyczące Szombierek, Wzgórza Małgorzaty, Młyna Pielki oraz systemu rzecznego Bytomki i Iserbach.
  15. Kopalnia Węgla Kamiennego Szombierki, Wikipedia, wolna encyklopedia, stan wykorzystany pomocniczo przy weryfikacji chronologii zakładu.

↑ Wróć do góry

2
0

Read more

Ozdobna grafika tytułowa w formacie kwadratu z historyczną ryciną drewnianego kościoła zrębowego w Miasteczku Śląskim. Świątynia znajduje się w centrum dekoracyjnej ramy nawiązującej do tradycyjnego zdobnictwa. Na grafice widnieją napisy: "Drewniany kościół w Miasteczku Śląskim. Dawniej Georgenberg" oraz "Fundacja ok. 1666 r.".

Drewniany kościół w Miasteczku Śląskim. Tajemnica dzwonnicy i architektoniczne śledztwo

Historia lokalna • architektura sakralna • genealogia
Drewniany kościół w Miasteczku Śląskim. Tajemnica dzwonnicy i architektoniczne śledztwo

Wyobraźcie sobie zimę tak ciepłą, że w Boże Narodzenie dzieci przychodzą do kościoła boso. Albo ambitnych miejscowych cieśli, którzy w drewnie próbują odtworzyć pałacowe, renesansowe gzymsy. Historia drewnianego kościoła pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Miasteczku Śląskim, dawnym Georgenbergu, to nie tylko opowieść o pięknej architekturze zrębowej. To prawdziwe architektoniczne śledztwo, w którym współczesna nauka koryguje dawne datowania, lokalne legendy i interpretacje obciążone ideologią lat 30. XX wieku.

Zestawienie trzech świątyń w Miasteczku Śląskim: na pierwszym planie masywna drewniana dzwonnica z 1717 r., obok drewniany kościółek, a w tle wysoka murowana świątynia z czerwonej cegły.
Unikatowy krajobraz Miasteczka Śląskiego. Na pierwszym planie drewniana dzwonnica o konstrukcji słupowej, jak dowiodły badania – wzniesiona ok. 1717 r., oraz zabytkowy kościółek. W tle wznosi się nowa, murowana świątynia.
Temat Drewniany kościół w Miasteczku Śląskim
Dawna nazwa Georgenberg
Najważniejsza data 1666–1670

Od osady górniczej do własnej świątyni

Miasteczko Śląskie, położone na północ od Tarnowskich Gór, założone zostało w 1561 roku przez margrabiego Jerzego Fryderyka Hohenzollerna. Początkowo miejscowość nie miała własnego kościoła i podlegała pod starą parafię w Żyglinie, dawniej Groß-Zyglin. Dopiero w drugiej połowie XVII wieku, po wojnie trzydziestoletniej, miejscowa społeczność podjęła się wzniesienia własnej świątyni.

Lokalizacja zabytkowego, drewnianego kościoła Wniebowzięcia NMP w Miasteczku Śląskim. Otwórz powiększoną mapę .

Przez lata data jej powstania opierała się przede wszystkim na pięknej, staropolskiej inskrypcji wyrytej na belce tęczowej, wskazującej na rok 1666. Dziś, dzięki badaniom dendrochronologicznym, czyli precyzyjnemu datowaniu drewna na podstawie słojów rocznych, przeprowadzonym przez Aleksandra Koniecznego, wiemy o tym procesie znacznie więcej.

Drewno sosnowe pod zrąb świątyni pozyskiwano w trakcie trzech ścinek w latach 1664–1666. Prace ruszyły pełną parą wiosną 1666 roku, a zadaszanie nawy i węższego prezbiterium zakończono latem roku następnego. Uroczystej konsekracji dokonał 8 maja 1670 roku biskup Mikołaj Oborski.

Co ciekawe, na jednej z wewnątrzkościelnych belek zachowała się fascynująca adnotacja pisarza miejskiego o pogodzie z grudnia 1666 roku. Z powodu niespotykanego ciepła „dziatki boso w kościele były”.
Czarno-biała rycina przedstawiająca zabytkowy, drewniany kościół zrębowy w Miasteczku Śląskim (Georgenberg) z barokową sygnaturką i dzwonnicą.
Drewniany kościół w Miasteczku Śląskim przed przebudową z lat 20. XX w. Zwraca uwagę stara, barokowa wieżyczka na sygnaturkę, którą później zastąpiono nową konstrukcją. Źródło: „Oberschlesien”, 1908/1909.

Ciesielskie ambicje, czyli renesans w epoce baroku

To, co wyróżnia kościół w Miasteczku Śląskim na tle innych śląskich świątyń konstrukcji zrębowej, określanej po niemiecku jako Schrotholzbau, to niezwykłe detale. Niemiecki inwentaryzator Ludwig Burgemeister, badający obiekt w 1905 roku, zwrócił uwagę na zaskakującą cechę świątyni: w czasie, gdy na Śląsku dominował już dojrzały barok, miasteczkowscy cieśle wciąż posługiwali się formami renesansowymi.

Zamiast typowych, prostych belek, stworzyli z drewna formy imitujące luksusową architekturę murowaną. Odrzwia posiadają delikatne profilowania i tzw. ornament zębaty, czyli Zahnschnitt. Parapety i gzymsy wyrzeźbiono w litym drewnie, naśladując kamienne simy i płyty znane z architektury reprezentacyjnej.

To znakomity przykład opóźnienia stylistycznego typowego dla architektury prowincjonalnej, ale też dowód ogromnego kunsztu i ambicji dawnych rzemieślników. Kościół nie był jedynie prostą, użytkową budowlą. Miał zachwycać, podnosić prestiż wspólnoty i pokazywać, że nawet w drewnie można stworzyć architekturę o wyraźnych aspiracjach artystycznych.

Szkice detali architektonicznych: rzeźbione kolumny, profilowany portal zachodni i balustrada chóru z drewnianego kościoła w Miasteczku Śląskim.
Detale snycerskie z 1666 r., w tym rzeźbiona balustrada chóru i profilowany portal zachodni. Dowód na renesansowe ambicje miejscowych cieśli w epoce baroku. Źródło: B. Gogolin, „Oberschlesien”, 1908/1909.
Historyczny plan architektoniczny, rzut poziomy i elewacje drewnianego kościoła w Miasteczku Śląskim wykonane przez Ludwiga Burgemeistra.
Rzut, przekroje i elewacje kościoła w dawnym Georgenbergu. Doskonale widoczny jednonawowy układ z trójbocznym prezbiterium i otaczającymi świątynię sobotami. Źródło: inwentaryzacja L. Burgemeistra z 1905 r.

Tajemnica dzwonnicy i ideologiczne pułapki

O ile data budowy nawy nigdy nie budziła większych wątpliwości, o tyle wolnostojąca dzwonnica o konstrukcji słupowej przysporzyła historykom niemałego bólu głowy. Na jej blaszanym hełmie widnieje data 1669, co sugerowało, że powstała tuż po kościele. Z kolei Herbert Dienwiebel, autor opracowania Oberschlesische Schrotholzkirchen z 1938 roku, datował wieżę na rok 1752.

Uwaga redakcyjna: Praca Dienwiebla, choć cenna inwentaryzacyjnie, jest silnie obciążona ideologią III Rzeszy. Autor próbował wpisać śląskie kościoły zrębowe w narrację o ich rzekomo wyłącznie „germańskim” charakterze, ostro polemizując z badaczami podkreślającymi słowiański lub polski kontekst tej architektury. Dlatego z jego opisów technicznych można korzystać, ale jego wnioski historyczne wymagają dużej ostrożności.

Spór o wieżę ostatecznie rozstrzygnęły współczesne badania. Analiza dendrochronologiczna z 2010 roku jednoznacznie skorygowała zarówno datę z chorągiewki, jak i propozycję Dienwiebla. Drewno na pierwsze dwie kondygnacje dzwonnicy ścięto na przełomie lat 1716 i 1717. Oznacza to, że wieża powstała około 1717 roku.

Najprawdopodobniej jej budowa wiązała się z ufundowaniem w 1712 roku wielkiego dzwonu przez Martina Scholtza de Loevenkron. W tym ujęciu data 1669 na hełmie nie musi oznaczać rzeczywistego czasu budowy całej konstrukcji, lecz może być późniejszym elementem tradycji, remontu albo upamiętnienia starszej fazy kościelnej.

Nauka wyjaśniła również zagadkę sygnaturki, czyli małej wieżyczki na dachu kościoła, oraz charakterystycznych sobót, a więc podcieni otaczających świątynię. Dziś wiemy, że część elementów podziwianych obecnie nie pochodzi z XVII wieku. Barokowa sygnaturka opisana w 1905 roku została zastąpiona nową podczas potężnego remontu z lat 1927–1928. Z tego samego drewna zbudowano również obecne soboty od strony północnej.

Współczesne zdjęcie drewnianego kościoła z 1666 roku o konstrukcji zrębowej, otoczonego sobotami. W tle po prawej stronie widać wieżę dzwonnicy.
Drewniany kościół pw. Wniebowzięcia NMP od strony prezbiterium. Ciemne drewno konstrukcji zrębowej chronią rozłożyste podcienia, czyli tzw. soboty, oraz dach kryty gontem.

Genealogiczny skarbiec – kto rządził Miasteczkiem w 1666 roku?

Dla pasjonatów lokalnej historii i genealogii kościół kryje absolutny unikat. Wyrzeźbiona na belce inskrypcja z 23 października 1666 roku wymienia z imienia i nazwiska ówczesną elitę władzy Miasteczka Śląskiego. Jeśli Wasze korzenie sięgają tej parafii, warto sprawdzić, czy wśród wymienionych osób nie pojawiają się nazwiska Waszych przodków.

Budowę nadzorowali:

  • Jan Manka – ówczesny burmistrz,
  • Wawrzyniec Tyle, zapisywany także jako Lor. Tyle – radny,
  • Jan Siwiec – radny,
  • Stefan Pekaty, zapisywany także jako Steph. Pekaty – radny,
  • Paweł Kromołow – radny,
  • Jan Nowak, zapisywany także jako Joann. Nowk / Novatius – notariusz lub pisarz miejski.

Ta lista jest szczególnie cenna, bo pokazuje, że drewniany kościół nie jest tylko zabytkiem architektury. Jest także dokumentem społecznym. W jego belkach zapisano nazwiska ludzi, którzy w drugiej połowie XVII wieku tworzyli lokalną wspólnotę, zarządzali miastem i odpowiadali za jedną z najważniejszych inwestycji religijnych w jego dziejach.

Dziedzictwo, które trwa

Ważnym elementem duchowej historii starego kościółka była cześć oddawana Matce Bożej Bolesnej, czyli Mater Dolorosa. Według lokalnych przekazów wizerunek namalowany na lipowej desce, ozdobiony siedmioma srebrnymi mieczami, miał zostać ufundowany na początku XVIII wieku przez miejscowego organistę Zagalskiego. Oryginalny obraz przeniesiono później do nowej, murowanej świątyni.

Drewniany kościół w Miasteczku Śląskim to jednak coś więcej niż architektoniczna bryła. To zapisana w sosnowym drewnie historia ludzkich ambicji, lokalnej pobożności, zmian klimatycznych i skomplikowanych dziejów Górnego Śląska. Dzięki współczesnym metodom badawczym możemy oddzielić fakty od mitów, późniejsze dodatki od pierwotnej konstrukcji, a rzetelną wiedzę od ideologicznych interpretacji.

Właśnie dlatego ta niepozorna drewniana świątynia pozostaje jednym z najciekawszych zabytków sakralnych regionu. Łączy w sobie piękno dawnego ciesielstwa, pamięć lokalnej wspólnoty i fascynującą historię, którą można dziś czytać niemal słój po słoju.


Bibliografia i źródła

  • Konieczny Aleksander, Badania dendrochronologiczne zabytków architektury drewnianej w województwie śląskim w latach 2010–2011, „Wiadomości Konserwatorskie Woj. Śląskiego”, t. 4, Katowice 2012.
  • Burgemeister Ludwig, Die Holzkirchen und die Holztürme der preußischen Ostprovinzen, Berlin 1905.
  • Dienwiebel Herbert, Oberschlesische Schrotholzkirchen, Breslau 1938.
  • Gogolin Bruno, Die alte Holzkirche in Georgenberg, „Oberschlesien”, Jg. 7, 1908/1909.
  • Klose P., 300 Jahre Holzkirche in Georgenberg bei Tarnowitz, „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, czerwiec 1966.
  • Notatki prasowe: „Kattowitzer Zeitung”, nr 151, 1926 r.
0
0

Read more

Infografika w stylu vintage podsumowująca historię Kanału Kłodnickiego i Kanału Gliwickiego, zawierająca schematy śluz, podziemnej sztolni, trasy szlaku oraz kluczowe daty.

Baza Wiedzy: Kanał Kłodnicki i Kanał Gliwicki (1788–1943)

Katalog Wiedzy: Kanał Kłodnicki

Kompleksowa Baza Wiedzy: Kanał Kłodnicki i Gliwicki

Ewidencja historyczno-techniczna dawnych szlaków wodnych Górnego Śląska.

Karta Katalogowa I

Geneza i Faza Pionierska (1788–1812) – Kronika Innowacji

Kolorowana historyczna pocztówka przedstawiająca barkę na Kanale Kłodnickim w Sławięcicach.
Historyczna pocztówka ze Sławięcic (Slawentzitz) ukazująca urokliwy, wysadzany drzewami brzeg dawnego Kanału Kłodnickiego.

Wizja i pierwsze plany (1788–1789)

Koncepcja zrodziła się w 1788 roku z inicjatywy ówczesnego ministra do spraw Śląska, hrabiego Karla Georga von Hoyma. Zlecenie na stworzenie nowej drogi wodnej wydał król Fryderyk Wilhelm II. Ostateczny projekt z 22 sierpnia 1789 roku opracował specjalista od transportu, W. Geschke (spotykane też nazwisko: Gesche), który został też pierwszym kierownikiem prac.

Inżynieryjna elita przy pracy (1791–1805)

Rozkaz rozpoczęcia budowy wydano 6 lutego 1792 roku, choć pierwsze prace w terenie wystartowały już na przełomie lat 1791 i 1792. Po śmierci Geschkego w 1794 roku stery przejął inspektor Promnitz. Budowa zgromadziła najwybitniejsze umysły tamtej epoki – spadki kanału precyzyjnie wyliczał John Baildon, a kluczową rolę w kierowaniu przedsięwzięciem odegrał hrabia Fryderyk von Reden.

Przełomowe technologie na placu budowy

Kanał Kłodnicki stał się potężnym poligonem doświadczalnym dla nowatorskich rozwiązań inżynieryjnych:

  • Pudlingowanie: W listopadzie 1792 roku, na wzgórzu w okolicach Blachowni, w obecności hrabiego von Redena przeprowadzono pionierską próbę uszczelniania koryta tą metodą.
  • Era pary: W sierpniu 1796 roku na plac budowy sprowadzono dwie maszyny parowe, których zadaniem było odpompowywanie wody gruntowej.

Pierwszy spław (1805–1812)

Wielki wysiłek technologiczny przyniósł efekty w 1805 roku. Wtedy to odbył się pierwszy udokumentowany spływ towarowy – z Gliwic do Koźla przetransportowano wyroby żelazne. Oficjalnie pierwszy etap budowy na tej trasie zakończono w 1812 roku.

Karta Katalogowa II

Parametry Techniczne i Fenomen Podziemi (1812–1839)

Koryto i system śluz (Odcinek Koźle – Gliwice)

Odcinek łączący Gliwice z Koźlem liczył ok. 45 kilometrów długości, a pokonywana przez niego różnica wzniesień (spad) wynosiła 48,8 metra. Początkowe parametry drogi wodnej były jednak niezwykle skromne – w momencie oficjalnego oddania do użytku w 1812 roku kanał miał zaledwie około 61 centymetrów (24 cale) głębokości. Sytuacja ta uległa poprawie dopiero w latach 1822–1830, kiedy to koryto pogłębiono do 1,6 metra.

Pierwotny projekt zakładał budowę 17 śluz, lecz już w 1801 roku podjęto decyzję o dodaniu osiemnastej. Infrastruktura ta charakteryzowała się początkowo bardzo wąskimi gabarytami komór, wynoszącymi zaledwie 4 metry szerokości i 36,5 metra długości. Wymusiło to szybką modernizację szlaku – do 1823 roku zakończono przebudowę 8 śluz, aby dostosować je do obsługi znacznie większych barek odrzańskich.

Stara mapa topograficzna Kanału Kłodnickiego i rzeki Kłodnicy z lat 1856-1860.
Archiwalna mapa z lat 1856–1860 ilustrująca przebieg koryta Kanału Kłodnickiego w rejonie Kędzierzyna-Koźla.

Kanał Sztolniowy (Stollenkanal) – unikat na skalę europejską

Szlak wodny nie kończył się w porcie gliwickim. Jego architektoniczne przedłużenie prowadziło przez Zabrze (późn. Hindenburg O.S.) aż do Królewskiej Huty (Königshütte), co zwiększało całkowitą planowaną długość drogi wodnej do 60 kilometrów. Najbardziej spektakularnym elementem tego odcinka była infrastruktura podziemna.

  • Podziemna żegluga: Wykuto ponad 14-kilometrowy (ok. 14,25 km), unikalny w skali Europy odcinek żeglowny pod powierzchnią ziemi. W rejonie Królewskiej Huty sztolnia schodziła na średnią głębokość ok. 38–40 metrów.
  • Podwójna funkcja: Główna Kluczowa Sztolnia Dziedziczna służyła nie tylko do transportu towarów, ale pełniła również kluczową funkcję zintegrowanego systemu odwadniającego dla okolicznych kopalń (w tym m.in. Königsgrube oraz Königin-Luise-Grube).
  • Napęd i pochylnie: Różnice poziomów w tunelu pokonywano za pomocą specjalnych pochylni dla statków (Schiffs-Rolltreppe). Flisacy przemieszczali łodzie w całkowitych ciemnościach, używając siły własnych rąk – odpychali się i pociągali za żelazne uchwyty, które zostały na stałe wmurowane w kamienne ściany sztolni.
  • Zakończenie eksploatacji: Podziemny transport węgla na górnym odcinku między Zabrzem a Gliwicami ostatecznie ustał do końca lat 30. XIX wieku. Ostatnią z podziemnych pochylni wyłączono z użytku w 1834 roku (okres eksploatacji pochylni kanałowych: 1806–1834).
Karta Katalogowa III

Topografia Gliwic, Infrastruktura Portowa i Miejskie Lodowisko

Port Końcowy i Serce Huty

  • Lokalizacja: Port Końcowy (Endhafen) zlokalizowany był bezpośrednio w ścisłym centrum miasta. Kanał Kłodnicki wyznaczał północną granicę terenów Huty Gliwickiej na wysokości ulicy Hutniczej (Hüttenstraße).
  • Żeliwny Most: Istotnym architektonicznie punktem była ozdobna konstrukcja mostu żeliwnego, przerzucona przed głównym portalem huty. W 1933 roku obiekt ten został zdemontowany i przeniesiony przed fabrykę maszyn.

Sieć Kanałów Pomocniczych

Infrastruktura wodna w Gliwicach była gęsto rozgałęziona i obejmowała:

  • Hüttenstichkanal (Kanał boczny huty): Odgałęzienie prowadzące w stronę Sośnicy (Oehringen), które posiadało swój osobny żelazny most.
  • Oberwerkgraben (Górny kanał roboczy): Ciek zasilany ze stawu hutniczego (Hüttenteich), do którego wodę doprowadzała rzeka Bytomka. Kanał ten uchodził do głównego szlaku wodnego przy dzisiejszym Liceum Eichendorffa i był wyposażony w jaz przelewowy zlokalizowany w okolicach Lasku Westchnień.
  • Abflußgraben (Rów odpływowy): Ciąg wodny biegnący równolegle do dzisiejszej ulicy Zwycięstwa, który przecinał most i ostatecznie uchodził do kanału.

Zimowe Życie Miasta: Miejskie Lodowisko (Eisbahn)

  • Zasilanie ślizgawki: Ważną rolę zimą odgrywała "Martwa odnoga" (Toten Arm), czyli stare koryto przy tamie hutniczej. Z tego miejsca prowadzono wodę podziemnym przewodem – przechodzącym następnie w potężną rurę nadziemną – do zasilania miejskiego lodowiska. Teren do jazdy na łyżwach wyznaczano między mostem na ulicy Wilhelmowskiej a mostem łukowym.
  • Zagrożenia przemysłowe: Użytkowanie lodowiska wymagało interwencji w przestrzeń – przy ulicy Fabrycznej taflę trzeba było odgradzać. Działająca w pobliżu fabryka drutu zrzucała ciepłe ścieki technologiczne, co doprowadzało do tworzenia się na lodzie wysoce niebezpiecznych przerębli.
Karta Katalogowa IV

Logistyka, Transport i Codzienne Funkcjonowanie (Flota i Rekordy)

Trzech mężczyzn, burłaków, ciągnących na linach barkę wzdłuż brzegu Kanału Kłodnickiego.
Śląscy burłacy (Barkenschlepper) przeciągający barkę węglową pod prąd Kanału Kłodnickiego. Zbliżenie z gazety (1931 r.).

Ewolucja Floty i Typy Jednostek

Barka rzeczna płynąca spokojnym odcinkiem Kanału Kłodnickiego z betonowym mostem łukowym w tle.
Klasyczny widok dawnej żeglugi śródlądowej na Kanale Kłodnickim. W tle zarysowuje się infrastruktura w postaci mostu łukowego.

Kanał Kłodnicki wymagał specyficznego, dostosowanego do swoich gabarytów taboru. Zanim jeszcze infrastruktura w pełni dojrzała, przed 1808 rokiem operowało na nim już 36 specjalnych łodzi węglowych. Z biegiem lat flota przeszła znaczną ewolucję:

  • Wczesne łodzie (do 1823 r.): Dominował Typ 1 (węglowy, docierający m.in. do Zabrza), o długości 20 stóp, szerokości 6,5 stopy i nośności 75 cetnarów. Węgiel transportowano w nim często w mniejszych skrzyniach, ładowanych po 10 sztuk na jednostkę. Do ładunków dłużycowych używano Typu 2 o długości 50 stóp i nośności około 200 cetnarów.
  • Barki odrzańskie (po 1823 r.): Zakończona przebudowa śluz pozwoliła na wpuszczenie większych jednostek o długości 106 stóp i nośności od 1000 do 1200 cetnarów. Z czasem na szlaku pojawiły się również barki 150-tonowe.
  • Flota "Caesar Wollheim": Prawdziwym przełomem był rok 1897, kiedy to wprowadzono 27 innowacyjnych barek tej firmy. Mierzyły one dokładnie 35,2 metra długości, co pozwalało im idealnie, co do centymetra, wpasować się w ciasne komory śluz.

Napęd, Trakcja i Ekonomia

Kwestia napędu to jeden z najbardziej plastycznych, a zarazem surowych aspektów historii tego szlaku:

  • Śląscy burłacy (Barkenschlepper): W pierwszych dekadach funkcjonowania drogi wodnej barki ciągnięto pod prąd wyłącznie siłą ludzkich mięśni. Robotnicy, podobnie jak na wschodzie Europy, używali do tego celu szerokich, skórzanych pasów zakładanych na ramiona.
  • Konie i maszyny parowe: W 1857 roku przeprowadzono pierwszą próbę zastosowania trakcji konnej. Choć w 1917 roku na krótko wprowadzono holowniki parowe, szybko okazało się, że spowalniają one ruch w śluzach. Z tego powodu po I wojnie światowej powrócono do sprawdzonej trakcji konnej.
  • Opłaty: Koszty transportu były kluczowym czynnikiem dla gospodarki. W latach 1806–1807 pobierano opłaty rzędu 2 srebrnych groszy za szefel dla rządu i 3 groszy dla podmiotów prywatnych. Od 1820 roku samo pływanie stało się darmowe – uiszczano jedynie myto za śluzowanie. Transport wodny stał się wtedy około czterokrotnie tańszy od lądowego. Rejs na trasie Koźle–Łabędy–Koźle zajmował z reguły około dwóch dni.

Szczyty przewozowe

Eksport szlakiem wodnym, zainicjowany w 1805 roku na rachunek Wyższego Urzędu Górniczego, rósł w siłę przez kolejne dekady. Absolutny rekord eksploatacyjny padł w 1920 roku – przetransportowano wówczas imponujące 105 000 ton węgla (w dół kanału). Przez kanał przepłynęły w tym czasie 2632 łodzie, obsługiwane przez 20 holowników i około 90 barek.

Karta Katalogowa V

Przemysłowi Potentaci i Ekologia Szlaku Wodnego (Złote Lata i Katastrofa)

Rozwój śląskich potęg przemysłowych

Wokół drogi wodnej błyskawicznie zaczęły wyrastać zakłady, które ukształtowały gospodarczą potęgę regionu:

  • W 1848 r. Guido Henckel von Donnersmarck (a od 1901 r. także: Fürst von Donnersmarck) przejął majątek rodzinny, kładąc podwaliny pod wielki śląski przemysł. W tym samym roku zainicjowano również budowę Huty "Hermina" w Łabędach, będącej wspólną inwestycją m.in. Moritza Izaaka i Roberta Caro.
  • W 1852 r. otwarto warsztaty fabryki drutu wiązane z Wilhelmem Hegenscheidtem. Z kolei w 1866 r. Robert Caro wspólnie z Heinrichem Kernem założyli w Gliwicach fabrykę drutu (Drahtwerke Kern & Komp.).
  • W 1887 r. (dokładnie 9 lipca) siły przemysłowców połączyły się, tworząc gigantyczny koncern Oberschlesische Eisen-Industrie A.G. (OEI). Z kolei w 1867 r. S. Huldschinsky i Albert Hahn założyli w pobliżu swoją rurarnię (Hahn und Huldschinsky).

Dominację w transporcie przejęły potęgi spedycyjne. Założona w 1875 r. firma "Efco" (Emanuel Friedlaender & Co.), której statki oznaczano charakterystycznym czerwonym pasem na kadłubie, w czasach kryzysów ratowała byt kopalń takich jak Rymer, Emma czy Anna. Krajobraz kanału przez dekady zdominowały także czarno-białe barki węglowe firmy "Caesar Wollheim".

Złote lata rekreacji i utrzymanie koryta

Grupa kajakarzy w łódkach na wodach starego Kanału Kłodnickiego na tle budynków huty w Gliwicach.
Otwarcie sezonu klubu kajakowego na wodach starego Kanału Kłodnickiego w Gliwicach. W tle widoczne zakłady Zjednoczonych Hut Górnośląskich.
Ludzie wodujący małą żaglówkę na zalesionym brzegu starego Kanału Kłodnickiego.
Mieszkańcy wypoczywający przy dawnym Kanale Kłodnickim w Gliwicach. Widoczny "Dammweg" (droga na wale) w kierunku Łabęd.

Przed nadejściem ciężkiego uprzemysłowienia szlak wodny stanowił centrum rekreacyjne:

  • Pierwotnie woda w kanale była na tyle czysta, że lokalni mieszkańcy masowo się w niej kąpali i łowili raki.
  • Na przełomie XIX i XX wieku po wodach kanału pływały małe parowce wycieczkowe kursujące do Łabęd.
  • Brzegi kanału pełniły funkcję promenady spacerowej, a tzw. martwe odnogi służyły do rekreacji oraz treningów wioślarskich na łodziach roboczych.

Utrzymanie infrastruktury wymagało ciągłych nakładów pracy. Skarpy obsadzano drzewami (topolami, dębami, olchami, brzozami i robiniami), co z jednej strony stabilizowało brzegi, a z drugiej dostarczało drewna dla huty. Koryto było regularnie odmuślane (Schlämmen) i oczyszczane z trzciny z pokładu specjalnych promów roboczych (Prähme). W dobie kryzysu w 1912 r., aby uniknąć masowych zwolnień, do tych ciężkich prac skierowano formierzy z huty.

Degradacja i katastrofa ekologiczna

Gwałtowna industrializacja ostatecznie zniszczyła pierwotny ekosystem szlaku:

  • Zrzuty przemysłowe z zakładów OEI oraz fabryk Hahn und Huldschinsky (w tym kwas solny i ropa naftowa) drastycznie zmieniły skład wody.
  • Kanał przeobraził się w cuchnącą mazię, przybierając kolor czarnej od sadzy "zupy grochowej". Ówczesne relacje opisywały ten stan jednoznacznie jako "żałosny widok".
Karta Katalogowa VI

Schyłek Starego Szlaku i Budowa Kanału Gliwickiego (1843–1943)

Zmierzch Kanału Kłodnickiego pod naporem kolei

Pojawienie się na Śląsku kolei żelaznej wyznaczyło początek końca dla starej drogi wodnej:

  • W 1843 r. do Gliwic doprowadzono kolej, co odebrało kanałowi dużą część masowych ładunków. Sytuację pogłębiło doprowadzenie w 1897 r. kolei wąskotorowej bezpośrednio do miejskiego portu.
  • Ostatecznie, w 1928 r., stary szlak oraz port w samym centrum miasta oficjalnie uznano za całkowicie przestarzałe i nieodpowiadające wymogom epoki.

Niezrealizowane plany ratunkowe i megalomańskie wizje

Zanim podjęto decyzję o budowie zupełnie nowej trasy, inżynierowie próbowali ratować stary system:

  • W 1877 r. projekt przedstawił inż. Herr, a w 1887 r. powstał plan modernizacji opracowany przez biuro Havestadt & Contag.
  • Jednym z najbardziej radykalnych pomysłów był projekt inż. K. Besta z 1929 r., który zakładał całkowitą rezygnację ze śluz na rzecz specjalnych podnośni dla statków.
  • W latach 30. XX w. snuto także gigantyczne wizje włączenia lokalnej infrastruktury w Magistralę Kontynentalną (Wisła-Bug-Prypeć-Dniepr), tzw. projekt "Wschód" biegnący przez Katowice do Oświęcimia, a także połączenie Osi Północ-Południe z Dunajem.

Narodziny Kanału Gliwickiego (Adolf-Hitler-Kanal)

Rysunek techniczny mapy z 1934 roku porównujący trasę starego Kanału Kłodnickiego z planowanym Kanałem Gliwickim.
Projekt inżynieryjny z 1934 roku ukazujący przebieg planowanego nowocześniejszego szlaku na tle meandrującego koryta dawnego Kanału Kłodnickiego.

Decyzję o budowie nowej arterii w ramach robót publicznych podjęto we wrześniu 1933 r..

  • Chronologia budowy: Kamień węgielny położono 14 maja 1934 r. w Koźlu. Kiedy w 1938 r. nowa droga wodna dotarła do Gliwic, zasypano stary odcinek kanału w Łabędach.
  • Otwarcie: Oficjalnego otwarcia kanału dokonał 8 grudnia 1939 r. na śluzie w Dzierżnie Rudolf Hess. Pełną zdolność operacyjną trasa uzyskała w 1941 r., wraz z uruchomieniem nowoczesnego, trójdzielnego portu w Gliwicach. (W 1967 r. system wzbogacono o portowy łącznik do Zakładów Azotowych w Kędzierzynie).

Inżynieria na krawędzi – wyzwania i parametry

  • "Słonina na Dzierżnie": Stopień wodny wznoszono na skrajnie trudnym gruncie – płynnych piaskach. Zanim wylano beton, wykop uszczelniano grubymi warstwami słoniny.
  • Syfon Kłodnicki: W Lenartowicach wzniesiono europejski unikat – naturalne koryto rzeki Kłodnicy poprowadzono dokładnie pod dnem nowego kanału za pomocą trzech potężnych rur betonowych.
  • Parametry i tabor: Nowy kanał liczył ok. 41,2 km długości, a jego koryto miało 41 m szerokości i 3,5 m głębokości. Zbudowano 6 nowoczesnych śluz bliźniaczych (o wymiarach 72 x 12 m), które pozwalały na obsługę masywnych, 1000-tonowych statków. Aby statki nie osiadały na dnie w suche lata (np. w 1933 r. na starych odcinkach), uciekano się do falowych zrzutów ze zbiorników retencyjnych.

Machina Wojenna (1942–1943)

Barki motorowe wypełnione urobkiem płynące szerokim korytem nowego kanału w Łabędach.
Transport masowy na nowym szlaku wodnym w okolicach Łabęd (Laband). Szerokie koryto i barki motorowe zastąpiły dawną infrastrukturę.
Dymiący holownik parowy ciągnący duże barki towarowe w szerokim basenie portowym.
Holownik parowy operujący w rejonie szerokiego portu rzecznego, co symbolizowało erę pełnej industrializacji śląskich dróg wodnych.

W latach wojennych kanał działał z pełną mocą, stanowiąc kluczowe ogniwo logistyczne III Rzeszy, z powodzeniem realizując szybkie transporty materiałów przemysłowych i górniczych na wielką skalę z Górnego Śląska.

Karta Katalogowa VII

Współczesne Relikty, Dokumentacja i Źródła (Stan obecny)

Ślady przeszłości w terenie i zagrożenia

Materialne pozostałości dawnej myśli inżynieryjnej wciąż można odnaleźć w przestrzeni Śląska, choć często ulegają one degradacji:

  • Zachowane obiekty: W Lenartowicach do dziś stoi dawny budynek śluzowego, zlokalizowany przy nieistniejącej już śluzie nr 4. W Miedarskiej Hucie ocalały z kolei pozostałości śluzy nr 5 – można tam dostrzec fragment muru oraz dom śluzowego. Ponadto, na odcinku pomiędzy Hutą a Blachownią, w terenie wciąż zarysowują się fragmenty dawnego koryta kanału.
  • Wielkie odkrycie i dewastacja: Niezwykłego znaleziska dokonano w Gliwicach w 2013 roku – podczas prac nad Drogową Trasą Średnicową (DTŚ) w rejonie Palmiarni natrafiono na świetnie zachowaną, XVIII śluzę Kanału Kłodnickiego, która została zasypana w 1953 roku. Niestety, wiele innych zabytków bezpowrotnie znika pod naporem nowoczesnej infrastruktury; na przykład obwodnica Kędzierzyna-Koźla zrównała z ziemią historyczną śluzę w starym korycie.
  • Współczesna inżynieria: Dawną trasę wodną przecinają dziś nowoczesne instalacje. W 2018 roku zrealizowano imponujący przewiert – gazociąg relacji Tworóg-Kędzierzyn poprowadzono aż 25 metrów pod dnem Nowego Kanału Gliwickiego.

Inicjatywy dokumentacyjne i popularyzatorskie

Wiedza o kanale została starannie skatalogowana i zarchiwizowana dzięki pracy lokalnych badaczy:

  • Kluczowym opracowaniem jest książka Piotra Zdanowicza pod tytułem „Kanał Kłodnicki – nieznany świadek górnośląskich dziejów”, która precyzyjnie zbiera historię starego szlaku.
  • Dopełnieniem ewidencji tekstowej jest pełnometrażowy film dokumentalny „Zapomniane górnośląskie okno na świat – opowieść o Kanale Kłodnickim”, wyreżyserowany na podstawie scenariusza P. Zdanowicza i sfinansowany ze środków Marszałkowskiego Budżetu Obywatelskiego.

Ewidencja Źródeł (Zbiorcza Bibliografia)

Rzetelność powyższego katalogu opiera się na szerokiej bazie materiałów źródłowych, obejmujących kilkadziesiąt pozycji:

  • Roczniki ziomkowskie: Wykorzystano liczne wydania "Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt" z lat 1951-1957 oraz późniejsze, kontynuowane aż do 1990 roku biuletyny "Gleiwitzer - Beuthener - Tarnowitzer Heimatblatt".
  • Zabytkowa prasa i czasopisma: Czerpano z historycznych doniesień prasowych, w tym m.in. z "Schlesische Provinzialblätter" (1808-1848), "Der Oberschlesische Wanderer" i "Schlesische Zeitung", urzędowych biuletynów "Kattowitzer Kreisblatt" i "Tost-Gleiwitzer Kreisblatt", a także z ilustrowanego "Oberschlesien im Bild" (1931 r.) oraz branżowej "Hansy" (1934 r.). Wykorzystano również prasę z okresu wojennego, np. "Oberschlesische Zeitung" (1942-1943), oraz powojenne publikacje takie jak "Unser Oberschlesien" i "Bote aus dem Bieletal".
  • Dokumenty urzędowe i cyfrowe: Baza uwzględnia stare raporty edukacyjne (np. z bytomskiego gimnazjum z lat 1876-1877), jak również współczesne zbiory cyfrowe z portali historycznych i branżowych (Kanalgliwicki.pl, Portalkomunalny.pl), artykuły z serwisu Wachtyrz.eu oraz udostępnione prezentacje wystawowe.

Cyfrowy Katalog Wiedzy. Prawa do treści źródłowych należą do ich odpowiednich archiwów i wydawców.

0
0

Read more

Rycina w stylu XIX wieku przedstawiająca zabytkową hutę cynku na Śląsku z dymiącymi kominami, piecami muflowymi i pracującymi hutnikami oraz ozdobny napis Techniczna Saga Śląskiego Cynku i Ołowiu.

Techniczna Saga Śląskiego Cynku i Ołowiu

Techniczna Saga Śląskiego Cynku i Ołowiu

Przez ponad sto lat panorama Górnego Śląska nie należała do szybów węglowych, lecz do gigantycznych, ponad stumetrowych kominów hut cynku. W połowie XIX wieku region ten był metalurgicznym sercem Europy, dostarczając niemal 40% światowej produkcji cynku. To tutaj, w oparach kwasu siarkowego i w żarze pieców muflowych, rodziły się fortuny, które zmieniały bieg historii.

Początki: Galman i cesarskie przywileje

Górnictwo kruszcowe w rejonie Bytomia i Tarnowskich Gór ma korzenie sięgające XVI wieku. Już w latach 1560–1570 Peter Jost wydobywał pod Tarnowskimi Górami galman (utlenioną rudę cynku), by stapiać go z miedzią na mosiądz. W owym czasie cynk jako metal był jeszcze nieznany – galman uważano za odmianę wapienia, która dodana do miedzi tworzyła twardy mosiądz.

W 1704 roku wrocławski kupiec Georg von Giesche uzyskał od cesarza Leopolda 20-letni przywilej na wyłączność wydobycia galmanu na całym Śląsku. Przywilej ten odnawiano wielokrotnie, co pozwoliło rodzinie Giesche przez równe 100 lat budować fundamenty pod potęgę późniejszego koncernu „Bergwerksgesellschaft Georg von Giesches Erben”.

Przełom technologiczny: Sekrety z Wesołej i Geniusz Baildona

Do końca XVIII wieku Europa była uzależniona od importu metalicznego cynku z Chin i Anglii. Przełom nastąpił w 1792 (lub według innych źródeł w 1800) roku w hucie szkła w Wesołej (Wessola) koło Pszczyny. Asesor Johann Christian Ruberg, szukając nowych barwników do szkła, odkrył w zamkniętym naczyniu srebrzystobiały metal – czysty cynk. Zrozumiał, że metal ten powstaje tylko przy ogrzewaniu rudy w szczelnie zamkniętym naczyniu (mufli). Metoda Ruberga była trzymana w tajemnicy, jednak sekret „wyciekł” przez uciekających z Wesołej robotników, co wkrótce doprowadziło do budowy w 1808 roku wielkiej państwowej huty Lydognia.

Równolegle rozwijało się hutnictwo żelaza. W 1788 roku na kopalni „Friedrichsgrube” uruchomiono pierwszą na kontynencie europejskim maszynę parową. W 1796 roku szkocki inżynier John Baildon, przy wsparciu hrabiego Redena, nadzorował w Gliwicach budowę pierwszego w Europie wielkiego pieca opalanego koksem. Baildon, który zmarł w Gliwicach w 1846 roku, pozostawił po sobie dziedzictwo w postaci Baildonhütte oraz udziałów w wielu zakładach.

Tablica Meyers Zinkgewinnung Technologia w pigułce: Tablica z Meyers Konversations-Lexikon (1890). Rysunki 9 i 10 pokazują przekrój „Schlesischer Zinkofen”.

Mufle i ekologia: Cena potęgi

Produkcja cynku wymagała precyzji i ogromnych nakładów energii. Odbywała się w naczyniach z gliny ogniotrwałej, zwanych muflami, ustawianych poziomo w piecach o temperaturze ponad 1000 stopni. Proces ten, choć zyskowny, wiązał się ze stratami metalu rzędu 12–15%. Huty odzyskiwały jednak inne cenne surowce:

  • Kadm: W 1912 roku Górny Śląsk był największym producentem tego metalu na świecie, osiągając wynik ponad 42 ton (dokładnie 42 757 kg) rocznie, kluczowego m.in. dla fotografii i pirotechniki.
  • Pył cynkowy (Poussière): Produkt uboczny stosowany masowo jako środek redukujący w przemyśle chemicznym.
  • Kwas siarkowy: Prażenie rud siarczkowych (blendy cynkowej) uwalniało do atmosfery żrące gazy. By rozproszyć opary niszczące okoliczne pola i chronić środowisko, władze wymusiły budowę kominów przekraczających 100 metrów wysokości, które na dekady zdefiniowały pionową panoramę regionu.
Zdjęcie mufli w hucie Bateria pieców muflowych w zbliżeniu. Każdy z tych otworów musiał być ręcznie obsługiwany przez robotników.

Wielcy gracze i ich imperia

Donnersmarckowie i Schlesag

Książę Guido Henckel von Donnersmarck zrewolucjonizował zarządzanie kopalniami, wykorzystując nowoczesne paryskie instrumenty finansowe. W 1853 roku zainicjował powstanie Śląskiej Spółki Akcyjnej dla Górnictwa i Hutnictwa Cynku („Schlesag”) z potężnym kapitałem 5 milionów talarów. Najbardziej spektakularnym efektem działalności Schlesagu był rozwój Lipin. Przed 1800 rokiem był to maleńki folwark; dzięki budowie potężnych hut Silesia I–III oraz walcowni blach cynkowych, osada ta stała się jednym z najgęściej uprzemysłowionych punktów na świecie.

Robotnicy przy piecu cynkowym Praca „na froncie” ognia. Robotnicy używali długich żerdzi do czyszczenia i napełniania mufli w skrajnie trudnych warunkach termicznych.

Giesche’s Erben i Wizja Uthemanna

Koncern Giesche również nie zwalniał tempa. Pod zarządem dyrektora Bernhardiego cynk z Giesche zdobył światową renomę. Jego następca, Anton Uthemann, zmodernizował hutnictwo i stworzył w Szopienicach nowoczesną hutę swojego imienia, a przy niej słynne modelowe osiedla – Giszowiec i Nikiszowiec.

Friedländerowie i Godulla

Pochodząca z Bytomia rodzina Friedländerów odegrała kluczową rolę w finansowaniu przemysłu. Moritz Friedländer budował Friedenshütte w 1840 roku i był doradcą finansowym samego Karola Goduli. Godulla, zwany „Królem Cynku”, pozostawił po sobie m.in. Godullahütte (zbudowaną w 1854 r.), która w ciągu 40 lat wyprodukowała ponad 158 tysięcy ton metalu, zanim przejął ją koncern Hohenlohe.

RokProdukcja Cynku Surowego (tony)Uwagi / Wydarzenia
186142 000Początek dynamicznej ekspansji i uruchomienie dużych hut
188168 000Modernizacja procesów prażenia i wydobycie głębinowe
1901109 000Era Bernhardiego i wielkich inwestycji
1912168 496Śląsk dostarcza około 17% światowej produkcji cynku
1913169 000Historyczny szczyt przedwojennej potęgi

Podział i upadek: „Lista Duchów”

Rok 1922 i wytyczenie nowej granicy po plebiscycie drastycznie „rozcięło” organizm przemysłowy – 100% produkcji cynku surowego znalazło się po polskiej stronie. Niemieckie firmy, takie jak Giesche, odcięte od swoich hut, musiały reagować – stąd m.in. w 1934 roku wybudowano nową hutę elektrolityczną w Magdeburgu.

Dziś o potędze śląskiego cynku świadczą głównie kopalnie widma i nazwy w starych kronikach. Wiele legendarnych zakładów nie przetrwało próby czasu i zostało całkowicie rozebranych. Historyczna „lista duchów” wymienia 10 słynnych hut:

  • 1. Silesiahütte
  • 2. Guidottohütte
  • 3. Rosamundehütte
  • 4. Hugohütte
  • 5. Liebehoffnungshütte
  • 6. Franzhütte
  • 7. Thurzohütte
  • 8. Hohenlohehütte
  • 9. Lazyhütte
  • 10. Godullahütte

Dziedzictwo cynku i ołowiu pozostaje jednak trwale zapisane w architekturze oraz geologii regionu – chociażby w głębokich nieckach rudnych pod Bytomiem i Miechowicami, które kiedyś stanowiły o sile ekonomicznej całego państwa.

Źródła i Bibliografia

  • Kania J., 125 Jahre oberschlesische Zinkhüttenindustrie, „Ostdeutsche Morgenpost”, nr 18, wydanie z dnia 18 stycznia 1924 r.
  • Repetzki K., Geschichte der oberschlesischen Montanindustrie, opracowanie archiwalne dr. inż. K. Repetzkiego
  • Marbach H., Górnośląski przemysł cynkowy, seria artykułów techniczno-historycznych publikowanych w „Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt”, lata 1952–1956
  • Perlick A., v. Zalewski, Zur Geschichte der Firma Friedländer, monografia rodu Friedländerów, „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, lipiec 1970
  • Montanus, 700 Jahre Bergbau in der Standesherrschaft Beuthen OS., kronika górnictwa bytomskiego
  • Heller F., Historia kopalni Heinitz w Bytomiu (Rozbark), opracowanie dotyczące katastrofy z 1923 r.
  • Beuthener Kreisblatt, rocznik 1885, urzędowe wykazy płatników podatku gruntowego i przemysłowego powiatu bytomskiego
  • Meyers Konversations-Lexikon, wydanie 4., ok. 1890 r., tablica litograficzna „Zinkgewinnung” (Original-Holzstich)
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise, roczniki archiwalne: 1952, 1956, 1960, 1970, 1991.
  • Technikmuseum Online, dokumentacja fotograficzna pieców muflowych i procesów destylacji cynku (zn-muffeln.jpg).
0
0

Read more