Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Blog

genealogia i historia

Infografika w stylu vintage podsumowująca historię Kanału Kłodnickiego i Kanału Gliwickiego, zawierająca schematy śluz, podziemnej sztolni, trasy szlaku oraz kluczowe daty.

Baza Wiedzy: Kanał Kłodnicki i Kanał Gliwicki (1788–1943)

Katalog Wiedzy: Kanał Kłodnicki

Kompleksowa Baza Wiedzy: Kanał Kłodnicki i Gliwicki

Ewidencja historyczno-techniczna dawnych szlaków wodnych Górnego Śląska.

Karta Katalogowa I

Geneza i Faza Pionierska (1788–1812) – Kronika Innowacji

Kolorowana historyczna pocztówka przedstawiająca barkę na Kanale Kłodnickim w Sławięcicach.
Historyczna pocztówka ze Sławięcic (Slawentzitz) ukazująca urokliwy, wysadzany drzewami brzeg dawnego Kanału Kłodnickiego.

Wizja i pierwsze plany (1788–1789)

Koncepcja zrodziła się w 1788 roku z inicjatywy ówczesnego ministra do spraw Śląska, hrabiego Karla Georga von Hoyma. Zlecenie na stworzenie nowej drogi wodnej wydał król Fryderyk Wilhelm II. Ostateczny projekt z 22 sierpnia 1789 roku opracował specjalista od transportu, W. Geschke (spotykane też nazwisko: Gesche), który został też pierwszym kierownikiem prac.

Inżynieryjna elita przy pracy (1791–1805)

Rozkaz rozpoczęcia budowy wydano 6 lutego 1792 roku, choć pierwsze prace w terenie wystartowały już na przełomie lat 1791 i 1792. Po śmierci Geschkego w 1794 roku stery przejął inspektor Promnitz. Budowa zgromadziła najwybitniejsze umysły tamtej epoki – spadki kanału precyzyjnie wyliczał John Baildon, a kluczową rolę w kierowaniu przedsięwzięciem odegrał hrabia Fryderyk von Reden.

Przełomowe technologie na placu budowy

Kanał Kłodnicki stał się potężnym poligonem doświadczalnym dla nowatorskich rozwiązań inżynieryjnych:

  • Pudlingowanie: W listopadzie 1792 roku, na wzgórzu w okolicach Blachowni, w obecności hrabiego von Redena przeprowadzono pionierską próbę uszczelniania koryta tą metodą.
  • Era pary: W sierpniu 1796 roku na plac budowy sprowadzono dwie maszyny parowe, których zadaniem było odpompowywanie wody gruntowej.

Pierwszy spław (1805–1812)

Wielki wysiłek technologiczny przyniósł efekty w 1805 roku. Wtedy to odbył się pierwszy udokumentowany spływ towarowy – z Gliwic do Koźla przetransportowano wyroby żelazne. Oficjalnie pierwszy etap budowy na tej trasie zakończono w 1812 roku.

Karta Katalogowa II

Parametry Techniczne i Fenomen Podziemi (1812–1839)

Koryto i system śluz (Odcinek Koźle – Gliwice)

Odcinek łączący Gliwice z Koźlem liczył ok. 45 kilometrów długości, a pokonywana przez niego różnica wzniesień (spad) wynosiła 48,8 metra. Początkowe parametry drogi wodnej były jednak niezwykle skromne – w momencie oficjalnego oddania do użytku w 1812 roku kanał miał zaledwie około 61 centymetrów (24 cale) głębokości. Sytuacja ta uległa poprawie dopiero w latach 1822–1830, kiedy to koryto pogłębiono do 1,6 metra.

Pierwotny projekt zakładał budowę 17 śluz, lecz już w 1801 roku podjęto decyzję o dodaniu osiemnastej. Infrastruktura ta charakteryzowała się początkowo bardzo wąskimi gabarytami komór, wynoszącymi zaledwie 4 metry szerokości i 36,5 metra długości. Wymusiło to szybką modernizację szlaku – do 1823 roku zakończono przebudowę 8 śluz, aby dostosować je do obsługi znacznie większych barek odrzańskich.

Stara mapa topograficzna Kanału Kłodnickiego i rzeki Kłodnicy z lat 1856-1860.
Archiwalna mapa z lat 1856–1860 ilustrująca przebieg koryta Kanału Kłodnickiego w rejonie Kędzierzyna-Koźla.

Kanał Sztolniowy (Stollenkanal) – unikat na skalę europejską

Szlak wodny nie kończył się w porcie gliwickim. Jego architektoniczne przedłużenie prowadziło przez Zabrze (późn. Hindenburg O.S.) aż do Królewskiej Huty (Königshütte), co zwiększało całkowitą planowaną długość drogi wodnej do 60 kilometrów. Najbardziej spektakularnym elementem tego odcinka była infrastruktura podziemna.

  • Podziemna żegluga: Wykuto ponad 14-kilometrowy (ok. 14,25 km), unikalny w skali Europy odcinek żeglowny pod powierzchnią ziemi. W rejonie Królewskiej Huty sztolnia schodziła na średnią głębokość ok. 38–40 metrów.
  • Podwójna funkcja: Główna Kluczowa Sztolnia Dziedziczna służyła nie tylko do transportu towarów, ale pełniła również kluczową funkcję zintegrowanego systemu odwadniającego dla okolicznych kopalń (w tym m.in. Königsgrube oraz Königin-Luise-Grube).
  • Napęd i pochylnie: Różnice poziomów w tunelu pokonywano za pomocą specjalnych pochylni dla statków (Schiffs-Rolltreppe). Flisacy przemieszczali łodzie w całkowitych ciemnościach, używając siły własnych rąk – odpychali się i pociągali za żelazne uchwyty, które zostały na stałe wmurowane w kamienne ściany sztolni.
  • Zakończenie eksploatacji: Podziemny transport węgla na górnym odcinku między Zabrzem a Gliwicami ostatecznie ustał do końca lat 30. XIX wieku. Ostatnią z podziemnych pochylni wyłączono z użytku w 1834 roku (okres eksploatacji pochylni kanałowych: 1806–1834).
Karta Katalogowa III

Topografia Gliwic, Infrastruktura Portowa i Miejskie Lodowisko

Port Końcowy i Serce Huty

  • Lokalizacja: Port Końcowy (Endhafen) zlokalizowany był bezpośrednio w ścisłym centrum miasta. Kanał Kłodnicki wyznaczał północną granicę terenów Huty Gliwickiej na wysokości ulicy Hutniczej (Hüttenstraße).
  • Żeliwny Most: Istotnym architektonicznie punktem była ozdobna konstrukcja mostu żeliwnego, przerzucona przed głównym portalem huty. W 1933 roku obiekt ten został zdemontowany i przeniesiony przed fabrykę maszyn.

Sieć Kanałów Pomocniczych

Infrastruktura wodna w Gliwicach była gęsto rozgałęziona i obejmowała:

  • Hüttenstichkanal (Kanał boczny huty): Odgałęzienie prowadzące w stronę Sośnicy (Oehringen), które posiadało swój osobny żelazny most.
  • Oberwerkgraben (Górny kanał roboczy): Ciek zasilany ze stawu hutniczego (Hüttenteich), do którego wodę doprowadzała rzeka Bytomka. Kanał ten uchodził do głównego szlaku wodnego przy dzisiejszym Liceum Eichendorffa i był wyposażony w jaz przelewowy zlokalizowany w okolicach Lasku Westchnień.
  • Abflußgraben (Rów odpływowy): Ciąg wodny biegnący równolegle do dzisiejszej ulicy Zwycięstwa, który przecinał most i ostatecznie uchodził do kanału.

Zimowe Życie Miasta: Miejskie Lodowisko (Eisbahn)

  • Zasilanie ślizgawki: Ważną rolę zimą odgrywała "Martwa odnoga" (Toten Arm), czyli stare koryto przy tamie hutniczej. Z tego miejsca prowadzono wodę podziemnym przewodem – przechodzącym następnie w potężną rurę nadziemną – do zasilania miejskiego lodowiska. Teren do jazdy na łyżwach wyznaczano między mostem na ulicy Wilhelmowskiej a mostem łukowym.
  • Zagrożenia przemysłowe: Użytkowanie lodowiska wymagało interwencji w przestrzeń – przy ulicy Fabrycznej taflę trzeba było odgradzać. Działająca w pobliżu fabryka drutu zrzucała ciepłe ścieki technologiczne, co doprowadzało do tworzenia się na lodzie wysoce niebezpiecznych przerębli.
Karta Katalogowa IV

Logistyka, Transport i Codzienne Funkcjonowanie (Flota i Rekordy)

Trzech mężczyzn, burłaków, ciągnących na linach barkę wzdłuż brzegu Kanału Kłodnickiego.
Śląscy burłacy (Barkenschlepper) przeciągający barkę węglową pod prąd Kanału Kłodnickiego. Zbliżenie z gazety (1931 r.).

Ewolucja Floty i Typy Jednostek

Barka rzeczna płynąca spokojnym odcinkiem Kanału Kłodnickiego z betonowym mostem łukowym w tle.
Klasyczny widok dawnej żeglugi śródlądowej na Kanale Kłodnickim. W tle zarysowuje się infrastruktura w postaci mostu łukowego.

Kanał Kłodnicki wymagał specyficznego, dostosowanego do swoich gabarytów taboru. Zanim jeszcze infrastruktura w pełni dojrzała, przed 1808 rokiem operowało na nim już 36 specjalnych łodzi węglowych. Z biegiem lat flota przeszła znaczną ewolucję:

  • Wczesne łodzie (do 1823 r.): Dominował Typ 1 (węglowy, docierający m.in. do Zabrza), o długości 20 stóp, szerokości 6,5 stopy i nośności 75 cetnarów. Węgiel transportowano w nim często w mniejszych skrzyniach, ładowanych po 10 sztuk na jednostkę. Do ładunków dłużycowych używano Typu 2 o długości 50 stóp i nośności około 200 cetnarów.
  • Barki odrzańskie (po 1823 r.): Zakończona przebudowa śluz pozwoliła na wpuszczenie większych jednostek o długości 106 stóp i nośności od 1000 do 1200 cetnarów. Z czasem na szlaku pojawiły się również barki 150-tonowe.
  • Flota "Caesar Wollheim": Prawdziwym przełomem był rok 1897, kiedy to wprowadzono 27 innowacyjnych barek tej firmy. Mierzyły one dokładnie 35,2 metra długości, co pozwalało im idealnie, co do centymetra, wpasować się w ciasne komory śluz.

Napęd, Trakcja i Ekonomia

Kwestia napędu to jeden z najbardziej plastycznych, a zarazem surowych aspektów historii tego szlaku:

  • Śląscy burłacy (Barkenschlepper): W pierwszych dekadach funkcjonowania drogi wodnej barki ciągnięto pod prąd wyłącznie siłą ludzkich mięśni. Robotnicy, podobnie jak na wschodzie Europy, używali do tego celu szerokich, skórzanych pasów zakładanych na ramiona.
  • Konie i maszyny parowe: W 1857 roku przeprowadzono pierwszą próbę zastosowania trakcji konnej. Choć w 1917 roku na krótko wprowadzono holowniki parowe, szybko okazało się, że spowalniają one ruch w śluzach. Z tego powodu po I wojnie światowej powrócono do sprawdzonej trakcji konnej.
  • Opłaty: Koszty transportu były kluczowym czynnikiem dla gospodarki. W latach 1806–1807 pobierano opłaty rzędu 2 srebrnych groszy za szefel dla rządu i 3 groszy dla podmiotów prywatnych. Od 1820 roku samo pływanie stało się darmowe – uiszczano jedynie myto za śluzowanie. Transport wodny stał się wtedy około czterokrotnie tańszy od lądowego. Rejs na trasie Koźle–Łabędy–Koźle zajmował z reguły około dwóch dni.

Szczyty przewozowe

Eksport szlakiem wodnym, zainicjowany w 1805 roku na rachunek Wyższego Urzędu Górniczego, rósł w siłę przez kolejne dekady. Absolutny rekord eksploatacyjny padł w 1920 roku – przetransportowano wówczas imponujące 105 000 ton węgla (w dół kanału). Przez kanał przepłynęły w tym czasie 2632 łodzie, obsługiwane przez 20 holowników i około 90 barek.

Karta Katalogowa V

Przemysłowi Potentaci i Ekologia Szlaku Wodnego (Złote Lata i Katastrofa)

Rozwój śląskich potęg przemysłowych

Wokół drogi wodnej błyskawicznie zaczęły wyrastać zakłady, które ukształtowały gospodarczą potęgę regionu:

  • W 1848 r. Guido Henckel von Donnersmarck (a od 1901 r. także: Fürst von Donnersmarck) przejął majątek rodzinny, kładąc podwaliny pod wielki śląski przemysł. W tym samym roku zainicjowano również budowę Huty "Hermina" w Łabędach, będącej wspólną inwestycją m.in. Moritza Izaaka i Roberta Caro.
  • W 1852 r. otwarto warsztaty fabryki drutu wiązane z Wilhelmem Hegenscheidtem. Z kolei w 1866 r. Robert Caro wspólnie z Heinrichem Kernem założyli w Gliwicach fabrykę drutu (Drahtwerke Kern & Komp.).
  • W 1887 r. (dokładnie 9 lipca) siły przemysłowców połączyły się, tworząc gigantyczny koncern Oberschlesische Eisen-Industrie A.G. (OEI). Z kolei w 1867 r. S. Huldschinsky i Albert Hahn założyli w pobliżu swoją rurarnię (Hahn und Huldschinsky).

Dominację w transporcie przejęły potęgi spedycyjne. Założona w 1875 r. firma "Efco" (Emanuel Friedlaender & Co.), której statki oznaczano charakterystycznym czerwonym pasem na kadłubie, w czasach kryzysów ratowała byt kopalń takich jak Rymer, Emma czy Anna. Krajobraz kanału przez dekady zdominowały także czarno-białe barki węglowe firmy "Caesar Wollheim".

Złote lata rekreacji i utrzymanie koryta

Grupa kajakarzy w łódkach na wodach starego Kanału Kłodnickiego na tle budynków huty w Gliwicach.
Otwarcie sezonu klubu kajakowego na wodach starego Kanału Kłodnickiego w Gliwicach. W tle widoczne zakłady Zjednoczonych Hut Górnośląskich.
Ludzie wodujący małą żaglówkę na zalesionym brzegu starego Kanału Kłodnickiego.
Mieszkańcy wypoczywający przy dawnym Kanale Kłodnickim w Gliwicach. Widoczny "Dammweg" (droga na wale) w kierunku Łabęd.

Przed nadejściem ciężkiego uprzemysłowienia szlak wodny stanowił centrum rekreacyjne:

  • Pierwotnie woda w kanale była na tyle czysta, że lokalni mieszkańcy masowo się w niej kąpali i łowili raki.
  • Na przełomie XIX i XX wieku po wodach kanału pływały małe parowce wycieczkowe kursujące do Łabęd.
  • Brzegi kanału pełniły funkcję promenady spacerowej, a tzw. martwe odnogi służyły do rekreacji oraz treningów wioślarskich na łodziach roboczych.

Utrzymanie infrastruktury wymagało ciągłych nakładów pracy. Skarpy obsadzano drzewami (topolami, dębami, olchami, brzozami i robiniami), co z jednej strony stabilizowało brzegi, a z drugiej dostarczało drewna dla huty. Koryto było regularnie odmuślane (Schlämmen) i oczyszczane z trzciny z pokładu specjalnych promów roboczych (Prähme). W dobie kryzysu w 1912 r., aby uniknąć masowych zwolnień, do tych ciężkich prac skierowano formierzy z huty.

Degradacja i katastrofa ekologiczna

Gwałtowna industrializacja ostatecznie zniszczyła pierwotny ekosystem szlaku:

  • Zrzuty przemysłowe z zakładów OEI oraz fabryk Hahn und Huldschinsky (w tym kwas solny i ropa naftowa) drastycznie zmieniły skład wody.
  • Kanał przeobraził się w cuchnącą mazię, przybierając kolor czarnej od sadzy "zupy grochowej". Ówczesne relacje opisywały ten stan jednoznacznie jako "żałosny widok".
Karta Katalogowa VI

Schyłek Starego Szlaku i Budowa Kanału Gliwickiego (1843–1943)

Zmierzch Kanału Kłodnickiego pod naporem kolei

Pojawienie się na Śląsku kolei żelaznej wyznaczyło początek końca dla starej drogi wodnej:

  • W 1843 r. do Gliwic doprowadzono kolej, co odebrało kanałowi dużą część masowych ładunków. Sytuację pogłębiło doprowadzenie w 1897 r. kolei wąskotorowej bezpośrednio do miejskiego portu.
  • Ostatecznie, w 1928 r., stary szlak oraz port w samym centrum miasta oficjalnie uznano za całkowicie przestarzałe i nieodpowiadające wymogom epoki.

Niezrealizowane plany ratunkowe i megalomańskie wizje

Zanim podjęto decyzję o budowie zupełnie nowej trasy, inżynierowie próbowali ratować stary system:

  • W 1877 r. projekt przedstawił inż. Herr, a w 1887 r. powstał plan modernizacji opracowany przez biuro Havestadt & Contag.
  • Jednym z najbardziej radykalnych pomysłów był projekt inż. K. Besta z 1929 r., który zakładał całkowitą rezygnację ze śluz na rzecz specjalnych podnośni dla statków.
  • W latach 30. XX w. snuto także gigantyczne wizje włączenia lokalnej infrastruktury w Magistralę Kontynentalną (Wisła-Bug-Prypeć-Dniepr), tzw. projekt "Wschód" biegnący przez Katowice do Oświęcimia, a także połączenie Osi Północ-Południe z Dunajem.

Narodziny Kanału Gliwickiego (Adolf-Hitler-Kanal)

Rysunek techniczny mapy z 1934 roku porównujący trasę starego Kanału Kłodnickiego z planowanym Kanałem Gliwickim.
Projekt inżynieryjny z 1934 roku ukazujący przebieg planowanego nowocześniejszego szlaku na tle meandrującego koryta dawnego Kanału Kłodnickiego.

Decyzję o budowie nowej arterii w ramach robót publicznych podjęto we wrześniu 1933 r..

  • Chronologia budowy: Kamień węgielny położono 14 maja 1934 r. w Koźlu. Kiedy w 1938 r. nowa droga wodna dotarła do Gliwic, zasypano stary odcinek kanału w Łabędach.
  • Otwarcie: Oficjalnego otwarcia kanału dokonał 8 grudnia 1939 r. na śluzie w Dzierżnie Rudolf Hess. Pełną zdolność operacyjną trasa uzyskała w 1941 r., wraz z uruchomieniem nowoczesnego, trójdzielnego portu w Gliwicach. (W 1967 r. system wzbogacono o portowy łącznik do Zakładów Azotowych w Kędzierzynie).

Inżynieria na krawędzi – wyzwania i parametry

  • "Słonina na Dzierżnie": Stopień wodny wznoszono na skrajnie trudnym gruncie – płynnych piaskach. Zanim wylano beton, wykop uszczelniano grubymi warstwami słoniny.
  • Syfon Kłodnicki: W Lenartowicach wzniesiono europejski unikat – naturalne koryto rzeki Kłodnicy poprowadzono dokładnie pod dnem nowego kanału za pomocą trzech potężnych rur betonowych.
  • Parametry i tabor: Nowy kanał liczył ok. 41,2 km długości, a jego koryto miało 41 m szerokości i 3,5 m głębokości. Zbudowano 6 nowoczesnych śluz bliźniaczych (o wymiarach 72 x 12 m), które pozwalały na obsługę masywnych, 1000-tonowych statków. Aby statki nie osiadały na dnie w suche lata (np. w 1933 r. na starych odcinkach), uciekano się do falowych zrzutów ze zbiorników retencyjnych.

Machina Wojenna (1942–1943)

Barki motorowe wypełnione urobkiem płynące szerokim korytem nowego kanału w Łabędach.
Transport masowy na nowym szlaku wodnym w okolicach Łabęd (Laband). Szerokie koryto i barki motorowe zastąpiły dawną infrastrukturę.
Dymiący holownik parowy ciągnący duże barki towarowe w szerokim basenie portowym.
Holownik parowy operujący w rejonie szerokiego portu rzecznego, co symbolizowało erę pełnej industrializacji śląskich dróg wodnych.

W latach wojennych kanał działał z pełną mocą, stanowiąc kluczowe ogniwo logistyczne III Rzeszy, z powodzeniem realizując szybkie transporty materiałów przemysłowych i górniczych na wielką skalę z Górnego Śląska.

Karta Katalogowa VII

Współczesne Relikty, Dokumentacja i Źródła (Stan obecny)

Ślady przeszłości w terenie i zagrożenia

Materialne pozostałości dawnej myśli inżynieryjnej wciąż można odnaleźć w przestrzeni Śląska, choć często ulegają one degradacji:

  • Zachowane obiekty: W Lenartowicach do dziś stoi dawny budynek śluzowego, zlokalizowany przy nieistniejącej już śluzie nr 4. W Miedarskiej Hucie ocalały z kolei pozostałości śluzy nr 5 – można tam dostrzec fragment muru oraz dom śluzowego. Ponadto, na odcinku pomiędzy Hutą a Blachownią, w terenie wciąż zarysowują się fragmenty dawnego koryta kanału.
  • Wielkie odkrycie i dewastacja: Niezwykłego znaleziska dokonano w Gliwicach w 2013 roku – podczas prac nad Drogową Trasą Średnicową (DTŚ) w rejonie Palmiarni natrafiono na świetnie zachowaną, XVIII śluzę Kanału Kłodnickiego, która została zasypana w 1953 roku. Niestety, wiele innych zabytków bezpowrotnie znika pod naporem nowoczesnej infrastruktury; na przykład obwodnica Kędzierzyna-Koźla zrównała z ziemią historyczną śluzę w starym korycie.
  • Współczesna inżynieria: Dawną trasę wodną przecinają dziś nowoczesne instalacje. W 2018 roku zrealizowano imponujący przewiert – gazociąg relacji Tworóg-Kędzierzyn poprowadzono aż 25 metrów pod dnem Nowego Kanału Gliwickiego.

Inicjatywy dokumentacyjne i popularyzatorskie

Wiedza o kanale została starannie skatalogowana i zarchiwizowana dzięki pracy lokalnych badaczy:

  • Kluczowym opracowaniem jest książka Piotra Zdanowicza pod tytułem „Kanał Kłodnicki – nieznany świadek górnośląskich dziejów”, która precyzyjnie zbiera historię starego szlaku.
  • Dopełnieniem ewidencji tekstowej jest pełnometrażowy film dokumentalny „Zapomniane górnośląskie okno na świat – opowieść o Kanale Kłodnickim”, wyreżyserowany na podstawie scenariusza P. Zdanowicza i sfinansowany ze środków Marszałkowskiego Budżetu Obywatelskiego.

Ewidencja Źródeł (Zbiorcza Bibliografia)

Rzetelność powyższego katalogu opiera się na szerokiej bazie materiałów źródłowych, obejmujących kilkadziesiąt pozycji:

  • Roczniki ziomkowskie: Wykorzystano liczne wydania "Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt" z lat 1951-1957 oraz późniejsze, kontynuowane aż do 1990 roku biuletyny "Gleiwitzer - Beuthener - Tarnowitzer Heimatblatt".
  • Zabytkowa prasa i czasopisma: Czerpano z historycznych doniesień prasowych, w tym m.in. z "Schlesische Provinzialblätter" (1808-1848), "Der Oberschlesische Wanderer" i "Schlesische Zeitung", urzędowych biuletynów "Kattowitzer Kreisblatt" i "Tost-Gleiwitzer Kreisblatt", a także z ilustrowanego "Oberschlesien im Bild" (1931 r.) oraz branżowej "Hansy" (1934 r.). Wykorzystano również prasę z okresu wojennego, np. "Oberschlesische Zeitung" (1942-1943), oraz powojenne publikacje takie jak "Unser Oberschlesien" i "Bote aus dem Bieletal".
  • Dokumenty urzędowe i cyfrowe: Baza uwzględnia stare raporty edukacyjne (np. z bytomskiego gimnazjum z lat 1876-1877), jak również współczesne zbiory cyfrowe z portali historycznych i branżowych (Kanalgliwicki.pl, Portalkomunalny.pl), artykuły z serwisu Wachtyrz.eu oraz udostępnione prezentacje wystawowe.

Cyfrowy Katalog Wiedzy. Prawa do treści źródłowych należą do ich odpowiednich archiwów i wydawców.

0
0

Read more

Infografika historyczna przedstawiająca chórmistrza Ericha Lokaya z batutą na tle kościoła Mariackiego w Bytomiu przed 1945 rokiem oraz zrujnowanego Berlina, gdzie przebywał na wygnaniu.

Nestor bytomskiej muzyki na wygnaniu. Erich Lokay (1890–1974) – życie wypełnione pieśnią

Nestor bytomskiej muzyki na wygnaniu. Erich Lokay (1890–1974) – życie wypełnione pieśnią

Był postacią-instytucją. Dla przedwojennego Bytomia stanowił filar życia muzycznego – od podniosłych mszy w kościele NMP po popularne audycje radiowe. Dla powojennej diaspory bytomian w Niemczech Zachodnich stał się czymś więcej: „duchowym ojcem”, strażnikiem pamięci i człowiekiem, który za pomocą muzyki scalał rozproszoną wspólnotę. Erich Lokay – chórmistrz, rektor, kompozytor i animator kultury, którego życie rozpięte było między śląskim „heimatem” a berlińskim brukiem.

Korzenie i bytomski fundament

Urodził się 21 lutego 1890 roku w Mikołowie (Nikolai). Muzykę miał we krwi – był synem tamtejszego rektora chóru i organisty. Tradycje rodzinne kontynuował z powodzeniem, stając się jedną z centralnych postaci życia kulturalnego przedwojennego Bytomia. W 1916 roku poślubił Margarete (z domu Scotti), z którą dzielił trudy i radości życia przez kolejne dekady.

Przed 1945 rokiem jego bytomskim adresem był Wilhelmsplatz 10 (obecnie Plac Grunwaldzki). To stamtąd zarządzał swoim muzycznym imperium. Jego działalność w tym okresie była imponująca pod względem skali i różnorodności.

Maestro od sacrum i profanum

Fundamentem jego pracy była muzyka sakralna. W kwietniu 1923 roku objął kierownictwo nad Chórem Kościelnym przy parafii św. Marii (St. Marien). Przez blisko 22 lata, aż do stycznia 1945 roku, budował potęgę tego zespołu. Pod jego batutą chór osiągnął poziom, który wykraczał daleko poza granice Górnego Śląska, koncertując z powodzeniem w Berlinie, Kolonii czy Frankfurcie nad Menem. Lokay był nie tylko dyrygentem, ale i wychowawcą solistów – to w jego chórze błyszczał m.in. basista G. A. Knörzer, którego Lokay wspominał później jako człowieka o głębokiej pobożności.

Równolegle Lokay był tytanem pracy w ruchu świeckim. Dyrygował potężnymi męskimi chórami (Männergesangverein – MGV), w tym 85-osobowym zespołem „Bleischarleygrube” (Kopalnia Orzeł Biały) oraz chórem „Mechtal” (Miechowice), który przejął w 1935 roku i rozbudował z 25 do 80 śpiewaków.

Był człowiekiem nowoczesnym, doskonale rozumiejącym siłę mediów. Już w 1927 roku założył „Wesoły Górnośląski Kwartet Radiowy” (Heiteres oberschlesisches Funkquartetts). Zespół ten, którego kierownikiem był długoletni współpracownik Lokaya, kompozytor Georg Kluß (Lokay zasiadał przy fortepianie), zdobył ogólnokrajową popularność dzięki nagraniom płytowym i licznym transmisjom radiowym, koncertując w całych Niemczech.

Mieszany Kwartet Górnośląski pod dyrekcją Ericha Lokaya w Warszawie, 1941
Unikalny dokument z czasów wojny: Mieszany Kwartet Górnośląski pod dyrekcją Ericha Lokaya podczas trasy koncertowej dla Wehrmachtu w Warszawie, 1941 rok.

Jego talent kompozytorski służył miastu – w 1930 roku skomponował słynny „Knakrick-Marsch” (znany jako Bytomski Marsz Festiwalowy) dla ówczesnego nadburmistrza Adolfa Knakricka. Był także założycielem kameralnych zespołów wokalnych, jak „Kwintet Maxa Neumanna” (1938), przekształcony później w kwartet żeński.

Rok 1945: Berlińska przystań w morzu ruin

Koniec wojny oznaczał dla Lokaya, jak dla tysięcy innych, utratę dotychczasowego świata. Jesienią 1945 roku trafił do zrujnowanego Berlina. Był jednym z pierwszych bytomskich artystów, którym udało się tam „zapuścić korzenie”.

W tych dramatycznych chwilach ujawnił się jego charakter. Gdy jesienią 1945 roku z rosyjskiej niewoli powrócił prof. Erich Peter, dawny Generalny Dyrektor Muzyczny z Bytomia, błąkając się po Berlinie bez środków do życia, to właśnie Lokay go odnalazł. Mimo własnej trudnej sytuacji, przyjął go pod swój dach, oferując bezinteresowną pomoc i wsparcie moralne. Dom Lokaya w Berlinie-Charlottenburgu stał się punktem kontaktowym dla rozproszonych bytomian szukających swoich bliskich.

Lokay nie pozwolił, by trauma wysiedlenia zniszczyła więzi społeczne. Już w 1945 roku, natychmiast po przybyciu do Berlina, założył grupę ojczyźnianą bytomian (Heimatkreis Beuthen), stając się jej pierwszym motorem napędowym. Zawodowo zaś podjął pracę pedagoga, obejmując stanowisko rektora w Schinkelschule w dzielnicy Charlottenburg, gdzie pracował aż do emerytury w kwietniu 1955 roku.

Lokay-Frauenquartett: Głos Śląska na Zachodzie

Po wojnie, gdy brakowało męskich głosów, Lokay reaktywował swoją działalność kameralną w formie kwartetu żeńskiego („Lokay-Frauenquartett”). Zespół ten stał się fenomenem w Niemczech Zachodnich lat 50. Recenzenci prasy, m.in. „Wiesbadener Kurier”, podkreślali unikalny poziom artystyczny grupy, a grę samego Lokaya na fortepianie opisywano jako pełną „transcendentalnego, nierealnego” pianissimo i głębokiej więzi ze śpiewaczkami.

Kwartet odnosił sukcesy w Berlinie, Mainz i Wiesbaden. Szczególnie doniosły był występ w Wiesbaden w sierpniu 1955 roku, podczas obchodów 10-lecia wysiedleń. Zespół pełnił też misję edukacyjną, dając specjalne poranne koncerty dla setek uczniów, przybliżając im kulturę muzyczną Śląska.

Erich Lokay przy fortepianie z solistkami swojego kwartetu żeńskiego
Erich Lokay przy fortepianie w otoczeniu swoich solistek. Od lewej: Irene Brychey, Agnes Bresler, Hilde Zipser i Maria Nawrath. Zdjęcie doskonale ilustruje powojenną działalność jego słynnego kwartetu żeńskiego.

Repertuar zespołu był mostem między klasyką (Brahms, Schubert) a twórczością kompozytorów śląskich (Gerhard Strecke, Georg Kluß) oraz własnymi aranżacjami Lokaya, w tym pieśniami takimi jak „Heimat” czy „Mein oberschlesisch Land”.

„Krąg Lokaya” w Bad Waldliesborn

Najtrwalszym pomnikiem powojennej działalności Rektora stały się coroczne spotkania bytomian w Bad Waldliesborn, organizowane na przełomie roku w pensjonacie „Tenbrockhaus”. Lokay był ich inicjatorem i „duchowym ojcem”.

Czarno-białe, pamiątkowe zdjęcie dużej grupy kilkudziesięciu osób, dawnych mieszkańców Bytomia, pozujących razem podczas spotkania w Bad Waldliesborn.
Uczestnicy tradycyjnego spotkania sylwestrowego bytomian organizowanego w pensjonacie Tenbrockhaus. Wśród obecnych na zdjęciu znajdują się m.in. znani soliści: Maria Nawrath oraz Hermann Kapitza.

Był to fenomen socjologiczny – tzw. „Lokay-Kreis” (Krąg Lokaya) funkcjonował bez statutów, zarządu czy składek, opierając się wyłącznie na autorytecie mistrza i potrzebie wspólnoty. Lokay, mimo podeszłego wieku, osobiście dbał o oprawę muzyczną, akompaniując solistom na fortepianie podczas wieczorów świeckich i na organach podczas nabożeństw.

Wokół niego gromadziła się elita dawnego Bytomia: soliści (jak „Bytomski Słowik” Agnes Bressler, Maria Nawrath, sopranistka koloraturowa Irene Kapitza czy sędziwy tenor Ernst Stanke), duchowni (Erzpriester Porwoll, Pater Heinrich Sollors, franciszkanin Pater Honoratus) oraz organizatorzy, jak dr Konrad Gallen, który był „prawą ręką” Lokaya w sprawach logistycznych.

Uczestnicy spotkań Krąg Lokaya w Niemczech Zachodnich
„Krąg Lokaya” w komplecie. W pierwszym rzędzie siedzi Erich Lokay (w środku), otoczony rodziną (żona Margarete, Johanna) oraz duchownymi: ks. Porwollem i Ocem Heinrichem Sollorsem. W drugim rzędzie widoczny m.in. dr Alfons Lokay. Zdjęcie ukazuje sieć wsparcia, jaką zbudował wokół siebie chórmistrz.

Nestor i jego jubileusze

Lata 60. to czas wielkich jubileuszy, które potwierdzały status Lokaya jako nestora bytomskich muzyków. W 1960 roku uroczyście obchodzono jego 70. urodziny. W lipcu 1962 roku w Essen zorganizowano wielki zjazd z okazji 40-lecia jego pracy dyrygenckiej z chórem św. Marii, w którym wzięło udział ponad 100 osób. Rok później, w Dortmundzie, świętowano 40-lecie jego ogólnej pracy artystycznej.

Czarno-białe zdjęcie plenerowe członków chóru z dyrygentem Erichem Lokayem z prawej strony kadru.
Członkowie chóru kościelnego św. Marii z Bytomia podczas zjazdu w patronackim mieście Recklinghausen. Z prawej strony w ciemnym garniturze stoi dyrygent, Erich Lokay. Fot. Dr. Wichulla.

Mimo upływu lat wciąż komponował – w 1958 roku powstał „Minutenwalzer”, a późniejsze lata przyniosły walce wiosenne. Jego adresy w Berlinie zmieniały się (Leibnizstraße 87, Lietzenburger Straße 25, a pod koniec lat 60. Klopstockstr. 16), ale jego dom zawsze pozostawał centrum bytomskiej kultury.

Ostatnie akordy

Przełom przyszedł w 1970 roku. Zaplanowane z wielką pompą obchody 80. urodzin w Bad Waldliesborn odbyły się bez głównego bohatera – choroba zatrzymała go w Berlinie. Jego muzyka jednak wybrzmiała; przy fortepianie zastąpiło go młodsze pokolenie – małżeństwo Erich i Sylvia Malek, którzy wykonali na cztery ręce jego słynny marsz „Mein Oberschlesien”.

Erich Lokay zmarł w Berlinie (wzmiankowany: Berlin-Wilmersdorf) 11 marca 1974 roku. Wzruszający nekrolog, opublikowany w wydanym w kolejnym roku „Beuthener Heimat-Kalender 1975”, napisał jego przyjaciel, prof. Erich Peter. Los chciał, że zaledwie kilka tygodni po Lokayu odszedł również jego wieloletni współpracownik, Georg Kluß. Ich śmierć symbolicznie zamknęła pewną epokę. Odeszli dwaj idealiści, którzy – jak pisał prof. Peter – byli bezgranicznie oddani muzyce i swojemu miastu, a w najtrudniejszych czasach potrafili okazać innym ludzkie ciepło i niezawodność.

Portret dystyngowanego starszego pana - Ericha Lokaya
Erich Lokay w późniejszych latach życia. Portret dystyngowanego starszego pana – Rektora i Chórmistrza w stanie spoczynku, który do końca pozostał wierny swoim ideałom.
Bibliografia i Źródła:

Artykuł powstał na podstawie obszernej kwerendy materiałów prasowych z lat 1952–1975 oraz archiwów fotograficznych. Poniżej znajduje się szczegółowy wykaz wykorzystanych artykułów:

I. Czasopismo: Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt (późn. Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt)
  • 1952: Fern – Doch – Treu!, Październik (10)
  • 1953: Ein Heimaterlebnis mit dem Max-Neumann-Quintett in Arnsberg, Sierpień (8)
  • 1955: Erich Lokay zum 65. Geburtstag, Marzec (3) | Ein Erfolg des Lokay-Frauenquartetts in Berlin, Maj (5) | Das Lokay-Frauen-Quartett in Wiesbaden, Sierpień (8)
  • 1961: Beuthener Lehrer in Bad Waldliesborn, Luty (2) | Rektor i. R. Alfons Urbanek (…) tödlich verunglückt!, Październik (10)
  • 1962: Treffen der Beuthener Lehrer und Lehrerinnen in Bad Waldliesborn, Maj (5) | Der Kirchenchor von St. Maria in Beuthen trifft sich in Essen, Sierpień (8)
  • 1969: Der Beuthener Musikkreis in Bad Waldliesborn, Luty (2) | Professor Gerhard Strecke zum Gedächtnis, Czerwiec (6) | Ehrung Beuthener Komponisten, Listopad (11)
  • 1970: Feier für Beuthener Komponisten (…), Styczeń (1) | Dr. Konrad Gallen 70 Jahre alt, Luty (2)
  • 1975: Zwei Beuthener Künstler haben uns verlassen: Rektor a. D. Erich Lokay und Studienrat a. D. Georg Kluß, Styczeń (1)
II. Czasopismo: Unser Oberschlesien
  • 1955: Hochwertiger O/S-Heimatabend. Das Lokay-Quartett begeistert in Wiesbaden, Lipiec (14)
  • 1960: Erich Lokay 70 Jahre | Kirchenchor St. Maria traf sich | Gustav-Adolf Knörzer 1886 – 1939, Marzec (5) i Wrzesień (19)
  • 1967: Sein Schaffen ist ihm Lebensinhalt. Der oberschlesische Komponist Georg Kluß begeht seinen 75. Geburtstag, Maj (10)
  • 1969: Erich Lokay-Musikkreis Beuthen O/S, Styczeń (2) | Ehrung Beuthener Komponisten, Listopad (21)
0
0

Read more

Ilustracja tytułowa o Gromadzie Rozbarskiej: dumnie prezentujący się mężczyzna w tradycyjnym stroju na czarnym koniu, na tle historycznych rękopisów i kościelnego sztandaru.

Gromada Rozbarska: Strażnicy Ziemi i Języka. Historia Elity z Rozbarku (1814–1946)

Gromada Rozbarska: Elita w Siodle i Strażnicy Polskiego Słowa (1814–1946)

„Roßberger Bauernvereinigung” — kronika śląskiej emancypacji, pracy i oporu językowego

Historia „Gromady Rozbarskiej” (niem. Roßberger Bauernvereinigung) to niezwykła kronika śląskiej emancypacji, w której zamożność gospodarzy spotykała się z żarliwym patriotyzmem, a ciężka praca w kopalniach współistniała z kultywowaniem najszlachetniejszych tradycji wiejskich. Przez ponad wiek ta elitarna formacja konna nie tylko otwierała najważniejsze parady w Bytomiu, ale przede wszystkim stanowiła mur obronny dla polskiego języka i wiary.

Zasięg czasowy: 1814–1946
Miejsce: Rozbark (Bytom i okolice)
Oś opowieści: samorząd chłopski → nowoczesny związek rolników → formacja konna → walka o język → epilog 1946
Członkowie Gromady Rozbarskiej w strojach ludowych stojący ze sztandarem przed kaplicą w 1900 r.
Pamiątkowe zdjęcie z 1900 r.: Członkowie „reprezentacji wsi” w strojach rozbarskich prezentują historyczny sztandar ufundowany w 1895 roku.

I. Od Odwiecznego Prawa do Nowoczesnego Związku

Często błędnie przyjmuje się rok 1895 za datę powstania stowarzyszenia, jednak korzenie organizacji sięgają znacznie głębiej – do tradycyjnego samorządu chłopskiego i tzw. „prawa pacholczego”. Odnaleziony w archiwum parafii św. Jacka rękopis „Spisu członków Gromady Rozbarskiej” dokumentuje polskojęzyczne zapisy prowadzone nieprzerwanie od 1814 roku.

Ważnym dowodem źródłowym, na wczesną, sformalizowaną aktywność chłopów z Rozbarku jest zachowany odręczny list z 1873 roku. Pokazuje on, że Gromada funkcjonowała jako sprawny organizm na długo przed końcem XIX wieku. W tamtej, dawnej strukturze liderzy nosili dumne tytuły cechowe: przewodniczący był I cechmistrzem, a jego zastępca II cechmistrzem.

Odręczny list członków Gromady Rozbarskiej z 1873 roku
Unikalny, odręczny list z 1873 roku. Dowód na aktywność samorządową Gromady na ponad dwie dekady przed ufundowaniem sztandaru.

Nowoczesny impuls i reorganizacja przyszły dopiero 19 maja 1895 roku pod wpływem artykułów w „Katoliku”. Na zebraniu w lokalu p. Koronowskiej powołano „Związek Rolników Gromady Rozbarskiej”. Statystyki członkowskie pokazują błyskawiczny rozwój: wystartowano z 20 członkami w maju 1895 r., pod koniec roku było ich 42, by w latach 1899-1900 zrzeszać już elitę 66 najzamożniejszych gospodarzy.

Organizacja kładła ogromny nacisk na edukację – w ciągu pierwszych pięciu lat zorganizowano 52 zebrania i aż 50 wykładów fachowych z dziedziny rolnictwa. Związek z Rozbarku wykazywał też silną sprawczość polityczną, wysyłając oficjalne petycje do Sejmu Pruskiego w sprawach zatrudniania zagranicznych robotników czy budowy kolei ulicznej.

II. Atrybuty Potęgi: Sztandar i „Szpica” w Siodle

Gromada Rozbarska była formacją konną (zu Pferde), co zapewniało jej status honorowej kawalerii miejskiej. Podczas pochodów zajmowali zaszczytne miejsce na samym przedzie – tzw. „szpicę”, wyprzedzając nawet wiekowe cechy rzemieślnicze.

Konna Gromada Rozbarska na czele pochodu w Bytomiu
Gromada Rozbarska jako honorowa kawaleria otwierająca pochód.

Ich wygląd i atrybuty budziły powszechny podziw:

  • Strój (Roßberger Tracht): Ciemne katanki, jasne spodnie z jeleniej skóry (jeleniaki), reprezentacyjne szarfy przewieszane przez ramię, wysokie buty jeździeckie i kapelusze z szerokim rondem.
  • Sztandar za 900 marek: Decyzję o jego zakupie podjęto w 1895 r. u p. Koronowskiej. Wykonano go u p. Szpetkowskiego w Poznaniu za potężną wówczas kwotę 900 marek. Na awersie widniał św. Izydor Oracz, a na rewersie Opatrzność Boska. Pierwszymi chorążymi wytypowanymi do jego niesienia byli: Piotr Sobczyk, Aleksander Kasprzyk i Konstanty Reguła.
  • Chłopska duma: Związek cechowała wyjątkowa asertywność. Podczas 5-lecia w 1900 r. gospodarze z Rozbarku demonstracyjnie zignorowali obecnego na sali adiutanta pruskiego komisarza policji, głosząc na łamach prasy, że „gospodarz-rolnik nie jest zależnym od żadnego policyanta”.
Sztandar Gromady Rozbarskiej z 1895 roku przedstawiający św. Izydora Oracza
Archiwalny sztandar z 1895 r. przedstawiający św. Izydora Oracza (patrona rolników).

III. Kaspar Tokarz – Głos, który Porywał Tłumy

Niekwestionowanym liderem i twarzą Gromady był przez dekady Kaspar (Kasper) Tokarz (1852–ok. 1935). Wyuczony krawiec, który na prośbę ojca został rolnikiem, a by utrzymać wielką rodzinę, przez lata łączył pracę na roli z trudem górnika („od wczesnego ranka do późnego wieczora”). Jako długoletni sekretarz i prezes organizacji stał się jej głównym „skarbnikiem pamięci”.

Prywatnie był mężem Zuzanny (ślub w 1878 r.), z którą wychował dziewięcioro dzieci. Co ciekawe, wszyscy czterej synowie bezpiecznie powrócili do domu z frontów I wojny światowej. Podczas Złotych Godów w 1928 roku Tokarzowie cieszyli się już 35 wnukami! Kaspar był ponadto człowiekiem wielu talentów – jego wielką pasją były teatry amatorskie, w których nie tylko występował, ale również samodzielnie je reżyserował.

Kaspar i Zuzanna Tokarz w tradycyjnych strojach rozbarskich, Bytom 1928
Kaspar i Zuzanna Tokarz w pełnych strojach rozbarskich podczas Złotych Godów, 1928 r.
Patriarcha i kronikarz
Tokarz łączył role i światy: praca w polu, praca w kopalni, troska o rodzinę i odpowiedzialność za wspólnotę. Prowadząc dokumentację, eliminował germanizmy, zastępując „bahnhof” dworcem, a „kartofle” ziemniakami — w praktyce była to cicha, lecz stanowcza walka z germanizacją.

Prasa z 1903 roku odnotowała jego płomienne wystąpienie na bytomskim Rynku z okazji jubileuszu papieskiego:

„Górnik i gospodarz p. Kasper Tokarz w pięknym stroju narodowym po polsku… donośnym głosem trafił krótkimi wywodami tak do serc obecnych na rynku tysięcy słuchaczy, że z piersi wszystkich wyrwał się okrzyk: Niech żyje nasz Ojciec św. Leon XIII!”. Relacja prasowa (1903)

W 1915 roku, witając biskupa Bertrama polską oracją, usłyszał w odpowiedzi słynne słowa: „Twoja mowa nie jest moją mową, ale Twoje serce jest moim sercem”.

IV. Kalendarium Odwagi i Tradycji

  • 1895: Zakup sztandaru i pierwsza konna eskorta biskupa.
  • 1900: Pamiątkowe zdjęcie „reprezentacji wsi” ze sztandarem przed starą kaplicą na Rozbarku.
  • 1904: Delegacja Gromady wręcza papieżowi Piusowi X różaniec z „pereł św. Jacka” – unikalnych rozbarskich skamieniałości liliowców.
  • 1913: Konna eskorta (wyjazd o 7:45 do Piekar) dla nowego duszpasterza, ks. Franza Strzybnego.
  • 1922: Warta konna przy honorowej bramie na dworcu w Bytomiu podczas powitania wojsk Reichswehry.
  • 1923: Zaszczyt otwarcia wielkiego pochodu 60 organizacji z całego Śląska (z okazji 70-lecia Stowarzyszenia Czeladzi Kolpinga).
  • 1924: Udział w obchodach ku czci ks. Norberta Bonczyka; przemówienia Tokarza i Tomasza Nowaka.
  • 1926: „Gromada” konno otwiera wielki jubileuszowy pochód z okazji 350-lecia cechu szewców w Bytomiu.
  • 1928: Złote Gody Kaspra i Zuzanny Tokarzów; osobiste błogosławieństwo od kardynała Bertrama przesłane w języku polskim.
  • 1931–1933: Sędziwy, blisko 80-letni Tokarz, tytułowany „najstarszym prezesem Alojzjanów”, wciąż otwiera zjazdy młodzieży w Piekarach i Szarleju.

V. Walka o Język: „Rozbarski Kontrkulturkampf”

Działalność Gromady miała głęboki wymiar polityczny. Członkowie celowo bojkotowali niemieckie stowarzyszenia, głosząc, że „gospodarz-rolnik nie jest zależnym od żadnego policjanta”. Kaspar Tokarz, prowadząc „Spis członków”, dokonywał aktu lingwistycznego oporu – konsekwentnie zastępował germanizmy polskimi terminami (np. „dworzec” zamiast „bahnhof”, „ziemniaki” zamiast „kartofle”), dbając o literacką czystość zapisów.

Edukacja narodowa odbywała się także na co dzień. Kaspar Tokarz był gorliwym propagatorem polskiego czytelnictwa – już od czasów Karola Miarki nieprzerwanie abonował „Katolika”, podając go dalej do czytania i dbając o to, by jego rozbarscy „pupile” również go zamawiali.

Polska mowa w sferze sakralnej
Stowarzyszenie dbało o polską mowę także w sferze sakralnej, zamawiając dedykowane msze w kościele Mariackim z polskimi kazaniami (udokumentowane w 1909 i 1929 roku).

VI. Zmierzch i Dziedzictwo

Okres hitlerowski przyniósł zakaz zgromadzeń i milczenie kronikarza. Historia dokumentu urywa się nagle w 1946 roku, po odnotowaniu ostatnich nowych członków (w rękopisie pojawiają się m.in. nazwiska: Augustyn Hlond (imiennik — nie kardynał), Jan Matuszowic, Szczepan Garus). Choć formacja konna zniknęła z ulic Bytomia, „Gromada” pozostaje symbolem śląskiej dumy, w której bogactwo materialne było jedynie narzędziem do zachowania bogactwa duchowego i narodowego.

Uwaga redakcyjna (opcjonalnie do publikacji): Jeśli chcesz, mogę dodać na końcu blok „Źródła i archiwalia” oraz sekcję „Powiązane artykuły na flaczek.com” — ale bez dopisywania nowych faktów, tylko jako moduł nawigacyjny.

Źródła i Bibliografia

Powyższy artykuł został opracowany na podstawie weryfikacji dziesiątek archiwalnych materiałów prasowych, rękopisów oraz współczesnych opracowań historycznych.

1. Prasa z okresu Cesarstwa Niemieckiego (1895–1916)

  • Katolik: 1895 (nr 64), 1897 (nr 100), 1900 (nr 90), 1903 (nr 28), 1904 (nr 23).
  • Nowiny Raciborskie: 1897, R. 9, nr 102.
  • Rolnik: 1900, R. 7, nr 31.
  • Dziennik Śląski: 1900 (nr 172), 1903 (nr 50, nr 51), 1916 (nr 54).
  • Głos Śląski: 1903, nr 3.
  • Posłaniec Niedzielny dla Dyecezyi Wrocławskiej: 1903, R. 9, nr 11.
  • Gwiazda: 1904, R. 2, nr 8.
  • Der Oberschlesische Wanderer: 1909, nr 41.
  • Górnoślązak: 1911, R. 12, nr 168.

2. Prasa z okresu dwudziestolecia międzywojennego (1923–1933)

  • Katolik: 1924 (nr 26), 1925 (nr 36).
  • Katolik Codzienny i Katolik Niedzielny: Relacje z 1923, 1928 (nr 267) oraz 1931 (nr 141).
  • Górnoślązak: 1923 (nr 203), 1929 (nr 247).
  • Ostdeutsche Morgenpost: 1923 (nr 187), 1926 (nr 160).
  • Oberschlesien im Bild: 1926, nr 26.
  • Oberschlesische Volksstimme: 1928 (nr 293), 1929 (nr 32).
  • Zdrój: 1929, R. 5, nr 5.
  • Polska Zachodnia: 1931, R. 6, nr 161.
  • Polonia: 1931, R. 8, nr 2411.
  • Gość Niedzielny: 1931, R. 9, nr 26.
  • Młodzież Katolicka: 1933, R. 8, nr 15.

3. Wydawnictwa zlotowe i dokumenty wizualne

  • Hejnał Zlotowy. W dniach zlotów młodzieży… w Piekarach, 1933 r.
  • Fotografia archiwalna „Die Gromada (Dorfvertretung) vor der alten (zweiten!) Kapelle im Jahre 1900”.
  • Rękopis „Spis członków Gromady Rozbarskiej” (Archiwum parafii św. Jacka w Rozbarku, wpisy z lat 1814-1946).

4. Opracowania powojenne i współczesne

  • Nasza Droga: 1950, R. 24, nr 7/8.
  • Trybuna Robotnicza: 1955, nr 117.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt: Artykuły i relacje z lat 1958 (nr 4), 1961, 1962, 1966, 1970, 1971, 1989.
  • Daniela Dylus, „Źródło u św. Jacka”, miesięcznik „Śląsk”, 2017, R. 23, nr 9.
Powiększenie
0
0

Read more

Grafika w stylu mrocznego vintage przedstawiająca tryptyk z historią klubu TuS Lipine w latach 1939-1945. Ukazuje starszego bramkarza na tle dymiących hut, dynamiczną akcję piłkarską przed gigantycznym tłumem kibiców oraz pustą, zniszczoną bramkę znikającą w wojennej mgle.

Część 3: TuS Lipine (1939–1945). Mroczna potęga, 38 tysięcy widzów i Puchar Niemiec

TuS Lipine (1939–1945). Mroczna potęga, 38 tysięcy widzów i Puchar Niemiec (Część 3)

Lata 1939–1945: odgórne zakazy, brutalna walka, bokserskie kufle i sen o pucharowych salonach Rzeszy.

Od Autora: Niniejszy cykl artykułów powstał na bazie rzetelnego skatalogowania wycinków z archiwalnej prasy. Moim głównym celem badawczym było ukazanie fascynującego tła politycznego, gospodarczego i społecznego Górnego Śląska na przełomie XIX i pierwszej połowy XX wieku, a sport stanowi tu jedynie (i aż) soczewkę, przez którą przyglądamy się tej zawiłej epoce. Ponieważ stricte sportowe zawiłości i statystyki nie są moją główną domeną, historia ta może być obarczona pewną niepewnością merytoryczną w detalach boiskowych. Wszelkie uwagi i korekty ze strony pasjonatów futbolu są niezwykle mile widziane!

Lata 1939–1945 to epoka niewyobrażalnego, historycznego dysonansu. Podczas gdy Europę trawił ogień okrutnej wojny, w śląskich Lipinach z pełną mocą biło serce potężnego, sportowego imperium. Jesienią 1939 roku klub powrócił do niemieckiego szyldu, funkcjonując odtąd jako TuS Lipine. Na fotel prezesa wrócił dawny znajomy, przedwojenny działacz Joseph Debernitz. To właśnie pod jego wodzą prowincjonalna drużyna zaczęła rzucać na kolana mistrzów Rzeszy.

Rzeź w Kostuchnie i zignorowane zakazy

Czarno-biała, ziarnista grafika w stylu retro przedstawiająca puste boisko piłkarskie na tle dymiących kominów wielkiej huty na Górnym Śląsku w 1940 roku.
Lata 1939–1940 przyniosły nowy, surowy porządek. Futbol w Lipinach stał się częścią machiny propagandowej Rzeszy, funkcjonującej w cieniu ciężkiego przemysłu. (Wizja artystyczna)

W wojennej rzeczywistości piłkarze z Lipin grali nie tylko z rywalami, ale często i z odgórnymi przepisami. W styczniu 1940 roku drużyna pojechała na wyjazdowe spotkanie z SB Boerschächte Kostuchna, by na miejscu dowiedzieć się, że cała kolejka została oficjalnie odwołana. Zawodnicy obu ekip oraz sędzia postanowili całkowicie zignorować ten zakaz i rozegrali pełnoprawny mecz. Zdeterminowani goście urządzili gospodarzom bezlitosną rzeź, wygrywając to samowolne starcie aż 15:0 (do przerwy 7:0).

⚽ Historyczny precedens
Co fascynujące, ten astronomiczny wynik 15:0 TuS Lipine zdołał powtórzyć w grudniu 1944 roku w ligowym starciu z TuS Schwientochlowitz.

50-latek w bramce ratuje sytuację

Czarno-biała, stylizowana na starą fotografię grafika przedstawiająca 50-letniego bramkarza Josepha Debernitza po wygranym meczu, otoczonego przez młodszych kolegów z drużyny na tle przemysłowego Śląska.
Wizja artystyczna legendarnego wyczynu. 50-letni weteran i prezes klubu, Joseph Debernitz, w awaryjnej sytuacji staje między słupkami i zachowuje czyste konto w wyjazdowym meczu w Hindenburgu (Zabrzu).

Na tle tych twardych, rzemieślniczych zmagań mocno wyróżniała się postać Josepha Debernitza. Ten urodzony 7 lutego 1893 roku działacz był nie tylko współzałożycielem klubu, ale też jego prezesem w latach 1913-1930. Z racji swoich występów na boisku, przez lata słynął z ogromnej zwinności (Wendigkeit) na linii bramkowej.

Jego absolutnym, historycznym rekordem był awaryjny występ w pierwszej drużynie w okresie międzywojennym. Z powodu potężnych braków kadrowych („Not am Mann”) w wyjazdowym meczu z Preußen Hindenburg (Zabrze), weteran stanął między słupkami mając równe 50 lat. Efekt? Mecz zakończył się niespodziewanym triumfem Lipin 3:0, a staruszek zachował czyste konto, udowadniając swoją wartość.

Boiskowi furiaci i „polowanie na kości”

Walka o dominację na Śląsku nierzadko zamieniała się w brutalną bitwę. W 1940 roku, podczas przegranego u siebie 1:3 starcia z Germanią Königshütte (obserwowanego przez 3000 kibiców), zawodnicy TuS Lipine przekroczyli wszelkie granice, grając niezwykle agresywnie. Zbulwersowana prasa otwarcie zagroziła gwiazdom klubu wykluczeniem z reprezentacji Śląska za brak panowania nad emocjami. Groźby te wycelowano prosto w byłych kadrowiczów, co stanowiło ewidentny przytyk do najsłynniejszych graczy drużyny – braci Piec.

Krew, pot i bokserskie kufle

Archiwalna stylizacja zdjęcia wnętrza zatłoczonej, zadymionej gospody na Śląsku w latach 40., gdzie odbywa się walka bokserska, a widzowie piją piwo z kufli.
Gdy futbol stawał się narzędziem polityki, prawdziwe sportowe emocje przenosiły się do zadymionych lipińskich gospód, gdzie królował boks i piwo w ciężkich kuflach. (Wizja artystyczna)

W Lipinach krew lała się jednak nie tylko na murawie. Gigantyczną furorę robiła nowo utworzona, prężna sekcja pięściarska, którą w prasie chwalono jako wysoce aktywną („rührige Boxstaffel”). Walki bokserów organizowano w niezwykle surowej scenerii – prosto w sali miejscowej gospody hutniczej (Saal des Hüttengasthauses). Starcia te regularnie przyciągały nadkomplety ryczących widzów.

To właśnie w oparach dymu z cygar i hutniczego piwa, pięściarze z Lipin brutalnie rozprawiali się z rywalami, wygrywając prestiżowe zawody m.in. z TuS Königshütte (11:9) oraz TuS Hohenlohehütte (8:4).

Pucharowy sen „wiejskiego klubu”

Zeskanowany, czarno-biały wycinek z niemieckiej gazety z 1942 roku, przedstawiający zdjęcie drużyny piłkarskiej TuS Lipine ustawionej w dwóch rzędach na boisku.
Unikalny, zachowany wycinek prasowy z 1942 roku, prezentujący kadrę TuS Lipine przed meczem z Blau-Weiß Berlin. Co ciekawe, mimo oficjalnej wojennej nazwy TuS, powojenna prasa emigracyjna z sentymentem opisywała te fotografie historycznym szyldem Silesia Lipine. (Źródło: Archiwum prasowe)

Prawdziwy szczyt tej surrealistycznej, wojennej potęgi nadszedł w 1942 roku podczas rozgrywek o Puchar Niemiec (Tschammerpokal). TuS Lipine dokonał rzeczy niewyobrażalnej, rozbijając na własnym boisku potężnego mistrza Berlina, zespół Blau-Weiß 90, aż 4:1. Zszokowana prasa niemiecka nie potrafiła w to uwierzyć, określając ten wyczyn mianem „niesłychanego sukcesu wiejskiego klubu (Dorfverein)”.

Panoramiczna grafika w sepii ukazująca ogromny, wypełniony wielotysięcznym tłumem stadion piłkarski na Śląsku w 1942 roku podczas meczu pucharowego w industrialnej scenerii.
Apogeum potęgi TuS Lipine. Wielkie mecze w Pucharze Niemiec przyciągały na trybuny (a nawet na dachy okolicznych budynków) niewyobrażalne tłumy kibiców. (Wizja artystyczna)

Kopciuszek ze Śląska parł naprzód, docierając aż do przedostatniej rundy (Vorschlußrunde) krajowych rozgrywek. W półfinale TuS Lipine pojechał na wyjazdowy mecz z wielkim TSV 1860 München. Ślązacy wybiegli na murawę przy ogłuszającym ryku 38 000 widzów. Ostatecznie „wiejski klub” przegrał 0:6 (do przerwy 0:4), a w rolę bezlitosnego kata wcielił się słynny Ernest Wilimowski, ładując swoim sąsiadom ze Śląska aż cztery bramki.

Ulotność w wojennym pyle

Mimo trwającego koszmaru wojny, potęga TuS Lipine potrafiła hipnotyzować tłumy. Kiedy w 1944 roku drużyna grała w Zabrzu decydujący mecz barażowy z Germanią Königshütte, na trybunach zasiadła absolutnie rekordowa liczba 15 000 osób. Rozgrywki sezonu 1944/1945, w których klub znów gromił rywali po 15:0, zostały jednak brutalnie przerwane. Sportowe imperium, które w sercu wojennego piekła rzucało wyzwanie mistrzom Rzeszy i ściągało na stadiony dziesiątki tysięcy ludzi, okazało się niezwykle ulotne. Zniknęło z piłkarskiej mapy równie gwałtownie, jak wygrywało swoje mecze – rozwiewając się w dziejowym pyle po 1945 roku.

Indeks osobowy (okres wojenny 1939–1945)

Zestawienie kluczowych nazwisk, działaczy i zawodników występujących w barwach TuS Lipine podczas kampanii wojennych i pucharowych.

Bawaj (Bawy)

Pomocnik występujący m.in. w podstawowym składzie w roku 1942 przeciwko Blau-Weiß Berlin oraz w 1944 r.

Pomocnik19421944

Debernitz Joseph

Wieloletni prezes klubu (wrócił na stanowisko w 1939 r.), dawniej bramkarz. W wieku 50 lat wystąpił awaryjnie w wygranym 3:0 meczu z Preußen Hindenburg.

PrezesBramkarzDziałacz

Kalus

Kluczowy obrońca w latach 1942–1944. Bohater wyjazdowego meczu w Krakowie (Puchar Niemiec 1942), w którym zdobył dwie bramki na wagę awansu.

ObrońcaStrzelecPuchar Niemiec

Kubisch

Podstawowy bramkarz w słynnym starciu pucharowym z Blau-Weiß Berlin (1942) oraz w lidze w 1944 roku.

Bramkarz19421944

Michalski

Wcześniejszy reprezentant Polski, w barwach TuS Lipine m.in. strzelec wyrównującej bramki głową w meczu z Janowem (1940) po rajdzie z obrony. Zagrał przeciwko Blau-Weiß Berlin w 1942.

ObrońcaBramkaWeteran

Piec Ryszard (Piez I)

Legendarny prawoskrzydłowy, reprezentant Polski na IO w Berlinie i kadrowicz Śląska (1939, 1940). Zdobywca bramki na 4:2 w pucharowym starciu w Krakowie.

SkrzydłowyReprezentantGwiazda

Piec Wilhelm (Piez II)

Środkowy pomocnik wielkiej klasy, często dyrygujący grą obronną. Kadrowicz Śląska (1939). Filigran składu z 1942 i 1944 r.

Środkowy PomocnikReprezentant

Stephan (Stefan)

Napastnik, rotacyjnie w obronie, występujący w kadrze z 1942 roku. Ustalający wynik pucharowego meczu w Krakowie (5:2).

NapastnikBramka1942

Wilimowski Ernest („Ezi”)

Z perspektywy Lipin – śląski „kat”. Jako napastnik TSV 1860 München zdobył aż cztery bramki przeciwko TuS Lipine w półfinale Pucharu Niemiec, grzebiąc ich sny o trofeum.

RywalNapastnik TSV 1860

Aneks archiwalny: bibliografia (1939–1945)

Niniejszy artykuł opiera się o kwerendę z wojennej prasy niemieckiej oraz późniejszych opracowań historycznych i emigracyjnych:

  • „Der Oberschlesische Wanderer” – roczniki: 1939 (nr 346, 351, 353), 1940 (m.in. nr 6, 18, 55, 106, 132, 187, 330).
  • „Kattowitzer Zeitung” – roczniki: 1939 (nr 331, 334, 340, 341, 344), 1942 (w tym historyczne relacje z Pucharów).
  • „Der Oberschlesische Kurier” – rocznik 1939 (nr 347).
  • „Bodensee-Rundschau / Konstanzer Zeitung” – roczniki: 1942, 1943.
  • „Unser Oberschlesien” – wybrane wydania retrospektywne z lat 1954, 1963, 1967, 1970, 1979, 1989.
  • Współczesna literatura historyczna regionu, w tym „Ziemia rybnicko-wodzisławska…” (2001).
0
0

Read more

Grafika w stylu vintage przedstawiająca tryptyk z historią polskiego klubu Naprzód Lipiny w latach 1922-1939. Ukazuje piłkarza z orzełkiem na piersi, twardą walkę o piłkę w błocie oraz mroczny widok stadionu przed wybuchem wojny.

Część 2: Naprzód Lipiny (1922–1939). Boiskowe wojny, dezercja i złota era klubu

Krew, dezercja i wiedeńskie salony. Jak Naprzód Lipiny trząsł polskim Śląskiem (Część 2)

Lata 1922–1939: złota era, reprezentanci i brutalna codzienność śląskiej ligi.

Od Autora: Niniejszy cykl artykułów powstał na bazie rzetelnego skatalogowania wycinków z archiwalnej prasy. Moim głównym celem badawczym było ukazanie fascynującego tła politycznego, gospodarczego i społecznego Górnego Śląska na przełomie XIX i pierwszej połowy XX wieku, a sport stanowi tu jedynie (i aż) soczewkę, przez którą przyglądamy się tej zawiłej epoce. Ponieważ stricte sportowe zawiłości i statystyki nie są moją główną domeną, historia ta może być obarczona pewną niepewnością merytoryczną w detalach boiskowych. Wszelkie uwagi i korekty ze strony pasjonatów futbolu są niezwykle mile widziane!

Rok 1922 przyniósł na Górnym Śląsku nowe porządki. Zmiana granic państwowych i podział regionu sprawiły, że po oficjalnym i pokojowym przejęciu Lipin przez polską administrację oraz regularne Wojsko Polskie pod dowództwem gen. Szeptyckiego, dawna niemiecka struktura Silesii uległa przymusowemu, urzędowemu rozwiązaniu. Jej majątek, tradycje oraz zaplecze wchłonął działający prężnie już od wiosny 1920 roku polski K.S. Naprzód Lipiny. Zespół ten w nowej rzeczywistości nie tylko wywalczył sobie prawo do życia, ale wyrósł na absolutną potęgę regionu, tocząc niesamowite, a czasem wręcz mordercze boje o awans do elitarnej Ligi Państwowej.

Długi, „nielegalni” gracze i sukcesy innych sekcji

K.S. Naprzód Lipiny – drużyna (ok. 1924)
K.S. Naprzód Lipiny – drużyna (ok. 1924).

Początki w polskiej rzeczywistości bywały wyboiste. Zespół wielokrotnie borykał się z karami dyscyplinarnymi ze strony Związku Piłki Nożnej. W 1925 roku klub znalazł się nawet na oficjalnej liście dłużników GZOPN. Problemy dyscyplinarne obejmowały wystawianie do gry wybitnego napastnika Nastuli, pomimo jego wcześniejszego formalnego wykreślenia ze struktur związku. Z kolei w 1930 roku zarząd klubu otrzymał surową naganę za niewywiązanie się z obowiązków gospodarza, co doprowadziło do gorszących awantur na boisku i trybunach, a czołowi gracze – Michalik i Zug – zostali ukarani kilkutygodniowymi dyskwalifikacjami.

Warto jednak dodać, że klub w tamtym czasie to nie tylko piłka na twardym, żwirowatym boisku. Z powodzeniem działała sekcja lekkoatletyczna, gdzie w 1925 roku skoczek wzwyż Dyrda notował wyniki rzędu 1,32 m, a w ringu już na początku lat 20. twardo walczył miejscowy pięściarz J. Maniura.

Zwycięstwo nad Wiedniem i skandal z „najemnikami”

Złoty okres polskiego Naprzodu przypadł na przełom lat 20. i 30., kiedy to klub zaciekle walczył na najwyższym szczeblu regionalnym, zdobywając mistrzostwo Śląska w latach 1929, 1931, a następnie w 1933 i 1937 roku. Decydujący mecz z sierpnia 1931 roku z AKS Królewska Huta (wygrany 2:0) przyciągnął na trybuny gigantyczne jak na tamte czasy tłumy, przekraczające 8000 widzów.

K.S. Naprzód Lipiny – pierwsza drużyna (lata 30.)
K.S. Naprzód Lipiny – pierwsza drużyna (lata 30.).

Prawdziwy wstrząs nastąpił jednak w czerwcu 1931 roku, gdy ten prowincjonalny klub dokonał rzeczy niemożliwej – pokonał na własnym boisku międzynarodowego giganta, legendarną wiedeńską drużynę Hakoah. Zaraz po tym triumfie do Lipin zjechała kolejna czołowa austriacka ekipa – Vienna Cricket.

⚽ Tajemnica poliszynela: ukryte zawodostwo
Wielkie sukcesy rodziły zawiść i obnażały patologie ówczesnego sportu. Oficjalnie w przedwojennej Polsce piłkarze musieli być amatorami. Jednak w 1932 roku w śląskiej prasie ukazał się ostry artykuł oskarżający klub o ukryte zawodostwo i płacenie swoim graczom, których nazwano wprost „najemnikami”. W tym samym tekście bezpardonowo zarzucano, że członkowie zarządu Naprzodu pobierają dla siebie wysokie prowizje z biletów.

Astronomiczne wyniki i rekordy Suchonia

Mecz Beuthen 09 – Naprzód Lipiny (1932)
Mecz Beuthen 09 – Naprzód Lipiny (1932).

W latach 30. Naprzód miewał niesamowite, wręcz skrajne wahania formy. Potrafił na wyjeździe totalnie zdeklasować utytułowaną Wisłę Kraków, rozbijając ją aż 4:0 w 1932 roku. Jednak w innych spotkaniach boleśnie zderzał się z potęgą lokalnego hegemona, Ruchu Wielkie Hajduki, przegrywając z nim 0:6 (1932 r.) oraz 1:5 (1939 r.).

Kibice w Lipinach mogli mimo to regularnie podziwiać fenomenalne wyczyny indywidualne – niezwykłym rekordem strzeleckim popisał się napastnik Suchoń, który w 1936 roku zdobył aż 5 bramek w zaledwie jednym meczu, prowadząc zespół do hokejowego, wyjazdowego pogromu 7:3 nad drużyną KS 20 Rybnik.

Zaszczyty z Orzełkiem i zuchwała ucieczka

Prestiż klubu osiągnął szczyt w 1935 roku, kiedy niezłomny obrońca Michalski zajął miejsce w podstawowym składzie piłkarskiej reprezentacji Polski na prestiżowy mecz z Austrią. Zajął on w kadrze narodowej miejsce samego Henryka Martyny z warszawskiej Legii, którego PZPN usunął wcześniej za jawną niesubordynację względem sędziego. Warto podkreślić, że Naprzód był prawdziwą kuźnią talentów – z czasem dał polskiej kadrze kolejnych wspaniałych reprezentantów, w tym legendarnych braci Piec.

Ten sam rok przyniósł jednak potężny skandal polityczno-sportowy. Czołowy zawodnik z Lipin, Teuber (jeden z braci grających w tamtym czasie na Śląsku), zbiegł na terytorium niemieckiego Śląska Opolskiego, by celowo uniknąć poboru do polskiego wojska. Wściekły zarząd klubu nie ukrywał oburzenia, oficjalnie oskarżając wpływowe niemieckie kluby sportowe o kaperowanie i celowe nakłanianie polskich graczy do zmiany barw narodowych.

Boiskowi rzeźnicy i walka przy zielonym stoliku

Druga połowa lat 30. w Lidze Śląskiej to czasy, w których śląski futbol przypominał regularną wojnę o przetrwanie. Prawdziwą boiskową rzezią okazało się starcie z Czarnymi Chropaczów w 1936 roku, które sędzia musiał przerwać w 88. minucie z powodu niesamowitej brutalności i fizycznego zdekompletowania drużyny gości. Obrońca Sieroki został w tym meczu kopnięty tak bestialsko, że musiał być natychmiast opatrywany na murawie przez interweniującego lekarza i zniesiony prosto do lecznicy.

Równie dramatyczny los spotkał gwiazdę zespołu, reprezentanta Michalskiego, który w starciu z KS „06” Katowice doznał fatalnego pęknięcia siatki prawego kolana. Zbulwersowana prasa obarczyła winą arbitra Notmana, oskarżając go o skandaliczny brak reakcji na ostrą grę przeciwników i ciche przyzwolenie na „polowanie na kości”.

Co więcej, walka o triumfy i ligowe punkty przeniosła się z błotnistych boisk prosto do eleganckich gabinetów. W 1937 roku Zarząd PZPN w Warszawie musiał ostatecznie interweniować przy „zielonym stoliku” – po długich sporach oficjalnie odrzucił protesty rywali ze Śląska Świętochłowice, domagających się zmiany decyzji regulaminowych, by wreszcie utrzymać w pełni zasłużony tytuł mistrzowski dla zespołu z Lipin.

Naprzód Lipiny – mistrz Śląska (1937)
Naprzód Lipiny – mistrz Śląska (1937).

Nadciągające chmury

W sezonie 1938/39 Naprzód wciąż udowadniał swoją wartość, walcząc w ścisłej czołówce I Ligi Śląskiej. W obliczu nadciągającego widma wojny, zarząd klubu zademonstrował swój patriotyzm, wpłacając 100 złotych na rzecz Funduszu Obrony Narodowej (F.O.N.). Nikt jednak nie wiedział, że zegar historii nieubłaganie tyka.

We wrześniu 1939 roku na Polskę spadły pierwsze bomby, a polski Naprzód znów musiał przymusowo zniknąć. Jego zaplecze zostało przejęte przez niemiecki TuS 1883 Lipine (Turn- und Sportverein) – szyld nawiązujący do najstarszych tradycji ruchu gimnastycznego. Co więcej, stery w klubie ponownie, jak za dawnych, pionierskich lat, objął doskonale znany Joseph Debernitz.

Jak potoczyły się losy klubu w mrocznych realiach wojennych, dlaczego rzucał na kolana mistrzów Rzeszy i jakie zaszczyty czekały go w Pucharze Niemiec? O tym przeczytacie w trzeciej, wielkiej części naszego cyklu!

Indeks osobowy (złota era i reprezentanci)

Zestawienie nazwisk i funkcji pojawiających się w narracji o latach 1920–1939. Zachowano warianty pisowni z prasy i dokumentów.

Antończyk Jan

Sekretarz klubu (1920), biegacz sekcji lekkoatletycznej.

DziałaczLekkoatletyka1920

Bąk

Zawodnik wczesnego Naprzodu (1920).

Zawodnik1920

Bitniok / Budniok

Działacze GZOPN, przewijający się w sprawach dyscyplinarnych klubu (1925).

GZOPNDyscyplina1925

Cug

Napastnik, strzelec decydującej bramki o mistrzostwo podokręgu (1929).

NapastnikGol1929

Dyrda Tadeusz

Lekkoatleta, skoczek wzwyż i biegacz.

Lekkoatletyka

Fojcik I

Środkowy napastnik i kapitan (1920).

KapitanNapastnik1920

Gajda (Gaida)

Zawodnik Naprzodu (1920), w późniejszym okresie reprezentant Polski.

ZawodnikReprezentant1920

Garczarczyk

Zawodnik wyjściowej jedenastki (1929).

Zawodnik1929

Gluek

Zawodnik rezerwowy Naprzodu (1936).

Rezerwy1936

Kaczmarczyk

Zawodnik, który w 1927 r. przeszedł do Slavii Ruda.

Transfer1927

Kastner

Lewy łącznik (1920).

Lewy łącznik1920

Korner

Strzelec bramki dla Naprzodu (1930).

Gol1930

Książek

Napastnik Naprzodu (1936).

Napastnik1936

Maniura Henryk / J.

Działacz, prezes klubu (1920) oraz organizator sekcji pięściarskiej.

PrezesBoks1920

Michalik Szczepan

Kapitan i strzelec; ukarany długą dyskwalifikacją w 1930 r.

KapitanDyscyplina1930

Michalski

Czołowy obrońca, reprezentant Polski, który doznał fatalnej kontuzji kolana (1936).

ObrońcaReprezentant1936

Musioł

Obrońca Naprzodu (1936).

Obrońca1936

Nastula Rochus

Wybitny napastnik i wielokrotny król strzelców; jego uprawnienia do gry były częstym powodem sporów dyscyplinarnych.

NapastnikKról strzelcówDyscyplina

Porada I, Porada II

Zawodnicy bloku defensywnego (1920).

Defensywa1920

Sieroki

Obrońca, ofiara drastycznego faulu, po którym musiał zostać w 1936 r. hospitalizowany.

ObrońcaKontuzja1936

Sitek

Pomocnik (1936).

Pomocnik1936

Stefan (Stephan)

Kluczowy napastnik i strzelec Naprzodu w latach 30.

Napastniklata 30.

Suchoń

Wybitny napastnik, zdobywca 5 bramek w jednym meczu przeciwko KS 20 Rybnik (1936).

NapastnikRekord1936

Teuber

Zawodnik z centrum politycznego skandalu z 1935 r. (dezercja na Śląsk Opolski).

SkandalDezercja1935

Wysocki

Bramkarz (m.in. w 1932 i 1936 r.).

Bramkarz19321936

Aneks archiwalny: bibliografia (1922–1939)

Powyższy artykuł został opracowany na podstawie mrówczej pracy z przedwojenną prasą regionalną. Źródła, które posłużyły do odtworzenia losów K.S. Naprzód Lipiny w tym okresie, to:

  • „Sportowiec” – rocznik 1920.
  • „Goniec Śląski” – roczniki 1923, 1925.
  • „Polonia” – roczniki 1924, 1925, 1926, 1927, 1929, 1930, 1931, 1935, 1936, 1937.
  • „Polska Zachodnia” – roczniki 1929, 1930, 1931, 1933, 1934, 1938.
  • „Kattowitzer Zeitung” – roczniki 1925, 1929.
  • „Katolik Polski” – roczniki 1931, 1932.
  • „Siedem Groszy” – roczniki 1933, 1936.
  • „Górnoślązak” (1930), „Kurjer Śląski” (1930).
  • „Katholische Volkszeitung” (1934), „Śląski Kurjer Poranny” (1935).
  • „Expres Zagłębia” (1937), „Katolik” (1939).
0
0

Read more

Czarno-biała grafika ilustrująca historię śląskiego klubu piłkarskiego F.C. Silesia Lipine w latach 1910-1922, ukazująca sylwetki piłkarzy na tle dymiących kominów hutniczych.

Część 1: F.C. Silesia Lipine (1910–1922). Błoto, lód i początki futbolu na Śląsku

Błoto, lód i paradne rowery. Jak hartowała się piłkarska stal w Lipinach (część 1)

Silesia Lipine 1910–1922: od gimnazjalistów i kolarzy do ligowej walki na gołoledzi

Od Autora: Niniejszy cykl artykułów powstał na bazie rzetelnego skatalogowania wycinków z archiwalnej prasy. Moim głównym celem badawczym było ukazanie fascynującego tła politycznego, gospodarczego i społecznego Górnego Śląska na przełomie XIX i pierwszej połowy XX wieku, a sport stanowi tu jedynie (i aż) soczewkę, przez którą przyglądamy się tej zawiłej epoce. Ponieważ stricte sportowe zawiłości i statystyki nie są moją główną domeną, historia ta może być obarczona pewną niepewnością merytoryczną w detalach boiskowych. Wszelkie uwagi i korekty ze strony pasjonatów futbolu są niezwykle mile widziane!

W dzisiejszych czasach piłka nożna kojarzy się z idealnie przystrzyżonymi murawami i wielkimi kontraktami. Aby jednak zrozumieć romantyczny, a zarazem bezpardonowy świat śląskiego futbolu, musimy zrzucić współczesne filtry i cofnąć się do Lipin z początku XX wieku.

Piłkarze grający na błotnistym boisku na tle dymiących kominów hutniczych, symbolizujący trudne początki futbolu na Górnym Śląsku.
Fot. Poglądowa – tak mogły wyglądać pierwsze zmagania na industrialnych, śląskich placach gry.

Zanim dawni niemieccy rywale i koledzy z boiska (zrzeszeni po II wojnie światowej w zachodnioniemieckim „Traditionsgemeinschaft Silesia-Lipine”) zaczęli wysyłać sobie paczki charytatywne, wspólnie wylewali siódme poty w błocie i na mrozie. A warto wspomnieć, że te powojenne przesyłki dla schorowanych emerytów w szarym PRL-u były na wagę złota: zawierały deficytowe luksusy, takie jak kawa, kakao, cukier gronowy (Traubenzucker), skrobia Mondamin czy konserwy mięsne. Co sprawiło, że dawni gracze nie zapomnieli o sobie nawet po tylu latach?

Gimnazjaliści, kolarze i pierwsza dogrywka

Co niezwykle ciekawe, korzenie jednego z najtwardszych śląskich klubów wyrastają z kilku zupełnie różnych światów. Pionierami futbolu w Lipinach byli ambitni uczniowie. Już około 1907 roku powołali do życia organizację o nazwie Spielvereinigung Lipiner Gymnasiasten (SLG). Co fascynujące – w samej robotniczej, dymiącej osadzie nie było prestiżowego gimnazjum! Byli to głównie synowie miejscowych urzędników i sztygarów, którzy na co dzień dojeżdżali tramwajami i pociągami do szkół w Królewskiej Hucie lub Bytomiu. Po lekcjach wracali jednak do Lipin, gdzie w grupie 50-60 zapaleńców grali w piłkę w parku obok kościoła ewangelickiego, opłacając miesięczne składki w wysokości 50 fenigów, by dumnie nosić na piersi czarno-biało-czerwone herby z literami SLG.

Równolegle w regionie silne były tradycje gimnastyczne (stare Turnvereiny datowane nawet na 1883 rok), a także pasja do… rowerów. To właśnie w rejestrach towarzystwa kolarskiego (Radfahrer-Verein Lipine) w 1909 roku po raz pierwszy oficjalnie pojawia się przydomek „Silesia”. Kolarze ci w lipcu 1909 r. dumnie prezentowali się w „gustownych kostiumach” podczas konkursu jazdy paradnej (Korsofahren) na ulicach Królewskiej Huty (Königshütte).

Elegancka parada kolarska na brukowanej ulicy Królewskiej Huty w 1909 roku, kolarze i kolarki z klubu Silesia Lipine.
Zanim zaczęli kopać piłkę, zdobywali nagrody w eleganckich paradach kolarskich na ulicach Królewskiej Huty.

Połączenie tej rosnącej, uczniowskiej pasji do nowej gry z wyspiarskimi zasadami oraz starszych struktur doprowadziło do przełomu. W 1910 roku oficjalnie zawiązano pierwszy „ordynaryjny”, czyli w pełni sformalizowany klub stricte piłkarski – F.C. Silesia Lipine. Wśród ojców-założycieli znaleźli się m.in. Miketta, Schloßka oraz weteran Joseph Debernitz.

Już w październiku 1910 roku rozegrano niezwykle zacięty mecz kombinowanych drużyn Silesii-Lipine i Silesii-Zaborze, który w regulaminowym czasie zakończył się remisem 1:1.

⚽ Słowniczek dawnego futbolu: Ehrentor i Nachspiel
Aby ostatecznie wyłonić zwycięzcę tamtego meczu, sędziowie zarządzili rzadko spotykaną w tamtych czasach dogrywkę (Nachspiel), w której ekipa z Lipin zdobyła decydującą bramkę. Trafienie dla pokonanego Zaborza zyskało w relacjach prasowych poetyckie miano „Ehrentor”, czyli „gola honorowego”.

Rozkwit, eksperymenty i bolesne lekcje

Przerwa wymuszona I wojną światową wstrzymała sportowe zmagania, ale rok 1919 przyniósł gwałtowny rozkwit klubu. Silesia rozrosła się do potężnych rozmiarów – funkcjonowało aż 11 drużyn (5 seniorskich i 6 juniorskich), powołano także sekcję lekkoatletyczną i bokserską. Zbudowano własny, nowoczesny Sportplatz, który w dużej mierze zrealizowano systemem gospodarczym.

Grupa robotników i działaczy sportowych pracująca fizycznie przy budowie własnego boiska piłkarskiego w Lipinach.
Rozwój wymagał poświęceń – nowy „Sportplatz” w Lipinach wznoszono w dużej mierze ciężką, społeczną pracą własnych członków.

Jednak lata 20. brutalnie weryfikowały marzenia o potędze. We wrześniu 1921 roku Silesia uległa na własnym boisku drużynie Bismarckhütter B.C. (dzisiejszy Chorzów Batory) aż 1:5 (do przerwy 1:3). Prasa tłumaczyła ten pogrom nie tylko przewagą techniczną rywali, ale eksperymentami w składzie gospodarzy. Na murawie pojawiło się „wiele nowych twarzy”, co zaowocowało kompletnym brakiem zgrania (Zusammenspiel). Honorowe trafienie dla gospodarzy zanotował Schydlo.

Gra na gołoledzi i triumf brutalnej siły

Rzeczywistość tamtych lat nie wybaczała słabości. Grudniowy mecz ligowy (w ramach Gau Beuthen) przeciwko Beuthen 09 w 1921 roku (przegrany przez Lipiny 1:3) toczono w ekstremalnych okolicznościach. Chwytający w nocy mróz stworzył na boisku niezwykle niebezpieczną gołoledź (Glätte), zmuszając obie drużyny do skrajnie asekuracyjnej, ostrożnej gry na śliskiej murawie. W tym lodowym starciu bramkę wyrównującą zdobył anonimowy prawy łącznik (Halbrechte).

Zimowy mecz piłkarski w 1922 roku w Bytomiu. Potężny piłkarz Silesii Lipiny siłowo przepycha rywala z Cottbus w błocie, ilustrując przewagę fizyczną.
Starcie fizyczne w błocie. W drugiej połowie meczu z Cottbus o wyniku zadecydowała brutalna siła i kondycja śląskich piłkarzy.

Śląski futbol tamtej epoki to również triumf czystej tężyzny fizycznej nad boiskową finezją. W styczniu 1922 roku w Bytomiu zorganizowano propagandowe spotkanie przeciwko renomowanej ekipie FV Cottbus 98 (Fußballverein Cottbus 98). Goście z Łużyc w pierwszej połowie całkowicie zdominowali graczy Silesii pod względem wyszkolenia technicznego. W drugiej odsłonie sytuacja uległa jednak diametralnej zmianie. Ślązacy zniwelowali braki techniczne dzięki przytłaczającej przewadze fizycznej (körperlich überlegen), aplikując opadającym z sił rywalom dwa gole w ostatnich 10 minutach i wygrywając 2:0.

Koniec pewnej epoki

Mimo że jeszcze w 1920 roku Silesia święciła wielki triumf, pokonując w Królewskiej Hucie drużynę z Tarnowskich Gór (wspominaną w ówczesnej prasie jako VfR, co najpewniej było błędem zecerskim i odnosiło się do lokalnego VfB lub SV 1919 Tarnowitz) – sukces ten po latach weterani klubu dumnie i nieco na wyrost wspominali na emigracji jako zdobycie „Mistrzostwa Górnego Śląska” – horyzont dziejów zwiastował ogromne zmiany. Rok 1922 przyniósł koniec niemieckiej tożsamości klubu.

Grafika symbolizująca przejęcie administracji na Górnym Śląsku przez regularne Wojsko Polskie w 1922 roku, co wiązało się z przymusowym rozwiązaniem niemieckiego klubu Silesia Lipine.
Burzliwy rok 1922 przyniósł radykalne zmiany. Oficjalne przejęcie regionu przez polską administrację i regularne wojsko pod dowództwem gen. Szeptyckiego oznaczało prawny koniec F.C. Silesia w dotychczasowej formie.

Wskutek rozstrzygnięć politycznych i plebiscytowych, w czerwcu i lipcu 1922 roku obszar Lipin został oficjalnie i pokojowo przejęty przez polską administrację oraz regularne Wojsko Polskie pod dowództwem gen. Stanisława Szeptyckiego. Tym samym niemiecka F.C. Silesia uległa przymusowemu, administracyjnemu rozwiązaniu na mocy nowych praw państwowych. Jej obiekty sportowe i sportowcy nie zniknęli jednak w próżni. Środowisko to zostało odgórnie połączone z polskim klubem, który prężnie działał w tej miejscowości już od wczesnej wiosny (przyjmuje się 3 marca) 1920 roku.

W jaki sposób ten narzucony z góry związek dwóch zupełnie różnych światów pod wspólnym szyldem „Naprzód Lipiny” doprowadził do narodzin nowej, regionalnej potęgi? O tym przeczytacie już w Części 2 naszego historycznego cyklu!

Indeks osobowy (pionierzy i pierwsi rywale)

Zestawienie nazwisk pojawiających się w relacjach prasowych i wspomnieniach z lat 1910–1922. Pisownia w źródłach bywa zmienna — warianty zostały zachowane.

Barthoschek I, Barthoschek III

Zawodnicy i strzelcy bramek dla rywali z Bismarckhütter B.C. (1921).

Rywal1921

Breitscheidel

Zawodnik wyjściowej kadry z wczesnych lat 20.

Silesialata 20.

Debernitz Joseph

Współzałożyciel i pierwszy sekretarz Silesii (1910), długoletni prezes, pełniący również rolę bramkarza.

WspółzałożycielDziałaczBramkarz

Foit / Fojt

Napastnik z pierwszych lat funkcjonowania klubu.

SilesiaNapastnik

Glombik

Zawodnik klubu (wymieniany w składach z początku lat 20.).

Silesialata 20.

Hadaschik

Zawodnik klubu.

Silesia

Kania

Kluczowy zawodnik wczesnej formacji.

SilesiaKluczowa postać

Löbe

Zawodnik i strzelec bramek dla Bismarckhütter B.C. (1921).

Rywal1921

Miketta

Współzałożyciel klubu (1910).

Współzałożyciel1910

Nastula (Nastuła)

Znakomity napastnik, który rozpoczynał karierę w pierwszych latach klubu, by później stać się jego legendą.

SilesiaNapastnikLegenda

Nierada

Wyróżniający się zawodnik.

Silesia

Scheliga Peter

Zawodnik klubu, w późniejszych latach powojennych autor wspomnień i działacz tradycji na obczyźnie.

SilesiaWspomnieniaTradycja

Schloßka

Współzałożyciel klubu z 1910 roku.

Współzałożyciel1910

Schydlo

Strzelec bramki w historycznym meczu z 1921 r.

SilesiaGol1921

Walla

Zawodnik wczesnej Silesii Lipine.

SilesiaPionier

Zug

Napastnik i strzelec bramek.

SilesiaNapastnikStrzelec

Wykaz źródeł i bibliografia

Niniejsze opracowanie bazy wiedzy oparte jest na skatalogowanych materiałach archiwalnych i prasowych z lat 1909–1989:

  • Der Oberschlesische Wanderer – roczniki: 1909, 1910, 1939, 1940.
  • Ostdeutsche Morgenpost – roczniki: 1921, 1922.
  • Kattowitzer Zeitung – roczniki: 1922, 1939, 1940, 1942.
  • Der Oberschlesische Kurier – rocznik 1939.
  • Bodensee-Rundschau / Konstanzer Zeitung – roczniki: 1942, 1943.
  • Unser Oberschlesien (czasopismo retrospektywne/emigracyjne) – roczniki: 1954, 1963, 1967, 1968, 1970, 1971, 1972, 1979, 1989.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt – roczniki: 1960, 1989.
  • Opracowania współczesne: Ziemia rybnicko-wodzisławska… (2001).
0
0

Read more

Realistyczna ilustracja przedstawiająca XIX-wiecznych śląskich rzemieślników, zamożnych kupców i księdza podczas poważnego zebrania nad dokumentami finansowymi i przy cygarach w Katolickim Kasynie w Bytomiu.

Krzyż, Cygaro i Wielka Polityka. Historia Katolickiego Kasyna w Bytomiu

Krzyż, Cygaro i Wielka Polityka

Kompletna kronika Katolickich Kasyn w Bytomiu – miejsca, gdzie w gęstych oparach tytoniu wykuwano potęgę miasta, walczono o język i zarządzano majątkami, o jakich państwu pruskiemu się nie śniło.

W dzisiejszym, popkulturowym rozumieniu, słowo „kasyno” budzi jednoznaczne skojarzenia: ruletka, darmowe drinki, zielone sukno i hazard. Jednak w XIX-wiecznym Bytomiu (Beuthen O.S.) Katolickie Kasyno Obywatelskie było czymś zgoła innym. Stanowiło elitarną instytucję towarzyską, nieformalny sztab wyborczy, a zarazem potężną machinę ubezpieczeniowo-finansową, która stała się bastionem oporu przeciwko pruskiemu uciskowi kulturowemu.

Przez ponad pół wieku biło tu serce obywatelskiego Bytomia. Atmosfera, nierzadko gęsta od dymu z drogich cygar, wyjątkowo sprzyjała politycznym dyskusjom toczonym nad kuflami piwa, głośnemu narzekaniu na państwowe podatki i budowaniu potężnej, niespotykanej wcześniej katolickiej solidarności. Oto historia rozłamu, gigantycznych pieniędzy i wojny o duszę miasta.

1. Geneza, Kulturkampf i Wielki Rozłam (1868–1872)

Historia bytomskiego kasyna rozpoczyna się oficjalnie 27 stycznia 1868 roku, kiedy to powołano do życia niemieckie Katholisches Bürger-Kasino. Przez pierwsze lata organizacja funkcjonowała jako zwarty, jednolity front zamożnych katolików funkcjonujących w sercu protestanckiego państwa pruskiego.

Sytuacja uległa dramatycznej zmianie w 1871 roku wraz z wybuchem bismarckowskiego Kulturkampfu. Rząd pruski i lokalna rejencja zaczęły brutalnie prześladować członków kasyna za ich odwagę w jawnym przyznawaniu się do rzymskiego katolicyzmu. W 1872 roku państwowa presja osiągnęła punkt krytyczny: wszyscy urzędnicy pruscy, paraliżowani strachem o utratę swoich posad, zostali zmuszeni do całkowitego wycofania się i wystąpienia ze stowarzyszenia.

Jak skrupulatnie odnotowuje w swoich powojennych zapiskach kronikarz Franz Stodolka, to właśnie w tym najtrudniejszym kryzysowym momencie, w 1874 roku, przewodnictwo w osłabionym niemieckim Kasynie przejął ks. Reinhold Schirmeisen. Odbudował on morale i dzierżył ten urząd nieprzerwanie aż do swojej śmierci w 1912 roku, stając się najpotężniejszym animatorem i bezkompromisowym obrońcą tego miejsca.

Równolegle Kulturkampf wywołał jeszcze jeden, historyczny w skutkach proces. Warto zaznaczyć, że ks. Norbert Bonczyk (Bączek) już 15 października 1869 roku zainicjował działalność pierwszego polskiego kasyna w Bytomiu. Jednak to w październiku 1872 roku, aby ratować dziesiątkowane szeregi katolików, utworzono oficjalny oddział dla osób polskojęzycznych. Z tego właśnie zalążka wyrosło samodzielne Polskie Kasyno Katolickie, które to od 1872 roku oficjalnie liczyło swoje późniejsze jubileusze. Od tego momentu w jednym mieście zaczęły funkcjonować obok siebie dwa oddzielne światy…

2. Architekci Wpływów: Sylwetki, które zbudowały Bytom

Historia kasyn to historia wybitnych liderów, którzy potrafili pociągnąć za sobą tłumy mieszczan i rzemieślników:

  • Ks. prałat Reinhold (Robert) Schirmeisen (1842-1912): Główny animator i przewodniczący niemieckiego Kasyna od 1874 r. Zaczynał swą misję jako kapelan kościoła Mariackiego, by ostatecznie zostać pierwszym proboszczem wybudowanego przez siebie potężnego kościoła św. Trójcy (Trinitatiskirche). To on zbudował Knabenkonvikt, Robertusstift i Dom dla Kalek (Krüppelheim). Znany z twardej ręki i prowadzenia skutecznej agitacji wyborczej dla partii Centrum. Prawdziwy budowniczy nowoczesnego Bytomia, który mimo potężnych wpływów stanowczo odrzucał intratne awanse (m.in. odmówił objęcia fotela arcybiskupa w Poznaniu i funkcji biskupa polowego u boku cesarza). Zmarł 25 października 1912 r., a na jego koncie pozostało zaledwie około 5000 marek – resztę gigantycznego, prywatnego majątku rozdał, budując instytucje dla miasta. Tuż przed śmiercią państwo pruskie uhonorowało go Królewskim Orderem Korony III klasy. W starszych opracowaniach bywał błędnie nazywany Emanuelem (takie imię nosił jego brat, pruski urzędnik).
  • Ks. Norbert Bonczyk (Bączek): Duchowy „ojciec” polskiej gałęzi kasyna, proboszcz parafii Najświętszej Maryi Panny, patriota i Homer Górnego Śląska. Był on również założycielem i pierwszym prezesem bytomskiego Towarzystwa św. Alojzego (tzw. Alojzjanów). Z głębokim przekonaniem wierzył (co powtarzano później na śląskich wiecach), że „macierzyńska mowa jest kluczem do wszelkiego moralnego i politycznego wychowania ludów”.
  • Grafika typograficzna na tle starego papieru z patriotycznym cytatem: Macierzyńska mowa jest kluczem do wszelkiego moralnego i politycznego wychowania ludów.
    Te historyczne słowa stanowiły ideologiczny fundament Polskiego Kasyna i kształtowały niezłomne postawy bytomskich patriotów w dobie pruskiej germanizacji.
  • Ks. dziekan Teodor Myśliwiec: Długoletni prezes polskiego towarzystwa. Postać ciesząca się w mieście tak wielkim, nieskazitelnym autorytetem, że po jego śmierci w 1902 r. nawet podzielone narodowościowo i politycznie niemieckie kasyno żegnało go w oficjalnych nekrologach jako swojego zaszczytnego „członka honorowego”.
  • Dr Jakób Spyra: Niezwykle zasłużony prezes i członek honorowy, którego konsekwentna praca budowała prestiż i zaplecze intelektualne Polsko-Katolickiego Kasyna.
  • Felix Kasprzyk: Sekretarz niemieckiego kasyna w szczytowym 1904 r., z zawodu księgarz, odpowiedzialny za prowadzenie drobiazgowej i bezwzględnie rygorystycznej dokumentacji finansowej oraz statystyk organizacji.

3. Ekosystem Władzy: Kasyno, Czeladnicy i Młodzież

Warto wyraźnie podkreślić, że niemieckie Kasyno Obywatelskie nie działało w próżni. Było ono koroną wielkiego „ekosystemu” społecznego stworzonego przez ks. Schirmeisena. Tuż obok Kasyna prężnie działał Gesellenverein (Związek Czeladników), zrzeszający i edukujący rzemieślników.

Z kolei w 1887 roku, z bezpośredniej inicjatywy samego Schirmeisena (a rękami oddelegowanego do tego zadania kapelana Tunkla), powołano do życia Leo-Verein. Była to organizacja przeznaczona stricte dla katolickich młodzieńców niebędących rzemieślnikami, która swoją dumną nazwę wzięła na cześć papieża Leona XIII. Działalność we wszystkich tych organizacjach, spięta sprytnie jednym zwierzchnictwem, pozwalała bytomskiemu proboszczowi wywierać absolutnie kluczowy, bezpośredni wpływ na polityczne i społeczne wybory tysięcy mieszkańców.

4. Finansowa Forteca: 14 tysięcy marek na „Ostatnią Drogę”

Bytomskie kasyna były organizacjami o zdumiewającej sprawności administracyjnej. W szczytowym 1904 roku samo niemieckie kasyno liczyło 737 aktywnych członków. Aby sprawnie zarządzać tak potężną grupą, komitet (Ausschuß) rozszerzono do 30 osób. Stowarzyszenie pełniło de facto rolę potężnego funduszu powierniczego i unikalnej polisy ubezpieczeniowej dla bytomskiego mieszczaństwa.

Budżet Kasyna (Raport z 1904 r.)

  • Kasa Pogrzebowa (Begräbniskasse): Prawdziwy skarb organizacji. Kasprzyk raportował, że dysponowała ona potężnym kapitałem 14 380,07 marek gotówką.
  • Polityka inwestycyjna: Kapitał nie leżał bezczynnie w skarbcach. Dokumenty wprost wskazują, że pieniądze te były agresywnie inwestowane na procent (zinstragend angelegt), gwarantując stowarzyszeniu pełną niezależność od państwa.
  • Bezwzględna Dyscyplina: Z zasadami się nie dyskutowało. W ciągu zaledwie jednego roku wykluczono dyscyplinarnie aż 9 osób. W filii w Lipinach (pod wodzą kapelana Salzburga) statut wprost przewidywał wyrzucenie z szeregów każdego, kto przez rok nie pojawił się na żadnym zebraniu.
Stara księga rachunkowa i złote monety symbolizujące potężny budżet Kasy Pogrzebowej Katolickiego Kasyna w Bytomiu.
Z budżetem rzędu 14 tysięcy marek w gotówce, Kasyno stanowiło w 1904 roku jedną z najpotężniejszych instytucji ubezpieczeniowo-finansowych w mieście.

Gdy umierał członek stowarzyszenia – czy to ceniony kupiec i kamienicznik Julius Nowak, czy ogrodnik cmentarny Paul Baroke – Kasyno stawiało się w komplecie. Śmierć była okazją do demonstracji siły: dziesiątki dżentelmenów w cylindrach maszerujących zwarcie z lokalu w hotelu Weisser Adler udowadniały pruskim urzędnikom, że katolicy w Bytomiu stanowią niezłomną jedność.

5. Mapa Prestiżu: Gdzie w Bytomiu wykuwano historię?

Co fascynujące, kasyna (zarówno polskie, jak i niemieckie) przez dekady nie posiadały jednego, stałego gmachu. Stanowiły rodzaj elitarnych, wędrujących salonów, „okupując” najbardziej luksusowe i prestiżowe adresy na ówczesnej mapie miasta:

  • Hotel Sanssouci: Absolutna arena kulturowa. Z jednej strony odbywały się tam eleganckie niemieckie bale, z drugiej – to właśnie ta sama sala gościła w 1907 roku niezwykle huczny jubileusz 35-lecia Polskiego Kasyna oraz polskie premiery teatralne.
  • Sala p. Maisego (ul. Krawiecka – Schneiderstraße): Główne miejsce potężnych, strategicznych zjazdów. To tutaj 8 listopada 1892 r. zjechali się zamożni katoliccy kupcy aż z czterech powiatów: Bytomskiego, Katowickiego, Zabrskiego i Tarnogórskiego, by przy piwie ustalać handlowe strefy wpływów.
  • Ogród Strzelnicy (Schützenhaus): Punkt zborny przed plenerowymi wydarzeniami. W czerwcu 1880 r. stąd wymaszerowała procesja z nowym, bogato zdobionym sztandarem do Piekar. Tutaj organizowano też doroczne zabawy letnie przeciągające się do północy.
  • Hotel Deutsches Haus: Zlokalizowany w samym sercu miasta, przy bytomskim Rynku (Ring), w lutym 1902 r. został oficjalnie ogłoszony jako stały Vereinslokal (lokal stowarzyszenia) dla członków niemieckiego kasyna.
  • Hotel Weisser Adler (Biały Orzeł u Finstera): Istotna baza operacyjna i główne miejsce zbiórek przed wspomnianymi manifestacyjnymi uroczystościami pogrzebowymi.
  • Hotel Lomnitz: Legendarny adres. To w jego murach, w gorącym okresie po I wojnie światowej, ulokowało się Kasyno Plebiscytowe, kierowane twardą ręką przez Marjana Zalewskiego. (Zreorganizowany po kosztach lokal reklamowano w prasie jako „wielkomiejską bombonierkę” z kabaretem „Moulin Rouge”).
Pokolorowane historyczne zdjęcie przedstawiające widok na centrum dawnego Bytomia.
Dawny Bytom w pełnej krasie. To właśnie w takich miejskich realiach toczyło się burzliwe życie towarzyskie i polityczne członków Kasyna. (Koloryzacja: flaczek.com / źródło: Heimatblatt 1972).

6. Kultura jako Tarcza Narodowa

Dla Polskiego Kasyna wysoka kultura była absolutnym orężem w walce z germanizacją. Teatr nie był tylko rozrywką – był politycznym manifestem. Na jubileusz 35-lecia na scenie hotelu Sanssouci uroczyście wystawiono patriotyczny melodramat „Zagroda Sobkowa” w 5 aktach (autorstwa Edwarda Błotnickiego) z oryginalną muzyką J.N. Nowakowskiego.

Organizacja wydarzeń wymagała świetnej logistyki: loża zamknięta kosztowała niemało, bo 1,50 marki, a miejsca stojące 50 fenigów. Bilety dystrybuowano konspiracyjnie m.in. u p. Wolskiego w drogierii św. Barbary oraz w Domu Katolickich Towarzystw u p. Wieczorka. Innym razem przez łamy prasy szukano nut do sztuki „Macocha”, apelując o pomoc do zaprzyjaźnionych stowarzyszeń.

Oprócz teatru kasyno organizowało ambitne wykłady literackie. W 1892 roku ceniony śląski działacz Konstanty Prus wygłaszał na nadzwyczajnym posiedzeniu Polskiego Kasyna prelekcje o życiu i twórczości wielkiego wieszcza Juliusza Słowackiego.

Niemieckie kasyno stawiało na edukację twardą i konserwatywną. Rektor Golly brylował z wykładami o systemie edukacyjnym w USA, a w gorących latach 30. XX wieku, pod wodzą rektora Bernhardta, kasyno przeistoczyło się w jawny bastion walki z lewicą i socjalizmem. To wtedy organizowano tam ostre wykłady ojca Brosiga S.J., w których grzmiał on na komunistyczne „republiki dziecięce” pod flagowym hasłem stowarzyszenia: „Dziecko należy do rodziny”. To w tamtym okresie pojawiły się wreszcie konkretne plany budowy własnego, gigantycznego gmachu – Vereinshaus (Domu Związkowego), który miał na zawsze zapisać potęgę kasyna w architekturze miasta.

7. Wielka Polityka, Agitacja i Prasowe Skandale

Kasyna od początku miały „pazur” polityczny. Już 18 lutego 1881 r. organizacja wysłała do Berlina twardą notę, w której uroczyście zaprotestowała przeciwko wypowiedzi p. Holtzego wygłoszonej w pruskim sejmie (w której ten oskarżył górnośląskie duchowieństwo o propagowanie „socyalnego demokratyzmu”). Kasyno z oburzeniem nazwało to „ciężką obrazą dla zasłużonych duszpasterzy”.

Sami kapłani również nie unikali otwartej gry politycznej. Ks. Reinhold Schirmeisen i niemieckie duchowieństwo twardo opowiadali się za oficjalną linią katolickiej partii Centrum (Zentrum), stanowczo wspierając jej kandydatów (m.in. dr. Stephana). Stawało to nierzadko w wyraźnej kontrze do polskich działaczy skupionych wokół redakcji „Katolika”. Polacy w wyborach do Reichstagu w tym samym okręgu forsowali własnych faworytów – takich jak cieszący się gigantycznym poparciem ludu (zdobywający dziesiątki tysięcy głosów) major Juliusz Szmula. Kasyno było więc miejscem, gdzie w cieniu wielkiej polityki ścierały się dwa zupełnie różne pomysły na to, kto ma reprezentować bytomskich katolików w Berlinie.

Z kolei polska społeczność była przez swoje elity aktywnie „pouczana” w salach Kasyna, czego dokładnie mają wymagać od swoich posłów, szczególnie w tak absolutnie kluczowej kwestii, jak bezkompromisowa obrona szkół i języka przed naporem pruskich urzędników.

Skandal Obyczajowy w Bobrku

Silnie zradykalizowana narodowo prasa polska nie szczędziła jadowitej krytyki niemieckim odłamom kasyna w sąsiednich dzielnicach. Redaktorzy „Dziennika Śląskiego” wprost oskarżali „niemiecko-katolickie Kasyno” w Bobrku (gdzie brylował nauczyciel Piechatzek) o czerpanie zysków z państwowego „funduszu germanizacyjnego”. Czarę goryczy przelała zabawa, na którą zaproszono w charakterze gości honorowych dyrektorów pobliskiej Huty „Julia” (Julienhütte) – panów Schalschę i Tramera. Ponieważ obaj dyrektorzy byli wyznania mojżeszowego, polska prasa z wściekłą ironią pytała w nagłówkach: „Gdzie się podziało poczucie katolickie u kasynerzy?”, zarzucając im hipokryzję na rzecz dobrych układów z przemysłem.

8. Symbole, które przetrwały w pamięci

W tamtych czasach o prestiżu decydowały nie tylko pieniądze, ale i symbole. 25 czerwca 1880 r. kasyno ufundowało własną, bogato zdobioną chorągiew za luksusową wręcz kwotę 200 marek. Zebrani członkowie w najlepszych strojach, z nowiutkim sztandarem i głośną orkiestrą dętą na samym czele, wymaszerowali bezpośrednio ze strzelnicy aż do Niemieckich Piekar. Tam w kościele, tuż przed cudownym obrazem NMP, oficjalnego aktu poświęcenia dokonał komisarz ks. Bernard Purkop. Tego samego sztandaru z zazdrością doglądał wiele lat później „Miłośnik swojskich rzeczy”, gdy opisywał go we wspomnieniach dla polskiego czytelnika.

Historyczna parada członków Katolickiego Kasyna w Bytomiu niosących bogato haftowany sztandar ulicami miasta.
Czerwiec 1880 roku. Uroczysty, manifestacyjny przemarsz członków Kasyna ze Strzelnicy do Piekar z nowo ufundowanym sztandarem za 200 marek (wizja artystyczna).

Podsumowanie

Katolickie Kasyna w Bytomiu to opowieść o potędze organizacji, której państwo pruskie nie było w stanie zniszczyć. To tutaj, w oparach dymu cygarowego i w blasku żyrandoli hotelu Sanssouci, na przełomie wieków wykuwała się zorganizowana tożsamość obywatelska Górnego Śląska. Dzięki charyzmatycznym liderom i tytanom pracy organicznej, takim jak ks. Reinhold Schirmeisen czy ks. Norbert Bonczyk, zwaśnione, ale prężnie rozwijające się miasto zbudowało tkankę społeczną – w pełni odporną na największe burze dziejowe.

Gdy w 1921 roku redakcja gazety apelowała, że „akta, protokolarze i dawniejsze zapiski zaginęły”, wydawało się, że historia ta przepadła na zawsze. Jak widać – mylili się.

Źródła archiwalne i opracowanie: Artykuł przygotowany na podstawie zaawansowanej kwerendy archiwalnej flaczek.com z wykorzystaniem prasy epoki (m.in. Gazeta Górnośląska, Katolik, Dziennik Śląski, Kuryer Śląski, Polak, Gazeta Ludowa, Przyjaciel Pieśni w rocznikach 1880–1936 oraz Oberschlesische Volksstimme 1893-1912). Korzystano ponadto z zasobów Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt (m.in. 1954, nr 6; 1972, nr 7/8), powojennej Bytomskiej Kroniki (Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien) spisanej przez Franza Stodolkę oraz najnowszej bazy biograficznej projektu flaczek.com.
0
0

Read more

Portret historyczny ks. prałata Reinholda Schirmeisena w ozdobnej ramie z podpisem budowniczy nowoczesnego Bytomia

Mury, Wiara i Miliony: Reinhold Schirmeisen – Prawdziwy Ojciec Bytomia

flaczek.com • Genealogia i historia

Mury, wiara i miliony: prałat Reinhold Schirmeisen (1842–1912) – budowniczy nowoczesnego Bytomia

Przez blisko pół wieku był w Bytomiu kimś więcej niż proboszczem: administratorem, negocjatorem i organizatorem opieki społecznej. Był sprawnym menedżerem epoki przemysłowej, który przekuwał hojne darowizny śląskich magnatów w monumentalne budowle i nowoczesne zakłady opiekuńcze, służące miastu do dziś. To historia o ogromnych budżetach publicznych i prywatnej ascezie – zakończona paradoksem: order na piersi i niemal puste konto.

Postać: Reinhold (Robert) Schirmeisen Miasto: Bytom / Beuthen O.S. Epoka: 2. poł. XIX – pocz. XX w.

Tajemnica imienia: Reinhold czy Emanuel?

Przez lata w obiegu funkcjonowała pomyłka, która potrafi „rozjechać” całą biografię: w części polskich opracowań i kronik budownicę św. Trójcy nazywano Emanuelem. Kwerenda dokumentów i prasy pozwala dziś mówić jasno: to Reinhold (Robert) Schirmeisen, a Emanuel był jego bratem – urzędnikiem państwowym.

Sprostowanie
„Reinhold Schirmeisen den ersten Pfarrer. Reinhold Schirmeisen war am 8. Januar 1842 zu Guttentag geboren, studierte in Breslau Theologie und wurde am 28. Juni 1866 zum Priester geweiht.”

Reinhold Schirmeisen urodził się 8 stycznia 1842 w Dobrodzieniu (Guttentag) jako syn Andreasa Schirmeisena (sekretarz sądu / Gerichtsaktuar) i Marii z domu Wachtel. Brat Emanuel był Królewskim Radcą Rachunkowym w Nysie.[1]

Metryka, edukacja i pierwsze dekady w Bytomiu

Urodzenie
8 I 1842 • Dobrodzień
Święcenia
28 VI 1866 • Wrocław
Śmierć
25 X 1912 • Wrocław

Odebrał staranne, klasyczne wykształcenie, typowe dla ówczesnych elit: szkoła ludowa (Olesno), potem raciborskie gimnazjum, gdzie w 1862 r. zdał maturę z wyróżnieniem jako Primus omnium. Następnie studia teologiczne we Wrocławiu; w środowisku akademickim działał w katolickim związku studenckim Winfridia.[2]

Po święceniach (28 czerwca 1866 r., z rąk biskupa Heinricha Förstera) został skierowany do Bytomia – i to jest moment kluczowy: odtąd miasto stanie się jego życiowym projektem. Przez dwie dekady pracował jako kapelan w parafii Wniebowzięcia NMP, m.in. obok ks. Schaffranka i ks. Norberta Bonczyka.[3]

Kulturkampf: kiedy Kościół uczy się przetrwania

Dla Schirmeisena to nie jest „ładne tło historyczne”, tylko szkoła działania pod presją. Kulturkampf – twardy konflikt państwa pruskiego z Kościołem – wymuszał dyscyplinę, ostrożność w publicznych gestach, a równocześnie… tworzył zapotrzebowanie na kapłanów, którzy umieli budować realne struktury wspólnotowe.

Jak buduje się wpływ bez gabinetu politycznego?

W środowiskach świeckich i rzemieślniczych Schirmeisen działał jako opiekun Towarzystwa Czeladzi (Gesellenverein), współtworzył Katolickie Kasyno Obywatelskie i stowarzyszenie Leoverein – budując sieć zaufania i kontaktów, która w epoce przemysłowej była walutą równie ważną jak marka.[4]

Gdy zachodnia część miasta rosła, powierzono mu odpowiedzialność, która wymagała nie tylko wiary, ale i logistyki. W 1886 r. został kuratusem przy nowym kościele św. Trójcy, a w 1888 r. – jego pierwszym proboszczem.[5]

Deweloper w sutannie: inwestycje za setki tysięcy marek

Jeśli patrzeć na Schirmeisena wyłącznie jak na „księdza od kazań”, nie da się zrozumieć skali jego dzieła. To był administrator i fundraiser: umiał pozyskiwać wsparcie elit przemysłowego Śląska i przekuwać je w konkret instytucji.

  • Kościół św. Trójcy (1883–1886) – monumentalna świątynia z 76-metrową wieżą. Równolegle powstawała plebania; w finansowaniu pojawiają się m.in. darczyńcy z kręgu śląskich magnatów (materiały, darowizny pieniężne).[6]
  • Knabenkonvikt (internat dla chłopców) – pierwszy otwarty 8 października 1887 r. (plac Moltkego), a następnie rozbudowany: nowy gmach (1900) przy ul. Kurfürstenstraße za 180 000 marek. W 1908 r. zakup kolejnego budynku (ul. Koszarowa) za 160 000 marek.[7]
  • Robertusstift – zakład dla chorych i ubogich inwalidów przy ul. Dworcowej, uroczyście otwarty 9 lipca 1889 r. (adaptacja dawnego lazaretu brackiego).[8]
  • Krüppelheim zum Hl. Geist (Dom dla Kalek) – wielka inwestycja 1910–1912. Sam zakup gruntu kosztował 175 000 marek. Skala przedsięwzięcia i ambicja opiekuńcza (mówiono o „kilkuset” podopiecznych) czyniły z tego projektu znak czasu: nowoczesną filantropię w przemysłowym mieście.[9]
  • Rozwój sąsiednich gmin – wsparcie i inicjatywy przy kościołach filialnych: Orzegów (1894) oraz Szombierki (1903/1904), a także działania na rzecz instytucji edukacyjnych i opiekuńczych w regionie.[10]

Bytom był jego projektem życia. Jeśli miał wybierać między karierą a miastem – wybierał miasto.

— sens przekazów z epoki o konsekwentnym odrzucaniu awansów i „trwaniu na posterunku”

Między językami i lojalnościami: roztropność zamiast łatwych etykiet

Najprostsza pułapka interpretacyjna brzmi: „albo polityk, albo germanizator, albo obrońca polskości”. Rzeczywistość górnośląskich miast końca XIX wieku rzadko mieści się w tak czystych kategoriach.

Co da się powiedzieć bez ryzyka nadużycia?

Schirmeisen wykazywał wyczucie narodowościowe: w praktyce duszpasterskiej potrafił przemawiać po polsku, a w głośnych lokalnych napięciach częściej widać u niego rolę mediatora niż „frontowego agitatora”. W 1903 r., gdy pojawiły się plany blokowania ślubu kościelnego Wojciecha Korfantego, miał udzielić rady ugodowej – co wpisuje się w jego styl: wygaszać konflikt, nie dolewać oliwy do ognia.[11]

Z przekazów wynika też, że jego autorytet przekraczał podziały środowiskowe; w pewnym momencie oficjalną laudację na jubileusz proboszczowski miał wygłosić rabin bytomskiej gminy żydowskiej. Wychował również ludzi, którzy później odegrali ważne role w Kościele – wśród nich wymienia się przyszłego biskupa Maximiliana Kallera.[12]

Godności, wpływy, relacje: kiedy proboszcz staje się instytucją

Tytuły
1895 – Radca Duchowny • 1908 – prałat domowy i infułat

Godności nie były dekoracją – wzmacniały jego pozycję w negocjacjach i w kontaktach z administracją.

Wpływy lokalne
Inspektor szkolny • relacje z nadburmistrzem dr. Brüningiem

Z przekazów znamy też „ludzki” epizod: w czasie epidemii szkarlatyny prałat miał przyjąć zdrowe dzieci burmistrza na plebanię, by uchronić je przed zarażeniem w domu.[13]

Wątek „odrzuconych awansów” wraca w kilku przekazach: Schirmeisen miał rezygnować z propozycji objęcia funkcji arcybiskupa w Poznaniu (po śmierci abp. Floriana Stablewskiego), a także odrzucić propozycję cesarza Wilhelma II dotyczącą urzędu biskupa polowego. W wersji ostrożnej – bez mitologizacji – można powiedzieć tak: był rozważany na wysokich stanowiskach, ale konsekwentnie wiązał swoją misję z Bytomiem.[14]

Złota korona i puste konto

W 1912 r., przy okazji poświęcenia Domu dla Kalek, otrzymał z rąk państwa pruskiego Królewski Order Korony III klasy. To symboliczne: państwo nagradza człowieka Kościoła – bo jego dzieło było nie tylko religijne, ale i cywilizacyjne.[15]

Dwa tygodnie później Schirmeisen zmarł 25 października 1912 r. około godz. 14:00 w klinice św. Jerzego we Wrocławiu, dokąd pojechał na zabieg związany z chorobą serca. 29 października Bytom zobaczył pogrzeb, który stał się manifestacją wspólnoty: straż honorową przy trumnie mieli pełnić członkowie polskich i niemieckich towarzystw.[16]

Człowiek, który obracał budżetami rzędu setek tysięcy marek na inwestycje publiczne, miał pozostawić prywatnie zaledwie kilka tysięcy marek. Reszta została w mieście – w murach, instytucjach i pamięci.

— puenta źródeł: „wszystko dla dzieła, niewiele dla siebie” [17]

Oś czasu: Reinhold Schirmeisen w punktach

  • 1842 — narodziny w Dobrodzieniu (8 stycznia).
  • 1862 — matura w Raciborzu jako Primus omnium.
  • 1866 — święcenia kapłańskie (28 czerwca) i skierowanie do Bytomia.
  • 1866–1886 — kapelan w parafii Wniebowzięcia NMP.
  • 1883–1886 — budowa kościoła św. Trójcy (wieża 76 m).
  • 1886 — kuratus przy św. Trójcy.
  • 1888 — pierwszy proboszcz św. Trójcy.
  • 1887 — otwarcie Knabenkonvikt (8 października).
  • 1889 — Robertusstift (9 lipca).
  • 1894 — działania przy kościele filialnym w Orzegowie.
  • 1895 — tytuł Radcy Duchownego.
  • 1900 — nowy gmach konwiktu (180 000 marek).
  • 1903/1904 — wsparcie dla inwestycji kościelnych w Szombierkach.
  • 1908 — prałat domowy i infułat; zakup budynku konwiktu (160 000 marek).
  • 1910–1912 — budowa Krüppelheim; grunt 175 000 marek.
  • X 1912 — Królewski Order Korony III klasy (przy poświęceniu Domu dla Kalek).
  • 25 X 1912 — śmierć we Wrocławiu; pochówek w kościele św. Trójcy.

Przypisy

  1. Sprostowanie pomyłki metrykalnej (powielanej m.in. w powojennej kronice F. Stodolki) oparto na oficjalnych nekrologach rodzinnych: Oberschlesische Volksstimme (1911, nr 68 – nekrolog siostry Auguste; 1912, nr 248 – nekrolog prałata). Dane o rodzicach (sekretarz sądu Andreas Schirmeisen i Maria z d. Wachtel) oraz urodzeniu 8 stycznia 1842 r. w Dobrodzieniu podaje m.in. Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt, 1977, nr 3 (März), s. 20-21.
  2. Tytuł Primus omnium na maturze w Raciborzu (1862) oraz przynależność do związku Winfriedia we Wrocławiu, zob. Heimatblatt, 1956, nr 12 (Dezember) oraz 1977, nr 3 (März).
  3. Dwadzieścia lat posługi jako kapelan u boku m.in. ks. Norberta Bonczyka opisano w opracowaniu historycznym parafii, zob. Heimatblatt, 1969, nr 11 (November).
  4. Szerzej na temat budowy sieci społecznej (Towarzystwo Czeladzi, Katolickie Kasyno Obywatelskie, Leoverein), zob. Heimatblatt, 1954, nr 6 (Juni).
  5. Nominacja na pierwszego proboszcza parafii św. Trójcy, zob. Heimatblatt, 1986, nr 6 (Juni), wydanie jubileuszowe na 100-lecie świątyni.
  6. Szczegóły wsparcia magnaterii śląskiej (m.in. hrabiego Donnersmarcka i Schaffgotscha) podaje dr P. Reinelt w opracowaniu Prälat R. Schirmeisen (cyt. szeroko w: Heimatblatt, 1977, nr 3 oraz 1956, nr 12).
  7. Dokładne koszty budowy i zakupu budynków na Knabenkonvikt (180 000 oraz 160 000 marek), zob. Heimatblatt, 1977, nr 3 (März), s. 21.
  8. Data uroczystego otwarcia i adaptacji dawnego lazaretu brackiego na Robertusstift, zob. Heimatblatt, 1977, nr 3 (März).
  9. Inwestycja w Krüppelheim: koszt zakupu gruntu rzędu 175 000 marek i skala opieki nad dziećmi (blisko 3400 pacjentów do 1928 r.), zob. Heimatblatt, 1961, nr 9 (September).
  10. Zaangażowanie w budowę kościołów filialnych (Orzegów, Szombierki), zob. Heimatblatt, 1969, nr 11 (November).
  11. Stosunek do polskości: o polskim kazaniu w Panewnikach donosił Dziennik Śląski (1902, nr 212), z kolei o kazaniu nad grobem J. Benduckiego Dziennik Śląski (1903, nr 139). Ugodowa postawa i tonowanie nastrojów niemieckiego kleru przed ślubem Wojciecha Korfantego w 1903 r. opisane zostały w: Heimatblatt, 1956, nr 12 (Dezember).
  12. Fakt wygłoszenia laudacji przez bytomskiego rabina podczas jubileuszu prałata przytacza m.in. Heimatblatt, 1969, nr 11 (November) oraz 1984, nr 11 (November). Wychowanie późniejszego biskupa M. Kallera potwierdzają powojenne kroniki ziomkowskie.
  13. Incydent podczas epidemii szkarlatyny i osobista zażyłość z nadburmistrzem Georgiem Brüningiem, zob. Heimatblatt, 1954, nr 6 (Juni) oraz F. Stodolka, Bytomska Kronika.
  14. Stanowcza odmowa objęcia funkcji biskupa polowego armii u boku cesarza Wilhelma II oraz odrzucenie propozycji objęcia stolicy arcybiskupiej w Poznaniu (po śmierci abp. F. Stablewskiego), zob. Heimatblatt, 1954, nr 5 (Mai) oraz nr 6 (Juni).
  15. Nadanie Królewskiego Orderu Korony III klasy przy okazji poświęcenia Domu dla Kalek (październik 1912 r.), zob. Gazeta Ludowa, 1912, nr 236 oraz Dziennik Śląski, 1912, nr 237.
  16. Śmierć (25 X 1912 r.) i manifestacyjny pogrzeb z udziałem warty honorowej złożonej solidarnie z polskich i niemieckich towarzystw opisują szczegółowo: Straż nad Odrą, 1912, nr 130 i 147 oraz Gazeta Ludowa, 1912, nr 237.
  17. Informacja o prywatnym spadku wynoszącym ok. 5000 marek przytaczana jest w opracowaniach powojennych jako dowód osobistej ascezy prałata, m.in. w kronice F. Stodolki oraz biuletynach Heimatblatt z lat 50. i 60.

Bibliografia i wykaz źródeł

Poniższe zestawienie stanowi fundament źródłowy powyższego artykułu. Zostało opracowane na podstawie wnikliwej kwerendy historycznej prasy polsko- i niemieckojęzycznej, a także oficjalnych kronik i biuletynów ziomkowskich.

1. Prasa polskojęzyczna (1878–1912)

  • Dziennik Śląski: Roczniki 1898 (nr 35, 93, 133), 1900 (nr 267), 1901 (nr 51, 270), 1902 (nr 105, 212), 1903 (nr 90, 139), 1904 (nr 264, 277), 1907 (nr 134, 173, 191, 197), 1908 (nr 58, 60, 166), 1909 (nr 28, 67, 75, 103, 283), 1910 (nr 62, 132, 136) oraz 1912 (nr 237)[cite: 1].
  • Straż nad Odrą: Roczniki 1908 (nr 32, 88), 1910 (nr 71), 1912 (nr 5, 126, 130, 132, 147)[cite: 2].
  • Gazeta Ludowa: Rocznik 1912 (nr 236, 237) – m.in. kluczowe relacje z pogrzebu i nadania Orderu Korony[cite: 3].
  • Gazeta Górnoślązka: Roczniki 1878 (nr 30), 1879 (nr 72), 1884 (nr 36)[cite: 4].
  • Kuryer Górnośląski: Rocznik 1894 (nr 114, 130)[cite: 4].

2. Prasa niemieckojęzyczna

  • Oberschlesische Volksstimme: Roczniki 1899 (nr 57), 1911 (nr 68 – nekrolog siostry Auguste), 1912 (nr 248 – oficjalny nekrolog prałata)[cite: 5, 6].
  • Beuthener Zeitung: Rok 1898 (wzmianki o agitacji wyborczej)[cite: 7].

3. Wydawnictwa jubileuszowe, kroniki i opracowania

  • Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt: Podstawowe źródło faktograficzne m.in. z roczników: 1951, 1954 (nr 6), 1955, 1956 (nr 12), 1960, 1961, 1968, 1969 (nr 11), 1976, 1977 (nr 2, 3), 1980, 1983, 1984 (nr 11) i 1986 (nr 4, 6)[cite: 8].
  • Kroniki: Franz Stodolka, Bytomska Kronika (1951–1955)[cite: 7].
  • Monografie: Dr P. Reinelt, Prälat R. Schirmeisen.
  • Inne: Neustädter Heimatbrief (1968, nr 10), Der Oberschlesier (1935, nr 8)[cite: 8, 9].

4. Źródła cyfrowe i współczesne bazy danych

  • Parafia Św. Trójcy w Bytomiu (trojca.net): Oficjalne kalendarium i historia budowy kościoła[cite: 10].
  • Cmentarz Mater Dolorosa (silesia.edu.pl): Historia i dokumentacja kaplicy cmentarnej[cite: 11].
  • Poznaj Bytom (poznajbytom.pl): Monografia dzielnicy Grossfeld i historia zakładu Krüppelheim[cite: 11].
0
0

Read more

Grafika porównawcza bytomskiego Rynku. Z lewej strony archiwalne zdjęcie wyburzonego Starego Ratusza i Mittelblocku z 1877 roku, z prawej Nowy Ratusz z 1930 roku (projekt Paul Jackisch)

Scena Miasta: Wielka transformacja bytomskiego Rynku (1475–1930)

Scena Miasta: Wielka Transformacja Bytomskiego Rynku

O tym, jak XIX-wieczni bytomianie zburzyli swoje serce, by miasto mogło wreszcie odetchnąć.

Opracowanie na podstawie kroniki Franza Stodolki, prasy archiwalnej oraz materiałów Muzeum Haus

Bytom połowy XIX wieku był miastem, które dusiło się w swoich dawnych granicach. Średniowieczny układ urbanistyczny, niegdyś zapewniający bezpieczeństwo za murami, w dobie rewolucji przemysłowej stał się przekleństwem. Centralnym punktem tego zaduchu był Rynek (Ring) – ale nie ten przestronny, jasny plac, który znamy dzisiaj. To było ciasne, labiryntowe miejsce, zdominowane przez gęstą zabudowę śródrynkową – ratusz i otaczające go kramy.

Franz Stodolka w swojej kronice „Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen” kreśli obraz miasta w przededniu wielkiej zmiany. To historia o odwadze wyburzania i wizji nowoczesności, która zmieniła Bytom z prowincjonalnego miasteczka w „stolicę” górnośląskiego przemysłu.

Bytomski rynek przed 1877 rokiem, widoczna zabudowa śródrynkowa (ratusz oraz gwarne targowisko)
Widok na nieistniejący Stary Ratusz przed 1877 rokiem. (Uwaga: Powyższa fotografia została poddana cyfrowej koloryzacji. Oryginalne zdjęcie jest czarno-białe, a kolory stanowią współczesną interpretację)

Stary Ratusz: Średniowieczne korzenie i neogotycka wieża

Legenda o Zamku Myśliwskim (Jagdschloß):
Zanim na Rynku stanęły ceglane mury ratusza, to miejsce miało swoją starszą, owianą tajemnicą historię. Autorzy jubileuszowego numeru „Oberschlesien im Bild” z 1930 roku przywołują fascynującą legendę – rzekomo około roku 1000 stał dokładnie w tym miejscu drewniany zamek myśliwski (Jagdschloß) jednego z polskich królów. Choć kronikarze podchodzą do tego mitu założycielskiego z rezerwą, to wizja monarszego dworu w sercu dzisiejszego Bytomia przez wieki pobudzała wyobraźnię mieszkańców.

Stary ratusz (niem. Das alte Rathaus) nie był lekką budowlą. Choć jego fundamenty i najstarsze mury pamiętały jeszcze czasy średniowiecza, to budynek uwieczniony na XIX-wiecznych fotografiach był już architektonicznym zlepkiem wielu epok. Kluczowym punktem orientacyjnym stała się neogotycka wieża, dobudowana w 1848 roku, wieńcząca gmach, który dekady wcześniej (1818–1826) przeszedł gruntowną przebudowę.

Jednak w latach 70. XIX wieku jego urok był dla mieszkańców dyskusyjny. Ratusz stanowił serce gęstej zabudowy śródrynkowej, która dzieliła przestrzeń placu i dosłownie „puchła” w miarę dobudowywania kolejnych kramów. Wokół niego kłębiły się budy chlebowe, stragany rzeźników i warsztaty rzemieślnicze. Całość tworzyła nieprzejrzysty konglomerat przejść i zaułków. Komunikacja kołowa w tym rejonie praktycznie nie istniała – przejazd bryczką przez Rynek był logistycznym koszmarem.

  • Funkcja: Siedziba magistratu, sąd, areszt miejski i archiwum.
  • Stan techniczny: Wilgoć, brak wentylacji, pękające mury – Stodolka wspomina o nich z wyraźnym niesmakiem.
  • Sąsiedztwo: Śmierdzące jatki i hałaśliwe kramy, które tworzyły swoisty mikrokosmos w sercu miasta.

Land und Leute: Rynek jako tygiel mowy i targowisko

Jak w rzeczywistości wyglądało życie w cieniu średniowiecznej wieży? Dzięki klasycznemu opracowaniu „Schlesien: Wanderungen im oberschlesischen Industriebezirk”, możemy dosłownie usłyszeć dźwięki dawnego Bytomia. Rynek z czasów, gdy jego środek zajmował stary ratusz oblepiony kramami, nie był ułożonym placem defilad – to był żywy, gwarny i potężny organizm handlowy. To tutaj celebrowano wielkie jarmarki (Jahrmärkte), na które zjeżdżali się rzemieślnicy i chłopi z całego dorzecza Odry.

„Na Rynku w Bytomiu spotykał się cały świat: elegancki urzędnik w cylindrze prosto z magistratu, umorusany górnik w stroju roboczym i rozbarska gospodyni w barwnych, sztywnych kieckach. To tutaj twarda śląska 'godka’ i okrzyki przekupek brutalnie mieszały się z urzędowym, literackim językiem Prus.”
Autorzy publikacji podkreślają niezwykły, „demokratyczny” charakter tego miejsca. Śląska gwara (Mundart) dominowała między kramami. Wołania w stylu „Kupujcie, ludkowie!” odbijały się od ścian ratusza. Każdy, niezależnie od statusu, chciał lub musiał być jak najbliżej tego handlowego serca. Nic dziwnego, że Stary Ratusz obrastał dobudówkami – każdy metr kwadratowy wokół niego był na wagę złota.

1877: Wielkie Sprzątanie i Narodziny „Sceny”

Decyzja o rozbiórce zapadła w 1877 roku. Był to moment krytyczny dla tożsamości Bytomia. Przeciwnicy argumentowali, że miasto niszczy swoją historię i wieżę, która stała tu od pięciu wieków. Zwolennicy – pod wodzą rodzącej się nowoczesnej administracji – wskazywali na higienę, prestiż i konieczność otwarcia przestrzeni.

Wyburzenie trwało dwa lata. Z powierzchni ziemi zniknął nie tylko ratusz, ale cały gąszcz przylegających do niego kramów i przybudówek. Stodolka notuje z zachwytem: „Ring doznał powiększenia, o jakim wcześniej nie śniono”. Nagły blask słońca, który padł na pierzeje Rynku, obnażył jednak mierność wielu starych kamienic. Właściciele zrozumieli, że teraz ich domy tworzą „scenę miasta”.

Ciekawostka genealogiczna: To właśnie ten moment (lata 80. XIX wieku) był trampoliną dla wielu bytomskich rodów kupieckich. Nazwiska takie jak Reich czy Guttmann zaczęły dominować w księgach adresowych, gdy ich kamienice, nagle wyeksponowane na pustym Ringu, stały się najdroższymi adresami na Górnym Śląsku.
Nowy Ratusz w Bytomiu, projekt Paula Jackischa, widok na zachodnią pierzeję
Nowy Ratusz. Neorenesansowe dzieło Paula Jackischa, które stało się symbolem ambicji Bytomia i nowym centrum władzy.

Nowy Ratusz i Geniusz Paula Jackischa

Gdy w 1877 roku rozpoczęto rozbiórkę starych murów i uprzątanie zabudowy przyratuszowej, władze miasta musiały znaleźć nowe, godne siebie miejsce. Wybór padł na zachodnią pierzeję Rynku, a dokładnie na prestiżową parcelę pod numerem 1 (Ring 1).

To tutaj na scenę wkracza Paul Jackisch – wybitny architekt, o którym pisałem już w tym artykule. W latach 1877–1879 Jackisch zaprojektował i wzniósł od podstaw nowy, reprezentacyjny gmach magistratu. Nadał mu wspaniałą, neorenesansową formę ze smukłą wieżą zegarową, która idealnie korespondowała z otwartym, uwolnionym od dawnych kramów placem.

Stodolka opisuje ten gmach jako centrum dowodzenia nadburmistrza Georga Brüninga. To stąd planowano nowoczesny Bytom. Rynek przestał być placem targowym w dawnym, brudnym tego słowa znaczeniu. Stał się „salonem”, po którym w niedziele spacerowali mieszczanie w cylindrach, kierując się w stronę eleganckich sklepów i kawiarni otaczających plac.

1908: „Tajemniczy ciąg na zachód”

Wydawałoby się, że po wybudowaniu Nowego Ratusza pozycja Rynku była niepodważalna. Nic bardziej mylnego! W numerze 235 „Oberschlesischer Wanderer” z 10 października 1908 roku odnajdujemy tekst „Der rätselhafte Zug nach dem Westen”, czyli fascynującą analizę urbanistyczną tamtych dni. Autor zauważa, że Bytom, niegdyś skupiony wyłącznie wokół Ringu i ulicy Krakowskiej, zaczął gwałtownie „przesuwać się” w stronę zachodnią.

Ring przestał być jedynym punktem odniesienia. Zaczął brutalnie rywalizować z nowoczesną osią komunikacyjną, którą tworzył ciąg: Gleiwitzerstraße (Gliwicka) – Bulwar (dzisiejszy rejon pl. Kościuszki) – Bahnhofstraße (dzisiejsza Dworcowa). To właśnie tam, w drodze ku dworcowi kolejowemu, wznoszono najelegantsze obiekty (jak słynny Hotel Sanssouci) oraz gmachy użyteczności publicznej. Ten „ciąg na zachód” wymusił na właścicielach kamienic przy Rynku radykalne zmiany – to wtedy przebudowywano partery na najnowocześniejsze witryny, by zatrzymać uciekającego klienta.

Rozrywka klasy średniej: Gdy jedni handlowali, inni szukali wytchnienia. Z tego samego numeru dowiadujemy się, że bytomskie Kaiserpanorama zapraszało na Rynku na stereoskopową (ówczesne 3D!) podróż do Florencji. Tak oto na bytomskim bruku wielki świat spotykał się z lokalnymi ambicjami.

Grudzień 1924: Rynek u szczytu potęgi

Rywalizacja z zachodnimi ulicami nie zabiła Rynku – wręcz przeciwnie, zahartowała go. Zaglądając do numeru „Ostdeutsche Morgenpost” z 12 grudnia 1924 roku, widzimy miasto w pełnym biegu. Rynek nie jest już cichym placem z rycin Stodolki. To pulsujące serce komunikacyjne całego regionu – przez środek Ringu, niemal pod oknami gabinetu nadburmistrza Brüninga, przejeżdżają nowoczesne tramwaje, łączące miasto z Gliwicami, Zabrzem czy Królewską Hutą.

Prasa z tego okresu donosi o przedświątecznej gorączce w domach towarowych Guttmanna i Reicha. To właśnie w latach 20. „scena miasta” osiąga swoje apogeum. Neorenesansowy ratusz Jackischa staje się paradoksalnie… za mały! Rozrośnięta administracja miejska zaczyna przejmować kolejne pomieszczenia w sąsiednich kamienicach, pękając w szwach. Bytom z 1924 roku to miasto pewne siebie, w którym luksusowe witryny przyciągają klientów z najdalszych zakątków Górnego Śląska.

Z perspektywy wieży: Bytom u progu 700-lecia (1930)

Prawdziwym podsumowaniem transformacji Rynku stał się rok 1930, kiedy to Bytom hucznie świętował swoje 700-lecie. Specjalne wydanie czasopisma „Der Oberschlesier” z maja 1930 roku to manifest bytomskiej dumy. Ówcześni historycy z zachwytem opisywali transformację Rynku, podkreślając, że „uwolnienie” placu od starej zabudowy (dokonane ponad pół wieku wcześniej) było najważniejszą decyzją urbanistyczną, która pozwoliła Bytomiowi przestać być wioską, a stać się potężną stolicą przemysłu.

W lipcowym wydaniu „Oberschlesien im Bild” (nr 28) możemy spojrzeć na to miasto dokładnie tak, jak widzieli go urzędnicy – prosto z wieżyczki Nowego Ratusza. To fascynujący obraz pełen brutalnych kontrastów. Z jednej strony w oddali majaczyły dymiące kominy zakładów Bleischarley, z drugiej – tuż obok tętniącego przemysłem placu – wznosiła się wiekowa sylwetka najstarszego symbolu miasta (którego początki sięgają XIII wieku).

„Symbol Bytomia, równie piękny co okazały Kościół Mariacki, położony nieco na uboczu Ringu […] Bez wątpienia cała budowla wznosi się na fundamentach, które położono już 700 lat temu” – notował z zachwytem dziennikarz, patrząc w dół z ratuszowego balkonu.

Autorzy z 1930 roku nie ukrywali, że Bytom to „miasto pracy”, a Rynek często bywał spowity wieczną mgłą i dymem. Jednak to właśnie ta przemysłowa energia pozwoliła miastu urosnąć z małej, liczącej 1700 dusz osady w stutysięczną, tętniącą życiem metropolię. Rynek, który przetrwał wyburzenia, tramwaje i ucieczkę luksusu, trwał niezmiennie jako najważniejsza scena w dziejach miasta.

Poznaj dawny Bytom i jego bohaterów:

Ten artykuł to tylko część wielkiej układanki. Odkryj więcej historii z tamtej epoki:

Nadburmistrz Georg Brüning Architekt Paul Jackisch Kościół Mariacki w Bytomiu Dawne Ulice Bytomia

Bibliografia i źródła

Kroniki i Opracowania:

  • Franz Stodolka, Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien (rozdziały XVII i XXIII).
  • Franz Gramer, Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien, Beuthen 1863.
  • Richard Kühnau i in., Schlesien: Wanderungen im oberschlesischen Industriebezirk und im Stromgebiet der Oder (Land und Leute, Mundart und Gebräuche).
  • Plan miasta Beuthen O.-S., ok. 1860 r. oraz plan z lat 1890–1900.

Archiwalna Prasa i Multimedia:

  • „Der Oberschlesische Wanderer”, Jg. 81, nr 235, 10 października 1908 r. (Der rätselhafte Zug nach dem Westen).
  • „Ostdeutsche Morgenpost”, wydanie z 12 grudnia 1924 r.
  • „Der Oberschlesier”, zeszyt nr 5 z maja 1930 r. (Wydanie specjalne z okazji 700-lecia miasta).
  • „Oberschlesien im Bild”, nr 28, 11 lipca 1930 r., s. 1-4 (Ein Rundblick über Beuthen).
  • Muzeum Haus (muzeum.haus.pl), wystawa: „Złoty wiek miasta Bytomia 1800-1940”.

* Artykuł opiera się na obszernej kwerendzie tekstów źródłowych, od wielkich kronik miejskich po dawną prasę codzienną, oddającą unikalny rytm dawnego Bytomia.

0
0

Read more

Rycina w stylu XIX wieku przedstawiająca zabytkową hutę cynku na Śląsku z dymiącymi kominami, piecami muflowymi i pracującymi hutnikami oraz ozdobny napis Techniczna Saga Śląskiego Cynku i Ołowiu.

Techniczna Saga Śląskiego Cynku i Ołowiu

Techniczna Saga Śląskiego Cynku i Ołowiu

Przez ponad sto lat panorama Górnego Śląska nie należała do szybów węglowych, lecz do gigantycznych, ponad stumetrowych kominów hut cynku. W połowie XIX wieku region ten był metalurgicznym sercem Europy, dostarczając niemal 40% światowej produkcji cynku. To tutaj, w oparach kwasu siarkowego i w żarze pieców muflowych, rodziły się fortuny, które zmieniały bieg historii.

Początki: Galman i cesarskie przywileje

Górnictwo kruszcowe w rejonie Bytomia i Tarnowskich Gór ma korzenie sięgające XVI wieku. Już w latach 1560–1570 Peter Jost wydobywał pod Tarnowskimi Górami galman (utlenioną rudę cynku), by stapiać go z miedzią na mosiądz. W owym czasie cynk jako metal był jeszcze nieznany – galman uważano za odmianę wapienia, która dodana do miedzi tworzyła twardy mosiądz.

W 1704 roku wrocławski kupiec Georg von Giesche uzyskał od cesarza Leopolda 20-letni przywilej na wyłączność wydobycia galmanu na całym Śląsku. Przywilej ten odnawiano wielokrotnie, co pozwoliło rodzinie Giesche przez równe 100 lat budować fundamenty pod potęgę późniejszego koncernu „Bergwerksgesellschaft Georg von Giesches Erben”.

Przełom technologiczny: Sekrety z Wesołej i Geniusz Baildona

Do końca XVIII wieku Europa była uzależniona od importu metalicznego cynku z Chin i Anglii. Przełom nastąpił w 1792 (lub według innych źródeł w 1800) roku w hucie szkła w Wesołej (Wessola) koło Pszczyny. Asesor Johann Christian Ruberg, szukając nowych barwników do szkła, odkrył w zamkniętym naczyniu srebrzystobiały metal – czysty cynk. Zrozumiał, że metal ten powstaje tylko przy ogrzewaniu rudy w szczelnie zamkniętym naczyniu (mufli). Metoda Ruberga była trzymana w tajemnicy, jednak sekret „wyciekł” przez uciekających z Wesołej robotników, co wkrótce doprowadziło do budowy w 1808 roku wielkiej państwowej huty Lydognia.

Równolegle rozwijało się hutnictwo żelaza. W 1788 roku na kopalni „Friedrichsgrube” uruchomiono pierwszą na kontynencie europejskim maszynę parową. W 1796 roku szkocki inżynier John Baildon, przy wsparciu hrabiego Redena, nadzorował w Gliwicach budowę pierwszego w Europie wielkiego pieca opalanego koksem. Baildon, który zmarł w Gliwicach w 1846 roku, pozostawił po sobie dziedzictwo w postaci Baildonhütte oraz udziałów w wielu zakładach.

Tablica Meyers Zinkgewinnung Technologia w pigułce: Tablica z Meyers Konversations-Lexikon (1890). Rysunki 9 i 10 pokazują przekrój „Schlesischer Zinkofen”.

Mufle i ekologia: Cena potęgi

Produkcja cynku wymagała precyzji i ogromnych nakładów energii. Odbywała się w naczyniach z gliny ogniotrwałej, zwanych muflami, ustawianych poziomo w piecach o temperaturze ponad 1000 stopni. Proces ten, choć zyskowny, wiązał się ze stratami metalu rzędu 12–15%. Huty odzyskiwały jednak inne cenne surowce:

  • Kadm: W 1912 roku Górny Śląsk był największym producentem tego metalu na świecie, osiągając wynik ponad 42 ton (dokładnie 42 757 kg) rocznie, kluczowego m.in. dla fotografii i pirotechniki.
  • Pył cynkowy (Poussière): Produkt uboczny stosowany masowo jako środek redukujący w przemyśle chemicznym.
  • Kwas siarkowy: Prażenie rud siarczkowych (blendy cynkowej) uwalniało do atmosfery żrące gazy. By rozproszyć opary niszczące okoliczne pola i chronić środowisko, władze wymusiły budowę kominów przekraczających 100 metrów wysokości, które na dekady zdefiniowały pionową panoramę regionu.
Zdjęcie mufli w hucie Bateria pieców muflowych w zbliżeniu. Każdy z tych otworów musiał być ręcznie obsługiwany przez robotników.

Wielcy gracze i ich imperia

Donnersmarckowie i Schlesag

Książę Guido Henckel von Donnersmarck zrewolucjonizował zarządzanie kopalniami, wykorzystując nowoczesne paryskie instrumenty finansowe. W 1853 roku zainicjował powstanie Śląskiej Spółki Akcyjnej dla Górnictwa i Hutnictwa Cynku („Schlesag”) z potężnym kapitałem 5 milionów talarów. Najbardziej spektakularnym efektem działalności Schlesagu był rozwój Lipin. Przed 1800 rokiem był to maleńki folwark; dzięki budowie potężnych hut Silesia I–III oraz walcowni blach cynkowych, osada ta stała się jednym z najgęściej uprzemysłowionych punktów na świecie.

Robotnicy przy piecu cynkowym Praca „na froncie” ognia. Robotnicy używali długich żerdzi do czyszczenia i napełniania mufli w skrajnie trudnych warunkach termicznych.

Giesche’s Erben i Wizja Uthemanna

Koncern Giesche również nie zwalniał tempa. Pod zarządem dyrektora Bernhardiego cynk z Giesche zdobył światową renomę. Jego następca, Anton Uthemann, zmodernizował hutnictwo i stworzył w Szopienicach nowoczesną hutę swojego imienia, a przy niej słynne modelowe osiedla – Giszowiec i Nikiszowiec.

Friedländerowie i Godulla

Pochodząca z Bytomia rodzina Friedländerów odegrała kluczową rolę w finansowaniu przemysłu. Moritz Friedländer budował Friedenshütte w 1840 roku i był doradcą finansowym samego Karola Goduli. Godulla, zwany „Królem Cynku”, pozostawił po sobie m.in. Godullahütte (zbudowaną w 1854 r.), która w ciągu 40 lat wyprodukowała ponad 158 tysięcy ton metalu, zanim przejął ją koncern Hohenlohe.

RokProdukcja Cynku Surowego (tony)Uwagi / Wydarzenia
186142 000Początek dynamicznej ekspansji i uruchomienie dużych hut
188168 000Modernizacja procesów prażenia i wydobycie głębinowe
1901109 000Era Bernhardiego i wielkich inwestycji
1912168 496Śląsk dostarcza około 17% światowej produkcji cynku
1913169 000Historyczny szczyt przedwojennej potęgi

Podział i upadek: „Lista Duchów”

Rok 1922 i wytyczenie nowej granicy po plebiscycie drastycznie „rozcięło” organizm przemysłowy – 100% produkcji cynku surowego znalazło się po polskiej stronie. Niemieckie firmy, takie jak Giesche, odcięte od swoich hut, musiały reagować – stąd m.in. w 1934 roku wybudowano nową hutę elektrolityczną w Magdeburgu.

Dziś o potędze śląskiego cynku świadczą głównie kopalnie widma i nazwy w starych kronikach. Wiele legendarnych zakładów nie przetrwało próby czasu i zostało całkowicie rozebranych. Historyczna „lista duchów” wymienia 10 słynnych hut:

  • 1. Silesiahütte
  • 2. Guidottohütte
  • 3. Rosamundehütte
  • 4. Hugohütte
  • 5. Liebehoffnungshütte
  • 6. Franzhütte
  • 7. Thurzohütte
  • 8. Hohenlohehütte
  • 9. Lazyhütte
  • 10. Godullahütte

Dziedzictwo cynku i ołowiu pozostaje jednak trwale zapisane w architekturze oraz geologii regionu – chociażby w głębokich nieckach rudnych pod Bytomiem i Miechowicami, które kiedyś stanowiły o sile ekonomicznej całego państwa.

Źródła i Bibliografia

  • Kania J., 125 Jahre oberschlesische Zinkhüttenindustrie, „Ostdeutsche Morgenpost”, nr 18, wydanie z dnia 18 stycznia 1924 r.
  • Repetzki K., Geschichte der oberschlesischen Montanindustrie, opracowanie archiwalne dr. inż. K. Repetzkiego
  • Marbach H., Górnośląski przemysł cynkowy, seria artykułów techniczno-historycznych publikowanych w „Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt”, lata 1952–1956
  • Perlick A., v. Zalewski, Zur Geschichte der Firma Friedländer, monografia rodu Friedländerów, „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, lipiec 1970
  • Montanus, 700 Jahre Bergbau in der Standesherrschaft Beuthen OS., kronika górnictwa bytomskiego
  • Heller F., Historia kopalni Heinitz w Bytomiu (Rozbark), opracowanie dotyczące katastrofy z 1923 r.
  • Beuthener Kreisblatt, rocznik 1885, urzędowe wykazy płatników podatku gruntowego i przemysłowego powiatu bytomskiego
  • Meyers Konversations-Lexikon, wydanie 4., ok. 1890 r., tablica litograficzna „Zinkgewinnung” (Original-Holzstich)
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise, roczniki archiwalne: 1952, 1956, 1960, 1970, 1991.
  • Technikmuseum Online, dokumentacja fotograficzna pieców muflowych i procesów destylacji cynku (zn-muffeln.jpg).
0
0

Read more