Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Category

Chropaczów

Panorama przemysłowych Lipin i Chropaczowa z hutami, kopalniami i kominami

Cynk, węgiel i miasto z dymu. Jak przemysł zmienił Lipiny i Chropaczów (Część II)

Lipiny i Chropaczów — część II

Cynkowe imperium i miasto z dymu. Jak przemysł stworzył nowoczesne Lipiny i Chropaczów

W 1853 roku historia Lipin i Chropaczowa gwałtownie przyspieszyła. Dawny świat lasów, karczm i ubogich chat zaczął ustępować hutom, kopalniom, szkołom, kościołom i robotniczym koloniom.

W pierwszej połowie XIX wieku Lipiny i Chropaczów były jeszcze światem lasów, folwarków, karczm, błotnistych dróg i ubogich chat. W lokalnej pamięci trwały opowieści o rozbójnikach, ciemnych traktach i miejscach, do których prawo docierało z trudem. Ale pod tą pozornie peryferyjną ziemią kryło się bogactwo, które miało zmienić wszystko.

Węgiel, rudy cynku, galman, zapotrzebowanie na paliwo, kapitał arystokracji i techniczna energia XIX wieku sprawiły, że dawny leśny krajobraz w ciągu kilku dekad został niemal całkowicie przepisany od nowa. Tam, gdzie wcześniej stały gliniane chaty, leśniczówki i karczmy, wyrosły huty, szyby kopalniane, kolonie robotnicze, szkoły, kościoły, wodociągi i całe dzielnice pracujące w rytmie fabrycznego gwizdka.

To nie była spokojna ewolucja. To była eksplozja — demograficzna, techniczna, przestrzenna i społeczna.

Momentem przełomowym był rok 1853.

Rok 1853: chwila, w której zapłonął przemysł

W 1853 roku Śląska Spółka Akcyjna dla Górnictwa i Hutnictwa Cynkowego — Schlesische Aktien-Gesellschaft für Bergbau und Zinkhüttenbetrieb — przejęła od hrabiego Henckla von Donnersmarcka miejscowe huty cynku, kopalnie węgla oraz znaczną część gruntów związanych z obszarem dworskim Chropaczowa.

Była to jedna z tych dat, które w historii lokalnej znaczą znacznie więcej niż zwykłą zmianę właściciela. Od tego momentu Lipiny i Chropaczów zaczęły wchodzić w orbitę wielkiego przemysłu.

Spółka nie była tylko przedsiębiorstwem wydobywczym czy hutniczym. Stała się siłą organizującą całą przestrzeń. Przemysł potrzebował robotników, robotnicy potrzebowali mieszkań, ich dzieci potrzebowały szkół, rodziny potrzebowały kościołów, lekarzy, sklepów, wody, kanalizacji i dróg. W ten sposób dawna wieś i dawne kolonie zaczęły zmieniać się w gęsty, wielofunkcyjny organizm przemysłowy.

Nie budowano już pojedynczych domów. Budowano całe ulice, kolonie i systemy zależności. Praca w hucie albo kopalni nie kończyła się za bramą zakładu. Organizowała rytm dnia, strukturę rodziny, drogę dziecka do szkoły, zakupy, opiekę lekarską, religijność i sposób myślenia o przyszłości.

Rok 1853 był więc nie tylko początkiem nowej epoki gospodarczej. Był początkiem nowego świata.

Pierwsze kominy i zabudowania przemysłowe w Lipinach i Chropaczowie po 1853 roku
Rok 1853 symbolicznie otworzył nowy etap w historii Lipin i Chropaczowa — od świata folwarków i lasów ku przemysłowej organizacji przestrzeni.

Cynkowe serce Lipin

Jeśli węgiel był paliwem tej przemiany, to cynk był jej najważniejszym metalem. W XIX wieku cynk należał do kluczowych surowców przemysłowych Górnego Śląska. Używano go w budownictwie, przemyśle, rzemiośle i produkcji blach. Lipiny stały się jednym z najważniejszych miejsc związanych z jego wytopem i obróbką. Szerzej o tym procesie pisałem w osobnym tekście: Lipiny. Narodziny dzielnicy przemysłowej 1780–1939.

Początki śląskiego hutnictwa cynku sięgały końca XVIII wieku. Szczególne znaczenie miała metoda wytopu cynku w zamkniętych mufach, której pionierskie zastosowanie wiązano z Rubergiem i piecem uruchomionym w 1798 roku w Wesołej. Początkowo technologia ta była traktowana niemal jak tajemnica przemysłowa. Z czasem jednak rozprzestrzeniła się na Górnym Śląsku, dając regionowi ogromną przewagę w produkcji cynku.

Tajemnica Ruberga

Wspomniany Ruberg to Johann Christian Ruberg, genialny hutnik, który w 1798 roku w Wesołej wynalazł piec muflowy do wytopu cynku. Wcześniej monopol na produkcję tego metalu posiadali Anglicy, którzy pilnie strzegli swoich tajemnic. Wynalazek Ruberga (pozwalający na tani i masowy wytop z użyciem węgla) zrewolucjonizował śląski przemysł i utorował drogę takim gigantom jak huty w Lipinach.

Po 1853 roku Śląska Spółka Akcyjna rozpoczęła wielką modernizację przejętych zakładów. W Lipinach rozbudowano kompleks hutniczy Silesia, obejmujący huty Silesia I, Silesia II i Silesia III. To właśnie one przez dziesięciolecia wyznaczały rytm życia osady.

Huty nie były tylko miejscem pracy. Były centrum całego świata. Od nich zależał transport, mieszkalnictwo, handel, szkoły, dochody rodzin i kierunek rozwoju przestrzeni. Wokół nich powstawały kolonie, drogi, bocznice, warsztaty, składy i domy robotnicze.

Nawet katastrofy nie zatrzymywały rozwoju. Gdy w 1858 roku spłonęła huta Silesia III, odbudowano ją w ciągu zaledwie roku. Był to znak epoki: przemysł nie znał długiego postoju. Jeśli coś się paliło, odbudowywano to większe, sprawniejsze i bardziej nowoczesne.

Dawny leśny krajobraz ustępował nie pod wpływem jednej decyzji, lecz pod naciskiem tysięcy codziennych działań: budowy pieców, rozbiórki starych zabudowań, wytyczania torów, dowozu surowców, organizowania pracy i osiedlania kolejnych rodzin.

Lipiny przestały być dawną osadą. Zaczęły działać w rytmie hut, kopalń i robotniczych kolonii.
Huta cynku Silesia w Lipinach jako centrum przemysłowej przemiany
Hutnictwo cynku stało się jednym z najważniejszych motorów rozwoju Lipin. Wokół zakładów Silesia powstawał cały przemysłowy organizm.

Walcownia, mufy i metal cienki jak bibułka

Szczególnym powodem dumy Lipin była walcownia cynku, uruchomiona w latach 1857–1859. Napędzana parą, należała do największych i najnowocześniejszych zakładów tego typu w Europie. Jej wyroby zdobywały uznanie daleko poza Górnym Śląskiem.

W dawnych opisach podkreślano, że w Lipinach potrafiono walcować blachę cynkową niezwykle cienką — tak delikatną, że porównywano ją do bibułki. Ten obraz jest bardzo sugestywny: ciężka, dymiąca huta, a jej produktem blacha niemal papierowej grubości. W tym kontraście widać całą finezję przemysłu XIX wieku. Energia maszyn służyła precyzji.

Walcownia cynku w Lipinach z maszynami do produkcji cienkiej blachy cynkowej
Walcownia cynku była jednym z symboli technicznej nowoczesności Lipin — ciężkie maszyny pozwalały uzyskiwać blachę niezwykle cienką i cenioną daleko poza regionem.

W 1865 roku uruchomiono centralną fabrykę muf. Mufy, czyli specjalne naczynia wykorzystywane w procesie wytopu cynku, wcześniej wykonywano ręcznie. Mechanizacja ich produkcji oznaczała ogromny wzrost wydajności. Huta stawała się coraz mniej rzemieślnicza, a coraz bardziej fabryczna — powtarzalna, szybka, podporządkowana rytmowi maszyn.

Rosła także skala logistyki. Zakłady zużywały gigantyczne ilości węgla. Korzystały z własnych torów, wagonów, lokomotyw i koni pociągowych. Surowce i produkty musiały nieustannie krążyć między kopalniami, hutami, składami, bocznicami i odbiorcami.

Węgiel przyjeżdżał do pieców. Rudy i półprodukty trafiały do zakładów. Blacha cynkowa opuszczała Lipiny. Robotnicy codziennie przechodzili między domem a bramą huty. Pieniądze, materiały, ludzie i energia tworzyły jeden wielki obieg.

Tak narodziło się cynkowe imperium Lipin.

Węgiel: czarne serce przemysłowego organizmu

Huty cynku potrzebowały paliwa. Ogromnych ilości paliwa. Dlatego rozwój hutnictwa natychmiast pociągał za sobą rozbudowę kopalń węgla. Bez węgla nie było ognia, bez ognia nie było cynku, bez cynku nie było przemysłowej potęgi Lipin.

Śląska Spółka Akcyjna rozbudowywała przejęte kopalnie i pola wydobywcze. Warto tu pamiętać także o kopalni Matylda, której osobną historię opisałem w cyklu Matylda. Poczuj ducha dawnej kopalni, cz. 1 oraz Matylda, cz. 2: 1919–1930. W źródłach pojawiają się również nazwy takie jak König Saul, Mathilde-Ostfeld, Mathilde-Westfeld czy Karsten-Centrumgrube.

Kopalnictwo oznaczało jednak nie tylko wydobycie. Oznaczało też walkę z żywiołami. Najgroźniejszym przeciwnikiem była woda. Podziemne potoki i dopływy mogły zatopić wyrobiska, zatrzymać eksploatację i zniszczyć całe przedsięwzięcie. Aby utrzymać kopalnie przy życiu, montowano potężne maszyny odwadniające, których moc budziła podziw daleko poza okolicą.

Wypompowywana woda nie zawsze była traktowana wyłącznie jako problem. Wykorzystywano ją również do zasilania stawów i systemów wodnych. Przemysł zmieniał więc nie tylko powierzchnię ziemi, lecz także ukryty obieg wody. To, co wcześniej było przeszkodą w kopalni, mogło stać się elementem miejskiej infrastruktury.

W ten sposób podziemie i powierzchnia zostały ze sobą trwale związane. Huta potrzebowała kopalni, kopalnia potrzebowała maszyn, maszyny potrzebowały paliwa, a całość potrzebowała ludzi. Każdy element napędzał następny.

Nowoczesność nie przyszła tu jako abstrakcyjne hasło. Przyszła jako system rur, torów, szybów, pomp, pieców, kominów i ludzi schodzących pod ziemię.

Podziemna kolejka i sztolnia ze światłem elektrycznym

Jednym z najbardziej niezwykłych przykładów przemysłowej pomysłowości była instalacja podsadzkowa. Huty produkowały ogromne ilości popiołu i odpadów. Przy zakładach rosły hałdy, które zajmowały teren, pyliły i zmieniały krajobraz. Jednocześnie kopalnie potrzebowały materiału do wypełniania pustek po wydobyciu węgla, aby ograniczać zapadanie się gruntu i zabezpieczać wyrobiska.

Połączono więc oba problemy w jeden system. Materiał z hutniczych hałd kierowano do kopalnianych pustek. Według dawnych opisów służyła temu specjalna kolejka linowa biegnąca podziemną, wybrukowaną i elektrycznie oświetloną sztolnią.

To jeden z tych obrazów, które najlepiej pokazują skalę przemysłowej wyobraźni XIX wieku. Pod ziemią, w sztolni oświetlonej elektrycznością, poruszał się transport materiału podsadzkowego. Popiół z hut wracał pod ziemię, aby wypełnić przestrzeń po wydobytym węglu. Powierzchnia i podziemie zostały połączone w jeden techniczny obieg.

Versatzanlage – ratunek przed zapadaniem się ziemi

Instalacja podsadzkowa (niem. Versatzanlage) była genialna w swojej prostocie. Intensywne wydobycie węgla tworzyło pod ziemią ogromne pustki, co groziło zawaleniem się powierzchni. Przesyłanie tam bezużytecznego popiołu z hut (często z użyciem wody jako tzw. podsadzka płynna) stabilizowało grunt i jednocześnie rozwiązywało problem rosnących w nieskończoność hałd.

Podziemna sztolnia z kolejką podsadzkową i oświetleniem elektrycznym w rejonie Lipin i Chropaczowa
Podziemna sztolnia z kolejką podsadzkową dobrze pokazuje techniczną skalę przemysłowej epoki: odpady z hut wracały pod ziemię, by stabilizować przestrzenie po wydobyciu węgla.

Dawny świat lasu i karczmy znikał nie tylko dlatego, że wycinano drzewa i budowano huty. Znikał, bo cała ziemia — od powierzchni po głębokie wyrobiska — została włączona w logikę produkcji.

To już nie był krajobraz, po którym człowiek po prostu chodził. To był krajobraz podporządkowany pracy.

Chropaczów dołącza do wyścigu

Lipiny wcześniej i mocniej kojarzyły się z hutnictwem cynku, ale Chropaczów również został wciągnięty w przemysłową przemianę. Początkowo zachowywał bardziej wiejski charakter. Rolnictwo, zagrody, przewóz towarów, tradycyjna gospodarka — wszystko to jeszcze przez pewien czas było obecne w krajobrazie.

Ale przemysł nie zostawiał takich miejsc na uboczu. Gdy raz pojawiła się sieć kopalń, hut, dróg, kolei i zapotrzebowania na siłę roboczą, dawna wieś nie mogła trwać w niezmienionej formie.

Przełomem dla Chropaczowa było otwarcie kopalni Schlesiengrube w 1883 roku. Była to kopalnia nowoczesna, zasobna w dobry węgiel i zatrudniająca tysiące pracowników. Cztery lata później, w 1887 roku, uruchomiono hutę Guidottohütte, która dodatkowo wzmocniła przemysłowy charakter miejscowości.

Od tego momentu Chropaczów przestał być tylko zapleczem. Stał się aktywnym uczestnikiem przemysłowego wyścigu. Zmieniała się struktura społeczna, znikało dawne rolnictwo, rosła liczba robotników, pojawiały się nowe domy, sklepy, warsztaty, szkoły i instytucje.

Dawny chłopski Chropaczów stawał się robotniczy. Szersze tło dziejów miejscowości zebrałem również w tekście Najstarsza dzielnica Świętochłowic. Dzieje Chropaczowa w pigułce.

Ten proces nie oznaczał jedynie zmiany zawodu mieszkańców. Oznaczał zmianę całej logiki miejsca. Ziemia przestawała być przede wszystkim polem i zapleczem folwarku. Stawała się terenem inwestycji, transportu, zabudowy, wydobycia i pracy najemnej.

Chropaczów wszedł do przemysłowej epoki później niż Lipiny, ale gdy już wszedł, nie było odwrotu.

Eksplozja demograficzna

Najbardziej spektakularnym dowodem przemiany są liczby. W latach dwudziestych XIX wieku gmina Chropaczów, obejmująca wieś oraz kolonie Lipiny i Brzezinę, liczyła około 250 mieszkańców. Była to niewielka społeczność zagrodników, chałupników, drwali i robotników dworskich.

Na początku XX wieku ten sam obszar zamieszkiwało już niemal 30 tysięcy ludzi: około 10 tysięcy w Chropaczowie i około 20 tysięcy w Lipinach oraz ich koloniach.

Skala przemiany demograficznej

ok. 250 mieszkańców gminy Chropaczów z Lipinami i Brzeziną w latach 20. XIX wieku
ok. 30 000 mieszkańców tego obszaru na początku XX wieku
Kolonie robotnicze i gęsta zabudowa Lipin i Chropaczowa na przełomie XIX i XX wieku
W ciągu kilku pokoleń dawny krajobraz folwarków i kolonii zmienił się w gęstą przestrzeń robotniczych domów, ulic i zakładów.

Trudno przecenić skalę tej zmiany. To nie był naturalny, powolny przyrost. To był demograficzny wybuch. Ludzie przybywali za pracą. Rodziny rosły wokół zakładów. Dzieci robotników zapełniały szkoły. Ulice, które jeszcze niedawno były drogami przez wieś lub las, zaczęły obsługiwać dziesiątki tysięcy mieszkańców.

Z takiego wzrostu rodziły się wszystkie kolejne problemy i potrzeby: mieszkania, szkoły, kanalizacja, woda, handel, opieka lekarska, bezpieczeństwo, organizacja religijna, transport. Przemysł nie tylko zatrudniał ludzi. Przemysł wymuszał budowę całego świata dookoła siebie.

W tym sensie Lipiny i Chropaczów stały się miastem, zanim jeszcze zaczęły wyglądać jak klasyczne miasto. Nie potrzebowały rynku, ratusza i reprezentacyjnych placów, aby mieć miejski charakter. Wystarczyła gęstość ludzi, pracy, infrastruktury i zależności.

To była miejskość zrodzona nie z planu urbanisty, lecz z potrzeb produkcji.

Szkoła: od jednej klasy do tysięcy uczniów

Jedną z najważniejszych zmian był rozwój szkolnictwa. Przedindustrialny system edukacji był bardzo skromny. Pierwsza szkoła obsługująca ten ogromny teren mieściła się w Brzezinie. Do jednej placówki należały Lipiny, Brzezina, Świętochłowice, Łagiewniki Górne i Średnie, południowa część Królewskiej Huty, Pniaki oraz część kolonii Schwarzwald.

Dla dzieci oznaczało to długie marsze, błotniste drogi i nieregularną naukę. W praktyce wiele z nich zaczynało szkołę późno, w wieku ośmiu lub dziewięciu lat, a kończyło ją bardzo wcześnie. Wiedza, którą wynosiły z takiej szkoły, była elementarna.

Także warunki pracy nauczycieli należały jeszcze do dawnego świata. W 1825 roku pojawia się nazwisko nauczyciela Hellera, później Kruppy i Borunskiego. Ich uposażenie obejmowało nie tylko pieniądze, lecz także zboże, słomę, drewno, paszę i prawo do wypasu zwierząt. Nauczyciel był więc jednocześnie urzędnikiem, gospodarzem i częścią lokalnej gospodarki naturalnej.

Industrializacja zmieniła wszystko. Już w 1856 roku otwarto drugi lokal szkolny w dominium chropaczowskim, później przeniesiony do Lipin. Pierwszym adiunktem został Josef Cebulla. W 1862 roku zarząd huty ufundował w Lipinach szkołę hutniczą, wzorowaną na placówkach z Gliwic i Królewskiej Huty. Była przeznaczona dla dzieci pracowników Spółki i od początku zatrudniała kilku nauczycieli.

Dzieci robotnicze przed szkołą hutniczą w Lipinach w okresie industrializacji
Rozwój przemysłu wymusił rozwój szkolnictwa. Z jednej klasy i jednego nauczyciela wyrosły wieloklasowe systemy szkolne dla tysięcy dzieci.

W 1866 roku powstała nowa, trzyklasowa szkoła w Chropaczowie. W latach osiemdziesiątych XIX wieku, wobec dalszego wzrostu liczby dzieci, rozbudowano placówki w Chropaczowie i Lipinach. Ostatecznie systemy szkolne obu gmin zostały rozdzielone.

Liczby z początku XX wieku robią ogromne wrażenie. Około 1853 roku Chropaczów i Lipiny miały łącznie jedną klasę, jednego nauczyciela i około 80 uczniów. W 1903 roku sam Chropaczów miał 25 klas, 22 nauczycieli i 1875 uczniów. Lipiny miały trzy niezależne systemy siedmioklasowe, 51 klas, 49 nauczycieli i 3855 uczniów.

To była prawdziwa rewolucja edukacyjna. W ciągu pięćdziesięciu lat szkoła przestała być odległym, słabo dostępnym dodatkiem do życia. Stała się jedną z podstaw robotniczej społeczności.

Szkoła była też znakiem nowej epoki. Dawny świat mógł funkcjonować z jedną klasą i nauczycielem opłacanym częściowo w naturze. Świat przemysłowy potrzebował umiejętności, dyscypliny, organizacji i podstawowej edukacji dla tysięcy dzieci.

Kościoły i duchowa organizacja przemysłowej osady

Równolegle z edukacją rozwijało się życie religijne. W pierwszej połowie XIX wieku mieszkańcy Lipin i Chropaczowa należeli do rozległej parafii kościoła Mariackiego w Bytomiu. Obejmowała ona ogromny obszar, a nieliczni duchowni nie byli w stanie zapewnić regularnej opieki duszpasterskiej wszystkim wiernym.

Dla mieszkańców oznaczało to długą drogę do kościoła. W świecie błotnistych traktów i leśnych odległości sama podróż na mszę mogła być poważnym wysiłkiem. Religijność istniała, ale brakowało lokalnej infrastruktury, która mogłaby ją organizować.

Zmiana nastąpiła w 1872 roku, gdy Chropaczów i Lipiny przydzielono do parafii św. Barbary w Królewskiej Hucie. W szkole hutniczej w Lipinach urządzono salę modlitw, do której dojeżdżali duchowni. Szybko jednak okazało się, że rosnąca społeczność potrzebuje własnej świątyni.

Tu znów widoczna była rola przemysłu. Z inicjatywy dyrektora generalnego Schmiedera Śląska Spółka Akcyjna wsparła budowę okazałego kościoła katolickiego. Pierwszym proboszczem został ks. Michalski, zapamiętany jako znakomity kaznodzieja, określany mianem „Apostoła Górnego Śląska”. W dawnych opisach podkreślano jego wpływ na moralne odrodzenie miejscowej ludności oraz dbałość o piękno kościelnego wyposażenia.

Na początku XX wieku w Lipinach powstał również kościół ewangelicki, wspierany przez kapitał przemysłowy i związany z osobistym zaangażowaniem dyrektora generalnego Scherbeninga.

W ten sposób przemysłowa osada zyskała pełniejszą strukturę społeczną. Nie była już tylko miejscem pracy. Była przestrzenią życia: narodzin, nauki, modlitwy, choroby, zakupów, odpoczynku i śmierci.

Wielki kapitał nie budował więc wyłącznie pieców, szybów i hal. Budował także instytucje stabilizujące społeczność. Można widzieć w tym troskę, można widzieć interes, można widzieć jedno i drugie. Stabilny robotnik, związany z miejscem pracy mieszkaniem, szkołą dziecka, parafią i sklepem, był częścią przemysłowego porządku.

Robotnicza codzienność: mieszkania, łaźnie i wodociągi

Wielki przemysł potrzebował stabilnej załogi. Robotnik, który miał rodzinę, mieszkanie, dostęp do szkoły, sklepu, lekarza i kościoła, był bardziej związany z miejscem pracy. Dlatego przedsiębiorstwa nie ograniczały się do budowy zakładów. Tworzyły infrastrukturę codzienności.

Drewniane chaty kryte słomą zaczęły ustępować murowanym domom. Powstawały kamienice, kolonie robotnicze, zajazdy, domy noclegowe i koszary dla pracowników. Rodziny robotnicze otrzymywały mieszkania z pokojami i kuchnią, często za umiarkowany czynsz. Dla samotnych robotników budowano Schlafhäuser, czyli domy noclegowe. W Chropaczowie znane były robotnicze koszary o nazwach „Paryż”, „Metz” i „Strasburg”.

Domy sypialne i stowarzyszenia spożywcze

Gwałtowny napływ samotnych mężczyzn poszukujących pracy wymusił budowę Schlafhäuser – tanich domów noclegowych przypominających hotele robotnicze. Z kolei Konsumvereine (stowarzyszenia spożywcze) miały chronić załogę przed lokalnymi sklepikarzami, którzy często drastycznie zawyżali ceny podstawowych produktów. Dzięki własnym sklepom robotnicy mogli kupować towary taniej.

Społeczny obraz Chropaczowa z początku XX wieku dobrze uzupełnia także analiza księgi adresowej z lat 1910–1911, w której widać już gęstą sieć ulic, zawodów i nazwisk tworzących codzienność przemysłowej osady.

Rozwijała się także infrastruktura sanitarna. Budowano łaźnie z systemami suszenia odzieży roboczej, pralnie z maglami dla żon robotników, wodociągi, kanalizację i urządzenia poprawiające warunki higieniczne. W Chropaczowie szczególne wrażenie robiła żelazna wieża ciśnień, uznawana za przykład efektownej konstrukcji technicznej.

Ulice kanalizowano i polewano wodą latem, aby ograniczyć zapylenie. Był to szczegół bardzo praktyczny, ale wiele mówi o realiach życia. Przemysłowy krajobraz nie był czysty. Pył, sadza, dym i błoto były codziennością. Nowoczesność wymagała więc nieustannej walki z własnymi skutkami ubocznymi.

Rozwijała się również opieka lekarska. W 1883 roku na ogromny obszar przypadał zaledwie jeden lekarz. Dwie dekady później w samych Lipinach było ich już kilku, a w okolicy kilkunastu. Powstawały także stowarzyszenia spożywcze, czyli Konsumvereine, które miały chronić robotników przed zawyżonymi cenami i ułatwiać dostęp do podstawowych produktów.

To wszystko pokazuje ambiwalentny charakter przemysłowego postępu. Z jednej strony zakłady dawały pracę, mieszkania, wodę, szkołę i lekarza. Z drugiej strony to one tworzyły warunki, które wymagały tych instytucji: przeludnienie, pył, choroby, wypadki, zależność ekonomiczną i twardą dyscyplinę pracy.

Awans cywilizacyjny był realny. Ale miał swoją cenę.

Miasto z dymu

Lipiny i Chropaczów na początku XX wieku nie były już dawnymi osadami. Były przemysłowym organizmem, choć formalnie nie musiały przypominać klasycznego miasta. Ich miejskość wynikała nie z ratusza, rynku i eleganckich kamienic, lecz z gęstości ludzi, zakładów, infrastruktury i codziennego ruchu.

Było to miasto z dymu, cynku, węgla, cegły i pary. Miasto familoków, kominów, bocznic, szkół i kościołów. Miasto, które narodziło się nie z planu urbanistów, ale z potrzeb produkcji.

Przestrzeń podporządkowano rytmowi przemysłu. Mieszkania budowano blisko zakładów. Drogi prowadziły do hut, szybów i składów. Kolej łączyła kopalnie z hutami. Szkoły rosły tam, gdzie rosła liczba robotniczych dzieci. Kościoły powstawały tam, gdzie wielotysięczna społeczność potrzebowała duchowego centrum.

Dawny leśny krajobraz nie zniknął bez śladu. Jego resztki trwały w nazwach, wspomnieniach, opowieściach o karczmach i rozbójnikach, w kontrastach między kominami a ostatnimi pasami zieleni. Ale realna władza nad przestrzenią należała już do przemysłu.

To właśnie przemysł określał, gdzie będzie droga, gdzie stanie dom, gdzie popłynie woda, gdzie znajdzie się szkoła, gdzie powstanie kościół, a gdzie hałda.

Nowe Lipiny i nowy Chropaczów nie były prostą kontynuacją dawnej wsi. Były jej gwałtownym przekształceniem.

Josephswarte: spojrzenie na nowy świat

Symbolicznym finałem tej historii jest widok z Josephswarte — wieży obserwacyjnej znajdującej się na remizie straży pożarnej w Chropaczowie. Z wysokości około 25 metrów można było spojrzeć na cały przemysłowy świat, który wyrósł na dawnym leśnym pograniczu.

Na wschodzie i południu rozciągało się morze kominów, hut i kopalń: Królewska Huta, Chorzów, Bismarckhütte, Falva, Friedenshütte. Między nimi widniał Schwarzwald — dawny leśny obszar, wyniszczony przez kwaśne gazy i przemysłowe wyziewy.

Na zachodzie i północy krajobraz był bardziej zróżnicowany. Kominy Goduli, Orzegowa, Zaborza i Zabrza mieszały się z polami, lasami i bardziej malowniczymi fragmentami okolicy. Był to obraz Górnego Śląska w stanie przejścia: między naturą a przemysłem, między wsią a miastem, między dawnym porządkiem a nowoczesnością.

Najbardziej niezwykły musiał być jednak widok nocą. Gdy zapadał zmrok, przemysłowy krajobraz nie gasł. Przeciwnie — zaczynał świecić. Lampy łukowe, czerwone łuny wielkich pieców, rozżarzone niebo nad hutami, para unosząca się nad maszynami i rytmiczny ruch zakładów tworzyły obraz niemal apokaliptyczny, ale zarazem fascynujący.

To musiało wyglądać jak osobne miasto ognia. Nie zasypiało, lecz pracowało. Oddychało dymem, syczało parą, drżało od maszyn i świeciło czerwonym blaskiem hut.

Z tej wysokości można było zobaczyć nie tylko zakłady. Można było zobaczyć kres dawnego świata.

Nowoczesność, która przyszła gwałtownie

Historia przemysłowych Lipin i Chropaczowa nie jest prostą opowieścią o postępie. To raczej historia gwałtownej wymiany jednego świata na drugi. Dawny świat lasów, folwarków, karczm i ubogich chat został wyparty przez świat hut, kopalń, szkół, kościołów, wodociągów i robotniczych kolonii.

Przemysł przyniósł awans cywilizacyjny. Dał pracę tysiącom ludzi. Zbudował szkoły, świątynie, mieszkania, łaźnie, wodociągi i sieci transportowe. Stworzył społeczność, która z czasem wykształciła własną tożsamość, pamięć i dumę.

Ale ten sam przemysł przyniósł dym, pył, choroby, hałas, degradację krajobrazu i podporządkowanie życia logice produkcji. Nowoczesność nie przyszła tu jako łagodna obietnica. Przyszła jako siła — potężna, brudna, rozświetlona ogniem i napędzana węglem.

Lipiny i Chropaczów nie weszły w XX wiek spokojnie. Zostały wepchnięte w nowoczesność przez cynk, węgiel, kapitał i tysiące robotniczych rąk.

Tam, gdzie kiedyś podróżny bał się leśnej drogi i karczemnych band, po kilkudziesięciu latach stały huty, kopalnie, szkoły, kościoły, familoki, wodociągi i kolejowe bocznice.

Z wysokości Josephswarte można było zobaczyć nie tylko kominy i huty. Można było zobaczyć kres dawnego świata. Las, który dawał schronienie drwalom, biedakom i rozbójnikom, ustąpił miejsca cywilizacji cynku, węgla, pary i żelaznej dyscypliny.

Tak narodziły się przemysłowe Lipiny i przemysłowy Chropaczów — miasta z dymu, ognia i pracy.

Czytaj także na flaczek.com

Nota źródłowa

Podstawą artykułu jest dawne opracowanie J. Kani O powstawaniu i rozwoju Chropaczowa—Lipin, wykorzystane jako punkt wyjścia do popularyzatorskiego opisu przemysłowej przemiany Lipin i Chropaczowa.

Tekst został zredagowany współczesnym językiem i uzupełniony kontekstem lokalnym oraz odsyłaczami do powiązanych artykułów opublikowanych na flaczek.com.

Koniec dwuczęściowej opowieści

Pierwsza część prowadziła przez las, karczmy, rozbójników i dawny świat przedindustrialny. Druga pokazuje moment, w którym cynk, węgiel, kapitał i praca tysięcy ludzi stworzyły nowoczesne Lipiny i Chropaczów.

0
0

Read more

Błotnista droga między lasem a pierwszymi kominami przemysłowymi Lipin i Chropaczowa

Lipiny i Chropaczów przed wielką industrializacją (Część I)

Lipiny i Chropaczów — część I

Od leśnych zbójców do pierwszych kominów. Lipiny i Chropaczów przed wielką industrializacją

Zanim nad Lipinami i Chropaczowem wyrosły kominy, szyby i hutnicze hale, rozciągał się tu świat zupełnie inny — leśny, ubogi, błotnisty i pełen lęku.

Trudno dziś wyobrazić sobie Lipiny i Chropaczów jako miejsca dzikie, odludne i niebezpieczne. Nazwy te kojarzą się raczej z gęstą zabudową, robotniczą historią, śladami hutniczej przeszłości, familokami, kopalnianym krajobrazem i przemysłowym sercem Górnego Śląska. A jednak zanim nad tą częścią regionu wyrosły kominy, szyby i hutnicze hale, rozciągał się tu świat zupełnie inny — leśny, ubogi, błotnisty i pełen lęku.

Zanim Lipiny stały się Lipinami przemysłowymi, a Chropaczów częścią gwałtownie rosnącego organizmu górnośląskiej industrializacji, były to okolice słabo zaludnione, rozproszone i zależne od lasu, folwarku oraz nielicznych dróg. Tam, gdzie później miały pracować tysiące robotników, stały zaledwie ubogie chaty, leśniczówki, zabudowania dworskie i karczmy.

Tam, gdzie później pojawiły się kolonie robotnicze, szkoły, kościoły i zakłady przemysłowe, wcześniej dominowały dzikie ostępy, ciemne trakty i niepewność.

Ta historia nie zaczyna się od hałd i kominów. Zaczyna się od drogi przez las.

Kiedy zamiast kominów był las

Na początku XIX wieku okolice dzisiejszych Lipin i Chropaczowa nie przypominały jeszcze późniejszego przemysłowego krajobrazu. Nie było tu gęstej zabudowy, wielkich zakładów, hałd, bocznic kolejowych ani robotniczych osiedli. Przestrzeń wyznaczały przede wszystkim lasy, podmokłe łąki, rozproszone pola, folwarki i nędzne drogi.

Rozległy leśno-bagienny krajobraz dawnych Lipin i Chropaczowa przed rozwojem przemysłu
Zanim pojawiły się huty i kopalnie, okolice Lipin i Chropaczowa tworzyły lasy, mokradła, pola i rozproszone osady.

Był to świat surowy i ubogi. Ludzie żyli blisko ziemi, lasu i dworu. Utrzymywali się z pracy sezonowej, gospodarki leśnej, drobnego rolnictwa, przewozów, najmu i różnych form zależności od właścicieli ziemskich. Nie była to sielanka. Choć późniejsze wspomnienia czasem idealizowały „dawne dobre czasy”, rzeczywistość musiała być twarda.

Stary porządek nie dawał wielu szans. krajne ubóstwo było powszechne, a instytucje, które mogłyby porządkować życie społeczne — szkoła, kościół, administracja, policja — działały słabo albo znajdowały się zbyt daleko.

W dawnych opisach uderza kontrast między późniejszym przemysłowym rozmachem a wcześniejszą pustką. W miejscu, gdzie po kilkudziesięciu latach powstały huty, walcownie, kolonie i drogi, wcześniej znajdował się świat niemal pograniczny. Nie tyle miejski, nie do końca wiejski, ale leśny i niepewny.

Ten dawny krajobraz miał jednak w sobie coś, czego na powierzchni nie było widać. Pod ziemią czekały surowce, które miały zmienić wszystko: węgiel, rudy cynku, galman. Na razie jednak nie one rządziły codziennością. Codzienność wyznaczały las, błotniste drogi, ubóstwo i niepewność jutra.

Lipiny przed Lipinami

Pierwotne Lipiny były czymś znacznie skromniejszym niż późniejsza przemysłowa osada. Ich zalążkiem był niewielki folwark. Według dawnego przekazu jego nazwa pochodziła od nazwiska ostatniego prywatnego właściciela — Lipiny.

Wokół folwarku stała stara leśniczówka i kilka nędznych, glinianych chat. Zamieszkiwali je ubodzy drwale, robotnicy dworscy i ludzie związani z gospodarką leśno-rolną. Trudno mówić tu o stabilnym, wygodnym życiu. Była to egzystencja zależna od pór roku, możliwości zarobku, stanu dróg, decyzji właścicieli i kaprysów natury.

To ważne, bo dzisiejsza pamięć o Lipinach najczęściej biegnie w stronę przemysłu: huty, cynku, robotników, kopalń, familoków i wielkiej przemiany społecznej. Tymczasem przed tym wszystkim istniały Lipiny niemal niewidoczne — mały folwark, leśniczówka, kilka chat i ludzie żyjący na skraju przetrwania.

Nie było jeszcze wielkiego planu. Nie było miejskiej ambicji. Nie było poczucia, że właśnie tutaj powstanie jeden z ważnych punktów przemysłowego Śląska. Na powierzchni ziemia wyglądała biednie. Jej prawdziwa wartość kryła się głębiej.

Chropaczów, Brzezina i arystokratyczna gra o ziemię

Choć okolica wyglądała skromnie, już w pierwszych dekadach XIX wieku stała się przedmiotem ważnych transakcji własnościowych. Dobra chropaczowskie, folwark Brzezina i związane z nimi tereny przechodziły przez ręce ludzi z najwyższych warstw europejskiej arystokracji.

Brzezina była dawnym folwarkiem, a później kolonią położoną między Chropaczowem a Świętochłowicami. W latach dwudziestych XIX wieku Chropaczów obejmował wieś Chropaczów oraz folwarki Kopanina, Brzezina i Lipina, licząc łącznie około 250 mieszkańców. To właśnie z Brzeziną wiązano początki lokalnego szkolnictwa obsługującego rozległy rejon.

Stara mapa przedstawiająca Chropaczów, Brzezinę i Lipiny
Fragment dawnej mapy z widocznymi nazwami Chropaczów, Brzezina i Lipiny. Brzezina była dawnym folwarkiem i kolonią położoną między Chropaczowem a Świętochłowicami.

Najpierw obszar ten należał do Wielkiego Księcia Hesji. Następnie przeszedł w ręce króla Bawarii Maksymiliana. Pod koniec lat dwudziestych XIX wieku całą posiadłość nabył hrabia Lazarus Henckel von Donnersmarck ze Świerklańca, którego ród miał już silną pozycję w sąsiednich Świętochłowicach i Hajdukach.

W tym miejscu widać jeden z najciekawszych paradoksów tej historii. Dla mieszkańców była to ziemia trudna, uboga i nie zawsze bezpieczna. Dla arystokratów i przyszłych przemysłowców była to przestrzeń potencjału. Tam, gdzie jedni widzieli las, nieprzyjazne tereny i folwarki, inni zaczynali dostrzegać kapitał ukryty pod ziemią.

Jeszcze przez pewien czas nic nie zapowiadało gwałtownej przemiany. Ale własność ziemi, dostęp do surowców i zainteresowanie wielkich rodów tworzyły warunki pod przyszły wybuch industrializacji. Zanim pojawiły się piece i szyby, musiała pojawić się kontrola nad ziemią.

Droga przez las i strach przed napadem

Jedną z najważniejszych arterii dawnego krajobrazu była droga prowadząca od dzisiejszego Chebzia, znanego wówczas jako Morgenroth, w stronę Gliwic. Wiodła przez ciemne lasy i stanowiła ważny trakt komunikacyjny między Gliwicami a osadami położonymi dalej na wschód, aż ku granicy z zaborem rosyjskim.

Morgenroth, czyli dzisiejsze Chebzie

Obecnie jest to jedna z dzielnic Rudy Śląskiej. W połowie XIX wieku, dzięki poprowadzeniu tędy linii kolejowej (od 1845 r.), Morgenroth stał się jednym z najważniejszych węzłów komunikacyjnych na rodzącym się przemysłowym Górnym Śląsku. To właśnie m.in. z powodu strategicznego położenia na szlaku w stronę Gliwic okoliczne lasy tak bardzo przyciągały rabusiów.

W dni targowe droga ożywała. Poruszali się nią kupcy, podróżni, wozy z towarami, okoliczni mieszkańcy i ludzie jadący do miasta. Ale im większy był ruch, tym większa była pokusa dla tych, którzy żyli z kradzieży i napadów. Leśna droga nie była więc tylko szlakiem komunikacyjnym. Była także miejscem ryzyka.

Dawne przekazy mówią o szerzącym się złodziejstwie i o miejscowej ludności, która nie zawsze chętnie współpracowała z władzami. Kronikarski zapis, że mieszkańcy Chropaczowa, Lipin i Brzeziny „bardzo mało przestrzegali siódmego przykazania”, brzmi dziś surowo, moralizatorsko, może nawet przesadnie. Ale dobrze oddaje atmosferę nieufności, jaka panowała w oczach ówczesnych autorów.

„Nie kradnij”, czyli o siódmym przykazaniu

Kiedy kronikarz J. Kania ubolewał, że miejscowi mało przejmowali się siódmym przykazaniem, miał na myśli po prostu plagę kradzieży. W gęstych, słabo nadzorowanych lasach pokusa przywłaszczenia sobie cudzego drewna, plonów czy towarów z przejeżdżających wozów bywała dla żyjących w skrajnym niedostatku mieszkańców znacznie silniejsza niż kościelne zakazy.

Nie chodzi wyłącznie o jednostkowe kradzieże. Chodzi o cały układ warunków: biedę, rozproszenie osad, słaby nadzór, ciemne lasy, ruchliwy trakt i karczmy, w których można było zniknąć. To był świat, w którym droga przez las wymagała ostrożności.

Rozbójnicy z chropaczowskich lasów

Najbardziej mroczną częścią tej opowieści są rozbójnicy. Gęste lasy rozciągające się od podmokłych łąk Kopaniny i Drobotschki, przez okolice późniejszych zakładów, aż ku Bytomiowi, dawały znakomite schronienie ludziom działającym poza prawem.

Leśna kryjówka rozbójników w okolicach dawnych Lipin i Chropaczowa
Dawne przekazy wspominają o rozbójnikach, którzy mieli ukrywać się w lasach między Chropaczowem, Lipinami i Bytomiem.

W dawnych opisach pojawiają się nazwiska lokalnych watażków: Pilarski, Weiser, Schidlo, Scheliga, Kowalski. Byli to ludzie, których obecność miała budzić strach w całej okolicy. Nie działali jednak w próżni. Każda banda potrzebuje zaplecza: kryjówek, informatorów, miejsc przechowywania łupów i ludzi gotowych milczeć.

Szczególnie sugestywny jest motyw chropaczowskich stodół z tajnymi, podziemnymi sklepieniami, które miały służyć do ukrywania zrabowanych rzeczy. Nawet jeśli potraktujemy te opowieści z ostrożnością właściwą dla dawnych kronik i lokalnych podań, ich znaczenie jest ogromne. Pokazują, jak głęboko pamięć o przedindustrialnym bezprawiu wrosła w lokalną świadomość.

Rozbój był tu nie tylko serią przestępstw. Był elementem krajobrazu społecznego. Ludzie bali się drogi, lasu, nocy i karczemnych układów. Władza była daleko albo działała nieskutecznie. Porządek publiczny nie miał jeszcze tej siły, którą później przyniosą przemysł, administracja, większa liczba mieszkańców, szkoły, zakładowa dyscyplina i policyjny nadzór.

Zanim fabryczny gwizdek zaczął wyznaczać rytm życia, rytm tej okolicy wyznaczały droga, las i lęk.

Karczmy jako centra półświatka

W dawnym świecie karczma była czymś więcej niż miejscem picia. Była punktem spotkań, wymiany informacji, schronienia i nieformalnej władzy. W okolicach Lipin i Chropaczowa karczmy miały także swoją ciemną stronę.

Wnętrze dawnej leśnej karczmy w Lipinach jako miejsce spotkań półświatka
Karczmy w dawnych Lipinach i okolicy Chebzia były nie tylko miejscami odpoczynku, ale też punktami spotkań ludzi drogi i lokalnego półświatka.

Szczególną sławą cieszyła się stara leśna karczma w Lipinach, stojąca w miejscu późniejszej gospody Metza lub Goldsteina przy placu rynkowym. Według przekazów dochodziło tam do krwawych starć między policją a zbójami. Miejsce to miało być dobrze znane przestępczemu półświatkowi, a karczmarz — jak opowiadano — sympatyzował z ludźmi lasu.

Opisy jego zachowania brzmią niemal jak scena z filmu. Gdy policja wpadała na trop bandytów, karczmarz miał zajmować funkcjonariuszy rozmową w jednym pomieszczeniu, podczas gdy w innym poszukiwani spokojnie dzielili łupy, pili i przygotowywali się do ucieczki. Zawsze starano się, by w porę mogli zniknąć w pobliskim lesie.

Drugim miejscem o złej sławie była karczma szwarcwaldzka w Chebziu, znana pod ironiczną nazwą „Pod przyczajoną kurą”. Sama nazwa brzmi niemal groteskowo, ale za nią kryła się rzeczywistość strachu. W świecie ubogim, słabo kontrolowanym i przeciętym leśnymi drogami karczma mogła być centrum życia społecznego, ale równie dobrze mogła stać się bezpieczną przystanią dla ludzi spoza prawa.

To właśnie w takich miejscach dawny porządek pokazywał swoją słabość. Prawo formalnie istniało, ale jego egzekwowanie bywało trudne. Policja mogła przyjść, mogła zrobić rewizję, mogła próbować ścigać zbójów. Ale las był blisko, ludzie milczeli, a karczmarz potrafił grać na zwłokę.

Sołtys Spruß i granice dawnej władzy

Najbardziej dramatycznym epizodem tej części historii jest napad na sołtysa Sprußa. W dawnym przekazie przedstawiono go jako człowieka prawego i energicznego, który próbował zwalczać rozbójniczy proceder. W świecie, gdzie lokalne układy i strach często były silniejsze od prawa, taka postawa musiała budzić wrogość.

Scena napadu na sołtysa Sprußa podczas sianokosów w okolicach Chropaczowa
Opowieść o napadzie na sołtysa Sprußa pokazuje, jak słaba była lokalna władza w przedindustrialnym świecie Chropaczowa i Lipin.

Pewnego razu Spruß wyjechał zaprzęgiem na sianokosy na leśną łąkę. Wtedy z lasu wyszło kilku uzbrojonych mężczyzn. Kazali mu odejść od koni, jeśli życie było mu miłe. Po chwili padły strzały. Oba konie leżały martwe w kałuży krwi.

Napastnicy nie zabili sołtysa. Zostawili mu jednak ostrzeżenie: jeśli nie zaprzestanie pościgu i prób zaprowadzania porządku, spotka go ten sam los.

Ta scena jest mocna, bo pokazuje granice dawnej władzy. Sołtys formalnie reprezentował porządek, ale w starciu z uzbrojonymi ludźmi lasu był samotny. Państwo, policja i administracja nie miały tu jeszcze takiej siły, by skutecznie chronić tych, którzy próbowali egzekwować prawo.

W tej historii nie chodzi tylko o przestępczy incydent. Chodzi o obraz świata, w którym władza lokalna była krucha, a przemoc mogła skutecznie zatrzymać próby zmiany. To ważny kontrast wobec tego, co nastąpi później. Przemysł przyniesie własną brutalność, zależność i dyscyplinę, ale przyniesie też organizację, kontrolę i instytucje, których ten dawny świat wyraźnie nie miał.

Szkoła i kościół daleko od ludzi

Przed nadejściem wielkiego przemysłu także edukacja i życie religijne były słabo zakorzenione w codzienności mieszkańców. Pierwsza szkoła obsługująca ten rozległy teren znajdowała się w Brzezinie — dawnym folwarku i późniejszej kolonii położonej między Chropaczowem a Świętochłowicami. Do jednej placówki należały nie tylko Lipiny i Brzezina, ale także Świętochłowice, Łagiewniki Górne i Średnie, południowa część Królewskiej Huty, Pniaki oraz część Schwarzwaldu.

Dzieci idące błotnistą drogą do dawnej szkoły w Brzezinie
Przed rozwojem przemysłu dzieci z Lipin, Chropaczowa i okolic musiały pokonywać długie, grząskie trakty do szkoły w Brzezinie.

Dla dzieci oznaczało to długą drogę przez marne polne i leśne trakty. W praktyce wiele z nich zaczynało naukę dopiero w wieku ośmiu lub dziewięciu lat, a kończyło ją bardzo wcześnie. Frekwencja była słaba, a poziom wykształcenia skromny. Szkoła istniała, ale nie była jeszcze instytucją zdolną realnie ukształtować całą społeczność.

Podobnie wyglądała sprawa z życiem religijnym. Mieszkańcy Chropaczowa i Lipin należeli pierwotnie do parafii kościoła Mariackiego w Bytomiu, obejmującej ogromny obszar. Droga do kościoła była długa i uciążliwa, a nieliczni duchowni nie mogli regularnie docierać do wszystkich miejscowości. Religia była obecna, ale brakowało lokalnej infrastruktury, która pozwoliłaby jej mocniej organizować życie wspólnoty.

Dawni autorzy łączyli słabość szkoły i kościoła z moralnym upadkiem okolicy. Dziś można spojrzeć na to ostrożniej. Bieda, rozproszenie, brak dróg, odległość od instytucji i słabość administracji tworzyły warunki, w których trudno było oczekiwać trwałego porządku społecznego. Ludzie żyli w świecie, który dawał mało szans i wymagał codziennej walki o przetrwanie.

Szkoła hutnicza a szkoła gminna – jaka to różnica?

Zanim system edukacji stał się powszechny, oświatę na Śląsku ratowali przemysłowcy. Szkoły hutnicze (tzw. Hüttenschule) były placówkami w pełni finansowanymi przez wielkie spółki wyłącznie dla dzieci swoich pracowników. Oferowały znacznie wyższy standard nauczania, lepsze budynki i wyższe pensje dla nauczycieli niż powszechne, państwowe szkoły gminne.

Przed świtem przemysłu

W połowie XIX wieku ten dawny świat zaczął się kończyć. Nie od razu i nie łagodnie. Najpierw pod ziemią odkryto wartość, potem pojawił się kapitał, a następnie przemysł zaczął przekształcać przestrzeń z siłą, której wcześniejsze pokolenia nie mogły sobie wyobrazić.

Las, który dawał schronienie drwalom, biedakom i rozbójnikom, zaczął ustępować. Błotniste trakty miały zostać zastąpione drogami, bocznicami i liniami transportowymi. Gliniane chaty — domami robotniczymi. Karczemny półświatek — zakładową dyscypliną, szkołą, administracją i instytucjami.

Nie oznaczało to końca wszystkich problemów. Oznaczało raczej wymianę jednego trudnego świata na drugi.

Bo przemysł nie przyniósł wyłącznie światła. Przyniósł również dym, pył, hałas, choroby, wypadki i podporządkowanie życia rytmowi produkcji. Ale przyniósł też pracę, mieszkania, szkoły, kościoły, lekarzy, wodociągi i gwałtowny awans cywilizacyjny.

Dawne Lipiny i dawny Chropaczów stały więc na progu przemiany. Jeszcze żyły opowieści o karczmach, zbójach i drodze przez las. Jeszcze pamiętano trud na pograniczu przetrwania, strach i bezsilność lokalnej władzy. Ale pod powierzchnią działały już siły, które miały zmienić wszystko.

W 1853 roku Śląska Spółka Akcyjna dla Górnictwa i Hutnictwa Cynkowego przejęła miejscowe huty i kopalnie. Od tego momentu historia przyspieszyła — szerzej o tym procesie pisałem także w artykule „Lipiny. Narodziny dzielnicy przemysłowej 1780–1939”.

Dawny świat nie skończył się nagle. Najpierw na horyzoncie pojawił się dym…

Za nim przyszły piece, szyby, kolej, robotnicy i przemiana tak gwałtowna, że dawne Lipiny i dawny Chropaczów w ciągu jednego pokolenia stały się niemal nie do poznania.

Źródła

Podstawą artykułu jest dawne opracowanie J. Kani O powstawaniu i rozwoju Chropaczowa—Lipin, uzupełnione materiałami własnymi dotyczącymi Brzeziny, Chropaczowa, Lipin i początków lokalnego szkolnictwa.

Tekst ma charakter popularyzatorski — zachowuje najważniejsze informacje ze źródeł, ale został zredagowany współczesnym językiem i ułożony w formie artykułu blogowego.

W części drugiej

Cynkowe imperium Lipin, kopalnie Chropaczowa, szkoły, kościoły, robotnicze kolonie i panorama przemysłowego świata z wieży Josephswarte.

1
0

Read more

Józef Trojok (1890-1972) w mundurze powstańczym na tle zabytkowej kamienicy w Chropaczowie. Grafika z napisem Polski Król z Chropaczowa.

„Polski Król” z Chropaczowa. Niezwykłe życie Józefa Trojoka

„Polski Król” z Chropaczowa. Niezwykła odyseja Józefa Trojoka (1890–1972)

Bohaterowie Śląska „Polski Król” z Chropaczowa. Niezwykła odyseja Józefa Trojoka (1890–1972)

Na kopalni „Matylda” niemieccy urzędnicy wołali za nim szyderczo: „Polski Król”. Nie wiedzieli, jak bardzo prorocze okażą się te słowa. Józef Trojok przeszedł drogę od prześladowanego ładowacza węgla, przez dowódcę, który z rozpaczy na polu bitwy chciał odebrać sobie życie, aż po burmistrza otwierającego polskie szkoły na zgliszczach wojny.

Historia Śląska pełna jest życiorysów, które mogłyby posłużyć za scenariusz filmu sensacyjnego. Jednak życie Józefa Trojoka to coś więcej niż film – to soczewka, w której skupia się cała skomplikowana historia regionu XX wieku: od strajków, przez powstania, parlamentaryzm II RP, tragedię II wojny światowej, aż po trudną odbudowę po 1945 roku.

Oto kompletna historia chłopaka z Chropaczowa, który walczył o Polskę do utraty tchu.

Zdegradowany do roli „Króla”

Józef Trojok urodził się 5 lutego 1890 r. w Nowej Wsi Królewskiej (ówczesna Królewska Nowa Wieś; powiat opolski). Wychował się w biednej rodzinie o silnych tradycjach patriotycznych, a los szybko zmusił go do dorosłości. Jego ojciec, Jan – działacz PPS – zmarł na rękach syna wracającego z frontów I wojny światowej. To traumatyczne wydarzenie ukształtowało młodego Józefa na resztę życia.

Jeszcze przed Wielką Wojną Trojok dał się poznać jako niestrudzony społecznik. W 1909 roku, mając zaledwie 19 lat, współzakładał Towarzystwo Śpiewu „Echo” w Chropaczowie, działał aktywnie w lipińskim „Sokole” oraz Zjednoczeniu Zawodowym Polskim. W 1913 roku ożenił się z Jadwigą, zakładając rodzinę, która miała stać się jego największą siłą, ale i „piętą achillesową”, w którą uderzą wrogowie.

Jego aktywność drażniła niemieckich pracodawców. Szykany były codziennością. Zdegradowano go z wykwalifikowanego rębacza na ładowacza, wysyłano do najcięższych robót w najgorszych rejonach kopalni. To właśnie wtedy przylgnął do niego przydomek nadany przez prześladowców: „Polski Król”. Miał to być żart, kpina z jego ambicji. Historia pokazała jednak, kto śmiał się ostatni.

Konspirator z lasu i tragedia rodziny

Gdy nadszedł czas próby, Trojok nie stał z boku. Już w 1919 roku budował w Chropaczowie struktury Polskiej Organizacji Wojskowej (POW). Historycy wymieniają go jako głównego organizatora walki w tej gminie. Działał ramię w ramię z Wiktorem Wiechaczkiem (w ówczesnej prasie zwanym czasem Wilhelmem). Zadanie mieli karkołomne – w powiecie bytomskim na 1460 ochotników przypadało zaledwie 300 karabinów. Trojok musiał wykazać się niezwykłym sprytem, szmuglując broń pod płaszczykiem legalnego „Związku Wojaków”.

Cena za ten patriotyzm była wysoka. Gdy Józef ukrywał się w lasach przed niemieckim Grenzschutzem, oprawcy przyszli do jego domu. Niemcy aresztowali jego żonę, Jadwigę, i dotkliwie pobili ich nieletniego syna, Augustyna. Była to ponura zapowiedź przyszłej tragedii, która miała dopełnić się dwie dekady później.

Piekło 1921 roku: Od Hajduk po Górę św. Anny

W III Powstaniu Śląskim (1921) Trojok wypłynął na szerokie wody jako dowódca. W stopniu sierżanta sztabowego dowodził 3. kompanią I batalionu w słynnym 4. Pułku Piechoty im. „Czwartaków” (późniejszym 10. pułku). Jego szlak bojowy to gotowy materiał na serial wojenny:

Noc z 2 na 3 maja rozpoczęła się od błyskawicznego zajęcia Chropaczowa. Następnie jego oddział zdobył Magistrat w Wielkich Hajdukach (obecnie Chorzów Batory). Budynek ten Niemcy zamienili w prawdziwą twierdzę najeżoną karabinami maszynowymi.

Prawdziwy dramat rozegrał się jednak później, gdy kompania ruszyła na front pod Kędzierzyn i Górę św. Anny. Przez 10 dni walczyli w rejonie Krasowej, Januszkowic i Raszowej, wspierani przez powstańczy pociąg pancerny „Pieron”.

Samobójczy rozkaz

4 czerwca 1921 roku niemiecka nawała ogniowa przełamała front. Oddział Trojoka został zdziesiątkowany. Na jego oczach ginęli jego najlepsi ludzie – m.in. Jan Pyrek, Alojzy Kokot, powstaniec Kańtoch.

Widząc śmierć swoich żołnierzy i rozbicie oddziału, Józef Trojok – twardy górnik i dowódca – załamał się. W akcie rozpaczy przyłożył broń do głowy, usiłując popełnić samobójstwo. Powstrzymali go w ostatniej chwili jego właśni podkomendni. To uratowało mu życie, a Polsce bohatera.

Ten moment słabości nie złamał go ostatecznie. Otrząsnął się, zebrał niedobitków, sformował z nich tzw. „kompanię żorską” i poprowadził do kolejnego ataku, zdobywając Lenartowice.

Poseł, Związkowiec, Mąż Stanu

W wolnej Polsce, o którą tak krwawo walczył, Trojok stał się jedną z ważniejszych postaci śląskiego życia publicznego.

W 1935 roku odniósł wielki sukces, zostając posłem do Sejmu Śląskiego IV kadencji. Pełnił tam odpowiedzialne funkcje: był sekretarzem Komisji Pracy oraz Sprawozdawcą Komisji Budżetowo-Skarbowej, decydując o finansach wojewódzkich przedsiębiorstw. Równolegle rozwijał karierę związkową – w 1937 roku objął stanowisko Prezesa Zarządu Głównego Związku Zawodowego Pracowników Umysłowych.

Szczyt jego przedwojennej kariery przypadł na rok 1938. Został wówczas sędzią Okręgowego Sądu Koleżeńskiego OZN. Mieszkał wtedy w samym sercu Chropaczowa, przy Placu Niepodległości 1. Był to też czas osobistych wzruszeń – w cieniu nadciągającej wojny świętował wraz z żoną Jadwigą Srebrne Gody. To rzadka chwila prywatnego szczęścia przed nadciągającą katastrofą.

Swoją pozycję lidera świata pracy potwierdził tuż przed wybuchem II wojny światowej. 12 lutego 1939 roku w Katowicach (sala Powstańców) przewodniczył wielkiemu kongresowi na ponad 900 delegatów. Atmosfera była podniosła – zebrani uczcili minutą ciszy zmarłego właśnie papieża Piusa XI. Trojok twardo domagał się 10% podwyżki płac i przywrócenia samorządu w ubezpieczalniach, udowadniając, że do ostatnich dni pokoju walczył o byt śląskich rodzin.

„W Chropaczowie wojna wybuchła 16 sierpnia”

Wiosną 1939 roku, gdy Hitler zajął Pragę, Trojok wygłosił w Sejmie Śląskim słynne przemówienie, które przeszło do historii:

„Separatystami nigdy nie byliśmy i nie jesteśmy”

.

Dla niego i jego ludzi wojna nie zaczęła się 1 września. Na bronionym przez niego odcinku walki trwały już od 16 sierpnia. Trojok dowodził w Chropaczowie batalionem samoobrony, współpracując z lokalnym poetą Janem Przybyłą i naczelnikiem Rajmundem Smandzikiem.

Do decydującego starcia doszło w nocy z 29 na 30 sierpnia. Silna banda dywersyjna Freikorpsu Ebbinghaus zaatakowała miasto. Samoobrona dowodzona przez Trojoka dała im twardą odprawę. Według relacji, w kilkugodzinnej walce Polacy zabili 9 napastników, a 60 wzięli do niewoli, odstawiając ich do sztabu wojskowego w Piaśnikach. Trojok bronił Chropaczowa aż do nocy z 2 na 3 września, wycofując się dopiero wraz z regularnym wojskiem.

Cena Krwi: Zagłada synów

Józef Trojok zdołał uciec na wschód, ale jego rodzina zapłaciła za jego działalność straszną cenę. Nazistowska machina zemsty uderzyła w jego dzieci:

  • Augustyn (August) Trojok: Ten sam syn, który był bity jako dziecko w 1919 roku, został zamordowany przez hitlerowców. Zginął za to, że grał na akordeonie i śpiewał „Jeszcze Polska nie zginęła”.
  • Maksymilian Trojok: Trafił do obozu koncentracyjnego.
  • Karol Trojok: Walczył na zachodzie, we Francji, w szeregach słynnej 1. Dywizji Grenadierów.

Powrót i symboliczne zwycięstwo w Kędzierzynie

Trojok wrócił na Śląsk 16 marca 1945 roku. Nie szukał jednak odpoczynku. Już kilka dni później wyruszył jako członek grupy operacyjnej (wraz z Leonem Juraszem i Stanisławem Torbusem), by przejąć władzę administracyjną w powiecie kozielskim z rąk radzieckich komendantur.

Tutaj historia zatoczyła niezwykłe koło. Miejscowość, o którą krwawo walczył w 1921 roku i gdzie z rozpaczy chciał odebrać sobie życie – Kędzierzyn – stała się miejscem jego ostatecznego triumfu.

1 maja 1945 roku, zaledwie kilkanaście dni po przejściu frontu, jako pierwszy powojenny burmistrz Kędzierzyna, Józef Trojok uroczyście przeciął wstęgę w pierwszej polskiej szkole na tych ziemiach. Przemawiając do zgromadzonych na gruzach miasta mieszkańców, apelował o odbudowę polskiej edukacji. Było to symboliczne domknięcie jego życiowej misji.

Epilog: Wierni sobie do końca

Po powrocie z Kędzierzyna Józef Trojok osiadł w rodzinnym Chropaczowie. Wycofał się z wielkiej polityki, pozostając jednak żywą legendą powstańczych walk.

Mieszkańcy Chropaczowa zapamiętali ich z ostatnich lat jako nierozłączną parę spacerującą ulicami miasta: on, sędziwy weteran w mundurze z Orderem Odrodzenia Polski i innymi odznaczeniami, i ona – wierna towarzyszka życia, wspominana jako filar domu w czasach prób.

Józef Trojok zmarł 21 stycznia 1972 roku w Świętochłowicach. Spoczął na cmentarzu w swoim ukochanym Chropaczowie, żegnany jako jeden z ostatnich wielkich dowódców śląskiego zrywu.

Oś życia Józefa Trojoka

1890 (5 II) Urodzony w Nowej Wsi Królewskiej (ówczesna Królewska Nowa Wieś; powiat opolski).
1909 Współzakłada Towarzystwo Śpiewu „Echo” w Chropaczowie; działa w „Sokole” i Zjednoczeniu Zawodowym Polskim.
1913 Ślub z Jadwigą.
1919 Organizuje struktury POW w Chropaczowie; represje wobec rodziny.
1921 III Powstanie Śląskie: dowódca 3. kompanii „Czwartaków”; walki pod Kędzierzynem i Górą św. Anny; tworzy „kompanię żorską”, zdobywa Lenartowice.
1935 Poseł do Sejmu Śląskiego IV kadencji; funkcje w komisjach sejmowych.
1937 Prezes Zarządu Głównego Związku Zawodowego Pracowników Umysłowych.
1938 Sędzia Okręgowego Sądu Koleżeńskiego OZN; „Srebrne Gody” z Jadwigą.
12 II 1939 Przewodniczy kongresowi związkowemu w Katowicach (ponad 900 delegatów).
16 VIII – 3 IX 1939 Dowodzi samoobroną Chropaczowa; walki z dywersją Freikorpsu Ebbinghaus (noc 29/30 VIII); obrona do nocy 2/3 IX.
16 III 1945 Wraca na Śląsk; grupa operacyjna przejmuje administrację w pow. kozielskim.
1 V 1945 Jako pierwszy powojenny burmistrz Kędzierzyna otwiera pierwszą polską szkołę.
Po 1948 Po zakończeniu pracy w Kędzierzynie wraca do Chropaczowa; pozostaje symbolem i autorytetem powstańczym.
1972 (21 I) Śmierć w Świętochłowicach; pochówek w Chropaczowie.
Kliknij, aby zobaczyć bibliografię i źródła
Prasa przedwojenna (1924–1939)
  • Katolik (lata: 1924, 1937, 1938, 1939)
  • Polska Zachodnia (lata: 1928, 1931, 1934, 1938)
  • Katolik Polski (lata: 1931, 1934, 1935)
  • Gazeta Świętochłowicka (1935), Gazeta Powiatowa (1935)
  • Powstaniec Śląski (1935, 1936 – Raport bojowy)
  • Głos Pracownika Umysłowego (1937), Echo Pracownika Śląskiego (1937)
  • Polonia (1938 – Srebrne Gody), Powstaniec (1939 – Przemówienie sejmowe)
Dokumenty urzędowe
  • Ilustrowana monografja Województwa Śląskiego (1921-1936)
  • Album skorowidz Senatu i Sejmu RP oraz Sejmu Śląskiego (1935/40)
  • Sprawozdania Komisji Budżetowo-Skarbowej Sejmu Śląskiego (1937/38)
  • Gazeta Urzędowa Województwa Śląskiego (1938)
Prasa powojenna i Opracowania
  • Gazeta Robotnicza (1945 – Otwarcie szkoły w Kędzierzynie)
  • Goniec Górnośląski (1957, 1969, 1970 – Losy rodziny)
  • Życie Bytomskie (1958, 1959 – Cykl artykułów o walkach powstańczych)
  • Siemianowicki Rocznik Muzealny (2008, nr 7 – analiza wojskowa)
  • Filmowa Encyklopedia Powstań Śląskich II: Józef Trojok
1
0

Read more

Grafika tytułowa artykułu: Chropaczów 1910/1911 — księga adresowa

Chropaczów w księdze adresowej 1910/1911: ulice, zawody i nazwiska

flaczek.com · Chropaczów / „Schlesiengrube” · księga adresowa 1910/1911

Chropaczów (Schlesiengrube) w księdze adresowej 1910/1911 — ulice, zawody, nazwiska

„Bez RODO” 😉 — bo to świat sprzed ponad 110 lat. Poniżej pokazuję dla dzisiejszych mieszkańców Chropaczowa i Świętochłowic szybki, czytelny wyciąg z Adresbuchu (księgi adresowej) okolic Bytomia z lat 1910/1911.

Źródło: Adressbuch Beuthen O.-S. 1910/1911 Hasło miejscowości: „Schlesiengrube (früher Chropaczow)” Wyciąg: strony 18–19 (wykaz adresowy) + lead miejscowości

Jak czytać księgę

Infografika: jak czytać księgę adresową — ulica, zawód, adres
Jak czytać wpis w księdze: ulica • zawód • adres.

Co to jest „Adressbuch”?

To drukowana księga adresowa: zestawia urzędy, instytucje, a w rozdziałach miejscowości — wybrane osoby z zawodem i adresem. Nie należy jej traktować jak pełnego „spisu ludności”: to raczej fotografia tego, co wydawca uznał za przydatne.

Zapis: zachowujemy brzmienie źródłowe (DE). Fragmenty słabiej czytelne oznaczamy [?]. Skany źródła ↓

Co dokładnie opracowujemy?

Hasło miejscowości „Schlesiengrube” (dawny Chropaczów) oraz wykaz adresowy z dwóch stron (18–19). W tym odczycie zebraliśmy 226 wpisów.

Skany źródła (s. 17–19): zobacz na dole ↓

Chropaczów w liczbach

9573
mieszkańców (wpis w księdze)
328,72 ha
powierzchni (Landgemeinde + Gutsbezirk)
Morgenroth
wpisana stacja kolejowa + przystanek tramwajowy
Portret Chropaczowa/Schlesiengrube 1910/1911 — grafika archiwalna
Schlesiengrube (dawny Chropaczów) — portret miejscowości w pigułce.

Najważniejsze: księga sama mówi, że Schlesiengrube to Landgemeinde i Gutsbezirk, z pocztą, telegrafem, szkołami (m.in. ludową, rękodzielniczą dla chłopców, gospodarstwa domowego i dokształcającą), domem młodzieży, ochronką, biblioteką ludową, OSP, kasą oszczędnościowo-pożyczkową oraz przemysłem górniczo-hutniczym.

Opis miejscowości (DE) + tłumaczenie (PL)

Oryginał (DE) — hasło miejscowości
Schlesiengrube,
früher Chropaczow genannt, ist Landgemeinde und Gutsbezirk im Reg.-Bez. Oppeln.
Kreis, Amts- und Landgericht Beuthen mit 328,72 ha Flächeninhalt und 9573 Einw.
Eisenbahnstation Morgenroth, Straßenbahn-Station, gehört zum Fernsprechnetz Beuthen D.-S.,
hat Post- und Telegraphenamt, Volks-, Knabenhandfertigkeits-, Haushaltungs- und Fortbildungsschulen,
Jünglingsheim, Kleinkinderbewahranstalt und Volksbibliothek, freiw. Feuerwehr,
Spar- und Darlehnverein, Bergwerks- u. Hüttenbetrieb etc.
Tłumaczenie (PL) — wiernie, roboczo
Schlesiengrube, dawniej zwany Chropaczowem, jest gminą wiejską i obszarem dworskim
w rejencji opolskiej. Powiat, urząd i sąd ziemski: Bytom; powierzchnia 328,72 ha i 9573 mieszkańców.
Stacja kolejowa Morgenroth, przystanek tramwajowy; należy do sieci telefonicznej Bytomia (D.-S.);
posiada urząd pocztowy i telegraficzny, szkoły: ludowe, robót ręcznych dla chłopców,
gospodarstwa domowego i dokształcającą, dom młodzieży, ochronkę dla małych dzieci,
bibliotekę ludową, ochotniczą straż pożarną, kasę oszczędnościowo-pożyczkową,
a także górnictwo i hutnictwo itd.

TOP ulice i TOP zawody w naszym odczycie

Ulice (DE) — gdzie jest najwięcej wpisów?

Ulica (DE)Wpisów
102
41
21
20
11
8
6
6
3
3
2
1
1
1

Kliknięcie nazwy ulicy ustawi filtr w tabeli poniżej. Jeśli w Twoim WordPressie skrypty są blokowane, użyj po prostu Ctrl+F / ⌘F w tabeli.

Zawody (DE) — co najczęściej wpisywano?

Zawód (DE)Wpisów
Hausbesitzer41
Lehrer21
Maschinenwärter12
Kaufmann6
Bäckermeister6
Schlosser6
Oberhauer5
Hausbesitzerin5
Schneidermeister5
Fleischermeister5
Barbier4
Musiker4
Briefträger3
Gasthausbes.3
Polizei-Sergeant3
Schichtmeisterassist.3
Steiger3
Chemiker2
Gastwirt2
Rektor2
pozostałe (75 innych zawodów)83

Najwięcej jest kategorii „Hausbesitzer” (właściciel domu) i „Lehrer” (nauczyciel) — a potem cała mozaika zawodów związanych z ruchem zakładów, koleją, urzędem, handlem i usługami.

Wykaz adresowy — wszystkie nazwiska z odczytu (str. 18–19)

Schemat ulic z nazwami Beuthenerstr. i Hüttenstr. — grafika do wykazu adresowego
Ulice w brzmieniu źródłowym (DE) — dekoracyjny plan do wykazu.
—
Nazwisko i imię (jak w księdze)Zawód (DE)Ulica (DE)NrStr.Uwagi
Bernaski PaulLehrerSchmiedestr.3a18
Binag MaxKaufmannBeuthenerstr.3418
Blaszczyk RobertFleischermeisterBeuthenerstr.3318
Blotto MartinSchlafhausverwalterScholstr.1018
Bomba SamuelWagenmstr.Beuthener Ch.1118
Borgz FranzHausbesitzerHüttenstr.1418
Bothmann PaulHäuserverwalterBeuthenerstr.4118
Budnik ArturExpediteurBeuthenerstr.2318
Cassar AlbertBäckermeisterBeuthenerstr.1218
Czech TheofilBüroassistentBeuthenerstr.1518
Czichon JosefSattlermeisterBeuthenerstr.14a18
Derber AnnaHausbesitzerinSchmiedestr.318
Dräse FranzFahrsteigerGrubenstr.218
Drobny FranzFleischermeisterBeuthenerstr.1518
Drobnowolski Bronislaw[?]UhrmacherBeuthenerstr.2218wpis niepewny na skanie ([?])
Dudel JosefKaufmannScholstr.718
Dworakiel JohannHausbesitzerHintergasse218
Dymet MarieHausbesitzerinBeuthenerstr.718
Dziallach AlexHausbesitzerBeuthenerstr.40a18
Fabisch JohannHausbesitzerPoststr.318
Fabisch JosefHausbesitzerHüttenstr.2418
Fritz MarieHaushaltungslehrerinBeuthenerstr.2418
Fischer PaulWerkmeisterGrubenstr.218
Fitzel AndreasHausbesitzerBeuthenerstr.9a18
Fitzel FranzHausbesitzerBeuthenerstr.918
Friebel RudolfFahrmeisterHüttenstr.518
Friedrich EmilieOberlehrerswitweBeuthenerstr.2318
Friedrich RobertSteigerGrubenstr.318
Frzeciot AloisPostverwalterBeuthenerstr.23a18
Cajowski JuliusMaschinenwärterBeuthenerstr.4018
Geeck-ReinholdLehrerSchmiedestr.3a18
Gnielka JohannHausschlächterBeuthenerstr.2718
Golla AloisStraßenaufseherBeuthenerstr.1718
Gorzel ArturBetriebsassistentBeuthenerstr.4518
Goschütz Eman.Gemeindebeamt.Beuthenerstr.318
Greiner Joh.Gemeinde-RendantSchmiedestr.318
Grzeschik MartinSchichtmeisterassist.Hüttenstr.2518
Grzesik RudolfModelltischlerHintergasse218
Grzyb AdamSchneidermeisterVorwerkstr.418
Gyell EmanuelSchlosserBeuthenerstr.2618
Gwozdz AlbertHausbesitzerHintergasse618
Haase-KonradOberbahnassistentSchmiedestr.418
Haenisch KonradMaschinenmeisterGrubenstr.218
Hanfter JosefLehrerSchmiedestr.3a18
Hartel FelixPrivatschreiberColonie Drobrotki418
Hauen August—Beuthenerstr.718brak zawodu w wierszu
Herb ErichPfeffertüchlerBeuthenerstr.3218
Herb OlgaWurstkosthändlerinBeuthenerstr.2118
Herber FranzSchneidermeisterSchmiedestr.518
Heppner FranzMaschinenwärterHüttenstr.1418
Jaron JulieHausbesitzerinBeuthenerstr.3918
Jendrezki TheodorHausbesitzerSchmiedestr.418
Jendrysch ViktorBriefträgerBeuthenerstr.23a18
Jeziorski KatharinaUhrmacherBeuthenerstr.2218
Juraszczyk PeterHausbesitzerScholstr.518
Jüttner EmanuelLehrerScholstr.118
Klaczynski JosefGemeindevorsteherBeuthenerstr.2218wpis niepewny na skanie ([?])
Kalpka EugenBarbierBeuthenerstr.3318
Komalla RobertFleischerBeuthenerstr.2618
Lanic JosefLehrerHintergasse118
Kapp MaxLehrerBeuthenerstr.3418
Kau WilhelmLehrerSchmiedestr.3a18
Kessler RichardHütteninspektorHüttenstr.1218
Kifka PaulMaschinenwärterBeuthenerstr.2618
Klitoski BertaGasthausbesitzerinBeuthenerstr.1118
Klimczyk MichaelHausbesitzerBeuthenerstr.1518
Kluger OttoLehrerBeuthenerstr.2318
Knopp JosefOberhauerSchmiedestr.718
Kolott JosefGlasermeisterBeuthenerstr.1218
Koniecko FranzGastwirtBeuthenerstr.2318wpis niepewny na skanie ([?])
Kopek LudwigViktualienhandlungHüttenstr.1018
Kopietz AugustHändlerBeuthenerstr.2518
Korbella EduardSchichtmeisterassist.Grubenstr.218
Koch ValentinMaschinenwärterHüttenstr.518
Kostur JosefHausbesitzerHüttenstr.1118
Kowoll EduardMusikerBeuthenerstr.2618
Kowollik Albert IHausbesitzerHüttenstr.4a18
Kowollik Albert IIHausbesitzerScholstr.418
Kowollik AntonHausbesitzerScholstr.618
Kowollik NorbertHausbesitzerBeuthenerstr.2618wpis niepewny na skanie ([?])
Kozef JosefElektrikerHüttenstr.2118
Kraska AlfonsGastwirtHubertusstr.118
Kroliban ArthurLehrerBeuthenerstr.2318
Kruse AntonSchneidermeisterHüttenstr.2618
Kubeth EmanuelBäckermeisterScholstr.118
Kulas LudwigSteigerGrubenstr.318
Kurbaschi FranzBäckermeisterHüttenfeld618
Lusch BernhardInvalideHubertusstr.318
Labus AugustMaschinenwärterBeuthenerstr.2918wpis niepewny na skanie ([?])
Langer FranzHausbesitzerPoststr.718
Langisch JuliusMalermeisterBeuthenerstr.1118
Dr. Leibniz JosefChemikerHüttenstr.1218
Leuschner HermannBergverwalterGrubenstr.318
Leutner BartholomäusHausbes.Hintergasse418
Lewan RudolfPolizei-SergeantBeuthenerstr.3918
Libera JohannBäckermeisterBeuthenerstr.3518
Ligus JohannHausbesitzerGrubenstr.118
Lipina KarlTagessteigerBeuthenerstr.218
Lischka JosefLehrerSchmiedestr.418
Loebinger ViktorKaufmannScholstr.118
Loch PhilippBriefträgerHüttenstr.1018
Lowowski GeorgKaufmannBeuthenerstr.2318
März WilhelmKammermeisterHüttenstr.4a18
Michalik Alex.MaschinenwärterBeuthenerstr.2018
Michalik JohannKantinenwirtHüttenstr.1318
Michalik MathiasRestaurateurBeuthener Ch.818
Michalski FranzLehrerSchmiedestr.3a18
Milik PaulLehrerBeuthenerstr.3518
Moeche HeinrichLehrerSchmiedestr.418
Möblinger AlfredChemikerHüttenstr.1218
Morawietz JosefStreckenwärterHüttenstr.8c18
Mroncz KarlPolizei-SergeantScholstr.718
Mropietz MichaelHausbesitzerHüttenstr.2918
Müller PaulPlatzmeister[?]Friedrichstr.218
Murlowski RichardFleischermeisterHubertusstr.218
Neugehauer KarlLehrerSchmiedestr.319
Niedenau FranzLehrerBeuthenerstr.219
Nonnast JuliusGend.-Wachtmstr.Beuthenerstr.2419
Obitz KarlBarbierBeuthenerstr.819
Opaschowski Aug.Vollziehungsbtr.Beuthenerstr.319
Pajont PaulMaschinenwärterHüttenstr.519
Patas JuliusGemeindesekr.Beuthenerstr.2119
Pfeffer FranzPolizei-SergeantHüttenstr.519
Piechulle FranzKartoffelhändlerBeuthenerstr.2319
Pietruschka ValentinHausbesitzerHüttenstr.3019
Pietz JosefHausbesitzerScholstr.1719
Pisturek AlbertAufseherScholstr.1119
Pitas CasimirHausbesitzerSchmiedestr.619
Plesz HansWerkführerGrubenstr.319
Pohl GustavRentierBeuthenerstr.3919
Pohl GustavLehrerBeuthenerstr.3919
Potorny JohannMaschinenwärterBeuthenerstr.4319
Polok JosefBäckermeisterHintergasse119
Poppe JohannesOberhauerBeuthenerstr.1119
Preis ReinholdAufseherBeuthenerstr.1119wpis niepewny na skanie ([?])
Profopp PaulMusikerBeuthenerstr.1219
Pronobis Joh.HausbesitzerBeuthenerstr.1219wpis niepewny na skanie ([?])
Pyttel TheodorMaschinenwärterCol. Drobrotki319
Rabsch AugustBriefträgerBeuthenerstr.23a19wpis niepewny na skanie ([?])
Rach AntonHausbesitzerScholstr.819
Dr. Reicher Georgprakt. ArztBeuthenerstr.2219
Richter GottfriedDrogistBeuthenerstr.119
Rieger PaulRektorBeuthenerstr.119
Rischer Joh.Schlafhausverw.Hüttenstr.8c19
Rosenberg ValentinMalerHüttenstr.219
Roth WaldemarBarbierBeuthenerstr.2419
Rother BenediktLokomotivführerHüttenstr.8c19
Rugarczyf AntonSchmiedBeuthenerstr.23a19
Rugarczyf PaulSchlosserBeuthenerstr.23a19
Ryzdek FranzHausbesitzerHüttenstr.2319
Ryzdek JohannHausbesitzerPoststr.819
Ryzdek PeterHausbesitzerBeuthenerstr.3719
Rzymann AndreasGastwirtstellvertr.Hüttenstr.1819
Rzyttki AugustPostboteScholstr.419
Salwiszek EmilMotorführerBeuthenerstr.1519
Salwiszek JosefRestaurat.Beuthenerstr.1519wpis niepewny na skanie ([?])
Saternus PeterHausbesitzerHüttenstr.1019
Schaffer KarlLehrerSchmiedestr.419
Schefszny EmanuelOberhauerFriedrichstr.219
Schejot VinzentSchneidermeisterBeuthenerstr.3819
Szeliga BarbaraHausbesitzerinHüttenstr.619
Szeliga JohannHausbesitzerHintergasse319
Scheuermann AlfredLehrerBeuthenerstr.23a19
Schibielok PeterMaschinenwärterScholstr.1219
Schitora JosefMusikerBeuthenerstr.819
Schirrbauer FidorGasthausbes.Beuthenerstr.3619
Schlinsog MaxRechnungsassistentFriedrichstr.319
Schliwa VinzentHausbesitzerScholstr.1519
Schliwioß Franz—Poststr.1019zawód nieczytelny w kadrze
Schmidt AugustGasthausbes.Beuthenerstr.2319
Schmidt GeorgObersteigerGrubenstr.219
Schneider KarlLehrerSchmiedestr.3a19
Schudeja FranzMaschinenwärterBeuthenerstr.1019
Schwaynoch GeorgLehrerBeuthenerstr.2319
v. Schweinitzchen GeorgSteigerGrubenstr.219
Szeuszny JohannBäckermeisterBeuthenerstr.2519
Seidel ReinholdBarbierBeuthenerstr.2919
Selzer AlfredSchlosserBeuthenerstr.1219
Selzer BrunoWerkmeisterBeuthenerstr.1519
Semtner FranzRektorBeuthenerstr.3919
Sentfleben Fried.Polizeiwachtmstr.Hintergasse119
Siegmund PaulFahrmeisterScholstr.919
Strzysel PaulSchlosserBeuthenerstr.2119
Stubella AugustMusikerScholstr.11a19
Swandzik DominikHausbesitzerSchmiedestr.719
Spruß AlbertHausbesitzerBahnstr. (Neubau)—19
Spruß BernhardGasthausbesitzerHüttenstr.1819
Spruß JulianneHausbesitzerinScholstr.919
Spruß PeterHausbesitzerBeuthenerstr.3319
Spruß StefanSchlosserBeuthenerstr.22a19
Spyra ConstantinHausbesitzerBeuthenerstr.819
Spyra ErnstVermessungsassistentBeuthenerstr.4519
Socha TheodorFleischermeisterBeuthenerstr.3619
Sollmann PaulRestaurateurBeuthenerstr.1419
Sonka CarlHausbesitzerSchmiedestr.119
Stasch TheofilSchneidermeisterSchmiedestr.419
Stanjek KonradHilfsweichenstellerHüttenstr.8d19
Studzinski JohannHausbesitzerHüttenstr.9a19
Thauner FranzOberlehrerswitweSchmiedestr.3a19
Thiele OttoIngenieurFriedrichstr.319
Thiemann MinnaFleischbeschauerinBeuthenerstr.2619
Titz PaulKorrespondentHüttenstr.519
Titz VictorMaschinentechnikerHüttenstr.519
Titz WaldemarSchichtmeisterassist.Hüttenstr.519
Titz Walt.Schichtmeister-WitweHüttenstr.519
Tonniger AntonHausbesitzerHüttenstr.2519
Tonniger FranzSchlosserScholstr.1219
Wadas PaulPolizeisergeantBeuthenerstr.2719
Wallusch JohannHausbesitzerColonie Drobrotki119
Wawro FranzTischlermeisterBeuthenerstr.2019
Weinert PaulKaufmannBeuthenerstr.2419
Weingarten HeleneLehrerinHüttenstr.2119
Widorn RudolfOberhauerBeuthenerstr.2219
Wienstowicz BerthGasthausbes.Beuthenerstr.1419
Winkler OswaldBetriebsassistentFriedrichstr.319
Wojtala KarlLehrerBeuthenerstr.2319
Wojtek EmilFleischermeisterBeuthenerstr.3219
Wojtynek FranzRestaurat.Hüttenstr.1119
Wolin ReinholdKlempnermstr.Scholstr.119
Wolka JohannKaufmannHüttenstr.219
Wosch LorenzHausbesitzerPoststr.919
Woschnika VinzentHausbesitzerHüttenstr.819
Wrona JohannSchuhmacherBeuthenerstr.23a19
Wrzyscz JosefMaschinenwärterPoststr.419
Zurek SylvesterHausbesitzerBeuthenerstr.519
Zymet AugustOberhauerFriedrichstr.219

Ulice: zapis źródłowy (DE). Identyfikacja ze współczesnymi nazwami wymaga map z epoki. Skany ↓

Mini-słownik i miejsca niepewne

Zawody w księdze adresowej: Hausbesitzer, Lehrer, Steiger, Schlosser — grafika
Najczęstsze zawody w wyciągu z księgi (1910/1911).

Ulice (dosłownie, bez przypisywania współczesnych nazw)

  • Beuthenerstr. — „bytomska” (kierunkowo)
  • Hüttenstr. — „hutnicza”
  • Grubenstr. — „kopalniana”
  • Schmiedestr. — „kowalska”
  • Scholstr. — od „Schule” (szkoła)
  • Poststr. — pocztowa
  • Hintergasse — „tylna uliczka”
  • Beuthener Ch. — skrót od „Beuthener Chaussee” (szosa)
  • Col./Colonie — kolonia (np. Dobrotki)

Najczęstsze zawody (proste objaśnienia)

  • Hausbesitzer(in) — właściciel(ka) domu
  • Lehrer / Lehrerin — nauczyciel / nauczycielka
  • Steiger / Obersteiger — sztygar / starszy sztygar
  • Oberhauer — górnik przodowy (termin „kopalniany”)
  • Maschinenwärter — obsługa/dozór maszyn
  • Lokomotivführer — maszynista
  • Weichensteller — zwrotniczy
  • Briefträger / Postbote — listonosz
Miejsca, które w tym odczycie oznaczyliśmy jako niepewne (warto sprawdzić w PDF/ostrzejszym skanie): Drobnowolski Bronislaw[?], Klaczynski Josef (nr), Koniecko Franz (pisownia), Labus August (nr), Müller Paul (czy „Platzmeister”?), Schliwioß Franz (brak zawodu w kadrze), Rabsch August (pisownia).

Skany źródła (dla wglądu)

Poniżej fragmenty stron księgi adresowej 1910/1911, na których oparto wykaz. To materiał źródłowy — pokazujemy go dla przejrzystości.

Źródła i uwagi edytorskie

Źródło podstawowe:

  1. Adressbuch für Beuthen O.-S. … 1910/1911 — rozdział: „Schlesiengrube” (s. 17–19). Wpis oparto na odczycie/transkrypcji przygotowanej na podstawie skanów..

Uwagi edytorskie: Zachowano brzmienie oryginału (DE). Odczyty niepewne oznaczono jako [?].

0
0

Read more

Kolorowy szkic procesji mieszkańców Chropaczowa idących ulicą w stronę kościoła, w tle huta i kopalniane szyby z dymiącymi kominami, w stylu starej ilustracji prasowej.

Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1907–1922). Część 2 – kopalnia „Śląsk”, wojna i spór o nazwę gminy

Czarny Chropaczów · prasa śląska 1906–1922

Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1906–1922). Część 2 – wojna, plebiscyt i wielka polityka

W drugiej części przeglądu roczników „Dziennika Śląskiego” śledzimy Chropaczów od schyłku epoki kajzera po czas I wojny światowej, powstań śląskich i plebiscytu. Z jednej strony – codzienne bójki, procesy, wypadki na kopalni „Śląsk” i sporządzanie protokołów w bytomskiej izbie sądowej. Z drugiej – spór o nazwę gminy, walka o własną parafię, agitacja polskich towarzystw, komitety plebiscytowe i pamięć o powstańcach.

Pierwszą część, obejmującą lata 1898–1906, znajdziesz tutaj: Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1898–1906). Część 1 – bójki, tyfus i święte procesje .

Skocz do sekcji:

Nazwa gminy, kościół i rządy sołtysów

„Pruski chrzest” Chropaczowa

W 1908 roku w „Dzienniku Śląskim” pojawia się głośny tekst o tak zwanym „pruskim chrzcie” Chropaczowa. Według autora germanizatorom od dawna marzy się, żeby polską nazwę wsi zastąpić czymś „szlachetniejszym” – padają pomysły typu „Fürstenberg” i inne eleganckie, ale obce brzmienia. Ostatecznie rada gminna uchwala nazwę „Schlesierau”, co korespondent komentuje z ironią i proponuje, by – skoro już zmieniać – nazwać miejscowość bardziej dosadnie: „Jammertal” albo „Padół narzekania”.Rok później sprawa wraca. W 1909 r. zarząd gminny zamierza ochrzcić miejscowość mianem „Schlesiengrube”, ale regencja w Opolu nie zgadza się na tę nazwę. Znów słychać o „Chropaczowie” w rubryce „Chrzest pruski z trudnościami” – czasowo zatrzymano germanizowanie, choć sam pomysł bynajmniej nie znika.

Kościół, parafia i spory o proboszcza

Równolegle trwa wieloletnia walka o własny kościół i parafię. W 1907 roku gazeta relacjonuje „sprawę budowy kościoła” – przedsięwzięcie, którym interesuje się księżna Donnersmarck. Padają propozycje, gdzie świątynia ma stanąć, ile ziemi przeznaczyć pod budowę i w jaki sposób mają się do tego włączyć bogatsze rody oraz kopalnia.Kilkanaście lat później, po wojnie, przychodzi przełom. W numerze z 1921 roku opublikowano obszerne rozporządzenie kardynała Bertrama o usamodzielnieniu kuracji w Chropaczowie. Kościół Najświętszej Maryi Panny Różańcowej staje się pełnoprawną parafią, obejmującą gminę i okoliczne kolonie, z własnym proboszczem i prawami probostwa. Dokument, datowany na marzec 1921 r., ogłoszono na ambonach w czerwcu tego samego roku – Chropaczów wychodzi spod cienia parafii lipińskiej.Sprawom kościelnym towarzyszą czasem „dziwne sprostowania”. W 1916 r. drukuje się długi tekst o sporze wokół listu dziewcząt z gminy chropaczowskiej, które wysłały do gazety podziękowanie za piękną uroczystość dla młodzieży. W imieniu tych samych dziewcząt odzywa się grupa mężczyzn, domagając się sprostowania. Korespondencja obrasta w plotki o świecach, procesjach i rzekomym „skandalicznym” zachowaniu – redakcja konkluduje, że tak naprawdę nie bardzo jest co prostować, bo więcej tu urażonych ambicji niż realnych zarzutów.
Ilustracja: urzędnicy przed gminą zdejmują napis „Chropaczów” i wieszają tablicę „Schlesiengrube”, początek XX wieku.
Pruski „chrzest” Chropaczowa – urzędnicy zamieniają polską nazwę na niemiecką tablicę.

Sołtysi, podatki i jubileusze

Gmina ma też swoje wewnętrzne spory. W 1908 r. mieszkańcy skarżą się na nowy podatek od wartości domów i gruntów oraz tzw. czynsz wodny. W notce z rubryki „Wiadomości potoczne” autor skomentuje to gorzko słowami, że „smutne nastały czasy dla chropaczowskich gospodarzy” i że nazywa się to „cywilizacją, czyli kulturą niemiecką”.Kilka lat później, w 1918 r., ten sam korespondent pisze tekst „W sprawie mieszkań”. Opisuje w nim kryzys mieszkaniowy – paradoksalnie, w Chropaczowie jest sporo pustych mieszkań, ale znajdują się one w robotniczych koszarach i domach stojących w pobliżu kopalnianych dołów z wodą i gliną. Artykuł kończy się zdaniem: „Z tych powodów smutne są widoki na przyszłość dla Chropaczowa”.Na koniec okresu pojawia się bardziej uroczysta nuta. W 1922 r. „Dziennik Śląski” odnotowuje jubileusz 25-lecia sołtysa Patasa, który od ćwierć wieku stoi na czele gminy świętochłowickiej z Chropaczowem. Prasa niemiecka rozpisuje się o jego zasługach dla rozwoju miejscowości, podkreślając m.in. inwestycje komunalne i uporządkowanie finansów gminy.

Gospodarze kontra książę Donnersmarck

W listach do gazety często powraca konflikt między małymi gospodarzami a wielkim właścicielem dóbr – księciem Donnersmarckiem. W 1908 r. korespondent opisuje, jak przy cegielni parowej „książęcej” wybiera się glinę z pól, tworząc głębokie na kilka metrów doły. Na sąsiednim polu pani Klimczykowej powstaje olbrzymi wyrwisko, które zalewa wodą i zabiera urodzajną ziemię. Gospodarze liczą straty, książę – jak wylicza autor – ma z hut i kopalń milionowe zyski.W 1909 roku gazeta relacjonuje długi, kilkuletni proces pana Sprusa z Chropaczowa przeciw księciu z Nowego N. o utrudnione wywożenie piasku. Przy szosie do Piasnik właściciel odkrywa dobre złoża piasku formierskiego, ale kopalnia i władze nie zgadzają się na poprowadzenie nowej drogi. Po latach sprawy sąd orzeka na korzyść Sprusa – książę ma wypłacić około 20 tysięcy marek odszkodowania i zbudować dogodny zjazd z szosy.Z perspektywy chłopskich gospodarstw to jednak małe zwycięstwa. Autorzy listów przypominają, że Donnersmarck tylko w jednym roku ma mieć kilka milionów zysku „ze Śląska”, podczas gdy rolnicy z Chropaczowa wloką się z procesami latami i często nie są w stanie udowodnić szkód po zalanych i zapadniętych polach.

Bójki, procesy i „niepoprawni” z Chropaczowa

Ilustracja: mała izba sądowa w Bytomiu, na ławie oskarżonych robotnik z Chropaczowa, sędzia i kilku widzów.
Izba sądowa w Bytomiu – wielu bohaterów drobnych notek z Chropaczowa kończy właśnie tutaj.

Od sporów sąsiedzkich po zabójstwa

W 1906 r. czytamy list „Od Chropaczowa”, w którym autor opisuje konflikt o chlewik i brakujące deski. Gospodarz twierdzi, że sąsiad „wybudował się” z drewna należącego do wspólnego pomieszczenia. Kiedy sprawa trafia do sądu, okazuje się, że koszt procesu przerasta wartość spornych desek – ale złość, obrazy i „honor” mają swoją cenę.Kilka następnych notek jest znacznie mroczniejszych. W 1907 roku dwóch mężczyzn z Chropaczowa staje przed sądem przysięgłych oskarżonych o zabójstwo murarza Dzimerczyka, zatrudnionego w kopalni „Śląsk”. W 1908 r. na ławie oskarżonych siadają murarze Gapon i Ficek, którym zarzuca się, że pobili bednarza Dziemnego tak dotkliwie, iż ten umiera – sąd skazuje ich na wieloletnie kary więzienia i utratę praw honorowych.Mniej tragiczny, ale wymowny jest opis „wybryków” młodzieży. W 1908 r. „banda młodych buksów” z bismarkowskiej szkoły, wracając z wyborów, śpiewa, krzyczy i bije przechodniów tak, że na miejsce musi przyjechać lekarz. Sąd rozdziela po kilka miesięcy więzienia – autor komentuje, że rodzice powinni „pozamykać szynki”, jeśli chcą mieć spokój z młodocianymi hulakami.

Szajki złodziei, dezerter i „ofiary moralności”

W latach 1915–1918 pojawia się cała galeria złodziei, rabusiów i recydywistów. Mamy więc górnika Mrozka z Chropaczowa, który po serii oszustw i bezprawnym noszeniu munduru żołnierskiego ucieka z aresztu, ale zostaje złapany na dworcu; rzeźnika Kwasnego, skazanego za włamanie do mieszkania Lipoka; szajkę koniokradów, w której główną rolę odgrywają Wilczek z Chropaczowa i jego koledzy z Łagiewnik; rabusia M. Wagnera, który wpada z bronią, nabojami i sztyletem w ręce lipińskich żandarmów.Osobną sprawę stanowi Józef Nosol z Chropaczowa, wielokrotnie karany za przestępstwa przeciw moralności. W 1916 r. gazeta opisuje jego proces o usiłowanie gwałtu: rozprawa toczy się przy zamkniętych drzwiach, a wyrok brzmi na kilka lat ciężkiego więzienia. Z tego samego roku pochodzi notatka o żołnierzu Janie Czai z Chropaczowa – dezerterze, który przez rok ukrywa się w różnych okolicach, by w końcu stanąć przed sądem wojennym i usłyszeć wyrok sześciu lat więzienia oraz degradacji.

Kopalnia „Śląsk”, kolejka i codzienne wypadki

Ilustracja: kopalnia „Śląsk”, kolejka elektryczna i przewrócony wóz konny po wypadku.
Kopalnia „Śląsk” i kolejka – tło wielu notek o wypadkach, potłuczonych furmankach i śmiertelnych zasypaniach.
W drugiej części kroniki Chropaczowa motyw wypadków na kopalni „Śląsk” i w jej okolicy wraca niemal obsesyjnie. W 1909 r. śmierć ponosi górnik Jaroszek z Chropaczowa, zasypany przez walące się węgle. W 1910 i 1915 roku gazeta dwukrotnie wspomina o ciężkich ranach górnika Fily, okaleczonego przez nieprawidłowo wybuchający nabój. W 1915 r. robotnik Swada łamie nogę i odnosi liczne rany, gdy zasypują go spadające węgle.Tragiczne są też wypadki młodocianych. W 1922 roku piętnastoletni robotnik Śliwka z Chropaczowa wpada do 45-metrowego szybu kopalni „Florentyna” i ginie na miejscu. W innym miejscu gazety czytamy o kolejarzu, który w drodze do pracy zostaje potrącony przez kolejkę na torze między Łagiewnikami a Chropaczowem.Nie wszystkie notki kończą się śmiercią. W 1910 roku murarz J. Lorenc z Chropaczowa ratuje z hutniczego stawu 15-letnią Gertrudę Stachulę – za tę akcję ratowniczą on i dwaj jego pomocnicy otrzymują nagrody pieniężne od władz rejencyjnych. W 1916 r. pojawia się zaś zagadkowy przypadek oficera Tschauenera z Chropaczowa, którego nieprzytomnego znajduje się przy torach kolejki; lekarz stwierdza zarówno ciężkie potłuczenia, jak i rany od noża lub sztyletu, więc gazeta zastanawia się, czy to nieszczęśliwy wypadek, czy napad.

Polskie towarzystwa, teatr i spory o oświatę

Ilustracja: wnętrze sali gminnej, chór polskiego towarzystwa śpiewaczego z Chropaczowa ćwiczy pieśni.
Towarzystwa śpiewacze i „Towarzystwo Polek” – polskie życie społeczne w Chropaczowie.
Od 1909 roku coraz częściej pojawiają się w gazecie polskie towarzystwa z Chropaczowa. Korespondent zachęca dziewczęta z gminy, by zapisywały się do miejscowego towarzystwa śpiewaczego, które ma podtrzymywać polską pieśń i kulturę. Wkrótce potem odnotowuje się pierwszy występ kółka śpiewaczego „Echo” w miejscowym kościele – zachwyt wiernych psują tylko „jacyś tańcy”, którzy na chórze próbują śpiewowi przeszkodzić, prawdopodobnie członkowie niemieckiego „ferbandu”.Po wojnie pojawia się nowy bohater: Towarzystwo Polek w Chropaczowie. W 1921 r. redakcja drukuje najpierw list „Franka z Chropaczowa”, który narzeka, że w jego wsi towarzystwa polskie niby istnieją, ale nic nie robią – nie organizują zabaw, nie dbają o ubogą młodzież, a na tle innych miejscowości wypadają blado. W odpowiedzi odzywa się „Franciszka z Chropaczowa”, przedstawiając drugą stronę: Tow. Polek ma ledwie rok, a już zorganizowało gwiazdkę dla biednych, wspiera Czerwony Krzyż i wysyła delegacje na polskie zjazdy. Autorka prosi, by mniej się kłócić o przedstawienia teatralne, a bardziej wychowywać dzieci w polskim duchu.Spór o teatr wraca w 1922 roku, gdy miejscowy „Sokół” wystawia sztukę „Kościuszko pod Racławicami”. Korespondent złośliwie punktuje niedostatki amatorskiej gry, nieodpowiednie stroje i zbyt swobodne podejście do alkoholu, ale jednocześnie przyznaje, że takie występy są dla Chropaczowa ważną lekcją historii i oświaty – pod warunkiem, że nie przerodzą się w zwykłą zabawę „przy bufecie”.

Wojna światowa: front, dezercje i żelazny krzyż

Ilustracja: żołnierz z Chropaczowa w okopach I wojny światowej, w tle krzyże na cmentarzu polowym.
Mieszkańcy Chropaczowa na frontach I wojny światowej – między odznaczeniami a śmiercią.
Lata 1914–1918 zmieniają ton gazetowych wzmianek. Pojawiają się listy z frontu, nekrologi i notki o odznaczeniach. W 1916 r. gazeta informuje, że żołnierz Józef Dziuba z Chropaczowa otrzymał order żelaznego krzyża – nazajutrz po odznaczeniu zostaje jednak ciężko ranny. Rok później czytamy o śmierci Edwarda Wygasza z Chropaczowa, który umiera w szpitalu polowym we Francji po ciężkim okaleczeniu; miał zaledwie 22 lata.Wojna wdziera się też w życie cywilne. W 1916 r. górnik Klimas z Lipin, idąc do pracy do Chropaczowa, zostaje zastrzelony przez żołnierza stojącego na warcie – ten bierze go za rosyjskiego jeńca. W innym numerze opisuje się dezertera Jana Czaję z Chropaczowa, który po ucieczce z wojska przez rok ukrywa się w okolicznych miejscowościach, aż wreszcie trafia przed sąd wojenny.Wojenne lata przynoszą też ofiary cywilne, których okoliczności nie są do końca jasne. W 1919 r. 32-letni górnik Rafał Copik z Lipin, idąc do teściów do Chropaczowa, pada ofiarą kuli gdzieś na drodze – pozostawia żonę i czworo dzieci. Gazeta notuje zwięźle fakt, bez szerszego komentarza, ale w tle pobrzmiewa napięcie okresu powstań i niepewnych granic.

Powstania, plebiscyt i komitety z Chropaczowa

W latach 1920–1921 „Dziennik Śląski” zaczyna widzieć Chropaczów także przez pryzmat powstań śląskich i plebiscytu. W 1920 r. ukazuje się apel do rodaków z Chropaczowa, przypominający o rocznicy wybuchu I powstania górnośląskiego. Komitet organizuje zebranie, zamierza urządzić odczyty i zbiórkę kwiatów na groby poległych powstańców – autor zachęca: „Nie zapominajcie waszych współbraci w tych pamiętnych dniach”.W 1921 r., podczas trwania III powstania, pojawia się duże sprawozdanie „z powiatu bytomskiego”. Rozbark, Piekary, Szarlej i inne miejscowości obsadzają oddziały powstańcze. Z Szombierek, Bobrka, Orzegowa i Chropaczowa donoszą, że władza znajduje się w rękach powstańców. W tle trwają walki o mosty, urzędy gminne, stacje kolejowe.W tym samym czasie tworzą się komitety parytetyczne – mieszane polsko-niemieckie ciała, które mają czuwać nad porządkiem podczas plebiscytu. W Chropaczowie-Dwór do komitetu wchodzą ze strony polskiej m.in. Kandora, Sosna, Paszek i Matusik, ze strony niemieckiej – Weinhold, Morawiecz, Stryczek, Slania i Filla. Gazeta prosi mieszkańców dworu o przekazywanie członkom komitetu rzetelnych informacji o nadużyciach.

Codzienność po wojnie: mieszkania, łaźnia, czerwony krzyż

Wojna i powstania nie zlikwidowały zwykłych, bardzo przyziemnych problemów. W 1918 roku gmina zakłada kąpielisko, które cieszy się ogromną popularnością – korzystają z niego robotnicy, rzemieślnicy, kupcy. Po pewnym czasie kąpielisko zamyka się „dla oszczędności węgla”. Korespondent oburza się, że w tym samym czasie kopalnie i huty spalają setki tysięcy centnarów węgla, a zwykłym mieszkańcom odmawia się możliwości umycia ciała: „Publiczność Chropaczowa skazana jest na kąpiele w Bytomiu”.Inny problem to studnie i zaopatrzenie w wodę. W 1909 r. władza nakazuje zamknięcie starej, około 60-letniej studni gminnej w dzielnicy Dobrocki jako rzekomo szkodliwej dla zdrowia. Gmina protestuje, bo studnia była przez długie lata jedynym źródłem wody dla Lipin i Chropaczowa; zostaje tylko możliwość otwarcia jej w razie pożaru.Na tle kryzysu i biedy wyróżnia się inicjatywa Czerwonego Krzyża Polskiego. W 1920 r. zarząd miejscowy zwraca się z gorącą prośbą do obywateli Chropaczowa: zbliżają się święta, a sieroty i wdowy nie mają żadnego wsparcia. Zawiązuje się koło Czerwonego Krzyża, przyjmujące datki w markach i naturze, a autor listu przypomina, by „jeszcze raz” otworzyć serca na potrzeby najbiedniejszych.Gdzieś między tymi poważnymi sprawami migają zupełnie drobne, ale smakowite okruchy życia: woźnica z Chropaczowa, który wiózł siano, a pod stosem ukrył wieprza ważącego 140 funtów, zatrzymany przez żandarma; komunikat o zakopanym w sianie towarze skradzionym w Lipinach i wywiezionym do Chropaczowa; wreszcie wzmianki o wieczornych śpiewach, nabożeństwach i procesjach, dzięki którym węglowa wieś choć na chwilę staje się mniej „czarna”.Tak zamyka się okres 1906–1922 w „Dzienniku Śląskim”. Chropaczów pozostaje w oczach gazety miejscem pełnym kontrastów.
0
0

Read more

Kolorowy szkic procesji mieszkańców Chropaczowa idących ulicą w stronę kościoła, w tle huta i kopalniane szyby z dymiącymi kominami, w stylu starej ilustracji prasowej.

Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1898–1906). Część 1 – bójki, tyfus i święte procesje

Świętochłowice · Chropaczów

Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1898–1906)

Część 1: bójki, tyfus i święte procesje

Skąd w tytule ten „czarny” Chropaczów? To nie żaden złośliwy komentarz, tylko cytat z jednego z listów do „Dziennika Śląskiego”. W 1906 roku anonimowy autor podpisany „Czujny” narzekał na dym z huty i niskie kominy, przez które „Chropaczów wygląda jak jedna chmura”, a górnik miał powiedzieć, że nie chce się przenosić do „czarnego Chropaczowa”. W tym samym liście pojawia się marzenie, żeby miejscowość „przeobraziła się z czarnego w zielony”. Ten obrazek stał się kluczem do całej opowieści.

Chropaczów – dziś dzielnica Świętochłowic – w czasie, o którym mowa w tym tekście, był osobną wsią, a potem gminą w powiecie bytomskim. Wokół wyrastały szyby kopalni „Śląsk”, huta, cegielnie, nowe domy robotnicze; między Lipinami, Godulą i Chebziem robiło się coraz ciaśniej i coraz bardziej przemysłowo.

„Dziennik Śląski”, polskojęzyczna gazeta wydawana w Bytomiu, patrzył na ten świat z bardzo bliska. W krótkich notkach drukowanych na trzeciej czy czwartej stronie przewijają się nazwy wszystkich tych miejscowości – w tym Chropaczowa.

Przejrzałem roczniki z lat 1898–1906, szukając właśnie tego jednego słowa. Okazało się, że Chropaczów pojawia się tam dziesiątki razy: w kronice kryminalnej, w wiadomościach z kopalń, w listach do redakcji, w drobnych ogłoszeniach.

Ta część to próba ułożenia tego materiału w jedną opowieść – na razie z pierwszych ośmiu roczników, czyli z lat 1898–1906.

Kolorowy szkic gazet z napisem „Dziennik Śląski” i notatkami, w których zaznaczono słowo „Chropaczów”.
Chropaczów pod lupą archiwów – notatki z „Dziennika Śląskiego” z przełomu XIX i XX wieku.
Kolorowy szkic dawnej izby sądowej w Bytomiu z robotnikiem z Chropaczowa stojącym przed składem sędziowskim.
Kryminalny Chropaczów – wiele notek prowadzi do bytomskiej izby sądowej.

Kryminalny Chropaczów

Już w pierwszym roczniku „Dziennika” (1898) pojawiają się chropaczowskie sprawy karne.

Oszustka z Jerozolimą

Najgłośniejsza jest sprawa Wiktorii Kaiserowej z Chropaczowa. Kobieta chodziła po okolicy i zbierała pieniądze na rzekomą pielgrzymkę do Jerozolimy. Opowiadała, że „Pan Bóg kazał” jej zbierać składki na podróż do Ziemi Świętej.

W jednym numerze czytamy, że wyłudziła od górnika Sikory przeszło 400 marek, od żony kotlarza Jana Miki – kolejne 400, a ile od innych, „nie wiadomo”. W innym – że sprawa trafiła przed izbę karną w Bytomiu, gdzie sąd ostatecznie uznał ją za niepoczytalną i uwolnił od kary.

Telegram na 5000 marek

W 1904 roku pojawia się sprawa Jana Kaczmarczyka i Józefa Brzoski. Dwaj mieszkańcy Lipin wysyłają telegram do pani Dworaczkowej w Łagiewnikach z prośbą o przysłanie 5000 marek, podpisując się nazwiskiem jej krewnego.

Na poczcie czeka już jednak policyant Pfeffer z Chropaczowa, który aresztuje ich, gdy przychodzą „dopytywać o pieniądze”.

Fałszywy pogrzeb dziecka

W 1905 roku przed sądem przysięgłych w Bytomiu staje hutnik August Nowak z Chropaczowa. Zgłosił w urzędzie stanu cywilnego w Chropaczowie śmierć własnego dziecka, które w rzeczywistości żyło, żeby na podstawie aktu zgonu odebrać z kasy pogrzebowej zapomogę „na pogrzeb”.

Półtora miesiąca później powtórzył ten sam manewr w Lipinach. Łącznie otrzymał 12 marek. Sąd przysięgłych skazał go na 1,5 roku więzienia i dwa lata utraty praw honorowych.

Noże, bójki i korytarz sądowy

W kronice sądowej i policyjnej Chropaczów wraca często. Kilka przykładów:

  • Noworoczna awantura 1905 – Tomasz Wolny i trzech kolegów z Chropaczowa „swawolą” 1 stycznia przed lokalem pana Schirokauera, potem próbują dostać się do karczmy pana Lolonka. Gdy ich nie wpuszczono, biją ślusarza Pawła Kostura, a Wolny dźga go nożem, zadając niebezpieczną ranę. Izba karna skazuje Wolnego na 2 lata więzienia, trzech pozostałych na po 5 miesięcy.
  • Napad na niewidomą staruszkę – w 1906 roku Kokot i Wagner z Chropaczowa napadają w Lipinach na około 80-letnią, ślepą kobietę. Rzucają ją na ziemię i ciężko ją poturbowali. Dozorca hutniczy Wróbel, który staje w jej obronie, także zostaje pobity. Policja odnajduje sprawców w szynku; przy aresztowaniu szybko gromadzi się tłum przekonany, że policja krzywdzi „niewinnych ludzi”.
  • Cygaro w sądzie – robotnik z Chropaczowa wchodzi do izby sądowej w Bytomiu z zapalonym cygarem, żeby „przysłuchać się sprawom”. Dostaje za to 24 godziny aresztu za nieprzystojne zachowanie w sali sądowej.
  • Hutnik W. i policjanci – w 1906 roku hutnik W. z Chropaczowa, skazany za wykroczenie w Lipinach, jest prowadzony po rozprawie do więzienia. W sieni zwraca się do policyjnego świadka z Lipin słowami: „Czekaj ty psie…, jak przyjdę” i uderza go tak, że hełm spada z głowy. Szarpie się z dozorcą więziennym i drugim policjantem, bije ich i kopie. Sąd dokłada mu kolejne 10 miesięcy więzienia. Według relacji gazety ma odpowiedzieć: „Nic nie szkodzi, będę siedział, aż zgniję.”
Szkic kopalni z dymiącym kominem, kolejką elektryczną i przewróconym wozem konnym na drodze.
Kolejka, furmanki i kopalnia „Schlesien” – codzienność pełna wypadków.

Niebezpieczna robota i codzienne wypadki

Duża część chropaczowskich wzmianek dotyczy wypadków – na kopalni, szosach i przy torach.

Kopalnia „Schlesien”

W kilku notkach pojawia się kopalnia „Schlesien”:

  • górnik Bojdoła z Chropaczowa (nazwisko w gazecie jest nieco nieczytelne) zostaje ciężko ranny na kopalni „Schlesien” i trafia do lazaretu knapszaftowego; rany zagrażają jego życiu,
  • trupa aktorów nowego niemieckiego teatru wyjeżdża dorożką do Chropaczowa, żeby zwiedzić kopalnię „Schlesien”. Z powodu mgły dorożka zsuwa się z wysokiego nasypu szosy, aktorzy wypadają na ziemię. Jedna aktorka łamie obojczyk, druga odnosi obrażenia wewnętrzne i rozcięcie głowy.

Kolejki, pociągi i furmanki

Na przełomie wieków w okolicach Chropaczowa często dochodzi do zderzeń dawnego i nowego transportu:

  • w Nowy Rok 1903 kolejka elektryczna przejeżdża 24-letniego syna głównego nauczyciela Kani z Chropaczowa. Mężczyzna leżał na torach; uderzenie było tak silne, że pojazd odciął mu głowę i obie nogi,
  • między Chebziem a Lipinami pociąg zabija konia wartego dwieście talarów i rozbija powóz należący do oberżysty Weissa z Chropaczowa. W relacji podkreśla się, że urzędnik kolejki nie ponosi winy – koń stał bez dozoru, a gdy nadjechał pociąg, ruszył z miejsca wprost pod skład,
  • na szosie łagiewnickiej furmanka Jana Matuszka ze Świętochłowic najeżdża na żonę inwalidy Magiery z Chropaczowa. Kobieta doznaje ciężkiej rany głowy, dodatkowo kopie ją koń.

Dzieci, pies i lazaret

  • 13-letnia Paulina Białas z Chropaczowa ucieka na ulicy Dworcowej w Bytomiu przed „psem wielkim”. Wycofując się, zahacza o rynsztok, upada i doznaje niebezpiecznej rany.
  • górnik Lesiok z Chropaczowa leży chory w katowickim lazarecie. Znajomy przynosi mu fajkę, tytoń i zapałki. Zapalona zapałka upada na łóżko, powstaje pożar, górnik odnosi tak ciężkie oparzenia, że umiera. Zostawia wdowę i pięcioro dzieci; gazeta zaznacza, że wdowa i sieroty mają prawo do renty.
Śląska ulica spowita dymem z niskich kominów huty, przechodnie w dawnych ubraniach.
„Czarny Chropaczów” – wieś spowita dymem z niskich kominów huty.

Choroby i smog: tyfus i „czarny Chropaczów”

Tyfus w statystykach

W numerze z 1900 roku „Dziennik Śląski” publikuje zestawienie zachorowań na tyfus w powiecie bytomskim. We wrześniu:

  • Świętochłowice – 96 przypadków, 8 zgonów,
  • Orzegów – 52 przypadki, 3 zgony,
  • Lipiny – 33 przypadki, 4 zgony,
  • Chropaczów – 19 przypadków, 1 zgon,
  • dalej m.in. Godula (13 zachorowań), Chebzie (6), Górne Hajduki (5), Górne Łagiewniki (2).

Od początku roku do końca września we wszystkich wymienionych miejscowościach zanotowano 849 zachorowań i 76 zgonów.

W Nowej Kopaninie buduje się kosztem rządu trzy baraki dla chorych na tyfus z rejonu Lipin i Chropaczowa. Opieką nad chorymi mają zająć się Siostry Szarytki, które wcześniej pracowały już m.in. na Goduli.

Czarny kontra zielony Chropaczów

W 1906 roku anonimowy „Czujny” opisuje w liście warunki w Chropaczowie. Skupia się na hucie z niskimi kominami. Dym, który z nich wychodzi, rozchodzi się po całej miejscowości:

„Chropaczów sam wygląda jak jedna chmura. Otworzyłby kto okno wtenczas, to może usnąć i na wieki.”

Według autora nawet ludzie pracujący w Chropaczowie wolą mieszkać gdzie indziej. Jeden z górników ma odpowiedzieć, że „jeszcze się nie przeniósł do czarnego Chropaczowa”.

„Czujny” wskazuje, że silny związek posiadaczy domów i gruntów mógłby wymóc na księciu – właścicielu zakładów – podwyższenie kominów. W takim wariancie Chropaczów nie byłby już „czarny”, tylko „zielony”.

Procesja przed wiejskim kościołem, chorągwie, mężczyźni w robotniczych ubraniach i dzieci z lampionami.
Kościół, procesje i polskość – Chropaczów spod chorągwi i lampionów.

Kościół, procesje i polskość

Procesja ze św. Izydorem i hutnicy

W 1902 roku opisano procesję na święto św. Izydora, patrona rolników. W niedzielę 11 maja mieszkańcy Chropaczowa wyruszają z muzyką do kościoła parafialnego w Lipinach.

Za muzykę odpowiadają dwa związki: katolickie stowarzyszenie robotników z Lipin oraz związek posiadaczy domów i gruntów z Chropaczowa. Kapela gra w drodze i w kościele, co – jak pisze autor – bardzo pomaga wiernym w śpiewie.

Na końcu dodaje prośbę w imieniu hutników: podczas uroczystości św. Floriana, ich patrona, w kościele muzyka nie gra, więc warto byłoby zadbać o to w przyszłości.

Kardynał Kopp i napisy na bramach

Gdy w 1902 roku do Lipin przyjeżdża z wizytą kardynał Georg Kopp, gospodarze z Lipin i Chropaczowa witają go w strojach narodowych.

Ustawiono cztery bramy. Trzy mają napisy po niemiecku. Czwarta, przy kościele, ma z jednej strony napis łaciński, a z drugiej – od strony świątyni – polski. W relacji pojawia się dopisek, że ustawiono go tak, żeby „innym w oczy nie kłuł”.

Szkoła, język i polskie towarzystwa

W notkach lokalnych pojawia się też wątek szkolny. Nauczyciel Ernst Willimsky z Chropaczowa otrzymuje od prezesa rejencji 100 marek nagrody „za skuteczne nauczanie dzieci języka niemieckiego i popieranie niemczyzny”.

W tym samym czasie do gazety piszą czytelnicy z Chropaczowa:

  • w 1901 roku autor podpisany miejscowością „Chropaczów” pisze, że cieszy go, gdy czyta w gazecie o polskich towarzystwach, ale w samej miejscowości żadne polskie stowarzyszenie nie działa. Wcześniej młodzież chodziła z Chropaczowa do Lipin na spotkania towarzystwa św. Alojzego, ale je rozwiązano. Teraz „w niedzielę po południu nie ma się gdzie zabawić”, wielu chodzi więc do szynku, „gdzie się wiele złego dzieje, a mianowicie klątw”. Proponuje założenie w Chropaczowie katolickiego towarzystwa mężów i młodzieńców. Przypomina, że wieś liczy ponad 8000 mieszkańców, więc takie stowarzyszenie mogłoby się utrzymać.
  • w 1905 roku, przy okazji wyborów do zarządu i zastępstwa kościelnego w parafii lipińsko–chropaczowskiej, w Lipinach powstaje „polski komitet”. Autorzy z Chropaczowa mają zastrzeżenia do listy kandydatów: wśród nich są osoby, które wychowują dzieci po niemiecku, a część do polskości w ogóle się nie przyznaje. Zarzucają komitetowi, że „o Chropaczowie prawie zupełnie zapomniał”. Pada przypomnienie:

„Przecież Lipiny powstały z Chropaczowa! Czy to Lipińscy obywatele sami kościół wybudowali?”

Autorzy podkreślają, że do zarządu kościelnego powinni trafić ludzie łagodni, świadomi, „sprawiedliwie myślący, polscy”, współpracujący z księdzem. Zaznaczają, że agitacja powinna odbywać się spokojnie: kościół to nie sejm ani parlament.

Kolorowy szkic sali obrad – wójt i radni gminy przy długim stole zasłanym papierami.
Polityka gminna i podatki – spory o sołtysa, podatek gruntowy i wydatki na drogi.

Polityka gminna i podatki

Protest do najwyższego sądu

W 1904 roku w rubryce z Chropaczowa wyjaśniana jest sprawa zastępców gminnych. Po miejscowości krąży wieść, że landrat nie potwierdził wyboru zastępców obranych w marcu i nie zostali oni wprowadzeni w urząd.

Autor pisze, że landrat zatwierdza tylko sołtysa i ławników. Wobec wyboru zastępców można jedynie złożyć protest. Taki protest miała złożyć kopalnia, ale został odrzucony przez urząd gminny, a zastępców normalnie wprowadzono w urząd.

W drugiej części tekstu przypomniano starszą sprawę: dwa lata wcześniej obywatele Chropaczowa złożyli protest przeciw innym wyborom. Ten protest rozpatrywał najwyższy sąd administracyjny w Berlinie i – jak relacjonuje gazeta – rozstrzygnął go „na korzyść obywateli”. W związku z tym mają odbyć się nowe wybory. Mieszkańcom radzi się, by wybierali „ludzi tęgich, niezlęknionych, o gminę dbających”.

Spór o sołtysa Schliwę

W innym liście mieszkańcy opisują sytuację wokół sołtysa Schliwy. Zakończyła się jego kadencja, ale obywatele, ławnicy i zastępcy gminni ponownie wybrali go na to stanowisko. Tymczasem po kopalni krążą pogłoski, że nowy wybór ma nie zostać potwierdzony.

Autorzy wymieniają zasługi Schliwy:

  • uporządkowanie podatków i dróg,
  • założenie kriegervereinu, volksbiblioteki i straży pożarnej,
  • uzyskanie dla gminy nazwy „Fürstenwerk”.

Zwracają uwagę, że są to działania zgodne z oczekiwaniami władz pruskich, a mimo to kopalnia ma wobec niego zastrzeżenia. Wskazują też na jego rolę przy staraniach o kościół i przeciwstawiają to trosce „panów” jedynie o rozwój kantyn.

Podatek gruntowy i związek posiadaczy

W 1905 roku pojawia się kolejny list – tym razem dotyczący uchwały o podatku gruntowym od wartości ziemi. Zarząd gminy wraz z częścią zastępców przyjął taką uchwałę.

Autor wylicza, że dziewięciu gospodarzy ma razem 45 mórg roli i porównuje to do sytuacji, w której gmina „ostrzy sobie zęby” na wartość tej ziemi. Reszta gospodarzy to „chałupnicy z ogródkami przez hutnicze dymy zasmrodzonymi”.

Stary sołtys Śliwa miał – według tekstu – zostawić gminie majątek, a nowa władza zdążyła już zadłużyć się na drogi i planuje budowę szkoły. Regencja nie zamierza dopłacać, bo Chropaczów uchodzi za gminę bogatą.

Pada pytanie o związek posiadaczy domów i gruntów: czy jego członkom „tak dobrze, że śpią”. Autor wzywa do zwołania posiedzenia, sprzeciwu wobec nowego podatku i przypomina, żeby przy okazji nie zapomnieć o ciągnącej się sprawie budowy kościoła.

Barak robotniczy przy kopalni i grupy rusinów idących w stronę budynku z szyldem „Konsum”.
Rusinie i szlafhauzy – przyjezdni robotnicy mieszkający w domach sypialnych przy kopalni „Śląsk”.

Obcy robotnicy i szlafhauzy

Osobną grupę wzmianek tworzą teksty o przyjezdnych robotnikach – Rusinach pracujących na cegielni i kopalni „Śląsk”.

W 1906 roku list podpisany pseudonimem „Kilofek” informuje, że na cegielni i kopalni pracuje już kilkaset, może około 600 Rusinów. Mieszkają w dwóch dużych domach sypialnych (szlafhauzach), a kopalnia buduje trzeci. Jest dwóch zarządców tych domów.

Jeden z robotników skarży się, że w miesiącu „zjadł żywności za 40 marek”, wszystko kupowane w konsumie, z potrąceniem przy wypłacie, a mimo to chodził głodny.

Do robotników przyjeżdża greckokatolicki ksiądz Hanuśyk z Katowic. Jeden z Rusinów, niezadowolony z warunków pracy i zarobku, twierdzi, że ksiądz „zaprowadził” ich na takie warunki i „zapredał”. W rozmowie z szynkarzem mówi: co mu z 8 marek zarobku, skoro wszystko może przejeść w domu sypialnym i nic nie zostanie na wysłanie do domu.

„Kilofek” opisuje też stronę gospodarczą. Rusini muszą mieszkać w szlafhauzach – nie wolno im osiedlać się w gminie. Żywności dostarcza konsum chropaczowski, co oznacza duży obrót. Według relacji jeden z zarządców domu sypialnego miał dostać dywidendę rzędu 1000–1500 marek, drugi (lub jego żona) kupili gospodarstwo w okolicy Kozła.

Robotnicy, którzy wracają do domu, zostawiają na miejscu swoje rzeczy, sprzedając je za niewielkie kwoty. Zarządcy mogą je odkupować i odsprzedawać kolejnym przyjezdnym.

W tekście podkreślono, że Rusini nie płacą podatków w gminie, a miejscowi gospodarze i kupcy nie mają z ich obecności dochodu. Korzystają głównie konsum i zarządcy domów sypialnych, a dla miejscowych robotników pojawia się dodatkowa konkurencja.

Zakończenie: Chropaczów w gazetowej lupie

W „Dzienniku Śląskim” Chropaczów nigdy nie jest głównym bohaterem numeru – pojawia się obok Lipin, Goduli, Świętochłowic czy Królewskiej Huty. W rocznikach z lat 1898–1906 nazwa miejscowości wypływa jednak wyjątkowo często: przy bójkach i sprawach sądowych, przy wypadkach na kolei i kopalni, w statystykach tyfusu, w sporach o kościół, podatki i dym z kominów.

W tej części zebrane zostały przykłady z pierwszych ośmiu roczników „Dziennika Śląskiego”. Kolejne lata przynoszą następne wątki: dalsze spory o szkołę i język, duże wydarzenia polityczne, a w końcu wojnę i zmianę granic. To materiał na drugą część tej historii.

0
0

Read more

Poglądowa diorama Chropaczów

Najstarsza dzielnica Świętochłowic: dzieje Chropaczowa w pigułce

Chropaczów – od średniowiecznej wioski do przemysłowego serca Śląska

Chropaczów to dziś największa dzielnica Świętochłowic, ale jego historia jest starsza niż samo miasto. Pierwsza pewna wzmianka pochodzi z 21 lipca 1295 r. – w dokumencie księcia bytomskiego występuje świadek Johannes de Chropazcow (Jan z Chropaczowa). Przez stulecia była to wieś rolnicza; dopiero XIX wiek przyniósł przemysłową rewolucję, która odmieniła krajobraz i strukturę społeczną.
Przemysłowy Chropaczów: kopalnia „Śląsk”, wieża ciśnień, familoki – schemat

Od osady rolniczej do dóbr magnackich (XIII–XVIII w.)

Chropaczów leżał w księstwie bytomskim. Źródła z XVI w. mówią o kilkunastu gospodarstwach i wolnym sołtysie. Przy dworze działała karczma z prawem warzenia – lokalne centrum życia towarzyskiego.Wieś często zmieniała ręce. W 1532 r. jako właścicielka figuruje Jadwiga Świętochowska, a na początku XVII w. część wsi posiadał Krzysztof Mieroszewski – sekretarz polskich królów i śląski pisarz polityczny. U schyłku XVIII w. dobra krążyły w sferach arystokratycznych, by w XIX stuleciu trafić do jednego z najpotężniejszych rodów przemysłowych regionu.

Donnersmarckowie i epoka pary (XIX – pocz. XX w.)

W pierwszych dekadach XIX w. Chropaczów krótko należał m.in. do Maksymiliana Józefa, króla Bawarii (1806), a w 1826 r. majątek nabył Karol Łazarz Henckel von Donnersmarck. Około 1850 r. dobra przejął jego syn Guido Henckel von Donnersmarck – i to on uruchomił tu wielkie inwestycje.
  • 1883 – start kopalni węgla „Schlesien/Śląsk”.
  • 1887 – uruchomienie huty cynku „Guidotto”.
  • Napływ robotników, budowa familoków i kolonii robotniczych, szybki wzrost liczby mieszkańców.
  • Ok. 1902 r. przy ul. Kościelnej stanęła stalowa wieża ciśnień (wys. ok. 40 m; rozebrana w latach 60.). Zasilanie wodociągów: Zawada (Ø 50 cm) oraz rejon szybu „Adolf” (Ø 55 cm).
  • 1901 – rusza elektryczna wąskotorowa linia tramwajowa (w 1904 przedłużona do Lipin); 1937 – przebudowa na tor normalny.
  • 7 lipca 1909 r. – pruskim dekretem zmieniono nazwę gminy na Schlesiengrube (obowiązywała 1909–1922 i 1939–1945).
  • 1911 – otwarcie ratusza gminy przy dzisiejszej ul. Łagiewnickiej.

Plebiscyt, powstania i II Rzeczpospolita (1919–1939)

Mieszkańcy Chropaczowa brali udział we wszystkich trzech powstaniach śląskich. W plebiscycie 20 marca 1921 r. większość głosowała za Polską.Dla rejonu Łagiewniki–Chropaczów–Lipiny w relacjach wskazywana jest data 26 czerwca 1922 r. – wtedy wkroczyło Wojsko Polskie, a gmina wróciła do nazwy Chropaczów.Okres międzywojenny to rozwój stowarzyszeń, chórów (Echo, później Hejnał), sportu (Czarni Chropaczów), handlu i rzemiosła. Mimo kryzysu lat 30. dzielnica wciąż rosła liczebnie i urbanistycznie.
Pomnik Powstańca Śląskiego w Chropaczowie
Pomnik Powstańców: kamień węgielny położono w czerwcu 1922 r., a 3 maja 1923 r. uroczyście odsłonięto Pomnik Ku Czci Poległych Powstańców Śląskich. We wrześniu 1939 r. okupant pomnik zniszczył.

Wojna i pierwsze lata po niej (1939–1951)

Okupacja przyniosła represje wobec działaczy i powstańców, obóz pracy przymusowej przy zakładach oraz przymusowe wcielenia do Wehrmachtu. Mimo terroru działał lokalny ruch oporu i podziemna prasa.Po 1945 r. kopalnia „Śląsk” i zakłady po „Guidotto” (później m.in. Farbochemia/Bytochemia) wznowiły pracę. 1 stycznia 1950 r. Chropaczów uzyskał prawa miejskie, lecz 1 kwietnia 1951 r. został włączony do Świętochłowic. Kopalnia „Śląsk” pracowała do 1974 r.

Znani właściciele (wybór)

  • Jadwiga Świętochowska – wzmiankowana właścicielka, 1532 r.
  • Krzysztof Mieroszewski – pocz. XVII w., sekretarz królów polskich, publicysta.
  • Maksymilian Józef – król Bawarii, nabywca dóbr 1806 r.
  • Karol Łazarz Henckel von Donnersmarck – nabywca 1826 r.
  • Guido Henckel von Donnersmarck – od ok. 1850 r. faktyczny twórca przemysłowego Chropaczowa.

Znani mieszkańcy i osoby związane

  • Roman Lentner (1937–2023) – urodzony w Chropaczowie, piłkarz Górnika Zabrze i reprezentacji Polski (32 mecze, 7 goli).
  • Edwin Kowalik (1928–1997) – urodzony w Chropaczowie, wybitny niewidomy pianista i kompozytor, działacz społeczny.
  • Józef Trojok (1890–1972) – powstaniec i polityk, poseł na Sejm Śląski; działał m.in. w Chropaczowie, dowodził kompanią zdobywającą Królewską Hutę.
  • Wiktor Wiechaczek (1879–1941) – górnik, uczestnik trzech powstań śląskich, odznaczony Virtuti Militari; mocno związany z Chropaczowem pracą i działalnością społeczną.

Ciekawostki

  • Schlesiengrube: mało która śląska gmina przyjęła urzędowo nazwę od własnej kopalni (1909–1922, 1939–1945).
  • Dwie „żyły wody”: Chropaczów zasilały dwa główne rurociągi (Zawada i rejon szybu „Adolf”), co było imponującym rozwiązaniem na pocz. XX w.
  • Tramwaj: elektryczna wąskotorówka (od 1901 r.) została w 1937 r. przebudowana na normalny tor.

Źródła i literatura

0
0

Read more

poglądowy obrazek ukazujący ludzi w XVII wieku

Tajemnice ksiąg metrykalnych: Odkryj nazwiska mieszkańców Chropaczowa (1676–1708)

W drugiej połowie XVII wieku Chropaczów był niewielką wsią należącą do parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Bytomiu. W tym wpisie prezentujemy nazwiska ojców dzieci chrzczonych w latach 1676–1708, których miejsce pochodzenia zostało wskazane jako Chropaczów.

📜 Nazwiska mieszkańców Chropaczowa (1676–1708):

Oto lista nazwisk mężczyzn, którzy w księgach metrykalnych figurowali jako ojcowie dzieci chrzczonych w parafii mariackiej w Bytomiu, z podaniem ich imion w formie ujednoliconej:

  • Albert Karlinski

  • Albert Kaczmarzyk

  • Albert Kasiura

  • Andrzej Bula

  • Andrzej Druzdziolik

  • Andrzej Kierzkowski (szlachetny)

  • Andrzej Polaczek

  • Andrzej Skrzypczyk

  • Bartłomiej Wrobel

  • Franciszek Vitus (Franczyk)

  • Grzegorz Magiera

  • Grzegorz Polak

  • Grzegorz Stefanczyk

  • Jakub Bednarz

  • Jakub Kalkowski

  • Jakub Kizera

  • Jakub Kucik

  • Jakub Wiąsczyk

  • Jakub Zascierczyk

  • Jan Figas

  • Jan Kaczmarzyk

  • Jan Nowak

  • Jan Silwa

  • Jan Skupien

  • Jan Skupnik

  • Jan Sliwa

  • Jan Tracz

  • Jan Skarżyński (szlachetny)

  • Jerzy Sliwa

  • Jerzy Stefanczyk

  • Krzysztof Szubski

  • Łukasz Gabrysik

  • Maciej Kubik

  • Maciej Sliwa

  • Maciej Szewczyk

  • Marcin Ksiaszko

  • Mikołaj Kißielowski (szlachetny)

  • Mikołaj Lewandowski (szlachetny)

  • Paweł Barkowski Porkop

  • Paweł Januszowski

  • Paweł Mlodawski

  • Paweł Szubski

  • Sebastian Jedrusik

  • Stanisław Machowski (szlachetny)

  • Stanisław Mieroszowski (szlachetny)

  • Stanisław Potieszowski (szlachetny)

  • Szymon Szarley

  • Urban Krawiec

  • Wawrzyniec Tracz


🧭 Co mówią nam te nazwiska?

  • Część nazwisk (np. Polaczek, Nowak, Bednarz) to klasyczne nazwiska zawodowe lub toponimiczne.

  • Obecność aż ośmiu ojców określonych jako „szlachetnych” (np. Machowski, Skarżyński, Karlinski) wskazuje, że w Chropaczowie żyli również przedstawiciele lokalnych elit.

  • Imiona takie jak Urban, Wawrzyniec, Vitus (Wit) pokazują popularność tradycyjnych świętych patronów w imiennictwie tego okresu.


📝 Źródło:

Księga chrztów parafii rzymskokatolickiej Wniebowzięcia NMP w Bytomiu, lata 1676–1708. Nazwiska wyodrębnione na podstawie lokalizacji „Chropaczów” w zapisie chrztu.

0
0

Read more