
Czarny Chropaczów · prasa śląska 1906–1922
Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1906–1922). Część 2 – wojna, plebiscyt i wielka polityka
W drugiej części przeglądu roczników „Dziennika Śląskiego” śledzimy Chropaczów od schyłku epoki kajzera po czas I wojny światowej, powstań śląskich i plebiscytu. Z jednej strony – codzienne bójki, procesy, wypadki na kopalni „Śląsk” i sporządzanie protokołów w bytomskiej izbie sądowej. Z drugiej – spór o nazwę gminy, walka o własną parafię, agitacja polskich towarzystw, komitety plebiscytowe i pamięć o powstańcach.
Pierwszą część, obejmującą lata 1898–1906, znajdziesz tutaj: Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1898–1906). Część 1 – bójki, tyfus i święte procesje .
Skocz do sekcji:
- Nazwa gminy, kościół i rządy sołtysów
- Gospodarze kontra książę Donnersmarck
- Bójki, procesy i „niepoprawni”
- Kopalnia „Śląsk”, kolejka i wypadki
- Polskie towarzystwa, teatr i spory o oświatę
- Wojna światowa: front, dezercje i ordery
- Powstania, plebiscyt i komitety
- Codzienność po wojnie: mieszkania, łaźnia, czerwony krzyż
Nazwa gminy, kościół i rządy sołtysów
„Pruski chrzest” Chropaczowa
W 1908 roku w „Dzienniku Śląskim” pojawia się głośny tekst o tak zwanym „pruskim chrzcie” Chropaczowa. Według autora germanizatorom od dawna marzy się, żeby polską nazwę wsi zastąpić czymś „szlachetniejszym” – padają pomysły typu „Fürstenberg” i inne eleganckie, ale obce brzmienia. Ostatecznie rada gminna uchwala nazwę „Schlesierau”, co korespondent komentuje z ironią i proponuje, by – skoro już zmieniać – nazwać miejscowość bardziej dosadnie: „Jammertal” albo „Padół narzekania”.Rok później sprawa wraca. W 1909 r. zarząd gminny zamierza ochrzcić miejscowość mianem „Schlesiengrube”, ale regencja w Opolu nie zgadza się na tę nazwę. Znów słychać o „Chropaczowie” w rubryce „Chrzest pruski z trudnościami” – czasowo zatrzymano germanizowanie, choć sam pomysł bynajmniej nie znika.Kościół, parafia i spory o proboszcza
Równolegle trwa wieloletnia walka o własny kościół i parafię. W 1907 roku gazeta relacjonuje „sprawę budowy kościoła” – przedsięwzięcie, którym interesuje się księżna Donnersmarck. Padają propozycje, gdzie świątynia ma stanąć, ile ziemi przeznaczyć pod budowę i w jaki sposób mają się do tego włączyć bogatsze rody oraz kopalnia.Kilkanaście lat później, po wojnie, przychodzi przełom. W numerze z 1921 roku opublikowano obszerne rozporządzenie kardynała Bertrama o usamodzielnieniu kuracji w Chropaczowie. Kościół Najświętszej Maryi Panny Różańcowej staje się pełnoprawną parafią, obejmującą gminę i okoliczne kolonie, z własnym proboszczem i prawami probostwa. Dokument, datowany na marzec 1921 r., ogłoszono na ambonach w czerwcu tego samego roku – Chropaczów wychodzi spod cienia parafii lipińskiej.Sprawom kościelnym towarzyszą czasem „dziwne sprostowania”. W 1916 r. drukuje się długi tekst o sporze wokół listu dziewcząt z gminy chropaczowskiej, które wysłały do gazety podziękowanie za piękną uroczystość dla młodzieży. W imieniu tych samych dziewcząt odzywa się grupa mężczyzn, domagając się sprostowania. Korespondencja obrasta w plotki o świecach, procesjach i rzekomym „skandalicznym” zachowaniu – redakcja konkluduje, że tak naprawdę nie bardzo jest co prostować, bo więcej tu urażonych ambicji niż realnych zarzutów.
Sołtysi, podatki i jubileusze
Gmina ma też swoje wewnętrzne spory. W 1908 r. mieszkańcy skarżą się na nowy podatek od wartości domów i gruntów oraz tzw. czynsz wodny. W notce z rubryki „Wiadomości potoczne” autor skomentuje to gorzko słowami, że „smutne nastały czasy dla chropaczowskich gospodarzy” i że nazywa się to „cywilizacją, czyli kulturą niemiecką”.Kilka lat później, w 1918 r., ten sam korespondent pisze tekst „W sprawie mieszkań”. Opisuje w nim kryzys mieszkaniowy – paradoksalnie, w Chropaczowie jest sporo pustych mieszkań, ale znajdują się one w robotniczych koszarach i domach stojących w pobliżu kopalnianych dołów z wodą i gliną. Artykuł kończy się zdaniem: „Z tych powodów smutne są widoki na przyszłość dla Chropaczowa”.Na koniec okresu pojawia się bardziej uroczysta nuta. W 1922 r. „Dziennik Śląski” odnotowuje jubileusz 25-lecia sołtysa Patasa, który od ćwierć wieku stoi na czele gminy świętochłowickiej z Chropaczowem. Prasa niemiecka rozpisuje się o jego zasługach dla rozwoju miejscowości, podkreślając m.in. inwestycje komunalne i uporządkowanie finansów gminy.Gospodarze kontra książę Donnersmarck
W listach do gazety często powraca konflikt między małymi gospodarzami a wielkim właścicielem dóbr – księciem Donnersmarckiem. W 1908 r. korespondent opisuje, jak przy cegielni parowej „książęcej” wybiera się glinę z pól, tworząc głębokie na kilka metrów doły. Na sąsiednim polu pani Klimczykowej powstaje olbrzymi wyrwisko, które zalewa wodą i zabiera urodzajną ziemię. Gospodarze liczą straty, książę – jak wylicza autor – ma z hut i kopalń milionowe zyski.W 1909 roku gazeta relacjonuje długi, kilkuletni proces pana Sprusa z Chropaczowa przeciw księciu z Nowego N. o utrudnione wywożenie piasku. Przy szosie do Piasnik właściciel odkrywa dobre złoża piasku formierskiego, ale kopalnia i władze nie zgadzają się na poprowadzenie nowej drogi. Po latach sprawy sąd orzeka na korzyść Sprusa – książę ma wypłacić około 20 tysięcy marek odszkodowania i zbudować dogodny zjazd z szosy.Z perspektywy chłopskich gospodarstw to jednak małe zwycięstwa. Autorzy listów przypominają, że Donnersmarck tylko w jednym roku ma mieć kilka milionów zysku „ze Śląska”, podczas gdy rolnicy z Chropaczowa wloką się z procesami latami i często nie są w stanie udowodnić szkód po zalanych i zapadniętych polach.Bójki, procesy i „niepoprawni” z Chropaczowa

Od sporów sąsiedzkich po zabójstwa
W 1906 r. czytamy list „Od Chropaczowa”, w którym autor opisuje konflikt o chlewik i brakujące deski. Gospodarz twierdzi, że sąsiad „wybudował się” z drewna należącego do wspólnego pomieszczenia. Kiedy sprawa trafia do sądu, okazuje się, że koszt procesu przerasta wartość spornych desek – ale złość, obrazy i „honor” mają swoją cenę.Kilka następnych notek jest znacznie mroczniejszych. W 1907 roku dwóch mężczyzn z Chropaczowa staje przed sądem przysięgłych oskarżonych o zabójstwo murarza Dzimerczyka, zatrudnionego w kopalni „Śląsk”. W 1908 r. na ławie oskarżonych siadają murarze Gapon i Ficek, którym zarzuca się, że pobili bednarza Dziemnego tak dotkliwie, iż ten umiera – sąd skazuje ich na wieloletnie kary więzienia i utratę praw honorowych.Mniej tragiczny, ale wymowny jest opis „wybryków” młodzieży. W 1908 r. „banda młodych buksów” z bismarkowskiej szkoły, wracając z wyborów, śpiewa, krzyczy i bije przechodniów tak, że na miejsce musi przyjechać lekarz. Sąd rozdziela po kilka miesięcy więzienia – autor komentuje, że rodzice powinni „pozamykać szynki”, jeśli chcą mieć spokój z młodocianymi hulakami.Szajki złodziei, dezerter i „ofiary moralności”
W latach 1915–1918 pojawia się cała galeria złodziei, rabusiów i recydywistów. Mamy więc górnika Mrozka z Chropaczowa, który po serii oszustw i bezprawnym noszeniu munduru żołnierskiego ucieka z aresztu, ale zostaje złapany na dworcu; rzeźnika Kwasnego, skazanego za włamanie do mieszkania Lipoka; szajkę koniokradów, w której główną rolę odgrywają Wilczek z Chropaczowa i jego koledzy z Łagiewnik; rabusia M. Wagnera, który wpada z bronią, nabojami i sztyletem w ręce lipińskich żandarmów.Osobną sprawę stanowi Józef Nosol z Chropaczowa, wielokrotnie karany za przestępstwa przeciw moralności. W 1916 r. gazeta opisuje jego proces o usiłowanie gwałtu: rozprawa toczy się przy zamkniętych drzwiach, a wyrok brzmi na kilka lat ciężkiego więzienia. Z tego samego roku pochodzi notatka o żołnierzu Janie Czai z Chropaczowa – dezerterze, który przez rok ukrywa się w różnych okolicach, by w końcu stanąć przed sądem wojennym i usłyszeć wyrok sześciu lat więzienia oraz degradacji.Kopalnia „Śląsk”, kolejka i codzienne wypadki

Polskie towarzystwa, teatr i spory o oświatę

Wojna światowa: front, dezercje i żelazny krzyż




