Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1907–1922). Część 2 – kopalnia „Śląsk”, wojna i spór o nazwę gminy

Kolorowy szkic procesji mieszkańców Chropaczowa idących ulicą w stronę kościoła, w tle huta i kopalniane szyby z dymiącymi kominami, w stylu starej ilustracji prasowej.

Czarny Chropaczów · prasa śląska 1906–1922

Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1906–1922). Część 2 – wojna, plebiscyt i wielka polityka

W drugiej części przeglądu roczników „Dziennika Śląskiego” śledzimy Chropaczów od schyłku epoki kajzera po czas I wojny światowej, powstań śląskich i plebiscytu. Z jednej strony – codzienne bójki, procesy, wypadki na kopalni „Śląsk” i sporządzanie protokołów w bytomskiej izbie sądowej. Z drugiej – spór o nazwę gminy, walka o własną parafię, agitacja polskich towarzystw, komitety plebiscytowe i pamięć o powstańcach.

Pierwszą część, obejmującą lata 1898–1906, znajdziesz tutaj: Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1898–1906). Część 1 – bójki, tyfus i święte procesje .

Skocz do sekcji:

Nazwa gminy, kościół i rządy sołtysów

„Pruski chrzest” Chropaczowa

W 1908 roku w „Dzienniku Śląskim” pojawia się głośny tekst o tak zwanym „pruskim chrzcie” Chropaczowa. Według autora germanizatorom od dawna marzy się, żeby polską nazwę wsi zastąpić czymś „szlachetniejszym” – padają pomysły typu „Fürstenberg” i inne eleganckie, ale obce brzmienia. Ostatecznie rada gminna uchwala nazwę „Schlesierau”, co korespondent komentuje z ironią i proponuje, by – skoro już zmieniać – nazwać miejscowość bardziej dosadnie: „Jammertal” albo „Padół narzekania”.Rok później sprawa wraca. W 1909 r. zarząd gminny zamierza ochrzcić miejscowość mianem „Schlesiengrube”, ale regencja w Opolu nie zgadza się na tę nazwę. Znów słychać o „Chropaczowie” w rubryce „Chrzest pruski z trudnościami” – czasowo zatrzymano germanizowanie, choć sam pomysł bynajmniej nie znika.

Kościół, parafia i spory o proboszcza

Równolegle trwa wieloletnia walka o własny kościół i parafię. W 1907 roku gazeta relacjonuje „sprawę budowy kościoła” – przedsięwzięcie, którym interesuje się księżna Donnersmarck. Padają propozycje, gdzie świątynia ma stanąć, ile ziemi przeznaczyć pod budowę i w jaki sposób mają się do tego włączyć bogatsze rody oraz kopalnia.Kilkanaście lat później, po wojnie, przychodzi przełom. W numerze z 1921 roku opublikowano obszerne rozporządzenie kardynała Bertrama o usamodzielnieniu kuracji w Chropaczowie. Kościół Najświętszej Maryi Panny Różańcowej staje się pełnoprawną parafią, obejmującą gminę i okoliczne kolonie, z własnym proboszczem i prawami probostwa. Dokument, datowany na marzec 1921 r., ogłoszono na ambonach w czerwcu tego samego roku – Chropaczów wychodzi spod cienia parafii lipińskiej.Sprawom kościelnym towarzyszą czasem „dziwne sprostowania”. W 1916 r. drukuje się długi tekst o sporze wokół listu dziewcząt z gminy chropaczowskiej, które wysłały do gazety podziękowanie za piękną uroczystość dla młodzieży. W imieniu tych samych dziewcząt odzywa się grupa mężczyzn, domagając się sprostowania. Korespondencja obrasta w plotki o świecach, procesjach i rzekomym „skandalicznym” zachowaniu – redakcja konkluduje, że tak naprawdę nie bardzo jest co prostować, bo więcej tu urażonych ambicji niż realnych zarzutów.
Ilustracja: urzędnicy przed gminą zdejmują napis „Chropaczów” i wieszają tablicę „Schlesiengrube”, początek XX wieku.
Pruski „chrzest” Chropaczowa – urzędnicy zamieniają polską nazwę na niemiecką tablicę.

Sołtysi, podatki i jubileusze

Gmina ma też swoje wewnętrzne spory. W 1908 r. mieszkańcy skarżą się na nowy podatek od wartości domów i gruntów oraz tzw. czynsz wodny. W notce z rubryki „Wiadomości potoczne” autor skomentuje to gorzko słowami, że „smutne nastały czasy dla chropaczowskich gospodarzy” i że nazywa się to „cywilizacją, czyli kulturą niemiecką”.Kilka lat później, w 1918 r., ten sam korespondent pisze tekst „W sprawie mieszkań”. Opisuje w nim kryzys mieszkaniowy – paradoksalnie, w Chropaczowie jest sporo pustych mieszkań, ale znajdują się one w robotniczych koszarach i domach stojących w pobliżu kopalnianych dołów z wodą i gliną. Artykuł kończy się zdaniem: „Z tych powodów smutne są widoki na przyszłość dla Chropaczowa”.Na koniec okresu pojawia się bardziej uroczysta nuta. W 1922 r. „Dziennik Śląski” odnotowuje jubileusz 25-lecia sołtysa Patasa, który od ćwierć wieku stoi na czele gminy świętochłowickiej z Chropaczowem. Prasa niemiecka rozpisuje się o jego zasługach dla rozwoju miejscowości, podkreślając m.in. inwestycje komunalne i uporządkowanie finansów gminy.

Gospodarze kontra książę Donnersmarck

W listach do gazety często powraca konflikt między małymi gospodarzami a wielkim właścicielem dóbr – księciem Donnersmarckiem. W 1908 r. korespondent opisuje, jak przy cegielni parowej „książęcej” wybiera się glinę z pól, tworząc głębokie na kilka metrów doły. Na sąsiednim polu pani Klimczykowej powstaje olbrzymi wyrwisko, które zalewa wodą i zabiera urodzajną ziemię. Gospodarze liczą straty, książę – jak wylicza autor – ma z hut i kopalń milionowe zyski.W 1909 roku gazeta relacjonuje długi, kilkuletni proces pana Sprusa z Chropaczowa przeciw księciu z Nowego N. o utrudnione wywożenie piasku. Przy szosie do Piasnik właściciel odkrywa dobre złoża piasku formierskiego, ale kopalnia i władze nie zgadzają się na poprowadzenie nowej drogi. Po latach sprawy sąd orzeka na korzyść Sprusa – książę ma wypłacić około 20 tysięcy marek odszkodowania i zbudować dogodny zjazd z szosy.Z perspektywy chłopskich gospodarstw to jednak małe zwycięstwa. Autorzy listów przypominają, że Donnersmarck tylko w jednym roku ma mieć kilka milionów zysku „ze Śląska”, podczas gdy rolnicy z Chropaczowa wloką się z procesami latami i często nie są w stanie udowodnić szkód po zalanych i zapadniętych polach.

Bójki, procesy i „niepoprawni” z Chropaczowa

Ilustracja: mała izba sądowa w Bytomiu, na ławie oskarżonych robotnik z Chropaczowa, sędzia i kilku widzów.
Izba sądowa w Bytomiu – wielu bohaterów drobnych notek z Chropaczowa kończy właśnie tutaj.

Od sporów sąsiedzkich po zabójstwa

W 1906 r. czytamy list „Od Chropaczowa”, w którym autor opisuje konflikt o chlewik i brakujące deski. Gospodarz twierdzi, że sąsiad „wybudował się” z drewna należącego do wspólnego pomieszczenia. Kiedy sprawa trafia do sądu, okazuje się, że koszt procesu przerasta wartość spornych desek – ale złość, obrazy i „honor” mają swoją cenę.Kilka następnych notek jest znacznie mroczniejszych. W 1907 roku dwóch mężczyzn z Chropaczowa staje przed sądem przysięgłych oskarżonych o zabójstwo murarza Dzimerczyka, zatrudnionego w kopalni „Śląsk”. W 1908 r. na ławie oskarżonych siadają murarze Gapon i Ficek, którym zarzuca się, że pobili bednarza Dziemnego tak dotkliwie, iż ten umiera – sąd skazuje ich na wieloletnie kary więzienia i utratę praw honorowych.Mniej tragiczny, ale wymowny jest opis „wybryków” młodzieży. W 1908 r. „banda młodych buksów” z bismarkowskiej szkoły, wracając z wyborów, śpiewa, krzyczy i bije przechodniów tak, że na miejsce musi przyjechać lekarz. Sąd rozdziela po kilka miesięcy więzienia – autor komentuje, że rodzice powinni „pozamykać szynki”, jeśli chcą mieć spokój z młodocianymi hulakami.

Szajki złodziei, dezerter i „ofiary moralności”

W latach 1915–1918 pojawia się cała galeria złodziei, rabusiów i recydywistów. Mamy więc górnika Mrozka z Chropaczowa, który po serii oszustw i bezprawnym noszeniu munduru żołnierskiego ucieka z aresztu, ale zostaje złapany na dworcu; rzeźnika Kwasnego, skazanego za włamanie do mieszkania Lipoka; szajkę koniokradów, w której główną rolę odgrywają Wilczek z Chropaczowa i jego koledzy z Łagiewnik; rabusia M. Wagnera, który wpada z bronią, nabojami i sztyletem w ręce lipińskich żandarmów.Osobną sprawę stanowi Józef Nosol z Chropaczowa, wielokrotnie karany za przestępstwa przeciw moralności. W 1916 r. gazeta opisuje jego proces o usiłowanie gwałtu: rozprawa toczy się przy zamkniętych drzwiach, a wyrok brzmi na kilka lat ciężkiego więzienia. Z tego samego roku pochodzi notatka o żołnierzu Janie Czai z Chropaczowa – dezerterze, który przez rok ukrywa się w różnych okolicach, by w końcu stanąć przed sądem wojennym i usłyszeć wyrok sześciu lat więzienia oraz degradacji.

Kopalnia „Śląsk”, kolejka i codzienne wypadki

Ilustracja: kopalnia „Śląsk”, kolejka elektryczna i przewrócony wóz konny po wypadku.
Kopalnia „Śląsk” i kolejka – tło wielu notek o wypadkach, potłuczonych furmankach i śmiertelnych zasypaniach.
W drugiej części kroniki Chropaczowa motyw wypadków na kopalni „Śląsk” i w jej okolicy wraca niemal obsesyjnie. W 1909 r. śmierć ponosi górnik Jaroszek z Chropaczowa, zasypany przez walące się węgle. W 1910 i 1915 roku gazeta dwukrotnie wspomina o ciężkich ranach górnika Fily, okaleczonego przez nieprawidłowo wybuchający nabój. W 1915 r. robotnik Swada łamie nogę i odnosi liczne rany, gdy zasypują go spadające węgle.Tragiczne są też wypadki młodocianych. W 1922 roku piętnastoletni robotnik Śliwka z Chropaczowa wpada do 45-metrowego szybu kopalni „Florentyna” i ginie na miejscu. W innym miejscu gazety czytamy o kolejarzu, który w drodze do pracy zostaje potrącony przez kolejkę na torze między Łagiewnikami a Chropaczowem.Nie wszystkie notki kończą się śmiercią. W 1910 roku murarz J. Lorenc z Chropaczowa ratuje z hutniczego stawu 15-letnią Gertrudę Stachulę – za tę akcję ratowniczą on i dwaj jego pomocnicy otrzymują nagrody pieniężne od władz rejencyjnych. W 1916 r. pojawia się zaś zagadkowy przypadek oficera Tschauenera z Chropaczowa, którego nieprzytomnego znajduje się przy torach kolejki; lekarz stwierdza zarówno ciężkie potłuczenia, jak i rany od noża lub sztyletu, więc gazeta zastanawia się, czy to nieszczęśliwy wypadek, czy napad.

Polskie towarzystwa, teatr i spory o oświatę

Ilustracja: wnętrze sali gminnej, chór polskiego towarzystwa śpiewaczego z Chropaczowa ćwiczy pieśni.
Towarzystwa śpiewacze i „Towarzystwo Polek” – polskie życie społeczne w Chropaczowie.
Od 1909 roku coraz częściej pojawiają się w gazecie polskie towarzystwa z Chropaczowa. Korespondent zachęca dziewczęta z gminy, by zapisywały się do miejscowego towarzystwa śpiewaczego, które ma podtrzymywać polską pieśń i kulturę. Wkrótce potem odnotowuje się pierwszy występ kółka śpiewaczego „Echo” w miejscowym kościele – zachwyt wiernych psują tylko „jacyś tańcy”, którzy na chórze próbują śpiewowi przeszkodzić, prawdopodobnie członkowie niemieckiego „ferbandu”.Po wojnie pojawia się nowy bohater: Towarzystwo Polek w Chropaczowie. W 1921 r. redakcja drukuje najpierw list „Franka z Chropaczowa”, który narzeka, że w jego wsi towarzystwa polskie niby istnieją, ale nic nie robią – nie organizują zabaw, nie dbają o ubogą młodzież, a na tle innych miejscowości wypadają blado. W odpowiedzi odzywa się „Franciszka z Chropaczowa”, przedstawiając drugą stronę: Tow. Polek ma ledwie rok, a już zorganizowało gwiazdkę dla biednych, wspiera Czerwony Krzyż i wysyła delegacje na polskie zjazdy. Autorka prosi, by mniej się kłócić o przedstawienia teatralne, a bardziej wychowywać dzieci w polskim duchu.Spór o teatr wraca w 1922 roku, gdy miejscowy „Sokół” wystawia sztukę „Kościuszko pod Racławicami”. Korespondent złośliwie punktuje niedostatki amatorskiej gry, nieodpowiednie stroje i zbyt swobodne podejście do alkoholu, ale jednocześnie przyznaje, że takie występy są dla Chropaczowa ważną lekcją historii i oświaty – pod warunkiem, że nie przerodzą się w zwykłą zabawę „przy bufecie”.

Wojna światowa: front, dezercje i żelazny krzyż

Ilustracja: żołnierz z Chropaczowa w okopach I wojny światowej, w tle krzyże na cmentarzu polowym.
Mieszkańcy Chropaczowa na frontach I wojny światowej – między odznaczeniami a śmiercią.
Lata 1914–1918 zmieniają ton gazetowych wzmianek. Pojawiają się listy z frontu, nekrologi i notki o odznaczeniach. W 1916 r. gazeta informuje, że żołnierz Józef Dziuba z Chropaczowa otrzymał order żelaznego krzyża – nazajutrz po odznaczeniu zostaje jednak ciężko ranny. Rok później czytamy o śmierci Edwarda Wygasza z Chropaczowa, który umiera w szpitalu polowym we Francji po ciężkim okaleczeniu; miał zaledwie 22 lata.Wojna wdziera się też w życie cywilne. W 1916 r. górnik Klimas z Lipin, idąc do pracy do Chropaczowa, zostaje zastrzelony przez żołnierza stojącego na warcie – ten bierze go za rosyjskiego jeńca. W innym numerze opisuje się dezertera Jana Czaję z Chropaczowa, który po ucieczce z wojska przez rok ukrywa się w okolicznych miejscowościach, aż wreszcie trafia przed sąd wojenny.Wojenne lata przynoszą też ofiary cywilne, których okoliczności nie są do końca jasne. W 1919 r. 32-letni górnik Rafał Copik z Lipin, idąc do teściów do Chropaczowa, pada ofiarą kuli gdzieś na drodze – pozostawia żonę i czworo dzieci. Gazeta notuje zwięźle fakt, bez szerszego komentarza, ale w tle pobrzmiewa napięcie okresu powstań i niepewnych granic.

Powstania, plebiscyt i komitety z Chropaczowa

W latach 1920–1921 „Dziennik Śląski” zaczyna widzieć Chropaczów także przez pryzmat powstań śląskich i plebiscytu. W 1920 r. ukazuje się apel do rodaków z Chropaczowa, przypominający o rocznicy wybuchu I powstania górnośląskiego. Komitet organizuje zebranie, zamierza urządzić odczyty i zbiórkę kwiatów na groby poległych powstańców – autor zachęca: „Nie zapominajcie waszych współbraci w tych pamiętnych dniach”.W 1921 r., podczas trwania III powstania, pojawia się duże sprawozdanie „z powiatu bytomskiego”. Rozbark, Piekary, Szarlej i inne miejscowości obsadzają oddziały powstańcze. Z Szombierek, Bobrka, Orzegowa i Chropaczowa donoszą, że władza znajduje się w rękach powstańców. W tle trwają walki o mosty, urzędy gminne, stacje kolejowe.W tym samym czasie tworzą się komitety parytetyczne – mieszane polsko-niemieckie ciała, które mają czuwać nad porządkiem podczas plebiscytu. W Chropaczowie-Dwór do komitetu wchodzą ze strony polskiej m.in. Kandora, Sosna, Paszek i Matusik, ze strony niemieckiej – Weinhold, Morawiecz, Stryczek, Slania i Filla. Gazeta prosi mieszkańców dworu o przekazywanie członkom komitetu rzetelnych informacji o nadużyciach.

Codzienność po wojnie: mieszkania, łaźnia, czerwony krzyż

Wojna i powstania nie zlikwidowały zwykłych, bardzo przyziemnych problemów. W 1918 roku gmina zakłada kąpielisko, które cieszy się ogromną popularnością – korzystają z niego robotnicy, rzemieślnicy, kupcy. Po pewnym czasie kąpielisko zamyka się „dla oszczędności węgla”. Korespondent oburza się, że w tym samym czasie kopalnie i huty spalają setki tysięcy centnarów węgla, a zwykłym mieszkańcom odmawia się możliwości umycia ciała: „Publiczność Chropaczowa skazana jest na kąpiele w Bytomiu”.Inny problem to studnie i zaopatrzenie w wodę. W 1909 r. władza nakazuje zamknięcie starej, około 60-letniej studni gminnej w dzielnicy Dobrocki jako rzekomo szkodliwej dla zdrowia. Gmina protestuje, bo studnia była przez długie lata jedynym źródłem wody dla Lipin i Chropaczowa; zostaje tylko możliwość otwarcia jej w razie pożaru.Na tle kryzysu i biedy wyróżnia się inicjatywa Czerwonego Krzyża Polskiego. W 1920 r. zarząd miejscowy zwraca się z gorącą prośbą do obywateli Chropaczowa: zbliżają się święta, a sieroty i wdowy nie mają żadnego wsparcia. Zawiązuje się koło Czerwonego Krzyża, przyjmujące datki w markach i naturze, a autor listu przypomina, by „jeszcze raz” otworzyć serca na potrzeby najbiedniejszych.Gdzieś między tymi poważnymi sprawami migają zupełnie drobne, ale smakowite okruchy życia: woźnica z Chropaczowa, który wiózł siano, a pod stosem ukrył wieprza ważącego 140 funtów, zatrzymany przez żandarma; komunikat o zakopanym w sianie towarze skradzionym w Lipinach i wywiezionym do Chropaczowa; wreszcie wzmianki o wieczornych śpiewach, nabożeństwach i procesjach, dzięki którym węglowa wieś choć na chwilę staje się mniej „czarna”.Tak zamyka się okres 1906–1922 w „Dzienniku Śląskim”. Chropaczów pozostaje w oczach gazety miejscem pełnym kontrastów.
0
0

There are no comments yet

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *