
FLACZEK.COM / BYTOMSKA ATLANTYDA
Bytomska Atlantyda
Dom Pragera, podcienia i miasto, które zniknęło z Rynku
Jedna rozbiórka, belka z XVII wieku, stara winiarnia i pożar, po którym Bytom zaczął zmieniać swoją twarz. Historia miejsca, w którym spotkały się dwa miasta: dawne i nowoczesne.
Jesienią 1862 roku z bytomskiego Rynku znikał dom, który pamiętał miasto zupełnie inne od tego znanego z późniejszych pocztówek. Podczas rozbiórki natrafiono na wysoką, sklepioną piwnicę i drewnianą belkę z datą 1649. Właściciel posesji, kupiec Salomon Prager, nie zamierzał jednak urządzać muzeum przeszłości. Stary Bytom ustępował właśnie miejsca nowemu.
01 / ROZBIÓRKA I ODKRYCIE
Rok 1862. Stary dom idzie pod kilof
Wyobraźmy sobie bytomski Rynek w 1862 roku.
Nie ten z eleganckich pocztówek przełomu XIX i XX wieku, pełen wysokich kamienic, restauracji, szyldów i miejskiego gwaru. Tamten Bytom dopiero się rodził.
Przy jednej z posesji trwała rozbiórka starego domu należącego do kupca Salomona Pragera. Budynek pochodził jeszcze z zupełnie innej epoki i najwyraźniej przestał odpowiadać potrzebom miasta, które rozwijało się coraz szybciej.
Robotnicy rozbierali kolejne fragmenty konstrukcji. I wtedy stary dom zaczął odsłaniać swoją historię.
Wśród jego elementów znaleziono drewnianą belkę stropową z datą 1649 i nazwiskiem „Gniastko”. Data mogła oznaczać czas wzniesienia domu albo jego większej przebudowy po wojnie trzydziestoletniej.
Ale jeszcze ciekawiej było pod ziemią.
Piwnica, winiarnia i belka z 1649 roku
Pod Domem Pragera znajdowała się niezwykle wysoka, sklepiona kamieniem piwnica. Według dawnych opisów miała około 18 stóp wysokości.
Nie była zwykłym schowkiem pod domem.
Przez mniej więcej dwa stulecia, od około 1600 do 1800 roku, funkcjonowała tam winiarnia, w której przechowywano wielkie dębowe beczki z węgierskim winem.
Nietrudno wyobrazić sobie ten obraz: ciężkie kamienne sklepienia, półmrok, beczki ustawione pod ścianami i ludzi schodzących z gwarnego Rynku kilka metrów pod ziemię.
To właśnie takie szczegóły sprawiają, że Dom Pragera przestaje być tylko kolejną pozycją w historii architektury.
Staje się kapsułą czasu.
Jak zwykle przy starych piwnicach, z czasem pojawiły się również legendy. Jedna mówiła o podziemnym przejściu prowadzącym w stronę wzgórza św. Małgorzaty. Inna wiązała to miejsce z burmistrzem Fabriciusem, który miał tam w XIV wieku wytapiać srebro.
Nie są to wydarzenia potwierdzone źródłowo. Ale warto o tych opowieściach wspomnieć, bo pokazują, jak głęboko stary dom wrósł w pamięć mieszkańców.
02 / STARY BYTOM I OGIEŃ
Zanim Rynek stał się wielkomiejski
Żeby zrozumieć, dlaczego w 1862 roku stary dom mógł uchodzić już za relikt przeszłości, trzeba cofnąć się jeszcze dalej.
Dawny Bytom był znacznie mniejszy, ciaśniejszy i bardziej podatny na katastrofy niż miasto, które wyrosło tutaj pod koniec XIX wieku.
Znaczna część zabudowy była niska, drewniana albo częściowo drewniana. Dachy kryto łatwopalnymi materiałami. Domy mieszkalne sąsiadowały z warsztatami, zabudowaniami gospodarczymi i stodołami.
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów Rynku były podcienia, określane w dawnych niemieckich źródłach jako Lauben.
Tworzyły zadaszone przejścia przed domami. Chroniły przed deszczem i śniegiem, dawały miejsce handlarzom i były naturalną częścią codziennego życia miasta.
Dzisiaj zapewne należałyby do największych atrakcji historycznego centrum.
Wtedy były po prostu czymś zwyczajnym.
Problem zaczynał się w chwili, gdy pojawiał się ogień.
W zwartej zabudowie płomienie potrafiły przechodzić z jednego budynku na następny w błyskawicznym tempie. Drewno, dachy i ciasna zabudowa tylko ułatwiały im drogę.
Czerwiec 1804. Bytom w ogniu
W czerwcu 1804 roku miasto dostało kolejną brutalną lekcję.
Pożar rozpoczął się na Przedmieściu Błotnickim – Blottnitza, w posiadłości wdowy Mizioch. Ogień szybko wymknął się spod kontroli.
Skala zniszczeń była ogromna.
Spłonęło około 40 domów, 20 stodół i folwark, a płomienie przerzuciły się również na Rozbark.
Rok później 26 poszkodowanych właścicieli otrzymało łącznie 6470 talarów pieniędzy bonifikacyjnych, czyli odszkodowań.
Nie był to pierwszy wielki pożar w dziejach Bytomia. Nie był też ostatni.
Ale takie katastrofy coraz wyraźniej pokazywały, że starego sposobu budowania miasta nie da się utrzymywać bez końca.
Wyrok na bytomskie podcienia?
Tu trzeba uważać, żeby z historii nie zrobić zbyt prostej opowieści.
Bytom nie obudził się następnego ranka bez podcieni.
Takie elementy miasta znikają powoli: dom po domu, przebudowa po przebudowie.
Katastrofy takie jak pożar z 1804 roku przyspieszały jednak zmiany. Bezpieczeństwo przeciwpożarowe zaczynało odgrywać coraz większą rolę, a dawna zabudowa stopniowo ustępowała konstrukcjom murowanym i bezpieczniejszym.
Podcienia zabudowywano. Drewniane elementy znikały. Fasady domów zmieniały swój układ.
Proces trwał latami, ale jego kierunek był już wyraźny.
Dawna twarz Rynku zaczęła znikać.
03 / MIASTO POD MIASTEM
Pod brukiem został drugi Rynek
Przez wiele lat dawny wygląd Rynku można było odtwarzać przede wszystkim na podstawie opisów.
Dzisiaj wiemy jednak, że pod współczesną przestrzenią miasta naprawdę kryją się ślady wcześniejszego Bytomia.
Badania archeologiczne prowadzone na Rynku odsłoniły pozostałości dawnej zabudowy handlowej. Wśród odkrytych struktur znalazł się między innymi obiekt z drugiej połowy XVI wieku posiadający podcień wsparty na słupach.
Nie oznacza to oczywiście, że każda taka konstrukcja wyglądała identycznie jak późniejsze podcienia biegnące przed domami przy Rynku.
Pokazuje jednak coś ważniejszego.
Pod dzisiejszym brukiem znajduje się więc drugi Rynek.
Starszy.
Niższy.
Niemal niewidoczny.
I właśnie dlatego tak dobrze pasuje tutaj określenie Bytomska Atlantyda.
Nie jest to miasto zatopione pod wodą.
Zostało przykryte przez kolejne przebudowy, fundamenty, piwnice i ulice.
04 / NOWY DOM, NOWA EPOKA
Salomon Prager wybiera przyszłość
Wracamy do 1862 roku.
Stary dom znika.
I tutaj pojawia się Salomon Prager nie jako bohater romantycznej opowieści, lecz jako człowiek swojej epoki: kupiec i inwestor działający w mieście, które zaczynało gwałtownie rosnąć.
Dla nas belka z 1649 roku jest bezcennym świadectwem przeszłości.
Dla niego stary dom mógł być przede wszystkim przestarzałą nieruchomością stojącą na coraz cenniejszej parceli.
Prager wybrał przyszłość.
Przy ówczesnej Tarnowitzerstraße 1, dzisiejszej Jainty 1, wzniesiono w 1862 roku nowoczesną kamienicę czynszową według projektu Ferdinanda Steinmetza.
W opracowaniach poświęconych rozwojowi miasta określana jest jako pierwsza nowoczesna kamienica czynszowa w Bytomiu.
I właśnie tutaj cała historia zatacza koło.
Nazwisko człowieka związanego z domem kryjącym ślady siedemnastowiecznego Bytomia pojawia się jednocześnie przy inwestycji zapowiadającej narodziny miasta zupełnie nowej epoki.
05 / BYTOM PRZYSPIESZA
Miasto przyspiesza
Kamienica Pragera nie była odosobnionym przypadkiem.
Była zapowiedzią tego, co miało nadejść w kolejnych dekadach.
Rozwój kopalń i hut przyciągał nowych mieszkańców. Rosła wartość gruntów. Powstawały sklepy, instytucje i kolejne kamienice.
Stary Bytom znikał coraz szybciej.
Proces ten nabrał szczególnego tempa w okresie, który można nazwać złotą erą Bytomia 1873–1914.
Wtedy miasto naprawdę zaczęło nabierać wielkomiejskiego charakteru.
Dobrym symbolem skali tej przemiany jest późniejszy ratusz zaprojektowany przez Paula Jackischa. Powstał w latach 1877–1879, zaledwie kilkanaście lat po rozbiórce starego Domu Pragera.
To był już zupełnie inny Bytom.
06 / BYTOMSKA ATLANTYDA
Jeden dom, dwie epoki
I chyba właśnie dlatego historia Domu Pragera jest tak ciekawa.
Nie dlatego, że mieszkał tam król.
Nie dlatego, że rozegrała się tam wielka bitwa.
I nawet nie dlatego, że sam budynek musiał być szczególnie piękny.
Jego znaczenie polega na tym, że w jednym miejscu spotkały się dwa Bytomie.
Ten stary — z podcieniami, sklepionymi piwnicami, winiarnią i belką z 1649 roku.
I ten nowy — z kamienicami czynszowymi, rosnącą wartością parcel i ambicją stania się nowoczesnym miastem przemysłowym.
W 1862 roku wygrał ten drugi.
Dla Salomona Pragera była to zapewne zwyczajna decyzja inwestycyjna. Dla nas, ponad półtora wieku później, rozbiórka jego starego domu jest czymś więcej.
To moment, w którym na chwilę uchyliły się drzwi do miasta, którego już nie ma.
A właściwie — które nadal tam jest.
Tylko trzeba zejść trochę niżej.
Pod bruk.
Pod fundamenty.
Do Bytomskiej Atlantydy.



