Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Kto ma prawo do trupa? Awantura o 60 talarów, czyli bytomski kat na abonament

Bytomski kat Georg Boreck z mieczem w tle i napisem: Kto ma prawo do trupa? Georg Boreck i 60 talarów bytomskiego kata (Bytom 1680).

FLACZEK.COM Z CIENIA DAWNEGO BYTOMIA

Kto ma prawo
do trupa?

Georg Boreck i 60 talarów bytomskiego kata

Bytom · Pyskowice · Stare Tarnowice
Zapomnij o ponurych lochach. To historia o omijaniu cennika, urzędniczym fochu i sporze, który dotarł aż do Pragi.

SPRAWA Z 1680 ROKU

Gdyby dzisiaj Bytom ogłosił nabór na stanowisko miejskiego kata, najpierw sprawdzilibyśmy w kalendarzu, czy to nie prima aprilis. Potem podejrzewalibyśmy włamanie na stronę internetową urzędu.

W XVII wieku pytanie jednak brzmiało: ile płacą i dlaczego znowu spóźniają się z „przelewem”?

Georg Boreck taką posadę miał. I jak każdy szanujący się fachowiec, okropnie nie lubił, gdy ktoś wchodził mu w paradę. Wiosną 1680 roku bytomski wykonawca wyroków odkrył, że w jego rewirze załatwiono kilka spraw „po cichu” i bez jego udziału. Zamiast chwycić za topór, Boreck chwycił za pióro, podliczył utracone korzyści na okrągłe 60 talarów i poszedł do sądu.

Wizualizacja: bytomski kat przy stole z otwartą księgą rachunkową i monetami.
Kat przy rachunkach. Wizualizacja inspirowana historią Georga Borecka; nie przedstawia jego udokumentowanego wizerunku.

Fucha zrobiona za plecami

10 kwietnia 1680 roku Georg Boreck miał już serdecznie dość swojego sąsiada. Chodziło o Wenzela Ohma Januschewskiego, pana Starych Tarnowic (Alt-Tarnowitz), który najwyraźniej uznał, że usługi bytomskiego mistrza są zbyt drogie i można poradzić sobie gospodarskim sposobem.

Według kroniki Franza Gramera szlachcic podpadł katu dwukrotnie. Po pierwsze, gdy w jego dobrach dwie kobiety targnęły się na życie, ludzie Januschewskiego sami wywlekli i pogrzebali ciała, całkowicie omijając bytomskiego kata. Po drugie, dwóch skazańców ze wsi pana Wenzela wysłano na stracenie do Pyskowic zamiast do Bytomia. Znów bez udziału naszego bohatera.

Można by pomyśleć, że kat miał po prostu mniej ponurej pracy. Dla niego to były utracone zyski.

W XVII wieku ciało samobójcy było obłożone surowym tabu – zwykli mieszkańcy nie chcieli go dotykać, więc usunięcie i pochówek należały do płatnych zadań kata. Zlecenie było zleceniem. Januschewski nie tylko ominął procedury, ale przede wszystkim pozbawił Borecka uczciwego zarobku.

Kat na abonament

Skąd w ogóle w tej układance wzięły się Pyskowice? Otóż okoliczne miasta miały wspólne katowskie interesy na długo przed tym, jak Boreck przyszedł na świat.

Utrzymanie pełnoetatowego wykonawcy kar (nazywanego w dokumentach Züchtigerem albo Nachrichterem) sporo kosztowało, a roboty na szczęście nie było codziennie. Sąsiedzi wpadli więc na pomysł wyjątkowo praktyczny: po co każdy ma opłacać własnego specjalistę, skoro można złożyć się na jednego w Bytomiu?

Już w 1406 roku Pyskowice podpisały z Bytomiem umowę: zobowiązały się płacić jeden grosz tygodniowo, dopóki Bytom utrzymuje kata. Osiem lat później, w 1414 roku, niemal identyczny pakiet wykupił Toszek, dorzucając co tydzień jeden grosz czeskiej monety.

Kat na abonament brzmi jak czarny humor, ale ekonomicznie spinało się to znakomicie. Grosz tygodniowo stanowił opłatę za „gotowość bojową”. Gdy zaś trzeba było faktycznie zakasać rękawy i przyjechać na miejsce — choćby do Tarnowskich Gór, które w kwietniu 1667 roku uprzejmie prosiły Bytom o wypożyczenie kata do egzekucji — wystawiano osobny rachunek.

Wizualizacja: dwaj średniowieczni rajcowie przy stole z otwartą księgą rachunkową i monetami.
Księga, monety i cotygodniowa składka. Symboliczna wizualizacja nawiązująca do porozumień Pyskowic i Toszka z Bytomiem z 1406 i 1414 roku.

Nie tylko szafot (i stażysta z zapałem)

W popkulturze kat stoi na podwyższeniu w czarnym kapturze. W archiwach miejskich znacznie częściej stoi w kolejce do kasy.

Dawne dokumenty z bytomskiego archiwum pokazują, że wykonawca wyroków pobierał stałą roczną pensję (Salarium), a do tego dorabiał od sztuki — za tortury, egzekucje czy właśnie uprzątnięcie zwłok, których nikt inny nie chciał tknąć. Zasada księgowa była prosta: kto zamawia usługę, ten płaci. W Pyskowicach już w 1574 roku spisano regułę, że za złoczyńcę schwytanego w mieście płaci katu ratusz, ale jeśli delikwenta przywozi ze swoich wsi pan zastawny — rachunek idzie na konto pana. Przy okazji tamtej ugody pan zastawny musiał zresztą spłacić osiem guldenów, z którymi zalegał katu od dłuższego czasu. Jak widać, zatory płatnicze w usługach to żadna nowość.

Mimo ponurej atmosfery posada w Bytomiu uchodziła za całkiem intratną. Do tego stopnia, że nie brakowało chętnych do przebranżowienia. W archiwaliach zachowała się historia Johannesa Röthgela, miejskiego posłańca, który narzekał na marne zarobki z noszenia listów. Zgłosił się więc na stanowisko kata, chwaląc się, że pochodzi z katowskiej rodziny, i zaoferował, że będzie pracował całkowicie za darmo, dopóki nie wykaże swoich umiejętności w praktyce.

Trudno o bardziej osobliwy pomysł na bezpłatny okres próbny. Ale najwidoczniej finansowo gra była warta świeczki.

60 talarów i wycieczka do Pragi

Wróćmy jednak do Georga Borecka, bo nasz bohater z pewnością nie zamierzał pracować charytatywnie. Co więcej, z panem ze Starych Tarnowic miał na pieńku już wcześniej. W maju 1677 roku poskarżył się hrabiemu Hencklowi na Wenzela Ohma o niemal identyczny numer: ominięcie opłat przy pochówku i wysłanie dwóch skazańców do Pyskowic. Wtedy hrabia wypłacił katu rekompensatę i sprawa przycichła.

Gdy trzy lata później historia się powtórzyła, miarka się przebrała. Boreck wystawił rachunek za utracone zlecenia.

Dla porównania: z późniejszych o dwie dekady zapisków wynika, że za jedną egzekucję kat inkasował około 12 talarów. 60 talarów było więc konkretnym pieniądzem, o który warto było się pokłócić.

I tu zaczyna się najlepsza część tej historii. Szlachcic ze Starych Tarnowic przegrał sprawę, ale uniósł się honorem i ani myślał płacić katu. Januschewski wniósł apelację aż do sądu w Pradze.

Wyobraźmy sobie miny dostojnych praskich sędziów, na których biurka trafia niezwykle pilny spór ze Śląska o to, kto miał prawo pogrzebać dwa ciała i ściągnąć opłatę za dwóch wisielców. Prawo rzemieślnicze okazało się jednak twarde jak katowski topór. Praski sąd apelację szlachcica oddalił. Boreck proces wygrał.

Czy ostatecznie zobaczył swoje 60 talarów w gotówce? Tego kroniki nie precyzują. A jak wiadomo, nawet dziś wyrok w kieszeni a pieniądze na koncie to dwie zupełnie różne historie.

Wizualizacja: bytomski kat wskazuje dokument na stole podczas sporu ze szlachcicem siedzącym ze skrzyżowanymi rękami.
Spór o katowskie opłaty — symboliczna wizualizacja. Kompozycja nie odtwarza konkretnej rozprawy ani wyglądu sądu w Pradze.

Najdziwniejsza pozycja w miejskim budżecie

O dalszych losach Georga Borecka źródła milczą. Nie wiemy, jak wyglądał, gdzie dokładnie mieszkał ani jak długo jeszcze pilnował bytomskiego szafotu. W historii regionu zapisał się nie spektakularną egzekucją, lecz bezkompromisową walką o należny mu zarobek.

I właśnie ten kontrast działa na wyobraźnię najmocniej. Kat z pozwem w ręku wydaje się postacią niemal współczesną. Rozumiemy jego irytację, gdy klient kombinuje, jak ominąć opłatę. Przez chwilę można wręcz zapomnieć, jakiej konkretnie branży dotyczył ten spór.

Bytom, Pyskowice, Toszek, Stare Tarnowice. Znajome nazwy, między którymi ponad trzysta lat temu krążyły umowy abonamentowe i wezwania do zapłaty za usługi ostateczne.

Miecz lub topór… podpowiada wyobraźnia,
ale w dawnym Bytomiu nawet kat miał swoje rachunki do opłacenia.

Bibliografia i nota źródłowa 5 pozycji
  1. Franz Gramer, Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien, Beuthen 1863, s. 161 (sprawa zapisana pod datą 10 kwietnia 1680 r.) oraz s. 350–351 (umowy z 1406 i 1414 r.). W artykule wykorzystano cytat i omówienie tych fragmentów w tekście Johannesa Chrząszcza z 1920 r.
  2. Johannes Chrząszcz, Ein sacraler Hügel bei Peiskretscham, „Der Oberschlesier”, 6 listopada 1920, rocznik 2, nr 45, s. 5. Podstawa opisu sprawy Borecka za Gramerem.
  3. Georg Büchs, Der Beuthener Scharfrichter im Mittelalter, „Ostdeutsche Morgenpost”, 5 stycznia 1928, nr 5, dodatek „Unterhaltungsbeilage”. Kontekst urzędu i wynagrodzenia, wiadomości z 1667 i 1677 r., kandydatura Johannesa Röthgela oraz późniejsza stawka 12 talarów. Skan strony z artykułem w DigiShelf.
  4. Franz Stodolka, Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien, 10. Fortsetzung, fragment dotyczący skargi z 10 kwietnia 1680 r.
  5. Geschichte der Stadt Peiskretscham, s. 197, fragment o podziale kosztów czynności katowskich i 8 guldenach zaległości w związku z porozumieniem z 1574 r.

Nota źródłowa. Przebieg sporu z 1680 r., kwotę 60 talarów i wynik apelacji przedstawiono według relacji Gramera, cytowanej przez Chrząszcza i zbieżnej z opisem Stodolki. Nie są to trzy niezależne świadectwa.

0
0

There are no comments yet

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *