2025-12-02
Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1898–1906). Część 1 – bójki, tyfus i święte procesje
Świętochłowice · Chropaczów
Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1898–1906)
Część 1: bójki, tyfus i święte procesje
Skąd w tytule ten „czarny” Chropaczów? To nie żaden złośliwy komentarz, tylko cytat z jednego z listów do „Dziennika Śląskiego”. W 1906 roku anonimowy autor podpisany „Czujny” narzekał na dym z huty i niskie kominy, przez które „Chropaczów wygląda jak jedna chmura”, a górnik miał powiedzieć, że nie chce się przenosić do „czarnego Chropaczowa”. W tym samym liście pojawia się marzenie, żeby miejscowość „przeobraziła się z czarnego w zielony”. Ten obrazek stał się kluczem do całej opowieści.
Chropaczów – dziś dzielnica Świętochłowic – w czasie, o którym mowa w tym tekście, był osobną wsią, a potem gminą w powiecie bytomskim. Wokół wyrastały szyby kopalni „Śląsk”, huta, cegielnie, nowe domy robotnicze; między Lipinami, Godulą i Chebziem robiło się coraz ciaśniej i coraz bardziej przemysłowo.
„Dziennik Śląski”, polskojęzyczna gazeta wydawana w Bytomiu, patrzył na ten świat z bardzo bliska. W krótkich notkach drukowanych na trzeciej czy czwartej stronie przewijają się nazwy wszystkich tych miejscowości – w tym Chropaczowa.
Przejrzałem roczniki z lat 1898–1906, szukając właśnie tego jednego słowa. Okazało się, że Chropaczów pojawia się tam dziesiątki razy: w kronice kryminalnej, w wiadomościach z kopalń, w listach do redakcji, w drobnych ogłoszeniach.
Ta część to próba ułożenia tego materiału w jedną opowieść – na razie z pierwszych ośmiu roczników, czyli z lat 1898–1906.


Kryminalny Chropaczów
Już w pierwszym roczniku „Dziennika” (1898) pojawiają się chropaczowskie sprawy karne.
Oszustka z Jerozolimą
Najgłośniejsza jest sprawa Wiktorii Kaiserowej z Chropaczowa. Kobieta chodziła po okolicy i zbierała pieniądze na rzekomą pielgrzymkę do Jerozolimy. Opowiadała, że „Pan Bóg kazał” jej zbierać składki na podróż do Ziemi Świętej.
W jednym numerze czytamy, że wyłudziła od górnika Sikory przeszło 400 marek, od żony kotlarza Jana Miki – kolejne 400, a ile od innych, „nie wiadomo”. W innym – że sprawa trafiła przed izbę karną w Bytomiu, gdzie sąd ostatecznie uznał ją za niepoczytalną i uwolnił od kary.
Telegram na 5000 marek
W 1904 roku pojawia się sprawa Jana Kaczmarczyka i Józefa Brzoski. Dwaj mieszkańcy Lipin wysyłają telegram do pani Dworaczkowej w Łagiewnikach z prośbą o przysłanie 5000 marek, podpisując się nazwiskiem jej krewnego.
Na poczcie czeka już jednak policyant Pfeffer z Chropaczowa, który aresztuje ich, gdy przychodzą „dopytywać o pieniądze”.
Fałszywy pogrzeb dziecka
W 1905 roku przed sądem przysięgłych w Bytomiu staje hutnik August Nowak z Chropaczowa. Zgłosił w urzędzie stanu cywilnego w Chropaczowie śmierć własnego dziecka, które w rzeczywistości żyło, żeby na podstawie aktu zgonu odebrać z kasy pogrzebowej zapomogę „na pogrzeb”.
Półtora miesiąca później powtórzył ten sam manewr w Lipinach. Łącznie otrzymał 12 marek. Sąd przysięgłych skazał go na 1,5 roku więzienia i dwa lata utraty praw honorowych.
Noże, bójki i korytarz sądowy
W kronice sądowej i policyjnej Chropaczów wraca często. Kilka przykładów:
- Noworoczna awantura 1905 – Tomasz Wolny i trzech kolegów z Chropaczowa „swawolą” 1 stycznia przed lokalem pana Schirokauera, potem próbują dostać się do karczmy pana Lolonka. Gdy ich nie wpuszczono, biją ślusarza Pawła Kostura, a Wolny dźga go nożem, zadając niebezpieczną ranę. Izba karna skazuje Wolnego na 2 lata więzienia, trzech pozostałych na po 5 miesięcy.
- Napad na niewidomą staruszkę – w 1906 roku Kokot i Wagner z Chropaczowa napadają w Lipinach na około 80-letnią, ślepą kobietę. Rzucają ją na ziemię i ciężko ją poturbowali. Dozorca hutniczy Wróbel, który staje w jej obronie, także zostaje pobity. Policja odnajduje sprawców w szynku; przy aresztowaniu szybko gromadzi się tłum przekonany, że policja krzywdzi „niewinnych ludzi”.
- Cygaro w sądzie – robotnik z Chropaczowa wchodzi do izby sądowej w Bytomiu z zapalonym cygarem, żeby „przysłuchać się sprawom”. Dostaje za to 24 godziny aresztu za nieprzystojne zachowanie w sali sądowej.
- Hutnik W. i policjanci – w 1906 roku hutnik W. z Chropaczowa, skazany za wykroczenie w Lipinach, jest prowadzony po rozprawie do więzienia. W sieni zwraca się do policyjnego świadka z Lipin słowami: „Czekaj ty psie…, jak przyjdę” i uderza go tak, że hełm spada z głowy. Szarpie się z dozorcą więziennym i drugim policjantem, bije ich i kopie. Sąd dokłada mu kolejne 10 miesięcy więzienia. Według relacji gazety ma odpowiedzieć: „Nic nie szkodzi, będę siedział, aż zgniję.”

Niebezpieczna robota i codzienne wypadki
Duża część chropaczowskich wzmianek dotyczy wypadków – na kopalni, szosach i przy torach.
Kopalnia „Schlesien”
W kilku notkach pojawia się kopalnia „Schlesien”:
- górnik Bojdoła z Chropaczowa (nazwisko w gazecie jest nieco nieczytelne) zostaje ciężko ranny na kopalni „Schlesien” i trafia do lazaretu knapszaftowego; rany zagrażają jego życiu,
- trupa aktorów nowego niemieckiego teatru wyjeżdża dorożką do Chropaczowa, żeby zwiedzić kopalnię „Schlesien”. Z powodu mgły dorożka zsuwa się z wysokiego nasypu szosy, aktorzy wypadają na ziemię. Jedna aktorka łamie obojczyk, druga odnosi obrażenia wewnętrzne i rozcięcie głowy.
Kolejki, pociągi i furmanki
Na przełomie wieków w okolicach Chropaczowa często dochodzi do zderzeń dawnego i nowego transportu:
- w Nowy Rok 1903 kolejka elektryczna przejeżdża 24-letniego syna głównego nauczyciela Kani z Chropaczowa. Mężczyzna leżał na torach; uderzenie było tak silne, że pojazd odciął mu głowę i obie nogi,
- między Chebziem a Lipinami pociąg zabija konia wartego dwieście talarów i rozbija powóz należący do oberżysty Weissa z Chropaczowa. W relacji podkreśla się, że urzędnik kolejki nie ponosi winy – koń stał bez dozoru, a gdy nadjechał pociąg, ruszył z miejsca wprost pod skład,
- na szosie łagiewnickiej furmanka Jana Matuszka ze Świętochłowic najeżdża na żonę inwalidy Magiery z Chropaczowa. Kobieta doznaje ciężkiej rany głowy, dodatkowo kopie ją koń.
Dzieci, pies i lazaret
- 13-letnia Paulina Białas z Chropaczowa ucieka na ulicy Dworcowej w Bytomiu przed „psem wielkim”. Wycofując się, zahacza o rynsztok, upada i doznaje niebezpiecznej rany.
- górnik Lesiok z Chropaczowa leży chory w katowickim lazarecie. Znajomy przynosi mu fajkę, tytoń i zapałki. Zapalona zapałka upada na łóżko, powstaje pożar, górnik odnosi tak ciężkie oparzenia, że umiera. Zostawia wdowę i pięcioro dzieci; gazeta zaznacza, że wdowa i sieroty mają prawo do renty.

Choroby i smog: tyfus i „czarny Chropaczów”
Tyfus w statystykach
W numerze z 1900 roku „Dziennik Śląski” publikuje zestawienie zachorowań na tyfus w powiecie bytomskim. We wrześniu:
- Świętochłowice – 96 przypadków, 8 zgonów,
- Orzegów – 52 przypadki, 3 zgony,
- Lipiny – 33 przypadki, 4 zgony,
- Chropaczów – 19 przypadków, 1 zgon,
- dalej m.in. Godula (13 zachorowań), Chebzie (6), Górne Hajduki (5), Górne Łagiewniki (2).
Od początku roku do końca września we wszystkich wymienionych miejscowościach zanotowano 849 zachorowań i 76 zgonów.
W Nowej Kopaninie buduje się kosztem rządu trzy baraki dla chorych na tyfus z rejonu Lipin i Chropaczowa. Opieką nad chorymi mają zająć się Siostry Szarytki, które wcześniej pracowały już m.in. na Goduli.
Czarny kontra zielony Chropaczów
W 1906 roku anonimowy „Czujny” opisuje w liście warunki w Chropaczowie. Skupia się na hucie z niskimi kominami. Dym, który z nich wychodzi, rozchodzi się po całej miejscowości:
„Chropaczów sam wygląda jak jedna chmura. Otworzyłby kto okno wtenczas, to może usnąć i na wieki.”
Według autora nawet ludzie pracujący w Chropaczowie wolą mieszkać gdzie indziej. Jeden z górników ma odpowiedzieć, że „jeszcze się nie przeniósł do czarnego Chropaczowa”.
„Czujny” wskazuje, że silny związek posiadaczy domów i gruntów mógłby wymóc na księciu – właścicielu zakładów – podwyższenie kominów. W takim wariancie Chropaczów nie byłby już „czarny”, tylko „zielony”.

Kościół, procesje i polskość
Procesja ze św. Izydorem i hutnicy
W 1902 roku opisano procesję na święto św. Izydora, patrona rolników. W niedzielę 11 maja mieszkańcy Chropaczowa wyruszają z muzyką do kościoła parafialnego w Lipinach.
Za muzykę odpowiadają dwa związki: katolickie stowarzyszenie robotników z Lipin oraz związek posiadaczy domów i gruntów z Chropaczowa. Kapela gra w drodze i w kościele, co – jak pisze autor – bardzo pomaga wiernym w śpiewie.
Na końcu dodaje prośbę w imieniu hutników: podczas uroczystości św. Floriana, ich patrona, w kościele muzyka nie gra, więc warto byłoby zadbać o to w przyszłości.
Kardynał Kopp i napisy na bramach
Gdy w 1902 roku do Lipin przyjeżdża z wizytą kardynał Georg Kopp, gospodarze z Lipin i Chropaczowa witają go w strojach narodowych.
Ustawiono cztery bramy. Trzy mają napisy po niemiecku. Czwarta, przy kościele, ma z jednej strony napis łaciński, a z drugiej – od strony świątyni – polski. W relacji pojawia się dopisek, że ustawiono go tak, żeby „innym w oczy nie kłuł”.
Szkoła, język i polskie towarzystwa
W notkach lokalnych pojawia się też wątek szkolny. Nauczyciel Ernst Willimsky z Chropaczowa otrzymuje od prezesa rejencji 100 marek nagrody „za skuteczne nauczanie dzieci języka niemieckiego i popieranie niemczyzny”.
W tym samym czasie do gazety piszą czytelnicy z Chropaczowa:
- w 1901 roku autor podpisany miejscowością „Chropaczów” pisze, że cieszy go, gdy czyta w gazecie o polskich towarzystwach, ale w samej miejscowości żadne polskie stowarzyszenie nie działa. Wcześniej młodzież chodziła z Chropaczowa do Lipin na spotkania towarzystwa św. Alojzego, ale je rozwiązano. Teraz „w niedzielę po południu nie ma się gdzie zabawić”, wielu chodzi więc do szynku, „gdzie się wiele złego dzieje, a mianowicie klątw”. Proponuje założenie w Chropaczowie katolickiego towarzystwa mężów i młodzieńców. Przypomina, że wieś liczy ponad 8000 mieszkańców, więc takie stowarzyszenie mogłoby się utrzymać.
- w 1905 roku, przy okazji wyborów do zarządu i zastępstwa kościelnego w parafii lipińsko–chropaczowskiej, w Lipinach powstaje „polski komitet”. Autorzy z Chropaczowa mają zastrzeżenia do listy kandydatów: wśród nich są osoby, które wychowują dzieci po niemiecku, a część do polskości w ogóle się nie przyznaje. Zarzucają komitetowi, że „o Chropaczowie prawie zupełnie zapomniał”. Pada przypomnienie:
„Przecież Lipiny powstały z Chropaczowa! Czy to Lipińscy obywatele sami kościół wybudowali?”
Autorzy podkreślają, że do zarządu kościelnego powinni trafić ludzie łagodni, świadomi, „sprawiedliwie myślący, polscy”, współpracujący z księdzem. Zaznaczają, że agitacja powinna odbywać się spokojnie: kościół to nie sejm ani parlament.

Polityka gminna i podatki
Protest do najwyższego sądu
W 1904 roku w rubryce z Chropaczowa wyjaśniana jest sprawa zastępców gminnych. Po miejscowości krąży wieść, że landrat nie potwierdził wyboru zastępców obranych w marcu i nie zostali oni wprowadzeni w urząd.
Autor pisze, że landrat zatwierdza tylko sołtysa i ławników. Wobec wyboru zastępców można jedynie złożyć protest. Taki protest miała złożyć kopalnia, ale został odrzucony przez urząd gminny, a zastępców normalnie wprowadzono w urząd.
W drugiej części tekstu przypomniano starszą sprawę: dwa lata wcześniej obywatele Chropaczowa złożyli protest przeciw innym wyborom. Ten protest rozpatrywał najwyższy sąd administracyjny w Berlinie i – jak relacjonuje gazeta – rozstrzygnął go „na korzyść obywateli”. W związku z tym mają odbyć się nowe wybory. Mieszkańcom radzi się, by wybierali „ludzi tęgich, niezlęknionych, o gminę dbających”.
Spór o sołtysa Schliwę
W innym liście mieszkańcy opisują sytuację wokół sołtysa Schliwy. Zakończyła się jego kadencja, ale obywatele, ławnicy i zastępcy gminni ponownie wybrali go na to stanowisko. Tymczasem po kopalni krążą pogłoski, że nowy wybór ma nie zostać potwierdzony.
Autorzy wymieniają zasługi Schliwy:
- uporządkowanie podatków i dróg,
- założenie kriegervereinu, volksbiblioteki i straży pożarnej,
- uzyskanie dla gminy nazwy „Fürstenwerk”.
Zwracają uwagę, że są to działania zgodne z oczekiwaniami władz pruskich, a mimo to kopalnia ma wobec niego zastrzeżenia. Wskazują też na jego rolę przy staraniach o kościół i przeciwstawiają to trosce „panów” jedynie o rozwój kantyn.
Podatek gruntowy i związek posiadaczy
W 1905 roku pojawia się kolejny list – tym razem dotyczący uchwały o podatku gruntowym od wartości ziemi. Zarząd gminy wraz z częścią zastępców przyjął taką uchwałę.
Autor wylicza, że dziewięciu gospodarzy ma razem 45 mórg roli i porównuje to do sytuacji, w której gmina „ostrzy sobie zęby” na wartość tej ziemi. Reszta gospodarzy to „chałupnicy z ogródkami przez hutnicze dymy zasmrodzonymi”.
Stary sołtys Śliwa miał – według tekstu – zostawić gminie majątek, a nowa władza zdążyła już zadłużyć się na drogi i planuje budowę szkoły. Regencja nie zamierza dopłacać, bo Chropaczów uchodzi za gminę bogatą.
Pada pytanie o związek posiadaczy domów i gruntów: czy jego członkom „tak dobrze, że śpią”. Autor wzywa do zwołania posiedzenia, sprzeciwu wobec nowego podatku i przypomina, żeby przy okazji nie zapomnieć o ciągnącej się sprawie budowy kościoła.

Obcy robotnicy i szlafhauzy
Osobną grupę wzmianek tworzą teksty o przyjezdnych robotnikach – Rusinach pracujących na cegielni i kopalni „Śląsk”.
W 1906 roku list podpisany pseudonimem „Kilofek” informuje, że na cegielni i kopalni pracuje już kilkaset, może około 600 Rusinów. Mieszkają w dwóch dużych domach sypialnych (szlafhauzach), a kopalnia buduje trzeci. Jest dwóch zarządców tych domów.
Jeden z robotników skarży się, że w miesiącu „zjadł żywności za 40 marek”, wszystko kupowane w konsumie, z potrąceniem przy wypłacie, a mimo to chodził głodny.
Do robotników przyjeżdża greckokatolicki ksiądz Hanuśyk z Katowic. Jeden z Rusinów, niezadowolony z warunków pracy i zarobku, twierdzi, że ksiądz „zaprowadził” ich na takie warunki i „zapredał”. W rozmowie z szynkarzem mówi: co mu z 8 marek zarobku, skoro wszystko może przejeść w domu sypialnym i nic nie zostanie na wysłanie do domu.
„Kilofek” opisuje też stronę gospodarczą. Rusini muszą mieszkać w szlafhauzach – nie wolno im osiedlać się w gminie. Żywności dostarcza konsum chropaczowski, co oznacza duży obrót. Według relacji jeden z zarządców domu sypialnego miał dostać dywidendę rzędu 1000–1500 marek, drugi (lub jego żona) kupili gospodarstwo w okolicy Kozła.
Robotnicy, którzy wracają do domu, zostawiają na miejscu swoje rzeczy, sprzedając je za niewielkie kwoty. Zarządcy mogą je odkupować i odsprzedawać kolejnym przyjezdnym.
W tekście podkreślono, że Rusini nie płacą podatków w gminie, a miejscowi gospodarze i kupcy nie mają z ich obecności dochodu. Korzystają głównie konsum i zarządcy domów sypialnych, a dla miejscowych robotników pojawia się dodatkowa konkurencja.
Zakończenie: Chropaczów w gazetowej lupie
W „Dzienniku Śląskim” Chropaczów nigdy nie jest głównym bohaterem numeru – pojawia się obok Lipin, Goduli, Świętochłowic czy Królewskiej Huty. W rocznikach z lat 1898–1906 nazwa miejscowości wypływa jednak wyjątkowo często: przy bójkach i sprawach sądowych, przy wypadkach na kolei i kopalni, w statystykach tyfusu, w sporach o kościół, podatki i dym z kominów.
W tej części zebrane zostały przykłady z pierwszych ośmiu roczników „Dziennika Śląskiego”. Kolejne lata przynoszą następne wątki: dalsze spory o szkołę i język, duże wydarzenia polityczne, a w końcu wojnę i zmianę granic. To materiał na drugą część tej historii.






















