Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Category

Historia

Makówki na wilijo – śląska Wigilia sprzed lat, rodzina przy stole i dziecko po przejedzeniu

Makówki na wilijo. Śląski humor wigilijny z dawnych gazet

Ślōnsko godka · humor · Wigilia sprzed lat

Makówki na wilijo. Śląski świąteczny żart z gazet (1921–1993)

Są potrawy, które kojarzą się wyłącznie ze świętami. A na Ślōnsku? W śląskiej prasie sprzed ponad 100 lat makówki pojawiają się jako główny bohater domowego humoru

Źródła: prasa śląska (1921, 1925), zapis obyczajowy (1936) i współczesna godka (1993). Linki na końcu.

1921 · „Ziemia Śląska”

„Mamo, a bydą makówki na wilijo?”

Prosty żart kulinarny: bajtel cieszy się na makówki, dostaje porządną michę i… później zaczyna się afera. Klasyka: radość, tradycja i nagła świadomość, że żołądek ma jednak swoje granice.

„Mamo, a bydą makówki na wilijo, co?”

„Bydą, bydą, synek!”

(A potem w nocy: brzuch, jęk i „ojeje…”.)

— „Makówki”, „Ziemia Śląska”, 25 XII 1921 (humor prasowy)
„Makówki.” — pełny tekst (transkrypcja) „Ziemia Śląska”, 25 XII 1921 · dział humorystyczny Rozwiń / zwiń

Mamo, a bydą makówki na wilijo, co?

Bydą, bydą, synek!

Mamo, a dużo, pra?

Dużo, dużo, pełno micha, synek, ino mi już dej spokój!

I synek skokoł z uciechy na jednej nodze po izbie z palcem przy nosie i powtorzoł:

— Hm, a bydą makówki, a dużo, a pełno micha, hm, a byda jodł, fiu.

Przyszła wilijo. Synek ledwie chlipnął trocha siemniotki, jeno się kręcił porząd na stołku, i patrzoł, skoro matka postawi na stół „micha” z makówkami.

Nareszcie. I już synek nic nie wiedzioł, ani nie słyszoł, jeno jodł jedna makówka za drugą, aż mu się łodciepowało i tak sie łobjodł, aż przy stole usnął.

W nocy nie mógł spać, przewrocoł się w łóżku i stękoł:

— Mamo, ale mie boi brzuch! O jeje, o jeje, ale boli!

Matka zacyna się boć ło synka, głosko go po gębie i pyto go sie:

— Kaj cie to boli, Alojzku? Co cie boli?

— Ojeje, jeje, mamo wilijo mie boli, i te makówki mi łazą po brzuchu, ojeje, ojeje — stękoł dalej Alojzek.

Uwaga: pisownia zachowana jak w oryginale (gazetowa).

Tip praktyczny z historii: tradycja godo „jedz, bo święta”. Żołądek godo „ała”… ale dopiero nad ranem.

Śląska mama i synek rozmawiają przy stole o makówkach, humorystyczna scena wigilijna
„Mamo, a bydą makówki na wilijo, co?”
Skan tekstu „Makówki” z gazety Ziemia Śląska z 25 grudnia 1921 roku
Skan źródła: „Makówki”, „Ziemia Śląska”, 25 XII 1921.
1925 · „Głos z nad Brynicy”

Teduś z rozciepu godo… i robi świąteczny rachunek sumienia

W „Głosie z nad Brynicy” (1925) trafiamy na felieton podpisany po prostu: Teduś. Jest w nim wszystko, co lubię w dawnej śląskiej publicystyce: godka, tekst z przymrużeniem oka, a pod spodem bardzo normalna prawda o świętach — jedni mają pełny stół, inni ledwo „posmarują” chleb i zjedzą śledzia, ale tak na prawdę liczy się coś innego, atmosfera, spokój i „uciecha do śpiewanio naszych pjyknych kolęd”!

1925 · Teduś z rozciepu

„Hej kolęda, kolęda!”… Zabił wieprzka Gawęda!… tak se chodza i nóca pod nosem, a rachuja wiela to tak ludzi na święta bydzie miało zasolonego wieprzka – a wiela zaś bydzie takich, co nie bydą mieli cem chleba posmarować? — a wraz z kolędą przychodzi liczenie: co kupić, za co i dla kogo.

A wom wszystkim, co tak ani do bardzo biednych ani do tych bogatych nie należycie – życa siemieniotki, makówek, pieszorek, mocki, ryby, no i łorzechów i pierników – ale tak, żeby wos na drugi dzień brzuch nie boloł!

(Tu zostawiam sens i klimat, bo felieton jest dłuższy — warto zajrzeć do skanu w źródłach na końcu.)

— „Teduś z rozciepu godo…”, „Głos z nad Brynicy”, 1925, nr 38
I jeszcze ważne: Teduś nie tylko mówi o świętach — ale też ostrzega: „niech wos ręka Bosko broni, jakbyście się łożarli…”
Teduś z rozciepu godo – śląski felietonista przy wigilijnym stole, humor prasowy
Teduś z rozciepu godo… i liczy, komu starczy na makówki.
1936 · Szopienice (tło obyczajowe)

Wilijo w Szopienicach: żeby było „po naszymu”

Żeby nie było, że to tylko żarty z gazet: w 1936 roku w „Młodym Krajoznawcy Śląskim” dostajemy zapis świątecznych zwyczajów z Szopienic — w tonie bardziej wspomnieniowym, domowym, dziecięcym. Makówki pojawiają się tam jako coś oczywistego: święta są, to i makówki muszą być.

Zapis obyczaju · 1936

„Jak zwykło przed świętami Bożego Narodzenia, tyla roboty, że sie mamulka za głowa chytno i kryncom sie sami nie wiedzą coby radzić, cy przod makówki robić cy mocka, cy krupy na siemniotka warzyć, cy ryby bić.”

— „Zwyczaje świąteczne na Śląsku. Wilijo w Szopienicach”, „Młody Krajoznawca Śląski”, 1936, R. 3, nr 1
Śląski stół wigilijny z makówkami, moczką i choinką, ilustracja tradycyjnej Wigilii
Makówki, moczka, choinka. Tego nie mogło zabraknąć.

Puenta: w źródłach zmienia się styl (gazeta, felieton, wspomnienie), ale smak potraw świątecznych zostaje ten sam.

1993 · „Gazeta Rybnicka” (klamra)

„Wilijo klupie do dźwiyrzi” — i wszystko wraca

Skok do 1993 roku i mamy tekst Marka Matei: nowocześniejsza pisownia, ale ta sama emocja — czekanie, kuchnia, zapachy, stół i to, że człowiek w grudniu robi się trochę bardziej miękki. Jest też piękny motyw pustego talerza dla kogoś „zbłąkanego” (czyli dla potrzebującego).

„Jak już sie zaczyno ściymniać, pomału przinosi na stoł wszystkie potrawy. Jest to konopiotka, fiszzupa z nudlami, sztamfowane kartofle, kapusta z grochem i grzibami, kaper pieczony, makówki, moczka i kompot z cześni.”

— Marek Mateja, „Gazeta Rybnicka”, 1993, nr 51/52

„Z bracikami cołki rok my szporowali i za to my kupiyli tacie na gyszynk ślips i nowe fuzekle, żeby nie musioł łazić w posztompowanych. Mama dostanie parfin i taszyntuchy.”

— Marek Mateja, „Gazeta Rybnicka”, 1993, nr 51/52
Śląska rodzina przy stole wigilijnym – dzieci dają rodzicom skromne prezenty: ślips i fuzekle, parfin i taszyntuchy
„Z bracikami cołki rok my szporowali…” — gyszynki skromne, ale od serca.

„Zostawiomy na kożdym stole prożny talyrz dlo kogoś zbłąkanego”

— Marek Mateja, „Gazeta Rybnicka”, 1993, nr 51/52

Wilijo klupie do dźwiyrzi.

A człowiek już od połednia myśli o moczce i makówkach…

— Marek Mateja, „Gazeta Rybnicka”, 1993, nr 51/52
Wilijo klupie do dźwiyrzi – Wigilia widziana przez okno śląskiego familoka
Wilijo klupie do dźwiyrzi.
Życzenie na koniec: niech Wom te makówki smakują… i niech już tak nie „łazōm” po brzuchu. 😉 PYRSK!
Mini słowniczek: co to je ta moczka i makówki?

Dla tych, co pytają „a co to właściwie jest?” — krótko, po naszymu i po ichniemu:

deser wigilijny

Makówki

Słodki deser z maku (najczęściej mielonego) z mlekiem, cukrem i bakaliami, przełożony pieczywem (bułka, chałka, sucharki — zależy od domu).

Znane też jako „makiełki” – i potrafią „wrócić” w nocy, jak widać w prasie. 😉

śląska klasyka

Moczka (moczka)

Słodka, gęsta potrawa wigilijna z piernika rozmoczonego (często w wodzie/kompocie), z dodatkiem bakalii, „zoftu” z kompotów, czasem też czekolady. Konsystencja jak deserowo „zupa”.

Każdy dom powie: „moja je nojlepszo” — i wszyscy mają racja.

kompot

Kompot z pieczek

Świąteczny kompot z suszonych owoców (regionalnie „pieczki” to różne suszone owoce). U jednych gruszki i śliwki, u innych „co było” — ale zapach zawsze ten sam.

Na Śląsku to smak Wigilii tak samo jak mak i piernik.

Chcesz przepisy? Zajrzyj do Boncloka — linki masz w źródłach na dole.
Ciekawostka (2025): bieg po… moczkę i makówki 😄

A jeśli ktoś chce mieć „alibi” przed dokładką: 20 grudnia 2025 w okolicach Czerwionki-Leszczyn (Stanowice) odbywa się „Bieg po Moczkę i Makówki”. Nazwa sama w sobie robi robotę.

Fanpage: facebook.com/makowki
Strona biegu: biegpomoczkeimakowki.pl

Na szybko: słowniczek & źródła

Słowniczek z dzisiejszego wpisu

  • wilijo — Wigilia
  • micha — miska (tu: porządna, pełno makówek)
  • siemniotka — dawna potrawa z konopi; w 1921 synek „ledwie chlipnął trocha siemniotki”, bo już czekał na makówki
  • fuzekle — skarpety
  • posztompowane — cerowane, łatane (np. fuzekle)
  • gyszynk — prezent
  • prożny talyrz — pusty talerz dla kogoś zbłąkanego / potrzebującego
  • zalać chroboka — potocznie: „wypić alkohol”, „zalać robaka” (Teduś ostrzegał!)
  • klupać do dźwiyrzi — „pukać do drzwi”, czyli: Wigilia już tuż-tuż

Źródła i linki

• „Makówki”, Ziemia Śląska, 25 XII 1921 (humor prasowy).
• „Teduś z rozciepu godo…”, Głos z nad Brynicy, 1925, R. 1, nr 38.
• „Zwyczaje świąteczne na Śląsku. Wilijo w Szopienicach”, Młody Krajoznawca Śląski, 1936, R. 3, nr 1.
• Marek Mateja, „Wilijo klupie do dźwiyrzi”, Gazeta Rybnicka, 1993, nr 51/52 (154/155).

• O potrawach (Bonclok):
Moczka, makówki i kompot z pieczek
Makówki — przepis
Moczka — przepis

Link do skanu „Głos z nad Brynicy” (1925, nr 38):
Śląska Biblioteka Cyfrowa

1
0

Read more

Kopalnia Matylda w Lipinach – okładka części 1 serii (1823–1918)

MATYLDA – poczuj ducha dawnej kopalni – cz.1 lata 1823-1918

Lipiny / Świętochłowice · kopalnia węgla kamiennego · część 1 (1823–1918)

Kopalnia „Matylda” w Lipinach: kopalnia, której dziś prawie nie widać (1823–1918)

Śladami Matyldy – grafika tytułowa serii (1823–1918)
Grafika tytułowa serii (opracowanie własne).

Dziś po kopalni Matylda zostało niewiele – kilka budynków i symboliczny wagonik. A jeszcze 100 lat temu kopalnia Matylda nadawała codzienny rytm życia Lipin: węgiel, szychty, wypadki.

Kopalnia Matylda Lipiny Świętochłowice Matylda Wschód Matylda Zachód gazety z epoki wypadki i codzienność

Gdzie była kopalnia Matylda?

W 2025 roku Matylda jest dla wielu „niewidzialna”: teren się zmienił, część zabudowy zniknęła, a na polu wschodnim w wielu miejscach nie ma już czytelnych śladów. Dlatego w tekście trzymamy prosty podział: Matylda Zachód (zakład i zabudowa Lipiny) oraz Matylda Wschód (Piaśniki i okolice) (pole/obszar eksploatacji).

Ważne rozróżnienie

„Pole górnicze” bywa ogromne, bo to nie „teren zabudowań”, tylko zasięg praw i eksploatacji (granice pól/parcel, filary ochronne, odcinki planowane/wybierane). Dlatego „Matylda Wschód” potrafi wyglądać na dużo większą niż to, co kojarzymy z kopalnią na powierzchni.

Punkt „tu i teraz”

Wagonik – symboliczna „ostatnia tona” – stoi przy ul. Pieczki w Lipinach. Współrzędne: 50.305916, 18.905350. Otwórz w Mapach Google

Historyczny plan pól górniczych w rejonie Lipin z zaznaczeniem Mathilde (Matylda)
Plan pól górniczych (historyczny) – czerwone linie pokazują granice pól związanych z Matyldą.
Współczesna mapa Świętochłowic z orientacyjnym obrysem kopalni Matylda w rejonie Lipin
Mapa współczesna – orientacyjny zasięg Matyldy (Lipiny / Piaśniki), żeby łatwiej „zobaczyć” jej skalę.

Szybka oś czasu (1823–1918)

  • 1823 – Józef Porębski wykupuje pole górnicze i nadaje mu nazwę „Matylda”.
  • 1827 – rusza kopalnia „Matylda Wschód”; właścicielem zostaje Karol Łazarz Henckel von Donnersmarck.
  • 1860–1864 – uruchomienie „Matyldy Zachód”.
  • 1869 – pogłębienie szybów do ok. 240 m.
  • 1875 – konsolidacja pól (w źródłach pojawia się „Vereinigte Mathilde”).
  • 1913 – w podsumowaniach pojawia się skala: ponad 830 tys. ton wydobycia rocznie.
  • 1914 – prasa notuje ciężkie wypadki (m.in. pole wschodnie i szyb „Jerzy”).
Oś czasu kopalni Matylda 1823–1913
Oś czasu kopalni Matylda 1823–1913.

Skąd się wzięła „Matylda”: od pola górniczego do kopalni, która zagęściła Lipiny

Najpierw było imię – dosłownie. Pole górnicze nazwane „Matylda” pojawia się już w 1823 roku, a potem kopalnia rośnie w dwóch kierunkach: „Wschód” i „Zachód”. Druga połowa XIX wieku to wejście w tempo przemysłowe: większa infrastruktura, głębsze roboty, łączenie pól i coraz gęstsza zabudowa w okolicy.

Motyw przewodni serii

„Kopalnia zrobiła Lipiny” – nie tylko w sensie pracy. Także w sensie przestrzeni: drogi do szybu, kolejki, familoki, lazarety, sklepy, a czasem – bez ostrzeżenia – kalectwo i śmierć, które gazety notowały jednym zdaniem.
Schemat konsolidacji pól górniczych wokół Matyldy (1875)
1875: konsolidacja pól – schemat poglądowy.

Kronika prasowa (1883–1904)

Układ: rok → mechanizm → nazwisko. Krótkie notki, a w tle całe życie dzielnicy.

Kronika z gazet 1880–1918 – grafika wprowadzająca
1883 · pierwsze wzmianki o „Matyldzie” w prasie

W 1883 roku nazwa „Matylda” pojawia się w prasie w kontekście kopalni/pola w Lipinach. To jedne z najstarszych wzmianek z tej kwerendy dla tej części.

Katolik, 1883, R. 16, nr 10. · Gazeta Górnośląska, 1883, R. 10, nr 3.

1884 · Matylda jako stały punkt krajobrazu przemysłowego

Notka z 1884 roku potwierdza, że nazwa funkcjonuje już „normalnie” – Matylda jest w obiegu informacji o regionie.

Katolik, 1884, R. 20, nr 78.

1889 · Kwiatoń (wypadek przy maszynie, na powierzchni)
„…suknie dostały się do kół… które zgniotły ją na kawałki…”

Katolik, 1889, R. 22, nr 96.

Ryzyko nie zaczyna się dopiero „na dole”.
1890 · Kowol (poparzone oczy przy odstrzeliwaniu węgla)
„…kopacz Kowol… poparzył sobie tak dalece oczy, że lekarze wątpią…”

Katolik, 1890, R. 23, nr 64.

Gazety notują nie tylko zgony – także urazy, które zostają na całe życie.
1891 · woda ze „smakiem smoły” (skutek ognia w kopalni)
„…woda studzienna… niezdatna do użycia, ponieważ ma smak smoły…”

Katolik, 1891, R. 24, nr 15.

To „Matylda na powierzchni”: kopalnia wpływa na zwykłe życie dzielnicy.
1895 · zasypanie trzech górników (jeden nie przeżył)
„…węgiel zerwał się nad robotnikami i zasypał… trzech.”

Nowiny Raciborskie, 1895, R. 7, nr 142.

Jedno zdanie – a w tle dramat rodzin.
1897 · gazy na hałdzie (śmierć „poza kopalnią”, a jednak przez kopalnię)
„…zginęli wskutek uduszenia się… wdychania szkodliwych gazów…”

Katolik, 1897, R. 30, nr 119.

Hałda wraca w notkach jako miejsce śmiertelnego ryzyka.
1897 · Techler i Czapla (spadający węgiel)
„…spadające węgle zabiły… Techlera… Czapla… złamały krzyż…”

Katolik, 1897, R. 30, nr 108.

Powtarzalny mechanizm: obryw/spadający węgiel → nazwiska → skutek.
1898 · Józef Burek (Matylda–Westfeld, lazaret knapszaftowy)
„…poraniły… hajera Józefa Burka… w lazarecie… zmarł.”

Dziennik Śląski, 1898, R. 1, nr 128.

Pojawia się „Matylda—Westfeld” i stały punkt trasy ofiar: lazaret knapszaftowy.
1898 · Szczepan Piątek + Palka (11-letni chłopiec)

W notkach z 1898 pojawiają się też: Szczepan Piątek (wypadek w szybie) oraz Palka – 11-letni chłopiec z Brzezin, który zmarł na skutek obrażeń odniesionych „z kotłowni”.

Dziennik Śląski, 1898 (numery z zestawu wypisów autora).

1899 · Szymik, Spalek, Gorlitz, Kandziora (urazy, wózki, uderzenia)

1899 to seria krótkich, „technicznych” urazów: Szymik, Spalek, Gorlitz, Kandziora. Wózki i transport to jeden z najczęstszych motywów.

Dziennik Śląski, 1899 (wypisy autora).

1901 · Kubik (przygnieciony belką)

Kubik – przygnieciony belką. „Drobna” infrastruktura potrafi być śmiertelna.

Dziennik Śląski, 1901, R. 4, nr 157.

1903–1904 · Beck / Rogoń (wątki społeczne)

Wątki „po wypadku”: pomoc dla wdowy (Beck / „Beckowa”) oraz notki z 1904 roku (m.in. Rogoń). Kopalnia to nie tylko dół – to sieć zależności w całej dzielnicy.

Katolik, 1903, R. 36, nr 40. · Dziennik Śląski, 1904, R. 7, nr 91; nr 58.

Matylda jako miejsce napięć: bójka o „papiery” (1898)

„Sztygarzy Bauzen i Kalisz dobyli rewolwery i dali do robotników parę ognia.”

Katolik, 1898, R. 31, nr 36.

Ta notka pokazuje Matyldę jako przestrzeń władzy i konfliktu: robotnicy żądają wydania dokumentów, urzędnicy reagują siłą – a gazeta zapisuje nazwiska. To nie „sensacja obok”, tylko mechanizm zależności w zakładzie.

Matylda „zabija” nie tylko pod ziemią

W tych notkach nie ma jednej „sceny” zagrożenia. To może być szyb, ale równie dobrze: hałda, staw, wózki, maszyny, a nawet studnia.

5 motywów, które wracają w notkach

  • Transport (wózki, zderzenia, przygniecenia)
  • Obrywy węgla (zasypania, „urwanie się węgla”)
  • Gaz / hałda (uduszenia, zatrucia)
  • Woda (stawy, utonięcia; skutki pożaru w kopalni)
  • Maszyny (uczniowie, warsztat, mechanizacja)

Próg XX wieku (1908–1914): technika, szkody, wypadki

W materiałach z początku XX wieku Matylda jest już „dużym organizmem”: pole wschodnie i zachodnie, zaplecze, transport, lazarety, a obok tego skutki na powierzchni — pękające domy, eksmisje, napięcia i „sprawy z okolicy”, które nie dzieją się przez przypadek.

Co widać w prasie 1908–1911

  • codzienność pracy (transport, wózki, warsztat),
  • wypadki poza „dołem” (hałda, staw),
  • życie wokół kopalni (drogi, porządek, drobne konflikty),
  • narastające skutki eksploatacji na powierzchni (szkody górnicze).

1914: rok, w którym tragedie się „zagęszczają”

Kowalewski: „…oberwały się węgle i przysypały górnika Kowalewskiego…”

Katolik, 1914, R. 47, nr 27.

Mueller: „…uczeń ślusarski Mueller… pracujący… na polu wschodniem…”

Katolik, 1914, R. 47, nr 27.

Jak to opowiadać

Nie trzeba nic „dopowiadać”. Dramat jest w języku źródeł: krótka notka, nazwisko, miejsce, mechanizm wypadku i jedno zdanie o rodzinie. To wystarcza.

Kronika prasowa (1908–1914): wózki, hałda, staw i szyb „Jerzy”

Kronika z gazet 1880–1918 – grafika wprowadzająca
„Kronika z gazet” – układ: rok → mechanizm → nazwisko.
1908 · „wózki zmiażdżyły mu głowę” (transport)
„…wózki zmiażdżyły mu głowę…”

Górnoślązak, 1908, R. 7, nr 276. (cytat uwspółcześniony)

Tempo + stal + brak marginesu błędu.

1908 · hałda i gazy (śmierć „poza kopalnią”)
„Człowiek zasnął na hałdzie «Matyldy» i udusił się trującymi gazami.”

Katolik, 1908, R. 41, nr 136. (cytat uwspółcześniony)

Kopalnia oddziaływała także poza szybem.

1908 · Fröhlich (utonęcie w stawie)
„…tonie 27-letni woźnica Fröhlich…”

Straż nad Odrą, 1908, R. 6, nr 103. (cytat uwspółcześniony)

Staw i utonięcia, powtarzająca się przyczyna tragedii.

1909 · Peszny (zostawia żonę i 7 dzieci)
„Górnik Peszny zginął zabity kamieniem; zostawił żonę i siedmioro dzieci.”

Katolik, 1909, R. 42, nr 105. (cytat uwspółcześniony)

To jedno dopowiedzenie o rodzinie robi największe wrażenie.

1909 · Musiol (między wózkami na polu wschodnim)
„Na polu wschodnim ciężko pokaleczono górnika Musiola między wózkami z węglem…”

Górnoślązak, 1909, R. 8, nr 136. (cytat uwspółcześniony)

Wózki i bufory wagonów to stały motyw urazów.

1909 · Msiol (bufory wagonów)
„Robotnik Msiol dostał się między bufory wagonów…”

Polak, 1909, R. 5, nr 73. (cytat uwspółcześniony)

1910 · napad przy stawie (okolica kopalni)
„Napad na grupę łowiącą ryby przy stawie koło kopalni — banda bije i okrada.”

Dziennik Śląski, 1910, R. 13, nr 149. (cytat uwspółcześniony)

Kopalnia jako „centrum okolicy” — także po pracy.

1910 · samobójstwo technika (droga między Lipinami a Matyldą)
„Na drodze polnej między Lipinami a Matyldą popełnił samobójstwo technik.”

Straż nad Odrą, 1910, R. 8, nr 129; podobnie Górnoślązak, 1910, R. 9, nr 248. (cytat uwspółcześniony)

1911 · Woźniok (utonęcie + ucieczka kolegów)
„W stawie koło kopalni utonął 19-letni robotnik Woźniok; koledzy uciekli.”

Katolik, 1911, R. 44, nr 100; także Polak/Głos Śląski, 1911, R. 7, nr 100. (cytat uwspółcześniony)

Wątek „ucieczki” jest jak błysk: strach, odpowiedzialność, milczenie.

1911 · Charlottenhof: „48 rodzin” i „około 300 osób na ulicy” (szkody górnicze)
„…wyrzucono 48 rodzin (około 300 osób)… domy tak popękane, że grożą zawaleniem…”

Górnoślązak, 1911, R. 12, nr 175; podobnie Polak, 1911, R. 7, nr 93. (cytat uwspółcześniony)

Matylda „na powierzchni”: kopalnia oddziałuje na otoczenia również na powierzchni.

1912 · Krela (śmierć po wybuchu pozostałego dynamitu)

W 1912 roku wraca wątek dynamitu jako źródła tragedii — i jako echo spraw sądowych.

Górnoślązak, 1912, R. 13, nr 239; także Kuryer Śląski, 1912, R. 6, nr 239.

1913 · Jan Rusecki (śmierć w szybie „Jerzy”)

24-letni ciskacz Jan Rusecki ginie, wpadając do szybu — pojawia się szyb „Jerzy” jako ważny punkt orientacyjny Matyldy.

Dziennik Robotniczy, 1913, R. 23, nr 140. (wg wypisów autora)

1914 · „urwanie węgla” (seria tragedii)

W 1914 wraca jeden mechanizm: obrywa się węgiel i przygniata człowieka — często z dopowiedzeniem o żonie i dzieciach. Ten motyw powtarza się wyjątkowo często.

m.in. Górnoślązak, 1914 (nr 1; nr 7); Polak, 1914 (nr 2; nr 20; nr 35; nr 66/67); Katolik, 1914 (nr 27) i inne tytuły z zestawu wypisów autora.

Co z tego obrazu wynika (1913–1918)

W 1913 roku pojawia się liczba, która dobrze oddaje skalę zakładu: 830 000 ton. Matylda jest wtedy pełnoprawnym przemysłowym sercem Lipin — i jednocześnie miejscem, gdzie koszt społeczny widać w krótkich, bezlitosnych notkach prasowych.
1913: 830 tysięcy ton – skala wydobycia kopalni Matylda (grafika)
1913: skala wydobycia (grafika poglądowa z materiałów do wpisu).
  • ogromny zakład (pola: wschodnie/zachodnie, szyb „Jerzy”, urządzenia, transport),
  • motor rozwoju (praca, infrastruktura),
  • źródło szkód i napięć (pękające domy, eksmisje, konflikty),
  • środowisko ryzyka (wypadki w szybie i poza nim: hałda, staw, maszyny, wózki).

Zapowiedź części 2

Część 2 zaczyna się po I wojnie: 1919/1920 i dalej — spory, język, związki, polityka zakładowa, i dużo gęstsza, bardziej „społeczna” prasa.

Nazwiska (ściąga dla czytelnika i SEO)

Dwie listy spójne z dwiema kronikami: 1883–1904 oraz 1908–1914.

1883–1904

  • Kwiatoń (1889) – wypadek przy maszynie na powierzchni.
  • Kowol (1890) – poparzone oczy przy odstrzeliwaniu węgla.
  • Techler (1897) – śmierć po uderzeniu spadającym węglem.
  • Czapla (1897) – ciężki uraz („złamany krzyż”).
  • Burek (1898) – śmierć po obrażeniach (Matylda–Westfeld).
  • Piątek (1898) – ciężki wypadek w szybie.
  • Palka (1898) – 11-letni chłopiec (obrażenia, śmierć).
  • Bauzen, Kalisz (1898) – sztygarzy (bójka i strzały).
  • Szymik, Spalek, Gorlitz, Kandziora (1899) – urazy, wózki, uderzenia.
  • Kubik (1901) – przygnieciony belką.
  • Beck / „Beckowa” (1903) – wątek pomocy po tragedii.
  • Rogoń (1904) – notki „z codzienności po wypadku”.

1908–1914

  • Fröhlich (1908) – utonięcie w stawie przy kopalni.
  • Peszny (1909) – śmierć, „żona i siedmioro dzieci”.
  • Musiol (1909) – ciężko pokaleczony między wózkami (pole wschodnie).
  • Msiol (1909) – między bufory wagonów.
  • Woźniok (1911) – utonięcie 19-latka.
  • Krela (1912) – śmierć po wybuchu pozostałego dynamitu.
  • Jan Rusecki (1913) – śmierć w szybie „Jerzy”.
  • Kowalewski (1914) – zgon po ciężkim przygnieceniu.
  • Mueller (1914) – ciężko ranny uczeń ślusarski (pole wschodnie).

Źródła

1883–1904

  • Katolik, 1883, R. 16, nr 10.
  • Gazeta Górnośląska, 1883, R. 10, nr 3.
  • Katolik, 1884, R. 20, nr 78.
  • Katolik, 1889, R. 22, nr 96.
  • Katolik, 1890, R. 23, nr 64.
  • Katolik, 1891, R. 24, nr 15.
  • Nowiny Raciborskie, 1895, R. 7, nr 142.
  • Katolik, 1897, R. 30, nr 119; nr 108.
  • Katolik, 1898, R. 31, nr 36.
  • Dziennik Śląski, 1898 (numery z zestawu wypisów autora).
  • Dziennik Śląski, 1899 (numery z zestawu wypisów autora).
  • Dziennik Śląski, 1901, R. 4, nr 157.
  • Katolik, 1903, R. 36, nr 40.
  • Dziennik Śląski, 1904, R. 7, nr 91; nr 58.

1908–1914

  • Górnoślązak, 1908, R. 7, nr 276.
  • Straż nad Odrą, 1908, R. 6, nr 103.
  • Katolik, 1908, R. 41, nr 136.
  • Katolik, 1909, R. 42, nr 105.
  • Górnoślązak, 1909, R. 8, nr 136.
  • Polak, 1909, R. 5, nr 73.
  • Dziennik Śląski, 1910, R. 13, nr 149.
  • Straż nad Odrą, 1910, R. 8, nr 129; Górnoślązak, 1910, R. 9, nr 248.
  • Katolik, 1911, R. 44, nr 100; Polak/Głos Śląski, 1911, R. 7, nr 100.
  • Górnoślązak, 1911, R. 12, nr 175; Polak, 1911, R. 7, nr 93.
  • Górnoślązak, 1912, R. 13, nr 239; Kuryer Śląski, 1912, R. 6, nr 239.
  • Dziennik Robotniczy, 1913, R. 23, nr 140.
  • Katolik, 1914, R. 47, nr 27; oraz inne tytuły/numery z zestawu wypisów autora.

GALERIA ZDJĘĆ

Fotografie archiwalne: wybór materiałów z polska-org.pl
(autorzy i licencje zgodnie z opisami na stronach plików).

0
0

Read more

Kolorowy szkic procesji mieszkańców Chropaczowa idących ulicą w stronę kościoła, w tle huta i kopalniane szyby z dymiącymi kominami, w stylu starej ilustracji prasowej.

Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1907–1922). Część 2 – kopalnia „Śląsk”, wojna i spór o nazwę gminy

Czarny Chropaczów · prasa śląska 1906–1922

Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1906–1922). Część 2 – wojna, plebiscyt i wielka polityka

W drugiej części przeglądu roczników „Dziennika Śląskiego” śledzimy Chropaczów od schyłku epoki kajzera po czas I wojny światowej, powstań śląskich i plebiscytu. Z jednej strony – codzienne bójki, procesy, wypadki na kopalni „Śląsk” i sporządzanie protokołów w bytomskiej izbie sądowej. Z drugiej – spór o nazwę gminy, walka o własną parafię, agitacja polskich towarzystw, komitety plebiscytowe i pamięć o powstańcach.

Pierwszą część, obejmującą lata 1898–1906, znajdziesz tutaj: Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1898–1906). Część 1 – bójki, tyfus i święte procesje .

Skocz do sekcji:

Nazwa gminy, kościół i rządy sołtysów

„Pruski chrzest” Chropaczowa

W 1908 roku w „Dzienniku Śląskim” pojawia się głośny tekst o tak zwanym „pruskim chrzcie” Chropaczowa. Według autora germanizatorom od dawna marzy się, żeby polską nazwę wsi zastąpić czymś „szlachetniejszym” – padają pomysły typu „Fürstenberg” i inne eleganckie, ale obce brzmienia. Ostatecznie rada gminna uchwala nazwę „Schlesierau”, co korespondent komentuje z ironią i proponuje, by – skoro już zmieniać – nazwać miejscowość bardziej dosadnie: „Jammertal” albo „Padół narzekania”.Rok później sprawa wraca. W 1909 r. zarząd gminny zamierza ochrzcić miejscowość mianem „Schlesiengrube”, ale regencja w Opolu nie zgadza się na tę nazwę. Znów słychać o „Chropaczowie” w rubryce „Chrzest pruski z trudnościami” – czasowo zatrzymano germanizowanie, choć sam pomysł bynajmniej nie znika.

Kościół, parafia i spory o proboszcza

Równolegle trwa wieloletnia walka o własny kościół i parafię. W 1907 roku gazeta relacjonuje „sprawę budowy kościoła” – przedsięwzięcie, którym interesuje się księżna Donnersmarck. Padają propozycje, gdzie świątynia ma stanąć, ile ziemi przeznaczyć pod budowę i w jaki sposób mają się do tego włączyć bogatsze rody oraz kopalnia.Kilkanaście lat później, po wojnie, przychodzi przełom. W numerze z 1921 roku opublikowano obszerne rozporządzenie kardynała Bertrama o usamodzielnieniu kuracji w Chropaczowie. Kościół Najświętszej Maryi Panny Różańcowej staje się pełnoprawną parafią, obejmującą gminę i okoliczne kolonie, z własnym proboszczem i prawami probostwa. Dokument, datowany na marzec 1921 r., ogłoszono na ambonach w czerwcu tego samego roku – Chropaczów wychodzi spod cienia parafii lipińskiej.Sprawom kościelnym towarzyszą czasem „dziwne sprostowania”. W 1916 r. drukuje się długi tekst o sporze wokół listu dziewcząt z gminy chropaczowskiej, które wysłały do gazety podziękowanie za piękną uroczystość dla młodzieży. W imieniu tych samych dziewcząt odzywa się grupa mężczyzn, domagając się sprostowania. Korespondencja obrasta w plotki o świecach, procesjach i rzekomym „skandalicznym” zachowaniu – redakcja konkluduje, że tak naprawdę nie bardzo jest co prostować, bo więcej tu urażonych ambicji niż realnych zarzutów.
Ilustracja: urzędnicy przed gminą zdejmują napis „Chropaczów” i wieszają tablicę „Schlesiengrube”, początek XX wieku.
Pruski „chrzest” Chropaczowa – urzędnicy zamieniają polską nazwę na niemiecką tablicę.

Sołtysi, podatki i jubileusze

Gmina ma też swoje wewnętrzne spory. W 1908 r. mieszkańcy skarżą się na nowy podatek od wartości domów i gruntów oraz tzw. czynsz wodny. W notce z rubryki „Wiadomości potoczne” autor skomentuje to gorzko słowami, że „smutne nastały czasy dla chropaczowskich gospodarzy” i że nazywa się to „cywilizacją, czyli kulturą niemiecką”.Kilka lat później, w 1918 r., ten sam korespondent pisze tekst „W sprawie mieszkań”. Opisuje w nim kryzys mieszkaniowy – paradoksalnie, w Chropaczowie jest sporo pustych mieszkań, ale znajdują się one w robotniczych koszarach i domach stojących w pobliżu kopalnianych dołów z wodą i gliną. Artykuł kończy się zdaniem: „Z tych powodów smutne są widoki na przyszłość dla Chropaczowa”.Na koniec okresu pojawia się bardziej uroczysta nuta. W 1922 r. „Dziennik Śląski” odnotowuje jubileusz 25-lecia sołtysa Patasa, który od ćwierć wieku stoi na czele gminy świętochłowickiej z Chropaczowem. Prasa niemiecka rozpisuje się o jego zasługach dla rozwoju miejscowości, podkreślając m.in. inwestycje komunalne i uporządkowanie finansów gminy.

Gospodarze kontra książę Donnersmarck

W listach do gazety często powraca konflikt między małymi gospodarzami a wielkim właścicielem dóbr – księciem Donnersmarckiem. W 1908 r. korespondent opisuje, jak przy cegielni parowej „książęcej” wybiera się glinę z pól, tworząc głębokie na kilka metrów doły. Na sąsiednim polu pani Klimczykowej powstaje olbrzymi wyrwisko, które zalewa wodą i zabiera urodzajną ziemię. Gospodarze liczą straty, książę – jak wylicza autor – ma z hut i kopalń milionowe zyski.W 1909 roku gazeta relacjonuje długi, kilkuletni proces pana Sprusa z Chropaczowa przeciw księciu z Nowego N. o utrudnione wywożenie piasku. Przy szosie do Piasnik właściciel odkrywa dobre złoża piasku formierskiego, ale kopalnia i władze nie zgadzają się na poprowadzenie nowej drogi. Po latach sprawy sąd orzeka na korzyść Sprusa – książę ma wypłacić około 20 tysięcy marek odszkodowania i zbudować dogodny zjazd z szosy.Z perspektywy chłopskich gospodarstw to jednak małe zwycięstwa. Autorzy listów przypominają, że Donnersmarck tylko w jednym roku ma mieć kilka milionów zysku „ze Śląska”, podczas gdy rolnicy z Chropaczowa wloką się z procesami latami i często nie są w stanie udowodnić szkód po zalanych i zapadniętych polach.

Bójki, procesy i „niepoprawni” z Chropaczowa

Ilustracja: mała izba sądowa w Bytomiu, na ławie oskarżonych robotnik z Chropaczowa, sędzia i kilku widzów.
Izba sądowa w Bytomiu – wielu bohaterów drobnych notek z Chropaczowa kończy właśnie tutaj.

Od sporów sąsiedzkich po zabójstwa

W 1906 r. czytamy list „Od Chropaczowa”, w którym autor opisuje konflikt o chlewik i brakujące deski. Gospodarz twierdzi, że sąsiad „wybudował się” z drewna należącego do wspólnego pomieszczenia. Kiedy sprawa trafia do sądu, okazuje się, że koszt procesu przerasta wartość spornych desek – ale złość, obrazy i „honor” mają swoją cenę.Kilka następnych notek jest znacznie mroczniejszych. W 1907 roku dwóch mężczyzn z Chropaczowa staje przed sądem przysięgłych oskarżonych o zabójstwo murarza Dzimerczyka, zatrudnionego w kopalni „Śląsk”. W 1908 r. na ławie oskarżonych siadają murarze Gapon i Ficek, którym zarzuca się, że pobili bednarza Dziemnego tak dotkliwie, iż ten umiera – sąd skazuje ich na wieloletnie kary więzienia i utratę praw honorowych.Mniej tragiczny, ale wymowny jest opis „wybryków” młodzieży. W 1908 r. „banda młodych buksów” z bismarkowskiej szkoły, wracając z wyborów, śpiewa, krzyczy i bije przechodniów tak, że na miejsce musi przyjechać lekarz. Sąd rozdziela po kilka miesięcy więzienia – autor komentuje, że rodzice powinni „pozamykać szynki”, jeśli chcą mieć spokój z młodocianymi hulakami.

Szajki złodziei, dezerter i „ofiary moralności”

W latach 1915–1918 pojawia się cała galeria złodziei, rabusiów i recydywistów. Mamy więc górnika Mrozka z Chropaczowa, który po serii oszustw i bezprawnym noszeniu munduru żołnierskiego ucieka z aresztu, ale zostaje złapany na dworcu; rzeźnika Kwasnego, skazanego za włamanie do mieszkania Lipoka; szajkę koniokradów, w której główną rolę odgrywają Wilczek z Chropaczowa i jego koledzy z Łagiewnik; rabusia M. Wagnera, który wpada z bronią, nabojami i sztyletem w ręce lipińskich żandarmów.Osobną sprawę stanowi Józef Nosol z Chropaczowa, wielokrotnie karany za przestępstwa przeciw moralności. W 1916 r. gazeta opisuje jego proces o usiłowanie gwałtu: rozprawa toczy się przy zamkniętych drzwiach, a wyrok brzmi na kilka lat ciężkiego więzienia. Z tego samego roku pochodzi notatka o żołnierzu Janie Czai z Chropaczowa – dezerterze, który przez rok ukrywa się w różnych okolicach, by w końcu stanąć przed sądem wojennym i usłyszeć wyrok sześciu lat więzienia oraz degradacji.

Kopalnia „Śląsk”, kolejka i codzienne wypadki

Ilustracja: kopalnia „Śląsk”, kolejka elektryczna i przewrócony wóz konny po wypadku.
Kopalnia „Śląsk” i kolejka – tło wielu notek o wypadkach, potłuczonych furmankach i śmiertelnych zasypaniach.
W drugiej części kroniki Chropaczowa motyw wypadków na kopalni „Śląsk” i w jej okolicy wraca niemal obsesyjnie. W 1909 r. śmierć ponosi górnik Jaroszek z Chropaczowa, zasypany przez walące się węgle. W 1910 i 1915 roku gazeta dwukrotnie wspomina o ciężkich ranach górnika Fily, okaleczonego przez nieprawidłowo wybuchający nabój. W 1915 r. robotnik Swada łamie nogę i odnosi liczne rany, gdy zasypują go spadające węgle.Tragiczne są też wypadki młodocianych. W 1922 roku piętnastoletni robotnik Śliwka z Chropaczowa wpada do 45-metrowego szybu kopalni „Florentyna” i ginie na miejscu. W innym miejscu gazety czytamy o kolejarzu, który w drodze do pracy zostaje potrącony przez kolejkę na torze między Łagiewnikami a Chropaczowem.Nie wszystkie notki kończą się śmiercią. W 1910 roku murarz J. Lorenc z Chropaczowa ratuje z hutniczego stawu 15-letnią Gertrudę Stachulę – za tę akcję ratowniczą on i dwaj jego pomocnicy otrzymują nagrody pieniężne od władz rejencyjnych. W 1916 r. pojawia się zaś zagadkowy przypadek oficera Tschauenera z Chropaczowa, którego nieprzytomnego znajduje się przy torach kolejki; lekarz stwierdza zarówno ciężkie potłuczenia, jak i rany od noża lub sztyletu, więc gazeta zastanawia się, czy to nieszczęśliwy wypadek, czy napad.

Polskie towarzystwa, teatr i spory o oświatę

Ilustracja: wnętrze sali gminnej, chór polskiego towarzystwa śpiewaczego z Chropaczowa ćwiczy pieśni.
Towarzystwa śpiewacze i „Towarzystwo Polek” – polskie życie społeczne w Chropaczowie.
Od 1909 roku coraz częściej pojawiają się w gazecie polskie towarzystwa z Chropaczowa. Korespondent zachęca dziewczęta z gminy, by zapisywały się do miejscowego towarzystwa śpiewaczego, które ma podtrzymywać polską pieśń i kulturę. Wkrótce potem odnotowuje się pierwszy występ kółka śpiewaczego „Echo” w miejscowym kościele – zachwyt wiernych psują tylko „jacyś tańcy”, którzy na chórze próbują śpiewowi przeszkodzić, prawdopodobnie członkowie niemieckiego „ferbandu”.Po wojnie pojawia się nowy bohater: Towarzystwo Polek w Chropaczowie. W 1921 r. redakcja drukuje najpierw list „Franka z Chropaczowa”, który narzeka, że w jego wsi towarzystwa polskie niby istnieją, ale nic nie robią – nie organizują zabaw, nie dbają o ubogą młodzież, a na tle innych miejscowości wypadają blado. W odpowiedzi odzywa się „Franciszka z Chropaczowa”, przedstawiając drugą stronę: Tow. Polek ma ledwie rok, a już zorganizowało gwiazdkę dla biednych, wspiera Czerwony Krzyż i wysyła delegacje na polskie zjazdy. Autorka prosi, by mniej się kłócić o przedstawienia teatralne, a bardziej wychowywać dzieci w polskim duchu.Spór o teatr wraca w 1922 roku, gdy miejscowy „Sokół” wystawia sztukę „Kościuszko pod Racławicami”. Korespondent złośliwie punktuje niedostatki amatorskiej gry, nieodpowiednie stroje i zbyt swobodne podejście do alkoholu, ale jednocześnie przyznaje, że takie występy są dla Chropaczowa ważną lekcją historii i oświaty – pod warunkiem, że nie przerodzą się w zwykłą zabawę „przy bufecie”.

Wojna światowa: front, dezercje i żelazny krzyż

Ilustracja: żołnierz z Chropaczowa w okopach I wojny światowej, w tle krzyże na cmentarzu polowym.
Mieszkańcy Chropaczowa na frontach I wojny światowej – między odznaczeniami a śmiercią.
Lata 1914–1918 zmieniają ton gazetowych wzmianek. Pojawiają się listy z frontu, nekrologi i notki o odznaczeniach. W 1916 r. gazeta informuje, że żołnierz Józef Dziuba z Chropaczowa otrzymał order żelaznego krzyża – nazajutrz po odznaczeniu zostaje jednak ciężko ranny. Rok później czytamy o śmierci Edwarda Wygasza z Chropaczowa, który umiera w szpitalu polowym we Francji po ciężkim okaleczeniu; miał zaledwie 22 lata.Wojna wdziera się też w życie cywilne. W 1916 r. górnik Klimas z Lipin, idąc do pracy do Chropaczowa, zostaje zastrzelony przez żołnierza stojącego na warcie – ten bierze go za rosyjskiego jeńca. W innym numerze opisuje się dezertera Jana Czaję z Chropaczowa, który po ucieczce z wojska przez rok ukrywa się w okolicznych miejscowościach, aż wreszcie trafia przed sąd wojenny.Wojenne lata przynoszą też ofiary cywilne, których okoliczności nie są do końca jasne. W 1919 r. 32-letni górnik Rafał Copik z Lipin, idąc do teściów do Chropaczowa, pada ofiarą kuli gdzieś na drodze – pozostawia żonę i czworo dzieci. Gazeta notuje zwięźle fakt, bez szerszego komentarza, ale w tle pobrzmiewa napięcie okresu powstań i niepewnych granic.

Powstania, plebiscyt i komitety z Chropaczowa

W latach 1920–1921 „Dziennik Śląski” zaczyna widzieć Chropaczów także przez pryzmat powstań śląskich i plebiscytu. W 1920 r. ukazuje się apel do rodaków z Chropaczowa, przypominający o rocznicy wybuchu I powstania górnośląskiego. Komitet organizuje zebranie, zamierza urządzić odczyty i zbiórkę kwiatów na groby poległych powstańców – autor zachęca: „Nie zapominajcie waszych współbraci w tych pamiętnych dniach”.W 1921 r., podczas trwania III powstania, pojawia się duże sprawozdanie „z powiatu bytomskiego”. Rozbark, Piekary, Szarlej i inne miejscowości obsadzają oddziały powstańcze. Z Szombierek, Bobrka, Orzegowa i Chropaczowa donoszą, że władza znajduje się w rękach powstańców. W tle trwają walki o mosty, urzędy gminne, stacje kolejowe.W tym samym czasie tworzą się komitety parytetyczne – mieszane polsko-niemieckie ciała, które mają czuwać nad porządkiem podczas plebiscytu. W Chropaczowie-Dwór do komitetu wchodzą ze strony polskiej m.in. Kandora, Sosna, Paszek i Matusik, ze strony niemieckiej – Weinhold, Morawiecz, Stryczek, Slania i Filla. Gazeta prosi mieszkańców dworu o przekazywanie członkom komitetu rzetelnych informacji o nadużyciach.

Codzienność po wojnie: mieszkania, łaźnia, czerwony krzyż

Wojna i powstania nie zlikwidowały zwykłych, bardzo przyziemnych problemów. W 1918 roku gmina zakłada kąpielisko, które cieszy się ogromną popularnością – korzystają z niego robotnicy, rzemieślnicy, kupcy. Po pewnym czasie kąpielisko zamyka się „dla oszczędności węgla”. Korespondent oburza się, że w tym samym czasie kopalnie i huty spalają setki tysięcy centnarów węgla, a zwykłym mieszkańcom odmawia się możliwości umycia ciała: „Publiczność Chropaczowa skazana jest na kąpiele w Bytomiu”.Inny problem to studnie i zaopatrzenie w wodę. W 1909 r. władza nakazuje zamknięcie starej, około 60-letniej studni gminnej w dzielnicy Dobrocki jako rzekomo szkodliwej dla zdrowia. Gmina protestuje, bo studnia była przez długie lata jedynym źródłem wody dla Lipin i Chropaczowa; zostaje tylko możliwość otwarcia jej w razie pożaru.Na tle kryzysu i biedy wyróżnia się inicjatywa Czerwonego Krzyża Polskiego. W 1920 r. zarząd miejscowy zwraca się z gorącą prośbą do obywateli Chropaczowa: zbliżają się święta, a sieroty i wdowy nie mają żadnego wsparcia. Zawiązuje się koło Czerwonego Krzyża, przyjmujące datki w markach i naturze, a autor listu przypomina, by „jeszcze raz” otworzyć serca na potrzeby najbiedniejszych.Gdzieś między tymi poważnymi sprawami migają zupełnie drobne, ale smakowite okruchy życia: woźnica z Chropaczowa, który wiózł siano, a pod stosem ukrył wieprza ważącego 140 funtów, zatrzymany przez żandarma; komunikat o zakopanym w sianie towarze skradzionym w Lipinach i wywiezionym do Chropaczowa; wreszcie wzmianki o wieczornych śpiewach, nabożeństwach i procesjach, dzięki którym węglowa wieś choć na chwilę staje się mniej „czarna”.Tak zamyka się okres 1906–1922 w „Dzienniku Śląskim”. Chropaczów pozostaje w oczach gazety miejscem pełnym kontrastów.
0
0

Read more

Górnik w skalnej grocie patrzy na figurę świętej Barbary oświetloną złotym światłem.

Barbórka: Czamu święto Barborka łostała za Patrónka berchmonów?

Barbórka · śląskie legendy górnicze

Barbórka: Czamu święto Barborka łostała za Patrónka berchmonōw?

Śląska legenda górnicza na podstawie zbioru Ludwika Łakomego „Kwiaty na hałdach – górnośląskie legendy górnicze”.

Górnik w skalnej grocie patrzy na figurę świętej Barbary oświetloną złotym światłem.
Legenda o św. Barbarze odkrytej w skalnej grocie – ilustracja do opowieści.

Barbórka to jedno z najważniejszych świąt na Górnym Śląsku. Co roku 4 grudnia górnicy obchodzą Barbórkę, święto swojej patronki – św. Barbary. Ale skąd się wzięło, że właśnie Barbórka została patronką górników (berchmonów)? Odpowiedź kryje się w starej śląskiej legendzie, zapisanej w godce i przekazywanej z pokolenia na pokolenie.

Każdy człowiek musi mieć swojego patrona

Z legendy Ludwika Łakomego

„Przeca wiedzą, iże kożdy jedyn cłowiek musi miyć łorędownika w niebiesiech, kiery sie za nim wstawio do Pōn Bōcka i przaje mu, ale przaje.”

Łakomy zaczyna opowieść od prostej, ale mocnej myśli: nikt na świecie nie jest „bez patrona”. Kupcy, rzemieślnicy, lekarze, muzycy – każdy ma swojego świętego. Nad pasterzami czuwa św. Jerzy, nad piszącymi i uczonymi – Jan, Tomasz i Augustyn, a nad strażakami i hutnikami – św. Florian.

Tylko górnicy długo chodzili bez swojej świętej opiekunki. Gdy na grubie (w kopalni) działo się coś złego, każdy wołał po prostu:

Z legendy

„Ło mój Pōn Bōcku roztomiły, dej mi zaś pomóc.”

„Ło mój Pōn Bōcku jedziny, retuj mie, retuj, boć niy moga być jeny dlo berchmonōw.”

Pan Bócek (tak po śląsku mówi się o Bogu) słyszał ich wołanie z podziemi, z szybów, z ciemnych chodników. W końcu przyszła pora, żeby górnikom pomóc znaleźć własnego patrona.

Kłopot Pōn Bōcka z berchmonami

W pewnym momencie legendy wołanie górników staje się tak częste i tak głośne, że – jak pisze Łakomy – sam Pōn Bōcek z lekkim uśmiechem ma powiedzieć:

Z legendy

„Dejcie mi już, chopy, pokój, a wybiercie sie inkszygo, kieryby dzierżół nad wami piecza.”

W wolnym przekładzie: „Dajcie mi już spokój, chłopy, i wybierzcie sobie kogoś, kto będzie nad wami trzymał pieczę”. Od tej chwili zaczyna się szukanie świętej, której los będzie naprawdę bliski górniczemu życiu.

Górnicy pod ziemią unoszą ręce i lampy ku jasnemu światłu w sklepieniu skał.
Górnicy wołający o pomoc – motyw z legendy o wyborze patronki.

Świętych w niebie jest cała gromada, ale nie każdy pasuje na patrona ludzi, którzy dzień w dzień ryzykują własnym życiem w ciemnym podziemiu.

Dziewica, która schowała się w skale

W tym miejscu legendy pojawia się imię, bez którego nie byłoby Barbórki – Barbara. U Łakomego to córka surowego berchdyrektora Drzyskōry, który za żaden skarb nie chce przyjąć chrześcijańskiej wiary ani dopuścić, żeby przeszła na nią jego córka.

Z legendy

„Bo tyn Drzyskóra mioł cera Barborka, kiero przoła Pōn Jezusowi, ale przoła.”

Barbara przyjmuje chrzest po kryjomu. Kiedy ojciec się o tym dowiaduje, zaczyna ją prześladować. W końcu dziewczyna ucieka i kryje się w skalnej rozpadlinie. I tu wydarza się cud – skała staje się jej schronieniem.

Święta Barbara ukrywa się w skale przed swoim prześladowcą, otoczona złotym światłem.
Ukrycie św. Barbary w skale – kluczowy moment legendy.
Święta Barbara trzymająca lampę, patronka górników.
Św. Barbara jako opiekunka tych, którzy pracują pod ziemią.

Z legendy

„…tyn pieroński Drzyskóra ścigo! ją na koniu. Mało wiela stykło, a przez łochyby zaklupoł by na śmierć ta Barborka, kiej boractwo przyszło sie pod skała, kiero chocioż to kamiyń, łokozała litosierdzie, łodparła sie, jako dźwierze i w postrzodku skryła nieszcęśliwo paniczka…”

Dla górników ta historia brzmi wyjątkowo swojsko. Dziewica ukryta w skale, światło przebijające ciemność i cudowne ocalenie – to obrazy bardzo bliskie ich codziennej pracy. Kto lepiej zrozumie ludzi, którzy dzień w dzień zjeżdżają pod ziemię, licząc na to, że ktoś nad nimi czuwa? W Barbarze zobaczyli więc swoją orędowniczkę, świętą, która sama zaznała mroku i znalazła schronienie w skale.

Czemu właśnie Barbórka została patronką górników?

W opowieści górnicy rozumują po swojemu: potrzebują patrona, który zna lęk, ciemność i niebezpieczeństwo, ale jednocześnie jest blisko światła i zbawienia. Św. Barbara spełnia wszystkie te warunki.

Jak opisuje to Łakomy

„Święto Barborka to nie żodno baba, jeny dziewica, kiero nic znała chopa i niy swarzóła sie śnim.”

Jest młoda, odważna, wierna aż do męczeństwa. Ukrywa się w skale, a w ikonach często trzyma lampę albo świecę. Nic dziwnego, że górnicy mówią w końcu jednogłośnie:

Z legendy

„To je naszo patronka. Od dzisioj świynto Barborka trzyma piecza nad berchmonami.”

Od tego czasu w śląskich familokach i cechowniach wisi jej obraz, a w kopalnianych kaplicach płoną świece właśnie dla niej.

Lampa karbidowa, kilof, hełm i bryła węgla jako symbol górniczego rzemiosła.
Górnicze narzędzia pracy – codzienność tych, których patronką została św. Barbara.

Barbórka dziś – tradycja, która wciąż żyje

Dziś Barbórka to już nie tylko stara legenda, ale żywy zwyczaj. Kopalniane orkiestry grają marsze, w kościołach odprawia się uroczyste msze za górników i ich rodziny, a na cechowniach słychać śmiech i górnicze przyśpiewki.

Jednak pod całą tą tradycją dalej kryje się proste pytanie, z którego wyrosła legenda: kto nad nami czuwa, kiedy zjeżdżamy na dół? Odpowiedź od ponad stu lat jest ta sama – św. Barbara, nasza Barbórka.

📜 Oryginalne skany legendy o Barbórce

Poniżej możesz zobaczyć oryginalny zapis legendy „Czamu święto Barborka łostała za Patrónka berchmonōw” z książki Ludwika Łakomego „Kwiaty na hałdach – górnośląskie legendy górnicze”.

Oryginalna strona 19 z książki Ludwika Łakomego Kwiaty na hałdach – górnośląskie legendy górnicze.
Oryginalna strona 19 – początek legendy o Barbórce.
Oryginalna strona 20 z książki Ludwika Łakomego Kwiaty na hałdach – górnośląskie legendy górnicze.
Strona 20 – ciąg dalszy opowieści o berchmonach i Pōn Bōcku.
Oryginalna strona 21 z książki Ludwika Łakomego Kwiaty na hałdach – górnośląskie legendy górnicze.
Strona 21 – zakończenie legendy o św. Barbarze jako patronce górników.

Pełną wersję „Kwiatów na hałdach” znajdziesz w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej .

🪔 Źródła i opracowania

  • Ludwik Łakomy, Kwiaty na hałdach – górnośląskie legendy górnicze (w tym legenda „Czamu święto Barborka łostała za Patrónka berchmonōw”).
  • Skany dawnych tekstów śląskich ze zbiorów Śląskiej Biblioteki Cyfrowej (sbc.org.pl).
  • Tradycja ustna i obyczajowość górnicza Górnego Śląska, przekazywana w rodzinach górniczych.
  • Polecam wcześniejszy wpis na Flaczek.com: „Opowieść o Goduli” – również na podstawie książki Łakomego.
0
0

Read more

Kolorowy szkic procesji mieszkańców Chropaczowa idących ulicą w stronę kościoła, w tle huta i kopalniane szyby z dymiącymi kominami, w stylu starej ilustracji prasowej.

Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1898–1906). Część 1 – bójki, tyfus i święte procesje

Świętochłowice · Chropaczów

Czarny Chropaczów w „Dzienniku Śląskim” (1898–1906)

Część 1: bójki, tyfus i święte procesje

Skąd w tytule ten „czarny” Chropaczów? To nie żaden złośliwy komentarz, tylko cytat z jednego z listów do „Dziennika Śląskiego”. W 1906 roku anonimowy autor podpisany „Czujny” narzekał na dym z huty i niskie kominy, przez które „Chropaczów wygląda jak jedna chmura”, a górnik miał powiedzieć, że nie chce się przenosić do „czarnego Chropaczowa”. W tym samym liście pojawia się marzenie, żeby miejscowość „przeobraziła się z czarnego w zielony”. Ten obrazek stał się kluczem do całej opowieści.

Chropaczów – dziś dzielnica Świętochłowic – w czasie, o którym mowa w tym tekście, był osobną wsią, a potem gminą w powiecie bytomskim. Wokół wyrastały szyby kopalni „Śląsk”, huta, cegielnie, nowe domy robotnicze; między Lipinami, Godulą i Chebziem robiło się coraz ciaśniej i coraz bardziej przemysłowo.

Dziennik Śląski”, polskojęzyczna gazeta wydawana w Bytomiu, patrzył na ten świat z bardzo bliska. W krótkich notkach drukowanych na trzeciej czy czwartej stronie przewijają się nazwy wszystkich tych miejscowości – w tym Chropaczowa.

Przejrzałem roczniki z lat 1898–1906, szukając właśnie tego jednego słowa. Okazało się, że Chropaczów pojawia się tam dziesiątki razy: w kronice kryminalnej, w wiadomościach z kopalń, w listach do redakcji, w drobnych ogłoszeniach.

Ta część to próba ułożenia tego materiału w jedną opowieść – na razie z pierwszych ośmiu roczników, czyli z lat 1898–1906.

Kolorowy szkic gazet z napisem „Dziennik Śląski” i notatkami, w których zaznaczono słowo „Chropaczów”.
Chropaczów pod lupą archiwów – notatki z „Dziennika Śląskiego” z przełomu XIX i XX wieku.
Kolorowy szkic dawnej izby sądowej w Bytomiu z robotnikiem z Chropaczowa stojącym przed składem sędziowskim.
Kryminalny Chropaczów – wiele notek prowadzi do bytomskiej izby sądowej.

Kryminalny Chropaczów

Już w pierwszym roczniku „Dziennika” (1898) pojawiają się chropaczowskie sprawy karne.

Oszustka z Jerozolimą

Najgłośniejsza jest sprawa Wiktorii Kaiserowej z Chropaczowa. Kobieta chodziła po okolicy i zbierała pieniądze na rzekomą pielgrzymkę do Jerozolimy. Opowiadała, że „Pan Bóg kazał” jej zbierać składki na podróż do Ziemi Świętej.

W jednym numerze czytamy, że wyłudziła od górnika Sikory przeszło 400 marek, od żony kotlarza Jana Miki – kolejne 400, a ile od innych, „nie wiadomo”. W innym – że sprawa trafiła przed izbę karną w Bytomiu, gdzie sąd ostatecznie uznał ją za niepoczytalną i uwolnił od kary.

Telegram na 5000 marek

W 1904 roku pojawia się sprawa Jana Kaczmarczyka i Józefa Brzoski. Dwaj mieszkańcy Lipin wysyłają telegram do pani Dworaczkowej w Łagiewnikach z prośbą o przysłanie 5000 marek, podpisując się nazwiskiem jej krewnego.

Na poczcie czeka już jednak policyant Pfeffer z Chropaczowa, który aresztuje ich, gdy przychodzą „dopytywać o pieniądze”.

Fałszywy pogrzeb dziecka

W 1905 roku przed sądem przysięgłych w Bytomiu staje hutnik August Nowak z Chropaczowa. Zgłosił w urzędzie stanu cywilnego w Chropaczowie śmierć własnego dziecka, które w rzeczywistości żyło, żeby na podstawie aktu zgonu odebrać z kasy pogrzebowej zapomogę „na pogrzeb”.

Półtora miesiąca później powtórzył ten sam manewr w Lipinach. Łącznie otrzymał 12 marek. Sąd przysięgłych skazał go na 1,5 roku więzienia i dwa lata utraty praw honorowych.

Noże, bójki i korytarz sądowy

W kronice sądowej i policyjnej Chropaczów wraca często. Kilka przykładów:

  • Noworoczna awantura 1905 – Tomasz Wolny i trzech kolegów z Chropaczowa „swawolą” 1 stycznia przed lokalem pana Schirokauera, potem próbują dostać się do karczmy pana Lolonka. Gdy ich nie wpuszczono, biją ślusarza Pawła Kostura, a Wolny dźga go nożem, zadając niebezpieczną ranę. Izba karna skazuje Wolnego na 2 lata więzienia, trzech pozostałych na po 5 miesięcy.
  • Napad na niewidomą staruszkę – w 1906 roku Kokot i Wagner z Chropaczowa napadają w Lipinach na około 80-letnią, ślepą kobietę. Rzucają ją na ziemię i ciężko ją poturbowali. Dozorca hutniczy Wróbel, który staje w jej obronie, także zostaje pobity. Policja odnajduje sprawców w szynku; przy aresztowaniu szybko gromadzi się tłum przekonany, że policja krzywdzi „niewinnych ludzi”.
  • Cygaro w sądzie – robotnik z Chropaczowa wchodzi do izby sądowej w Bytomiu z zapalonym cygarem, żeby „przysłuchać się sprawom”. Dostaje za to 24 godziny aresztu za nieprzystojne zachowanie w sali sądowej.
  • Hutnik W. i policjanci – w 1906 roku hutnik W. z Chropaczowa, skazany za wykroczenie w Lipinach, jest prowadzony po rozprawie do więzienia. W sieni zwraca się do policyjnego świadka z Lipin słowami: „Czekaj ty psie…, jak przyjdę” i uderza go tak, że hełm spada z głowy. Szarpie się z dozorcą więziennym i drugim policjantem, bije ich i kopie. Sąd dokłada mu kolejne 10 miesięcy więzienia. Według relacji gazety ma odpowiedzieć: „Nic nie szkodzi, będę siedział, aż zgniję.”
Szkic kopalni z dymiącym kominem, kolejką elektryczną i przewróconym wozem konnym na drodze.
Kolejka, furmanki i kopalnia „Schlesien” – codzienność pełna wypadków.

Niebezpieczna robota i codzienne wypadki

Duża część chropaczowskich wzmianek dotyczy wypadków – na kopalni, szosach i przy torach.

Kopalnia „Schlesien”

W kilku notkach pojawia się kopalnia „Schlesien”:

  • górnik Bojdoła z Chropaczowa (nazwisko w gazecie jest nieco nieczytelne) zostaje ciężko ranny na kopalni „Schlesien” i trafia do lazaretu knapszaftowego; rany zagrażają jego życiu,
  • trupa aktorów nowego niemieckiego teatru wyjeżdża dorożką do Chropaczowa, żeby zwiedzić kopalnię „Schlesien”. Z powodu mgły dorożka zsuwa się z wysokiego nasypu szosy, aktorzy wypadają na ziemię. Jedna aktorka łamie obojczyk, druga odnosi obrażenia wewnętrzne i rozcięcie głowy.

Kolejki, pociągi i furmanki

Na przełomie wieków w okolicach Chropaczowa często dochodzi do zderzeń dawnego i nowego transportu:

  • w Nowy Rok 1903 kolejka elektryczna przejeżdża 24-letniego syna głównego nauczyciela Kani z Chropaczowa. Mężczyzna leżał na torach; uderzenie było tak silne, że pojazd odciął mu głowę i obie nogi,
  • między Chebziem a Lipinami pociąg zabija konia wartego dwieście talarów i rozbija powóz należący do oberżysty Weissa z Chropaczowa. W relacji podkreśla się, że urzędnik kolejki nie ponosi winy – koń stał bez dozoru, a gdy nadjechał pociąg, ruszył z miejsca wprost pod skład,
  • na szosie łagiewnickiej furmanka Jana Matuszka ze Świętochłowic najeżdża na żonę inwalidy Magiery z Chropaczowa. Kobieta doznaje ciężkiej rany głowy, dodatkowo kopie ją koń.

Dzieci, pies i lazaret

  • 13-letnia Paulina Białas z Chropaczowa ucieka na ulicy Dworcowej w Bytomiu przed „psem wielkim”. Wycofując się, zahacza o rynsztok, upada i doznaje niebezpiecznej rany.
  • górnik Lesiok z Chropaczowa leży chory w katowickim lazarecie. Znajomy przynosi mu fajkę, tytoń i zapałki. Zapalona zapałka upada na łóżko, powstaje pożar, górnik odnosi tak ciężkie oparzenia, że umiera. Zostawia wdowę i pięcioro dzieci; gazeta zaznacza, że wdowa i sieroty mają prawo do renty.
Śląska ulica spowita dymem z niskich kominów huty, przechodnie w dawnych ubraniach.
„Czarny Chropaczów” – wieś spowita dymem z niskich kominów huty.

Choroby i smog: tyfus i „czarny Chropaczów”

Tyfus w statystykach

W numerze z 1900 roku „Dziennik Śląski” publikuje zestawienie zachorowań na tyfus w powiecie bytomskim. We wrześniu:

  • Świętochłowice – 96 przypadków, 8 zgonów,
  • Orzegów – 52 przypadki, 3 zgony,
  • Lipiny – 33 przypadki, 4 zgony,
  • Chropaczów19 przypadków, 1 zgon,
  • dalej m.in. Godula (13 zachorowań), Chebzie (6), Górne Hajduki (5), Górne Łagiewniki (2).

Od początku roku do końca września we wszystkich wymienionych miejscowościach zanotowano 849 zachorowań i 76 zgonów.

W Nowej Kopaninie buduje się kosztem rządu trzy baraki dla chorych na tyfus z rejonu Lipin i Chropaczowa. Opieką nad chorymi mają zająć się Siostry Szarytki, które wcześniej pracowały już m.in. na Goduli.

Czarny kontra zielony Chropaczów

W 1906 roku anonimowy „Czujny” opisuje w liście warunki w Chropaczowie. Skupia się na hucie z niskimi kominami. Dym, który z nich wychodzi, rozchodzi się po całej miejscowości:

„Chropaczów sam wygląda jak jedna chmura. Otworzyłby kto okno wtenczas, to może usnąć i na wieki.”

Według autora nawet ludzie pracujący w Chropaczowie wolą mieszkać gdzie indziej. Jeden z górników ma odpowiedzieć, że „jeszcze się nie przeniósł do czarnego Chropaczowa”.

„Czujny” wskazuje, że silny związek posiadaczy domów i gruntów mógłby wymóc na księciu – właścicielu zakładów – podwyższenie kominów. W takim wariancie Chropaczów nie byłby już „czarny”, tylko „zielony”.

Procesja przed wiejskim kościołem, chorągwie, mężczyźni w robotniczych ubraniach i dzieci z lampionami.
Kościół, procesje i polskość – Chropaczów spod chorągwi i lampionów.

Kościół, procesje i polskość

Procesja ze św. Izydorem i hutnicy

W 1902 roku opisano procesję na święto św. Izydora, patrona rolników. W niedzielę 11 maja mieszkańcy Chropaczowa wyruszają z muzyką do kościoła parafialnego w Lipinach.

Za muzykę odpowiadają dwa związki: katolickie stowarzyszenie robotników z Lipin oraz związek posiadaczy domów i gruntów z Chropaczowa. Kapela gra w drodze i w kościele, co – jak pisze autor – bardzo pomaga wiernym w śpiewie.

Na końcu dodaje prośbę w imieniu hutników: podczas uroczystości św. Floriana, ich patrona, w kościele muzyka nie gra, więc warto byłoby zadbać o to w przyszłości.

Kardynał Kopp i napisy na bramach

Gdy w 1902 roku do Lipin przyjeżdża z wizytą kardynał Georg Kopp, gospodarze z Lipin i Chropaczowa witają go w strojach narodowych.

Ustawiono cztery bramy. Trzy mają napisy po niemiecku. Czwarta, przy kościele, ma z jednej strony napis łaciński, a z drugiej – od strony świątyni – polski. W relacji pojawia się dopisek, że ustawiono go tak, żeby „innym w oczy nie kłuł”.

Szkoła, język i polskie towarzystwa

W notkach lokalnych pojawia się też wątek szkolny. Nauczyciel Ernst Willimsky z Chropaczowa otrzymuje od prezesa rejencji 100 marek nagrody „za skuteczne nauczanie dzieci języka niemieckiego i popieranie niemczyzny”.

W tym samym czasie do gazety piszą czytelnicy z Chropaczowa:

  • w 1901 roku autor podpisany miejscowością „Chropaczów” pisze, że cieszy go, gdy czyta w gazecie o polskich towarzystwach, ale w samej miejscowości żadne polskie stowarzyszenie nie działa. Wcześniej młodzież chodziła z Chropaczowa do Lipin na spotkania towarzystwa św. Alojzego, ale je rozwiązano. Teraz „w niedzielę po południu nie ma się gdzie zabawić”, wielu chodzi więc do szynku, „gdzie się wiele złego dzieje, a mianowicie klątw”. Proponuje założenie w Chropaczowie katolickiego towarzystwa mężów i młodzieńców. Przypomina, że wieś liczy ponad 8000 mieszkańców, więc takie stowarzyszenie mogłoby się utrzymać.
  • w 1905 roku, przy okazji wyborów do zarządu i zastępstwa kościelnego w parafii lipińsko–chropaczowskiej, w Lipinach powstaje „polski komitet”. Autorzy z Chropaczowa mają zastrzeżenia do listy kandydatów: wśród nich są osoby, które wychowują dzieci po niemiecku, a część do polskości w ogóle się nie przyznaje. Zarzucają komitetowi, że „o Chropaczowie prawie zupełnie zapomniał”. Pada przypomnienie:

„Przecież Lipiny powstały z Chropaczowa! Czy to Lipińscy obywatele sami kościół wybudowali?”

Autorzy podkreślają, że do zarządu kościelnego powinni trafić ludzie łagodni, świadomi, „sprawiedliwie myślący, polscy”, współpracujący z księdzem. Zaznaczają, że agitacja powinna odbywać się spokojnie: kościół to nie sejm ani parlament.

Kolorowy szkic sali obrad – wójt i radni gminy przy długim stole zasłanym papierami.
Polityka gminna i podatki – spory o sołtysa, podatek gruntowy i wydatki na drogi.

Polityka gminna i podatki

Protest do najwyższego sądu

W 1904 roku w rubryce z Chropaczowa wyjaśniana jest sprawa zastępców gminnych. Po miejscowości krąży wieść, że landrat nie potwierdził wyboru zastępców obranych w marcu i nie zostali oni wprowadzeni w urząd.

Autor pisze, że landrat zatwierdza tylko sołtysa i ławników. Wobec wyboru zastępców można jedynie złożyć protest. Taki protest miała złożyć kopalnia, ale został odrzucony przez urząd gminny, a zastępców normalnie wprowadzono w urząd.

W drugiej części tekstu przypomniano starszą sprawę: dwa lata wcześniej obywatele Chropaczowa złożyli protest przeciw innym wyborom. Ten protest rozpatrywał najwyższy sąd administracyjny w Berlinie i – jak relacjonuje gazeta – rozstrzygnął go „na korzyść obywateli”. W związku z tym mają odbyć się nowe wybory. Mieszkańcom radzi się, by wybierali „ludzi tęgich, niezlęknionych, o gminę dbających”.

Spór o sołtysa Schliwę

W innym liście mieszkańcy opisują sytuację wokół sołtysa Schliwy. Zakończyła się jego kadencja, ale obywatele, ławnicy i zastępcy gminni ponownie wybrali go na to stanowisko. Tymczasem po kopalni krążą pogłoski, że nowy wybór ma nie zostać potwierdzony.

Autorzy wymieniają zasługi Schliwy:

  • uporządkowanie podatków i dróg,
  • założenie kriegervereinu, volksbiblioteki i straży pożarnej,
  • uzyskanie dla gminy nazwy „Fürstenwerk”.

Zwracają uwagę, że są to działania zgodne z oczekiwaniami władz pruskich, a mimo to kopalnia ma wobec niego zastrzeżenia. Wskazują też na jego rolę przy staraniach o kościół i przeciwstawiają to trosce „panów” jedynie o rozwój kantyn.

Podatek gruntowy i związek posiadaczy

W 1905 roku pojawia się kolejny list – tym razem dotyczący uchwały o podatku gruntowym od wartości ziemi. Zarząd gminy wraz z częścią zastępców przyjął taką uchwałę.

Autor wylicza, że dziewięciu gospodarzy ma razem 45 mórg roli i porównuje to do sytuacji, w której gmina „ostrzy sobie zęby” na wartość tej ziemi. Reszta gospodarzy to „chałupnicy z ogródkami przez hutnicze dymy zasmrodzonymi”.

Stary sołtys Śliwa miał – według tekstu – zostawić gminie majątek, a nowa władza zdążyła już zadłużyć się na drogi i planuje budowę szkoły. Regencja nie zamierza dopłacać, bo Chropaczów uchodzi za gminę bogatą.

Pada pytanie o związek posiadaczy domów i gruntów: czy jego członkom „tak dobrze, że śpią”. Autor wzywa do zwołania posiedzenia, sprzeciwu wobec nowego podatku i przypomina, żeby przy okazji nie zapomnieć o ciągnącej się sprawie budowy kościoła.

Barak robotniczy przy kopalni i grupy rusinów idących w stronę budynku z szyldem „Konsum”.
Rusinie i szlafhauzy – przyjezdni robotnicy mieszkający w domach sypialnych przy kopalni „Śląsk”.

Obcy robotnicy i szlafhauzy

Osobną grupę wzmianek tworzą teksty o przyjezdnych robotnikach – Rusinach pracujących na cegielni i kopalni „Śląsk”.

W 1906 roku list podpisany pseudonimem „Kilofek” informuje, że na cegielni i kopalni pracuje już kilkaset, może około 600 Rusinów. Mieszkają w dwóch dużych domach sypialnych (szlafhauzach), a kopalnia buduje trzeci. Jest dwóch zarządców tych domów.

Jeden z robotników skarży się, że w miesiącu „zjadł żywności za 40 marek”, wszystko kupowane w konsumie, z potrąceniem przy wypłacie, a mimo to chodził głodny.

Do robotników przyjeżdża greckokatolicki ksiądz Hanuśyk z Katowic. Jeden z Rusinów, niezadowolony z warunków pracy i zarobku, twierdzi, że ksiądz „zaprowadził” ich na takie warunki i „zapredał”. W rozmowie z szynkarzem mówi: co mu z 8 marek zarobku, skoro wszystko może przejeść w domu sypialnym i nic nie zostanie na wysłanie do domu.

„Kilofek” opisuje też stronę gospodarczą. Rusini muszą mieszkać w szlafhauzach – nie wolno im osiedlać się w gminie. Żywności dostarcza konsum chropaczowski, co oznacza duży obrót. Według relacji jeden z zarządców domu sypialnego miał dostać dywidendę rzędu 1000–1500 marek, drugi (lub jego żona) kupili gospodarstwo w okolicy Kozła.

Robotnicy, którzy wracają do domu, zostawiają na miejscu swoje rzeczy, sprzedając je za niewielkie kwoty. Zarządcy mogą je odkupować i odsprzedawać kolejnym przyjezdnym.

W tekście podkreślono, że Rusini nie płacą podatków w gminie, a miejscowi gospodarze i kupcy nie mają z ich obecności dochodu. Korzystają głównie konsum i zarządcy domów sypialnych, a dla miejscowych robotników pojawia się dodatkowa konkurencja.

Zakończenie: Chropaczów w gazetowej lupie

W „Dzienniku Śląskim” Chropaczów nigdy nie jest głównym bohaterem numeru – pojawia się obok Lipin, Goduli, Świętochłowic czy Królewskiej Huty. W rocznikach z lat 1898–1906 nazwa miejscowości wypływa jednak wyjątkowo często: przy bójkach i sprawach sądowych, przy wypadkach na kolei i kopalni, w statystykach tyfusu, w sporach o kościół, podatki i dym z kominów.

W tej części zebrane zostały przykłady z pierwszych ośmiu roczników „Dziennika Śląskiego”. Kolejne lata przynoszą następne wątki: dalsze spory o szkołę i język, duże wydarzenia polityczne, a w końcu wojnę i zmianę granic. To materiał na drugą część tej historii.

0
0

Read more

Rysunkowy widok centrum Bytomia, grafika tytułowa artykułu o dawnych nazwach ulic

Bytom – ulice 100 lat temu. Dawne nazwy ulic i plan miasta

Dawne nazwy ulic Bytom to fascynująca podróż do czasów, gdy miasto nosiło nazwę Beuthen O.S.. W tym artykule pokazuję, jak wyglądały dawne nazwy ulic Bytom i jak zmieniały się one na przestrzeni ponad 100 lat.

W dzisiejszym Bytomiu trudno sobie wyobrazić, że Dworcowa była Bahnhofstraße, Katowicka – Kattowitzerstraße, a Piłsudskiego – Bismarckstraße. Co więcej, wiele mniejszych ulic również nosiło nazwy, które dziś brzmią zupełnie inaczej.

W tym wpisie odtwarzam nazwy najważniejszych ulic śródmieścia, korzystając z oryginalnych źródeł historycznych. Dzięki temu możesz łatwo sprawdzić, jak wyglądała „miejska mapa” sprzed ponad wieku.

  • ksiąg adresowych Adressbuch Beuthen O.S. (1900–1937),
  • planu miasta z 1913 roku,
  • map i publikacji historycznych.

Poniżej znajdziesz mapę, a później także interaktywną wyszukiwarkę, która pozwoli Ci błyskawicznie sprawdzić dawną nazwę każdej ulicy. To idealne narzędzie, jeśli interesują Cię dawne nazwy ulic Bytom.

Dawne nazwy ulic Bytom – najważniejsze ulice śródmieścia

To tylko wybrane przykłady z dziesiątek ulic wpisanych do dawnych ksiąg adresowych. Każda z poniższych ulic ma swoją małą historię – i tabliczkę, która zmieniała się wraz z kolejnymi epokami.

🚂 Dworcowa → Bahnhofstraße

Główna ulica reprezentacyjna prowadząca od dworca do rynku. W źródłach przedwojennych nazwa występuje niezmiennie jako Bahnhofstraße – nic dziwnego, była to „wizytówka” miasta dla wszystkich przyjezdnych.

🛤️ Katowicka → Kattowitzerstraße

Stary trakt w kierunku Katowic. Na mapach z początku XX wieku pojawia się zarówno jako Kattowitzerstraße, jak i lokalnie Dyngosstraße przy jednym z odcinków.

🏛️ Piłsudskiego → Bismarckstraße

Ulica „cesarska”, jedna z kluczowych arterii śródmieścia. Jej odcinki zmieniały nazwy (m.in. Blottnitza Straße, Freiheitstraße), ale Bismarckstraße dominowała od końca XIX wieku do I wojny światowej.

🕍 Rynek → Ring / Marktplatz

Historyczne centrum miasta, widoczne na wszystkich mapach od XIX wieku do 1945 roku jako Ring lub Marktplatz. Tu koncentrował się handel, życie towarzyskie i najważniejsze instytucje.

🚗 Strzelców Bytomskich → Tarnowitzerstraße / Ostlandstraße

Jedna z ulic najczęściej zmieniających nazwę. W okresie międzywojennym pojawia się Friedrich-Ebert-Straße, a w latach 1933–1945 nazwa propagandowa Ostlandstraße. Dziś kojarzona raczej z korkami niż z wielką polityką.

🏰 Jagiellońska → Hohenzollernstraße

Elegancka ulica mieszczańska nazwana na cześć dynastii Hohenzollernów. Po 1945 roku nazwę zmieniono na bardziej „naszą” – Jagiellońską.

🧭 Wrocławska → Hindenburgstraße

Ulica wylotowa na zachód. W różnych okresach nadawano jej nazwy od polityków i kierunków dróg, m.in. Miechowitzer Chaussee. Dzisiejsza nazwa nawiązuje do Wrocławia – jednego z głównych miast regionu przed wojną.

🛍️ Krakowska → Krakauerstraße

Tradycyjna oś handlowa na wschód od rynku, z nazwą od zawsze związaną z Krakowem. W Adressbuch występuje po prostu jako Krakauerstraße.

⛪ Piekarska → Piekarerstraße

Dawna droga do Piekar Śląskich. W księgach adresowych i na mapach pojawia się jako Piekarerstraße, a miejscami także jako Poststraße – ulica pocztowa.

⚖️ Plac Kościuszki → Kaiser-Franz-Josef-Platz

Plac, na którym jak w soczewce widać zmiany epok: od cesarza Franciszka Józefa, przez okres III Rzeszy z Adolf-Hitler-Platz, aż po współczesnego patrona – Tadeusza Kościuszkę.

Chcesz sprawdzić swoją ulicę?

Jeśli mieszkasz w Bytomiu, wpisz w wyszukiwarce powyżej nazwę swojej ulicy – po polsku lub po niemiecku – i zobacz, jak nazywała się 100 lat temu. 🔍

Skorzystaj również z wyszukiwarki, aby szybko porównać dawne nazwy ulic Bytom z ich współczesnymi odpowiednikami.

Plan miasta Beuthen O.S. Bytom z 1913 roku z przebiegiem głównych ulic

Plan miasta Beuthen O.S. z 1913 roku. Po powiększeniu widać rynek, Bahnhofstraße, Kattowitzerstraße i gęstą zabudowę śródmieścia.

Dworcowa – Bahnhofstraße
Katowicka – Kattowitzerstraße / Dyngosstraße
Piłsudskiego – Bismarckstraße / Blottnitza Straße / Freiheitstraße
Strzelców Bytomskich – Tarnowitzerstraße / Friedrich-Ebert-Straße / Ostlandstraße
Jagiellońska – Hohenzollernstraße
Wrocławska – Hindenburgstraße / Miechowitzer Chaussee
Gliwicka – Gleiwitzerstraße
Chorzowska – Königshütter Landstraße
Łagiewnicka – Hohenlinder Landstraße
Zabrzańska – Beuthenerstraße / Pilkermühle
Korfantego – Friedenshütterstraße / Kluckowitzerstraße
Pszczyńska – Pleßerstraße / Maczeikowitzer Weg
Rynek – Ring / Marktplatz
Plac Kościuszki – Kaiser-Franz-Josef-Platz / Adolf-Hitler-Platz
Plac Grunwaldzki – Friedrich-Wilhelms-Ring
Plac Akademicki – Reichspräsidentenplatz / Victoriaplatz
Plac Sikorskiego – Kaiserplatz / Braunauer Platz
Plac Słowiański – Wilhelmplatz
Plac Wolskiego – Am Bahnhof
Krakowska – Krakauerstraße
Piekarska – Piekarerstraße / Poststraße
Piastów Bytomskich – Kaiserstraße
Matejki – Ringstraße / Hyazinthkirchstraße / Küperstraße
Moniuszki – Gymnasialstraße
Mickiewicza – Friedrichstraße
Miarki – Hubertusstraße / Bergstraße
Parkowa – Im Stadtpark
Kościelna – Kirchstraße
Mariacka – Marienstraße / Kirchstraße
Szkolna – Schulstraße
Sądowa – Gerichtstraße
Staromiejska – Altestraße
Targowa – Marktgasse / Synagogengasse
Wałowa – Wallstraße
Rzeźnicza – Fleischerstraße
Prusa – Redenstraße
Didura (dawniej Słowackiego) – Goethestraße
Powstańców Śląskich – Guttenbergstraße
Powstańców Warszawskich – Gartenstraße / Parallelstraße
Skłodowskiej-Curie – Körnerstraße
Towarowa – Buddestraße
Webera – Gräupnerstraße
Chrobrego – Wilhelmstraße
Żołnierza Polskiego – Feldstraße
Sandomierska – Sedanstraße
Wesoła – Karlstraße
Słoneczna – Kapellenweg
Siemianowicka – Siemianowitzerstraße / Laurahütter Landstraße
Żeromskiego – Breitestraße
Armii Krajowej – Luisenstraße
Biskupia – Bischofstraße
Brzezińska – Brzeziner Straße
Garbarska – Gerberstraße
Górnośląska – Oberschlesische Straße
Robotnicza – Arbeiterstraße
Stalmacha – Moltkeweg
Stycznia – Bismarckweg
Świętochłowicka – Schwientochlowitzerstraße
Tarnogórska – Tarnowitzer Weg
Zamkowa – Schlossstraße
Zgoda – Concordiastraße
Zielona – Grünstraße
1
0

Read more

Ilustracja śląskiej ulicy z początku XX wieku – mieszkańcy idą między ceglastymi kamienicami, tło do opowieści o Górnym Śląsku i III Powstaniu Śląskim

„Dwudziesty pierwszy roczek”. Przyśpiewka z czasów III Powstania Śląskiego

Górny Śląsk · III Powstanie Śląskie · Pieśń

„Dwudziesty pierwszy roczek”. Przyśpiewka z czasów III Powstania Śląskiego

W roku 1921 na Górnym Śląsku znów padły strzały. III Powstanie Śląskie było próbą wywalczenia dla Polski tej części regionu, która w plebiscycie nie dostała szansy na polską przyszłość. Wtedy rodziły się też pieśni – krótkie, proste, ale bardzo wyraźnie stojące po polskiej stronie. Jedną z nich jest przyśpiewka „Dwudziesty pierwszy roczek”. Tu możesz posłuchać mojej wersji.

„Dwudziesty pierwszy roczek” – powstańcza przyśpiewka w mojej interpretacji. Zrodzona na Śląsku.

Rok 1921 i III Powstanie Śląskie

Po I wojnie światowej Górny Śląsk znalazł się w zawieszeniu. Mieszkańcy czekali, czy ich miejscowości pozostaną w Niemczech, czy trafią do odradzającej się Polski. O wyniku miał zdecydować plebiscyt, ale już wtedy było jasne, że za liczbami głosów kryje się presja, propaganda i różne gry polityczne.

Dla wielu Ślązaków, którzy czuli się związani z Polską, to było za mało. W nocy z 2 na 3 maja 1921 roku wybuchło III Powstanie Śląskie. Oddziały powstańcze – w dużej mierze złożone z górników, hutników i robotników – zajęły znaczną część regionu, pokazując, że polski głos na Śląsku nie jest dodatkiem do plebiscytowych statystyk.

Przyśpiewka „Dwudziesty pierwszy roczek”

O pieśni mówi się „powstańcza”, ale najpierw była po prostu przyśpiewką ludzi z tamtego czasu. Tytuł nie pozostawia wątpliwości: „dwudziesty pierwszy roczek” to 1921 – rok trzeciego powstania.

W różnych zapisach i przekazach powtarza się to samo: motyw polskich barw, odniesienia do Polski i polskich miast, obraz powstańców, którzy – czasem po niemieckiej szkole, czasem po pruskiej armii – świadomie wybierają polską stronę.

Dlaczego ta pieśń jest wyraźnie pro-polska

  • odwołuje się do roku, w którym powstańcy walczą o przyłączenie Śląska do Polski,
  • podkreśla polskie symbole – orła, biało-czerwoną, nazwy miejsc związanych z Polską,
  • pokazuje powstańca nie jako „neutralnego Ślązaka”, ale jako człowieka, który lokuje swoją nadzieję w Polsce.

To nie jest pieśń o „ziemi niczyjej”. To głos z regionu pogranicza, który w 1921 roku bardzo wyraźnie mówi: „nasza przyszłość – po polskiej stronie”.

Wybrali Polskę

W sporach o historię Śląska często gubi się prosty fakt: wielu uczestników III Powstania Śląskiego mówiło na co dzień śląską gwarą, miało za sobą służbę w armii niemieckiej, a mimo to w 1921 roku staje po stronie Polski. Nie dlatego, że ktoś im kazał, ale dlatego, że w polskiej państwowości widzą dla siebie i swoich rodzin lepszą przyszłość.

Właśnie dlatego takie przyśpiewki są ważne. Nie idealizują nikogo, nie robią z powstańców „postaci z pomnika”. Pokazują zwykłych ludzi z tamtego czasu – i ich wybór po polskiej stronie.

Po co do tego wracać dzisiaj

W przypadku III Powstania Śląskiego odpowiedź wielu osób brzmiała jasno: „chcemy być częścią Polski”. Tę odpowiedź widać w decyzjach, w dokumentach, ale słychać też właśnie w pieśniach – takich jak ta.

Słuchając „Dwudziesty pierwszy roczek”, słyszymy nie tylko melodię z przeszłości, ale też przypomnienie, że o kształcie granic decydowały konkretne wybory konkretnych ludzi.

Dwudziesty pierwszy roczek III Powstanie Śląskie Powstańcy śląscy Górny Śląsk Polska
0
0

Read more

Portret księdza Józefa Szafranka, proboszcza bytomskiego i obrońcy polskiej mowy na Górnym Śląsku, z cytatem o służbie ludowi.

Ks. Józef Szafranek – śląski proboszcz, którego zapamiętał nawet Bismarck

Ks. Józef Szafranek – śląski proboszcz, którego zapamiętał nawet Bismarck

Ks. Józef Szafranek (1807–1874) – syn młynarza z Gościęcina, proboszcz bytomskiej parafii Wniebowzięcia NMP, poseł do sejmu pruskiego i obrońca polskiej mowy na Górnym Śląsku. Kapłan, którego nazwisko po latach przywołał na sejmowej mównicy sam Otto von Bismarck.

„Proboszcz bytomski, obrońca polskiej mowy…”

Historyczny miedzioryt księdza Józefa Szafranka, proboszcza Bytomia i obrońcy polskiej mowy na Górnym Śląsku.
Historyczny wizerunek ks. Józefa Szafranka w czasopiśmie „Światło” (R. 1, nr 10, 1887).

W 1887 roku katolicki dwutygodnik „Światło” poświęcił ks. Szafrankowi obszerny artykuł. Nazwano go tam wprost: „proboszcz bytomski, obrońca polskiej mowy na Górnym Szląsku”. Powodem był fakt, że rok wcześniej, w 1886 r., kanclerz Otto von Bismarck przypomniał jego nazwisko na forum sejmu, oskarżając go o „agitację” wśród Górnoślązaków.

Tekst w „Świetle” jest próbą obrony dobrego imienia kapłana, który nie żyje od kilkunastu lat – i jednocześnie przypomnieniem, że Górny Śląsk miał swoich własnych bohaterów codzienności, nie zawsze dobrze znanych potomnym.

Syn młynarza z Gościęcina

Ks. Józef Szafranek urodził się 18 lutego 1807 roku w Gościęcinie koło Koźla, w rodzinie miejscowego młynarza Franciszka Szafranka i Klary z domu Wolf. Dawne drukowane źródła różnie podają datę dzienną, ale dziś w opracowaniach biograficznych przyjmuje się właśnie 18 lutego. Autor „Światła” podkreśla, że był on „prawdziwym dzieckiem ludu górnośląskiego”.

Młody Szafranek uczył się w gimnazjum katolickim w Głubczycach, a następnie studiował teologię na Uniwersytecie Wrocławskim. Święcenia kapłańskie przyjął w 1831 roku z rąk biskupa Emanuela Schimonsky’ego. Pierwsze lata kapłaństwa spędził jako wikary w Grzędzinie i Raciborzu, gdzie szybko zwrócił na siebie uwagę jako pracowity duszpasterz i dobry mówca.

Najważniejsze daty

  • 18 lutego 1807 – narodziny w Gościęcinie (powiat kozielski)
  • 9 marca 1831 – święcenia kapłańskie we Wrocławiu
  • 1839 – mianowany proboszczem w Bytomiu
  • 1848–1849 – poseł na sejm pruski
  • 7 maja 1874 – śmierć po wypadku pod Szombierkami

Proboszcz Bytomia w czasach industrializacji

W 1839 roku trzydziestodwuletni Szafranek został proboszczem w Bytomiu. Parafia była ogromna, obejmowała nie tylko samo miasto, ale i okoliczne miejscowości. Równocześnie Bytom gwałtownie się zmieniał: rozwijały się kopalnie, huty, rosły robotnicze osady, a z nimi problemy biedy, chorób i migracji.

Autor „Światła” zestawia Szafranka z innymi wielkimi księżmi tamtych czasów: ks. Fickiem z Piekar, ks. Markiewkami z Bogucic i Mysłowic, ks. Stabikiem z Michałkowic. Wszyscy oni – jego zdaniem – zostali posłani na Górny Śląsk „na ciężkie czasy” jako szczególna odpowiedź Opatrzności.

Jego praca w parafii i mieście

  • Założył w Bytomiu koło czytelnicze, zachęcające robotników i mieszczan do lektury po polsku.
  • Silnie wspierał ruch trzeźwości i bractwa trzeźwości przy parafii.
  • W czasie epidemii cholery i tyfusu odwiedzał chorych, organizował pomoc dla sierot i ubogich.
  • Popularyzował sadownictwo, pszczelarstwo i hodowlę drzew owocowych jako sposób poprawy bytu ludu.
  • Jako wizytator szkół dbał o ćwiczenia gimnastyczne i o to, by nauczanie odbywało się zarówno po polsku, jak i po niemiecku.

„Śląski Rejtan” w pruskim parlamencie

Gdy w Europie wybuchła Wiosna Ludów, także w Prusach rozpoczęto reformy. Król Fryderyk Wilhelm IV zgodził się na zwołanie zgromadzenia konstytucyjnego i pierwsze wybory. Właśnie wtedy powiaty bytomski oraz toszecko-gliwicki wybrały na swojego posła ks. Józefa Szafranka.

W latach 1848–1849 zasiadał on w sejmie pruskim – najpierw w gronie niemieckich demokratów, później w Kole Polskim. Na mównicy domagał się poszanowania praw językowych ludności polskojęzycznej. Chciał, by:

O co walczył w sejmie?

Nagłówek z XIX-wiecznego druku przedstawiający napis: „Ks. Józef Szafranek, proboszcz bytomski, obrońca polskiej mowy na Górnym Śląsku”.
Nagłówek biogramu ks. Józefa Szafranka z dawnego druku – proboszcz bytomskiej parafii i obrońca polskiej mowy na Górnym Śląsku.
  • urzędowe pisma i rozporządzenia były dostępne również po polsku tam, gdzie lud mówi po polsku,
  • nauka religii i nauczanie elementarne odbywały się w języku ojczystym dzieci,
  • na Górnym Śląsku nie traktowano języka polskiego jako przeszkody w lojalności wobec państwa, lecz jako naturalny element tożsamości.

„Mowa ojczysta jest kluczem do wszelkiego moralnego i politycznego wychowania ludów.”

ks. Józef Szafranek, sejm pruski, 1849 r.

Za swoją postawę zyskał przydomek „Śląski Rejtan”. Jednocześnie uważał się za lojalnego poddanego króla pruskiego – nie dążył do zmiany granic, lecz do tego, by polskojęzyczni Górnoślązacy nie musieli wyrzekać się własnego języka i tradycji.

Gdy Bismarck wrócił do sprawy po trzydziestu latach

Po latach, w 1886 roku, nazwisko zmarłego już dawno Szafranka pojawiło się na sejmowej mównicy ponownie. Kanclerz Otto von Bismarck nazwał go „agitatorem wielkopolskim na Górnym Śląsku”, sugerując, że działał przeciw interesom państwa, szerząc polskie wpływy.

To właśnie ten atak był bezpośrednim impulsem do napisania artykułu w „Świetle” (1887, R. 1, nr 10). Redakcja pisma przypomniała, że jeśli „agitacją” ma być troska o zachowanie języka ludu, modlitwy po polsku i nauki w języku ojczystym, to rzeczywiście – Szafranek był takim „agitatorem”. Ale tylko w tym znaczeniu.

Obraz Szafranka w „Świetle”

  • proboszcz bytomski, wierny Kościołowi i ludziom,
  • obrońca języka polskiego na Górnym Śląsku,
  • kapłan dobroczynny, który nie lubił mówić o własnych zasługach,
  • wzór dla młodych Ślązaków, by znali i cenili swoich „domowych” bohaterów, a nie tylko postacie z podręczników.

Nauczyciel, wydawca, organizator

Szafranek działał nie tylko z ambony i sejmowej mównicy. Duża część jego pracy to słowo drukowane i bardzo konkretna praca u podstaw: gazety, kalendarze, książki, szkoły, stowarzyszenia.

Prasa, książki, szkoły

  • od lat 40. XIX w. wydawał kalendarze z tekstami religijnymi i historycznymi, pisane z myślą o prostym czytelniku,
  • współtworzył polską prasę górnośląską, m.in. „Dziennik Górnośląski”,
  • opracował pieśni kościelne i publikacje o tematyce religijnej,
  • w Bytomiu organizował szkoły dla dziewcząt, „szkoły niedzielne”, gimnazjum katolickie,
  • sprowadził do miasta Siostry Szkolne de Notre Dame i Siostry Miłosierdzia, przekazując na to znaczące sumy z własnych środków,
  • ufundował stypendium im. ks. Szafranka w gimnazjum gliwickim – nagrodę za najlepsze prace religijne, jedną po niemiecku, drugą po polsku.

Tragiczny wypadek pod Szombierkami

4 maja 1874 roku ks. Szafranek wracał z filialnego kościółka w Szombierkach. Konie ciągnące wóz spłoszyły się i pojazd uderzył o kamienie. Proboszcz doznał poważnych obrażeń i po kilku dniach zmarł w Bytomiu.

Pogrzeb stał się wielką manifestacją – relacje mówią o dziesiątkach tysięcy uczestników, także spoza samego Bytomia. Dziś grób ks. Szafranka znajduje się na cmentarzu Mater Dolorosa i należy do najważniejszych miejsc pamięci na tej nekropolii.

Z Szombierkami wiąże się też inny wątek: kaplica św. Józefa. Tradycja i źródła często łączą postać ks. Szafranka właśnie z tą kaplicą i okolicą. O drukach, budowie i poświęceniu kaplicy piszę szerzej w osobnym tekście: kaplica św. Józefa w Szombierkach – druki, budowa i poświęcenie .

Ślady ks. Szafranka – dla pasjonatów lokalnej historii

Dla badaczy genealogii i historii lokalnej postać ks. Szafranka może być dobrym punktem odniesienia. W jego biografii warto zwrócić uwagę na kilka miejsc, które pojawiają się w metrykach i opracowaniach:

  • Gościęcin – metryki rodzinne Szafranków (narodziny, śluby, zgony),
  • Racibórz i Grzędzin – parafie, w których pracował jako wikary,
  • Bytom, par. Wniebowzięcia NMP – księgi z okresu jego probostwa, podpisy i dopiski proboszcza,
  • Szombierki – miejsce ostatniej wizyty duszpasterskiej i wypadku,
  • Mater Dolorosa w Bytomiu – grób jako fizyczny punkt odniesienia dla rodzinnych opowieści.

Źródła i więcej do poczytania

Tekst powstał przede wszystkim na podstawie artykułu z dwutygodnika „Światło” (1887, R. 1, nr 10), a także nowszych biogramów i opracowań. Wybrane materiały online:

0
0

Read more

Piwo w gazetach 1858–1962 – ilustracja browaru, beczek i kufli, historia piwa na Śląsku

Piwo: 100 lat prasowych ciekawostek (1858–1962)

🍺 Historia • Statystyki • Śląsk

Kto pije najwięcej piwa? 100 lat prasowych ciekawostek (1858–1962)

Od bawarskich „beczek piwnych” po bytomskie rekordy. Spacer po starych gazetach, które przez sto lat liczyły, mierzyły i komentowały, ile piwa wypijamy.

Jak czytać tę opowieść? ⏳

Zebrane poniżej cytaty pochodzą z gazet z lat 1858–1962. Zostawiłem oryginalną pisownię (czasem z lekką korektą), a do każdego wycinka dodałem krótki komentarz. Kolorowe ramki to dosłowne cytaty, tekst poza nimi – moje dopowiedzenia.

1858 – Bawarska „beczka piwna” 🍺

📰 „Gwiazdka Cieszyńska”, 1858
Wiadomo, że najwięcej piwa pijają w Bawarji, gdzie też najsławniejsze piwo wyrabiają. Obrachowano więc, że w Mnichowie, stolicy Bawarji, wypijają codziennie w przecięciu 2859 wiader piwa. Z tego powodu pewien podróżnik objeżdżający Europę, charakteryzując jej kraje i narody, tak się wysłowił o Bawarczykach: „Bawarczyk wstając rano, jest istną beczką piwną; w wieczór zaś kładąc się spać, jest beczką pełną piwa.”

Już w połowie XIX wieku Bawaria ma opinię miejsca, gdzie człowiek zaczyna dzień jak pusta beczka – a kończy jak beczka wypełniona piwem po sam korek.

Mapa Europy w stylu vintage z kuflem piwa – kraje o największym spożyciu piwa w historii
Europa piwna – od Bawarii po Belgię.

1889 – Śląskie browary w liczbach 📊

📰 „Nowiny Raciborskie”, 1889
W roku 1887/8 warzono w prowincyi szląskiej piwo w 877 browarach, potrzebowano 400 000 podwójnych (metrycznych) centnarów zboża i wywarzono blisko 21½ miliona hektolitrów piwa. Browary te zapłaciły w roku tym podatku w sumie 1 647 000 marek. Najwięcej piwa spożywał Wrocław, bo tam na każdego mieszkańca przypadło przeciętnie po 195 litrów.

Śląsk był już wtedy piwną potęgą: setki browarów, miliony hektolitrów i imponujące 195 litrów rocznie na mieszkańca Wrocławia.

1905 – Belgowie kontra Niemcy 🇧🇪 vs 🇩🇪

📰 „Dziennik Śląski” i „Nowiny Raciborskie”, 1905
Wykaz statystyczny napojów alkoholowych wypitych w przeciągu roku 1903 podaje, że na każdego Belgijczyka przypadło 214,5 litra piwa, na każdego Anglika 133,5 litra, a na każdego Niemca 115,2 litra. Tak więc Belgijczycy wypijają prawie dwa razy więcej piwa, niż Niemcy. Co do wódki, najwięcej wyrabia jej Rosja, najwięcej zaś wypija Dania, bo 13½ litra rocznie przypada na jedną głowę.

Stereotyp „niemieckiego piwosza” był już wtedy mocno przesadzony. Prawdziwym królem kufla okazuje się Belg – ponad 200 litrów rocznie.

Infografika ranking top beer countries – Belgia, Anglia, Niemcy i Polska z kuflami piwa
Kto pije najwięcej piwa? Infografika nawiązująca do prasowych rankingów piwoszy.

1925 – Muzyka i żołądek: Wagner leje piwo 🎼

🎶 „Goniec Śląski”, 1925
Dzierżawca restauracji jednego z największych „domów koncertowych” w Chicago poczynił ciekawe spostrzeżenia, tyczące się związku, jaki zachodzi między muzyką a… żołądkiem.

Gdy muzyka grała utwory Wagnera – publiczność wypiła 15 razy więcej piwa, niż zwykle. Przy walcach Straussa konsumowanem było przeważnie wino. Przy utworze Mendelssohna nikt nie jadł kanapek z szynką, co sprawiało mu prawdziwe zmartwienie, gdyż miał przy nich 85% czystego zarobku. Przy utworach zaś Bacha odchodziły masowo kurczęta pieczone. Si non è vero…

Idealna playlista dla restauratora: Wagner do piwa, Strauss do wina, Bach do pieczonych kurczaków. Statystyka na wesoło.

1925–1926 – Czechosłowacja, Bawaria i reszta świata 🌍

📰 „Dziennik Śląska Cieszyńskiego”, 1925
W roku 1922 skonsumowano w całej republice czechosłowackiej 6 098 746 hektolitrów piwa. Na jedną głowę przypada w Rusi Podkarpackiej 6 litrów, na Słowaczyźnie 12 litrów, na Śląsku 27 litrów, na Morawach 34 litry, a w Czechach aż 69 litrów piwa rocznie.
🍺 „Głosy Kościelne”, 1926
Najwięcej piwa na świecie wypijają Bawarowie, bo na każdego mieszkańca Bawarji przypada rocznie 255 litrów piwa. Na drugiem miejscu stoją Holendrzy (207 litrów), na trzeciem Anglicy (148 litrów).

Pod względem spożycia wina przodują Francuzi – wypijają 4 000 milionów litrów rocznie.

Im dalej na zachód, tym kufel pełniejszy. Czesi już wtedy wyróżniają się w regionie, ale absolutnym rekordzistą pozostaje Bawaria z kosmicznymi 255 litrami na głowę.

Lata 30. – mniej piwa, więcej mleka 🥛

📰 „Gazeta Robotnicza”, 1936
Mieszkańcy Monachjum, grodu, który swą sławę ugruntował głównie na piwie, spożywają najwięcej mleka. Statystyka wykazuje, że monachijczycy piją obecnie mniej piwa od berlińczyków. Pod wpływem rozwijającego się sportu maleje z roku na rok liczba osławionych niemieckich piwoszów na rzecz konsumentów mleka, którego zużycie w ostatnich latach wzrosło o 100%.

Na liście piwoszów Niemcy zajmują obecnie piąte miejsce, zużywając rocznie na głowę 52 litry piwa. Największe zużycie — 185 litrów na głowę — wykazuje Belgia. Na drugim miejscu idzie Anglia z 77 litrami, potem Austria (72 litry) i Dania (65 litrów).

Widmo „sportowego stylu życia” dociera nawet do Monachium – mleko zaczyna wygrywać z piwem, ale Belgowie wciąż trzymają się kufla.

📈 „Polska Zachodnia”, 1937
W miesiącu listopadzie 1936 roku zbyt piwa w Polsce wyniósł 71 000 hektolitrów. W październiku 70 000 hl, w listopadzie 1935 roku 66 000 hl, a zatem zbyt w listopadzie 1936 r. jest większy od tego samego okresu 1935 roku o 5 000 hl.

W Polsce widać za to wyraźny wzrost – rynek piwny nabiera rozpędu jeszcze przed wojną.

1937 – Bytom liczy swoje kufle 🍻

📊 „Nowiny Codzienne”, 1937
Browary sporządziły statystykę skonsumowanego w roku obrotowym 1935/36 piwa, z której dowiadujemy się, że Bytom skonsumował 46 575 hektolitrów tego płynu. Biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców Bytomia, wynoszącą 103 000 osób, nietrudno obliczyć, że na głowę przypada 45,2 litra. Bytom w konsumpcji piwa stoi zatem na 64 miejscu Śląska.

Przed wojną bytomianin wypija średnio 45 litrów rocznie. Sporo, ale do ścisłej czołówki Śląska jeszcze daleko.

Bytom lat 30. – śląscy robotnicy przy stole z kuflami piwa w stylu starej fotografii
Bytomscy robotnicy i piwo po pracy – nawiązanie do prasowych opisów śląskich piwoszy.

1948 – Powojenna Polska nadrabia zaległości 🇵🇱

📰 „Dziennik Zachodni”, 1948
Browary krajowe sprzedały w ciągu pierwszych czterech miesięcy br. 32,8 miliona litrów piwa, czyli o blisko 2 miliony litrów więcej, niż w tym samym okresie roku ubiegłego. Przeciętny mieszkaniec Szczecina wypił w roku ubiegłym 27 litrów, Krakowa — 20 litrów, Katowic — 16, Warszawy — 12, Rzeszowa — 10.

Konsumpcja przeciętna na głowę ludności wyniosła w roku ubiegłym 5,8 litra piwa, przekroczyła więc poziom roku 1938, kiedy przeciętne spożycie piwa w Polsce wynosiło 4,33 litra. Pozostajemy jednak daleko w tyle za takimi krajami, jak Belgia (167 litrów) czy Niemcy, Anglia, Szwajcaria, Austria, USA i Szwecja, w których spożycie przekracza 40 litrów rocznie.

Polska po wojnie wraca do piwa, ale wciąż pozostaje piwnym średniakiem w porównaniu z Zachodem.

1958 – Bytom piwnym mistrzem Polski 🏆

🍻 „Życie Bytomskie”, 1958
O ile spożycie piwa na głowę mieszkańca wynosiło w Polsce przed wojną przeciętnie 4,5 litra, to obecnie wzrosło ono już do 24 litrów. Na Śląsku spożycie to jest znacznie wyższe, przy czym, rzecz dla nas niezmiernie ciekawa, najwięcej piwa konsumują mieszkańcy Bytomia, którzy wypijają na głowę około 85 litrów rocznie, a więc mniej więcej tę samą ilość, co nasi sąsiedzi – znani piwosze Niemcy i Czesi. Daleko nam natomiast do Belgów i Irlandczyków, którzy konsumują corocznie od 150 do 200 litrów na osobę.

W ciągu dwóch dekad Bytom przeskakuje z piwnego średniaka na absolutnego lidera w Polsce – 85 litrów na osobę robi wrażenie.

Retro plakat z napisem Bytom i dużym kuflem piwa – piwowarska stolica Śląska
Bytom jako piwna stolica Śląska – nawiązanie do rekordu 85 litrów piwa na głowę rocznie.

Piwo jak lekarstwo? Argumenty z 1958 roku 🩺

💊 „Życie Bytomskie”, 1958
Wbrew ogólnemu mniemaniu piwo nie jest napojem alkoholowym szkodliwym dla zdrowia, gdyż znajdujący się w nim w minimalnej ilości alkohol jest szybko spalany i dlatego całkowicie przyswajany przez organizm. Litr piwa, zależnie od asortymentu, daje człowiekowi od 300 (piwo jasne) do 800 (porter) kalorii — przy czym średnie zużycie kalorii przez organizm ludzki wynosi około 1 500 dziennie.

Zaletą piwa jest również i to, że ułatwia proces trawienia, sprzyja lepszej przemianie materii i wpływa na poprawę apetytu. Dzięki swej dużej zawartości cukru piwo dodaje momentalnie energii. Dlatego też najwięksi piwosze rekrutują się właśnie spośród górników i hutników, których praca wymaga szczególnego wysiłku.

Niektóre gatunki piw, a zwłaszcza słodowe, charakteryzujące się przyjemnym, słodkawym smakiem ze słabo wyczuwalną goryczką chmielową i niską zawartością alkoholu, są specjalnie zalecane dla kobiet, młodzieży i sportowców.

Ostatnie badania lekarzy specjalistów wykazały nieprzeciętne zdolności lecznicze piwa, które stanowi doskonałe lekarstwo na nadciśnienie, uspokojenie nerwów i sen — dzięki fitynie. Wśród lekarzy panuje również opinia, że piwo potrafi zabić zarazki niektórych zaraźliwych chorób, jak cholery i tyfusu.

Uwaga, czasy się zmieniły! Dzisiaj lekarze podchodzą do alkoholu dużo ostrożniej. Ten fragment traktujmy raczej jako ciekawostkę z epoki niż poradnik zdrowotny. 😉

1962 – Bytomski browar na topie 🏭

🏭 „Życie Bytomskie”, 1962
60 lat temu w Bytomiu warzono naprawdę dobre, jak na tamte czasy, piwo. Jak to się działo, można było przeczytać w „Życiu Bytomskim”. We wrześniu 1962 na łamach naszego tygodnika ukazał się reportaż zatytułowany „Duże jasne, proszę – z bytomskiego browaru”:

„Prawie dwa miesiące trwa cykl produkcyjny, to znaczy fermentacja i leżakowanie popularnego napoju, jakim jest piwo. W Bytomiu konsumujemy dziennie około 43 tys. litrów piwa butelkowego i beczkowego, dostarczanego przez browar przy ul. Bieruta i rozlewnię przy ul. Webera. Uruchomiony od roku browar już w pierwszym półroczu wysunął się na I miejsce w skali wojewódzkiej, przed Siemianowice i Rybnik i stał się równorzędnym partnerem słynnego browaru tyskiego.”

Dziennie 43 tysiące litrów piwa z Bytomia – tym akcentem kończy się nasza stuletnia prasowa podróż po świecie piwa.

Browar w Bytomiu – industrialna ilustracja fabryki piwa z kominami o zachodzie słońca
Industrialny browar w Bytomiu – wizualizacja nawiązująca do opisu zakładu z „Życia Bytomskiego” z 1962 roku.

Co nam mówią te wycinki? 📚

Przez sto lat zmieniają się granice, kraje i systemy, ale jedno pozostaje niezmienne: piwo 🍺 jest ważnym elementem codzienności. Raz liczone w „wiadrach”, raz w „milionach hektolitrów”, raz chwalone jako „napój zdrowotny” – zawsze obecne w statystykach, anegdotach i sporach o to, kto pije najwięcej.

1
0

Read more