2025-12-15
Makówki na wilijo. Śląski humor wigilijny z dawnych gazet
Ślōnsko godka · humor · Wigilia sprzed lat
Makówki na wilijo. Śląski świąteczny żart z gazet (1921–1993)
Są potrawy, które kojarzą się wyłącznie ze świętami. A na Ślōnsku? W śląskiej prasie sprzed ponad 100 lat makówki pojawiają się jako główny bohater domowego humoru
Źródła: prasa śląska (1921, 1925), zapis obyczajowy (1936) i współczesna godka (1993). Linki na końcu.
„Mamo, a bydą makówki na wilijo?”
Prosty żart kulinarny: bajtel cieszy się na makówki, dostaje porządną michę i… później zaczyna się afera. Klasyka: radość, tradycja i nagła świadomość, że żołądek ma jednak swoje granice.
„Mamo, a bydą makówki na wilijo, co?”
„Bydą, bydą, synek!”
(A potem w nocy: brzuch, jęk i „ojeje…”.)
— „Makówki”, „Ziemia Śląska”, 25 XII 1921 (humor prasowy)„Makówki.” — pełny tekst (transkrypcja) „Ziemia Śląska”, 25 XII 1921 · dział humorystyczny Rozwiń / zwiń
— Mamo, a bydą makówki na wilijo, co?
— Bydą, bydą, synek!
— Mamo, a dużo, pra?
— Dużo, dużo, pełno micha, synek, ino mi już dej spokój!
I synek skokoł z uciechy na jednej nodze po izbie z palcem przy nosie i powtorzoł:
— Hm, a bydą makówki, a dużo, a pełno micha, hm, a byda jodł, fiu.
Przyszła wilijo. Synek ledwie chlipnął trocha siemniotki, jeno się kręcił porząd na stołku, i patrzoł, skoro matka postawi na stół „micha” z makówkami.
Nareszcie. I już synek nic nie wiedzioł, ani nie słyszoł, jeno jodł jedna makówka za drugą, aż mu się łodciepowało i tak sie łobjodł, aż przy stole usnął.
W nocy nie mógł spać, przewrocoł się w łóżku i stękoł:
— Mamo, ale mie boi brzuch! O jeje, o jeje, ale boli!
Matka zacyna się boć ło synka, głosko go po gębie i pyto go sie:
— Kaj cie to boli, Alojzku? Co cie boli?
— Ojeje, jeje, mamo wilijo mie boli, i te makówki mi łazą po brzuchu, ojeje, ojeje — stękoł dalej Alojzek.
Uwaga: pisownia zachowana jak w oryginale (gazetowa).
Tip praktyczny z historii: tradycja godo „jedz, bo święta”. Żołądek godo „ała”… ale dopiero nad ranem.


Teduś z rozciepu godo… i robi świąteczny rachunek sumienia
W „Głosie z nad Brynicy” (1925) trafiamy na felieton podpisany po prostu: Teduś. Jest w nim wszystko, co lubię w dawnej śląskiej publicystyce: godka, tekst z przymrużeniem oka, a pod spodem bardzo normalna prawda o świętach — jedni mają pełny stół, inni ledwo „posmarują” chleb i zjedzą śledzia, ale tak na prawdę liczy się coś innego, atmosfera, spokój i „uciecha do śpiewanio naszych pjyknych kolęd”!
„Hej kolęda, kolęda!”… Zabił wieprzka Gawęda!… tak se chodza i nóca pod nosem, a rachuja wiela to tak ludzi na święta bydzie miało zasolonego wieprzka – a wiela zaś bydzie takich, co nie bydą mieli cem chleba posmarować? — a wraz z kolędą przychodzi liczenie: co kupić, za co i dla kogo.
A wom wszystkim, co tak ani do bardzo biednych ani do tych bogatych nie należycie – życa siemieniotki, makówek, pieszorek, mocki, ryby, no i łorzechów i pierników – ale tak, żeby wos na drugi dzień brzuch nie boloł!
(Tu zostawiam sens i klimat, bo felieton jest dłuższy — warto zajrzeć do skanu w źródłach na końcu.)
— „Teduś z rozciepu godo…”, „Głos z nad Brynicy”, 1925, nr 38
Wilijo w Szopienicach: żeby było „po naszymu”
Żeby nie było, że to tylko żarty z gazet: w 1936 roku w „Młodym Krajoznawcy Śląskim” dostajemy zapis świątecznych zwyczajów z Szopienic — w tonie bardziej wspomnieniowym, domowym, dziecięcym. Makówki pojawiają się tam jako coś oczywistego: święta są, to i makówki muszą być.
„Jak zwykło przed świętami Bożego Narodzenia, tyla roboty, że sie mamulka za głowa chytno i kryncom sie sami nie wiedzą coby radzić, cy przod makówki robić cy mocka, cy krupy na siemniotka warzyć, cy ryby bić.”
— „Zwyczaje świąteczne na Śląsku. Wilijo w Szopienicach”, „Młody Krajoznawca Śląski”, 1936, R. 3, nr 1
Puenta: w źródłach zmienia się styl (gazeta, felieton, wspomnienie), ale smak potraw świątecznych zostaje ten sam.
„Wilijo klupie do dźwiyrzi” — i wszystko wraca
Skok do 1993 roku i mamy tekst Marka Matei: nowocześniejsza pisownia, ale ta sama emocja — czekanie, kuchnia, zapachy, stół i to, że człowiek w grudniu robi się trochę bardziej miękki. Jest też piękny motyw pustego talerza dla kogoś „zbłąkanego” (czyli dla potrzebującego).
„Jak już sie zaczyno ściymniać, pomału przinosi na stoł wszystkie potrawy. Jest to konopiotka, fiszzupa z nudlami, sztamfowane kartofle, kapusta z grochem i grzibami, kaper pieczony, makówki, moczka i kompot z cześni.”
— Marek Mateja, „Gazeta Rybnicka”, 1993, nr 51/52„Z bracikami cołki rok my szporowali i za to my kupiyli tacie na gyszynk ślips i nowe fuzekle, żeby nie musioł łazić w posztompowanych. Mama dostanie parfin i taszyntuchy.”
— Marek Mateja, „Gazeta Rybnicka”, 1993, nr 51/52
„Zostawiomy na kożdym stole prożny talyrz dlo kogoś zbłąkanego”
— Marek Mateja, „Gazeta Rybnicka”, 1993, nr 51/52Wilijo klupie do dźwiyrzi.
A człowiek już od połednia myśli o moczce i makówkach…
— Marek Mateja, „Gazeta Rybnicka”, 1993, nr 51/52
Dla tych, co pytają „a co to właściwie jest?” — krótko, po naszymu i po ichniemu:
Makówki
Słodki deser z maku (najczęściej mielonego) z mlekiem, cukrem i bakaliami, przełożony pieczywem (bułka, chałka, sucharki — zależy od domu).
Znane też jako „makiełki” – i potrafią „wrócić” w nocy, jak widać w prasie. 😉
Moczka (moczka)
Słodka, gęsta potrawa wigilijna z piernika rozmoczonego (często w wodzie/kompocie), z dodatkiem bakalii, „zoftu” z kompotów, czasem też czekolady. Konsystencja jak deserowo „zupa”.
Każdy dom powie: „moja je nojlepszo” — i wszyscy mają racja.
Kompot z pieczek
Świąteczny kompot z suszonych owoców (regionalnie „pieczki” to różne suszone owoce). U jednych gruszki i śliwki, u innych „co było” — ale zapach zawsze ten sam.
Na Śląsku to smak Wigilii tak samo jak mak i piernik.
A jeśli ktoś chce mieć „alibi” przed dokładką: 20 grudnia 2025 w okolicach Czerwionki-Leszczyn (Stanowice) odbywa się „Bieg po Moczkę i Makówki”. Nazwa sama w sobie robi robotę.
Fanpage: facebook.com/makowki
Strona biegu: biegpomoczkeimakowki.pl
Słowniczek z dzisiejszego wpisu
- wilijo — Wigilia
- micha — miska (tu: porządna, pełno makówek)
- siemniotka — dawna potrawa z konopi; w 1921 synek „ledwie chlipnął trocha siemniotki”, bo już czekał na makówki
- fuzekle — skarpety
- posztompowane — cerowane, łatane (np. fuzekle)
- gyszynk — prezent
- prożny talyrz — pusty talerz dla kogoś zbłąkanego / potrzebującego
- zalać chroboka — potocznie: „wypić alkohol”, „zalać robaka” (Teduś ostrzegał!)
- klupać do dźwiyrzi — „pukać do drzwi”, czyli: Wigilia już tuż-tuż
Źródła i linki
• „Makówki”, Ziemia Śląska, 25 XII 1921 (humor prasowy).
• „Teduś z rozciepu godo…”, Głos z nad Brynicy, 1925, R. 1, nr 38.
• „Zwyczaje świąteczne na Śląsku. Wilijo w Szopienicach”, Młody Krajoznawca Śląski, 1936, R. 3, nr 1.
• Marek Mateja, „Wilijo klupie do dźwiyrzi”, Gazeta Rybnicka, 1993, nr 51/52 (154/155).
• O potrawach (Bonclok):
Moczka, makówki i kompot z pieczek
Makówki — przepis
Moczka — przepis
Link do skanu „Głos z nad Brynicy” (1925, nr 38):
Śląska Biblioteka Cyfrowa


























































