Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Słup, kerego żodyn wiater niy obali.

Ilustracja: drewniany słup z czerwonymi drogowskazami i napisem „Ślōnskŏ gŏdka”, na tle pożółkłej gazety i szkiców industrialnych

Ślōnskŏ gŏdka: słup, kerego żŏdyn wiater niy ôbali

Czy godka to tylko „gwara z familoka” do opowiadania wiców? A może twardy dowód na to, kim jesteśmy? Przeglądając stare gazety – od XIX wieku, przez burzliwe międzywojnie, aż po lata 90. – widać jedno: Śląsk bywał traktowany różnie, ale mowa trwała. Jak słup, do którego przybijano kolejne drogowskazy.

Zakres: 1870–1994Temat: godka jako język tożsamości (patos, satyra, refleksja)

Na łamach pożółkłej już „Gazety Górnoszląskiej” i „Kurjera Śląskiego” godka nie jest ozdobą ani żartem: potrafi nieść wiarę, politykę i poczucie krzywdy. A pod koniec XX wieku – mądrą, spokojną puentę o trwaniu. Zapraszam w podróż przez 120 lat śląskiego pisania.

Raz przemawia poeta i mówi o Śląsku z romantycznym rozmachem – jak o wspólnocie wiary i mowy mimo granic. A raz odzywa się publicysta z naszego podwórka: krótko, ostro, bez ceregieli, bo widzi na własne oczy, jak bywa z tym „traktowaniem Śląska”.

Po co dziś czytać stare śląskie teksty?

Bo one pokazują godkę jako coś większego niż folklor. Owszem – mamy krupnioka, barbórkę i roladę. Ale w tych tekstach widać też: świadomość historyczną, spór o władzę, czułość do własnej ziemi i bezlitosną ironię wobec tych, którzy „wiedzą lepiej”, jak Śląsk ma wyglądać.

Czasem to język podniosły, prawie „hymniczny”. Czasem – satyra i żal, wypowiedziane po naszymu. A czasem spokój: godka jako coś, co trwa, choć dookoła zmieniają się granice, urzędy i szyldy.

O cytatach: zostawiam brzmienie i pisownię jak w źródłach (czasem „po gazetowemu”), bo właśnie to jest najciekawsze: jak godka wyglądała w druku.

1870: Wiara, mowa i „Piastowa Polska”

Wiersz Wincentego Pola „Na Górnym Śląsku” to spojrzenie romantyczne: historia się rozeszła, ale – jak pisze poeta – wiara, mowa i nadzieje pozostają wspólne. To ważny kontrapunkt: Śląsk widziany jako część tej samej wspólnoty, mimo granic i polityk.

Od pięciu wieków rozeszły się dzieje
Piastowej Polski — a wiara ta sama,
Ta sama mowa, te same nadzieje,
Ta sama wielka do przyszłości brama,
Przez którą przejdzie na pole ludzkości
Krew ze krwi naszej i kość z naszej kości.

Wincenty Pol, „Na Górnym Śląsku” [w:] „Wyznanie narodowe Śląska: głos jego poezji”, Opole 1919 (oryg. 1870).[2]

1877: „Szląsk opuszczony”, ratunek w stowarzyszeniach

W bytomskiej „Gazecie Górnoszląskiej” czytamy ton zupełnie inny: mniej romantyczny, bardziej społeczny. Śląsk jawi się jako kraj „opuszczony” i „wyzyskiwany”, a ratunek ma przyjść nie z karabinów, tylko z organizowania się: wieców, zgromadzeń, stowarzyszeń.

W kraju, jak nasz Szląsk opuszczonym od wielu wieków od narodu, którego kiedyś cząstkę stanowił, bez przewodników możnych i wpływowych, pozostawiony własnym słabym siłom a przytem wyzyskiwany przez obce, nieprzyjazne mu żywioły — zgromadzenia, wiece i w ogóle wszelkie stowarzyszenia są może jedynymi środkami do podniesienia go duchowo i materyalnie.

„W sprawie zgromadzeń” (artykuł redakcyjny) [w:] „Gazeta Górnoszląska”, 1877, R. 4, nr 86.[1]

Kontekst historyczny: Artykuł był protestem przeciwko działaniom urzędnika policji (nazwiskiem Wollny), który zakazał robotnikom zabawy i teatru tylko dlatego, że miały się odbyć w języku polskim – „odziedziczonym po ojcach i dziadach”, jak argumentowała gazeta.

1930: „Ślonsko hymna” – patos i biało-czerwone sztandary

Międzywojnie to emocje. W „Kurjerze Śląskim” pojawia się tekst nazwany wprost „Ślonsko hymna”. To polskość wykrzyczana po naszymu – nie „z plakatów”, tylko z lokalnej wyobraźni i doświadczenia: krew, wolność, orzeł, sztandary.

„Ślonsko hymna” – Paulek

Dugo, tak dugo jencoł w niewoli
Na Ślonsku polski lud.
Loła sie krew ślonzoków po roli,
O wolność szoł nasz trud.
:-: Dlo Polski żyliśmy,
Dlo ni padaliśmy,
Dzielny tyn polski huf. :-:

Nad ślonskom ziemiom wzniós sie nad
Bioły nasz Orzoł wgórz. (chmury)
Zazgrzmiały zwonów radosne chóry
W świetle wolności zórz.
:-: Dlo Polski żyjemy,
Za Polsko giniemy,
Dzielny tyn polski huf. :-:

Bioło-cerwone wiejom sztandary,
W sercach polskości zew.
Nie nadaremno padły ofiary.
Tak brzmi nasz polski śpiew:
:-: Dlo Polski żyjemy itd. :-:

Kurjer Śląski, 1930, R. 5, nr 62 – dział „Poezje śląskie” (wg materiałów autora).[3]

Tu widać siłę godki: potrafi udźwignąć patos, hymn i wielkie słowa – ale w naszym brzmieniu.
Ciekawostka: Godka wchodzi na scenę

Dziś ślonsko godka to nie tylko historia z pożółkłych gazet. Wraca ona z nową siłą we współczesnej kulturze i muzyce – wystarczy posłuchać industrialnych, ciężkich brzmień zespołu Oberschlesien. Choć ich teksty (np. w utworze „Ślōnsk”) są współczesne, to niosą ten sam „nerw”, emocje i dumę z tożsamości, co dawne wiersze publikowane przed wojną.

🎧 Posłuchaj wykonania Oberschlesien na YouTube →

Kolorowa ilustracja: pożółkłe gazety, pióro i kałamarze oraz smartfon z tekstem – zestawienie dawnej prasy i współczesnego czytania.
Ilustracja: 120 lat śląskiego pisania – od prasy i atramentu po ekran telefonu.

1930: Paulek – Śląsk jak „dziołcha z ulicy” (gniew i satyra)

Ten sam „Paulek” potrafi jednak przywalić tak, że aż słychać trzask. W felietonie Górny Śląsk „wydaje się jak tako z ulicy”: każdy przychodzi i „robi co chce” – raz jedni, raz drudzy. To nie tylko satyra: to zapis rozczarowania i lęku, że znowu ktoś „urządzi” Śląsk po swojemu.

Uwaga: porównanie jest brutalne i dziś może razić. Zostawiam je jako świadectwo epoki i języka publicystyki, nie jako ocenę „własną”.

Mi sie tyn nasz Górny Ślonsk wogóle wydaje, jak tako z ulicy. Kożdy dziod i chachor przychodzi i robi z nim co chce. Była polsko szlachta — zeszlachtowała Ślonsk. Po nij przyśli prusoki i sprusocyli ta dobroduszno. Terozki zaś momy tych sanatorów, kierzy to jom chcom „uzdrowić“. A jak ci jom tak uzdrowiać bydom, aż z niego ani kupa smrodu nie zostanie.

Potym pudom skond przyśli z klepitkami na mitki a nos zostawiom tak tam sobie z naszom polskom duszom, za kiery istnienie i wolność my naszo krew przelywali. Ale jo tam myśla, że sie to jeszce jakoś polepszy, jak weźmiemy sie w kupa abo jak… bydymy w grobie. Bydymy mieli aby spokój przed smrodym sanacyjnym.

Do tego casu pomóż nom wytrwać Bóg.
Z pozdrowieniem, jak zawsze: Pyrsk.
Wasz Paulek.

Paulek, „Kurjer Śląski”, 1930, R. 5, nr 171.[4]

1994: Rudolf Paciok – słup z „wegwejzrami”

Na koniec głos z końca XX wieku: Rudolf Paciok. Nie ma tu krzyku ani „hymnicznego” tonu. Jest za to metafora, która robi robotę: godka jako słup, do którego na zmianę przybija się drogowskazy. Raz niemieckie, raz polskie, raz czeskie – ale słup stoi.

„Jyny godka ślońsko se nie zmjynio. Ona jest jak słup, do kierego na zmiana przibijo se te – roz «wegweizry», roz drogowskazy, co na trzi kierunki pokazujom. Przez to nie brakuje w naszej ślońskij godce ani njymczyzny, ani polszczyzny, ani czeszczyzny…”.

Rudolf Paciok [w:] „Gość Niedzielny”, 1994, R. 71, nr 39 (art. „Fyrcok po raz drugi”).[5]


Dlaczego to wciąż ważne?

Te teksty nie są ciekawostką z lamusa. To zapis tego, że Ślązoki nie byli niemymi statystami przy cudzym stole: mieli swój głos – czasem podniosły, czasem wściekły, czasem ironiczny. I mieli swoją godkę, która potrafiła udźwignąć sprawy najważniejsze.

Jeśli ktoś mówi, że śląskość to tylko folklor, warto odpowiedzieć: w gazetach i drukach widać, że godka była narzędziem publicznej rozmowy o świecie. A słup, kerego żŏdyn wiater niy ôbali, stoi do dziś.

Słowniczek (rozszerzony)

godka
mowa po śląsku; „nasz język codzienny”, ale też język druku i publicystyki.
familok
klasyczny śląski familijny dom robotniczy (z cegły), symbol codzienności i „życia po naszymu”.
wiater
wiatr.
jyny
tylko / jedynie.
wegweizry
z niem. Wegweiser – drogowskazy (tu: metafora obcych wpływów i zmian politycznych).
kery/kerego/kiero
który / którego (różne warianty regionalne i „gazetowe”).
niy
nie.
tero(roz)ki
teraz / w tej chwili.
momy
mamy.
kierzy
którzy.
jom
ją.
dziod
dziad; w tekście: ktoś z ulicy, „byle kto”.
chachor
łobuz, chuligan, człowiek niegodny zaufania (w tym kontekście negatywnie).
sprusocyć
zprusaczyć, „zrobić po prusku”, zgermanizować obyczajem/urzędem/językiem.
sanatorzy / sanacyjny
aluzja do obozu sanacji (władzy po 1926 r.); tu: ironia i polityczna krytyka.
wziąć się w kupa
zebrać się razem, zorganizować się, działać wspólnie.
klepitki na mitki
(idiom)przewracać oczami, mrugać zalotnie lub nieszczerze („robić maślane oczy”)/ zależnie od kontekstu.
pyrsk
„na zdrowie!” / (też) potocznie: „trzymaj się!”„do zōboczyniŏ”.

Pyrsk!

Źródła

  1. „Gazeta Górnoszląska”, 1877, R. 4, nr 86, art. „W sprawie zgromadzeń” (Śląska Biblioteka Cyfrowa): zobacz skan.
  2. Wincenty Pol, „Na Górnym Śląsku” [w:] „Wyznanie narodowe Śląska: głos jego poezji”, Opole 1919 (Śląska Biblioteka Cyfrowa): zobacz skan.
  3. „Ślonsko hymna” [w:] „Kurjer Śląski”, 1930, R. 5, nr 62 (Śląska Biblioteka Cyfrowa): zobacz rocznik 1930.
  4. Paulek, „Kurjer Śląski”, 1930, R. 5, nr 171 (Śląska Biblioteka Cyfrowa): zobacz skan.
  5. Rudolf Paciok, „Gość Niedzielny”, 1994, R. 71, nr 39 (Śląska Biblioteka Cyfrowa): zobacz wydanie.
2
0

1 Comment

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *