
Ślōnskŏ gŏdka: słup, kerego żŏdyn wiater niy ôbali
Czy godka to tylko „gwara z familoka” do opowiadania wiców? A może twardy dowód na to, kim jesteśmy? Przeglądając stare gazety – od XIX wieku, przez burzliwe międzywojnie, aż po lata 90. – widać jedno: Śląsk bywał traktowany różnie, ale mowa trwała. Jak słup, do którego przybijano kolejne drogowskazy.
Na łamach pożółkłej już „Gazety Górnoszląskiej” i „Kurjera Śląskiego” godka nie jest ozdobą ani żartem: potrafi nieść wiarę, politykę i poczucie krzywdy. A pod koniec XX wieku – mądrą, spokojną puentę o trwaniu. Zapraszam w podróż przez 120 lat śląskiego pisania.
Raz przemawia poeta i mówi o Śląsku z romantycznym rozmachem – jak o wspólnocie wiary i mowy mimo granic. A raz odzywa się publicysta z naszego podwórka: krótko, ostro, bez ceregieli, bo widzi na własne oczy, jak bywa z tym „traktowaniem Śląska”.
Po co dziś czytać stare śląskie teksty?
Bo one pokazują godkę jako coś większego niż folklor. Owszem – mamy krupnioka, barbórkę i roladę. Ale w tych tekstach widać też: świadomość historyczną, spór o władzę, czułość do własnej ziemi i bezlitosną ironię wobec tych, którzy „wiedzą lepiej”, jak Śląsk ma wyglądać.
Czasem to język podniosły, prawie „hymniczny”. Czasem – satyra i żal, wypowiedziane po naszymu. A czasem spokój: godka jako coś, co trwa, choć dookoła zmieniają się granice, urzędy i szyldy.
1870: Wiara, mowa i „Piastowa Polska”
Wiersz Wincentego Pola „Na Górnym Śląsku” to spojrzenie romantyczne: historia się rozeszła, ale – jak pisze poeta – wiara, mowa i nadzieje pozostają wspólne. To ważny kontrapunkt: Śląsk widziany jako część tej samej wspólnoty, mimo granic i polityk.
Od pięciu wieków rozeszły się dzieje
Piastowej Polski — a wiara ta sama,
Ta sama mowa, te same nadzieje,
Ta sama wielka do przyszłości brama,
Przez którą przejdzie na pole ludzkości
Krew ze krwi naszej i kość z naszej kości.Wincenty Pol, „Na Górnym Śląsku” [w:] „Wyznanie narodowe Śląska: głos jego poezji”, Opole 1919 (oryg. 1870).[2]
1877: „Szląsk opuszczony”, ratunek w stowarzyszeniach
W bytomskiej „Gazecie Górnoszląskiej” czytamy ton zupełnie inny: mniej romantyczny, bardziej społeczny. Śląsk jawi się jako kraj „opuszczony” i „wyzyskiwany”, a ratunek ma przyjść nie z karabinów, tylko z organizowania się: wieców, zgromadzeń, stowarzyszeń.
W kraju, jak nasz Szląsk opuszczonym od wielu wieków od narodu, którego kiedyś cząstkę stanowił, bez przewodników możnych i wpływowych, pozostawiony własnym słabym siłom a przytem wyzyskiwany przez obce, nieprzyjazne mu żywioły — zgromadzenia, wiece i w ogóle wszelkie stowarzyszenia są może jedynymi środkami do podniesienia go duchowo i materyalnie.
„W sprawie zgromadzeń” (artykuł redakcyjny) [w:] „Gazeta Górnoszląska”, 1877, R. 4, nr 86.[1]
1930: „Ślonsko hymna” – patos i biało-czerwone sztandary
Międzywojnie to emocje. W „Kurjerze Śląskim” pojawia się tekst nazwany wprost „Ślonsko hymna”. To polskość wykrzyczana po naszymu – nie „z plakatów”, tylko z lokalnej wyobraźni i doświadczenia: krew, wolność, orzeł, sztandary.
„Ślonsko hymna” – Paulek
Dugo, tak dugo jencoł w niewoli
Na Ślonsku polski lud.
Loła sie krew ślonzoków po roli,
O wolność szoł nasz trud.
:-: Dlo Polski żyliśmy,
Dlo ni padaliśmy,
Dzielny tyn polski huf. :-:Nad ślonskom ziemiom wzniós sie nad
Bioły nasz Orzoł wgórz. (chmury)
Zazgrzmiały zwonów radosne chóry
W świetle wolności zórz.
:-: Dlo Polski żyjemy,
Za Polsko giniemy,
Dzielny tyn polski huf. :-:Bioło-cerwone wiejom sztandary,
W sercach polskości zew.
Nie nadaremno padły ofiary.
Tak brzmi nasz polski śpiew:
:-: Dlo Polski żyjemy itd. :-:Kurjer Śląski, 1930, R. 5, nr 62 – dział „Poezje śląskie” (wg materiałów autora).[3]
Dziś ślonsko godka to nie tylko historia z pożółkłych gazet. Wraca ona z nową siłą we współczesnej kulturze i muzyce – wystarczy posłuchać industrialnych, ciężkich brzmień zespołu Oberschlesien. Choć ich teksty (np. w utworze „Ślōnsk”) są współczesne, to niosą ten sam „nerw”, emocje i dumę z tożsamości, co dawne wiersze publikowane przed wojną.

1930: Paulek – Śląsk jak „dziołcha z ulicy” (gniew i satyra)
Ten sam „Paulek” potrafi jednak przywalić tak, że aż słychać trzask. W felietonie Górny Śląsk „wydaje się jak tako z ulicy”: każdy przychodzi i „robi co chce” – raz jedni, raz drudzy. To nie tylko satyra: to zapis rozczarowania i lęku, że znowu ktoś „urządzi” Śląsk po swojemu.
Mi sie tyn nasz Górny Ślonsk wogóle wydaje, jak tako z ulicy. Kożdy dziod i chachor przychodzi i robi z nim co chce. Była polsko szlachta — zeszlachtowała Ślonsk. Po nij przyśli prusoki i sprusocyli ta dobroduszno. Terozki zaś momy tych sanatorów, kierzy to jom chcom „uzdrowić“. A jak ci jom tak uzdrowiać bydom, aż z niego ani kupa smrodu nie zostanie.
Potym pudom skond przyśli z klepitkami na mitki a nos zostawiom tak tam sobie z naszom polskom duszom, za kiery istnienie i wolność my naszo krew przelywali. Ale jo tam myśla, że sie to jeszce jakoś polepszy, jak weźmiemy sie w kupa abo jak… bydymy w grobie. Bydymy mieli aby spokój przed smrodym sanacyjnym.
Do tego casu pomóż nom wytrwać Bóg.
Z pozdrowieniem, jak zawsze: Pyrsk.
Wasz Paulek.Paulek, „Kurjer Śląski”, 1930, R. 5, nr 171.[4]
1994: Rudolf Paciok – słup z „wegwejzrami”
Na koniec głos z końca XX wieku: Rudolf Paciok. Nie ma tu krzyku ani „hymnicznego” tonu. Jest za to metafora, która robi robotę: godka jako słup, do którego na zmianę przybija się drogowskazy. Raz niemieckie, raz polskie, raz czeskie – ale słup stoi.
„Jyny godka ślońsko se nie zmjynio. Ona jest jak słup, do kierego na zmiana przibijo se te – roz «wegweizry», roz drogowskazy, co na trzi kierunki pokazujom. Przez to nie brakuje w naszej ślońskij godce ani njymczyzny, ani polszczyzny, ani czeszczyzny…”.
Rudolf Paciok [w:] „Gość Niedzielny”, 1994, R. 71, nr 39 (art. „Fyrcok po raz drugi”).[5]
Dlaczego to wciąż ważne?
Te teksty nie są ciekawostką z lamusa. To zapis tego, że Ślązoki nie byli niemymi statystami przy cudzym stole: mieli swój głos – czasem podniosły, czasem wściekły, czasem ironiczny. I mieli swoją godkę, która potrafiła udźwignąć sprawy najważniejsze.
Jeśli ktoś mówi, że śląskość to tylko folklor, warto odpowiedzieć: w gazetach i drukach widać, że godka była narzędziem publicznej rozmowy o świecie. A słup, kerego żŏdyn wiater niy ôbali, stoi do dziś.
Słowniczek (rozszerzony)
- godka
- mowa po śląsku; „nasz język codzienny”, ale też język druku i publicystyki.
- familok
- klasyczny śląski familijny dom robotniczy (z cegły), symbol codzienności i „życia po naszymu”.
- wiater
- wiatr.
- jyny
- tylko / jedynie.
- wegweizry
- z niem. Wegweiser – drogowskazy (tu: metafora obcych wpływów i zmian politycznych).
- kery/kerego/kiero
- który / którego (różne warianty regionalne i „gazetowe”).
- niy
- nie.
- tero(roz)ki
- teraz / w tej chwili.
- momy
- mamy.
- kierzy
- którzy.
- jom
- ją.
- dziod
- dziad; w tekście: ktoś z ulicy, „byle kto”.
- chachor
- łobuz, chuligan, człowiek niegodny zaufania (w tym kontekście negatywnie).
- sprusocyć
- zprusaczyć, „zrobić po prusku”, zgermanizować obyczajem/urzędem/językiem.
- sanatorzy / sanacyjny
- aluzja do obozu sanacji (władzy po 1926 r.); tu: ironia i polityczna krytyka.
- wziąć się w kupa
- zebrać się razem, zorganizować się, działać wspólnie.
- klepitki na mitki
- (idiom)przewracać oczami, mrugać zalotnie lub nieszczerze („robić maślane oczy”)/ zależnie od kontekstu.
- pyrsk
- „na zdrowie!” / (też) potocznie: „trzymaj się!”„do zōboczyniŏ”.
Pyrsk!
Źródła
- „Gazeta Górnoszląska”, 1877, R. 4, nr 86, art. „W sprawie zgromadzeń” (Śląska Biblioteka Cyfrowa): zobacz skan.
- Wincenty Pol, „Na Górnym Śląsku” [w:] „Wyznanie narodowe Śląska: głos jego poezji”, Opole 1919 (Śląska Biblioteka Cyfrowa): zobacz skan.
- „Ślonsko hymna” [w:] „Kurjer Śląski”, 1930, R. 5, nr 62 (Śląska Biblioteka Cyfrowa): zobacz rocznik 1930.
- Paulek, „Kurjer Śląski”, 1930, R. 5, nr 171 (Śląska Biblioteka Cyfrowa): zobacz skan.
- Rudolf Paciok, „Gość Niedzielny”, 1994, R. 71, nr 39 (Śląska Biblioteka Cyfrowa): zobacz wydanie.




1 Comment
PYRSK 🙂