Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Category

Piaśniki

Historyczny kolaż ukazujący przedwojenne przejście graniczne z tramwajami, stertę starych walizek podróżnych, operatora kamery na korbkę oraz taśmę filmową z wizerunkiem dawnego personelu szpitala w Piaśnikach.

SZPITAL NA POGRANICZU cz3. · Piaśniki, Lipiny i ludzie dr. Waltera Urtela 

CZĘŚĆ 3
SZPITAL NA POGRANICZU · Piaśniki, Lipiny i ludzie dr. Waltera Urtela

Klottka i zaginiony film

Granica, rozpad zespołu i pamięć o dawnych Piaśnikach

Część 1Część 2Część 3

Tramwaj nadal jechał tą samą trasą. Po 1922 roku zwykła podróż z Piaśnik do Bytomia stała się jednak przekraczaniem granicy państwowej.

Pasażerowie wysiadali, przechodzili przez odprawę i ponownie wsiadali do wagonu. Uczniowie jechali do szkół, robotnicy do pracy, rodziny w odwiedziny. Między nimi krążyły zakupy, wiadomości i przemycane butelki.

Symbolem tej codzienności stała się „Klottka”.

Dla Waltera Urtela i jego otoczenia granica oznaczała także powolny rozpad świata zawodowego. Niemieccy lekarze tracili stanowiska, wyjeżdżali albo byli wydalani. Później przyszły wojna, okupacja i kolejna zmiana władzy.

Po 1945 roku dawny zespół rozproszył się po Polsce, Niemczech, Austrii i Francji. Bonfilia Siwon pozostała na Śląsku. Ogrody szpitalne zabudowano, Turmhaus rozebrano, a wieżyczka zniknęła z dachu.

W 1977 roku dawni pracownicy mieli spotkać się jeszcze raz. Głównym punktem zjazdu był pokaz filmu nakręconego w Piaśnikach w 1935 roku.

Dziś nie wiadomo, gdzie znajduje się ta taśma.

Spis treści
  1. Nowa granica, dawne życie
  2. Klottka” — granica, kontrole i przemyt
  3. Tramwajem z Piaśnik do Bytomia
  4. Lekarze po niewłaściwej stronie granicy
  5. Wyjazd Urtela i powrót po niemieckiej agresji
  6. Rozpad zespołu i powojenne losy Bonfilii
  7. Zabudowane ogrody i zjazd dawnych pracowników
  8. Film, którego nie udało się odnaleźć
  9. Przeczytaj również
  10. Bibliografia i źródła
01

Nowa granica, dawne życie

Podział Górnego Śląska w 1922 roku przeciął obszar, który przez dziesięciolecia rozwijał się jako jeden organizm przemysłowy. Bytom pozostał w Niemczech. Świętochłowice, Lipiny i Piaśniki znalazły się w Polsce.

Na mapie była to nowa linia. W terenie przecinała drogi, kolej, tramwaje, zakłady i rodzinne kontakty.

Granica państwowa przecięła gęsto zabudowany, przemysłowy krajobraz Górnego Śląska. Widoczne przejście graniczne, a w tle kopalnia Hohenzollerngrube.

Piaśniki straciły część wcześniejszego znaczenia. Zarząd dawnego Schlesag przeniesiono do Bytomia, a stary niemiecki kapitał musiał odnaleźć się w nowej, poplebiscytowej rzeczywistości — w oficjalnych komunikatach spółka zaczęła posługiwać się równolegle trzema nazwami: polską, francuską i niemiecką. Szpital Hutniczy nadal jednak działał, a Walter Urtel, Bonfilia Siwon i część niemieckiego personelu pozostali na swoich stanowiskach.

Dawnych więzi nie dało się przerwać rozporządzeniem. Mieszkańcy mieli krewnych po obu stronach. Jeździli do pracy, szkół, lekarzy i sklepów. Niemiecki Bytom wciąż pozostawał naturalnym punktem odniesienia dla wielu ludzi z polskich już Piaśnik.

Każda taka podróż wymagała jednak dokumentów i kontroli.

Granica przebiegła przez środek codziennego życia.

02

„Klottka” — granica, kontrole i przemyt

Jednym z najważniejszych punktów nowej granicy między Piaśnikami a Bytomiem był polski budynek celny. Przez przejście prowadziła linia tramwajowa. Według wspomnień pasażerowie musieli opuścić wagon, przejść pieszo przez odprawę i po kontroli ponownie wsiąść do tramwaju.

Miejsce to potocznie nazywano „Klottką”. Wbrew pozorom nie była to unikalna nazwa własna tego konkretnego przejścia, lecz powszechnie funkcjonujące w ówczesnym górnośląskim żargonie określenie na zamknięte pomieszczenie urzędowe — komorę celną (Zollkammer), areszt, a nawet regularne więzienie.

Widok na posterunek celny, zwany potocznie „Klottką”. To tutaj podróżni zmuszani byli do opuszczania tramwajów, poddając się uciążliwym odprawom państwowym i regularnym rewizjom.

Niemieccy autorzy przedstawiali polskie procedury jako szczególnie uciążliwe. W zamkniętej przestrzeni „Klottki” państwowe przepisy każdego dnia bezwzględnie zderzały się z życiem mieszkańców pogranicza. Przeprowadzano tam szczegółowe rewizje osobiste (Leibesvisitation). Procedura ta budziła ogromny sprzeciw, ponieważ była wyjątkowo opresyjna i upokarzająca dla kobiet, które rutynowo zmuszano do udania się na bok w celu obmacywania w poszukiwaniu ukrytych towarów. W tym samym czasie mężczyźni nierzadko przechodzili bez większych przeszkód.

Zdarzała się również niebezpieczna nadgorliwość funkcjonariuszy. Udokumentowano przypadki, w których celnicy potrafili zniszczyć prywatne przedmioty medyczne pod pretekstem szukania kontrabandy (np. rozcinając płócienny pas przepuklinowy), za co urząd musiał potem wypłacać poszkodowanym rekompensatę ze środków państwowych.

Mimo rygoru, przez granicę nieustannie próbowano przewozić żywność, alkohol i drobne towary. Celnicy często pochodzili z tego samego regionu co kontrolowani pasażerowie, doskonale znali miejscową mowę i obyczaje.

Jedna z anegdot opowiada o lekarzu wezwanym na zaplecze pod pretekstem rzekomych nieprawidłowości (Unstimmigkeiten) w dokumentach pojazdu. W biurze funkcjonariusze sprawnym ruchem wyjęli spod jego płaszcza przemycaną butelkę alkoholu, traktowaną jako „lekarstwo” na poprawę nastroju i nieformalną opłatę. Po tej dyskretnej konfiskacie dokumenty natychmiast przestały budzić zastrzeżenia. Choć historia mogła zostać podkoloryzowana, doskonale oddaje ówczesną pragmatyczną zasadę pogranicza: „służba to służba, a wódka to wódka” (Dienst war Dienst, und Schnaps war Schnaps).

W pobliżu „Klottki” miała się również rozegrać opisana w poprzedniej części nocna droga archiprezbitera Musialika. Nie wiadomo, czy chorego przewieziono przez sam punkt odprawy, czy przekroczono granicę w jego sąsiedztwie.

Codzienność na zielonej granicy miała jednak również swoje brutalne oblicze. Nielegalne przekraczanie kordonu wiązało się z ogromnym ryzykiem utraty życia. W 1937 roku w pobliżu Lipin, przy szybie Marcin (Martinschacht), straż graniczna otworzyła ogień do uciekającej grupy przemytników. Ciężko ranni trafiali prosto na bloki operacyjne Szpitala Hutniczego w Piaśnikach – tak jak 24-letni Paul Hunger z Lipin, operowany natychmiast po postrzale w podbrzusze, którego rokowania oceniano jako krytyczne.

03

Tramwajem z Piaśnik do Bytomia

Wśród osób regularnie przekraczających granicę był Jürgen Urtel, młodszy syn ordynatora.

Najpierw uczęszczał do niemieckiej szkoły mniejszościowej w Lipinach. Od Wielkanocy 1928 roku był uczniem bytomskiej Oberrealschule, nazywanej „Tuschkasten”, czyli „Pudełkiem z farbami”. W wykazie klasy z 1929 roku figuruje uczeń zapisany jako W.-J. Urtel.

Każdego szkolnego dnia Jürgen jechał z polskich Piaśnik do niemieckiego Bytomia. Oznaczało to bezwzględną konieczność posiadania dokumentów, opuszczania tramwaju, wchodzenia do komory celnej i oczekiwania — nierzadko w sporym stresie związanym z ewentualną rewizją — na dalszy przejazd.

Tramwaj zmierzający do Bytomia (Beuthen). To właśnie tą trasą młody Jürgen Urtel codziennie dojeżdżał z Piaśnik do szkoły, systematycznie przekraczając granicę państwową.

Granica powiatów – Miasto Beuthen – Powiat Świętochłowice

W tym miejscu granica administracyjna była jednocześnie granicą państwową. Tory biegły dalej, lecz pasażer znajdował się już w zupełnie innym systemie prawnym.

Historię szkoły Jürgena ująłem szerzej w materiale „Tuschkasten — bytomska Oberrealschule w 1928 roku”:

Przejdź do materiału uzupełniającego

Po wojnie Jürgen odnajdywał dawnych uczniów i nauczycieli oraz organizował spotkania absolwentów. Z czasem podobne poszukiwania objęły personel szpitali jego ojca.

Próbował odtworzyć utracony świat z fotografii, nazwisk i adresów.

04

Lekarze po niewłaściwej stronie granicy

Po podziale regionu niemiecki personel medyczny stopniowo tracił wcześniejszą pozycję w instytucjach po stronie polskiej. Znaczenie miały obywatelstwo, język, prawo wykonywania zawodu, umowy i polityka kadrowa nowego państwa.

Późniejsza prasa ziomkowska przedstawiała ten proces jako systematyczne wypieranie Niemców z ojczyzny. Rzeczywistość była bardziej złożona, lecz utrata stanowisk i zawodowego bezpieczeństwa była realna.

Kurt Gebhardt pochodził z Lipin. Jego ojciec pracował jako inżynier w walcowni cynku. Po studiach Gebhardt został asystentem Urtela w Piaśnikach. 30 października 1924 roku wydalono go z polskiej części Górnego Śląska.

Nie znamy dokładnej podstawy decyzji. Kilka miesięcy później pracował już w Szpitalu Spółki Brackiej w Bytomiu. Granica odebrała mu miejsce, z którym był związany rodzinnie i zawodowo.

Jeszcze silniej Urtelowie zapamiętali los dr. Otto Ulotha (ur. 1865), dawnego przełożonego Waltera i wuja Aenne. Ten doświadczony medyk (dyplom uzyskał w 1892 roku) był postacią o ugruntowanej pozycji — od początku XX wieku nie tylko kierował miejscowym lazaretem brackim (Knappschafts-Lazarett) w Bielszowicach, ale należał również do lokalnej elity, zasiadając jako reprezentant w tamtejszym przedstawicielstwie gminnym.

Jeszcze w urzędowym spisie lekarzy polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na lata 1926–1927 Uloth figurował na swoim stanowisku w Bielszowicach. Jednak niedługo później, w okresie letnich wakacji 1927 roku, został zwolniony w trybie natychmiastowym („fristlos”) przez polską administrację i zastąpiony polskim lekarzem.

Zwolnienie to wywołało u niego ogromny wstrząs nerwowy i utratę służbowego mieszkania. Zmarł po ciężkiej chorobie 8 stycznia 1929 roku w samym Szpitalu Hutniczym w Piaśnikach, gdzie Walter Urtel — jego dawny asystent i mąż siostrzenicy Änne — miał według relacji rodzinnej kilkakrotnie próbować ratować go operacyjnie.

Nekrolog dr. Otto Ulotha, opublikowany w styczniu 1929 roku. Ten wybitny lekarz i wuj rodziny Urtelów zmarł w Piaśnikach krótko po tym, jak polskie władze pozbawiły go stanowiska ordynatora w Bielszowicach.

Jego pogrzeb w Bytomiu, zaplanowany na 12 stycznia, przekształcił się w wielką demonstrację polityczną. Fakt, że Uloth przez lata był liderem lokalnej społeczności, doskonale tłumaczy skalę tego wydarzenia. Kondukt żałobny opisywano jako niekończący się, a na przejściach granicznych utworzyły się ogromne zatory, ponieważ niemieckie organizacje z polskiej strony Śląska masowo przekraczały granicę, aby wziąć w nim udział.

05

Wyjazd Urtela i powrót po niemieckiej agresji

Walter Urtel pozostał w Piaśnikach przez cały okres obowiązywania górnośląskiej konwencji genewskiej. Gdy wygasła w 1937 roku, jego praca w polskiej części regionu dobiegła końca. Nie był to jednak wyjazd dobrowolny.

15 września 1937 roku Wydział Zdrowia polskiego Urzędu Wojewódzkiego ostatecznie zakazał Urtelowi – jako obywatelowi niemieckiemu (Reichsdeutscher) – dalszego wykonywania praktyki z rygorem natychmiastowym, mimo że pierwotnie posiadał zezwolenie na pobyt i pracę do 1 grudnia. Po zignorowaniu wezwania, polski lekarz powiatowy ze Świętochłowic osobiście zakazał mu wstępu na teren szpitala. Nowym dyrektorem placówki został dr Alfred Barlik, który przybył z Poznania i kierował szpitalem aż do 1945 roku. Niemiecka prasa propagandowa (m.in. „Ostland”) z tamtego okresu wykorzystała ten incydent, sprowadzając decyzję władz do zawiści polskich lekarzy i osadzając ją w ramach krytyki tzw. „Systemu Grażyńskiego”.

Urtel z czasem objął posadę w Pyskowicach. Według nekrologu zreorganizował tamtejszą nierentowną placówkę, doprowadzając ją do dobrego stanu organizacyjnego i finansowego.

W 1938 roku do Pyskowic przeniosła się Bonfilia. Została przełożoną sióstr i ponownie organizowała pracę szpitala. Jej decyzja pokazuje siłę zawodowej więzi z Urtelem. Nie była przypadkową pielęgniarką podążającą za lekarzem, lecz sprawdzoną organizatorką jego zespołu.

We wrześniu 1939 roku Niemcy napadły na Polskę. Świętochłowice, Lipiny i Piaśniki zostały zajęte i wcielone do III Rzeszy. Urtel miał ponownie objąć kierownictwo lub nadzór nad dawnymi placówkami w Piaśnikach, Wirku i Nowym Bytomiu.

Prasa ziomkowska nazywała to powrotem.

Nie był to jednak zwykły powrót lekarza do dawnego miejsca pracy. Z powojennych polskich publikacji medycznych (m.in. „Śląskiej Gazety Lekarskiej”) wyłania się obraz jego bliskiej współpracy z aparatem okupacyjnym. Według tych relacji Urtel pełnił funkcję „męża zaufania” niemieckiej izby lekarskiej na Śląsku. Autorzy artykułów zarzucali mu wykorzystywanie doskonałej znajomości lokalnego środowiska do bezwzględnego oceniania śląskich medyków. Choć prasa z końca lat 40. posługiwała się ostrym, rozliczeniowym językiem, pewnym faktem pozostaje, że za swoją działalność organizacyjną w strukturach niemieckich dr Urtel otrzymał urzędowe podziękowanie w okólniku z 20 lutego 1943 roku.

Szerszy obraz okupacyjnej codzienności opisuję w artykule „Lipiny 1939–1944. Administracja, propaganda i codzienność wojny”:

Przejdź do artykułu uzupełniającego

Bonfilia zarządzała w Pyskowicach personelem i zaopatrzeniem. Według wspomnień przekazywała biedniejszym pacjentom część żywności otrzymywanej od zamożnych rolników.

Była sprawną przełożoną i osobą wrażliwą na ubóstwo. Pracowała jednak w systemie państwa prowadzącego wojnę i politykę terroru.

06

Rozpad zespołu i powojenne losy Bonfilii

W 1945 roku dawny świat Waltera Urtela rozpadł się ostatecznie. Lekarz uciekł na Zachód przed nadejściem Armii Czerwonej, pozostawiając na Śląsku cały majątek.

Zmiana granic przyniosła dla niego niezwykle poważne konsekwencje prawne – jego nazwisko znalazło się na polskiej urzędowej liście osób poszukiwanych, a ówczesne władze formułowały wobec niego ciężkie zarzuty, z wydawaniem pacjentów w ręce Gestapo włącznie. Bez wglądu w pełne, oryginalne akta śledcze trudno dziś jednak jednoznacznie oddzielić faktyczne zbrodnie od elementów powojennej propagandy i środowiskowych rozliczeń.

Od 1946 roku prowadził praktykę ogólną w bawarskim Rothenfels am Main (gdzie po wojnie osiadł jego starszy syn). Ostatnie lata życia spędził w Neckargemünd, gdzie zmarł na dusznicę bolesną 28 sierpnia 1961 roku w wieku 75 lat.

Wpis nr 25 z kościelnej księgi pogrzebowej w Neckargemünd.

Jego pierwsza żona, Aenne, po wojnie mieszkała w Prien am Chiemsee. Młodszy syn, Jürgen, osiadł w austriackiej miejscowości Rohrbach-Gölsen. Przez lata z ogromnym zaangażowaniem katalogował kontakty i organizował coroczne, kwietniowe zjazdy dawnych uczniów i nauczycieli bytomskiej Oberrealschule w Rothenfels am Main. Zmarł nagle 7 sierpnia 1983 roku, w wieku 65 lat.

Inni członkowie dawnego środowiska trafili do Niemiec i Francji. Z kolei dr Stefan Strumieński, dawny asystent ordynatora, przeniósł się na Ziemie Odzyskane – trafił do Szczecina, gdzie przez kolejną dekadę stał się wybitnym organizatorem powojennej medycyny i naczelnym ordynatorem miejskiego szpitala.

Bonfilia nie wyjechała.

Przez wiele lat zarządzała kościelnym gospodarstwem rolnym w Ptakowicach. Było to inne zajęcie niż praca w szpitalu, lecz nadal wymagało dyscypliny i organizacji.

Około 1970 roku przebywała w Zakładzie św. Jadwigi w Brzegu Dolnym. Była ciężko chora i nie mogła samodzielnie prowadzić korespondencji. Ostatnie dwa lata życia spędziła przykuta do łóżka.

Towarzyszyła jej dawna siostra ze szpitala w Pyskowicach. Opiekowała się nią zakonnica pochodząca z Chorzowa, również związana wcześniej ze środowiskiem Urtela.

Bonfilia zmarła 28 kwietnia 1973 roku, pięć dni po ukończeniu 88 lat (Późniejsze ogłoszenie podawało błędnie rok 1974).

Pogrzeb był skromny. Rodzina Urtelów złożyła na grobie bukiet goździków.

Po dziesięcioleciach i zmianie granic pozostał niewielki znak dawnej więzi.

07

Zabudowane ogrody i zjazd dawnych pracowników

W latach 70. szpital nadal funkcjonował, lecz jego otoczenie wyglądało już inaczej.

Dawne ogrody zabudowano. Obok oddziału kobiecego powstał blok mieszkalny, który Jürgen Urtel nazwał „brzydkim”. Była to ocena człowieka pamiętającego drzewa, alejki i otwartą przestrzeń.

Na najniższej kondygnacji bloku miał mieszkać i umrzeć Antoni Bukowy (wzmiankowany w niemieckich źródłach jako Bukowe). Ten polski lekarz z dyplomem lwowskiego uniwersytetu to postać o niezwykłym, tragicznym życiorysie. Był weteranem powstań śląskich i harcmistrzem, który w czasie II wojny światowej przeszedł przez piekło obozów koncentracyjnych w Dachau i Mauthausen-Gusen. Po ocaleniu powrócił do Lipin, pracując tam od przedwojnia (odebrał około 1500 porodów). Po 1945 roku przez kilkadziesiąt lat kierował miejską poradnią przeciwgruźliczą, służąc dokładnie tej samej społeczności, co niegdyś dr Urtel. Zmarł w 1971 roku.

W placówce pracowała jeszcze Heli Ahnert, należąca do dawnego personelu. Była jednym z ostatnich osobowych połączeń między szpitalem Urtela a instytucją działającą w Polsce Ludowej.

Jürgen przez około szesnaście lat zbierał adresy lekarzy, sióstr, sanitariuszy, laborantek i administratorów związanych z placówkami ojca. Na liście znaleźli się między innymi dr Kurt Gebhardt, dr Erwin Busse, dr Aleksander Ernst (wcześniej notowany jako Ernest), sanitariusz Kubon, siostry Bonfilia, Raimunda, Benizia i Rosula, dr Antoni Bukowy oraz Heli Ahnert.

Nie wszyscy pracowali równocześnie w Piaśnikach. Łączyła ich pamięć szpitali w Piaśnikach, Wirku, Nowym Bytomiu i Pyskowicach.

Spotkanie zaplanowano na 22 kwietnia 1977 roku w gospodzie Zum Hirschen w Rothenfels am Main, gdzie Walter Urtel po wojnie prowadził praktykę. Data ta nie była przypadkowa – spotkanie dawnego personelu medycznego zbiegło się z organizowanymi w tym samym miejscu, zawsze w ostatni weekend kwietnia, wielkimi zjazdami absolwentów bytomskiej Oberrealschule, których inicjatorem był Jürgen Urtel.

Po latach rozproszenia dawni lekarze, siostry i pracownicy szpitali mieli znów spotkać się w jednym miejscu.

08

Film, którego nie udało się odnaleźć

Największą atrakcją zjazdu miał być pokaz filmu:

Największą atrakcją zjazdu dawnych pracowników w 1977 roku miał być pokaz filmu nakręconego w Szpitalu Hutniczym. Do dziś nie udało się ustalić, co stało się z tą bezcenną taśmą.

To jedna z najbardziej niezwykłych informacji w całej historii szpitala.

Film powstał, gdy Urtel nadal kierował placówką, Bonfilia należała do najważniejszych osób w zespole, a wokół budynku rozciągały się jeszcze ogrody.

Nie znamy autora nagrania, jego długości ani formatu. Nie wiadomo, czy była to prywatna pamiątka, dokumentacja zakładowa czy zapis uroczystości. Źródło potwierdza jedynie tytuł i planowany pokaz w 1977 roku.

Możemy być pewni tylko tego, że film istniał co najmniej czterdzieści dwa lata po nakręceniu.

Później ślad się urywa.

Taśma mogła pozostać w rodzinie Urtelów, w Austrii, Rothenfels albo w zbiorach uczestnika spotkania. Mogła trafić do archiwum ziomkowskiego. Mogła także zostać zniszczona lub zapomniana w nieopisanym pudełku.

Film miałby dziś ogromną wartość, ponieważ pozwoliłby zobaczyć szpital, jego otoczenie i być może personel takim, jakim były w 1935 roku — bez pośrednictwa późniejszych wspomnień.

Pokazałby miejsce.

Być może ludzi.

Być może zwyczajny dzień pracy.

Urtel był cenionym chirurgiem i silnym organizatorem. Z jednej strony należał do niemieckiego establishmentu, z drugiej – jak udowodniły odnalezione polskie raporty – przysięga lekarska stała dla niego stanowczo ponad narodowościowymi podziałami.

Bonfilia była siostrą operacyjną, przełożoną, organizatorką i powiernicą pacjentów. Z równym oddaniem asystowała przy ratowaniu polskich żołnierzy, co przy potajemnych ucieczkach niemieckich internowanych. Po wojnie pozostała na Śląsku, choć dawny świat szpitala już nie istniał.

Dawny świat Szpitala Hutniczego w Piaśnikach. Personel zjednoczony wokół dr. Waltera Urtela, którego z czasem nieodwracalnie rozdzieliły zmiany granic, wojna i powojenne przesiedlenia.

Zniknęła wieżyczka.

Rozebrano Turmhaus.

Ogrody zabudowano.

Granica przestała istnieć.

Szpital trwał, lecz ludzie, którzy nadali mu dawny charakter, rozproszyli się albo umarli.

Pozostały fotografie, nazwiska i zapowiedź seansu z 1977 roku.

Być może gdzieś nadal leży pudełko opisane słowami:

Krankenhaus Piasniki 1935….
09

Przeczytaj również

Bibliografia i źródła Sekcja domyślnie zwinięta — kliknij, aby rozwinąć

Prasa i materiały źródłowe

  • „Kattowitzer Zeitung”, wydania z 9 stycznia 1929 r. oraz 25/26 września 1937 r.
  • „Ostdeutsche Morgenpost”, wydanie z 10 stycznia 1929 r.
  • „Gleiwitzer — Beuthener — Tarnowitzer Heimatblatt”, wybrane numery z lat 1961–1983.
  • „Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise”, wybrane numery z lat 1955–1966.
  • „Unser Oberschlesien”, numery z 1974 i 1977 roku.
  • „Ostland. Halbmonatsschrift für Ostpolitik”, Nr 19, wyd. Bund Deutscher Osten e.V., Berlin, 1 października 1937, s. 363.
  • „Śląska Gazeta Lekarska”, Rocznik I i II (1945–1946), artykuł: Z czasów okupacji. O działalności niemieckiej izby lekarskiej w Katowicach, wyd. Cieszyn 1947, s. 502–503.
  • Chronik der Industriegemeinde Lipine OS Kreis Kattowitz bis zum Jahre 1941 einschliesslich (maszynopis).
  • Sprawozdanie Związku Gospodarczego Lekarzy Polaków Województwa Śl. za rok 1934.
  • Urzędowy spis lekarzy uprawnionych do wykonywania praktyki lekarskiej (Wydawnictwo Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, 1926/1927).
  • Staatsarchiv Würzburg, akta sądu denazyfikacyjnego (Spruchkammer Lohr), sygnatura 1496, rocznik 1948.
  • Nekrolog Waltera Urtela z 1961 roku.
  • Wspomnienia Jürgena Urtela dotyczące Piaśnik, Bielszowic i bytomskiej Oberrealschule.
  • Teksty dotyczące Kurta Gebhardta, Otta Ulotha, Aenne Urtel, Bonfilii Siwon i dawnego personelu.
  • Zaproszenie na zjazd dawnych pracowników w Rothenfels am Main z 1977 roku.
  • Informacja o filmie „Krankenhaus Piasniki 1935”.
  • Encyklopedia Pomorza Zachodniego (pomeranica.pl), hasło: Stefan Strumieński.

Materiały ikonograficzne

  • fotografie i ryciny przejść granicznych („Klottka”, Łagiewniki);
  • skany z kroniki Lipin dotyczące tzw. „Starego Lazaretu”;
  • oryginalny nekrolog dr. med. Otto Ulotha z 1929 roku;
  • fotografia tramwaju typu Nordwaggon Bremen przy granicy Bytomia i powiatu Świętochłowice z 1932 roku;
  • kolaż podsumowujący (zespół dr. Waltera Urtela).

Relacje ustne

  • wspomnienie mieszkańca Turmhausu z lat 1958–1980.

Artykuły uzupełniające

  • „Tuschkasten — bytomska Oberrealschule w 1928 roku”.
  • „Lipiny 1939–1944. Administracja, propaganda i codzienność wojny”.
  • „Lipiny i Chropaczów — jak przemysł stworzył miasto z dymu”.

Poprzednie części cyklu

  • „Szpital z wieżyczką. Jak przemysł stworzył medyczne centrum Piaśnik”.
  • „Ludzie, którzy umierali na papierze. Konspiracja w Szpitalu Hutniczym w Piaśnikach”.
Szpital na pograniczu · część 3 z 3
0
0

Read more

Archiwalny kolaż w sepii przedstawiający kościół św. Augustyna w Lipinach, grupę uzbrojonych powstańców śląskich oraz siostry zakonne na tle sylwetki duchownego. Grafika promująca drugą część cyklu historycznego.

SZPITAL NA POGRANICZU cz2. · Piaśniki, Lipiny i ludzie dr. Waltera Urtela

CZĘŚĆ 2
SZPITAL NA POGRANICZU · Piaśniki, Lipiny i ludzie dr. Waltera Urtela

Ludzie, którzy umierali na papierze

Konspiracja w Szpitalu Hutniczym w Piaśnikach

Część 1Część 2Część 3

W późniejszych niemieckich wspomnieniach o Szpitalu Hutniczym w Piaśnikach powtarza się niezwykły motyw: pacjent uznany w dokumentacji za zmarłego miał w rzeczywistości nadal żyć.

Na papierze umierał. W rzeczywistości przygotowywano go do ucieczki.

Według tych relacji personel zdobywał dla niego cywilne ubranie i dokumenty, a następnie wyprowadzał go przez okno przy zabudowaniach gospodarczych. Strażników częstowano alkoholem, a ich karabiny miały być potajemnie rozładowywane.

Nie wiemy, ilu ludzi mogło opuścić szpital w ten sposób. Nie odnaleziono listy uciekinierów, sfałszowanych kart ani polskich raportów opisujących cały proceder. Większość szczegółów pochodzi z relacji niemieckiego personelu i rodziny Urtelów, spisanych wiele lat po wydarzeniach.

Źródła są jednostronne. Pokazują powstania przede wszystkim jako czas zagrożenia dla niemieckiej ludności, a pomoc udzielaną rodakom jako ratowanie ich przed śmiercią. Powtarzają się jednak nazwiska, miejsca i metody działania.

W centrum tej nieformalnej sieci mieli znajdować się Walter Urtel, Bonfilia Siwon, sanitariusz Kubon oraz niewielkie grono zaufanych sióstr.

Szpital leczył. Ale czasem również ukrywał.

Spis treści
  1. Szpital wciągnięty w konflikt
  2. Szkoła I, Gościniec Hutniczy i „polnisches KZ”
  3. Na papierze pacjent już nie żył
  4. Okno przy przyszpitalnym chlewiku
  5. Bonfilia, Kubon i zaufane siostry
  6. Feltner, Principini i nieznany Francuz
  7. Napad na dom i ostatnia droga Musialika
  8. Medycyna czy działalność polityczna?
  9. Zapowiedź części trzeciej
  10. Przeczytaj również
  11. Bibliografia i źródła
01

Szpital wciągnięty w konflikt

Walter Urtel objął placówkę w 1919 roku, gdy przyszłość Górnego Śląska wciąż pozostawała nierozstrzygnięta. Upadło Cesarstwo Niemieckie, odrodziło się państwo polskie, a krwawy spór o region przenosił się z gazet i politycznych wieców bezpośrednio na ulice i do zakładów pracy.

Linia podziału nie przebiegała prosto. W tych samych familokach mieszkali ludzie mówiący po polsku, niemiecku i śląsku, wybierający jednak różne strony barykady. Ci sami robotnicy pracowali przy sąsiednich piecach czy maszynach, a po szychcie zasilali szeregi zwalczających się bojówek.

Szpital Hutniczy w Piaśnikach znalazł się w samym oku tego cyklonu.

Główny gmach Szpitala Hutniczego w Piaśnikach, wzniesiony w latach 1905–1906. Budynek wyróżniała charakterystyczna wieżyczka nad centralnym ryzalitem.

Przyjmował rannych powstańców, funkcjonariuszy, poturbowanych cywilów oraz osoby przywożone prosto z miejsc internowania. W ogarniętym chaosem regionie personel lecznicy dysponował potężnymi narzędziami: dostępem do leków, zamkniętych sal, transportu medycznego i oficjalnej dokumentacji.

W tamtych dniach diagnoza medyczna często miała wagę wyroku. Wystarczyło, że ordynator uznał stan zatrzymanego za ciężki, by zablokować przesłuchanie lub wywózkę. W ten sposób wypis ze szpitala lub adnotacja w karcie chorób mogły stać się przepustką do wolności.

Biały fartuch i lekarski autorytet dawały możliwości absolutnie niedostępne zwykłym mieszkańcom. Czas pokazał, że Walter Urtel i jego najbardziej zaufani współpracownicy nie zawahali się tej władzy użyć.

02

Szkoła I, Gościniec Hutniczy i „polnisches KZ”

W niemieckich wspomnieniach powtarzają się dwa miejsca przetrzymywania ludzi w Lipinach podczas wydarzeń z 1921 roku.

Pierwszym był okazały gmach Szkoły I, wzniesiony przy ówczesnej Schulstraße (dzisiejsza ul. dr. Antoniego Bukowego). Relacje przedstawiają go jako szczególnie surowy punkt internowania. Ironią losu zaledwie rok po tych wydarzeniach, po nowym podziale Górnego Śląska, w tym samym budynku prężnie ruszyła niemiecka szkoła mniejszościowa.

Dawna Schulstraße, czyli obecna ul. dr. Antoniego Bukowego w Lipinach, początek XX wieku. Po lewej widoczny jest nieistniejący już gmach Szkoły I. Niewielki budynek przed szkołą mieścił ochronkę prowadzoną przez siostry boromeuszki.

Drugim miejscem był Gościniec Hutniczy (Hüttengasthaus) przy dawnej Kronprinzenstraße (ul. Chorzowska). Ponieważ na początku XX wieku prowadził go W. Angel, w pamięci internowanych zapisał się po prostu jako Hüttengasthaus Angel. Warunki miały tam być nieco łagodniejsze. W kolejnych dekadach ten sam budynek tętnił życiem jako znany mieszkańcom „Klub Kaczmarskiego”, a następnie Dom Górnika i Dom Kultury „Grota”.

Dawna Kronprinzenstraße, obecnie ul. Chorzowska w Lipinach. Po prawej stronie widoczny jest okazały budynek Gościńca Hutniczego, późniejszego Domu Górnika i Domu Kultury „Grota”.
Wnętrze Gościńca Hutniczego w Lipinach około 1911–1913 roku. Widoczny na fotografii podpis „Hüttengasthaus Lipine, Inh. W. Angel” wskazuje, że lokal prowadził wówczas W. Angel.

Późniejsi autorzy wspomnień często pisali o przetrzymywanych tam Niemcach jako o ludziach czekających na masowe egzekucje. Choć czas powstań obfitował w pobicia i samosądy po obu stronach, opowieści te były mocno przesadzone. Nigdy nie odnaleziono dokumentów potwierdzających przygotowywanie jakichkolwiek masowych rozstrzeliwań.

Co więcej, powojenna prasa ziomkowska celowo używała wobec Szkoły I propagandowego określenia polnisches KZ („polski obóz koncentracyjny”). Ten naładowany emocjami skrót miał budzić u czytelników jednoznaczne skojarzenia ze zbrodniczym systemem nazistowskim i potęgować mit własnego męczeństwa. W rzeczywistości lipińskie punkty były raczej doraźnymi aresztami, których ostatecznej skali i formy, z braku wystarczających dokumentów, wciąż jeszcze nie znamy.

Szerszy obraz przemocy oraz napięć w tej części regionu przedstawiam w artykule „Mroczna historia Lipin i Chropaczowa”:

Przejdź do artykułu uzupełniającego
03

Na papierze pacjent już nie żył

Szpitalna konspiracja działała według ściśle określonego, zuchwałego scenariusza. Pierwszym i najważniejszym krokiem było zawsze wyciągnięcie zatrzymanego z rąk strażników i przetransportowanie go na bezpieczny teren lecznicy.

Wystarczyło, by dr Urtel autorytarnie stwierdził, że człowiek jest ciężko ranny, zakaźnie chory lub wymaga natychmiastowej obserwacji. Po przekroczeniu progu szpitala pacjent trafiał do zupełnie innego świata. Uzbrojeni strażnicy rzadko zapuszczali się na oddziały, a cała dokumentacja pozostawała w wyłącznych rękach zaufanego personelu.

To właśnie tam rozpoczynał się drugi etap operacji — mistyfikacja medyczna. Na szpitalnych kartach gorączkowych (Fiebertafeln), gdzie precyzyjnie zapisywano temperaturę i przebieg leczenia, przy wybranych nazwiskach nagle pojawiała się krótka adnotacja o zgonie.

Na papierze pacjent już nie żył.

Dla wartowników i urzędników lekarski wpis stanowił ostateczność, która ucinała wszelkie pytania. Szpitalny autorytet działał jak doskonała tarcza — nikt nie domagał się oględzin ciał ani nie kwestionował diagnozy ordynatora.

Podczas gdy na zewnątrz pacjent oficjalnie uchodził za martwego, w zamkniętych pomieszczeniach przygotowywano dla niego cywilne ubrania i fałszywe dokumenty. Mundur lub więzienne łachy znikały, a człowiek wychodził ze szpitala już jako zupełnie ktoś inny.

Wizualizacja artystyczna mechanizmu opisywanego w późniejszych wspomnieniach. Nie odnaleziono dotąd kart gorączkowych potwierdzających wpisanie konkretnego pacjenta jako zmarłego.
04

Okno przy przyszpitalnym chlewiku

Najbardziej konkretnym elementem relacji jest droga wyjścia.

Ukrywanych ludzi wyprowadzano przez niewielkie, odpowiednio zamaskowane okno w pobliżu przyszpitalnego chlewika. Zabezpieczające je kraty nie stanowiły dla wtajemniczonego personelu żadnej przeszkody.

Położenie było dogodne. Przy zabudowaniach gospodarczych poruszali się pracownicy kuchni, sanitariusze i dostawcy. Pojawiały się wozy z żywnością i opałem, wynoszono odpady. Ruch na zapleczu nie zwracał uwagi tak szybko jak przy głównym wejściu.

Człowiek wychodzący przy chlewiku omijał wartownika przed budynkiem.

Wizualizacja artystyczna drogi ucieczki opisywanej w późniejszych wspomnieniach. Dokładne położenie okna, wygląd zaplecza i sposób pokonywania kraty pozostają nieustalone.

Dalszy kierunek ucieczki był dla zbiegów oczywisty. Musieli jak najszybciej przedostać się na niemiecką stronę, a ich naturalnym celem stawał się pobliski Bytom, Gliwice i dalsze terytoria, na których mogli czuć się bezpiecznie.

W pamięci dawnych pracowników okno stało się symbolem całej akcji. Z jednej strony znajdowały się sale chorych i dokumenty. Z drugiej — podwórze, zabudowania gospodarcze i możliwość zniknięcia.

05

Bonfilia, Kubon i zaufane siostry

Takiego przedsięwzięcia nie mógł prowadzić sam ordynator.

Najważniejszą osobą była Bonfilia Siwon. Jako siostra operacyjna i organizatorka znała dyżury, układ budynku, personel oraz stan pacjentów. Mogła zdecydować, kto wejdzie do sali, kiedy wydać ubrania i która część szpitala pozostanie bez nadzoru.

Jej rola wykraczała poza wykonywanie poleceń Urtela. To ona musiała zamienić decyzję lekarza w bezpieczny plan: przygotować ludzi, znaleźć właściwy moment i ograniczyć liczbę wtajemniczonych.

Wspomnienia przypisują aktywną rolę również innym siostrom. Miały zdobywać ubrania, pomagać przy dokumentach, częstować strażników alkoholem i rozładowywać ich karabiny.

Tak ryzykowne i brawurowe akcje wymagały absolutnej dyskrecji. Cała konspiracja opierała się na wąskim, zamkniętym gronie wtajemniczonych, których łączyła codzienna praca i bezwzględne, wzajemne zaufanie.

Należał do niego sanitariusz Kubon. Nie znamy jego imienia, ale relacje przedstawiają go jako człowieka wtajemniczonego w najdelikatniejsze sprawy. Co niezwykle ciekawe, z odnalezionych polskich raportów wojskowych z 9 czerwca 1921 roku wynika, że dr Urtel oficjalnie wnioskował do polskich władz o przydzielenie mu polskiego sanitariusza, aby „mógł łatwiej z rannymi porozumieć”, ponieważ sam nie mówił po polsku. Niewykluczone, że to właśnie z tej inicjatywy w kręgu zaufanych ordynatora pojawił się zaufany łącznik.

Bonfilia i Kubon znali szpital od strony niewidocznej na pocztówkach. Wiedzieli, którędy prowadzą korytarze, kto może zadawać pytania i jak wiele da się ukryć za drzwiami sali chorych.

06

Feltner, Principini i nieznany Francuz

Jednym z nielicznych uciekinierów znanych z nazwiska był Viktor Feltner. Był weteranem I wojny światowej, odznaczonym Krzyżem Żelaznym I i II klasy, który po powrocie z brytyjskiej niewoli wstąpił w 1919 roku do niemieckiej Sicherheitspolizei. Podczas zaciętych walk z polskimi powstańcami dostał się do niewoli i ostatecznie trafił do szpitala w Piaśnikach.

Nie zabawił tam długo. Zbiegł z lecznicy w brawurowy sposób razem z dwoma towarzyszami, a kluczową rolę w zorganizowaniu ich udanej ucieczki do Gliwic odegrał dr Urtel. Pomoc udzielona odznaczonemu niemieckiemu funkcjonariuszowi pokazuje, że szpitalna konspiracja miała wyraźny cel polityczny.

Sam Feltner okazał się człowiekiem twardych zasad. W późniejszych latach z odwagą odmówił wstąpienia do NSDAP, co pokazuje, że jego wcześniejszej służby w policji nie należy utożsamiać z późniejszym nazistowskim aparatem terroru.

W konspiracyjnej siatce wokół szpitala pojawia się również egzotyczna postać włoskiego oficera z alianckiego kontyngentu, nazywanego Principini. Ten oficer Bersaglieri — elitarnej formacji lekkiej piechoty — mieszkał początkowo w Piaśnikach u budowniczego Weltike i szybko nawiązał bliskie relacje z rodziną Urtelów.

Wykorzystując swoją pozycję, Principini stał się cichym protektorem miejscowych Niemców oraz niezwykle cennym i wpływowym współpracownikiem szpitalnego podziemia.

Jeszcze bardziej zuchwałe akcje przypisywano pewnemu oficerowi francuskiemu. Podjeżdżał on pod szpital oficjalnym wozem więziennym i pod mrożącym krew w żyłach pozorem zabierania ludzi na egzekucję wywoził ich w bezpieczne miejsce, umożliwiając im ucieczkę.

Była to niezwykle ryzykowna gra, prowadzona na oczach wartowników. Dowodziła, że dr Urtel i jego zespół potrafili znaleźć sojuszników nawet w szeregach alianckich rozjemców.

Plansza redakcyjna przedstawiająca trzy postacie występujące w późniejszych wspomnieniach. Jedynie Viktor Feltner został dotąd zidentyfikowany z imienia i nazwiska. Sylwetki, pieczęcie i formularze nie są reprodukcjami autentycznych akt ani wizerunków.
07

Napad na dom i ostatnia droga Musialika

Konflikt dotarł również do domu ordynatora.

W 1921 roku uzbrojeni powstańcy wtargnęli do mieszkania Urtelów i przystawili Aenne pistolet do głowy. Walter Urtel miał wymusić na napastnikach przeprosiny, a następnie doprowadzić do wystawienia przed domem ochrony.

W rodzinnej pamięci właśnie ta scena tłumaczyła późniejsze działania ordynatora. Zagrożenie weszło bezpośrednio do jego domu i dotknęło najbliższych mu osób.

Zupełnie inny charakter miała historia lipińskiego proboszcza i archiprezbitera, księdza Wincentego Musialika — w niemieckich relacjach zapisywanego jako Muschallik lub Muschalek. Kierował parafią św. Augustyna od 1901 roku, a więc przez ponad dwie dekady. Gdy w 1922 roku wytyczono nową granicę polsko-niemiecką, kończył się nie tylko pewien porządek polityczny, lecz także świat, w którym Musialik przez lata sprawował władzę duszpasterską.

Konflikt nie rozpoczął się dopiero po jego wyjeździe. Narastał już wcześniej w samych Lipinach, gdzie spór o język nabożeństw, organizacje kościelne i narodową przyszłość miejscowości coraz wyraźniej dzielił również katolików. Przed procesją Bożego Ciała 15 czerwca 1922 roku, wbrew stanowisku proboszcza, z programu usunięto miejscowy, przeważnie niemieckojęzyczny chór św. Cecylii. Na jego miejsce zaproszono polski chór spoza Lipin. Spór o pieśni i oprawę procesji był w rzeczywistości walką o to, kto odtąd będzie nadawał ton życiu parafii.

Jedną z najważniejszych postaci po stronie polskiej był ks. Franciszek Palarczyk — w późniejszym niemieckim wspomnieniu zapisany fonetycznie jako „Palatschek”. Palarczyk był wikariuszem w Lipinach od 1915 roku. Z powodu zdecydowanie propolskiej działalności został czasowo przeniesiony do Szobiszowic, lecz po petycjach polskich organizacji i mieszkańców pozwolono mu wrócić. W okresie plebiscytowym kierował liczącym około trzystu członków Towarzystwem Oświaty im. św. Jacka i pełnił funkcję kapelana powstańczego.

Po podziale Górnego Śląska Palarczyk kilkakrotnie zabiegał o pozostanie w Lipinach w charakterze proboszcza. To właśnie dlatego niemieckie środowisko Musialika mogło widzieć w nim głównego rywala i człowieka dążącego do przejęcia parafii. Późniejsze, jednostronne wspomnienie zarzuciło mu nawet nastawanie na życie starego proboszcza. Takiego oskarżenia nie potwierdzają jednak znane dokumenty. Wiadomo natomiast, że w atmosferze politycznego przełomu wobec Musialika stosowano naciski, a w działaniach przeciwko niemu uczestniczyli miejscowi byli powstańcy.

Ostatecznie parafii nie powierzono Palarczykowi. Po odejściu Musialika jej tymczasowym zarządcą został ks. Karol Wilk, pełniący w latach 1922–1923 funkcję substytuta. Następnie probostwo objął ks. Emanuel Sowa. Palarczyka skierowano natomiast w 1924 roku do Radlina i Biertułtów, gdzie powierzono mu utworzenie nowej parafii.

Musialik opuścił Lipiny i znalazł schronienie po niemieckiej stronie granicy, w Bytomiu. Ciężko chorował na nerki. Jego ostatnim pragnieniem było jednak wrócić do dawnej parafii, umrzeć na jej terenie i spocząć w kościele, z którym związał ponad dwadzieścia lat życia.

W tej historii pojawia się niezwykła klamra. Gdy pół wieku wcześniej podczas budowy kościoła św. Augustyna zabrakło pieniędzy, do ukończenia świątyni zdecydowanie przyczynił się ewangelik August Schmieder, generalny dyrektor Śląskiej Spółki Akcyjnej. Teraz inny protestant, Walter Urtel, podjął ryzyko, aby umierający katolicki ksiądz mógł powrócić do swojej parafii.

Transport odbył się nocą w pobliżu polskiego punktu celnego, nazywanego potocznie „Klottką”. Chorego przewieziono karetką z niemieckiego Bytomia na polską stronę granicy, a następnie ukryto w pierwszym pokoju przy korytarzu prowadzącym do szpitalnej kaplicy.

Bezpośrednio w potajemnym przewiezieniu księdza uczestniczył młody asystent dr Kurt Gebhardt. Na terenie Szpitala Hutniczego pieczę nad chorym sprawowali Walter Urtel, zaufany sanitariusz Kubon oraz przełożona sióstr, Bonfilia Siwon. O obecności Musialika wiedziało jedynie wąskie grono wtajemniczonych.

Finał tej historii rozegrał się dokładnie tak, jak pragnął duchowny. Wincenty Musialik zmarł 15 lipca 1923 roku w Szpitalu Hutniczym w Piaśnikach. Pochowano go nie na przykościelnym cmentarzu, lecz wewnątrz kaplicy Różańcowej kościoła św. Augustyna — świątyni, której parafią kierował przez ponad dwadzieścia lat.

Schemat orientacyjny łączący Bytom, okolice „Klottki”, Szpital Hutniczy w Piaśnikach oraz miejsce pochówku Musialika w Lipinach. Mapa nie odtwarza dokładnego przebiegu trasy.

Był to gest głęboko humanitarny, ale jednocześnie potajemny przerzut człowieka przez strzeżoną granicę i twardy element lokalnej walki o władzę duchowną. Właśnie dlatego historia szpitala i jego zespołu tak bardzo wymyka się prostym, czarno-białym ocenom.

08

Medycyna czy działalność polityczna?

Dotychczasowy obraz szpitala opierał się głównie na powojennych, niemieckich wspomnieniach. Sugerowały one, że personel działał z pełną premedytacją wyłącznie na rzecz własnej, niemieckiej wspólnoty, a polskie otoczenie stanowiło jedynie zagrożenie. Odnalezione oryginalne polskie raporty wojskowe Dowództwa miasta Lipiny z czerwca 1921 roku całkowicie burzą ten jednostronny mit.

Dokumenty te ukazują Waltera Urtela jako lekarza, dla którego przysięga Hipokratesa stała ponad podziałami. Z raportu z 4 czerwca dowiadujemy się, że gdy dr. Urtelowi odgórnie zakazano przyjmowania rannych żołnierzy polskich, ordynator stanowczo sprzeciwił się tej decyzji. Polski dowódca odnotował jego postawę w oficjalnym meldunku:

„[…] bardzo z temi ludźmi współczuje i oświadczył że opieki lekarskiej są bardzo potrzebni.”

Z kolei w dokumencie z 9 czerwca polskie dowództwo wprost chwali niemieckiego lekarza, raportując do komendy powiatowej w Szarleju, że „los naszych żołnierzy leży mu bardzo na sercu i on sam, jest bardzo zdolnym lekarzem”. Zaufanie do ordynatora było po polskiej stronie tak duże, że to właśnie do niego skierowano ofiarę przestępstwa (służącą zgwałconą przez polskiego oficera) w celu przeprowadzenia niezależnej i obiektywnej obdukcji.

Szpital ratował zdrowie i życie, stając się bezpieczną przystanią w ogarniętym chaosem regionie. Urtel i Bonfilia potrafili wzorowo współpracować z nową, polską administracją, co doskonale pokazuje uroczysta szpitalna „Gwiazdka” z 24 grudnia 1930 roku. Niemiecki personel wspólnie z dr. Aleksandrem Ernstem, polskim wikarym katolickim i przedstawicielami Powiatowej Kasy Chorych rozdawał wówczas pacjentom świąteczne podarki.

Gdy opadł bitewny kurz, placówka musiała działać dalej. Zniknęły prowizoryczne miejsca internowania, lecz w ich miejscu pojawiła się twarda granica państwowa. Przecięła ona dotychczasowe trasy tramwajowe, wymusiła codzienne kontrole pasażerów, skomplikowała drogę do bytomskiej szkoły i zawodowe życie niemieckiego personelu.

Dla ludzi dr. Urtela otwierał się zupełnie nowy, jeszcze trudniejszy rozdział.

09

Zapowiedź części trzeciej

CZĘŚĆ 3

KLOTTKA I ZAGINIONY FILM

Granica, rozpad zespołu i pamięć o dawnych Piaśnikach

W ostatnim odcinku:

  • „Klottka” — punkt kontroli, przemytu i codziennych układów;
  • tramwaj między Piaśnikami a Bytomiem;
  • szkolna droga Jürgena Urtela;
  • wydalenie Kurta Gebhardta;
  • zwolnienie Ottona Ulotha;
  • wyjazd Waltera Urtela w 1937 roku;
  • powrót do dawnych placówek po niemieckiej agresji na Polskę;
  • rozpad zespołu po 1945 roku;
  • powojenne losy Bonfilii;
  • zabudowa dawnych ogrodów;
  • zjazd personelu w 1977 roku;
  • film „Krankenhaus Piasniki 1935”, którego los pozostaje nieznany.
10

Przeczytaj również

Bibliografia i źródła Sekcja domyślnie zwinięta — kliknij, aby rozwinąć

Prasa i wspomnienia

  • „Gleiwitzer — Beuthener — Tarnowitzer Heimatblatt”, wybrane numery z lat 1961–1983 (w tym tekst jubileuszowy V. Feltnera ze stycznia 1963 r.).
  • „Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise”, wybrane numery z lat 1955–1966.
  • „Unser Oberschlesien”, wybrane numery z lat 1974 i 1977.
  • „Ostdeutsche Morgenpost”, wydania z 1929 i 1930 roku.
  • „Kurjer Śląski” (dawniej Śląski Głos Poranny), nr 300, z 30 grudnia 1930 roku (relacja z przyszpitalnej Gwiazdki).
  • Wspomnienia dotyczące Aenne Urtel (1971 r.) oraz Kurta Gebhardta, archiprezbitera Wincentego Musialika i ks. Franciszka Palarczyka (E. Lippok, 1972 r.).
  • Nekrolog i biografia Waltera Urtela z 1961 roku oraz teksty dotyczące Bonfilii Siwon.

Dokumenty i rejestry medyczne

  • Spis lekarzy województwa śląskiego z 20 lipca 1932 roku.
  • Sprawozdanie Związku Gospodarczego Lekarzy Polaków Województwa Śląskiego za rok 1933.

Niepublikowane materiały archiwalne

  • Odpisy raportów wojskowych Dowództwa Miasta Lipiny do Komendy Powiatowej w Szarleju z dni: 4, 9 i 11 czerwca 1921 r.

Opracowania i kroniki

  • H. Moecke, Chronik der Industriegemeinde Lipine O/S, Kreis Kattowitz, bis zum Jahre 1941 einschließlich, Oppeln 1941.
  • Krzysztof Brożek, Polscy lekarze na Górnym Śląsku i Śląsku Cieszyńskim od końca XIX do połowy XX wieku, Katowice 2009.
  • Leonard Smołka, Palarczyk Franciszek, [w:] Słownik biograficzny katolickiego duchowieństwa śląskiego XIX i XX wieku, red. M. Pater, Katowice 1996.
  • Henryk Gwóźdź, Udział duchowieństwa śląskiego w akcji plebiscytowej i powstaniach 1919–1921, „Śląskie Studia Historyczno-Teologiczne”, t. 15, 1982.
  • Andrzej Michalczyk, Heimat, Kirche und Nation. Deutsche und polnische Nationalisierungsprozesse im geteilten Oberschlesien 1922–1939, Köln–Weimar–Wien 2011.
  • E-ncyklopedia wiedzy o Kościele katolickim na Śląsku (silesia.edu.pl), hasła: Palarczyk Franciszek (1887–1961) oraz Parafia św. Augustyna w Lipinach.

Materiały ikonograficzne

  • pocztówka przedstawiająca dawną Schulstraße, Szkołę I i ochronkę sióstr boromeuszek;
  • fotografia wnętrza Gościńca Hutniczego w Lipinach z podpisem „Inh. W. Angel”;
  • pocztówka przedstawiająca Gościniec Hutniczy przy dawnej Kronprinzenstraße;
  • fotografie i pocztówki przedstawiające Szpital Hutniczy w Piaśnikach.

Relacje ustne

  • wspomnienie mieszkanki (Grażyny Perrier-Klosek) dotyczące budynku Turmhausu i jego otoczenia.

Artykuły uzupełniające

  • „Mroczna historia Lipin i Chropaczowa”.
  • „Lipiny. Narodziny dzielnicy przemysłowej 1780–1939”.

Poprzednia część cyklu

  • „Szpital z wieżyczką. Jak przemysł stworzył medyczne centrum Piaśnik”.
Szpital na pograniczu · część 2 z 3
0
0

Read more

Grafika wyróżniająca artykuł Szpital na pograniczu, część 1: Szpital z wieżyczką

SZPITAL NA POGRANICZU cz1. · Piaśniki, Lipiny i ludzie dr. Waltera Urtela

CZĘŚĆ 1
SZPITAL NA POGRANICZU · Piaśniki, Lipiny i ludzie dr. Waltera Urtela

Szpital z wieżyczką

Jak przemysł stworzył medyczne centrum Piaśnik

Część 1Część 2Część 3

Na dawnych fotografiach Szpital Hutniczy w Piaśnikach wygląda niemal reprezentacyjnie. Długi ceglany gmach, wysokie okna, ogród i wieżyczka górująca nad okolicą tworzyły sylwetkę dobrze znaną mieszkańcom Piaśnik i Lipin.

Dziś wieżyczki już nie ma. Dawne ogrody częściowo zabudowano, a pobliski Turmhaus, w którym przyjmował pacjentów dr Walter Urtel, ustąpił miejsca marketowi. Zniknęła także granica polsko-niemiecka, która po 1922 roku przecięła drogi, tory i codzienne życie mieszkańców.

Pozostały fotografie, nekrologi i wspomnienia. Wiele opublikowano po wojnie w niemieckiej prasie ziomkowskiej. Są cenne, lecz stronnicze: pokazują Górny Śląsk przede wszystkim jako utraconą niemiecką ojczyznę. Dlatego trzeba oddzielać nazwiska, daty i miejsca od ocen dopisanych po latach.

W centrum tej historii stoją dwie osoby. Walter Urtel — ceniony chirurg, silny organizator i człowiek niemieckiego środowiska. Oraz Bonfilia Siwon — siostra operacyjna, przełożona i osoba, która znała szpital od środka lepiej niż ktokolwiek.

Zanim placówka zaczęła ukrywać ludzi i fałszować dokumentację, była przede wszystkim dzieckiem przemysłu.

Spis treści
  1. Gmach, który górował nad Piaśnikami
  2. Szpital zrodzony z przemysłu
  3. Walter Urtel obejmuje placówkę
  4. Chirurg, który nie lubił ustępować
  5. Bonfilia Siwon — szpital od środka
  6. Dom ordynatora i codzienność wokół szpitala
  7. Turmhaus — dom, którego już nie ma
  8. Granica przecina dawny świat
  9. Zapowiedź części drugiej
  10. Przeczytaj również
  11. Bibliografia i źródła
01

Gmach, który górował nad Piaśnikami

Na starych pocztówkach pojawiają się różne podpisy: Lipine O.-S. — Lazarett, Hüttenkrankenhaus Piasniki, Szpital Hutniczy w Piaśnikach. Nazwy zmieniały się zależnie od języka i wydawcy, ale chodziło o ten sam kompleks medyczny związany z przemysłowymi Lipinami.

Dzięki wzmiankom w ówczesnej prasie, m.in. w „Ostdeutsche Bau Zeitung”, wiemy, że budowę okazałego gmachu głównego rozpoczęto w 1905, a ukończono w 1906 roku. Wcześniej w tym miejscu stała już przyszpitalna kaplica i apteka. Budynek wzniesiono w stylu neorenesansu północnego. Był długi, ceglany, z centralnym ryzalitem, a nad rzędami wysokich okien wznosiła się czworoboczna wieżyczka ze stromym hełmem. Nie znamy jej dokładnej funkcji ani daty usunięcia. Mogła zniknąć z powodu szkód górniczych, wojny lub powojennych przebudów, które zatarły zabytkowy charakter obiektu.

Przed szpitalem rozciągał się ogród. W głębi znajdowały się kolejne skrzydła i zabudowania gospodarcze. Placówka działała jak niewielki samodzielny organizm. Główny gmach mieścił początkowo oddział męski, natomiast oddział kobiecy, liczący zaledwie 10 łóżek, usytuowano w jednokondygnacyjnym budynku z tyłu. Początkowo szpital mógł przyjąć 75 pacjentów, jednak w 1927 roku placówkę rozbudowano, adaptując m.in. dawną kotłownię.

Szpital Hutniczy w Piaśnikach na dawnej pocztówce z początku XX wieku. Charakterystyczna wieżyczka przez dziesięciolecia określała sylwetkę całego kompleksu.
02

Szpital zrodzony z przemysłu

Piaśniki nie stały się ośrodkiem medycznym przypadkiem. Najpierw powstały huty, kopalnie, walcownie i osiedla robotnicze. Za nimi przyszły szkoły, wodociągi, kościoły i szpital.

W 1853 roku we Wrocławiu utworzono Śląską Spółkę Akcyjną dla Górnictwa i Hutnictwa Cynku, znaną jako S.A.G. lub Schlesag. Cztery lata później rozpoczęła się budowa kolonii Piaśniki. Spółka wznosiła mieszkania, obiekty administracyjne i zaplecze dla zakładów (główny kompleks zarządu mieszkańcy nazywali „Zamkiem”). To właśnie z funduszy hutniczych, w odpowiedzi na dramatyczne warunki sanitarne i wysoką śmiertelność na Śląsku, narodziła się potrzeba stworzenia profesjonalnej opieki medycznej, uwieńczona na początku XX wieku budową nowoczesnego szpitala.

Początki opieki medycznej w tym rejonie sięgają lat 60. XIX wieku, kiedy to Hutnicza Spółka Bracka ufundowała pierwszy, mniejszy szpital w Lipinach. Przełom nastąpił jednak w 1907 roku. Jak odnotowano w kronikach Zgromadzenia Sióstr Boromeuszek, placówkę przeniesiono wówczas do nowego, okazałego gmachu w Piaśnikach. Głównym powodem relokacji, oprócz palącej potrzeby zwiększenia liczby łóżek, była konieczność ucieczki przed trującymi wyziewami i negatywnym wpływem pobliskich hut cynku. Różnica w skali była drastyczna: stary obiekt w Lipinach w 1896 roku miał zaledwie 50 łóżek, podczas gdy nowy szpital w Piaśnikach już w 1908 roku dysponował 86 miejscami dla chorych.

Oryginał niemiecki
Tłumaczenie polskie
Historyczny prequel do historii medycznego zagłębia. Fragment kroniki (oryginał i polskie tłumaczenie) dokumentujący funkcjonowanie tzw. „Starego Lazaretu” w Lipinach. Ośrodek ten działał do 1906 roku, kiedy ciężar opieki medycznej ostatecznie przejął nowocześniejszy kompleks w Piaśnikach. Kliknij wybraną miniaturę, aby ją powiększyć.
Szpital Hutniczy w Piaśnikach na pocztówce opisanej „Lipine O.-S. — Lazarett”. Ujęcie pokazuje nie tylko główny gmach z charakterystyczną wieżyczką, lecz także dalsze zabudowania.

Szpital był częścią tego samego systemu. Miał leczyć ludzi pracujących przy piecach, maszynach, szybach i walcach. Urazy, oparzenia, zatrucia i choroby płuc należały do przemysłowej codzienności. Rozmiar placówki stale rósł — z początkowych 75 miejsc do aż 136 łóżek wykazanych w polskim sprawozdaniu urzędowym z 1934 roku. Sam dr Urtel zdefiniował później swój szpital mianem „miejsca naukowego starcia z chorobami cynkowymi i ołowianymi”. Nie były to puste słowa — to właśnie tutaj, w latach 1932–1935, jego asystent, dr Stefan Strumieński (urodzony w Brodach oficer rezerwy i wszechstronnie wykształcony lekarz władający czterema językami), prowadził pionierskie badania nad ołowicą i toksykologią cynku wśród robotników hut „Silesia”.

Bieżąca prasa z lat 1907–1941 pokazuje, że lecznica szybko wyrosła poza rolę zakładowego szpitala dla robotników jednej spółki. Trafiali tu poszkodowani z Lipin, Świętochłowic, Chropaczowa, Łagiewnik, Chorzowa, Nowej Wsi, Huty Zgoda, a nawet z Gliwic po niemieckiej stronie granicy. Były wśród nich ofiary ciężkich wypadków hutniczych, drogowych i tramwajowych, dzieci z oparzeniami i amputacjami urazowymi oraz osoby ranne podczas napaści. Nie był to „SOR” w dzisiejszym znaczeniu, ale ważny regionalny ośrodek leczenia ciężkich urazów i stanów nagłych.

Opieka medyczna miała także wymiar gospodarczy. Przedsiębiorstwo pomagało robotnikom, ale jednocześnie chroniło własną siłę roboczą i wiązało ludzi z zakładem.

Szersze tło przemian Lipin i Piaśnik opisałem w artykule „Lipiny. Narodziny dzielnicy przemysłowej 1780–1939”:

Przejdź do artykułu uzupełniającego

Bez gwałtownej industrializacji nie byłoby tak rozbudowanej placówki. Nie powstałoby też środowisko medyczne, które później stworzyli Urtel i Bonfilia.

03

Walter Urtel obejmuje placówkę

Walter Urtel urodził się 25 stycznia 1886 roku w Katzow (pol. hist. Kaczów) na Pomorzu Przednim. Studiował medycynę w Greifswaldzie (po. hist. Gryfia), a następnie pracował jako asystent profesora Tietza we Wrocławiu. Dopiero później przyjechał na Górny Śląsk, gdzie podjął pracę w Szpitalu Spółki Brackiej w Bielszowicach pod kierunkiem dr. Ottona Ulotha.

Tam poznał Aenne Dieffenbach, siostrzenicę Ulotha. Pobrali się w 1913 roku. Mieli dwóch synów: Waltera i Jürgena.

W czasie I wojny światowej Urtel służył na froncie zachodnim jako lekarz sztabowy (Stabsarzt). Późniejszy nekrolog przypisywał mu kierowanie lazaretem polowym i pracę pod Verdun. Wojnę zakończył jako doświadczony chirurg, odznaczony Krzyżem Żelaznym I i II klasy.

Stanowisko ordynatora Szpitala Hutniczego w Piaśnikach objął dokładnie 15 sierpnia 1919 roku. Jak sam wspominał po latach, konkurencja w regionie przemysłowym była ogromna — wybrano go spośród 98 kandydatów ubiegających się o tę posadę.

Był to moment szczególny. Cesarstwo Niemieckie upadło, odrodziło się państwo polskie, a przyszłość Górnego Śląska pozostawała nierozstrzygnięta. Szpital nie mógł jednak przerwać pracy. Nadal przyjmował robotników, dzieci, kobiety, rannych i przewlekle chorych.

Urtel miał za sobą front. Był przyzwyczajony do szybkich decyzji, dyscypliny i kierowania zespołem. W Piaśnikach otrzymał placówkę, którą mógł urządzić według własnych zasad.

Z czasem jego pozycja wykraczała poza jeden szpital. W 1927 roku powierzono mu również placówkę w Wirku, a źródła wiążą go także z Nowym Bytomiem. Stał się ważną postacią niemieckiego środowiska medycznego w regionie.

04

Chirurg, który nie lubił ustępować

Największą renomę Urtel zdobył jako chirurg, szczególnie dzięki operacyjnemu leczeniu wola. W czasach, gdy zabiegi tarczycy wciąż należały do trudnych i ryzykownych, doświadczenie operatora miało ogromne znaczenie.

Późniejsze niemieckie wspomnienia przedstawiały go jako specjalistę znanego daleko poza Piaśnikami. W tych ocenach widać część budowanej po wojnie legendy, ale jego silna pozycja zawodowa nie budzi większych wątpliwości.

W 1930 roku włączył się w publiczny spór o eksperymentalną metodę leczenia gruźlicy profesora Friedmanna. Na łamach „Ostdeutsche Morgenpost” krytykował podawanie żywych prątków i bronił odpowiedzialności lekarza za wybór terapii.

Tytuł jego odpowiedzi brzmiał: „Czy lekarzowi wolno eksperymentować?”.

Polemika pokazuje człowieka pewnego swoich racji i gotowego wystąpić przeciw uznanemu autorytetowi. Ta cecha pomagała mu kierować szpitalem, ale mogła też prowadzić do konfliktów.

Urtel nie był postacią neutralną. Należał do niemieckiej warstwy zawodowej, która przed podziałem regionu zajmowała uprzywilejowaną pozycję. Kiedy walka o Górny Śląsk weszła do szpitala, jego lojalność miała wyraźny kierunek.

Dr Walter Urtel, wieloletni kierownik Szpitala Hutniczego w Piaśnikach. Cyfrowa rekonstrukcja postaci w gabinecie lekarskim, opracowana na podstawie zachowanego materiału ikonograficznego. Grafika nie jest oryginalną fotografią z epoki.
05

Bonfilia Siwon — szpital od środka

Kiedy w 1919 roku dr Walter Urtel obejmował kierownictwo nad placówką, zastał tam zespół sióstr o ogromnym doświadczeniu. Boromeuszki posługiwały w hutniczym szpitalu już od lat 60. XIX wieku (oficjalne schematyzmy zgromadzenia podają rok 1865). Zanim nastała epoka Urtela, siostry miały za sobą dziesięciolecia heroicznej walki w ekstremalnie trudnych warunkach przemysłowych, niosąc pomoc mieszkańcom m.in. podczas wybuchu paniki wywołanej ospą w 1871 roku oraz w trakcie ciężkich nawrotów epidemii tyfusu pod koniec lat 70. XIX wieku. Ich późniejsza, międzywojenna działalność charytatywna pod okiem siostry Bonfilii była bezpośrednią kontynuacją tej wieloletniej misji zakonu, którego siostry były kierowane do Piaśnik z domu macierzystego w Cieszynie.

Walter Urtel kierował placówką, ale nie utrzymałby jej w ruchu bez ludzi znających każdy oddział, dyżur i magazyn. Najważniejszą z tych osób była siostra Bonfilia Siwon.

Urodziła się 23 kwietnia 1885 roku i należała do Zgromadzenia Sióstr Boromeuszek. Według nekrologu podczas I wojny światowej służyła w sanitariacie frontowym. To samo źródło przypisywało jej Krzyż Żelazny I klasy — co jest informacją niezwykłą, wymagającą potwierdzenia.

W Piaśnikach pracowała jako siostra operacyjna, lecz jej rola była znacznie szersza. Organizowała pracę sióstr, znała potrzeby oddziałów, pilnowała zaopatrzenia i miała bezpośredni kontakt z pacjentami. Wspomnienia nazywały ją prawą ręką Urtela, ale była przede wszystkim samodzielną organizatorką.

Wiedziała, kto ma dyżur, gdzie można znaleźć ubrania, które pomieszczenie pozostaje puste i komu można zaufać. Pacjenci oraz świeccy pracownicy mieli zwracać się do niej także w sprawach osobistych. Była przełożoną, powiernicą i strażniczką szpitalnego porządku.

Wraz z Urtelem i polskimi instytucjami organizowała pomoc dla chorych i najuboższych. Działania te miały miejsce w samym środku potężnego kryzysu gospodarczego – w latach 1929–1934 liczba bezrobotnych na Śląsku potroiła się, przekraczając 100 tysięcy osób, co wpędzało rodziny robotnicze w skrajną biedę. Z powojennych wspomnień wiemy o potajemnym zakupie przez ordynatora ścinków materiału z łódzkiej fabryki, z których szyto odzież. Polska prasa („Kurjer Śląski”) w grudniu 1930 roku donosiła też, że staraniem sióstr miłosierdzia zorganizowano w szpitalu uroczystą Gwiazdkę z podarkami. Z tą działalnością pomocową wiąże się urocza lokalna anegdota – w ramach wdzięczności dwaj górnicy przynieśli doktorowi w prezencie zamarzniętą gęś. Jak głosiły lokalne plotki, ptak miał zostać potajemnie „zabrany” z okna jednego z domów przy Kopalni Śląsk (Schlesiengrube).

Jej wiedza o szpitalu miała później okazać się bezcenna. Gdy część personelu zaczęła ukrywać ludzi, potrzebna była nie tylko zgoda lekarza, lecz także ktoś, kto potrafił bezpiecznie przeprowadzić ich przez codzienny rytm placówki.

06

Dom ordynatora i codzienność wokół szpitala

Rodzina Urtelów mieszkała przy szpitalu — zgodnie z ówczesnym zwyczajem naczelny lekarz zajmował reprezentacyjny parter w budynku sąsiadującym z głównym gmachem lecznicy. Jürgen Urtel zapamiętał duży dom otoczony częściowo zdziczałym ogrodem. Rosły tam kasztanowce, lipy, bzy i jaśmin. W pobliżu znajdował się park z kortami tenisowymi.

Ten obraz wyraźnie różni się od robotniczych podwórek Lipin. Pokazuje uprzywilejowaną pozycję ordynatora i jego rodziny. Urtelowie żyli w przemysłowej miejscowości, ale nie tak samo jak większość jej mieszkańców.

W domu pracowała kucharka Müller z Lipin. Relacje ordynatora z pracownikami wykraczały poza sztywne ramy — co roku z okazji jego urodzin pod domem grała dla niego zakładowa orkiestra hutnicza, a siostry zakonne i personel przygotowywali dla niego specjalne pieśni i kanony. Wspomnienia zachowały też bale kostiumowe i drobne anegdoty z życia towarzyskiego.

W jednej Urtel występował jako Król Drozdbrody. W innej pojawiał się dr Busse, lekarz określany jako komunista, zatrzymany przez polską policję w drodze na bal.

Te sceny pokazują środowisko, w którym Niemcy, Polacy i Ślązacy pracowali obok siebie, zanim polityka podporządkowała sobie niemal każdą relację. Potwierdza to wspomniana przyszpitalna „Gwiazdka” z 1930 roku – przy pacjentach i siostrach zakonnych stanęli ramię w ramię: ewangelik dr Urtel, dr Aleksander Ernst (kierujący sąsiednim, liczącym 120 łóżek Szpitalem Hutniczym w Nowej Wsi — czyli w dzisiejszym Wirku, dzielnicy Rudy Śląskiej), miejscowy katolicki ksiądz wikary oraz polski przewodniczący Powiatowej Kasy Chorych.

Szpitalny kompleks nie był zresztą wyłącznie zamkniętą twierdzą medyczną, ale pełnił również ważną funkcję społeczno-duchową dla okolicznych mieszkańców. Zanim w 1938 roku w Piaśnikach powstała samodzielna parafia, to właśnie przyszpitalna kaplica służyła lokalnej społeczności. Szpitalna kostnica i dziedziniec stanowiły też miejsce pożegnań – to stąd w 1926 roku wyruszył kondukt żałobny po zmarłej na dyżurze siostrze Apolinarii, wieloletniej pracownicy lecznicy.

Placówka na wskroś wrosła w Piaśniki. Jak donosiła ówczesna prasa, gdy konduktorzy tramwajów jadących w stronę Bytomia zapowiadali ten przystanek, budziło to u pasażerów jednoznaczne skojarzenie z lecznicą. Z kolei okoliczni mieszkańcy nazywali ordynatora „Cudownym Doktorem” (Wunderdoktor), co samemu Urtelowi – jako człowiekowi ścisłej nauki – miało nie do końca odpowiadać. Personel na co dzień mijał się z pacjentami w sklepach i na ulicach. Narastające narodowościowe napięcie nie mogło jednak zatrzymać się przed szpitalną bramą.

07

Turmhaus — dom, którego już nie ma

Z Urtelem wiązał się również Turmhaus, czyli Dom z wieżą. Stał przy ważnym skrzyżowaniu w Piaśnikach, blisko przystanków tramwajowych. Dziś w tym miejscu znajduje się market, a w sąsiedztwie działa stacja paliw.

Panorama Piaśnik wykonana w 1979 roku z budowanego wieżowca [przy ulicy Chorzowskiej]. W prawej części fotografii, wśród drzew, widoczny jest jeszcze Turmhaus – na krótko przed jego wyburzeniem. W tle rozciąga się przemysłowy krajobraz oraz powstające osiedla mieszkaniowe. (Zdjęcie ze zbiorów J. Nowaka / fotopolska.eu)

Budynek miał dwa skrzydła mieszkalne i wysoką, kwadratową wieżę. Wcześniej mieszkała tam nauczycielska rodzina Lissek. Później Urtel prowadził w Turmhausie prywatną praktykę.

Powojenny wygląd domu znamy z relacji mieszkańca z lat 1958–1980. Frontowe wejście od strony przystanku zamurowano. Do środka wchodziło się od podwórza. W holu leżały czarno-białe kafelki, a przy schodach biegła drewniana poręcz — po śląsku „gelynder”. Na podwórku stały chlewiki, a za nimi znajdował się drugi plac z trzema dużymi drzewami.

Na jednej z fotografii widnieje napis: „DO ROZBIÓRKI 1980”. Wkrótce Turmhaus zniknął.

Turmhaus, czyli Dom z wieżą, przy skrzyżowaniu dzisiejszych ulic Bytomskiej i Chorzowskiej. Na elewacji widoczny jest napis „DO ROZBIÓRKI 1980”. Budynek wkrótce wyburzono; dziś w tym miejscu znajduje się market.

Dla historii Piaśnik to bardzo ważna lokalizacja. Nie mówimy tu o zapomnianym punkcie na starej mapie, ale o ruchliwym skrzyżowaniu, przez które do dziś toczy się codzienne życie miasta.

08

Granica przecina dawny świat

W 1922 roku Lipiny, Piaśniki i Świętochłowice znalazły się w Polsce. Bytom pozostał w Niemczech.

Granica przecięła drogi, kolej, tramwaje, miejsca pracy i rodzinne kontakty. Zarząd Schlesag przeniesiono z Piaśnik do Bytomia, a miejscowość straciła część wcześniejszego znaczenia administracyjnego.

Szpital został po polskiej stronie. Zostali w nim także Urtel, Bonfilia i część niemieckiego personelu.

Od tej chwili niemiecki ordynator kierował placówką w państwie polskim. Jego syn Jürgen uczył się najpierw w niemieckiej szkole mniejszościowej w Lipinach, a od 1928 roku dojeżdżał do bytomskiej Oberrealschule, zwanej „Tuschkasten”. Każdy dzień szkolny oznaczał przekroczenie granicy.

Tramwaj na granicy między Piaśnikami a Bytomiem około 1932 roku. Fotografia dobrze pokazuje, jak po podziale Górnego Śląska granica przecinała codzienne szlaki komunikacyjne mieszkańców, w tym także linię tramwajową.

Historię tej szkoły opisałem szerzej w artykule „Tuschkasten — bytomska Oberrealschule w 1928 roku”:

Przejdź do artykułu uzupełniającego

Dla personelu szpitalnego podział regionu oznaczał więcej niż odprawy i dokumenty. Zmieniały się przepisy, administracja i układ sił. Niemieckie środowisko medyczne musiało działać w państwie, które budowało własne kadry i instytucje.

Urtel nie stał ponad konfliktem. Źródła pokazują go jako człowieka mocno związanego z niemiecką wspólnotą i gotowego działać w jej interesie.

Szpital dawał do tego szczególne możliwości. Lekarz mógł zdecydować, że zatrzymany człowiek wymaga leczenia. Personel kontrolował dokumentację, sale i zaplecze gospodarcze. Bonfilia wiedziała, kto pełni dyżur i którędy można przejść bez zwracania uwagi.

W kolejnej części medycyna przestanie być tylko leczeniem.

Na papierze niektórzy pacjenci mieli umrzeć. W rzeczywistości szpital przygotowywał dla nich ubrania, dokumenty i drogę wyjścia.

09

Zapowiedź części drugiej

CZĘŚĆ 2

LUDZIE, KTÓRZY UMIERALI NA PAPIERZE

Konspiracja w Szpitalu Hutniczym w Piaśnikach

W następnym odcinku:

  • miejsca internowania w Szkole nr 1 i Hüttengasthausie w Lipinach;
  • propagandowe określenie „polnisches KZ”;
  • fałszowane karty gorączkowe;
  • pacjenci uznawani za zmarłych;
  • okno przy przyszpitalnym chlewiku;
  • Bonfilia, Kubon i siostry uczestniczące w działaniach konspiracyjnych;
  • ucieczka Viktora Feltnera;
  • włoski oficer i nieznany Francuz;
  • napad na dom Urtelów;
  • nocny powrót archiprezbitera Musialika.
10

Przeczytaj również

Bibliografia i źródła Sekcja domyślnie zwinięta — kliknij, aby rozwinąć

Prasa, opracowania i materiały źródłowe

  • „Kattowitzer Zeitung”, wydania z 9 stycznia 1929 r., 25/26 stycznia 1936 r., 28 stycznia 1936 r., 25/26 września 1937 r. (oraz nekrolog s. Apolinarii z września 1926 r.).
  • „Gleiwitzer — Beuthener — Tarnowitzer Heimatblatt”, wybrane numery z lat 1961–1983.
  • „Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise”, wybrane numery z lat 1955–1966.
  • „Unser Oberschlesien”, numery z 1974 i 1977 roku.
  • „Ostdeutsche Morgenpost”, wydania z lutego i marca 1930 roku.
  • „Ostdeutsche Bau-Zeitung”, wydanie z 28 czerwca 1905 roku (informacje o budowie gmachu szpitala).
  • „Kurjer Śląski” (dawniej Śląski Głos Poranny), nr 300, z 30 grudnia 1930 roku (relacja z przyszpitalnej Gwiazdki).
  • Archiwum Sióstr Boromeuszek w Mikołowie (Kronika domu Lipiny/Piaśniki szpital miejski, schematyzmy zgromadzenia).
  • Krzysztof Brożek, „Polscy lekarze na Górnym Śląsku i Śląsku Cieszyńskim od końca XIX do połowy XX wieku”, Katowice 2009.
  • Sprawozdanie Związku Gospodarczego Lekarzy Polaków Województwa Śl. za rok 1934.
  • Opracowanie Krömera z 1941 roku dotyczące rozwoju Lipin i Piaśnik.
  • Wspomnienia i nekrologi dotyczące Waltera Urtela, Aenne Urtel, Bonfilii Siwon, Ottona Ulotha, Kurta Gebhardta, Hedwig Lissek i Jürgena Urtela.
  • Lokalne opracowania historyczne i monografie cytowane za archiwum społecznościowym „Świętochłowice dawno temu”.
  • Encyklopedia Pomorza Zachodniego (pomeranica.pl), hasło: Stefan Strumieński.

Materiały ikonograficzne

  • fotografie Szpitala Hutniczego w Piaśnikach oraz pocztówka „Lipine O.-S. — Lazarett”;
  • fotografia Turmhausu z napisem „DO ROZBIÓRKI 1980”;
  • portret dr. Waltera Urtela z 1925 roku (archiwum prywatne Heiko W. H. Urtela).

Relacje ustne

  • wspomnienie mieszkanki (Grażyny Perrier-Klosek) z lat 1958–1980 dotyczące wnętrz i otoczenia Turmhausu.

Artykuły uzupełniające

  • „Lipiny. Narodziny dzielnicy przemysłowej 1780–1939”.
  • „Tuschkasten — bytomska Oberrealschule w 1928 roku”.
  • „Lipiny i Chropaczów — jak przemysł stworzył miasto z dymu”.

Poprzednie części cyklu

  • Jest to pierwsza część cyklu „Szpital na pograniczu”.
Szpital na pograniczu · część 1 z 3
1
0

Read more