Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

SZPITAL NA POGRANICZU cz2. · Piaśniki, Lipiny i ludzie dr. Waltera Urtela

Archiwalny kolaż w sepii przedstawiający kościół św. Augustyna w Lipinach, grupę uzbrojonych powstańców śląskich oraz siostry zakonne na tle sylwetki duchownego. Grafika promująca drugą część cyklu historycznego.

CZĘŚĆ 2
SZPITAL NA POGRANICZU · Piaśniki, Lipiny i ludzie dr. Waltera Urtela

Ludzie, którzy umierali na papierze

Konspiracja w Szpitalu Hutniczym w Piaśnikach

Część 1Część 2Część 3

W późniejszych niemieckich wspomnieniach o Szpitalu Hutniczym w Piaśnikach powtarza się niezwykły motyw: pacjent uznany w dokumentacji za zmarłego miał w rzeczywistości nadal żyć.

Na papierze umierał. W rzeczywistości przygotowywano go do ucieczki.

Według tych relacji personel zdobywał dla niego cywilne ubranie i dokumenty, a następnie wyprowadzał go przez okno przy zabudowaniach gospodarczych. Strażników częstowano alkoholem, a ich karabiny miały być potajemnie rozładowywane.

Nie wiemy, ilu ludzi mogło opuścić szpital w ten sposób. Nie odnaleziono listy uciekinierów, sfałszowanych kart ani polskich raportów opisujących cały proceder. Większość szczegółów pochodzi z relacji niemieckiego personelu i rodziny Urtelów, spisanych wiele lat po wydarzeniach.

Źródła są jednostronne. Pokazują powstania przede wszystkim jako czas zagrożenia dla niemieckiej ludności, a pomoc udzielaną rodakom jako ratowanie ich przed śmiercią. Powtarzają się jednak nazwiska, miejsca i metody działania.

W centrum tej nieformalnej sieci mieli znajdować się Walter Urtel, Bonfilia Siwon, sanitariusz Kubon oraz niewielkie grono zaufanych sióstr.

Szpital leczył. Ale czasem również ukrywał.

Spis treści
  1. Szpital wciągnięty w konflikt
  2. Szkoła I, Gościniec Hutniczy i „polnisches KZ”
  3. Na papierze pacjent już nie żył
  4. Okno przy przyszpitalnym chlewiku
  5. Bonfilia, Kubon i zaufane siostry
  6. Feltner, Principini i nieznany Francuz
  7. Napad na dom i ostatnia droga Musialika
  8. Medycyna czy działalność polityczna?
  9. Zapowiedź części trzeciej
  10. Przeczytaj również
  11. Bibliografia i źródła
01

Szpital wciągnięty w konflikt

Walter Urtel objął placówkę w 1919 roku, gdy przyszłość Górnego Śląska wciąż pozostawała nierozstrzygnięta. Upadło Cesarstwo Niemieckie, odrodziło się państwo polskie, a krwawy spór o region przenosił się z gazet i politycznych wieców bezpośrednio na ulice i do zakładów pracy.

Linia podziału nie przebiegała prosto. W tych samych familokach mieszkali ludzie mówiący po polsku, niemiecku i śląsku, wybierający jednak różne strony barykady. Ci sami robotnicy pracowali przy sąsiednich piecach czy maszynach, a po szychcie zasilali szeregi zwalczających się bojówek.

Szpital Hutniczy w Piaśnikach znalazł się w samym oku tego cyklonu.

Główny gmach Szpitala Hutniczego w Piaśnikach, wzniesiony w latach 1905–1906. Budynek wyróżniała charakterystyczna wieżyczka nad centralnym ryzalitem.

Przyjmował rannych powstańców, funkcjonariuszy, poturbowanych cywilów oraz osoby przywożone prosto z miejsc internowania. W ogarniętym chaosem regionie personel lecznicy dysponował potężnymi narzędziami: dostępem do leków, zamkniętych sal, transportu medycznego i oficjalnej dokumentacji.

W tamtych dniach diagnoza medyczna często miała wagę wyroku. Wystarczyło, że ordynator uznał stan zatrzymanego za ciężki, by zablokować przesłuchanie lub wywózkę. W ten sposób wypis ze szpitala lub adnotacja w karcie chorób mogły stać się przepustką do wolności.

Biały fartuch i lekarski autorytet dawały możliwości absolutnie niedostępne zwykłym mieszkańcom. Czas pokazał, że Walter Urtel i jego najbardziej zaufani współpracownicy nie zawahali się tej władzy użyć.

02

Szkoła I, Gościniec Hutniczy i „polnisches KZ

W niemieckich wspomnieniach powtarzają się dwa miejsca przetrzymywania ludzi w Lipinach podczas wydarzeń z 1921 roku.

Pierwszym był okazały gmach Szkoły I, wzniesiony przy ówczesnej Schulstraße (dzisiejsza ul. dr. Antoniego Bukowego). Relacje przedstawiają go jako szczególnie surowy punkt internowania. Ironią losu zaledwie rok po tych wydarzeniach, po nowym podziale Górnego Śląska, w tym samym budynku prężnie ruszyła niemiecka szkoła mniejszościowa.

Dawna Schulstraße, czyli obecna ul. dr. Antoniego Bukowego w Lipinach, początek XX wieku. Po lewej widoczny jest nieistniejący już gmach Szkoły I. Niewielki budynek przed szkołą mieścił ochronkę prowadzoną przez siostry boromeuszki.

Drugim miejscem był Gościniec Hutniczy (Hüttengasthaus) przy dawnej Kronprinzenstraße (ul. Chorzowska). Ponieważ na początku XX wieku prowadził go W. Angel, w pamięci internowanych zapisał się po prostu jako Hüttengasthaus Angel. Warunki miały tam być nieco łagodniejsze. W kolejnych dekadach ten sam budynek tętnił życiem jako znany mieszkańcom „Klub Kaczmarskiego”, a następnie Dom Górnika i Dom Kultury „Grota”.

Dawna Kronprinzenstraße, obecnie ul. Chorzowska w Lipinach. Po prawej stronie widoczny jest okazały budynek Gościńca Hutniczego, późniejszego Domu Górnika i Domu Kultury „Grota”.
Wnętrze Gościńca Hutniczego w Lipinach około 1911–1913 roku. Widoczny na fotografii podpis „Hüttengasthaus Lipine, Inh. W. Angel” wskazuje, że lokal prowadził wówczas W. Angel.

Późniejsi autorzy wspomnień często pisali o przetrzymywanych tam Niemcach jako o ludziach czekających na masowe egzekucje. Choć czas powstań obfitował w pobicia i samosądy po obu stronach, opowieści te były mocno przesadzone. Nigdy nie odnaleziono dokumentów potwierdzających przygotowywanie jakichkolwiek masowych rozstrzeliwań.

Co więcej, powojenna prasa ziomkowska celowo używała wobec Szkoły I propagandowego określenia polnisches KZ („polski obóz koncentracyjny”). Ten naładowany emocjami skrót miał budzić u czytelników jednoznaczne skojarzenia ze zbrodniczym systemem nazistowskim i potęgować mit własnego męczeństwa. W rzeczywistości lipińskie punkty były raczej doraźnymi aresztami, których ostatecznej skali i formy, z braku wystarczających dokumentów, wciąż jeszcze nie znamy.

Szerszy obraz przemocy oraz napięć w tej części regionu przedstawiam w artykule „Mroczna historia Lipin i Chropaczowa”:

Przejdź do artykułu uzupełniającego
03

Na papierze pacjent już nie żył

Szpitalna konspiracja działała według ściśle określonego, zuchwałego scenariusza. Pierwszym i najważniejszym krokiem było zawsze wyciągnięcie zatrzymanego z rąk strażników i przetransportowanie go na bezpieczny teren lecznicy.

Wystarczyło, by dr Urtel autorytarnie stwierdził, że człowiek jest ciężko ranny, zakaźnie chory lub wymaga natychmiastowej obserwacji. Po przekroczeniu progu szpitala pacjent trafiał do zupełnie innego świata. Uzbrojeni strażnicy rzadko zapuszczali się na oddziały, a cała dokumentacja pozostawała w wyłącznych rękach zaufanego personelu.

To właśnie tam rozpoczynał się drugi etap operacji — mistyfikacja medyczna. Na szpitalnych kartach gorączkowych (Fiebertafeln), gdzie precyzyjnie zapisywano temperaturę i przebieg leczenia, przy wybranych nazwiskach nagle pojawiała się krótka adnotacja o zgonie.

Na papierze pacjent już nie żył.

Dla wartowników i urzędników lekarski wpis stanowił ostateczność, która ucinała wszelkie pytania. Szpitalny autorytet działał jak doskonała tarcza — nikt nie domagał się oględzin ciał ani nie kwestionował diagnozy ordynatora.

Podczas gdy na zewnątrz pacjent oficjalnie uchodził za martwego, w zamkniętych pomieszczeniach przygotowywano dla niego cywilne ubrania i fałszywe dokumenty. Mundur lub więzienne łachy znikały, a człowiek wychodził ze szpitala już jako zupełnie ktoś inny.

Wizualizacja artystyczna mechanizmu opisywanego w późniejszych wspomnieniach. Nie odnaleziono dotąd kart gorączkowych potwierdzających wpisanie konkretnego pacjenta jako zmarłego.
04

Okno przy przyszpitalnym chlewiku

Najbardziej konkretnym elementem relacji jest droga wyjścia.

Ukrywanych ludzi wyprowadzano przez niewielkie, odpowiednio zamaskowane okno w pobliżu przyszpitalnego chlewika. Zabezpieczające je kraty nie stanowiły dla wtajemniczonego personelu żadnej przeszkody.

Położenie było dogodne. Przy zabudowaniach gospodarczych poruszali się pracownicy kuchni, sanitariusze i dostawcy. Pojawiały się wozy z żywnością i opałem, wynoszono odpady. Ruch na zapleczu nie zwracał uwagi tak szybko jak przy głównym wejściu.

Człowiek wychodzący przy chlewiku omijał wartownika przed budynkiem.

Wizualizacja artystyczna drogi ucieczki opisywanej w późniejszych wspomnieniach. Dokładne położenie okna, wygląd zaplecza i sposób pokonywania kraty pozostają nieustalone.

Dalszy kierunek ucieczki był dla zbiegów oczywisty. Musieli jak najszybciej przedostać się na niemiecką stronę, a ich naturalnym celem stawał się pobliski Bytom, Gliwice i dalsze terytoria, na których mogli czuć się bezpiecznie.

W pamięci dawnych pracowników okno stało się symbolem całej akcji. Z jednej strony znajdowały się sale chorych i dokumenty. Z drugiej — podwórze, zabudowania gospodarcze i możliwość zniknięcia.

05

Bonfilia, Kubon i zaufane siostry

Takiego przedsięwzięcia nie mógł prowadzić sam ordynator.

Najważniejszą osobą była Bonfilia Siwon. Jako siostra operacyjna i organizatorka znała dyżury, układ budynku, personel oraz stan pacjentów. Mogła zdecydować, kto wejdzie do sali, kiedy wydać ubrania i która część szpitala pozostanie bez nadzoru.

Jej rola wykraczała poza wykonywanie poleceń Urtela. To ona musiała zamienić decyzję lekarza w bezpieczny plan: przygotować ludzi, znaleźć właściwy moment i ograniczyć liczbę wtajemniczonych.

Wspomnienia przypisują aktywną rolę również innym siostrom. Miały zdobywać ubrania, pomagać przy dokumentach, częstować strażników alkoholem i rozładowywać ich karabiny.

Tak ryzykowne i brawurowe akcje wymagały absolutnej dyskrecji. Cała konspiracja opierała się na wąskim, zamkniętym gronie wtajemniczonych, których łączyła codzienna praca i bezwzględne, wzajemne zaufanie.

Należał do niego sanitariusz Kubon. Nie znamy jego imienia, ale relacje przedstawiają go jako człowieka wtajemniczonego w najdelikatniejsze sprawy. Co niezwykle ciekawe, z odnalezionych polskich raportów wojskowych z 9 czerwca 1921 roku wynika, że dr Urtel oficjalnie wnioskował do polskich władz o przydzielenie mu polskiego sanitariusza, aby „mógł łatwiej z rannymi porozumieć”, ponieważ sam nie mówił po polsku. Niewykluczone, że to właśnie z tej inicjatywy w kręgu zaufanych ordynatora pojawił się zaufany łącznik.

Bonfilia i Kubon znali szpital od strony niewidocznej na pocztówkach. Wiedzieli, którędy prowadzą korytarze, kto może zadawać pytania i jak wiele da się ukryć za drzwiami sali chorych.

06

Feltner, Principini i nieznany Francuz

Jednym z nielicznych uciekinierów znanych z nazwiska był Viktor Feltner. Był weteranem I wojny światowej, odznaczonym Krzyżem Żelaznym I i II klasy, który po powrocie z brytyjskiej niewoli wstąpił w 1919 roku do niemieckiej Sicherheitspolizei. Podczas zaciętych walk z polskimi powstańcami dostał się do niewoli i ostatecznie trafił do szpitala w Piaśnikach.

Nie zabawił tam długo. Zbiegł z lecznicy w brawurowy sposób razem z dwoma towarzyszami, a kluczową rolę w zorganizowaniu ich udanej ucieczki do Gliwic odegrał dr Urtel. Pomoc udzielona odznaczonemu niemieckiemu funkcjonariuszowi pokazuje, że szpitalna konspiracja miała wyraźny cel polityczny.

Sam Feltner okazał się człowiekiem twardych zasad. W późniejszych latach z odwagą odmówił wstąpienia do NSDAP, co pokazuje, że jego wcześniejszej służby w policji nie należy utożsamiać z późniejszym nazistowskim aparatem terroru.

W konspiracyjnej siatce wokół szpitala pojawia się również egzotyczna postać włoskiego oficera z alianckiego kontyngentu, nazywanego Principini. Ten oficer Bersaglieri — elitarnej formacji lekkiej piechoty — mieszkał początkowo w Piaśnikach u budowniczego Weltike i szybko nawiązał bliskie relacje z rodziną Urtelów.

Wykorzystując swoją pozycję, Principini stał się cichym protektorem miejscowych Niemców oraz niezwykle cennym i wpływowym współpracownikiem szpitalnego podziemia.

Jeszcze bardziej zuchwałe akcje przypisywano pewnemu oficerowi francuskiemu. Podjeżdżał on pod szpital oficjalnym wozem więziennym i pod mrożącym krew w żyłach pozorem zabierania ludzi na egzekucję wywoził ich w bezpieczne miejsce, umożliwiając im ucieczkę.

Była to niezwykle ryzykowna gra, prowadzona na oczach wartowników. Dowodziła, że dr Urtel i jego zespół potrafili znaleźć sojuszników nawet w szeregach alianckich rozjemców.

Plansza redakcyjna przedstawiająca trzy postacie występujące w późniejszych wspomnieniach. Jedynie Viktor Feltner został dotąd zidentyfikowany z imienia i nazwiska. Sylwetki, pieczęcie i formularze nie są reprodukcjami autentycznych akt ani wizerunków.
07

Napad na dom i ostatnia droga Musialika

Konflikt dotarł również do domu ordynatora.

W 1921 roku uzbrojeni powstańcy wtargnęli do mieszkania Urtelów i przystawili Aenne pistolet do głowy. Walter Urtel miał wymusić na napastnikach przeprosiny, a następnie doprowadzić do wystawienia przed domem ochrony.

W rodzinnej pamięci właśnie ta scena tłumaczyła późniejsze działania ordynatora. Zagrożenie weszło bezpośrednio do jego domu i dotknęło najbliższych mu osób.

Zupełnie inny charakter miała historia lipińskiego proboszcza i archiprezbitera, księdza Wincentego Musialika (w niemieckich relacjach zapisywanego jako Muschallik lub Muschalek). Po wytyczeniu nowej granicy polsko-niemieckiej w 1922 roku duchowny opuścił Lipiny i znalazł się po stronie niemieckiej w Bytomiu.

Trafił tam w sam środek ostrego, narodowościowego sporu o kontrolę nad dawną parafią. Jego głównym oponentem był ks. Franciszek Palarczyk — w niemieckich wspomnieniach fonetycznie zniekształcony jako „Palatschek” — niezwykle aktywny, propolski wikariusz i kapelan powstańczy, który usilnie zabiegał o objęcie lipińskiego probostwa. Późniejsze, jednostronne niemieckie relacje zarzucały Palarczykowi wręcz nastawanie na życie starego proboszcza. W rzeczywistości była to twarda, podszyta narodowościowymi animozjami rywalizacja o duszę i wpływy w podzielonym regionie, a nie kryminalny spisek.

Musialik ciężko chorował na nerki. Jego ostatnim pragnieniem było wrócić do dawnej parafii, umrzeć na jej terenie i spocząć w Lipinach. Z pomocą przyszedł mu Urtel — protestant, który podjął się ryzykownego zadania przewiezienia katolickiego duchownego z niemieckiego Bytomia na polską stronę granicy.

Transport odbył się nocą w pobliżu polskiego punktu celnego nazywanego potocznie „Klottką”. Chorego przemycono do lecznicy i ukryto w pierwszym pokoju przy korytarzu prowadzącym do szpitalnej kaplicy.

O jego obecności wiedzieli wyłącznie Urtel, zaufany sanitariusz Kubon oraz przełożona sióstr, Bonfilia Siwon.

Finał tej historii rozegrał się dokładnie tak, jak wymarzył to sobie duchowny. Zmarł 15 lipca 1923 roku w Szpitalu Hutniczym w Piaśnikach i został pochowany w kaplicy Różańcowej kościoła św. Augustyna w Lipinach.

Schemat orientacyjny łączący Bytom, okolice „Klottki”, Szpital Hutniczy w Piaśnikach oraz miejsce pochówku Musialika w Lipinach. Mapa nie odtwarza dokładnego przebiegu trasy.

Był to gest głęboko humanitarny, ale jednocześnie potajemny przerzut człowieka przez strzeżoną granicę i twardy element lokalnej walki o władzę duchowną. Właśnie dlatego historia szpitala i jego zespołu tak bardzo wymyka się prostym, czarno-białym ocenom.

08

Medycyna czy działalność polityczna?

Dotychczasowy obraz szpitala opierał się głównie na powojennych, niemieckich wspomnieniach. Sugerowały one, że personel działał z pełną premedytacją wyłącznie na rzecz własnej, niemieckiej wspólnoty, a polskie otoczenie stanowiło jedynie zagrożenie. Odnalezione oryginalne polskie raporty wojskowe Dowództwa miasta Lipiny z czerwca 1921 roku całkowicie burzą ten jednostronny mit.

Dokumenty te ukazują Waltera Urtela jako lekarza, dla którego przysięga Hipokratesa stała ponad podziałami. Z raportu z 4 czerwca dowiadujemy się, że gdy dr. Urtelowi odgórnie zakazano przyjmowania rannych żołnierzy polskich, ordynator stanowczo sprzeciwił się tej decyzji. Polski dowódca odnotował jego postawę w oficjalnym meldunku:

„[…] bardzo z temi ludźmi współczuje i oświadczył że opieki lekarskiej są bardzo potrzebni.”

Z kolei w dokumencie z 9 czerwca polskie dowództwo wprost chwali niemieckiego lekarza, raportując do komendy powiatowej w Szarleju, że „los naszych żołnierzy leży mu bardzo na sercu i on sam, jest bardzo zdolnym lekarzem”. Zaufanie do ordynatora było po polskiej stronie tak duże, że to właśnie do niego skierowano ofiarę przestępstwa (służącą zgwałconą przez polskiego oficera) w celu przeprowadzenia niezależnej i obiektywnej obdukcji.

Szpital ratował zdrowie i życie, stając się bezpieczną przystanią w ogarniętym chaosem regionie. Urtel i Bonfilia potrafili wzorowo współpracować z nową, polską administracją, co doskonale pokazuje uroczysta szpitalna „Gwiazdka” z 24 grudnia 1930 roku. Niemiecki personel wspólnie z dr. Aleksandrem Ernstem, polskim wikarym katolickim i przedstawicielami Powiatowej Kasy Chorych rozdawał wówczas pacjentom świąteczne podarki.

Gdy opadł bitewny kurz, placówka musiała działać dalej. Zniknęły prowizoryczne miejsca internowania, lecz w ich miejscu pojawiła się twarda granica państwowa. Przecięła ona dotychczasowe trasy tramwajowe, wymusiła codzienne kontrole pasażerów, skomplikowała drogę do bytomskiej szkoły i zawodowe życie niemieckiego personelu.

Dla ludzi dr. Urtela otwierał się zupełnie nowy, jeszcze trudniejszy rozdział.

09

Zapowiedź części trzeciej

CZĘŚĆ 3

KLOTTKA I ZAGINIONY FILM

Granica, rozpad zespołu i pamięć o dawnych Piaśnikach

W ostatnim odcinku:

  • „Klottka” — punkt kontroli, przemytu i codziennych układów;
  • tramwaj między Piaśnikami a Bytomiem;
  • szkolna droga Jürgena Urtela;
  • wydalenie Kurta Gebhardta;
  • zwolnienie Ottona Ulotha;
  • wyjazd Waltera Urtela w 1937 roku;
  • powrót do dawnych placówek po niemieckiej agresji na Polskę;
  • rozpad zespołu po 1945 roku;
  • powojenne losy Bonfilii;
  • zabudowa dawnych ogrodów;
  • zjazd personelu w 1977 roku;
  • film „Krankenhaus Piasniki 1935”, którego los pozostaje nieznany.
10

Przeczytaj również

Bibliografia i źródła Sekcja domyślnie zwinięta — kliknij, aby rozwinąć

Prasa i wspomnienia

  • Gleiwitzer — Beuthener — Tarnowitzer Heimatblatt”, wybrane numery z lat 1961–1983 (w tym tekst jubileuszowy V. Feltnera ze stycznia 1963 r.).
  • Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise”, wybrane numery z lat 1955–1966.
  • Unser Oberschlesien”, wybrane numery z lat 1974 i 1977.
  • Ostdeutsche Morgenpost”, wydania z 1929 i 1930 roku.
  • Kurjer Śląski” (dawniej Śląski Głos Poranny), nr 300, z 30 grudnia 1930 roku (relacja z przyszpitalnej Gwiazdki).
  • Wspomnienia dotyczące Aenne Urtel (1971 r.) oraz Kurta Gebhardta, archiprezbitera Wincentego Musialika i ks. Franciszka Palarczyka (E. Lippok, 1972 r.).
  • Nekrolog i biografia Waltera Urtela z 1961 roku oraz teksty dotyczące Bonfilii Siwon.

Dokumenty i rejestry medyczne

  • Spis lekarzy województwa śląskiego z 20 lipca 1932 roku.
  • Sprawozdanie Związku Gospodarczego Lekarzy Polaków Województwa Śląskiego za rok 1933.

Niepublikowane materiały archiwalne

  • Odpisy raportów wojskowych Dowództwa Miasta Lipiny do Komendy Powiatowej w Szarleju z dni: 4, 9 i 11 czerwca 1921 r.

Opracowania i kroniki

  • H. Moecke, Chronik der Industriegemeinde Lipine O/S, Kreis Kattowitz, bis zum Jahre 1941 einschließlich, Oppeln 1941.
  • Krzysztof Brożek, Polscy lekarze na Górnym Śląsku i Śląsku Cieszyńskim od końca XIX do połowy XX wieku, Katowice 2009.
  • Leonard Smołka, Palarczyk Franciszek, [w:] Słownik biograficzny katolickiego duchowieństwa śląskiego XIX i XX wieku, red. M. Pater, Katowice 1996.
  • Henryk Gwóźdź, Udział duchowieństwa śląskiego w akcji plebiscytowej i powstaniach 1919–1921, „Śląskie Studia Historyczno-Teologiczne”, t. 15, 1982.
  • Andrzej Michalczyk, Heimat, Kirche und Nation. Deutsche und polnische Nationalisierungsprozesse im geteilten Oberschlesien 1922–1939, Köln–Weimar–Wien 2011.
  • E-ncyklopedia wiedzy o Kościele katolickim na Śląsku (silesia.edu.pl), hasła: Palarczyk Franciszek (1887–1961) oraz Parafia św. Augustyna w Lipinach.

Materiały ikonograficzne

  • pocztówka przedstawiająca dawną Schulstraße, Szkołę I i ochronkę sióstr boromeuszek;
  • fotografia wnętrza Gościńca Hutniczego w Lipinach z podpisem „Inh. W. Angel”;
  • pocztówka przedstawiająca Gościniec Hutniczy przy dawnej Kronprinzenstraße;
  • fotografie i pocztówki przedstawiające Szpital Hutniczy w Piaśnikach.

Relacje ustne

  • wspomnienie mieszkanki (Grażyny Perrier-Klosek) dotyczące budynku Turmhausu i jego otoczenia.

Artykuły uzupełniające

  • „Mroczna historia Lipin i Chropaczowa”.
  • „Lipiny. Narodziny dzielnicy przemysłowej 1780–1939”.

Poprzednia część cyklu

  • „Szpital z wieżyczką. Jak przemysł stworzył medyczne centrum Piaśnik”.
Szpital na pograniczu · część 2 z 3
0
0

There are no comments yet

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *