Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

SZPITAL NA POGRANICZU cz3. · Piaśniki, Lipiny i ludzie dr. Waltera Urtela 

Historyczny kolaż ukazujący przedwojenne przejście graniczne z tramwajami, stertę starych walizek podróżnych, operatora kamery na korbkę oraz taśmę filmową z wizerunkiem dawnego personelu szpitala w Piaśnikach.

CZĘŚĆ 3
SZPITAL NA POGRANICZU · Piaśniki, Lipiny i ludzie dr. Waltera Urtela

Klottka i zaginiony film

Granica, rozpad zespołu i pamięć o dawnych Piaśnikach

Część 1Część 2Część 3

Tramwaj nadal jechał tą samą trasą. Po 1922 roku zwykła podróż z Piaśnik do Bytomia stała się jednak przekraczaniem granicy państwowej.

Pasażerowie wysiadali, przechodzili przez odprawę i ponownie wsiadali do wagonu. Uczniowie jechali do szkół, robotnicy do pracy, rodziny w odwiedziny. Między nimi krążyły zakupy, wiadomości i przemycane butelki.

Symbolem tej codzienności stała się „Klottka”.

Dla Waltera Urtela i jego otoczenia granica oznaczała także powolny rozpad świata zawodowego. Niemieccy lekarze tracili stanowiska, wyjeżdżali albo byli wydalani. Później przyszły wojna, okupacja i kolejna zmiana władzy.

Po 1945 roku dawny zespół rozproszył się po Polsce, Niemczech, Austrii i Francji. Bonfilia Siwon pozostała na Śląsku. Ogrody szpitalne zabudowano, Turmhaus rozebrano, a wieżyczka zniknęła z dachu.

W 1977 roku dawni pracownicy mieli spotkać się jeszcze raz. Głównym punktem zjazdu był pokaz filmu nakręconego w Piaśnikach w 1935 roku.

Dziś nie wiadomo, gdzie znajduje się ta taśma.

Spis treści
  1. Nowa granica, dawne życie
  2. Klottka” — granica, kontrole i przemyt
  3. Tramwajem z Piaśnik do Bytomia
  4. Lekarze po niewłaściwej stronie granicy
  5. Wyjazd Urtela i powrót po niemieckiej agresji
  6. Rozpad zespołu i powojenne losy Bonfilii
  7. Zabudowane ogrody i zjazd dawnych pracowników
  8. Film, którego nie udało się odnaleźć
  9. Przeczytaj również
  10. Bibliografia i źródła
01

Nowa granica, dawne życie

Podział Górnego Śląska w 1922 roku przeciął obszar, który przez dziesięciolecia rozwijał się jako jeden organizm przemysłowy. Bytom pozostał w Niemczech. Świętochłowice, Lipiny i Piaśniki znalazły się w Polsce.

Na mapie była to nowa linia. W terenie przecinała drogi, kolej, tramwaje, zakłady i rodzinne kontakty.

Granica państwowa przecięła gęsto zabudowany, przemysłowy krajobraz Górnego Śląska. Widoczne przejście graniczne, a w tle kopalnia Hohenzollerngrube.

Piaśniki straciły część wcześniejszego znaczenia. Zarząd dawnego Schlesag przeniesiono do Bytomia, a stary niemiecki kapitał musiał odnaleźć się w nowej, poplebiscytowej rzeczywistości — w oficjalnych komunikatach spółka zaczęła posługiwać się równolegle trzema nazwami: polską, francuską i niemiecką. Szpital Hutniczy nadal jednak działał, a Walter Urtel, Bonfilia Siwon i część niemieckiego personelu pozostali na swoich stanowiskach.

Dawnych więzi nie dało się przerwać rozporządzeniem. Mieszkańcy mieli krewnych po obu stronach. Jeździli do pracy, szkół, lekarzy i sklepów. Niemiecki Bytom wciąż pozostawał naturalnym punktem odniesienia dla wielu ludzi z polskich już Piaśnik.

Każda taka podróż wymagała jednak dokumentów i kontroli.

Granica przebiegła przez środek codziennego życia.

02

„Klottka” — granica, kontrole i przemyt

Jednym z najważniejszych punktów nowej granicy między Piaśnikami a Bytomiem był polski budynek celny. Przez przejście prowadziła linia tramwajowa. Według wspomnień pasażerowie musieli opuścić wagon, przejść pieszo przez odprawę i po kontroli ponownie wsiąść do tramwaju.

Miejsce to potocznie nazywano „Klottką”. Wbrew pozorom nie była to unikalna nazwa własna tego konkretnego przejścia, lecz powszechnie funkcjonujące w ówczesnym górnośląskim żargonie określenie na zamknięte pomieszczenie urzędowe — komorę celną (Zollkammer), areszt, a nawet regularne więzienie.

Widok na posterunek celny, zwany potocznie „Klottką”. To tutaj podróżni zmuszani byli do opuszczania tramwajów, poddając się uciążliwym odprawom państwowym i regularnym rewizjom.

Niemieccy autorzy przedstawiali polskie procedury jako szczególnie uciążliwe. W zamkniętej przestrzeni „Klottki” państwowe przepisy każdego dnia bezwzględnie zderzały się z życiem mieszkańców pogranicza. Przeprowadzano tam szczegółowe rewizje osobiste (Leibesvisitation). Procedura ta budziła ogromny sprzeciw, ponieważ była wyjątkowo opresyjna i upokarzająca dla kobiet, które rutynowo zmuszano do udania się na bok w celu obmacywania w poszukiwaniu ukrytych towarów. W tym samym czasie mężczyźni nierzadko przechodzili bez większych przeszkód.

Zdarzała się również niebezpieczna nadgorliwość funkcjonariuszy. Udokumentowano przypadki, w których celnicy potrafili zniszczyć prywatne przedmioty medyczne pod pretekstem szukania kontrabandy (np. rozcinając płócienny pas przepuklinowy), za co urząd musiał potem wypłacać poszkodowanym rekompensatę ze środków państwowych.

Mimo rygoru, przez granicę nieustannie próbowano przewozić żywność, alkohol i drobne towary. Celnicy często pochodzili z tego samego regionu co kontrolowani pasażerowie, doskonale znali miejscową mowę i obyczaje.

Jedna z anegdot opowiada o lekarzu wezwanym na zaplecze pod pretekstem rzekomych nieprawidłowości (Unstimmigkeiten) w dokumentach pojazdu. W biurze funkcjonariusze sprawnym ruchem wyjęli spod jego płaszcza przemycaną butelkę alkoholu, traktowaną jako „lekarstwo” na poprawę nastroju i nieformalną opłatę. Po tej dyskretnej konfiskacie dokumenty natychmiast przestały budzić zastrzeżenia. Choć historia mogła zostać podkoloryzowana, doskonale oddaje ówczesną pragmatyczną zasadę pogranicza: „służba to służba, a wódka to wódka” (Dienst war Dienst, und Schnaps war Schnaps).

W pobliżu „Klottki” miała się również rozegrać opisana w poprzedniej części nocna droga archiprezbitera Musialika. Nie wiadomo, czy chorego przewieziono przez sam punkt odprawy, czy przekroczono granicę w jego sąsiedztwie.

Codzienność na zielonej granicy miała jednak również swoje brutalne oblicze. Nielegalne przekraczanie kordonu wiązało się z ogromnym ryzykiem utraty życia. W 1937 roku w pobliżu Lipin, przy szybie Marcin (Martinschacht), straż graniczna otworzyła ogień do uciekającej grupy przemytników. Ciężko ranni trafiali prosto na bloki operacyjne Szpitala Hutniczego w Piaśnikach – tak jak 24-letni Paul Hunger z Lipin, operowany natychmiast po postrzale w podbrzusze, którego rokowania oceniano jako krytyczne.

03

Tramwajem z Piaśnik do Bytomia

Wśród osób regularnie przekraczających granicę był Jürgen Urtel, młodszy syn ordynatora.

Najpierw uczęszczał do niemieckiej szkoły mniejszościowej w Lipinach. Od Wielkanocy 1928 roku był uczniem bytomskiej Oberrealschule, nazywanej „Tuschkasten”, czyli „Pudełkiem z farbami”. W wykazie klasy z 1929 roku figuruje uczeń zapisany jako W.-J. Urtel.

Każdego szkolnego dnia Jürgen jechał z polskich Piaśnik do niemieckiego Bytomia. Oznaczało to bezwzględną konieczność posiadania dokumentów, opuszczania tramwaju, wchodzenia do komory celnej i oczekiwania — nierzadko w sporym stresie związanym z ewentualną rewizją — na dalszy przejazd.

Tramwaj zmierzający do Bytomia (Beuthen). To właśnie tą trasą młody Jürgen Urtel codziennie dojeżdżał z Piaśnik do szkoły, systematycznie przekraczając granicę państwową.

Granica powiatów – Miasto Beuthen – Powiat Świętochłowice

W tym miejscu granica administracyjna była jednocześnie granicą państwową. Tory biegły dalej, lecz pasażer znajdował się już w zupełnie innym systemie prawnym.

Historię szkoły Jürgena ująłem szerzej w materiale „Tuschkasten — bytomska Oberrealschule w 1928 roku”:

Przejdź do materiału uzupełniającego

Po wojnie Jürgen odnajdywał dawnych uczniów i nauczycieli oraz organizował spotkania absolwentów. Z czasem podobne poszukiwania objęły personel szpitali jego ojca.

Próbował odtworzyć utracony świat z fotografii, nazwisk i adresów.

04

Lekarze po niewłaściwej stronie granicy

Po podziale regionu niemiecki personel medyczny stopniowo tracił wcześniejszą pozycję w instytucjach po stronie polskiej. Znaczenie miały obywatelstwo, język, prawo wykonywania zawodu, umowy i polityka kadrowa nowego państwa.

Późniejsza prasa ziomkowska przedstawiała ten proces jako systematyczne wypieranie Niemców z ojczyzny. Rzeczywistość była bardziej złożona, lecz utrata stanowisk i zawodowego bezpieczeństwa była realna.

Kurt Gebhardt pochodził z Lipin. Jego ojciec pracował jako inżynier w walcowni cynku. Po studiach Gebhardt został asystentem Urtela w Piaśnikach. 30 października 1924 roku wydalono go z polskiej części Górnego Śląska.

Nie znamy dokładnej podstawy decyzji. Kilka miesięcy później pracował już w Szpitalu Spółki Brackiej w Bytomiu. Granica odebrała mu miejsce, z którym był związany rodzinnie i zawodowo.

Jeszcze silniej Urtelowie zapamiętali los dr. Otto Ulotha (ur. 1865), dawnego przełożonego Waltera i wuja Aenne. Ten doświadczony medyk (dyplom uzyskał w 1892 roku) był postacią o ugruntowanej pozycji — od początku XX wieku nie tylko kierował miejscowym lazaretem brackim (Knappschafts-Lazarett) w Bielszowicach, ale należał również do lokalnej elity, zasiadając jako reprezentant w tamtejszym przedstawicielstwie gminnym.

Jeszcze w urzędowym spisie lekarzy polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na lata 1926–1927 Uloth figurował na swoim stanowisku w Bielszowicach. Jednak niedługo później, w okresie letnich wakacji 1927 roku, został zwolniony w trybie natychmiastowym („fristlos”) przez polską administrację i zastąpiony polskim lekarzem.

Zwolnienie to wywołało u niego ogromny wstrząs nerwowy i utratę służbowego mieszkania. Zmarł po ciężkiej chorobie 8 stycznia 1929 roku w samym Szpitalu Hutniczym w Piaśnikach, gdzie Walter Urtel — jego dawny asystent i mąż siostrzenicy Änne — miał według relacji rodzinnej kilkakrotnie próbować ratować go operacyjnie.

Nekrolog dr. Otto Ulotha, opublikowany w styczniu 1929 roku. Ten wybitny lekarz i wuj rodziny Urtelów zmarł w Piaśnikach krótko po tym, jak polskie władze pozbawiły go stanowiska ordynatora w Bielszowicach.

Jego pogrzeb w Bytomiu, zaplanowany na 12 stycznia, przekształcił się w wielką demonstrację polityczną. Fakt, że Uloth przez lata był liderem lokalnej społeczności, doskonale tłumaczy skalę tego wydarzenia. Kondukt żałobny opisywano jako niekończący się, a na przejściach granicznych utworzyły się ogromne zatory, ponieważ niemieckie organizacje z polskiej strony Śląska masowo przekraczały granicę, aby wziąć w nim udział.

05

Wyjazd Urtela i powrót po niemieckiej agresji

Walter Urtel pozostał w Piaśnikach przez cały okres obowiązywania górnośląskiej konwencji genewskiej. Gdy wygasła w 1937 roku, jego praca w polskiej części regionu dobiegła końca. Nie był to jednak wyjazd dobrowolny.

15 września 1937 roku Wydział Zdrowia polskiego Urzędu Wojewódzkiego ostatecznie zakazał Urtelowi – jako obywatelowi niemieckiemu (Reichsdeutscher) – dalszego wykonywania praktyki z rygorem natychmiastowym, mimo że pierwotnie posiadał zezwolenie na pobyt i pracę do 1 grudnia. Po zignorowaniu wezwania, polski lekarz powiatowy ze Świętochłowic osobiście zakazał mu wstępu na teren szpitala. Nowym dyrektorem placówki został dr Alfred Barlik, który przybył z Poznania i kierował szpitalem aż do 1945 roku. Niemiecka prasa propagandowa (m.in. „Ostland”) z tamtego okresu wykorzystała ten incydent, sprowadzając decyzję władz do zawiści polskich lekarzy i osadzając ją w ramach krytyki tzw. „Systemu Grażyńskiego”.

Urtel z czasem objął posadę w Pyskowicach. Według nekrologu zreorganizował tamtejszą nierentowną placówkę, doprowadzając ją do dobrego stanu organizacyjnego i finansowego.

W 1938 roku do Pyskowic przeniosła się Bonfilia. Została przełożoną sióstr i ponownie organizowała pracę szpitala. Jej decyzja pokazuje siłę zawodowej więzi z Urtelem. Nie była przypadkową pielęgniarką podążającą za lekarzem, lecz sprawdzoną organizatorką jego zespołu.

We wrześniu 1939 roku Niemcy napadły na Polskę. Świętochłowice, Lipiny i Piaśniki zostały zajęte i wcielone do III Rzeszy. Urtel miał ponownie objąć kierownictwo lub nadzór nad dawnymi placówkami w Piaśnikach, Wirku i Nowym Bytomiu.

Prasa ziomkowska nazywała to powrotem.

Nie był to jednak zwykły powrót lekarza do dawnego miejsca pracy. Z powojennych polskich publikacji medycznych (m.in. „Śląskiej Gazety Lekarskiej”) wyłania się obraz jego bliskiej współpracy z aparatem okupacyjnym. Według tych relacji Urtel pełnił funkcję „męża zaufania” niemieckiej izby lekarskiej na Śląsku. Autorzy artykułów zarzucali mu wykorzystywanie doskonałej znajomości lokalnego środowiska do bezwzględnego oceniania śląskich medyków. Choć prasa z końca lat 40. posługiwała się ostrym, rozliczeniowym językiem, pewnym faktem pozostaje, że za swoją działalność organizacyjną w strukturach niemieckich dr Urtel otrzymał urzędowe podziękowanie w okólniku z 20 lutego 1943 roku.

Szerszy obraz okupacyjnej codzienności opisuję w artykule „Lipiny 1939–1944. Administracja, propaganda i codzienność wojny”:

Przejdź do artykułu uzupełniającego

Bonfilia zarządzała w Pyskowicach personelem i zaopatrzeniem. Według wspomnień przekazywała biedniejszym pacjentom część żywności otrzymywanej od zamożnych rolników.

Była sprawną przełożoną i osobą wrażliwą na ubóstwo. Pracowała jednak w systemie państwa prowadzącego wojnę i politykę terroru.

06

Rozpad zespołu i powojenne losy Bonfilii

W 1945 roku dawny świat Urtelów rozpadł się ostatecznie.

Walter Urtel uciekł na Zachód przed nadejściem Armii Czerwonej, pozostawiając na Śląsku cały majątek. Jak wynika ze wzmianek w powojennej prasie, utracił również posiadłość na wyspie Rugii, funkcjonującą prawdopodobnie jako prywatne sanatorium. Zmiana granic przyniosła dla niego również niezwykle poważne konsekwencje prawne – jego nazwisko znalazło się na polskiej urzędowej liście osób poszukiwanych, a ówczesne władze formułowały wobec niego ciężkie zarzuty, z wydawaniem pacjentów w ręce Gestapo włącznie. Bez wglądu w pełne, oryginalne akta śledcze trudno dziś jednak jednoznacznie oddzielić faktyczne zbrodnie od elementów powojennej propagandy i środowiskowych rozliczeń.

Od 1946 roku prowadził praktykę ogólną w bawarskim Rothenfels am Main. Wybór tego miejsca nie wydaje się przypadkowy – to właśnie tam osiadł jego starszy syn z pierwszego małżeństwa, dyplomowany rolnik Walter Urtel junior (ur. 24 maja 1914 w Świętochłowicach).

Z odnalezionych niedawno akt kościelnych wynika, że dawne życie rodzinne ordynatora rozpadło się jeszcze w trakcie wojny — Urtel rozwiódł się z Aenne i w 1941 roku poślubił Amalię z domu Budura. Ostatnie lata życia spędził w Neckargemünd, gdzie zmarł na dusznicę bolesną 28 sierpnia 1961 roku w wieku 75 lat.

Wpis nr 25 z kościelnej księgi pogrzebowej w Neckargemünd.

Jego pierwsza żona, Aenne, po wojnie mieszkała w Prien am Chiemsee. Młodszy syn, Jürgen, osiadł w austriackiej miejscowości Rohrbach-Gölsen. Przez lata z ogromnym zaangażowaniem katalogował kontakty i organizował coroczne, kwietniowe zjazdy dawnych uczniów i nauczycieli bytomskiej Oberrealschule w Rothenfels am Main. Zmarł nagle 7 sierpnia 1983 roku, w wieku 65 lat.

Inni członkowie dawnego środowiska trafili do Niemiec i Francji. Z kolei dr Stefan Strumieński, dawny asystent ordynatora, przeniósł się na Ziemie Odzyskane – trafił do Szczecina, gdzie przez kolejną dekadę stał się wybitnym organizatorem powojennej medycyny i naczelnym ordynatorem miejskiego szpitala.

Bonfilia nie wyjechała.

Przez wiele lat zarządzała kościelnym gospodarstwem rolnym w Ptakowicach. Było to inne zajęcie niż praca w szpitalu, lecz nadal wymagało dyscypliny i organizacji.

Około 1970 roku przebywała w Zakładzie św. Jadwigi w Brzegu Dolnym. Była ciężko chora i nie mogła samodzielnie prowadzić korespondencji. Ostatnie dwa lata życia spędziła przykuta do łóżka.

Towarzyszyła jej dawna siostra ze szpitala w Pyskowicach. Opiekowała się nią zakonnica pochodząca z Chorzowa, również związana wcześniej ze środowiskiem Urtela.

Bonfilia zmarła 28 kwietnia 1973 roku, pięć dni po ukończeniu 88 lat (Późniejsze ogłoszenie podawało błędnie rok 1974).

Pogrzeb był skromny. Rodzina Urtelów złożyła na grobie bukiet goździków.

Po dziesięcioleciach i zmianie granic pozostał niewielki znak dawnej więzi.

07

Zabudowane ogrody i zjazd dawnych pracowników

W latach 70. szpital nadal funkcjonował, lecz jego otoczenie wyglądało już inaczej.

Dawne ogrody zabudowano. Obok oddziału kobiecego powstał blok mieszkalny, który Jürgen Urtel nazwał „brzydkim”. Była to ocena człowieka pamiętającego drzewa, alejki i otwartą przestrzeń.

Na najniższej kondygnacji bloku miał mieszkać i umrzeć Antoni Bukowy (wzmiankowany w niemieckich źródłach jako Bukowe). Ten polski lekarz z dyplomem lwowskiego uniwersytetu to postać o niezwykłym, tragicznym życiorysie. Był weteranem powstań śląskich i harcmistrzem, który w czasie II wojny światowej przeszedł przez piekło obozów koncentracyjnych w Dachau i Mauthausen-Gusen. Po ocaleniu powrócił do Lipin, pracując tam od przedwojnia (odebrał około 1500 porodów). Po 1945 roku przez kilkadziesiąt lat kierował miejską poradnią przeciwgruźliczą, służąc dokładnie tej samej społeczności, co niegdyś dr Urtel. Zmarł w 1971 roku.

W placówce pracowała jeszcze Heli Ahnert, należąca do dawnego personelu. Była jednym z ostatnich osobowych połączeń między szpitalem Urtela a instytucją działającą w Polsce Ludowej.

Jürgen przez około szesnaście lat zbierał adresy lekarzy, sióstr, sanitariuszy, laborantek i administratorów związanych z placówkami ojca. Na liście znaleźli się między innymi dr Kurt Gebhardt, dr Erwin Busse, dr Aleksander Ernst (wcześniej notowany jako Ernest), sanitariusz Kubon, siostry Bonfilia, Raimunda, Benizia i Rosula, dr Antoni Bukowy oraz Heli Ahnert.

Nie wszyscy pracowali równocześnie w Piaśnikach. Łączyła ich pamięć szpitali w Piaśnikach, Wirku, Nowym Bytomiu i Pyskowicach.

Spotkanie zaplanowano na 22 kwietnia 1977 roku w gospodzie Zum Hirschen w Rothenfels am Main, gdzie Walter Urtel po wojnie prowadził praktykę. Data ta nie była przypadkowa – spotkanie dawnego personelu medycznego zbiegło się z organizowanymi w tym samym miejscu, zawsze w ostatni weekend kwietnia, wielkimi zjazdami absolwentów bytomskiej Oberrealschule, których inicjatorem był Jürgen Urtel.

Po latach rozproszenia dawni lekarze, siostry i pracownicy szpitali mieli znów spotkać się w jednym miejscu.

08

Film, którego nie udało się odnaleźć

Największą atrakcją zjazdu miał być pokaz filmu:

Największą atrakcją zjazdu dawnych pracowników w 1977 roku miał być pokaz filmu nakręconego w Szpitalu Hutniczym. Do dziś nie udało się ustalić, co stało się z tą bezcenną taśmą.

To jedna z najbardziej niezwykłych informacji w całej historii szpitala.

Film powstał, gdy Urtel nadal kierował placówką, Bonfilia należała do najważniejszych osób w zespole, a wokół budynku rozciągały się jeszcze ogrody.

Nie znamy autora nagrania, jego długości ani formatu. Nie wiadomo, czy była to prywatna pamiątka, dokumentacja zakładowa czy zapis uroczystości. Źródło potwierdza jedynie tytuł i planowany pokaz w 1977 roku.

Możemy być pewni tylko tego, że film istniał co najmniej czterdzieści dwa lata po nakręceniu.

Później ślad się urywa.

Taśma mogła pozostać w rodzinie Urtelów, w Austrii, Rothenfels albo w zbiorach uczestnika spotkania. Mogła trafić do archiwum ziomkowskiego. Mogła także zostać zniszczona lub zapomniana w nieopisanym pudełku.

Film miałby dziś ogromną wartość, ponieważ pozwoliłby zobaczyć szpital, jego otoczenie i być może personel takim, jakim były w 1935 roku — bez pośrednictwa późniejszych wspomnień.

Pokazałby miejsce.

Być może ludzi.

Być może zwyczajny dzień pracy.

Urtel był cenionym chirurgiem i silnym organizatorem. Z jednej strony należał do niemieckiego establishmentu, z drugiej – jak udowodniły odnalezione polskie raporty – przysięga lekarska stała dla niego stanowczo ponad narodowościowymi podziałami.

Bonfilia była siostrą operacyjną, przełożoną, organizatorką i powiernicą pacjentów. Z równym oddaniem asystowała przy ratowaniu polskich żołnierzy, co przy potajemnych ucieczkach niemieckich internowanych. Po wojnie pozostała na Śląsku, choć dawny świat szpitala już nie istniał.

Dawny świat Szpitala Hutniczego w Piaśnikach. Personel zjednoczony wokół dr. Waltera Urtela, którego z czasem nieodwracalnie rozdzieliły zmiany granic, wojna i powojenne przesiedlenia.

Zniknęła wieżyczka.

Rozebrano Turmhaus.

Ogrody zabudowano.

Granica przestała istnieć.

Szpital trwał, lecz ludzie, którzy nadali mu dawny charakter, rozproszyli się albo umarli.

Pozostały fotografie, nazwiska i zapowiedź seansu z 1977 roku.

Być może gdzieś nadal leży pudełko opisane słowami:

Krankenhaus Piasniki 1935….
09

Przeczytaj również

Bibliografia i źródła Sekcja domyślnie zwinięta — kliknij, aby rozwinąć

Prasa i materiały źródłowe

  • Kattowitzer Zeitung”, wydania z 9 stycznia 1929 r. oraz 25/26 września 1937 r.
  • Ostdeutsche Morgenpost”, wydanie z 10 stycznia 1929 r.
  • Gleiwitzer — Beuthener — Tarnowitzer Heimatblatt”, wybrane numery z lat 1961–1983.
  • Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise”, wybrane numery z lat 1955–1966.
  • Unser Oberschlesien”, numery z 1974 i 1977 roku.
  • Ostland. Halbmonatsschrift für Ostpolitik”, Nr 19, wyd. Bund Deutscher Osten e.V., Berlin, 1 października 1937, s. 363.
  • Śląska Gazeta Lekarska”, Rocznik I i II (1945–1946), artykuł: Z czasów okupacji. O działalności niemieckiej izby lekarskiej w Katowicach, wyd. Cieszyn 1947, s. 502–503.
  • Chronik der Industriegemeinde Lipine OS Kreis Kattowitz bis zum Jahre 1941 einschliesslich (maszynopis).
  • Sprawozdanie Związku Gospodarczego Lekarzy Polaków Województwa Śl. za rok 1934.
  • Urzędowy spis lekarzy uprawnionych do wykonywania praktyki lekarskiej (Wydawnictwo Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, 1926/1927).
  • Staatsarchiv Würzburg, akta sądu denazyfikacyjnego (Spruchkammer Lohr), sygnatura 1496, rocznik 1948.
  • Nekrolog Waltera Urtela z 1961 roku.
  • Wspomnienia Jürgena Urtela dotyczące Piaśnik, Bielszowic i bytomskiej Oberrealschule.
  • Teksty dotyczące Kurta Gebhardta, Otta Ulotha, Aenne Urtel, Bonfilii Siwon i dawnego personelu.
  • Zaproszenie na zjazd dawnych pracowników w Rothenfels am Main z 1977 roku.
  • Informacja o filmie „Krankenhaus Piasniki 1935”.
  • Encyklopedia Pomorza Zachodniego (pomeranica.pl), hasło: Stefan Strumieński.

Materiały ikonograficzne

  • fotografie i ryciny przejść granicznych („Klottka”, Łagiewniki);
  • skany z kroniki Lipin dotyczące tzw. „Starego Lazaretu”;
  • oryginalny nekrolog dr. med. Otto Ulotha z 1929 roku;
  • fotografia tramwaju typu Nordwaggon Bremen przy granicy Bytomia i powiatu Świętochłowice z 1932 roku;
  • kolaż podsumowujący (zespół dr. Waltera Urtela).

Relacje ustne

  • wspomnienie mieszkańca Turmhausu z lat 1958–1980.

Artykuły uzupełniające

  • Tuschkasten — bytomska Oberrealschule w 1928 roku”.
  • „Lipiny 1939–1944. Administracja, propaganda i codzienność wojny”.
  • „Lipiny i Chropaczów — jak przemysł stworzył miasto z dymu”.

Poprzednie części cyklu

  • „Szpital z wieżyczką. Jak przemysł stworzył medyczne centrum Piaśnik”.
  • „Ludzie, którzy umierali na papierze. Konspiracja w Szpitalu Hutniczym w Piaśnikach”.
Szpital na pograniczu · część 3 z 3
0
0

There are no comments yet

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *