Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Landrat kontra chaos. Jak powiat bytomski próbował okiełznać przemysłową rewolucję 1853–1859

Pruski urzędnik przy mapie i dokumentach, za oknem kopalnie, huty i linie kolejowe rozwijającego się powiatu bytomskiego

Górny Śląsk • administracja • przemysł • 1853–1860

Landrat kontra chaos. Jak powiat bytomski próbował okiełznać przemysłową rewolucję 1853–1859

Maszyny przybywały szybciej niż domy, przepisy i urzędnicy. Ludzie wędrowali za pracą, wsie obrastały szybami i hutami, a władze próbowały policzyć niemal wszystko: robotników, dzieci, kominy, psy, pioruny, chorych i zaległe podatki. „Beuthner Kreisblatt” pokazuje przemysłową rewolucję od strony, której nie widać na pocztówkach — jako codzienną walkę o porządek w powiecie zmieniającym się szybciej niż jego administracja.

Historia wielkiego przemysłu zwykle zaczyna się od kopalń, hut, wynalazców i fortun. Gazeta urzędowa pozwala zejść niżej — do gmin, mieszkań i kancelarii, w których próbowano opanować skutki tej przemiany.

Okres główny: 1853–1859Epilog: 1860Źródło: „Beuthner Kreisblatt”
Spis treści
  1. Błoto pod kołami postępu
  2. Landrat chce wiedzieć wszystko
  3. Podatek pod bramą kopalni
  4. Człowiek bez papierów
  5. Gmina podrzuca chorego sąsiadom
  6. Cholera zamyka wieś, księgosusz granicę
  7. Nocne patrole, ziemianki i robotnicze osady
  8. Komin, pies, mysz i hałda
  9. Dzieci pod piecami
  10. „Poranna zorza” i jej cień
  11. Epilog: „Glück auf!” — zmiana warty
  12. Źródła i bibliografia

Błoto pod kołami postępu

Pejzaż przemysłowego Górnego Śląska około połowy XIX wieku, z linią kolejową dzielącą krajobraz wiejski i strefę kopalń oraz hut.
Powiat bytomski zmieniał się nierówno: po jednej stronie trwał jeszcze krajobraz wiejski, po drugiej rosły szyby, kominy i infrastruktura przemysłowa.

Koła wozów grzęzły w błocie, ulice zatykały transporty rudy i węgla, a po zmroku drogę oświetlały nieliczne latarnie. Bytom połowy lat pięćdziesiątych XIX wieku nie był jeszcze uporządkowaną przemysłową metropolią znaną z późniejszych fotografii i pocztówek. Zakłady, szyby i połączenia transportowe rozwijały się szybciej niż miejska infrastruktura.

Według opisu warunków z 1855 roku, przytoczonego przez Franza Stodolkę za późniejszym opracowaniem Hugo Solgera, brakowało skutecznej policji ulicznej, a nieutwardzone nawierzchnie po deszczu zamieniały się w lepką masę.1 Pierwszym widocznym skutkiem gospodarczego przyspieszenia nie zawsze był więc porządek. Częściej — korek z furmanek, turkot kół i przechodzień szukający suchego przejścia.

Nowe inwestycje rozwiązywały jeden problem, lecz potrafiły stworzyć następny. W 1854 roku prace przy kolei konnej, czyli Roßbahn, miały doprowadzić do wyschnięcia bytomskiego Źródełka Miłości — Liebesquelle, ważnego ujęcia dobrej wody pitnej.2 Transport surowców stawał się sprawniejszy, ale miasto traciło część dotychczasowego zaplecza sanitarnego.

Rozwój podnosił również ceny. Kronikarze wspominali o czynszach niewspółmiernie wysokich wobec ówczesnej wielkości Bytomia. Jednocześnie powstawały domy wyższe i jaśniejsze, z lepiej oświetlonymi klatkami schodowymi oraz tapetowanymi pokojami.3 Przemiana miała dwa oblicza: jedni wprowadzali się do nowoczesnych budynków, inni szukali najtańszego kąta albo prowizorycznego schronienia.

Miasto i sąsiednie osady przyciągały sezonowych murarzy, rzemieślników i robotników budowlanych z okolic Głubczyc, Prudnika, Rybnika oraz Opola.4 Dla przedsiębiorców byli potrzebnymi rękami do pracy. Dla urzędów — ludźmi, których należało przypisać do gminy, wpisać do rejestru i odnaleźć w razie zaległego podatku, poboru wojskowego albo choroby.

Miasto a powiat. Trzeba przy tym pamiętać, że ówczesny powiat bytomski był znacznie rozleglejszy od dzisiejszego Bytomia. Na łamach jego urzędowej gazety spotykają się sprawy Bytomia, Szombierek, Rozbarku, Zabrza, Katowic, Mysłowic, Świętochłowic, Tarnowskich Gór i dziesiątek miejscowości, które później znalazły się w innych jednostkach administracyjnych.

W kolejnych numerach „Beuthner Kreisblatt” pojawiały się nowe szyby, kotły, wielkie piece, walcownie, bocznice i drogi. Para napędzała już nie tylko kopalnie, lecz także młyny, cegielnie, warsztaty, kruszarki i pompy. W 1858 roku na szybie Grundmann kopalni Florentine w Łagiewnikach Górnych planowano maszynę odwadniającą o mocy 260 KM — jedną z najmocniejszych instalacji odnotowanych w badanym roczniku.5

Maszyny są jednak tylko tłem tej opowieści. Ważniejsze jest to, co działo się wokół nich. Wiejskie drogi stawały się trasami przewozu węgla i rudy, kolej przecinała pola, a wokół szybów wyrastały kolonie. Gminy, obszary dworskie — dominia — i miejscowe władze policyjne musiały rozstrzygać, kto ma leczyć chorego, ścigać złodzieja, naprawić drogę i utrzymać akuszerkę.

Po śmierci burmistrza Josepha Proskego w 1853 roku jego następcą został dotychczasowy skarbnik miejski Adolf Manderle, który objął urząd w 1854 roku. Nad rozległym powiatem czuwał natomiast landrat — pruski starosta powiatowy — Adolph von Tieschowitz, sprawujący ten urząd od 1840 roku.6 To na styku miasta, wsi, obszarów dworskich i zakładów zaczyna się historia administracyjnego zmagania z przemianą.

„Beuthner Kreisblatt” nie przypomina dzisiejszej gazety. To mieszanina zarządzeń, przetargów, listów gończych, tabel i reklam. Czytana numer po numerze ujawnia jednak stały mechanizm: pojawia się problem, potem skarga, zarządzenie, formularz, kontrola i groźba kary.

Rewolucja przemysłowa miała nie tylko stalowe koła, tłoki i kominy. Miała również formularze.

↑ początek

Landrat chce wiedzieć wszystko

Urzędnik z dokumentem stoi przy drodze na tle otwartego krajobrazu powiatu bytomskiego w połowie XIX wieku.
Rozległy powiat trzeba było najpierw objąć wzrokiem, opisem i dokumentem — dopiero wtedy stawał się zarządzalny.

Przemiana najpierw trafiała do kopalni, huty albo robotniczej osady. Chwilę później lądowała na biurku landrata.

Nazwisko Adolpha von Tieschowitza powraca w badanych rocznikach niemal bez przerwy. Ostrzegał, nakazywał, ganił, wyznaczał terminy i groził karami. Nie oznacza to, że sam tworzył każdą regulację. Polecenia przychodziły z ministerstw w Berlinie, rejencji opolskiej, urzędów górniczych i władz sanitarnych. Landrat był jednak lokalną twarzą systemu — człowiekiem, który miał przełożyć ogólne przepisy na działanie dziesiątek miast, wsi, kolonii, majątków i zakładów.

Aby zarządzać powiatem, trzeba było najpierw wiedzieć, co się w nim znajduje.

W 1853 roku żądano imiennych wykazów sołtysów, ławników i pisarzy gminnych. W następnych latach spisywano poborowych, mieszkańców, podatników, dzieci szkolne, położne, lekarzy, szpitale, osoby chore psychicznie i ludzi pozostających pod dozorem policyjnym. Rejestrowano zwierzęta, domy, grunty, maszyny oraz zakłady. Nawet uderzenia pioruna trafiały do osobnych zestawień.

W grudniu 1855 roku spis ludności miał zostać przeprowadzony od domu do domu. Urząd chciał znać nie tylko liczbę mieszkańców, lecz także skład gospodarstw, służbę, lokatorów i osoby przebywające czasowo. Dwa lata później polecono zebrać dane o zakładach przemysłowych, z rozróżnieniem robotników stałych i niestałych oraz pracujących kobiet i dzieci.7

W styczniu 1858 roku zarządy policyjne otrzymały polecenie sporządzenia wykazu domów rodzinnych dla robotników — Arbeiter-Familienhäuser. Należało podać liczbę oddzielnych mieszkań, rodzin i wszystkich osób znajdujących w nich schronienie.8 Zestawienie obejmowało również ludzi wynajmujących jedynie miejsce do spania, określanych jako Schlafburschen, a także dostęp robotników do ziemi i pomieszczeń gospodarczych.

Ręce do pracy napływały szybciej, niż powstawały mieszkania. Urząd próbował więc policzyć nie tylko budynki, lecz także rzeczywiste zagęszczenie ludzi ukryte za ich drzwiami.

Z dzisiejszej perspektywy ta lawina zestawień może przypominać biurokratyczną obsesję. Rejestry miały jednak bardzo konkretne zastosowanie: służyły podatkom, poborowi wojskowemu, opiece nad ubogimi, kontroli epidemii, planowaniu szkół i nadzorowi nad przemysłem. Mieszkaniec stawał się dla państwa naprawdę widoczny dopiero wtedy, gdy znalazł się we właściwej rubryce.

Landrat nie był absolutnym władcą powiatu. Tytuł artykułu jest skrótem narracyjnym. Tieschowitz działał w rozbudowanym łańcuchu pruskiej administracji: bywał autorem lokalnych poleceń, ale równie często wykonywał decyzje rejencji, ministerstw i urzędów specjalistycznych.

↑ początek

Podatek pod bramą kopalni

Robotnicy przed zabudowaniami przemysłowymi oraz urzędnik prowadzący zapisy podczas wypłaty w połowie XIX wieku.
Robotnika najłatwiej było odnaleźć przy bramie zakładu — także wtedy, gdy należało ściągnąć zaległy podatek.

Podatek klasowy był przypisany do człowieka, lecz urząd nie zawsze nadążał za człowiekiem wędrującym za pracą. Robotnicy zmieniali miejsce pobytu, zatrudniali się poza macierzystą gminą i pozostawiali po sobie zaległości, których dawny system poboru nie potrafił skutecznie odzyskać.

Latem 1855 roku administracja sięgnęła po rozwiązanie dostosowane do nowych realiów: należność można było potrącić bezpośrednio z wynagrodzenia. Landrat przypominał, że należy przy tym sumiennie uwzględnić zdolność płatniczą podatnika, wystawić mu pokwitowanie i przekazać pobraną kwotę właściwemu poborcy.9

Pełny kontekst zarządzenia wiązał ten mechanizm z kopalniami, hutami i placami budowy — miejscami, w których w dni wypłat łatwiej było znaleźć robotnika niż pod adresem jego tymczasowego zamieszkania. Przemysłowy system płac i wiejski system podatkowy spotykały się pod jedną bramą.

To pozornie drobne zarządzenie pokazuje, jak bardzo zmieniła się relacja mieszkańca z urzędem. Poborca znał gospodarstwo osiadłego podatnika. Robotnik mógł natomiast mieszkać kątem u obcych ludzi, pracować w innej miejscowości, a po kilku tygodniach przenieść się do następnego zakładu.

Państwo nie rezygnowało z kontroli. Po prostu ruszyło za nim.

Adres łączył się zresztą nie tylko z podatkiem, lecz także ze służbą wojskową, prawem pobytu, pomocą dla ubogich i odpowiedzialnością za leczenie. Sołtys nie miał już jedynie znać mieszkańców i pilnować dróg. Prowadził dokumentację, wysyłał zawiadomienia, rozliczał pieniądze i odpowiadał na pisma.

Przemysł wzmacniał więc nie tylko kopalnie. Wzmacniał również podpis, pieczęć i pokwitowanie.

↑ początek

Człowiek bez papierów

Mężczyźni siedzący przy długim stole nad księgami i formularzami w urzędowym wnętrzu w XIX wieku.
Za człowiekiem bez papierów szybko ruszała machina spisów, rejestrów, meldunków i urzędowych instrukcji.

Dla kopalni liczyły się ręce do pracy. Dla państwa — dokumenty człowieka, do którego należały.

Już w 1853 roku władze przewidywały napływ obcych robotników na wielkie budowy. Majstrom i kierownikom przypomniano, aby nie zatrudniali ludzi bez ważnych dokumentów i kart legitymacyjnych. Na placach budów miały odbywać się kontrole policji oraz żandarmerii.10

Trzy lata później system stał się dokładniejszy. W numerze 4 „Beuthner Kreisblatt” z 25 stycznia 1856 roku opublikowano regulację dotyczącą kontroli przyjazdów i wyjazdów robotników zatrudnionych między innymi w kopalniach i hutach. Zgłoszenie trafiało do miejscowego sołtysa, który najpóźniej w ciągu trzech dni miał przekazać pisemną informację nadrzędnej władzy policyjnej.11

Z dokumentu • nr 4/1856

„binnen längstens drei Tagen”

Sołtys miał przekazać informację policji najpóźniej w ciągu trzech dni.

W dokumencie pojawiały się także Abzugs-Atteste — zaświadczenia o odejściu lub wymeldowaniu z poprzedniego miejsca pobytu. Rejestry uwzględniały pochodzenie, wcześniejszy adres, informacje podatkowe i okoliczności odejścia z pracy. Odpowiedzialność mogła dosięgnąć nie tylko robotnika, lecz także przełożonego, który przyjął człowieka bez wymaganych dokumentów.

Logika tego systemu była prosta. Państwo chciało wiedzieć, skąd człowiek przybył, gdzie pracuje, czy zapłacił podatek, czy podlega służbie wojskowej i kto odpowie za niego, gdy zachoruje albo utraci zatrudnienie.

1Robotnik przybywa lub odchodzi
→
2Zgłoszenie otrzymuje sołtys
→
3W ciągu 3 dni zawiadamia policję
→
4Urząd aktualizuje rejestry

Tu spotykały się sprzeczne interesy. Zakład potrzebował pracowników. Gmina obawiała się przybysza bez majątku, który po wypadku mógł trafić na jej utrzymanie. Wojsko nie chciało utracić poborowego, urząd skarbowy — podatnika, a policja podejrzliwie traktowała każdego bez stałego zajęcia.

Szczególną kategorię stanowili przybysze z Królestwa Polskiego i innych terenów przygranicznych. Gazeta publikowała instrukcje dotyczące kart pobytu, paszportów, zbiegów i osób wydalanych. Pruskie państwo dzieliło ludzi według przynależności, stanu majątkowego, użyteczności i stopnia podejrzaności.

Rozwijający się powiat potrzebował robotnika, ale bał się człowieka bez papierów.

↑ początek

Gmina podrzuca chorego sąsiadom

Chory mężczyzna leży przy drodze, obok stoi strażnik lub urzędnik, a w tle widać mieszkańców wsi.
Gminy próbowały przerzucać odpowiedzialność za bezdomnych i ciężko chorych, zostawiając ich na skraju cudzej jurysdykcji.

W maju 1855 roku landrat opublikował upomnienie, które nie pozostawiało wiele miejsca na urzędowe eufemizmy. Mnożyły się doniesienia, że bezdomni i ciężko chorzy ludzie byli bezlitośnie pozostawiani na wolnym powietrzu albo wywlekani poza granice miejscowości, choć lokalne władze wiedziały o ich położeniu.12

Z dokumentu • nr 18/1855, poz. 102

„auf erbarmungslose Weise hilflos im Freien liegen gelassen”

„bezlitośnie pozostawieni bez pomocy na wolnym powietrzu”

Człowieka wymagającego pomocy można było fizycznie przesunąć na teren sąsiedniej gminy, aby obowiązek opieki obciążył kogoś innego. Ta praktyka odsłaniała słaby punkt ówczesnego systemu: pomoc nie była powszechnym świadczeniem. Odpowiedzialność spoczywała na konkretnej gminie, obszarze dworskim albo związku ubogich.

Najpierw należało więc ustalić, do kogo człowiek „należy”. Dopiero później można było rozmawiać o leczeniu i kosztach.

W szybko zmieniającym się powiecie stawało się to coraz trudniejsze. Robotnik mógł urodzić się w jednej wsi, mieszkać w drugiej, pracować w trzeciej, a zachorować w czwartej. Każda miejscowość miała powód, by przekonywać, że rachunek powinien zapłacić ktoś inny.

Ten sam problem powracał przy opiece położniczej. W listopadzie 1856 roku landrat wskazywał, że wiejskim akuszerkom należy zapewnić dochód pozwalający utrzymać się z zawodu bez podejmowania ciężkich prac polowych, które — jak zapisano — „tępią czucie w palcach i czynią dłoń twardą”.13

Z dokumentu • nr 45/1856, poz. 313

„die das Gefühl in den Fingern abstumpfen und die Hand hart machen”

Ciężka praca polowa „tępi czucie w palcach i czyni dłoń twardą”.

To wyjątkowo konkretny argument. Urząd dostrzegał, że jakość pracy położnej zależy od jej warunków materialnych i sprawności rąk. Gminy oraz związki ubogich miały zawierać odpowiednie umowy i finansować pomoc dla najbiedniejszych kobiet.

Równolegle rozwijała się opieka organizowana przez górnicze kasy brackie: powstawały lazarety, kotłownie, wodociągi i kuchnie.14 Nadal nie był to jednak spójny system pomocy społecznej, lecz sieć gminnych obowiązków, kas, umów, kościelnych inicjatyw i doraźnych zbiórek. Czasem przynosiła pomoc. Czasem przede wszystkim ustalała, kto ma zapłacić.

↑ początek

Cholera zamyka wieś, księgosusz granicę

W ruchu byli ludzie, towary i zwierzęta. Wraz z nimi poruszały się również choroby.

Latem 1855 roku w powiecie pojawiły się przypadki cholery. W sierpniu landrat polecił miejscowym organom policji rejestrować każde zachorowanie zgodnie z obowiązującym regulaminem. Zarządy policyjne miały także urządzać izby dla bezdomnych chorych.15

W kolejnych ogłoszeniach pojawiały się komisje sanitarne, izolacja domów, odkażanie i kontrola przemieszczania chorych. Wcześniejsze obwieszczenia wskazywały Michałkowice jako jedno z ognisk epidemii. Niezależnie od lokalnego przebiegu epidemii mechanizm był czytelny: zgłoszenie, rejestr, izolacja, dezynfekcja i przypisanie odpowiedzialności miejscowym władzom.

Urząd próbował zamknąć chorobę jednocześnie w domu, tabeli i granicach miejscowości.

Jeszcze większe zamieszanie wywoływał księgosusz, groźna choroba bydła. Na początku lutego 1856 roku, po doniesieniach o pomorze bydła na ziemiach polskich, granicę obsadzono wojskiem, tworząc kordon sanitarny.16 Ograniczenia obejmowały zwierzęta, mięso, skóry, paszę, nawóz i używane wyposażenie stajenne. Odwoływano targi i jarmarki.

Granica państwa stawała się granicą sanitarną. Posterunki i kontrole uderzały nie tylko w wielki handel. Gospodarz nie mógł swobodnie sprzedać zwierzęcia, rzeźnik tracił dostawcę, a targ pustoszał z powodu choroby po drugiej stronie kordonu.

Blokadę znoszono, gdy zagrożenie ustępowało, po czym przywracano po kolejnych alarmach. Władze nie panowały nad samą chorobą, lecz budowały coraz sprawniejszy aparat reagowania. Dla mieszkańca oznaczało to, że zwykła podróż, jarmark albo sprzedaż krowy mogły z dnia na dzień stać się sprawą policyjną.

↑ początek

Nocne patrole, ziemianki i robotnicze osady

Dwóch ludzi z latarnią idzie nocą obok biednych chat i prowizorycznych zabudowań na tle przemysłowego krajobrazu.
Wokół hut i kopalń powstawały prowizoryczne osady, które administracja próbowała kontrolować także nocą.

Przemysł nie kończył pracy po zmroku, a rozwijający się powiat nie potrafił zapewnić wszystkim dachu nad głową.

Wokół zakładów wyrastały kolonie i skupiska zabudowy o bardzo różnym standardzie. Obok murowanych domów robotniczych istniały przepełnione izby, prowizoryczne chaty i ziemianki.

W lipcu 1857 roku, po śmiertelnym zawaleniu jednej z takich budowli, landrat przypomniał miejscowym władzom policyjnym, że ziemianek — Erdhütten — oraz innych chat służących jako tymczasowe mieszkania nie należy dopuszczać bez wcześniejszej fachowej oceny bezpieczeństwa.17 Dla urzędu były samowolą i zagrożeniem. Dla ich mieszkańców bywały ostatnim dostępnym schronieniem.

Zarządzenie mogło usunąć niebezpieczną budowlę, ale nie odpowiadało na pytanie, dokąd mają pójść wyrzuceni ludzie.

Rok później zaczęto dokładnie spisywać domy rodzinne dla robotników, liczbę mieszkań, rodzin, lokatorów i osób wynajmujących jedynie miejsce do spania.8 Mieszkanie robotnika przestawało być wyłącznie jego prywatną sprawą. Przeludnienie oznaczało ryzyko chorób, pożarów, konfliktów i ubóstwa.

Równocześnie przybywało zarządzeń dotyczących nocnych patroli. Zimą alarmowano o włamaniach i kradzieżach. Ginęły ubrania, żywność i pieniądze, ale także proch, metale, narzędzia, szyny oraz części maszyn. Nowy przemysł tworzył bogactwo, a wraz z nim ogromną liczbę przedmiotów, które można było ukraść i sprzedać.

Patrole miały składać się z silnych i godnych zaufania mieszkańców. Kontrolowała je żandarmeria, a landrat zapowiadał niezapowiedziane inspekcje.18 Dawna wspólnotowa samoobrona stopniowo wchodziła w skład aparatu policyjnego.

Osobny problem stanowili robotnicy pozostający pod dozorem policyjnym, którzy pracowali nocą. Formalnie nie powinni opuszczać domu po zmroku, lecz kopalnia albo huta wymagała ich obecności na zmianie. W lipcu 1857 roku landrat przyznał, że zakaz doprowadził do oskarżania i karania górników oraz hutników wyłącznie za wykonywanie regularnej pracy nocnej.19 Nakazał więc sprawdzać u przełożonych, czy dana osoba rzeczywiście znajdowała się w zakładzie.

Państwo chciało kontrolować człowieka po zmroku. Przemysł potrzebował go właśnie wtedy. Policyjny zakaz musiał ustąpić grafikowi zmianowemu.

↑ początek

Komin, pies, mysz i hałda

W pruskich zarządzeniach obok wielkiej maszyny parowej bez trudu mieściła się mysz polna. Każde zagrożenie miało otrzymać własny przepis.

Ustalano zasady bezpieczeństwa dla ruchomych lokomobili, określano ich odległość od budynków krytych strzechą i wymagano zabezpieczeń przed iskrami. Magazyny prochu miały stać z dala od dróg i zabudowań, mieć masywne ściany, lekkie dachy oraz jak najmniej części żelaznych. Szczegółowym regułom podlegał również transport materiałów wybuchowych.20

Po reorganizacji okręgów kominiarskich wyznaczano częstotliwość czyszczenia kominów. Nakazywano też coroczne przeglądy piorunochronów, ostrzegając, że uszkodzona instalacja może być groźniejsza niż jej brak.21

Gdy myszy polne niszczyły uprawy, gminy miały organizować ich tępienie. Zakazywano chwytania ptaków śpiewających i niszczenia ich gniazd. Przy zagrożeniu wścieklizną psy nakazywano trzymać na uwięzi i oznaczać. Regulowano też godziny zamknięcia karczm, obecność dzieci i młodzieży oraz publiczne zabawy taneczne.22

W 1859 roku przypominano o zakazie wypłacania robotnikom wynagrodzeń podczas niedzielnych i świątecznych nabożeństw.23 Gazeta odnotowywała również śmiertelne skutki nocowania w hutniczych kanałach i na hałdach żużla. Ludzie szukali tam ciepła, lecz gazy, tlący popiół i gorący żużel przynosiły zatrucia, oparzenia i śmierć.24

Część tych przepisów brzmi dziś niemal groteskowo: pies miał obrożę, komin harmonogram, a mysz trafiała do zarządzenia landrata. Za każdym kryło się jednak realne niebezpieczeństwo — pożar, eksplozja, epidemia, zatrucie albo katastrofa budowlana.

Powiat był groźny nie tylko pod ziemią. Niebezpieczeństwo czaiło się w piecu, kominie, wagonie, karczmie, prowizorycznym domu, na szosie i na hałdzie. Urząd odpowiadał swoim podstawowym narzędziem: przepisem.

↑ początek

Dzieci pod piecami

Dwoje biednie ubranych dzieci stoi przy kanałach i zabudowaniach przemysłowych w chłodnym pejzażu miejskim.
Lekarz powiatowy dr Heer opisywał dzieci szukające ciepła przy kanałach hutniczych i w pobliżu żużlowych hałd.

Najciemniejszy obraz tej przemiany nie pochodzi z opisu kopalnianej katastrofy. Znalazł się w raporcie lekarza powiatowego dr. Heera, opublikowanym w dodatku do numeru 9 „Beuthner Kreisblatt” z 26 lutego 1858 roku.

Heer pisał o bezdomnych i żebrzących dzieciach, przykrytych brudnymi łachmanami, które nocą szukały „upiornego i niebezpiecznego legowiska” w tlącym się popiele hutniczych kanałów, określonych w źródle jako Zinkhüttenröschen.24

Raport dr. Heera • dodatek do nr 9/1858

„Nachts ein schauerliches und gefährliches Lager in der glimmenden Asche…”

Nocą szukały „upiornego i niebezpiecznego legowiska” w tlącym się popiele.

Nie był to ogólny moralizatorski apel. Lekarz wspomniał dziesięcioletnią dziewczynkę, przy której łożu śmierci niedawno stał. Gdy spała w popiele huty cynku, zapaliły się na niej ubrania. W raporcie pojawiały się również dzieci ginące albo odnoszące śmiertelne obrażenia w kanałach hutniczych i na hałdach żużlu.

Trudno o mocniejszy symbol epoki. W tym samym krajobrazie nowa maszyna mogła mieć dwieście koni mechanicznych, a dziecko nie miało bezpiecznego miejsca do spania.

Odpowiedzią były apele, zbiórki i pierwsze instytucje. Już w 1854 roku w Bytomiu działał komitet zabiegający o miejski sierociniec. Angażowali się w niego radny Karl Lukas i dr Meiselbach, a przedsięwzięcie wsparł zapisem testamentowym kupiec Mannheimer.25 W 1857 roku prowadzono akcję na rzecz domu sierot dla całego powiatu.

W maju 1858 roku landrat polecał władzom lokalnym poinformować mieszkańców o otwieranej placówce i podkreślał, że nawet najmniejszy dar zostanie przyjęty z wdzięcznością.26 Ogłoszenie dotyczyło sierocińca założonego w Bogucicach przez ks. Leopolda Markiefkę. Przebywało w nim trzynaścioro sierot pod opieką czterech sióstr zakonnych, a mieszkańców proszono nie tylko o pieniądze, lecz także o ziemniaki, groch i mąkę.

Nie był to jeszcze publiczny system opieki nad dziećmi. Los dzieci zależał od duchownych, sióstr zakonnych, darczyńców, kas, komitetów i pracodawców. Zmieniało się jednak samo rozumienie problemu. Sierota przestawała być wyłącznie sprawą rodzinnej wsi. Stawała się odpowiedzialnością całego powiatu.

Gwałtowny rozwój przemysłowy pogłębiał problemy, z którymi dawne formy opieki nie potrafiły sobie poradzić, i skłaniał państwo, Kościół, przedsiębiorców oraz mieszkańców do tworzenia nowych form pomocy. Nie dlatego, że epoka nagle stała się łagodna, lecz dlatego, że jej skutków nie dało się już ignorować.

↑ początek

„Poranna zorza” i jej cień

Józef Szafranek pisze przy biurku, a za oknem widać przemysłowy krajobraz Bytomia o świcie.
W 1856 roku Józef Szafranek nazwał ówczesne życie przemysłowe powiatu dopiero „jutrzenką” — Morgendämmerung.

W numerze 36 „Beuthner Kreisblatt” z 5 września 1856 roku ukazał się apel zatytułowany Literarische Bitte — „Prośba literacka”. Jego autorem był bytomski proboszcz Józef Szafranek, podpisany zgodnie z ówczesną pisownią jako Schaffraneck, Pfarrer.27

Szafranek informował, że pracuje nad kroniką lub bardziej szczegółową historią powiatu górnobytomskiego. Materiały z archiwów miasta i kościoła Mariackiego — St. Marien-Pfarrkirche — nie wystarczały do przedstawienia dziejów licznych miejscowości, dlatego prosił o nadsyłanie dokumentów, aktów, notatek, wiadomości, podań, tradycji i wszystkiego, co mogło posłużyć za źródło.

Zwracał się do właścicieli i zarządów dóbr, urzędów gospodarczych, gwarectw, władz miejskich i wiejskich, policji, pisarzy gminnych, duchownych, nauczycieli oraz najstarszych mieszkańców. Podkreślał, że nawet rzetelny opis najmniejszego wydarzenia może pomóc historykowi wyjaśnić dawne niejasności.

Najbardziej przejmujące zdanie dotyczyło jednak teraźniejszości:

„Sein industrielles Leben der Gegenwart ist eigentlich erst die Morgendämmerung.”

Dzisiejsze życie przemysłowe powiatu było — według Szafranka — dopiero jutrzenką. Pełnię rozwoju, „wysokość południa” i rozkwit miały zobaczyć przyszłe pokolenia.

Metafora była trafna. Zorza oświetlała szyby, kominy, koleje, walcownie i huty. Zapowiadała bogactwo, nowe miasta i techniczny postęp. Każde ostre światło tworzy jednak cień.

W cieniu pozostawali ludzie bez dokumentów, stałego mieszkania i gminy gotowej zapłacić za ich leczenie. Dzieci spały w tlącym popiele hut cynku. Chorych wywlekano poza granice miejscowości. Zaległy podatek mógł zostać potrącony z wynagrodzenia robotnika, a człowieka objętego dozorem policyjnym karano za nocną zmianę.

Gdy brakowało domów, powstawały ziemianki. Gdy rosła przestępczość, organizowano patrole. Gdy pojawiała się epidemia, zamykano dom, targ albo granicę.

Tieschowitz nie pokonał chaosu. Nie mógł zatrzymać migracji, zlikwidować nędzy ani przewidzieć każdej epidemii. Wraz z aparatem państwa tworzył jednak narzędzia, dzięki którym problem można było nazwać, policzyć, wpisać do tabeli, objąć przepisem, a niekiedy także złagodzić.

Na tym polega wyjątkowa wartość „Beuthner Kreisblatt”. Gazeta nie pokazuje rewolucji przemysłowej z perspektywy pomnika ani późniejszej legendy. Pokazuje ją tydzień po tygodniu, gdy nikt nie znał jeszcze zakończenia. W jednym numerze powstaje maszyna, w drugim landrat szuka izby dla bezdomnego chorego, w następnym zamyka targ bydła, żąda rejestru robotników albo publikuje raport o dziecku śpiącym w popiele huty.

Dzisiejsze czytanie gazety jest w pewnym sensie odpowiedzią na apel Szafranka. Z rozproszonych ogłoszeń, tabel i zarządzeń ponownie składamy historię powiatu — nie tylko jego wielkich zakładów, lecz także ludzi, którzy żyli w ich cieniu.

↑ początek

Epilog: „Glück auf!” — zmiana warty

Dwóch urzędników siedzi naprzeciw siebie przy biurku i przekazuje sobie dokument w kancelarii w XIX wieku.
Zmiana warty w bytomskiej landraturze była symboliczna: nowy człowiek przejmował urząd, lecz nie kończył administracyjnej walki z chaosem.

Jeszcze w lutym 1860 roku Adolph von Tieschowitz podpisywał dokumenty jako landrat. Kilka tygodni później dobiegło końca jego dwudziestoletnie urzędowanie.

W numerze 12 „Beuthner Kreisblatt” z 23 marca opublikował pożegnanie z mieszkańcami powiatu. Odchodził na stanowisko dyrektora Landschafty dla księstw górnośląskich — stanowej instytucji kredytowej właścicieli ziemskich — a odezwę zakończył górniczym pozdrowieniem:28

Glück auf!

Latem w bytomskim ratuszu wystawiono królewskie dary honorowe przeznaczone dla byłego landrata. Tymczasowy zarząd powiatu objął Hugo Solger, który od 1858 roku pracował w bytomskiej landraturze jako asesor rządowy. W październiku 1860 roku został definitywnie mianowany landratem. Swoją odezwę również zakończył słowami „Glück auf!”.28

Tieschowitz żegna powiatPo dwudziestu latach kończy odezwę słowami „Glück auf!”.
Dary honorowe w ratuszuMieszkańcy mogą oglądać królewskie upominki dla byłego landrata.
Solger obejmuje urządNowy landrat przejmuje urząd i to samo górnicze pozdrowienie.

Zmienił się człowiek, lecz zadanie pozostało podobne. Rocznik 1860 pokazuje jednak, że urząd coraz wyraźniej przechodził od reagowania na pojedyncze kryzysy do budowania trwalszych rozwiązań.

Pisarzy gminnych i miejscowych urzędników wzywano do Bytomia na instruktaże dotyczące formy dokumentów oraz obiegu pism. Landratura zalecała także zakup wydanego po polsku „Poradnika dla Sołtysów i Włościan górno-szlązkich” nauczyciela Reszki z Kokotka. Publikacja miała ułatwiać polskojęzycznym członkom miejscowych władz stosowanie pruskich przepisów.29

Rozwój Lipin doprowadził do utworzenia odrębnego okręgu policyjnego. Zaostrzano również kontrolę przybyszów z Królestwa Polskiego: wprowadzano płatne, trzyletnie Aufenthaltskarten, prowadzono kontrole paszportowe i zapowiadano deportacje osób bez wymaganych dokumentów. Ewidencja robotników z 1856 roku stawała się częścią trwałego systemu nadzoru.30

Równocześnie trwały wielkie inwentaryzacje. Urząd chciał wiedzieć, ile dawnych gospodarstw chłopskich rozpadło się od 1816 roku na małe gospodarstwa i parcele — Kleinstellen. Sporządzano wykazy fabryk, kopalń, spółek akcyjnych i maszyn. Jedna tabela opisywała rozdrobnienie dawnego świata gospodarstw chłopskich, druga — rozrost nowego świata przemysłu.31

Nie znikały problemy społeczne. W listopadzie Solger zwołał mieszkańców Bytomia, aby utworzyć społeczne stowarzyszenie wspierające ubogich. Inicjatywa miała uzupełnić niewystarczające środki komunalne prywatną filantropią i samoorganizacją mieszkańców.32

W marcu Tieschowitz żegnał powiat słowami „Glück auf!”. Jesienią Solger użył tego samego pozdrowienia, obejmując urząd. Była to symboliczna zmiana warty. Administracja nie próbowała już wyłącznie gasić pojedynczych pożarów. Tworzyła sieć rejestrów, instrukcji, kontroli i wyspecjalizowanych instytucji.

Chaos nie został pokonany.

Został jednak nazwany, podzielony na rubryki i powierzony urzędnikom, którzy mieli go mierzyć, opisywać i nadzorować.

Glück auf!

↑ początek
Źródła i bibliografia

Źródło podstawowe

  1. „Beuthner Kreisblatt”, roczniki 1853–1860, wybrane numery i dodatki, skany cyfrowe w zbiorach Śląskiej Biblioteki Cyfrowej, sygn. 352680 III. W badanym okresie tytuł brzmiał „Beuthner Kreisblatt”; formę „Beuthener Kreisblatt” wprowadzono dopiero w 1872 roku.

Najważniejsze numery wykorzystane w artykule

  1. „Beuthner Kreisblatt” nr 18 z 4 maja 1855 r., poz. 102 — pozostawianie ciężko chorych bez pomocy i wywlekanie ich poza granice miejscowości.
  2. „Beuthner Kreisblatt” nr 32 z 4 sierpnia 1855 r., poz. 181 — potrącenia zaległych podatków z wynagrodzeń.
  3. „Beuthner Kreisblatt” nr 33–34 z sierpnia 1855 r., w tym nr 34, poz. 203 — rejestrowanie przypadków cholery i izby dla bezdomnych chorych.
  4. „Beuthner Kreisblatt” nr 4 z 25 stycznia 1856 r., poz. 15 — ewidencja przyjazdów i wyjazdów robotników oraz obowiązki sołtysów.
  5. „Beuthner Kreisblatt” nr 36 z 5 września 1856 r., dodatek — Józef Szafranek, Literarische Bitte, tekst datowany 28 sierpnia 1856 r.
  6. „Beuthner Kreisblatt” nr 45 z 7 listopada 1856 r., poz. 313 — dochody wiejskich akuszerek i skutki ciężkiej pracy polowej.
  7. „Beuthner Kreisblatt” nr 30 z 24 lipca 1857 r., poz. 195 — nocne zmiany robotników pozostających pod dozorem policyjnym.
  8. „Beuthner Kreisblatt” nr 31 z 31 lipca 1857 r., poz. 207 — ziemianki i inne prowizoryczne budowle mieszkalne.
  9. „Beuthner Kreisblatt” nr 3 z 15 stycznia 1858 r., poz. 22 — wykazy domów rodzinnych dla robotników.
  10. Dodatek do „Beuthner Kreisblatt” nr 9 z 26 lutego 1858 r. — raport lekarza powiatowego dr. Heera o bezdomnych dzieciach w kanałach hut cynku i na hałdach.
  11. „Beuthner Kreisblatt” nr 22 z 28 maja 1858 r. — apel o pomoc dla otwieranej placówki opiekuńczej.
  12. „Beuthner Kreisblatt” nr 12 z 23 marca 1860 r., obwieszczenie nr 93 — pożegnanie Adolpha von Tieschowitza.
  13. „Beuthner Kreisblatt” nr 41 z 12 października 1860 r., obwieszczenie nr 305 — odezwa Hugo Solgera po mianowaniu na urząd landrata.

Opracowania i źródła porównawcze

  1. Gramer Franz, Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien, Beuthen O.S. 1863.
  2. Solger Hugo, Der Kreis Beuthen in Oberschlesien mit besonderer Berücksichtigung der durch Bergbau und Hüttenbetrieb in ihm hervorgerufenen eigenthümlichen Arbeiter- und Gemeinde-Verhältnisse. Mit Benutzung amtlicher Quellen geschildert, Breslau: Wilhelm Gottlieb Korn, 1860.
  3. Stodolka Franz, Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien, opracowanie powojenne.
  4. Wecker Luise, opracowanie dziejów Rozbarku (Roßberg), 1971.
Przypisy źródłowe

  1. F. Stodolka, Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien, opis warunków w Bytomiu w 1855 r., przytoczony za późniejszym opracowaniem Hugo Solgera.↩︎

  2. F. Gramer, Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien, s. 213.↩︎

  3. Tamże, część II, s. 264.↩︎

  4. Tamże, s. 235.↩︎

  5. „Beuthner Kreisblatt”, rocznik 1858, ogłoszenie koncesyjne dotyczące maszyny odwadniającej o mocy 260 KM na szybie Grundmann kopalni Florentine w Łagiewnikach Górnych.↩︎

  6. F. Gramer, Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien, s. 213 i 222 — Joseph Proske i Adolf Manderle; „Beuthner Kreisblatt” nr 12 z 23 marca 1860 r., poz. 93 — pożegnanie Tieschowitza po dwudziestu latach urzędowania.↩︎

  7. „Beuthner Kreisblatt” nr 47 z 23 listopada 1855 r., poz. 271 — spis ludności przeprowadzany od domu do domu; rocznik 1857 — zestawienia zakładów i zatrudnienia z rozróżnieniem pracowników stałych, niestałych, kobiet i dzieci.↩︎

  8. „Beuthner Kreisblatt” nr 3 z 15 stycznia 1858 r., poz. 22.↩︎

  9. „Beuthner Kreisblatt” nr 32 z 4 sierpnia 1855 r., poz. 181; zarządzenie o potrąceniach podatkowych z wynagrodzeń, pokwitowaniu należności i przekazaniu ich miejscowemu poborcy.↩︎

  10. „Beuthner Kreisblatt” nr 17 z 1853 r. — kontrola obcych robotników na budowach, dokumentów legitymacyjnych oraz zatrudniania przez majstrów i kierowników.↩︎

  11. „Beuthner Kreisblatt” nr 4 z 25 stycznia 1856 r., poz. 15.↩︎

  12. „Beuthner Kreisblatt” nr 18 z 4 maja 1855 r., poz. 102.↩︎

  13. „Beuthner Kreisblatt” nr 45 z 7 listopada 1856 r., poz. 313.↩︎

  14. „Beuthner Kreisblatt” nr 49–51 z 1855 r. — przetargi na lazarety brackie w Zabrzu i Mysłowicach; rocznik 1858 — kotłownia, wodociąg i kuchnia parowa lazaretu brackiego w Zabrzu.↩︎

  15. „Beuthner Kreisblatt” nr 32–34 z sierpnia 1855 r.; nr 34 z 22 sierpnia, poz. 203 — rejestrowanie przypadków cholery i urządzanie izb dla bezdomnych chorych; wcześniejsze obwieszczenia wskazywały Michałkowice jako jedno z ognisk.↩︎

  16. L. Wecker, opracowanie dziejów Rozbarku, informacja o wojskowym kordonie granicznym z lutego 1856 r.; por. także „Beuthner Kreisblatt” nr 38 i 42 z 1855 r. — ograniczenia związane z księgosuszem.↩︎

  17. „Beuthner Kreisblatt” nr 31 z 31 lipca 1857 r., poz. 207.↩︎

  18. „Beuthner Kreisblatt”, rocznik 1857 — zarządzenia dotyczące nocnych patroli gminnych i kontroli ich wykonywania przez żandarmerię.↩︎

  19. „Beuthner Kreisblatt” nr 30 z 24 lipca 1857 r., poz. 195.↩︎

  20. „Beuthner Kreisblatt” nr 35 z 1855 r. — przepisy bezpieczeństwa dla ruchomych lokomobili; roczniki 1853–1859 — zarządzenia dotyczące magazynowania i transportu materiałów wybuchowych.↩︎

  21. „Beuthner Kreisblatt”, grudzień 1857 r. — podział powiatu na okręgi kominiarskie i częstotliwość czyszczenia kominów; nr 21 z 1858 r. — coroczne kontrole piorunochronów na budynkach publicznych.↩︎

  22. „Beuthner Kreisblatt”, roczniki 1858–1859 — zarządzenia dotyczące zwalczania myszy polnych, ochrony ptaków śpiewających, znakowania i wiązania psów podczas zagrożenia wścieklizną oraz porządku w karczmach i na zabawach tanecznych.↩︎

  23. „Beuthner Kreisblatt” nr 43 z 1859 r., poz. 311 — zakaz wypłacania wynagrodzeń podczas niedzielnych i świątecznych nabożeństw.↩︎

  24. Dodatek do „Beuthner Kreisblatt” nr 9 z 26 lutego 1858 r., raport królewskiego lekarza powiatowego dr. Heera z 17 lutego 1858 r.; w źródle mowa o dzieciach nocujących w tlącym się popiele Zinkhüttenröschen i na Schlackenhalden.↩︎

  25. F. Stodolka, Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien, informacja o komitecie miejskiego sierocińca i zapisie Mannheimera; „Beuthner Kreisblatt”, rocznik 1857 — odezwy i sprawozdania ze zbiórki na dom sierot dla powiatu.↩︎

  26. „Beuthner Kreisblatt” nr 22 z 28 maja 1858 r., ogłoszenie poprzedzające poz. 144 — apel o dary dla otwieranej placówki; pełny kontekst rocznika wskazuje na sierociniec ks. Leopolda Markiefki w Bogucicach, trzynaścioro dzieci i cztery siostry zakonne.↩︎

  27. „Beuthner Kreisblatt” nr 36 z 5 września 1856 r., dodatek, s. 242–243; Literarische Bitte, tekst datowany: Beuthen O/S., 28 sierpnia 1856 r., podpis: „Schaffraneck, Pfarrer”.↩︎

  28. „Beuthner Kreisblatt” nr 12 z 23 marca 1860 r., poz. 93 — pożegnanie Tieschowitza; nr 30 z 27 lipca 1860 r. — wystawa królewskich darów honorowych; nr 41 z 12 października 1860 r., poz. 305 — odezwa Hugo Solgera po definitywnym mianowaniu na landrata. Solger od 1858 r. był asesorem rządowym w bytomskiej landraturze.↩︎

  29. „Beuthner Kreisblatt” nr 18 i 21 z 1860 r. — instruktaże dla pisarzy gminnych i urzędników; nr 41 z 1860 r. — zalecenie polskojęzycznego Poradnika dla Sołtysów i Włościan górno-szlązkich nauczyciela Reszki z Kokotka.↩︎

  30. „Beuthner Kreisblatt” nr 26 z 1860 r. — utworzenie okręgu policyjnego w Lipinach; nr 30 i 49 z 1860 r. — karty pobytu, kontrola paszportowa i wydalanie przybyszów bez dokumentów.↩︎

  31. „Beuthner Kreisblatt” nr 29 z 1860 r. — spis gospodarstw rozdrobnionych od 1816 r. na Kleinstellen; nr 33 z 1860 r. — inwentaryzacja spółek akcyjnych, fabryk i kopalń.↩︎

  32. „Beuthner Kreisblatt” nr 47 z 1860 r. — wezwanie do utworzenia społecznego stowarzyszenia wspierającego ubogich w Bytomiu.↩︎

0
0

There are no comments yet

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *