Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Category

Historia

Mroczna ilustracja przedstawiająca legendę o dzwonie św. Urbana w Bytomiu. Rzemieślnik Franz Stanke opiera się o odlany dzwon, a naprzeciw niego stoi zakapturzona postać diabła na tle dawnej bramy miejskiej. U góry widnieje napis: Tajemnica Dzwonu św. Urbana w Bytomiu. Diabeł, ludwisarz i zaginiona kamienica.

Pakt z Diabłem, Mistrz Ludwisarski i Zaginiona Kamienica. Tajemnica Dzwonu św. Urbana w Bytomiu

Pakt z Diabłem, mistrz ludwisarski i zaginiona kamienica. Tajemnica Dzwonu św. Urbana w Bytomiu

Przyglądając się archiwalnym fotografiom bytomskiej ulicy Jainty, dawnej Tarnowitzer Straße, można dostrzec drobny detal, który otwiera zaskakująco szeroką opowieść. W szczycie jednej z kamienic wisiał niewielki dzwonek, a wraz z nim przetrwało wspomnienie o dawnym zajeździe „Zur Urbansglocke” („Pod Dzwonem Urbana”), mistrzu ludwisarskim z Opawy, legendzie o spotkaniu z diabłem i o miejscu, które przez ponad dwa stulecia zmieniało swój wygląd, funkcję i właścicieli. To historia na styku miejskiej topografii, pamięci lokalnej i źródeł rozproszonych między kronikami, planami, prasą oraz ikonografią.


Sławny ludwisarz Franz Stanke rozkłada warsztat pod bramą miasta

Wrzesień 1734 roku. Do Bytomia przybywa mistrz Franz Stanke – wybitny ludwisarz z Opawy (Troppau). To nie był zwykły rzemieślnik, lecz przedstawiciel potężnej dynastii, jeden z najbardziej cenionych przedstawicieli tego rzemiosła w regionie. Jego rodzina słynęła na całym Śląsku i Morawach z odlewania wspaniałych, barokowych dzwonów, które biły od Raciborza po czeski Krnov. Rada miejska postawiła przed nim niezwykle prestiżowe zadanie: odlać największy dzwon dla głównego kościoła Wniebowzięcia NMP (St. Marienkirche)

Osiemnastowieczna brama miejska z jasnego wapienia i polowy warsztat ludwisarski w Bytomiu rozstawiony na suchym bruku.
Wizualizacja warsztatu mistrza Stankego rozstawionego w cieniu dawnej Bramy Tarnogórskiej, tuż obok miejskiej fosy (wizualizacja).

Warsztat mistrza ulokowano w fascynującym miejscu. Znajdował się on na parcelach nr 75 i 76 (naprzeciw wylotu ulicy Browarnianej), w cieniu potężnej, dwupiętrowej Bramy Tarnogórskiej (Peiskretschamer Tor). Bytom otaczały wówczas wapienne mury o wysokości czterech i grubości dwóch metrów. Aby opuścić miasto, należało przejść przez podwójną bramę i pokonać fosę (Wallgraben) zasilaną nurtem potoku Iserbach.

🎯 Historyczna ciekawostka: Tuż za murami, w rejonie dzisiejszego wschodniego pasażu w centrum, rozbrzmiewał huk wystrzałów – mieściła się tam strzelnica Bractwa Kurkowego, niedawno odnowionego przez hrabiego Carla Josepha Henckel von Donnersmarcka. Oznacza to, że Stanke odlewał swój dzwon przy nieustannym akompaniamencie muszkietów!

Tereny te sąsiadowały z nowo powstającym cmentarzem żydowskim. Grunt pod tę nekropolię przekazano Israelowi Böhmowi w tym samym, 1734 roku. Choć niektóre dawne kroniki mylnie przypisują ten akt fundacyjny Łazarzowi Henckel von Donnersmarckowi (postaci historycznie związanej z XVII-wiecznymi początkami panowania tego rodu w Bytomiu), w rzeczywistości zgoda ta została wydana w czasach rządów wspomnianego hrabiego Carla Josepha.

Od Króla Kurkowego do klatki błaznów: Podwójne życie Georga Niedballi

Bogaty kupiec zamknięty w drewnianej klatce błaznów na brukowanym rynku. Nad jego głową wisi ustrzelona kaczka, a dookoła śmieją się mieszczanie.
Kłusownicza wpadka Króla Kurkowego. Bogaty winiarz Georg Niedballa odbywa publiczną karę w miejskiej „klatce błaznów” za ustrzelenie pańskiej kaczki (wizualizacja).

Podczas gdy Franz Stanke przygotowywał się do monumentalnego, uświęconego tradycją aktu odlewu dzwonu, jego gospodarz dostarczał miastu rozrywki z zupełnie innej półki. Właścicielem posesji i gospody był Georg Niedballa – niezwykle wpływowy kupiec, jeden z dwóch koncesjonowanych handlarzy winem w mieście oraz świeżo upieczony Król Kurkowy z 1734 roku. Mimo majątku i powagi urzędu, Niedballa miał duszę awanturnika. Jako zapalony, lecz nieco zbyt zuchwały myśliwy, złamał pańskie przywileje, kłusując w miejskim lesie. Łupem znamienitego kupca padła… dzika kaczka. Kara była bezlitosna i widowiskowa: przyszły radny miejski został zamknięty w „klatce błaznów” (Narrenkettel) na bytomskim Rynku, a nad jego nieszczęsną głową demonstracyjnie zawieszono ustrzelonego ptaka.

Znak krzyża w ciemnościach. Czy spotkanie z diabłem było tylko legendą?

Kulminacyjny moment tej historii owiany jest mroczną legendą. Opowieść „Der Glockenguß zu Beuthen OS.” przenosi nas w wieczór 15 września 1734 roku. Mistrz Stanke udaje się na samotny spacer w kierunku Wzgórza św. Małgorzaty (Margarethhügel). W gęstniejących ciemnościach drogę zachodzi mu tajemnicza postać. Ludwisarz z przerażeniem dostrzega wystające spod płaszcza końskie kopyto. Diabeł ma dla niego propozycję: uczyni Stankego najsławniejszym rzemieślnikiem na świecie, ale w zamian pierwszy, czysty dźwięk każdego odlanego przez niego dzwonu musi zostać na zawsze zadedykowany siłom ciemności. Mistrz, niewiele myśląc, stanowczo odmawia i kreśli w powietrzu znak krzyża. Demon przepada w mroku. Następnego dnia odlew udaje się perfekcyjnie, a kruszec nie ma w sobie ani jednej skazy.

Przerażony rzemieślnik robi znak krzyża przed tajemniczą postacią w płaszczu z końskim kopytem. W tle wznosi się mroczne wzgórze.
Mroczna legenda głosi, że w przeddzień odlewu mistrz Stanke spotkał na drodze demona, który zażądał dedykacji pierwszego dźwięku dzwonu siłom ciemności (wizualizacja).

Czy to tylko ludowa bajka?

Istotny zwrot w interpretacji tej historii przynosi leksykon artystów i rzemieślników z 1935 roku. Zapiski wskazują, że w 1734 roku Franz Stanke odlał w Bytomiu nie jeden, lecz dwa dzwony. Drugi z nich był przeznaczony właśnie dla kościoła św. Małgorzaty! Wieczorny spacer mistrza, opisany w legendzie, nie był więc romantyczną przechadzką, lecz najprawdopodobniej wizją lokalną, inspekcją wieży lub nadzorem nad przygotowaniami do drugiego odlewu. Ten drobny fakt w niesamowity sposób uwiarygadnia historyczne tło mrocznej opowieści.

Rysunek architektoniczny przedstawiający rzut parteru oraz południową fasadę kościoła Mariackiego w Bytomiu przed jego przebudową z 1852 roku. Widać masywną wieżę z sygnaturką.
Południowa fasada i rzut kościoła Wniebowzięcia NMP w Bytomiu (stan sprzed przebudowy w 1852 r.). To na tę masywną wieżę po lewej stronie wciągnięto w 1734 roku potężne dzieło mistrza Stankego.

Wspaniały Dzwon św. Urbana

Zbliżenie na potężny dzwon z brązu zawieszony w ciemnej wieży dzwonnicy. Na dzwonie widać bogate płaskorzeźby postaci i historyczne inskrypcje oświetlone promieniami słońca.
Dzieło opawskiego mistrza z 1734 r. Płaszcz dzwonu zachwycał wizerunkami papieża Urbana, Maryi, śląskimi orłami oraz dumną rzemieślniczą inskrypcją (wizualizacja).

Odlany z boską pomocą instrument zajął honorowe miejsce na wieży kościoła Mariackiego. Dzwon św. Urbana, wiszący w towarzystwie m.in. dzwonów św. Józefa i św. Tadeusza, zachwycał bogactwem zdobień. Na jego płaszczu widniały płaskorzeźby papieża Urbana, Maryi w otoczeniu aniołów oraz śląskie orły. Inskrypcja na brązie głosiła z dumą: „Franz Stancke glockengießer in Troppau hat mich in Beuthen gegossen den 16. September anno 1734 mit der gnad Gottes und hilf Mariae bin ich geflossen”. Miejsce jego narodzin, posesja Niedballi, na zawsze zyskała miano gospody pod Dzwonem Urbana.


Nowa kamienica z dzwonkiem w szczycie i sportowa gospoda sprintera Smietany

Wiek XIX i początek XX przyniósł Bytomiowi wielkie zmiany. Średniowieczne mury zburzono, a dawna wewnętrzna Tarnowitzer Straße (dzisiejsza ul. Jainty) zaczęła przekształcać się w elegancki, miejski pasaż (często mylony na starych pocztówkach z szeroką, wybiegającą poza miasto aleją Tarnowitzer Chaussee).

Kolorowana stara pocztówka przedstawiająca dawną ulicę Tarnowitzer Strasse, obecną ulicę Jainty w Bytomiu. Widać historyczne, okazałe kamienice, pieszych oraz dorożki konne na brukowanej drodze.
Tętniąca życiem Tarnowitzer Straße (dzisiejsza ul. Jainty) w epoce swojej wielkomiejskiej świetności. Niegdyś była to droga prowadząca prosto do Bramy Tarnogórskiej i miejskich murów.
Zabytkowa pocztówka z Bytomia. Gęsta zabudowa dawnej Tarnowitzer Strasse, dzisiejszej ulicy Jainty, z zawieszonymi nad jezdnią lampami ulicznymi i ozdobnymi, wysokimi fasadami kamienic.
Ścisłe, bogate centrum Bytomia na początku XX wieku z charakterystyczną, gęstą zabudową. To wyśmienity kontrast dla czasów, gdy w mroku i błocie pracował tu XVIII-wieczny ludwisarz.
Czarno-biała pocztówka z Bytomia przedstawiająca ulicę Jainty. Na parterze eleganckich kamienic widoczne są szyldy dawnych sklepów, w tym księgarni Carl Rudolf oraz sklepu Josef Weiss.
Codzienne życie przy Tarnowitzer Straße. Obok popularnych księgarni i sklepów odzieżowych, to właśnie przy tej ulicy swoje wyśmienite wędliny sprzedawał rzeźnik Joachim Sladeczek.

W 1893 roku dawną zabudowę z czasów Stankego rozebrano. W jej miejscu, pod ówczesnym adresem Tarnowitzerstrasse 13, stanęła nowa, okazała kamienica zaprojektowana przez C. Wurtenberga (z modyfikacjami Roberta Satke) dla gorzelnika Franza Bsumki. To właśnie wtedy, aby uczcić pamięć o dawnym zajeździe, w szczycie budynku umieszczono arkadę z małym dzwonkiem. Życie w nowej kamienicy tętniło niezwykłą energią:

  • Smaki Śląska: Działał tu słynny sklep rzeźnicki Joachima Sladeczka, do którego ustawiały się kolejki po doskonałą Śląską Krakowską i kiełbasy opolskie.
  • Biesiady: Sama gospoda tętniła życiem pod okiem kolejnych właścicieli, m.in. Herrmanna Böhma i E. Mienkiny, który zasłynął wydaniem gigantycznej uczty golonkowej.
  • Era Sportowców: W latach 30. XX wieku gospodarzem lokalu został Kurt Smietana z żoną Hedwig. Ten znany lekkoatleta, sprinter na 100 i 200 metrów oraz dumny bytomski mors, uczynił z „Zur Urbansglocke” ważny punkt spotkań lokalnych sportowców. W 1934 roku, dokładnie w 200. rocznicę wizyty mistrza Stankego, budynek przebudowano, przenosząc pamiątkowy dzwonek tuż nad najwyższe piętro.

Zaskakujący epilog: dwa końce jednej historii

Wielka historia nie oszczędziła bytomskich dzwonów ani ludzi z nimi związanych. Wspaniały dzwon św. Urbana padł ofiarą I wojny światowej – w 1917 roku zarekwirowano go i bezlitośnie przetopiono na cele militarne. Jedyne, co po nim pozostało, to odlew wizerunku papieża Urbana, przechowywany do dziś w Muzeum Górnośląskim. Tragiczny los spotkał również Kurta Smietanę, który zginął w 1943 roku na froncie wschodnim. Jego żona wyjechała do Norymbergi, skąd w 1959 roku przesłała melancholijną fotografię bytomskiej kamienicy, starannie zaznaczając krzyżykiem miejsce, w którym wciąż wisiał pamiątkowy dzwonek.

Czarno-białe zdjęcie z 1959 roku przedstawiająca kamienicę przy ulicy Jainty 25 w Bytomiu, w której mieściła się gospoda Zur Urbansglocke (Pod Dzwonem Urbana). Krzyżyk wskazuje miejsce pamiątkowego dzwonu.
Fotografia przesłana z Norymbergi w 1959 r. przez Hedwig Smietanę. Krzyżyk na fasadzie wskazuje miejsce, w którym wciąż wisiał pamiątkowy dzwonek przypominający o historycznym odlewie.

I tutaj następuje najdotkliwszy zwrot akcji. Wielu mieszkańców podświadomie szuka dziś wzrokiem tej kamienicy na ulicy Jainty. Niestety, wbrew powszechnym opiniom, budynek Smietany i dawnego zajazdu Niedballi nie przetrwał. Na przełomie lat 1979 i 1980 całą kamienicę zrównano z ziemią.

Gdzie zatem rozegrała się ta cała dwustuletnia historia? Gdzie Franz Stanke walczył z pokusami diabła, a rzeźnik Sladeczek sprzedawał najlepszą krakowską? Według przyjętej rekonstrukcji topografii, historyczne miejsce tej opowieści odpowiada dziś rejonowi północno-wschodniego wejścia do współczesnej Galerii Handlowej „Agora”.

Historia, jak widać, lubi milczeć w najbardziej gwarnych miejscach.

Bibliografia i wykaz źródeł

I. Książki i opracowania zwarte

  • Gwóźdź K., Wojcik M., Antecedencje i historia budynku Bytomskiego Centrum Kultury. Kompleks Bractwa Strzeleckiego, Bytom [brak daty wydania na wycinku, publikacja współczesna]. (Źródło kluczowe dla ustalenia dokładnej lokalizacji parceli nr 75 i 76, historii przebudowy kamienicy w 1893 i 1934 r. oraz daty jej wyburzenia).
  • Krause W., Grundriss eines Lexikons bildender Künstler und Kunsthandwerker in Oberschlesien von den Anfängen bis zur Mitte des 19. Jahrhunderts, t. II, Verlag „Der Oberschlesier”, Oppeln 1935. (Źródło potwierdzające działalność rodziny Stanke z Opawy oraz odlew dwóch dzwonów w Bytomiu w 1734 r.).
  • Stodolka F., Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien. (Opracowanie historyczne zawierające wykazy Królów Kurkowych oraz anegdotę o uwięzieniu Georga Niedballi w „klatce błaznów”).
  • Gramer F., Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien, Beuthen 1863. (Dzieło wielokrotnie cytowane w nowszych opracowaniach jako baza wiedzy o najstarszych dziejach strzelnicy, Bractwa Kurkowego i dawnym cmentarzu żydowskim).

II. Artykuły z czasopism historycznych i regionalnych

  • Lasik G., „Gewerbe – Handwerk und Handel in Beuthen OS. (VI. Beuthen unter preußischer Regierung)”, [w:] Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, nr 10, październik 1971. (Potwierdzenie statusu Georga Niedballi jako jednego z dwóch koncesjonowanych kupców winnych w 1744 r.).
  • Stodolka F., „Beuthener Gaststätten”, [w:] Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise, nr 3, marzec 1957. (Krzyżowe potwierdzenie monopolu winnego Niedballi oraz przegląd bytomskiej gastronomii).
  • Anonim, [w:] Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, nr 5, maj 1963. (Wzmianki o przeniesieniu strzelnicy Bractwa Kurkowego w 1808 r. oraz jej dawnych granicach przy „Urbansglocke”).

III. Materiały kartograficzne i ikonograficzne

  • Sage R., Situations Plan von der Reitbahn und Garnisonsstall Gegend in Beuthen O/S, 1864 r. (Oryginał w zbiorach Archiwum Państwowego w Katowicach, sygn. 12-181-155). Plan sytuacyjny potwierdzający lokalizację gospody „Gast Haus zur Urbans Glocke” przy ul. Tarnogórskiej.
  • Fotografia prywatna Hedwig Smietana, Norymberga / Bytom 1959. (Unikatowe zdjęcie kamienicy przy ul. Tarnowitzer Straße 25 z odręcznie naniesionym krzyżykiem wskazującym miejsce zawieszenia pamiątkowego dzwonu).
  • Zbiór historycznych pocztówek Bytomia (Beuthen O.S.) z lat 1910–1913, m.in. z widokami dawnej Tarnowitzer Straße, dokumentujący architekturę i życie codzienne ulicy w epoce jej największego rozkwitu, w tym witryny sklepowe księgarni Carl Rudolf i sklepu Josef Weiss.
  • Szkice i rzuty architektoniczne kościoła Wniebowzięcia NMP w Bytomiu, ukazujące rzut parteru z fazami budowy (1260, 1530) oraz fasadę południową z potężną wieżą dzwonniczą, stan sprzed przebudowy w 1852 r.
0
0

Read more

Starożytna gliniana urna i miecz leżące na tle wielkich, dymiących szybów kopalnianych.

Pradzieje Ziemi Bytomskiej i okolic. Co przemysł zniszczył pod naszymi stopami?

Pradzieje Ziemi Bytomskiej i okolic. Co przemysł zniszczył pod naszymi stopami?

Wyobraź sobie ogłuszający hałas maszyn parowych, zgrzyt żelaza i gęsty dym zasłaniający słońce. W latach 20. XX wieku Górny Śląsk był jednym wielkim placem budowy, pożerającym własną ziemię. W tym przemysłowym piekle garstka pasjonatów z łopatkami i pędzelkami stanęła do nierównej walki z potężnymi maszynami. Musieli udowodnić, że pod hałdami i szybami kopalń kryje się tętniący życiem, starożytny świat, który lada moment może zniknąć bezpowrotnie.

Mit bezludnej puszczy, czyli z czym walczył Alfred Arndt

Przez dziesięciolecia w środowisku naukowym (szczególnie w ośrodku wrocławskim) pokutowało przekonanie, że Górny Śląsk po epoce lodowcowej był jedną wielką, nieprzebytą knieją. Tak zwana Przesieka (niem. Preseka lub Urwald) miała rzekomo uniemożliwiać jakiekolwiek osadnictwo. Zgodnie z tym mitem, przed nadejściem średniowiecza na tych ziemiach nie działo się absolutnie nic, a region stanowił „pustkę osadniczą”. Z tą zastałą narracją postanowił zmierzyć się Alfred Arndt (1880–1967) – kapłan, pedagog i człowiek, którego dziś śmiało możemy nazwać „ojcem górnośląskiej prahistorii”.

Prahistoria czy Prehistoria?

W dzisiejszym języku potocznym znacznie częściej słyszymy o prehistorii (to słowo z łacińskim przedrostkiem pre-). Jednak w latach 20. i 30. XX wieku badacze kładli nacisk na rodzime brzmienie, używając słowa prahistoria (ze słowiańskim przedrostkiem pra-). Użycie w tym artykule tego klasycznego, nieco retro pojęcia – obok czysto polskich pradziejów – najlepiej oddaje naukowy klimat tamtej epoki oraz wierność tłumaczeniom dawnych, niemieckich źródeł (Vorgeschichte).

Ks. Alfred Arndt w roboczym płaszczu oczyszcza starożytną urnę na tle dymiących kominów kopalni na Górnym Śląsku.
Ks. Alfred Arndt – ojciec śląskiej prahistorii – ratował ślady przeszłości tuż przed gąsienicami przemysłowej machiny.

Od 1922 roku Arndt pełnił funkcję pierwszego państwowego męża zaufania ds. zabytków archeologicznych na Prowincję Górnośląską. Jako kierownik działu prehistorycznego w prężnie rozwijającym się Beuthener Museum (późniejszym Muzeum Górnośląskim w Bytomiu), założył w 1922 r. specjalną Grupę Roboczą. Ich zadanie było proste, ale dramatycznie trudne w realizacji: znaleźć twarde dowody na to, że pod przemysłowym pyłem kryją się tysiąclecia ludzkiej historii.

Wyścig z czasem i buldożerami

Zadanie utrudniał fakt, że Górny Śląsk przechodził gwałtowną industrializację. Kopalnie węgla i galmanu, rozrastające się huty i powstające osiedla robotnicze dosłownie wgryzały się w ziemię, niszcząc bezpowrotnie bezcenne stanowiska archeologiczne. Arndt i jego współpracownicy prowadzili klasyczną „archeologię ratunkową”. Biegali z łopatkami tam, gdzie za chwilę miały wjechać ciężkie maszyny parowe. Często jedynym punktem odniesienia dla badaczy były stare, precyzyjne litografie Ernsta Wilhelma Knippela z XIX wieku, które dokumentowały pierwotny krajobraz, zanim ten został całkowicie przeorany przez szyby i hałdy.

Akta śledztwa: Od łowców mamutów po szklane bransolety Celtów

Każde wbicie szpadla na Śląsku mogło przynieść rewelacje. Co dokładnie ukrywała ziemia, zanim przykrył ją przemysł? Prześledźmy najważniejsze odkrycia chronologicznie.

1. Epoka Lodowcowa i pierwsi myśliwi

Człowiek pojawił się na Śląsku już w okresie lodowcowym (paleolicie). Archeolodzy odkryli pod grubymi warstwami lessu kości mamutów, nosorożców włochatych i niedźwiedzi jaskiniowych, na które polowali ówcześni ludzie. Pozostałości narzędzi z tego okresu (tzw. kultura oryniacka) odnaleziono m.in. w Dzierżysławiu i Roszowickim Lesie.

Prehistoryczni myśliwi w surowym, śnieżnym krajobrazie epoki lodowcowej, ubrani w grube skóry, polujący na potężnego, włochatego nosorożca.
Prehistoryczni myśliwi polujący na nosorożca włochatego w surowym klimacie epoki lodowcowej.

2. Mezolityczne obozowiska w Zabrzu i Miechowicach

Kiedy lądolód ustąpił (ok. 8-10 tys. lat temu), na nasze tereny wkroczyli zbieracze i myśliwi. W 1926 roku rodzeństwo pasjonatów, Heinrich i Hildegard Kurtz, dokonało niezwykłego odkrycia na piaszczystych wydmach w Zabrzu (Hindenburg). Ziemia skrywała dziesiątki mikrolitów – miniaturowych, precyzyjnie łupanych narzędzi krzemiennych.

Prehistoryczny myśliwy kucający na piaszczystej wydmie, precyzyjnie łupiący kawałek krzemienia, aby stworzyć miniaturowe narzędzie (mikrolit).
Tworzenie precyzyjnych narzędzi krzemiennych (mikrolitów) w sezonowym obozowisku na piaszczystych wydmach.

Podobne znaleziska odkryto w Miechowicach na Grycbergu (Grytzberg), gdzie odnaleziono prymitywne skrobaki i wiertła. Finał zderzenia z przemysłem: Stanowisko na wydmach w Zabrzu padło całkowicie ofiarą postępującego uprzemysłowienia. Zostały tylko uratowane w ostatniej chwili artefakty. Podobny los spotkał neolityczne ślady rolników na terenie Huty Hubertus czy w Wieszowej, gdzie wydobyto olbrzymie ilości łupanego kwarcyfu.

3. Złoty Wiek Brązu i tajemniczy Celtowie

W epoce brązu (ok. 1500 p.n.e.) region tętnił życiem. Wystarczy wspomnieć 10 lipca 1925 roku, kiedy to w Nędzy (Nendza) z wilgotnego torfu wydobyto fenomenalnie zachowany miecz z epoki brązu.

Dłonie w skórzanych rękawicach ostrożnie wyciągają z ciemnego, wilgotnego torfu zabytkowy miecz z epoki brązu.
Wydobyty w 1925 roku w Nędzy miecz stanowił twardy dowód na to, że zaawansowana metalurgia istniała tu na długo przed hutami cynku i żelaza.

Jeszcze ciekawiej robi się, gdy spojrzymy na Celtów, którzy zamieszkiwali zachodnie rubieże Śląska około 400 r. p.n.e. (pozostawili po sobie ślad m.in. w nazwie miejscowości Kotulin). Byli mistrzami rzemiosła – używali toczonej na kole ceramiki zdobionej grafitem i nosili niezwykłe, błękitne bransolety ze szkła.

Starożytny celtycki rzemieślnik w prostej tunice, pracujący przy kole garncarskim, modelujący ciemne, lśniące naczynie gliniane. Na nadgarstku widoczna szklana bransoleta.
Celtycki rzemieślnik przy pracy – mistrzowie ceramiki i ozdób szklanych na starożytnym Śląsku.

Z kolei urny ciałopalne z tego i późniejszego okresu wykopywano dosłownie na terenach wielkich kopalń – m.in. przy bytomskiej Heinitzgrube (Kopalnia Rozbark) czy Radzionkau Grube!

4. Wandalowie pod kopalnią galmanu w Szarleju

To absolutny hit archeologiczny tamtych lat, choć musimy pamiętać o ówczesnym kontekście. W dwudziestoleciu międzywojennym niemieccy badacze usilnie poszukiwali starożytnych, germańskich korzeni Śląska, co nierzadko nadawało ich interpretacjom polityczny wydźwięk. Niemniej jednak same odkrycia były bezdyskusyjnymi faktami: w Szarleju (Scharley, dziś dzielnica Piekar Śląskich) pod rozbudowującą się infrastrukturą kopalni kruszców natrafiono na potężne pozostałości osady z IV w. n.e., przypisywanej właśnie germańskim plemionom Wandalów.

Przekrój warstw ziemi ukazujący XIX-wieczną kopalnię na powierzchni oraz ukryte pod nią starożytne drewniane ziemianki Wandalów.
Ziemianki Wandalów z IV w. n.e. odkryto bezpośrednio pod terenami dawnej kopalni galmanu w Szarleju. Górnicy stąpali po historii!

Odkryto tam liczne ziemianki mieszkalne (Wohngruben). Pomyślcie tylko: przez dziesiątki lat górnicy stąpali codziennie do pracy dokładnie nad domostwami wojowników z okresu Wielkiej Wędrówki Ludów! Zanim Wandalowie ruszyli w V wieku na zachód (docierając aż do Afryki Północnej), pozostawili na Śląsku wyraźne ślady, m.in. w Łabędziach, sersieńskim Świbiu (wpływy gockie) czy właśnie w Szarleju.

5. Średniowieczne mity: Od Wzgórza Małgorzaty do „Szwedzkiego Szańca”

Gdy wyludnione po Wandalach tereny zajęli Słowianie (co według międzywojennego stanu badań datowano początkowo na IX-X wiek), lokowali się na wzniesieniach i terenach wolnych od gęstych lasów. Doskonałym przykładem jest bytomskie Wzgórze Małgorzaty (Margaretenhügel), gdzie obok ceramiki z epoki brązu odkryto ślady wczesnośredniowiecznego grodu, który najpewniej ukształtował się w XI wieku jako ważny ośrodek kasztelański. Z kolei w Starych Tarnowicach (Alt-Tarnowitz) archeologia musiała zmierzyć się z legendą. Przez lata miejscowi nazywali tamtejsze wzniesienie „Szwedzkim Szańcem”, błędnie łącząc je z późniejszymi wojnami nowożytnymi (np. potopem szwedzkim czy wojną trzydziestoletnią). Badania archeologiczne (którymi w latach 30. kierował dr Pfützenreiter) wykazały jednak, że był to sztucznie sypany średniowieczny kopiec (typu motte) z XIII–XIV wieku, na którym wznosiła się drewniana wieża obronna z fosą.

Średniowieczna, wysoka drewniana wieża obronna na szczycie sztucznie usypanego, stromego wzgórza, otoczona fosą wypełnioną wodą i palisadą.
Wizualizacja średniowiecznego gródka stożkowatego (motte), na którego ślady natrafiono w Starych Tarnowicach.

Pyłki z torfowisk – jak nauka ostatecznie zabiła „Puszczę”

Aby ostatecznie zadać kłam teorii o nieprzebytej Przesiece (Urwald), zespół Arndta musiał sięgnąć po nowatorskie metody naukowe. We współpracy z nauczycielem Schubertem i młodym studentem Kurtzem rozpoczęto pionierskie badania torfowisk (Moorforschung). Kurtz odpowiadał za łączenie wyników badań przyrodniczych z prahistorią oraz za nowatorską dokumentację fotograficzną.

Dwóch naukowców z lat 20. XX wieku pobierających metalowym świdrem ręcznym próbki rdzeniowe na zamglonym torfowisku.
Pionierskie odwierty na śląskich torfowiskach pozwoliły na przełomową analizę pyłków uwięzionych w ziemi.

Robiąc głębokie odwierty, analizowano warstwy pyłków roślinnych uwięzionych w torfie. Pozwoliło to na dokładną rekonstrukcję dawnego klimatu i szaty roślinnej. Co się okazało? Po epoce lodowcowej klimat uległ ociepleniu, a naturalne zmiany środowiskowe i działalność wczesnych rolników tworzyły ogromne polany i żyzne enklawy. Mit mrocznej, bezludnej puszczy upadł ostatecznie w 1925 roku po publikacji fundamentalnego dzieła Arndta „Oberschlesische Vor- und Frühgeschichte”. Sukces ten skłonił władze prowincjonalne do utworzenia pierwszego pełnoetatowego stanowiska konserwatora zabytków, które objął znany w Europie archeolog, dr Bolko von Richthofen.

Podsumowanie: To, po czym stąpamy dzisiaj

Praca Alfreda Arndta i jego współpracowników ocaliła dziedzictwo Górnego Śląska przed bezlitosnymi zębami koparek. Zbiory bytomskiego muzeum tuż przed 1945 rokiem liczyły ponad 2000 świetnie opracowanych prahistorycznych obiektów.

Współczesne skrzyżowanie na Śląsku w deszczu, w kałuży na asfalcie odbija się sylwetka prehistorycznego łowcy z łukiem.
To, po czym stąpamy dzisiaj, kryje tysiące lat zapomnianej historii.

Gdy następnym razem będziesz spacerować po Miechowicach, wejdziesz na Wzgórze Małgorzaty w Bytomiu lub miniesz teren dawnej Kopalni Rozbark czy zabudowań w Szarleju, spójrz pod nogi. To, po czym stąpasz, to nie tylko pozostałości XIX-wiecznego przemysłu. To milczący świadek historii łowców mamutów, rzemieślników celtyckich, germańskich wojowników i słowiańskich rolników – tysięcy lat życia, które ledwo udało się wyrwać z objęć zapomnienia.

Źródła i materiały archiwalne

Niniejsze opracowanie opiera się na skatalogowanych materiałach historycznych oraz badaniach z epoki:

  • Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt (oraz Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt) – zbadane roczniki i wydania: 1952 (marzec), 1954 (kwiecień, grudzień), 1955 (maj), 1958 (marzec), 1960 (luty, maj), 1965 (listopad), 1967 (lipiec, grudzień), 1971 (lipiec/sierpień), 1982 (listopad), 1991 (luty).
  • Geisler, WalterOberschlesien-Atlas: Zur Einführung in den Karteninhalt, Berlin 1938.
  • Raschke, GeorgErgebnisse der oberschlesischen Urgeschichtsforschung, w: „Die Provinz Oberschlesien”, Ratibor 1931.
  • Geschwendt, Fritz (wyd.)Altschlesische Blätter, Nr 5, 1928.
0
0

Read more

Grafika przedstawiająca Adolfa Knakricka jako budowniczego nowoczesnego Bytomia, z widokiem na Parkbad, teatr i mapę Górnośląskiego Trójmiasta.

Adolf Knakrick – Budowniczy Nowoczesnego Bytomia

Bytomskie Biografie 1886–1959 • nadburmistrz Bytomia 1925–1933

Był wizjonerem, który marzył o potężnym górnośląskim Trójmieście. Autorytarny w biurze, niezwykle wrażliwy prywatnie. Nadburmistrz Adolf Knakrick to postać tragiczna i monumentalna zarazem – budowniczy nowoczesnego Bytomia, zniszczony przez nazistowski aparat terroru. Poznajmy prawdziwą historię człowieka, dla którego „zapomnieć o sobie, a innych uszczęśliwiać” było życiowym credo.

Granica po 1922 i kryzys mieszkaniowy Inwestycje: Gewo, transport, edukacja Tagore w Bytomiu i „Mein Beuthen” 1933: kampania nienawiści i upadek

Korzenie, młodość i akademickie szlify

Przez dziesięciolecia wiele powojennych wspomnień i opracowań historycznych błędnie wskazywało, że Adolf Knakrick urodził się w Radkowie (Wünschelburg) na Ziemi Kłodzkiej. Prawda historyczna jest jednak inna – przyszedł na świat 29 sierpnia 1886 roku w Berlinie. W Radkowie spędził jedynie lata swojej młodości i tam też odebrał wczesne wychowanie. Pochodził z rodziny o przemysłowych lub zarządczych tradycjach; jego matka, Christine Knakrick z domu Schilling, była wdową po dyrektorze zakładu (Betriebsdirektor). Zmarła 11 lipca 1928 roku w Bytomiu w wieku 64 lat, a jej pogrzeb odbył się trzy dni później w rodzinnym Radkowie.

Edukację średnią przyszły nadburmistrz zwieńczył zdanym egzaminem dojrzałości (Abiturium) w kłodzkim gimnazjum. Będąc ambitnym młodzieńcem, podjął studia prawnicze, które odbywał na prestiżowych uniwersytetach w Tybindze, Monachium oraz Wrocławiu (Breslau).

Kluczowym momentem dla ukształtowania jego światopoglądu była data 30 kwietnia 1906 roku. Wtedy to Knakrick wstąpił w szeregi tybińskiej katolickiej korporacji studenckiej „Guestfalia”. Organizacja ta należała do potężnego zrzeszenia CV (Cartell-Verband), skupiającego tradycyjne stowarzyszenia akademickie o profilu katolickim. Fakt ten dowodzi jego głębokiego i trwałego zakorzenienia w tych środowiskach na długo przed tym, nim zaangażował się w politykę.

Lata nauki akademickiej i aplikacji referendarskiej nie były spokojne – przerywała je służba wojskowa oraz dodatkowe studia z zakresu nauk handlowych w Wyższej Szkole Handlowej w Berlinie (Handelshochschule Berlin). Ostatecznie zdolny prawnik zdał egzamin na referendarza sądowego i obronił tytuł doktora nauk prawnych (Dr. jur.).

Krew, okopy i uraz głowy – szlak bojowy w I wojnie światowej

Kiedy w 1914 roku wybuchł globalny konflikt, Knakrick nie uniknął powołania. Brał czynny udział w I wojnie światowej od pierwszych dni aż do jej dramatycznego końca. Służył na froncie jako żołnierz pułku artylerii. Jego zdolności dowódcze szybko zostały dostrzeżone – początkowo pełnił funkcję oficera baterii, by z czasem objąć jej dowództwo (Batterieführer).

Wizualizacja frontu I wojny światowej, oficer artylerii z koniem, 1918 rok
Szlak bojowy: Knakrick spędził na froncie całą wojnę, dowodząc baterią artylerii. Ironią losu, to nie kule wroga, a upadek z konia w ostatnim dniu walk omal nie kosztował go życia. (Wizualizacja klimatu epoki)

Za wybitne zasługi na polu walki uhonorowano go prestiżowym odznaczeniem: Krzyżem Żelaznym I Klasy. Ironią losu jest to, że frontowe kule go omijały, a najcięższych obrażeń doznał w dniu zakończenia działań wojennych. Ostatniego dnia wojny spadł z konia, doznając tak rozległego i ciężkiego urazu głowy, że wymagał wielomiesięcznej hospitalizacji. W wojskowym lazarecie spędził blisko rok – od listopada 1918 roku aż do września 1919 roku.

Od „biurowego stołka” do znajomości śląskiego przemysłu

Młody doktor praw pierwotnie nie planował kariery w administracji publicznej. Jego wielką ambicją było zostanie adwokatem specjalizującym się w zawiłościach prawa przemysłowego. W grudniu 1920 roku powrócił do cywilnego życia i zdał w Berlinie egzamin na asesora sądowego.

Rzeczywistość zweryfikowała jego plany. Jak sam po latach szczerze przyznawał, po części dzięki protekcji przyjaciela udało mu się zdobyć posadę w Krajowym Urzędzie Skarbowym Górnego Śląska (Landesfinanzamt Oberschlesien) w Opolu. Pracował tam najpierw jako asesor rejencyjny, a potem radca rejencyjny (Regierungsrat). Mimo awansów, Knakrick nie znosił tej posady, nazywając ją pogardliwie „biurowym stołkiem”.

Sztywna praca urzędnika skarbowego dusiła jego energię. Prawdziwe powołanie i możliwości działania znalazł dopiero wtedy, gdy porzucił opolski urząd.

Przełom w jego karierze nastąpił w styczniu 1923 roku, kiedy to został syndykiem w Izbie Przemysłowo-Handlowej Prowincji Górnośląskiej. Nowe stanowisko uwolniło go zza biurka. Praca ta wiązała się z nieustannymi podróżami po całym regionie. Knakrick prowadził m.in. szkolenia z zakresu prawa podatkowego i gospodarczego dla przedsiębiorców. Dzięki tej aktywności poznał od podszewki problemy górnośląskiego przemysłu ciężkiego i błyskawicznie wyrobił sobie doskonałą renomę w śląskich sferach gospodarczych. Był to kapitał, który wkrótce miał zaowocować najważniejszym awansem w jego życiu.

Miasto na krawędzi: „Krwawiąca granica” i wizja Trójmiasta

Wiosną 1925 roku Zgromadzenie Radnych Miejskich, zdominowane wówczas przez kupców i przedsiębiorców, wybrało Adolfa Knakricka na stanowisko Nadburmistrza Bytomia. Oficjalnie objął on urząd 25 kwietnia 1925 roku. Miał zaledwie 39 lat, a miasto, którym przyszło mu zarządzać, liczyło około 61 000 mieszkańców i znajdowało się w dramatycznym położeniu geopolitycznym.

Zaledwie trzy lata po podziale Górnego Śląska, granica polsko-niemiecka stworzyła na tym obszarze tzw. „krwawiącą granicę”. Bytom został otoczony z trzech stron przez odrodzoną Rzeczpospolitą, stając się swoistym terytorialnym „półwyspem” wcinającym się w polskie ziemie.

Zabytkowa mapa koncepcyjna Górnego Śląska po podziale w 1922 roku
Wizualizacja „krwawiącej granicy” – Bytom odcięty od wschodnich terenów uprzemysłowionych stał się swoistą wyspą otoczoną z trzech stron terytorium Polski.

Nowy przebieg granicy był dla gospodarki miasta katastrofalny. Bytom stracił na rzecz Polski bogatą, silnie uprzemysłowioną dzielnicę Friedenshütte-Schwarzwald (Nowy Bytom – Czarny Las), którą zamieszkiwało około 18 000 osób. Przecięciu uległy nie tylko szlaki komunikacyjne, ale i podziemne pola górnicze na wschodzie, południu oraz północy. Jakby tego było mało, miasto zalała fala uchodźców – tysięcy Niemców zmuszonych do opuszczenia wschodniej części Górnego Śląska. Wywołało to niewyobrażalną wprost nędzę mieszkaniową.

Młody nadburmistrz nie załamał jednak rąk. Knakrick, wspólnie z zaufanymi współpracownikami, zaczął snuć dalekosiężne, monumentalne plany przebudowy śródmieścia. Jego najbardziej przełomowym i śmiałym architektonicznie projektem była idea połączenia Bytomia, Zabrza (Hindenburg) oraz Gliwic (Gleiwitz) w jedno potężne, górnośląskie „trójmiasto”. Choć ta futurystyczna wizja metropolii ostatecznie nie została w pełni zrealizowana, dowodziła nieprawdopodobnego rozmachu urbanistycznego Knakricka.

Złota era inwestycji: Gospodarka, Gewo i nowe granice

Aby zrekompensować dramatyczne straty terytorialne i finansowe, Knakrick przystąpił do ofensywy administracyjnej. 1 stycznia 1927 roku doprowadził do oficjalnego włączenia do terytorium Bytomia sąsiedniej gminy Rozbark (Roßberg). Był to mistrzowski ruch – populacja miasta wzrosła o około 24 000 mieszkańców (osiągając liczbę 86 881), a do miejskiej kasy popłynął potężny strumień nowych podatków.

Knakrick wiedział, że aby uratować Bytom, potrzebuje potężnego wsparcia z zewnątrz. Zainicjował szeroko zakrojoną akcję lobbingową, zlecając wydawanie nowocześnie zaprojektowanych memoriałów naszpikowanych mapami, wykresami i zdjęciami, które trafiały na biurka decydentów w Rzeszy i Prusach. Szczególnym sukcesem propagandowym okazała się zainspirowana przez niego broszura zatytułowana „Beuthen O/S — ein Bollwerk deutscher Wirtschaft und Kultur im Südosten des Reichs”.

Walka z nędzą mieszkaniową

Odpowiedzią na gigantyczny kryzys demograficzny była agresywna polityka budowlana:

Rodziny robotnicze wprowadzające się do domów w Republice Weimarskiej w 1928 roku
Masowa budowa osiedli robotniczych miała być lekarstwem na powojenną nędzę i kryzys uchodźczy po podziale Śląska.
  • Powołano do życia legendarną dziś spółkę mieszkaniową Gewo (Gemeinnützige Wohnungsgesellschaft mbH). Miasto przejęło w niej wszystkie udziały, czyniąc ją głównym realizatorem programów budownictwa socjalnego.
  • Szybko zabudowywano luki w śródmieściu oraz wznoszono całe nowe osiedla na obrzeżach miasta.
  • Władze wybudowały specjalny miejski azyl dla bezdomnych (Obdachlosenasyl).
  • Powstał również innowacyjny azyl rodzinny (Familienasyl), oferujący 180 mieszkań o charakterze domu przejściowego.

Rozmach inwestycyjny obejmował całą infrastrukturę komunikacyjną i przemysłową. To za kadencji Knakricka z kasy miasta dofinansowano budowę reprezentacyjnej, przeszklonej hali na nowym dworcu głównym kolei rzeszy (Reichsbahn). Poszerzono również kluczowy podjazd przy Schomberger Landstraße. W trosce o logistykę, utworzono potężne miejskie place składowe w rejonie dworca Karf o powierzchni około 300 000 mkw., obsługiwane przez bocznice kolei normalnotorowej i wąskotorowej.

Miasto stawiało na nowoczesny transport miejski. W latach 1925–1928 sieć bytomskich tramwajów powiększyła się o 11,3 km, znacząco poprawiając skomunikowanie z zachodnimi przedmieściami. Oddano do użytku trasy: Mechtal – Martinau – Randsdorf (1925 r.), a trzy lata później odgałęzienie do osiedla Helennhof przy Stillersfeld. Tramwaje docierały również do nowej kopalni Deutsch-Bleischarleygrube. W 1926 r. powołano do życia miejski zakład komunikacji samochodowej, wprowadzając na ulice autobusy (Kraftverkehrsbetrieb). Zbudowano dla nich dedykowaną zajezdnię z warsztatem naprawczym, w której garażowano również pojazdy służb miejskich do czyszczenia ulic i wywozu śmieci.

Ruchliwa ulica Bytomia w latach 20., tramwaj z napisem Beuthen O_S, dorożki
Nowoczesny tramwaj „Beuthen O/S” mija konne wozy – za czasów nadburmistrza Knakricka miasto przeszło prawdziwą rewolucję komunikacyjną.

Knakrick dbał również o przemysł, rozwój techniczny i usługi. Aktywnie wspierał budowę nowych szybów kopalnianych (Beuthengrube i Deutsch-Bleischarleygrube). W 1928 roku, wykazując się świetnym zmysłem do współpracy, zawiązał wspólnie z Zabrzem spółkę gazowniczą Verbandsgaswerk Beuthen – Hindenburg O/S GmbH. Przedsiębiorstwo to wydzierżawiło majątek gazowy obu miast, a z czasem do tej wielkiej sieci dołączyły także Gliwice. Ponadto, w latach 1927-1929 zmodernizowano urządzenia maszynowe w miejskiej rzeźni, a w 1931 r. gruntownie odnowiono i rozbudowano targ bydła (Viehhof). Kiedy obiekt ostatecznie otwarto w 1932 r., stał się on rynkiem hurtowym o fundamentalnym znaczeniu dla gospodarki całego Górnego Śląska.

Świątynie nauki i edukacyjny triumf Bytomia

Mimo że za jego kadencji powstały imponujące obiekty sportowe, infrastrukturalne czy kulturalne, to sam dr Adolf Knakrick za swoje absolutnie największe dzieło uważał powołanie do życia Akademii Pedagogicznej. Fakt ten dobitnie dowodzi, jak ogromną wagę nadburmistrz przywiązywał do edukacji i prestiżu naukowego Bytomia. W 1930 r. uruchomiono w Bytomiu Pädagogische Akademie (Akademię Pedagogiczną), którą po reorganizacji w 1933 r. przemianowano na Hochschule für Lehrerbildung. Uczelnię umieszczono w znacznie rozbudowanym na tę okazję dawnym seminarium nauczycielskim przy Gutenbergstraße (obecnie ul. Powstańców Śląskich), a wszelkie koszty tej kosztownej operacji pokryło miasto. W pobliżu, dla wsparcia zaplecza akademickiego, wybudowano również nowy dom dla wykładowców (Dozentenwohnhaus) oraz nowoczesną szkołę ludową (Gutenbergschule), która pełniła rolę szkoły ćwiczeń dla studentów.

Brak uczelni to nie jedyny problem, z którym zmierzył się Knakrick. Po podziale Śląska to właśnie do Bytomia przeniesiono z Katowic Państwową Szkołę Budowlaną (Staatsbauschule). Miasto nie oszczędzało na tej inwestycji – w latach 1928-1929 wzniesiono dla niej monumentalny gmach przy Moltkeplatz (dzisiejszy plac Sobieskiego, słynny bytomski „mechanik”).

Na mapie edukacyjnej miasta pojawiły się także inne imponujące inwestycje: miasto wzniosło piękny, nowy budynek dla państwowego Realgimnazjum przy Ostlandstraße oraz solidny gmach szkoły średniej (Mittelschule) przy Breitestraße. Z kolei w 1927 r. magistrat wsparł utworzenie przez Caritas Górnośląskiej Szkoły Zawodowej dla Zawodów Społecznych (Oberschlesische Fachschule für soziale Berufe). Miasto udostępniło bezpłatnie lokale i wielkodusznie pokrywało koszty ogrzewania, oświetlenia oraz bieżące dopłaty do funkcjonowania placówki.

Kulturalne serce Śląska i wizyta Noblisty

Knakrick miał ambicję uczynienia z Bytomia potęgi kulturalnej. W 1925 r. na jego wniosek założono spółkę „Vereinigte städtische Bühnen Beuthen, Gleiwitz, Hindenburg GmbH” z siedzibą w Bytomiu. Dwa lata później (w 1927 r.) zmieniono jej nazwę na „Oberschlesisches Landestheater GmbH”. Przełomowy okazał się rok 1928, kiedy to pozostali udziałowcy przekazali swoje udziały miastu Bytom, a gmina stała się jedynym właścicielem teatru. Celowo utrzymano formę spółki z o.o., aby uniknąć ewentualnych problemów politycznych z występami na terytorium polskiego Górnego Śląska. Instytucja ta stała się największą i najważniejszą sceną na całym Górnym Śląsku, wystawiając spektakle nie tylko u siebie, ale też w Katowicach czy Królewskiej Hucie. Doskonałą renomę zdobyła również miejska orkiestra, słynąca ze znakomitych koncertów symfonicznych.

Artystyczna wizualizacja gmachu muzeum i biblioteki w Bytomiu
Bytom jako „Bollwerk kultury”. Nowoczesny gmach przy Moltkeplatz mieścił muzeum, kasy oszczędnościowe i rozbudowaną bibliotekę. (Wizualizacja klimatu epoki)

Z nadwyżek wypracowanych przez kasy oszczędnościowe (Sparkassenüberschüssen) miasto wzniosło w latach 1929-1930 reprezentacyjny gmach przy Moltkeplatz. Budynek stał się prawdziwym centrum kulturalno-finansowym: pomieszczono w nim Miejską Kasę Oszczędności (Stadt-Sparkasse), Górnośląskie Muzeum Krajowe (Oberschlesisches Landesmuseum) oraz Bibliotekę Miejską z czytelniami ludowymi i naukowymi (Stadtbücherei). Dzięki osobistym staraniom dr. Knakricka, miasto zakupiło obszerne zbiory przyrodnicze, które stanowiły odrębny, fascynujący dział wystawienniczy w nowym muzeum.

Historyczne spotkanie z Rabindranathem Tagore

1 października 1926 roku to data wyjątkowa – Bytom odwiedził wybitny indyjski poeta, filozof i laureat Literackiej Nagrody Nobla (1913 r.), Rabindranath Tagore. Było to wydarzenie o znaczeniu ponadregionalnym.

Rabindranath Tagore i Nadburmistrz Adolf Knakrick wraz z żoną w Bytomiu, 1926 r.
Elitarne grono: Nadburmistrz dr Adolf Knakrick z małżonką goszczą indyjskiego noblistę, Rabindranatha Tagore (1926 r.).
  • Tagore wygłosił w mieście wykłady objaśniające wiedzę o indyjskiej kulturze, poglądach i sposobie myślenia.
  • Podczas tej wizyty nadburmistrz Knakrick wraz z żoną spotkali się z noblistą osobiście. Historyczna fotografia opublikowana w „Oberschlesien im Bild” uwieczniła długobrodego myśliciela siedzącego w towarzystwie włodarza Bytomia.
  • Indyjski poeta propagował idee „absolutnego porozumienia” oraz pięknej nauki miłości pomiędzy ludźmi. Idee te były niezwykle bliskie sercu Knakricka.

Warto dodać, że Bytom gościł wybitnych twórców światowego formatu – obok Tagore, w lokalnej tradycji i przekazach publicystycznych pojawia się także wątek powojennych wizyt Wisławy Szymborskiej, co czyni miasto ważnym punktem na mapie literackich spotkań.

Zielone płuca Bytomia i sportowa potęga

Dynamiczny rozwój miasta wiązał się z inwestycjami w sport i rekreację. Z inicjatywy nadburmistrza powstał gigantyczny Stadion Bytomski, mogący pomieścić 40 000 widzów, który pierwotnie nosił dumną nazwę Hindenburg-Kampfbahn. Knakrick miał też rozmach w organizacji wydarzeń ponadregionalnych – w 1931 roku, ściśle współpracując z burmistrzami Gliwic i Zabrza, współorganizował historyczną wizytę na Śląsku potężnego sterowca „Graf Zeppelin” (dowodzonego przez dr. Eckenera). Choć maszyna ostatecznie wylądowała na lotnisku w Gliwicach, jej uroczysty przelot nad Bytomiem i wspólna koordynacja tego gigantycznego przedsięwzięcia były powodem do dumy dla całego miasta.

Sterowiec Graf Zeppelin nad Górnym Śląskiem w 1931 roku
Podniebny gigant: Wizyta sterowca „Graf Zeppelin” (LZ 127) na Śląsku w lipcu 1931 r. była wielkim, wspólnym świętem całego regionu, przyciągając setki tysięcy widzów.

Prawdziwym cudem architektury rekreacyjnej był jednak wybudowany w Parku Miejskim, określany często jako jeden z najnowocześniejszych na wschodzie ówczesnych Niemiec, kryty basen (Hallenbad), powszechnie nazywany Parkbad. Ten okrzyknięty „najpiękniejszym” obiekt wyposażony był w wielką halę pływacką, luksusowe tarasy do leżenia, specjalistyczny dział kąpieli wannowych i medycznych, a nawet solanki dla najmłodszych.

Wizualizacja wnętrza Parkbadu w Bytomiu w latach 20. XX wieku
Pływalnia Parkbad, zainicjowana przez Knakricka, była obiektem luksusowym i absolutnie najnowocześniejszym na wschodnich rubieżach Rzeszy. (Wizualizacja klimatu epoki)

Knakrick dbał o tereny zielone z równym zapałem. Na południu miasta powstał Park Goethego. Las Miejski przekształcono w przepiękny park leśny z kilkukilometrową, wybrukowaną, wolną od kurzu aleją topolową. Miasto dokonało też wielkich zakupów gruntów – nabyto od administracji hrabiowskiej Thiele-Wincklerów około 186 hektarów lasu (Mechtaler Forst). Całkowita powierzchnia rekreacyjnego Lasu Miejskiego (Stadtwald) wzrosła do oszałamiających 634 hektarów. Równocześnie wspierano ogrodnictwo; pod koniec urzędowania Knakricka ogrody działkowe (Kleingartenanlagen) zajmowały rekordową powierzchnię 418 554 mkw.

„August” – dwie twarze urzędnika i wzruszające anegdoty

Portret psychologiczny Adolfa Knakricka był pełen sprzeczności. Jako najwyższy rangą urzędnik w mieście potrafił być niezwykle stanowczy, impulsywny, autorytarny, a wręcz apodyktyczny w dążeniu do obranego celu. Jednak prywatnie kryła się pod tą maską zupełnie inna osoba. Był niezwykle wrażliwy i często lękał się o to, czy swoimi szybkimi decyzjami nie wyrządził komuś niesprawiedliwości. Nic więc dziwnego, że w wąskim gronie najbliższych przyjaciół znany był pod ciepłym pseudonimem „August”.

„Zapomnieć o sobie, a innych uszczęśliwiać – to był jego cel życia” (Sich selbst vergessen und andere beglücken war sein Lebenszweck) – dewiza życiowa Knakricka wyryta na jego pamiątkowym obrazku pośmiertnym (Totenzettel).

Jego empatia objawiała się w codziennych, drobnych gestach. Już w pierwszym dniu urzędowania (1925 r.) nowy nadburmistrz zaskoczył mieszkańców: wziął osobisty udział w pogrzebie zmarłego miejskiego zamiatacza ulic. Przy otwartym grobie podszedł do córki zmarłego i przekazał jej znaczną kwotę pieniędzy, aby wesprzeć osieroconą rodzinę.

Inna ze znanych anegdot opowiada o mroźnym i deszczowym październikowym dniu. Knakrick, jadąc samochodem, zauważył szkolną klasę maszerującą na zajęcia gimnastyczne. Jego uwagę przykuł jeden z uczniów, który w to przejmujące zimno szedł zupełnie boso (jego jedyne buty znajdowały się w naprawie u szewca). Włodarz bez wahania zatrzymał auto, zabrał przemarzniętego chłopca do najbliższego sklepu i z własnej kieszeni zapłacił za nowe buty oraz pończochy. Kiedy po latach zaprzyjaźniony nauczyciel przypomniał mu tę chwytającą za serce historię, nadburmistrz twierdził stanowczo, że zupełnie jej nie pamięta.

Adolf Knakrick przymierzający buty biednemu chłopcu w bytomskim sklepie, lata 20. XX wieku
Serce pod maską surowego urzędnika: Nadburmistrz Knakrick kupuje nowe buty przemarzniętemu, bosemu chłopcu w jeden z chłodnych, jesiennych dni. (Wizualizacja anegdoty)

Knakrick potrafił również dziękować za osobiste szczęście. W dowód wdzięczności wobec Boga za narodziny upragnionego syna Helmuta, sfinansował budowę białej kapliczki w Lesie Miejskim w bytomskiej Dąbrowie (Stadtwald Dombrowa). Zbudowana pośród ciemnych świerków, malowniczo kontrastująca budowla, została szybko ochrzczona przez okolicznych mieszkańców mianem „Marii w lesie” (Maria im Walde). Prywatnie zamieszkiwał w samodzielnie zaprojektowanym domu przy Gustav-Freytag-Straße (obecnie ul. Józefa Jainty). Dom sąsiadował z identycznym budynkiem (stanowiły one domy-bliźniaki), który należał do jego najlepszego przyjaciela, ordynatora oddziału wewnętrznego Szpitala Miejskiego, dr. Wilhelma Effinga.

Najbardziej osobistym wyznaniem miłości do Bytomia był jednak napisany przez niego poemat zatytułowany „Mein Beuthen” (Mój Bytom). Knakrick określił w nim swoje miasto jako „twierdzę kultury” (Bollwerk der Kultur). Z nieskrywanym sentymentem wymieniał nazwy kultowych śląskich lokali: u Scheffczyka, Schwiedernocha, Zolkego, Albrechta, Jusczyka, a także wspominał browar Knokego, z którego „już z daleka pachniało zbożówką” (Korn). Cieszył się z potęgi lokalnego klubu piłkarskiego Beuthen 09 oraz z mistrzostwa Niemiec w pływaniu wywalczonego przez bytomiankę Lotte Kotullę. Nade wszystko jednak sławił przedwojenną tolerancję Bytomia, pisząc z dumą, że „poganie, chrześcijanie czy żydzi – wszyscy się tam dobrze dogadywaliśmy”. Niestety, w ostatniej zwrotce poematu musiał ze wstydem przyznać rację historii, ubolewając nad upadkiem tego świata w 1933 roku: „Gwiż, nie jesteśmy wolni od winy, bo źle wybraliśmy w trzydziestym trzecim” (Gewiß, wir sind von Schuld nicht frei, Weil falsch gewählt wir dreißig drei).

Mein Beuthen (Mój Bytom)

Autor: Dr Adolf Knakrick, Nadburmistrz Bytomia w st. spocz.

Oryginał (Język niemiecki)
Mein Beuthen ist im ganzen Land
Als eine reiche Stadt bekannt.
Man sagt, daß einst in Silberwiegen
Die Beuthner Kinder konnten liegen.
Auf Kohle steht es und auf Erz
Und jeder hat ein fröhlich Herz.
Und schön sind alle Mädels dort.
Viel schöner als am andern Ort
Drum rat ich allen Leuten:
Holt’s Mädel Euch aus Beuthen.
Nicht Erz allein und auch nicht Kohle
Beuthen hat auch eine Sole,
Die kommt aus Carsten-Zentrums Grund
Und wer drin badet, wird gesund.
Ein Kurpark der ist auch vorhanden
Viel schöner als in anderen Landen
Und wer Ozon zur Kur begehrt
Im Stadtwald wird er ihm beschert.
Drum sag’ ich allen Leuten:
Kommt nur zur Kur nach Beuthen.
Beuthen ist auch eine Stadt,
Die viele Gastlokale hat.
Bei Scheffczyk und bei Schwiedernoch
Von weitem schon nach Korn es roch.
Bei Zolke, Albrecht, Jusczyk, Knoke
Gabs Sachen von besondrer Note.
An Bieren aller Brauereien
Konnt’ man in Beuthen sich erfreun.
Drum rat ich allen Leuten:
Kommt, trinkt mit mir in Beuthen.
Beuthen war im weiten Land
Als Bollwerk der Kultur bekannt.
Orchester und die Sängerchöre
Die machten der Musik viel Ehre.
Theater zeigte edle Kunst,
Museum stand in hoher Gunst.
Die „Ostmark-Beuthen“ im „K. V.“
Der Akademie gab das Geschau.
Die ragte auf gar hoch im Norden
Und tat für Lehrerbildung sorgen.
Drum rat ich allen Leuten:
Genießt Kultur in Beuthen.
Beuthen, das war auch ein Ort,
Der viel getan für Spiel und Sport.
Das Stadion die Krone gab,
Juwel darin das Hallenbad.
Es blühte jeder Sportverein
Und Weltruhm brachte uns „09“.
Die Deutsche Meisterschaft im Schwimmen
Kotulla’s Lotte tat sie bringen.
Ob Schützen, Turner, Ringerriegen,
Die Beuthner wußten stets zu siegen.
Drum sag ich allen Leuten:
Kommt nur zum Sport nach Beuthen.
In Beuthen, da lag alles drin.
Ein jedes hatte seinen Sinn
Ob Heiden, Christen oder Juden.
Wir alle uns dort gut vertrugen.
Und Gäste aus der ganzen Welt,
Sich haben bei uns eingestellt.
Wer mal bei Knoke hat gesessen,
Der konnte Beuthen nie vergessen.
Drum sag ich allen Leuten:
Vergeßt mir nicht mein Beuthen.
Beuthen wurde eine Stadt,
Aus der man uns vertrieben hat.
Gewiß, wir sind von Schuld nicht frei,
Weil falsch gewählt wir dreißig drei.
Tłumaczenie (Język polski)
Mój Bytom w całym kraju
Znany jest jako miasto bogate.
Mówią, że niegdyś w srebrnych kołyskach
Mogły tu leżeć bytomskie dzieci.
Stoi na węglu i na rudzie
I każdy ma tam radosne serce.
I piękne są tam wszystkie dziewczęta.
O wiele piękniejsze niż w innych stronach
Dlatego radzę wszystkim ludziom:
Bierzcie sobie dziewczynę z Bytomia.
Nie tylko ruda i nie tylko węgiel
Bytom ma także solankę,
Która bije z głębi kopalni Karsten-Zentrum
A kto się w niej kąpie, powraca do zdrowia.
Park zdrojowy również tam istnieje
O wiele piękniejszy niż w innych krajach
A kto do kuracji pragnie ozonu
W Lesie Miejskim zostanie nim obdarzony.
Dlatego mówię wszystkim ludziom:
Przyjeżdżajcie na kurację tylko do Bytomia.
Bytom to także miasto,
Które ma wiele wspaniałych lokali.
U Scheffczyka i u Schwiedernocha
Już z daleka pachniało żytniówką.
U Zolkego, Albrechta, Jusczyka, Knokego
Serwowano rzeczy o szczególnej nucie.
Piwami ze wszystkich możliwych browarów
Można się było w Bytomiu delektować.
Dlatego radzę wszystkim ludziom:
Chodźcie, napijcie się ze mną w Bytomiu.
Bytom w szerokim świecie
Znany był jako bastion kultury.
Orkiestry i chóry śpiewacze
Przynosiły muzyce wielki zaszczyt.
Teatr ukazywał szlachetną sztukę,
Muzeum cieszyło się wielkim uznaniem.
A korporacja „Ostmark-Beuthen” w „K.V.”
Nadawała ton naszej Akademii.
Wznosiła się dumnie na północy miasta
I dbała o wykształcenie nauczycieli.
Dlatego radzę wszystkim ludziom:
Cieszcie się kulturą w Bytomiu.
Bytom to było również miejsce,
Które wiele zrobiło dla gier i sportu.
Stadion był tego koroną,
A prawdziwym klejnotem – kryty basen.
Kwitł u nas każdy klub sportowy
A światową sławę przyniósł nam klub „09”.
Mistrzostwo Niemiec w pływaniu
Zdobyła dla nas Lotte Kotulla.
Czy to strzelcy, gimnastycy, czy zapaśnicy,
Bytomianie zawsze potrafili zwyciężać.
Dlatego mówię wszystkim ludziom:
Przyjeżdżajcie do Bytomia tylko dla sportu.
W Bytomiu było dosłownie wszystko.
Wszystko miało tu swój głęboki sens
Czy to poganie, chrześcijanie, czy Żydzi.
Wszyscy doskonale się tam dogadywaliśmy.
I goście z najdalszych zakątków świata
Z chęcią do naszego miasta zjeżdżali.
Kto choć raz posiedział u Knokego,
Ten nigdy Bytomia zapomnieć nie potrafił.
Dlatego mówię wszystkim ludziom:
Nie zapomnijcie mi mojego Bytomia.
Bytom stał się miastem,
Z którego w końcu nas wygnano.
Z pewnością, nie jesteśmy wolni od winy,
Bo źle wybraliśmy w roku trzydziestym trzecim.

„Sąd Odłamków” i zderzenie z nazistowskim terrorem

Adolf Knakrick był człowiekiem ściśle przestrzegającym zasady bezpartyjności w pracy samorządowej, a jednocześnie gorliwym katolikiem, uznającym służbę wszystkim mieszkańcom – niezależnie od ich przekonań i wyznania – za swój główny cel. Niestety, jego praktyczne działania, takie jak nadanie wyraźnie katolickiego oblicza nowo powstałej w 1930 r. Akademii Pedagogicznej w Bytomiu, stały się „solą w oku” dla rosnącego w siłę ruchu narodowosocjalistycznego. Przewidując nadchodzące zagrożenie, Knakrick zrezygnował ze swojej apolityczności i już w 1928 roku demonstracyjnie zapisał się do katolickiej partii Centrum (Zentrumspartei).

Po przejęciu władzy przez narodowych socjalistów w 1933 roku, kiedy w głosowaniach plebiscytowych reżim uzyskiwał wyniki przekraczające 90%, naziści nie odważyli się zaatakować cenionego nadburmistrza otwarcie. Zamiast tego, jak opisuje m.in. Maciej Droń w „Życiu Bytomskim”, rozpętali brutalną kampanię pomówień…

Rozprawa nazistów z Knakrickiem i jego współpracownikami miała formę brutalnych, propagandowych widowisk. W bytomskim Konzerthausie zorganizowano tzw. „Sąd Odłamków” („Scherbengericht” – nawiązanie do starożytnego ostracyzmu), czyli pokazowe, polityczne procesy oskarżycielskie, których celem było zniszczenie katolickiej elity miasta. Oprócz Knakricka, ofiarami tych samych czystek i bezprawnych aresztowań padli w tym samym czasie inni prominentni miejscy urzędnicy i radni z tego ugrupowania, m.in. dr Kasperkowitz oraz Paul Kudera.

Aresztowanie i upadek wizjonera

  • Na podstawie spreparowanych oskarżeń nadburmistrz został aresztowany w sposób pokazowy i demonstracyjny na ulicy, po czym trafił do aresztu.
  • W wyniku przeprowadzonego urzędowego śledztwa został ostatecznie całkowicie oczyszczony ze wszystkich zarzutów.
  • Mimo dowiedzionej niewinności, w marcu 1933 r. naziści zmusili go do odejścia w stan spoczynku. W kwietniu tego samego roku urząd objął Walther Schmieding.
  • Ostatecznie, szykanowany Knakrick musiał w sierpniu 1934 roku wraz z rodziną na stałe opuścić Bytom. W tym czasie populacja miasta wynosiła 101 313 mieszkańców.

Trudne lata wygnania i amerykańska nominacja

Tragizmem tej postaci było to, że mimo bezinteresownej pracy i bycia jednym z najaktywniejszych przywódców samorządowych przed przełomem narodowosocjalistycznym, padł ofiarą nazistowskiego dążenia do władzy. Po 1933 r. naziści pozbawili go honoru i środków do życia, zmuszając do ciągłych przeprowadzek. Kilkakrotnie zmieniał miejsce pobytu, błąkając się po różnych miejscowościach w poszukiwaniu pracy; udało mu się to ostatecznie dopiero w 1939 roku. W okresie II wojny światowej jemu i jego rodzinie było bardzo trudno, aż w końcu pozwolono mu ponownie pracować jako prawnik i notariusz.

Po utracie ojczyzny w 1945 r., Knakrick zamieszkał najpierw w Cham w bawarskim Górnym Palatynacie. Jako człowiek niesplamiony żadną współpracą z reżimem hitlerowskim, zyskał uznanie aliantów – został mianowany notariuszem i adwokatem przez oficerów amerykańskich. Z czasem, w 1956 roku, przeniósł się do własnego domu w Monachium-Harlaching.

W swojej krótkiej autobiografii z czasów wojny pisał, że przetrwać najgorszy czas pomogło mu „spokojne sumienie, wsparta na nim siła modlitwy oraz starzy i nowi przyjaciele”. O swoich bytomskich latach napisał piękne podsumowanie: „Tylko osiem lat trwała moja działalność w Bytomiu. Był to czas obfity w pracę i troski, ale także w bardzo wiele piękna”.

Ojciec bytomian na uchodźstwie i „wrzątek na śnieg”

Choć naziści zniszczyli jego karierę, Knakrick po 1945 r. nie szukał zemsty. W swoim stosunku do dawnych wrogów kierował się chińskim przysłowiem: „Kto na zło odpowiada dobrocią, ten leje wrzątek na śnieg” (Wer Schlechtigkeit mit Güte erwidert, gießt kochendes Wasser in Schnee).

Do końca życia pozostał wierny mieszkańcom swojego dawnego miasta. Był zawsze chętny do pomocy, wspierając byłych bytomian i dawnych pracowników administracji w skomplikowanych sprawach urzędowych. Miał ogromny udział w ratowaniu dziedzictwa regionu – przyczynił się do założenia placówki opiekuńczej Heimatkreis-Betreuungsstelle oraz współtworzył słynne Archiwum Bytomskie (Beuthener Archiv) w mieście patronackim Recklinghausen. Z kolei w 1958 roku Bytomskie Towarzystwo Historyczne i Muzealne (Beuthener Geschichts- und Museumsverein) uczciło go, dedykując mu specjalny, podwójny zeszyt swoich publikacji (Heft 19/20) wydany w RFN.

Jego postawa została dostrzeżona na najwyższych szczeblach władz państwowych. 28 czerwca 1957 r. w Kancelarii Stanu (Staatskanzlei) otrzymał z rąk Premiera Bawarii (w imieniu Prezydenta Federalnego) Wielki Krzyż Zasługi Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec (Große Verdienstkreuz des Verdienstordens der Bundesrepublik Deutschland).

Premier Bawarii wręcza Adolfowi Knakrickowi Wielki Krzyż Zasługi RFN, 1957 rok
Historyczny moment: 28 czerwca 1957 r. w Kancelarii Stanu dawny nadburmistrz Bytomia odbiera z rąk Premiera Bawarii, dr. Wilhelma Hoegnera, Wielki Krzyż Zasługi RFN.

Ostatnie pożegnanie z garścią bytomskiej ziemi

Ostatni raz spotkał się z dawnymi mieszkańcami we wrześniu 1959 roku. Podczas 5. Zjazdu Bytomian w Recklinghausen wziął udział w jubileuszu 50-lecia klubu Beuthen 09 w lokalu Viktoria 09. Otrzymał wtedy Złotą Igłę Honorową DFB, która była cennym duplikatem odznaczenia utraconego przez niego w dramatycznych okolicznościach podczas wysiedlenia z Bytomia.

Zaledwie kilka dni przed śmiercią pisał listy do przyjaciół, nie skarżąc się na żadne dolegliwości. Dr Adolf Knakrick zmarł nagle nad ranem 20 listopada 1959 r. w wieku 73 lat (choć niektóre nekrologi podają 21 listopada). Co ciekawe, w polskiej literaturze przedmiotu (np. w artykule Macieja Dronia z 2003 r.) pojawiała się błędna data 29 listopada, stojąca w sprzeczności z oryginalnymi niemieckimi źródłami z epoki. Pozostawił żonę oraz syna Helmuta, którzy w tamtym czasie mieszkali w Monachium przy Traminerstraße 7.

Pogrzeb wybitnego nadburmistrza odbył się 24 listopada 1959 r. na Cmentarzu Leśnym (Waldfriedhof) w Monachium i zgromadził tłumy. Ceremonię poprowadził jego zaprzyjaźniony ksiądz (Erzpriester) Porwoll z parafii św. Barbary w Bytomiu. Uroczystość była niezwykle symboliczna – nad jego grobem opuszczono miejską flagę Bytomia, a drewnianą trumnę posypano ziemią bytomską przywiezioną ze starych cmentarzy przy dawnej ul. Gutenbergstraße (obecnie ul. Powstańców Śląskich).

Nagrobek Adolfa Knakricka na Cmentarzu Leśnym w Monachium
„Ten jest w głębi duszy wierny, kto tak kocha ojczyznę jak Ty” – napis z obrazka pamiątkowego oddający hołd nadburmistrzowi.

Wartę honorową pełniły delegacje ziomkostw, korporacji akademickich oraz grupa mieszkańców w tradycyjnych strojach ludowych z bytomskiego Rozbarku. Ksiądz Porwoll podsumował jego życie i służbę niezwykle trafnymi słowami, które do dziś stanowią najlepsze epitafium dla wizjonera, który zbudował nowoczesny Bytom: „Tylko ten jest w głębi duszy wierny, kto tak kocha ojczyznę jak Ty!”.

Bibliografia i źródła

Niniejsze opracowanie powstało na bazie skrupulatnie zgromadzonych i skatalogowanych materiałów z archiwów prasowych, historycznych wydawnictw oraz cyfrowych baz danych:

I. Prasa historyczna i wydawnictwa niemieckojęzyczne (chronologicznie)

  • Ostdeutsche Morgenpost, wydanie nr 192 z czwartku, 12 lipca 1928 r. (nekrolog Christine Knakrick).
  • Unser Oberschlesien, maj 1953 r., nr 5 (artykuł: Vorbildliche Stadtverwaltung).
  • Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise, luty 1956 r., nr 2 (dokumenty dot. Miejskiej Kasy Oszczędności).
  • Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise, sierpień 1956 r., nr 8 (artykuł: Oberbürgermeister Dr. Knakrick wird 70 Jahre alt!).
  • Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt für die Stadt- und Landkreise, lipiec 1957 r., nr 7 (informacja o przyznaniu Wielkiego Krzyża Zasługi RFN).
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, styczeń 1959 r., nr 1 (wspomnienia o Stowarzyszeniu Technicznych Urzędników Górniczych).
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, październik 1959 r., nr 10.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, grudzień 1959 r., nr 12.
  • Unser Oberschlesien, grudzień 1959 r., nr 25 (nekrologi, wspomnienie dr. Urbanka, kronika Georga Lasika Im Spiegel der Zeit).
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, styczeń 1960 r., nr 1 (artykuł dr. Effinga: In memoriam amici mei, wiersz Knakricka: Mein Beuthen).
  • Unser Oberschlesien, luty 1960 r., nr 3.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, maj 1960 r., nr 5 (jubileusz Towarzystwa Historycznego, przedmowa dr. Knakricka).
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, listopad 1960 r., nr 11 (artykuł: Einige Erinnerungen an Oberbürgermeister Dr. Knakrick – anegdoty o butach i pogrzebie zamiatacza).
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, grudzień 1975 r., nr 12.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, kwiecień 1976 r., nr 4.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, maj 1976 r., nr 5.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, kwiecień 1977 r., nr 4 (opracowanie kronikarskie inwestycji miejskich).

II. Prasa polskojęzyczna (Maciej Droń i inni)

  • Życie Bytomskie, 2002, R. 46, nr 42 (2370) – Maciej Droń, artykuł dot. burmistrzów Bytomia i planów „Trójmiasta”.
  • Życie Bytomskie, 2003, R. 47, nr 27 (2407) – Maciej Droń, artykuł: Burmistrz na trudne czasy (szczegóły aresztowania w 1933 r.).
  • Życie Bytomskie, 2010, R. 54, nr 51-52 (2791-2792) – Marcin Hałaś, artykuł: Noblista z Indii był w Bytomiu (spotkanie z Tagore).

III. Źródła cyfrowe i bazy danych

  • Wikipedia (PL): hasło Adolf Knakrick (weryfikacja miejsca urodzenia w Berlinie).
  • Fotopolska.eu: zasoby ikonograficzne i artykuł biograficzny dot. Adolfa Knakricka.
  • Kulturstiftung der deutschen Vertriebenen (Kulturstiftung.org): biogram naukowy dr. Adolfa Knakricka.
  • Archiwum Cyfrowe Digishelf.de: dostęp do zdigitalizowanych roczników prasy ziomkowskiej.
1
0

Read more

Infografika podsumowująca życie i twórczość Teodora Kalidego, śląskiego rzeźbiarza. Zawiera ilustracje i historie jego najważniejszych dzieł, takich jak pomnik hrabiego Redena, Chłopiec z łabędziem, Bachantka na panterze i Śpiący Lew z Bytomia.

Teodor Kalide: Śląski geniusz, którego rzeźby gorszyły i prowokowały wojny

Teodor Kalide: Śląski geniusz, którego rzeźby gorszyły i prowokowały wojny

Górny Śląsk XIX wieku to nie tylko dymiące kominy, huty i kopalnie. To również miejsce, gdzie surowe żeliwo zamieniało się w wysoką sztukę. W samym sercu tej industrialnej rewolucji, w Królewskiej Hucie (dzisiejszy Chorzów), urodził się człowiek, który potrafił tchnąć życie w martwy metal.

Theodor Erdmann Kalide – chłopak z Królewskiej Huty, który podbił Berlin, a jeden z jego najsłynniejszych odlewów trafił nawet do ogrodów królowej Wiktorii w Osborne House. Jednak jego droga na szczyt była pełna paradoksów: choć był profesorem Akademii, w stolicy nigdy nie przestał mówić „po naszymu”, a jego rzeźby, zamiast tylko zdobić, często stawały się przyczyną skandali i politycznych manifestacji.

Chłopak z Królewskiej Huty: „Godoł” nawet na salonach

Historia zaczyna się 8 lutego 1801 roku. Wtedy to w kolonii robotniczej Königshütte na świat przychodzi Teodor. Nie był to przypadkowy start – jego ojciec, Gottlieb Kalide, był królewskim inspektorem hutniczym, co niejako zdeterminowało losy syna.

Tablica pamiątkowa w języku polskim i niemieckim na ścianie domu rodzinnego Teodora Kalidego w Chorzowie
Tablica pamiątkowa na domu rodzinnym artysty w Chorzowie.

Młody Teodor dorastał w cieniu wielkich pieców i już jako 16-latek trafił do Królewskiej Odlewni Żelaza w Gliwicach (Königliche Eisengießerei), gdzie pod okiem brata i mistrza Beyerhausa uczył się, jak zamieniać surówkę w dzieła sztuki. Talent zaprowadził go do Berlina, do pracowni ówczesnych gigantów rzeźby – Schadowa i Raucha.

Ale Kalide, mimo że został członkiem Akademii Sztuk Pięknych i zdobył tytuł profesora, mentalnie nigdy nie opuścił Śląska.

SMACZEK Z EPOKI Współcześni mu świadkowie wspominali, że Kalide był postacią niezwykle barwną. Mimo lat spędzonych w Berlinie i obracania się w najwyższych kręgach artystycznych, rzeźbiarz „nigdy nie wyzbył się swojego twardego górnośląskiego dialektu”. Nawet na królewskich bankietach miał używać specyficznej gwary, co budziło konsternację uśpionych etykietą elit.

Jego kariera to pasmo sukcesów przeplatanych kontrowersjami. „Bachantka na panterze” – przedstawiająca nagą, upojoną winem menadę – była tak odważna i naturalistyczna, że w Berlinie wywołała oburzenie obrońców moralności. Marmurowa wersja powstała dzięki wsparciu finansowemu śląskiego magnata Franza von Wincklera, ale zamawiający ostatecznie jej nie przyjął; do berlińskiej Nationalgalerie trafiła dopiero w 1878 roku i została poważnie uszkodzona w czasie II wojny światowej (zachowała się jako torso). Z kolei to „Chłopiec z łabędziem” był dziełem, które w 1851 roku trafiło do królewskich ogrodów Osborne House jako dar pruskiej pary królewskiej dla królowej Wiktorii.

Afera z golizną: Dlaczego „Chłopiec z łabędziem” trafił do piwnicy?

Pierwszym samodzielnym dziełem, które przyniosło Kalidemu sławę, był „Chłopiec z łabędziem” (Knabe mit dem Schwan), stworzony w 1834 roku. Rzeźba była hitem – jej odlewy (w brązie, cynku i żeliwie) zamawiano do ogrodów w Poczdamie, Warszawie, a nawet do Nowego Jorku.

Zrekonstruowana rzeźba fontanna Chłopiec z łabędziem na placu w Chorzowie
Słynny „Chłopiec z łabędziem” – dzieło, które podbiło świat, ale zgorszyło Chorzów.

Jednak w rodzinnym mieście artysty, Królewskiej Hucie (Chorzowie), rzeźba ta wywołała obyczajowe trzęsienie ziemi. Kopia dzieła stanęła pierwotnie na Rynku, pełniąc funkcję fontanny. To, co zachwycało krytyków sztuki w Paryżu czy Londynie, okazało się zbyt wiele dla lokalnych, konserwatywnych elit.

Archiwalna rycina oryginalnej fontanny Chłopiec z łabędziem
Oryginalna koncepcja fontanny, która zniknęła z widoku publicznego.
Miejska anegdota: „Córki pewnego radnego miejskiego poczuły się tak zgorszone widokiem nagiego chłopca, że interweniowały u ojca. W efekcie dzieło sztuki musiało zniknąć w mrokach ratuszowych piwnic”.

Niezależnie od krążących opowieści, wiadomo, że chorzowski egzemplarz stał na rynku do 1912 roku, a następnie przeniesiono go na ówczesny Blücherplatz (obecnie Plac Matejki), gdzie znajduje się do dziś. To zderzenie realizmu Kalidego z lokalną obyczajowością świetnie pokazuje, jak rzeźba potrafiła dzielić odbiorców.

Polityka na cokole: Dramat pomnika Redena (1939–1940)

Jeśli „Chłopiec z łabędziem” wywoływał rumieńce, to pomnik hrabiego Redena wywoływał polityczne burze. Było to opus magnum Kalidego, odsłonięte w 1853 roku na wzgórzu Redenberg.

Artysta wykazał się tu niezwykłą odwagą artystyczną. Zamiast przedstawić hrabiego Fryderyka Wilhelma von Redena (ojca śląskiego przemysłu) w antycznej todze czy heroicznym płaszczu, jak to było w modzie, Kalide postawił na surowy realizm.

Zbliżenie na pomnik Hrabiego Redena w mundurze górniczym z rozwiniętą mapą
Surowy realizm Kalidego: Reden w mundurze górniczym, z rozwiniętą mapą w dłoni, zamiast w antycznej todze.

Reden stał w mundurze górniczym, z rozwiniętą mapą rozłożoną na kolanie. Był „Wodzem Górnictwa” (Feldherr des Bergbaus), a nie mitycznym herosem.

Historia pomnika nabrała dramatyzmu w przededniu II wojny światowej. Dla Polaków w 1939 roku niemiecki pomnik w sercu Chorzowa był symbolem obcej dominacji.

  • Lipiec 1939: 18 lipca 1939 roku pomnik spadł z cokołu i został uszkodzony. Sprawców nie ustalono jednoznacznie (w relacjach pojawia się zarówno wątek polskich działaczy, jak i możliwej prowokacji). Co ciekawe, od korpusu oddzieliła się głowa, która przetrwała.
  • Powrót: Po zajęciu Śląska przez Niemców, uszkodzoną rzeźbę natychmiast przewieziono do Huty Gliwickiej na renowację.
Pomnik Hrabiego Redena na cokole - pełna postać
Monumentalny pomnik Redena, który był zrzucany i stawiany na nowo, w zależności od wiatrów historii.

7 lipca 1940 roku odbyła się wielka uroczystość ponownego odsłonięcia odrestaurowanego pomnika, co naziści wykorzystali propagandowo jako symbol „powrotu niemieckości”. To niesamowite, jak dzieło sztuki stało się zakładnikiem historii – niszczone, naprawiane i stawiane na nowo w zależności od tego, w którą stronę wiał wiatr historii.

Symbolika Lwa: Tułaczka króla zwierząt

Równie burzliwe losy spotkały inne kultowe dzieło Kalidego – „Śpiącego lwa” (Schlafender Löwe). Pierwotnie zaprojektowany dla nagrobka generała Scharnhorsta w Berlinie, lew ten stał się nieoficjalnym symbolem górnośląskich miast.

Archiwalna pocztówka z Bytomia przedstawiająca Śpiącego Lwa na rynku
Tak Śpiący Lew prezentował się na bytomskim Rynku w czasach przedwojennych.

Szczególnie ciekawa jest historia „Lwa Bytomskiego”. Rzeźba ta, będąca symbolem poległych w wojnie francusko-pruskiej, stała dumnie na bytomskim rynku, a potem na placu Akademickim. Jednak po II wojnie światowej lew zniknął.

SMACZEK: ZAGADKA ROZWIĄZANA Okazało się, że w latach 50. XX wieku rzeźba „wyemigrowała” do stolicy. Była ustawiona w Warszawskim ZOO co najmniej od 1954 roku – przy północnym wejściu (północnej bramie).

Dopiero w 2008 roku, po dwóch latach negocjacji i „śledztwie” historyków, lew wrócił na rynek w Bytomiu. Mieszkańcy zbierali podpisy i stare zdjęcia, by udowodnić jego rodowód.

Współczesne zdjęcie odrestaurowanego Śpiącego Lwa w Bytomiu
Współczesny powrót króla – odrestaurowany Śpiący Lew znów na bytomskim Rynku.

Dziś jest nie tylko pamiątką historii, ale – jak pisała prasa – ma szansę stać się „symbolem zakochanych”, miejscem randek i spotkań.

Zbliżenie na precyzyjne detale pyska i grzywy Śpiącego Lwa
Niezwykły kunszt odlewniczy Kalidego widoczny w każdym detalu grzywy.

Również Gliwice mają swojego lwa – a nawet dwa! Jeden „śpiący”, a drugi „czuwający” (Wachender Löwe). Miniatury tych lwów były kiedyś masowo produkowane i sprzedawane jako pamiątki z Gliwic.

Rzeźba Lwa Czuwającego przed Willą Caro w Gliwicach
Gliwice również mają swojego lwa – oto „Lew Czuwający” (Wachender Löwe).

Zakończenie: Gdzie dziś spotkasz Kalidego?

Theodor Kalide zmarł 23 sierpnia 1863 roku w Gliwicach, rozgoryczony i nieco zapomniany przez wielki świat, który wcześniej go oklaskiwał. Spoczął na gliwickim Cmentarzu Hutniczym; jego nagrobek był odnawiany, m.in. w 2005 roku (i ponownie w kolejnych latach).

Honorowy nagrobek Teodora Kalidego i Wilhelma Kalidego na Cmentarzu Hutniczym w Gliwicach
Honorowy nagrobek artysty na Cmentarzu Hutniczym w Gliwicach.

Dziś Kalide to symbol idealnej symbiozy śląskiego przemysłu i wielkiej sztuki. Jego życie udowadnia, że w cieniu wielkich pieców i kominów rodziły się talenty na miarę europejską. Gdzie możemy dziś „dotknąć” jego dziedzictwa?

Gliwice: Willa Caro i skwer przy ul. Dolnych Wałów (Lew Czuwający) oraz Cmentarz Hutniczy.

Chorzów (Królewska Huta): Plac Matejki („Chłopiec z łabędziem”) i zrekonstruowany pomnik Redena (odsłonięty w 2002 r. na Placu Hutników). Na jego domu rodzinnym przywrócono tablicę pamiątkową, którą w czasach PRL-u zamalowano.

Bytom: Rynek („Śpiący Lew”).

Wrocław: Ogród Staromiejski (kolejny „Chłopiec z łabędziem”).

Rzeźby Kalidego przetrwały wojny, zmiany granic i polityczne zawieruchy. I choć czasem lądowały w piwnicach lub w ZOO, zawsze wracały na cokoły – tak twarde i niezniszczalne, jak śląskie żeliwo, z którego je odlano.

📚 Bibliografia (Źródła):

  1. Durecka Anna, Gleiwitzer Wahrzeichen, w: „Wochenblatt.pl”, 2023.
  2. Faruga Arkadiusz, Autor „Chłopca z łabędziem”, w: „Jaskółka Śląska”, 2006, nr 2.
  3. Faruga Arkadiusz, Chłopiec z Chorzowa, w: „Jaskółka Śląska”, 2009, nr 3.
  4. Kalyta Jan, 200 lat odlewnictwa artystycznego w Gliwicach, w: „Gliwicki Magazyn Kulturalny”, 1998, R. 4, nr 9.
  5. Lew wrócił do miasta, w: „Goniec Górnośląski”, 2008, R. 52, nr 41.
  6. Königshütte. Theodor Kalide, w: „Oberschlesische Zeitung”, 1944, Jg. 76, Nr. 38.
  7. Oberschlesien im Bild, 1931, nr 1.
  8. Schöpferisches Schlesien von A bis Z, Band 3.
1
0

Read more

Infografika w stylu vintage podsumowująca historię Kanału Kłodnickiego i Kanału Gliwickiego, zawierająca schematy śluz, podziemnej sztolni, trasy szlaku oraz kluczowe daty.

Baza Wiedzy: Kanał Kłodnicki i Kanał Gliwicki (1788–1943)

Katalog Wiedzy: Kanał Kłodnicki

Kompleksowa Baza Wiedzy: Kanał Kłodnicki i Gliwicki

Ewidencja historyczno-techniczna dawnych szlaków wodnych Górnego Śląska.

Karta Katalogowa I

Geneza i Faza Pionierska (1788–1812) – Kronika Innowacji

Kolorowana historyczna pocztówka przedstawiająca barkę na Kanale Kłodnickim w Sławięcicach.
Historyczna pocztówka ze Sławięcic (Slawentzitz) ukazująca urokliwy, wysadzany drzewami brzeg dawnego Kanału Kłodnickiego.

Wizja i pierwsze plany (1788–1789)

Koncepcja zrodziła się w 1788 roku z inicjatywy ówczesnego ministra do spraw Śląska, hrabiego Karla Georga von Hoyma. Zlecenie na stworzenie nowej drogi wodnej wydał król Fryderyk Wilhelm II. Ostateczny projekt z 22 sierpnia 1789 roku opracował specjalista od transportu, W. Geschke (spotykane też nazwisko: Gesche), który został też pierwszym kierownikiem prac.

Inżynieryjna elita przy pracy (1791–1805)

Rozkaz rozpoczęcia budowy wydano 6 lutego 1792 roku, choć pierwsze prace w terenie wystartowały już na przełomie lat 1791 i 1792. Po śmierci Geschkego w 1794 roku stery przejął inspektor Promnitz. Budowa zgromadziła najwybitniejsze umysły tamtej epoki – spadki kanału precyzyjnie wyliczał John Baildon, a kluczową rolę w kierowaniu przedsięwzięciem odegrał hrabia Fryderyk von Reden.

Przełomowe technologie na placu budowy

Kanał Kłodnicki stał się potężnym poligonem doświadczalnym dla nowatorskich rozwiązań inżynieryjnych:

  • Pudlingowanie: W listopadzie 1792 roku, na wzgórzu w okolicach Blachowni, w obecności hrabiego von Redena przeprowadzono pionierską próbę uszczelniania koryta tą metodą.
  • Era pary: W sierpniu 1796 roku na plac budowy sprowadzono dwie maszyny parowe, których zadaniem było odpompowywanie wody gruntowej.

Pierwszy spław (1805–1812)

Wielki wysiłek technologiczny przyniósł efekty w 1805 roku. Wtedy to odbył się pierwszy udokumentowany spływ towarowy – z Gliwic do Koźla przetransportowano wyroby żelazne. Oficjalnie pierwszy etap budowy na tej trasie zakończono w 1812 roku.

Karta Katalogowa II

Parametry Techniczne i Fenomen Podziemi (1812–1839)

Koryto i system śluz (Odcinek Koźle – Gliwice)

Odcinek łączący Gliwice z Koźlem liczył ok. 45 kilometrów długości, a pokonywana przez niego różnica wzniesień (spad) wynosiła 48,8 metra. Początkowe parametry drogi wodnej były jednak niezwykle skromne – w momencie oficjalnego oddania do użytku w 1812 roku kanał miał zaledwie około 61 centymetrów (24 cale) głębokości. Sytuacja ta uległa poprawie dopiero w latach 1822–1830, kiedy to koryto pogłębiono do 1,6 metra.

Pierwotny projekt zakładał budowę 17 śluz, lecz już w 1801 roku podjęto decyzję o dodaniu osiemnastej. Infrastruktura ta charakteryzowała się początkowo bardzo wąskimi gabarytami komór, wynoszącymi zaledwie 4 metry szerokości i 36,5 metra długości. Wymusiło to szybką modernizację szlaku – do 1823 roku zakończono przebudowę 8 śluz, aby dostosować je do obsługi znacznie większych barek odrzańskich.

Stara mapa topograficzna Kanału Kłodnickiego i rzeki Kłodnicy z lat 1856-1860.
Archiwalna mapa z lat 1856–1860 ilustrująca przebieg koryta Kanału Kłodnickiego w rejonie Kędzierzyna-Koźla.

Kanał Sztolniowy (Stollenkanal) – unikat na skalę europejską

Szlak wodny nie kończył się w porcie gliwickim. Jego architektoniczne przedłużenie prowadziło przez Zabrze (późn. Hindenburg O.S.) aż do Królewskiej Huty (Königshütte), co zwiększało całkowitą planowaną długość drogi wodnej do 60 kilometrów. Najbardziej spektakularnym elementem tego odcinka była infrastruktura podziemna.

  • Podziemna żegluga: Wykuto ponad 14-kilometrowy (ok. 14,25 km), unikalny w skali Europy odcinek żeglowny pod powierzchnią ziemi. W rejonie Królewskiej Huty sztolnia schodziła na średnią głębokość ok. 38–40 metrów.
  • Podwójna funkcja: Główna Kluczowa Sztolnia Dziedziczna służyła nie tylko do transportu towarów, ale pełniła również kluczową funkcję zintegrowanego systemu odwadniającego dla okolicznych kopalń (w tym m.in. Königsgrube oraz Königin-Luise-Grube).
  • Napęd i pochylnie: Różnice poziomów w tunelu pokonywano za pomocą specjalnych pochylni dla statków (Schiffs-Rolltreppe). Flisacy przemieszczali łodzie w całkowitych ciemnościach, używając siły własnych rąk – odpychali się i pociągali za żelazne uchwyty, które zostały na stałe wmurowane w kamienne ściany sztolni.
  • Zakończenie eksploatacji: Podziemny transport węgla na górnym odcinku między Zabrzem a Gliwicami ostatecznie ustał do końca lat 30. XIX wieku. Ostatnią z podziemnych pochylni wyłączono z użytku w 1834 roku (okres eksploatacji pochylni kanałowych: 1806–1834).
Karta Katalogowa III

Topografia Gliwic, Infrastruktura Portowa i Miejskie Lodowisko

Port Końcowy i Serce Huty

  • Lokalizacja: Port Końcowy (Endhafen) zlokalizowany był bezpośrednio w ścisłym centrum miasta. Kanał Kłodnicki wyznaczał północną granicę terenów Huty Gliwickiej na wysokości ulicy Hutniczej (Hüttenstraße).
  • Żeliwny Most: Istotnym architektonicznie punktem była ozdobna konstrukcja mostu żeliwnego, przerzucona przed głównym portalem huty. W 1933 roku obiekt ten został zdemontowany i przeniesiony przed fabrykę maszyn.

Sieć Kanałów Pomocniczych

Infrastruktura wodna w Gliwicach była gęsto rozgałęziona i obejmowała:

  • Hüttenstichkanal (Kanał boczny huty): Odgałęzienie prowadzące w stronę Sośnicy (Oehringen), które posiadało swój osobny żelazny most.
  • Oberwerkgraben (Górny kanał roboczy): Ciek zasilany ze stawu hutniczego (Hüttenteich), do którego wodę doprowadzała rzeka Bytomka. Kanał ten uchodził do głównego szlaku wodnego przy dzisiejszym Liceum Eichendorffa i był wyposażony w jaz przelewowy zlokalizowany w okolicach Lasku Westchnień.
  • Abflußgraben (Rów odpływowy): Ciąg wodny biegnący równolegle do dzisiejszej ulicy Zwycięstwa, który przecinał most i ostatecznie uchodził do kanału.

Zimowe Życie Miasta: Miejskie Lodowisko (Eisbahn)

  • Zasilanie ślizgawki: Ważną rolę zimą odgrywała "Martwa odnoga" (Toten Arm), czyli stare koryto przy tamie hutniczej. Z tego miejsca prowadzono wodę podziemnym przewodem – przechodzącym następnie w potężną rurę nadziemną – do zasilania miejskiego lodowiska. Teren do jazdy na łyżwach wyznaczano między mostem na ulicy Wilhelmowskiej a mostem łukowym.
  • Zagrożenia przemysłowe: Użytkowanie lodowiska wymagało interwencji w przestrzeń – przy ulicy Fabrycznej taflę trzeba było odgradzać. Działająca w pobliżu fabryka drutu zrzucała ciepłe ścieki technologiczne, co doprowadzało do tworzenia się na lodzie wysoce niebezpiecznych przerębli.
Karta Katalogowa IV

Logistyka, Transport i Codzienne Funkcjonowanie (Flota i Rekordy)

Trzech mężczyzn, burłaków, ciągnących na linach barkę wzdłuż brzegu Kanału Kłodnickiego.
Śląscy burłacy (Barkenschlepper) przeciągający barkę węglową pod prąd Kanału Kłodnickiego. Zbliżenie z gazety (1931 r.).

Ewolucja Floty i Typy Jednostek

Barka rzeczna płynąca spokojnym odcinkiem Kanału Kłodnickiego z betonowym mostem łukowym w tle.
Klasyczny widok dawnej żeglugi śródlądowej na Kanale Kłodnickim. W tle zarysowuje się infrastruktura w postaci mostu łukowego.

Kanał Kłodnicki wymagał specyficznego, dostosowanego do swoich gabarytów taboru. Zanim jeszcze infrastruktura w pełni dojrzała, przed 1808 rokiem operowało na nim już 36 specjalnych łodzi węglowych. Z biegiem lat flota przeszła znaczną ewolucję:

  • Wczesne łodzie (do 1823 r.): Dominował Typ 1 (węglowy, docierający m.in. do Zabrza), o długości 20 stóp, szerokości 6,5 stopy i nośności 75 cetnarów. Węgiel transportowano w nim często w mniejszych skrzyniach, ładowanych po 10 sztuk na jednostkę. Do ładunków dłużycowych używano Typu 2 o długości 50 stóp i nośności około 200 cetnarów.
  • Barki odrzańskie (po 1823 r.): Zakończona przebudowa śluz pozwoliła na wpuszczenie większych jednostek o długości 106 stóp i nośności od 1000 do 1200 cetnarów. Z czasem na szlaku pojawiły się również barki 150-tonowe.
  • Flota "Caesar Wollheim": Prawdziwym przełomem był rok 1897, kiedy to wprowadzono 27 innowacyjnych barek tej firmy. Mierzyły one dokładnie 35,2 metra długości, co pozwalało im idealnie, co do centymetra, wpasować się w ciasne komory śluz.

Napęd, Trakcja i Ekonomia

Kwestia napędu to jeden z najbardziej plastycznych, a zarazem surowych aspektów historii tego szlaku:

  • Śląscy burłacy (Barkenschlepper): W pierwszych dekadach funkcjonowania drogi wodnej barki ciągnięto pod prąd wyłącznie siłą ludzkich mięśni. Robotnicy, podobnie jak na wschodzie Europy, używali do tego celu szerokich, skórzanych pasów zakładanych na ramiona.
  • Konie i maszyny parowe: W 1857 roku przeprowadzono pierwszą próbę zastosowania trakcji konnej. Choć w 1917 roku na krótko wprowadzono holowniki parowe, szybko okazało się, że spowalniają one ruch w śluzach. Z tego powodu po I wojnie światowej powrócono do sprawdzonej trakcji konnej.
  • Opłaty: Koszty transportu były kluczowym czynnikiem dla gospodarki. W latach 1806–1807 pobierano opłaty rzędu 2 srebrnych groszy za szefel dla rządu i 3 groszy dla podmiotów prywatnych. Od 1820 roku samo pływanie stało się darmowe – uiszczano jedynie myto za śluzowanie. Transport wodny stał się wtedy około czterokrotnie tańszy od lądowego. Rejs na trasie Koźle–Łabędy–Koźle zajmował z reguły około dwóch dni.

Szczyty przewozowe

Eksport szlakiem wodnym, zainicjowany w 1805 roku na rachunek Wyższego Urzędu Górniczego, rósł w siłę przez kolejne dekady. Absolutny rekord eksploatacyjny padł w 1920 roku – przetransportowano wówczas imponujące 105 000 ton węgla (w dół kanału). Przez kanał przepłynęły w tym czasie 2632 łodzie, obsługiwane przez 20 holowników i około 90 barek.

Karta Katalogowa V

Przemysłowi Potentaci i Ekologia Szlaku Wodnego (Złote Lata i Katastrofa)

Rozwój śląskich potęg przemysłowych

Wokół drogi wodnej błyskawicznie zaczęły wyrastać zakłady, które ukształtowały gospodarczą potęgę regionu:

  • W 1848 r. Guido Henckel von Donnersmarck (a od 1901 r. także: Fürst von Donnersmarck) przejął majątek rodzinny, kładąc podwaliny pod wielki śląski przemysł. W tym samym roku zainicjowano również budowę Huty "Hermina" w Łabędach, będącej wspólną inwestycją m.in. Moritza Izaaka i Roberta Caro.
  • W 1852 r. otwarto warsztaty fabryki drutu wiązane z Wilhelmem Hegenscheidtem. Z kolei w 1866 r. Robert Caro wspólnie z Heinrichem Kernem założyli w Gliwicach fabrykę drutu (Drahtwerke Kern & Komp.).
  • W 1887 r. (dokładnie 9 lipca) siły przemysłowców połączyły się, tworząc gigantyczny koncern Oberschlesische Eisen-Industrie A.G. (OEI). Z kolei w 1867 r. S. Huldschinsky i Albert Hahn założyli w pobliżu swoją rurarnię (Hahn und Huldschinsky).

Dominację w transporcie przejęły potęgi spedycyjne. Założona w 1875 r. firma "Efco" (Emanuel Friedlaender & Co.), której statki oznaczano charakterystycznym czerwonym pasem na kadłubie, w czasach kryzysów ratowała byt kopalń takich jak Rymer, Emma czy Anna. Krajobraz kanału przez dekady zdominowały także czarno-białe barki węglowe firmy "Caesar Wollheim".

Złote lata rekreacji i utrzymanie koryta

Grupa kajakarzy w łódkach na wodach starego Kanału Kłodnickiego na tle budynków huty w Gliwicach.
Otwarcie sezonu klubu kajakowego na wodach starego Kanału Kłodnickiego w Gliwicach. W tle widoczne zakłady Zjednoczonych Hut Górnośląskich.
Ludzie wodujący małą żaglówkę na zalesionym brzegu starego Kanału Kłodnickiego.
Mieszkańcy wypoczywający przy dawnym Kanale Kłodnickim w Gliwicach. Widoczny "Dammweg" (droga na wale) w kierunku Łabęd.

Przed nadejściem ciężkiego uprzemysłowienia szlak wodny stanowił centrum rekreacyjne:

  • Pierwotnie woda w kanale była na tyle czysta, że lokalni mieszkańcy masowo się w niej kąpali i łowili raki.
  • Na przełomie XIX i XX wieku po wodach kanału pływały małe parowce wycieczkowe kursujące do Łabęd.
  • Brzegi kanału pełniły funkcję promenady spacerowej, a tzw. martwe odnogi służyły do rekreacji oraz treningów wioślarskich na łodziach roboczych.

Utrzymanie infrastruktury wymagało ciągłych nakładów pracy. Skarpy obsadzano drzewami (topolami, dębami, olchami, brzozami i robiniami), co z jednej strony stabilizowało brzegi, a z drugiej dostarczało drewna dla huty. Koryto było regularnie odmuślane (Schlämmen) i oczyszczane z trzciny z pokładu specjalnych promów roboczych (Prähme). W dobie kryzysu w 1912 r., aby uniknąć masowych zwolnień, do tych ciężkich prac skierowano formierzy z huty.

Degradacja i katastrofa ekologiczna

Gwałtowna industrializacja ostatecznie zniszczyła pierwotny ekosystem szlaku:

  • Zrzuty przemysłowe z zakładów OEI oraz fabryk Hahn und Huldschinsky (w tym kwas solny i ropa naftowa) drastycznie zmieniły skład wody.
  • Kanał przeobraził się w cuchnącą mazię, przybierając kolor czarnej od sadzy "zupy grochowej". Ówczesne relacje opisywały ten stan jednoznacznie jako "żałosny widok".
Karta Katalogowa VI

Schyłek Starego Szlaku i Budowa Kanału Gliwickiego (1843–1943)

Zmierzch Kanału Kłodnickiego pod naporem kolei

Pojawienie się na Śląsku kolei żelaznej wyznaczyło początek końca dla starej drogi wodnej:

  • W 1843 r. do Gliwic doprowadzono kolej, co odebrało kanałowi dużą część masowych ładunków. Sytuację pogłębiło doprowadzenie w 1897 r. kolei wąskotorowej bezpośrednio do miejskiego portu.
  • Ostatecznie, w 1928 r., stary szlak oraz port w samym centrum miasta oficjalnie uznano za całkowicie przestarzałe i nieodpowiadające wymogom epoki.

Niezrealizowane plany ratunkowe i megalomańskie wizje

Zanim podjęto decyzję o budowie zupełnie nowej trasy, inżynierowie próbowali ratować stary system:

  • W 1877 r. projekt przedstawił inż. Herr, a w 1887 r. powstał plan modernizacji opracowany przez biuro Havestadt & Contag.
  • Jednym z najbardziej radykalnych pomysłów był projekt inż. K. Besta z 1929 r., który zakładał całkowitą rezygnację ze śluz na rzecz specjalnych podnośni dla statków.
  • W latach 30. XX w. snuto także gigantyczne wizje włączenia lokalnej infrastruktury w Magistralę Kontynentalną (Wisła-Bug-Prypeć-Dniepr), tzw. projekt "Wschód" biegnący przez Katowice do Oświęcimia, a także połączenie Osi Północ-Południe z Dunajem.

Narodziny Kanału Gliwickiego (Adolf-Hitler-Kanal)

Rysunek techniczny mapy z 1934 roku porównujący trasę starego Kanału Kłodnickiego z planowanym Kanałem Gliwickim.
Projekt inżynieryjny z 1934 roku ukazujący przebieg planowanego nowocześniejszego szlaku na tle meandrującego koryta dawnego Kanału Kłodnickiego.

Decyzję o budowie nowej arterii w ramach robót publicznych podjęto we wrześniu 1933 r..

  • Chronologia budowy: Kamień węgielny położono 14 maja 1934 r. w Koźlu. Kiedy w 1938 r. nowa droga wodna dotarła do Gliwic, zasypano stary odcinek kanału w Łabędach.
  • Otwarcie: Oficjalnego otwarcia kanału dokonał 8 grudnia 1939 r. na śluzie w Dzierżnie Rudolf Hess. Pełną zdolność operacyjną trasa uzyskała w 1941 r., wraz z uruchomieniem nowoczesnego, trójdzielnego portu w Gliwicach. (W 1967 r. system wzbogacono o portowy łącznik do Zakładów Azotowych w Kędzierzynie).

Inżynieria na krawędzi – wyzwania i parametry

  • "Słonina na Dzierżnie": Stopień wodny wznoszono na skrajnie trudnym gruncie – płynnych piaskach. Zanim wylano beton, wykop uszczelniano grubymi warstwami słoniny.
  • Syfon Kłodnicki: W Lenartowicach wzniesiono europejski unikat – naturalne koryto rzeki Kłodnicy poprowadzono dokładnie pod dnem nowego kanału za pomocą trzech potężnych rur betonowych.
  • Parametry i tabor: Nowy kanał liczył ok. 41,2 km długości, a jego koryto miało 41 m szerokości i 3,5 m głębokości. Zbudowano 6 nowoczesnych śluz bliźniaczych (o wymiarach 72 x 12 m), które pozwalały na obsługę masywnych, 1000-tonowych statków. Aby statki nie osiadały na dnie w suche lata (np. w 1933 r. na starych odcinkach), uciekano się do falowych zrzutów ze zbiorników retencyjnych.

Machina Wojenna (1942–1943)

Barki motorowe wypełnione urobkiem płynące szerokim korytem nowego kanału w Łabędach.
Transport masowy na nowym szlaku wodnym w okolicach Łabęd (Laband). Szerokie koryto i barki motorowe zastąpiły dawną infrastrukturę.
Dymiący holownik parowy ciągnący duże barki towarowe w szerokim basenie portowym.
Holownik parowy operujący w rejonie szerokiego portu rzecznego, co symbolizowało erę pełnej industrializacji śląskich dróg wodnych.

W latach wojennych kanał działał z pełną mocą, stanowiąc kluczowe ogniwo logistyczne III Rzeszy, z powodzeniem realizując szybkie transporty materiałów przemysłowych i górniczych na wielką skalę z Górnego Śląska.

Karta Katalogowa VII

Współczesne Relikty, Dokumentacja i Źródła (Stan obecny)

Ślady przeszłości w terenie i zagrożenia

Materialne pozostałości dawnej myśli inżynieryjnej wciąż można odnaleźć w przestrzeni Śląska, choć często ulegają one degradacji:

  • Zachowane obiekty: W Lenartowicach do dziś stoi dawny budynek śluzowego, zlokalizowany przy nieistniejącej już śluzie nr 4. W Miedarskiej Hucie ocalały z kolei pozostałości śluzy nr 5 – można tam dostrzec fragment muru oraz dom śluzowego. Ponadto, na odcinku pomiędzy Hutą a Blachownią, w terenie wciąż zarysowują się fragmenty dawnego koryta kanału.
  • Wielkie odkrycie i dewastacja: Niezwykłego znaleziska dokonano w Gliwicach w 2013 roku – podczas prac nad Drogową Trasą Średnicową (DTŚ) w rejonie Palmiarni natrafiono na świetnie zachowaną, XVIII śluzę Kanału Kłodnickiego, która została zasypana w 1953 roku. Niestety, wiele innych zabytków bezpowrotnie znika pod naporem nowoczesnej infrastruktury; na przykład obwodnica Kędzierzyna-Koźla zrównała z ziemią historyczną śluzę w starym korycie.
  • Współczesna inżynieria: Dawną trasę wodną przecinają dziś nowoczesne instalacje. W 2018 roku zrealizowano imponujący przewiert – gazociąg relacji Tworóg-Kędzierzyn poprowadzono aż 25 metrów pod dnem Nowego Kanału Gliwickiego.

Inicjatywy dokumentacyjne i popularyzatorskie

Wiedza o kanale została starannie skatalogowana i zarchiwizowana dzięki pracy lokalnych badaczy:

  • Kluczowym opracowaniem jest książka Piotra Zdanowicza pod tytułem „Kanał Kłodnicki – nieznany świadek górnośląskich dziejów”, która precyzyjnie zbiera historię starego szlaku.
  • Dopełnieniem ewidencji tekstowej jest pełnometrażowy film dokumentalny „Zapomniane górnośląskie okno na świat – opowieść o Kanale Kłodnickim”, wyreżyserowany na podstawie scenariusza P. Zdanowicza i sfinansowany ze środków Marszałkowskiego Budżetu Obywatelskiego.

Ewidencja Źródeł (Zbiorcza Bibliografia)

Rzetelność powyższego katalogu opiera się na szerokiej bazie materiałów źródłowych, obejmujących kilkadziesiąt pozycji:

  • Roczniki ziomkowskie: Wykorzystano liczne wydania "Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt" z lat 1951-1957 oraz późniejsze, kontynuowane aż do 1990 roku biuletyny "Gleiwitzer - Beuthener - Tarnowitzer Heimatblatt".
  • Zabytkowa prasa i czasopisma: Czerpano z historycznych doniesień prasowych, w tym m.in. z "Schlesische Provinzialblätter" (1808-1848), "Der Oberschlesische Wanderer" i "Schlesische Zeitung", urzędowych biuletynów "Kattowitzer Kreisblatt" i "Tost-Gleiwitzer Kreisblatt", a także z ilustrowanego "Oberschlesien im Bild" (1931 r.) oraz branżowej "Hansy" (1934 r.). Wykorzystano również prasę z okresu wojennego, np. "Oberschlesische Zeitung" (1942-1943), oraz powojenne publikacje takie jak "Unser Oberschlesien" i "Bote aus dem Bieletal".
  • Dokumenty urzędowe i cyfrowe: Baza uwzględnia stare raporty edukacyjne (np. z bytomskiego gimnazjum z lat 1876-1877), jak również współczesne zbiory cyfrowe z portali historycznych i branżowych (Kanalgliwicki.pl, Portalkomunalny.pl), artykuły z serwisu Wachtyrz.eu oraz udostępnione prezentacje wystawowe.

Cyfrowy Katalog Wiedzy. Prawa do treści źródłowych należą do ich odpowiednich archiwów i wydawców.

0
0

Read more

Infografika historyczna przedstawiająca chórmistrza Ericha Lokaya z batutą na tle kościoła Mariackiego w Bytomiu przed 1945 rokiem oraz zrujnowanego Berlina, gdzie przebywał na wygnaniu.

Nestor bytomskiej muzyki na wygnaniu. Erich Lokay (1890–1974) – życie wypełnione pieśnią

Nestor bytomskiej muzyki na wygnaniu. Erich Lokay (1890–1974) – życie wypełnione pieśnią

Był postacią-instytucją. Dla przedwojennego Bytomia stanowił filar życia muzycznego – od podniosłych mszy w kościele NMP po popularne audycje radiowe. Dla powojennej diaspory bytomian w Niemczech Zachodnich stał się czymś więcej: „duchowym ojcem”, strażnikiem pamięci i człowiekiem, który za pomocą muzyki scalał rozproszoną wspólnotę. Erich Lokay – chórmistrz, rektor, kompozytor i animator kultury, którego życie rozpięte było między śląskim „heimatem” a berlińskim brukiem.

Korzenie i bytomski fundament

Urodził się 21 lutego 1890 roku w Mikołowie (Nikolai). Muzykę miał we krwi – był synem tamtejszego rektora chóru i organisty. Tradycje rodzinne kontynuował z powodzeniem, stając się jedną z centralnych postaci życia kulturalnego przedwojennego Bytomia. W 1916 roku poślubił Margarete (z domu Scotti), z którą dzielił trudy i radości życia przez kolejne dekady.

Przed 1945 rokiem jego bytomskim adresem był Wilhelmsplatz 10 (obecnie Plac Grunwaldzki). To stamtąd zarządzał swoim muzycznym imperium. Jego działalność w tym okresie była imponująca pod względem skali i różnorodności.

Maestro od sacrum i profanum

Fundamentem jego pracy była muzyka sakralna. W kwietniu 1923 roku objął kierownictwo nad Chórem Kościelnym przy parafii św. Marii (St. Marien). Przez blisko 22 lata, aż do stycznia 1945 roku, budował potęgę tego zespołu. Pod jego batutą chór osiągnął poziom, który wykraczał daleko poza granice Górnego Śląska, koncertując z powodzeniem w Berlinie, Kolonii czy Frankfurcie nad Menem. Lokay był nie tylko dyrygentem, ale i wychowawcą solistów – to w jego chórze błyszczał m.in. basista G. A. Knörzer, którego Lokay wspominał później jako człowieka o głębokiej pobożności.

Równolegle Lokay był tytanem pracy w ruchu świeckim. Dyrygował potężnymi męskimi chórami (Männergesangverein – MGV), w tym 85-osobowym zespołem „Bleischarleygrube” (Kopalnia Orzeł Biały) oraz chórem „Mechtal” (Miechowice), który przejął w 1935 roku i rozbudował z 25 do 80 śpiewaków.

Był człowiekiem nowoczesnym, doskonale rozumiejącym siłę mediów. Już w 1927 roku założył „Wesoły Górnośląski Kwartet Radiowy” (Heiteres oberschlesisches Funkquartetts). Zespół ten, którego kierownikiem był długoletni współpracownik Lokaya, kompozytor Georg Kluß (Lokay zasiadał przy fortepianie), zdobył ogólnokrajową popularność dzięki nagraniom płytowym i licznym transmisjom radiowym, koncertując w całych Niemczech.

Mieszany Kwartet Górnośląski pod dyrekcją Ericha Lokaya w Warszawie, 1941
Unikalny dokument z czasów wojny: Mieszany Kwartet Górnośląski pod dyrekcją Ericha Lokaya podczas trasy koncertowej dla Wehrmachtu w Warszawie, 1941 rok.

Jego talent kompozytorski służył miastu – w 1930 roku skomponował słynny „Knakrick-Marsch” (znany jako Bytomski Marsz Festiwalowy) dla ówczesnego nadburmistrza Adolfa Knakricka. Był także założycielem kameralnych zespołów wokalnych, jak „Kwintet Maxa Neumanna” (1938), przekształcony później w kwartet żeński.

Rok 1945: Berlińska przystań w morzu ruin

Koniec wojny oznaczał dla Lokaya, jak dla tysięcy innych, utratę dotychczasowego świata. Jesienią 1945 roku trafił do zrujnowanego Berlina. Był jednym z pierwszych bytomskich artystów, którym udało się tam „zapuścić korzenie”.

W tych dramatycznych chwilach ujawnił się jego charakter. Gdy jesienią 1945 roku z rosyjskiej niewoli powrócił prof. Erich Peter, dawny Generalny Dyrektor Muzyczny z Bytomia, błąkając się po Berlinie bez środków do życia, to właśnie Lokay go odnalazł. Mimo własnej trudnej sytuacji, przyjął go pod swój dach, oferując bezinteresowną pomoc i wsparcie moralne. Dom Lokaya w Berlinie-Charlottenburgu stał się punktem kontaktowym dla rozproszonych bytomian szukających swoich bliskich.

Lokay nie pozwolił, by trauma wysiedlenia zniszczyła więzi społeczne. Już w 1945 roku, natychmiast po przybyciu do Berlina, założył grupę ojczyźnianą bytomian (Heimatkreis Beuthen), stając się jej pierwszym motorem napędowym. Zawodowo zaś podjął pracę pedagoga, obejmując stanowisko rektora w Schinkelschule w dzielnicy Charlottenburg, gdzie pracował aż do emerytury w kwietniu 1955 roku.

Lokay-Frauenquartett: Głos Śląska na Zachodzie

Po wojnie, gdy brakowało męskich głosów, Lokay reaktywował swoją działalność kameralną w formie kwartetu żeńskiego („Lokay-Frauenquartett”). Zespół ten stał się fenomenem w Niemczech Zachodnich lat 50. Recenzenci prasy, m.in. „Wiesbadener Kurier”, podkreślali unikalny poziom artystyczny grupy, a grę samego Lokaya na fortepianie opisywano jako pełną „transcendentalnego, nierealnego” pianissimo i głębokiej więzi ze śpiewaczkami.

Kwartet odnosił sukcesy w Berlinie, Mainz i Wiesbaden. Szczególnie doniosły był występ w Wiesbaden w sierpniu 1955 roku, podczas obchodów 10-lecia wysiedleń. Zespół pełnił też misję edukacyjną, dając specjalne poranne koncerty dla setek uczniów, przybliżając im kulturę muzyczną Śląska.

Erich Lokay przy fortepianie z solistkami swojego kwartetu żeńskiego
Erich Lokay przy fortepianie w otoczeniu swoich solistek. Od lewej: Irene Brychey, Agnes Bresler, Hilde Zipser i Maria Nawrath. Zdjęcie doskonale ilustruje powojenną działalność jego słynnego kwartetu żeńskiego.

Repertuar zespołu był mostem między klasyką (Brahms, Schubert) a twórczością kompozytorów śląskich (Gerhard Strecke, Georg Kluß) oraz własnymi aranżacjami Lokaya, w tym pieśniami takimi jak „Heimat” czy „Mein oberschlesisch Land”.

„Krąg Lokaya” w Bad Waldliesborn

Najtrwalszym pomnikiem powojennej działalności Rektora stały się coroczne spotkania bytomian w Bad Waldliesborn, organizowane na przełomie roku w pensjonacie „Tenbrockhaus”. Lokay był ich inicjatorem i „duchowym ojcem”.

Czarno-białe, pamiątkowe zdjęcie dużej grupy kilkudziesięciu osób, dawnych mieszkańców Bytomia, pozujących razem podczas spotkania w Bad Waldliesborn.
Uczestnicy tradycyjnego spotkania sylwestrowego bytomian organizowanego w pensjonacie Tenbrockhaus. Wśród obecnych na zdjęciu znajdują się m.in. znani soliści: Maria Nawrath oraz Hermann Kapitza.

Był to fenomen socjologiczny – tzw. „Lokay-Kreis” (Krąg Lokaya) funkcjonował bez statutów, zarządu czy składek, opierając się wyłącznie na autorytecie mistrza i potrzebie wspólnoty. Lokay, mimo podeszłego wieku, osobiście dbał o oprawę muzyczną, akompaniując solistom na fortepianie podczas wieczorów świeckich i na organach podczas nabożeństw.

Wokół niego gromadziła się elita dawnego Bytomia: soliści (jak „Bytomski Słowik” Agnes Bressler, Maria Nawrath, sopranistka koloraturowa Irene Kapitza czy sędziwy tenor Ernst Stanke), duchowni (Erzpriester Porwoll, Pater Heinrich Sollors, franciszkanin Pater Honoratus) oraz organizatorzy, jak dr Konrad Gallen, który był „prawą ręką” Lokaya w sprawach logistycznych.

Uczestnicy spotkań Krąg Lokaya w Niemczech Zachodnich
„Krąg Lokaya” w komplecie. W pierwszym rzędzie siedzi Erich Lokay (w środku), otoczony rodziną (żona Margarete, Johanna) oraz duchownymi: ks. Porwollem i Ocem Heinrichem Sollorsem. W drugim rzędzie widoczny m.in. dr Alfons Lokay. Zdjęcie ukazuje sieć wsparcia, jaką zbudował wokół siebie chórmistrz.

Nestor i jego jubileusze

Lata 60. to czas wielkich jubileuszy, które potwierdzały status Lokaya jako nestora bytomskich muzyków. W 1960 roku uroczyście obchodzono jego 70. urodziny. W lipcu 1962 roku w Essen zorganizowano wielki zjazd z okazji 40-lecia jego pracy dyrygenckiej z chórem św. Marii, w którym wzięło udział ponad 100 osób. Rok później, w Dortmundzie, świętowano 40-lecie jego ogólnej pracy artystycznej.

Czarno-białe zdjęcie plenerowe członków chóru z dyrygentem Erichem Lokayem z prawej strony kadru.
Członkowie chóru kościelnego św. Marii z Bytomia podczas zjazdu w patronackim mieście Recklinghausen. Z prawej strony w ciemnym garniturze stoi dyrygent, Erich Lokay. Fot. Dr. Wichulla.

Mimo upływu lat wciąż komponował – w 1958 roku powstał „Minutenwalzer”, a późniejsze lata przyniosły walce wiosenne. Jego adresy w Berlinie zmieniały się (Leibnizstraße 87, Lietzenburger Straße 25, a pod koniec lat 60. Klopstockstr. 16), ale jego dom zawsze pozostawał centrum bytomskiej kultury.

Ostatnie akordy

Przełom przyszedł w 1970 roku. Zaplanowane z wielką pompą obchody 80. urodzin w Bad Waldliesborn odbyły się bez głównego bohatera – choroba zatrzymała go w Berlinie. Jego muzyka jednak wybrzmiała; przy fortepianie zastąpiło go młodsze pokolenie – małżeństwo Erich i Sylvia Malek, którzy wykonali na cztery ręce jego słynny marsz „Mein Oberschlesien”.

Erich Lokay zmarł w Berlinie (wzmiankowany: Berlin-Wilmersdorf) 11 marca 1974 roku. Wzruszający nekrolog, opublikowany w wydanym w kolejnym roku „Beuthener Heimat-Kalender 1975”, napisał jego przyjaciel, prof. Erich Peter. Los chciał, że zaledwie kilka tygodni po Lokayu odszedł również jego wieloletni współpracownik, Georg Kluß. Ich śmierć symbolicznie zamknęła pewną epokę. Odeszli dwaj idealiści, którzy – jak pisał prof. Peter – byli bezgranicznie oddani muzyce i swojemu miastu, a w najtrudniejszych czasach potrafili okazać innym ludzkie ciepło i niezawodność.

Portret dystyngowanego starszego pana - Ericha Lokaya
Erich Lokay w późniejszych latach życia. Portret dystyngowanego starszego pana – Rektora i Chórmistrza w stanie spoczynku, który do końca pozostał wierny swoim ideałom.
Bibliografia i Źródła:

Artykuł powstał na podstawie obszernej kwerendy materiałów prasowych z lat 1952–1975 oraz archiwów fotograficznych. Poniżej znajduje się szczegółowy wykaz wykorzystanych artykułów:

I. Czasopismo: Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt (późn. Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt)
  • 1952: Fern – Doch – Treu!, Październik (10)
  • 1953: Ein Heimaterlebnis mit dem Max-Neumann-Quintett in Arnsberg, Sierpień (8)
  • 1955: Erich Lokay zum 65. Geburtstag, Marzec (3) | Ein Erfolg des Lokay-Frauenquartetts in Berlin, Maj (5) | Das Lokay-Frauen-Quartett in Wiesbaden, Sierpień (8)
  • 1961: Beuthener Lehrer in Bad Waldliesborn, Luty (2) | Rektor i. R. Alfons Urbanek (…) tödlich verunglückt!, Październik (10)
  • 1962: Treffen der Beuthener Lehrer und Lehrerinnen in Bad Waldliesborn, Maj (5) | Der Kirchenchor von St. Maria in Beuthen trifft sich in Essen, Sierpień (8)
  • 1969: Der Beuthener Musikkreis in Bad Waldliesborn, Luty (2) | Professor Gerhard Strecke zum Gedächtnis, Czerwiec (6) | Ehrung Beuthener Komponisten, Listopad (11)
  • 1970: Feier für Beuthener Komponisten (…), Styczeń (1) | Dr. Konrad Gallen 70 Jahre alt, Luty (2)
  • 1975: Zwei Beuthener Künstler haben uns verlassen: Rektor a. D. Erich Lokay und Studienrat a. D. Georg Kluß, Styczeń (1)
II. Czasopismo: Unser Oberschlesien
  • 1955: Hochwertiger O/S-Heimatabend. Das Lokay-Quartett begeistert in Wiesbaden, Lipiec (14)
  • 1960: Erich Lokay 70 Jahre | Kirchenchor St. Maria traf sich | Gustav-Adolf Knörzer 1886 – 1939, Marzec (5) i Wrzesień (19)
  • 1967: Sein Schaffen ist ihm Lebensinhalt. Der oberschlesische Komponist Georg Kluß begeht seinen 75. Geburtstag, Maj (10)
  • 1969: Erich Lokay-Musikkreis Beuthen O/S, Styczeń (2) | Ehrung Beuthener Komponisten, Listopad (21)
0
0

Read more

Ilustracja tytułowa o Gromadzie Rozbarskiej: dumnie prezentujący się mężczyzna w tradycyjnym stroju na czarnym koniu, na tle historycznych rękopisów i kościelnego sztandaru.

Gromada Rozbarska: Strażnicy Ziemi i Języka. Historia Elity z Rozbarku (1814–1946)

Gromada Rozbarska: Elita w Siodle i Strażnicy Polskiego Słowa (1814–1946)

„Roßberger Bauernvereinigung” — kronika śląskiej emancypacji, pracy i oporu językowego

Historia „Gromady Rozbarskiej” (niem. Roßberger Bauernvereinigung) to niezwykła kronika śląskiej emancypacji, w której zamożność gospodarzy spotykała się z żarliwym patriotyzmem, a ciężka praca w kopalniach współistniała z kultywowaniem najszlachetniejszych tradycji wiejskich. Przez ponad wiek ta elitarna formacja konna nie tylko otwierała najważniejsze parady w Bytomiu, ale przede wszystkim stanowiła mur obronny dla polskiego języka i wiary.

Zasięg czasowy: 1814–1946
Miejsce: Rozbark (Bytom i okolice)
Oś opowieści: samorząd chłopski → nowoczesny związek rolników → formacja konna → walka o język → epilog 1946
Członkowie Gromady Rozbarskiej w strojach ludowych stojący ze sztandarem przed kaplicą w 1900 r.
Pamiątkowe zdjęcie z 1900 r.: Członkowie „reprezentacji wsi” w strojach rozbarskich prezentują historyczny sztandar ufundowany w 1895 roku.

I. Od Odwiecznego Prawa do Nowoczesnego Związku

Często błędnie przyjmuje się rok 1895 za datę powstania stowarzyszenia, jednak korzenie organizacji sięgają znacznie głębiej – do tradycyjnego samorządu chłopskiego i tzw. „prawa pacholczego”. Odnaleziony w archiwum parafii św. Jacka rękopis „Spisu członków Gromady Rozbarskiej” dokumentuje polskojęzyczne zapisy prowadzone nieprzerwanie od 1814 roku.

Ważnym dowodem źródłowym, na wczesną, sformalizowaną aktywność chłopów z Rozbarku jest zachowany odręczny list z 1873 roku. Pokazuje on, że Gromada funkcjonowała jako sprawny organizm na długo przed końcem XIX wieku. W tamtej, dawnej strukturze liderzy nosili dumne tytuły cechowe: przewodniczący był I cechmistrzem, a jego zastępca II cechmistrzem.

Odręczny list członków Gromady Rozbarskiej z 1873 roku
Unikalny, odręczny list z 1873 roku. Dowód na aktywność samorządową Gromady na ponad dwie dekady przed ufundowaniem sztandaru.

Nowoczesny impuls i reorganizacja przyszły dopiero 19 maja 1895 roku pod wpływem artykułów w „Katoliku”. Na zebraniu w lokalu p. Koronowskiej powołano „Związek Rolników Gromady Rozbarskiej”. Statystyki członkowskie pokazują błyskawiczny rozwój: wystartowano z 20 członkami w maju 1895 r., pod koniec roku było ich 42, by w latach 1899-1900 zrzeszać już elitę 66 najzamożniejszych gospodarzy.

Organizacja kładła ogromny nacisk na edukację – w ciągu pierwszych pięciu lat zorganizowano 52 zebrania i aż 50 wykładów fachowych z dziedziny rolnictwa. Związek z Rozbarku wykazywał też silną sprawczość polityczną, wysyłając oficjalne petycje do Sejmu Pruskiego w sprawach zatrudniania zagranicznych robotników czy budowy kolei ulicznej.

II. Atrybuty Potęgi: Sztandar i „Szpica” w Siodle

Gromada Rozbarska była formacją konną (zu Pferde), co zapewniało jej status honorowej kawalerii miejskiej. Podczas pochodów zajmowali zaszczytne miejsce na samym przedzie – tzw. „szpicę”, wyprzedzając nawet wiekowe cechy rzemieślnicze.

Konna Gromada Rozbarska na czele pochodu w Bytomiu
Gromada Rozbarska jako honorowa kawaleria otwierająca pochód.

Ich wygląd i atrybuty budziły powszechny podziw:

  • Strój (Roßberger Tracht): Ciemne katanki, jasne spodnie z jeleniej skóry (jeleniaki), reprezentacyjne szarfy przewieszane przez ramię, wysokie buty jeździeckie i kapelusze z szerokim rondem.
  • Sztandar za 900 marek: Decyzję o jego zakupie podjęto w 1895 r. u p. Koronowskiej. Wykonano go u p. Szpetkowskiego w Poznaniu za potężną wówczas kwotę 900 marek. Na awersie widniał św. Izydor Oracz, a na rewersie Opatrzność Boska. Pierwszymi chorążymi wytypowanymi do jego niesienia byli: Piotr Sobczyk, Aleksander Kasprzyk i Konstanty Reguła.
  • Chłopska duma: Związek cechowała wyjątkowa asertywność. Podczas 5-lecia w 1900 r. gospodarze z Rozbarku demonstracyjnie zignorowali obecnego na sali adiutanta pruskiego komisarza policji, głosząc na łamach prasy, że „gospodarz-rolnik nie jest zależnym od żadnego policyanta”.
Sztandar Gromady Rozbarskiej z 1895 roku przedstawiający św. Izydora Oracza
Archiwalny sztandar z 1895 r. przedstawiający św. Izydora Oracza (patrona rolników).

III. Kaspar Tokarz – Głos, który Porywał Tłumy

Niekwestionowanym liderem i twarzą Gromady był przez dekady Kaspar (Kasper) Tokarz (1852–ok. 1935). Wyuczony krawiec, który na prośbę ojca został rolnikiem, a by utrzymać wielką rodzinę, przez lata łączył pracę na roli z trudem górnika („od wczesnego ranka do późnego wieczora”). Jako długoletni sekretarz i prezes organizacji stał się jej głównym „skarbnikiem pamięci”.

Prywatnie był mężem Zuzanny (ślub w 1878 r.), z którą wychował dziewięcioro dzieci. Co ciekawe, wszyscy czterej synowie bezpiecznie powrócili do domu z frontów I wojny światowej. Podczas Złotych Godów w 1928 roku Tokarzowie cieszyli się już 35 wnukami! Kaspar był ponadto człowiekiem wielu talentów – jego wielką pasją były teatry amatorskie, w których nie tylko występował, ale również samodzielnie je reżyserował.

Kaspar i Zuzanna Tokarz w tradycyjnych strojach rozbarskich, Bytom 1928
Kaspar i Zuzanna Tokarz w pełnych strojach rozbarskich podczas Złotych Godów, 1928 r.
Patriarcha i kronikarz
Tokarz łączył role i światy: praca w polu, praca w kopalni, troska o rodzinę i odpowiedzialność za wspólnotę. Prowadząc dokumentację, eliminował germanizmy, zastępując „bahnhof” dworcem, a „kartofle” ziemniakami — w praktyce była to cicha, lecz stanowcza walka z germanizacją.

Prasa z 1903 roku odnotowała jego płomienne wystąpienie na bytomskim Rynku z okazji jubileuszu papieskiego:

„Górnik i gospodarz p. Kasper Tokarz w pięknym stroju narodowym po polsku… donośnym głosem trafił krótkimi wywodami tak do serc obecnych na rynku tysięcy słuchaczy, że z piersi wszystkich wyrwał się okrzyk: Niech żyje nasz Ojciec św. Leon XIII!”. Relacja prasowa (1903)

W 1915 roku, witając biskupa Bertrama polską oracją, usłyszał w odpowiedzi słynne słowa: „Twoja mowa nie jest moją mową, ale Twoje serce jest moim sercem”.

IV. Kalendarium Odwagi i Tradycji

  • 1895: Zakup sztandaru i pierwsza konna eskorta biskupa.
  • 1900: Pamiątkowe zdjęcie „reprezentacji wsi” ze sztandarem przed starą kaplicą na Rozbarku.
  • 1904: Delegacja Gromady wręcza papieżowi Piusowi X różaniec z „pereł św. Jacka” – unikalnych rozbarskich skamieniałości liliowców.
  • 1913: Konna eskorta (wyjazd o 7:45 do Piekar) dla nowego duszpasterza, ks. Franza Strzybnego.
  • 1922: Warta konna przy honorowej bramie na dworcu w Bytomiu podczas powitania wojsk Reichswehry.
  • 1923: Zaszczyt otwarcia wielkiego pochodu 60 organizacji z całego Śląska (z okazji 70-lecia Stowarzyszenia Czeladzi Kolpinga).
  • 1924: Udział w obchodach ku czci ks. Norberta Bonczyka; przemówienia Tokarza i Tomasza Nowaka.
  • 1926: „Gromada” konno otwiera wielki jubileuszowy pochód z okazji 350-lecia cechu szewców w Bytomiu.
  • 1928: Złote Gody Kaspra i Zuzanny Tokarzów; osobiste błogosławieństwo od kardynała Bertrama przesłane w języku polskim.
  • 1931–1933: Sędziwy, blisko 80-letni Tokarz, tytułowany „najstarszym prezesem Alojzjanów”, wciąż otwiera zjazdy młodzieży w Piekarach i Szarleju.

V. Walka o Język: „Rozbarski Kontrkulturkampf”

Działalność Gromady miała głęboki wymiar polityczny. Członkowie celowo bojkotowali niemieckie stowarzyszenia, głosząc, że „gospodarz-rolnik nie jest zależnym od żadnego policjanta”. Kaspar Tokarz, prowadząc „Spis członków”, dokonywał aktu lingwistycznego oporu – konsekwentnie zastępował germanizmy polskimi terminami (np. „dworzec” zamiast „bahnhof”, „ziemniaki” zamiast „kartofle”), dbając o literacką czystość zapisów.

Edukacja narodowa odbywała się także na co dzień. Kaspar Tokarz był gorliwym propagatorem polskiego czytelnictwa – już od czasów Karola Miarki nieprzerwanie abonował „Katolika”, podając go dalej do czytania i dbając o to, by jego rozbarscy „pupile” również go zamawiali.

Polska mowa w sferze sakralnej
Stowarzyszenie dbało o polską mowę także w sferze sakralnej, zamawiając dedykowane msze w kościele Mariackim z polskimi kazaniami (udokumentowane w 1909 i 1929 roku).

VI. Zmierzch i Dziedzictwo

Okres hitlerowski przyniósł zakaz zgromadzeń i milczenie kronikarza. Historia dokumentu urywa się nagle w 1946 roku, po odnotowaniu ostatnich nowych członków (w rękopisie pojawiają się m.in. nazwiska: Augustyn Hlond (imiennik — nie kardynał), Jan Matuszowic, Szczepan Garus). Choć formacja konna zniknęła z ulic Bytomia, „Gromada” pozostaje symbolem śląskiej dumy, w której bogactwo materialne było jedynie narzędziem do zachowania bogactwa duchowego i narodowego.

Uwaga redakcyjna (opcjonalnie do publikacji): Jeśli chcesz, mogę dodać na końcu blok „Źródła i archiwalia” oraz sekcję „Powiązane artykuły na flaczek.com” — ale bez dopisywania nowych faktów, tylko jako moduł nawigacyjny.

Źródła i Bibliografia

Powyższy artykuł został opracowany na podstawie weryfikacji dziesiątek archiwalnych materiałów prasowych, rękopisów oraz współczesnych opracowań historycznych.

1. Prasa z okresu Cesarstwa Niemieckiego (1895–1916)

  • Katolik: 1895 (nr 64), 1897 (nr 100), 1900 (nr 90), 1903 (nr 28), 1904 (nr 23).
  • Nowiny Raciborskie: 1897, R. 9, nr 102.
  • Rolnik: 1900, R. 7, nr 31.
  • Dziennik Śląski: 1900 (nr 172), 1903 (nr 50, nr 51), 1916 (nr 54).
  • Głos Śląski: 1903, nr 3.
  • Posłaniec Niedzielny dla Dyecezyi Wrocławskiej: 1903, R. 9, nr 11.
  • Gwiazda: 1904, R. 2, nr 8.
  • Der Oberschlesische Wanderer: 1909, nr 41.
  • Górnoślązak: 1911, R. 12, nr 168.

2. Prasa z okresu dwudziestolecia międzywojennego (1923–1933)

  • Katolik: 1924 (nr 26), 1925 (nr 36).
  • Katolik Codzienny i Katolik Niedzielny: Relacje z 1923, 1928 (nr 267) oraz 1931 (nr 141).
  • Górnoślązak: 1923 (nr 203), 1929 (nr 247).
  • Ostdeutsche Morgenpost: 1923 (nr 187), 1926 (nr 160).
  • Oberschlesien im Bild: 1926, nr 26.
  • Oberschlesische Volksstimme: 1928 (nr 293), 1929 (nr 32).
  • Zdrój: 1929, R. 5, nr 5.
  • Polska Zachodnia: 1931, R. 6, nr 161.
  • Polonia: 1931, R. 8, nr 2411.
  • Gość Niedzielny: 1931, R. 9, nr 26.
  • Młodzież Katolicka: 1933, R. 8, nr 15.

3. Wydawnictwa zlotowe i dokumenty wizualne

  • Hejnał Zlotowy. W dniach zlotów młodzieży… w Piekarach, 1933 r.
  • Fotografia archiwalna „Die Gromada (Dorfvertretung) vor der alten (zweiten!) Kapelle im Jahre 1900”.
  • Rękopis „Spis członków Gromady Rozbarskiej” (Archiwum parafii św. Jacka w Rozbarku, wpisy z lat 1814-1946).

4. Opracowania powojenne i współczesne

  • Nasza Droga: 1950, R. 24, nr 7/8.
  • Trybuna Robotnicza: 1955, nr 117.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt: Artykuły i relacje z lat 1958 (nr 4), 1961, 1962, 1966, 1970, 1971, 1989.
  • Daniela Dylus, „Źródło u św. Jacka”, miesięcznik „Śląsk”, 2017, R. 23, nr 9.
Powiększenie
0
0

Read more

Grafika w stylu mrocznego vintage przedstawiająca tryptyk z historią klubu TuS Lipine w latach 1939-1945. Ukazuje starszego bramkarza na tle dymiących hut, dynamiczną akcję piłkarską przed gigantycznym tłumem kibiców oraz pustą, zniszczoną bramkę znikającą w wojennej mgle.

Część 3: TuS Lipine (1939–1945). Mroczna potęga, 38 tysięcy widzów i Puchar Niemiec

TuS Lipine (1939–1945). Mroczna potęga, 38 tysięcy widzów i Puchar Niemiec (Część 3)

Lata 1939–1945: odgórne zakazy, brutalna walka, bokserskie kufle i sen o pucharowych salonach Rzeszy.

Od Autora: Niniejszy cykl artykułów powstał na bazie rzetelnego skatalogowania wycinków z archiwalnej prasy. Moim głównym celem badawczym było ukazanie fascynującego tła politycznego, gospodarczego i społecznego Górnego Śląska na przełomie XIX i pierwszej połowy XX wieku, a sport stanowi tu jedynie (i aż) soczewkę, przez którą przyglądamy się tej zawiłej epoce. Ponieważ stricte sportowe zawiłości i statystyki nie są moją główną domeną, historia ta może być obarczona pewną niepewnością merytoryczną w detalach boiskowych. Wszelkie uwagi i korekty ze strony pasjonatów futbolu są niezwykle mile widziane!

Lata 1939–1945 to epoka niewyobrażalnego, historycznego dysonansu. Podczas gdy Europę trawił ogień okrutnej wojny, w śląskich Lipinach z pełną mocą biło serce potężnego, sportowego imperium. Jesienią 1939 roku klub powrócił do niemieckiego szyldu, funkcjonując odtąd jako TuS Lipine. Na fotel prezesa wrócił dawny znajomy, przedwojenny działacz Joseph Debernitz. To właśnie pod jego wodzą prowincjonalna drużyna zaczęła rzucać na kolana mistrzów Rzeszy.

Rzeź w Kostuchnie i zignorowane zakazy

Czarno-biała, ziarnista grafika w stylu retro przedstawiająca puste boisko piłkarskie na tle dymiących kominów wielkiej huty na Górnym Śląsku w 1940 roku.
Lata 1939–1940 przyniosły nowy, surowy porządek. Futbol w Lipinach stał się częścią machiny propagandowej Rzeszy, funkcjonującej w cieniu ciężkiego przemysłu. (Wizja artystyczna)

W wojennej rzeczywistości piłkarze z Lipin grali nie tylko z rywalami, ale często i z odgórnymi przepisami. W styczniu 1940 roku drużyna pojechała na wyjazdowe spotkanie z SB Boerschächte Kostuchna, by na miejscu dowiedzieć się, że cała kolejka została oficjalnie odwołana. Zawodnicy obu ekip oraz sędzia postanowili całkowicie zignorować ten zakaz i rozegrali pełnoprawny mecz. Zdeterminowani goście urządzili gospodarzom bezlitosną rzeź, wygrywając to samowolne starcie aż 15:0 (do przerwy 7:0).

⚽ Historyczny precedens
Co fascynujące, ten astronomiczny wynik 15:0 TuS Lipine zdołał powtórzyć w grudniu 1944 roku w ligowym starciu z TuS Schwientochlowitz.

50-latek w bramce ratuje sytuację

Czarno-biała, stylizowana na starą fotografię grafika przedstawiająca 50-letniego bramkarza Josepha Debernitza po wygranym meczu, otoczonego przez młodszych kolegów z drużyny na tle przemysłowego Śląska.
Wizja artystyczna legendarnego wyczynu. 50-letni weteran i prezes klubu, Joseph Debernitz, w awaryjnej sytuacji staje między słupkami i zachowuje czyste konto w wyjazdowym meczu w Hindenburgu (Zabrzu).

Na tle tych twardych, rzemieślniczych zmagań mocno wyróżniała się postać Josepha Debernitza. Ten urodzony 7 lutego 1893 roku działacz był nie tylko współzałożycielem klubu, ale też jego prezesem w latach 1913-1930. Z racji swoich występów na boisku, przez lata słynął z ogromnej zwinności (Wendigkeit) na linii bramkowej.

Jego absolutnym, historycznym rekordem był awaryjny występ w pierwszej drużynie w okresie międzywojennym. Z powodu potężnych braków kadrowych („Not am Mann”) w wyjazdowym meczu z Preußen Hindenburg (Zabrze), weteran stanął między słupkami mając równe 50 lat. Efekt? Mecz zakończył się niespodziewanym triumfem Lipin 3:0, a staruszek zachował czyste konto, udowadniając swoją wartość.

Boiskowi furiaci i „polowanie na kości”

Walka o dominację na Śląsku nierzadko zamieniała się w brutalną bitwę. W 1940 roku, podczas przegranego u siebie 1:3 starcia z Germanią Königshütte (obserwowanego przez 3000 kibiców), zawodnicy TuS Lipine przekroczyli wszelkie granice, grając niezwykle agresywnie. Zbulwersowana prasa otwarcie zagroziła gwiazdom klubu wykluczeniem z reprezentacji Śląska za brak panowania nad emocjami. Groźby te wycelowano prosto w byłych kadrowiczów, co stanowiło ewidentny przytyk do najsłynniejszych graczy drużyny – braci Piec.

Krew, pot i bokserskie kufle

Archiwalna stylizacja zdjęcia wnętrza zatłoczonej, zadymionej gospody na Śląsku w latach 40., gdzie odbywa się walka bokserska, a widzowie piją piwo z kufli.
Gdy futbol stawał się narzędziem polityki, prawdziwe sportowe emocje przenosiły się do zadymionych lipińskich gospód, gdzie królował boks i piwo w ciężkich kuflach. (Wizja artystyczna)

W Lipinach krew lała się jednak nie tylko na murawie. Gigantyczną furorę robiła nowo utworzona, prężna sekcja pięściarska, którą w prasie chwalono jako wysoce aktywną („rührige Boxstaffel”). Walki bokserów organizowano w niezwykle surowej scenerii – prosto w sali miejscowej gospody hutniczej (Saal des Hüttengasthauses). Starcia te regularnie przyciągały nadkomplety ryczących widzów.

To właśnie w oparach dymu z cygar i hutniczego piwa, pięściarze z Lipin brutalnie rozprawiali się z rywalami, wygrywając prestiżowe zawody m.in. z TuS Königshütte (11:9) oraz TuS Hohenlohehütte (8:4).

Pucharowy sen „wiejskiego klubu”

Zeskanowany, czarno-biały wycinek z niemieckiej gazety z 1942 roku, przedstawiający zdjęcie drużyny piłkarskiej TuS Lipine ustawionej w dwóch rzędach na boisku.
Unikalny, zachowany wycinek prasowy z 1942 roku, prezentujący kadrę TuS Lipine przed meczem z Blau-Weiß Berlin. Co ciekawe, mimo oficjalnej wojennej nazwy TuS, powojenna prasa emigracyjna z sentymentem opisywała te fotografie historycznym szyldem Silesia Lipine. (Źródło: Archiwum prasowe)

Prawdziwy szczyt tej surrealistycznej, wojennej potęgi nadszedł w 1942 roku podczas rozgrywek o Puchar Niemiec (Tschammerpokal). TuS Lipine dokonał rzeczy niewyobrażalnej, rozbijając na własnym boisku potężnego mistrza Berlina, zespół Blau-Weiß 90, aż 4:1. Zszokowana prasa niemiecka nie potrafiła w to uwierzyć, określając ten wyczyn mianem „niesłychanego sukcesu wiejskiego klubu (Dorfverein)”.

Panoramiczna grafika w sepii ukazująca ogromny, wypełniony wielotysięcznym tłumem stadion piłkarski na Śląsku w 1942 roku podczas meczu pucharowego w industrialnej scenerii.
Apogeum potęgi TuS Lipine. Wielkie mecze w Pucharze Niemiec przyciągały na trybuny (a nawet na dachy okolicznych budynków) niewyobrażalne tłumy kibiców. (Wizja artystyczna)

Kopciuszek ze Śląska parł naprzód, docierając aż do przedostatniej rundy (Vorschlußrunde) krajowych rozgrywek. W półfinale TuS Lipine pojechał na wyjazdowy mecz z wielkim TSV 1860 München. Ślązacy wybiegli na murawę przy ogłuszającym ryku 38 000 widzów. Ostatecznie „wiejski klub” przegrał 0:6 (do przerwy 0:4), a w rolę bezlitosnego kata wcielił się słynny Ernest Wilimowski, ładując swoim sąsiadom ze Śląska aż cztery bramki.

Ulotność w wojennym pyle

Mimo trwającego koszmaru wojny, potęga TuS Lipine potrafiła hipnotyzować tłumy. Kiedy w 1944 roku drużyna grała w Zabrzu decydujący mecz barażowy z Germanią Königshütte, na trybunach zasiadła absolutnie rekordowa liczba 15 000 osób. Rozgrywki sezonu 1944/1945, w których klub znów gromił rywali po 15:0, zostały jednak brutalnie przerwane. Sportowe imperium, które w sercu wojennego piekła rzucało wyzwanie mistrzom Rzeszy i ściągało na stadiony dziesiątki tysięcy ludzi, okazało się niezwykle ulotne. Zniknęło z piłkarskiej mapy równie gwałtownie, jak wygrywało swoje mecze – rozwiewając się w dziejowym pyle po 1945 roku.

Indeks osobowy (okres wojenny 1939–1945)

Zestawienie kluczowych nazwisk, działaczy i zawodników występujących w barwach TuS Lipine podczas kampanii wojennych i pucharowych.

Bawaj (Bawy)

Pomocnik występujący m.in. w podstawowym składzie w roku 1942 przeciwko Blau-Weiß Berlin oraz w 1944 r.

Pomocnik19421944

Debernitz Joseph

Wieloletni prezes klubu (wrócił na stanowisko w 1939 r.), dawniej bramkarz. W wieku 50 lat wystąpił awaryjnie w wygranym 3:0 meczu z Preußen Hindenburg.

PrezesBramkarzDziałacz

Kalus

Kluczowy obrońca w latach 1942–1944. Bohater wyjazdowego meczu w Krakowie (Puchar Niemiec 1942), w którym zdobył dwie bramki na wagę awansu.

ObrońcaStrzelecPuchar Niemiec

Kubisch

Podstawowy bramkarz w słynnym starciu pucharowym z Blau-Weiß Berlin (1942) oraz w lidze w 1944 roku.

Bramkarz19421944

Michalski

Wcześniejszy reprezentant Polski, w barwach TuS Lipine m.in. strzelec wyrównującej bramki głową w meczu z Janowem (1940) po rajdzie z obrony. Zagrał przeciwko Blau-Weiß Berlin w 1942.

ObrońcaBramkaWeteran

Piec Ryszard (Piez I)

Legendarny prawoskrzydłowy, reprezentant Polski na IO w Berlinie i kadrowicz Śląska (1939, 1940). Zdobywca bramki na 4:2 w pucharowym starciu w Krakowie.

SkrzydłowyReprezentantGwiazda

Piec Wilhelm (Piez II)

Środkowy pomocnik wielkiej klasy, często dyrygujący grą obronną. Kadrowicz Śląska (1939). Filigran składu z 1942 i 1944 r.

Środkowy PomocnikReprezentant

Stephan (Stefan)

Napastnik, rotacyjnie w obronie, występujący w kadrze z 1942 roku. Ustalający wynik pucharowego meczu w Krakowie (5:2).

NapastnikBramka1942

Wilimowski Ernest („Ezi”)

Z perspektywy Lipin – śląski „kat”. Jako napastnik TSV 1860 München zdobył aż cztery bramki przeciwko TuS Lipine w półfinale Pucharu Niemiec, grzebiąc ich sny o trofeum.

RywalNapastnik TSV 1860

Aneks archiwalny: bibliografia (1939–1945)

Niniejszy artykuł opiera się o kwerendę z wojennej prasy niemieckiej oraz późniejszych opracowań historycznych i emigracyjnych:

  • „Der Oberschlesische Wanderer” – roczniki: 1939 (nr 346, 351, 353), 1940 (m.in. nr 6, 18, 55, 106, 132, 187, 330).
  • „Kattowitzer Zeitung” – roczniki: 1939 (nr 331, 334, 340, 341, 344), 1942 (w tym historyczne relacje z Pucharów).
  • „Der Oberschlesische Kurier” – rocznik 1939 (nr 347).
  • „Bodensee-Rundschau / Konstanzer Zeitung” – roczniki: 1942, 1943.
  • „Unser Oberschlesien” – wybrane wydania retrospektywne z lat 1954, 1963, 1967, 1970, 1979, 1989.
  • Współczesna literatura historyczna regionu, w tym „Ziemia rybnicko-wodzisławska…” (2001).
0
0

Read more

Grafika w stylu vintage przedstawiająca tryptyk z historią polskiego klubu Naprzód Lipiny w latach 1922-1939. Ukazuje piłkarza z orzełkiem na piersi, twardą walkę o piłkę w błocie oraz mroczny widok stadionu przed wybuchem wojny.

Część 2: Naprzód Lipiny (1922–1939). Boiskowe wojny, dezercja i złota era klubu

Krew, dezercja i wiedeńskie salony. Jak Naprzód Lipiny trząsł polskim Śląskiem (Część 2)

Lata 1922–1939: złota era, reprezentanci i brutalna codzienność śląskiej ligi.

Od Autora: Niniejszy cykl artykułów powstał na bazie rzetelnego skatalogowania wycinków z archiwalnej prasy. Moim głównym celem badawczym było ukazanie fascynującego tła politycznego, gospodarczego i społecznego Górnego Śląska na przełomie XIX i pierwszej połowy XX wieku, a sport stanowi tu jedynie (i aż) soczewkę, przez którą przyglądamy się tej zawiłej epoce. Ponieważ stricte sportowe zawiłości i statystyki nie są moją główną domeną, historia ta może być obarczona pewną niepewnością merytoryczną w detalach boiskowych. Wszelkie uwagi i korekty ze strony pasjonatów futbolu są niezwykle mile widziane!

Rok 1922 przyniósł na Górnym Śląsku nowe porządki. Zmiana granic państwowych i podział regionu sprawiły, że po oficjalnym i pokojowym przejęciu Lipin przez polską administrację oraz regularne Wojsko Polskie pod dowództwem gen. Szeptyckiego, dawna niemiecka struktura Silesii uległa przymusowemu, urzędowemu rozwiązaniu. Jej majątek, tradycje oraz zaplecze wchłonął działający prężnie już od wiosny 1920 roku polski K.S. Naprzód Lipiny. Zespół ten w nowej rzeczywistości nie tylko wywalczył sobie prawo do życia, ale wyrósł na absolutną potęgę regionu, tocząc niesamowite, a czasem wręcz mordercze boje o awans do elitarnej Ligi Państwowej.

Długi, „nielegalni” gracze i sukcesy innych sekcji

K.S. Naprzód Lipiny – drużyna (ok. 1924)
K.S. Naprzód Lipiny – drużyna (ok. 1924).

Początki w polskiej rzeczywistości bywały wyboiste. Zespół wielokrotnie borykał się z karami dyscyplinarnymi ze strony Związku Piłki Nożnej. W 1925 roku klub znalazł się nawet na oficjalnej liście dłużników GZOPN. Problemy dyscyplinarne obejmowały wystawianie do gry wybitnego napastnika Nastuli, pomimo jego wcześniejszego formalnego wykreślenia ze struktur związku. Z kolei w 1930 roku zarząd klubu otrzymał surową naganę za niewywiązanie się z obowiązków gospodarza, co doprowadziło do gorszących awantur na boisku i trybunach, a czołowi gracze – Michalik i Zug – zostali ukarani kilkutygodniowymi dyskwalifikacjami.

Warto jednak dodać, że klub w tamtym czasie to nie tylko piłka na twardym, żwirowatym boisku. Z powodzeniem działała sekcja lekkoatletyczna, gdzie w 1925 roku skoczek wzwyż Dyrda notował wyniki rzędu 1,32 m, a w ringu już na początku lat 20. twardo walczył miejscowy pięściarz J. Maniura.

Zwycięstwo nad Wiedniem i skandal z „najemnikami”

Złoty okres polskiego Naprzodu przypadł na przełom lat 20. i 30., kiedy to klub zaciekle walczył na najwyższym szczeblu regionalnym, zdobywając mistrzostwo Śląska w latach 1929, 1931, a następnie w 1933 i 1937 roku. Decydujący mecz z sierpnia 1931 roku z AKS Królewska Huta (wygrany 2:0) przyciągnął na trybuny gigantyczne jak na tamte czasy tłumy, przekraczające 8000 widzów.

K.S. Naprzód Lipiny – pierwsza drużyna (lata 30.)
K.S. Naprzód Lipiny – pierwsza drużyna (lata 30.).

Prawdziwy wstrząs nastąpił jednak w czerwcu 1931 roku, gdy ten prowincjonalny klub dokonał rzeczy niemożliwej – pokonał na własnym boisku międzynarodowego giganta, legendarną wiedeńską drużynę Hakoah. Zaraz po tym triumfie do Lipin zjechała kolejna czołowa austriacka ekipa – Vienna Cricket.

⚽ Tajemnica poliszynela: ukryte zawodostwo
Wielkie sukcesy rodziły zawiść i obnażały patologie ówczesnego sportu. Oficjalnie w przedwojennej Polsce piłkarze musieli być amatorami. Jednak w 1932 roku w śląskiej prasie ukazał się ostry artykuł oskarżający klub o ukryte zawodostwo i płacenie swoim graczom, których nazwano wprost „najemnikami”. W tym samym tekście bezpardonowo zarzucano, że członkowie zarządu Naprzodu pobierają dla siebie wysokie prowizje z biletów.

Astronomiczne wyniki i rekordy Suchonia

Mecz Beuthen 09 – Naprzód Lipiny (1932)
Mecz Beuthen 09 – Naprzód Lipiny (1932).

W latach 30. Naprzód miewał niesamowite, wręcz skrajne wahania formy. Potrafił na wyjeździe totalnie zdeklasować utytułowaną Wisłę Kraków, rozbijając ją aż 4:0 w 1932 roku. Jednak w innych spotkaniach boleśnie zderzał się z potęgą lokalnego hegemona, Ruchu Wielkie Hajduki, przegrywając z nim 0:6 (1932 r.) oraz 1:5 (1939 r.).

Kibice w Lipinach mogli mimo to regularnie podziwiać fenomenalne wyczyny indywidualne – niezwykłym rekordem strzeleckim popisał się napastnik Suchoń, który w 1936 roku zdobył aż 5 bramek w zaledwie jednym meczu, prowadząc zespół do hokejowego, wyjazdowego pogromu 7:3 nad drużyną KS 20 Rybnik.

Zaszczyty z Orzełkiem i zuchwała ucieczka

Prestiż klubu osiągnął szczyt w 1935 roku, kiedy niezłomny obrońca Michalski zajął miejsce w podstawowym składzie piłkarskiej reprezentacji Polski na prestiżowy mecz z Austrią. Zajął on w kadrze narodowej miejsce samego Henryka Martyny z warszawskiej Legii, którego PZPN usunął wcześniej za jawną niesubordynację względem sędziego. Warto podkreślić, że Naprzód był prawdziwą kuźnią talentów – z czasem dał polskiej kadrze kolejnych wspaniałych reprezentantów, w tym legendarnych braci Piec.

Ten sam rok przyniósł jednak potężny skandal polityczno-sportowy. Czołowy zawodnik z Lipin, Teuber (jeden z braci grających w tamtym czasie na Śląsku), zbiegł na terytorium niemieckiego Śląska Opolskiego, by celowo uniknąć poboru do polskiego wojska. Wściekły zarząd klubu nie ukrywał oburzenia, oficjalnie oskarżając wpływowe niemieckie kluby sportowe o kaperowanie i celowe nakłanianie polskich graczy do zmiany barw narodowych.

Boiskowi rzeźnicy i walka przy zielonym stoliku

Druga połowa lat 30. w Lidze Śląskiej to czasy, w których śląski futbol przypominał regularną wojnę o przetrwanie. Prawdziwą boiskową rzezią okazało się starcie z Czarnymi Chropaczów w 1936 roku, które sędzia musiał przerwać w 88. minucie z powodu niesamowitej brutalności i fizycznego zdekompletowania drużyny gości. Obrońca Sieroki został w tym meczu kopnięty tak bestialsko, że musiał być natychmiast opatrywany na murawie przez interweniującego lekarza i zniesiony prosto do lecznicy.

Równie dramatyczny los spotkał gwiazdę zespołu, reprezentanta Michalskiego, który w starciu z KS „06” Katowice doznał fatalnego pęknięcia siatki prawego kolana. Zbulwersowana prasa obarczyła winą arbitra Notmana, oskarżając go o skandaliczny brak reakcji na ostrą grę przeciwników i ciche przyzwolenie na „polowanie na kości”.

Co więcej, walka o triumfy i ligowe punkty przeniosła się z błotnistych boisk prosto do eleganckich gabinetów. W 1937 roku Zarząd PZPN w Warszawie musiał ostatecznie interweniować przy „zielonym stoliku” – po długich sporach oficjalnie odrzucił protesty rywali ze Śląska Świętochłowice, domagających się zmiany decyzji regulaminowych, by wreszcie utrzymać w pełni zasłużony tytuł mistrzowski dla zespołu z Lipin.

Naprzód Lipiny – mistrz Śląska (1937)
Naprzód Lipiny – mistrz Śląska (1937).

Nadciągające chmury

W sezonie 1938/39 Naprzód wciąż udowadniał swoją wartość, walcząc w ścisłej czołówce I Ligi Śląskiej. W obliczu nadciągającego widma wojny, zarząd klubu zademonstrował swój patriotyzm, wpłacając 100 złotych na rzecz Funduszu Obrony Narodowej (F.O.N.). Nikt jednak nie wiedział, że zegar historii nieubłaganie tyka.

We wrześniu 1939 roku na Polskę spadły pierwsze bomby, a polski Naprzód znów musiał przymusowo zniknąć. Jego zaplecze zostało przejęte przez niemiecki TuS 1883 Lipine (Turn- und Sportverein) – szyld nawiązujący do najstarszych tradycji ruchu gimnastycznego. Co więcej, stery w klubie ponownie, jak za dawnych, pionierskich lat, objął doskonale znany Joseph Debernitz.

Jak potoczyły się losy klubu w mrocznych realiach wojennych, dlaczego rzucał na kolana mistrzów Rzeszy i jakie zaszczyty czekały go w Pucharze Niemiec? O tym przeczytacie w trzeciej, wielkiej części naszego cyklu!

Indeks osobowy (złota era i reprezentanci)

Zestawienie nazwisk i funkcji pojawiających się w narracji o latach 1920–1939. Zachowano warianty pisowni z prasy i dokumentów.

Antończyk Jan

Sekretarz klubu (1920), biegacz sekcji lekkoatletycznej.

DziałaczLekkoatletyka1920

Bąk

Zawodnik wczesnego Naprzodu (1920).

Zawodnik1920

Bitniok / Budniok

Działacze GZOPN, przewijający się w sprawach dyscyplinarnych klubu (1925).

GZOPNDyscyplina1925

Cug

Napastnik, strzelec decydującej bramki o mistrzostwo podokręgu (1929).

NapastnikGol1929

Dyrda Tadeusz

Lekkoatleta, skoczek wzwyż i biegacz.

Lekkoatletyka

Fojcik I

Środkowy napastnik i kapitan (1920).

KapitanNapastnik1920

Gajda (Gaida)

Zawodnik Naprzodu (1920), w późniejszym okresie reprezentant Polski.

ZawodnikReprezentant1920

Garczarczyk

Zawodnik wyjściowej jedenastki (1929).

Zawodnik1929

Gluek

Zawodnik rezerwowy Naprzodu (1936).

Rezerwy1936

Kaczmarczyk

Zawodnik, który w 1927 r. przeszedł do Slavii Ruda.

Transfer1927

Kastner

Lewy łącznik (1920).

Lewy łącznik1920

Korner

Strzelec bramki dla Naprzodu (1930).

Gol1930

Książek

Napastnik Naprzodu (1936).

Napastnik1936

Maniura Henryk / J.

Działacz, prezes klubu (1920) oraz organizator sekcji pięściarskiej.

PrezesBoks1920

Michalik Szczepan

Kapitan i strzelec; ukarany długą dyskwalifikacją w 1930 r.

KapitanDyscyplina1930

Michalski

Czołowy obrońca, reprezentant Polski, który doznał fatalnej kontuzji kolana (1936).

ObrońcaReprezentant1936

Musioł

Obrońca Naprzodu (1936).

Obrońca1936

Nastula Rochus

Wybitny napastnik i wielokrotny król strzelców; jego uprawnienia do gry były częstym powodem sporów dyscyplinarnych.

NapastnikKról strzelcówDyscyplina

Porada I, Porada II

Zawodnicy bloku defensywnego (1920).

Defensywa1920

Sieroki

Obrońca, ofiara drastycznego faulu, po którym musiał zostać w 1936 r. hospitalizowany.

ObrońcaKontuzja1936

Sitek

Pomocnik (1936).

Pomocnik1936

Stefan (Stephan)

Kluczowy napastnik i strzelec Naprzodu w latach 30.

Napastniklata 30.

Suchoń

Wybitny napastnik, zdobywca 5 bramek w jednym meczu przeciwko KS 20 Rybnik (1936).

NapastnikRekord1936

Teuber

Zawodnik z centrum politycznego skandalu z 1935 r. (dezercja na Śląsk Opolski).

SkandalDezercja1935

Wysocki

Bramkarz (m.in. w 1932 i 1936 r.).

Bramkarz19321936

Aneks archiwalny: bibliografia (1922–1939)

Powyższy artykuł został opracowany na podstawie mrówczej pracy z przedwojenną prasą regionalną. Źródła, które posłużyły do odtworzenia losów K.S. Naprzód Lipiny w tym okresie, to:

  • „Sportowiec” – rocznik 1920.
  • „Goniec Śląski” – roczniki 1923, 1925.
  • „Polonia” – roczniki 1924, 1925, 1926, 1927, 1929, 1930, 1931, 1935, 1936, 1937.
  • „Polska Zachodnia” – roczniki 1929, 1930, 1931, 1933, 1934, 1938.
  • „Kattowitzer Zeitung” – roczniki 1925, 1929.
  • „Katolik Polski” – roczniki 1931, 1932.
  • „Siedem Groszy” – roczniki 1933, 1936.
  • „Górnoślązak” (1930), „Kurjer Śląski” (1930).
  • „Katholische Volkszeitung” (1934), „Śląski Kurjer Poranny” (1935).
  • „Expres Zagłębia” (1937), „Katolik” (1939).
0
0

Read more

Czarno-biała grafika ilustrująca historię śląskiego klubu piłkarskiego F.C. Silesia Lipine w latach 1910-1922, ukazująca sylwetki piłkarzy na tle dymiących kominów hutniczych.

Część 1: F.C. Silesia Lipine (1910–1922). Błoto, lód i początki futbolu na Śląsku

Błoto, lód i paradne rowery. Jak hartowała się piłkarska stal w Lipinach (część 1)

Silesia Lipine 1910–1922: od gimnazjalistów i kolarzy do ligowej walki na gołoledzi

Od Autora: Niniejszy cykl artykułów powstał na bazie rzetelnego skatalogowania wycinków z archiwalnej prasy. Moim głównym celem badawczym było ukazanie fascynującego tła politycznego, gospodarczego i społecznego Górnego Śląska na przełomie XIX i pierwszej połowy XX wieku, a sport stanowi tu jedynie (i aż) soczewkę, przez którą przyglądamy się tej zawiłej epoce. Ponieważ stricte sportowe zawiłości i statystyki nie są moją główną domeną, historia ta może być obarczona pewną niepewnością merytoryczną w detalach boiskowych. Wszelkie uwagi i korekty ze strony pasjonatów futbolu są niezwykle mile widziane!

W dzisiejszych czasach piłka nożna kojarzy się z idealnie przystrzyżonymi murawami i wielkimi kontraktami. Aby jednak zrozumieć romantyczny, a zarazem bezpardonowy świat śląskiego futbolu, musimy zrzucić współczesne filtry i cofnąć się do Lipin z początku XX wieku.

Piłkarze grający na błotnistym boisku na tle dymiących kominów hutniczych, symbolizujący trudne początki futbolu na Górnym Śląsku.
Fot. Poglądowa – tak mogły wyglądać pierwsze zmagania na industrialnych, śląskich placach gry.

Zanim dawni niemieccy rywale i koledzy z boiska (zrzeszeni po II wojnie światowej w zachodnioniemieckim „Traditionsgemeinschaft Silesia-Lipine”) zaczęli wysyłać sobie paczki charytatywne, wspólnie wylewali siódme poty w błocie i na mrozie. A warto wspomnieć, że te powojenne przesyłki dla schorowanych emerytów w szarym PRL-u były na wagę złota: zawierały deficytowe luksusy, takie jak kawa, kakao, cukier gronowy (Traubenzucker), skrobia Mondamin czy konserwy mięsne. Co sprawiło, że dawni gracze nie zapomnieli o sobie nawet po tylu latach?

Gimnazjaliści, kolarze i pierwsza dogrywka

Co niezwykle ciekawe, korzenie jednego z najtwardszych śląskich klubów wyrastają z kilku zupełnie różnych światów. Pionierami futbolu w Lipinach byli ambitni uczniowie. Już około 1907 roku powołali do życia organizację o nazwie Spielvereinigung Lipiner Gymnasiasten (SLG). Co fascynujące – w samej robotniczej, dymiącej osadzie nie było prestiżowego gimnazjum! Byli to głównie synowie miejscowych urzędników i sztygarów, którzy na co dzień dojeżdżali tramwajami i pociągami do szkół w Królewskiej Hucie lub Bytomiu. Po lekcjach wracali jednak do Lipin, gdzie w grupie 50-60 zapaleńców grali w piłkę w parku obok kościoła ewangelickiego, opłacając miesięczne składki w wysokości 50 fenigów, by dumnie nosić na piersi czarno-biało-czerwone herby z literami SLG.

Równolegle w regionie silne były tradycje gimnastyczne (stare Turnvereiny datowane nawet na 1883 rok), a także pasja do… rowerów. To właśnie w rejestrach towarzystwa kolarskiego (Radfahrer-Verein Lipine) w 1909 roku po raz pierwszy oficjalnie pojawia się przydomek „Silesia”. Kolarze ci w lipcu 1909 r. dumnie prezentowali się w „gustownych kostiumach” podczas konkursu jazdy paradnej (Korsofahren) na ulicach Królewskiej Huty (Königshütte).

Elegancka parada kolarska na brukowanej ulicy Królewskiej Huty w 1909 roku, kolarze i kolarki z klubu Silesia Lipine.
Zanim zaczęli kopać piłkę, zdobywali nagrody w eleganckich paradach kolarskich na ulicach Królewskiej Huty.

Połączenie tej rosnącej, uczniowskiej pasji do nowej gry z wyspiarskimi zasadami oraz starszych struktur doprowadziło do przełomu. W 1910 roku oficjalnie zawiązano pierwszy „ordynaryjny”, czyli w pełni sformalizowany klub stricte piłkarski – F.C. Silesia Lipine. Wśród ojców-założycieli znaleźli się m.in. Miketta, Schloßka oraz weteran Joseph Debernitz.

Już w październiku 1910 roku rozegrano niezwykle zacięty mecz kombinowanych drużyn Silesii-Lipine i Silesii-Zaborze, który w regulaminowym czasie zakończył się remisem 1:1.

⚽ Słowniczek dawnego futbolu: Ehrentor i Nachspiel
Aby ostatecznie wyłonić zwycięzcę tamtego meczu, sędziowie zarządzili rzadko spotykaną w tamtych czasach dogrywkę (Nachspiel), w której ekipa z Lipin zdobyła decydującą bramkę. Trafienie dla pokonanego Zaborza zyskało w relacjach prasowych poetyckie miano „Ehrentor”, czyli „gola honorowego”.

Rozkwit, eksperymenty i bolesne lekcje

Przerwa wymuszona I wojną światową wstrzymała sportowe zmagania, ale rok 1919 przyniósł gwałtowny rozkwit klubu. Silesia rozrosła się do potężnych rozmiarów – funkcjonowało aż 11 drużyn (5 seniorskich i 6 juniorskich), powołano także sekcję lekkoatletyczną i bokserską. Zbudowano własny, nowoczesny Sportplatz, który w dużej mierze zrealizowano systemem gospodarczym.

Grupa robotników i działaczy sportowych pracująca fizycznie przy budowie własnego boiska piłkarskiego w Lipinach.
Rozwój wymagał poświęceń – nowy „Sportplatz” w Lipinach wznoszono w dużej mierze ciężką, społeczną pracą własnych członków.

Jednak lata 20. brutalnie weryfikowały marzenia o potędze. We wrześniu 1921 roku Silesia uległa na własnym boisku drużynie Bismarckhütter B.C. (dzisiejszy Chorzów Batory) aż 1:5 (do przerwy 1:3). Prasa tłumaczyła ten pogrom nie tylko przewagą techniczną rywali, ale eksperymentami w składzie gospodarzy. Na murawie pojawiło się „wiele nowych twarzy”, co zaowocowało kompletnym brakiem zgrania (Zusammenspiel). Honorowe trafienie dla gospodarzy zanotował Schydlo.

Gra na gołoledzi i triumf brutalnej siły

Rzeczywistość tamtych lat nie wybaczała słabości. Grudniowy mecz ligowy (w ramach Gau Beuthen) przeciwko Beuthen 09 w 1921 roku (przegrany przez Lipiny 1:3) toczono w ekstremalnych okolicznościach. Chwytający w nocy mróz stworzył na boisku niezwykle niebezpieczną gołoledź (Glätte), zmuszając obie drużyny do skrajnie asekuracyjnej, ostrożnej gry na śliskiej murawie. W tym lodowym starciu bramkę wyrównującą zdobył anonimowy prawy łącznik (Halbrechte).

Zimowy mecz piłkarski w 1922 roku w Bytomiu. Potężny piłkarz Silesii Lipiny siłowo przepycha rywala z Cottbus w błocie, ilustrując przewagę fizyczną.
Starcie fizyczne w błocie. W drugiej połowie meczu z Cottbus o wyniku zadecydowała brutalna siła i kondycja śląskich piłkarzy.

Śląski futbol tamtej epoki to również triumf czystej tężyzny fizycznej nad boiskową finezją. W styczniu 1922 roku w Bytomiu zorganizowano propagandowe spotkanie przeciwko renomowanej ekipie FV Cottbus 98 (Fußballverein Cottbus 98). Goście z Łużyc w pierwszej połowie całkowicie zdominowali graczy Silesii pod względem wyszkolenia technicznego. W drugiej odsłonie sytuacja uległa jednak diametralnej zmianie. Ślązacy zniwelowali braki techniczne dzięki przytłaczającej przewadze fizycznej (körperlich überlegen), aplikując opadającym z sił rywalom dwa gole w ostatnich 10 minutach i wygrywając 2:0.

Koniec pewnej epoki

Mimo że jeszcze w 1920 roku Silesia święciła wielki triumf, pokonując w Królewskiej Hucie drużynę z Tarnowskich Gór (wspominaną w ówczesnej prasie jako VfR, co najpewniej było błędem zecerskim i odnosiło się do lokalnego VfB lub SV 1919 Tarnowitz) – sukces ten po latach weterani klubu dumnie i nieco na wyrost wspominali na emigracji jako zdobycie „Mistrzostwa Górnego Śląska” – horyzont dziejów zwiastował ogromne zmiany. Rok 1922 przyniósł koniec niemieckiej tożsamości klubu.

Grafika symbolizująca przejęcie administracji na Górnym Śląsku przez regularne Wojsko Polskie w 1922 roku, co wiązało się z przymusowym rozwiązaniem niemieckiego klubu Silesia Lipine.
Burzliwy rok 1922 przyniósł radykalne zmiany. Oficjalne przejęcie regionu przez polską administrację i regularne wojsko pod dowództwem gen. Szeptyckiego oznaczało prawny koniec F.C. Silesia w dotychczasowej formie.

Wskutek rozstrzygnięć politycznych i plebiscytowych, w czerwcu i lipcu 1922 roku obszar Lipin został oficjalnie i pokojowo przejęty przez polską administrację oraz regularne Wojsko Polskie pod dowództwem gen. Stanisława Szeptyckiego. Tym samym niemiecka F.C. Silesia uległa przymusowemu, administracyjnemu rozwiązaniu na mocy nowych praw państwowych. Jej obiekty sportowe i sportowcy nie zniknęli jednak w próżni. Środowisko to zostało odgórnie połączone z polskim klubem, który prężnie działał w tej miejscowości już od wczesnej wiosny (przyjmuje się 3 marca) 1920 roku.

W jaki sposób ten narzucony z góry związek dwóch zupełnie różnych światów pod wspólnym szyldem „Naprzód Lipiny” doprowadził do narodzin nowej, regionalnej potęgi? O tym przeczytacie już w Części 2 naszego historycznego cyklu!

Indeks osobowy (pionierzy i pierwsi rywale)

Zestawienie nazwisk pojawiających się w relacjach prasowych i wspomnieniach z lat 1910–1922. Pisownia w źródłach bywa zmienna — warianty zostały zachowane.

Barthoschek I, Barthoschek III

Zawodnicy i strzelcy bramek dla rywali z Bismarckhütter B.C. (1921).

Rywal1921

Breitscheidel

Zawodnik wyjściowej kadry z wczesnych lat 20.

Silesialata 20.

Debernitz Joseph

Współzałożyciel i pierwszy sekretarz Silesii (1910), długoletni prezes, pełniący również rolę bramkarza.

WspółzałożycielDziałaczBramkarz

Foit / Fojt

Napastnik z pierwszych lat funkcjonowania klubu.

SilesiaNapastnik

Glombik

Zawodnik klubu (wymieniany w składach z początku lat 20.).

Silesialata 20.

Hadaschik

Zawodnik klubu.

Silesia

Kania

Kluczowy zawodnik wczesnej formacji.

SilesiaKluczowa postać

Löbe

Zawodnik i strzelec bramek dla Bismarckhütter B.C. (1921).

Rywal1921

Miketta

Współzałożyciel klubu (1910).

Współzałożyciel1910

Nastula (Nastuła)

Znakomity napastnik, który rozpoczynał karierę w pierwszych latach klubu, by później stać się jego legendą.

SilesiaNapastnikLegenda

Nierada

Wyróżniający się zawodnik.

Silesia

Scheliga Peter

Zawodnik klubu, w późniejszych latach powojennych autor wspomnień i działacz tradycji na obczyźnie.

SilesiaWspomnieniaTradycja

Schloßka

Współzałożyciel klubu z 1910 roku.

Współzałożyciel1910

Schydlo

Strzelec bramki w historycznym meczu z 1921 r.

SilesiaGol1921

Walla

Zawodnik wczesnej Silesii Lipine.

SilesiaPionier

Zug

Napastnik i strzelec bramek.

SilesiaNapastnikStrzelec

Wykaz źródeł i bibliografia

Niniejsze opracowanie bazy wiedzy oparte jest na skatalogowanych materiałach archiwalnych i prasowych z lat 1909–1989:

  • Der Oberschlesische Wanderer – roczniki: 1909, 1910, 1939, 1940.
  • Ostdeutsche Morgenpost – roczniki: 1921, 1922.
  • Kattowitzer Zeitung – roczniki: 1922, 1939, 1940, 1942.
  • Der Oberschlesische Kurier – rocznik 1939.
  • Bodensee-Rundschau / Konstanzer Zeitung – roczniki: 1942, 1943.
  • Unser Oberschlesien (czasopismo retrospektywne/emigracyjne) – roczniki: 1954, 1963, 1967, 1968, 1970, 1971, 1972, 1979, 1989.
  • Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt – roczniki: 1960, 1989.
  • Opracowania współczesne: Ziemia rybnicko-wodzisławska… (2001).
0
0

Read more