
Tajemnice „Pudełka z farbami” cz. 2. Skandal maturalny (1923) i surowe realia bytomskiej Oberrealschule
Za wielobarwną fasadą bytomskiego „Tuschkastenu” krył się świat surowych pedagogów, szkolnych kar, uczniowskich forteli i wielkiej historii, która coraz mocniej wdzierała się do klas przy dawnym Kaiserplatz. Druga część opowieści prowadzi od skandalu maturalnego z 1923 roku aż po przejmujące zdjęcie klasy z lat 1933/1934.
Gmach z glazurowanej cegły i rygor epoki
Kiedy dziś spoglądamy na monumentalny gmach IV Liceum Ogólnokształcącego przy placu Sikorskiego, czyli dawnym Kaiserplatz, uderza nas jego niezwykła, wielobarwna elewacja. Przedwojenna Miejska Wyższa Szkoła Realna, Städtische Oberrealschule Beuthen O.S., nie bez powodu zyskała wśród mieszkańców i uczniów przezwisko Tuschkasten — „Pudełko z farbami”. Glazurowany klinkier i secesyjne detale stanowiły barwny kontrast dla surowego, przemysłowego Bytomia.

Fasada budynku, wyłożona wielobarwną cegłą glazurowaną, była jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów dawnego Kaiserplatz. Czerwone pasy cokołu, żółte partie szczytowe, zielonkawe detale ceramiczne i ciemny, mchowo-zielony dach tłumaczą, dlaczego szkoła otrzymała przezwisko Tuschkasten — „pudełko z farbami”. Przed wejściem rosły drzewa, a w sąsiedztwie gmachu stał odsłonięty w 1910 roku pomnik jeździecki Fryderyka II Wielkiego, słusznie nazywany przez uczniów Alte Fritz.
Za tymi kolorowymi murami krył się jednak świat absolutnej dyscypliny, wielkich stresów i specyficznego uczniowskiego mikroklimatu. W żargonie młodzieży szkoła była po prostu Penne — „budą”, nauczyciele byli Paukerami, a uczniowie chętniej mówili o sobie Lausern albo Schlingel, czyli urwisy i łobuzy, niż Musterknaben, wzorowi chłopcy. W drewnianych ławkach, rzeźbionych scyzorykami podczas mniej porywających lekcji, rozgrywały się małe dramaty, uczniowskie bunty i historie, które po latach wracały we wspomnieniach absolwentów.
Panteon belfrów: między szacunkiem a strachem
Aby zrozumieć atmosferę bytomskiego „Tuschkastenu”, trzeba spojrzeć na tych, którzy dzierżyli w nim władzę. Pokój nauczycielski był galerią nietuzinkowych osobowości. Na jego czele stali dyrektorzy, z których każdy budował własną legendę. Do 1923 roku placówką kierował dr Flaschel — surowy, pamiętliwy i autorytarny. Jego następca, dr Wolko, budził grozę samym dźwiękiem pęku kluczy, a uczniowie zapamiętali jego głos jako coś na kształt piorunu niosącego się po korytarzach.

Studienrat Robert Thiell „Bob”
Nauczyciel języka niemieckiego, zapamiętany jako wyjątkowo surowy pedagog. Wymagał zwięzłego, niemal żołnierskiego stylu i potrafił doprowadzać uczniów do ogromnego stresu.
Dr Marsen
Pedantyczny nauczyciel angielskiego, niemieckiego, geografii i historii. Zanim usiadł, sprawdzał czystość krzesła dwoma palcami, a wymowę egzekwował okrzykiem: Look at my mouth!
Radca Eichhorn „Panotzek”
Jedna z bardziej anegdotycznych postaci szkolnej pamięci. Uczniowie zapamiętali jego zaczerwienione policzki, specyficzny sposób bycia i zdania, które natychmiast obrastały klasowym humorem.
Studienrat Proft „Paule”
Nauczyciel muzyki z rodziny lutniczej. Potrafił nastroić szkolne skrzypce, ale nie znosił tytułomanii i patosu, które rozbrajał suchą ironią.
Ten nauczycielski świat nie był jednowymiarowy. Obok pedagogów budzących lęk pojawiali się ludzie wyrozumiali, utalentowani i autentycznie oddani szkole. Reginek wyrzeźbił drewnianą tablicę pamiątkową poległych w I wojnie światowej i organizował pokazy prac plastycznych. Feige, choć złamał regulamin, w czasie matury zadziałał raczej jak człowiek próbujący ratować przerażonych uczniów. A późniejszy dyrektor Kronenberg został zapamiętany przez maturzystów jako człowiek „o wielkim sercu”.
Właśnie dlatego historia matury z 1923 roku jest tak ciekawa. Nie pokazuje szkoły jako prostego świata złych nauczycieli i bezbronnych uczniów, lecz jako miejsce, w którym surowa dyscyplina, osobiste ambicje, urzędowa kontrola i zwykły ludzki odruch zderzyły się w jednej sali egzaminacyjnej.
Skandal maturalny: zemsta dyrektora i interwencja władz
W historii szkoły szczególnie mocno zapisał się rok 1923. W dniach 6–7 marca odbywały się egzaminy ustne dla grupy 24 abiturientów. Pierwszy dzień przebiegał w atmosferze ogromnego napięcia. Członek komisji, Oberstudienrat Feige, widząc zdenerwowanych uczniów, postanowił rozładować stres w sposób absolutnie niezgodny ze szkolnym regulaminem: poczęstował maturzystów papierosami.
Żeby zatrzeć ślady tego wychowawczego wykroczenia, wykorzystano kałamarz jako prowizoryczną popielniczkę. Problem w tym, że dym uchodzący przez okno miał zauważyć dyrektor dr Flaschel. Dla człowieka jego temperamentu była to zniewaga, której nie zamierzał puścić płazem.
Następnego dnia Flaschel wkroczył na salę i osobiście przejął egzaminowanie z języków obcych. Zamiast spokojnej rozmowy pojawiły się krzyżowe, podchwytliwe pytania, które miały rozbić pewność siebie abiturientów. Maturzyści zaczęli wypadać słabo, a sytuacja przybrała charakter jawnego odwetu.
Na sali obecny był jednak nadburmistrz Bytomia, dr Georg Stephan. Miał obserwować zachowanie dyrektora z narastającym niesmakiem. Po egzaminie, za zamkniętymi drzwiami, odbyła się burzliwa narada. Stephan skrytykował Flaschela za nieetyczne zachowanie i wymusił podwyższenie ocen. Dyrektor miał przyznać, że kierowała nim chęć ukarania uczniów za palenie papierosów poprzedniego dnia.
Uroczysta akademia w auli, tradycyjnie kończąca egzamin, została odwołana. Flaschel wszedł do zwykłej sali lekcyjnej, rzucił świadectwa dojrzałości na stół, wykrzyczał oskarżenia o brak dyscypliny i trzasnął drzwiami. Dokumenty maturzystom rozdał w ciszy zdegustowany wychowawca, profesor Gaebel. Niedługo później Flaschel odszedł na emeryturę.
Ta historia jest czymś więcej niż szkolną anegdotą. Pokazuje pęknięcie w dawnym modelu autorytetu: dyrektor wciąż miał ogromną władzę nad uczniem, ale nie był już całkowicie bezkarny. W marcu 1923 roku w bytomskiej Oberrealschule zderzyły się ze sobą stary rygor, uczniowski strach, drobne złamanie regulaminu i interwencja miejskiej władzy.
Życie codzienne, kary i apteczna sól glauberska
Poza maturalnymi dramatami codzienność w „Tuschkaście” składała się z drobnych przewinień, silnej hierarchii i bezwzględnych kar. W niższych klasach standardem były Backpfeifen, czyli karcące uderzenia w twarz, a za poważniejsze naruszenia regulaminu stosowano chłostę trzcinową rózgą. Dzienniki szkolne notowały nagany, pozostawanie po lekcjach i surowe upomnienia.

Uczniowski stres miał też swój codzienny rytuał. Wywołanie do tablicy, do mapy albo do odpowiedzi mogło zamienić się w prawdziwą Zwickmühle — sytuację bez dobrego wyjścia. Po latach absolwenci wspominali poty, które oblewały ich w ławkach ze strachu przed nauczycielem i publiczną kompromitacją.
Nie oznacza to jednak, że uczniowie pozostawali bierni. Najlepszym dowodem jest słynna Tolle-Geschichte, historia o zemście na złodzieju szkolnych śniadań z lat 30. Gdy w klasie zaczęły masowo ginąć kanapki, grupa uczniów zorganizowała spisek. Podczas dużej przerwy poszli do narożnej apteki, mijając po drodze piekarnię Kabusa, i pod pretekstem „eksperymentów chemicznych” kupili nieoczyszczoną sól glauberską.
Spreparowano nią przynętę: apetyczną bułkę z salami. Złodziej, uczeń o nazwisku Tolle, wpadł w pułapkę. Środek przeczyszczający zaczął działać w najgorszym możliwym momencie — podczas lekcji matematyki prowadzonej przez bezlitosnego Schindlera, który słynął z tego, że nie wypuszczał uczniów do toalety. Na błagalne prośby miał odpowiadać chłodno: „Nie jest pan małym dzieckiem, proszę siedzieć!”.
Dramat zakończył się ucieczką zdesperowanego chłopca przez szkolny dziedziniec. Dla dzisiejszego czytelnika to scena niemal komiczna, ale pod spodem widać coś poważniejszego: szkolny rygor był tak silny, że nawet sytuacja fizjologicznej konieczności stawała się pojedynkiem z autorytetem nauczyciela.
Zderzenie z wielką historią
Wielka historia nie przychodziła do „Tuschkastenu” od razu z hukiem. Czasem wchodziła przez aulę podczas szkolnych uroczystości. Czasem stawała na placu przed budynkiem, wśród pomników, przejazdów i miejskich manifestacji. A czasem zostawiała po sobie tylko jedno puste miejsce w ławce.
W 1922 roku w przepełnionej auli odsłonięto dębową tablicę pamiątkową ku czci trzech nauczycieli i trzydziestu jeden uczniów poległych w I wojnie światowej. Tablicę wyrzeźbił nauczyciel rysunku Reginek. Szkolna wspólnota otrzymała wtedy własne miejsce pamięci — ciężkie, dębowe, oficjalne, wpisane w rytuał powojennej żałoby.
Z aulą wiązano również wspomnienie o Paulu Cyronie, późniejszym pastorze. W listopadowym numerze Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt z 1972 roku przypomniano, że jako uczeń bytomskiej Oberrealschule miał otrzymać tam osobiste błogosławieństwo od nuncjusza apostolskiego Eugenio Pacellego, późniejszego papieża Piusa XII. Po latach absolwenci półżartem łączyli ten epizod z jego późniejszą drogą kapłańską.
Najbardziej poruszającym świadectwem pozostaje jednak fotografia klasy Oberprima z roku szkolnego 1933/1934. Na pierwszy rzut oka to zwykłe zdjęcie klasowe: ławki, zeszyty, poważne twarze młodych mężczyzn. Dopiero podpis pod fotografią zatrzymuje wzrok: allein: Franz Rosenthal — Franz Rosenthal siedzi samotnie.

Franz Rosenthal, jedyny uczeń pochodzenia żydowskiego w tej klasie, siedzi samotnie w dwuosobowej ławce. Ten szczegół mówi więcej niż długi komentarz. W kolorowym „Pudełku z farbami” zaczynał się już czas, w którym nawet szkolna ławka mogła stać się znakiem wykluczenia.
Rosenthal przeżył później obóz koncentracyjny w Buchenwaldzie i wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie pełnił posługę jako rabin. Jego los domyka opowieść o „Pudełku z farbami” w sposób poruszający. To już nie tylko historia budynku, uczniowskich czapek, psot i nauczycielskich dziwactw. To mikrokosmos XX wieku: miejsce, w którym dziecięcy śmiech, surowa edukacja, wojenne wspomnienia i polityczna przemoc spotkały się na jednym szkolnym korytarzu.
Aneks genealogiczny: uczniowie i maturzyści
Dla badaczy historii lokalnej i genealogów szczególnie cenne są nazwiska uczniów rozpoznanych na fotografiach klasowych z lat 1924–1934 oraz w późniejszych wspomnieniach absolwentów. Poniższy aneks zachowuje oryginalną pisownię nazwisk i jest domyślnie zwinięty, aby nie rozbijał rytmu głównej opowieści.

Rozwiń listę uczniów i absolwentów z lat 1924–1934
Klasa Obertertia I, 1924 r. — nauczyciel Studienrat Henschke
Jusczyk, Hoffmann, Blochel, Juretko, Echtermeyer, Hayn (zmarł w 1925 r.), Nimpsch, Cyron, Kutzob, Mandsfeld, Pieczonka, Wengerek, Quililitsch, Teichmann, Hannig, Theo Dirbach, Dobek, Winkler, Jakobsen, Kasperczyk, Heyduschka, Michalski, Pollok, Behlau, Janosch, Kwastek, Thiele, Walter Glatz, Kurt Glatz, Obst, Mücke, Kusch, Bednorz, Bassek, Barth, Fesser, Auras, Rosenberger, Kulawik, Burkholder, Schumm, Jordan.
Klasa Unterprima 2, 1927 r. — nauczyciele Eichhorn i Breitkopf
Kalinowski, Kabitzke, Gburek, Hirsch, Überall, Kynast, Weiß, Kawalle, Kosak, Pogoda, Stolarczyk (podano też formę zniemczoną: Stollweg), Wuttke, Steinitz, Markefka.
Klasa Untersekunda I, 1929 r. — nauczyciel Studienrat Watzlaw
Wolf, Jordan, Konopka, Gemkow, Hornemann, Rudolf, Auerbach, Grindel, Ellguther, Eckhard, Gwosdz, W.-J. Urtel, Hlubek, Allert, Beck, Jähnel, Katerbau, von Wenczowski, Grünke, Hoffmann, Büchs, Janotta.
Klasa Oberprima, 1933/1934 r.
Richard Klaschik, Gerhard Metzner, Waldemar Donay, Jan Kurda, Herbert Flemming, Walter Flemming, Gerhard Pawlik, Ernst Scholz, Günter Beitz, Gottfried Morawietz, Franz Rosenthal, Paul Marx, Max Brey, Paul Drabant, Johannes Koch.
Klasa Untersekunda, 1934 r. — nauczyciele Reginek i dr Mazura
Heller, Josefzak, Förster, Michna, Krahl, E. Günther, Willibald Cerwionka, Grasse, Schmid, Szepanik, Goldemund, Jordan, E. Thiele-Müller, Horzowski, Flack, Zajonz, Gojowzyk, Luppa, Slowik, Hornig, Wolfgang Petzold, Czempiel, Janietz, Hampel, Mitras, Heidenreich, Meissner.
Bohaterowie „Tolle-Geschichte” i znani uczniowie z lat 30.
Tolle, Kalle Odersky, Wuttke, Cempiel, Böckmann, Himmel, Holitzka, Gerd, Pajonk / Jan Pająk, Anton Josefczak, Alfred Gotzmann, Schmitt, Beitz, Walter Pütz-Hamann, Herbert Heller, Kurt Sperber, Hans Konrad, Rudolf Pasternak, Rudi Kreisler, Jürgen Urtel, dr Hans Kroll, Karl Bauer, Beck, Czempiel, Büx, Erich Zoedler.
Uwaga: lista ma charakter roboczego aneksu genealogicznego. Zachowano pisownię występującą w materiale źródłowym; w przypadku części nazwisk mogą istnieć warianty polskie, niemieckie albo błędnie odczytane z podpisów fotografii.




