Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Młyny dawnego Bytomia. Jak Iserbach, dzisiejsza Bytomka, napędzał miasto przed epoką kopalń

Historyczna wizualizacja drewnianego młyna wodnego nad rzeką Iserbach (dzisiejsza Bytomka). W tle panorama przedindustrialnego Bytomia z wieżami kościołów.

Bytom miał swoją wodną gospodarkę na długo przed tym, zanim stał się miastem kopalń, hut i kominów. Rzeka Iserbach — dzisiejsza Bytomka — nie była tylko ciekiem przecinającym doliny wokół miasta. Była źródłem energii, przedmiotem sporów, narzędziem władzy i podstawą codziennego chleba. To ona poruszała koła młynów, zasilała stawy, wyznaczała granice własności i decydowała o losie piekarzy, młynarzy oraz całych rodzin. Ten artykuł zbiera rozproszone ślady dawnych bytomskich młynów: od Klugiusa i Młyna Pielki, przez Goj i Szombierki, aż po rozbarski wiatrak i fałszywą legendę młyna w Zgorzelcu.

Sielski, historyczny krajobraz przedstawiający drewniany młyn wodny nad czystą rzeką Iserbach, przed nadejściem rewolucji przemysłowej na Śląsku.
Zanim Bytom stał się miastem kopalń i kominów, rwący nurt rzeki Iserbach (Bytomki) i praca młynów wodnych napędzały lokalną gospodarkę. (Wizualizacja)
Spis treści Rozwiń nawigację po artykule
  1. Rzeka, która pracowała
  2. Mapa młynów dawnego Bytomia
  3. Kto kontrolował wodę, kontrolował chleb
  4. Hrabia przeciw piekarzom i młynarzom
  5. Klugius, Kluka i zagadka dawnej Klukowickiej
  6. Kiedy kopalnie wypiły Iserbach
  7. Młyn Pielki: od koła wodnego do przytułku
  8. Ostatnie koła: Emanuel Brylka i silnik gazowy
  9. Okronglik, Podmlyn i płonący młyn Wollnego
  10. Wiatr zamiast wody: Rozbark i mit Zgorzelca
  11. Bytom, który stracił swoją wodną pamięć

Rzeka, która pracowała

Kiedy mówimy o dawnym Bytomiu, łatwo ulec obrazowi miasta górniczego: szybów, hut, hałd i dymiących kominów. To jednak obraz stosunkowo późny. Zanim przemysł bezpowrotnie przeorał krajobraz Górnego Śląska, gospodarka miasta była uzależniona od czegoś znacznie starszego i bardziej podstawowego — od wody.

Pełną rekonstrukcję pięciu dopływów Iserbachu omawialiśmy już przy okazji artykułu o Bytomskiej Atlantydzie i zaginionym Lasku Goj. Tam rzeka występuje przede wszystkim jako utracony krajobraz: doliny, źródła, stawy, promenady i zielone przestrzenie, które zniknęły pod miastem przemysłowym. Tutaj interesuje nas coś innego — nie sama mapa wody, ale jej praca.

Dawny Iserbach zasilał stawy, poruszał koła młyńskie, wspierał miejskie fosy i utrzymywał całe ciągi gospodarcze. Tam, gdzie dziś widzimy ulice, place, zabudowę i przemysłowe ślady XIX wieku, wcześniej istniała sieć wilgotnych obniżeń, cieków i spiętrzeń. Woda nie była dodatkiem do miasta. Była jego siłą napędową.

Dlatego opowieść o dawnych młynach Bytomia nie jest tylko historią kilku zapomnianych budynków. To opowieść o tym, kto miał prawo korzystać z nurtu, kto płacił daniny, kto mielił zboże, kto kontrolował chleb i kto ostatecznie przegrał z kopalnianymi pompami oraz przemysłową zmianą świata.

Mapa młynów dawnego Bytomia

Źródła i przedwojenne opracowania regionalne pozwalają uchwycić dawny Bytom jako przestrzeń młynów. Warto jednak pamiętać, że ta młynarska historia wyrastała z bardzo starego układu miejskiego. Już średniowieczne źródła i późniejsze opracowania pokazują miasto jako ważny punkt handlowy, otoczony polami, przedmieściami, obiektami kościelnymi i gospodarczymi. W takim właśnie krajobrazie — na styku miasta, wody, pól i instytucji kościelnych — mogły funkcjonować najstarsze młyny.

Część z nich stała bezpośrednio przy nurcie Iserbachu, część na jego dopływach, część w sąsiednich wsiach i osadach związanych gospodarczo z miastem. Inne — jak rozbarski wiatrak — powstały tam, gdzie brakowało odpowiedniego spadku wody i trzeba było zdać się na siłę wiatru.

Rejestr obiektów

Młyny i urządzenia wiatrowe dawnego Bytomia

Zestawienie najważniejszych obiektów związanych z dawną gospodarką wodną, przemiałem zboża i wykorzystaniem energii wiatru.

01

Młyn Klugiusa

Lokalizacja
przed Bramą Krakowską
Funkcja
młyn miejski / prywatny
Los
sprzedany i przekształcony w browar, słodownię oraz karczmę
02

Pilkermühle / Młyn Pielki

Lokalizacja
okolice Wzgórza św. Małgorzaty
Funkcja
młyn wodny, folwark, później osobna jednostka osadnicza
Los
utrata funkcji młynarskiej; później m.in. przytułek i teren inwestycji miejskich
03

Gojmühle / Młyn na Goju

Lokalizacja
dolina Iserbachu w rejonie Goju
Funkcja
młyn wodny, później zakład z napędem gazowym
Los
zamknięty w 1915 roku
04

Orzegower Mühle / Podmlyn

Lokalizacja
pogranicze Szombierek i Orzegowa
Funkcja
młyn wodny
Los
zanik tradycyjnej funkcji młynarskiej przed I wojną światową lub w jej czasie
05

Schomberger Mühle Wollnego

Lokalizacja
Szombierki
Funkcja
młyn powstały na bazie dawnego tartaku wodnego
Los
spłonął 6 grudnia 1893 roku i nie został odbudowany
06

Wiatrak rozbarski

Lokalizacja
dawna Groß-Dombrowkaer Straße 48, dzisiejszy rejon ul. Tuwima 48
Funkcja
drewniany wiatrak typu koźlak
Los
po zakończeniu pracy rozebrany i przeniesiony do Ligoty Woźnickiej

Ta tabela nie wyczerpuje wszystkich śladów młynarskich, ale pokazuje skalę zjawiska. Bytom i jego najbliższe okolice nie były wyłącznie miastem murów, kościołów i targów. Były także krajobrazem kół wodnych, stawów, grobli, rowów, spiętrzeń i sporów o przemiał.

Kto kontrolował wodę, kontrolował chleb

Młyn w dawnym mieście był czymś więcej niż zakładem usługowym. Był punktem strategicznym. Od jego pracy zależeli piekarze, mieszczanie, chłopi z okolicznych wsi, właściciele gruntów, probostwa i panowie stanowi. Zboże trzeba było zmielić, mąkę dostarczyć, chleb upiec, a z całego procesu pobrać czynsze, opłaty i daniny.

Woda była więc majątkiem. Kto miał dostęp do nurtu i prawo spiętrzania wody, ten miał wpływ na codzienne życie miasta. Młynarz nie był jedynie rzemieślnikiem obsługującym żarna. Był człowiekiem stojącym na styku gospodarki, prawa i władzy. Od jego zakładu zależał rytm produkcji chleba, ale sam młynarz zależał od właścicieli ziemskich, miasta, kościoła i kaprysów rzeki.

Najlepiej widać to na przykładzie Młyna Pielki, któremu poświęciliśmy już osobny artykuł: Młyn Pielki w Bytomiu — Pilkermühle. Tam młyn pojawia się nie tylko jako budynek nad wodą, ale jako całe gospodarstwo, obciążone powinnościami i wpisane w złożoną strukturę własnościową. W tym sensie każdy dawny młyn był małym węzłem ekonomicznym.

Nieprzypadkowo konflikty o młyny bywały tak ostre. W praktyce spór o wodę był sporem o chleb, a kontrola przemiału oznaczała również kontrolę nad pieniędzmi. Dlatego nawet pozornie lokalna kłótnia o staw czy groblę mogła przesądzić o tym, czy zakład będzie pracował, czy stanie bezużyteczny.

Hrabia przeciw piekarzom i młynarzom

Jednym z najbardziej wymownych epizodów w historii bytomskiego młynarstwa był konflikt z końca XVII wieku. Latem 1685 roku hrabia Leo Ferdynand wydał edykt, który uderzał bezpośrednio w miejskich piekarzy i młynarzy. Nakazał, aby zboże z terytorium Bytomia wożono do zmielenia wyłącznie do hrabiowskiego młyna Kunamühle w Brzezowicach.

Nie był to jednak drobny przepis porządkowy, lecz próba narzucenia monopolu. W samym Bytomiu działały wówczas zakłady, które mogły obsługiwać lokalnych piekarzy, w tym młyn należący do miasta oraz młyn związany z rodziną Klugiusów. Przymus kierowania zboża do młyna hrabiowskiego oznaczał więc uderzenie w dotychczasowy miejski obieg gospodarczy.

Pan stanowy nie tylko chciał przejąć kontrolę nad przemiałem. Według przekazów posunął się dalej: doprowadził do osuszenia stawów zasilających bytomskie młyny. Jeden z dawnych zbiorników został przekształcony w łąkę, inny w ogród. Dla młynarzy była to katastrofa. Młyn bez wody stawał się pustą skorupą, budynkiem bez serca.

Nieczynne drewniane koło młyńskie stojące w wyschniętym, spękanym korycie rzeki.
Odcięcie wody i osuszenie stawów młyńskich przez hrabiego Henckel von Donnersmarcka było wyrokiem dla bytomskich młynarzy, w tym słynnego Johanna Klugiusa. (Wizualizacja)

Ten konflikt dobrze pasuje do szerszego obrazu relacji między miastem a panami stanowymi, który omawialiśmy już w tekście o tyranii Donnersmarcków w dawnym Bytomiu. Tam chodziło o samowolę, obciążenia, spory sądowe i ograniczanie miejskich praw. Tutaj widzimy ten sam mechanizm w bardzo konkretnym miejscu: przy młynie, przy stawie, przy worku zboża.

Klugius, Kluka i zagadka dawnej Klukowickiej

Szczególnie dramatyczny wymiar miały losy młyna Klugiusów. Zakład znajdował się reprezentacyjnie przed Bramą Krakowską, a więc przy jednym z najważniejszych punktów dawnego miasta. Przez lata był częścią bytomskiej gospodarki, ale w warunkach presji ze strony panów stanowych i narastających długów jego właściciele znaleźli się w coraz trudniejszym położeniu.

W 1721 roku Jan Klugius, obciążony długami i pozbawiony realnych możliwości dalszego prowadzenia zakładu, sprzedał swój młyn nowemu panu stanowemu, hrabiemu Karlowi Josephowi. Bytomianie mogli oczekiwać, że młyn zostanie przywrócony do pracy, skoro był potrzebny miastu i piekarzom. Stało się jednak inaczej.

Wnętrza dawnego młyna przebudowano. Zamiast żaren i urządzeń młyńskich pojawiły się browar, słodownia i karczma gorzałczana. W ten sposób budynek, który wcześniej był symbolem miejskiego przemiału i pracy wody, został podporządkowany innej logice gospodarczej. Koło młyńskie zamilkło, a dawna funkcja przepadła.

Dawny młyn Klugiusa w Bytomiu przekształcony w browar, słodownię i karczmę gorzałczaną.
Po sprzedaży młyna Klugiusa dawny zakład młyński nie wrócił już do swojej pierwotnej funkcji. W jego wnętrzach urządzono browar, słodownię i karczmę gorzałczaną. (Wizualizacja)

Po Klugiusach została przede wszystkim pamięć zapisana w kronikach: nazwisko młynarza, historia sprzedaży zakładu i opowieść o miejskim rzemiośle wypieranym przez interesy panów stanowych. Nie należy jednak łączyć tego automatycznie z nazwą Klukowickiej. Historyczna Klukowicka / Klukowitzerstr., czyli dawna nazwa dzisiejszej ulicy Korfantego na Rozbarku, wiązana jest z nazwiskiem Kluka — właściciela stawu i młyna w rejonie dzisiejszych ulic Matejki i Szkolnej.

Kiedy kopalnie wypiły Iserbach

To, czego nie zniszczyły konflikty własnościowe i monopole, ostatecznie zabiła rewolucja przemysłowa. Początek XIX wieku przyniósł w okolicach Bytomia gwałtowny rozwój górnictwa. Głębokie szyby, pompy, maszyny parowe i eksploatacja złóż zmieniły stosunki wodne w sposób, którego dawni młynarze nie mogli powstrzymać.

Woda, która wcześniej wypływała ze źródeł i zasilała młyny, zaczęła znikać. Kopalniane pompy obniżały poziom wód podziemnych, a do dawnych cieków trafiały zanieczyszczenia związane z przemysłem i górnictwem kruszcowym. Iserbach, niegdyś rzeka pracy, stawał się coraz bardziej rowem odprowadzającym skutki industrializacji.

Stary młyn wodny na tle dymiących kominów fabrycznych i szybów kopalnianych z czasów rewolucji przemysłowej.
W XIX wieku kopalniane pompy parowe zaczęły osuszać podziemia. Z krystalicznych źródeł zniknęła woda, a dawne młyny przegrały starcie z rewolucją węglową. (Wizualizacja)

Okronglik, Podmlyn i płonący młyn Wollnego

Szersze tło tej przemiany opisaliśmy w artykule o Friedrichu Antonie von Heinitzu i narodzinach przemysłowego Śląska. Maszyna parowa była dla górnictwa wybawieniem, bo pozwalała odwadniać kopalnie. Dla dawnych młynów oznaczała jednak początek końca. Technika, która ratowała podziemne wyrobiska, odbierała wodę starym kołom młyńskim.

Właśnie tutaj spotykają się dwie historie Bytomia: stara, wodna i nowa, przemysłowa. Pierwsza opierała się na naturalnym nurcie, stawach i lokalnej produkcji. Druga potrzebowała coraz głębszych szybów, coraz silniejszych pomp i coraz większej ingerencji w podziemne zasoby wody. W tym starciu młyny nie miały szans.

Młyn Pielki: od koła wodnego do przytułku

Jednym z najbardziej symbolicznych przykładów tej przemiany był Młyn Pielki, czyli Pilkermühle. Jego dzieje są tak obszerne, że wymagają osobnej lektury — dlatego szczegółowo opisaliśmy je w artykule o Pilkermühle. W skrócie: był to jeden z tych obiektów, w których historia młyna przerodziła się w historię całego miejsca.

Gdy nurt Iserbachu słabł, a dawne warunki wodne przestały wystarczać do normalnej pracy, młyn tracił swoje pierwotne znaczenie. Jego solidne mury nie zniknęły jednak od razu. W późniejszym okresie dawny zakład mączny został wykorzystany w zupełnie inny sposób — jako miejski przytułek dla bezdomnych.

Ten finał ma w sobie gorzką symbolikę. Budynek, który przez pokolenia służył produkcji mąki i chleba, stał się miejscem schronienia dla ludzi wypchniętych poza margines przemysłowego miasta. W czasach świetności przytułku dach nad głową znajdowało w nim jednocześnie aż 82 osoby wyrzucone poza margines rozwijającego się przemysłowego miasta: 50 dorosłych mężczyzn, 18 kobiet oraz 14 bezdomnych młodocianych. Dawny młyn nie pracował już dla gospodarki wodnej, lecz został wchłonięty przez społeczne skutki nowoczesności.

Ostatnie koła: Emanuel Brylka i silnik gazowy

Nie wszystkie młyny poddały się od razu. Szczególnie ciekawy jest przykład młyna w rejonie Goju, związanego w przekazach z nazwami Gojmühle i Schaudermühle. Sam Goj, jako utracony zielony krajobraz Bytomia, pojawiał się już w artykule o Bytomskiej Atlantydzie. Tutaj najważniejszy jest jednak nie las, promenada czy nostalgia, lecz techniczna próba ratowania młynarskiej funkcji.

Ostatnim młynarzem w tym miejscu miał być Emanuel Brylka. Kiedy Iserbach nie dawał już wystarczającej siły do napędzania urządzeń, Brylka nie zamknął zakładu natychmiast. Podjął próbę przystosowania dawnego młyna do nowych czasów. Zamiast koła wodnego pojawił się silnik gazowy.

To niezwykle wymowny moment. W zabytkowych murach dawnego młyna wodnego zaczęła pracować maszyna należąca już do innej epoki. Przez ostatnie lata istnienia zakładu to nie nurt rzeki, lecz spalanie gazu poruszało mechanizmy i żarna. Młyn trwał, ale jego wodna dusza była już martwa.

Ostatecznie rachunek ekonomiczny okazał się bezlitosny. Utrzymywanie zakładu przestało się opłacać, a młyn zakończył działalność w 1915 roku. Data ta może być traktowana symbolicznie: u progu nowoczesnego, wojennego XX wieku kończyła się jedna z najstarszych warstw gospodarczej historii Bytomia.

Okronglik, Podmlyn i płonący młyn Wollnego

Dawna rzeka nie była wyłącznie użyteczna. Bywała także groźna. W rejonie Łąki Małgorzaty, w pobliżu miejsc znanych z wcześniejszych opowieści o Stawie Małgorzaty i zbrodni z 1363 roku, przekazy ludowe lokowały zdradliwe miejsce nazywane „Okronglikiem”. Woda miała tam wirować i wciągać nieostrożnych kąpiących się ludzi.

Nie trzeba tej opowieści traktować jak precyzyjnego raportu hydrologicznego, by dostrzec jej znaczenie. Pokazuje ona, że Iserbach zapisał się w pamięci mieszkańców nie tylko jako rzeka pracy, ale także jako żywioł. Mógł karmić, poruszać młyny i utrzymywać stawy, ale mógł też budzić lęk.

Dalej, na zachód, w stronę Szombierek i Orzegowa, istniał kolejny fragment młynarskiego krajobrazu. Przy granicy tych miejscowości wspominano Orzegower Mühle oraz drewniany dom z podwójnym dachem, określany lokalnie jako „Podmlyn”. Ostatnimi rodzinami związanymi tam z tradycyjnym rzemiosłem miały być rodziny Krziwon i Krzikawski.

Jeszcze dramatyczniejszy los spotkał młyn Wollnego w Szombierkach. Był to Schomberger Mühle — zakład powstały na bazie dawnego tartaku wodnego. 6 grudnia 1893 roku, w Mikołajki, budynek stanął w ogniu. Pożar strawił go doszczętnie, a młyna nie odbudowano.

Drewniany młyn wodny objęty potężnymi płomieniami podczas zimowej nocy.
Drewniane konstrukcje i wszechobecny pył mączny stanowiły śmiertelne zagrożenie. 6 grudnia 1893 roku płomienie doszczętnie strawiły potężny młyn Wollnego w Szombierkach. (Wizualizacja)

Pożary były jednym z największych zagrożeń dla dawnych młynów. Drewniana konstrukcja, pył mączny, suche belki i intensywna praca mechanizmów tworzyły niebezpieczne połączenie. W przypadku młyna Wollnego ogień zamknął historię miejsca ostatecznie. Ostatnim śladem dawnej aktywności w okolicy miała pozostać leśniczówka, kojarzona później z szombierskim leśniczym Peschkem.

Wiatr zamiast wody: Rozbark i mit Zgorzelca

Tam, gdzie nie docierał odpowiednio silny nurt albo gdzie brakowało warunków do spiętrzania wody, trzeba było korzystać z innej energii. W Rozbarku działał drewniany wiatrak typu koźlak. To ważne uzupełnienie historii młynów wodnych: nie cała gospodarka przemiału zależała wyłącznie od Iserbachu.

Według zestawionych przekazów rozbarski wiatrak stał przy dawnej Groß-Dombrowkaer Straße 48, którą można wiązać z dzisiejszym rejonem ulicy Tuwima 48. Jego ostatnim właścicielem był młynarz Ernst Marpert. Po jego śmierci w 1897 roku młynarska funkcja obiektu dobiegła końca, a w 1898 roku zaprzestano mielenia zboża.

Duży drewniany wiatrak typu koźlak stojący na trawiastym wzgórzu przy polnej drodze.
Tam, gdzie brakowało silnego nurtu rzeki, stawiano na wiatr. Słynny rozbarski wiatrak, którego ostatnim właścicielem był Ernst Marpert, stał przy dzisiejszej ulicy Tuwima 48. (Wizualizacja)

Najciekawsze jest jednak to, że wiatrak nie został po prostu zniszczony. Drewnianą konstrukcję rozebrano, przewieziono i złożono ponownie w Ligocie Woźnickiej. W epoce, w której tak wiele dawnych obiektów znikało bez śladu, ten los wydaje się niemal szczęśliwy: wiatrak utracił Rozbark, ale nie utracił istnienia.

Opowieść o młynach trzeba jednak zakończyć rozróżnieniem, które porządkuje jedną z lokalnych legend. W kolonii Zgorzelec, położonej na pograniczu Szombierek i Łagiewnik, często doszukiwano się dawnego młyna wiatrowego. Według Franza Strzały była to jednak pomyłka. Istniała tam konstrukcja poruszana siłą wiatru, ale nie służyła do mielenia zboża.

Był to mechanizm pompowy — silnik wiatrowy przeznaczony do tłoczenia wody pitnej z niżej położonych ujęć w stronę zabudowań osady. Z daleka mógł przypominać wiatrak, a ruch jego elementów łatwo było skojarzyć z młynem. Funkcja była jednak zupełnie inna. Nie mielono tam ziarna, lecz pompowano wodę.

Bytom, który stracił swoją wodną pamięć

Historia dawnych bytomskich młynów jest historią miasta sprzed wielkiego przemysłowego przełomu. Pokazuje Bytom nie jako krainę szybów i hut, ale jako organizm zależny od rzeki, stawów, grobli i młynarskiej pracy. W tym świecie woda była energią, granicą, podatkiem i przedmiotem konfliktu.

Potem przyszła para. Kopalnie potrzebowały odwodnienia, przemysł potrzebował przestrzeni, a miasto potrzebowało nowych ulic, kanalizacji i infrastruktury. Doliny zasypywano, cieki regulowano, źródła słabły, a dawne koła wodne zatrzymywały się jedno po drugim.

Z dawnej wodnej gospodarki Bytomia zostały dziś jedynie rozproszone ślady. Klugiusa przypomina nazwa ulicy, Pilkermühle przetrwał w źródłach i pamięci miejsca, a Goj zachował się jako opowieść o utraconej zieleni oraz młynie, który próbował przeżyć dzięki silnikowi gazowemu. Z kolei po młynie Wollnego została przede wszystkim data pożaru, po rozbarskim wiatraku — historia ocalenia przez przeniesienie, a po Zgorzelcu — sprostowanie uporczywej legendy.

Tak kończy się opowieść o Bytomiu, w którym zanim zadymiły kominy, szumiała woda. Iserbach nie był tylko rzeką. Był maszyną dawnego miasta. Kiedy zniknął, zniknął również cały świat młynarzy, stawów, grobli i kół wodnych — świat, który przemysł najpierw wykorzystał, a potem bezpowrotnie przykrył.

Bibliografia i źródła

Powyższy artykuł powstał jako tekst scalający wcześniejsze ustalenia publikowane na flaczek.com oraz informacje pochodzące z dawnych kronik i opracowań regionalnych dotyczących Bytomia, Rozbarku, Szombierek, Orzegowa, Goju i Zgorzelca.

  • Simon Macha: Beitrag zur Ortskunde von Beuthen OS., ok. 1923, publikacja w „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 4, kwiecień 1969. Źródło informacji o topografii dawnego Bytomia, Młynie Pielki, Gojmühle i przemianach funkcji dawnych młynów.
  • Franz Strzała: notatki i wspomnienia historyczne publikowane w „Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt”, nr 7, lipiec 1967. Źródło informacji o rozbarskim wiatraku, młynach w Szombierkach i Orzegowie, Okrongliku oraz mechanizmie wiatrowym w Zgorzelcu.
  • Franz Stodolka: Deutsches Schicksal der Stadt Beuthen in Oberschlesien / Niemiecki los miasta Bytomia na Górnym Śląsku. Źródło do rekonstrukcji hydrografii Iserbachu, sporów o młyny, funkcji Młyna Pielki oraz konfliktów między miastem a panami stanowymi.
  • Franz Gramer: Chronik der Stadt Beuthen in Oberschlesien, 1863. Starsza baza kronikarska wykorzystywana przez późniejszych autorów opisujących dzieje miasta, jego instytucji, sporów własnościowych i przemian gospodarczych.
  • Jan Drabina: tekst w tomie 750-lecie przybycia Braci Mniejszych do Bytomia, red. Antoni Barciak, Witosław J. Sztyk OFM, Katowice-Panewniki 2010. Źródło do kontekstu średniowiecznego Bytomia, rynku, bogactwa miasta, klasztoru franciszkanów, szpitala bożogrobców oraz wczesnego układu przestrzennego miasta.
0
0

There are no comments yet

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *