
flaczek.com · Bytom literacki i industrialny
Bytom oczami Arno Lubosa
Dzieciństwo w cieniu hałdy i swastyki
Przedwojenne miasto nie jest tu tylko zbiorem dat, ulic i archiwalnych nazw. To zapamiętane zapachy, szkolne wybryki, światła kopalń, stadionowe emocje, płonąca synagoga i narastający terror, który wdarł się w codzienność nastolatka.
1. Wstęp
Miasto zapisane w pamięci
Historia Bytomia to zazwyczaj twarde daty, archiwalne dokumenty i oficjalne kroniki. Ale miasto to przede wszystkim ludzie, zapachy ulic, szkolne anegdoty i emocje, które zostają w pamięci na całe życie.
Dziś spojrzymy na przedwojenny i wojenny Bytom, czyli lata 30. i 40. XX wieku, przez pryzmat unikalnych wspomnień naocznego świadka.
2. Świadek i syn kopalni
Arno Lubos – chłopak z miasta kopalń
Arno Lubos, urodzony w Bytomiu w 1928 roku, był postacią nietuzinkową. Jako niemiecki historyk literatury, pisarz i pedagog, po II wojnie światowej wykonał tytaniczną pracę na rzecz zrozumienia skomplikowanego dziedzictwa naszego regionu.
W swojej wielkiej, trzytomowej syntezie Geschichte der Literatur Schlesiens stanowczo upomniał się o polską i czeską literaturę na Śląsku, twierdząc, że bez nich obraz tego regionu byłby ubogi i fałszywy.
Zanim jednak stał się szanowanym badaczem i budowniczym kulturowych mostów, był po prostu chłopcem dorastającym w cieniu wielkich kopalń i narastającego nazistowskiego terroru. Pochodził z rodziny urzędnika kopalnianego, co tłumaczy jego tak głębokie i zmysłowe rozumienie górnośląskiego przemysłu.
Wirtualny spacer
Mapa, lektor i ślady dawnego Bytomia
Kliknij grafikę, aby uruchomić interaktywną mapę
Spacer prowadzi przez miejsca związane ze wspomnieniami Arno Lubosa: od dworca i głównych ulic miasta, przez szkołę, teatr, synagogę, kopalnie i Park Miejski, aż po symboliczne punkty pamięci.
To późniejsza, bardziej mroczna odsłona tej samej idei, którą rozwijał wcześniejszy wirtualny spacer po dawnym Bytomiu z lat 1900-1914.
- Audioprzewodnik: każdy przystanek ma własne nagranie lektora.
- Tryb spaceru: można przechodzić przez historię krok po kroku albo eksplorować mapę samodzielnie.
- Najlepszy efekt: czytaj artykuł i uruchamiaj mapę w miejscach, które opisuje tekst.
3. Wielki świat i podziemne mroki
Dworzec, granice i Gambrinus-Keller
Połączenia komunikacyjne determinowały życie mieszkańców. Pamiętajmy, że po podziale Śląska Bytom był z trzech stron otoczony granicą państwową. W mieście kursowały dwie linie tramwajowe, a stacja kolejowa mogła pochwalić się imponującą przeszkloną halą, naśladującą dworzec w Stuttgarcie.
Stąd odchodziły pociągi do Berlina i Wrocławia, podczas gdy we wschodniej części stacji stał pociąg polski.
Zaraz przy tym oknie na wielki świat funkcjonowało jednak bytomskie „drugie dno”. Bezpośrednio za budynkiem poczty schodziło się do podziemnego Gambrinus-Keller. Dla wielu było to popularne, wręcz rodzinne miejsce, gdzie za 10 fenigów uruchamiało się automaty ze srebrnymi kulkami, popijając lemoniadę.
4. Salon i propaganda na bulwarze
Bahnhofstraße między elegancją a totalitaryzmem
Wychodząc z podziemi i kierując się główną osią miasta – ulicą Dworcową, dawną Bahnhofstraße – można było poczuć prawdziwie europejski oddech. Niezaprzeczalnym symbolem luksusu był tu elegancki Hotel Kaiserhof.
To tam Bytom prężył muskuły, a wystawne życie bogatych kupców i przemysłowców brutalnie kontrastowało z usmolonymi twarzami górników wracających z szychty.
Jednak nawet w tych wielkomiejskich salonach szybko zagościł totalitaryzm lat 1933-1945. Na głównym bulwarze wyrósł „Brunatny Dom”, czyli siedziba NSDAP. Propaganda wdzierała się wszędzie: wystawy sklepów z zabawkami zaroiły się od miniaturowych czołgów, a na deptaku postawiono tekturową makietę bomby lotniczej, mającą przypominać o nadchodzącej wojnie.
5. Kultura, edukacja i pechowe pomniki
Szkoła, teatr i legenda „Starego Fryca”
Edukacja w przedwojennym Mieście Szkół miała swoje blaski i cienie. Lubos uczęszczał do Gimnazjum Humanistycznego, leżącego niedaleko Teatru Miejskiego, wspominając surowego dyrektora i klasowego błazna.
Młodzież potrafiła zorganizować bunt w postaci marszu „gęsiego”, czyli z jedną nogą na krawężniku, drugą w rynsztoku, albo zakłócić koncert orkiestry Luftwaffe wybuchem petardy w szkolnej auli.
Wolny czas toczył się wokół Teatru Miejskiego, czyli Oberschlesische Landestheater, schowanego nie na wielkim placu, lecz kameralnie, za rozłożystymi kasztanowcami. Lubos nazywał go najlepszym teatrem na Górnym Śląsku, chwaląc brak snobizmu i otwartość na eksperymenty.
Swoje wspomnienia kończył przywołaniem pomnika „Starego Fryca”, czyli Fryderyka Wielkiego, który stał na pięknym trawniku przed Oberrealschule, dzisiejszym IV LO. Monumentalna rzeźba kryła w sobie lokalną, tragiczną legendę: koniowi króla brakowało ostróg. Szeptano, że rzeźbiarz, zorientowawszy się w swoim niedopatrzeniu, odebrał sobie życie.
Źródło: fotopolska.eu / archiwalna pocztówka.
6. Ślady utraconego dziedzictwa
Płonąca synagoga i aryzacja miasta
Ten młodzieńczy świat brutalnie zderzył się z totalitaryzmem. Wspomnienia Lubosa z czasów pożogi lat 1933-1945 dostarczają wstrząsającego obrazu Nocy Kryształowej z listopada 1938 roku.
Jak wspominał, podczas dobrowolnej lekcji religii uczniowie widzieli przez otwarte okna płonącą bytomską synagogę. Nauczyciel wykrzyczał w stronę klasy całą swoją odrazę do tego aktu. Uczniowie w milczeniu zamknęli okna – gest tyleż symboliczny, co pokazujący bezradność wobec terroru.
Chwilę później na głównych ulicach rozpoczęła się „aryzacja”. Znikały tradycyjne szyldy żydowskich kupców. Dom Konfekcyjny Bielschowsky stał się Wiedersumem, a matka Lubosa przestała kupować materiały u Cohna przy Gleiwitzer Straße.
7. Kontrasty bytomskiej codzienności
Hałdy, światła, stadion i miejska nowoczesność
Do miasta prowadziły właściwie tylko dwie drogi, z czego jedna wiodła przez Szombierki w kierunku dawnego Zabrza, czyli Hindenburga. Patrząc na dawny Bytom, łatwo ulec fascynacji potęgą lokalnego górnictwa i takich zakładów jak kopalnia Heinitz.
Lubos redefiniuje pojęcie romantyzmu – dla niego nie były to zabytkowe ruiny, ale industrialny krajobraz. Z nostalgią wspominał „romantyczny” Bytom nocą: rozświetlone potężne wieże wyciągowe kopalń Hohenzollerngrube w Szombierkach i Heinitzgrube w Rozbarku, głębokie zapadliska oraz żółte hałdy ciągnące się w stronę Tarnowskich Gór. Opowiadał też o 42 elektrycznych żarówkach rozwieszonych w formie girland nad głównymi ulicami w okresie świątecznym.
Ten „romantyzm” miał jednak dramatycznie mroczne oblicze. Lubos brutalnie zderza nocne iluminacje z ekstremalną biedą dnia codziennego. Na czarnych hałdach kopalni Bytom, w cieniu sunących nieustannie wagoników urobku, bezrobotni i dzieci przesiewali węglowy pył.
Zaginiony zawód biedoty polegał na pakowaniu ocalonych bryłek węgla do worków i mozolnym transporcie do domów. Cetnar sprzedawano za 90 fenigów.
„Nie było tu miejsca na romantyzm, gdy spojrzało się na sprawę z tej strony”.
Prawdziwą religią miasta była jednak piłka nożna. Autor opisuje mecze na stadionie legendy – klubu Beuthen 09 przy kopalni Heinitz w Rozbarku. Wspomina historyczne, potężne zwycięstwo Ślązaków nad Berlinem 9:0, które oglądał jako czternastolatek w otoczeniu berlińczyków śmiejących się z „Antka i Franzka” – aż do czwartej bramki.
Po takich emocjach wracało się spacerem przez Park Miejski, czyli Stadtwald, mijając korty tenisowe, staw łabędzi i wypożyczalnię łódek. Przy napojach dyskutowano o losach meczu, a w pobliżu można było karmić trzymane w zwierzyńcu foki i niedźwiedzie.
Tam, wśród drzew, wznosił się kolejny luksus kontrastujący z hałdami – Miejski Zakład Kąpielowy, czyli Stadthallenbad. Z wielkim, przejrzystym basenem, kawiarnią obłożoną palmami, kafelkami i gabinetami masażu stanowił wysepkę higieny i nowoczesności w sercu węgla.
8. Podsumowanie
Pamięć bez ostróg
Być może wybrakowany pomnik „Starego Fryca” to najlepsza metafora dawnego Bytomia: miasta o wielkiej, kulturalno-przemysłowej chwale, któremu historia brutalnie odcięła korzenie.
Została nam po nim wiedza archiwalna i takie cenne, pełne autentycznego życia impresje, które pozwalają niemal usłyszeć gwar przedwojennej Bahnhofstraße.



