Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Za bajtla w Bytomiu 150 lat temu – gra w palanta, uciekające piłki i wojny z Łagiewnikami

Czwórka chłopców w historycznych strojach gra w palanta na błotnistej ulicy XIX-wiecznego Bytomia, w tle widać świnię. Widoczny stylizowany napis: Za bajtla w Bytomiu 150 lat temu...

Dawny Bytom • życie codzienne • dzieciństwo w XIX wieku

Za bajtla w Bytomiu 150 lat temu – gra w palanta, uciekające piłki i wojny z Łagiewnikami

Wyobraźcie se ino: stary Bytom sprzed półtora wieku. Wszyndzie błoto, świnie kwiczōm na placu, a bajtle lotajōm za balym pod samym sōndym. Żodyn ich niy goni, bo urzyndniki wiedzieli, co to je radosny bajtel. Paul Heilborn nom to wszystko opisoł – posuchejcie tyj historyji ô uciekajōncych balach i bitwach na kamienie.

Zamknijcie na chwilę oczy i przenieście się w czasie o 150 lat. Nie ma jeszcze eleganckich, brukowanych alej ani monumentalnych gmachów. Jest za to gwar dzieciaków, które zaraz po lekcjach wybiegają na ulice, by uderzać piłkę tak mocno, że ta z brzękiem ląduje w oknach bytomskiego Sądu. Zamiast jednak gonić urwisów, wyrozumiały sędzia uśmiecha się pod wąsem i każe zostawić młodych w spokoju. Jak to było za bajtla w dawnym Bytomiu?

Chłopcy grający piłką na błotnistej ulicy dawnego Bytomia obok leżących świń – wizualizacja realiów miasta w latach 70. XIX wieku
Błoto, dziecięca zabawa i trzoda chlewna niemal w samym centrum miasta – tak mogły wyglądać codzienne sceny w Bytomiu około 1870 roku. Wizualizacja inspirowana realiami epoki i wspomnieniami Paula Heilborna.

Paul Heilborn – bytomski nauczyciel i organista z kościoła Świętej Trójcy – zostawił po sobie cudowne, nostalgiczne wspomnienia z lat 70. XIX wieku. Zapraszam na opowieść o podziemnych strumieniach, zakazanych wyprawach na Świński Rynek i podwórkowych bitwach z chłopakami z Łagiewnik.

„Nie psujcie im radości!”, czyli palant pod bytomskim Sądem

Chłopcy grający w palanta przed gmachem sądu w dawnym Bytomiu, a piłka leci w stronę okna – wizualizacja
Dawny Gerichtsplatz jako wielkie podwórko bytomskich bajtli – z piłką lecącą prosto ku sądowym oknom. Wizualizacja inspirowana wspomnieniami z lat 70. XIX wieku.

Heilborn wspomina, że gdy tylko szkolny dzwonek ogłaszał koniec lekcji, a zadania domowe zostały odrobione w ekspresowym tempie, młodzież pędziła w jedno miejsce. „Trąbiono do zbiórki” przed starym budynkiem Sądu (Gerichtsplatz – dzisiejsze okolice ul. Piekarskiej i Sądowej). Wtedy jeszcze nie było tam dobudowanego, zamkniętego dziedzińca, więc plac był rozległy i wręcz zapraszał do biegania.

Królowała tam gra, którą chłopcy nazywali Himmel und Hölle (Niebo i Piekło). Nie dajcie się jednak zwieść nazwie – to nie były spokojne dziewczęce „klasy” rysowane kredą na chodniku. Heilborn zaznacza, że gra przypominała ówczesnego palanta (Schlagball). Chodziło w niej o uderzanie piłki z maksymalną siłą.

A że siły chłopakom nie brakowało, piłka regularnie przelatywała nad drewnianym płotem i z potężnym hukiem uderzała w okna gmachu sądowego. Co robili ówcześni pruscy urzędnicy, słysząc brzęk drżących szyb w świątyni sprawiedliwości? Heilborn ze wzruszeniem wspomina ich anielską cierpliwość. Zamiast przeganiać młodzież, sędziowie i pisarze mówili tylko: „Laßt doch die Kinder spielen und verderbt ihnen nicht die Freude” (Zostawcie te dzieci, niech grają i nie psujcie im radości).

Uciekająca piłka i podziemne kanały Bytomia

Chłopcy próbujący wyłowić piłkę ze strumienia płynącego przez centrum dawnego Bytomia – wizualizacja
Jedno niecelne uderzenie i zabawa zamieniała się w pościg za piłką porwaną przez miejski nurt. Wizualizacja dawnego strumienia przecinającego śródmieście Bytomia.

Kiedy uderzenie było słabsze, piłka odbijała się od ściany Sądu i… wpadała do rzeki. Tak, przez ścisłe centrum dzisiejszego Bytomia płynęła woda. Przed placem sądowym szemrał niewielki strumień (Wässerchen), który przecinał dzisiejszą ulicę Józefa Jainty (wówczas Tarnowitzer Straße), gdzie przerzucono nad nim mały mostek, i płynął wzdłuż budynku starej poczty, kierując się do ulicy dr. Józefa Rostka (Gojstraße).

Gdy piłka wpadła do miejskiej fosy (Beuthener Stadtgraben), chłopcy musieli biec za nią wzdłuż nurtu. Często znikała im z oczu, przepływając podwieszanymi kanałami pod kamienicami, by ostatecznie wypłynąć na rozległą, podmokłą łąkę zwaną Łąką Woschnitzi (Woschnitzka-Wiese).

To miejsce jest nam już dobrze znane z innych artykułów – to właśnie tam zimą urządzano miejskie lodowisko, a kilkadziesiąt lat później w to grzęzawisko wbito setki drewnianych pni, na których do dziś majestatycznie wznosi się gmach Opery Śląskiej i IV LO.

Gdy palant się nudził, grano w Klippespiel (grę w zbijanie drewnianych klocków), a młodsze dzieci, siedząc na żeliwnych ławkach w cieniu nielicznych drzew, grały w guziki i szklane kulki (Kugel- und Knöpfespiel).

Błoto i hazard, czyli dlaczego omijano Świński Rynek

Mężczyzna w surducie i cylinderze pośród błota i świń na dawnym Świńskim Rynku w Bytomiu – wizualizacja symboliczna
Świński Rynek nie miał w sobie nic z eleganckiego placu – dominowały tu błoto, trzoda i kupiecki zgiełk. Wizualizacja symboliczna inspirowana opisami dawnego Schweinemarkt.

Dla bytomskich bajtli nie wszystkie miejsca w centrum nadawały się do zabawy. Terenem absolutnie zakazanym i nieprzyjaznym był dzisiejszy elegancki Plac Jana III Sobieskiego. Zanim zyskał przedwojenną nazwę Moltkeplatz, nazywano go po prostu Świńskim Rynkiem (Schweinemarkt). I nie było w tym za grosz poetyckiej przenośni.

W latach 70. XIX wieku, w każdy wtorek i piątek, plac ten zamieniał się w jedno wielkie, cuchnące grzęzawisko. Handlarze trzodą chlewną (Schwarzviehhändler) spędzali tu całe stada. Świnie, karmione na miejscu kukurydzą, miały w zwyczaju ryć w miękkiej ziemi głębokie doły, w których następnie wypoczywały. Przejście przez Schweinemarkt po zmroku było istną loterią – jeden fałszywy krok groził wpadnięciem do błotnego dołu i skręceniem kostki.

Na wschodnim skraju placu, naprzeciwko ówczesnego starostwa (okolice dzisiejszego Muzeum Górnośląskiego), stała niska karczma, którą Heilborn nazywał złośliwie „mordownią” (Kaschemme). Przylegał do niej ogromny ogród ciągnący się aż do dzisiejszej ulicy Piłsudskiego (Große Blottnitzastraße).

Podczas gdy zwierzęta ryły w błocie, w trzewiach karczmy działała specjalna izba do gier (Spielstube), w której bogaci handlarze grali w karty na gigantyczne stawki. Tuż obok wznosiła się drewniana wieża ćwiczeń bytomskiej straży pożarnej (Übungsturm der Feuerwehr). Hazard, błoto i kwiczące stada – to zdecydowanie nie było miejsce do gry w piłkę.

Steinkrieg, czyli wojna na kamienie

Chłopcy stojący na torach przy granicy Bytomia i Łagiewnik – wizualizacja podwórkowych bitew na kamienie
Na południowych rubieżach miasta kończyły się niewinne gry, a zaczynały prawdziwe podwórkowe starcia z chłopakami z Łagiewnik. Wizualizacja inspirowana opisem Steinkrieg – „wojny na kamienie”.

W ówczesnym, ciasnym Bytomiu brakowało szerokich przestrzeni. Próbowano grać na wąskim placu naprzeciwko dawnego gimnazjum przy dzisiejszej ul. Smolenia (Hohenzollernstraße), gnieżdżono się przy koszarach w Rozbarku (Moltkekaserne) i na Targu Garncarskim przy Placu Grunwaldzkim (Töpfermarkt / Kaiserplatz).

Ale prawdziwe emocje zaczynały się na południowych obrzeżach miasta. Kiedy w żyłach buzowała adrenalina, grano w Rycerzy i Rozbójników (Ritter- und Räuberspiel). Chłopcy zapuszczali się na niebezpieczne łąki opadające stromo ku nasypom kolejowym, w okolicach dzisiejszej ulicy Hubertusa (Hubertusstraße).

To właśnie tam, na rubieżach Bytomia graniczących z Łagiewnikami (Lagiewnik / Hohenlinde), dochodziło do regularnych bitew. Heilborn nazywa to wprost: Steinkrieg (wojna na kamienie). Gdy śląskie karlusy z Bytomia spotykały chłopaków z sąsiednich Łagiewnik, w ruch szły brukady, a powietrze świszczało od latających pocisków. Była to twarda, podwórkowa szkoła życia na dawnych hałdach i nasypach.

Gdy dziś idziemy wybrukowaną ulicą Piekarską pod Sąd Rejonowy albo spacerujemy po oświetlonym Placu Sobieskiego, warto na chwilę zamknąć oczy. Gdzieś tam, pod warstwami asfaltu i historii, wciąż słychać śmiech grających w palanta chłopców, łoskot uderzającej w szybę piłki i okrzyki dobiegające zza nasypu kolejowego…

Źródła historyczne
  • Heilborn, P. (1961). Beuthens Spielplätze in den 70er Jahren. Przedruk z 1926 r. w: Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, Czerwiec 1961 (Nr 6).
  • Analiza archiwalnej prasy bytomskiej (badania własne: Flaczek • Genealogia i Historia Górnego Śląska).
0
0

There are no comments yet

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *