Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Kroniki Dawnego Bytomia: Portret epoki. Bytom w szalonej dekadzie 1870 (lata 1870-1873)

Zabytkowa, pokolorowana fotografia przedstawiająca ruchliwą ulicę Bytomia z lat 70. XIX wieku, z widocznymi dorożkami i mieszkańcami w strojach z epoki. Na górze duży napis: "Portret epoki: Bytom w szalonej dekadzie 1870". Single image.

Portret epoki: Bytom w szalonej dekadzie 1870

Wyobraźcie sobie miasto, w którym na głównej ulicy stoi jeszcze drewniana, waląca się chata z dachem ze słomy, a tuż obok rosną kilkupiętrowe, luksusowe kamienice, ozdobione sztukateriami. Miasto, gdzie rano kupcy błotnistą drogą brodzą do pracy, a wieczorem przy świetle nowoczesnych lamp gazowych, w garniturach pachnących cygarami i szampanem, tańczą skandalizującego francuskiego kankana. Historia Bytomia z tamtego okresu to nie powolny rozwój, lecz nagły skok cywilizacyjny, pełen jaskrawych kontrastów.

Opowieść ta opiera się na unikalnych wspomnieniach z 1928 roku, autorstwa bytomskiego radcy sprawiedliwości W. Immerwahra. Autor ten, patrząc wstecz z perspektywy sześćdziesięciu lat, odmalował Bytom tamtej szalonej epoki jako miejsce pełne sprzeczności, ogromnych pieniędzy, gorączkowych marzeń i… sromotnych upadków. Zatem, zapnijcie pasy. Przenosimy się do czasów, gdy Bytom przekraczał 10 000 mieszkańców i z prowincjonalnego miasteczka stawał się „Mittelstadt” – nowoczesnym miastem średniej wielkości.

Metryczka historyczna (Karta szybkiego podglądu)

  • Czas akcji: Okres transformacji miasta, głównie lata 1870–1873.
  • Wielkość miasta: Średniej wielkości miasto (Mittelstadt), przekraczające 10 000 mieszkańców.
  • Kluczowe ulice i obiekty: Ulica Dworcowa (wtedy Bahnhofstraße, wytyczona na dawnych polach chłopskich), deptak nazwany nieoficjalnie Bulwarem de Beuthen, Hotel „Prinz von Preußen”, nowa łaźnia miejska, sala „San-Souci” na dawnych gruntach Stollarzika, ogród ludowy Avellisschen na Tarnowitzer Chaussee.
  • Kluczowe postacie administracji i biznesu: Kasyer miejski Manderle, pierwszy burmistrz-prawnik August Erbs, sędzia krajowy Lehfeld, hrabia Guido Henckel von Donnersmarck (przewodniczący pierwszego banku).
  • „Duchowe potęgi” miasta: Proboszcz Józef Szafranek, landrat Solger, lekarz dr Beyersdorf.
  • Wybitni goście: Franciszek Liszt, Anton Rubinstein, Johann Strauss, Militärmusikdirektor Karl Faust.

Błoto, chłopska chata i… luksusowa Sänfte

Kolorowy szkic przedstawiający błotnistą ulicę Dworcową w Bytomiu w 1870 roku, gdzie obok chłopskiej chaty niesiona jest bogata kobieta w lektyce.
Ulica Dworcowa (Bahnhofstraße) w epoce transformacji – chłopska strzecha i luksusowa kamienica sędziego Lehfelda (wizja artystyczna).

Jeśli myślicie, że Bytom w 1870 roku był od razu gotowy na przyjęcie wielkiego świata, to jesteście w błędzie. Rok 1870, tak ważny dla całych Niemiec, zastał Bytom w procesie przebudowy, który był momentami komiczny. Wyobraźcie sobie dzisiejszą ulicę Dworcową, wtedy nazwaną Bahnhofstraße. Była to „chausseeartige Straße”, czyli ulica przypominająca szosę, przy której jeszcze niedawno leżały wyłącznie gospodarstwa chłopskie. Wyglądała jak prowincjonalna droga wjazdowa do większego gospodarstwa, a nie główne serce miasta.

Co gorsza, stan dróg w mieście był opłakany. Radca Immerwahr przytacza anegdotę o sędziu krajowym Lehfeldzie, który w latach 60. XIX wieku musiał… sprawić żonie lektykę (Sänfte), by mogła pokonać błotniste ulice, nie niszcząc sukni. Tak, lektykę! W mieście, które zaraz miało gościć największych wirtuozów świata.

Ale proces zmian był błyskawiczny. Jeszcze parę lat wcześniej ulice były zdominowane przez parterowe, drewniane chaty. W ciągu jednej dekady zostały one dosłownie zmiecione z powierzchni ziemi. W ich miejsce na głównych ulicach wyrosły dwu-, trzy- i więcej piętrowe budynki, solidne i nowoczesne. I nagle, w parę lat, Bytom zyskał opinię „najlepiej wybrukowanego i oświetlonego miasta średniej wielkości na Śląsku”.

Skandal ze stacją kolejową: Kupcy kontra postęp

Kolorowy szkic ukazujący oburzonych bytomskich kupców w cylindrach protestujących przeciwko nadjeżdżającej lokomotywie parowej.
Elita kupiecka początkowo obawiała się, że kolej odbierze im klientów na rzecz okolicznych miast.

Jedną z najbardziej kuriozalnych opowieści z tego okresu jest walka o… stację kolejową. Z perspektywy czasu brzmi to niesamowicie, ale w latach 40. XIX wieku bytomska kupiecka elita… energicznie protestowała przeciwko połączeniu kolejowemu. Dlaczego? Bali się, że kolej ułatwi mieszkańcom robienie zakupów w Gliwicach, a nawet w odległym Wrocławiu. Kupiecka duma z „naszego, bytomskiego” rynku była tak wielka, że woleli izolację.

Dopiero w latach 70., kiedy pociągi pędziły już po całym Śląsku, bytomscy kupcy „przyszli po rozum do głowy”. Nagle zaczęli gorączkowo petycjonować o połączenie kolejowe, bo zrozumieli, że bez niego miasto po prostu umrze. I choć pociąg w Bytomiu pojawił się stosunkowo późno, to jak tylko ruszył, zmiótł resztki dawnego prowincjonalizmu. Wyjście z ulicy Gliwickiej, niegdyś zasyfione szopami i stajniami, zostało przebudowane w reprezentacyjny plac (Schmuckplatz), otoczony wielkomiejskimi kamienicami. Plac ten stał się wizytówką nowej ery.

Francuscy jeńcy i nieoficjalny „Boulevard de Beuthen”

Stylizowana wizualizacja francuskich oficerów-jeńców i bytomskich notabli na nowym placu miejskim około 1870 roku.
Stylizowana wizualizacja nieoficjalnego „Boulevard de Beuthen” i obecności francuskich oficerów-jeńców w Bytomiu około 1870 roku.

W 1870 roku wojna prusko-francuska odcisnęła swoje piętno także na Bytomiu. Autor wspomnień odnotował obecność w mieście francuskich oficerów-jeńców, którzy pojawiali się w miejscowym życiu towarzyskim. Z tym właśnie epizodem wiąże się jedna z bardziej osobliwych anegdot o rodzących się wielkomiejskich aspiracjach miasta.

Według relacji Justizrata W. Immerwahra francuscy oficerowie, goszczący m.in. w hotelu „Prinz von Preußen”, mieli żartobliwie ochrzcić nowy plac mianem „Boulevard de Beuthen”. Nazwa ta nie była oficjalna, ale dobrze oddawała atmosferę epoki: Bytom chciał uchodzić za miasto nowoczesne, eleganckie i coraz bardziej wielkomiejskie. W tej drobnej scenie odbijają się zarówno ambicje miejscowych elit, jak i urok pamiętnikarskiej opowieści o mieście wchodzącym w nową epokę.

Losy tego miejsca i jego przemianę z zaniedbanego obszaru w reprezentacyjny plac opisałem szerzej w innym tekście. Więcej przeczytasz we wpisie: Złota era Bytomia (1873–1914).

Gorączka założycielska (Gründerfieber): Pieniądz, który nie spał

Szkic bogatych inwestorów pochylonych nad planami architektonicznymi na tle budowanego gmachu banku w Bytomiu.
Okres „Gründerjahre” przyniósł miastu ogromny, spekulacyjny kapitał i błyskawiczną rozbudowę miejskiej infrastruktury.

Najważniejszą zmianą dekady 1870 nie było jednak bruk, lecz… pieniądz. Ogromny, gorączkowy, często spekulacyjny pieniądz. Okres ten nazwano „Gründerjahre” (Lata założycielskie). Bytom stał się „wspaniałym polem spekulacji”. Powstał Górnośląski Bank Handlu i Przemysłu, pierwszy prawdziwy bank w mieście. W jego radzie nadzorczej zasiadali tytani śląskiego przemysłu i arystokracji, tacy jak hrabia Guido Henckel von Donnersmarck (który bankowi przewodniczył).

Powstawały fortuny. Budowano mieszkania z taką prędkością, że zaraz po wojnie z 1870 roku, mimo głodu mieszkaniowego, doszło do… nadprodukcji mieszkań, co skończyło się wywłaszczeniami i wyprzedażami działek za bezcen. „Gorączka założycielska” ogarnęła wszystkich.

Wielki Krach i „Górnośląski Bank dla Oszustwa i Przemysłu”

Dramatyczny szkic zdesperowanego tłumu rwącego papiery wartościowe przed budynkiem banku o klasycystycznej architekturze.
Zemsta rozgoryczonych obywateli na „Górnośląskim Banku dla Oszustwa i Przemysłu” po wiedeńskim krachu w 1873 roku.

Ale to, co szybko rośnie, często boleśnie upada. Ten wspaniały rozwój został nagle przerwany w 1873 roku. Słynny „Wiener Krach” (Wiedeński krach giełdowy) uderzył w bytomską gospodarkę jak „ponury wicher”. Uderzenie było niszczące. Nagle elity finansowe, tak pewne siebie, zaczęły uciekać z rady nadzorczej Górnośląskiego Banku Handlu i Przemysłu. Bank, który jeszcze wczoraj był symbolem potęgi, stał się celem zemsty rozgoryczonego ludu, który spekulował na giełdzie i stracił fortuny.

Mieszkańcy, z typowym śląskim, złośliwym humorem, przemianowali bank na: „Oberschlesische Bank für Schwindel und Industrie” – czyli… „Górnośląski Bank dla Oszustwa i Przemysłu”. To był koniec „szalonej dekady” – Bytom przeżył gwałtowną lekcję o tym, że kapitalizm to nie tylko zyski, ale też bolesne straty. „Gründer” stało się obelgą. Zdesperowani właściciele bankrutujących firm zaczęli uciekać „za morze”, by uniknąć surowych kar za bankructwo.

Czy po potężnym wiedeńskim krachu z 1873 roku miasto się podniosło? I to jak! To właśnie wtedy Bytom wszedł w swój okres największej prosperity. O tym, jak wyglądała kolejna, najbardziej imponująca epoka w dziejach miasta, dowiesz się z innej karty w moim katalogu: Złota era Bytomia (1873-1914).

Kankan w Bytomiu, szampan u notabli

Kolorowa ilustracja tancerek wykonujących kankana w eleganckiej sali balowej w otoczeniu zamożnych mężczyzn z kieliszkami.
Francuskie nieobyczajności na bytomskich salonach – w tej dekadzie szampan i kankan stały się symbolem nowego statusu majątkowego.

Zanim jednak krach uderzył, życie towarzyskie w Bytomiu w szalonych latach 1870-1873 osiągnęło poziom luksusu, który zdumiewał nawet autora piszącego te słowa w 1928 roku. „Obfitość i pragnienie przyjemności” weszły do miasta w skali, która przewyższała nawet „wielokrotnie opłakiwany dzisiejszy (1928) hedonizm”. Niższe warstwy społeczne musiały zadowolić się tanim alkoholem, ale elity piły wyłącznie szampana.

Na spotkaniach towarzyskich, balach i uroczystościach, w modzie były nie tylko stateczne walce, ale także… francuskie nieobyczajności. A cóż to była za nieobyczajność? Do miasta zawitał kankan! Ten skandalizujący, jak na tamte czasy, taniec, w którym unosi się nogi w sposób nieskrępowany, stał się hitem bytomskich parkietów. Autor tekstu wspomina, że władze kościelne i urzędowe musiały interweniować, by powstrzymać kankanową gorączkę. Tak więc, podczas gdy w 1860 roku ludzie błagali o lampy gazowe, w 1872 roku elity już w szampanowej euforii tańczyły kankana.

Manderle: Ostatni burmistrz starej daty

Surowy kasyer miejski siedzący za starym kantorkiem w ratuszu i przyjmujący monety od stojącego przed nim młodzieńca.
Kasyer Manderle, symbol dawnego biurokraty, skrupulatnie egzekwujący odliczoną gotówkę za bilety do nowej łaźni.

Bytom tamtej dekady to nie tylko szampan, kankan i giełda. To także surowa administracja. Tuż przed wojną z 1870 roku wybrano pierwszego burmistrza z wykształceniem prawniczym (Augusta Erbsa). Ale prawdziwym symbolem starego Bytomia był kasyer miejski Manderle, który w latach 70. uchodził za ostatniego nieakademickiego burmistrza starej daty, a później był miejskim kasyerem.

Urządował w malutkiej, ciemnej izbie starego ratusza, a młode pokolenie zapamiętało go jako człowieka „krótkiego i bärbeißig” (surowego, mrukliwego), który wyglądał jak wymierający typ biurokraty. Jego surowość była legendarna. Kiedy w mieście uruchomiono nową łaźnię miejską z basenem, dla chłopców była ona raczej nową atrakcją niż świątynią higieny, Manderle osobiście sprzedawał bilety w swojej izbie ratuszowej. Młodzież, wchodząc tam, musiała długo czekać, a jak tylko ktoś wszedł bez odliczonej monety (wypowiedzenie w tekście to „abgezählten Münze”), Manderle… wściekał się na nich. Można więc powiedzieć, że droga Bytomia do higieny prowadziła przez gniew surowego kasyera.

Miasto sztuki: Liszt, Strauss i opera

Klasyczna ilustracja wirtuoza grającego z pasją na fortepianie w bogato zdobionej, XIX-wiecznej sali koncertowej.
Bytom jako dynamiczne centrum kultury – scena, na której w tej epoce gościli wirtuozi formatu Franciszka Liszta czy Johanna Straussa.

Mit o Bytomiu jako kulturalnej pustyni w latach 70. zostaje w tekście obalony jednym, mocnym zdaniem: „Daleko stąd do kulturalnej pustyni!”. Miasto gościło gwiazdy światowego formatu. W sali „San-Souci” (na dawnym gruncie Stollarzika), która posiadała wielką scenę, regularnie występowały trupy operowe. Opery takie jak „Norma” Belliniego, czy „Józef i jego bracia” Mehula były stałym punktem programu. Opera Meinhardta w latach 1871-1872 regularnie występowała w mieście. Bytomianie, w garniturach pachnących kankanem, z zapałem słuchali arii operowych.

Ale prawdziwe gwiazdy dopiero nadchodziły. W nowym ogrodzie ludowym Avellisschen na Tarnowitzer Chaussee (obecnie w miejscu Loży) koncertowała miejska orkiestra pod batutą Militärmusikdirektora Karla Fausta, który obok Johanna Straussa był najsłynniejszym kompozytorem walców swoich czasów. A gdyby tego było mało, autor wylicza największe nazwiska muzyki: skrzypek Wilhelmi, śpiewaczki Artot-Padilla i Lucca, orkiestra Johanna Straussa oraz… sami geniusze fortepianu: Franciszek Liszt i Anton Rubinstein! Wyobraźcie to sobie: Bytom, lata 70., przed chwila zatańczono kankana, a zaraz potem na scenę wchodzi Franciszek Liszt, a za nim Johann Strauss ze swoją orkiestrą. To nie był już prowincjonalny Śląsk. To było europejskie centrum kultury.

Proboszcz Szafranek i triumwirat bytomskiej mądrości

Trzech wykształconych mężczyzn z XIX wieku, w tym ksiądz, zaangażowanych w intelektualną dyskusję przy dębowym stole pełnym ksiąg.
Triumwirat bytomskiej mądrości: intelektualne zderzenie poglądów katolickiego proboszcza, liberalnego landrata i sceptycznego lekarza.

Na koniec tej opowieści warto wspomnieć o osobach, które stanowiły „duchowe potęgi” miasta. W 1870 roku na życie publiczne i umysłowe miasta silnie oddziaływały trzy postacie:

  • Proboszcz Szafranek: Był fascynującą postacią, która łączyła głęboką wiarę z mocnym zacięciem społecznym i politycznym.

    Jeśli chcesz poznać pełną historię tego „najpiękniejszego człowieka Górnego Śląska” i jego walki o polską mowę, zajrzyj do mojego szczegółowego opracowania w bazie: Ksiądz Józef Szafranek – śląski proboszcz Bytomia.

  • Landrat Solger: Reprezentant heglowskiej filozofii państwa, związany z liberalizmem Manchesteru.
  • Dr Beyersdorf (lekarz): Najbłyskotliwszy z nich, zdeklarowany zwolennik Schopenhauera, reprezentujący miks pesymizmu, sceptycyzmu i ironii.

To zderzenie trzech tak różnych światopoglądów na bytomskim gruncie tworzyło klimat niezwykłej otwartości intelektualnej.

Podsumowanie: Bytom, który zapomniał, że był szczęśliwy

Artykuł z 1928 roku kończy się sentymentalną refleksją. Patrząc wstecz z perspektywy sześćdziesięciu lat, autor, ten stary, doświadczony prawnik, podsumowuje tamte lata dekady 1870 jako „szczęśliwe miasto, które już wtedy nosiło w sobie wszystkie te ziarna, które później przyniosły zdrowy i piękny rozkwit”. Choć szalone lata 1870-1873 skończyły się krachem, bolesnymi bankructwami i zemstą na bankach, to Bytom przeżył w tym czasie metamorfozę. Stał się miastem, gdzie nowoczesność zderzyła się ze starą chatą chłopska, a kankan z muzyką Liszta. Bytom zyskał swoją duszę – dynamiczną, szaloną, sprzeczną i nieprzewidywalną. Tę samą duszę, którą do dziś czuć w jego zabytkowych kamienicach.

Bibliografia

W. Immerwahr, Beuthen um 1870 (tekst wspomnieniowy z 1928 r.).
Przedruk w Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, styczeń 1965 r.

Opracowania własne z katalogu (odniesienia z tekstu):

0
0

There are no comments yet

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *