
Szombierska Panienka Historia figury Matki Boskiej, Johanna Jandy i zaginionego oryginału
Dzisiejsza rzeźba w Szombierkach jest bezpośrednią kontynuacją dawnego założenia, choć w zmienionej formie. Aby poznać jej prawdziwe losy, trzeba cofnąć się do połowy XIX wieku i sięgnąć do niemieckich źródeł prasowych, wspomnień oraz późniejszych relacji, które pozwalają oddzielić fakty od powielanych nieścisłości.
Fundacja z tęsknoty za młodością
Inicjatorką powstania figury była hrabina Johanna Schaffgotsch, słynna spadkobierczyni fortuny Karola Goduli. Z wdzięczności za lata młodości spędzone w Szombierkach zleciła wykonanie pomnika, za który jej mąż, hrabia Hans Ulrich Schaffgotsch, zapłacił okrągłą sumę 300 talarów.
Czasopismo Schlesische Provinzialblätter. Neue Folge z 1864 roku podaje, że hrabia kazał ustawić figurę przy drodze szombierskiej, w pobliżu dworca Morgenroth, czyli dzisiejszego Chebzia, na „dobrze wybranym miejscu”. Z późniejszych relacji wynika, że był to wysadzany drzewami trakt prowadzący w kierunku ówczesnej granicy państwowej z Królestwem Polskim pozostającym pod panowaniem rosyjskim.
Lokalizacja: figura nie stała pierwotnie przy obecnym kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Szombierkach. Jej dzisiejsza lokalizacja jest skutkiem powojennego przeniesienia i wykonania repliki po zniszczeniu oryginalnej, terakotowej rzeźby.
Geniusz z pastwiska: Johann Janda
Zamówienie trafiło do Berlina, do pracowni rzeźbiarza o niezwykłym życiorysie. Johann Janda urodził się w 1827 roku w Klein-Darkowitz, dziś na terenie Czech, jako syn ubogiego stolarza. Zanim został doceniony przez ówczesne elity, swój kunszt ćwiczył, wycinając figurki w drewnie podczas wypasu krów.
Talent młodego Jandy dostrzegł lokalny burmistrz. To otworzyło mu drogę do dalszej edukacji: najpierw we Wrocławiu, a później w Dreźnie. Kariera artysty nabrała tempa w trudnym okresie Wiosny Ludów. W obliczu rewolucyjnych niepokojów jego protektor, baron von Stücker, zmuszony był wyemigrować do Szwajcarii. Zanim to jednak nastąpiło, pomógł Jandzie trafić do Berlina, pod skrzydła słynnego Christiana Daniela Raucha.
Janda odbył także podróż do Włoch w latach 1867–1868 i z powodzeniem tworzył w różnych materiałach: drewnie, metalu, kości słoniowej oraz terakocie. To właśnie z wypalanej gliny przygotował w 1862 roku szombierską figurę Matki Boskiej, która spoczęła następnie na monumentalnej kamiennej kolumnie.
Oryginalna notatka prasowa została zapisana w typowy dla tamtej epoki, mocno skrótowy sposób. Po rozwinięciu skrótów jej pełne tłumaczenie brzmi następująco:
„Statuę maryjną z wypalanej gliny, o dużej wartości artystycznej, dłuta Jandy w Berlinie – który z górnośląskiego, samorodnego talentu rozwinął się w znakomitego rzeźbiarza – hrabia Schaffgotsch kazał wznieść w Szombierkach, przy drodze szombierskiej w pobliżu dworca Morgenroth, na dobrze wybranym miejscu.”
Deszcz, litania i dwa języki
Uroczyste poświęcenie dzieła nastąpiło 14 września 1864 roku. Z miejscowej kaplicy w Szombierkach, położonej przy dawnej drodze, wyruszyła procesja. Pogoda fatalnie nie dopisała. Mimo potężnej ulewy w pochodzie wziął udział sam hrabia wraz z małżonką i rzeszą urzędników.
Na miejscu doszło do pięknego, symbolicznego momentu, który odnotowały późniejsze relacje. Ceremonii przewodził słynny bytomski proboszcz, ks. Józef Szafranek (w niemieckich kronikach zapisywany jako Pfarrer Schaffranek). To właśnie on najpierw wygłosił przemówienie w języku polskim do zgromadzonego ludu, a następnie zwrócił się po niemiecku do hrabiego. Ten szczegół dobrze pokazuje językową i społeczną rzeczywistość ówczesnego Górnego Śląska: miejscowy lud, niemieckojęzyczna administracja i arystokratyczni fundatorzy funkcjonowali w jednej, ale wielowarstwowej przestrzeni.
Demontaż oryginału: kule i pszczoły
Oryginalna, terakotowa figura przetrwała w swoim pierwotnym miejscu ponad sto lat. Decyzję o jej przeniesieniu podjęto z powodów prozaicznych. W czerwcu 1968 roku uznano, że obiekt utrudnia rosnący ruch drogowy.
To właśnie podczas operacji przenoszenia doszło do zniszczenia ponadstuletniej rzeźby Jandy. Jak relacjonował Franz Strzala na łamach rocznika Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt w 1970 roku, zdemontowana terakota rozpadła się na kawałki. Wtedy odsłoniło się niezwykłe wnętrze figury: rzeźba była pusta w środku, a przestrzeń tę zaanektował ogromny rój pszczół.
Na powłoce figury odnaleziono również przestrzeliny po kuli karabinowej. Według relacji mogły być one pamiątką po burzliwych wydarzeniach z okresu powstań śląskich albo po kampanii wrześniowej 1939 roku. Pewne jest jedno: terakotowy oryginał nosił na sobie ślady historii znacznie bardziej dramatycznej, niż mogłoby się wydawać z perspektywy spokojnej przydrożnej figury.
Nowe życie pod kościołem
Kawałków terakoty nie dało się już uratować. Zlecono więc wykonanie repliki, a zadania tego podjął się słynny zakład z Piekar Śląskich. Jesienią 1969 roku nową, tym razem malowaną figurę Matki Boskiej, ustawiono na wschód od szombierskiego kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa.
Ciekawostka: Piekarski warsztat Schaeferów
Za wykonanie nowej rzeźby odpowiadał renomowany Zakład Sztuki Kościelnej Kazimierza Schaefera (w niemieckich archiwaliach zapisywany skrótowo jako K. Schaefer). To ważny detal historyczny, ponieważ w późniejszych latach nazwisko to bywało w prasie zniekształcane (np. jako „Schaffer”). Rodzina Schaeferów prowadziła w Piekarach Śląskich niezwykle zasłużoną pracownię rzeźbiarską, z której wyszło mnóstwo wspaniałych dzieł zdobiących śląskie świątynie.
Ocalał natomiast oryginalny, masywny cokół dawnego założenia. Do dziś można odczytać na nim wyrytą w kamieniu łacińską inskrypcję:

Stan obecny: polichromowana replika na oryginalnym cokole przy szombierskim kościele.
Fakty i mity wokół szombierskiej figury
Badanie historii lokalnej często wymaga cierpliwego weryfikowania informacji podawanych w późniejszej prasie. Dobrym przykładem jest artykuł z lokalnego tygodnika z 1999 roku, który na skutek nieścisłości dał początek kilku powielanym później twierdzeniom. Co dokładnie można skorygować na podstawie starszych źródeł?
Mit o dacie zniszczenia
Czasem można spotkać informację, że rzeźba uległa zniszczeniu już w 1868 roku. To niemal na pewno pomyłka drukarska lub tzw. czeski błąd. Oryginał zdemontowano i zniszczono podczas przenosin w 1968 roku.
Mit o lokalizacji
Niekiedy podaje się, że figura miała dawniej stać na dachu szopy przy ul. Godulskiej w Rudzie Śląskiej. To najprawdopodobniej efekt błędnego odczytania niemieckiej nazwy Godullahütter Landstraße, czyli szosy prowadzącej w kierunku huty Godula. Rzeźba od początku stała na wysokiej kolumnie przy drodze w pobliżu dworca Morgenroth.
Przechodząc następnym razem obok szombierskiego kościoła, warto spojrzeć w górę. Znajduje się tam nie tylko symbol religijny, ale namacalny ślad skomplikowanej historii przemysłowego Śląska: pamięć o Schaffgotschach, los zaginionego dzieła Johanna Jandy, echo dawnych granic, wojennych przestrzelin i niezwykłych pszczół ukrytych kiedyś w pustym wnętrzu terakotowej figury.
Źródła i materiały archiwalne
- Schlesische Provinzialblätter. Neue Folge, t. 3, 1864, s. 737–738.
- Der Schwarze Adler, Jg. 3, Nr. 1, styczeń 1921, rubryka: Gedenktage im Januar.
- Oberschlesien im Bild, nr 31, 27 lipca 1928, artykuł: Johann Janda, ein Bildhauer unserer Heimat.
- Franz Strzala, Die Marienstatue in Schomberg, w: Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, nr 11, listopad 1970, s. 30–31.
- Schomberger Bilderbogen: Marienstatue in Schomberg, w: Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt, nr 9, wrzesień 1981, s. 33.
- Dokumentacja fotograficzna z lat 1920–1930 oraz zbiory współczesne.



