
Srebrne Kołyski i Cienie Zapomnianych
Bytom to przestrzeń, w której pod brukiem ulic tętni życie dawnych duchów, a w cieniu wiekowych murów wciąż wybrzmiewa szept o skarbach, których nie tknęła ludzka ręka i demonach, które nigdy nie zaznały spoczynku.
I. Dziedzictwo Srebrnego Grodu
Srebrne kołyski, które bogaci mieszczanie mieli odlewać dla swoich dzieci w XIV wieku.W czasach, gdy bytomskie ziemie szczodrze darzyły kruszcem, miasto opływało w bogactwa, jakich nie znały inne grody. Mieszczanie, dumni ze swej fortuny, w potężnych, mrocznych piwnicach swoich domostw topili najczystsze srebro. Nie robili tego jednak tylko dla zysku – z drogocennego metalu odlewali kołyski dla swych pierworodnych, wierząc, że srebro zapewni im pomyślność i ochroni przed urokami. Te legendarne artefakty, według podań, wciąż spoczywają głęboko pod ziemią, ukryte w niezgłębionych lochach pod bytomskim ratuszem.
Legendarne figury z kościoła minorytów, zakopane w tajemnicy przez franciszkanina.Lecz nie tylko kołyski skrywa mrok. W kościele minorytów pyszniły się niegdyś figury dwunastu apostołów, wykute w lśniącym srebrze. Gdy nadeszły niespokojne czasy wojen i grabieży, pewien lękliwy franciszkanin, chcąc uchronić świętości przed profanacją, zakopał je potajemnie w podziemiach. Mnich zmarł nagle, nie zdążywszy przekazać tajemnicy nikomu ze swych braci. Stara wiara głosi, że apostołowie odnajdą się dopiero wtedy, gdy przy kościele zostanie wzniesiona nowa kaplica – to pod jej fundamentami ma znajdować się zapomniane sklepienie skrywające srebrny zastęp.
II. Mistycyzm Rozbarskich Wzgórz
Św. Jacek przy rozbarskim źródle – perły jego różańca zamieniły się w kamienie.Około roku 1246, na długo przed lokacją miasta, dominikanin Jacek głosił kazania przy źródle na Rozbarku. Legenda mówi, że gdy święty pogrążył się w żarliwej modlitwie, pękł sznur jego różańca, a białe perły rozsypały się w czerwony piasek wzgórza. Choć starano się je zebrać, perły zdawały się zapadać pod ziemię. Święty rzekł wówczas proroczo: „Czuwajcie, aż źródło kiedyś wyschnie!”. Przez stulecia znajdowano w tym miejscu dziwne, kamienne krążki, które lud brał za cudownie skamieniałe perły – choć po wiekach mędrcy orzekli, że to szczątki dawnych morskich roślin, magia miejsca pozostała żywa.
To samo wzgórze nazywano Górą Srok lub Elsterberg. Powiadają, że św. Jacek, nie mogąc znieść natrętnego skrzeku tych ptaków, który mącił jego rozmowę z Bogiem, wygnał je na zawsze z okolicznych lasów. Do dziś wzgórze to kojarzone jest z ciszą, którą przerwała jedynie niesamowita wizja pastuszka…
Rycerze św. Jadwigi czekający w podziemiach Rozbarku na dzień ostatecznej bitwy.Trzysta lat temu młody pasterz, pasąc kozy na rozbarskich piaskach, dostrzegł nagle w zboczu góry szczelinę, której nigdy wcześniej nie widział. Wiedziony ciekawością wszedł do środka i oniemiał. Znalazł się w olbrzymiej jaskini, gdzie w idealnym milczeniu stały zastępy osiodłanych koni, a przy każdym z nich czuwał zakuty w stal rycerz. Każdy z wojowników trzymał już nogę w strzemieniu, jakby sekunda dzieliła ich od ruszenia do boju.
Gdy pasterz chciał podejść bliżej, sklepienie zadrżało, a potężny, nieludzki głos rozdarł ciszę: „Jeszcze nie, wojownicy świętej Jadwigi! Czas jeszcze nie nadszedł, byście pokonali wrogów tej ziemi i zaprowadzili wieczny pokój!”. Przerażony chłopiec uciekł, a gdy wrócił z ludźmi, po wejściu do jaskini nie było już śladu. Rycerze wciąż śpią, czekając na dzień, w którym kraj będzie ich potrzebował najbardziej.
Pradawny dąb, w którym zasiadał diabeł niszczący drogę traktu rozbarskiego.Na Rozbarku stał niegdyś dąb tak stary, że jego korzenie zdawały się sięgać samego piekła. To w jego konarach zasiadł sam diabeł, który złośliwie niszczył drogę, czyniąc ją bezdenną i pełną zdradliwych dziur, tak by żaden wóz nie mógł bezpiecznie przejechać. Żadne modły ani praca chłopów nie pomagały, dopóki nie wezwano starej niewiasty znającej szeptane zaklęcia. Gdy kobieta rzuciła urok na drzewo, czart z piekielnym wrzaskiem wypadł z korony dębu i pognał na oślep w stronę Sławkowa. Jego ucieczka była tak gwałtowna, że zostawił za sobą szeroki pas piasku, który do dziś znaczy drogę ku Polsce. Dopiero gdy ścięto przeklęte drzewo, trakt rozbarski stał się bezpieczny.
III. Tajemnice Kościelnych Murów
Dusza zmarłego, która o północy wstępuje na wieżę dzwonnicy, by szukać swoich krewnych.Wśród dawnych bytomian krążyły mroczne opowieści o ludziach urodzonych z podwójnym rzędem zębów. Wierzono, że tacy nieszczęśnicy mają dwie dusze, a po ich śmierci tylko jedna odchodzi w zaświaty. Druga zostaje przy ciele i o północy opuszcza grób, by przybierać postać upiora. Taki duch miał wchodzić na wieżę kościoła Mariackiego i spoglądać na miasto. Każdy krewny, na którego padł wzrok upiora, a który osiągnął wiek zmarłego w chwili jego zgonu, musiał niechybnie umrzeć.
Jedynym ratunkiem było włożenie nieboszczykowi krzemienia między zęby przed pochówkiem i ułożenie go w trumnie twarzą do dołu, by jego dusza błądziła w głąb ziemi, zamiast szukać drogi na kościelną wieżę.
Granitowa rzeźba psa, mająca chronić kościół przed powrotem czarnego upiora.Na zewnętrznej ścianie kościoła Mariackiego, tuż pod gzymsem, widniała niegdyś zagadkowa rzeźba psa. Jedni powiadali, że to pomnik wierności – pies budowniczego, który rzucił się w przepaść za swym panem, gdy ten z rozpaczy odebrał sobie życie. Inni widzieli w nim straszliwego potwora obgryzającego ludzką kość, co miało być przestrogą przed zarazą: „Kto tknie trupa, tego śmierć dopadnie”.
Najbardziej niesamowita jest jednak opowieść dzwonnika. Wielokrotnie słyszał on dźwięk wieczornego dzwonu, choć sam nie zdążył jeszcze wejść na wieżę. Gdy pewnego razu zakradł się tam wcześniej, ujrzał czarną, upiorną bestię szarpiącą za linę. Upiór runął z wieży i zniknął, a by go uwięzić na wieki w kamieniu, postawiono tam ową figurę. Mówiono też o odważnym mieszczaninie, który ukradł całun zjawie błąkającej się po cmentarzu – duch, goniąc go, przybrał postać psa i skoczył z dachu świątyni, zastygając w granicie na zawsze.
Starcie Maryi ze złym duchem Szarlenem podczas mordu kapłańskiego w 1363 roku.Gdy w 1363 roku wzburzony tłum prowadził księży nad Staw Małgorzaty, by dokonać krwawego mordu, woda i niebo stały się świadkami rzeczy nadprzyrodzonych. Kapelan Mikołaj, rzucony w toń, nie utonął, lecz kroczył po wodzie, głosząc cuda, których doznał. Opowiadał o straszliwej bitwie, którą w sferze duchowej stoczyła Najświętsza Maria Panna ze złym duchem Szarlenem – demonicznym panem ciemności, który chciał zawładnąć duszami bytomian. Choć oprawcy ostatecznie zabili kapłana siekierą, krew jego i wizja świętej walki na zawsze uświęciły to miejsce, a postać Szarlena do dziś pojawia się w szeptach o dawnych mrokach miasta.
IV. Strażnicy Głębin
Górnik podający ogień Skarbnikowi – jedyny bezpieczny sposób na obłaskawienie ducha.W sercu bytomskich kopalń włada Skarbnik – surowy duch podziemi. Górnik, który go spotkał, musiał bez słowa paść twarzą na ziemię, pozwalając mu przejść nad sobą. Kto ośmielił się spojrzeć mu w oczy, ryzykował zmiażdżenie przez ściany chodnika. Skarbnik często żądał ognia, lecz biada temu, kto podał mu lampę gołą dłonią – duch odrywał rękę wraz z kagankiem. Światło należało podać na **trzonku** kilofa lub łopaty, zachowując trwożny dystans.
Był jednak Skarbnik także wybawcą. Pewien górnik usłyszał kiedyś wołanie: „Chodźże tu szybko, ale to już!”. Sądząc, że to sztygar, pobiegł w głąb korytarza. Gdy nikogo nie znalazł, niemal zaklął siarczyście: „Pieronie!”, lecz w ostatniej chwili ugryzł się w język, pamiętając, że duch nienawidzi przekleństw. W tej samej sekundzie tam, gdzie stał wcześniej, zwalił się potężny strop. Skarbnik uratował mu życie, bo człowiek ten potrafił zachować pokorę i milczenie w królestwie cieni.




2 Comments
Oby więcej takich miejsc w sieci.Tekst był wyjątkowo przystępny. Czuć, że ktoś tu naprawdę przemyślał, co chce powiedzieć. Są miejsca w sieci, gdzie się wraca – myślę, że właśnie tu znalazłem kolejne.
Dziękuję za miłe słowa! Czy jest jakaś konkretna tematyka, o której chciałbyś przeczytać tutaj w przyszłości? Pozdrawiam i zapraszam do kolejnych odwiedzin!