
Kiedy mijamy dziś gmach IV Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego przy placu Sikorskiego w Bytomiu, widzimy jeden z najbardziej charakterystycznych budynków dawnego miasta. Sto lat temu mieściła się tu Miejska Wyższa Szkoła Realna – Städtische Oberrealschule – którą uczniowie i mieszkańcy ochrzcili barwnym przezwiskiem „Tuschkasten”, czyli „pudełko z farbami”. Wspomnienia dawnych uczniów pozwalają zajrzeć do świata szkolnych czapek, granicznych dojazdów, surowych pedagogów i wielkiej historii, która w 1928 roku zaglądała pod same okna bytomskiej szkoły.
Skąd wzięła się nazwa „Tuschkasten”?
Słowo Tuschkasten w dosłownym tłumaczeniu z języka niemieckiego oznacza „pudełko z farbami akwarelowymi” (lub dawniej bogato wyposażony piórnik). Przedwojenny budynek Oberrealschule zawdzięczał to barwne przezwisko swojej niesamowitej elewacji – wykonano ją z różnokolorowego, glazurowanego klinkieru i przyozdobiono detalami w secesyjnym stylu (Jugendstil). Ten wielobarwny kontrast z surową, ceglaną architekturą wokół sprawił, że szkoła zyskała swoją unikalną legendę.
Ta opowieść rozgrywa się przede wszystkim w roku 1928, kiedy Bytom znajdował się jeszcze w granicach Republiki Weimarskiej, a codzienna droga do szkoły dla części uczniów oznaczała również przekraczanie polsko-niemieckiej granicy. Właśnie z tego czasu pochodzą najbardziej sugestywne wspomnienia o życiu w bytomskim „Tuschkaście”.
Gmach dawnej Oberrealschule przy ówczesnym Kaiserplatz, czyli dzisiejszym placu Sikorskiego. To właśnie tę szkołę uczniowie nazywali „Tuschkasten”.Tramwajem przez granicę i koniec chłopięcych loków
Dla wielu chłopców z okolicznych miejscowości nauka w elitarnym bytomskim „pudełku z farbami” oznaczała codzienne, pełne wrażeń dojazdy. W realiach roku 1928 miało to dodatkowy wymiar: Bytom leżał po stronie niemieckiej, podczas gdy część rodzin mieszkała już po stronie polskiej. Droga do szkoły oznaczała więc nie tylko poranny pośpiech, ale i regularne przekraczanie granicy państwowej.
We wspomnieniach jednego z uczniów szczególnie mocno zapisała się podróż na egzaminy wstępne. Tramwaj zjeżdżał od strony bytomskiej wieży ciśnień, a na przystanku w Piaśnikach (Piasniki) tłoczyli się już chłopcy w kolorowych uczniowskich czapkach. Młody kandydat jechał wraz z matką w przedziale drugiej klasy, którego wytarte aksamitne obicia miały świadczyć o nieco większym komforcie i odpowiednio wyższej cenie biletu.
Poranny dojazd do szkoły był dla wielu uczniów częścią codziennego rytuału. Wspomnienia z epoki podkreślają atmosferę tramwaju, stare drewniane wnętrza i wytarte aksamitne siedzenia.
Grafika poglądowaMłody, w tej szkole głowy ci wprawdzie nie urwą, ale te twoje długie kudły, to ci każą obciąć!
Tak żartował znajomy mleczarz ze Świętochłowic (Schwientochlowitz), pan Leverenz, który spotkał chłopca w tramwaju. Dla przyszłego ucznia była to doskonała wiadomość. Matka lubiła jego półdługą fryzurę typu Bubi-kopf, on sam zaś marzył już o krótkim, „dorosłym” uczesaniu. Po pomyślnie zdanych egzaminach przepowiednia mleczarza miała się wkrótce spełnić.
Polskie przekleństwa i sprawiedliwy Turyngczyk
Zanim bohater wspomnień trafił do Bytomia, uczył się w polskiej szkole nr 1 w Lipinach (Lipine). Opuścił ją z dobrym świadectwem od nauczyciela Moisy, choć – jak sam przyznawał – największy problem sprawiał mu język polski. Ta niechęć do języka i poplebiscytowe napięcia znalazły odbicie także w uczniowskich psotach i drobnych aktach buntu.
We wspomnieniach zapisała się zwłaszcza jedna scena: chłopcy mieli nauczyć się od kolegów różnych polskich przekleństw, a następnie, z całkowicie poważnymi minami, recytować je przed nielubianą nauczycielką, udając niewinne szkolne popisy. To anegdotyczne wspomnienie dobrze pokazuje atmosferę napięć, jaka panowała wówczas w szkolnej codzienności po obu stronach granicy.
Egzaminy wstępne do bytomskiej szkoły po niemieckiej stronie granicy okazały się jednak mniej straszne, niż zapowiadał starszy brat. Grupę prowadził radca szkolny (Studienrat) Laux – spokojny, rzeczowy Turyngczyk, który od pierwszego wejrzenia wzbudzał zaufanie. Uczeń zapamiętał go jako człowieka sprawiedliwego: wymagającego, ale pozbawionego małostkowej złośliwości.
W południe zapadła decyzja: chłopiec został przyjęty! Świętowanie zaczęło się od wizyty w księgarni pana Kühna na rogu dzisiejszego Placu Sikorskiego (Kaiserplatz), a następnie – ku rozpaczy matki i zachwytowi syna – przyszedł czas na fryzjera. Na podłogę spadły znienawidzone chłopięce loki.
Ścisła hierarchia kolorowych czapek
Rozpoczęcie nauki oznaczało wejście w świat surowej szkolnej symboliki. Najbardziej widocznym znakiem przynależności do konkretnej klasy były uczniowskie czapki – Schülermütze. To one zdradzały status chłopca z daleka i przypominały, że nawet szkolna codzienność miała swój porządek, rytuał i hierarchię.
Kolory i wykończenie czapek mówiły o pozycji ucznia w szkolnej drabinie. Wspomnienia z „Tuschkastenu” pokazują, jak silnie była to zakorzeniona tradycja.
Grafika poglądowaHierarchia czapek w bytomskiej Oberrealschule
- Sexta: zielone czapki ze srebrnymi taśmami.
- Quinta: jaskrawa czerwień i złote taśmy.
- Quarta: niebieska ze srebrem.
- Untertertia: jasnobrązowy aksamit ze srebrem.
- Obertertia: ciemnobrązowy aksamit i złoto.
- Untersekunda: ciemnozielony aksamit ze złotem – symbol wejścia w poważniejszy etap nauki.
- Oberprima: białe aksamitne czapki ze złotymi tasiemkami, noszone przez maturzystów.
Z czapkami wiązała się także zabawna, ale wymowna historia. Matka bohatera uznała, że oryginalna szkolna czapka wraz z opłatą celną to zbyt duży wydatek. Po polskiej stronie, w ówczesnej Królewskiej Hucie (Königshütte), znalazła kapelusznika, który miał uszyć tańszy zamiennik. Efekt okazał się jednak fatalny. Dopiero wujek Otto z Bielszowic (Bielschowitz), lekarz związany ze szpitalem brackim, uratował honor bratanka i sfinansował prawdziwą, czerwoną czapkę dla ucznia Quinty.
Grono pedagogiczne: od Piorunującego Dyrektora po „Panotzka”
W szkolnej pamięci najmocniej zapisał się dyrektor, dr Wolko – chłodny, zdystansowany, surowy. Zawsze miał przy sobie pęk kluczy, a sam jego głos budził niepokój. Kiedy wzywał ucznia do siebie, echo „przerażającego grzmienia piorunów” niosło się korytarzami aż do miejskiego ratusza.
Surowy dyrektor dr Wolko zapisał się we wspomnieniach uczniów jako człowiek chłodny, zdystansowany i niemal nieodłącznie związany z pękiem kluczy.
Grafika poglądowaKadrę tworzyło jednak całe grono barwnych postaci. Zastępcą dyrektora był zaledwie 26-letni Studienrat Gugler, który potrafił wygłaszać mowy fascynujące młodzież tak mocno, że na auli panowała idealna cisza. Obok niego szkołę tworzyli m.in.: radca Laux, odpowiedzialny za język francuski i niemiecki Paul, a także dr Schierse, Watzlaw, Merz, Henschke, dr Pantel, Hoffmann, Heinrich, Stonner, Thiell, dr Lwowski, dr Berresheim, Breitkopf, Reginek i Ax. Religię ewangelicką wykładał surowy, ascetyczny Janssen, starszy nauczyciel Koblinski nosił przezwisko „Kobel”, a za edukację plastyczną odpowiadał spokojny pan Gaertner.
Uczyli również pedagodzy, wokół których tworzyły się uczniowskie legendy. Nauczyciel muzyki Proft (przezywany „Paule”) wywodził się z lutniczej rodziny i potrafił nastroić każdą formację skrzypiec. Nie znosił jednak zadęcia i tytułomanii – gdy uczeń zwracał się do niego urzędowo, z przekąsem odpowiadał: „Starszy Sekretarz Telegraficzny!”. Warto również wspomnieć postacie z polskiej szkoły nr 1 w Lipinach, które bohater zachował we wspomnieniach: wymagającego nauczyciela Moisę od kaligrafii oraz pana Proszidlo.
Jedną z barwniejszych postaci szkolnego świata był nauczyciel zapamiętany pod przezwiskiem „Panotzek”. We wspomnieniach uczniów jego lekcje bywały jednocześnie poważne i niezamierzenie komiczne.
Grafika poglądowaLudzkie życie jest procesem spalania…
Taką oto doniosłą teorię miał wygłosić z pełną powagą radca Eichhorn, znany jako „Panotzek” lub „Eihennhenn”. Jego zaczerwienione policzki i powszechnie znane zamiłowanie do trunków prowokowały natychmiastowe wnioski młodzieży, która uznała, że nauczyciel najwyraźniej postanowił ów „proces spalania” osobiście i regularnie wspomagać wysokoprocentowym paliwem.
Lista maturzystów z 1928 roku (Wyjątkowe znalezisko!)
Z perspektywy historycznej i genealogicznej, prawdziwym skarbem dołączonym do tych wspomnień jest kompletna lista maturzystów (absolwentów Oberprimy) z 1928 roku. Źródło wymienia 37 uczniów (od numeru 345 do 381 od początku istnienia placówki), precyzyjnie notując ich imiona, nazwiska, daty urodzenia, deklarowane wyznanie religijne oraz plany na przyszłe studia i ścieżki kariery zawodowej. Ta lista to fantastyczny ślad dla osób poszukujących swoich przodków na Górnym Śląsku.
| Nr | Nazwisko i Imię | Data urodzenia | Wyznanie | Planowane studia/kariera |
|---|---|---|---|---|
| 345 | Krüger Erich | 3. 1. 1907 | ev. | Medizin (Medycyna) |
| 346 | Barczyk Hubert | 3. 9. 1910 | ev. | Baufach (Budownictwo) |
| 347 | Behlau Joachim | 9. 6. 1910 | kath. | Philologie (Filologia) |
| 348 | Brey Kurt | 23. 8. 1910 | kath. | Jura (Prawo) |
| 349 | Cyron Paul | 31. 1. 1908 | ev. | Theologie (Teologia) |
| 350 | Echtermeyer K. | 5. 5. 1911 | ev. | Jura (Prawo) |
| 351 | Fesser Hans | 19. 8. 1910 | kath. | Philologie (Filologia) |
| 352 | Jordan Alfred | 10. 11. 1908 | kath. | Turn- und Sportlehrer (Nauczyciel WF) |
| 353 | Juscyck Konrad | 14. 1. 1910 | kath. | Baufach (Budownictwo) |
| 354 | Langner Herbert | 7. 5. 1908 | ev. | Beamtenlaufbahn (Kariera urzędnicza) |
| 355 | Malcher Ewald | 23. 8. 1908 | kath. | Beamtenlaufbahn (Kariera urzędnicza) |
| 356 | Pollok Berthold | 3. 10. 1909 | kath. | Lehrer (Nauczyciel) |
| 357 | Schüttel Günter | 18. 1. 1909 | ev. | Techniker (Technik) |
| 358 | Siedner Ernst | 28. 12. 1905 | jüd. | Maschinen-Baufach (Budowa maszyn) |
| 359 | Silberberg Kurt | 22. 9. 1903 | jüd. | Jura (Prawo) |
| 360 | Teichmann | 5. 5. 1909 | ev. | Handelsfach (Handel) |
| 361 | Brinkmann Ernst | 26. 7. 1909 | kath. | Kaufmann (Kupiec) |
| 362 | Galler Max | 28. 6. 1906 | kath. | Forstwirtschaft (Leśnictwo) |
| 363 | Gburek Leo | 18. 4. 1910 | kath. | Philologie (Filologia) |
| 364 | Grabowski Arno | 18. 5. 1908 | kath. | Kaufmann (Kupiec) |
| 365 | Hirsch Samuel | 29. 7. 1911 | jüd. | Medizin (Medycyna) |
| 366 | Kawalle Joachim | 9. 12. 1908 | kath. | Sportlehrer (Nauczyciel WF) |
| 367 | Kosak Rudolf | 28. 8. 1907 | kath. | Bankfach (Bankowość) |
| 368 | Kynast Günter | 16. 8. 1909 | kath. | Gartenbau (Ogrodnictwo) |
| 369 | Loebel Albin | 24. 1. 1908 | ev. | Kaufmann (Kupiec) |
| 370 | Markefka Kurt | 11. 10. 1909 | kath. | Jura (Prawo) |
| 371 | Neuwirth Heinrich | 18. 7. 1908 | kath. | Techniker (Technik) |
| 372 | Pawliczek Karl | 11. 12. 1907 | kath. | Reichsbahn (Kolej Rzeszy) |
| 373 | Pogoda Gerhard | 1. 11. 1909 | kath. | Philologie (Filologia) |
| 374 | Schimke Johannes | 24. 3. 1908 | kath. | Chemie (Chemia) |
| 375 | Steinitz Franz-St. | 22. 6. 1910 | jüd. | Medizin (Medycyna) |
| 376 | Stolarczyk Engelb. | 5. 8. 1909 | kath. | Philologie (Filologia) |
| 377 | Ueberall Alfons | 25. 10. 1909 | kath. | Reichsbahn (Kolej Rzeszy) |
| 378 | Weiß Günter | 7. 5. 1908 | kath. | Jura (Prawo) |
| 379 | Wermund Hans | 27. 1. 1910 | kath. | Kaufmann (Kupiec) |
| 380 | Wolff Ernst | 24. 12. 1910 | jüd. | Kaufmann (Kupiec) |
| 381 | Wuttke Hans | 25. 4. 1910 | kath. | Medizin (Medycyna) |
Wielka historia z prezydentem w tle
Szkolny rok 1928 nie toczył się w próżni. 17 września 1928 roku Bytom odwiedził prezydent Rzeszy, feldmarszałek Paul von Hindenburg. Była to ważna wizyta państwowa, a miasto starało się nadać jej wyjątkowo uroczysty charakter. Jedną z kluczowych postaci tego dnia był nadburmistrz miasta – więcej o nim przeczytasz w osobnym tekście: Adolf Knakrick, nadburmistrz Bytomia.
We wspomnieniach ucznia szczególnie mocno zapadł widok z okien szkoły. Hindenburg zatrzymał się w gmachu dzisiejszej szkoły muzycznej przy ulicy Moniuszki, położonym naprzeciw Oberrealschule. Z klas można było obserwować ruch na placu, tłum zgromadzony na trasie przejazdu i wojskowo-urzędowy ceremoniał, który dla nastolatków był jednocześnie widowiskiem i lekcją politycznej rzeczywistości epoki.
Archiwalna scena z wizyty państwowej w Bytomiu we wrześniu 1928 roku. Dla uczniów „Tuschkastenu” wydarzenia tej skali były czymś więcej niż miejską uroczystością – stawały się częścią osobistej pamięci.Właśnie dlatego dzieje bytomskiej szkoły nie są jedynie historią nauki i wychowania. Między klasówkami, szkolną hierarchią i młodzieńczymi lękami widać w nich także cały ciężar epoki: granicę, napięcia narodowe, codzienność międzywojennego Górnego Śląska i wielką politykę zaglądającą prosto do szkolnych okien.
Dawny „Tuschkasten” dziś
Choć świat uczniowskich czapek, granicznych tramwajów i surowych pedagogów dawno przeminął, sam budynek nadal pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych gmachów tej części Bytomia. Dzisiejsze IV Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Chrobrego wciąż przypomina o czasach, gdy przy placu Sikorskiego mieściła się słynna Oberrealschule.
Dzisiejszy wygląd gmachu IV Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego w Bytomiu, dawnej Oberrealschule przy placu Sikorskiego.



