Skip to contentSkip to main navigationSkip to footer

Pradzieje Ziemi Bytomskiej i okolic. Co przemysł zniszczył pod naszymi stopami?

Starożytna gliniana urna i miecz leżące na tle wielkich, dymiących szybów kopalnianych.

Pradzieje Ziemi Bytomskiej i okolic. Co przemysł zniszczył pod naszymi stopami?

Wyobraź sobie ogłuszający hałas maszyn parowych, zgrzyt żelaza i gęsty dym zasłaniający słońce. W latach 20. XX wieku Górny Śląsk był jednym wielkim placem budowy, pożerającym własną ziemię. W tym przemysłowym piekle garstka pasjonatów z łopatkami i pędzelkami stanęła do nierównej walki z potężnymi maszynami. Musieli udowodnić, że pod hałdami i szybami kopalń kryje się tętniący życiem, starożytny świat, który lada moment może zniknąć bezpowrotnie.

Mit bezludnej puszczy, czyli z czym walczył Alfred Arndt

Przez dziesięciolecia w środowisku naukowym (szczególnie w ośrodku wrocławskim) pokutowało przekonanie, że Górny Śląsk po epoce lodowcowej był jedną wielką, nieprzebytą knieją. Tak zwana Przesieka (niem. Preseka lub Urwald) miała rzekomo uniemożliwiać jakiekolwiek osadnictwo. Zgodnie z tym mitem, przed nadejściem średniowiecza na tych ziemiach nie działo się absolutnie nic, a region stanowił „pustkę osadniczą”. Z tą zastałą narracją postanowił zmierzyć się Alfred Arndt (1880–1967) – kapłan, pedagog i człowiek, którego dziś śmiało możemy nazwać „ojcem górnośląskiej prahistorii”.

Prahistoria czy Prehistoria?

W dzisiejszym języku potocznym znacznie częściej słyszymy o prehistorii (to słowo z łacińskim przedrostkiem pre-). Jednak w latach 20. i 30. XX wieku badacze kładli nacisk na rodzime brzmienie, używając słowa prahistoria (ze słowiańskim przedrostkiem pra-). Użycie w tym artykule tego klasycznego, nieco retro pojęcia – obok czysto polskich pradziejów – najlepiej oddaje naukowy klimat tamtej epoki oraz wierność tłumaczeniom dawnych, niemieckich źródeł (Vorgeschichte).

Ks. Alfred Arndt w roboczym płaszczu oczyszcza starożytną urnę na tle dymiących kominów kopalni na Górnym Śląsku.
Ks. Alfred Arndt – ojciec śląskiej prahistorii – ratował ślady przeszłości tuż przed gąsienicami przemysłowej machiny.

Od 1922 roku Arndt pełnił funkcję pierwszego państwowego męża zaufania ds. zabytków archeologicznych na Prowincję Górnośląską. Jako kierownik działu prehistorycznego w prężnie rozwijającym się Beuthener Museum (późniejszym Muzeum Górnośląskim w Bytomiu), założył w 1922 r. specjalną Grupę Roboczą. Ich zadanie było proste, ale dramatycznie trudne w realizacji: znaleźć twarde dowody na to, że pod przemysłowym pyłem kryją się tysiąclecia ludzkiej historii.

Wyścig z czasem i buldożerami

Zadanie utrudniał fakt, że Górny Śląsk przechodził gwałtowną industrializację. Kopalnie węgla i galmanu, rozrastające się huty i powstające osiedla robotnicze dosłownie wgryzały się w ziemię, niszcząc bezpowrotnie bezcenne stanowiska archeologiczne. Arndt i jego współpracownicy prowadzili klasyczną „archeologię ratunkową”. Biegali z łopatkami tam, gdzie za chwilę miały wjechać ciężkie maszyny parowe. Często jedynym punktem odniesienia dla badaczy były stare, precyzyjne litografie Ernsta Wilhelma Knippela z XIX wieku, które dokumentowały pierwotny krajobraz, zanim ten został całkowicie przeorany przez szyby i hałdy.

Akta śledztwa: Od łowców mamutów po szklane bransolety Celtów

Każde wbicie szpadla na Śląsku mogło przynieść rewelacje. Co dokładnie ukrywała ziemia, zanim przykrył ją przemysł? Prześledźmy najważniejsze odkrycia chronologicznie.

1. Epoka Lodowcowa i pierwsi myśliwi

Człowiek pojawił się na Śląsku już w okresie lodowcowym (paleolicie). Archeolodzy odkryli pod grubymi warstwami lessu kości mamutów, nosorożców włochatych i niedźwiedzi jaskiniowych, na które polowali ówcześni ludzie. Pozostałości narzędzi z tego okresu (tzw. kultura oryniacka) odnaleziono m.in. w Dzierżysławiu i Roszowickim Lesie.

Prehistoryczni myśliwi w surowym, śnieżnym krajobrazie epoki lodowcowej, ubrani w grube skóry, polujący na potężnego, włochatego nosorożca.
Prehistoryczni myśliwi polujący na nosorożca włochatego w surowym klimacie epoki lodowcowej.

2. Mezolityczne obozowiska w Zabrzu i Miechowicach

Kiedy lądolód ustąpił (ok. 8-10 tys. lat temu), na nasze tereny wkroczyli zbieracze i myśliwi. W 1926 roku rodzeństwo pasjonatów, Heinrich i Hildegard Kurtz, dokonało niezwykłego odkrycia na piaszczystych wydmach w Zabrzu (Hindenburg). Ziemia skrywała dziesiątki mikrolitów – miniaturowych, precyzyjnie łupanych narzędzi krzemiennych.

Prehistoryczny myśliwy kucający na piaszczystej wydmie, precyzyjnie łupiący kawałek krzemienia, aby stworzyć miniaturowe narzędzie (mikrolit).
Tworzenie precyzyjnych narzędzi krzemiennych (mikrolitów) w sezonowym obozowisku na piaszczystych wydmach.

Podobne znaleziska odkryto w Miechowicach na Grycbergu (Grytzberg), gdzie odnaleziono prymitywne skrobaki i wiertła. Finał zderzenia z przemysłem: Stanowisko na wydmach w Zabrzu padło całkowicie ofiarą postępującego uprzemysłowienia. Zostały tylko uratowane w ostatniej chwili artefakty. Podobny los spotkał neolityczne ślady rolników na terenie Huty Hubertus czy w Wieszowej, gdzie wydobyto olbrzymie ilości łupanego kwarcyfu.

3. Złoty Wiek Brązu i tajemniczy Celtowie

W epoce brązu (ok. 1500 p.n.e.) region tętnił życiem. Wystarczy wspomnieć 10 lipca 1925 roku, kiedy to w Nędzy (Nendza) z wilgotnego torfu wydobyto fenomenalnie zachowany miecz z epoki brązu.

Dłonie w skórzanych rękawicach ostrożnie wyciągają z ciemnego, wilgotnego torfu zabytkowy miecz z epoki brązu.
Wydobyty w 1925 roku w Nędzy miecz stanowił twardy dowód na to, że zaawansowana metalurgia istniała tu na długo przed hutami cynku i żelaza.

Jeszcze ciekawiej robi się, gdy spojrzymy na Celtów, którzy zamieszkiwali zachodnie rubieże Śląska około 400 r. p.n.e. (pozostawili po sobie ślad m.in. w nazwie miejscowości Kotulin). Byli mistrzami rzemiosła – używali toczonej na kole ceramiki zdobionej grafitem i nosili niezwykłe, błękitne bransolety ze szkła.

Starożytny celtycki rzemieślnik w prostej tunice, pracujący przy kole garncarskim, modelujący ciemne, lśniące naczynie gliniane. Na nadgarstku widoczna szklana bransoleta.
Celtycki rzemieślnik przy pracy – mistrzowie ceramiki i ozdób szklanych na starożytnym Śląsku.

Z kolei urny ciałopalne z tego i późniejszego okresu wykopywano dosłownie na terenach wielkich kopalń – m.in. przy bytomskiej Heinitzgrube (Kopalnia Rozbark) czy Radzionkau Grube!

4. Wandalowie pod kopalnią galmanu w Szarleju

To absolutny hit archeologiczny tamtych lat, choć musimy pamiętać o ówczesnym kontekście. W dwudziestoleciu międzywojennym niemieccy badacze usilnie poszukiwali starożytnych, germańskich korzeni Śląska, co nierzadko nadawało ich interpretacjom polityczny wydźwięk. Niemniej jednak same odkrycia były bezdyskusyjnymi faktami: w Szarleju (Scharley, dziś dzielnica Piekar Śląskich) pod rozbudowującą się infrastrukturą kopalni kruszców natrafiono na potężne pozostałości osady z IV w. n.e., przypisywanej właśnie germańskim plemionom Wandalów.

Przekrój warstw ziemi ukazujący XIX-wieczną kopalnię na powierzchni oraz ukryte pod nią starożytne drewniane ziemianki Wandalów.
Ziemianki Wandalów z IV w. n.e. odkryto bezpośrednio pod terenami dawnej kopalni galmanu w Szarleju. Górnicy stąpali po historii!

Odkryto tam liczne ziemianki mieszkalne (Wohngruben). Pomyślcie tylko: przez dziesiątki lat górnicy stąpali codziennie do pracy dokładnie nad domostwami wojowników z okresu Wielkiej Wędrówki Ludów! Zanim Wandalowie ruszyli w V wieku na zachód (docierając aż do Afryki Północnej), pozostawili na Śląsku wyraźne ślady, m.in. w Łabędziach, sersieńskim Świbiu (wpływy gockie) czy właśnie w Szarleju.

5. Średniowieczne mity: Od Wzgórza Małgorzaty do „Szwedzkiego Szańca”

Gdy wyludnione po Wandalach tereny zajęli Słowianie (co według międzywojennego stanu badań datowano początkowo na IX-X wiek), lokowali się na wzniesieniach i terenach wolnych od gęstych lasów. Doskonałym przykładem jest bytomskie Wzgórze Małgorzaty (Margaretenhügel), gdzie obok ceramiki z epoki brązu odkryto ślady wczesnośredniowiecznego grodu, który najpewniej ukształtował się w XI wieku jako ważny ośrodek kasztelański. Z kolei w Starych Tarnowicach (Alt-Tarnowitz) archeologia musiała zmierzyć się z legendą. Przez lata miejscowi nazywali tamtejsze wzniesienie „Szwedzkim Szańcem”, błędnie łącząc je z późniejszymi wojnami nowożytnymi (np. potopem szwedzkim czy wojną trzydziestoletnią). Badania archeologiczne (którymi w latach 30. kierował dr Pfützenreiter) wykazały jednak, że był to sztucznie sypany średniowieczny kopiec (typu motte) z XIII–XIV wieku, na którym wznosiła się drewniana wieża obronna z fosą.

Średniowieczna, wysoka drewniana wieża obronna na szczycie sztucznie usypanego, stromego wzgórza, otoczona fosą wypełnioną wodą i palisadą.
Wizualizacja średniowiecznego gródka stożkowatego (motte), na którego ślady natrafiono w Starych Tarnowicach.

Pyłki z torfowisk – jak nauka ostatecznie zabiła „Puszczę”

Aby ostatecznie zadać kłam teorii o nieprzebytej Przesiece (Urwald), zespół Arndta musiał sięgnąć po nowatorskie metody naukowe. We współpracy z nauczycielem Schubertem i młodym studentem Kurtzem rozpoczęto pionierskie badania torfowisk (Moorforschung). Kurtz odpowiadał za łączenie wyników badań przyrodniczych z prahistorią oraz za nowatorską dokumentację fotograficzną.

Dwóch naukowców z lat 20. XX wieku pobierających metalowym świdrem ręcznym próbki rdzeniowe na zamglonym torfowisku.
Pionierskie odwierty na śląskich torfowiskach pozwoliły na przełomową analizę pyłków uwięzionych w ziemi.

Robiąc głębokie odwierty, analizowano warstwy pyłków roślinnych uwięzionych w torfie. Pozwoliło to na dokładną rekonstrukcję dawnego klimatu i szaty roślinnej. Co się okazało? Po epoce lodowcowej klimat uległ ociepleniu, a naturalne zmiany środowiskowe i działalność wczesnych rolników tworzyły ogromne polany i żyzne enklawy. Mit mrocznej, bezludnej puszczy upadł ostatecznie w 1925 roku po publikacji fundamentalnego dzieła Arndta „Oberschlesische Vor- und Frühgeschichte”. Sukces ten skłonił władze prowincjonalne do utworzenia pierwszego pełnoetatowego stanowiska konserwatora zabytków, które objął znany w Europie archeolog, dr Bolko von Richthofen.

Podsumowanie: To, po czym stąpamy dzisiaj

Praca Alfreda Arndta i jego współpracowników ocaliła dziedzictwo Górnego Śląska przed bezlitosnymi zębami koparek. Zbiory bytomskiego muzeum tuż przed 1945 rokiem liczyły ponad 2000 świetnie opracowanych prahistorycznych obiektów.

Współczesne skrzyżowanie na Śląsku w deszczu, w kałuży na asfalcie odbija się sylwetka prehistorycznego łowcy z łukiem.
To, po czym stąpamy dzisiaj, kryje tysiące lat zapomnianej historii.

Gdy następnym razem będziesz spacerować po Miechowicach, wejdziesz na Wzgórze Małgorzaty w Bytomiu lub miniesz teren dawnej Kopalni Rozbark czy zabudowań w Szarleju, spójrz pod nogi. To, po czym stąpasz, to nie tylko pozostałości XIX-wiecznego przemysłu. To milczący świadek historii łowców mamutów, rzemieślników celtyckich, germańskich wojowników i słowiańskich rolników – tysięcy lat życia, które ledwo udało się wyrwać z objęć zapomnienia.

Źródła i materiały archiwalne

Niniejsze opracowanie opiera się na skatalogowanych materiałach historycznych oraz badaniach z epoki:

  • Gleiwitzer-Beuthener-Tarnowitzer Heimatblatt (oraz Gleiwitzer und Beuthener Heimatblatt) – zbadane roczniki i wydania: 1952 (marzec), 1954 (kwiecień, grudzień), 1955 (maj), 1958 (marzec), 1960 (luty, maj), 1965 (listopad), 1967 (lipiec, grudzień), 1971 (lipiec/sierpień), 1982 (listopad), 1991 (luty).
  • Geisler, WalterOberschlesien-Atlas: Zur Einführung in den Karteninhalt, Berlin 1938.
  • Raschke, GeorgErgebnisse der oberschlesischen Urgeschichtsforschung, w: „Die Provinz Oberschlesien”, Ratibor 1931.
  • Geschwendt, Fritz (wyd.)Altschlesische Blätter, Nr 5, 1928.
0
0

There are no comments yet

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *