
Opracowanie własne (luźne) na podstawie artykułu :
Gleiwitzer – Beuthener – Tarnowitzer Heimatblatt (1987)
LINK digishelf.de
Historia budowy kaplicy Najświętszej Marii Panny i Świętego Józefa w Szombierkach oraz ówczesnego sołtysa Szymona Flaczka.
Pierwotnie kaplica miała stanąć na posesji Flaczka, gdzie później do 1945 roku swój sklep z piekarnią prowadził mistrz piekarski Bursig (którego żona z domu była Flaczek), jako dziękczynne votum rodzin ocalałych z epidemii cholery, jednak ksiądz Józef Szafranek z kościoła Najświętszej Maryi Panny w Bytomiu odrzucił ten pomysł, gdyż w bezpośrednim sąsiedztwie znajdowała się karczma. Zdaniem księdza Szafranka, takie otoczenie zbezcześciłoby kaplicę. Finalnie grunt ofiarował rolnik August Cygan, a Flaczek przekazał zdecydowaną większość środków na budowę kaplicy i 25 października 1859r. wmurowano kamień węgielny pod budowę kaplicy. Uroczystego otwarcia i poświęcenia neogotyckiej kaplicy pod wezwaniem Matki Bożej i św. Józefa dokonał 25.10.1863 roku ks. B. Purkop z Piekar Śląskich.
Wiele lat później, niektórzy starsi mieszkańcy Szombierek wciąż pamiętali kochanego staruszka, który podczas deszczu, burzy, czy śniegu codziennie o godzinie 5:00, 12:00 i 17:00 dzwonił w mały dzwon do Anioła Pańskiego i odprawiał codzienną modlitwę. W tamtych czasach kaplica była otwarta, będąc źródłem łaski bożej dla zatroskanych.
Tym starcem był Szymon Flaczek, były sołtys Szombierek (do 1861r.). Urodził się 28 października 1826r., a zmarł 13 grudnia 1914r. Dożył w ten sposób pięknego wieku 88 lat. Jego żona Katarzyna urodziła się 30 kwietnia 1829r., a zmarła 28 kwietnia 1916r. Oboje pochowani są na cmentarzu w Szombierkach.
Stanisław Flaczek, syn zmarłego wójta Szymona Flaczka, który później opiekował się kaplicą, tak opowiadał o budowie kaplicy:
„Jesienią 1854 roku w naszej małej wiosce epidemia cholery szalała tak mocno, że zginęła jedna trzecia mieszkańców. W tym czasie, gdy epidemia była tak wyniszczająca, miejscowy rolnik, mój dziadek Kazimerz Flaczek, chodził z moim ojcem Szymonem od domu, do domu i zbierał datki na budowę kaplicy. Datki były obfite, ale oznaki epidemii pojawiły się także u mojego ojca Szymona, aż pewnego dnia i on nie mógł już opuścić łóżka. W tej rozpaczy mój ojciec, który był gorącym wyznawcą Matki Boskiej, złożył przysięgę, że nie wypije w życiu ani kropli alkoholu, a po wyzdrowieniu poświęci kaplicę Świętej Maryi. Kiedy następnego ranka przyszedł lekarz, ojciec wstał z łóżka, był zdrowy i wesoły. Podtrzymał przysięgę, że aż do śmierci nie wypije ani kropli alkoholu”.







